Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4. Niedziela Adwentu (C). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4. Niedziela Adwentu (C). Pokaż wszystkie posty

grudnia 17, 2021

4. Niedziela Adwentu (C) – Będzie wielkie świętowanie

grudnia 17, 2021

4. Niedziela Adwentu (C) – Będzie wielkie świętowanie
Ukochani, oto wypełnia się czas Adwentu, czas oczekiwania i nadziei. Jezus już jest. Jeszcze nie narodzony, nie rozpoznany, ale już obecny.
Usłyszana przed chwilą Ewangelia ukazuje nam Jego pierwsze spotkanie. Spotkanie z Janem. Dziwne spotkanie. Obaj nienarodzeni. Obaj zamknięci w bezpiecznych sanktuariach swoich matek. Ale już między nimi nawiązuje się nić porozumienia. Jezus już poznał w Janie swego herolda, swojego poprzednika.
Spotkają się jeszcze raz, za trzydzieści lat...
To spotkanie jest zapowiedzią sposobu, jaki wybrał Jezus, by dotrzeć do ludzi, do ludzkich umysłów i serc, by się z nimi spotkać, by ich zbawić.
Jezus przyszedł, by otworzyć to wszystko, co było zamknięte. Sam spotkał się w dniu narodzin z zamkniętymi drzwiami... A mimo wszystko przychodzi i chce także przyjść do mojego i twojego serca...
Popatrz – Bracie i Siostro – nie ma dla Jezusa granicy, której by nie przekroczył. Nie ma takiego prawa natury, które byłoby przeszkodą w dotarciu do mnie, do ciebie.
Ale, śmiem twierdzić, że jeszcze nie dotarł do wszystkich. Jedna granica została. To granica zamkniętego ludzkiego serca. Tej granicy Jezus istotnie nie przekroczył. Czyżby nie mógł?
Mógł. Ale zbyt szanuje wolność człowieka. Niesamowite. Ktoś powiedział, że drzwi, które się znajdują między mną a Nim, mają zawsze klamkę z jednej strony. Z naszej strony. Po drugiej stronie stoi On i czeka na naszą zgodę, nasze przyzwolenie, zaproszenie.
Ukochani, Adwent się kończy. Za kilka dni będą święta Narodzenia Pańskiego, a poprzedzi je wigilia. Będzie wielkie świętowanie, jeżeli zdecydowałeś się otworzyć dla Jezusa drzwi swego serca, zaprosić Go do siebie.
Ukochani Bracia i Siostry!
Za kilka dni będzie wigilia, będzie choinka i będą prezenty. Będziemy wyglądać pierwszej gwiazdy na niebie i weźmiemy do ręki opłatek, będziemy składać sobie wzajemnie życzenia, będą łzy radości, że jesteśmy wszyscy razem, a może i łzy smutku, że kogoś bliskiego zabrakło wśród nas w tym roku. Będziemy śpiewać kolędy, wspominać dawne wigilie, obliczać ile to było potraw przy stole.
Przy wigilijnym stole zostawimy jedno wolne miejsce dla kogoś, kto przyjdzie, dla każdego człowieka tak bardzo nam bliskiego, choć nieznanego. Dom nasz, nasze serce, stanie się otwarte. Taka jest symbolika wolnego miejsca przy wigilijnym stole.
Tej świętej wigilijnej nocy świat wyda się nam jakiś inny – wszędzie wyczuwać będziemy przyjazny, radosny nastrój, będziemy czuli się jedną rodziną ludzką. Tę jedność naszą będzie wyrażał biały, niewinny opłatek, chleb uczyniony z wielu ziaren zboża.
W tę świętą wigilijną noc wczujmy się – drodzy Bracia i Siostry – w słowa tej pięknej kolędy:
Jest taki dzień, bardzo ciepły choć grudniowy,
dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory.
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich,
dzień, który już każdy z nas zna od kołyski.
Niebo - ziemi, niebu - ziemia,
wszyscy - wszystkim ślą życzenia,
drzewa - ptakom, ptaki - drzewom,
tchnienie wiatru - płatkom śniegu.

Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku.
Dzień, zwykły dzień, który liczy się od zmroku.
Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem.
Dzień, piękny dzień dziś nam rok go składa w darze.

Niebo - ziemi, niebu - ziemia,
wszyscy - wszystkim ślą życzenia,
a gdy wszyscy usną wreszcie,
noc, igliwia zapach niesie.

Ukochani! Po co nam daje Bóg ten dzień?, ten wigilijny wieczór? Jak mamy ten wigilijny wieczór przeżyć? Oto pytania, które rodzą się już dziś w naszych sercach.
Aby przeżyć właściwie, po chrześcijańsku, wigilię i dzień Bożego Narodzenia, trzeba je przeżyć jako wielkie i najpiękniejsze spotkanie z Chrystusem, ale we wspólnocie z bliźnimi. Czeka nas wielkie i piękne spotkanie. Pośród nas stanie Wielki Oczekiwany, Pan nasz, Jezus Chrystus. Wielkim spotkaniom zwykle towarzyszy uroczysty nastrój, wielkie świętowanie. Jezus Chrystus staje się wypełnieniem wszystkich ludzkich tęsknot. To On jest tym najwspanialszym Darem, daleko więcej nam przynoszącym, niż jesteśmy w stanie oczekiwać. Jakże więc dziwnym nieporozumieniem byłoby czekanie na święta, nie uwzględniając Jego Osoby, Jego przyjścia. Bolesną pomyłką, a nawet tragedią może stać się życie człowieka przebiegające niejako obok Chrystusa. Trzeba więc, abyśmy w tym ostatecznym przygotowaniu się do świąt Bożego Narodzenia uwzględnili przede wszystkim Chrystusa i Jego prawo do naszego serca. „Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeśli nie zrodzi się w tobie” (A. Mickiewicz). Oby nie było wśród nas takich, którzy by zamknęli dla Chrystusa drzwi swoich serc. Zaprośmy wszyscy Chrystusa do siebie. Zróbmy Mu miejsce w naszych sercach, w naszych domach i rodzinach, bo Chrystus, to Słońce, które nie przestaje świecić. On jaśnieje pośród ciemności tego świata, pośród ciemności naszego życia. On pragnie stać się wypełnieniem naszych najgłębszych tęsknot i pragnień szlachetnych.
Zbliżają się święta, które są świętami miłości; miłości Boga do ludzi, miłości człowieka do człowieka.
Jak przeżyć te święte dni? Otworzyć się na drugich, na człowieka, zwłaszcza w rodzinie, sąsiedztwie, darując sobie wszelkie urazy, obdarowując się wzajemną życzliwością. Abyśmy mogli szczerze popatrzeć Jezusowi w oczy, musimy najpierw podać sobie ręce, bośmy dziećmi jednego Ojca. Musimy uczynić wszystko, aby popatrzeć szczerze w oczy własnemu ojcu, matce, bratu, siostrze, koledze czy koleżance.
Zanim w wigilię Bożego Narodzenia weźmiemy do rąk opłatek, zanim usiądziemy do stołu wigilijnego, już dziś pomyślmy o tych ważnych sprawach, tak bardzo koniecznych do tego, aby Boże Narodzenie dokonało się w nas, stało się w nas rzeczywistością.
Jest taki dzień, bardzo ciepły choć grudniowy,
dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory.
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich,
dzień, który już każdy z nas zna od kołyski.
Niebo - ziemi, niebu - ziemia,
wszyscy - wszystkim ślą życzenia,
drzewa - ptakom, ptaki - drzewom,
tchnienie wiatru - płatkom śniegu.

Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku.
Dzień, zwykły dzień, który liczy się od zmroku.
Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem.
Dzień, piękny dzień dziś nam rok go składa w darze.

Przeżyjmy ten dzień – drodzy Bracia i Siostry – w rodzinnym gronie, przy wspólnym stole i niech w tym czasie nikt nie czuje się samotnie. Zaprośmy do swego domu ludzi samotnych.
Wieczerzę wigilijną rozpocznijmy wspólną modlitwą, przeczytaniem ewangelicznego opisu o Narodzeniu Jezusa, a potem niech nastąpi to tradycyjne łamanie się opłatkiem; tym opłatkiem, który jest symbolem, znakiem, że chcemy z bliźnimi dzielić się naszym sercem.
W czasie wigilijnej wieczerzy śpiewajmy kolędy. Dziadkowie, rodzice niech opowiedzą dzieciom o przeżyciach wigilijnych ze swego dzieciństwa. To tak bardzo jednoczy rodzinę.
Uczyńmy wszystko, aby ten wieczór był ciepły i pełen radości, tej radości płynącej z serca zjednoczonego z Jezusem, z serca, w którym dla Jezusa znalazło się miejsce, serca, które stało się Betlejem. AMEN


grudnia 17, 2021

4. Niedziela Adwentu (C) – Nie gaście Gwiazdy Betlejemskiej

grudnia 17, 2021

4. Niedziela Adwentu (C) – Nie gaście Gwiazdy Betlejemskiej

Kończy się Adwent. Czas oczekiwania i tęsknoty, śpiewu rorat, świec i lampionów, które dzieci z ochotą przynoszą do kościoła.
Adwent to okres oczekiwania, o którym na pewno wiemy, że się spełni, a spełni się w ciszy. Adwent dokonuje się w ciszy i zmierza ku „świętej i wielkiej nocy", w czasie której Słowo stało się Ciałem.
Słyszymy w dzisiejszej Ewangelii o Betlejem... „A ty Betlejem Efrata..."
Ponad światem wyniosłych miast, kominów i dymu.
Ponad światem wojen, arsenałów, zmagazynowanej broni, rakiet kosmicz­nych, odrzutowców.
Ponad światem krzywdy, niesprawiedliwości, bezprawia, lekceważenia człowieka i życia.
Ponad światem krzeseł elektrycznych, szubienic, gilotyn, więzień, krat i cel śmierci.
Ponad światem fałszu, zagipsowanych ust, konfiskowanych prawd, wrze­szczących i natarczywych kłamstw.
Ponad światem lustrzanych hoteli, pałaców, nudy, przesytu, wytwornych spelunek.
Ponad światem głodu.
Ponad światem nieczystych rzek, zatrutych mórz, uśmierconych ryb, ugrzęzłych w rozlanej ropie mew i łabędzi, gleby rodzącej jadowite ziarna i owoce.
Ponad światem trwogi i niepewności, panowania jednych nad drugimi, stosowania przemocy człowieka nad człowiekiem.
Ponad światem nieżyczliwości, walki o pierwszeństwo, o miejsce do życia i umierania.
Ponad tragizmem trzęsienia ziemi i śmierci tysięcy ludzi.
Ponad takim właśnie światem każdego roku zapala się mała Gwiazda Betlejemska, nie nad kosztownym pałacem, ale gdzieś nad ubogą stajnią, nadzieja nikła jak promień słomy w żłobie. Wydaje się daremna. Ale nie gaśnie, jest znowu nad nami. Z nami. W nas...
Ukochani!
To światło gwiazdy wigilijnej, które od dwu tysięcy lat jest tak pieczołowi­cie strzeżone przez Kościół, także na naszych ziemiach, przyczyniło się w dużej mierze do tego, że gwiazda ta nie zgasła. Naród nasz po latach nieszczęść i niewoli powstał i trwa.
Na drodze Adwentu - Maryja, Gwiazda Przewodnia, niesie Boga i wielbi Go u swej krewnej Elżbiety.
Z radością wołamy dzisiaj wraz z Maryją: Boże, daj nam zbawienie.
Wołamy jednak również: Boże, daj nam wybawienie z naszych codziennych kłopotów i trudności, aby w naszym życiu nie zgasła Gwiazda Betlejemska. On - Chrystus - jest pierwszą Osobą w moim życiu. Dzisiaj jestem zasłuchany w Jego słowa, które mówią o naszym zbawieniu. ,,Pan jest blisko, pójdźmy oddać Mu pokłon"...
Wszystkie teksty Pisma Św. w okresie adwentowym wskazują na Boga, który ma przyjść, na Tego, który jest, ale w swym odwiecznym wydarzeniu bóstwa wciąż do nas przychodzi. Właśnie w Jezusie Chrystusie, w Emmanuelu, w „Bogu z nami", idziemy równocześnie zawsze naprzeciw Boga i człowieka. Bo my wiemy przecież, że „Im dusza się rozprzestrzenia, tym większy staje się Bóg" (A. Asnyk). Im bliżej Boga, im więcej światłości z góry, im jaśniejszy jest blask gwiazdy wigilijnej, tym większy staje się człowiek.
Drodzy Bracia i Siostry!
Wszyscy winniśmy dążyć do tego, by do naszego życia osobistego, społecznego, narodowego i międzynarodowego dotarło światło gwiazdy wigilijnej, Ewangelii Chrystusowej, bez której w pełni ludzkie i normalne życie nie jest właściwie możliwe. Ile nadziei trzeba było w naszym Narodzie pogrzebać z tego powodu, że w taki czy inny sposób - i to niejednokrotnie systematycznie (nawet w grudniu) - gaszono gwiazdę wigilijną. A jak wiele gwiazd w naszym narodzie nie świeci jeszcze pełnym blaskiem, a ile nie świeci w ogóle... Czekamy, aby jak na choince zaświeciły nam gwiazdy po­szanowania praw człowieka i pełnej demokracji.
Jedna z bajek Andersena pt. „Gwiazda wigilijna" kończy się takim morałem: jak długo nad danym królestwem świeciła gwiazda wigilijna, tak długo działo się w nim dobrze. Ludzie byli dobrzy i szczęśliwi. Gdy jednak ona zagasła, ponieważ ją przeklęto, wszystko zmieniło się na niekorzyść, brakło bowiem ludzkiej dobroci, sprawiedliwości, zadowolenia i szczęścia w królestwie Andersena.
Moglibyśmy i dzisiaj zawołać: nie gaśmy nigdy i nigdzie wigilijnej gwiazdy.
Jakie są dzisiaj nasze Adwenty? Jaki jest nasz czas, poprzedzający Wigilię?...
Dobrze, jeżeli jeszcze w bliskości Świąt, które tak bardzo kochamy mamy wspomnienie i uszanowanie tradycji. Może to będzie wspomnienie i uszano­wanie tradycji. Może to będzie wspomnienie domu rodzinnego mojego dzieciństwa... moich malowniczych miast i wsi... Być może pielęgnujemy całe piękno atmosfery Adwentu i tradycję, którą przekazali nam rodzice.
Ale zdarza się, że w Polsce powojennej nasze dzieci nie znają już zapachu świeczek, śpiewu kolęd w wigilijny wieczór, gdzie nie słucha się już bożonarodzeniowego orędzia.
Można - moi Drodzy - przyjąć chrześcijańskie formy obchodzenia Wigilii i Świąt, roz­mijając się całkowicie z tym, co istotne. Sens obrzędu ulega zafałszowaniu, pozostaje dziwna a pusta krzątanina i sporo zakłopotania, a na dnie serca ołowiany osad niedosytu. Na sposób świecki, gdzie się opowiada różne bajki i klechdy. Można nawet wziąć do ręki opłatek i tradycyjnie się nim połamać, ale w świeckim obrzędzie nie można mówić o postawie chrześcijańskiej. Kto nie zostanie ugodzony wieścią o Wcieleniu się Boga i jak Maryja nie odda Mu czci, ten nie przeżyje atmosfery Świąt i nie rozpozna Oczekiwanego... Może nie zrobić Mu miejsca, tak jak nie było dla Niego miejsca w Betlejem. Może wtedy będzie się nam tylko wydawało, że On przyszedł i do nas...
Jakkolwiek rysowałaby się sylwetka zeświecczonego człowieka naszych dni, święto Wcielenia Odwiecznego Słowa wyraża najgłębszą treść Bożego Narodzenia i sprowadza się do prawdy: Bóg staje się człowiekiem.
Moi Drodzy!
Człowiek w tych dniach sam staje się bardziej ludzki. Udaje się na poszukiwanie innego człowieka, szuka osamotnionego, chorego, niespraw­nego, ociemniałego, pogrążonego w smutku, nawiązuje kontakt z uwięzio­nym. Sprawia innym radość, przerzuca pomosty między wrogimi po­stawami, rozdziela podarunki i wzbudza dawno wygasłe uczucia ufności. Tutaj manifestują się formy humanizmu mające swoje źródło w Piśmie Św.: „Ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga do ludzi" (Tt 3,4).
Ukochani Bracia i Siostry.
Za kilka dni usiądziemy do stołu wigilijnego. Weźmiemy do ręki opłatek. W prostej symbolice rodzinnego stołu, wtedy kiedy człowiek łamie się opłatkiem, jest jakiś daleki refleks zjednoczenia się ludzi między sobą i zjednoczenia się ludzi z Bogiem. Łamanie chleba jest proste, łamanie opłatka jeszcze prostsze - ale życie bardzo skomplikowane, bo w życiu ludzkim są przepaści, kręte drogi, kanty, czasem bardzo ostre. W te krzywizny i przepaście często wpada człowiek... I stąd potrzebny jest stół zjednoczenia, wspólnota łamanego chleba - białego opłatka, symbolika łańcucha czterech, pięciu czy więcej osób - które się spotykają przy wigilijnym stole...
Tak czynili chrześcijanie od samego początku, gromadzili się na łamaniu chleba. I również my, Polacy, gromadzimy się na łamaniu chleba w sposób szczególny w Wigilię. Ten nasz „polski opłatek" jedni wywodzą z tradycji pierwszych chrześcijan, ale jest również inna wersja, która mówi, że ta tradycja wcale nie jest tak dawna. Bo przecież tylko my Polacy mamy zwyczaj dzielenia się opłatkiem. Tradycja ta wywodzi się od czasu Powstania Styczniowego. Kiedy zsyłano za udział w Powstaniu na Syberię - zsyłano, wiadomo, tych, którzy brali udział w Powstaniu, a więc mężów, ojców rodzin, dorosłych synów, tych, którzy byli ostoją rodziny. Zostali wyrwani z polskich rodzin, które miały takie bogate tradycje świątecznego stołu. Początkowo zesłańcom wysyłano paczki, ale z czasem paczki przestały dochodzić; posyłano listy, a w nich to, co jest najdroższe człowiekowi, sprasowany chleb - taki jak ten, który jest łamany na ołtarzu. I posyłano go do tych, którzy byli daleko - na Syberii. Tamci też odejmując sobie od ust, racjonowany chleb prasowali, wkładali do koperty i wysyłali do rodzinnego kraju. Podobno była to pierwsza droga polskiego opłatka.
I my – ukochani Bracia i Siostry – bierzemy do ręki kawałek chleba i też jest w nim wiele z polskości i wiele z chrześcijaństwa, bo łamiąc się tym kawałkiem białego chleba jednocześnie chcemy powiedzieć, że jesteśmy chrześcijanami, że chcemy zacząć żyć na nowo – lepiej. Do stołu przychodzą ludzie głodni dobroci - żeby im ktoś dał słowo - jako dar. Może potrzebne jest słowo przeproszenia. Trzeba przyjść do stołu wigilijnego z duszą bogatą i na nic nie czekać, tylko dzielić to co się ma, co się przyniosło: dobroć, życzliwość podzielić między ludzi, także trud łamania serca przepełnionego Bogiem.
Kochani moi, nie bójmy się trzasku „łamania serca". Kto często umie łamać swoje serce w dobroci z innymi ludźmi, ten ma serce zdrowe, coraz pełniejsze i coraz mocniejsze... i można je dzielić tysiąc razy i tak będzie całe i zdrowe - ono będzie mogło siebie samego usłyszeć i jeszcze innych podtrzymać.
A może tym opłatkiem trzeba przekroczyć drzwi, które się nie otwierały przez pięć lat, może dziesięć? Przez te drzwi przelewało się tyle złości w jedną i drugą stronę. Może ten heroizm święta potrafi natchnąć chrześcijanina-katolika taką odwagą. To jest bardzo ryzykowne i wymagające pokory, ale właśnie do końca chrześcijańskie - kiedy człowiek poda drugiemu człowiekowi kawałek serca w tym białym chlebie. Tak by było dobrze, gdyby w każdym mieszkaniu, w sali szpitalnej i zakładzie pracy odbyła się msza - bez konsekracji wprawdzie - ale taka msza miłości, rodzinna - przy stole wigilijnym, abyście podzielili swoją dobroć bez liczenia: co ja jemu, a co on mnie.
A może odważymy się zaprosić kogoś do stołu wigilijnego, jak kiedyś bywało? To już nie tylko tradycja; to sama Ewangelia.
Niech Wam - drodzy Bracia i Siostry - gwiazda wigilijna oświetla wasze życie i napełni serca radością. Aby Jezus przychodząc znalazł nas czuwających. Niech Pan, który jest tak blisko, a któremu za kilka dni pójdziemy oddać pokłon, będzie z Wami; niech Wam będzie Emanuelem, niech będzie Bogiem Waszym, niech Wam użyczy wewnętrznego i zewnętrznego pokoju wiodącego ku radosnej twórczej pracy. Niech Wam po prostu zawsze i wszędzie świeci wigilijna gwiazda. Amen.
 

grudnia 17, 2021

4. Niedziela Adwentu (C) – Betlejemska droga

grudnia 17, 2021

4. Niedziela Adwentu (C) – Betlejemska droga
Ukochani Bracia i Siostry!
Słowa „ścieżka", „droga" są używane kilkaset razy w Piśmie Św., niekiedy w zwykłym znaczeniu, np. w określeniu „droga sza­batu" lub w przestrodze: „Na drogi pogan nie chodźcie". Ale już w Starym Testamencie słowo „droga" oznacza cudowny sposób, w jaki Bóg prowadził lud wybrany w historii od czasów Abraha­ma. Często również „drogi Boże" oznaczają postępowanie ludzi, zgodne z wyznaczonymi przez Boga wskazaniami. „Droga" więc w tych ostatnich przypadkach jest symbolem zbawczego działania Boga, a ze strony człowieka współpracy z boskimi zamiarami względem nas; zgodność życia człowieka z powołaniem, jakie mu Jezus wyznaczył. On sam jest naszą „drogą", dzięki której osiągamy przestawanie z Ojcem.
W Ewangelii uderza nas przekaz o naszych możliwościach prze­miany grzesznych, przepastnych dróg na proste, aby Chrystus mógł do nas przyjść i poprowadzić za sobą drogami zbawienia.
Ukochani!
Żyjemy w czasach mesjańskich i trzeba nam prostować drogi Zbawicielowi, wyjść naprzeciw, witać Go i zaprosić Go do naszych serc. Bóg ofiarowuje nam zbawienie, ale jeśli chcemy być zbawieni, win­niśmy ze swej strony wszystko uczynić, aby drogi, którymi do nas przychodzi, były przez nas z Jego daru przygotowane, by nic nie stało na przeszkodzie Jego przyjściu, żadne grzeszne uwarun­kowania.
Jezus idzie z naprzeciwka i zabiera nas z sobą do Be­tlejem, aby urzeczywistnić z nami program wyśpiewany przez aniołów: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli".
Moi drodzy!
Betlejem, w którym narodził się Zbawi­ciel, miasteczko oddalone osiem kilometrów na południe od Je­rozolimy, dzisiaj jest w Warszawie, Płocku, Krakowie, i gdziekolwiek indziej, w ludz­kich sercach.
W przygotowaniu się do godnego przeżycia świąt Bożego Narodzenia zapytajmy siebie samych, czy nasze Betlejem ust, serca, dłoni - podobne do groty koło Betlejem judzkiego, gdzie narodził się Chrystus? Gdyby zabrakło w naszych sercach Jezusa, a zostałaby tylko stajenka i żłóbek, nie byłoby to Betlejem Jezuso­we. Bądźmy szczerzy, stajnia i żłób bez Jezusa nie są symbolami zbawienia, a więc musimy iść z Jezusem do Betlejem serca. Prostowanie dróg jest symbolicznym ujęciem tych samych zadań, które św. Jan przekazywał w Ewangelii czytanej w ubiegłą nie­dzielę. Pouczał on tych, którzy do niego przyszli, poucza nas, jak ma wyglądać nasze życie, żebyśmy byli blisko Zbawiciela. Trzeba się dzielić z biedniejszymi od nas ubraniem i jedzeniem. Nie mo­żemy posługiwać się przemocą fizyczną czy moralną, by uzyskać przez to nieco więcej wartości materialnych.
Musimy jednak zapy­tać św. Jana w czasie adwentowym, jak konkretnie mamy postę­pować w naszych uwarunkowaniach, w zasięgu powierzonych nam zadań. Z całą pewnością św. Jan zalecałby niektórym z nas, co są chorzy, cierpliwe znoszenie dolegliwości w domu czy w szpi­talu, bo inni są nawet w ciężkich chorobach nad wyraz zrówno­ważeni i spokojni. Może jednemu, drugiemu człowiekowi, usłu­gującemu chorym przykazałby większą delikatność. Może św. Jan przynagliłby kogoś z wykładowców czy studentów do jeszcze poważniejszego traktowania studiów; może kogoś chciałby pouczyć, jak należy sumienniej pracować, jak spędzać mądrze czas wolny. Wszyscy weźmy od św. Jana pouczenia, jakich nam potrzeba. Bę­dziemy wówczas krzywe drogi czynić prostymi.
Ukochani Bracia i Siostry!
W ostatnich dniach Adwentu przygotowania do Świąt winny objąć odnowę religijną we wszystkich wymiarach, a więc nawet odnowę zwyczajów związanych z Bożym Narodzeniem.
„Jest w moim kraju zwyczaj — pisał C. K. Norwid — że w dzień wigilijny.
Przy wejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie".
Ten chleb opłatka stoi w ścisłym związku z Betlejem w któ­rego nazwie niektórzy dopatrują się znaczenia: Dom chleba. Opła­tek przypomni nam starochrześcijańskie agapy, symbol wzajemnej życzliwości i miłości. A może wieczerza wigilijna rozszerzy naszą miłość również poza krąg najbliższej rodziny? Nasze mieszkania mogą się zamienić dla jednej chociażby tzw. obcej osoby — na jej dom.
Pewnemu człowiekowi, we wspomnieniach dawnych lat, wraca scena z 1944 roku.
„Była ostra zima, wszyscy w Wilnie żyliśmy bardzo ubogo. Ubogo również żyła pewna wdowa ze swym dorastającym synem. Zdzi­wiła ją prośba skierowana przez niego, aby wieczerzę wigilijną przygotowała na trzy osoby, bo on musi zaprosić na nią pewnego gościa. I na dwie godziny przed wieczerzą przyprowadził okropnie zaniedbanego żebraka, wykąpał go, podzielił się z nim swoją bie­lizną, oddał mu swoje drugie ubranie i drugie buty. Ależ to była wieczerza wigilijna, najpiękniejsza pewnie w całym świecie!”
Moi drodzy, nie potrzeba szukać dzisiaj żebraków, bo ludzi od nas biedniejszych, osamotnionych jest wielu. Czy umiemy się cieszyć z przyjścia do nas krewnych, jak radowała się św. Elżbieta z odwiedzin Naj­świętszej Maryi Panny? Czy nie masz możliwości podzielenia się z kimś sercem i opłatkiem, a może również czymś po opłatku? Pomyśl!
Ze świętami Bożego Narodzenia łączy się również pradawny obyczaj polski: rodzinny śpiew kolęd. Z kolęd możemy się nauczyć najbardziej zasadniczych prawd chrześcijańskich, przypomnieć so­bie, jak powinien wyglądać styl katolickiego życia w zakresie ety­ki i kultu. Myśli zawarte w kolędach posłużą nam do przezwycię­żenia najbardziej nagminnych chorób duchowych: zagubienia zmy­słu sakralności własnej osoby i świata oraz pomogą zniszczyć zarazę konsumpcjonizmu. Pierwszą z tych chorób wyklucza prze­życie spotkania się ze Zbawicielem, bo dla nas Betlejem nie jest zamarłą przeszłością sprzed prawie dwudziestu wieków, lecz rzeczywistością żywą, dzisiejszą i jutrzejszą. Konsumpcjonizm we wszelkich swych formach zaniknie w zetknięciu się z ubogą sta­jenką, z ubogim żłóbkiem. One nasuną nam nieodparcie myśl o ośmiu błogosławieństwach, na których czele stoi zapewnienie Zba­wiciela: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest kró­lestwo niebieskie" (Mt 5, 3).
Melodie kolęd, zasłyszane w wieku dziecięcym, przezwyciężają ponadto każdy zgiełk wydarzeń nawet lat najdłuższych i wywo­łują odzew wdzięczności względem Pana Jezusa, który opuścił śliczne niebo a obrał barłogi. Wyrazisty tego przykład mamy we wspomnieniach Ignacego Domeyki, przyjaciela Mickiewicza. Domeyko w późnej starości, miał bowiem wówczas osiemdziesiąt cztery lata, przybył z Chile do Ziemi Świętej i tak opisał swe wrażenia z Betlejem: „Nie jest to — pisze — sen, marzenie, że w osiemdziesiąt lat od tamtych dni, kiedy po raz pierwszy o tym mówiła mi matka, a na obrazkach to widziałem i w kościele radośnie śpiewał lud «Anioł pasterzom mówił, Chrystus się nam narodził w Betlejem», dziś świat tak jak jest szeroki ... Bóg mi daje obaczyć to miejsce ... Jakież to miłe wspomnienia owych lat dziecinnych, kiedy wiara była prosta, wiara wcielona w życie domowe, rodzinne..., wszakżem to już był na drugiej stronie ziemi i tam wiek przetyrał między ludźmi obcej mowy i innego szczepu, a te rodzinne pieśni «Przybieżeli pastuszkowie», «Bóg się rodzi, moc truchleje», «Anioł pasterzom mówił» ... nie przestawały nigdy obudzać się w uszach, jak gdyby Anioł Stróż śpiewał je mnie niegodnemu do zachowania wiary" (Jan St. Bystroń, Polacy w Zie­mi Świętej,Kraków 1930 s. 259).
Ukochani!
Przygotowania przedświąteczne obejmą oczywiście również naj­zwyklejsze sprawy życiowe, ale musimy pamiętać, że narodziny Jezusa w nas, czy pogłębienie z Nim naszej przyjaźni, jest najważ­niejsze, konieczne, aby nasze drogi były naprawdę proste i by nasze Betlejem było podobne do betlejemskiej groty, w której narodził się Chrystus — Emanuel, Bóg z nami!
Tak jak św. Elżbieta, prowadźmy teraz — uczciwiej niż kiedykolwiek -— dialog z Matką Najświętszą a naszą Panią, Królową i Matką; a „Błogosławiona między niewiastami", najlepiej nas przy­gotuje do uroczystości Bożego Narodzenia, dzieląc się z nami ra­dością w Bogu Jej i naszym Zbawcy; ucząc nas swoją wizytą, o której czytaliśmy w dzisiejszej Ewangelii, że życie winno być drogą z Jezusem, ujmowane w perspektywie „Zdarzenia", pisanego z wielkiej litery, że Syn Boży dla nas zstąpił z nieba.

Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie,
lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie. (A. Mickiewicz)
A zatem: Czy już twoje życie jest jak droga do Betlejem? Czy już twoje serce jest gotowe stać się miejscem dla Jezusa? Jeśli tak, to Bogu niech będą dzięki - w twoim sercu, w twoim życiu będzie Boże Narodzenie.

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger