stycznia 14, 2023

2. Niedziela Zwykła (A) – Człowiek ochrzczony jest chwałą Boga

stycznia 14, 2023

2. Niedziela Zwykła (A) – Człowiek ochrzczony jest chwałą Boga


Przekraczając próg Bazyliki św. Piotra w Rzymie, każdy piel­grzym, jakby instynktownie, kieruje swój wzrok ku słynnej
Glorii Berniniego. Dzieło to stanowi swoistą nastawę ołtarzową skomponowaną z okna – witrażu przedstawiającego Ducha Świę­tego w tradycyjnej postaci gołębicy oraz pozłacanych ludzkich i anielskich figur – mieszkańców nieba. Jeszcze do niedawna to właśnie "okno" było miejscem, gdzie umieszczano podczas kano­nizacji wizerunek nowego świętego, czyli człowieka wyniesionego do chwały ołtarzy. "Chwała" w języku łacińskim znaczy "gloria".

W ubiegłą niedzielę przeżywaliśmy Święto Chrztu Pańskiego. Wydarzenie to było początkiem publicznej działalności Zbawiciela. Dziś, u początku nowego okresu liturgicznego, słowo Boże propo­nuje nam, byśmy jeszcze raz wrócili myślą do początków naszej osobistej historii zbawienia, rozważając w oparciu o teksty bib­lijne, podstawowe zadania wypływające z przyjętego przez nas sakramentu Chrztu.

Pierwszym zadaniem człowieka ochrzczonego jest walka z grzechem i ojcem grzechu, czyli Szatanem. Św. Jan Chrzciciel, wskazując w dzisiejszej Ewangelii na Chrystusa, jako zapowiedzianego Zbawiciela, nazywa Go najpierw „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Jest to prawda, która w sposób szczególny realizuje się w sakramencie Chrztu. Chrys­tus bowiem poprzez łaskę Chrztu gładzi grzech pierworodny, a jeśli jest on przyjmowany przez człowieka dorosłego, również jego grzechy osobiste przed Chrztem popełnione. Jest to jednak tylko początek walki, dokonany mocą samego sakramentu, bez naszej zasługi. Podobnie jak Chrystus, mimo iż był bez grzechu, do końca swoich dni walczył z Szatanem, tak samo każdy ochrzczony musi toczyć bój z wrogami światłości przez całe swoje życie, nie wyłą­czając decydującego momentu śmierci.

Postawmy pytanie. Dzięki czemu uczeń Chrystusa, czyli chrześcijanin, może walczyć i odnieść ostateczne zwycięstwo nad grzechem? Odpowiedź znajdziemy w dzisiejszej Ewangelii. Jan Chrzciciel, dając świadectwo o zstąpieniu na osobę Mesjasza Ducha Świętego, mówi, iż Chrystus jest Tym, „który chrzci Du­chem Świętym” (J 1,33). Moc Ducha Świętego, którego otrzymu­jemy na Chrzcie świętym, jest Darem uzdalniającym nas do walki ze złem. Zadanie, jakie wypływa z tego Daru, to ciągła współpraca z Nim, czyli, innymi słowy, życie w świetle i mocy Ducha Świę­tego. Wielu współczesnych ludzi, zwłaszcza młodych, odkrywa i przeżywa na nowo prawdę o stałej obecności i działaniu Ducha Świętego w życiu chrześcijanina. Znajduje to wyraz w wielu no­wych ruchach religijnych. Nie trzeba jednak koniecznie należeć do jednego z nich, aby obecność Trzeciej Osoby Trójcy Świętej jaśnia­ła w naszym życiu, podobnie jak witraż Berniniego prześwietlony promieniami słońca w Bazylice św. Piotra. Będzie tak wówczas, gdy nie zatrzymamy się tylko na walce ze złem, ale zechcemy, w sposób aktywny, pomagać Duchowi Świętemu w Jego głównym zadaniu, jakim jest uświęcanie człowieka, Kościoła i świata.

Zadanie osobistego uświęcania się, więcej, osiągnięcia oso­bistej świętości, wypływa bezpośrednio z przyjętego przez nas sakramentu Chrztu. Gdyby ktoś nie mógł przyjąć żadnego innego sakramentu, już poprzez sakrament Chrztu otrzymałby wszystko, co jest konieczne i wystarczające do świętości. Nie dziwi nas więc, iż św. Dominik Savio, pisząc w swojej dziecięcej prostocie, rzec by można, naiwności: „Muszę, mogę i chcę, absolutnie stać się świę­tym”, nie popełnił najmniejszego błędu i nie okazał braku pokory i roztropności w formułowaniu myśli. Wyraził jedynie tę prawdę, którą św. Paweł zawarł w pozdrowieniu, z dzisiejszego drugiego czytania, skierowanym do chrześcijan korynckich, „którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i są powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana” (1 Kor 1,2). "Muszę i mogę", ponieważ zostałem ochrzczony i otrzymałem dar Ducha Świętego Uświęciciela. Czy jednak naprawdę chcę? Czy chcę absolutnie, to znaczy bezwarunkowo?

Wielu chrześcijan, nie wyłączając kapłanów i osoby zakonne, miało za "złe" św. Janowi Pawłowi II, że dokonał tylu beatyfikacji i kanonizacji, iż nie wystarcza już Glorii Berniniego, aby pomieścić wizerunki osób wynoszonych do chwały ołtarzy podczas jednej, wspólnej uroczystości. Wielu stawiało sobie pytanie, czy nie było to przesadą i brakiem roztropności? Kiedyś, tak zwana "świętość oficjalna" zarezerwowana była dla wąskiej grupy ludzi, wywodzących się zazwyczaj z duchowieństwa, arystokracji czy wręcz monarchów Kościoła i świata. Dziś na ołtarzach obok królewicza Kazimierza czcimy ubogą Karolinę Kózkównę z podtarnowskiej wsi. Obok wielkiego teologa, Tomasza z Akwinu, młodego studenta polite­chniki w Turynie, Piotra Jerzego Frassatiego. Obok Papieża Piusa X, ubogiego mnicha z krakowskiej ogrzewalni, brata Alberta Chmielowskiego. Obok wielkiej Katarzyny ze Sieny, Dziewicy i Doktora Kościoła, zwyczajną matkę rodziny, Giannę, która wolała umrzeć, aniżeli stracić swoje kolejne, nienarodzone jeszcze dziec­ko. Dlaczego jest ich tylu, tak różnorodnych, jakże często nam współczesnych? Aby pokazać, że chcąc, można stać się świętym, nawet w tym świecie, który świętość, świętych, ich relikwie i kult najchętniej odstawiłby do lamusa historii Kościoła.

Świętość bowiem nigdy nie przestanie być podstawowym zadaniem człowieka ochrzczonego, choć z drugiej strony zawsze pozostanie niezgłębionym darem Boga. Boga, który objawia swoją chwałę, jak mówi św. Ireneusz, w każdym człowieku żyjącym, ale przede wszystkim w człowieku ochrzczonym, który powinien, może i chce stać się świętym. I dlatego...

To zbyt mało być człowiekiem ochrzczonym!

To zbyt mało być ojcem, matką, siostrą zakonną, kapłanem a nawet biskupem!

To zbyt mało!

Trzeba być świętym. Trzeba chcieć być świętym!

 

stycznia 07, 2023

Święto Chrztu Pańskiego (A) - Ten jest mój Syn umiłowany

stycznia 07, 2023

Święto Chrztu Pańskiego (A)  - Ten jest mój Syn umiłowany


Liturgia dzisiejszej niedzieli zaprasza nas do tego, abyśmy w postawie wiary rozważyli wydarzenie Chrztu Jezusa, które opi­suje Ewangelista Mateusz, podobnie jak to czynią inni dwaj syno­ptycy: Marek i Łukasz. Kościół dzisiaj uroczyście celebruje to święto, obficie zastawiając stół Słowa Bożego, abyśmy głębiej wni­knęli w znaczenie owego wydarzenia.

Chrzest Jezusa, w swoim głębokim znaczeniu, jest kontynu­acją Uroczystości Objawienia Pańskiego. Jest chwilą rozpoczęcia publicznej działalności Mesjasza. Jest on decydującym etapem objawienia się Jezusa Chrystusa światu jako Syna Bożego. Wyda­rzenia związane z Jego narodzeniem są już odległe, zachowywane tylko w sercach nielicznych bohaterów tamtych dni. Trzydzieści lat ciszy i ukrytego życia pozwoliły Jezusowi wzrastać w łasce u

Pana Boga i u ludzi. Okres życia przed chrztem, jak mówi staro­żytny autor, ukazuje nam Jego człowieczeństwo, we wszystkim podobne do naszego (Meliton z Sardes). Chrzest więc zamyka okres ukrytego życia Jezusa, Jego stawanie się podobnym do lu­dzi, i otwiera nowy, w którym ukaże się On światu jako Zbawiciel posłany przez Boga.

"Na początku publicznego życia Jezus przyjmuje chrzest od Jana w Jordanie. Jan głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Tłum grzeszników - celnicy i żołnierze, faryzeusze i saduceusze oraz nierządnice - przychodzi, aby być ochrzczonym przez niego. Wtedy przyszedł Jezus. Jan Chrzciciel waha się, Jezus nalega: przyjmuje chrzest. Wówczas Duch Święty w postaci gołębicy zstępuje na Jezusa, a głos z nieba ogłasza: Ten jest mój Syn umiłowany. Jest to objawienie się, «Epifania» Jezusa jako Mesjasza Izraela i Syna Bożego" (Katechizm Kościoła Katoli­ckiego, 535).

Wydarzenie Chrztu Jezusa inauguruje nowy etap Jego życia. Zostaje oficjalnie przedstawiony światu przez Ojca jako Mesjasz, który mówi i działa w Jego Imieniu, objawiając przy tym szcze­gólny autorytet. Jest to początek publicznej misji oraz głoszenia Dobrej Nowiny z mocą, która będzie zadziwiać uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Rozpoczyna się więc czas Jezusa jako czas szcze­gólnej laski Bożej, jako czas wypełnienia się obietnic oraz Bożego planu zbawienia. Razem z Janem Chrzcicielem odchodzi czas proroków. Rozpoczyna się czas Chrystusa i Jego Kościoła.

Skąd tak wielkie znaczenie tego wydarzenia? Ważność Chrztu Jezusa, poza objawieniem Ducha Świętego, złączona jest z uroczystą proklamacją Ojca: "Ten jest mój Syn umiłowany" (Mt 3,17). Ten, który stał się Sługą, jest ogłaszany Synem (por. Iz 40,2). "Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię" (Flp 2,9). Jezus z Nazaretu - Chrystus jest pełnią Objawienia: nie ma już blasku gwiazdy, ale sam głos Ojca, który ogłasza ludziom, kim On jest: umiłowanym Synem Ojca. Jezus wyrażał sens tej deklaracji, zwracając się nieustannie do Ojca słowami: Abba, Ojcze! Ewangelia ukazuje nam ten nieprzerwany dialog z Ojcem w łonie Trójcy Przenajświętszej. Cała nasza wiara jest zakotwiczona w tej świadomości Jezusa. On nas zbawia, ponieważ jest Synem Bożym. Czyni nas przybranymi dziećmi Boga, ponieważ stał się naszym bratem.

Konsekwencją tego wydarzenia są słowa Ojca: "Jego słu­chajcie!" (Mk 9,7). Z tymi sami słowami Bóg Ojciec zwróci się do uczniów Chrystusa na Górze Tabor. Mamy słuchać Jezusa, do którego każdy z nas przez chrzest zostaje sakramentalnie upodo­bniony. Powinniśmy wejść w tę tajemnicę pokornego uniżenia się i skruchy, zstąpić do wody z Jezusem, aby wyjść z niej razem z Nim, odrodzić się z wody i Ducha, aby w Synu stać się umiło­wanymi dziećmi Ojca i wkroczyć w nowe życie (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 537).

Mamy słuchać Jezusa, który także dzisiaj mówi do nas w swojej Ewangelii, ponieważ mówi do nas w imieniu Ojca. A słu­chać Go nie oznacza tylko uważać na Jego słowa, ale przede wszystkim uwierzyć w Niego i przyjąć Go jako Pana i Zbawiciela. Osoba Jezusa Chrystusa jest dla każdego człowieka ciągle pona­wianym zaproszeniem do nowego życia.

Ten Jezus, który przyszedł do Jana w pokorze i ukryciu, jest tym samym, który przedziwnie w znakach chleba i wina przy­chodzi do nas w tym zgromadzeniu. Przyjmijmy Go dzisiaj z tymi samymi słowami, z którymi przyjął Go wtedy Jan Chrzciciel nad Jordanem: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata" (J 1,29).

 

stycznia 05, 2023

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) - Pokłon mędrców ze Wschodu

stycznia 05, 2023

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) - Pokłon mędrców ze Wschodu



Uroczystość Objawienia Pańskiego przynosi ze sobą wiele treści. Mamy temat rozumienia zbawienia u Żydów, jednocześnie jest pokazana powszechność zbawienia - oto zbawienie nie jest zare­zerwowane tylko dla Narodu Wybranego, ale również obejmuje pogan. Święto to chce także nam pokazać inny sposób poznania Boga, że Boga możemy poznać także poprzez porządek natural­ny, nie tylko poprzez wiarę. Sam intelekt, zdrowy, niezwichrowany jest także w stanie dojść do pierwszej przyczyny całego kos­mosu. Mamy również dość ważny temat: obrazu samego Boga.

Pod te wszystkie elementy naczelnego tematu, jakim jest objawienie Boga poganom, czyli nam wszystkim, którzy nie jesteśmy Żydami, podprowadzają nas trzej Magowie. I chciał­bym razem z Wami wspólnie im poświęcić trochę uwagi, bo naprawdę zasługują na to. Kim byli ci tajemniczy trzej Mędrcy? Otóż trzeba powiedzieć, że nie dużo o nich wiemy, pobożność chrześcijańska nadała im imiona: Kacper, Melchior i Baltazar. Ale tak naprawdę wiemy o nich tylko tyle, że przybyli ze Wscho­du. Najprawdopodobniej z Persji. Bez wątpienia byli to mądrzy .udzie, oni z samych znaków naturalnych, z układów konstelacji gwiezdnych doszli do przekonania, że wydarzy się coś niezwy­kłego. Udali się w drogę swojego życia, bo to była podróż długa : niepewna. Przyszli do Żydów, jako do swoistych ekspertów od zbawienia. Zadali Herodowi, królowi żydowskiemu, nastę­pujące pytania: „Gdzie się narodził Bóg? Gdzie i kiedy?".

Herod zwołał wszystkich znawców Tory i otrzymał właści­wą odpowiedź. Żydzi bowiem wiedzieli, gdzie i kiedy narodził się Mesjasz. I podają Magom ze Wschodu termin i miejsce. W tym momencie odkrywamy niezwykłe napięcie, ponieważ Żydzi mają inne wyobrażenie Mesjasza, którego oczekują. Ten Mesjasz, który rodzi się w Betlejem nie odpowiada ich oczeki­waniom. Oni czekają na Mesjasza, który ich wyzwoli, albo z ów­czesnej okupacji rzymskiej, albo babilońskiej, albo egipskiej. Może mieli nadzieję, że staną się jakimś super mocarstwem, militarnym czy ekonomicznym? Takiego chcieli Boga, takiego chcieli wyzwoliciela.

Trzej Mędrcy, kiedy otrzymują odpowiedź na pytanie, gdzie się Bóg rodzi, udają się do Betlejem. „Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją" - czytamy w zapisie Mateu­sza. „Upadli na twarz i oddali Mu pokłon". W kulturze noma­dów oddać komuś pokłon, oznaczało uznać go za Boga. Trzej Mędrcy uznają Boga w tym Jezusie narodzonym w Betlejem, w pasterskiej grocie, w ubóstwie, wśród zwierząt. Rzecz niezwy­kła, naprawdę godna podziwu, bo oni dochodzą do tego przez poznanie naturalne. Bóg objawia się poganom, to znaczy nie trzeba już przynależeć do Narodu Wybranego. Nie są ważne elementy przynależności grupowej, czy etnicznej, ale zaczyna liczyć się inny wymiar.

Oni poprzez poznanie naturalne dochodzą do odkrycia, że Jezus jest Bogiem. W tym miejscu, dla tych trzech Mędrców z Persji, zaczyna się wewnętrzna pielgrzymka. Bo to, że poko­nali taką drogę, że wystawili się na taką niepewność, to jest mało w stosunku do tego, co zastają w Betlejem. Oto przed ich oczyma jest Bóg, ale nie taki, jakiego spodziewali się uj­rzeć. Owa inna droga pokazuje nam, że oni rzeczywiście uznali w Jezusie Boga i rzeczywiście Go spotkali, nie słuchają bowiem już nikczemnego Heroda, który też miał właściwą wiedzę, lecz nie potrafił z niej skorzystać. W drodze powrotnej omijają go i inną drogą udają się do swojej ojczyzny.

Uroczystość Objawienia Pańskiego w tradycji chrześcijań­skiej to święto starsze i kiedyś nawet bardziej celebrowane niż samo Boże Narodzenie. Ono upamiętnia wejście narodów po­gańskich do Kościoła, pokazuje, że Kościół, ta nowa Synagoga, nie jest już tylko sprawą Narodu Wybranego, ale wspólnota Kościoła jest uniwersalna i powszechna. Święty Paweł napi­sze: „odtąd już nie ma Żyda, ani Greka, nie ma niewolnika, ani człowieka wolnego, ani kobiety, ani mężczyzny". Nie liczy się rasa, płeć, ani edukacja.

Wolno zauważyć, że nigdzie nie jest powiedziane, że Mędrcy byli dobrze wyedukowani, że byli uczeni. Jednakże okazali się mądrzy! A kto według Biblii jest mądry? Mądry to taki czło­wiek, który ponad wszystko szuka Boga. I oni byli rzeczywiście szczęśliwi, bo być szczęśliwym, to znaczy mieć w sobie głód Boga. Dlatego, drodzy Bracia i drogie Siostry, życzę Wam prze­de wszystkim dzisiaj, abyście zawsze mieli w sobie głód Boga. Poszukiwanie Boga wskazuje (tak jak u Mędrców), że musimy nieustannie zmieniać obraz Boga, który nosimy w swojej jaźni czy w swoim sercu. To nie jest ten Bóg, którego sobie wyob­rażamy, to nie jest ten prawdziwy Bóg, który nam się dzisiaj objawia. Pomyślmy tylko o szoku, jakiego doznali trzej Mędrcy, kiedy przyszli do Betlejem i w jakiejś ubożuchnej grocie znaleźli niemowlę. Ale uznali w Nim Boga.

Na naszych drogach życia często zjawiają się różni królowie, różni Herodowie, którzy chcą nas omamić i zabić w nas głód Boga. Święty Paweł słusznie pisze, że to w Nim żyjemy, porusza­my się i jesteśmy. Jak ważne jest, abyśmy dzisiaj, w Uroczystość Objawienia Pańskiego radowali się, że Bóg nam się objawia, że nie musimy słuchać wróżek, jakichś fałszywych przepowiedni, różnych naprawiaczy tego świata, tylko mamy rzeczywiście prawdę, która nam się odsłania.

Święty Ambroży pisze tak: „Bóg nie zwraca uwagi na to, co mu dajemy, lecz raczej na to, co zachowujemy jeszcze dla siebie". Trzej Mędrcy dali Bogu to, co mieli: dali Mu złoto, ka­dzidło i mirrę. Złoto to symbol bogactwa widzialnego, pewna posiadłość, majętność. Kadzidło to symbol Boga, to modlitwa wznosząca się do nieba. Mirra to maść, to lekarstwo na rany naszego życia, na nasz ból. W ten sposób ludzkość składa Bogu w darze w zasadzie wszystko to, co stanowi jej egzystencję, co jest owocem naszej pracy, naszych pragnień, naszych cierpień.

Idźmy i my razem z Mędrcami do żłóbka betlejemskiego i odkryjmy tego Boga, który nam się objawia. Nie tego, które­go może chcielibyśmy, aby nam się objawił, ale miejmy w sobie tę moc i odwagę, żeby i uradować się Tym, który chce nas uszczęśliwić.

 

 

grudnia 24, 2022

Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (A) - Msza w dzień - Radość Bożego Narodzenia

grudnia 24, 2022

Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (A) - Msza w dzień - Radość Bożego Narodzenia

"Zabrzmijcie radosnym śpiewem..."
(Iz 52,9) - wznosi się dziś wołanie Izajasza. Radujemy się z Bożego Narodzenia. Jedni cieszą się z prezentów, które otrzymali na gwiazdkę. Inni, ponieważ mają jeszcze jeden dzień wolny i mogą odpoczywać do woli, odwie­dzać przyjaciół albo oglądać bez końca telewizję. Jeszcze inni cie­szą się pokojem i rodzinnym nastrojem tych świąt. Wszystkie te motywy radości są dobre. Wiemy jednak, że radość taka nie jest trwała i skończy się, gdy miną jej przyczyny: znudzą się prezenty, wrócą dni ciężkiej pracy, rozwieje się świąteczna atmosfera. Co pozostanie z radości? Jedynie wspomnienie.

Jaki jest powód radości, która mogłaby trwać zawsze? Izajasz kończy swoją frazę: "Zabrzmijcie radosnym śpiewem, wszystkie ruiny Jeruzalem! Bo Pan pocieszył swój lud, odkupił Jeruzalem" (Iz 52,9). Św. Paweł powiada zaś: "Radujcie się zawsze w Panu; :cze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie liana wszystkim ludziom: Pan jest blisko!" (Flp 4,4-5). Oto pewny i niezawodny powód trwałej radości: Pan jest blisko! Dziś radujemy się jak pasterze z Betlejem, którzy ujrzeli chwałę Pana w prostocie żłóbka. Dziś uradujemy się jeszcze bardziej, gdy przyj­miemy Go w Komunii Świętej, mając nadzieję na radość doskonałą, gdy Pan nadejdzie w ostatnim dniu.

Jeśli Boży Syn jest pomiędzy nami, jeśli wszyscy to wiedzą, to dlaczego na świecie jest tylu smutnych? Dlaczego wielu płacze, utraciwszy nadzieję? Dlaczego nie ma w nich radości Bożego Narodzenia?

Przybycie gościa cieszy, jeśli spełnione są dwa warunki. Wpierw musimy znać przychodzącego, wiedzieć, kim jest, jaka jest jego godność. Gdy zatrzymamy się na zewnętrznych pozorach, powierzchowności, pozycji społecznej albo nazwisku, łatwo mo­żemy kogoś nie docenić i nie rozpoznać. Nie ucieszymy się jego przyjściem, uznając za godnego przyjęcia z radością tylko tego, komu towarzyszy hałas, splendor i kto przynosi bogate dary. Abraham przyjął do swojego namiotu tylko trzech zmęczonych wędrowców. Nie licząc na nic, cieszył się ich przyjściem i podjął ich tym, co miał najlepszego. Jego otwartość na przychodzącego i gościnność została nagrodzona. Rozpoznał w nich aniołów, którzy zwiastowali mu radość nieogarnioną: "za rok o tej porze będziesz miał syna" (Rdz 18,10).

A my, czy znamy Pana, który przychodzi. Czy wiemy, kim jest? Czy nie myli nas pozór szopy? To nie Dzieciąteczko z tęsknej kolędy; nie ubogi "Jezusik", milutki jak maskotka - to wszechpotężny Pan, Bóg, Słowo Wcielone, który wraz z człowieczeń­stwem przyjął na siebie ludzką biedę fizyczną i duchową, aby nas z niej wyzwolić. "Na świecie było Słowo, a świat stał się przez nie, lecz świat go nie poznał' (J 1,10). Dzisiejsze święto jest dla nas wezwaniem do poznawania Bożego Syna. On objawia się w całej pełni na kartach Pisma Świętego. Mówi o sobie wszystko. Wy­starczy sięgnąć po tę Księgę, czytać i medytować. Nie potrzeba wiele czasu, by wsłuchując się w słowa Jezusa, przewędrować z Nim od betlejemskiej stajenki do Wieczernika. Tu można poznać Jego wielkość i ogrom Jego miłości, która kazała Mu dać całego siebie nam. Potem staniemy pod krzyżem i zobaczymy, że Dar z wieczernika nie był tylko symbolem, ale rzeczywistością. I nowa radość wypełni nasze serca, gdy staniemy u pustego grobu, pełni nadziei na nasze zmartwychwstanie. Nie zatrzymujmy się na obrazie szopki. Idźmy za Jezusem, aby poznać Jego miłość i z radością na nią odpowiedzieć.

Drugim niezbędnym warunkiem radości z przyjścia gościa, jest ten: być przygotowanym. Zazwyczaj nie jesteśmy zadowoleni, jeśli ktoś przychodzi nie w porę, gdy dom nie posprzątany a my nie jesteśmy ubrani odświętnie. Sądzę, że przychodzący Pan Jezus nie oczekuje posprzątanych domów ani odświętnego odzie­nia, ale czystych serc ozdobionych łaską. Tu już nie poczucie smaku wprawia nas w zakłopotanie, ale wyrzut sumienia jest powodem smutku. Pan nie przychodzi nieproszony. "Słyszysz?! Twoi strażnicy podnoszą głos, razem wznoszą okrzyki radosne..." (Iz 52,8). Oni z radością zapowiadają nadejście Pana. Jeszcze mamy możliwość przygotować się i zaprosić Go. Czy nie zamilkli strażnicy naszych serc? Obudźmy ich - niech wołają radośnie! Przebudzenie może być nieprzyjemne. Trzeba będzie przyznać się do wielu błędów i słabości. Trzeba będzie przyjąć prawdę, że przespaliśmy już wiele czasu łaski. Wystarczy jednak szeroko otworzyć okna naszych serc, aby promienie wschodzącego Słońca rozgrzały to, co zziębnięte i wystygłe. W świetle Chrystusa nasze twarze rozpromienieją radością.

Jeśli znamy już Gościa, jeśli zaprosiliśmy Go do siebie, jeśli jesteśmy przygotowani, możemy wyjść Mu naprzeciw i wpro­wadzić Go w nasze życie. Razem przeżywać będziemy radość nieprzemijającą. Dziś świat jest smutny, bo wciąż powtarza się prawda, że Pan "przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przy­jęli" (J 1,11). A my? Czy przyjęliśmy Go naprawdę? Czy napełnia nas radość? "Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy" (J 1,14).

Więc "radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! [...] Pan jest blisko!" (Flp 4,4-5) - oto moje życzenia. Zechciejcie przyjąć je w dzień Bożego Narodzenia! AMEN.



grudnia 24, 2022

Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (A) - Msza w dzień - Przedziwna wymiana natur

grudnia 24, 2022

Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (A) - Msza w dzień - Przedziwna wymiana natur


Spójrzmy na tajemnicę Bożego Narodzenia poprzez paradygmat wymiany. Uczynimy to w trzech krótkich punkach: Wcie­lenie, wymiana i konsekwencje. Dwa pierwsze czytania (wzięte ze Starego Testamentu i z Listu do Hebrajczyków) wzywają nas wszystkich do radości, ponieważ oto przychodzi do nas Bóg i my pozwalamy Mu się odnaleźć. Bo w życiu jest tak, że to Bóg nas szuka, a nie my szukamy Boga.

Niekiedy mówimy: szukam Pana Boga. Nic podobnego! Pan Bóg pozwala się odnaleźć tym, którzy Go szukają, ale On jest inicjatorem, On jest Tym, w którym jest cały początek. Natomiast Ewangelia, która stanowi pierwszy rozdział zapi­su św. Jana, jest taka trudna, enigmatyczna, zresztą wszyst­kie pisma Janowe w Nowym Testamencie są tajemnicze, misteryjne. Na dwadzieścia siedem ksiąg Nowego Testamen­tu, pięć ksiąg wyszło spod pióra Jana: właśnie Ewangelia, trzy Listy Janowe i ostatnia Księga Nowego Testamentu, czyli Apokalipsa, która jeszcze bardziej jest enigmatyczna i trudna do zrozumienia.

Otóż św. Jan w dzisiejszej Ewangelii wypowiada hymn ; Logosie. Możemy się domyślać, i słusznie, że tym Logosem «st odwieczne Słowo Boże. Oczywiście ta Ewangelia, która sama w sobie jest trudna, ma też wiele takich jasnych miejsc, jak na przykład to, że Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami. „Zamieszkało między nami" w greckim orygi­nale znaczy tyle, co: „rozbiło między nami namiot". Kiedy po­wstawała ta Ewangelia, starożytni Judejczycy, jako nomadzi, nie prowadzili osiadłego trybu życia, tylko zatrzymywali się : rozbijali namioty tam, gdzie były pastwiska dla zwierząt ho­dowlanych, a więc pojęcie mieszkania jednoznacznie wiązało się z namiotem. Dla ludzi współczesnych autorowi Ewangelii, dziewiętnaście wieków temu, ta sytuacja była absolutnie jasna i zrozumiała.

I tu jest ten pierwszy moment - Wcielenie. Bóg staje się czło­wiekiem. To jest właściwość tylko chrześcijaństwa, która nie wy­stępuje w żadnym innym systemie wiary na świecie - Bóg staje się jednym z nas. Co to oznacza? To jest właśnie istota tajemnicy betlejemskiej, Bóg przyjmuje naszą ludzką naturę. A jaka jest nasza ludzka natura? No, sami wiemy jaka: jesteśmy słabi, ograniczeni, zawistni, chciwi. Jest w nas wiele zła, złej woli i to nie tylko wobec drugiego, ale i wobec nas samych, czasami głęboko w nas tkwi (wywiedzionych z dzieciństwa czy nabywanych w życiu ontologicznym) wiele różnych zranień: nie kochamy siebie, nie akceptujemy, odnosimy się sami do siebie z pogardą. Ale pamiętajmy, nawet jeśli oskarża nas nasze własne serce, to Bóg jest większy od naszego serca. I oto taką ludzką naturę przyjmuje Bóg, to odwieczne Słowo.

Punkt drugi to wymiana. To nie jest dalszy ciąg nocy bet­lejemskiej, to nie jest tylko przyjęcie naszej ludzkiej natury przez Boga, ale dotknięcie istoty Bożego Narodzenia, czyli wymiany. Starożytni Ojcowie Kościoła używali takiego ter­minu jak admirabile comercium, czyli przedziwna wymiana. Na czym polega ta wymiana? Otóż Bóg przyjmuje nie tylko naszą ludzką naturę, ale obdarza nas swoją, to oznacza, że my w Jego naturze mamy udział w Bogu i te wszystkie nasze sła­be złe strony stają się przeniknięte Bożym Duchem, stają się przemienione. Istotą Bożego Narodzenia jest to, że Bóg staje się człowiekiem, a jednocześnie wprowadza nas do wspólnoty z Bogiem. Otrzymujemy naturę Boską, oczywiście na tyle ta natura Boska w nas zaistnieje, na ile jesteśmy w łączności z łaską Bożą.

Kiedy spoglądamy na wydarzenie w Betlejem, to życzmy sobie, żebyśmy byli jak ci pasterze. Co cechowało pasterzy? Byli czujni, reszta spała. Człowiek, który śpi, jest poza świa­tem, jest w swojej iluzji, a prawdziwy świat to tylko realny świat Boży.

Chciejmy zatem, jak pasterze, być ludźmi czuwającymi. Aby Bóg, który przychodzi właśnie w ubóstwie, przychodzi w wy­gnaniu, przychodzi w brzemiennej kobiecie, przychodzi w sła­bości, okazał się również naszym Bogiem. Bo ta istota Bożego Narodzenia, ta przedziwna wymiana dokonuje się wtedy, jeśli jesteśmy na nią otwarci, jeśli pozwolimy się Bogu znaleźć, jeśli mamy prawdziwe wyobrażenie Boga, Boga Objawienia, Boga judeochrześcijan. Bo nasz Bóg jest z tymi, którzy są uciskani, z tymi, którzy są słabi, z tymi, którzy łakną i oczekują zbawie­nia, z tymi, którzy pragną lekarza.

Niech zatem tajemnica Bożego Narodzenia, tajemnica tak radosna, tak niepojęta, będzie i naszym udziałem, niech w nas będzie nadzieja, niech w nas będzie radość, niech w nas będzie moc, bo oto nie tylko jesteśmy stworzeni, po­wołani z nicości do bytu, do życia, ale jesteśmy poprzez tę tajemnicę groty betlejemskiej we wspólnocie, we wspólnocie Boga-Człowieka. AMEN

 

 

grudnia 24, 2022

Uroczystość Bożego Narodzenia - Pasterka - Jezus - światło

grudnia 24, 2022

Uroczystość Bożego Narodzenia - Pasterka - Jezus - światło


"Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło" - mówi pro­rok Izajasz. Co to jest światło? Światłem potocznie nazywa się widzialną część promieniowania elektromagnetycznego, czyli promieniowanie widzialne odbierane przez siatkówkę oka ludzkiego. Jest światło naturalne i sztuczne. Aktualnie mówi się o rewolucyjnym przełomie w medycynie, który ma polegać na zastosowaniu techniki biotron, czyli leczeniu naturalnym światłem. Terapia światłem, naturalną jego mocą, przynosi ponoć zadziwiające efekty.

W Ewangelii jest mowa o światłości. Światłość to natężenie światła, to wielkość określająca ilość światła wychodzącego z emitującego je źródła. Z Betlejem idzie potężne natężenie światła, abyśmy rozeznali prawdę Boga, prawdę człowieka i prawdę o świecie. Anioł rzekł do pasterzy: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całe­go narodu; dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan".

Uroczystość Bożego Narodzenia nie była znana przed IV wie­cie m. Przez pierwsze trzy wieki Kościół obchodził jedynie datę Zmartwychwstania Chrystusa. Ewangelie nie zajmują się bliżej dokładnym ustaleniem dnia narodzin Chrystusa. Kościołowi antycznemu wystarczała sama znajomość faktu narodzin Zba­wiciela i przebieg wszystkich wydarzeń związanych z osobą Jezusa Chrystusa. Natomiast chrześcijanie pochodzący z kul­tury hellenistycznej przywiązywali duże znaczenie do daty narodzin. Dzień 25 grudnia, jako data liturgicznych obcho­dów Święta Narodzenia Chrystusa, jest raczej symbolicznym ustaleniem kalendarzowym. Impulsem do powstania osobne­go święta liturgicznego Narodzenia było oświadczenie Soboru w Nicei (325 r.), że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Jezus Chrystus nie jest mitem, ani ponadczasową ideą, ani też ahistorycznym tworem pierw­szej wspólnoty chrześcijańskiej. Jezus jest postacią historycz­ną w pełnym tego słowa znaczeniu. Mamy więc do czynienia z historią Jego życia, słów, czynów, zachowań, doktryny, śmier­ci na krzyżu, zmartwychwstania i wniebowstąpienia. Na tym pierwszym poziomie Jezus może i powinien być pojmowany historycznie - tak jak Go ujmują na przykład ateiści czy nie­chrześcijanie. Stąd nie wolno zaniedbywać analizy przestrzeni historyczno-krytycznej istnienia Jezusa. Z kolei na drugim poziomie, konkretna historia Jezusa stanowi sama w sobie Ob­jawienie Boga i jest realizacją tajemnicy zbawienia. Objawienie jest tutaj darem Trójjedynego i może być uchwycone jedynie przez intelekt, aczkolwiek wsparty wiarą.

Objawienie chrześcijańskie ma charakter historyczny, to znaczy dokonało się poprzez fakty i wydarzenia historyczne, które tworzą razem jedną ekonomię zbawienia. Centralnym wydarzeniem owej ekonomii jest Jezus Chrystus, prawdziwy historycznie człowiek, a zarazem prawdziwy Bóg. Przez Niego dokonało się zbawienie świata. Warto tu pamiętać o integral­nym podejściu do Jezusa Chrystusa, gdyż rozróżnienie - spoty­kane jeszcze względnie często - pomiędzy Jezusem historii (ży­jącym, nauczającym i działającym w Palestynie) a Chrystusem kerygmatu i wiary pierwszej gminy, jest jedynie zabiegiem me­todologicznym i negatywnym produktem egzegezy liberalnej twierdzącej, że między tymi postaciami nie ma identyczności, łączności i kontynuacji.

Niejednokrotnie próbowano z osoby Jezusa zrobić mit czy bajkę. Jednakże łatwiej jest z jakiejkolwiek innej postaci histo­rycznej uczynić przekaz legendarny, niż z Chrystusa. Stoi On bowiem pośrodku historii świata nazbyt wyraźnie i stanowi nie tylko granicę liczenia czasu (wszystko, co przed Chrystu­sem jest datowane „przed naszą erą", wszystko zaś po Jego narodzinach uznawane jest jako czas „naszej ery"), lecz jest normą ludzkiej egzystencji. Gdybyśmy nawet nie mieli tych niezliczonych dziejowych świadectw i pomników, które stwier­dzają wprost rzeczywiste istnienie Mistrza z Nazaretu, to już samo Jego dzieło, czyli chrześcijaństwo i Kościół są wystarczającymi dowodami, aby usunąć wszelką wątpliwość co do Jego rzeczywistego istnienia. Mimo tych argumentów, dokonamy jednak spokojnej prezentacji istniejących pamiątek historycz­nych, jakie uwiarygodniają życie i osobę Jezusa.

„W nim było życie, a życie było światłością ludzi. Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat". Werset ten mówi o Panu Jezusie, który tak świadczył o sobie: .Ja jestem światłością świata". On jest prawdziwą światłością. Nie ma nikogo podobnego do Niego. Każdy wierzący również powinien być światłem w tym świecie, a także drogowskazem do prawdziwej Światłości dla ludzi, którzy żyją w ciemności, daleko od Boga. Jako wierzący chrześcijanie swoim postępo­waniem powinniśmy świecić niby lampa (Mt 5, 14-16).

Od dwudziestu wieków ta radosna nowina płynie z serca Kościoła. W tę świętą noc Anioł powtarza nam, kobietom i męż­czyznom: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką (...): dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel" (Łk 2, 10-11). Przygotowywaliśmy się do przyjęcia tych pocieszających słów podczas Adwentu: uobecnia się w nich «dzisiaj» naszego odkupienia. Tak, Syn Boży, współistotny Ojcu, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, zrodzony z Ojca, przyjął ciało z Dzie­wicy i stał się człowiekiem. Narodził się w czasie. Bóg wkroczył w historię. W tym niepowtarzalnym «dzisiaj» wieczny Bóg stał się uczestnikiem codziennej rzeczywistości ludzkiej.

Na te słowa również my padamy na kolana w adoracji Syna Bożego. Łączymy się duchowo z pełnym zachwytu zdumieniem Maryi i Józefa. Adorując Chrystusa narodzonego w grocie, rów­nież my w tę świętą noc napełnijmy się pełną uwielbienia wiarą tamtych pasterzy, zaznajmy tego samego zadziwienia i tej sa­mej radości. Trudno nie poddać się wymowie tego wydarzenia. Stajemy w zachwycie. Jesteśmy świadkami miłości, która łączy wieczność z historią. To «dzisiaj» otwiera czas radości, czas nadziei, gdyż „Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza" (Iz 9, 5), jak czytamy w Księdze proroka Izajasza.

U stóp Słowa Wcielonego składamy radości i troski, łzy i nadzieje. Tylko w Chrystusie, nowy człowiek, tajemnica bytu ludzkiego znajduje prawdziwe światło. Z Apostołem Pawłem rozważamy chwilę, kiedy w Betlejem „ukazała się [...] łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom" (Tt 2, 11). Z tego powodu, w noc Bożego Narodzenia w każdym zakątku Ziemi, rozbrzmiewają radosne śpiewy we wszystkich językach świata.

Tej nocy na naszych oczach dokonuje się to, co głosi Ewan­gelia: „Tak [...] Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, [...] miał życie wiecz­ne" (J 3,16). Syna swego Jednorodzonego! Tyś jest Chrystus, Syn Boga Żywego, który się narodził w betlejemskiej grocie! Po dwóch tysiącach lat ponownie przeżywamy tę tajemnicę jako wydarzenie jedyne i niepowtarzalne. Wśród wielu synów ludzkich, wśród wielu dzieci, które w ciągu wieków przyszły na świat, tylko Ty jesteś Synem Bożym. Twoje narodzenie w nie­wypowiedziany sposób zmieniło bieg ludzkiej historii.

Oto prawda, którą tej nocy Kościół przekazuje trzeciemu tysiącleciu. Wy wszyscy, którzy przyjdziecie po nas, zechciejcie przyjąć tę prawdę, która całkowicie zmieniła dzieje człowieka na Ziemi. Od tamtej betlejemskiej nocy ludzkość jest świa­doma, że Bóg stał się człowiekiem; stał się człowiekiem, by uczynić człowieka uczestnikiem swej Boskiej natury. Ty jesteś Chrystus, Syn Boga Żywego! Przyszedłeś, aby na życie ludzkie rzucić światło przez Ewangelię. Kościół wita Cię i razem z Tobą chce wkroczyć w kolejny rok. Tyś jest naszą nadzieją. Jedynie Ty masz słowa życia wiecznego. AMEN.

 

 

grudnia 24, 2022

Homilia na Uroczystość Narodzenia Pańskiego (A) - Pasterka - Światło, które oświeca każdego człowieka

grudnia 24, 2022

Homilia na Uroczystość Narodzenia Pańskiego (A) - Pasterka - Światło, które oświeca każdego człowieka


Jedyna noc roku. Święta noc. Noc, na którą czekaliśmy cały rok. Noc, w czasie której wypełniają się słowa Izajaszowego pro­roctwa o ciemnościach i świetle. Oto bowiem
"nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło" (Iz 9,1). Niezwykłe światło, które rozprasza ciemności tej nocy. Światłość prawdziwa oświecająca każdego człowieka. Światłość rozdzierająca mroki nocy betle­jemskiej. To właśnie dzięki światłu tej nocy ludzie zostali zanu­rzeni, nieomal skąpani w blasku niewyobrażalnej jasności.

Pierwszymi, którzy ujrzeli blask nocy betlejemskiej, byli lu­dzie prości, przebywający w polu pasterze, którzy trzymali straż nocną nad swoim stadem. W ich sercach zabłysło światło. Nie tylko wokół nich światłość rozpraszała ciemności nocy. Ta świa­tłość była w nich samych, w ich wnętrzu. Światło, zapowiadane przez proroka Izajasza, weszło do ich serc.

W tym świetle był sam Bóg. On był światłem. W świat mieszkańców krainy mroków, grzechu i śmierci, weszła "światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka" (J 1,9). Nie była to jednak światłość jakiegoś nieznanego Boga. Nie był to Bóg daleki; Bóg, który pozostawił człowieka na pastwę mroku i śmierci. Był to Bóg Wcielony, który w swoim Jednorodzonym Synu przyjął ludz­kie ciało i w ten namacalny, fizyczny sposób, objawił nam swą miłość. Już wiemy, że jest to Bóg, który tak bardzo umiłował świat, że dał swojego Syna, aby ci, którzy pogrążeni byli w mro­kach śmierci i grzechu, "mieli życie i mieli je w obfitości" (J 10,10).

Dlatego też na obliczu niemowlęcia, owiniętego w pieluszki i leżącego w żłobie, jaśnieje w całej swojej piękności blask Bożego

oblicza. To Dziecko jest obrazem niewidzialnego Boga, promie­niującym zwierciadłem Jego chwały, napełnione łaską i prawdą.

Co przynosi nam dzisiaj leżące w betlejemskiej stajni Dziecię Boże? Łukasz Ewangelista zwraca naszą uwagę na dar pokoju dla ludzi, "w których (Bóg) ma upodobanie11 (Łk 2,14). Z darem pokoju złączony jest nierozerwalnie dar życia, także tego życia, które nazywamy nadprzyrodzonym. Dziś, jak uczy nas Jan Paweł II, Boża Dziecina przypomina nam, że "żadna ciemność błędu i grze­chu nie może wyeliminować całkowicie z serca człowieka światła Boga Stworzyciela" (Jan Paweł II, Veritatis splendor, 1). Nie może wymazać z serca człowieka śladów Boga, ponieważ za każdego człowieka "Jezus Chrystus wydał samego siebie, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości" (Tt 2,14).

Wobec tej tajemnicy łaski Boga, "która niesie zbawienie wszystkim ludziom" (Tt 2,11), lepiej możemy zrozumieć wołanie Papieża "nie lękajcie się", które w swojej książce Przekroczyć próg nadziei, między innymi tak oto wyjaśnia: "Nie lękajcie się Boga, który stał się człowiekiem! Chrystus jest sakramentem niewidzialnego Boga. Sakrament oznacza obecność. Bóg jest z nami. Bóg nieskończenie doskonały nie tylko jest z człowiekiem, ale sam stał się człowiekiem w Jezusie Chrystusie. Dlatego, nie lękajcie się Boga, który stał się człowiekiem" (Jan Paweł II, Prze­kroczyć próg nadziei, 27-28).

Co to znaczy nie lękać się Boga, który stał się człowiekiem? Przede wszystkim otworzyć swoje serce dla tego, który przychodzi. Otworzyć je takim, jakim ono w rzeczywistości jest. Może właśnie zagmatwane w ciemnościach błędu i grzechu. Otworzyć je, aby światło tej nocy, która oświeca każdego człowieka, rozproszyło nasze ciemności. Tylko On może nas zbawić. Oto bowiem dla nas się narodził "Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan" (Łk 2,11).

Chcemy więc prosić jeszcze raz Boga, który sprawił, że ta najświętsza noc zajaśniała dla nas blaskiem prawdziwej świa­tłości, abyśmy nigdy nie byli ludźmi zamkniętych serc i oczu na światło Chrystusa, które oświeca i rozprasza ciemności mroku, grzechu i śmierci. AMEN.


grudnia 18, 2022

4. Niedziela Adwentu (A) - Józefa lęki

grudnia 18, 2022

4. Niedziela Adwentu (A) -  Józefa lęki

Ukochani Bracia i Siostry, w IV Niedzielę Adwentu można rozważyć teksty biblijne o narodzeniu Jezusa, ale warto to uczynić w świetle drugoplanowej postaci tego wydarzenia, a mianowicie przez pryzmat św. Józefa, i to w kluczu tego słowa, które kieruje do Niego Anioł: „Nie bój się Józefie". A więc, temat naszej homilii to lęk i Józef z Nazaretu.

Pierwsze czytanie opowiada o królu Achazie i proroku Iza­jaszu. Achaz jest królem Judy i panuje w latach 732-716 przed narodzeniem Chrystusa. Ten fragment Pisma Świętego mówi o Izajaszu, gorliwym proroku, który przychodzi do Achaza i na­pomina go, wręcz namawia, aby zwrócił się do Boga. Jednakże ów król niechlubnie zapisał się w historii Izraela, ponieważ wziął sobie za żonę pogankę i wprowadził do Izraela kult po­gański. Kiedy przychodzi do niego prorok Izajasz, zachęca go do nawrócenia, do tego, aby zwrócił się do Jahwe i Jego poprosił o pomoc. Achaz odrzuca tę prośbę i zwraca się do Asyryjczyków.i wiemy, jak to się dalej potoczyło. Ostatecznie, stał się wasalem króla Asyrii.

Izajasz wypowiada słynne proroctwo mesjańskie: „Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel", do którego odwołuje się dziś Mateusz. Właśnie te słowa usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Em­manuel, to znaczy «Bóg z nami»". Mimo że często nie prosimy i nie zapraszamy Boga do naszego życia, On przychodzi i staje się Bogiem z nami. Jest zawsze z nami, bo jednym z piękniej­szych imion Boga chrześcijan jest wierność. I to proroctwo, wypowiedziane przez Izajasza w VIII wieku przed narodzeniem Chrystusa, zapisuje Mateusz.

Ewangelia przedstawia nam najpierw sytuację Józefa, który jest po zaręczynach z Maryją. W prawie żydowskim obowiązy­wały zaręczyny, które trwały rok czasu, były takim rokiem pró­by wierności, w tym czasie narzeczona dalej mieszkała w domu swojego ojca i podobnie było z Józefem i Maryją. Józef był zaręczony z Maryją i oto spostrzega, że w czasie tych zaręczyn Maryja staje się brzemienna. Nie wie, co robić, bo jedyna rzecz, której jest pewien, to ta, że nie jest ojcem tego dziecka. Według prawa rzymskiego, powinien taką sytuację zgłosić prawodaw­stwu żydowskiemu, czyli powiadomić kapłanów, żeby Mary­ja - która zaszła w ciążę poza związkiem małżeńskim - została napiętnowana.

Józef jest w szalonej rozterce, i oto ma sen, w czasie którego objawia mu się Anioł i mówi do niego tak: „Józefie, synu Da­wida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki". Można tu wspomnieć o lęku w naszym życiu. Często pojawiają się sy­tuacje związane z lękiem, strachem albo bojaźnią Bożą. Co to jest strach? Co to jest lęk? Co to jest bojaźń Boża? Strach jest obawą, która ma konkretną przyczynę, na przykład: ktoś leci samolotem, silniki odmówiły posłuszeństwa, kapitan infor­muje, co się stało, za chwilę nastąpi katastrofa. Jest konkret­na przyczyna tego strachu, może on paraliżować. Strach ma konkretny bodziec, włączający nasz układ nerwowy i ogarnia­jący naszą psychikę. Mówimy na przykład, że ktoś poci się ze strachu, albo ktoś stał się blady ze strachu. Lęk natomiast ma całkiem inną naturę. Wlęku mamy jakąś obawę, jakiś niepokój, kiedy nie znamy nawet przyczyny, na przykład jest lęk przed wojną, lęk przed głodem, lęk przed chorobą - ludzie nawet nie wiedzą często przed jaką, ale jest lęk przed chorobą. Lęk jest przed czymś nieznanym; wprowadza nas w taką paradoksalną sytuację, że my boimy się czegoś, ale nie za bardzo wiemy cze­go. Mówimy nawet, że ktoś lęka się własnego cienia. Tak więc, czym innym jest strach, czym innym jest lęk, a czym innym jest bojaźń Boża. Kiedy słyszymy pojęcie bojaźń Boża, to myślimy zamiennie albo o jakimś strachu przed Bogiem, albo o jakimś lęku. Zupełnie jednak nie o to chodzi. Bojaźń Boża właściwie rozumiana nie jest lękiem przed Bogiem, my nie mamy się Boga bać. Bojaźń Boża to obawa, aby nie utracić Boga czy też Go obra­zić! Psalm 112 powiada nam tak: „a bojaźń Boża początkiem mądrości". Otóż bojaźń Boża, tak jak rozumie to Pismo Święte, to pewien strach, ale strach żeby nie utracić Boga, a nie strach przed Bogiem.

I właśnie taką bojaźń Boga pokazuje św. Józef. On nie ro­zumie tej sytuacji, bo oto jest zaręczony z kobietą, niedługo ma być ślub i okazuje się, że Ona jest w ciąży. Jak on musiał to przeżywać! Maryja milczy, nie chce mu powiedzieć, bo z Ducha Świętego jest to, co jest w Niej, to, co się poczęło. I on, Józef, postanawia w całej swojej szlachetności i prawości po prostu oddalić się od Niej potajemnie, zostawić tę sytuację, której nie pojmuje, ani Maryi nie denuncjuje, ani nie wchodzi w roztrzą­sanie tej kwestii, bo to go przerasta. Ale ma przede wszystkim w sercu tę bojaźń Bożą, czyli On się boi, aby ze swoim porząd­kiem ludzkiego myślenia nie wszedł w sprawy Boże. Chce, aby rzeczywistość Boża istniała na pierwszym miejscu, i to jest ten strach, czy lęk, który ogarnia jego serce. I przychodzi do niego Anioł i mówi: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło"...

Achaz, który jest zaprzeczeniem postaci św. Józefa, lękał się wprowadzić Boga w swoje życie i w życie swojego narodu, zwrócił się do bożków. Nieprzypadkowo liturgia Kościoła sta­wia nam dziś przed oczami właśnie taką drugoplanową, ale jednocześnie niezwykłą postać, jaką jest św. Józef. Chodzi o to, abyśmy i my utożsamiali się ze św. Józefem. W okresie poprze­dzającym Boże Narodzenie, rozgrywa się wielki dramat w sercu tego mężczyzny. Boże Narodzenie jako piękna uroczystość po­wiązana nade wszystko z delikatnością, czułością, subtelnością, jakby unika tematu św. Józefa. Z jego osobą wchodzimy jed­nak w całą rzeczywistość Betlejem. Wolimy idyllę niż realność. Prawdziwe Betlejem powiązane jest z cierpieniem, zmaganiem, wyrzeczeniem, szukaniem woli Bożej. Jak tego brak w naszych rodzinach, w naszym życiu osobistym, społecznym i zawodo­wym. Jak św. Józef w duchu zawierzenia, w duchu tego właśnie timor Dei, tak i my powinniśmy się bać, żeby nie utracić Boga. Odkryć prawdziwą tajemnicę Bożego Narodzenia, oznacza za­prosić Maryję i Józefa. Wtedy Bóg będzie rzeczywiście z nami, wtedy spełni się Izajaszowi obietnica, że to, co się narodzi, będzie miało imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami.

Zatrzymujemy się, niestety, tylko na poziomie choinki, bom­bek, może prezentów, może paru kolęd, śpiewanych nawet nie przez nas samych, tylko puszczanych z telewizora czy innych elektronicznych odtwarzaczy. I tak naprawdę to boimy się, żeby w naszym życiu zaszło takie realne Boże Narodzenie. Chcemy Bożego Narodzenia, ale nie tego, które jest związane z Józefem, Maryją i z Jezusem, lecz ludzkich świąt, nie Bożych. Nie można żyć całe życie w iluzji i bawić się tylko w kolorowe świecidełka, to nie o to chodzi, chrześcijaństwo nie jest ideą, nie jest teorią, ale jest egzystencją do bólu i do krwi.

W kościele Mariackim w Gdańsku znajduje się piękna figura Matki Bożej wyrzeźbiona w drewnie. Nazywana jest Piękną Panią. Gdańszczanie wiążą z tą figurą legendę, wywodzącą się z odle­głego średniowiecza, kiedy jeden z obywateli Gdańska został skazany niewinnie na śmierć. Oczywiście on obstawał przy tym, że jest niewinny, ale nie mógł tego udowodnić. Rajcowie miejscy wydali zatem na niego wyrok skazujący. Zgodnie ze zwyczajem, zapytano go o jego ostatnie życzenie. Odpowiedział, że owszem, ma ostatnie życzenie. Poprosił o duży kawałek drewna i dłuta. Siedząc w celi, czekając na wykonanie wyroku śmierci, wyrzeźbił właśnie tę piękną figurę Matki Bożej. Kiedy rajcowie miejscy zobaczyli tę figurę, jaka jest piękna, stwierdzili, że ktoś, kto wy­rzeźbił coś tak doskonałego, nie może być oprawcą i złoczyńcą. Darowali mu życie i wypuścili go na wolność.

W tę IV Niedzielę Adwentu, przed Wigilią, którą będziemy jutro obchodzili w kręgu swoich rodzin, idźmy śladami Józefa i weźmy Maryję do siebie. Tę Maryję, którą odrzuca świat, dla której miejsce będzie tylko w stajni między bydlętami. Bo jeśli weźmiemy Maryję do siebie, tę brzemienną, to Boże Narodze­nie dokona się w naszym życiu, to może nam będzie darowana kara śmierci, to może zmieni się coś w nas! I nie lękajmy się, bo Anioł, który przyszedł do Józefa, przychodzi również do nas, do każdego z nas. Ten Anioł mówi do nas: Marku, Piotrze, Krzysztofie, nie lękaj się, nie lękaj się wziąć do siebie Maryi, bo z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger