Wtorek, XXXIII tydzień Okresu Zwykłego

Z
Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus
wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A pewien człowiek,
imieniem Zacheusz, który był zwierzchnikiem celników i był bardzo
bogaty, chciał koniecznie zobaczyć Jezusa, któż to jest, ale sam
nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł
więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć,
tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy
Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego:
«Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w
twoim domu». Zszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany.
A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę».
Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego
majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem,
zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie
stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama.
Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić to, co
zginęło». (Łk 19,1-10)
Refleksja nad Słowem Bożym
Odmawiając
Credo w czasie Mszy św., dajemy wyraz zdecydowanej wierze; dajemy
wyraz temu, że wiemy do czego zdążamy. W aklamacji po
Przeistoczeniu również zaświadczamy swoje ukierunkowanie na Pana
Boga i życie wieczne: „i oczekujemy Twojego przyjścia w chwale”.
W codziennym życiu natomiast brak nam tego zdecydowania, jasności,
dynamizmu. Przeżywając w środowisku obojętnym swoją wiarę, lub
między ludźmi niewierzącymi, doznajemy jakiegoś wewnętrznego
zahamowania: kierujemy się nieuzasadnionymi lękami, nie mamy swojej
twarzy, udajemy przed otoczeniem, że nie jesteśmy związani ani z
religią, ani z Kościołem. Udawaniem, taką grą aktorską,
dzieleniem życia na sferę prywatną i publiczną, ośmieszamy się
również wobec tych, którzy na nas patrzą z boku, wobec wrogów
Chrystusa, a przede wszystkim nie otwieramy się w sposób pełny i
zdecydowany na Chrystusa. Przez naszą letniość, nijakość, każemy
Mu długo pozostawać na zewnątrz, choć On puka do drzwi naszego
serca.
Z
jakich właściwie racji mamy się kierować względem na ludzi? Kogo
mamy się wstydzić, albo obawiać? Czyż nie zachwyci nas,
wychodząca naprzeciw, miłość Chrystusa? Chrystusa, o którym
pisze św. Jan: „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto
posłyszy Mój głos i otworzy, wejdę do niego i będę z nim
wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3,20).
Zdumiewające
wręcz zdecydowanie wykazał bogaty celnik, Zacheusz. Rozumiemy chyba
dobrze, że tego rodzaju ludziom jest bardzo trudno się nawrócić,
a on nie dbał zupełnie o to, że się narazi na ironiczny śmiech
ze strony tylu znających go ludzi wielkich – wdrapał się na
drzewo sykomory, aby ułatwić sobie kontakt z Chrystusem. Chrystus,
zaproszony do domu bogatego faryzeusza, nie poszedł w środowisko
tylko dla takiej udawanej kurtuazji, lecz wynagrodził tę zdecydowaną
postawę nawróconego grzesznika.
„Zacheuszu,
zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”.
Od spotkania z Chrystusem zaczyna się nowe życie, zaczyna się "dziś", które jest równocześnie otwarciem na "jutro" – "wczoraj" już się nie liczy. Chrystus nazywa Zacheusza po
imieniu i pragnie gościny w jego domu. Nazwanie po imieniu oznacza
bliskość, przyjaźń, przyjęcie do grona swoich przyjaciół i
naśladowców. Chrystus chce być blisko człowieka, jak prawdziwy
przyjaciel, „albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić
to, co zginęło”. W tym zdaniu zawarta jest główna myśl
dzisiejszej Ewangelii.
Na
przykładzie Zacheusza, uczymy się także radosnej nowiny, którą
można by sformułować w zdaniu: Jezus każdemu i zawsze daje
szansę, nie wyłączając z tego celników i grzeszników, i ludzi
bogatych – wszystkim daje szansą, i nam też. Zacheusz skorzystał
z tej szansy, odczytał czas nawiedzenia Bożego. Doskonale
zrozumiał, że spotkanie ze Zbawicielem domaga się zmiany życia,
domaga się nawrócenia: „Panie, oto połowę swego majątku daję
ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.
Spotkanie
z Chrystusem zmienia sposób wartościowania. Ten, który dawniej
widział tylko pieniądze i bogactwo materialne, teraz dojrzał
wreszcie człowieka.
Ewangeliczne
wezwanie skierowane do Zacheusza, wezwanie do nawrócenia, jest
skierowane do mnie i do ciebie. Jest to wezwanie do pójścia drogą
wiary, do pełni szczęścia. Potrzebna jest tylko nasza zgoda, nasza
decyzja pójścia za Chrystusem. „I dał mi Pan poznać (pisze św.
Siostra Faustyna), że cała tajemnica ode mnie zleży, od mojego
dobrowolnego zgodzenia się na tę ofiarę z całą świadomością
umysłu. W tym akcie dobrowolnym i świadomym, jest cała moc i
wartość przed Jego Majestatem. Chociażby mnie nic z tego na com
się ofiarowała nie dosięgło, jednak przed Panem jest jakby już
wszystko dokonane. W tym momencie poznałam, że wchodzę w łączność
z Majestatem Niepojętym. Czuje, że Bóg czeka na moje słowo, na
moja zgodę. Wtem, duch mój pogrążył się w Panu i rzekłam: czyń
ze mną, co ci się podoba, poddaje się woli Twojej. Wola Twoja św.
od dziś jest mi pokarmem. Wierna będę żądaniom Twoim, przy
pomocy Twojej łaski. Czyń ze mną co Ci się podoba. Błagam Cię,
o Panie, bądź ze mną w każdym momencie życia mojego”. (Dz
135-136)
A
ja? Czy chcę ujrzeć Jezusa? Czy czynię wszystko, co jest możliwe,
aby móc Go ujrzeć? Problem ten po dwóch tysiącach lat pozostaje
tak samo aktualny, jak wówczas, kiedy Jezus przemierzał miasta i
wsie swojej ziemi. I jest on aktualny dla każdego osobiście: czy
rzeczywiście chcę Go oglądać? A może unikam spotkania z Nim? Czy
wolę nie widzieć Go i żeby On mnie nie widział? A jeśli już w
jakiś
sposób Go dostrzegam, czy wówczas nie wolę widzieć Go z daleka,
nie podchodząc za blisko, nie stając przed Jego oczyma, żeby nie
musieć przyjmować całej prawdy, która jest w Nim, która pochodzi
od Niego, od Chrystusa?
Aby
skorzystać z tej szansy, dzisiaj, teraz, trzeba, jak Zacheusz wyjść
ochoczo i z pośpiechem na spotkanie z Panem; trzeba wyciągnąć swe
ręce po łaskę – bo jest ona rzeczywiście w zasięgu naszych rąk
– która jest naszą szansą. Wtedy życie nasze stanie się inne:
bardziej bogate, piękniejsze, bardziej radosne, pełne pokoju;
zmieni się miara wartości, wtedy wszystko będzie na swoim miejscu;
otrzymamy siłę i odwagę, by rozpocząć życie na nowo. Pomyślmy
o tym!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz