Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamyślenia wielkopostne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zamyślenia wielkopostne. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 08, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Postanowili Go zabić

kwietnia 08, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Postanowili Go zabić

Sobota, 5 Tydzień Wielkiego Postu

 

Jezus umrze, aby zgromadzić rozproszone dzieci Boże,  

Słowa Ewangelii według św. Jana 11, 45-57

 

Postanowili Go zabić

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.
Arcykapłani więc i faryzeusze zwołali Sanhedryn i rzekli: «Cóż zrobimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, a przyjdą Rzymianie i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród». Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: «Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod rozwagę, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród». Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić.Odtąd Jezus już nie występował otwarcie wśród Żydów, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasta zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami.
A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: «Jak wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?» Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.
 

Refleksja nad Słowem Bożym

Autor powieści „W pustyni i w puszczy” postawił bohatera przed Mahdim, prorokiem i wodzem Sudańczyków. Od przebiegu audiencji zależał dalszy los porwanych dzieci. Życzliwy Grek starał się Stasiowi już wcześniej naświetlić sytuację i ukazać pole działania. Bądź w sercu chrześcijaninem, a zewnętrznie opowiedz się za nauką Mahdiego.

Prorok widząc stojącego przed sobą dzielnego chłopca oświadczył: „Jesteście u źródła prawdy. Czy chcesz przyjąć moją naukę?” Staś zamyślił się a po chwili odpowiedział, iż nie znając nauki proroka, przyjąć jej nie może. „To poznasz” ­zasugerował Mahdi pewny, że tą propozycją uraduje młodzieńca. Nie przypuszczał, że otrzyma odpowiedź zupełnie przeciwną. Nie mogę przyjąć proponowa­nej nauki, bo „gdybym ją przyjął, uczyniłbym to ze strachu, jak tchórz i człowiek podły. A czy zależy ci na tym, by wiarę twoją wyznawali tchórze i podli ludzie?... Jestem chrześcijaninem jak mój ojciec”.

Wskrzeszenie Łazarza zmobilizowało lud do wiary w Chrystusa. Groma­dzące się rzesze czekały na znaki, a okazany tym razem znak boskiej mocy Zba­wiciela posiadał niezwykłą wymowę. Sytuacja z miejsca zaniepokoiła faryzeuszów, a zwłaszcza najwyższą radę żydowską - Sanhedryn. Spotęgowała złość prze­ciwko Jezusowi. Rada uznała, iż nadszedł czas, aby ostatecznie zadecydować o dalszych losach Proroka z Nazaretu.

Życie społeczne u Izraelitów przepajała myśl religijna. Najwyższy kapłan miał w społeczności ostateczny i decydujący głos. Do niego należał on także w sprawie Chrystusa. Zebrany Sanhedryn stwierdził, że nie można dłużej tolerować tego stanu: Jeśli go tak zaniechamy, wszyscy weń uwierzą i przyjdą Rzymianie, i zabiorą nasze miejsce święte i nasz naród. Trudne zadanie stanęło przed sędzia­mi do wykonania: osądzić Chrystusa, ale jednocześnie wydać wyrok na siebie. Okazać przed społecznością kogo się reprezentuje. Rezultatem tej narady była stanowcza uchwała skondensowana w arcykapłańskim proroctwie Kajfasza: lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród.

Zapadł wyrok na Jezusa. Musi zginąć dla dobra i szczęścia wszystkich ludzi. Przyszedł przecież na ziemię dla człowieka, aby uszczęśliwić go, pojednać i zjed­noczyć z Ojcem Niebieskim, aby zbawić ludzkość.

Kogo reprezentuję? Na to pytanie muszę sobie śmiało i szczerze odpowie­dzieć w okresie Wielkiego Postu. Mogę się bowiem zaangażować w życie dwóch grup: Sanhedrynu, który sądził i wydał wyrok na Zbawiciela, albo człowieka, dającego Chrystusowi jedną i zdecydowaną odpowiedź: Panie, do kogóż pójdzie­my? Ty masz słowa Tycia wiecznego (J 6,68).

Dzisiejsze czasy często zmuszają człowieka do formułowania odpowiedzi na pytanie: Kogo reprezentuję? Grupę ludzi rezygnującą z Chrystusa, gdyż jego droga zbyt trudna, wiedzie przez wąską i ciasną bramę (Łk 13,24). Tymczasem należę do ludzi wygodnych i chcę przejść przez życie drogą prostą i łatwą. Re­prezentuję ludzi, którzy Chrystusa sądzą, bo niepotrzebnie wszedł w życie czło­wieka i wniósł do niego wiele trudności. Skrępował ludzkość swoimi zaleceniami i nakazami. Człowiek zaś dzisiejszy pragnie być wolny i nie lubi, aby ktoś ogra­niczył go w działaniu. Może należę do ludzi, którzy powiadają: zginął Chrystus, a powoli zapomni ludzkość o Nim. Nie jest ważnym dla nas to, czy On będzie trwał, bylebyśmy żyli i mieli się dobrze. Z tego powodu cofam się z drogi chrystia­nizmu, zostawiam Jezusa na boku, omijam Jego łaskę, zagłuszam głos sumienia, idę drogą grzechu i zła, trwam we własnej przewrotności. Nie mogę przyjąć go, bo kazałby mi zerwać z grzechem, Tyć miłością Boga i bliźniego na co dzień.

Kogo reprezentuję? Czy mogę sobie odważnie i szczerze bez względu na sy­tuację, w jakiej znajduję się, na oddźwięk wyrażonej przeze mnie postawy, na dalsze losy, powiedzieć jak bohater powieści Sienkiewiczowskiej : „Jestem chrześci­janinem, jak mój ojciec”. Kto wie, czy nie znajdując się na jego miejscu, mając przed sobą możliwości ułożenia wygodniejszego życia, nie wyrazilibyśmy zgody na rezygnację z Chrystusa, a przyjęcie wysuwanych propozycji.

A może reprezentuję postawę Greka radzącego Stasiowi: w głębi serca bądź chrześcijaninem, a na zewnątrz opowiedz się za przyjęciem religii półksiężyca. Powiadamy: Chryste w sercu pozostajemy Twoimi wyznawcami, reprezentujemy Ciebie, a ludzka słabość i strach przed tym, co nas spotyka, zadecydowała, że zewnętrznie należymy do obozu przeciwnego lub obojętnego względem Ciebie.

Każde nasze uczestnictwo w ofierze Mszy św. jest dawaniem odpowiedzi na pytanie: Kogo reprezentuję? Mogę w tej akcji brać udział w różnym stopniu zaangażowania, ale Chrystusowi idzie o to, abym do głębi i w pełni zaangażował się w dzieło zbawienia. Zaangażowanie niniejsze będzie najwłaściwszą odpowiedzią reprezentacji człowieka Chrystusowego.

 

 

kwietnia 07, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Jezus oskarżony o bluźnierstwo

kwietnia 07, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Jezus oskarżony o bluźnierstwo

Piątek, 5 Tydzień Wielkiego Postu

Słowa Ewangelii według Świętego Jana J 10, 31-42

 

Ż
ydzi porwali za kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: «Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie kamienować?»
Odpowiedzieli Mu Żydzi: «Nie kamienujemy Cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty, będąc człowiekiem, uważasz siebie za Boga». Odpowiedział im Jezus: «Czyż nie napisano w waszym Prawie: „Ja rzekłem: Bogami jesteście”? Jeżeli Pismo nazwało bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to czemu wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym”? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choć nie wierzylibyście Mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu». I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał.
Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.


Refleksja nad Słowem Bożym 

 

W dzisiejszej Ewangelii ponownie słyszymy, że Żydzi zamierzają ukarać Jezusa. Jakie przestępstwo popełnił? Tym razem Jezus zostaje oskarżony o bluźnierstwo. Warto przy tym zastanowić się, na czym to bluźnierstwo mogłoby polegać. Według przyjętych norm w społeczeństwie „bluźnierstwo jest to znieważanie słowem lub czynem czegoś powszechnie szanowanego, szczególnie tego, co religia uznaje za święte – sacrum”. Według pozabiblijnych źródeł Talmudu, Jezus zwany Nazarejczyk został oskarżony i skazany za praktykowanie czarów, bluźnierstwo, bałwochwalstwo, jak również o zachęcanie innych do tych praktyk. Jak to wszystko odnieść do dzisiejszego fragmentu Ewangelii
 
Przede wszystkim trzeba zauważyć motywy oskarżenia Jezusa. Dlaczego niektórzy Żydzi tak bardzo nienawidzili Jezusa, że potrafili znaleźć każdy argument, podważyć każde Jego słowa, aby tylko skazać go na śmierć? Dla nich dobre czyny i cuda Jezusa nie miały znaczenie. Nie były one powodem wysuwanych głównych oskarżeń wobec Mistrza z Nazaretu. Przeciwnicy Jezusa nie mogli pojąć i zrozumieć, że On jest Synem Bożym. To wysuwało się poza ich rozumienie Boga. Nie mogli pojąć jak Bóg może mieć Syna i właśnie w taki sposób działa w historii Zbawienia. Nie oddawali czci Bogu, który posłał na świat swojego Syna, aby odkupił świat.

Dzisiejsza Ewangelia stawia nam także ważne pyta. Tak jak Żydzi dwa tysiące lat temu tak i my musimy sobie odpowiedzieć, kim dla jest Bóg i jak postrzegam jego Syna Jezusa Chrystusa. A w dzisiejszych czasach to pytanie jest stawiane coraz częściej. Ciekawą jest rzeczą, że w wyszukiwarkach internetowych najczęstszym wpisywanym rok temu pytaniem, „Kim jest…? było pytanie o Boga i Jezusa. Jest to bardzo ważne pytanie. Bo jeśli będziemy mieli niewłaściwe pojęcie Boga nigdy w niego nie uwierzymy. Bo albo wierzy się w prawdziwego Boga albo w stworzone przez nas bóstwo, które nie jest prawdziwym Bogiem i mesjaszem.

Jakie mam wyobrażenie Boga? Kim dla mnie jest Bóg? Od tych pytań w czasie Wielkiego Postu i czasu epidemii nie jesteśmy w stanie uciec. Musimy na nie odpowiedzieć, aby nie zbłądzić w naszym życiu. Widzimy, że Żydzi byli blisko Jezusa, słyszeli jego naukę i podziwiali jego cuda. A jednak go nie przyjęli. Co więcej, za to, kim był pod pretekstem bluźnierstwa chcieli go ukamienować. Początkiem tego wszystkiego było to, że nie potrafili dostrzec, kim tak naprawdę jest Jezus. Początkiem życia w prawdzie jest, zatem odnalezienie w swoim życiu definicji Boga.

Pewna legenda mówi, że pewien rolnik orząc pole znalazł monetę, na której widać było tylko dwa wyrazy: Bóg jest... Reszta była niewidoczna, zardzewiała i zatarta. Gdy monetę wziął do ręki, po chwili namysłu uzupełnił napis: „Bóg jest pięknem”. Rzymianin na brakujące słowo odpowiedział: „Bóg jest wszechmocą”. Żyd patrząc na monetę, dodał: „Bóg jest prawem”. Na samym końcu moneta znalazła się w ręku chrześcijanina. Ten spojrzał na nią i bez wahania powiedział: „Bóg jest miłością”. Dla chrześcijanina jest to najtrafniejsza i najlepsza definicja Boga.  
 
Czy należymy do tej grupy chrześcijan, dla których Bóg jest miłością, a Jezus Synem Bożym? Jeśli jeszcze nie, to naszą niewiarą kamienujemy Jezusa. Ale jeśli wierzymy i potwierdzamy to naszym codziennym życiem, to przybliżyło się do nas Królestwo Boże.

 * * *

Kończy się powoli czas Wielkiego Postu. Już będziemy niedługo przeżywać Święta Paschalne. Dlatego warto zastanowić się, może jeszcze bardziej, nad tym, jak wygląda w moim życiu tajemnica nawrócenia? Czy w tym okresie, szczególnym czasie łaski, gdzie słuchamy tyle Słowa Bożego; czy w tym czasie ja osobiście zbliżyłem się do Boga? Na ile, tak naprawdę, dokonało się to nawrócenie w moim życiu?

Najpierw warto zastanowić się nad tym, czy w czasie Wielkiego Postu staramy się bardziej otworzyć swoje serce na działanie Boże we mnie samym? Nawrócenie, jak wiemy, jest tajemnicą. Domaga się mojego wyjścia ku Panu Bogu. Jednak nie zapominajmy o tym, że zasadniczo to On działa we mnie, że potrzeba, aby On wypełnił moje serce, i żebym Mu na to pozwolił.

Podczas dzisiejszej jutrzni modliliśmy się Psalmem 51. Jest to błaganie pokutnika. Śpiewamy i modlimy się w nim, między innymi, tak: „Stwórz Boże we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha”. Wiedział o tym Psalmista Pański, że tak naprawdę, to w samym Bogu należy pokładać nadzieję: To Ty, Panie, stwórz we mnie serce czyste; to Ty daj mi nowe życie, bo ja sam nie jestem w stanie stworzyć w sobie serca czystego – jestem za słaby, jestem zbyt kruchy i niestały, potrzebuję Twojej cudownej interwencji, potrzebuję po prostu Ciebie.

Gdyby się nam udało uwierzyć, tak naprawdę, że to sam Bóg jest sprawcą naszego nawrócenia i lepszego życia, o ileż bardziej na tej drodze byśmy się do Niego zbliżyli. Zbyt często jednak liczymy tylko na własne siły, i spotyka nas wówczas rozczarowanie. A zapatrzeni w siebie, nie rozpoznajemy działania Bożego w nas; stajemy się tutaj bardzo podobni do Żydów, którzy nie rozpoznali, w Jezusie Chrystusie, przychodzącego do nich samego Boga.

Poważną przeszkodą dla naszego autentycznego nawrócenia, jest także w naszym życiu brak cierpliwości. Przecież nie jeden raz doświadczamy tego samego upadku. I jakże łatwo jest się wówczas zniechęcić. Rodzice, wychowawcy, którzy pracują z dziećmi, młodzieżą, doskonale wiedzą, jak bardzo trudno jest nauczyć młodego człowieka czegoś dobrego, jak bardzo wiele trzeba poświęcić pracy, aby nasze dziecko, nasz uczeń, wychowanek, wreszcie zrozumiał i przyjął właściwą drogę życia, jaką mu ukazujemy. A ten, kto pokonał w sobie nałóg, lub jakieś negatywne skłonności, jakże wiele musiał się napracować, ile potrzebował nieraz czasu i wewnętrznej walki, żeby ocalić to dobro.

A zatem, pamiętajmy, że nasza droga do wewnętrznej przemiany i nawrócenia nie zawsze jest łatwa: trzeba rozwijać w sobie cnotę cierpliwości, która pomoże nam uniknąć zniechęcenia w życiu, i pochopnych nieraz decyzji.

Faryzeuszom zabrakło takiej cierpliwości, dlatego tak szybko osądzili Pana Jezusa, i od razu starali się Go pojmać.

Nawrócenie do Boga, jest zawsze ciągłym wybieraniem drogi lepszego życia. Jeżeli na tej drodze się zatrzymamy, jeśli zadowolimy się czymś już zdobytym, to nawrócenie nie będzie trwałe w naszym życiu. Chodzi tutaj o ciągły wybór Boga w moim życiu, o to nieustanne powstawanie z grzechów i upadków, co tak pięknie ukazał nam sam Jezus na drodze krzyżowej.

Chrześcijaństwo ma być w naszym życiu dynamiczne, ma się rozwijać, bo jeśli tak się nie stanie, to zatrzymamy się wówczas na samych sobie, zadowolimy się własnymi tylko osiągnięciami, i tak naprawdę zabraknie w naszym życiu miejsca dla Boga – sami będziemy chcieli to miejsce zająć. Jakże bardzo bylibyśmy wówczas podobni do Żydów z dzisiejszej Ewangelii, którzy całkowicie ufali sobie, że są już nawróceni, że wszystko to już dokonało się w ich życiu.

Panie, Jezu Chryste, spraw, abym w swoim życiu był ciągle człowiekiem poszukującym, abym nigdy nie zachwycił się sobą; dopomóż mi, bym się na tej drodze nie zniechęcał, abyś to TY, Panie, ciągle wzrastał we mnie, a ja, że swoją słabością i grzechem, bym się umniejszał. AMEN. 

 

 

kwietnia 07, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Pytanie o wierność Przymierzu

kwietnia 07, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Pytanie o wierność Przymierzu

 

Czwartek, 5 Tydzień Wielkiego Post

Słowa Ewangelii według Świętego Jana J 8, 51-59
 

Jezus powiedział do Żydów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki».
Rzekli do Niego Żydzi: «Teraz wiemy, że jesteś opętany, Abraham umarł, i prorocy – a Ty mówisz: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki”. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kimże Ty siebie czynisz?»  Odpowiedział Jezus: «Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, co otacza Mnie chwałą, o którym wy mówicie: „Jest naszym Bogiem”. Lecz wy Go nie poznaliście. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy kłamcą. Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał go i ucieszył się». Na to rzekli do Niego Żydzi: «Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem». Porwali więc kamienie, aby rzucić w Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.


Refleksja nad Słowem Bożym

Wielki Post jest dobrym czasem, by zadać sobie pytanie o wierność; o to, czy jestem wierny Przymierzu, jakie na chrzcie św. zawarłem z Bogiem? To jest Przymierze na wzór tego Przymierza, które zawarł Abraham. Bóg do Przymierza zawartego z Abrahamem przypisał konkretne korzyści: “Jeżeli – mówił do Abrahama – będziesz przestrzegał tego Przymierza, twój ród nie zaginie, a wywodzić się będą z niego królowie; będziesz ojcem mnóstwa narodów; dam ci w posiadanie kraj i oddam go przyszłym pokoleniom, jeśli będziesz zachowywał moje Przymierze”.

Przymierze zawarte według ówczesnych tradycji, przez krew zwierząt – my zawieramy Przymierze przez Krew Jezusa Chrystusa. To ta Krew obmywa nas z grzechów i czyni nas dziećmi Boga. I z nami Bóg, jak z Abrahamem, zawiera Przymierze. I podobnie jak Abrahamowi, tak nam Bóg daje obietnice. I Jezus nam przypomina bardzo jasno: “Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. Abraham otrzymał obietnicę związaną z teraźniejszością, z tym światem. My, w naszym przymierzu, które zawieramy z Bogiem, otrzymujemy obietnicę życia wiecznego. Tym bardziej chyba trzeba siebie zapytać: Czy wierny jestem temu Przymierzu? Czy rzeczywiście zachowuję naukę Jezusa Chrystusa? Oczywiście, można bardzo łatwo i tak bardzo powierzchownie powiedzieć: Tak, zachowuję ją. Staram się żyć według Dziesięciu Przykazań. I bardzo często tak jest na spowiedziach naszych: Nikogo nie zabiłem. Nikogo nie okradłem. Nikomu nic złego nie życzyłem. Nie mam grzechów. Jestem sprawiedliwym przed Panem Bogiem. Czy jednak Przymierze ogranicza się do zachowywania Dziesięciu Przykazań? Bo to, że nie zrobiłem niczego złego, to dobre, ale to za mało. Bo kiedyś Pan na sądzie zapyta mnie: Co dobrego uczyniłeś? Dałem ci tyle darów. Podobnie jak Abrahama – obdarowałem cię, byś mógł służyć – więc: Co dobrego zrobiłeś?

Czy rzeczywiście zachowuję naukę Jezusa Chrystusa we wszystkim, o czym mówię, we wszystkim co czynię?

Dzisiejszy świat skłania się ku temu, by wykreślać z Ewangelii te wersety, które są niewygodne, i mówi: Tak się nie da żyć. To jest najczęstsze tłumaczenie tych, którzy tak żyć nigdy nie próbowali. I mówi dzisiejszy człowiek: To nie dzisiejsze. Ewangelia nie jest na dzisiejsze czasy. To Przymierze, którym jest Ewangelia, nie da się dzisiaj zachować – mówią ci najczęściej, którzy nigdy do rąk Ewangelii nie wzięli, którzy nigdy nie przeczytali ani słowa o Jezusie Chrystusie, którzy nie spróbowali posłuchać Jego nauki.

Dzisiejszy świat myśli tylko po ludzku, tylko tymi kategoriami ziemskimi – tak, jak myśleli Żydzi, którzy odrazu sądzili Jezusa: “Jesteś opętany”. Tylko po ziemsku myśląc, tylko ziemską logikę stosując, nie zauważyli w Jezusie Mesjasza. Na to ich niedowiarstwo, na to ich zapatrzenie w ziemię Jezus mówi: “Ja JESTEM” – to jest imię, które objawił Bóg Mojżeszowi. “Ja Jestem” – imię Boga, który chce zawrzeć z każdym człowiekiem Przymierze, Przymierze we Krwi swojego Syna. Do tego Przymierza przypisuje obietnicę życia wiecznego. Ten Bóg nie pozostawia nas samym sobie, ale – podobnie jak Abrahamowi – daje nam wskazania: jak żyć, jak postępować, by Przymierze zachować, a w konsekwencji osiągnąć życie wieczne.

I można uczynić zatwardziałym swoje serce, i jakąś taką skorupą je otoczyć, i powiedzieć: Ja już wiem, jak trzeba żyć. Ja już wszystko zrozumiałem – i tak po ludzku wszystko sobie wytłumaczyć. Trzeba jednak słuchać głosu Pańskiego – mówi Psalmista. Ten głos czyni nas ciągle młodymi, ciągle świeżymi w naszej wierze. Ten głos łamie w nas to, co tylko ziemskie, tylko ludzkie, i wznosi nasze oczy ku górze, pokazuje nam, że jest coś więcej oprócz tej ziemi, oprócz jej dobrobytów, oprócz jej nieszczęść – że jest Przymierze, które Chrystus zawiera, i któremu jest wierny. Bo ilekroć łamiemy Przymierze i żałujemy, wracamy, Bóg je odnawia, Bóg, który jest wierny. My zrywamy nasze Przymierze; my mówimy Panu Bogu: Nie potrzebuję Cię. Nie chcę. Część Twoje nauki jest dla mnie niewygodna. Może kiedyś, jak się zestarzeję, to będzie łatwiej..., może wtedy wszystkie Twoje słowa wezmę sobie do serca, ale jeszcze nie teraz. Bóg nigdy nie łamie Przymierza. Zawsze dla Niego będziesz ukochanym dzieckiem, choćbyś był niewierny, choćbyś się pogubił na drogach swego życia, dla Niego zawsze będziesz ukochanym dzieckiem.

Pytanie o to, czy jestem wierny – nie tak powierzchownie – musimy sobie zadać: Czy jestem wierny w naszej drobnej codzienności Przymierzu, jakie zawarłem z Bogiem w Jezusie Chrystusie? Czy w tych drobiazgach, z których składa się nasze życie, bo nie składa się z wielkich wydarzeń, ale z drobiazgów, czy w tych drobiazgach zachowujemy nauką Jezusa Chrystusa? A jeżeli nie, to nie załamujmy rąk, nie spuszczajmy wzroku, ale zawołajmy do Niego: Panie, dopomóż, byśmy byli wierni Przymierzu. Panie, daj łaskę, byśmy zachowywali Twoją naukę, bo tych ludzkich sił nie wystarcza. Panie, daj spojrzenie, które dosięga poza doczesność, i nie ogranicza się tylko na tym, co ziemskie – dopomóż, byśmy byli wierni.

“Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ktoś zachowuje moją naukę, nie zazna śmierci na wieki” – to mówi Jezus, Ten który JEST. Starajmy się każdego dnia by wierni Przymierzu, jakie we chrzcie św. zawarliśmy z Jezusem Chrystusem. Starajmy się w tej wierności wzrastać, a tam, gdzie sił nam brakuje, prosić o moc, prosić o łaski, których potrzebujemy. AMEN.

 

kwietnia 05, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Czym jest dla nas Krzyż Chrystusa?

kwietnia 05, 2022

 Zamyślenia wielkopostne - Czym jest dla nas Krzyż Chrystusa?

Wtorek, 5 tydzień Wielkiego Postu

  Słowa Ewangelii według Świętego Jana  J 8,21-30


Jezus powiedział do faryzeuszów: «Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie».
Mówili więc Żydzi: «Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?»
A On rzekł do nich: «Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Jeżeli bowiem nie uwierzycie, że Ja Jestem, pomrzecie w grzechach waszych».
Powiedzieli do Niego: «Kimże Ty jesteś?»
Odpowiedział im Jezus: «Przede wszystkim po cóż do was mówię? Wiele mam w waszej sprawie do powiedzenia i do osądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał, jest prawdomówny, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego». A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu.
Rzekł więc do nich Jezus: «Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja Jestem i że Ja nic sam z siebie nie czynię, ale że mówię to, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną; nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba».
Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.

 

Refleksja nad Słowem Bożym

 

„Wszechmogący, Wieczny Boże, Ty postanowiłeś dokonać zbawienia człowieka na drzewie krzyża” – głosi prefacja o Krzyżu św.

Krzyż. Jedno krótkie słowo. A jednak, w tym słowie, mieści się tak wiele treści. Czym jest krzyż dla ludzkości? Czym jest krzyż dla nas?

W dzisiejszej Ewangelii słyszeliśmy te słowa: „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, Kim jestem”. A więc, kto spojrzy na krzyż, dozna tej łaski, że pozna i uwierzy w Tego, który na krzyżu umiera.

Na Chrystusa ukrzyżowanego spojrzeli, i w Niego uwierzyli pogańscy mieszkańcy cesarstwa rzymskiego, w starożytności. W średniowieczu cała Europa obmyła się wodą chrztu. Zaś w czasach nowożytnych uklękły przed krzyżem narody pozostałych kontynentów. Przy krzyżu trwamy także i my.

W czym tkwi moc krzyża?

Krzyż budzi miłość do Chrystusa. W klasztorze Cystersów, w Mogile, znajduje się łaskami słynący krzyż, a w ołtarzu, nad głową Chrystusa, czytamy napis: „Miłość bez miary”. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Któż z nas, rozważając o Jezusie, który życie oddał za ludzi, nie zapragnie wyznać wiary w takiego Boga? Któż z nas nie będzie chciał ulżyć Chrystusowi, wiedząc, że nasze grzechy zadają Mu bolesne rany? Kto z nas, rozważając Mękę Pańską, nie poczuje w sercu współczucia i wdzięczności? Krzyż, bowiem, budzi miłość do Chrystusa.

Krzyż broni godności ludzkiej; przypomina, że Chrystus umarł za wszystkich ludzi, że wszystkich odkupił i powołał do zbawienia; przypomina, że jako dzieci jednego Ojca, odkupieni Krwią Jego Syna, wszyscy są sobie równi. Krzyż podnosi więc godność ludzką, szczególnie tych poniżanych w różnoraki sposób; zobowiązuje wszystkich ludzi do miłości względem braci; broni pokrzywdzonych.

Krzyż wlewa w nasze serca otuchę i pokój. Każdy człowiek ma poczucie winy i musi wyznać: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości. W ogromie Swego miłosierdzia zgładź moją nieprawość”. Grzech, to naruszenie porządku moralnego, który musi być naprawiony karą. Budzi to, oprócz wyrzutów sumienia, także obawę i niepokój, lek przed karą. Ale Chrystus wziął na siebie nasze winy, zadośćuczynił za nie Bożej sprawiedliwości. Jesteśmy więc odkupieni drogocenną krwią Jezusa, którą On przelał na krzyżu. Nic dziwnego, że ludziom, którzy przez nawrócenie, żal za grzechy, wyznanie win w Sakramencie Pokuty, chcą powrócić do Boga, krzyż wlewa w serce otuchę i pokój.

Krzyż uczy nas także pokonywania własnego egoizmu, i rodzi w nas chrześcijańską miłość. Od śmierci Chrystusa, krzyż stał się symbolem zwycięstwa, symbolem tego, co najszlachetniejsze w człowieku: miłości, poświęcenia, ofiary. U stóp krzyża uczy się człowiek miłości „na miarę krzyża”. Miłość, to budowanie wspólnoty – tej rodzinnej, i tej społecznej, międzyludzkiej. Miłość, to życzliwe, dobre i budujące słowo. Miłość, to bezinteresowna pomoc. Miłość, to cierpliwe czuwanie przy łóżku chorego. Miłość, to wytrwałe znoszenie szarej codzienności. Miłość, to wierne wypełnianie swoich obowiązków. Święty Jan pisze, że „będziemy sądzeni z miłości”. Tej miłości na co dzień uczy się człowiek u stóp krzyża, gdyż na nim dokonało się największe Dzieło Miłości.

Krzyż jest wsparciem w najtrudniejszych chwilach życia. Życie ludzkie jest czyś na kształt krzyża. To, co niesie codzienne życie, częściej podobne jest do smutku krzyża, niż do radości raju. Niemniej jednak, niosąc krzyż, powinna budzić się w nas otucha, że każda droga krzyżowa służy czemuś konkretnemu. Wszystkie duże sprawy, wielkie przedsięwzięcia rodziły się w bólach. To, co nie wymaga wysiłku, to, co jest zbyt łatwe, szybko przemija, jest zwykle płytkie. To, co ma rzeczywistą wartość nigdy nie jest osiągane łatwo – odwrotnie – wymaga nakładu sił, cierpliwości, trudu. W ciągu naszego życia musimy nauczyć się wielu rzeczy. Między innymi, także umiejętności godzenia się z krzyżem. Pierwszą reakcją na krzyż zwykle jest bunt, wyrzuty czynione Bogu. Ten, kto niespodziewanie znajdzie się na drodze krzyżowej, widzi w swoim krzyżu przede wszystkim smutek i nieszczęście. Ponieważ nie przywiązujemy się do naszej sfery duchowej, a zwracamy uwagę przede wszystkim na cielesność, dlatego krzyż tak nas uderza, i jest tak trudny do zniesienia. Naszym zadaniem, jest odnaleźć w krzyżu źródło mocy i duchowej siły.

Na ścianie kliniki onkologii wisi napis: „Jest taka cierpienia granica, gdzie się uśmiech pogodny zaczyna”. Są ludzie, którzy potrafią wyjść poza własny ból, poza własne cierpienie, i znaleźć w krzyżu coś, co pozwoli im się uśmiechnąć. Są ludzie, którym Jezus pomógł zrozumieć, że On nie pozwoli, by żaden ludzki ból i łza pozostały bezużyteczne i zmarnowane.

Minęło już tysiąc lat od czasu, gdy na polskiej ziemi postawiono pierwszy krzyż. Można go spotkać wszędzie tam, gdzie żyje i pracuje człowiek. Krzyż jest wpisany w naszą historię, kulturę, tradycję i codzienne życie; jest znakiem zwycięstwa nad śmiercią, grzechem, nad cierpieniem, nad samym sobą. Z krzyża przyciąga nas do siebie Chrystus: budzi w nas miłość, ożywia w nas wiarę i daje nadzieję, że po krzyżowej męce przyjdzie zmartwychwstanie.

Od ostatniej niedzieli krzyże w kościołach są zasłonięte. Nich ta tradycja odsłaniania krzyży w Wielkim Tygodniu, pomoże nam jeszcze wyraźniej ujrzeć tajemnicę Chrystusa Ukrzyżowanego, który z miłością przyciąga nas do siebie, aby obdarować nas zbawieniem. AMEN. 

 Chcesz mnie wesprzeć?!

 Postaw mi kawę na buycoffee.to

kwietnia 03, 2019

Syn Boży ożywia tych, których chce

kwietnia 03, 2019

Syn Boży ożywia tych, których chce

Słowo Boże na dziś

Środa, 4 tydzień Wielkiego Postu
Jan 5,17-30
Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat. Lecz Jezus im odpowiedział: „Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam”. Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachował szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. W odpowiedzi na to Jezus im mówił: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co On sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym. Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny, na zmartwychwstanie potępienia. Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał”.

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Czas wielkopostnego wzrastania, wzrastanie poprzez współpracę z łaską, jakiej udziela nam Bóg Ojciec, poprzez otwarcie się na dar Jego Obecności pośród nas. Co ma na celu? Jaki wytycza nam cel, kiedy wspólnie zamyśliliśmy się nad tą najpiękniejszą i fundamentalną prawdą naszej wiary: o Bogu, który jest miłością; kiedy czyniliśmy refleksję nad tym, iż niejednokrotnie przychodzi nam tracić tę miłość; doświadczenie tej miłości poprzez swoją grzeszność, ale i w pokorze serca, przyznając się do tej grzeszności i stając przed Bogiem, doświadczamy właśnie tu, pośród różnych zranień, Jego pełnej miłości, Jego obecności, która uzdrawia i leczy.
 
Przechodzimy tę drogę zamyślenia, aby stawać się żywą świątynią Boga, aby miłość Boga, która rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, mogła coraz pełniej upodabniać nas do Chrystusa, do Umiłowanego Syna Boga.
 
W człowieku jest jakieś wewnętrzne pragnienie tworzenia, budowania. To budowanie naszego wnętrza, naszej duchowej świątyni; to budowanie, które przybiera tego duchowego charakteru, kiedy poprzez ufną wiarę, poprzez spotkanie z Bogiem, w Jego Słowie, Eucharystii, poprzez spotkanie z Tym, który jest obecny w każdym Sakramencie, budujemy i odnawiamy w sobie tę żywą świątynię, stając się żywymi kamieniami świątyni, którą wznosi Bóg.
 
Jest tak, iż ludzkie budowanie zmierza ku czemuś trwałemu: ku intymności, ku zadomowieniu, ku wolności; jest zapowiedzią walki ze śmiercią, z przemijaniem, z brakiem bezpieczeństwa, z lękiem, z samotnością. Dlatego ludzka wola budowania spełnia się w budowaniu świątyni, w budowli, do której człowiek zaprasza Boga.
 
Świątynia jest wyrazem tęsknoty człowieka do tego, by mieć za współmieszkańca Boga, by móc mieszkać u Boga, i w ten sposób doświadczać doskonałego rodzaju zamieszkania, doskonałej wspólnoty, która na zawsze usuwa samotność i lęk, która przynosi pokój i stabilność.
 
Prawdziwa świątynia jest niezniszczalna. Buduje ja sam Bóg w sercach tych, którzy Go miłują, którzy w Niego wierzą. My jesteśmy niezniszczalną świątynią Boga.
 
Stąd też jesteśmy wezwani do tego, by doświadczyć żywej wspólnoty z Bogiem. To jest nasz Wieczernik. Wieczernik, jako miejsce modlitwy. Wieczernik, jako miejsce, w którym Chrystus pochyla się ku nam, aby obmyć nas z brudu grzechu; pochyla się pokornie, aż do naszych stóp, tak, jak to uczynił w Wieczerniku wobec swoich uczniów, Apostołów.
 Jesteśmy w Wieczerniku, gdzie Chrystus dzieli z nami tę Obecność, jaką podzielił ze swoimi uczniami, mówiąc: „Bierzcie i jedzcie, Moje Ciało…Moja Krew”. Jesteśmy w Wieczerniku, gdzie Chrystus przyodziewa nas w moc Ducha Świętego. I dobrze, że tu jesteśmy. Bo, aby móc stać się orędownikiem Dobrej Nowiny, potrzeba, abyśmy byli w Wieczerniku; potrzeba, abyśmy wyszli właśnie stąd, jak wyszli niegdyś uczniowie, i których dziedzictwo wiary nosimy w swoich sercach, i których dziedzictwem wiary cieszymy się u schyłku XX wieku. Chrystus zaprasza nas i wzywa, abyśmy stali się na podobieństwo nich, orędownikami Dobrej Nowiny. Chrystus, który wyposaża nas we wszystko, co jest potrzebne, aby to świadectwo urzeczywistnić sobą, będąc żywą świątynią Chrystusa.
Nikomu więc nie godzi się pozostawać bezczynnie. Chrystus potrzebuje twoich i moich rąk. Chrystus pragnie się posłużyć twoim słowem. Chrystus pragnie wyrazić się darem twojej miłości i życzliwości. Zjednoczeni więzami wiary, zapałem umiłowania Chrystusa, służmy sobie nawzajem, uwielbiajmy w modlitwie Chrystusa, i gościnnie przyjmujmy wszystkich, którzy staną na naszej drodze życia. Niech wszyscy odczują, że pośród nas i w nas zamieszał Ten, który daje miłość i dobro.
 
Dobrze, gdy uczniowie Chrystusa mówią: Nie chcemy być anonimową masą, ale ludem Bożym świadomym nowych wyzwań, otwartym na działanie Ducha Świętego. Kościół żyjący w rodzinach, wspólnotach domowych, i w coraz bardziej braterskich i wspólnotowych parafiach, gdzie dzięki małym grupom zakwita na nowo, jest tą wiosną chrześcijaństwa, o której Ojciec św. niejednokrotnie mówi. Bo parafia, to wspólnota uczniów, gdzie jedni drugim służą, gdzie miłość Chrystusa mierzona jest miłością do tych, pośród których, i z którymi żyjemy na co dzień; służba wobec tych, którzy mieszkają najbliżej, którzy dzielą ze mną swoją codzienność. Oto wyzwanie dla nas: Pozyskiwać dla Chrystusa, poprzez kształtowanie w duchu Chrystusowym relacji z najbliższymi, niejednokrotnie porzucając lęk i zniechęcenie.
 
Życzę ci, abyś może dziś, wychodząc z tego Wieczernika, każdą następną chwilą, i każdym swoim zaangażowaniem, odkrywał, że dla ciebie jest jeszcze miejsce w służeniu Chrystusowi. 
W dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy słowa Jezusa: “Jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również Syn ożywia tych, których chce”.
Zapytajmy więc: Jakie musimy spełnić wymagania, aby zostać zaliczonym do grona ludzi, którym Jezus udzieli wskrzeszenia do życia wiecznego? Jezus odpowiada: “Kto słucha słowa Mego, i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i ze śmierci przechodzi do życia”. Zatem, abyśmy mogli otrzymać życie wieczne, potrzebne są dwie rzeczy: wiara i słuchanie słowa Bożego.
Mamy wierzyć w Boga. Mamy wierzyć w Chrystusa, który jest Synem Bożym i przyszedł na świat, aby nam przywrócić utracone życie wieczne.
Jaka więc powinna być nasza wiara?
Wiara nie może być wiarą faryzeuszy z dzisiejszej Ewangelii, którzy odrzucili Chrystusa, bo był im niewygodny, za dużo od nich wymagał, wypominał im błędy. Mamy zaś wierzyć jak niemowlę swojej matce. Jest ono pewne, że w ramionach matki znajdzie ciepło, znajdzie ochronę i pomoc. Jeżeli więc bezbronne dziecko oddaje się całkowicie matce, bo odczuwa miłość, pomimo iż jest to tylko ludzka miłość, to o ileż bardziej możemy być pewni pomocy Boga, który kocha nas nie ziemską miłością, ale nadprzyrodzoną. I zapewnia nas o tym prorok Izajasz w dzisiejszym I. czytaniu.
Ale oprócz wiary, trzeba nam jeszcze zasłuchać się w słowo Boże. Jest ono wymagające. Mamy bowiem wyrzec się tego świata. Prawdę tę przedstawiają słowa Jezusa: “Kto miłuje ojca, lub matkę, bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien; kto iłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”. Jezus ofiaruje się za nas, ale jakże wiele od nas żąda – możemy powiedzieć. Mamy być zawsze gotowi, aby dla Niego poświęcić swoje sprawy: swoje znajomości, karierę, a nawet więzi rodzinne. Oczywiście wielu z nas doskonale zna te słowa Jezusa, ale nie wystarczy tylko słuchać i znać, na nawet głosić słowa Jezusa, bo nasza wiara będzie wówczas martwa – bez naszych uczynków – będziemy wtedy podobni do faryzeuszy. Oni doskonale znali słowo Boże, a jednak Jezus potępił ich za to, że “chodzą w powłóczystych szatach”, że “lubią być znani i szanowani”, że nie przeszkadzają im również oklaski. Iluż to dzisiaj jest takich karierowiczów o zniekształconym obrazie siebie samym? Tkwią oni we własnym błędzie, bo są zamknięci na prawdę, jaką przekazuje nam słowo Boże.
Prawdziwe rozumienie słów Jezusa i wprowadzenie ich w życie będzie wymagać od nas niejednokrotnie ofiary, cierpienia i wyrzeczenia się. Mimo, że Bóg nie stworzył nas dla cierpienia, dla trudów, to takiej sytuacji doświadczamy na co dzień. Jest to cena, jaką musimy zapłacić, aby osiągnąć szczęście nieprzemijające; szczęście, które może dać nam jedynie Jezus Chrystus. Jeżeli chcemy dostąpić wskrzeszenia do życia wiecznego, musimy więc od Chrystusa uczyć się cierpliwości w cierpieniach, w trudnościach, w odrzuceniu i zniewagach, jakich możemy doświadczać na co dzień.
O, Panie, chcę być Twoim naśladowcą. Wspieraj mnie swoim przykładem i swoją łaską, szczególnie gdy cierpienie mi bardzo dokucza i nie mogę sobie z nim dać rady, kiedy mnie ono przytłacza i przerasta moje siły - podtrzymaj; naucz mnie zapierania się samego siebie, abym umiał zapominać o sobie, bym umiał odrywać się od siebie i swoich korzyści. Kiedy zaś ześlesz mi, Panie, mądrość, zdolności, dobre zdrowie, powodzenie, lub popularność – to daj łaskę prawdziwej pokory, pokory, która nie będzie miała nic wspólnego z faryzejską obłudą i zakłamaniem. AMEN.
 

kwietnia 02, 2019

Uzdrowienie paralityka w sadzawce Betesda

kwietnia 02, 2019

Uzdrowienie paralityka w sadzawce Betesda

Słowo Boże na dziś

Wtorek, 4 tydzień Wielkiego Postu
Jan 5,1-3a.5-16

Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się Sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: „Czy chcesz stać się zdrowym?” Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”. Rzekł do niego Jezus: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: „Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża”. On im odpowiedział: „Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź”. Pytali go więc: „Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?” Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Panie, nie mam człowieka, aby mnie wsadził do sadzawki (J 5,7).
1. W dzisiejszych czasach dość często, zwłaszcza w wielkich miastach, ludzie nie znają się. Przyczynia się do tego współczesna urbanizacja, gromadząca w wielkich blokach ludzi różnych okolic i środowisk. Niejednokrotnie zdarza się, że nawet o umierającym człowieku nie wiedzą współmieszkańcy z bloku, Prze­cież nie wiadomo – tłumaczą – kto tu mieszka, kiedy wychodzi do pracy, czy jest obecny. Mamy swoje sprawy, nie zajmujemy się drugimi. Dopiero biolo­giczny rozkład ciała daje znać współmieszkańcom, że stało się coś nadzwyczaj­nego, że trzeba szukać przyczyny, zacząć działać. Dochodzą w końcu do stwier­dzenia, iż umarł człowiek. Kiedy – nie wiadomo?
2. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź na to pytanie daje nam Chrystus w dzisiejszej Ewangelii: Panie, nie mam człowieka, aby mnie wsadził do sadzawki. Pan Jezus spotykał różnych ludzi, ale najczęściej potrzebującego człowieka: jego życzliwego serca, dobrotliwych rąk, serdecznego słowa, promiennego uśmie­chu na twarzy. Wiedział, że życie ludzkie nie jest łatwe, dlatego człowiek nie chce sam zostawać w trudzie codziennych kłopotów. Ewangeliczny człowiek nie jeden raz miał z pewnością pierwszeństwo, odczekaną kolejkę w szeregu ludzi pragną­cych skorzystać z cudownej sadzawki w Betsaidzie. Ewangelia wspomina, iż od 38 lat cierpiał na chorobę. Ale niestety, nikt nie podał mu dłoni. Wręcz odwrot­nie: Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną – z przykrością oświadcza dobremu Zbawcy. Zabrakło ludzkiego, serca pomocnych ludzkich dłoni. Z cu­downej mocy źródła korzystał ktoś następny z szeregu, on zaś zostawał odsunię­ty. Trzeba, żeby dopiero przyszedł Chrystus, zainteresował się nim, jego ka­lectwem, opuszczeniem i nędzą. To dopiero Zbawca dostrzegł obok siebie czło­wieka czekającego na pomoc, potrzebną łaskę.
3. W powyższej Ewangelii zgromadzenia eucharystycznego Jezus uczy nas, jakimi mamy być w życiu, jak mamy realizować jedno z najważniejszych przy­kazań – nakaz miłości bliźniego. Pragnie nas uwrażliwić, żebyśmy nie szli za­patrzeni tylko w siebie, w swoje sprawy i potrzeby, wszelkimi siłami dążyli do ich realizowania, ale żebyśmy obok siebie dostrzegali drugiego człowieka, okazali mu wiele życzliwości serca i przychodzili mu z pomocą. Aby w dzisiejszych cza­sach nie spotykano ludzi podobnych do człowieka z Ewangelii, obok którego przesuwały się tłumy, ale bez serca, zapatrzone w siebie i w swoje sprawy. Pan Jezus chce przypomnieć, że w życiu potrzeba nam drugiego człowieka. Któż z nas przewidzi, jaką drogę życia wytyczy nam los w dniu jutrzejszym, w jakiej sytuacji znajdziemy się za rok, dwa, kilka lat. Może i my będziemy podobni do ewangelicznego człowieka czekającego przy sadzawce w Betsaidzie. Inni będą przechodzić koło nas i uprzedzać w korzystaniu z radości i szczęścia.
4. Człowiek przy Sadzawce Betesda chciał skorzystać z łaski Boga, do­brodziejstwa przywracającego mu zdrowie i siły, pozwalającego wrócić mu do normalnego życia wśród ludzi. Dla nas nie tylko raz w roku porusza się źródło bożej łaski. Nie musimy tygodniami czekać na ten moment. Dobry Bóg daje nam zawsze łaskę, my tylko musimy chcieć z niej korzystać.
Pomyślmy podczas Mszy św. kim jesteśmy: tymi, którzy czekają na łaskę, a inni nas uprzedzają; tymi, którzy potrzebują pomocy człowieka? A może mamy być przychodzącym Chrystusem dla kogoś?
Okres Wielkiego Postu, pojednania z Bogiem – to czas oczekiwania przed sadzawką Bożego Miłosierdzia. Rozglądnę się, czy ktoś wokół mnie nie potrze­buje człowieka – mnie, aby przy mojej pomocy skorzystać z bożej łaski i po­jednać się z Bogiem.
 

marca 13, 2018

Zamyślenia wielkopostne - Czy chcesz wyzdrowieć?

marca 13, 2018

Zamyślenia wielkopostne - Czy chcesz wyzdrowieć?

Wtorek, 4 tydzień Wielkiego Postu

 

Słowo Boże na dziś:

 

Cudowne uzdrowienie paralityka nad sadzawką Betesda


Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś jest przy Owczej Bramie sadzawka, nazwana po hebrajsku Betesda, mająca pięć krużganków. Leżało w nich mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już dłuższy czas, rzekł do niego: «Czy chcesz wyzdrowieć?» Odpowiedział Mu chory: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną». Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje nosze i chodź!» Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje nosze i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: «Dziś jest szabat, nie wolno ci dźwigać twoich noszy». On im odpowiedział: «Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje nosze i chodź». Pytali go więc: «Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?» Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: «Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło». Człowiek ów odszedł i oznajmił Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że czynił takie rzeczy w szabat.
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym



Być przebojowym - oto wyznacznik współczesnego czło­wieka. Rozpychając się łokciami, zdobywać świat - oto metoda osiągania sukcesu. Mówić głośniej niż inni - oto droga ku temu, aby nas usłyszano. Świat bowiem nie liczy się ze słabymi, deli­katnymi i spokojnymi ludźmi. Sukcesu nie osiągają pokorni, umiarkowani, wstrzemięźliwi. Mało kto chce zauważyć i usły­szeć człowieka słabego. Swe oczy kierujemy bardziej ku ludziom silnym, przebojowym i przedsiębiorczym. Tak było w przeszło­ści, tak jest też dzisiaj i raczej tak samo będzie w przyszłości.
Lecz nie wszyscy są tak przebojowi. Nie każdy potrafi roz­pychać się w życiu łokciami. Nie każdy ma takie zdolności i ta­lenty, które przyciągają uwagę innych. Nie każdy jest też zdrowy, sprawny i zdolny do konkurowani z bliźnimi. Czy za­tem ci słabsi są gorszymi ludźmi? Czy ci mniej przebojowi nie zasługują na uwagę? Czy chorzy, cierpiący, ubodzy, zepchnięci na margines społeczeństwa goniącego nieustannie za sukcesem i karierą nie mogą liczyć na polepszenie swego bytu? Czy war­tość człowiek zależy od jego przebójowości, zdrowia i sukce­sów? Jeśli tak miałoby być, to żylibyśmy w nieludzkim świecie. W każdym społeczeństwie, w którym panowałyby takie reguły, człowiek stałby się pionkiem - nikim. Ludzi, którzy w życiu kie­rują się taką logiką, trzeba się bać.
W takim środowisku żył bohater dzisiejszej perykopy ewangelicznej - „pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę” (J 5,5). Nie budził niczyjego zainteresowania. Nie wzbudzał współczucia ani litości. Choroba wyrzuciła go nawet poza krąg tych, z którymi i tak nikt się już nie liczył. Ostatni z ostatnich. Najbardziej zapomniany wśród zapomnianych. Najsłabszy pośród słabych. Lecz to właśnie jego dostrzegł Pan Jezus. Ku temu nieszczęśnikowi Zbawiciel skie­rował swoje kroki i jemu przyszedł z pomocą. „Wstań, weź swoje łoże i chodź!” (J 5,8). Słowo Syna Bożego uzdrowiło cho­rego. Ostatni stał się pierwszym i jako zdrowy opuścił szeregi chorych. Jego samotność, słabość i bezradność Zbawiciel prze­mienił w zdrowie, witalność i dynamizm.
Tak samo Pan Jezus spogląda na każdego z nas, kiedy w na­szym życiu przychodzi kryzys, choroba, osamotnienie i cierpie­nie. Chrystus kieruje swoją szczególną uwagę ku tym, których świat nie akceptuje, inni ludzie nie zauważają, a społeczność okrywa woalem milczenia, obojętności i wrogości. Każdy bo­wiem człowiek jest dzieckiem Bożym. Każdy z nas jest dla Stwórcy kimś jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym. Za każ­dego z nas umarł na krzyżu Zbawiciel. Miłosierdzie Boże jest darem Bożej miłości dla wszystkich - bez wyjątku. Można po­wiedzieć więcej: im większa jest nasza słabość i nędza, tym większa miłość Pana Boga. Im większe są nasze krzywdy, cier­pienia i niepokoje, tym większa troska Stwórcy o nasz los. Im gorzej wiedzie się nam na tym świecie, tym bardziej pragnie nas wspierać Pan Jezus. Słabi bowiem potrzebują więcej pomocy niż ci, którzy sami sobie radzą. Smutni bardziej potrzebują pociesze­nia niż ci, którzy się weselą. Chorzy bardziej potrzebują lekarza niż ci, którzy się dobrze mają.
Pan Bóg kocha wszystkich i każdego z nas, lecz najpierw dostrzega tych, którzy się najgorzej mają. Jezus Chrystus współ­czuł wszystkim chorym znajdującym się przy sadzawce Owczej, lecz najpierw udzielił pomocy temu, o którym wszyscy już za­pomnieli. Temu choremu wydawać się mogło, że nie ma już dla niego ratunku. Lecz właśnie wtedy, w tym całkowitym osamotnieniu i opuszczeniu przyszła pomoc od samego Boga. Tak samo jest z nami. Wtedy, gdy wydaje się nam, że już nic dobrego nie może przyjść w życiu, Pan Bóg wkracza ze swoją interwen­cją. Wtedy, gdy wydaje się, że wszyscy o nas zapomnieli, doświadczamy tego, iż pamięta o nas Pan Jezus. Wtedy, gdy nikt nas już nie kocha, opromienieni zostajemy miłością Bożą.
Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (Mt 20,16). Dla Boga bowiem nikt nie jest ostatni, nikt nie jest zapomniany, nikt nie jest zepchnięty na margines, nikt nie jest niechciany. Chrystus sam dostrzega nasze strapienia i w najdogodniejszym momencie przychodzi nam z pomocą. Nie wolno więc tracić nadziei. Nie wolno ulegać zwątpieniu. Chromy z dzisiejszej Ewangelii czekał trzydzieści osiem lat i został uzdrowiony. Miejmy cierpliwość i nie traćmy nadziei. Ufajmy Bogu i w największych strapieniach powta­rzajmy: „Bądź wola Twoja”. „Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył” - mówi Pan Bóg (Ez 33,11).


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger