Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niebo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niebo. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 14, 2023

Uroczystość Wniebowzięcia NMP - Weź nas do nieba Matko kochana!

sierpnia 14, 2023

Uroczystość Wniebowzięcia NMP - Weź nas do nieba Matko kochana!
 

Kochani moi!
Dziś 15 sierpnia,
uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny,
a u nas święto Matki Boskiej Zielnej.

Piękne jest to święto,
ale bardzo trudne w swojej treści.
Maryja, Najpiękniejszy Kwiat tej Ziemi
wybrana od początku przez Ojca Niebios 
jest pełna łaski, 
błogosławiona między wszystkim niewiastami,
a więc zachowana od grzechu,
nawet od grzechu pierwszych rodziców,
Niepokalana, Nowa Ewa, 
Matka nas wszystkich wierzących, 
Wierna Służebnica Pańska, Matka Zbawiciela,

Matka Kościoła,
Zasypiająca, Wniebowzięta, 
uczestnicząca w chwale Trójcy,
a dla nas znak niezawodnej nadziei, 
że po pielgrzymkach tej ziemi
wszyscy pójdziemy do Matki,
z dożynkowymi wieńcami,
aby uczestniczyć w chwale Ojca,
z Matką Boską Anielską,
Królową nieba i ziemi.

Pewnie dlatego
z całej Polski szły rzesze pielgrzymów,
aby przypomnieć sobie
i przeżyć tę prawdę,
że życie nasze jest pielgrzymowaniem
do Matki Wniebowziętej, 
do nieba, gdzie Ojciec przygotował nam miejsce.

Każda z pielgrzymek jest dla mnie cudem
i każdy z pielgrzymów jest dla mnie 
znakiem wiary i tęsknoty 
za Matką Boga i naszą Matką, 
za innym życiem, którego oczekujemy.

Biały Ojcze,
Czcigodny Paulinie, Księże Czcigodny, 
Siostro Wielebna, Żołnierze Kochani, Pielgrzymi,
przecież to za gorąco, za gorąco Wam 
w tych strojach upiętych, 
w habitach, w sutannach, w mundurach. 
Żołnierze to Wy chcecie swoje święto 
świętować na Jasnej Górze?
 
Tak jest! 
To Was podziwiam i kocham! 
Przecież można inaczej?

Można, ale my pątnicy 
chcemy iść do Matki
w szatach naszego powołania. 
Niech się człowiek trochę zmęczy,
aby dusza była wybielona we Krwi Baranka.

Nie rozumiem Was,
nie umiem naśladować.
Podziwiam tylko niepełnosprawnych i ich opiekunów.
Tyle kilometrów prowadzicie wózki z chorymi,
przewijacie ich jak niemowlęta,
karmicie z troską matki. 
Podziwiam starszych, chorych idących po cud.
Podziwiam żołnierzy, lekarzy, pielęgniarki, młodzież, dzieci. 
Wy młodzi, jesteście dla mnie muzyką, 
radością, uśmiechem dla tego świata. 
Dlatego idziecie z nadzieją.

I skąd Wam to wszystko?
Wiem.
Inni jesteście niż ci, którzy czynią szkody i grzeszą.
Dlatego ludzie dają Wam noclegi, 
dach nad głową, dzielą się chlebem
i wodą czystą.
O sen zdrowy modlą się dla Was,
abyście nie ustali w drodze.
 
Przed Jubileuszem Zbawienia, 
przed rokiem dwutysięcznym uprzedziła Was 
na Jasną Górę Matka Boska z Nazaretu. 
A dlaczego jeszcze jedna Wędrowniczka?
Jeszcze jedna figura? 
Skąd przychodzi i po co?
 
Na prośbę Ojców Franciszkanów z Ziemi Świętej 
i Braci Mniejszych Kapucynów z Loreto 
wyrzeźbili figurę Dzieweczki z Nazaret 
Vinzenzo i Gregor Messnnar - ojciec i syn,
rzeźbiarze z Ortisei. 
Figura jest przepiękna.
Maryja jest po Zwiastowaniu. 
Jest Brzemienną.
Biegnie do Elżbiety (jak dziś w Ewangelii) 
i do nas wszystkich
przez góry.

Ogłasza światu, że:
,,Bóg uczynił nam wielkie rzeczy", 
że spełnił daną nam obietnicę, 
że Jego „Słowo stało się Ciałem 
i zamieszkało pośród nas". 
A ja - Służebnica Pańska, noszę Je.

Maryja ta Nazaretańska 
jest Królową nieba, mórz i ziemi,
dlatego ma welon niebieski jak niebo, 
płaszcz koloru złocistej ziemi 
i zielonkawą suknię, jak morze.

17 kwietnia 1998 roku 
Ojciec Święty Jan Paweł II
ukoronował Ją subtelnym diademem, 
z gwiazd dwunastu. 
Odtąd wędruje przez wszystkie kraje.
Modlą się przed Nią:
katolicy, prawosławni, protestanci, 
muzułmanie i niewierzący. 
Dziwne.

30 kwietnia 1999 roku 
Pątniczka z Nazaretu 
stanęła w Jasnogórskiej kaplicy - cudnie! 
jak Królewna przy Królowej,
a Ksiądz Prymas 
w uroczystość Matki Boskiej Królowej Polski 
zawiesił Jej srebrne serduszko, od Polaków 
i zawierzył los naszej Ojczyzny, 
Wędrującej Nazaretance.

„Opalona Cudzoziemko, 
Z dwoma warkoczami,
A znasz Ty zapach polskiej lipy,
Z miodem i pszczołami? 
Weź do domu nasze kłosy. 
Z chabrem, z rumiankami...
Gdy będziemy z Tobą w niebie,
Najpiękniejszy Kwiatku Ziemi,
Dokończymy Magnificat 
z Aniołami, ze Świętymi"  (ks. Tymoteusz, z Kalendarza SS. Loretanek na rok 2000).

W sierpniu, 
w uroczystość Matki Boskiej Wniebowziętej
nie sposób nie wspomnieć 
jeszcze jednego Pielgrzyma,
który wędrował przez naszą Ziemię
i mówił nam: Dzieci moje, miłujcie się!
Bóg jest miłością!

Płakaliśmy, śpiewaliśmy, 
krzyczeliśmy z radości.
Dzieciaki z Nim rozmawiały 
jak przyjaciel z przyjacielem. 
Zdawało się nam, że to teraz
odmieni się oblicze Tej Ziemi, 
że już „przyjdą nowi ludzie
jakich dotąd nie widziano" (por. Z. Krasiński), 
że to „z naszych ramion, czy tak, czy siak, 
wyrośnie Polska wolna jak ptak" (por. K. K. Baczyński).

O nie, Krzysiu Baczyński, 
jeszcze się długo nie spełnią 
Twoje słowa.
Nie!

,,No cóż, należymy do narodu,
którego losem jest 
strzelać do wroga z brylantów" (St. Pigoń).

Jeśli prawa nam nie staje, 
to jeszcze zostało przecież sumienie. 
Co winien ten, 
który daje mi chleb z polskiego pola,
a dziś nakryli mi go kirem. 
Mój ojczysty chleb niechciany! 
Zapomnieliśmy już ,,do kraju tego, 
gdzie kruszynę chleba
podnoszą z ziemi przez uszanowanie,
dla darów nieba, tęskno mi, Panie" (C. K. Norwid - Moja Piosenka) 
Mnie też jest tęskno.

„Polacy...
Nazwijcie wreszcie Polskę - Polską, a nie krzywdą, 
a miłość miłością". (K. K. Baczyński)
 
Modlił się Ojciec Święty w Radzyminie
tam, gdzie poległ ksiądz Skorupka, 
pośród snopów nie zebranych,
w sierpniu, przy miedzy. 
To na jego zawołanie:
Za Boga i Ojczyznę!
Stał się cud.
Dobrze, iż Polska zbudowała Mu pomnik.
Wreszcie!
„Im jedna szarża - do nieba wzwyż
i jeden order nad grobem krzyż"... 
„Czy nam postawią, z litości chociaż"... (K. K. Baczyński)

Przecież Krzysztof Baczyński, którego wiersze cytuję
zginął mając 23 lata,
największy z poetów minionego stulecia,
a jego żona Basia zginęła 
będąc w trzecim miesiącu ciąży.
Wyśnili sobie dziecko,,całe czerwone od krwi".

O Wniebowzięta,
o Powstańcza,
o Pielgrzymkowa!
"Nagnij pochmurną broń naszą, 
Gdy zaczniemy walczyć miłością". (K. K. Baczyński)

I jeszcze.
Gdy oglądaliśmy zaćmienie słońca 
my ludzie z wiedzą XXI wieku, 
zachowywaliśmy się jak tam z czasów, 
"gdy słońce było bogiem" (J. Parandowski).
 
Nie interesują mnie zdania wróżek, wróżbitów,
przepowiednie sekt, 
ale nie jest mi obojętne zdanie z ewangelii, 
że na końcu czasów:,,Słonce się zaćmi (samo) 
i księżyc nie będzie świecił". (por. Mk 13,24)

Wiem, że tak będzie, na pewno, 
bo to powiedział Pan.
Kiedy to będzie?
Nie wiem! 
I nie chcę wiedzieć!

Gdy czytałem dziś ewangelię o Zwiastowaniu 
i o Nawiedzeniu Świętej Elżbiety przez Matkę Bożą, 
to jest jedno zdanie,
które czyni mi wciąż niepokój: 
,,Duch Święty zstąpi na ciebie 
i moc Najwyższego Cię zacieni". (Łk 1,35)

Jak to jest z tym zaćmieniem, zaciemnieniem? 
Pomógł mi trochę w zrozumieniu tej tajemnicy 
Roman Brandstaetter swoim opisem Zwiastowania. Pisze o tym tak:
,,Miriam wyszła przed dom.. 
Usiadła przy drodze w pełnym słońcu.
Spojrzała w czyste niebo, 
błękitne, bez żadnej chmury...
Nagle poczuła na sobie cień, 
który ją coraz szczelniej otulał.
Otworzyła oczy i spostrzegła,
że pada na nią cienista smuga... 
Przecież na niebie nie było żadnego obłoku,
a mimo to cień padał od obłoku, 
sam cień był obłokiem...
cienisto obłocznym JESTEM, 
który wpłynął w krew Miriam...
aż do ostatnich granic Jej jestestwa...
Co Ci jest, Miriam?
Po Jej wargach i powiekach 
przesuwał się fioletowy cień" (R. Brandstaetter - Jezus z Nazaretu)
To ten Obłok,
który prowadził Izraelitów w czasie dnia 
i słup ognia,
który prowadził ich nocą.

Bardzo mi się podoba 
witraż w świątyni mojej parafialnej. 
Mówię to w Święto Wniebowziętej. 
Wniebowzięta jest w krakowskim stroju 
i we wianku z sierpniowych kwiatów.

Lubię taką Wniebowziętą.
„Bo moja matuś tak się stroiła. 
Dlatego kocham te stroje 
krasne i czyste, piękne i proste proste 
jak życie jest moje".

Poświęcę z radością i wzruszeniem 
Wasze wieńce i Wasze wianki
z polskich kwiatów 
i ten snop z kirem.
Może będzie dla kogoś wyrzutem sumienia. 
A to wszystko Wniebowziętej w podzięce.

I jeszcze wrócę do swojego domku na wsi, 
blisko taty i mamy kochanej,
którzy w Niebie już są 
od dawna przy Jej boku...
Z okna mojego widać daleko,
Ciebie, Matuchno kochana,
jak stoisz i parzysz z miłością i troską, 
w znaku fatimskiej Figury.
Wniebowzięta jest naszą patronką 
i opiekunką.

Więc wszystkich nas, 
o, Matko Boska Wniebowzięta,
Weź w swoją obronę...
Amen.


                               Copyright by Ks. Tymoteusz


października 31, 2022

Uroczystość Wszystkich Świętych - Czeka cię niebo!

października 31, 2022

Uroczystość Wszystkich Świętych - Czeka cię niebo!
Dzisiejsza uroczystość Wszystkich Świętych, to pociągający uśmiech nieba w stronę ziemi, a niebo nie jest puste.
Kierujemy nasze serca do nieba i modlimy się do Tych, którzy już zaznają wiecznej szczęśliwości. Patrząc w wieczność, nie pomniejszmy - oczywiście niczego na ziemi. Wszystko jest dla nas ważne na swoim miejscu. Wznosimy oczy ku niebu nie po to , by zapomnieć o ziemskich utrapieniach, ale by tym bardziej stawiać im czoło. Bo warto dla tego największego skarbu - jakim jest zbawienie - podjąć każdy trud.
Święci, których czcimy to nie tylko ci kanonizowani, ale wszyscy wierzący, którzy żyją i umierają wierni Bogu.
Dzisiejsze święto pozwala nam współuczestniczyć w ich radości i po­maga nam odnowić świadomość naszego powołania do świętości.
Wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu, czy zawodu - przy­pomina Sobór - powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do dosko­nałości” (Lumen Gentium, 40). Chrześcijanin – to człowiek powołany do świętości, a normą jego życia jest sam Chrystus.
Prawdziwa świętość jest autentycznie ludzka, zwyczajna, człowiecza – posiada ludzką twarz. To co różni Świętych od innych – to jedynie sposób, w jaki realizują swoje człowieczeństwo. Dla nich być człowiekiem – to znaczy żyć na ziemi, owszem wrosnąć w nią, ale nie dać się tej ziemi pochłonąć, pochłonąć złu!.
Święci to ludzie, którzy wobec zła nie narzekają, ale angażują się z zapałem po stronie dobra.
My czasem zniekształcamy świętych, otaczając ich zabobonną czcią.
Świadectwem tego są choćby spotykane czasem żałosne karteczki przepisywane po kilkadziesiąt razy w obawie przed grożącymi nieszczęściami...
Tak łatwo zniekształcić wiarę, a nawet ją ośmieszyć!
Kto jednak tkwi w życiu Kościoła, modli się tak, jak modli się Kościół, nie zboczy z drogi prawdziwego kultu Świętych.
Kochajmy Świętych w niebie, ale i tych, którzy są wśród nas...
Bo jutro mogą być już u Boga i będą szczęśliwi, ale my pozostaniemy biedniejsi z powodu ich braku, czy trzeba aż śmierci, by święci, którzy są z nami otrzymali od nas dobre słowo, serdeczny gest?
Czy dopiero trzeba odprowadzić ich ciała na cmentarz, aby ich zacząć odwiedzać, okazywać serdeczność, zanieść kwiaty?
Miłujmy Świętych w naszych społecznościach, rodzinach... Maleńką świętość dziecka, umęczonej pracą matki, u której wszystko musi być akuratne, świętość ojca, cierpiącego w szpitalu, obłożnie chorego kalekę leżącego w domu, świętość oddanego bez reszty pielęgniarza, czy lekarza.
Święci są blisko nas. Tylko, że my oddalamy się od nich przez fał­szywe o nich pojęcia. Bo dlaczego uważamy ich za wyjątkowych ludzi, przecież oni wyszli z tej samej, co my ziemi, pochodzili ze wszystkich narodów, ras i języków. Są wśród nich niezliczone rzesze rodaków, z któ­rych chlubimy się śpiewając: „Gaude, Mater Polonia prole fecunda nobili” - „Raduj się Matko Polska, w szlachetne potomstwo bogata”. Wprawdzie żyli po bratersku, ale wierni byli codzienności.
Często oddalamy się od Świętych, bo wolimy przeciętność, wygodę, miernotę. A przecież niebo zdobywają ludzie radykalni, zdecydowani, ambitni.
Wielki pochód Świętych wprawia w zdumienie, ale i dodaje otuchy każdemu z nas. Bo chyba nie chcesz trwać w zniechęceniu, zobojętnieniu, zachowywać się jak kibic, obserwator... Siostro, Bracie: czeka cię niebo!
Świętość jest możliwa na każdej drodze życia i w każdym stanie. „Przedziwny jest Bóg w Świętych swoich”. Pomyśl: Oni mogli, to i my mo­żemy. Ten entuzjazm i zachętę podaje nam dzisiaj kochająca, dobra Mat­ka Kościół, Wychowawczyni człowieka.
Są tacy, którzy chcieliby, że tak powiem, wyłudzić zbawienie, ale za najniższą cenę. Są i tacy, którzy z założonymi rękami czekają, kiedy niebo znajdzie się na przecenie, by nie musieli za nie dużo zapłacić. A kiedy Bóg nie obniża ceny, odchodzą znudzeni kupują szczęście gdzie indziej i upijają się nim, mimo że ono odurza tylko, a nie uszczęśliwia.
Niebo, zbawienie – jest zbyt wielką wartością, bo wartością najwyższą, wieczną – nie może być nagrodą za minimalizm życia, za byle jakość.
Rozważ: czeka cię niebo, ale by je osiągnąć ile ci jeszcze potrzeba... a więc załatw wszystkie sprawy z Bogiem i ludźmi i to prędko, bo jak się z nimi spotkasz w niebie?
Pięknie tę sprawę streścił w strofie poetyckiej Leopold Staff pisząc w 1957 r.:
Szukałem Ciebie, w chmurach, na niebiosach
I na tej niskiej, pełnej grobów glebie
I dzisiaj widzę, w radosnych łez rosach,
Że Bóg był bliżej mnie – niż ja sam siebie.
I wiem to jedno, że gdy mnie ułożą
Na sen wieczysty, żmudnego pielgrzyma,
Na ten czas ujrzę wieczną światłość Bożą
Zamkniętymi na wieki oczyma”.
Jarosław Iwaszkiewicz w dramacie "Kosmogonia" - przez usta głównego bohatera wypowiada pełne sarkazmu słowa o końcu ludzkiego życia: „nie ma gdzie wrócić, czy to nie komedia?”.
Każdy z nas, wierzących wie dokąd wrócić. Wie, gdzie znajduje się jego dom.
Papież Jan XXIII - przemawiając do członków korpusu dyplo­matycznego w Watykanie w Nowy Rok 1961 (Akta Stol. Św. 61) powiedział: „Panowie, wy tak zwykle mówicie wiele słów, a jedno jest ważne, że wyszliśmy od Boga i do Boga wrócić mamy”.
Drodzy Siostry i Bracia! Wpatrujemy się w Świętych – tych nieulęknionych świadków wierności Bogu. Naśladujemy ich przykład życia. Być świętym – to powołanie każdego z nas.
W tej wspinaczce ku niebu, pośród radości, a najczęściej trosk i trudów ziemskich prowadzi nas przede wszystkim Matka Boża.
Maryja otacza nas swoją matczyną opieką i wspomaga na drodze do nieba, bo jest Wspomożycielką.
Kochani Bracia i Siostry - „Wolą Bożą jest uświęcenie wasze” - przypomina św. Paweł. Pamiętajmy , że od krótkotrwałego pobytu na tej ziemi, zależy nasz wieczny los.
Gdzie kto będzie po śmierci – za życia odgadnie? Gdzie się chyli za życia - tam po śmierci wpadnie”. (A. Mickiewicz). Obyśmy zawsze nachylali się ku Bogu, ku dobru, ku niebu. Dzisiaj odbywa się prawdziwa "wędrówka ludów". Tysiące ludzi przemieszcza się z jednego krańca kraju na drugi, byleby tylko dotrzeć na cmentarz. I dobrze, że tak jest, że bierzesz w dłonie znicze, aby stanąć nad grobem matki, ojca, czy przyjaciela, ale i tych, którzy, jak pisał Gałczyński: „prosto do nieba, czwórkami szli...”. Nie pozostawimy w zapomnieniu żadnej mogiły tych, którzy za Polskę i wiarę oddali życie. Miłość jest mocniejsza niż śmierć!
I pomyśl jeszcze: kiedyś przyjdą takie "Zaduszki", że obok naszego grobu przechodzić będą ludzie... Zatrzymają się? Zapalą świecę? Zmówią "zdrowaśkę"? Co będą wspominać z naszego życia? Co po nas zostanie? Obyśmy mogli jak, jak poeta Edward Słoński (1926) do Boga powiedzieć: „Teraz jam mocny... teraz wiem, o Panie
Że będę płonął w Twym blasku słonecznie.
Że moc ta we mnie kiedyś z prochu wstanie
I pójdzie w wieczność, i żyć będzie wiecznie
Wszystkiego świata jednym wielki graniem
Wszystkiego życia jednym wielkim śniciem
I będzie dla mnie ta moc zmartwychwstaniem
I będzie dla mnie ta moc nowym życiem”.
Amen.

października 31, 2022

Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych - Znaczeni pieczęcią Boga

października 31, 2022

Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych - Znaczeni pieczęcią Boga
Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych - Znaczeni pieczęcią Boga


Obchodzimy dzisiaj doroczną uroczystość Wszystkich Świętych. Myśl nasza przenosi się do nieba, dokąd uprzedzili nas wszyscy święci, ci znani i ci nieznani.
Mówi nam Pismo Św., że w niebie są przede wszystkim aniołowie. Słyszeliśmy przecież w pierwszej lekcji mszalnej takie słowa: „I ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. I zawołał donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: nie wyrządzajcie szkody ziemi ni morzu, ni drzewom, aż opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego” (Ap 7, 2–4). W niebie jest również Królowa aniołów i wszystkich świętych: Najświętsza Maryja Panna. To właśnie o Niej mówi Księga Apokalipsy św. Jana Ewangelisty: „Znak wielki ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod Jej stopami a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). To właśnie o Niej mówi Bóg do szatana w pierwszej księdze Pisma św. – Księdze Rodzaju (3, 15): „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a Niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo Jej; Ona zetrze ci głowę, a ty będziesz czyhał na piętę Jej”. To właśnie Ona wyśpiewała hymn pochwalny Bogu dziękując Mu. że stała się Matką Zbawiciela: „Uwielbia dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto błogosławić Mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił Mi Wszechmocny, a święte jest imię Jego” (Łk 1, 46–49). Z pewnością tę właśnie pieśń powtarza dziś w niebie Najświętsza Dziewica łącząc ją z anielskim „Gloria”. Przypomina sobie radości Bożego Narodzenia, smutki Golgoty i chwałę zmartwychwstania. Przeżywa na nowo swój triumfalny pochód do nieba i swoje wniebowzięcie. „Wzięta jest do nieba Królowa i cieszą się aniołowie”.
Cieszą się dzisiaj tą wielką uroczystością wielcy święci Kościoła, a wśród nich na pierwszym miejscu św. Jan Chrzciciel, o którym sam Chrystus Pan powiedział: „Zaprawdę powiadam wam, między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11, 11). Cieszy się św. Jan Ewangelista, wierny uczeń Chrystusa, który pod krzyżem stojąc usłyszał słowa: „Niewiasto – oto syn twój. Oto Matka twoja” (J 19, 26–27). Cieszą się wszyscy apostołowie ze św. Piotrem na czele, który wciąż odpowiada Chrystusowi Panu te słowa, które ongiś – po zmartwychwstaniu Pana – wyrzekł nad brzegiem Jeziora Genezaret: „Tak, Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję” (J 21, 17).
Obok tych wielkich świętych stoją i nasi patronowie i patronki. Przypuszczalnie cieszą się również z tego, że idziemy w ich ślady. Jest wśród nich św. Józef, Oblubieniec Bogurodzicy, bo imię Józefa było i jest w Polsce bardzo popularne. Jest św. Teresa Wielka i św. Teresa od Dzieciątka Jezus, sławna cudotwórczyni dwudziestego wieku. Są tam Adam i Ewa – nasi praojcowie z utraconego i wreszcie odzyskanego raju. Są tam św. Franciszek z Asyżu i św. Klara – najwierniejsza jego uczennica. Jest św. Wojciech biskup, pierwszy męczennik polski. Jest obok niego Stanisław, również biskup i męczennik. Jest Stanisław Kostka, osiemnastoletni nowicjusz jezuitów. Jest św. Andrzej Bobola, męczennik. Są wszyscy patronowie polscy. Cieszą się Bogiem w Trójcy Jedynym i dodają nam odwagi, abyśmy szli śmiało tą drogą, którą oni już mają za sobą. A jako ostatni z ich szeregu wzywa nas do oddania wszystkiego Maryi, słowami „Totus tuus” – nasz wielki rodak – św. Jan Paweł II, papież.
Słyszeliśmy w pierwszym czytaniu mszalnym, jak św. Jan Ewangelista mówi: „Potem ujrzałem wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty a w ręku ich palmy i głosem donośnym tak wołają: Chwała Bogu naszemu, zasiadającemu na tronie i Barankowi” (Ap 7, 9–10).
Do tej wielkiej rzeszy zbawionych, których nikt nie przeliczy, należą w pierwszym rzędzie bohaterowie wiary, a więc męczennicy i wyznawcy, których imion nie znajdziemy w kalendarzach kościelnych i świeckich, ale którzy żyją w niebie i Bogu znane dobrze są ich imiona oraz ich zasługi. To oni właśnie przede wszystkim orędują za nami, gdy mówimy: „Wszyscy święci i święte Boże, módlcie się za nami”.
Do tej ogromnej rzeszy zbawionych należą również nasi bracia i siostry – Polacy i Polki, polegli za ojczyznę. Jaka wielka rzesza poległych i pomordowanych za świętą sprawę polską, w czasie ostatniej wojny, znajduje się w niebie. Są to miliony. Ich dusze nieustannie orędują za nami przed Bogiem i wyjednują nam wiele łask, za które nie dziękujemy i nie wiążemy ich może z właściwymi naszymi opiekunami tam, w niebie. A przecież winniśmy im wdzięczność i cześć.
Wśród tej rzeszy znajdują się również osoby dobrze nam znane, z naszej rodziny. Może jest tam twój ojciec ukochany, który odszedł z tego świata kilka czy kilkanaście lat temu? Może jest tam twoja matka, która i dziś czuwa nad tobą, dyskretnie ale skutecznie – a ty nawet o tym nie wiesz. Może jest tam twój brat, a może siostra? Może jest tam twoje młodsze rodzeństwo, których dusze, jak prawdziwe anioły nieustannie są wpatrzone w oblicze Ojca, który jest w niebie?
W drugiej lekcji mszalnej słyszeliśmy takie słowa: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest" (1 J 3, 2). Św. Paweł w 1 Liście do Koryntian tak mówi: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9). „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno, wtedy zaś zobaczymy Go twarzą w twarz” (1 Kor 13, 12). Takie jest niebo: widzenie Boga twarzą w twarz. Jasność, szczęście i pokój nie na ludzką, ale na Boską miarę.
A droga do nieba jest jasno narysowana w dzisiejszej Ewangelii. Ci, którzy dziś są zbawieni w niebie, byli na ziemi ludźmi ośmiu błogosławieństw.- Byli ubodzy, często smutni, byli amharezami – ludźmi na małym skrawku ziemi, byli nieraz głodni i zawsze pragnęli sprawiedliwości. Byli miłosierni, czystego serca i cierpliwi. A wreszcie – byli prześladowani dla sprawiedliwości, dla Chrystusa. Teraz zaś „cieszą się i radują, albowiem nagroda ich wielka jest w niebie” (Mt 5, 11).
Wszyscy Święci, którzy cieszą się życiem wiecznym, szli drogą błogosławieństw. To ich łączy, mimo różnicy w wykształceniu, zajmowanych stanowisk, możliwościach działania. 

Oni wszyscy:

Byli ubodzy w duchu - to znaczy byli otwarci na Boga, Jego Obecność i Słowa, świadomi całkowitej zależności od Boga; w Nim szukali codziennie światła i siły. Najważniejszego i najwięcej spodziewali się od Boga, dlatego nagrodą jest Boże królestwo, nie ludzkie i nie ziemskie.

Byli smutni, gdyż pomimo tak wielkiej łaski Boga, która spłynęła na świat przez Jezusa Chrystusa, oni sami i ludzkość uczyniła Boga „wielkim nieobecnym” i niepotrzebnym w świecie. Wchodzili więc świadomie w wynagrodzenie (pokutę) za grzechy swoje i świata. Owocem takiego smutku i skruchy była pociecha i radość - niewymowna - od samego Boga. Ta pociecha jest również dla nich darem na wieki.

Byli cisi, łagodni. Nie oburzali się z powodu pomyślności innych, nawet ludzi nieprawych, ale ufali Bogu pośród pomyślności i podczas wszelkich trudności, które na nich spadały. Potrafili w łączności z Bogiem zachować cierpliwość. Jezus – ich Nauczyciel był Królem łagodnym i pokornym, który zrezygnował z przemocy i potępiania. Właśnie taka postawa jest lekarstwem na złość, wrogość, brutalność. To wymaga – wbrew powierzchownemu myśleniu – aktywności i wysiłku, a nie rezygnacji i słabości.

Byli spragnieni i złaknieni sprawiedliwości, dlatego przylgnęli i postępowali według wskazań Jedynego Sprawiedliwego - Jezusa, interpretującego Dekalog, słowo Boże. Żyli według woli Ojcu, którą rozpoznawali wpatrując się w Oblicze Ukrzyżowanego i Żyjącego Pana.

Byli miłosierni.  Miłosierdzie to konkretny czyn, który ma kształt potrzeby bliźniego. Każdy dzień był do tego okazją. Okazywali je słowem, czynem i modlitwą.

Byli czystego serca. Serce to miejsce decyzji, symbol człowieka wewnętrznego. Błogosławieni, którzy mają czyste źródło życia, niezbrukaną zasadę życia, którzy przekształcają w przyjaźni z Jezusem wszelkie nieczyste, spontaniczne reakcje swojego serca - serca grzesznika.

Wprowadzali pokój. Pokój (Szalom) to nie tylko brak wojny, ale taka postawa, która daje każdemu możliwość rozwoju zgodnie z planem Stwórcy. Wokół takich ludzi, każdy czuł się dobrze i mógł być sobą.

Cierpieli prześladowania. Kiedy się żyje „na serio” Ewangelią nie jest się neutralnym. Chodzi o prześladowania wyrażające się w słowach, ale i fizyczne, łącznie z oddaniem życia, śmiercią. Kto nie stawia „nic” i „nikogo” ponad Boga wcześniej czy później spotka się z większym lub mniejszym sprzeciwem tego świata i sił ciemności.
  
Urągano im z powodu Imienia Jezusa. Dzielą los Jezusa, dlatego mają udział w Jego chwale i radości. To Jezus nie był w nich przyjęty, dlatego On ich przyjmie na wieki.

Dziś obchodzimy radosną Uroczystość Wszystkich Świętych. Jutro dzień modlitwy za tych, których dusze są jeszcze w czyśćcu – zaduszki. Pamiętajmy o tym, że modlitwa za dusze zmarłych jest jednym z naczelnych obowiązków naszych, jako chrześcijan, katolików. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7) – powiedział Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Modlitwa za zmarłych jest wyrazem naszej miłości dla nich, miłosierdzia i – dobrze zrozumianej roztropności... albowiem jaką miarą odmierzacie, taką wam odmierzone będzie (Mk 4, 24). Amen.
 
 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger