grudnia 12, 2016

Jak Go dobrze rozpoznać?

grudnia 12, 2016

Jak Go dobrze rozpoznać?



Czemu w wyobrażeniu Żydów
Jan Chrzciciel nie był Eliaszem,?
I czemu, co nam się wydaje prawdziwe,
Wcale nie jest prawdą  czasem….?

Nasz obraz Jezusa również
może być błędnie odczytany.
Jak Go dobrze rozpoznać?
Wystarczy spotkanie z Panem...

Ale takie prawdziwe
i takie na osobności.
Szczególnie w adwencie,
by w sercach zagościł.

Jesteśmy tak zaganiani...
tam pasztet, tam... pierogi...
tam zakupy świąteczne…
A gdzie Ty... mój Jezu drogi?

Owszem, wszystko jest ważne...
ale uważać nam trzeba,
byśmy się nie rozminęli
z Tobą, schodzącym z Nieba!

Inaczej znajdziemy pod choinką
Wśród prezentów z kokardą złotą
niewyraźnie wyrzeźbioną figurkę...
i sami siebie zapytamy.. a kto to ???

Nie skrywajmy Go wśród bombek…
w stercie  upominków… pod choinką…
Nie chowajmy Go w światełkach….
w kolacji wigilijnej …przy kominku…

Święta to czas radosnego oczekiwania..
warto wiedzieć… na kogo się czeka…
Bo biada, jeśli się w żłobie narodzi,
a nie narodzi się w sercu człowieka!



© 12 grudzień 2016 r.

grudnia 12, 2016

Rozważania Adwentowe – Pytania i odpowiedzi

grudnia 12, 2016

Rozważania Adwentowe – Pytania i odpowiedzi
Poniedziałek III tydzień Adwentu

Z Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jezus przyszedł do świątyni i nauczał, przystąpili do Niego arcykapłani i starsi ludu, pytając: «Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę?» Jezus im odpowiedział: «Ja też zadam wam jedno pytanie: jeśli odpowiecie Mi na nie, i Ja powiem wam, jakim prawem to czynię. Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi?» Oni zastanawiali się między sobą: «Jeśli powiemy: „z nieba”, to nam zarzuci: „Dlaczego więc nie uwierzyliście mu?” A jeśli powiemy: „od ludzi”, to boimy się tłumu, bo wszyscy uważają Jana za proroka». Odpowiedzieli więc Jezusowi: «Nie wiemy». On również im odpowiedział: «Zatem i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię». (Mt 21,23-27)

Komentarz do Ewangelii

Jezus naucza w świątyni. Jest dobrym, mądrym nauczycielem, który przekazu­je nieskończoną wiedzę. Otrzymał od Ojca depozyt mądrości, który należy podać ludziom, by w życiu codziennym, a także wiecznym, nie błądzili. Jest pewny swej misji. Bez cienia niepokoju podaje ziarna, które stanowią jasne światło na drogach świata.
Wewnętrzne poczucie posłania przez Boga stanowi u wielu ludzi wielkich niezmiernie ważny motyw odwagi i gotowości służenia. Św. Wincenty a Paulo jest przekonany, że Bóg go posyła, że nawet nie ma prawa wyprzedzać planów Bożych. Cała nauka o dyspozycyjności Zgromadzenia, opiera się na pewności, że pełnimy określone przez Boga posłannictwo. Wręcz przypomina, że stajemy się jakby przedłużeniem rąk Boga miłującego. Ani własne pragnienie, ani dowolność zachowań nie może dyktować funkcji apostol­skich.
Ważne jest, abyśmy się uczyli takiej pewności. Gdy trzeba przezwyciężyć własną nieśmiałość, zalęknienie niewiedzą, bezradnością, kolejnym upokorzeniem, wtedy tylko świadomość posłania nas, ułatwi zachowanie proste i skuteczne.
Gdy powołanie zmusza do podejmowania funkcji w środowiskach trudnych, czasami niechętnych, obojętnych religijnie, zagubionych moralnie, a lęk podyktuje niejedną okazję zaniechania posługi - wtedy pewność, że posłał mnie On, że to jest Jego wola, pozwala zwyciężyć opór ciała i nastroju. W rozmaitych kryzysowych chwilach powołania odniesienie tego, co jest, tego kim się stałem, musi dosięgnąć Bożej woli, Jego wyboru. Oto, Bóg posyła ciebie i posyła tutaj.
Ani niepewność własna, ani pytania innych, nie mogą mieć znaczenia w dokonaniu, lub ponowieniu wyboru. Nie wahaj się, to Pan cię posyła.
Przyjrzyjmy się dzisiejszej Ewangelii. Na pytania arcykapłanów i starszych ludu Pan Jezus odpowiada również pytaniem. Ten zabieg wygląda na unik. Pytanie bowiem było kłopotliwe, a każda odpowiedź na nie - niezręczna. Kiedy więc rozmówcy dyplomatycznie odpowiedzieli: „Nie wiemy”, Pan Jezus również odpowiedział: „Więc i Ja wam nie powiem...” W postępo­waniu Boskiego Nauczyciela nie ma jednak dyplomacji, tylko chęć doprowadzenia ludzi do prawdy. Gdyby arcykapłani i starsi ludu szczerze odpowiedzieli na pytania przez Niego postawione, mieliby również gotową odpowiedź na swoje pytanie: „Jakim prawem to czynisz? Kto Ci dał tę władzę?”
Takie pytania Pan Jezus często słyszy. Wiele razy słyszał je również od nas. Kiedy uświadomiliśmy sobie, że stoimy przed speł­nieniem jakiegoś obowiązku, od którego w żaden sposób nie może­my się uchylić; że jesteśmy wezwani do rezygnacji z czegoś, na co mamy wielką ochotę; że jakimś wewnętrznym imperatywem jesteś­my pociągani do czegoś, czego bardzo się lękamy; gdy stajemy wobec trudnych egzaminów życiowych, wobec różnych doświadczeń i cierpień - wtedy stawiamy Bogu śmiałe pytania: W imię czego? Z jakiej racji i z jakich powodów? Jakim prawem? czy naprawdę muszę?...
Bóg mógłby na te pytania udzielić odpowiedzi bardzo prostej i oczywistej: BO TAK CHCĘ! MUSI TAK BYĆ, JAK JA CHCĘ! Bóg jednak nie odpowiada człowiekowi oczywistymi stwierdzeniami, ani bezwzględnymi rozkazami. Podsuwa tylko delikatne pytania, które mogą człowiekowi dopomóc w samodzielnym znalezieniu odpowiedzi. Taka odpowiedź nie upokarza człowieka, lecz czyni go wspólnikiem Bożej wolności.
Wspaniałym komentarzem do dzisiejszej Ewangelii są księgi mądrościowe Starego Testamentu, a szczególnie Księga Hioba. Pełno w niej pytań skierowanych do Boga, pytań często tragicznych. Jest w niej jednak zarysowana również droga prowadząca do praw­dziwie odkrywczej odpowiedzi. Samej odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia i sens życia w ogólności w tej księdze jeszcze nie ma, ale jest cierpliwe wpatrywanie się w Boga: w jego wszechmoc, majestat, sprawiedliwość i dobroć. Kto poznaje Boga coraz lepiej, ten rów­nież coraz lepiej rozumie, że Bóg, który jest początkiem i celem wszystkiego; Bóg, który jest miłością - ma prawo oczekiwać od człowieka największej miłości. Samo IMIĘ (Bóg jest Miłością) uprawnia Go do tego. Do takiej wiedzy człowiek jednak musi dojść sam i sam musi wybierać. Dlatego Bóg nie stawia człowieka wobec rzeczywistości, którą poznaje się wiedzą, ale wobec rzeczywistości, którą zgłębia się wiarą. A naszej wierze pomaga pytaniami: Skąd jest chrzest Janowy? Skąd jest twój chrzest? Skąd jest łaska, która cię zbawia? Skąd ty jesteś?


grudnia 11, 2016

3. Niedziela Adwentu (A) – Oto mój świadek

grudnia 11, 2016

3. Niedziela Adwentu (A) – Oto mój świadek
Jezus zaczął mówić o Janie do rzeszy: «Po co wyszliście na pustynię? Czy po to, aby zobaczyć trzcinę wiatrem kołysaną? Lub wyszliście może po to, aby ujrzeć człowieka w delikatne szaty, są w pałacach królew­skich. Więc po co wyszliście? Żeby ujrzeć proroka? Tak, powiadam wam, więcej niż proroka...»” (Mt 11,2-11)

Pan Jezus chwali Jana Chrzciciela. Powie nawet, że jest największym spośród ludzi „zrodzonych przez niewiastę”. Wielkością Jana było jego powołanie, aby przygotował ludzi na przyjście Zbawiciela. Jan odda się dziełu bez reszty, odda całe życie, aż do męczeńskiej śmierci, przez wyrzeczenia się wszyst­kiego, odwagę słowa, pokorną służbę wielkiej sprawie...
Ale pozwólmy sobie popatrzeć na nasz świat: Nauczanie Ojca Świętego, naszego papieża, dobrego, pokornego, oddane­go, gotowego być wszystkim dla wszystkich, aż do ryzyka ostatecznego...
Nauczanie sióstr, księży, katechetów, nauczycieli, rodziców...
Głoszenie słowem, przykładem, cierpieniem... Przybliżanie komuś Jezusa, albo kogoś odnalezienie dla Jezusa....
Adwent jest właśnie po to, aby Jezus pochwalił tych, którzy przygotowują drogę Ewangelii.
Nie bądźmy tylko widzami....
W komunikacie telewizyjnym podano, że wybory najpięk­niejszej kobiety świata oglądało jednocześnie kilkadziesiąt mi­lionów widzów. Popatrzyli, jedni podziwiali, inni wzruszali ra­mionami. Co pozostało w myśli, w sercu, w pamięci? Czy byli mądrzejsi, lepsi, bogatsi na duszy, bardziej szczęśliwi? Chyba nie, po prostu popatrzyli.
Ksiądz oprowadzał po klasztorze Jasnej Góry szczególnie egzotyczną grupę zwiedzających. Byli w Cudownej Kaplicy, chodzili po Wałach Obronnych, mijali pielgrzymów, którzy aku­rat w dniu dwudziestym szóstym sierpnia wchodzili utrudzeni do świątyni. Mówił, że był zrozpaczony ich obojętnymi oczami, które były puste i znudzone. Czy coś zostało w ich duszach, pozostanie na zawsze tajemnicą Pana Boga.
Jedni każdej niedzieli wchodzą do świątyni. Inni tylko z okien widzą, że ktoś tam idzie. Oglądają świątynie przy ulicy, krzyże przy drodze, słyszą dzwony kościelne... widzowie...
Tylko Bóg wie, kiedy będą uczestnikami i domownikami Boga.
Jedno jest pewne – te znaki, te świadectwa wiary przemawiają. Świat dzisiejszy potrzebuje bardziej świadków niż nauczycieli.
Dla tych, którzy szukają drogi przez życie ważne jest to, co zobaczą, czego doświadczą, jakie świadectwo otrzymają. Dość opinii, zaleceń, namawiań, stanowi mało przekonujący argument dla ludzi wielokrotnie zawiedzionych.
O ważności więzi z Panem Bogiem świadczy sposób życia ludzi, którzy okre­ślili swoje życie w wymiarach wiary. Jeżeli bliskość z Bogiem miłości nie tworzy ludzi miłujących, argumenty teoretyczne będą mało skuteczne. Jeżeli życie człowieka jest dość wyraźnym znakiem bogactwa etycznego, które dał mu Bóg, to apostołowanie staje się problematyczne. Istnieje pe­wien odłam ludzi religijnych, którzy nigdy nie powinni ujawniać swojej wiary, bo narażają innych na irytacje. Zdarza się, że wymawiają wyrazy wspa­niałe, czynią gesty sakralne, a codziennym życiem świadczą o pustce serca i pomyłce w wyborze drogi życia. Niektórzy nie powinni mówić o prawdzie, bo ich życie jest zafałszowane. Niektórzy nie powinni mówić o pokoju, bo swoim sposobem bycia zaprzeczają i przekreślają treść wyrazu. Nie powinni mówić o posłuszeństwie, gdyż słuchają tylko własnego pragnienia. Mówić o ubóstwie wtedy, gdy zaciśnięte dłonie niczego nie podadzą, a zamknięte serce jest zimne nawet dla bardzo potrzebujących. Wymawiać słowa święte, gdy lenistwo, egoizm, pycha pozwala tylko na postawę pasożyta we wspólnocie, to narazić na oziębłość tych, którzy chwieją się i szukają.
Jeżeli niekiedy będziemy się zastanawiali, czy nasze apostolstwo, nawet w adwencie nie jest mało skuteczne i dlaczego, wtedy sprawdźmy, czy uczynki są dość czytelne, wyraźne, jasne. Jeżeli martwią się ludzie odchodzeniem ludzi dla nich ważnych, to znów zrewidujmy nasze uczynki. Jeżeli spotykamy zwątpienie w Boga, to patrzmy uważnie, czy nie było powodu zwątpienia w czyny ludzi, którzy nosili znaki Boże.
Wołanie adwentowe, to wołanie czynów, postaw, a nie słów. Gdy patrzyli na Jezusa, mówili Janowi, że naprawdę On jest z Boga. Co mogą powiedzieć ci, którzy widzą nasze uczynki?


grudnia 10, 2016

3. Niedziela Adwentu (A) - Czy to Ty Jezu?

grudnia 10, 2016

3. Niedziela Adwentu (A) - Czy to Ty Jezu?
3. Niedziela Adwentu (A)
Przed wejściem do Bazyliki Narodzenia/fot.ks. J. Tabor
Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?



Czy Jezus jest tym, na Którego czekamy? Czy my w ogóle na Niego czekamy? Przechodzi obok nas, dokonuje rzeczy niezwykłych, a my nawet tego nie zauważamy, pochłonięci codziennością. Może niektórzy jeszcze rzeczywiście czekają, szukają, starają się nie dać pochłonąć, ale większość… już dawno pozwoliła się wciągnąć w maszynkę rutyny, robienia grosza, szukania wygód i zaspokajania swoich zachcianek. Czy to jest jeszcze życie? Czy to ma w ogóle sens, być maleńkim trybikiem w ogromnej maszynie bezsensownych zachcianek i sztucznie podsycanych potrzeb?

Drodzy Bracia i Siostry!

To już trzecia niedziela adwentu. Jeszcze tydzień i Słowo stanie się Ciałem. Narodzi się Bóg – Człowiek. A my nie do końca przekonani zadajemy ciągle to pytanie: Czy to Ty jesteś? Czy to Ty Jezu? A może to nie Ty przychodzisz? Może to tylko piękna baśń o Bożym Narodzeniu, może to tylko choinka, prezenty, może to tylko wesołe święta? Tak mówi przecież współczesny świat, tak mówią media: telewizja, radio, prasa. A Ty mówisz do nas jedno zdanie: Błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi.

Dzisiejsza Ewangelia mówi o wątpliwościach uwięzionego Jana Chrzciciela co do Jezusa Mesjasza. Trochę nas Jan Chrzciciel zaskakuje. Czyżby zwątpił w zapowiadanego Mesjasza? Czyżby również na niego przyszła chwila słabości i niecierpliwości? W więzieniu przecież różnie może się zdarzyć. Do Jana docierają wiadomości o działalności Jezusa. Jakże różnią się od tego, co Jan mówił. Jezus z Nazaretu nie wziął do ręki zapowiadanej siekiery i nie wycinał złych ludzi. Przeciwnie, Jezus chodził do domów grzeszników, nawoływał do miłosierdzia i sam był miłosierny aż do znużenia. Jezus był przeciwieństwem Janowych zapowiedzi. Stąd prośba Jana za pośrednictwem uczniów o jasną odpowiedź co do misji mesjańskiej. I Jezus tej odpowiedzi Janowi udziela. Powołuje się na proroka Izajasza, że „przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą”.

Dzisiaj wielu nie widzi, nie dostrzega przychodzącego Zbawiciela, nie słyszy Jego cichego, pokornego głosu. Wielu ludziom jego obecność jest nie na rękę. We francuskim tygodniku „Życie Katolickie” w ankiecie na temat: „Miejsce Chrystusa w moim życiu”. anonimowy uczestnik napisał takie słowa o Jezusie Chrystusie:

Przemienił wodę w wino, i właściciele winnic zaczęli krzywo na Niego patrzeć. Wskrzesił umarłego, a spadkobiercy omal nie poumierali z irytacji. Przywrócił zdolność chodzenia paralitykowi, a paralityk zaczął kraść, bo nikt mu już nie dawał jałmużny. Wpędził do morza stado wieprzy, i właściciel powiesił się, bo był zrujnowany. Tyloma rybami napełnił sieci, że popękały i dla rybaków nic nie zostało. Wypędził kupców ze świątyni, i handel zamożnego dotąd miasta podupadł. Ukrzyżowano Go w końcu, żeby mieć spokój. Po trzech dniach zmartwychwstał, a ludzie szeptali: „Znowu On!”

Drodzy Bracia i Siostry!

Świat współczesny zdaje się nie potrzebować Zbawiciela. Ale tak naprawdę, to ten świat współczesny bardzo potrzebuje Jezusa. I my, współcześni, bardzo potrzebujemy Jezusa – Zbawiciela. To prawda, wielu On przeszkadza, staje w poprzek ich planów. Nawet cuda, które czyni nie są już wystarczającymi argumentami. Wiedzmy jednak, że w końcu przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych usłyszą i każdy zrozumie, że to właśnie On - Jezus Chrystus jest zapowiadanym Mesjaszem, że to właśnie Jego mamy się spodziewać.

Za dwa tygodnie przeżywać będziemy święta Bożego Narodzenia. Uczestniczyliśmy w rekolekcjach adwentowych, wielu przystąpiło do sakramentu pokuty. Możemy więc powiedzieć, że jesteśmy przygotowani na te Święta, wiemy, że Tym, który ma przyjść jest Jezus Chrystus. Nie poddajmy się wątpliwościom, które chce wlać w nasze serca świat, bo on zatracił sens Bożego Narodzenia. Dzisiaj wszystko sprowadza się do zgiełku, tak zwanego przedświątecznego szału. Rzeczywiście można dostać szału, patrząc na ludzi, którzy o mało co nie zatratują się przy robieniu zakupów, można dostać szału, gdy ogląda się przesiąknięte chęcią zysku reklamy telewizyjne. Można dostać szału… ci którzy zamienili Boże Narodzenie w jedną wielką reklamę, w wielkie show nie mogą mówić o świętowaniu, bo Bóg rodzi się tylko tam, gdzie jest cisza, pokora i pewność, że tym, który ma przyjść jest On Jezus Chrystus. Nasz wieszcz narodowy, Adam Mickiewicz, napisał: „Wierzysz, że Bóg zrodził się w Betlejemskim żłobie! Lecz biada Ci, jeżeli nie zrodził się w tobie”. Czy On już narodził się w TOBIE? Jeśli tak, to w Twoim sercu będzie Boże Narodzenie. Jeśli jeszcze nie – to nie zwlekaj...


grudnia 10, 2016

3. Niedziela Adwentu (A) - Oczekiwanie w codzienności wiary

grudnia 10, 2016

3. Niedziela Adwentu (A) - Oczekiwanie w codzienności wiary
Jordania - Jordan / Fot. ks. Józef Tabor
Drodzy Bracia i Siostry! Jak wiemy wszyscy, czas oczekiwania – Adwentu w pierw­szej swej części jest ukierunkowany na ostateczne przyjście Chrystusa; w drugiej zaś na Betlejem – pamiątkę i pro­gram chrześcijańskiego życia – przygotowujące nas do świąt Bo­żego Narodzenia. Te dwie rzeczywistości – ostateczne i pierwsze przyjście Zbawiciela – uzupełniają się wzajemnie w naszej re­ligijności. Kto wmyśla się modlitewnie w w Słowo Boże, znajdzie najprędzej drogę do Chrystusowej stajenki i usłyszy wyraźniej niż inni słowa, dające orientację każdej chwili życia: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 14). Betlejem zaś, urzekający wyraz nieskończonej miłości Bo­ga, otwiera przed nami widoki takich światów, których nic nie potrafi zasłonić, sięgają one bowiem w wizję Chrystusowej chwa­ły. Każda niedziela Adwentu rzuca jeden z refleksów światła, jak mamy te dwie rzeczywistości przeżywać.
Ukochani! Słowo Boże niedzieli dzisiejszej każe nam przyswoić sobie właściwy obraz Chrystusa, żłóbka i paruzji i żyć tak, jak przysta­ło ludziom, o których się mówi, że są „skazani na Chrystusa”. Mogłoby się wydawać, że pytanie, z jakim św, Jan Chrzciciel przysłał swoich uczniów do Zbawiciela: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?” (Mt 11, 3) zostało podyktowane tyło ich własną, trudną, nieustaloną, niepowtarzalną sytuacją. Jan bowiem był przekonany, iż tragiczny koniec jego życia jest już blisko i pragnął umocnić słowami Chrystusa to, co im kiedyś obwie­ścił: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1, 29). Św. Jan przekazał w tym pytaniu również swoje zdziwienie, iż mesjańska działalność Chry­stusa nie wie wszystkich, najmniejszych szczegółach pokrywa się z obrazem, jaki on sam o niej posiada. Daleki był Jan Chrzci­ciel od myśli o politycznym Mesjaszu, ale i on częściowo przeka­zywał w swym przepowiadaniu wizję Chrystusa-Mściciela. Zba­wiciel zaś nie przykładał „siekiery do korzenia” ani nie palił nikogo „ogniem nieugaszonym”.
Pytanie przyniesione do Jezusa z Macherontu, z ciemnicy Ja­nowej, jest zawsze aktualne, niezwykle ważne, najważniejsze z wszystkich pytań świata również dla nas; sam Chrystus zadał je potem swoim uczniom niedaleko źródeł Jordanu: „Za kogo uwa­żają ludzie Syna człowieczego?” (Mt 16, 13). I na to pytanie sam Pan w dzisiejszej Ewangelii daje odpowiedź – uczniom Jana i nam, swoim uczniom i uczennicom w XXI w. Ta odpowiedź jest źródłem życia.
Niegdyś prorok Izajasz, ewangelista Starego Testamentu, mówił do Izraelitów o Mesjaszu: „Nie lękajcie się, Bóg sam przyjdzie i zbawi was. Wtedy otworzą się oczy niewidomych i uszy głu­chych będą otwarte, chromy wyskoczy jak jeleń i rozwiązany będzie język niemych” (Iz 35, 5), a głosu Mesjasza będą słuchać najbiedniejsi (Iz 29, 19). Zbawiciel dosłownie powtarza to świadectwo. Obraz wizji Izajasza pokrywa się z rzeczywistością, którą uczniowie Jana zobaczyli. I wniosek jest prosty – dla nich i dla nas: Nie można czekać na innego Mesjasza, bo innego Zbawiciela nie będzie nigdy!
Odpowiedzią Jezusa uciszamy również my dzisiaj, tak jak uczniowie św. Jana, wszystkie nasze niepokoje, wszystkie pragnie­nia pewności, że „ponad Zbawiciela nikt już większy i wspanial­szy nie przyjdzie” (por. J. Mirewicz SJ, Czytając Ewangelię, Lon­dyn s. 70), bo „Bóg sam przyszedł i zbawił nas” i w Betlejem okazał, iż jest najbardziej z tymi, którym życie ułożyło się w spo­sób trudny: z biednymi, z chorymi, z nami.
Ukierunkowanie królestwa Bożego zostało wyznaczone słowa­mi: „Ubogim głosi się Ewangelię” (Mt 11, 5), bo Ewangelia jest przede wszystkim dla ubogich. Święty Wincenty a Paulo, zało­życiel Zgromadzenia Księży Misjonarzy, spytał pew­nego razu swoich najbliższych: „Dla kogo Pan Jezus przyszedł na ziemię?” I Święty jednocześnie dał sam odpowiedź: „Dla ubogich. I dla kogo jeszcze?” – pytał dalej. „Dla ubogich. I dla kogo je­szcze? Dla ubogich”. Dla takich, jak Jan Chrzciciel, dla takich, jak pasterze w Betlejemie, jak św. Brat Albert Chmielowski, jak św. Matka Teresa z Kalkuty i inni; dla nie­chcianych dzieci, oddawanych przez matki do zakładów, dla emerytów i rencistów podrzucanych przez własne dzieci do domów pogodnej starości, aby w mieszkaniu było luźniej i nieco mniej kłopotów, również dla znękanych życiem, dla nas. A gdy ucz­niowie Jana odeszli, Pan Jezus rozpoczął kazanie o swoim Po­przedniku.
Ukochani Bracia i Siostry! Gdyby kto z was miał jakieś pytania co do stylu chrześcijań­skiego życia, czy nawet zastrzeżenia do kultu świętych, to w dzisiejszej Ewangelii znajdzie odpowiedź na wszystkie swoje wąt­pliwości. Pan sławi w niej styl życia swego Poprzednika, a za­razem wyznacza drogę postępowania swoim uczniom i uczenni­com wszystkich czasów. Nie powinni być oni niestali w swych poglądach i zachowaniu, nie mogą być nigdy podobni do trzciny, co się chwieje za lada podmuchem wiatru. O. Piotr Skarga, z ra­cji objaśnienia dzisiejszej Ewangelii poucza, jak się mamy zachować, kiedy czujemy się słabi: „Jeśliśmy trzciną słabą, przywią­zujmy się do mocnego dębu, do łaski i pomocy Chrystusowej, która nas umocni i postawi na skale...; w trzcinę słabości naszej kładźmy żelazo mocy Boskiej, którą zawsze dać nam Chrystus nasz gotów” (Kazania na niedziele i święta całego roku, t. 1, Kazanie na 2 niedzielę Adwentu Kraków [1938] t. I s. 35). Nie wolno nam nigdy być trzcinami. Moc Boża pozwoli wypełnić funk­cje naszego powołania we wszystkich okolicznościach i uwarunko­waniach.
O. Jakub Wujek, jak wszyscy wiemy, genialny tłumacz Biblii na język polski, każe się nam zastanowić, w jakiej trudnej sy­tuacji znalazł się św. Jan, mimo to jednak nie zapomniał o swo­im zadaniu, zleconym mu przez Boga: przygotowania ludzi, z któ­rymi go Bóg związał, na przyjęcie Mesjasza. „A tu już obaczmy” – pisze Wujek naszym przepięknym językiem XVI w. – „iż ani ciemnica, ani więzienie, ani okowy, nic nie przeszkodziły Janowi świętemu, aby był urzędu swego czynić nie miał”... I do­daje: „Albowiem to własna jest tych, którzy prawdziwie, a z ser­ca służą Panu Bogu, że ich żaden ucisk nie odstraszy, aby o tym mówić, tego czynić i sprawować nie mieli, co należy ku czci, a ku chwale Bożej” (Postille mniejszej część pierwsza..., Na trzecią niedzielę Adwentową... Warszawra 1870 s. 18). I nas od wypełnienia naszych zadań indywidualnych, rodzinnych, narodowych nic nigdy nie odstraszy.
Chrześcijańskie życie wymaga wyrzeczenia się mniejszych war­tości, aby osiągnąć większe, a nawet rezygnacji z wszystkich, aby być blisko Boga. Św. Jan pochodził z rodziny na pewno więcej niż dobrze sytuowanej, wiedział, jak wygląda życie dostatnie. Zre­zygnował z wszystkiego, by wypełnić plan powołania zarysowa­ny mu jego posłannictwem.
Wnioski z dzisiejszej homilii są następujące:
o. Piotr Skarga każe się – po pierwsze – przekonać, że obraz Mesjasza, Jezusa Chrystusa, jaki posiadamy we wspólnocie Ko­ścioła, jest prawdziwy, autentyczny, zgodny z tym, co nam prze­kazała o Nim Ewangelia (Kazania na niedziele i święta, Kazanie na 2 niedzielę Adwentu, Kraków [1938] t. I s. 25).
Po drugie, mamy odsłonić sobie i innym konkretnie Betlejem takie, jakie było, a nie takie, jakie chcą widzieć, czy widzą nie­którzy chrześcijanie: bajkowe i dziecinnie naiwne. I obraz Chry­stusa w chwale winien być zgodny z rzeczywistością przyjścia Pana.
Po trzecie, wspomniany o. Jakub Wujek wyprowadzi w swej homilii również wniosek dla nas z tej okoliczności, iż Pan Jezus, jak rozważaliśmy, nie powołuje się na swoje wypowiedzi o mesjaństwie, lecz na fakty. „Uczmyż się tu... przykładem Pana Zba­wiciela swego, raczę skutkiem czy rzeczą pokazować, co jesteśmy, aniżeli słowy" (Dz. cyt. s. 19). Tak, rzeczywiście, marny uczynka­mi dawać świadectwo, że jesteśmy Chrystusowi, więcej uczynkami niźli słowami.
Drodzy bracia, drogie siostry! Bóg obdarza nas świadomością sensu naszego życia. Mamy odnaleźć Betlejem w rozsnutej w chrześcijaństwie eschatologicznej myśli, by życie nasze – udane czy pozornie nieudane – włączyć w ujawnianie – sobie i spot­kanym ludziom – prawd: „Narodził się Zbawiciel” i „Chrystus przyjdzie”. A jedna i druga prawda woła słowami pieśni o. Duval'a: „Trzymaj światło w dłoni, swoje czyste serce, aby, gdy przybędzie, mógł poznać, żeś się opowiedział po Jego stronie”. Oczekiwanie przemieniamy w życie i innym to przekazujemy, chociaż jesteśmy świadomi – jak ksiądz Brunon u Cesbron'a – że jest w nas tak mało umiejętności, jak dotrzeć do stajenki Chry­stusowej i jak odezwać się do innych z radosną Nowiną, by się na jej wiadomość nie przerazili, nie zamknęli w sobie (G. Cesbron, Jest później niż myślisz, Warszawa brw, s. 84, 161, 165).
W rozsnutej myśli eschatologicznej, w szukaniu i znalezieniu Betlejemu będziemy przeżywać prawdę: „Narodził się Zbawiciel”. Niepokalana, której święto obchodziliśmy w ostatni czwartek, bę­dzie nam wszystkim w swojej szkole przypominać, iż w czekaniu na Chrystusa, niczyjego życia – nawet najbardziej przekreślone­go – nigdy nie można uważać za cząsteczkę wysypiska śmieci, lecz za żywy, drogocenny kamień struktury przedziwnej rzeczy­wistości, zwanej „Państwem Bożym”. Ona nas przygotowuje do godnego obchodzenia świąt Bożego Narodzenia, do uczynienia z Betlejemu programu życia, by stawało się ono w pamięci na przyjście Chrystusa w chwale codzienną realizacją śpiewu Anio­łów: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom Bo­żego upodobania”, ludziom dobrej woli. Amen.



grudnia 10, 2016

Rozważania Adwentowe – Na kogo czekasz?

grudnia 10, 2016

Rozważania Adwentowe – Na kogo czekasz?
Sobota II tygodnia Adwentu


Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw ma przyjść Eliasz?" (Mt 17,10)

Nie tylko życie jednego człowieka, ale cała historia ludzkości wychylona jest ku przyszłości i jest oczekiwaniem na "coś" i na "kogoś". Świadectwa takiego stanu ducha znajdziemy nie tylko w li­teraturze religijnej, lecz również w świeckiej. O oczekiwaniach ludzi sprzed dwóch tysięcy lat mówi dzisiejsza Ewangelia. Dowiadujemy się o przekonaniach uczonych w Piśmie, którzy twierdzili, że naj­pierw przyjdzie Eliasz... W czasach nowożytnych Samuel Beckett pisał o oczekiwaniu na Godota, a nasze czasy czekają jeszcze na Wielkanocnego Literata, który opisze oczekiwania współczesnych, szczególnie współczesnych Polaków. Wszak stan ducha narodowego też można określić jako oczekiwanie na jakiegoś Eliasza, na ja­kiegoś Godota, na kogoś, kto przyjedzie na kasztance, czy w ame­rykańskim fordzie, by z kotłujących się w polskim kotle elementów przyrządzić sensowną zupę. Czekamy, że jeszcze stanie się coś, co uczesze tę zwichrowaną fryzurę, w której każdy włos sterczy w inną stronę, że wreszcie wszystko będzie jasne i proste, że będzie wy­raźny przedziałek i jedne włosy będą porządnie spadać na prawo, a inne po swojemu na lewo.
To oczekiwanie, zarówno w wymiarze jednego człowieka, jak i w wymiarze ogólnoludzkim jest czynnikiem bardzo pozytywnym, jest ono bodźcem postępu i rozwoju. Dlaczego więc w słowach Jezusa o oczekiwaniu na Eliasza odczuwa się przyganę? Dlaczego "Czekanie na Godota" jest satyrą? Dlaczego godne krytyki są postawy naszego społeczeństwa pogrążającego się w marazmie?
Wprawdzie każde oczekiwanie zawiera w sobie element "nie­wiadomej", niemniej przedmiot naszej nadziei musi być jakoś określony. To nie może być jakieś mgliste "coś" i zupełnie nieznajomy "ktoś". Trzeba coraz jaśniej uświadamiać sobie, czego pragniemy i w kim pokładamy nadzieję. Ponadto, samo oczekiwanie nie może być stanem bliżej nieokreślonego bezwładu. Nasze oczekiwanie ma być dążeniem, wybieganiem naprzód. Trzeba też pamiętać o tym, że chociaż oczekiwanie jest tak długie, bo trwa ono przez całe życie człowieka i przez całą historię ludzi, to jednak nie jest ono bez kresu. Jest czas oczekiwania, ale przychodzi też w końcu „pełnia czasu”. Największą tragedią człowieka i ludzi będzie to, gdy po tak długim oczekiwaniu, rozminą się z Oczeki­wanym i w ogóle nie zauważą Jego przyjścia. Takie właśnie nie­bezpieczeństwo grozi wtedy, kiedy oczekiwanie nie jest "zorga­nizowane" i określone, tylko jest stanem niemożności i bezwładu. Przestrzega nas przed tym Chrystus w dzisiejszej Ewangelii: „Eliasz już przyszedł, a nie poznali go, i postąpili z nim tak, jak chcieli”.
Oto zadanie na Adwent: Zorganizować nasze oczekiwanie; uściślić, na co właśnie czekamy; ustalić, komu mamy zawierzyć i na­sze oczekiwanie uczynić dążeniem.
Bowiem ci, których posłał Bóg przed sobą, aby byli okazją refleksji, zmiany życia, ułożenia od nowa, uzupełnienia dobra - przechodzili i idą najczęściej nierozpoznani.
Wobec każdego Bóg posługuje się znakami przywołania, ale przyjęcie tych znaków porozumienia nie zawsze jest łatwe. Czasem przeszkadza ulotność znaku - dobry przyjaciel, nieśmiały spowiednik, delikatny człowiek modli­twy, przemijający szybko nastrój, który wprawdzie zabłysnął, ale łatwo zapruszyło go inne sprawy, jakiś wyjątkowy dar łaski, który też można było odsunąć bez większego wrażenia. Niekiedy brak skupienia, roztargnienie, kłopoty codzienne powodują, że to, co naprawdę ważne, co powinno być punktem dla myśli i decyzji ważnym i znaczącym, nie wywołuje należnej uwagi. W naszej rzeczywistości, chrześcijaństwa zastanego w bogatej formie znaków - kościoły, kaplice, obrazy, teksty literatury, nasycenie codzienności rodzinnej, ustawiczna wymowa terminów związanych z chrześcijaństwem, też nie sprzyja skupieniu uwagi na tym, co rzeczywiście dla nas ma znaczenie. W tej niezmiernej powszechności kontaktów, nawet najbardziej istotne tracą jaskrawość i znaczenie. Przyzwyczajone ucho, oko, słowo wypowiadane, już nie budzi żywych odczuć i nie mobilizuje życia. Kultura „przelotna” - to przylatywanie ptaków ponad, szybko, bez dotykania ziemi. Tak patrzy­my na obrazy w środkach przekazu, na teksty napisane, po których niczego się nie spodziewamy, tak słuchamy nawet wielkich słów i świętych wołań, tak nastawiamy nasze odbiorniki myśli, żeby mieć trochę wolności serca i spokojnego życia.
Niestety, to przenosi się na sprawy ważne.
Słuchamy, ale nie słyszymy rodziny, Kościoła, własnego sumienia. Patrzymy
- ale nie widzimy posłańców, których Pan daje naszej drodze, żeby była prosta i wyrównana.
Popatrzmy na nowo i usłyszmy ponownie znak i słowo Adwentu. Żal było­by kolejnego spotkania, które nie tworzy przyjaźni.

grudnia 09, 2016

Rozważania Adwentowe - Rozkapryszone dzieci

grudnia 09, 2016

Rozważania Adwentowe - Rozkapryszone dzieci

Adwentowe oczekiwanie na przyjście Mesjasza zachęca nas do pochylenia się nad słowem Bożym i skorygowania naszych oczekiwań i wyobrażeń. Pan Bóg proponuje nam przepis na udane życie. Nie potrzeba kupowania drogich prezentów, wykwintnych dań świątecznych czy szampańskiej zabawy w sylwestrową noc. Człowiek Adwentu to "człowiek, który upodobał sobie w prawie Pańskim i rozmyśla nad nim dniem i nocą". To człowiek, który szuka spełnienia w słowie Bożym i w nim znajduje swoją radość czy pocieszenie. Kiedy pociąga nas Bóg, oznacza to, że w Nim nasze serce znalazło upodobanie. Co nas niesie, co podnosi, co przenika pokojem i radością, jeśli nie upodobanie w Bogu? Ten właśnie modlitewny nastrój ma nas zaprowadzić do rozpoznania przychodzącego Chrystusa. 
Gdy jednych przywoła adwentowa propozycja roratniej bliskości z Maryją, Matką Jezusa, inni słuchają pieśni, wzruszają się, wielu ludzi idzie na rekolekcje, lub prywatnie wyciszają życie, by być bliżej Boga, wtedy łatwiej wi­dzieć owe „dzieci na rynku”, o jakich mówi dzisiaj Jezus. Są to ludzie, których szczególnie w naszych czasach trzeba dostrzec, rozumieć i pomagać im. Są to ci, którym niełatwo już pobiec za tymi, lub tamtymi. Stanowią wśród świata ogromną społeczność, ustawicznie zmienną, do której niekiedy i my należymy. Ludzie, którzy nie mają ani sił, ani chęci, ani odwagi, by cokol­wiek podejmować, czymkolwiek się zapalić, zachęcić. Ludzie, którym du­chowa pustka przesłania niebo i ziemię, Boga i rodzinę, pracę i odpoczynek. Jak strudzeni ponad miarę wędrowcy, przysiadają zrezygnowani i mówią nam: idźcie sami, my odpoczniemy. Pojawia się stan bezwładu, bezradności. Może to brak sił duszy, a czasem i ciała. Zbyt szybko zabierają, wykradają, rabują wręcz pędzące sytuacje i przeżycia. Może to rozczarowanie, które po­zostaje po marzeniach o sobie, o świecie, o przyszłości, która nagle okazała się smutna i bez szczęścia. Może to osamotnienie człowieka, który zaledwie czasem może być blisko kochanych, ważnych dla siebie ludzi. Ustawicznie porzucany dla pracy, odpoczynku, pozornych wartości, za jakimi biegną jego bliscy, przeżywa poczucie zbędności, jeżeli nie przeszkadzania tym, których kocha.
Może to powierzchowność przeżyć religijnych, które pozostają jakby w płaszczyźnie dewocji, nie nasycają serca, pokoju myśli, nie stając się chlebem i życiem. Ile trzeba pokory, ileż mądrości życia, aby w takich ludziach pod­trzymać poczucie jedności z Bogiem i nie odłączyć od swojej miłości. Oporne dzieci, to nie przekorny sprzeciw, ale to trudny problem osobisty, to ważne zadanie dla tych, którym jeszcze starczy sił, aby się smucić ze smutny­mi i cieszyć z radosnymi. Obojętny świat jest wielkim tematem modlitwy i miłości.
Bóg różnymi drogami stara się trafić do serca człowieka. Bóg pró­buje różnych sposobów, aby zdobyć jego miłość. W ten sposób do­stosowuje się do ogromnej różnorodności, która jest wśród ludzi i w samym człowieku. Jedni ludzie są wrażliwi na łagodne sugestie i wzrusza ich delikatność i tkliwość. Takie właśnie podniety skła­niają ich do działania. Inni potrzebują bardzo mocnego wrażenia, by pobudzić swoją wolę do aktywności. Wywiera na nich wrażenie wielki strach, wielka rozpacz, czy nawet wielkie cierpienie. Bywa, że w jednym człowieku sąsiadują obok siebie różne sprzeczności. Raz człowiek reaguje na najczulszy barometr, a innym razem jest otępiały i oziębły. Bóg stosuje się do tych wszystkich sytuacji i dopasowuje się do nastrojów ludzkiego serca. Podobnie postępuje również Kościół, który przez Chrystusa został ustanowiony naszą Matką i Mistrzynią. W ciągu roku liturgicznego Kościół wprowadza nas w różne klimaty i nastroje. Sam Adwent nie jest okresem jednorodnym. Splatają się w nim wątki radosnego oczekiwania i surowej pokuty. Jest w nim Jan Chrzciciel, który gromko napełnia grzeszników i cicha Dziewica, która oddziałuje blaskiem swojej czystości. Zaprawdę, Bóg robi wszystko, by ratować człowieka, by doprowadzić go do swego Serca, które jest życiem i pełnią.
Niestety, ten połów nie zawsze udaje się Panu Bogu. Pan Jezus porównał Królestwo niebieskie do wielkiej sieci. On sam zna doskonale rzemiosło łowienia ludzi. Są jednak ryby, które umykają jego niewodowi, są serca niewrażliwe na urok tego niezwykłego Oblubieńca. To do nich odnosi się wyrzut z dzisiejszej Ewangelii: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili”. W naszej historii i literaturze istnieje mit niezłomnego obrońcy oblężonej twierdzy; wspomnę tutaj "Redutę Ordona" i wy­czyn Wołodyjowskiego w Kamieńcu. Takich obrońców uważamy za wielkich bohaterów. Polegli, a nie poddali się! Kto zginie dlatego, że nie poddał się miłości Boga, jest nieszczęsnym głupcem i tchó­rzem! Dlatego bądźmy wrażliwi na nastroje Adwentu i całego roku liturgicznego. Trzeba „sentire cum Ecclesia” (odczuwać z Koś­ciołem). Niech każdy przejaw miłości Bożej pociąga nas do Bożego Serca: i wtedy, gdy Bóg wzywa do pokuty i pobudza do żalu; i wte­dy, gdy przychodząc napełnia nas radością.

 

grudnia 08, 2016

Homilia na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

grudnia 08, 2016

Homilia na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

"Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa" (Łk 1,38)

Już byli poślubieni. Już wybrali. Uzgodnili, jak chcą żyć. Czyż Bóg się zagapił i nie przysłał swojego anioła wtedy, gdy była ku temu właściwa chwila? Najwyższy nawiedza Maryję i Józefa i zmienia ich plany na przyszłość. U nich wszystko, od tej chwili, będzie inaczej: i z miłością małżeńską, życiem rodzinnym, z wszelkim planowaniem.
Przyszedł Bóg i Maryja doznaje wielkiej radości. Trzeba wówczas zanurzyć ludzką radość, płynącą ze związku mężczyzny z kobietą, w tej radości, która napełnia niegasnącym weselem i duszę i ciało człowieka. Maryja czysta, wolna, kochająca, „pełna łaski” – sprawy Boże stawia jako najważniejsze. Swoje ludzkie szczęście, bezpieczeństwo, osobiste pragnienia powierza Ojcu, który wie, co czyni.
Bóg wchodzi w to, co człowiek zaplanował. Objawia swoje plany wówczas, gdy nadchodzi „Jego godzina”. Jan Paweł II mówił: „Czy można powiedzieć Bogu – nie! Czy można powiedzieć Chrystusowi – nie! Oczywiście – można. Człowiek jest wolny; ale: czy wolno i w imię czego – wolno?” Dowiadujemy się o planach Bożych nie na początku życia, lecz gdy ono trwa. Nie znamy swojej przyszłości. Taka sytuacja może napełniać ogromnym przerażeniem. Wielu ludzi nie wie, co będzie z ich małżeństwem, zdrowiem, wychowaniem dzieci. Pytają wróżek, kart, uczestniczą w seansach spirytystycznych. Jedynie Bóg wie, co będzie z nami. Nie trzeba się bać, gdyż jesteśmy w Jego rękach. On czuwa nad człowiekiem. Jest zawsze, kiedy człowiek Go potrzebuje.
Nie wszystko trzeba poznać, co odnosi się do naszej przyszłości. Gdy chcemy wiedzieć w czasie, którego Bóg nie przewidział na objawienie nam swoich tajemnic, zaczynamy buntować się, zniechęcać, podejrzewać Go, że działa na naszą niekorzyść. Brak koncentracji na kreowaniu własnego szczęścia, bezpieczeństwa, spokoju, umożliwi przyjęcie Bożych zamiarów. Czystość serca, otwiera człowieka na rozumienie tego, co mówi Bóg. Czystość jest wolnością ducha. Mogę zrozumieć mojego Pana nie wtedy, gdy jestem niewolnikiem, lecz wówczas, gdy uczestniczę w „wolności synów Bożych”. Czystość, a tym samym wolność w Duchu Świętym, przygotowuje człowieka do wybrania tego, co „miłego Bogu i co doskonałe”. Pragnienie życia w czystości, jest równoznaczne z pragnieniem życia w łasce. Człowiek w tej sytuacji poznaje, że miłuje Boga ponad wszystko i wszystkich. W czystości zostaje nam objawiona przyczyna naszej radości, a jest nią Bóg. Czystość owocuje głęboką przynależnością do tego, „który mnie umiłował i samego siebie wydał za mnie”. Niepokalana, należy do Pana. Czystość karmi się słuchaniem i posłuchaniem Ojca, we wszystkim. Maryja słuchając Boga pozwala, aby On uczynił ją Matką Swojego Syna. Macierzyństwo Maryi bierze początek z propozycji Boga i zgody na nią Niepokalanej.
Maryja wraz z Józefem, znaleźli sens życia w tworzeniu warunków do tego, aby człowiek poznał, pokochał i naśladował Jezusa. Jedni płaczą, aby inni mogli się śmiać. Inni cierpią, aby ktoś odzyskał zdrowie, również to duchowe. Jedni oddają życie Bogu, aby ci, którzy nie szukają Boga, „zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy”.
Maryja kochała Józefa z wzajemnością. Bóg odsłania swoje plany przed tymi, którzy kochają, ponieważ oni rozumieją, co mówi Bóg i chcą tego, czego On pragnie. Św. Augustyn powiedział: „Dajcie mi człowieka, który kocha, a on zrozumie, co mówię”. Bóg Ojciec nie chce, żeby Maryja była osamotniona wśród ludzi. Stawia przy Jej boku mężczyznę, Józefa. Na drodze naszego życia otrzymujemy wsparcie zarówno od Boga, jak i od przyjaznego nam człowieka. Dobrze jest mieć kogoś tak bliskiego w życiu, a równocześnie zaufanego, jak Maryja. 
 
 
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger