września 08, 2026

Uroczystość Narodzenia NMP - Maryja – Jutrzenka i ziarno nadziei

września 08, 2026

Uroczystość Narodzenia NMP - Maryja – Jutrzenka i ziarno nadziei

 Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza (Mt 1, 18-23)

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak.
Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.
Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów».
A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy «Bóg z nami».


Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym 

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejsza Ewangelia może nas trochę zaskakiwać. Obchodzimy Narodzenie Najświętszej Maryi Panny, a słyszymy Ewangelię o Józefie, Maryi i poczęciu Jezusa.

Dlaczego Kościół właśnie ten fragment daje nam dzisiaj?

Bo Kościół chce nam przypomnieć, kim jest Maryja i po co przyszła na świat.

Maryja nie jest celem naszej wiary. Ona zawsze prowadzi do Jezusa.

W Ewangelii słyszymy słowa:

„Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.

A potem jeszcze jedno niezwykłe imię:

„Emmanuel” – Bóg z nami.

I właśnie dlatego narodzenie Maryi jest tak wielkim świętem.

Maryja jest Jutrzenką Zbawienia.

Jutrzenka pojawia się jeszcze przed wschodem słońca. Nie jest słońcem, ale mówi: słońce już wschodzi! Nadchodzi światło! Kończy się noc!

Taką jest Maryja.

Jej narodzenie jest jak pierwszy blask nad światem pogrążonym w ciemności. Z Niej przyjdzie na świat Jezus – Słońce Sprawiedliwości, Zbawiciel człowieka.

Dlatego Kościół śpiewa:

„Narodzenie Twoje, Bogarodzico Dziewico, zwiastowało radość całemu światu; z Ciebie bowiem wzeszło Słońce Sprawiedliwości, Chrystus, Bóg nasz”.

Maryja jest więc znakiem, że Bóg nie zostawił świata w ciemności.

I może właśnie tego najbardziej potrzebujemy dzisiaj.

Żyjemy w świecie, w którym wielu ludzi boi się jutra.
Boimy się o nasze rodziny. O dzieci. O zdrowie. O przyszłość. O Kościół.  
O Polskę.  O pokój. Czasami patrzymy na świat i widzimy przede wszystkim ciemność. A dzisiejsze święto mówi:

Nie patrz tylko na noc. Popatrz na Jutrzenkę.

Bóg już rozpoczął swoje dzieło.

Maryja jest dowodem, że Bóg potrafi rozpocząć wielkie rzeczy od czegoś małego, cichego i ukrytego.

Narodziło się małe dziecko.

Świat tego nie zauważył.

Nie było wielkich wydarzeń. Nie było gazet. Nie było kamer. Nie było tłumów.

A jednak właśnie wtedy zaczynała się historia, która miała zmienić świat.

To bardzo ważna wiadomość dla każdego z nas.

Może myślisz dzisiaj:

„Moje życie jest zbyt zwyczajne”.

„Moja modlitwa jest taka mała”.

„Moja rodzina jest słaba”.

„Ja już niewiele mogę”.

A Bóg mówi:

Nie lekceważ małego początku.

Bo Bóg potrafi z małego ziarna wyprowadzić wielkie drzewo.

I tutaj dochodzimy do pięknej polskiej tradycji dzisiejszego święta.

Matka Boża Siewna.

8 września przypada w czasie, gdy rolnik rozpoczyna jesienne zasiewy. Dlatego przynosimy do kościoła ziarno, aby je pobłogosławić i później zasiać w ziemię.

To piękny obraz naszego życia.

Bo każdy człowiek jest trochę jak ziemia.

I każdego dnia coś w nas zostaje zasiane.

Można zasiać wiarę albo zwątpienie.

Można zasiać miłość albo nienawiść.

Można zasiać nadzieję albo lęk.

Można zasiać modlitwę albo obojętność.

Można zasiać dobre słowo albo zranić człowieka słowem, którego później nie da się już cofnąć.

A przecież każdy siew kiedyś wyda plon.

Dlatego dzisiejsza uroczystość stawia nam bardzo konkretne pytanie:

Co ja sieję w swoim domu?

Co sieję w sercu mojego dziecka?

Co sieję w moim małżeństwie?

Co sieję w relacjach z ludźmi?

Co sieję każdego dnia w swoim własnym sercu?

Bo być może modlimy się o piękny plon, a jednocześnie siejemy zupełnie inne ziarno.

Prosimy o pokój, a siejemy gniew.

Prosimy o zgodę w rodzinie, a ciągle wypominamy sobie winy.

Prosimy Boga o dobre dzieci, a sami nie dajemy im czasu ani przykładu wiary.

Prosimy o nadzieję, a codziennie karmimy serce wiadomościami, lękiem i narzekaniem.

Maryja pokazuje nam dzisiaj coś zupełnie innego.

Jej życie było ziemią otwartą na Boga.

Bóg zasiał w Niej swoje ziarno.

A Ona pozwoliła, aby to ziarno wydało plon.

Tym plonem stał się Jezus.

Dlatego dzisiaj możemy powiedzieć:

Maryja jest Jutrzenką, ale jest także ziemią, która przyjęła Boże ziarno.

I to jest zadanie również dla nas.

Pozwolić Bogu zasiać w sobie Jego słowo.

Pozwolić Mu wzrastać.

Nie wszystko musi wydarzyć się natychmiast.

Ziarno najpierw zostaje ukryte w ziemi.

Potem długo niczego nie widać.

A jednak ono żyje.

Tak samo jest z Bożym działaniem.

Może modlisz się za swoje dziecko już od wielu lat i nie widzisz żadnej zmiany.

Może modlisz się za małżeństwo.

Za człowieka, który odszedł od Boga.

Za kogoś, kto pogubił swoje życie.

I wydaje ci się, że nic się nie dzieje.

Nie przestawaj siać.

Ziarno potrzebuje czasu.

Potrzebuje ziemi.

Potrzebuje deszczu.

Potrzebuje cierpliwości.

I przede wszystkim potrzebuje Boga.

Dzisiejsza uroczystość mówi nam więc:

Nie bój się małych początków.

Nie gardź małą modlitwą.

Nie lekceważ jednego dobrego słowa.

Nie lekceważ pojednania.

Nie lekceważ różańca odmówionego za dziecko.

Nie lekceważ niedzielnej Mszy Świętej.

Nie lekceważ tego, że dzisiaj komuś przebaczysz.

Może właśnie z tego małego ziarna Bóg przygotowuje wielki plon.

A kiedy przyjdzie noc i będziesz miał wrażenie, że nic już nie ma sensu, spójrz na Maryję – Jutrzenkę.

Jutrzenka mówi:

Jeszcze jest noc, ale zbliża się światło.

Jeszcze nie wszystko rozumiesz, ale Bóg prowadzi.

Jeszcze nie widzisz owocu, ale ziarno już zostało zasiane.

Jeszcze nie widzisz rozwiązania, ale Bóg już działa.

I dlatego dzisiaj, w święto Narodzenia Maryi, możemy prosić:

Maryjo, Matko Boża Siewna, naucz nas dobrze siać.

Naucz nas siać w naszych rodzinach wiarę.

W naszych małżeństwach – miłość.

W naszych dzieciach – dobro.

W naszych wspólnotach – jedność.

W sercach ludzi zranionych – nadzieję.

A przede wszystkim naucz nas przyjmować Chrystusa.

Bo przecież cały sens Twojego życia jest w Jezusie.

Ty jesteś Jutrzenką.

On jest Słońcem.

Ty wskazujesz drogę.

On jest Drogą.

Ty niesiesz Jezusa.

On jest Zbawicielem.

Dlatego patrząc dzisiaj na Maryję, nie zatrzymujmy się na Niej.

Idźmy za Jej spojrzeniem.

A Ona zawsze mówi to samo:

„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

Maryjo, Jutrzenko Zbawienia,

rozświetl nasze ciemności.

Maryjo, Matko Boża Siewna,

naucz nas siać dobro.

Maryjo, Matko nadziei,

wyproś nam cierpliwość, gdy jeszcze nie widzimy owocu.

I spraw, aby z ziarna naszej wiary, 

modlitwy, miłości i ofiary  

       wyrósł w naszym życiu Jezus Chrystus.

Amen.

✝️ Przyjmijcie Chrystusowe błogosławieństwo:

Niech Bóg, który przez Maryję dał światu Jutrzenkę Zbawienia, rozświetla wszystkie ciemności waszego życia.

Niech Maryja, Matka Boża Siewna, wyprasza wam łaskę dobrego zasiewu — wiary, miłości, modlitwy, przebaczenia i nadziei.

Niech ziarno Bożego słowa, zasiane w waszych sercach, wzrasta cierpliwie i przynosi obfity plon.

A Jezus Chrystus, którego Maryja przyniosła światu,
niech będzie zawsze waszym światłem, pokojem i nadzieją.

Niech was błogosławi Bóg Wszechmogący:
† Ojciec i Syn, i Duch Święty.
Amen. 

września 07, 2026

Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny - Nie bój się wziąć do siebie Maryi

września 07, 2026

Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny - Nie bój się wziąć do siebie Maryi

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza (Mt 1, 18-23)
 
Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: "Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów". A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez proroka: "Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami". Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, ja mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus. 

Refleksja nad Słowem Bożym

Liturgia Bożego słowa tej Mszy św. dzisiejszej ukazuje, jak całe życie Matki Najświętszej polegało na odniesieniu do Jezusa, do całego ludu Bożego. Dlatego w to dzisiejsze święto, Święto Narodzenia NMP, niejako na pierwszym planie do głosu dochodzi tajemnica Narodzenia Jezusa Chrystusa.

Ewangelia, którą wysłuchaliśmy przed chwilą, ukazuje – długą, co prawda – genealogię Jezusa, genealogię, która zagłębia Jezusa w Jego korzenie historii całego Narodu Wybranego, cofając się aż do Abrahama i Dawida. W liście tych sławnych ludzi, i tych ludzi, których może mniej znamy, tych imion tak wielu, ukrywa się jakaś wielka myśl, jakaś złota nić, rozwijająca się przez wieki; nić, która dochodzi aż na koniec do Maryi, Matki Najświętszej. Jest to wielkie oczekiwanie na spotkanie Boga z człowiekiem; oczekiwanie, które zostało przygotowane przez obietnice daną Abrahamowi; oczekiwanie zapoczątkowane w dynastii Dawidowej, przechodzącej w ciągu tak wielu wieków historii Narodu Wybranego, historii, która wpisuje w swoje losy również czas narodzin Matki Jezusa. W Niej właśnie urzeczywistnia się Boże Słowo; w Niej to ziarno Bożego Słowa staje się Ciałem. I chociaż Maryja jest wpisana w tak wielką historię Odkupienia, zbawienia świata, to Ona ma też swoją własną historię; ma własną historię narodzenia, ma historię swojego cichego życia w Nazarecie u boku swoich rodziców Joachima i Anny.

Chrześcijanie w przeciągu dwudziestu już wieków, ciągle swoją myślą wybiegają do Matki Najświętszej, do tajemnicy Jej pojawienia się na świecie; wybiegają, bowiem Jej narodzenie, to jak gdyby zapoczątkowanie dzieła odkupienia świata. Jej pojawienie się na świecie, to tak, jak to słońce poranne, które wstaje i oświetla cały świat swoimi promieniami. Ono ukazuje tą pełnię zbawienia, wskazuje, że wypełniły się czasy, przyszedł czas zbawienia świata, i to się dokonuje również przez Nią. Gdyby bowiem nie zaistniała Maryja, w swej najwyższej doskonałości, w swej świętości, w swym doskonałym posłuszeństwie Bożym planom w świecie, nie mogłoby nastąpić Wcielenie Bożego Syna, nie byłoby odkupienia świata.

W naszej Ojczyźnie święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w szczególny sposób upodobał sobie wiejski lud, nazywając je świętem Matki Boskiej Siewnej. Był bowiem taki dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i po przygotowaniu pól zaczynano jesienny siew:

Gdy o Matce Bożej zasiano,
To ani za późno, ani za rano.

To święto kościelne staje się również tematem dla poetów. Poświęca mu jeden ze swoich wierszy Józef Skóra. W wierszu: Matka Boża Siewna pisze:

Idzie Matka Boska Siewna
po jesiennej roli,
wsiewa ziarno w ziemię czarną
w złotej aureoli.
Rzuca swe płomienne blaski
na pola i sioła,
Miłosierna, pełna łaski
patrzy dookoła…

W święto Matki Bożej Siewnej, jak każe dawny zwyczaj, rolnicy przynoszą ziarno przeznaczone na tegoroczny zasiew. Kapłan, poświęcając je, wypowiada następującą modlitwę: „Boże, Ty sprawiasz, że wszelkie nasiona wpadłszy w ziemię obumierają, aby wydać plon (…). Prosimy Cię, pobłogosław te ziarna zbóż i inne nasiona.  Zachowaj je przed gradem, powodzią, suszą i wszelką szkodą, a ziemię użyźnij rosą z nieba, aby rośliny z nich wyrosłe wydały obfite plony. Spraw też, abyśmy za przykładem Najświętszej Maryi Panny (…) przynosili plon stokrotny przez naszą wytrwałość w pełnieniu Twojej woli”. I tak zaorane zagony czekają na przyjęcie nowego daru – ziemia wkrótce otrzyma nowe ziarno; ono jeszcze przed nadejściem zimy uraduje nasze oczy zielenią. Na wiosnę ziarno przygarnięte przez ziemię, wraz z całą naturą, wybuchnie bogatym wzrostem. Pod koniec lata znów uraduje nas plonem stokrotnym.

Nic więc dziwnego, że Kościół pragnie 8 września, a więc pod koniec lata i na progu jesieni, uczcić Matkę Bożą, wspominając Jej narodzenie. Jej przyjście na świat tak bardzo przywołuje w wyobraźni obraz jesiennego siewu. W Maryi bowiem Bóg powierzył ziemi drogocenne „ziarno”, które w przyszłości wyda plon. „Błogosławiony jest owoc żywota Twojego…” – modlą się dziś tysiące ludzi wierzących na całej ziemi. 



Narodzeniu Maryi nie towarzyszyło żadne szczególne wydarzenie i Ewangelie nic nam o nim nie mówią. Urodziła się zapewne w jakimś miasteczku Galilei, prawdopo­dobnie w samym Nazarecie, i tego dnia nic osobliwego na jej temat nie zostało ludziom objawione. Świat nadal przywiązywał wagę do innych wydarzeń, które potem zo­stały całkowicie wymazane z ludzkiej pamięci, nie pozo­stawiając po sobie najmniejszego śladu. To, co jest ważne dla Boga, często przechodzi niepostrzeżenie przed oczyma ludzi, którzy szukają czegoś nadzwyczajnego, co by ulżyło ich egzystencji. Jedynie w Niebie przeżywano święto, wiel­kie święto.

Maryja przeżyła potem wiele lat niezauważo­na przez nikogo. Cały Izrael oczekiwał tej dziewicy zapowiedzianej przez Pismo (por. Rdz 3, 15; Iz 7, 14), ale nikt nie wiedział, że Ona już żyje wśród ludzi. Na pozór prawie nie różniła się od innych. Odznaczała się silną wolą, prag­nęła i kochała z trudną do zrozumienia siłą, miłością, która we wszystkim dostosowywała się do miłości Boga. Swoją inteligencję oddała w służbę tajemnicom, które stopniowo odkrywała, doskonale rozumiała związek między nimi i proroctwa mówiące o Odkupicielu, a swoje umiejętno­ści wykorzystywała przy tkaniu, gotowaniu i innych pra­cach domowych. Odznaczała się dobrą pamięcią: zachowywa­ła wiernie wszystkie (…) sprawy w swym sercu (Łk 2, 51) i przechodziła od jednego wspomnienia do drugiego, po­sługiwała się konkretnymi faktami. Najświętsza Maryja Panna posiadała żywą wyobraźnię, dzięki czemu Jej życie było pełne inicjatyw, służenia innym, przynoszenia ulgi w ich egzystencji, czasami bolesnej z powodu choroby lub nieszczęścia… Bóg spoglądał na Nią z miłością, jak wyko­nywała drobne obowiązki każdego dnia, a te niepozorne zajęcia przynosiły Jej wielką radość. Maryja wiedziała, że aby się Bogu przypodobać, jednego potrzeba, to jest, aby najdrobniejsze rzeczy czynić z wielkiej miłości – miłość i zawsze miłość.

Gdy patrzymy na Jej zwyczajne życie, uczmy się wykonywać codzienne czynności, pamiętając o obecności Bo­żej. Służmy innym bez hałasu, bez ustawicznego podkre­ślania swoich praw lub przywilejów, które przecież zostały nam dane, wykonujmy rozpoczętą pracę do końca. Jeżeli będziemy naśladować Najświętszą Maryję Pannę, nauczy­my się doceniać drobiazgi monotonnych dni, nadawać nad­przyrodzony sens uczynkom, których może nikt nie widzi: czyszczeniu mebli, uaktualnianiu danych w komputerze, ścieleniu łóżka, szukaniu dokładnych informacji i danych do przygotowywanej lekcji. Te małe rzeczy, wykonywane z miłością, przyciągają miłosierdzie Boże i ustawicznie po­większają łaskę uświęcającą w duszy. Maryja jest doskonałym przykładem takiego codziennego oddania się, które polega na uczynieniu ze swego życia ofiary dla Pana.

Od małych rzeczy wiele zależy. Sam Pan Jezus powiedział w przypowieści o talentach, że kto nie będzie wierny w małych rzeczach, powoli upadnie w większych.

Moi drodzy! Skoro Salomon z okazji poświęcenia materialnej świątyni wraz z całym ludem Izraela składał tak wielką i wspaniałą ofiarę, jakaż powinna być radość nasza z powodu świętowania narodzenia Najświętszej Maryi Panny, do której łona, jak do najświętszej świąty­ni osobiście zszedł Bóg, by przyjąć od Niej ludzką naturę i żyć widzialnie wśród ludzi? Czy pamiętamy o dniu urodzin swojej Matki? – także tej ziemskiej matki? Jak czcimy ten dzień? 




września 07, 2026

Homilia na Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

września 07, 2026

Homilia na Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny
Liturgia Bożego słowa tej Mszy św. dzisiejszej ukazuje, jak całe życie Matki Najświętszej polegało na odniesieniu do Jezusa, do  całego ludu Bożego. Dlatego w to dzisiejsze święto, Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, niejako na pierwszym planie do głosu dochodzi tajemnica Narodzenia Jezusa Chrystusa.

Ewangelia, którą wysłuchaliśmy przed chwilą, ukazuje – długą, co prawda – genealogię Jezusa, genealogię, która zagłębia Jezusa w Jego korzenie historii całego Narodu Wybranego, cofając się aż do Abrahama i Dawida. W liście tych sławnych ludzi, i tych ludzi, których może mniej znamy, tych imion tak wielu, ukrywa się jakaś wielka myśl, jakaś złota nić, rozwijająca się przez wieki; nić, która dochodzi aż na koniec do Maryi, Matki Najświętszej. Jest to wielkie oczekiwanie na spotkanie Boga z człowiekiem; oczekiwanie, które zostało przygotowane przez obietnice daną Abrahamowi; oczekiwanie zapoczątkowane w dynastii Dawidowej, przechodzącej w ciągu tak wielu wieków historii Narodu Wybranego, historii, która wpisuje w swoje losy również czas narodzin Matki Jezusa. W Niej właśnie urzeczywistnia się Boże Słowo; w Niej to ziarno Bożego Słowa staje się Ciałem. I chociaż Maryja jest wpisana w tak wielką historię Odkupienia, zbawienia świata, to Ona ma też swoją własną historię; ma własną historię narodzenia, ma historię swojego cichego życia w Nazarecie u boku swoich rodziców Joachima i Anny.

Chrześcijanie w przeciągu dwudziestu już wieków, ciągle swoją myślą wybiegają do Matki Najświętszej, do tajemnicy Jej pojawienia się na świecie; wybiegają, bowiem Jej narodzenie, to jak gdyby zapoczątkowanie dzieła odkupienia świata. Jej pojawienie się na świecie, to tak, jak to słońce poranne, które wstaje i oświetla cały świat swoimi promieniami. Ono ukazuje tą pełnię zbawienia, wskazuje, że wypełniły się czasy, przyszedł czas zbawienia świata, i to się dokonuje również przez Nią. Gdyby bowiem nie zaistniała Maryja, w swej najwyższej doskonałości, w swej świętości, w swym doskonałym posłuszeństwie Bożym planom w świecie, nie mogłoby nastąpić Wcielenie Bożego Syna, nie byłoby odkupienia świata.

W naszej Ojczyźnie święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w szczególny sposób upodobał sobie wiejski lud, nazywając je świętem Matki Boskiej Siewnej. Był bowiem taki dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i po przygotowaniu pól zaczynano jesienny siew:
Gdy o Matce Bożej zasiano,
To ani za późno, ani za rano.
 
To święto kościelne staje się również tematem dla poetów. Poświęca mu jeden ze swoich wierszy Józef Skóra. W wierszu: Matka Boża Siewna pisze:
Idzie Matka Boska Siewna
po jesiennej roli,
wsiewa ziarno w ziemię czarną
w złotej aureoli.
Rzuca swe płomienne blaski
na pola i sioła,
Miłosierna, pełna łaski
patrzy dookoła…

W święto Matki Bożej Siewnej, jak każe dawny zwyczaj, rolnicy przynoszą ziarno przeznaczone na tegoroczny zasiew. Kapłan, poświęcając je, wypowiada następującą modlitwę: „Boże, Ty sprawiasz, że wszelkie nasiona wpadłszy w ziemię obumierają, aby wydać plon (…). Prosimy Cię, pobłogosław te ziarna zbóż i inne nasiona.  Zachowaj je przed gradem, powodzią, suszą i wszelką szkodą, a ziemię użyźnij rosą z nieba, aby rośliny z nich wyrosłe wydały obfite plony. Spraw też, abyśmy za przykładem Najświętszej Maryi Panny (…) przynosili plon stokrotny przez naszą wytrwałość w pełnieniu Twojej woli”. I tak zaorane zagony czekają na przyjęcie nowego daru – ziemia wkrótce otrzyma nowe ziarno; ono jeszcze przed nadejściem zimy uraduje nasze oczy zielenią. Na wiosnę ziarno przygarnięte przez ziemię, wraz z całą naturą, wybuchnie bogatym wzrostem. Pod koniec lata znów uraduje nas plonem stokrotnym.

Nic więc dziwnego, że Kościół pragnie 8 września, a więc pod koniec lata i na progu jesieni, uczcić Matkę Bożą, wspominając Jej narodzenie. Jej przyjście na świat tak bardzo przywołuje w wyobraźni obraz jesiennego siewu. W Maryi bowiem Bóg powierzył ziemi drogocenne „ziarno”, które w przyszłości wyda plon. „Błogosławiony jest owoc żywota Twojego…” – modlą się dziś tysiące ludzi wierzących na całej ziemi.
 
Narodzeniu Maryi nie towarzyszyło żadne szczególne wydarzenie i Ewangelie nic nam o nim nie mówią. Urodziła się zapewne w jakimś miasteczku Galilei, prawdopo­dobnie w samym Nazarecie, i tego dnia nic osobliwego na jej temat nie zostało ludziom objawione. Świat nadal przywiązywał wagę do innych wydarzeń, które potem zo­stały całkowicie wymazane z ludzkiej pamięci, nie pozo­stawiając po sobie najmniejszego śladu. To, co jest ważne dla Boga, często przechodzi niepostrzeżenie przed oczyma ludzi, którzy szukają czegoś nadzwyczajnego, co by ulżyło ich egzystencji. Jedynie w Niebie przeżywano święto, wiel­kie święto.
 
Maryja przeżyła potem wiele lat niezauważo­na przez nikogo. Cały Izrael oczekiwał tej dziewicy zapowiedzianej przez Pismo (por. Rdz 3, 15; Iz 7, 14), ale nikt nie wiedział, że Ona już żyje wśród ludzi. Na pozór prawie nie różniła się od innych. Odznaczała się silną wolą, prag­nęła i kochała z trudną do zrozumienia siłą, miłością, która we wszystkim dostosowywała się do miłości Boga. Swoją inteligencję oddała w służbę tajemnicom, które stopniowo odkrywała, doskonale rozumiała związek między nimi i proroctwa mówiące o Odkupicielu, a swoje umiejętno­ści wykorzystywała przy tkaniu, gotowaniu i innych pra­cach domowych. Odznaczała się dobrą pamięcią: zachowywa­ła wiernie wszystkie (…) sprawy w swym sercu (Łk 2, 51) i przechodziła od jednego wspomnienia do drugiego, posługiwała się konkretnymi faktami. Najświętsza Maryja Panna posiadała żywą wyobraźnię, dzięki czemu Jej życie było pełne inicjatyw, służenia innym, przynoszenia ulgi w ich egzystencji, czasami bolesnej z powodu choroby lub nieszczęścia… Bóg spoglądał na Nią z miłością, jak wykonywała drobne obowiązki każdego dnia, a te niepozorne zajęcia przynosiły Jej wielką radość. Maryja wiedziała, że aby się Bogu przypodobać, jednego potrzeba, to jest, aby najdrobniejsze rzeczy czynić z wielkiej miłości – miłość i zawsze miłość.
 
Gdy patrzymy na Jej zwyczajne życie, uczmy się wyko­nywać codzienne czynności, pamiętając o obecności Bo­żej. Służmy innym bez hałasu, bez ustawicznego podkre­ślania swoich praw lub przywilejów, które przecież zostały nam dane, wykonujmy rozpoczętą pracę do końca. Jeżeli będziemy naśladować Najświętszą Maryję Pannę, nauczy­my się doceniać drobiazgi monotonnych dni, nadawać nadprzyrodzony sens uczynkom, których może nikt nie widzi: czyszczeniu mebli, uaktualnianiu danych w komputerze, ścieleniu łóżka, szukaniu dokładnych informacji i danych do przygotowywanej lekcji. Te małe rzeczy, wykonywane z miłością, przyciągają miłosierdzie Boże i ustawicznie powiększają łaskę uświęcającą w duszy. Maryja jest doskonałym przykładem takiego codziennego oddania się, które polega na uczynieniu ze swego życia ofiary dla Pana.
 
Od małych rzeczy wiele zależy. Sam Pan Jezus powiedział w przypowieści o talentach, że kto nie będzie wierny w małych rzeczach, powoli upadnie w większych. 
 
Moi drodzy! Na koniec zapytajmy: Czy pamiętamy o dniu urodzin swojej Matki? – także tej ziemskiej matki? Jak czcimy ten dzień?

września 07, 2026

Słowo Boże na Dziś - Jezus chce uzdrowić to, co w nas uschło

września 07, 2026

Słowo Boże na Dziś - Jezus chce uzdrowić to, co w nas uschło

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza (Łk 6, 6-11)

W szabat Jezus wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek, który miał uschłą prawą rękę. Uczeni zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby znaleźć powód do oskarżenia Go.
On wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: «Podnieś się i stań na środku!» Podniósł się i stanął.
Wtedy Jezus rzekł do nich: «Pytam was: Czy wolno w szabat czynić coś dobrego, czy coś złego, życie ocalić czy zniszczyć?»
I spojrzawszy dokoła po wszystkich, rzekł do niego: «Wyciągnij rękę!» Uczynił to, i jego ręka stała się znów zdrowa.
Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, jak mają postąpić wobec Jezusa.


Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym

To Ewangelia o Jezusie, który przywraca człowiekowi to, co zostało w nim uschnięte — i jednocześnie pokazuje, że miłość do człowieka musi być ważniejsza od bezdusznego trzymania się przepisów.

„Wyciągnij rękę!” – Jezus chce uzdrowić to, co w nas uschło

Wyobraźmy sobie tego człowieka. Przychodzi do synagogi z uschłą prawą ręką. Być może przez lata nauczył się żyć ze swoją słabością. Być może przyzwyczaił się do tego, że pewnych rzeczy nie może zrobić, że potrzebuje pomocy innych, że jest trochę inny.

A jednak Jezus go zauważa.

Co więcej — Jezus mówi do niego: „Podnieś się i stań na środku!”

To niezwykłe. Jezus nie pozwala mu pozostać na uboczu. Wyprowadza go z cienia. Chce, aby człowiek stanął przed Nim taki, jaki jest. I wtedy pada polecenie: „Wyciągnij rękę!”

Przecież Jezus widzi, że ta ręka jest uschła. Wie, że człowiek sam nie potrafi jej uzdrowić. A jednak mówi: „Wyciągnij rękę!”

Może właśnie dlatego, że uzdrowienie zaczyna się wtedy, kiedy człowiek wyciąga ku Jezusowi to, co jest chore, słabe i bezsilne.

Każdy z nas ma coś takiego.

Może uschła w nas modlitwa.
Może uschła miłość do współmałżonka.
Może uschła relacja z dzieckiem.
Może uschła nadzieja.
Może uschła zdolność przebaczania.
Może uschła wiara, która kiedyś była żywa, a dziś pozostało z niej tylko przyzwyczajenie.

I Jezus mówi dzisiaj do każdego z nas:

„Wyciągnij rękę!” - Nie ukrywaj przede Mną tego, co jest chore. Nie udawaj, że wszystko jest dobrze. Nie chowaj się za pozorami pobożności. Pokaż Mi swoją uschłą rękę. 

Ale w tej Ewangelii jest jeszcze druga grupa ludzi: uczeni w Piśmie i faryzeusze

Oni również patrzą na Jezusa. Ale patrzą inaczej.

Człowiek cierpi — a oni widzą przepis.
Człowiek potrzebuje pomocy — a oni szukają argumentu przeciw Jezusowi.

I Jezus stawia im bardzo ważne pytanie: „Czy wolno w szabat czynić coś dobrego, czy coś złego, życie ocalić czy zniszczyć?”

To pytanie jest także skierowane do nas.

Bo można być bardzo religijnym, a jednocześnie mieć serce zamknięte na człowieka.

Można znać wszystkie przepisy, modlitwy i zasady, a nie zauważyć człowieka, który stoi obok i cierpi.

Można pilnować, żeby wszystko było „zgodnie z przepisem”, a zapomnieć, że Bóg nigdy nie ustanowił prawa po to, aby człowieka zranić, lecz aby prowadzić go do dobra.

Jezus nie znosi prawa Bożego. Jezus pokazuje jego najgłębszy sens: prawo ma służyć życiu, miłości, miłosierdziu i dobru człowieka.

I jest jeszcze jeden szczegół: Jezus każe temu człowiekowi  stanąć na środku.

Może warto dzisiaj zapytać siebie:

Kogo ja stawiam na środku mojego życia?

Czy Jezusa?

Czy może własne przepisy, ambicje, przyzwyczajenia, racje i opinie?

Bo kiedy człowiek przestaje stawiać Jezusa w centrum, bardzo łatwo zaczyna stawiać w centrum samego siebie.

I wtedy nawet religia może stać się narzędziem osądzania innych.

Tymczasem Jezus mówi:

„Wyciągnij rękę!”

Czyli: zrób krok. Zaufaj. Pozwól Mi działać.

Jezus chce uzdrowić to, co w nas uschło, może dzisiaj Jezus mówi to do człowieka, który od dawna uważa, że dla niego już nic się nie zmieni: Wyciągnij rękę.

Do tego, który przestał się modlić: Wyciągnij rękę.

 Do tego, który nie potrafi przebaczyć: 

Do tego, który upadł i wstydzi się wrócić do Boga: Wyciągnij rękę.

Do tego, który stracił nadzieję: Wyciągnij rękę.

Bo Chrystus nie mówi: „Najpierw stań się zdrowy, a potem przyjdź do Mnie”.

On mówi: „Przyjdź taki, jaki jesteś. Wyciągnij do Mnie swoją słabość. Ja mogę ją przemienić.”

I dlatego najważniejsze pytanie dzisiejszej Ewangelii brzmi nie: „Co jest uschnięte w tamtym człowieku?”, ale: „Co uschło we mnie?”

A potem trzeba zrobić to, co zrobił człowiek z Ewangelii.

Wyciągnąć rękę ku Jezusowi!

Bo to, co dla nas jest niemożliwe, dla Niego nie jest niemożliwe.

On nadal uzdrawia.
On nadal podnosi.
On nadal przywraca życie. Amen.

🙏 Modlitwa

Panie Jezu,
Ty widzisz wszystko, co we mnie jest słabe, zranione i uschnięte.
Ty wiesz, czego nie potrafię już sam naprawić.

Dzisiaj staję przed Tobą taki, jaki jestem,
i słyszę Twoje słowa:

„Wyciągnij rękę!”

Jezu, wyciągam ku Tobie moją słabość,
moje lęki, moje grzechy, moje rozczarowania
i wszystko to, co we mnie utraciło życie.

Uzdrów moje serce.
Przywróć mi wiarę, nadzieję i miłość.
Naucz mnie także dostrzegać ludzi, którzy cierpią,
i nigdy nie stawiać przepisów ponad miłością.

Spraw, abym tam, gdzie inni widzą tylko problem,
potrafił zobaczyć człowieka, którego Ty chcesz podnieść.

Jezu, uzdrów we mnie to, co uschło,
i przywróć życie temu, co wydaje się już beznadziejne.

Amen.

✝️ Błogosławieństwo

Niech Jezus, który powiedział: „Wyciągnij rękę!”,
uzdrawia wszystko, co w Tobie jest zranione i uschnięte.


Niech napełni Twoje serce nadzieją, umocni Twoją wiarę
i da Ci odwagę, abyś zawsze wybierał dobro, miłosierdzie i miłość.

Niech Was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.

Bóg zapłać za komentarze 👇


września 06, 2026

23. Niedziela Zwykła (A) - Upomnieć, ale nie potępić!

września 06, 2026

23. Niedziela Zwykła (A) - Upomnieć, ale nie potępić!


✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza (Mt 18, 15-20)

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.
Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».


Oto słowo Pańskie.


Refleksja nad Słowem Bożym

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejsza Ewangelia jest bardzo konkretna. Jezus nie mówi o jakiejś idealnej wspólnocie, w której wszyscy zawsze się rozumieją, nie ranią i nie popełniają błędów. Jezus wie, że wszędzie tam, gdzie są ludzie, pojawiają się konflikty, zranienia, grzech i nieporozumienia.

Dlatego mówi:
Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy”.

Zwróćmy uwagę na pierwsze słowo: „idź”. Jezus nie mówi: idź i opowiedz o nim innym.

Nie mówi: napisz o nim w internecie.
Nie mówi: zbierz sobie ludzi, którzy przyznają ci rację.
Mówi: „idź do niego”.
To ogromna różnica.

Jak często robimy dokładnie odwrotnie! Ktoś nas zranił, więc opowiadamy o tym rodzinie, znajomym, sąsiadom. Czasami wszyscy wiedzą o konflikcie – tylko nie wiedzą o nim ci, którzy powinni ze sobą porozmawiać. Zaczyna się od jednego zdania: „Wiesz, co on mi zrobił?” Potem dochodzi następna osoba, następna opinia, następna interpretacja. I z małego zranienia powstaje wielka przepaść.

Jezus zatrzymuje tę lawinę. Mówi: „Idź i upomnij go w cztery oczy”.

1. 𝙐𝙥𝙤𝙢𝙣𝙞𝙚𝙣𝙞𝙚 𝙣𝙞𝙚 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙯𝙚𝙢𝙨𝙩𝙖̨

Upomnienie chrześcijańskie nie ma być sposobem na pokazanie drugiemu człowiekowi, że jesteśmy od niego lepsi.

Nie jestem sędzią mojego brata. Nie jestem jego prokuratorem. Jeżeli mam go upomnieć, muszę najpierw zapytać siebie: Czy naprawdę chcę jego dobra?

Bo można powiedzieć prawdę i jednocześnie zranić człowieka.
Można mieć rację, a jednocześnie nie mieć miłości.
Można wygrać dyskusję i jednocześnie stracić człowieka.

Dlatego chrześcijańskie upomnienie powinno być jak lekarstwo. Lekarz nie rani pacjenta dlatego, że go nie lubi. Dotyka chorego miejsca dlatego, że chce je wyleczyć.

Zapamiętajmy sobie tę piękną brzmi myśl: mamy być bardziej lekarzem niż prokuratorem. 

2. .𝙅𝙚𝙯𝙪𝙨 𝙢𝙤́𝙬𝙞: „𝙥𝙤𝙯𝙮𝙨𝙠𝙖𝙨𝙯 𝙨𝙬𝙚𝙜𝙤 𝙗𝙧𝙖𝙩𝙖”

To jest najważniejsze zdanie całej Ewangelii: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata”.

Nie: pokonasz swego brata.
Nie: udowodnisz mu, że jesteś lepszy.
Nie: postawisz na swoim.

Pozyskasz brata!

A więc celem chrześcijańskiego upomnienia nie jest zwycięstwo nad człowiekiem, ale odzyskanie człowieka. To jest zupełnie inna logika.

Jeżeli żona rozmawia z mężem, mąż z żoną, rodzic z dzieckiem, przyjaciel z przyjacielem – nie chodzi o to, kto ma rację. Chodzi o pytanie: Czy po tej rozmowie będziemy sobie bliżsi, czy jeszcze bardziej oddaleni?

Czasami pierwszym krokiem do pojednania jest bardzo trudne zdanie:
„Zraniłeś mnie”.

Ale czasami jeszcze trudniejsze: „Przepraszam, to ja ciebie zraniłem”.

3.𝙒 𝙘𝙯𝙩𝙚𝙧𝙮 𝙤𝙘𝙯𝙮” – 𝙅𝙚𝙯𝙪𝙨 𝙯𝙖𝙩𝙧𝙯𝙮𝙢𝙪𝙟𝙚 𝙤𝙗𝙢𝙤𝙬𝙚̨

Jezus daje nam także niezwykle ważną lekcję dotyczącą naszych słów.

Jeżeli mam problem z człowiekiem, najpierw rozmawiam z nim, a nie o nim. To może być lekarstwo na wiele rodzinnych konfliktów, małżeńskich kryzysów, sąsiedzkich sporów, a także podziałów we wspólnocie Kościoła.

  • Nie budujmy jedności przez wspólne narzekanie na innych.
  • Nie budujmy przyjaźni na obmowie.
  • Nie szukajmy ludzi, którzy będą potwierdzać nasze pretensje.


Bo plotka prawie nigdy nie prowadzi do pojednania. Przeciwnie – potrafi uruchomić lawinę kolejnych słów i jeszcze bardziej zaognić konflikt. 

Jeżeli kochasz człowieka – rozmawiaj z nim, nie za jego plecami.

4. 𝘼𝙡𝙚 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙟𝙚𝙨𝙯𝙘𝙯𝙚 𝙙𝙧𝙪𝙜𝙖 𝙨𝙩𝙧𝙤𝙣𝙖 𝙀𝙬𝙖𝙣𝙜𝙚𝙡𝙞𝙞

Możemy bardzo łatwo pomyśleć: 
„To wszystko jest dla mojego męża”.
„To jest dla mojej żony”.
„To jest dla mojego sąsiada”.
„To jest dla mojego brata”.
„On powinien tego posłuchać”.

A Jezus dzisiaj pyta również mnie: Czy ty potrafisz przyjąć upomnienie?

Bo czasami jesteśmy bardzo odważni w poprawianiu innych, ale bardzo delikatni, kiedy ktoś próbuje powiedzieć prawdę o nas.

Chcemy mieć przyjaciół, którzy nas wspierają. Ale potrzebujemy również takich, którzy odważą się powiedzieć nam prawdę. Warto pamiętać tę prostą mądrość: strzeż się przyjaciół, którzy kochają twoje błędy. Czasami człowiek, który nas upomina, nie jest naszym wrogiem.

Może właśnie jest człowiekiem, który za bardzo nas kocha, żeby pozwolić nam spokojnie iść w złą stronę.

5. „𝙂𝙙𝙯𝙞𝙚 𝙙𝙬𝙖𝙟 𝙖𝙡𝙗𝙤 𝙩𝙧𝙯𝙚𝙟…” – 𝙠𝙞𝙚𝙙𝙮 𝙩𝙧𝙯𝙚𝙗𝙖 𝙯𝙖𝙘𝙯𝙖̨𝙘́ 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙢𝙤𝙙𝙡𝙞𝙘́

Drodzy Bracia i Siostry!

Jezus kończy dzisiejszą Ewangelię słowami: „Gdzie dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

Te słowa często słyszymy przy okazji spotkań modlitewnych, rekolekcji czy wspólnotowych nabożeństw. Ale spójrzmy na nie w kontekście całej dzisiejszej Ewangelii.

Jezus mówi o człowieku, który zgrzeszył. Mówi o upomnieniu. Mówi o próbie odzyskania brata. A potem mówi:
„Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca”.

Jakby Jezus chciał nam powiedzieć: Jeżeli naprawdę zależy ci na przemianie drugiego człowieka, nie tylko z nim rozmawiaj. Zacznij się za niego modlić.

Bo czasami przychodzi taki moment, kiedy nasze argumenty już nie wystarczają.

Rozmawiałaś z mężem.
Rozmawiałeś z żoną.
Upominałeś dziecko.
Próbowałeś przemówić do przyjaciela.
Tłumaczyłeś, prosiłeś, ostrzegałeś… I nic.

Wtedy pozostaje coś, co może być najpotężniejszym narzędziem miłości – modlitwa.

Może ona brzmieć tak:
„Panie Jezu, przemień jego serce.
Otwórz mu oczy.
Pokaż mu prawdę.
Uwolnij go od zła.
A mnie daj cierpliwość, miłość i mądrość, abym nie przestał o niego walczyć”.

Czasami człowiek, którego nie potrafimy zmienić żadnym słowem, może zostać dotknięty łaską Boga. Dlatego nie rezygnujmy z ludzi zbyt szybko.

Może ktoś dzisiaj potrzebuje nie kolejnego naszego argumentu, ale naszej modlitwy.
Może zamiast kolejny raz mówić komuś: „Ty się zmień”, powinniśmy uklęknąć i powiedzieć Jezusowi:
„Jezu, zmień go. A jeśli trzeba – najpierw zmień mnie”.

Bo modlitwa może zrobić więcej niż nasze najlepsze argumenty.

Ale modlitwa nie oznacza obojętności wobec zła. I tutaj trzeba powiedzieć bardzo jasno: Dzisiejsza Ewangelia nie jest Ewangelią pobłażliwości wobec grzechu.

Chrześcijanin nie może powiedzieć:

„Nie będę się wtrącał”.
„To jego życie”.
„Każdy ma swoją prawdę”.
„Nie osądzajmy, więc niczego nie nazywajmy złem”.

Jezus mówi coś zupełnie innego:

„Idź i upomnij go”.

To jest ogromna odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Miłość nie polega na tym, że pozwalam komuś spokojnie zmierzać ku przepaści, ponieważ boję się, że moje słowa go zranią.

Jeżeli widzę, że mój brat niszczy swoje życie, niszczy rodzinę, krzywdzi innych, uzależnia się, żyje w grzechu – nie mogę udawać, że niczego nie widzę. Nie wolno nam być tolerancyjnymi wobec zła tylko dlatego, że boimy się nazwać je po imieniu.

Grzech trzeba nazwać grzechem.
Zło trzeba nazwać złem.
Kłamstwo trzeba nazwać kłamstwem.
Krzywdę trzeba nazwać krzywdą.

Ale uwaga!

Nietolerancja wobec grzechu nie może stać się nienawiścią do grzesznika.

Mam sprzeciwiać się złu, ale nie przestać kochać człowieka.
Mam odrzucić grzech, ale nie odrzucić człowieka.
Mam powiedzieć prawdę, ale nie po to, żeby kogoś upokorzyć – tylko po to, żeby go pozyskać.

Bo Jezus nie mówi: „Zniszcz swego brata”. On mówi: „Pozyskasz swego brata”.

Braterskie upomnienie jest aktem miłości Dlatego może warto dzisiaj zapytać siebie:

Czy mam odwagę upomnieć człowieka, którego naprawdę kocham?

Nie z gniewem.
Nie z poczuciem wyższości.
Nie za jego plecami.
Nie przez plotkę.
Nie przez internet.

Ale „w cztery oczy” – z miłością, pokorą i prawdą.

A potem – jeśli nasze słowa nie wystarczą – modlić się.

Może właśnie dlatego Jezus mówi:

„Gdzie dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
Czyli :
Zbierzmy się więc czasem razem i módlmy się za tych, których nie potrafimy już przekonać.

Za syna, który odszedł od Boga.
Za córkę, która pogubiła się w życiu.
Za męża, który niszczy rodzinę.
Za żonę, która nosi w sercu gniew.
Za przyjaciela, który wszedł na złą drogę.
Za człowieka uzależnionego.
Za tego, który przestał odróżniać dobro od zła.

Nie przekreślajmy go. Módlmy się za niego. Bo może nasze słowo już do niego nie dociera, ale łaska Boga może dotrzeć tam, gdzie my nie mamy dostępu.

Drodzy Bracia i Siostry!

Nie bójmy się więc braterskiego upomnienia.
Nie bójmy się mówić prawdy.
Nie bójmy się nazywać grzechu grzechem.
Nie zgadzajmy się na zło, niesprawiedliwość, krzywdę i kłamstwo.

Ale róbmy to nie jako sędziowie, lecz jako bracia i siostry, którym naprawdę zależy na zbawieniu drugiego człowieka.

A kiedy już powiemy prawdę – módlmy się.

Kiedy nie możemy przemienić człowieka – módlmy się.
Kiedy nasze słowa odbijają się od zamkniętego serca – módlmy się.
Kiedy po ludzku nie widzimy już żadnej nadziei – módlmy się.

Bo może właśnie wtedy zaczyna działać Bóg. I dlatego na zakończenie zapamiętajmy trzy słowa:

UPOMNIJ – NIE POTĘPIAJ.
KOCHAJ – NIE AKCEPTUJ ZŁA.
MÓDL SIĘ – I NIE TRAĆ NADZIEI.


A jeśli dzisiaj jest w twoim życiu ktoś, kogo nie potrafisz już zmienić, nie przekreślaj go. Weź go do swojej modlitwy. Weź go na adorację Najświętszego Sakramentu - może właśnie tam, gdzie ty już nie możesz nic zrobić, Bóg może zrobić wszystko.

Bo: 

„Gdzie dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

A zatem: „Kogo dzisiaj powinienem upomnieć? 
Za kogo powinienem zacząć się modlić? 
I wobec jakiego zła przestałem już reagować?”

Pomyśl o tym w ciszy swego serca, a ja z serca ci błogosławię+ Amen.
.

września 05, 2026

ŚWIĘTA MATKA TERESA Z KALKUTY - „Jestem tylko ołówkiem w ręku Boga”.

września 05, 2026

ŚWIĘTA MATKA TERESA Z KALKUTY - „Jestem tylko ołówkiem w ręku Boga”.

 

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza (Łk 6, 1-5 )

W pewien szabat Jezus przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i jedli, wykruszając ziarna rękami.
Niektórzy zaś z faryzeuszów mówili: «Czemu czynicie to, czego nie wolno w szabat?»
Wtedy Jezus, odpowiadając im, rzekł: «Nawet tego nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy poczuł głód, on i jego ludzie? Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać».
I dodał: «Syn Człowieczy jest Panem także szabatu».

Oto słowo Pańskie.

🔥 REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM 

„Syn Człowieczy jest Panem także szabatu”.

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam ludzi, którzy bardzo dobrze znali przepisy religijne, ale mieli problem z rozpoznaniem człowieka.

Uczniowie Jezusa są głodni. Zrywają kłosy i jedzą. Faryzeusze natychmiast zauważają przekroczenie przepisu szabatu.

Jezus natomiast widzi coś więcej.

Widząc głodnego człowieka, nie można najpierw zobaczyć przepisu. Najpierw trzeba zobaczyć człowieka.

I właśnie tutaj niezwykle mocno spotyka się dzisiejsza Ewangelia z życiem św. Matki Teresy z Kalkuty.

Ona również patrzyła inaczej.

Kiedy inni widzieli na ulicach Kalkuty żebraków, trędowatych, bezdomnych, umierających i porzucone dzieci, ona widziała człowieka.

A jeszcze głębiej – widziała w nim Chrystusa. Dlatego powtarzała za Jezusem:
„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Dla niej Ewangelia nie była teorią.

Jeżeli człowiek był głodny – trzeba było go nakarmić.
Jeżeli był chory – trzeba było się nim zająć.
Jeżeli umierał samotnie – trzeba było przy nim zostać.
Jeżeli był odrzucony – trzeba było go przyjąć.
Jeżeli nikt go nie kochał – trzeba było mu pokazać, że jest kochany.

To dlatego Matka Teresa wychodziła tam, gdzie inni nie chcieli iść. W Kalkucie zaczęła służyć najbiedniejszym z biednych, a założone przez nią Misjonarki Miłości podejmowały posługę wśród chorych, umierających, bezdomnych i porzuconych.

Ale trzeba zauważyć coś bardzo ważnego. Matka Teresa nie pomagała człowiekowi zamiast kochać Jezusa. Ona pomagała człowiekowi dlatego, że kochała Jezusa.

Jej dzień rozpoczynał się od modlitwy i Eucharystii, a potem prowadził do służby potrzebującym. Wieczorem powracała do adoracji Najświętszego Sakramentu.

To jest bardzo ważne także dla nas.

Bo można mieć wiele religijnych zwyczajów, modlitw, praktyk, można znać przykazania i zasady – a jednocześnie przechodzić obojętnie obok człowieka, który potrzebuje naszego serca.

Można przyjść do kościoła i nie zauważyć człowieka stojącego obok.
Można odmówić wiele modlitw i nie przebaczyć komuś.
Można mówić o Bogu, a jednocześnie nie mieć czasu dla cierpiącego.
Można bronić prawdy, a zapomnieć o miłości.

I właśnie przed taką religijnością ostrzega nas dzisiejsza Ewangelia. Jezus nie znosi szabatu. Jezus przywraca mu właściwe miejsce. Pokazuje, że człowiek nie został stworzony dla przepisu.

To Boże przykazania są po to, aby człowiek mógł żyć prawdziwie, kochać Boga i kochać drugiego człowieka.

Matka Teresa rozumiała to niezwykle prosto.

Mówiła, że miłość trzeba zaczynać od człowieka, który jest blisko. Nie od wielkich deklaracji, ale od konkretnej osoby. Od rodziny. Od sąsiada. Od chorego. Od samotnego. Od człowieka, którego codziennie spotykamy.

Świętość zaczyna się bardzo blisko. Nie zawsze potrzeba wielkich czynów.

Czasami świętością jest telefon do samotnej osoby.
Czasami przebaczenie.
Czasami cierpliwe wysłuchanie.
Czasami nakarmienie głodnego.
Czasami odwiedzenie chorego.
Czasami zwykły uśmiech.

Matka Teresa powiedziała coś bardzo prostego i wymagającego:
„Nie dopuść, by po spotkaniu z tobą ludzie nie odchodzili choć trochę szczęśliwsi”.

Jakże mocno brzmi to dzisiaj!

Czy ludzie po spotkaniu ze mną odchodzą choć trochę szczęśliwsi?
Czy w moim domu jest więcej pokoju dlatego, że jestem?
Czy mój współmałżonek czuje się przeze mnie kochany?
Czy moje dzieci wiedzą, że są dla mnie ważne?
Czy starszy człowiek czuje, że nie jest ciężarem?
Czy człowiek cierpiący może przy mnie przestać się wstydzić swojej słabości?
Czy ktoś samotny może dzięki mnie poczuć, że nie jest sam?

To są bardzo konkretne pytania.

Bo świętość nie polega jedynie na tym, żeby dużo mówić o Bogu. Świętość polega na tym, żeby pozwolić Bogu kochać innych przez nas.

Matka Teresa mówiła o sobie: „jestem tylko ołówkiem w ręku Boga”.

Piękny obraz.
Ołówek sam niczego nie napisze.
Potrzebuje ręki.
A my mamy być takim ołówkiem w ręku Boga.

Bóg chce przez nasze ręce nakarmić głodnego.

Przez nasze serce pocieszyć smutnego.
Przez nasze słowa podnieść człowieka, który upadł.
Przez naszą obecność powiedzieć komuś: „Nie jesteś sam”.
Przez nasze przebaczenie dać komuś jeszcze jedną szansę.

Dlatego dzisiejsza Ewangelia stawia nam bardzo konkretne zadanie:

Nie przechodź obojętnie obok człowieka.

Nie pytaj najpierw: „Czy on na to zasługuje?”
Ale zapytaj: „Czego potrzebuje?”

Nie pytaj: „Dlaczego on taki jest?”
Ale zapytaj: „Co mogę dla niego zrobić?”

Nie pytaj: „Czy to mój problem?”

Ale zapytaj: „A może właśnie mnie Bóg posyła do tego człowieka?”

Matka Teresa przypomina nam również, że miłość zaczyna się w domu. W swoim liście do Polaków zachęcała, aby uczyć młodych miłości Boga i modlitwy oraz troszczyć się o jedność rodziny.

I może właśnie od tego powinniśmy zacząć. Nie od zmieniania całego świata. Zacznij od jednego człowieka.

Od jednej osoby, której dzisiaj okażesz dobro.
Od jednej osoby, której przebaczysz.
Od jednej osoby, którą wysłuchasz.
Od jednej osoby, której powiesz: „Dobrze, że jesteś”.

Bo być może dla niej właśnie ten jeden gest będzie dzisiaj znakiem obecności Boga.

Drodzy Bracia i Siostry!

Jezus mówi:
„Syn Człowieczy jest Panem także szabatu”.

A św. Matka Teresa swoim życiem jakby dopowiada:
Jeżeli naprawdę spotkałeś Chrystusa, nie możesz przejść obojętnie obok człowieka.

Niech każda Eucharystia prowadzi cię do miłości.
Niech każda modlitwa prowadzi cię do miłości.
Niech wiara prowadzi  cię do miłości.
A prawdziwa miłość zawsze staje się konkretna.

Prośmy więc dzisiaj:

Jezu, naucz mnie patrzeć Twoimi oczami.
Kiedy zobaczę głodnego – daj mi serce, które się zatrzyma.
Kiedy zobaczę cierpiącego – daj mi odwagę, aby podejść.
Kiedy spotkam samotnego – daj mi czas.
Kiedy ktoś mnie zrani – daj mi siłę do przebaczenia.
Kiedy zobaczę człowieka odrzuconego – przypomnij mi, że on także jest Twoim dzieckiem.

I spraw, abym nie był człowiekiem, który tylko zna Twoje przykazania.
Uczyń mnie człowiekiem, który potrafi kochać. Abym – jak św. Matka Teresa – mógł stać się małym „ołówkiem” w Twojej ręce.

I aby dzięki moim słowom, moim dłoniom, mojej obecności i mojej miłości ktoś choć odrobinę bardziej uwierzył, że Ty naprawdę jesteś blisko. Amen.

✝️ Niech Pan Jezus napełni Twoje serce miłością, która nie pozostaje tylko słowem, ale staje się obecnością, pomocą, przebaczeniem i dobrem. 

Niech za wstawiennictwem św. Matki Teresy uczyni Cię swoim narzędziem, aby przez Ciebie mógł dziś okazać komuś swoją miłość.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec † i Syn, i Duch Święty. Amen.



PS.

LIST MATKI TERESY Z KALKUTY DO POLAKÓW

W 1996 r. Matka Teresa, zatrwożona informacją, że w polskim parlamencie toczy się dyskusja nad zmianą ustawy chroniącej życie nienarodzonych, przysłała list z Kalkuty do Polaków, który poniżej drukujemy w całości.

Moi Drodzy
Bracia i Siostry w Polsce!

Jak wiecie, jestem w szpitalu, ale słysząc o zmianach prawa, jakie są rozważane w Polsce, czuję, że Bóg chce, abym zwróciła się do Was w imieniu nienarodzonych dzieci.

Życie jest najpiękniejszym darem Boga. On stworzył nas do wielkich rzeczy, aby kochać i być kochanym. Bóg daje nam czas na ziemi, abyśmy poznali Jego Miłość, abyśmy doświadczyli Jego Miłości do głębi naszego istnienia. Abyśmy Go kochali, byśmy kochali naszych braci i siostry. Życie jest darem Boga. Darem, którym tylko Bóg może obdarzać. I Bóg w swojej pokorze dał mężczyźnie i kobiecie zdolność współpracy z Nim w przekazywaniu życia. Jakikolwiek był Jego zamiar, nie wolno nam ingerować w ten piękny Boży dar ani go niszczyć. Dlaczego dzisiaj ludzie boją się małego dziecka? Ponieważ chcą mieć łatwiejsze, bardziej komfortowe, wygodniejsze życie? Więcej wolności? Bać się należy jedynie łamania Bożych praw, ponieważ Bóg w swojej nieskończonej i czułej miłości pragnie tylko naszego dobra, naszego szczęścia, naszej miłości.

Moi kochani Polacy! Uczcie swoich młodych kochać Boga. Uczcie ich modlić się. A jeśli będziecie trzymać się razem, będziecie kochać się wzajemnie taką miłością, jaką Bóg kocha każdego z nas. Z całych sił starajmy się utrzymać jedność polskich rodzin. Wnośmy prawdziwy pokój w naszą rodzinę, otoczenie, miasto, kraj, w świat. Zaczynajmy od pełnego miłości pokochania małego dziecka już w łonie matki. Jak już wielokrotnie mówiłam w wielu miejscach, tym, co najbardziej niszczy pokój we współczesnym świecie, jest aborcja, ponieważ jeżeli matka może zabić swoje własne dziecko, co może powstrzymać Ciebie i mnie od zabijania się nawzajem? Najbezpieczniejszym miejscem na świecie powinno być łono matki, gdzie dziecko jest najsłabsze i najbardziej bezradne, w pełni zaufania całkowicie zdane na matkę. I pamiętajcie, że Jezus powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Ofiarowuję wszystkie swoje cierpienia, wynikające z choroby i bezradności, abyście dokonali prawidłowego wyboru - abyście wybrali życie, zgodnie z wolą Bożą. Módlmy się! Niech Bóg Was błogosławi.

Kalkuta, 24 września 1996 r.
.
.

września 04, 2026

Słowo Boże na dziś - Czy ty tęsknisz za Jezusem?

września 04, 2026

Słowo Boże na dziś - Czy ty tęsknisz za Jezusem?

Kochani moi!
      Idąc w głąb danego nam na dziś Słowa zaskakuje mnie otwartość Jezusa, który odpowiada na zarzuty faryzeuszy i uczonych w Prawie. Mógł ich ignorować, mógł się bronić. On tymczasem wypowiada do nich słowo: ”Jezus rzekł do nich”(Łk 5, 34). Tym samym otwiera przed nimi księgę życia. To zapewnia mnie o tym, że Jezus nigdy, naprawdę nigdy nie opuszcza człowieka. Nie zostawia go głodnego. Zawsze podaje mu najbardziej wartościowy pokarm (Ps 23, 5). Szuka sposobu do nawiązania z nim relacji. Nawet wtedy, gdy człowiek już ocenił Go w swoim sercu (Łk 5, 33), gdy ocenił wspólnotę Jezusa – Kościół. Może nawet uzna tę wspólnotę za grzeszą, niegodną, całkowicie pomyloną. Takie osądy nie zamykają Serca Jezusa, wręcz przeciwnie. Owszem, sprawiają, że jest niejako więcej przebite, więcej zranione, ale przez to przede wszystkim, Jego Serce jest więcej otwarte. Dlatego, z tego Serca, co dnia wypływa życiodajny strumień – Słowo Życia.
Kochani Bracia i Siostry, zanurzamy się w tym życiodajnym strumieniu - w Słowie Życia i kontemplujmy Jego miłość 🪉 

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza (Łk 5, 33-39)

Faryzeusze i uczeni w Piśmie rzekli do Jezusa:
«Uczniowie Jana dużo poszczą i modły odprawiają, podobnie też uczniowie faryzeuszów; natomiast Twoi jedzą i piją».
A Jezus rzekł do nich: «Czy możecie nakłonić gości weselnych do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli».
Opowiedział im też przypowieść: «Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego.
Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki, i samo wycieknie, i bukłaki przepadną. Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków. Kto się napił starego, nie chce potem młodego – mówi bowiem: „Stare jest lepsze”».


Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym

Faryzeusze patrzyli na uczniów Jezusa i nie mogli tego zrozumieć.

„Uczniowie Jana dużo poszczą (...), natomiast Twoi jedzą i piją”.

Przecież religijność powinna wyglądać inaczej. Powinno być więcej umartwienia, więcej surowości, więcej postu. A Jezus odpowiada:
„Czy możecie nakłonić gości weselnych do postu, dopóki pan młody jest z nimi?”

To niezwykłe.

Jezus przedstawia siebie jako Oblubieńca, a swoich uczniów jako gości weselnych.

I nagle wszystko staje się jasne.

Chrześcijaństwo nie zaczyna się od przepisów.
Nie zaczyna się od praktyk.
Nie zaczyna się nawet od postu.

Zaczyna się od spotkania z Osobą. Z Jezusem.

Dlatego Jezus mówi: „dopóki pan młody jest z nimi”. Ale zaraz dodaje:
„Przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli”.

Kiedy?

Kiedy Oblubieniec zostanie zabrany.
Kiedy zostanie ubiczowany.
Ukoronowany cierniem.
Przybity do krzyża.
Kiedy umrze i zostanie złożony w grobie.


Wtedy będzie post. Dlaczego? Bo prawdziwy post jest nie tylko rezygnacją z jedzenia. Prawdziwy post jest tęsknotą. Tęsknotą za Tym, którego kocham.

Może dlatego czasami nasz post niczego w nas nie zmienia? Bo można nie jeść mięsa, a wcale nie tęsknić za Jezusem.

Można odmówić sobie słodyczy, a jednocześnie nie pragnąć Boga.
Można odmówić Różaniec, litanię, nowennę i dziesiątki modlitw, a jednak pozostawać daleko od Tego, do którego się modlimy.

Czy kiedykolwiek pościłem z tęsknoty za Jezusem? To pytanie wraca do mnie szczególnie wtedy, gdy myślę o piątku. Dlaczego w piątek nie jemy mięsa? Bo piątek jest pamięcią o dniu, w którym Oblubieniec został zabrany.

Chrześcijanin pości, ponieważ pamięta.

Pamięta Krzyż.
Pamięta cenę miłości.
Pamięta Tego, który umiłował nas aż do końca.


A potem Jezus mówi o starym i nowym płótnie oraz o starych i nowych bukłakach.

„Młode wino należy wlewać do nowych bukłaków”.

Co to znaczy?

Jezus nie przyszedł po to, aby tylko trochę poprawić nasze stare życie. Nie przyszedł, żeby do starego człowieka przyszyć kawałek nowej Ewangelii. On chce uczynić wszystko nowe.

Dlatego pytanie brzmi nie tylko:
„Co jeszcze powinienem zrobić dla Jezusa?”

Ale przede wszystkim:
„Czy pozwalam Jezusowi przemienić moje serce?”

Bo można mieć stare serce i bardzo dużo religijnych praktyk. Można znać modlitwy, pieśni, przepisy, zwyczaje i tradycje, a jednak nie pozwolić Chrystusowi wejść głębiej w swoje życie.

Można powiedzieć: „Stare jest lepsze”.

Tak jak człowiek, który przyzwyczaił się do starego wina i nie chce spróbować młodego.

A Jezus mówi:

Młode wino należy wlewać do nowych bukłaków”.

Być może największym problemem naszej wiary nie jest to, że robimy za mało. Może problem polega na tym, że przyzwyczailiśmy się do Jezusa.

Przyzwyczailiśmy się do Eucharystii.
Do modlitwy.
Do Różańca.
Do krzyża.
Do słów Ewangelii.
Do tego, że woda może stać się winem.
Do tego, że Jezus umarł i zmartwychwstał.

Wiemy. Znamy. Słyszeliśmy. I właśnie dlatego czasami przestajemy tęsknić. A bez tęsknoty nawet najlepsza praktyka religijna może stać się tylko zwyczajem.

Dlatego dzisiaj chciałbym postawić sobie i Tobie jedno pytanie:
Czy tęsknisz jeszcze za Jezusem?

Nie za religią.
Nie za zwyczajem.
Nie za tym, jak było dawniej.

Za Nim.
Za Jezusem, którego jeszcze nie znasz do końca.
Za Jezusem, który może powiedzieć Ci o Tobie coś, czego jeszcze nie odkryłeś.
Za Jezusem, który chce uczynić Twoje serce nowym bukłakiem.

Pozwól Mu działać.
Pozwól sobie być młodym w wierze.
Zatęsknij za Oblubieńcem. A wtedy może odkryjesz, że post nie jest karą.

Post jest wołaniem serca:

„Jezu, brakuje mi Ciebie.
Pragnę Ciebie.
Tylko Ty możesz mnie wypełnić”.


Serce Jezusa, Oblubieńcze Kościoła, rozpal w nas na nowo tęsknotę za Tobą. Amen. 

✝️ BŁOGOSŁAWIEŃSTWO:

Niech Jezus, którego pragniesz i za którym tęsknisz, napełni Twoje serce swoją obecnością.

Niech uleczy to, czego nie potrafisz uleczyć sam, i da Ci radość, której świat nie może Ci odebrać.

Niech Jego Serce będzie Twoim pokojem, Jego miłość – Twoją siłą, a Jego obecność – Twoim szczęściem.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Amen. ✝.

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger