września 06, 2026

23. Niedziela Zwykła (A) - Upomnieć, ale nie potępić!

23. Niedziela Zwykła (A) - Upomnieć, ale nie potępić!


✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza (Mt 18, 15-20)

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.
Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».


Oto słowo Pańskie.


Refleksja nad Słowem Bożym

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejsza Ewangelia jest bardzo konkretna. Jezus nie mówi o jakiejś idealnej wspólnocie, w której wszyscy zawsze się rozumieją, nie ranią i nie popełniają błędów. Jezus wie, że wszędzie tam, gdzie są ludzie, pojawiają się konflikty, zranienia, grzech i nieporozumienia.

Dlatego mówi:
Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy”.

Zwróćmy uwagę na pierwsze słowo: „idź”. Jezus nie mówi: idź i opowiedz o nim innym.

Nie mówi: napisz o nim w internecie.
Nie mówi: zbierz sobie ludzi, którzy przyznają ci rację.
Mówi: „idź do niego”.
To ogromna różnica.

Jak często robimy dokładnie odwrotnie! Ktoś nas zranił, więc opowiadamy o tym rodzinie, znajomym, sąsiadom. Czasami wszyscy wiedzą o konflikcie – tylko nie wiedzą o nim ci, którzy powinni ze sobą porozmawiać. Zaczyna się od jednego zdania: „Wiesz, co on mi zrobił?” Potem dochodzi następna osoba, następna opinia, następna interpretacja. I z małego zranienia powstaje wielka przepaść.

Jezus zatrzymuje tę lawinę. Mówi: „Idź i upomnij go w cztery oczy”.

1. 𝙐𝙥𝙤𝙢𝙣𝙞𝙚𝙣𝙞𝙚 𝙣𝙞𝙚 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙯𝙚𝙢𝙨𝙩𝙖̨

Upomnienie chrześcijańskie nie ma być sposobem na pokazanie drugiemu człowiekowi, że jesteśmy od niego lepsi.

Nie jestem sędzią mojego brata. Nie jestem jego prokuratorem. Jeżeli mam go upomnieć, muszę najpierw zapytać siebie: Czy naprawdę chcę jego dobra?

Bo można powiedzieć prawdę i jednocześnie zranić człowieka.
Można mieć rację, a jednocześnie nie mieć miłości.
Można wygrać dyskusję i jednocześnie stracić człowieka.

Dlatego chrześcijańskie upomnienie powinno być jak lekarstwo. Lekarz nie rani pacjenta dlatego, że go nie lubi. Dotyka chorego miejsca dlatego, że chce je wyleczyć.

Zapamiętajmy sobie tę piękną brzmi myśl: mamy być bardziej lekarzem niż prokuratorem. 

2. .𝙅𝙚𝙯𝙪𝙨 𝙢𝙤́𝙬𝙞: „𝙥𝙤𝙯𝙮𝙨𝙠𝙖𝙨𝙯 𝙨𝙬𝙚𝙜𝙤 𝙗𝙧𝙖𝙩𝙖”

To jest najważniejsze zdanie całej Ewangelii: „Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata”.

Nie: pokonasz swego brata.
Nie: udowodnisz mu, że jesteś lepszy.
Nie: postawisz na swoim.

Pozyskasz brata!

A więc celem chrześcijańskiego upomnienia nie jest zwycięstwo nad człowiekiem, ale odzyskanie człowieka. To jest zupełnie inna logika.

Jeżeli żona rozmawia z mężem, mąż z żoną, rodzic z dzieckiem, przyjaciel z przyjacielem – nie chodzi o to, kto ma rację. Chodzi o pytanie: Czy po tej rozmowie będziemy sobie bliżsi, czy jeszcze bardziej oddaleni?

Czasami pierwszym krokiem do pojednania jest bardzo trudne zdanie:
„Zraniłeś mnie”.

Ale czasami jeszcze trudniejsze: „Przepraszam, to ja ciebie zraniłem”.

3.𝙒 𝙘𝙯𝙩𝙚𝙧𝙮 𝙤𝙘𝙯𝙮” – 𝙅𝙚𝙯𝙪𝙨 𝙯𝙖𝙩𝙧𝙯𝙮𝙢𝙪𝙟𝙚 𝙤𝙗𝙢𝙤𝙬𝙚̨

Jezus daje nam także niezwykle ważną lekcję dotyczącą naszych słów.

Jeżeli mam problem z człowiekiem, najpierw rozmawiam z nim, a nie o nim. To może być lekarstwo na wiele rodzinnych konfliktów, małżeńskich kryzysów, sąsiedzkich sporów, a także podziałów we wspólnocie Kościoła.

  • Nie budujmy jedności przez wspólne narzekanie na innych.
  • Nie budujmy przyjaźni na obmowie.
  • Nie szukajmy ludzi, którzy będą potwierdzać nasze pretensje.


Bo plotka prawie nigdy nie prowadzi do pojednania. Przeciwnie – potrafi uruchomić lawinę kolejnych słów i jeszcze bardziej zaognić konflikt. 

Jeżeli kochasz człowieka – rozmawiaj z nim, nie za jego plecami.

4. 𝘼𝙡𝙚 𝙟𝙚𝙨𝙩 𝙟𝙚𝙨𝙯𝙘𝙯𝙚 𝙙𝙧𝙪𝙜𝙖 𝙨𝙩𝙧𝙤𝙣𝙖 𝙀𝙬𝙖𝙣𝙜𝙚𝙡𝙞𝙞

Możemy bardzo łatwo pomyśleć: 
„To wszystko jest dla mojego męża”.
„To jest dla mojej żony”.
„To jest dla mojego sąsiada”.
„To jest dla mojego brata”.
„On powinien tego posłuchać”.

A Jezus dzisiaj pyta również mnie: Czy ty potrafisz przyjąć upomnienie?

Bo czasami jesteśmy bardzo odważni w poprawianiu innych, ale bardzo delikatni, kiedy ktoś próbuje powiedzieć prawdę o nas.

Chcemy mieć przyjaciół, którzy nas wspierają. Ale potrzebujemy również takich, którzy odważą się powiedzieć nam prawdę. Warto pamiętać tę prostą mądrość: strzeż się przyjaciół, którzy kochają twoje błędy. Czasami człowiek, który nas upomina, nie jest naszym wrogiem.

Może właśnie jest człowiekiem, który za bardzo nas kocha, żeby pozwolić nam spokojnie iść w złą stronę.

5. „𝙂𝙙𝙯𝙞𝙚 𝙙𝙬𝙖𝙟 𝙖𝙡𝙗𝙤 𝙩𝙧𝙯𝙚𝙟…” – 𝙠𝙞𝙚𝙙𝙮 𝙩𝙧𝙯𝙚𝙗𝙖 𝙯𝙖𝙘𝙯𝙖̨𝙘́ 𝙨𝙞𝙚̨ 𝙢𝙤𝙙𝙡𝙞𝙘́

Drodzy Bracia i Siostry!

Jezus kończy dzisiejszą Ewangelię słowami: „Gdzie dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

Te słowa często słyszymy przy okazji spotkań modlitewnych, rekolekcji czy wspólnotowych nabożeństw. Ale spójrzmy na nie w kontekście całej dzisiejszej Ewangelii.

Jezus mówi o człowieku, który zgrzeszył. Mówi o upomnieniu. Mówi o próbie odzyskania brata. A potem mówi:
„Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca”.

Jakby Jezus chciał nam powiedzieć: Jeżeli naprawdę zależy ci na przemianie drugiego człowieka, nie tylko z nim rozmawiaj. Zacznij się za niego modlić.

Bo czasami przychodzi taki moment, kiedy nasze argumenty już nie wystarczają.

Rozmawiałaś z mężem.
Rozmawiałeś z żoną.
Upominałeś dziecko.
Próbowałeś przemówić do przyjaciela.
Tłumaczyłeś, prosiłeś, ostrzegałeś… I nic.

Wtedy pozostaje coś, co może być najpotężniejszym narzędziem miłości – modlitwa.

Może ona brzmieć tak:
„Panie Jezu, przemień jego serce.
Otwórz mu oczy.
Pokaż mu prawdę.
Uwolnij go od zła.
A mnie daj cierpliwość, miłość i mądrość, abym nie przestał o niego walczyć”.

Czasami człowiek, którego nie potrafimy zmienić żadnym słowem, może zostać dotknięty łaską Boga. Dlatego nie rezygnujmy z ludzi zbyt szybko.

Może ktoś dzisiaj potrzebuje nie kolejnego naszego argumentu, ale naszej modlitwy.
Może zamiast kolejny raz mówić komuś: „Ty się zmień”, powinniśmy uklęknąć i powiedzieć Jezusowi:
„Jezu, zmień go. A jeśli trzeba – najpierw zmień mnie”.

Bo modlitwa może zrobić więcej niż nasze najlepsze argumenty.

Ale modlitwa nie oznacza obojętności wobec zła. I tutaj trzeba powiedzieć bardzo jasno: Dzisiejsza Ewangelia nie jest Ewangelią pobłażliwości wobec grzechu.

Chrześcijanin nie może powiedzieć:

„Nie będę się wtrącał”.
„To jego życie”.
„Każdy ma swoją prawdę”.
„Nie osądzajmy, więc niczego nie nazywajmy złem”.

Jezus mówi coś zupełnie innego:

„Idź i upomnij go”.

To jest ogromna odpowiedzialność za drugiego człowieka.

Miłość nie polega na tym, że pozwalam komuś spokojnie zmierzać ku przepaści, ponieważ boję się, że moje słowa go zranią.

Jeżeli widzę, że mój brat niszczy swoje życie, niszczy rodzinę, krzywdzi innych, uzależnia się, żyje w grzechu – nie mogę udawać, że niczego nie widzę. Nie wolno nam być tolerancyjnymi wobec zła tylko dlatego, że boimy się nazwać je po imieniu.

Grzech trzeba nazwać grzechem.
Zło trzeba nazwać złem.
Kłamstwo trzeba nazwać kłamstwem.
Krzywdę trzeba nazwać krzywdą.

Ale uwaga!

Nietolerancja wobec grzechu nie może stać się nienawiścią do grzesznika.

Mam sprzeciwiać się złu, ale nie przestać kochać człowieka.
Mam odrzucić grzech, ale nie odrzucić człowieka.
Mam powiedzieć prawdę, ale nie po to, żeby kogoś upokorzyć – tylko po to, żeby go pozyskać.

Bo Jezus nie mówi: „Zniszcz swego brata”. On mówi: „Pozyskasz swego brata”.

Braterskie upomnienie jest aktem miłości Dlatego może warto dzisiaj zapytać siebie:

Czy mam odwagę upomnieć człowieka, którego naprawdę kocham?

Nie z gniewem.
Nie z poczuciem wyższości.
Nie za jego plecami.
Nie przez plotkę.
Nie przez internet.

Ale „w cztery oczy” – z miłością, pokorą i prawdą.

A potem – jeśli nasze słowa nie wystarczą – modlić się.

Może właśnie dlatego Jezus mówi:

„Gdzie dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
Czyli :
Zbierzmy się więc czasem razem i módlmy się za tych, których nie potrafimy już przekonać.

Za syna, który odszedł od Boga.
Za córkę, która pogubiła się w życiu.
Za męża, który niszczy rodzinę.
Za żonę, która nosi w sercu gniew.
Za przyjaciela, który wszedł na złą drogę.
Za człowieka uzależnionego.
Za tego, który przestał odróżniać dobro od zła.

Nie przekreślajmy go. Módlmy się za niego. Bo może nasze słowo już do niego nie dociera, ale łaska Boga może dotrzeć tam, gdzie my nie mamy dostępu.

Drodzy Bracia i Siostry!

Nie bójmy się więc braterskiego upomnienia.
Nie bójmy się mówić prawdy.
Nie bójmy się nazywać grzechu grzechem.
Nie zgadzajmy się na zło, niesprawiedliwość, krzywdę i kłamstwo.

Ale róbmy to nie jako sędziowie, lecz jako bracia i siostry, którym naprawdę zależy na zbawieniu drugiego człowieka.

A kiedy już powiemy prawdę – módlmy się.

Kiedy nie możemy przemienić człowieka – módlmy się.
Kiedy nasze słowa odbijają się od zamkniętego serca – módlmy się.
Kiedy po ludzku nie widzimy już żadnej nadziei – módlmy się.

Bo może właśnie wtedy zaczyna działać Bóg. I dlatego na zakończenie zapamiętajmy trzy słowa:

UPOMNIJ – NIE POTĘPIAJ.
KOCHAJ – NIE AKCEPTUJ ZŁA.
MÓDL SIĘ – I NIE TRAĆ NADZIEI.


A jeśli dzisiaj jest w twoim życiu ktoś, kogo nie potrafisz już zmienić, nie przekreślaj go. Weź go do swojej modlitwy. Weź go na adorację Najświętszego Sakramentu - może właśnie tam, gdzie ty już nie możesz nic zrobić, Bóg może zrobić wszystko.

Bo: 

„Gdzie dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.

A zatem: „Kogo dzisiaj powinienem upomnieć? 
Za kogo powinienem zacząć się modlić? 
I wobec jakiego zła przestałem już reagować?”

Pomyśl o tym w ciszy swego serca, a ja z serca ci błogosławię+ Amen.
.

września 05, 2026

ŚWIĘTA MATKA TERESA Z KALKUTY - „Jestem tylko ołówkiem w ręku Boga”.

ŚWIĘTA MATKA TERESA Z KALKUTY - „Jestem tylko ołówkiem w ręku Boga”.

 

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza (Łk 6, 1-5 )

W pewien szabat Jezus przechodził wśród zbóż, a uczniowie zrywali kłosy i jedli, wykruszając ziarna rękami.
Niektórzy zaś z faryzeuszów mówili: «Czemu czynicie to, czego nie wolno w szabat?»
Wtedy Jezus, odpowiadając im, rzekł: «Nawet tego nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy poczuł głód, on i jego ludzie? Jak wszedł do domu Bożego i wziąwszy chleby pokładne, sam jadł i dał swoim ludziom? Chociaż samym tylko kapłanom wolno je spożywać».
I dodał: «Syn Człowieczy jest Panem także szabatu».

Oto słowo Pańskie.

🔥 REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM 

„Syn Człowieczy jest Panem także szabatu”.

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam ludzi, którzy bardzo dobrze znali przepisy religijne, ale mieli problem z rozpoznaniem człowieka.

Uczniowie Jezusa są głodni. Zrywają kłosy i jedzą. Faryzeusze natychmiast zauważają przekroczenie przepisu szabatu.

Jezus natomiast widzi coś więcej.

Widząc głodnego człowieka, nie można najpierw zobaczyć przepisu. Najpierw trzeba zobaczyć człowieka.

I właśnie tutaj niezwykle mocno spotyka się dzisiejsza Ewangelia z życiem św. Matki Teresy z Kalkuty.

Ona również patrzyła inaczej.

Kiedy inni widzieli na ulicach Kalkuty żebraków, trędowatych, bezdomnych, umierających i porzucone dzieci, ona widziała człowieka.

A jeszcze głębiej – widziała w nim Chrystusa. Dlatego powtarzała za Jezusem:
„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.

Dla niej Ewangelia nie była teorią.

Jeżeli człowiek był głodny – trzeba było go nakarmić.
Jeżeli był chory – trzeba było się nim zająć.
Jeżeli umierał samotnie – trzeba było przy nim zostać.
Jeżeli był odrzucony – trzeba było go przyjąć.
Jeżeli nikt go nie kochał – trzeba było mu pokazać, że jest kochany.

To dlatego Matka Teresa wychodziła tam, gdzie inni nie chcieli iść. W Kalkucie zaczęła służyć najbiedniejszym z biednych, a założone przez nią Misjonarki Miłości podejmowały posługę wśród chorych, umierających, bezdomnych i porzuconych.

Ale trzeba zauważyć coś bardzo ważnego. Matka Teresa nie pomagała człowiekowi zamiast kochać Jezusa. Ona pomagała człowiekowi dlatego, że kochała Jezusa.

Jej dzień rozpoczynał się od modlitwy i Eucharystii, a potem prowadził do służby potrzebującym. Wieczorem powracała do adoracji Najświętszego Sakramentu.

To jest bardzo ważne także dla nas.

Bo można mieć wiele religijnych zwyczajów, modlitw, praktyk, można znać przykazania i zasady – a jednocześnie przechodzić obojętnie obok człowieka, który potrzebuje naszego serca.

Można przyjść do kościoła i nie zauważyć człowieka stojącego obok.
Można odmówić wiele modlitw i nie przebaczyć komuś.
Można mówić o Bogu, a jednocześnie nie mieć czasu dla cierpiącego.
Można bronić prawdy, a zapomnieć o miłości.

I właśnie przed taką religijnością ostrzega nas dzisiejsza Ewangelia. Jezus nie znosi szabatu. Jezus przywraca mu właściwe miejsce. Pokazuje, że człowiek nie został stworzony dla przepisu.

To Boże przykazania są po to, aby człowiek mógł żyć prawdziwie, kochać Boga i kochać drugiego człowieka.

Matka Teresa rozumiała to niezwykle prosto.

Mówiła, że miłość trzeba zaczynać od człowieka, który jest blisko. Nie od wielkich deklaracji, ale od konkretnej osoby. Od rodziny. Od sąsiada. Od chorego. Od samotnego. Od człowieka, którego codziennie spotykamy.

Świętość zaczyna się bardzo blisko. Nie zawsze potrzeba wielkich czynów.

Czasami świętością jest telefon do samotnej osoby.
Czasami przebaczenie.
Czasami cierpliwe wysłuchanie.
Czasami nakarmienie głodnego.
Czasami odwiedzenie chorego.
Czasami zwykły uśmiech.

Matka Teresa powiedziała coś bardzo prostego i wymagającego:
„Nie dopuść, by po spotkaniu z tobą ludzie nie odchodzili choć trochę szczęśliwsi”.

Jakże mocno brzmi to dzisiaj!

Czy ludzie po spotkaniu ze mną odchodzą choć trochę szczęśliwsi?
Czy w moim domu jest więcej pokoju dlatego, że jestem?
Czy mój współmałżonek czuje się przeze mnie kochany?
Czy moje dzieci wiedzą, że są dla mnie ważne?
Czy starszy człowiek czuje, że nie jest ciężarem?
Czy człowiek cierpiący może przy mnie przestać się wstydzić swojej słabości?
Czy ktoś samotny może dzięki mnie poczuć, że nie jest sam?

To są bardzo konkretne pytania.

Bo świętość nie polega jedynie na tym, żeby dużo mówić o Bogu. Świętość polega na tym, żeby pozwolić Bogu kochać innych przez nas.

Matka Teresa mówiła o sobie: „jestem tylko ołówkiem w ręku Boga”.

Piękny obraz.
Ołówek sam niczego nie napisze.
Potrzebuje ręki.
A my mamy być takim ołówkiem w ręku Boga.

Bóg chce przez nasze ręce nakarmić głodnego.

Przez nasze serce pocieszyć smutnego.
Przez nasze słowa podnieść człowieka, który upadł.
Przez naszą obecność powiedzieć komuś: „Nie jesteś sam”.
Przez nasze przebaczenie dać komuś jeszcze jedną szansę.

Dlatego dzisiejsza Ewangelia stawia nam bardzo konkretne zadanie:

Nie przechodź obojętnie obok człowieka.

Nie pytaj najpierw: „Czy on na to zasługuje?”
Ale zapytaj: „Czego potrzebuje?”

Nie pytaj: „Dlaczego on taki jest?”
Ale zapytaj: „Co mogę dla niego zrobić?”

Nie pytaj: „Czy to mój problem?”

Ale zapytaj: „A może właśnie mnie Bóg posyła do tego człowieka?”

Matka Teresa przypomina nam również, że miłość zaczyna się w domu. W swoim liście do Polaków zachęcała, aby uczyć młodych miłości Boga i modlitwy oraz troszczyć się o jedność rodziny.

I może właśnie od tego powinniśmy zacząć. Nie od zmieniania całego świata. Zacznij od jednego człowieka.

Od jednej osoby, której dzisiaj okażesz dobro.
Od jednej osoby, której przebaczysz.
Od jednej osoby, którą wysłuchasz.
Od jednej osoby, której powiesz: „Dobrze, że jesteś”.

Bo być może dla niej właśnie ten jeden gest będzie dzisiaj znakiem obecności Boga.

Drodzy Bracia i Siostry!

Jezus mówi:
„Syn Człowieczy jest Panem także szabatu”.

A św. Matka Teresa swoim życiem jakby dopowiada:
Jeżeli naprawdę spotkałeś Chrystusa, nie możesz przejść obojętnie obok człowieka.

Niech każda Eucharystia prowadzi cię do miłości.
Niech każda modlitwa prowadzi cię do miłości.
Niech wiara prowadzi  cię do miłości.
A prawdziwa miłość zawsze staje się konkretna.

Prośmy więc dzisiaj:

Jezu, naucz mnie patrzeć Twoimi oczami.
Kiedy zobaczę głodnego – daj mi serce, które się zatrzyma.
Kiedy zobaczę cierpiącego – daj mi odwagę, aby podejść.
Kiedy spotkam samotnego – daj mi czas.
Kiedy ktoś mnie zrani – daj mi siłę do przebaczenia.
Kiedy zobaczę człowieka odrzuconego – przypomnij mi, że on także jest Twoim dzieckiem.

I spraw, abym nie był człowiekiem, który tylko zna Twoje przykazania.
Uczyń mnie człowiekiem, który potrafi kochać. Abym – jak św. Matka Teresa – mógł stać się małym „ołówkiem” w Twojej ręce.

I aby dzięki moim słowom, moim dłoniom, mojej obecności i mojej miłości ktoś choć odrobinę bardziej uwierzył, że Ty naprawdę jesteś blisko. Amen.

✝️ Niech Pan Jezus napełni Twoje serce miłością, która nie pozostaje tylko słowem, ale staje się obecnością, pomocą, przebaczeniem i dobrem. 

Niech za wstawiennictwem św. Matki Teresy uczyni Cię swoim narzędziem, aby przez Ciebie mógł dziś okazać komuś swoją miłość.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec † i Syn, i Duch Święty. Amen.



PS.

LIST MATKI TERESY Z KALKUTY DO POLAKÓW

W 1996 r. Matka Teresa, zatrwożona informacją, że w polskim parlamencie toczy się dyskusja nad zmianą ustawy chroniącej życie nienarodzonych, przysłała list z Kalkuty do Polaków, który poniżej drukujemy w całości.

Moi Drodzy
Bracia i Siostry w Polsce!

Jak wiecie, jestem w szpitalu, ale słysząc o zmianach prawa, jakie są rozważane w Polsce, czuję, że Bóg chce, abym zwróciła się do Was w imieniu nienarodzonych dzieci.

Życie jest najpiękniejszym darem Boga. On stworzył nas do wielkich rzeczy, aby kochać i być kochanym. Bóg daje nam czas na ziemi, abyśmy poznali Jego Miłość, abyśmy doświadczyli Jego Miłości do głębi naszego istnienia. Abyśmy Go kochali, byśmy kochali naszych braci i siostry. Życie jest darem Boga. Darem, którym tylko Bóg może obdarzać. I Bóg w swojej pokorze dał mężczyźnie i kobiecie zdolność współpracy z Nim w przekazywaniu życia. Jakikolwiek był Jego zamiar, nie wolno nam ingerować w ten piękny Boży dar ani go niszczyć. Dlaczego dzisiaj ludzie boją się małego dziecka? Ponieważ chcą mieć łatwiejsze, bardziej komfortowe, wygodniejsze życie? Więcej wolności? Bać się należy jedynie łamania Bożych praw, ponieważ Bóg w swojej nieskończonej i czułej miłości pragnie tylko naszego dobra, naszego szczęścia, naszej miłości.

Moi kochani Polacy! Uczcie swoich młodych kochać Boga. Uczcie ich modlić się. A jeśli będziecie trzymać się razem, będziecie kochać się wzajemnie taką miłością, jaką Bóg kocha każdego z nas. Z całych sił starajmy się utrzymać jedność polskich rodzin. Wnośmy prawdziwy pokój w naszą rodzinę, otoczenie, miasto, kraj, w świat. Zaczynajmy od pełnego miłości pokochania małego dziecka już w łonie matki. Jak już wielokrotnie mówiłam w wielu miejscach, tym, co najbardziej niszczy pokój we współczesnym świecie, jest aborcja, ponieważ jeżeli matka może zabić swoje własne dziecko, co może powstrzymać Ciebie i mnie od zabijania się nawzajem? Najbezpieczniejszym miejscem na świecie powinno być łono matki, gdzie dziecko jest najsłabsze i najbardziej bezradne, w pełni zaufania całkowicie zdane na matkę. I pamiętajcie, że Jezus powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Ofiarowuję wszystkie swoje cierpienia, wynikające z choroby i bezradności, abyście dokonali prawidłowego wyboru - abyście wybrali życie, zgodnie z wolą Bożą. Módlmy się! Niech Bóg Was błogosławi.

Kalkuta, 24 września 1996 r.
.
.

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger