Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłosierdzie Boże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłosierdzie Boże. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 06, 2024

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Miłosierdzia Bożego - Pokój Wam.

kwietnia 06, 2024

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Miłosierdzia Bożego - Pokój Wam.

Zatrzymujemy się dzisiaj nad niezwykłą tajemnicą miłości Boga do człowieka - tajemnicą miłosierdzia. I słyszymy: „Pokój wam" – to znaczy, nie lękajcie się, bo nie jesteście sami. Nieważne, że mogą przyjść trudności, cierpienie, śmierć. Czuwa nad wami Duch Boży. Inaczej - jesteśmy w potężnych rękach Pana Boga...

Miłość jak miłosierdzie może tworzyć – i niszczyć. Może łączyć i dzielić oraz może otwierać widok na cały szeroki świat. Jest hałaśliwa i krzykliwa, o której głośno w mediach, i jest miłość dyskretna, subtelna, która nie lubi reklamy, owszem, która traci całe swoje piękno, gdy jest rozgłaszana i podziwiana.

Jest miłość siebie, która nawet w drugim człowieku zdolna jest widzieć tylko siebie – i miłość, która pragnie dobra i szczęścia drugiego człowieka, nawet z pominięciem siebie. Jest miłość i Miłość - ale tylko jedna z nich godna jest być tym najpiękniejszym ze wszystkich słów w języku ludzkim. Miłość, która wyszła od Boga i przyszła do człowieka. Miłość, która nas zrodziła, wychowała i w imię tej jednej miłości miłosiernej zabierze nas kiedyś do Boga. Aby jednak uwierzyć w miłość miłosierną, trzeba odkryć Boga. A Boga można odkryć dwojako - poprzez kosmos, czyli przez całą scenerię świata i poprzez Jezusa Chrystusa. Szukając Boga poprzez kosmos, jak mówi autor encykliki o Bożym miłosierdziu Jan Paweł II, poznajemy Boga, ale go nie widzimy. Szukając Boga poprzez Chrystusa, widzimy Boga, bo powiedziano: „Kto mnie widzi, widzi Ojca". W Chrystusie widzimy Boga bogatego w miłosierdzie. Widząc Boga bogatego w miłosierdzie, sami stajemy się miłosierni.

Tylko pytanie: Co ma zrobić człowiek, w którym zachwiała się wiara w Boga z powodu doznanych cierpień? Jest takie wyjście: Odkryć, że cierpienia bliźnich są większe, niż własne bóle, bo nie ma innej wiary w Boga bogatego w miłosierdzie jak bycie samemu miłosiernym. Trzeba pamiętać, że adresatami encykliki o Bożym miłosierdziu są przede wszystkim sami cierpiący, a następnie ci, którym los cierpiących nie jest obcy. Nie są adresatami ci, którzy z takich czy innych powodów stoją u progu Kościoła.

Miłosierdzie nie jest kategorią emocjonalną, ale moralną. Nie chodzi o to, aby być litościwie nastrojonym do ludzi, służąc im drobną jałmużną. Być miłosiernym to przede wszystkim wyrzec się postawy walki i wydobyć na jaw to, co w człowieku dobre dla dobra innych. Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty napisała: „Miłosierdzie w domu się zaczyna... kiedy dzielimy się tym co mamy".

Nasza cywilizacja choruje. Jej tragizm polega na tym, że dziś idea sprawiedliwości jakby się wyczerpała, chociaż mamy w rękach takie środki, którymi niestety nie potrafimy się porozumieć. Wiedzieli o tym już starożytni, że zasada sprawiedliwości daje się łatwo nadużyć. Mówili: „Summum ius summa iniuria - szczyt prawa to szczyt bezprawia". W imię motywów rzekomej sprawiedliwości niejednokrotnie niszczy się drugich, zabija, pozbawia wolności i elementarnych praw. Zasada sprawiedliwości oderwana od zasad etycznych i ich wartości, może wprowadzić prawo odwetu. „Oko za oko, ząb za ząb". Skoro mnie jest źle, to i tobie tego samego życzę. Ja głoduję, głoduj i ty. 

Bóg oczekuje od nas, aby ten, kto sam doznał miłosierdzia, też darował swoim dłużnikom... Ponieważ każdy z nas ciągle narusza sprawiedliwość i ciągle oczekuje miłosierdzia. Nie wszystkie sprawy, konflikty, krzywdy da się wyrównać przy pomocy sprawiedliwości. Istnieje bezmiar zła i krzywd, które są nie do wyrównania; bezmiar, który może zostać wyrównany jedynie przez miłosierdzie Boga i miłosierdzie człowieka.

Przestrzegał kiedyś bł. Boży kard. Stefan Wyszyński: „Obyśmy w poszukiwaniu sprawiedliwości nie spodleli". A można spodleć przez dochodzenie swego za wszelką cenę! W naszej pracy codziennej, we współżyciu, w pracy społecznej i apostolskiej ma to olbrzymie zastosowanie, tylko że zazwyczaj występują tu razem sprawiedliwość i miłosierdzie. 

Sprawiedliwość nie widzi tego, co widzi miłosierdzie. Miłosierdzie rodzi się z miłości. Bóg jest miłosierny w nieskończoność, ale musi być sprawiedliwy, jeżeli ma uratować swoją doskonałość. Bo gdzież szukać sprawiedliwości, jeśli nie u Boga?

„Przez wieki miłosierdzie Jego" - powtarzamy w psalmie. Boże miłosierdzie „zwycięża sprawiedliwość".

Chrystus staje wobec uczniów zalęknionych w Wieczerniku i mówi: „Pokój wam". Przebity bok. Tomaszu dotknij. Miłosierdzie Jego jest potężniejsze od wszelkiego zła i dźwiga człowieka nawet z największych upadków, grzechów, zwątpień, braku wiary...

Doświadczenie życiowe ukazuje, że człowiek zawsze potrzebuje tego miłosierdzia, nawet wtedy, gdy tego sobie nie uświadamia. W poczuciu swej bezradności i ze świadomością popełnionej winy zwracał się z pokorą do Boga król Dawid wyznając: „Zgrzeszyłem przeciw Tobie, Boże" (2Sm 12, 13). Człowiek pogrążony w nędzy moralnej, jeśli szczerze żałuje i jest świadomy tego, że Boga obraził, to pragnie doznać miłości miłosiernej Boga. Pełnia tej miłości miłosiernej objawiła się w tajemnicy Krzyża. Jezus wziął na siebie nasze winy, grzechy i stał się ofiarą przebłagalną, aby nas pojednać z Bogiem Ojcem.

Jezus Chrystus przez św. Faustynę Kowalską zechciał przypomnieć współczesnej ludzkości prawdę biblijną o miłości miłosiernej Boga, że Bóg kocha nas w naszej biedzie, kocha nas oszukanych i często uwikłanych w zło dzisiejszego świata. Im większa nędza człowieka, tym większe jest pochylenie się Boga nad nim. Oto słowa św. Faustyny zapisane w Dzienniczku: „Obudziła się w mojej duszy wielka ufność w miłosierdzie Boże, że choćbym miała na sumieniu grzechy całego świata... to jednak nie wątpiłabym o Bożej dobroci, ale bez namysłu rzuciłabym się w przepaść miłosierdzia Bożego, które jest dla nas zawsze otwarte...".

Jest otwarte także w sakramencie pokuty. Uznanie grzechu jako swej winy wobec Boga nie tylko nie gasi chrześcijańskiego optymizmu życia, ale przez proces nawrócenia prowadzi do wyzwolenia, przebaczenia i pojednania z Bogiem.

Angielski pisarz Chesterton wyznał, że dlatego przeszedł na katolicyzm, aby się mógł dobrze wyspowiadać Bogu w obecności kapłana - spowiednika, który jest „ikoną Jezusa Chrystusa".

Młody student Rodion Raskolnikow z powieści Fiodora Dostojewskiego Zbrodnia i kara, nękany straszliwymi wyrzutami sumienia z powodu dokonania morderstwa na staruszce lichwiarce i jej córce, chciał się pozbawić życia. Idąc za radą życzliwej mu osoby, nie popełnił jednak samobójstwa, ale stanął na rozstaju ulic, ucałował ziemię, którą splugawił i pokłoniwszy się całemu światu na wszystkie strony głośno zawołał: „To ja zamordowałem". To wyznanie publiczne rozpoczęło w nim proces przemiany i wynagrodzenie za zbrodnie.

Ludzie współcześni zatracają poczucie grzechu, bawią się nim i przechwalają. Prowokatorzy próbują go nawet ubarwiać, aby był bardziej atrakcyjny niż dobro. Zacierają też granice pomiędzy dobrem a złem. Usiłuje się w sposób prymitywny i żartobliwy przekonać innych, że to co daje korzyść, przyjemność i na co mamy ochotę nie może być złem. Próbuje się demagogicznie przekonywać, że już samo mówienie o grzechu stresuje człowieka, powoduje nerwice, frustracje, lęki i depresje. Niestety, ale grzechy i nieprawości zaślepiają człowieka do tego stopnia, że uniemożliwiają mu zdolność widzenia siebie w prawdzie.

W dobie szczególnej niechęci do Kościoła, a zwłaszcza do księży, trzeba spokojnie i ze szczególną cierpliwością wsłuchiwać się w problemy i pretensje ludzi.

Boże miłosierdzie nie może być zachętą do grzeszenia, ale do nawrócenia. Księga Syracha upomina: „Nie mów zgrzeszyłem i cóż mi się stało? Albowiem Pan jest cierpliwy. Nie bądź tak pewny darowania win, byś miał dodawać grzech do grzechu. U Niego jest miłosierdzie, ale i sprawiedliwość..." (Syr 5, 4-7). Mocne słowa, ale to Bóg mówi.

Dlatego dobrze, że jest taka Niedziela Bożego Miłosierdzia, bo nawet nie domyślamy się, ilu ludzi żyjących wokół nas, nawet tych na co dzień pogodnych i uśmiechniętych potrzebuje Bożego miłosierdzia. Jakże często u podłoża wielu depresji, buntów, odejścia od Boga, od Kościoła, leży właśnie jakiś duchowy dramat wynikający z zagubienia Bożej, przebaczającej dobroci.

Jakże jednak przyjemny staje się szept modlitwy: „Dla Jego bolesnej męki - miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. Wydaje się, że to taka monotonna modlitwa dla babć. Obyśmy nie ulegli złudzeniu.

Na całym świecie kult Bożego miłosierdzia wskazuje na godzinę piętnastą, jako Godzinę Miłosierdzia. Gdzieś nawet na Filipinach produkuje się zegarki, które dyskretnie przypominają ich właścicielom, że mija właśnie godzina piętnasta i że o tej godzinie przerywany jest na chwilę program telewizyjny. Wyobrażacie sobie, co by się stało w naszym katolickim kraju, gdyby coś takiego zastosowano?

Dlaczego i skąd taka popularność nabożeństwa do miłosierdzia Bożego? Z prostej przyczyny ludzie chcą odczuć Bożą dobroć i chcą, aby w Kościele więcej mówiono o dobroci Boga. Bo łatwo zauważyć, że cała historia zbawienia to przede wszystkim historia miłosierdzia Bożego. Objawiając się Mojżeszowi nazwał siebie „miłosiernym, litościwym, cierpliwym, bogatym w łaskę i wierność, zachowującym swą łaskę na tysiączne pokolenia, przebaczającym niegodziwość, niewierność, grzech" (Wj 34, 6-7). Żaden przymiot Stwórcy nie jest tak mocno podkreślany w Biblii, jak miłosierdzie.

Kończę słowami  św. Jana Pawła II, które wypowiedział 7 czerwca 1997 r. w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach: „Nic tak nie jest potrzebne człowiekowi, jak miłosierdzie Bo- że - owa miłość łaskawa, współczująca, wynosząca człowieka ponad jego słabość ku nieskończonym wyżynom świętości Boga". Amen!

kwietnia 06, 2024

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Miłosierdzia Bożego - „Jezu, ufam Tobie"

kwietnia 06, 2024

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Miłosierdzia Bożego - „Jezu, ufam Tobie"

Umiłowani w Chrystusie i Maryi...! 

Czytamy w dzisiejszej Ewangelii, że miejsce przebywania uczniów Chrystusa wypełniają: lęk, zagubienie, świadomość zdrady i ta samotność chociaż Apostołowie są razem... 

Wydarzenie opisane w Ewangelii nie jest jedynie wspomnieniem z przeszłości, to również i nasza sytuacja ludzi wierzących, których serca nękają różne rozterki, łączy nas nieraz smutek i bezradność, a pytanie ciężkie jak kamień grobowy - gdzie jest Nauczyciel, Mistrz - nie jest pytaniem tylko retorycznym! Dalekość Boga – to nie jest jedynie problem ateistów. Nieobecność Boga zostaje zastąpiona uciążliwą obecnością zwątpienia. A myśmy się spodziewali...  Jednak drzwi zamknięte z obawy przed Żydami, smutek i zagubienie człowieka nie są w stanie zagrodzić Drogi Miłości Jezusa do ludzi. Tak jak kiedyś Uczniowie, podobnie i my wszyscy Wielbiący Jego Obecność w Święto Miłosierdzia, przeżywamy jeszcze raz prawdę, że zaufanie Bogu mierzy się otwartością umysłu i serca! Mierzy się ufnością do Kogoś kto zna człowieka i kocha Go. Jest Nim: Jezus Chrystus jedyny Zbawiciel świata, wczoraj, dziś i na wieki! 

Troska Boga o człowieka jest miarą Jego Miłosierdzia. A wiemy, że Jest ona bez miary! Przychodzi Chrystus i mówi: „Nie bój się, nie lękaj się. Ja jestem z Tobą. Do błogosławionej Siostry Faustyny, a przez Nią do każdego z nas, do Polski i całego świata kieruje przesłanie: „Nie lękaj się... O, jak droga Mi jest dusza Twoja. Zapisałem Cię na rękach swoich i wyryłaś się głęboką raną w Sercu Moim". Pozwól, niech wejdą do duszy Twojej promienie łaski - one wprowadzą światło, ciepło, życie. 

Na tej pustyni duchowej, w krainie wielkiego zwątpienia i niedowierzania, wśród ludzi bez poczucia winy, którzy przy pomocy gładkich słów i w białych rękawiczkach potrafią tak udręczyć człowieka, wśród tylu zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych - staje Chrystus z Orędziem Miłosierdzia i mówi: W tym Świecie istnieje Miłość potężniejsza od jakiegokolwiek zła, które dotyka człowieka. „Daję ludzkości ostatnią deskę ratunku, to jest ucieczkę do Mojego Miłosierdzia". 

Wstrząsająca tajemnica Bożego Miłosierdzia przekazana prostej polskiej zakonnicy w czasie wielkiej pogardy i poniżenia człowieka przez systemy nieludzkie, faszyzmu na zachodzie, komunizmu na wschodzie... 

Z Polski wychodzi na cały Świat Ewangelia Miłosierdzia, Wyzwolenie Człowieka! 

Bóg w Swoim Miłosierdziu „szanuje naszą wolność" - jest cierpliwy i gotowy zawsze przyjść z pomocą do człowieka cierpiącego. Pełnia Bożej Miłości sprawia, że cierpi On z potrzebującymi ratunku; zaradza... Nie godzi się na zło nie tylko fizyczne, ale moralne, na grzech... posyła Swoich Proroków, daje szczególne miejsce uzdrowień duchowych - Sanktuaria... Takim jest Nowe Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim - na trasie Warszawa - Poznań, a przede wszystkim Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie - Łagiewnikach. 

Największa nędza: to być bez Boga i ryzykować, że tak będzie wiecznie. Trzeba wiele mądrości samego Boga, żeby zrozumieć bliźniego, przewidzieć jego potrzeby i zaradzić im. 

Istnieje wielka różnica między miłosierdziem, a litością, która niekiedy sprzymierza się ze złem, jest ustępstwem wobec ludzkich słabości i samowoli. Godzi się na grzech. To nie jest miłosierdzie, ale najgorsza forma okrucieństwa, pobłażania – krzywdzi się tego człowieka, którego darzy się pozorami prawdy, albo fałszywą Miłością! Mówi 

Miłosierny Bóg: Kocham Ciebie Człowieku! Dlatego nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż, nie kłam... Bądź wolny a nie uzależniony od swoich słabości... i pseudowolności...  Wyzwolenie przez prawdę czynioną w miłości jest dziełem Miłosierdzia... Jest odnalezieniem właściwej ścieżki do kapliczki, która jest w sercu każdego człowieka. 

„Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli pomoc w stosownej chwili". Miłosierdzie to ogień płonący w sercu Boga! Powie Jezus do Siostry Faustyny: „Palą mnie płomienie Miłosierdzia..." „Pragnę, aby Święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W tym dniu są otwarte wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski. Niechaj się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat". 

Tylko Bóg - potrafi odnaleźć człowieka od wewnątrz. W spojrzeniu Miłosiernego Jezusa odnajduje człowiek siebie, swoją godność, bo grzech mój został ukrzyżowany i pokonany przez Wielką Miłość..., która wyraziła się na Krzyżu i Zmartwychwstaniu - bez tego życie chrześcijańskie nie ma korzeni, ani sensu! Tak kocha Bóg! - odnajduje nas! tam i takich, gdzie żaden człowiek nie może nas dosięgnąć. 

„Wspomnijcie na Mękę moją" - mówi Jezus do Siostry Faustyny: „Jeżeli nie wierzycie Słowom Moim - wierzcie przynajmniej Ranom Moim". Tylko trzeba uznać swój grzech, swoją biedę... Zawołać: Przyjdź Panie! 

Miłosierdzie Boże od Chrystusa poprzez ludzi idzie dalej... od serca do serca... jak światło i ciepło idzie na cały świat... Siostra Faustyna przez Orędzie Miłosierdzia - jest najbardziej znaną na całym świecie spośród wszystkich świętych polskich. Siostro Faustyno co Ty, uczyniłaś... że do Ciebie idzie cały świat? 

A Ona wskazuje na Miłosiernego Chrystusa... Źródło Pokoju! Woła Jezus żyje... on Ciebie kocha... Ziemio, nie zapomniał o Tobie. Trzeba pokonać niedowierzanie, podejrzewanie i jak Tomasz - stale otwarta rana nieufności: - upaść na kolana i zawołać: „Pan mój i Bóg mój". Jezu, ufam Tobie! 

Wtedy człowiek na wszystko nagle spojrzy inaczej. Wierzy już nie tylko w Boga, ale wierzy Bogu, temu wszystkiemu co On mówi, czyni! 

Przyjmujemy Dar Miłosierdzia z wdzięcznością, nadzieją i z miłością pytamy co mamy czynić? Jezus odpowiada: Módlcie się - czyli słuchajcie i wypełniajcie to wszystko, co przekazuje Wam Bóg - przez Swój Kościół! 

Odmieńcie swoje myślenie, świadomość, wynagradzajcie za grzechy zwłaszcza - zabijania nie narodzonych. Bądźcie świadkami życia. 

Proście o moc, aby Ci którzy czynią prawdę w miłości - wytrwali, a zniewoleni kłamstwem zostali uwolnieni. 

Polsko wróć do Chrystusa Jedynego Pana i Odkupiciela, który Ciebie nigdy nie oszukał i nie opuścił. 

Nie bądź niewolnicą - nie kłaniaj się papierowym autorytetom i nagim władcom – bądź sobą! 

Przyjęcie Orędzia Miłosierdzia, dzielenie się Nim jak Chlebem z innymi przyniesie błogosławieństwo: Pan Jezus powiedział do Siostry Faustyny: 

„Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli będzie posłuszna Mojej Woli, wywyższę ją w potędze i świętości... Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje! Jezus, Ufam Tobie! 

7 kwietnia 2024.

 

kwietnia 23, 2022

2. Niedziela Wielkanocna (C) - Miej miłosierdzie dla nas i świata całego

kwietnia 23, 2022

2. Niedziela Wielkanocna (C) - Miej miłosierdzie dla nas i świata całego


Ukochani Bracia i Siostry!

Niedziela dzisiejsza ma wiele wątków nakreślonych przez liturgię, czy choćby przez czytania mszalne przed chwilą wysłuchane. Przez pierwsze wieki chrześcijaństwa nazywano tę niedzielę „Białą", a to z racji białych szat jakie nosili nowo ochrzczeni podczas Wigilii Paschalnej. Kończył się dla nich „biały tydzień", czas uroczysty, a rozpoczynała szara rzeczywistość, w której trzeba było uczyć się mówić Chrystusowi Panu - „wierzę", a szatanowi - „wyrzekam się". Czyli sprawdzać na co dzień to, co się powiedziało podczas przedchrzcielnego egzaminu. Kościół, jak matka, zwracał się ze szczególną miłością do swoich nowo ochrzczonych dzieci; błogosławił, prosił i prze­strzegał. Mamy ślad takiego pouczania w pismach św. Augustyna: „Zwra­cam się do was wszystkich, dzieci nowo narodzone, niemowlęta Chrys­tusowe, nowe potomstwo Kościoła. Jesteście łaską Ojca i płodnością Matki-Kościoła, świeżą latoroślą, kwiatem naszej czci i owocem trudów, radością i nagrodą naszą, wy wszyscy, którzy trwacie w Panu. (...) Kroczycie teraz drogą wiary, dopóki pozostajecie w tym śmiertelnym ciele i jesteście pielgrzymami daleko jeszcze od Pana, lecz Jezus Chrystus, do którego zdążacie i który raczył dla nas stać się człowiekiem, jest dla nas drogą niezawodną. Pan zachował wielką słodkość dla tych, którzy się Go boją. Wyleje ją w obfitości na tych, którzy w Nim pokładają nadzieję, gdy dostąpimy tej rzeczywistości, którą obecnie posiadamy przez nadzieję." (z kazania 8 na Oktawę Wielk.). Jaki wniosek z tego pouczenia mamy wysnuć my, dawno ochrzczeni i nie noszący już białej szaty? Chyba taki, że o wiarę trzeba dbać jak o wzrost niemowlęcia, karmić ją Słowem Bożym i Ciałem Pańskim. I to również przekonanie niech nam będzie bliskie, że Kościół-Matka z miłością chce dopilnować naszego duchowego rozwoju. On nam zapewnia świeżość wiary, uczy nas chodzić i postępować w tym co można nazwać „nowością" życia.

Do dziś niedziela dzisiejsza nosi również nazwę - „Przewodniej". Przewo­dzi bowiem wszystkim powielkanocnym niedzielom jako dzień niezwykle ważny, tak jak i Chrystus przewodzi nam w wierze. Wniosek w tym miejscu sam się nasuwa - nie stracić z oczu Chrystusa, który zawsze jest naszym przewodnikiem. Dobrze więc będzie dziś szczególnie modlić się o rozpoz­nanie drogi, trafność wyboru. Dobrze utwierdzić się w przekonaniu, że On wszystkim kieruje i we wszystkim przewodzi.

Moi Drodzy!

Niedzielę dzisiejszą można by nazwać w jakimś sensie „dniem dotknięcia". Nazwę taką można wyprowadzić z czytań liturgii słowa. W przeczytanym fragmencie Apokalipsy Jezus kładzie swą rękę na oddającym Mu hołd uczniu i wyzwala go z lęku. Mówi do niego: „Przestań się lękać!" Jezus wskazuje na siebie jako na źródło wyzwolenia, w Nim znajduje sens i dopełnienie wszelki ucisk i wytrwałość, o których mówi św. Jan. To Jezusowe dotknięcie daje cudowną moc i pewność, że jest On z nami we wszystkich doświadczeniach życia. Sam bowiem przeszedł ze śmierci do życia i posiada, jako żyjący, klucze śmierci i Otchłani. Do takich natchnionych wniosków doszedł św. Jan podczas swego internowania na wyspie Patmos przekazując je wszystkim pokoleniom chrześcijan. Bo to dotknięcie i towarzyszące mu słowa: „Prze­stań się lękać" powtarza zmartwychwstały Pan nie tylko chrześcijanom w pierwszych wiekach w dalekiej Jerozolimie i Malej Azji. ale również dziś czyni to wobec wierzących na całym świecie. To położenie ręki jest również gestem wskazującym na wybranie, powołanie i przeznaczenie do określonych zadań stawianych przez Jezusa. Zadań ucznia Pańskiego wśród trudów i prześladowań. Ten gest dotknięcia, wybrania, powołania, tak wiele dla nas znaczy. Właśnie dziś, w Polsce jest tak potrzebny i wyczekiwany, gdy zalewa nas mnogość słów, deklaracji, spotkań, dyskusji i obietnic. Pośród naszego polskiego umęczenia staje Jezus, kładzie na naszych sprawach swoją rękę i mówi: „Przestań się lękać! Jam jest Pierwszy i Ostatni, i żyjący." Popatrzmy również na drugie dotknięcie, o którym wspomina Ewangelia. Oto Tomasz, nieobecny podczas pierwszego spotkania ze Zmartwychwstałym, ma okazję namacalnego sprawdzenia, że Jezus żyje. Do tego dotknięcia ran boku i rąk zachęca sam Jezus, czyniąc Tomaszowi mały zaledwie wyrzut za zrodzone w jego sercu zwątpienie. Czy można na nowo olśnić rozczarowanego? Z pewnością tak. Jeśli tylko uczciwie szuka prawdy i chce ją znać, jak Tomasz. Jest więc coś godnego naśladowania w postawie Tomasza. Ta nieprzeparta chęć dotarcia do prawdy, walka ze zwątpieniem, niezatrzymywanie się w pół drogi. Dziś też to dla nas ważne, bo tylu u nas obojętnych, którzy nawet nie chcą wyciągnąć swojej ręki w kierunku Chrystusa. Nie stać ich na wysiłek, na pytanie o prawdę. Pozostają na najniższym stopniu życiowych aspiracji.

Od niedawna nazywa się dzisiejszą niedzielę „świętem Miłosierdzia". Święto Miłosierdzia obchodzone jest w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, czyli II Niedzielę Wielkanocną, zwaną obecnie Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Wpisał je do kalendarza liturgicznego najpierw Franciszek kard. Macharski dla archidiecezji krakowskiej (1985), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski Ojciec Święty Jan Paweł II w 1995 roku wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce. W dniu kanonizacji Siostry Faustyny 30 kwietnia 2000 roku Papież ogłosił to święto dla całego Kościoła.

Inspiracją  dla ustanowienia  tego święta  było pragnienie  Jezusa, które przekazała Siostra Faustyna. Pan Jezus powiedział do niej: Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299). Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła  miłosierdzia  Mojego. Która dusza  przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski (Dz. 699). W wielu objawieniach Pan Jezus określił nie tylko miejsce święta w kalendarzu liturgicznym Kościoła, ale także motyw i cel jego ustanowienia, sposób przygotowania i obchodzenia oraz wielkie obietnice. Największą z nich jest łaska „zupełnego odpuszczenia win i kar” związana z Komunią świętą przyjętą w tym dniu po dobrze odprawionej spowiedzi (bez przywiązania do najmniejszego grzechu), w duchu nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, czyli w postawie ufności wobec Boga i czynnej miłości bliźniego. Jest to – jak tłumaczy ks. prof. Ignacy Różycki – łaska większa od odpustu zupełnego. Ten polega bowiem tylko na darowaniu kar doczesnych należnych za popełnione grzechy, ale nie jest nigdy odpuszczeniem samychże win. Najszczególniejsza łaska jest zasadniczo również większa niż łaski sześciu sakramentów z wyjątkiem sakramentu chrztu: albowiem odpuszczenie wszystkich win i kar jest tylko sakramentalną łaską chrztu świętego. W przytoczonych zaś obietnicach Chrystus związał odpuszczenie win i kar z Komunią świętą przyjętą w święto Miłosierdzia, czyli pod tym względem podniósł ją do rzędu „drugiego chrztu”. Przygotowaniem do tego święta ma być nowenna polegająca na odmawianiu przez 9 dni, poczynając od Wielkiego Piątku, Koronki do Miłosierdzia Bożego. Święto Miłosierdzia Mojego wyszło z wnętrzności [Moich] dla pociechy świata całego (Dz. 1517) – powiedział Pan Jezus do Siostry Faustyny.

Ukochani Bracia i Siostry!

Prawda o Bożym miłosierdziu została nam przedstawiona w Ewangelii w specyficzny sposób. Miłosierdzie przychodzi do nas przez przebaczenie, przez sakrament pokuty. Jezus ukazując się apostołom powiedział najpierw: „Pokój wam", a później, gdy się uradowali Jego widokiem, mówił: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane". Tu otrzymujemy najlepszy dowód, że Pan Bóg kocha nas miłością nie sentymentalną, ale konkretną, przebaczającą miłosierną. Daje tego dowód tyle razy przy sprawowanym nieustannie w Kościele sakramencie pokuty, sakramencie miłosiernego pojednania z Ojcem. Miłosierdzie Boże leczy nas schodząc do głębi ludzkich zapo­trzebowań. Leczy fundamenty naszego człowieczeństwa w tej smutnej dobie, w której tak łatwo nam się zatrzymać tylko na powierzchni, tam gdzie główna treść życia rozmywa się na płaszczyźnie sentymentu, techniki, automatyzacji i komputeryzacji. I gdzie tragedią największą jest uprzedmiotowienie człowieka.

Uczestników nabożeństw do Miłosierdzia Bożego uderza żarliwość tej modlitwy, przechodząca czasem w pełen bólu jęk. W powtarzanym we­zwaniu wyczytać można ufną nadzieję: „Miej miłosierdzie dla nas i świata całego!" Gdyby tak tym wezwaniem opleść wszystkie człowiecze lęki, gdybyś tak się wyspowiadał, wierząc, że Pan grzechów nie będzie pamiętał, usłyszałbyś od miłosiernego Jezusa: Pokój wam! Z Tomaszem byś mówił: Pan mój i Bóg mój. Amen.

 

 

marca 31, 2019

4. Niedziela Wielkiego Postu (Rok C) - Ojciec i synowie

marca 31, 2019

4. Niedziela Wielkiego Postu (Rok C) - Ojciec i synowie
Kochani moi, komu Pan Jezus opowiedział przypowieść o pewnym człowieku, który miał dwóch synów? Słyszeliśmy: faryzeuszom i uczonym w Piśmie. Cel był jasny — uciszyć ich szemranie i wykazać, że właśnie celnicy i grzesznicy mają do Niego prawo. Komu dziś przeczytano tę niezwykłą opowieść o pewnym człowieku, który jest ojcem zarówno dla syna — nicponia, jak i dla syna, który nigdy się nie zawieruszył? Spełniamy wiernie rozkaz ostatni naszego Pana: Ewangelia jest dziś głoszona wszelkiemu stworzeniu, ale jak ona jest słuchana, jak zostanie przyjęta — któż na to odpowiedzieć może? Wiadomo, jak niejednakowy jest los ziarna, które pada na różne miejsca i różny plon przynosi. Ale na pewno w tej wielkiej gromadzie słuchaczy, jest wielu takich, co pomyśleli sobie: to o mnie Chrystus opowiadał, to ja roztrwoniłem majątek ogromny: wolność, którą mnie obdarował, zamieniłem w niewolę. Uzależniłem się całkowicie, dziś już nie mogę nie pić... Zaufanie, wielki dar Ojca, zdeptałem. Poszedłem swoją drogą, nie bardzo mnie to wzrusza, co On sobie o mnie pomyśli. Nie zostało już nic z darów, które od Ojca otrzymałem — został głód, niedostatek — żołądek mój pusty.
Czyż aż takiej nędzy trzeba, aby się ocknąć? Ale ocknięcie jest możliwe tylko wtedy, gdy odrobina wiary zostanie, gdy o ojcu nie zapomnę do końca. Wtedy możliwa jest ta myśl: Ja tu z głodu ginę, a w domu jest chleba pod dostatkiem (Łk 15, 17). Zauważmy: motywacja jest prosta — głód sprawił, że zrodził się pomysł powrotu. A więc nie tęsknota, miłość do ojca, rozumienie, że trzeba krzywdy naprawić... Nic z tego. Po prostu skrajna nędza, śmierć głodowa, która zajrzała w oczy, uświadomienie, że innego wyjścia nie ma. Trzeba więc wybrać się w drogę powrotną. Trzeba też ułożyć sobie tekst wyznania, że zgrzeszyłem, że mogę zostać najemnikiem, bo synem już trudno się nazwać (Łk 15, 19). Tymczasem słowa okazały się zbędne. Ojciec nie powiedział słowa, gdy usłyszał żądanie: „Daj mi część majątku" (Łk 15, 11). Dał nic nie mówiąc, syn był dorosły, miał prawo. Teraz, gdy syn wrócił, straciwszy wszystko, nic nie odpowiada na jego deklaracje słowne, lecz rozkazuje sługom: szybko, najlepszą suknię... pierścień... utuczone cielę... będziemy ucztować (Łk 15, 23). Nie słowa się liczą, gdy dochodzi do takiego spotkania – liczą się fakty: umarł a ożył... zaginął a odnalazł się (Łk 15, 24). Takie proste, nie trzeba było ojca szukać, czekać w niepokoju, czy przyjmie... Nawet do końca formuły pojednawczej nie można było wyrecytować. Syn znalazł się w ramionach ojca, słowa były już niepotrzebne. To dlatego tak łatwy był finał spotkania. Tak łatwy, że stał się zgorszeniem dla porządnych, że trzeba było długo tłumaczyć, co się stało, że jest powód do radości, że trzeba wejść i przywitać się z bratem. Większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (Łk 15, 7).
Bracia i siostry! Kto z nas nie potrzebuje nawrócenia? Taki zadowolony z siebie był starszy brat. Rzeczywiście: nigdy ojca nie opuścił; nie przekroczył jego rozkazu; tyle lat mu wiernie służył; nie roztrwonił z nierządnicami jego majątku. To wszystko prawda. I nagle niespodziewanie dla samego siebie znalazł się poza domem ojca. Niby niedaleko, tuż za ścianą, ale nie razem z ojcem. Nie chciał wejść... Co go zatrzymało na zewnątrz - żal, rozgoryczenie, że taki niedowartościowany, zazdrość, gniew? Co jeszcze? Taki porządny, niezawodny, a jednak poza radością, która panowała wewnątrz. I nie wiadomo — przypowieść już o tym nie mówi — czy przyjąć perswazję ojca, czy zdobyć się na to, by podejść do brata i uściskać go: „Dobrze, żeś wrócił". Ile czasu będzie potrzebować, by zrozumieć, że to nie on, ale ojciec ma rację. Nazwano tę przypowieść: „ewangelią w Ewangelii". W tak niewielu zdaniach powiedział Chrystus tak dużo o Bogu i człowieku. O tym, że są różne odejścia, ale zawsze można wrócić. Zawsze! Nigdy nie jest ani za daleko, ani za późno. Kochani, przez nasze kościoły przechodzą teraz fale rekolekcyjnych powrotów. Takich radosnych, wielkich bo trudnych. Powrotów prawdziwych, bo zmieniających o 180 stopni dotychczasowe życie.
Przed laty przyszła do mnie para narzeczonych z zamiarem zawarcia katolickiego małżeństwa. W rozmowie wstępnej ustaliłem, że oboje mają za sobą kawał pokręconego życia. On niedawno wrócił z więzienia, ona siadła na dnie. Oboje po cywilnych związkach już rozwiedzionych. Oboje w trakcie leczenia odwykowego. Zjeżyłem się wewnętrznie. Jak mogą sobie w sposób sakramentalny przysięgać miłość i wierność? Przecież na przyjęciu weselnym już popłyną. A co potem? Nie taiłem swoich wątpliwości. I wtedy usłyszałem: „My już ani kropli. Bo kiedy wiedziałam, że ze mną koniec, nie dam sobie rady, poszłam do kościoła, uklękłam przed ołtarzem i powiedziałam: „Panie Jezu, musisz mi pomóc, musisz! A ja ci przysięgam, że ani kropli do końca życia. I prosto z kościoła poszłam do przychodni". Minęło sporo czasu od ich ślubu. Czasem ich odwiedzam. Nie do wiary: naprawdę wyszli na prostą. Sąsiedzi mówią o nich z podziwem: „Coś takiego, oni są zupełnie inni. Pracują solidnie, żyją porządnie, cicho, czysto. A pamiętamy, jak to było dawniej, co się stało?" Wrócili, byli daleko i po prostu wrócili. I żyją po ludzku. Możecie mnie zapytać, ile znam takich przykładów. Z własnej praktyki duszpasterskiej niewiele, policzyć można łatwo, na palcach jednej ręki. Ale nie to jest istotne. Chrystus powiedział: Z jednego grzesznika... Ważne jest, że w ogóle jest to możliwe, dziś, w naszych czasach, takich trudnych podobno, jakby dawniej były czasy łatwe.
Jest możliwy powrót z przeklętych kręgów grzechu pijaństwa, oszołomienia narkotycznego, innych nałogów. Trzeba jednak przyjść i z całą pokorą i z całą stanowczością powiedzieć Jezusowi wprost: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić" (Mk 1, 40). Bo „uznaję nieprawość moją, a grzech mój jest zawsze przede mną. Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego. Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha" (Ps 51, 3—4. 12). Amen.

kwietnia 03, 2018

2. Niedziela Wielkanocna (B) – „Słabość" Boga — miłosierdzie

kwietnia 03, 2018

2. Niedziela Wielkanocna (B) – „Słabość" Boga — miłosierdzie
Umiłowani bracia i siostry! Dziś w ostatni dzień oktawy Zmartwychwstania Pańskiego jesteśmy zaproszeni jakby do podsumowania naszej refleksji nad tajemnicą zmartwychwstałego Chrystusa, szczególnie do wniknięcia w tę Bożą tajemnicę. Oglądamy Jezusa w Wieczerniku, jak wychodzi naprzeciw słabej, za­łamanej, a czasem nawet już nie istniejącej wierze swoich uczniów. Jezus liczy się z trudnościami, jakie ze swoją wiarą ma człowiek przyjmujący tylko to, co dotykalne, sprawdzalne, doświadczalne. Dlatego choć wypowiada błogosławieństwo o tych, którzy nie widzieli, a uwierzyli, to jednak nie rezygnuje z pokazania siebie uczniom. Nawet więcej, do najbardziej wątpiącego kieruje słowa zachęty, aby dotknął Jego boku i w ten sposób stał się człowiekiem wierzącym.
Scena z dzisiejszej Ewangelii pokazuje, jak bardzo Chrystuso­wi zmartwychwstałemu zależy na tym, aby spotkać się z każ­dym człowiekiem, a zwłaszcza z tymi, którzy wątpią, mają za­strzeżenia, załamują się. Chce rozwiać ich wątpliwości i zastrze­żenia, odbudować ich wiarę. Najbardziej wątpiącym chce pokazać swój bok, aby mogli wejść w tajemnicę Jego przebitego serca z którego na krzyżu wypłynęła krew i woda. Jest to bowiem tajemnica wielkiej Jego miłości, wielkiego Bożego miłosierdzia. Tego miłosierdzia, które jawi się w całej historii zbawienia. Te­go miłosierdzia, które głosi zarówno Stary jak i Nowy Testament. „Stary Testament — zauważa Ojciec św. Jan Paweł II w swojej Encyklice Dives in Misericordia — który ludziom pogrążonym w niedoli, a nade wszystko obciążonym grzechem… każe odwoływać się do tego Miłosierdzia” (21).
Miłosierdzie Boże to jeden z głównych tematów nauczania Jezusa i znak Jego mesjańskiego posłannictwa (Dives in Miseri­cordia 13). Jezus głosi, że Ojciec w niebie jest pełen miłosier­dzia, a sam o sobie powiada, że przychodzi szukać i zbawić przede wszystkim to, co było zginęło (Łk 9, 19), że nie przy­chodzi do sprawiedliwych, ale do tych, którzy się źle mają. Kulminacyjnym jednak momentem objawienia się miłosierdzia Bożego światu jest zmartwychwstanie Chrystusa. Zdaniem Ojca Św., zmartwychwstanie wieńczy „całokształt objawienia się Miłości Miłosiernej w świecie poddanym złu” (Dives in Misericordia 13). Bez zrozumienia tej tajemnicy właściwie nie znamy Boga, Bo­ga, który pochyla się nad człowiekiem, Boga, który karmi głod­nych, który uzdrawia chorych, który odpuszcza grzechy.
Według Ojców i teologów Kościoła, miłosierdzie to główna pobudka działania. „Wszystko, co Bóg czyni — powiada św. Jan Chryzostom — pochodzi z Jego Miłosierdzia” (Mignę, PI 55, 468). Miłosierdzie Boże, według św. Tomasza z Akwinu, to motyw wszelkiego Bożego działania (I q 21 a 3 c). Szczególnie widoczne jest ono w odpuszczeniu grzechów. Bóg sam zapewnia: „Choćby grzechy wasze były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją” (Iz 1, 18). Dlatego to Jezus ku zgorszeniu faryzeuszów, staje się przy­jacielem grzeszników i celników (Mt 11, 19). Jako Dobry Pasterz zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, aby szukać jednej, któ­ra zginęła. Cieszy się z całym niebem, gdy człowiek się na­wraca. Im większa jest nędza człowieka, tym większe jest po­chylenie się Boga nad człowiekiem, tym większe Boże miłosier­dzie. Jeżeli jestem bardzo biedny, przybity do łoża boleści, poz­bawiony należnej opieki, opuszczony, bliski załamania, to Bóg wychodzi przede wszystkim do mnie, abym doświadczył Jego miłości i zmiłowania. Jakże często potrzebuję tej Bożej obec­ności! Jakże często potrzebuję tego znaku! Jakże często nie wy­starcza mi tylko słowo. Zwłaszcza gdy chwieje się moja wiara, potrzebuję, aby Jezus prawdziwie stanął przede mną, jak niegdyś stanął przed Tomaszem. Gdy doświadczam obecności Boga wy­rywa się z serca wołanie: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28). Rodzi się pragnienie, aby za miłość i miłosierdzie odpłacać miłością. Skoro On mnie tak umiłował, skoro zlitował się nade mną, to co ja powinienem uczynić dla Niego?
To prawda, że powinienem dziękować, że powinienem Go wielbić, że powinienem zaufać niezachwianie Jego dobroci! Ale moja wdzięczność byłaby niepełna, gdybym za miłosierdzie nie odwdzięczył się miłosierdziem. Nie dlatego, że Bóg potrzebuje mojego miłosierdzia, ale dlatego, że człowiek potrzebuje miło­sierdzia Bożego, że Bóg utożsamił się z najbardziej potrzebują­cymi i że każdą przysługę którą wyświadczam potrzebującym traktuje jako przysługę, którą wyświadczam Jemu samemu. Bóg chce, aby Jego miłosierdzie objawiło się światu poprzez Jego uczniów, a także przeze mnie. „Żebyście wiedzieli — zwierza się swoim uczniom — co znaczą słowa: miłosierdzia chcę” (Mt 9, 13). Właściwie mówiąc nie ma dla mnie ważniejszej sprawy. Nie mogę bowiem lepiej uczcić Boga. Nie mogę lepiej ukochać bliź­niego. Bóg pragnie ujrzeć we mnie obraz swojego miłosierdzia. Miłosierdzie decyduje o wartości mojego życia. Od jego pełnie­nia zależy moje zbawienie. Tych, którzy nie pełnili miłosierdzia, nic nie usprawiedliwi. Bo nie można kochać człowieka, nie okazując mu miłosierdzia. Bo nie ma sprawiedliwości poza mi­łosierdziem. Życie bez miłosierdzia praktycznie jest nie do uspra­wiedliwienia, ani przed Bogiem, ani przed ludźmi i praktycznie takie życie nie ma sensu. Bez miłosierdzia nie ma opieki nad chorymi, starszymi, ich istnienie uważa się za ciężar społeczny. Istniały i istnieją po dziś dzień ideologie, które traktują miło­sierdzie jako słabość ludzką. Wszystkie systemy siły i przemocy uważają miłosierdzie za wyraz słabości. Tak, rzeczywiście, miło­sierdzie to wielka „słabość” Boga do człowieka. Wskutek tej „słabości” istniejemy i ciągle doświadczamy Bożej dobroci, mimo naszych słabości i grzechów, tak jak niejednokrotnie małe i sła­be dziecko jest dla swoich rodziców bardzo wymagające. Wsku­tek tej „słabości” Bóg, mimo wciąż powtarzających się grzechów człowieka, lituje się, odpuszcza i troszczy się o człowieka, okazuje mu swoje miłosierdzie.
Bóg chce, abym postępował podobnie. Na Sądzie Ostatecznym zapyta mnie tylko o to jedno. Nic innego nie będzie Go inte­resowało. Być miłosiernym to dawać człowiekowi to, co mu jest najbardziej potrzebne. Niekoniecznie to, o co on prosi. Człowie­kowi proszącemu o jałmużnę odpowiada Piotr: „Nie mam złota ani srebra, ale co mam to ci daję: w Imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź” (Dz 3, 6). Czy jestem człowiekiem miło­sierdzia? Człowiekiem, który wychodzi naprzeciw ludziom naj­bardziej potrzebującym, człowiekiem, który wzorem Ojca Nie­bieskiego obejmuje swoją miłością nie tylko sprawiedliwych, ale i niesprawiedliwych? A może moja miłość, moje miłosierdzie odnosi się tylko do ludzi miłych, sprawiedliwych, pobożnych — tych, którzy mało lub wcale mnie nie potrzebują? „Być miłosiernym to czuć potrzeby drugiego człowieka jak swoje własne, to chcieć dobra dla innych, tak jak chcemy go dla siebie” (św. Tomasz z Akwinu, De molo q 10 a 2 c). W tym duchu pisze nasz poeta Jan Kasprowicz: „Pali mnie surdut niezdarty na ciele, gdy widzę łachman na ciele nędzarza, widok głodnego gasi me wesele, jeśli się kiedy w mym oku zajarzy”.
Czy czuję drugiego człowieka tak, jak czuję siebie, czy go rozumiem? Czy mam z nim wspólny język? Czy jestem wyrozumiały, cierpliwy, współczujący? Czy w razie konfliktów jestem gotowy do pojednania? Czy mam miłosierdzie w sercu; czy okazuję je w słowach i czynach? To są pytania, które stawia przede mną dzisiejsza liturgia, stawia Chrystus, który dziś mówi. do nas: „Jak mnie posłał Ojciec, tak i ja was posyłam” (J 20, 21). A świat, który jak podkreśla św. Paweł Apostoł: „…oczekuje z tęsknotą objawienia synów Bożych” (Rz 8, 19), czeka niecierpli­wie na tych Bożych wysłańców, czeka na ludzi miłosierdzia. Od tego, czy tacy ludzie się znajdą zależy, czy świat dziś ujrzy Boże zbawienie, czy ujrzy Boże miłosierdzie, czy ujrzy Zmartwych­wstałego. Amen.


października 05, 2017

Modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia

października 05, 2017

Modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia
KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

(DZIENNICZEK św. siostry Faustyny) Wilno „Piątek 13 września 1935 r.
Wieczorem, kiedy byłam w swojej celi, ujrzałam anioła, wykonawcę gniewu Bożego.
Był w szacie jasnej, z promiennym obliczem, obłok pod jego stopami, z obłoku wychodziły pioruny i błyskawice do rąk jego, a z ręki jego wychodziły i dopiero dotykały ziemi. Kiedy ujrzałam ten znak gniewu Bożego, który miał dotknąć ziemię,
a szczególnie pewne miejsce, którego wymienić nie mogę dla słusznych przyczyn, zaczęłam prosić anioła, aby się wstrzymał chwil kilka, a świat będzie czynił pokutę. Jednak niczym prośba moja była wobec gniewu Bożego.
(...) W tej samej chwili uczułam w duszy swojej moc łaski Jezusa, która mieszka w duszy mojej; kiedy mi przyszła świadomość tej łaski, w tej samej chwili zostałam porwana przed stolicę Bożą.
(...) Zaczęłam błagać Boga za światem słowami wewnętrznie słyszanymi. Kiedy się tak modliłam, ujrzałam bezsilność anioła, i nie mógł wypełnić sprawiedliwej kary, która słusznie się należała za grzechy. Z taką mocą wewnętrzną jeszcze się nigdy nie modliłam jako wtenczas. Słowa, którymi błagałam Boga są następujące:
Ojcze przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, za grzechy nasze i świata całego; dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas.
Na drugi dzień rano, kiedy weszłam do naszej kaplicy, usłyszałam te słowa wewnętrznie: Ile razy wejdziesz do kaplicy, odmów zaraz tę modlitwę, której cię nauczyłem wczoraj. Kiedy odmówiłam tę modlitwę, usłyszałam w duszy te słowa: Modlitwa ta jest na uśmierzenie gniewu mojego, odmawiać ją będziesz przez dziewięć dni na zwykłej cząstce różańca w sposób następujący: najpierw, odmówisz jedno OJCZE NASZ i ZDROWAŚ MARYJO i WIERZĘ W BOGA, następnie na paciorkach OJCZE NASZ mówić będziesz następujące słowa: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego; na paciorkach ZDROWAŚ MARYJO będziesz odmawiać następujące słowa: Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego.
Na zakończenie odmówisz trzykrotnie te słowa: Święty Boże, Święty Mocny,
Święty a Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem” (Dz. 474-476).


„O, jak wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę (...)
Zapisz te słowa, córko moja, mów o moim miłosierdziu, niech pozna cała ludzkość niezgłębione miłosierdzie moje. Jest to znak na czasy ostateczne, po nim nadejdzie dzień sprawiedliwy. Póki czas, niech uciekają się do źródła miłosierdzia mojego, niech korzystają z krwi i wody, która dla nich wytrysła” (Dz. 848). „Odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą  podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli tylko raz zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego” (Dz. 687).

OBIETNICA ŁASKI MIŁOSIERDZIA
DLA KONAJĄCYCH
„Przez odmawianie tej koronki podoba mi się dać wszystko, o co mnie prosić będą. Zatwardziałym grzesznikom, gdy będą ją odmawiać, spokojem napełnię dusze, a godzina ich śmierci będzie szczęśliwa. Napisz to dla dusz strapionych: Gdy dusza pozna ciężkość swych grzechów, gdy się odsłoni duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. (...) żadna dusza, która wzywała miłosierdzia mojego, nie zawiodła się, ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci mojej. Napisz: Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem, a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny” (Dz. 1541).
„Każdą duszę bronię w godzinie śmierci, jako swej chwały, która odmawiać będzie tę koronkę (...). Kiedy przy konającym inni odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę” (Dz. 811).
Koronkę należy odmawiać na różańcu. Na początku:
„Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się
za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny, umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł
i pogrzebion; zstąpił do piekieł; trzeciego dnia zmartwychwstał; wstąpił na niebiosa; siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych
i umarłych. Wierzę w Ducha Świętego; święty Kościół powszechny; świętych obcowanie; grzechów odpuszczenie; ciała zmartwychwstanie; żywot wieczny. Amen
Na dużych paciorkach (1x): Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.
Na małych paciorkach (10x): Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata.
Na zakończenie (3x): Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem” (Dz. 476).

Pan Jezus powiedział do św. Faustyny: „Pragnę, aby to miłosierdzie rozlało się na cały świat przez serce twoje. Ktokolwiek się zbliży do ciebie, niech nie odejdzie bez ufności w moje miłosierdzie, której tak bardzo pragnę dla dusz. Módl się, ile możesz, za konających, wypraszaj im ufność w moje miłosierdzie, bo oni najwięcej potrzebują ufności, a najmniej jej mają” (Dz. 1777).
„Córko moja, pomóż mi zbawić konającego grzesznika; odmów za niego tę koronkę, której cię nauczyłem. Kiedy zaczęłam odmawiać tę koronkę, ujrzałam tego konającego w strasznych mękach i walkach. Bronił go Anioł Stróż, ale był jakby bezsilny wobec wielkości nędzy tej duszy (...). Jednak podczas odmawiania tej koronki ujrzałam Pana Jezusa w takiej postaci, jak jest namalowany na obrazie. Te promienie, które wyszły z Serca Jezusa ogarnęły chorego, a moce ciemności uciekły w popłochu. Chory oddał ostatnie tchnienie spokojnie” (Dz. 1565).
„Często obcuję z duszami konającymi, wypraszając im miłosierdzie Boże. O, jak wielka jest dobroć Boża, większa, niżeli my pojąć możemy. Są momenty i tajemnice miłosierdzia Bożego, nad którymi zdumiewają się niebiosa. Niechaj sądy nasze umilkną o duszach, bo przedziwne jest z nimi miłosierdzie Boże” (Dz. 1684).
„Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny
i tajemniczy. Na zewnątrz jakoby było wszystko stracone, lecz tak nie jest; dusza, oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga przebaczenie i win, i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy ona nie reaguje. O jak, niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale, o zgrozo - są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny, wewnętrzny, że, jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło; udaremniają wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą, a nawet same wysiłki Boże...” (Dz. 1698).

Łączność z konającymi. Proszą mnie o modlitwę; modlić się mogę, dziwnie mi Pan daje ducha modlitwy, jestem ustawicznie z nim złączona. Czuję w całej pełni, że żyję
dla dusz, aby je przyprowadzić do miłosierdzia Twego, o Panie; w tym kierunku żadna ofiara nie jest za mała (Dz. 971).

„Dał mi Pan poznać, jak bardzo pragnie, aby dusza odznaczała się miłością czynu i w duchu ujrzałam, jak wiele dusz woła do nas - dajcie nam Boga, i zawrzała we mnie krew apostolska. Nie poskąpię jej, ale oddam ją do ostatniej kropli za dusze nieśmiertelne, choć może fizycznie tego Bóg nie zażąda, ale w duchu jest to mi możliwe, a nie mniej zasługujące” (Dz. 1249).
„Pragnę przechodzić świat cały i mówić duszom o wielkim miłosierdziu Boga.
KAPŁANI, DOPOMÓŻCIE MI W TYM...” (Dz. 491).
Powiedz moim kapłanom, że zatwardziali grzesznicy kruszyć się będą pod słowami, kiedy będą mówić o niezgłębionym miłosierdziu moim, o litości, jaką mam dla nich w sercu swoim. Kapłanom, którzy głosić będą i wysławiać miłosierdzie moje, dam  moc przedziwną i namaszczę ich słowa, i poruszę serca, do których przemawiać będą (Dz. 1521).





października 05, 2017

„Miłosierdzie Boże w duszy mojej” – Św. Faustyna Kowalska

października 05, 2017

„Miłosierdzie Boże w duszy mojej” – Św. Faustyna Kowalska
 
Święta siostra Maria Faustyna (z domu Helena Kowalska) urodziła się 25 sierpnia 1905 r. we wsi Głogowiec koło Łodzi. Była trzecim dzieckiem z dziesięciorga
rodzeństwa. W dwudziestym roku życia wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Na polecenie swego spowiednika Siostra Faustyna zaczęła pisać Dzienniczek zatytułowany „Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, w którym opisuje sposób, w jaki Pan Jezus powierzył jej specjalną misję obwieszczania światu orę­dzia i nowych form nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego. Siostra Faustyna zmarła na chorobę płuc w 1938 roku. Papież Jan Paweł II wyniósł ją do chwały ołtarzy  18 kwietnia 1993 roku w Rzymie. Jej relikwie są czczone w sanktuarium Miłosier­dzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach.

1. Miłosierdzie to największy przymiot Boga
I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana(Oz 2,21). To zdania nawiązuje do obrazu często przywoływanego przez proroków Starego Przymierza: Bóg miłuje Izraela miłością szczególnego wybrania, podobną do miłości oblubieńca, i dlatego przebaczy mu winy, przebaczy nawet zdrady i niewierności. Jeśli spotka się z pokutą, z prawdziwym nawróceniem, przywróci swój lud z powrotem do łaski. W mowach proroków miłosierdzie oznacza szczególną potęgę miłości, która jest większa niż grzech i niewierność ludu wybranego.
Obraz ten nie stracił nic ze swej aktualności. Ludzie wciąż oddalają się od Boga. Nie ma dnia, aby każdy z nas nie popełnił małej lub większej niewierności. Dlatego i dziś „nic tak nie jest potrzebne człowiekowi jak Miłosierdzie Boże – owa miłość łaskawa, współczująca, wynosząca człowieka ponad jego słabość ku nieskończonym wyżynom świętości Boga”.  Słowa te wypowiedział papież Św. Jan Paweł II nawiedzając sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie, gdzie spoczywają relikwie św. siostry Faustyny, którą  wybrał Chrystus, aby przypomnieć ludziom wielką Bożą tajemnicę Miłosierdzia. Miłosierdzie jest tym rysem miłości Boga, którego najbardziej potrzebujemy ze względu na to, że jesteśmy grzesznikami.
Jezus nade wszystko swoim postępowaniem, całą swoją działalnością objawiał, że w świecie, w którym żyjemy, obecna jest miłość. Do wysłanników Jana Chrzciciela, którzy pytali Go, czy jest Mesjaszem, powiedział: Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię (Łk 7,22). Boże miłosierdzie objawiło się najpełniej w Chrystusie, w Jego męce i śmierci na krzyżu.
Św. Jan, jedyny z Apostołów, który był bezpośrednim świadkiem tego wydarzenia, opisuje jak po śmierci Chrystusa jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda (J 19,34). O tym fakcie przypomina nam dzisiaj obraz rozpowszechniony w świecie za sprawą świętej siostry Faustyny: „Wieczorem, kiedy byłam w celi – pisze św. s. Faustyna – ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szatę białą. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie: jeden czerwony, a drugi blady (…). Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem Jezu, ufam Tobie”. Trzy lata później w Wilnie Pan Jezus wyjaśnił znaczenie promieni: „Te dwa promienie – powiedział – oznaczają krew i wodę”(Dzienniczek, 47, 299). Są znakiem sakramentów, zdrojów łaski Bożej. Miłosierne Serce Jezusa poprzez sakramenty wybacza nam nasze winy i podnosi nas z naszych nędz, byśmy żyli w godności dzieci Bożych.

2. Jezus zachęca nas do ufność, która przezwycięża wszelki lęk.
Namalowany według wskazówek Św. s. Faustyny obraz znajduje się dziś w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. Każdy może tu przyjść, spojrzeć na ten obraz Miłosiernego Jezusa Chrystusa, na Jego Serce promieniujące łaskami, i w głębi duszy usłyszeć to, co słyszała Święta: „Nie lękaj się niczego, Ja jestem zawsze z tobą”. A jeśli szczerym sercem odpowie: –Jezu, ufam Tobie!, znajdzie ukojenie wszelkich niepokojów i lęków. W tym dialogu zawierzenia nawiązuje się pomiędzy człowiekiem a Chrystusem szczególna więź wyzwalającej miłości. A w miłości nie ma lęku –pisze św. Jan – (…) doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą.
Dzisiejszy dzień zachęca nas, byśmy przyjrzeli się naszej osobistej relacji z Jezusem. Na ile potrafimy wypełnić naszą codzienność zawierzeniem Bogu i uczynić z każdej sytuacji okazję do okazania Mu zaufania? Czy przyjmujemy drobne przeciwności dnia jako dar z Jego strony i odczytujemy je w świetle nadprzyrodzonym jako szansę wewnętrznego wzrostu? Czy w sytuacji, gdy ogarnia nas zniechęcenie lub zmę­czenie, mówimy w głębi serca „Jezu, ufam Tobie”? Czy wreszcie stosujemy w praktyce środki, aby wzrastać w postawie ufności?
Według Dzienniczka Św. siostry Faustyny ufność odgrywa ważną rolę w kontaktach człowieka z Bogiem. „Łaski z mojego miłosierdzia – mówił Jezus do Św. Faustyny – czerpie się jednym naczyniem, a jest nim ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Dusza, która zaufa mojemu miłosierdziu, jest najszczęśliwsza, bo Ja sam mam o nią staranie; obdarzam ją swoim zaufaniem i daję jej wszystko, o co prosi” (Dzienniczek, 1578, 1273, 453).
O tej ufności mówi pięknie św. Paweł, który sam obraził ciężko Boga przed swoim nawróceniem, a potem doznał miłosierdzia: Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa. (…). W Nim mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością dzięki wierze w Niego(Ef 3,8-12). Nie lękajmy się więc i my zbliżać często do Boga, by prosić Go o przebaczenie. Jego Miłosierne Serce zawsze na nas czeka i otwiera dla nas skarby swojej łaski. Im bardziej ktoś zgrzeszył, tym bardziej ma prawo uciekać się do tego ogniska miłosierdzia.

3. Każdy z nas jest powołany do tego, by świadczyć miłosierdzie.
W czasie dzisiejszej modlitwy warto zastanowić się, na ile staramy się uczynić treścią swojego życia słowa, które Jezus wypowiedział w Kazaniu na Górze: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7). Kościół, zachęcony tymi słowami, stara się czynić miłosierdzie. Jeśli wszystkie błogosławieństwa z kazania na górze wskazują drogę nawrócenia, przemiany życia, to błogosławieństwo miłosiernych jest pod tym względem szczególnie wymowne. Człowiek dociera do miłosiernej miłości Boga, do Jego miłosierdzia o tyle, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich”(Św. Jan Paweł II, Encyklika Dives in misericordia,14).
Każdy człowiek potrzebuje miłosierdzia Bożego, ale też i każdy z nas jest powołany do tego, by świadczyć miłosierdzie, by współczuć słabościom swoich bliźnich i przycho­dzić im z pomocą. Jest to zarazem uczestnictwo w miłosierdziu samego Boga. Dla św. Faustyny wzorem czynnej miłości był   sam miłosierny Zbawiciel. „Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje. I być żywym odbiciem Ciebie (…). Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą. Dopomóż mi, Panie, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęk bliźnich. Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia. (…) Dopomóż mi, Panie, aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze spieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie to usłużność bliźnim. Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich, nikomu nie odmówiła serca swego. Obcować będę szczerze nawet z tymi, o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej” (Dzienniczek,163).
Każdy człowiek powinien współczuć słabościom swoich bliźnich, ponieważ każdy z nas jest słaby i pełen nędz.
Gotowość przebaczenia stanowi jeden z głównych przejawów miłości bliźniego. Podczas dzisiejszej modlitwy możemy zwrócić uwagę na przykład naszego Odkupiciela. Pan okazuje swoją miłość do wszystkich ludzi, w szczególności dając przykład miłosierdzia wobec grzeszników. Ta postawa, doskonały wizerunek miłosierdzia Ojca, ma swój moment kulminacyjny na Krzyżu, gdy Chrystus wypowiada ową prośbę: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,34).
Przebaczenie i prośba o przebaczenie to wiarygodny dowód, że miłość Chrystusa zamieszkuje w sercu chrześcijanina. Stanowi to, bez żadnej wątpliwości, znak wyróżniający uczniów Chrystusa. Nie wstydźmy się prosić o przebaczenie, kiedy popełniamy błąd, i wzmagajmy naszą gotowość przebaczania w rzeczach wielkich i małych. W ten sposób chrześcijanin – w swojej małości, ale na sposób Boży – „uobecnia wobec świata postać Ojca niebieskiego, który zawsze jest litościwy i łaskawy. Niech radość z przebaczenia będzie większa i głębsza niż jakakolwiek uraza” (Św. Jan Paweł II, Bulla Incarnationis mysterium, 11).
Z oczami utkwionymi w Krzyżu, na którym Chrystus przebaczył tym, którzy Go krzyżowali, a także nam wszystkim, powinniśmy starać się wzmacniać nasze postanowienie przebaczania zawsze i natychmiast krzywd, jakie mogą nas spotkać. Czy przebaczamy z hojnością, szybko, stale? Czy modlimy się chętnie i codziennie za tych, którzy wyrządzili nam jakieś zło albo chcieli to uczynić?
Kończymy naszą dzisiejszą modlitwę wzywając pomocy tej, która wychwalała Boże miłosierdzie z pokolenia na pokolenie. Wołajmy o miłosierdzie Boga dla współczesnego pokolenia słowami, których nauczyliśmy się od św. Faustyny: dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego...



kwietnia 24, 2017

Miłosierdzie Boże w moim życiu – świadectwa

kwietnia 24, 2017

Miłosierdzie Boże w moim życiu – świadectwa
Kochani Moi, wczoraj przeżywaliśmy Święto Bożego Miłosierdzia. Ono w Twoim życiu trwa 365 dni w roku i tyle lat, ile żyjesz. Nieprawdaż? Wszak to jest konkretna treść, konkretne wydarzenie, kiedy to Boże Miłosierdzie - Miłosierna Miłość Pana - dały swój wyraz w Twoim życiu. Poprosiłem Was, kochani: opisz to z tą świadomością i szczytnym zamiarem, aby dać świadectwo. I powstał piękny i niezwykle budujący zbiór świadectw. Wiele z nich czytałem już po wiele razy i powiem szczerze – jestem zbudowany. Ku zbudowaniu innych, owe świadectwa tutaj publikuję, aby były świadectwami dla innych.
Wiele z Waszych świadectw, pięknych świadectw, o działaniu Bożego Miłosierdzia w Waszym życiu, delikatnie poprawiłem, jeśli chodzi o tzw. literówki – niemal wszystkie przytaczam bez żadnych zmian - nadając im jedynie tytuły, choć trudno to tytułami nazwać... A WSZYSTKIM, I KAŻDEMU Z OSOBNA, DZIĘKUJĘ ZA PIĘKNE, BUDUJĄCE ŚWIADECTWA....

***

...dużo doznałam miłosierdzia od naszego Boga Jezusa

Wie ksiądz, dużo doznałam miłosierdzia od naszego Boga Jezusa , ze nie wiem od czego można by było opisać. Dużo Bóg mi w życiu pomógł i poprowadził mnie dobra droga , Bóg jest wielka miłością i pięknie prowadzi i mocno nas kocha. Były cuda uzdrowień 1 / mojej mamy św. pamięci - lekarze dawali 1 % a mama wyzdrowiała, miała rozległy zawal serca i wyszła z tego, później usłyszałam głos boży , ja uzdrowiłem twoja mamę , bo słyszałem jak rozmawiałaś z siostra , miałyśmy problemy finansowe duże i Bóg mamę uleczył. 2/ ja miałam jechać do sanatorium na kręgosłup a rozłożyło mnie w łóżku i zaczęłam się mocno modlić i poczułam lekki powiew wkoło kręgosłupa i jak ręką odjął i mogłam się spakować i na drugi dzień już jechać. Jezus tez mi się ukazał , tylko w duchu , nie rozpoznałam go do końca , a jest bardzo piękny , nie poznałam, bo Duch Boży nie ma zarostu, tak jak na obrazkach się maluje, usłyszałam później, ze nie poznałam go jak św. Magdalena. Jest cudowny i piękny i bardzo kochany i najmądrzejszy w całym wszechświecie i dużo możne według swojej woli, i jest mi nieraz smutno ,jak ktoś zaprzecza , ze Boga nie ma , a ostatnio czytałam taka herezje, ze w Japonii jest grób Jezusa , myślałam, ze się poplączę ,takie bzdety. Jezus Bóg jest najwyższym Bożym Duchem , chwała mu i moc i uwielbienie. Dużo miałam różnych pięknych rzeczy dzięki Bogu , ale nakrzyczeć tez potrafi jak źle postępujemy , aż ciarki po plecach potrafią przejść , tak ostro potrafi nam zwrócić uwagę. Wdzięczna Bogu jestem za wszystko , bo kiedyś było, ze nie miałam co jeść, a teraz mam wszystko dzięki Bogu to, co do życia jest potrzebne. Jezus nie lubi jak się na kogoś źle mówi , jest bardzo sprawiedliwy i najukochańszy w całym wszechświecie , nawet jest kochańszy - jak matka czy ojciec , chociaż rodziców to ja bardzo kochałam ale Boga jeszcze bardziej kocham. Coś ostatnio mniej Go słyszę ,bardzo rzadko i tęskni mi się za słowami Bożymi , ma cudownie ciepły głos i dobry . Wiele było rożnych rzeczy , trudno by było to opisać wszystko tutaj. Pozdrawiam cieplutko Vanda

Z pomocą Pana Boga wszystko jest możliwe...

Proszę Księdza, po rozwodzie 1995 r. zostałam sama z trójką dzieci i 240 zł alimenty, bezrobotna, mój były zabrał wszystko zostawił mnie z długiem. Modliłam się na Różańcu, jeździłam do Wykrotu miejsce objawień Matki Bożej , pewnej nocy przyśniła mi się Matka Boża na budynku banku w Niebieskim Płaszczu dlatego wiem, że z Wykrotu, ja klęczałam na środku ulicy i modliłam się, po tym śnie wszystko poszło jak z płatka, nie było lekko, bo musiałam harować i za ojca i za matkę, ale z pomocą Matki Bożej dałam radę, wychowałam dzieci, nie byłam ani razu w opiece społecznej, wybudowałam dom, posadziłam drzewa, z pomocą Matki Bożej godnie spełniłam swój obowiązek stanu. Z pomocą Pana Boga wszystko jest możliwe, ale potrzebna jest gorliwa modlitwa i życie w Łasce Uświęcającej. Niech Was wszystkich Pan Bóg błogosławi i strzeże.
Proszę Księdza żyję dla Pana Boga , tutaj na tym padole łez mamy wykonać misję do której nas Pan Bóg powołał, wiem że z pomocą Łaski Bożej podołam. Hanna


I zaczęłam się modlić...

Nie mogłam urodzić dziecka. Ciąże kończyły się poronieniem. Pewnego dnia, przed pracą, zaszłam do kościoła Św. Mikołaja w Gdańsku, gdzie brałam ślub i zaczęłam modlić się o dziecko , o szczęśliwe rozwiązanie. Do skutku :) Urodziłam zdrową córeczkę, a w rok później synka …
Jest więcej powodów do dziękowania Bogu. Miejsca nie starczyło by... Krystyna


A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15)

W 2015 roku w marcu poczęło się we mnie nowe życie..Ogromna radość, niedowierzanie i strach... o życie dziecka i własne. Miałam ku temu liczne powody, bardzo chorowałam. Od początku było wiadomo, że nie mogę się poddać cesarskiemu cięciu ponieważ miałam pozrastane narządy wewnętrzne. Około połowy ciąży zaczęły się poważne problemy , do chorób które miałam dołączyła bolerioza , cukrzyca, wielowodzie .... Od 33 tyg ciąży przebywałam w szpitalu klinicznym w Warszawie. W 35 tyg ciąży moja córeczka przestała się ruszać, ze względu na mój pogarszający się stan zdrowia nie można już było dłużej czekać, zapadła decyzja o wywołaniu porodu.Niestety przez trzy dni nie udało się nic zrobić a było coraz gorzej. Nikt nie chciał podjąć się cesarskiego cięcia. Przez cały ten czas gorliwie chyba jak nigdy wcześniej modliłam się błagając Boga o litość.Cały czas byłam pod opieką Kapelana Macieja ( szpital na Madalińskiego ) i licznych grup modlitewnych. Ponad 70 Mszy Sw w intencji mojej córeczki codziennie Błogosławieństwo Przenajświętszym Sakramentem.W końcu ubłagałam lekarza , dla mnie najważniejsze było życie mojej córeczki, świadomie podpisałam zgodę na cesarskie cięcie. Przez cały czas ściskałam w dłoni Różaniec Święty i się modliłam. Ta decyzja uratowała nam obu życie. Podczas operacji okazało się że macice mam przyrośniętą do powłok brzusznych a córeczka została wyciągnięta w ostatniej chwili . Trafiła na oddział intensywnej opieki. Mimo zespołu popunkcyjnego po ścianach z Różańcem w ręku chodziłam do swojej małej Marysi pobłogosławić Ją i chociaż chwilkę się pomodlić. To był straszny widok , córeczka nie oddychała sama. Pierwszy i jedyny po za mną który Ją odwiedził był Pan Jezus w Przenajświętszym Sakramencie . Do dziś mam ogromną wdzięczność dla Kapelana Macieja. Cały czas był przy nas. Kiedy córeczce się poprawiało mój stan się z minuty na minute pogarszał. Gorączka ropa - bakteria coli. Już nie wstawałam z łóżka, przez cały czas modliłam się Koronką do Bożego Miłosierdzia. Nie miałam pretensji , z tym wszystkim byłam sama i za to jestem wdzięczna Bogu. To była moja Droga Krzyżowa począwszy od potwornego osamotnienia , lęku po fizyczny nie dający się opisać ból najpierw głowy a później całej reszty. To było piękne doświadczenie, z czasem przychodziły do mnie położne dzieląc się własnymi doświadczeniami. Razem płakałyśmy My matki. Ostatecznie po kilku tygodniach opuściłyśmy szpital .Marysia ma półtora roku. Została ochrzczona w Święto Chrztu Pańskiego i całkowicie w obecności naszego proboszcza i licznych gości ofiarowana na wyłączność Matce Bożej Fatimskiej. Chwała Panu. Malgorzata
Ps . mogłabym napisać jeszcze wiele dramatycznych historii ze swojego życia, które namacalnie potwierdzają działanie Bożego Miłosierdzia w moim życiu. Wiele razy musiałam dosięgnąć dna żeby zrozumieć jak bardzo Bóg mnie kocha. Mówił Syjon: „Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,14-15). Moja rodzona mama zapomniała o mnie zawsze byłam Jej wyrzutem sumienia i kulą u nogi ale mój Bóg mnie kocha i to mi wystarczy

Mimo, że jestem sama ... nie czuję się samotna...

Odczuwam każdego dnia otaczającą mnie miłość Bożą , mimo wieloletniego cierpienia i trudności jakie mnie spotykają w życiu. Mam poczucie namacalnej obecności Boga, Jego opieki i prowadzenia. Mimo, że jestem sama w codziennych trudach rodzicielskich nie czuję się samotna, bo Bóg jest przy mnie i daje mi to odczuć na różny sposób. Chcę, abym miała świadomość, że kocha mnie właśnie taką jaka jestem i że jestem dla Niego bardzo ważna, tak jak On dla mnie. Nie zostawia mnie nigdy samej z problemami, zawsze daje właściwe rozwiązania, pociesza, troszczy się i kocha. A ja za to wszystko jestem mu niewyobrażalnie wdzięczna i odwzajemniam Jego Nieskończoną i najpiękniejszą miłość. Jezu Ufam Tobie. Agnieszka


Ja wiem, że to nowe życie dał mi Pan...

Pan Bóg pomagał mi i wiem, że nadal jest przy mnie. Bardzo długo nie mogłam sobie poradzić w życiu, ze sobą - popadłam w dół psychiczny. Potem w najgorsze: w alkohol, który mnie zabijał, tak prosiłam modliłam się o uzdrowienie. 3 razy szpital, lekarze niezbyt mieli podejście, w nic nie wierzyli, ja ciągle się modliłam. Po następnym dniu leczenia się u znajomej dostałam ataku. Znalazłam się w domu - jak nie pamiętam – rano, gdy wstałam nie było KACA, NAWET NIE MYŚLAŁAM O ALKOHOLU. CZUŁAM SIĘ ZNAKOMICIE PEŁNA SIŁY DO ŻYCIA. W JEDNA NOC. . . . . MIJA OK 12 LAT JAK JESTEM UWOLNIONA Z CHOROBY. DUŻO LUDZI MI NIE WIERZYŁO, WMAWIALI MI WSZYWKI, TABLETKI. JA WIEM ŻE TO NOWE ŻYCIE DAL MI PAN BÓG I NIE WSTYDZĘ SIĘ O TYM MÓWIĆ GŁOŚNO Z PANEM BOGIEM POZDRAWIAM. UFAM BARDZO, MIAŁAM JESZCZE PARĘ RAZY POMOCNA MOC BOGA. Iwona


Nasz ukochany Pan Jezus okazał mi miłosierdzie...

Dorastałam w rodzinie Świadków Jehowy - Kościół Katolicki był dla mnie bardzo obcy. Uczono mnie, iż Kościołem Katolickim kieruje sam szatan.
Już jako panienka skradałam się do Kościoła chciałam sprawdzić co takiego złego jest w tym miejscu.
Byłam zafascynowana tym miejscem wielbienia Boga.
Podziwiałam ołtarz oraz przepiękne wizerunki Świętych.
A kiedy tak szybko lata minęły czułam że to miejsce w którym się wychowałam jest nie właściwe. Zaczęłam badać i porównywać nauki św.jehowy z naukami Kościoła Katolickiego na podstawie Biblii różnych wiadomości.
Dowiedziałam się jak powstała ta sekta Świadków Jehowy.
Ale także bardzo prosiłam o kierownictwo naszego Pana Jezusa prosiłam aby poprowadził mnie do właściwego miejsca i tak się stało.
Dzisiaj jestem przy naszym Panu i we właściwym miejscu w Kościele Katolickim .
Nasz ukochany Pan Jezus okazał mi miłosierdzie oraz prowadzi mnie przez moje życie.
Jestem wdzięczna, gdyż to On wskazał mi właściwą drogę. Drogę ku życiu wiecznemu.
Gabriele


Proszę o łaskę głębokiej i uzdrawiającej modlitwy!

Od wielu lat proszę Pana Jezusa, abym nauczyła się tak głęboko modlić, by czuć Jego Obecność....albo Pan Jezus mnie nie słyszy albo ja jestem taką grzeszną jednostką że nie czuję Jego przy sobie...Proszę o łaskę głębokiej i uzdrawiającej modlitwy!... Katarzyna


Mam darowane któreś życie z kolei...

Osiemnaście lat temu Jezus uzdrowił mi syna i zmienił całe moje życie, a dwa lata temu uzdrowił mnie z raka. Ja jestem słabym nędznym grzesznikiem ale ufam Bożemu Miłosierdziu. Kochany księże, bardzo dużo zawdzięczam mojemu Panu Miłosiernemu. Samochód mi się palił, byłam na stole operacyjnym, operacja się nie odbyła. Mam się dobrze. Wpadłam pod koło autobusu, nic mi się nie stało. Mam darowane któreś życie z kolei. Bardzo dużo mogłabym pisać? Ale jest pewne że moim PANEM Jest JEZUS CHRYSTUS.Alleluja. Barbara


Zaufanie Bożemu Miłosierdziu

Dziękuję Bogu, że jestem i żyje na tym świecie. Dziękuję też za Dar Wiary i wszystkie Sakramenty Święte. Wiem że Bóg czuwa nad moim życiem i mojej rodziny. Dużo w życiu wycierpiałam fizycznie od (najbliższych ) ale nie czuję złości. Moim świadectwem zwycięstwa nad grzechem jest Jezus Chrystus. Całe moje życie i sprawy trudne oddałam i polecam Bogu Przez Maryję i Jezusa.
STRZEŻ MNIE, O BOŻE, TOBIE ZAUFAŁAM
Elżbieta

Nasz Pan oczyszcza mnie...

Dziękuję Bogu, że pokazał mi czym jest prawdziwa miłość. Szukałam jej przez całe życie, ale nigdy tam gdzie powinnam. Wszystko się zaczęło od nowenny pompejańskiej. Byłam nieszczęśliwa, myślałam że utonę w rozpaczy. Jednak Matka Boża rzuciła mi koło ratunkowe w postaci różańca. Mija już od tego momentu 2 lata. Od tamtego czasu Maryja postawiła na mojej drodze wspaniałych ludzi, w tym także Ciebie księże Józefie. Dzięki temu poznałam bliżej Jezusa, zapragnęłam Go szukać. Dziś widzę jak Nasz Pan oczyszcza mnie z zawiści, zazdrości i gniewu, które do tej pory zatruwały moje serce. Pomógł mi pogodzić się z przeszłością, przebaczyć tym, którzy mnie zranili i uzdrawia mnie z lęków. Pan mój i Bóg mój, tyś moim Królem i Panem, Kocham Cię Jezu, Amen. Ewelina

On wszystkiemu zaradzi...

Bożego Miłosierdzia doświadczam w każdej sekundzie mojego życia. Gdyby nie to, nie poradziłabym sobie z wieloma trudnościami mojego życia. Bóg daje mi siłę i wytrwałość. Wiem, że zawsze jest ze mną i moją rodziną, zwłaszcza wtedy, gdy po ludzku wszystko przeraża i wydaje się, że już dalej nie ma wyjścia. On wszystkiemu zaradzi mimo że bardzo boli...Maria


Miłosierny Bóg jednak upomniał się o mnie...

Mając 20 lat odeszłam od kościoła, Miłosierny Bóg jednak upomniał się o mnie w wieku niespełna 40 lat , gdy prawie byłam na tamtym świecie już. Nie miałam już szans na życie oprócz tej jednej , a On się ulitował nade mną i cudownie mnie uzdrowił. Przeżyłam wtedy też swe powtórne narodziny, te o których mowa w Piśmie, wierzę , że mi wszystko Bóg wybaczył, bo wiem, jak bardzo mnie kocha , jak mnie prowadzi. Gdyby nie ta groźna choroba, nie poznałabym Jezusa, Jego miłości, jego miłosierdzia. Dziś, jako 53 -latka tylko mogę wysławiać Jego Miłosierdzie i radować się życiem, bo Jemu już je poświęciłam. Dorota


Zawierzyłam synka Jezusowi Miłosiernemu i czekałam

We wrześniu 2014r. z powodu ciężkiej gestozy (zatrucie ciążowe) znalazłam się w szpitalu, gdzie nie było miło i łatwo. Codziennie chodziłam do kaplicy, gdzie na przodzie wisiał obraz Jezusa Miłosiernego. Tam zawierzałam mu bezustannie siebie i dziecko z pełnym poddaniem temu co się wydarzy. Lekarze czekali z cesarskim cięciem jak najdłużej (niestety) i w pierwszy piątek miesiąca kiedy już (tak myślę) odchodziłam, podjęli szybką akcję rozwiązania tej 34 tyg. ciąży. Synek był zdrowy (pomimo węzła prawdziwego, gestozy, niedotlenienia, wcześniactwa, zbyt niskiej masy urodzeniowej - 44cm/1,8kg) aż do pierwszego szczepienia (niestety). Serce wówczas przestało bić normalnie, oddech został zaburzony, karmiony był sondą, przebywał w inkubatorze pod wieloma urządzeniami. Drugiego dnia przyszła pani ordynator powiedzieć, że chyba dziecko nie przeżyje, bo CRP rośnie, jest jakieś zakażenie (ponoć moja wina), dają antybiotyki kilka rodzajów. Byłam w tak złym stanie fizycznym (pod obserwacją), że nie dane mi go było nawet zobaczyć (mąż przynosił mi jego zdjęcia). Zawierzyłam synka Jezusowi Miłosiernemu i czekałam. Była msza św. za nas, dużo osób się modliło. Podczas tej mszy stan Szymka zaczął się poprawiać, mój też wtedy też go pierwszy raz zobaczyłam, dotknęłam. Jezus działał. Wszyscy byli zdumieni jak szybko wyszedł z tak ciężkiego stanu. Resztę czasu w szpitalu spędziłam na dziękczynieniu przed obrazem ukochanego Jezusa. Drugi raz dał życie mojemu dziecku (ale to już inne świadectwo :)) Chwała Panu! Monika


Prezent dany od Boga

Drugie świadectwo (choć powinno być pierwsze w kolejności): Kiedy zaszłam w ciążę lekarz powiedział, że nie widzi bijącego serca, za to komórki wskazujące na martwy płód i że zacznie się poronienie. Kazał przyjechać na zabieg do szpitala (usunięcia ciąży). Nie zgodziłam się. Rzeczywiście bardzo źle się czułam, zaczęłam niebawem krwawić, dwa tygodnie leżałam z bólu w łóżku. Potem zdecydowaliśmy z mężem jechać do Kałkowa i tam duchowo ochrzcić to nasze nienarodzone dziecko. Przed olbrzymim obrazem Jezusa Miłosiernego klęcząc dziękowaliśmy za życie Szymona-Marii (nie znaliśmy płci przecież) i ochrzciliśmy go w imię Trójcy Przenajświętszej. Adorowaliśmy też Jezusa w Najświętszym Sakramencie w kaplicy wieczystej adoracji (jak dobrze, że takie są :)). Po powrocie przestałam krwawić, umówiłam się na USG i wizytę sprawdzić czy poronienie było kompletne. Lekarz uśmiechnął się jak zapytałam czy coś zostało. "SERCE BIJE, DZIDZIUŚ ROŚNIE". Dziś ma 2,5 roku i jest wspaniałym cudownym dzieckiem - prezentem danym nam od Boga (tak też został obiecany na jednej z mszy o uzdrowienie i uwolnienie Mamre) Chwała Panu! Monika


Miłosierny Jezus uzdrawia

Zaganiany pracą i obowiązkami, nie było czasu myśleć o Bogu. Sporadycznie i tyle. Aż przyszedł grudzień 2011 roku, zbliżały się święta i prezent. Nowotwór złośliwy prostaty, zadawniony, z licznymi przerzutami i diagnoza 6 miesięcy życia. I nie choroba i żal ale radość i wdzięczność. Dostałem czas. Czas, żeby wrócić do Boga. Z krzyżem. O jakże czasem ciężkim i słodkim zarazem. Mam świadomość, która droga, jest drogą właściwą. Staram się nią podążać, każdego dnia. Wielu nie dostaje szansy i tak długiego czasu na remont życia. Przeważnie śmierć zaskakuje. Mi Bóg dał największy dar, świadomość tego co nadchodzi nieuchronnie i czas na uporządkowanie zarówno spraw cielesnych jak i duchowych. Zbigniew


Kilka lat temu moja córka zachorowała na bulimie i nie było już nadziei, aby zgodziła się na leczenie. O godzinie 15 zaczęłam odmawiać koronkę do Bożego Miłosierdzia z łzami w oczach i bezsilności i błagać Boga o cud, kiedy skończyłam się modlić zadzwonił telefon ze szkoły gdzie córka uczęszczała i dyrektor mnie wezwał na rozmowę i zaczął od słów: „Pani córka zawsze wszystkim pomagała i jest jak matka Teresa, ale dzisiaj widzę, że ona potrzebuje pomocy”. Gdy usłyszałam te słowa, wiedziałam, że będzie dobrze, bo szkoła była jedynym autorytetem, który mógłby wpłynąć na decyzję leczenia i tak się stało zaraz tego samego dnia córka pojechała na leczenie, które trwało tylko dwa tygodnie a to cud był w jej przypadku.. Później pisała pracę na studiach na temat bulimii... Dziękuję Bogu, że ją uratował, a mnie dał silną wiarę... Jezu Ufam Tobie!!! Tereska


Dziękuję, Królu mój Najwyższy

Bożego Miłosierdzia doświadczam od urodzenia. Żyje i mieszkam w kraju, gdzie ludzie odchodzą od Pana Boga, ale my, Polacy dzięki pomocy misjonarzy, Braci Kapucynów, staramy się razem z nimi ludzi, którzy odeszli od Boga przyciągać i głosić, że bez Boga nie ma Zycia. Z obserwacji widze, ze działanie Pana Najwyższego jest, za co Mu jestem wdzięczna. On, Pan Bóg, jest także w moim życiu na co dzień. Jego działanie i bliskość przy mnie jest widoczna. Dziękuję, Królu mój Najwyższy. Małgorzata , Belgia


Wymodliłam się...

W moim życiu doświadczyłam wielu łask prosząc o nie w modlitwach - dużo by pisać jednak w skrócie mogę przytoczyć to, że wymodliłam się za moją Mamę by nie umarła bez sakramentów św. wiatyku, za mojego Męża o wiarę, o wnuka, za krewną, która nie mogła mieć dzieci, o powrót do zdrowia mego Męża - stan był beznadziejny i stał się cud po otrzymaniu wiatyku i błogosławieństwa u stóp Matki Bolesnej w Oborach Mąż powrócił do zdrowia i wiele innych. Pan jest miłosierny i dziękuję mu za to i będę go wielbić do końca moich dni. Amen - Jolanta, lat 60

Jezus Miłosierny uzdrawia

Byłam nauczycielką nauczania początkowego...ale Pan Bóg miał nieco inny plan dla mnie... Tuż przed rozpoczęciem pracy w katechezie, po roku, przeklęczonym i przemodlonym, poprosiłam o jeszcze jeden znak, że to On mnie powołuje do pracy w swojej Winnicy, do tej pięknej, ale bardzo odpowiedzialnej pracy i postawiłam swoje "runo przed Panem" na wzór biblijnego Gedeona. Wpadłam na myśl...Tym runem był mój kręgosłup... i od wielu lat wybity i nie leczony kręg w okolicy piersiowej( taka niefrasobliwość młodego człowieka, że nie będę się rozczulać nad sobą kiedy są większe nieszczęścia i ważniejsze sprawy). Przyśniła mi się Matka Boska Jasnogórska w swoim Cudownym Obrazie, gdzieś mnie wzywała...wtedy nic nie rozumiałam...Potem byłam w Częstochowie, odbywały się modlitwy o uzdrowienie, ludzie z wózków inwalidzkich wstawali, śmiali się i płakali ze szczęścia...Powiedziałam: "jeśli Ty mnie powołujesz Jezu, to mi uzdrowisz kręgosłup, ale teraz zajmij się tymi, którzy bardziej potrzebują pomocy. " Wtedy padły słowa do mikrofonu Duch Święty będzie w was działał i uzdrawiał jeszcze po powrocie do domów. Po dwóch tygodniach -STAŁO SIĘ..:) Przed Eucharystią wieczorną długo wpatrywałam się w obrazek Jezusa Miłosiernego, pamiętam jak mocno uwierzyłam, że jeden z tych cudownych Promieni jest dla mnie, przeczytałam JEZU UFAM TOBIE i wcale nie myślałam wtedy o moim runie, o tej naszej umowie z Panem Jezusem, tak z głębokiego przekonania i miłości to wypowiedziałam...Wróciłam z Eucharystii...Przebierając się do snu, uniosłam ręce w górę i nagle usłyszałam chrzęst, ale żadnego bólu przy tym , tylko fala ciepła przepływająca i dająca nieopisaną radość...Roześmiałam się w głos i powiedziałam: Panie, albo mnie uzdrowiłeś, albo mi się pogorszyło...:D Oczywiście natychmiast zaczęłam dziękować za ten CUD, za DOTYK BOGA samego, tak wyraźny i konkretny...:D a dopiero rano moi synowie potwierdzili, że z kręgosłupem wszystko w najlepszym porządku... Naprawiony!!!
Chwała mojemu Panu!!! Jezusowi Miłosiernemu... Który był, który jest i który przychodzi...? JEZU UFAM TOBIE!
Barbara Maria


To tylko kilka przykładów...

Bożego Miłosierdzia doświadczam od urodzenia, każdego dnia. Ale zauważam je i dziękuję za nie od 1997 roku, gdy zaczęło się moje nawrócenie - na rekolekcjach REO w parafii. Moje życie zmieniło się diametralnie. Wiara w Bożą obecność w mojej codzienności, wzrost zaufania i zawierzenia się Duchowi Świętemu, otwarcie się na dary Boże i posługa nimi - to tylko nieliczne przykłady zmian w moim życiu. To w akcie Miłosierdzia Pan Bóg stawia na mojej drodze konkretnych kapłanów i animatorów świeckich, 20 lat prowadzi mnie drogą formacji duchowej. To w akcie Miłosierdzia prawie 18 lat temu Pan uwolnił mnie z nałogu nikotynowego (kiedy zrozumiałam, że palenie to grzech, modliłam się i prosiłam na Mszy Św. o cud uwolnienia. I tak się stało - nie palę od pierwszej niedzieli adwentowej 1999r.). To w akcie Miłosierdzia w sierpniu 2012r. zostałam przez Jezusa uzdrowiona z choroby dłoni - kciuk trzaskający - też prosiłam na Mszy Św. i tak się stało - uniknęłam zabiegu ortopedycznego. To w akcie Miłosierdzia Pan uzdrowił moje kolano w marcu 2017r. podczas nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu w kaplicy Ośrodka Rekolekcyjnego Źródło Jakuba w Dobrym Mieście (w styczniu 2017r. pośliznęłam się i uszkodzona została łąkotka i więzadło, czekał mnie zabieg ortopedyczny). To w akcie Miłosierdzia Pan przeprowadził naszą rodzinę przez chorobę i śmierć mojego męża z wielką delikatnością i miłością - mąż odszedł do Domu Ojca w Wielki Czwartek 1.04.2010r. zaopatrzony w Sakramenty Święte. To tylko kilka przykładów Miłosierdzia Bożego w moim życiu, którymi chcę się podzielić. Chwała Panu! Ewa

Potęga modlitwy...

To było po ciężkiej operacji męża (usunięcie całego lewego płuca) bardzo złe rokowania. kilka dni życia. To były długie gorące rozmowy, modlitwy, nawet targi z Panem Jezusem Miłosiernym.Gorąco prosiłam o przedłużenie życia Pana Jezusa i Św. Tadeusza Jude dla mojego męża o 10 lat. Całkowicie zaufałam Bożemu Miłosierdziu i oddałam pod opiekę męża. Mój mąż żył jeszcze 10 lat. Jest to dla mnie żywe świadectwo, że Bóg mnie wysłuchał. Moje serce należy do Jezusa. Zawierzam Ci Jezu moje życie. Jadwiga


Cierpienie staje się błogosławieństwem

Gdyby nie potężne lęki, których doświadczyłam kilka lat temu, nigdy nie poczułabym Bożej Miłości i opieki. Teraz z perspektywy czasu myślę, że to Bóg mi je dał, pozwolił na to, bym ich doświadczyła. Dzisiaj uważam je za błogosławieństwo i dziękuję za nie całym sercem, za całą drogę, którą przeszłam, leczenie, terapia i łaska nawrócenia. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo potrzebowałam miłości, mając rodzinę, męża, dzieci, pragnęłam miłości. Szukałam tak wiele lat nie tam gdzie trzeba, odnalazłam moją miłość u Jezusa dzięki Ukochanej Matce, Maryi, która nieustannie prowadzi mnie każdego dnia. Potrzebowałam całkowitej zmiany mojego życia, myślenia i moje życie zmieniło i zmienia się , w końcu otworzyły mi się oczy i stanęłam w prawdzie, zresztą ciągle staję. Inaczej widzę wszystko i nieustannie staram się zmienić siebie. Oddaję siebie i swoich bliskich pod opiekę Maryi i Jezusa i widzę jak zostajemy obdarowani, jak Bóg opiekuje się nami każdego dnia. Jak prowadzi mnie i uczy zaufania i miłości do drugiego człowieka. Dziękuję za każdą osobę na mojej drodze, która pokazała mi Jezusa i Jego miłość, która mnie do Niego prowadzi, za Was księży naszych duchowych opiekunów. Bożena


Jezus Miłosierny błogosławi

Dozylam 78 lat. Nigdy nie myslalam , ze osiagne tak piekny wiek, w dodatku we wzglednym zdrowiu. Dzieki Bozemu Milosierdziu moge sie cieszyc nie tylko dwojgiem wnuczat, ale rowniez dwoma prawnuczkami. - Wanda, a mieszkam od 39 lat w Chicago.


Jezu, Ty się tym zajmij

W zeszłym roku dostałam obrazek Jezusa Miłosiernego z koronka do M.B oraz modlitwa do św. Faustyny przez Jej wstawiennictwo. Modlitwa była w języku francuskim, co jakoś mimo czytania - odmawiania jakoś "jej nie czułam". Będąc w Polsce postanowiłam znaleźć ta modlitwę w j.polskim. Znalazłam malutki modlitewnik " Modlitwy do Jezusa Miłosiernego" Wydawnictwa M z Krakowa. Odmawiam różaniec i koronkę do Miłosierdzia Bożego prawie codziennie, modle się najwięcej za prześladowanych chrześcijan mieszkających w krajach islamu, gdzie są mordowani za wiarę w Pana Jezusa. Przeglądając niedawno ta mala książeczkę zakupiona w Polsce natrafiłam na modlitwę księdza Dolindo Ruotolo JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ, modlitwa Zawierzenia Panu Jezusowi. W zasadzie ta modlitwę się czyta - Pan Jezus mówi… Mogę powiedzieć , ze teraz czuje obecność Pana Jezusa, który jak Sam mówi: "....Zobaczycie wielkie , nieustanne i ciche cuda " cyt. " Twoje modlitwy nie maja takiej wagi , jak ten AKT PEŁNEGO UFNOŚCI ODDANIA SIĘ MNIE ; ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE DOBRZE". Gorąco polecam wszystkim strapionym , którzy rozmyślają ciągle o tym co było, a co by mogło być ,nie maja spokojnych myśli tylko mętlik w głowie etc etc... Ta modlitwa czyni cuda, ale w zależności od zawierzenia. Dodam tez , ze Ta modlitwa " Jezu, Ty się tym zajmij ", jest równoznaczna z modlitwa "Jezu, Ufam Tobie". Mam nadzieje ze Ksiądz wie o czym pisze i poleci ja swoim wiernym.Teraz zamawiam ze 20 sztuk tej książeczki aby rozdać w naszym kółku Bractwo Żywego Różańca. O Tej modlitwie mogłabym pisać cala noc tak zmieniła moje życie .Pozdrawiam wszystkich i proszę o dalsze świadectwa. Alicja z Brukseli



Boże Miłosierdzie... tak pięknie brzmi!

Boże Miłosierdzie.... tak pięknie brzmi. Doświadczam go na tyle, na ile SAMA pozwalam mu zaistnieć. Ono jest jak zapach dobrych perfum, można ich nigdy nie poczuć, jeśli się ich nie zdecyduje użyć. Bo z Bożym Miłosierdziem jest tak, że NIE można go wybłagać, na niego trzeba się otworzyć! Otwiera go wiara, ufność. Tej nam często brak, najzwyczajniej w świecie. Powtarzamy jak mantrę puste słowa "Boże dopomóż! ", a nie rozumiemy, że ta pomoc jest w nas zasiana, dana nam, każdemu z osobna jak prowiant na drogę. Gdy tylko zaczynam całym sercem ufać Bogu,wszystko staje się możliwe, NAJZWYCZAJNIEJ W ŚWIECIE STAJE SIĘ!! To jest Boży Cud! Tak uzyskałam zmianę jakości mego małżeństwa, prace dla córki, itd... długo by wyliczać. Zauważyłam jednak, ze Bóg lubi, gdy proszę o innych, gdy się za nich wstawiam. Mi pozostawia jeszcze kamyczki w butach, bym odczula potem piękno bamboszy. Taka to jest z Panem Bogiem "gra". Dajesz mu siebie, ufając, a On załatwia za ciebie wszystko. Kluczem jest do Bożego Miłosierdzia nie modlitwa a ZAUFANIE! Modlitwa stanowi już tylko przekonywanie siebie samego. Anna



Różne świadectwa

Jak myślę i widzę Boże miłosierdzie to mam łzy w oczach - jest dla mnie tak nie pojęte i ogromne, jest wszędzie w każdym oddechu ... Pan Jezus i najpiękniejsza z matek Maryja uratowali mi życie i Chwała Bogu. Dziękuję. Monika Wioletta


Całe moje życie i mojej rodziny polecam Miłosierdziu Bożemu. Jezu, Ufam Tobie. Codziennie odmawiam koronkę do Miłosierdzia Bożego. Helena

Miłosierdzie Boże, delikatny dotyk Boga żywego. Dziękuję za wysłuchane modlitwy. Jezu ufam Tobie. Luiza


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger