Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozważania Adwentowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozważania Adwentowe. Pokaż wszystkie posty

grudnia 07, 2022

Rozważania Adwentowe – Słodkie jarzmo i lekkie brzemię

grudnia 07, 2022

Rozważania Adwentowe – Słodkie jarzmo i lekkie brzemię
Środa, II tydzień Adwentu


Na adwentowej drodze ruch odbywa się w dwóch kierunkach. Bóg przychodzi do nas, ale i my mamy podążać do Niego. Kiedy my wołamy: "Przybądź", On odpowiada wezwaniem: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Bóg rzeczywiście „dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego”, jak stwierdza to prorok Izajasz w pierwszym czytaniu mszalnym (Iz 40,29). Trzeba jednak być przygotowanym na to, że Bóg czyni to w sposób niekonwencjonalny i zaskakujący. Spodziewamy się, ze Bóg ujmie nam ciężaru, żebyśmy mogli sobie odpocząć i nabrać sił, a tymczasem słyszymy: „Weźcie moje jarzmo na siebie”. W sławnych "Listach Nikodema" Jezus ciągle mówi do stroskanego ojca: „Daj mi swoje troski”. Dzieło Jana Dobraczyńskiego jest tylko apokryfem, a w prawdziwej Ewangelii Pan Jezus mówi: „Weźcie moje jarzmo na siebie”. To nowe jarz­mo i brzemię daje jednak człowiekowi wielką moc. Jarzmo oznacza dosłownie przywiązanie do pługa, czy do wozu, a w przenośni jest uwiązaniem do różnych obowiązków. Czym jest to jarzmo, które Jezus chce włożyć na nas? - Jest to jarzmo miłości. Tak poucza nas prorok Ozeasz: „Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości” (Oz 11,4). Te więzy i to jarzmo, które Jezus nakłada na nas to rzeczywiście miłość. Jeśli człowiek dołączy do swoich obowiązków jeszcze ten ciężar, wtedy wszystko staje się lżejsze i łatwiejsze. Najtrudniejsze rzeczy wykonywane są z łatwością. Najcięższa praca podjęta z miłości jest lekka. Nawet krzyż znoszony z miłością może być słodki. Zaiste, prawdę mówi nam Pan Jezus: „Jarzmo moje jest słodkie, a brzemię lekkie”.
W niekonwencjonalny sposób Pan Jezus daje również ukojenie dla dusz naszych. Człowiek myśli, że znajdzie ukojenie, kiedy zaspokoi wszystkie swoje pragnienia i ambicje. Myślimy, że uko­jenie dają wielkie osiągnięcia i sukcesy: sława, chwała i wszelkiego rodzaju aplauz. Kto osiągnął satysfakcję - ten znalazł ukojenie. A tymczasem Pan Jezus mówi: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem ła­godny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. Droga do ukojenia to droga łagodności i pokory. I jak zwykle, On nas zna lepiej, niż my sami siebie. Kto podejmuje się jakiejkolwiek działalności tylko po to, by odnosić sukcesy i zdobyć chwałę i sławę, zazwyczaj nigdy nie znajduje ukojenia. Każda recenzja, każda kry­tyka odbierze mu resztki wewnętrznego pokoju, a większe sukcesy współzawodników będą budzić zazdrość, która bardziej trawi wnętrze człowieka niż kwas solny. Kto jest pokorny, kto niewiele szuka dla siebie, a wiele chce ofiarować innym, uwalnia się od tych kwasów i zaburzeń. Nie zazna ukojenia serce pyszałka i wojownika. Pokój może zagościć tylko w sercu łagodnym i cichym. Utrudzeni i obciążeni podążajmy do Jezusa:
„On dodaje mocy zmęczonemu
i pomnaża siły omdlałego...
Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły,
otrzymują skrzydła jak orły”. (Iz 40,29-31)
Tak. On dodaje mocy. Jeżeli jesteś utrudzony swoim powołaniem, wspólnotą, samym sobą, wydarzeniami w których ci przyszło pełnić czyny apostolskie, wtedy przychodź do Boga. Jeżeli spotkasz wśród bliskich tych, którzy utrudzeni i obciążeni wielu sprawami, stanęli bezradnie, wtedy ich prowadź do źródła mocy, do Jezusa Chrystusa. O tym warto pamiętać. Czasem wydaje się, że przyjdzie wtedy, gdy moje myśli będą promieniste, gorące uczucia, modlitwy pełne wiary i szczebiotu. Skłonny byłbym nawet odłożyć niektóre spotkania modlitewne, sakramentalne „na czas lepszy”.
A jednak Chrystus chce inaczej. Właśnie wtedy, gdy przygniata wszystko, i obciąża mnie nastrój zły, wtedy mnie zaprasza. W mądrej bliskości dzieje się coś nowego, co pochodzi wprost z Boga, co sprawia, że czas nizin, zgnębienia, nie przekreśla celu, nie zatrzymuje ludzi dobrego posłannictwa. Pozostać w cieniu wtedy, gdy nie ma sił, to tak, jak schować kwiatek przed deszczem wtedy, gdy spostrzegamy iż gubi listki.
Chcieć ratować się w złych chwilach samemu, to być pysznym, i sądzić, że cokolwiek możemy w sferach, które są z samego założenia Boże. Jeżeli opustoszała nasza dusza, wtedy nikt poza Bogiem, nie będzie jej mógł rozjaśnić i napełnić życiem.
Jeżeli doświadczamy wyjątkowej bezsilności wobec obciążonych tym co jest, i zgnębionych przewidywaniami tego co będzie, gdy nie podniesie ich ani słowo, ani obecność, bliskość, modlitwa, wtedy będę namawiać, żeby podeszli bliżej do Boga, żeby tam zostawali dłużej, żeby rośli sami przez przepływ Życia, które ich stworzyło, towarzyszy i sprawia owoce na wieczność.


grudnia 06, 2022

Rozważania Adwentowe – Pasterz i zagubiona owieczka

grudnia 06, 2022

Rozważania Adwentowe – Pasterz i zagubiona owieczka
Dobry Pasterz
Wtorek, II tydzień Adwentu



Nasza wyobraźnia, ukształtowana przez dewocyjne obrazy i ry­ciny, zawęża interpretację przypowieści Pana Jezusa o dobrym pasterzu i zagubionej owcy. Dotyczy to przede wszystkim zagu­bionej owcy. Wydaje się nam, że zagubiona owieczka to takie niewinne, nieszczęśliwe stworzonko, które przypadkiem uwikłało się w ciernie i żałośnie pobekując przyzywa ratunku. Kiedy przychodzi do niej dobry pasterz, patrzy na niego żałosnym wzrokiem i tuli się z ufnością. Do zagubionej owieczki czujemy dużo litości i sympatii. Zagubione owieczki bywają jednak również zupełnie inne i czujemy wtedy wobec nich duży dystans, a nawet niechęć. Na bydgoskim dworcu kolejowym mijamy starsze panie, którym tak do twarzy byłoby z różańcem w ręku, podczas gdy one trzymają w ręku "Strażnicę" i próbują pismem przeciwnym wierze katolickiej zainteresować przechodniów. Ludzie najczęściej omijają te osoby zupełnie obojętnie, a nawet niechętnie. Sam czuję, że wśród swojskiego tłumu pasażerów ci kolporterzy "Strażnicy" wydają mi się bardzo obcy. A to są także zabłąkane owieczki.
Spotykamy i takie zagubione owce, które czasem trudno odróżnić od wilków drapieżnych. Budzą one nie tylko uczucie obcości, ale nawet lęk. Kiedy słyszymy młodych ludzi wykrzyku­jących wrogie hasła pod adresem Chrystusa, Kościoła i jego ludzi, kiedy odczytujemy napisy sporządzone przez artystów "sprayu" na murach kościołów, myślimy nie o zagubionych owcach, lecz o zbun­towanych kozłach. Owce szalejące na "koncertach" rockowych, dźgające nożem współtowarzyszy zabawy, budzą nasze przerażenia. Przychodzi pokusa, aby takie zagubione, czy zbuntowane owce odpisać na straty. Same przecież chciały swego zagubienia, a ich poszukiwanie może okazać się niebezpieczne. W dodatku, jest to jednak zjawisko tylko marginesowe. Po co zajmować się jedną zabłąkaną, skoro zostało jeszcze dziewięćdziesiąt dziewięć owiec? Czy przejmować się kilku paniami, które rozprowadzają na dworcu "Strażnicę", skoro tyle innych kobiet odmawia różaniec? Czy podejmować nadzwyczajne działania, by ratować młodzież z rejo­nów patologii, skoro tylu normalnych młodych ludzi potrzebuje wykształcenia i warunków do wszechstronnego rozwoju?
Dobry Pasterz pozostawił 99 owiec, aby szukać jednej zagu­bionej. Dzisiaj Pan Jezus też narażałby swoje życie, aby zagubione odnaleźć, bo Dobry Pasterz życie daje za owce. Ci, którzy uczestniczą w pasterskiej misji Chrystusa: duszpasterze, rodzice, wychowawcy i całe społeczeństwo strzec się muszą poczucia obcości, dystansu i wrogości nawet wobec owiec, które przyodziewają skórę drapieżnego wilka. Prorok Adwentu Izajasz zachęca, byśmy naśladowali Najwyższego Pasterza:
Podobnie pasterz pasie swą trzodę,
gromadzi ją swoim ramieniem,
jagnięta nosi na swej piersi,
owce karmiące prowadzi łagodnie. (Iz 40,11)
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28)
Naśladowanie Dobrego Pasterza to szukanie małych... Czas Adwentu jest wspólnym dziełem Kościoła, który prowadzi wielkich, ale i szuka małych. Takich, w których mieszka wiara maleńka jak ziarenko. Bez odwagi danej od bliskich, bez modlitwy ludzi kocha­jących, bez troskliwego szukania w gromadach rozmodlonych, byliby zgubie­ni. Czas Adwentu szuka takich maleńkich, jak zdeptane przez przechodniów krzewy, którymi nieostrożnie przeszli ludzie, i pozostały podarte szczątki, które ani zakwitnąć, ani nawet zazielenić się nie mają już siły. Takich, jak odprawieni przez wielu od życzliwości, od mieszkania, od sąsiedzkiej troski, od koleżeńskiego wsparcia, od przyjaźni. Nawet w propozycji spotkania z Bo­giem, lękają się kolejnego zawodu i zasmucenia.
Takich nijakich, przyczajonych, nieśmiałych, którzy nie mogą zdobyć się na odważne wyzwolenie z nałogu, z kompleksu, z zawstydzenia, którzy myślą bez radości nie tylko o sobie samych, ale i przywołującym ich Bogu. Tych wszystkich słabych, bez siły przebicia w życiu, którzy stoją, gdzie ich postawiono i milczą, jak im kazano, i nie wierzą, aby dla kogoś mogli stać się jedynymi i ukochanymi, a już o Bogu nie odważają się marzyć bez skurczu zalęknienia. Tych, z ostatnich łóżek szpitalnych, którzy nie potrafią się znaleźć należycie, ani zrewanżować. W domu opieki nie mają innej „pomocy" nad napastliwość, którą pokrywają strach. W naszej społeczności żyją cichutko w smutku zapomnienia, i cichej rezygnacji z tylu młodzieńczych marzeń i aspiracji. I trzeba niekiedy obudzić czujność na tych, których nam przesło­niło dziewięćdziesięciu wielkich i ważnych. Na zagubionych małych i zapomnianych czeka Pan.
Uważnie wyszukajmy ich wśród bliskich i przynieśmy bliziutko, w miłość Boga.


grudnia 05, 2022

Rozważania Adwentowe – Niepełnosprawnym na pomoc

grudnia 05, 2022

Rozważania Adwentowe – Niepełnosprawnym na pomoc
Poniedziałek, II tydzień Adwentu


„Jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim”. (Łk 5,18)

Jak to dobrze, że i dzisiaj są ludzie, którzy pragną pomagać niepełnosprawnym. Dzięki temu, skazani na nieruchome przebywanie w jednym miejscu mogą wybrać się w drogę i czynią to w miarę samodzielnie. Dzięki obniżonym krawężnikom, windom do miesz­kań i autobusów, dzięki specjalnym podjazdom, mogą oni dotrzeć do różnych miejsc i brać udział w życiu ludzi w pełni sprawnych i zdrowych.
Wszyscy zostaliśmy wezwani na drogę Adwentu prowadzącą do Boga. Potrzebna jest jednak pewna podstawowa sprawność, by na tę drogę wejść i tą drogą podążać. Jest to droga czysta i święta, jak poucza nas dzisiaj prorok Izajasz, i „nie przejdzie nią nieczysty, gdy odbywa podróż i głupi nie będzie się tam wałęsać” (Iz 35,8). To dlatego Pan Jezus przywraca nie tylko sprawność ciała człowieka sparaliżowanego, ale odpuszcza mu grzechy i w ten sposób uwalnia od paraliżu również jego duszę, aby mógł wejść na drogę prowa­dzącą do Boga. Uzdrowionemu człowiekowi Pan Jezus powiedział tylko: „Idź do domu!”, lecz ten dobrze zrozumiał, gdzie jeszcze ma podążać, bo „poszedł do domu wielbiąc Boga”.
Potrafimy pomagać ludziom niepełnosprawnym w poruszaniu się po mieście, ale czy możemy pomóc ludziom sparaliżowanym du­chowo (przez niewiarę, brak religijnego myślenia, grzech) wyruszyć w drogę ku Bogu. Wobec rozmaitych zaniedbań, uprzedzeń i skost­nień jesteśmy tak bezradni, jak ludzie przyjaźni bohaterowi dzi­siejszej Ewangelii. Sami nie mogli go uzdrowić, ale przynieśli go do Syna Człowieczego, który na dowód tego, że ma moc odpuszczania grzechów, przywrócił również sprawność ciału sparaliżowanego. Możemy nie tylko pokrzepić ręce osłabłe i wzmacniać kolana omdlałe. Możemy również pomóc małodusznym: „Powiedzcie małodusznym: »Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg... On sam przy­chodzi, by nas zbawić«”. (Iz 35,4) Tym, którzy upadli na duchu, których grzech poraził niesprawnością, nie pomogą żadne wózki inwalidzkie i żadne ułatwienia komunikacyjne. Tutaj konieczne jest radykalne uzdrowienie. Trzeba prawdziwego oczyszczenia, aby podążać drogą czystą i nie pomogą tutaj żadne zabiegi kosmetyczne polegające na pokrywaniu pudrem i lakierem zgnilizny grzechu. Trzeba prawdziwej mądrości, bo głupi nie będą wałęsać się na tej drodze i nie wystarczą gazetowe dezinformacje na temat tego, co jest dobre i co jest złe. Trzeba prawdziwej świętości, by podążać drogą świętą. Dlatego należy zwrócić się do Tego, do którego mówimy: „Tylko Tyś jest święty”.
Wszelkimi sposobami: modlitwą, radą, świadectwem życia pro­wadźmy wszystkich małodusznych do Jezusa, który ma moc odpusz­czania grzechów. On każdemu może powiedzieć: „Ufaj, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Przyjdzie nam to tym łatwiej, że „On sam przychodzi, aby nas zbawić”. (Iz 35,4) Jeżeli przyczynimy się do tego spotkania, będziemy się radować spełnieniem adwentowego proroctwa:
Pójdą tamtędy wyzwoleni
i odkupieni przez Pana powrócą.
Przybędą na Syjon z radosnym śpiewem,
Osiągną radość i szczęście,
ustąpi smutek i wzdychanie. (Iz 35,9-10)
Człowiek religijny czeka na Jezusa z całym skupieniem serca na, jakie go stać, ale nigdy nie czeka w samotności. Adwent, to przecież wspólne dzieło Ko­ścioła, który przez liturgię, przez tradycję rodzinną, przez osobistą formację wierzących, pragnie zbliżyć światu światło Chrystusa. Adwent to prawie do­kładne przybliżenie ludziom powołania ewangelicznego, szczególnie wspól­notom apostolskim, zgromadzeniom, stowarzyszeniom, zakonom. Własne za­dania, które opisano: „Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim” (Łk 5,18). Ci „jacyś” ludzie chodzą po świecie ludzkiego zagubienia, cierpienia, porzu­cenia, zwątpienia, poniżenia, oddalenia od ludzi i Boga, i próbują wnieść i po­łożyć w zasięgu znaków zbawiennych, owych znalezionych ludzi. W tym cza­sie wypełniają się nasze modlitwy apostolskim natręctwem, aby nie zaginęli ci, którzy się zagubili. Napełnia się intencja ludzi chorych i zbolałych, aby Bóg zechciał przyjąć dar ich zbolałego życia, a przez to skrócił drogi zadep­tane ludzkimi błądzeniami. Życie eucharystyczne staje się się żywsze i gor­liwe, aby gorzał w nim ten ogień, który chcielibyśmy, aby Bóg rzucił na świat i sprawił ciepło i światło w mrocznych zakątkach. Dodatkowe umar­twienia, drobne dary na miarę możliwości i warunków życia, które dajemy w imię przyjaźni ludziom bliskim, ufając, że przyjmie Bóg nasze wstawien­nictwo i spełni czekanie nawet tego, kto nie czeka, a za którego my prosimy, kołaczemy i nie tracimy nadziei.
Odważniej pełnimy codzienną drogę obowiązków, ten najbardziej prozaiczny dar, którego ciężar Bóg zna najlepiej, ufając, że i utrudzenia zwyczajności staną na wadze miłosierdzia, ufając, że komuś dadzą moc i odwagę zwycięże­nia bezwładnego życia, by stał się cud rozpoznania i zbawienia. Pomyśl uważnie o osobistym, twoim znaku ustawicznej miłości.
 
 

grudnia 05, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus odpuszcza grzechy

grudnia 05, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus odpuszcza grzechy
 
Poniedziałek, II tydzień Adwentu



On widząc ich wiarę, rzekł: człowieku odpuszczają ci się grzechy twoje (Łk 5,20).

1. Kiedy jedziemy do Lourdes czy do Częstochowy, czy też do innego sanktuarium maryjnego przynosimy ze sobą cichą nadzieję, że może Matka Najświętsza dokona na naszych oczach jakiegoś cudu. Może człowiek ślepy odzyska wzrok, może kulawy zacznie chodzić, może ktoś nieuleczalnie chory dostąpi łaski wyzdrowienia. A kiedy nic z tych rzeczy się nie stanie, wracamy do siebie i stawiamy sobie pytanie: czy Matka Boża już teraz nie wysłuchuje ludzi, tak jak dawniej to robiła?
Zapominamy o jednym: że Ona zawsze nas wysłuchuje, zawsze działa cuda. Z tą tylko różnicą, że dziś jest więcej cudów natury wewnętrznej, aniżeli zewnętrznej. Czyż nie jest to cudem, gdy człowiek niewierzący po przyjściu do Matki Bożej przed Jej obrazem odzyskuje wiarę: albo człowiek który latami się nie spowiadał, tchnięty Jej łaską, nagle klęka u kratek konfesjonału, lub ktoś stojący z dala od Boga, dzięki Matce Najświętsza staje się gorliwym katolikiem? Myśląc o tym wszystkim przez pryzmat dzisiejszej Ewangelii, stawiamy sobie pytanie: co jest większym cudem, czy przywrócenie komuś zdrowia duszy czy ciała? Co jest łatwiej powiedzieć: odpuszczają ci się grzechy twoje, czy powiedzieć wstań i chodź? (5,23).
2. Chrystus staje dziś przed nami, jako ten, który leczy jedno i drugie. Przez takie postępowanie pragnie przekonać współczesnych sobie, że naprawdę jest obiecanym Mesjaszem. Współcześnie z Nim żyjący ludzie, wiedzieli, choćby z lektury proroka Izajasza (por. dzisiejsze czyt. I), że w czasach mesjańskich ślepi będą widzieć, chromi chodzić, cierpiący będą uleczeni, a wszyscy biedni, opuszczeni i poniżeni przeżyją radość nastania nowych czasów. Idą więc dziś z głęboką wiarą do Jezusa, nie tylko po radę i pociechę, ale przede wszystkim po konkretną pomoc: idą i nie zostają zawiedzeni.
Wydaje się, że dzisiejsza Ewangelia jest kompozycją dwóch epizodów z życia Jezusa: 1. uzdrowienie paralityka i 2. Jego dyskusji z faryzeuszami na temat władzy odpuszczania grzechów. Oto te wydarzenia miały miejsce w różnym czasie, ale św. Łukasz połączył je celowo, aby udowodnić, że i jedno i drugie jest uzależnione od wiary człowieka. Chodzi tu zarówno o wiarę chorego człowieka, jak i o wiarę tej wspólnoty, do której on należy. Do tego wniosku upoważniają nas słowa samego Chrystusa: a On widząc wiarę ich rzeki: człowieku, odpuszczają ci się grzechy twoje.
Chrystus widział wiarę ich. Nie ulega wątpliwości, że wielka była wiara tych, którzy przynieśli przed Chrystusa chorego paralityka. Ileż musieli po drodze pokonać trudności, na ileż napotkali przeszkód, z jakimiż borykali się przeciwnościami, a jednak wszystko pokonali i ostatecznie stanęli przed samym Chrystusem. Nie odstraszyła ich wielka rzesza, która otaczała Chrystusa, nie powstrzymały ściany ani powała domu, w którym On nauczał. Podjęli się skomplikowanego trudu rozebrania sufitu, a wszystko dlatego, bo posiadali wielką wiarę. I ta wiara została wynagrodzona. Nie pierwszy raz wiara w moc cudotwórczą Chrystusa odnosi zwycięstwo. Zwyciężyła ona w prośbie setnika rzymskiego, samarytańskiej niewiasty, upokorzonego Piotra i innych. I dziś ta sama wiara rzuca dziesiątki i setki ludzi pod stopy Chrystusa.
3. Kiedy dziś rozmyślamy nad uzdrowionym przez Chrystusa paralityka, szukamy wielu analogii i powiązań do naszego życia. Uświadamiamy sobie fakt, że paralityk żadną miarą o własnych siłach nie dostałby się przed oblicze Zbawcy. On potrzebował pomocy drugich. Dziś jest dużo ludzi, którzy jak ewangeliczny paralityk, potrzebują tej pomocy, aby ich podprowadzić do Chrystusa. Czy jesteśmy gotowi do podjęcia się tego apostolskiego czynu? Przyprowadzić do Chrystusa tych, którzy sami nie mają na tyle siły, aby się przybliżyć do Niego. Ułatwić dojście do Boga temu, który je odkłada na późniejsze, może lepsze czy szczęśliwsze czasy. Pomyśleć o tych, którzy wiele lat stoją z dala od Boga i nie mają człowieka, który by ich do Niego przyprowadził.
Oni potrzebują naszej pomocy. Czas Adwentu to najsposobniejszy czas udzielania potrzebującym pomocy. Nie myśl zatem tylko o sobie. Nie chciej być sam szczęśliwym na Święta. Pomyśl o tym, że Boże Narodzenie to Święta szczególnie ludzi biednych, opuszczonych i nieszczęśliwych. Jeśli Chrystus przyszedł na świat, aby właśnie tych ludzi uwolnić od zła, to tym samym ukazał nam wszystkim właściwą drogę życia. Nie wahaj się wstąpić na tę drogę. To najpewniejsza droga, bo wytyczona przez Niego.
Jezus staje także dziś przed nami jako ten, który odpuszcza grzechy. Nie znaczy to, że i my mamy grzechy odpuszczać, choć powinniśmy darować tym, którzy nas obrazili, ale przede wszystkim znaczy to że mamy sami przygotować się na odpuszczenie grzechów. Faryzeusze nie dostąpili tego odpuszczenia, bo ani nie przygotowali się, ani nie nastawiali na nie. Przeciwnie, żyjąc w swoim świecie odgrodzeni od Boga, skostniali w swoim formalizmie, z dnia na dzień pogłębiali tylko przepaść między sobą a Bogiem. Adwent ma nam dzisiejszym ludziom ułatwić zasypać tę przepaść. Ma nas przybliżyć do Boga. Miejscem tego zbliżenia i pojednania niech będzie konfesjonał — ołtarz — Eucharystia.
4. Uczestnicząc dziś we Mszy św. ożywmy w sobie wiarę, że stoimy bardzo blisko Chrystusa. Tak blisko, jak kiedyś przed wiekami stali ludzie wierzący w Jego moc cudotwórczą. Stali i doczekali się łaski, o którą prosili. My też dziś stoimy i wierzymy, że On dziś dostrzeże nas, uleczy nasze chore dusze, a może i ciała oraz weźmie na zawsze pod skrzydła swojej przemożnej opieki.


grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe - Jezus lituje się nad znękanymi

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe - Jezus lituje się nad znękanymi


Jezus lituje się nad znękanymi

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.

A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Tych to dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie».

KOMENTARZ

Co jest największym nieszczęściem człowieka? Niekoniecznie choroby fizyczne, lecz brak poczucia sensu życia i poczucie opuszczenia przez Boga. Może i u mnie tak jest? A jeśli tak – Jezus chce ci dzisiaj przynieść Dobrą Nowinę.
 

DUCHOWE SIEROTY

Trochę zaskakujące może być to, co dzisiaj opisuje Ewangelista Mateusz. Dowiadujemy się, że Jezus obchodził wszelkie miasta i wioski, głosił Ewangelie o królestwie i leczył wszelkie choroby i słabości. Wiadomo – choroby to nic przyjemnego. Zazwyczaj gdy chorujemy, rozumiemy dopiero wtedy jak trudny jest to stan, gdzie człowiek czuje się taki bezradny i cierpi.
 
Lecz serce Jezusa poruszyło dziś coś innego. Czytamy, że Jezus „widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli ZNĘKANI i PORZUCENI, jak owce niemające pasterza”. Jezus, który zna ludzkie serca jak nikt z nas i umie czytać w tych sercach, dostrzegł dziś coś jeszcze gorszego niż choroba – poczucie porzucenia przez Boga. Bóg nie może pozwolić sobie na takie rzeczy. Ten, który jest czystą Miłością i wrażliwością, widzi, że ludziom się wydaje, że On ich zostawił.
 

LITOWAŁ SIĘ NAD NIMI…

Jakże musi boleć serce Boga, gdy widzi, jak ludzie odczuwają, a czasem zarzucają Mu wprost, że nie interesuje się ich życiem. Ten, który nie potrafi nic innego jak kochać, jest przez nas tak często oskarżany, że tego nie robi. Dlaczego tak jest? Kto tu jest winny?
 
Niestety, wina najczęściej leży po naszej stronie. Owszem, możemy się usprawiedliwiać grzechem pierworodnym, że zaburzył w nas zdolności poznania Boga, że przez ten grzech nie potrafimy zaufać temu, co Bóg sam o sobie mówi itp. Lecz my naprawdę mamy wszystkie narzędzia do tego, by odkryć i poznać, że ostatnią rzecz jaką można Bogu zarzucić to to, że się nami nie interesuje. Mamy Słowo – tam mówi o swojej miłości, mamy Krzyż – tam udowadnia swoją miłość, mamy Eucharystię – tam jest z tymi, których kocha, mamy Maryję – osobę, przez którą nas tak bardzo kocha, mamy serce – w którym od chrztu On mieszka i możemy Go tam spotkać. Co jeszcze trzeba?
 

NIE JESTEŚ SAM

Bez względu na to, co dziś czujesz i co ci się wydaje – nie jesteś sam. Bóg jest Bogiem bliskim, głęboko zainteresowanym Twoim życiem. Każde twoje cierpienie, to Jego cierpienie. Każdy twój smutek, porusza do głębi serce Ojca. On po prostu nie umie inaczej. Gdy ty cierpisz, On też cierpi. A najbardziej wtedy, gdy nam się wydaje, że On jest bezduszny i daleki.
Bóg ma różne sposoby, aby zatroszczyć się o nas. Może dlatego ciągle tak bardzo nie doświadczamy Jego miłości, ponieważ ma za mało rąk do pracy? Wciąż ma zbyt mało ludzi, którzy powiedzą – daję Ci się poprowadzić, wykorzystaj mnie, uczyń mnie narzędziem/kanałem Twojej miłości dla innych. To dlatego Jezus dziś mówi „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Ten zwrot utożsamiamy najczęściej z prośbą o powołania kapłańskie. Pan Bóg potrzebuje „robotników” w każdym powołaniu. Każdy z nas, Ty też, możesz stać się narzędziem troski Pasterza o swoje owce. Tak niewiele trzeba – dać Mu się tylko do dyspozycji.
Najmocniejsze doświadczenie miłości Boga ma się nie wtedy, gdy się jej samemu doświadcza, lecz gdy się daję tę miłość spragnionym – gdy się rodzi kogoś do życia. Może tego ci dzisiaj trzeba? Może czas postawić kolejny krok wiary i nie czekać samemu na to, by upoić się miłością Bożą, tylko by ją doświadczyć w nowy sposób – dając ją innym?
 

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe – Wezwani do żniwa

grudnia 03, 2022

Rozważania Adwentowe – Wezwani do żniwa
Sobota, I tydzień Adwentu


„Widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza”. (Mt 10,1)

Pan jako Żniwiarz
Bóg słyszy wołanie swojego ludu. Nawet gdy człowiek nie po­trafi się modlić, ludzkie choroby i słabości, rany ludu i jego sińce po razach, zniewolenie przez złego ducha, Bóg odbiera jako ciągłe wołanie: "Veni – Przybądź!. Przybywa, by leczyć, by ratować i uwal­niać swój lud. przybywa w swoim Słowie, które Ciałem się stało – w swoim Synu, który wziął na siebie wszystkie ludzkie ograniczenia. To, że w Jezusie Chrystusie Nieskończony ma granice, jest z jednej strony lekarstwem najlepiej dostosowanym do ludzkich słabości, z drugiej strony, zasięg oddziaływania tego lekarstwa zamyka się w granicach miejsca i czasu. „Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski... głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości”, ale jednocześnie litował się nad ludźmi, „bo byli znękani i porzuceni jak owce nie mające pasterza”. Żniwo jest tak wielkie, że nawet On - właśnie z powodu ograniczenia swych możliwości przyjęciem ludzkiej natury - nie może być jednocześnie wszędzie, przy każdej chorobie i przy każdej słabości. To dlatego najpierw Dwunastu wyposaża we władzę „nad duchami nieczysty­mi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości”. Żniwo jest tak wielkie, że nawet Dwunastu nie wystarczy. Dlatego Jezus wzywa do modlitwy: „Proście Pana żniwa, aby posłał robotni­ków na swoje żniwo”.
Ciągle jeszcze czekamy na "Dożynki". Adwent uświadamia nam to bardzo mocno. Na żniwie Pańskim jest jeszcze tyle do zrobienia. Tyle chorób i słabości do wyleczenia, tylu trędowatych do oczysz­czenia, tylu umarłych do wskrzeszenia, tyle złych duchów do wy­pędzenia, tyle ran i sińców do opatrzenia.

Żniwo trwa
Chrześcijanie żyjący w Polsce widzą swoją Ojczyznę jako żniwo, na którym jeszcze jest wiele pracy do wykonania. Jest to żniwo, na które jesteśmy posłani jako robotnicy. Bóg posyłając nas odpowiada na modlitwę ludu, który doznał tyle sińców i ran, który po boles­nych doświadczeniach z historią jest słaby, obolały i chory, który jest znękany i chory jak owce nie mające pasterza. Żniwo wielkie, a świadomych Bożego powołania i ogromu pracy mało! Od czego zaczynać? Co na tym żniwie jest najważniejsze?
Temu ludowi potrzebny jest przede wszystkim pasterz. Wszyst­kie wybory i skutki wyborów przekonują nas, że tego pasterza nie ma wśród współczesnych nam ludzi. Robotnicy tego żniwa powinni przekonać zagubionych i zniechęconych, że „Pan jest moim Paste­rzem”, że „Pan jak Pasterz mnie prowadzi”. Kiedy od ludzi nie można otrzymać jasnych dyrektyw i doczekać się skutecznego przewodnictwa, trzeba dać się prowadzić Dobremu Pasterzowi. On nie tylko poprowadzi bezpieczną drogą, ale spośród tych, którzy będą Mu wierni, da pasterzy według swego serca.
Na rany i sińce tego ludu, robotnicy żniwa powinni przykładać plaster prawdy, bo tylko prawda może wyzwolić z wszelkich chorób i słabości, tylko ona może przepędzić złe duchy.

Pan powołuje do żniwa
To Jezus – Dobry Pasterz powołuje swoich współpracowników. Tym, który wzywa imiennie do swojej winnicy, jest Jezus Chrystus. To nie przypadek zgromadził nas w Kościele Jezusowym, ale Jego przywołanie. To nie myśmy wybrali drogę poprzez życie w Zgromadzeniu, w powołaniu, ale Jezus Chrystus, który nas dostrzegł, przygarnął do siebie, obdarzył zaufaniem. Owszem, nasi bliscy, czyjaś pobożność, osobista gotowość, określone możliwości stanowiły sylwetkę Jemu bliską, ale słowo ważne i decydujące, On sam wymawia i powołuje. Co z tego faktu wynika? Osobista odpowiedzialność, aby nie zgubić tego, co było u początku, co wy­nosi się z domu, od rodziny, z naturalnych możliwości ciała, charakteru, wychowania. Nie stracić, nie zmarnować naturalnych danych, które Bóg dał. Nikt inny, tylko ten, którego imię Bóg wymówił odpowie wobec Niego za bogactwa i losy swojego życia.
Zachowanie cech indywidualnych, które Bóg wziął dla określonych, Jemu wiadomych zadań i przeznaczeń. Każdy wezwany jest innym człowiekiem, ma pozostać sobą, bo taki właśnie jest potrzebny wspólnocie ludu, któremu będzie służył. Czynni i myśliciele, szczebiotliwi i powściągliwi, otwarci i ostrożni, politycy i „mole książkowi”, bo dla wszystkich, muszą się stać, aby wszystkich pociągnąć do zbawienia, bo rozmaici będą szukać i muszą znaleźć podobnych i zrozumiałych przez siebie.
Bezpośrednia więź z Jezusem, który mnie tylko powiedział pierwsze słowo, ale pozostał na zawsze z tymi, którzy stali się Jego uczniami. Więź przyjaźni, która zaczyna się w początkowej formacji, a potem pogłębia się i nieprzerwanie towarzyszy dziełu ewangelizacji. Stąd powstaje świadomość łączności na dobro i zło, na pewność i wątpienie, na samotność i pogrążenie w tłumie. Jesteśmy Jego, bo tak postanowił w swojej mądrości. Mamy prawo i obowiązek pogłębiać przyjaźń, nawet gdy tego faktu nie rozumiemy. 
Wspomnicie, kochani bracia i siostry, kto was wybrał, kto zaufał, czyją misję pełnicie swoim trudem dni i wysił­kiem rąk. Radujcie się, bo jesteście Jezusowi.


grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus uzdrawia niewidomych.

grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Jezus uzdrawia niewidomych.


 Piątek, I tydzień Adwentu


Gdy Jezus przychodził, szli za Nim dwaj niewidomi którzy wołali głośno: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: Tak, Panie! Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie! I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy. (Mt 9,27-31)

Kilka myśli wokół dzisiejszej Ewangelii. Niewidomi szukają Jezusa....i idą za Nim do samego domu.
Wiedzą, że On jest ich jedyną nadzieją...Dlatego wołają: Ulituj się nad nami, Synu Dawida! 
A czy my tak właśnie wołamy...kiedy potrzebujemy pomocy? Czy jest w naszej modlitwie prośby tyle pasji, tyle autentycznego pragnienia bycia uwolnionym od problemów?
Czy wierzymy, ze On - Syn Dawida - może nam pomóc?
Jezus zresztą zadaje niewidomym pytanie o wiarę:  Wierzycie, że mogę to uczynić? 
Wszystko zaczyna się od wiary...Od naszej wiary zaczyna się droga do uzdrowienia, uwolnienia.
Do naprawy relacji...do zbudowania szczęśliwego życia.

Jezus każdego z nas ciągle pyta: czy wierzysz? Bo jeżeli nie wierzysz, On nic nie może zrobić.
Absolutnie nic. Kiedy mówisz: nie wierzę, zamykasz Jezusowi wszelkie możliwości działania.
Zatem: Czy wierzysz, że On może Ci to uczynić...(czego tak bardzo pragniesz)

Niewidomi wyznają wiarę...a Jezus przywraca im wzrok...

Jest jednak jeszcze jedna kwestia, która przykuwa moją uwagę w dzisiejszym fragmencie:
Jezus surowo im przykazał: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy. I przyznaję, że ciężki to dla mnie fragment.
Dlaczego ciężki? Dla mnie naturalną odpowiedzią na uzdrowienie jest głoszenie tego wszystkim.
Świadectwo ma służyć zbudowaniu innych...I przyciągnąć ich do Jezusa...
Czy Jezus nie chce tego, by ludzie do Niego przychodzili?
A może chodzi o przekorę człowieka...Jak powie się: nie rób tego, to człowiek zrobi inaczej?

Odpowiedź jest inna... Pan Jezus poleca: Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie! Innymi słowy: jest to znak dla was samych, nie rozpowiadajcie o nim. Dlaczego? Dlatego, aby przez rozpowiadanie nie wpaść w pułapkę „targowiska”, które zasadza się na nieustannym handlowaniu i porównywaniu się z innymi. Powściągnięcie chęci zaimponowania innym jest warunkiem odkrycia wewnętrznej prawdy o życiu, które jest darem dla mnie tak głębokim i cennym, że żadne uznanie u ludzi nie jest w stanie podnieść jego wartości. Natomiast gdy się tę wartość odkryje i spotka człowieka, który także ją odkrył, wzajemna relacja staje się całkowicie wolna od wszelkiego porównania. Staje się więzią wspólnego zachwytu nad wspaniałością Boga. Po prostu wspólnym uwielbieniem Boga w radości życia. Tylko odkrycie nieocenionego daru, większego od czegokolwiek, daje wolność od jakiegokolwiek zła. Przejrzenie wewnętrzne jest kluczem do nowego życia. 

 

 

grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Czy wierzycie?

grudnia 02, 2022

Rozważania Adwentowe – Czy wierzycie?
Piątek I tygodnia Adwentu


„Według waszej wiary niech się wam stanie”. (Mt 9,29)

Świat, w którym żyjemy, nie jest - wbrew pozorom - obojętny wobec człowieka. Nawet odległe gwiazdy wysyłają do człowieka różne sygnały, aby go zainteresować swoim istnieniem i swoją strukturą. Człowiek odbiera te sygnały przy pomocy zmysłów: wzro­ku, słuchu, dotyku, powonienia. Poznanie świata i zrozumienie go nie zależy tylko od oczu i uszu. Ludzie zdrowi mają oczy i uszy właściwie jednakowe, a jednak jeden człowiek tymi samymi oczyma dostrzega niewiele, a drugi widzi całe bogactwo barw, kształtów i ich wzajemne relacje. Różni ludzie słuchający muzyki wyławiają z niej różne rzeczy: jedni tylko hałas, a inni niezwykłą konstrukcję zbudowaną tylko z dźwięków. Zależy to nie tylko od oczu i uszu człowieka, lecz od jego kultury, a ściślej, od sprawności jego umysłu. I chodzi tutaj nie tylko o ośrodki w mózgu, które przyj­mują, podporządkowują i przetwarzają sygnały docierające od zmy­słów, lecz o umysł, który jest władzą ludzkiego ducha.
Nie tylko od świata materialnego płyną do nas sygnały świad­czące o tym, że ten świat jest dla nas, że możemy go posiąść przynajmniej naszym poznaniem. Sygnały o takim samym znaczeniu płyną do nas i ze świata ducha. „W ów dzień głusi usłyszą słowa księgi, a oczy niewidomych, wolne od mroku i ciemności widzieć będą”. Prorok Izajasz przekonuje nas dzisiaj, że możemy usłyszeć dźwięki z tamtego świata i zobaczyć znaki, które na tę duchową rzeczywistość wskazują. Chociaż do usłyszenia słów księgi potrzebne są uszy i do zobaczenia znaków potrzebne są oczy, to jednak o tym, czy się widzi, i słyszy i jak się widzi i słyszy rzeczywistość duchową, zależy od czego innego. Tak jak właściwym instrumentem poznaw­czym, gdy chodzi o rzeczy materialne i zjawiska kulturalne jest umysł, tak w postrzeganiu spraw ducha taką samą rolę odgrywa wiara. Tak jak od stanu umysłu zależy zakres możliwości poznaw­czych w dziedzinie "profanum", tak w dziedzinie "sacrum" zależy to od stanu naszej wiary. „Według waszej wiary niech się wam stanie”. (Mat 9,29)
Kto wiarę ma niewielką - niewiele rozumie ze słów Księgi i nie­wiele dostrzega w blasku objawionej prawdy. W miarę jak umacnia się nasza wiara - nie tylko słuchamy, ale coraz więcej możemy usłyszeć, nie tylko patrzymy, ale coraz więcej możemy zobaczyć.
Jezus jest źródłem mojego życia. To On sprawia, że oczy niewidomych zobaczyły świat. On sprawia, że słabi ludzie potrafią dokonać rzeczy zadziwiających. On, Jezus, daje zalęknionym uczniom odwagę dokonania czynów bohaterskich. On jest nadzieją w sytuacjach, gdy już wszelkie kalkulacje ludzi przestały się Uczyć. Jeżeli modlitwa Kościoła w Adwencie chce umocnić w świętości, to nie dla tego, że liczy na szczególne obudzenie naszych sił, ale na zaufanie, jakie złożymy w Bogu, którego moc sprawia, że nawet my możemy być znakami zbawienia. Jeżeli modlitwa w Adwencie zachęca do pokuty, czyli tej wyjątkowej postawy lu­dzi, którzy dopełniają niedoskonałość, znowu próbują, znów zaczynają, to nie tylko ze względu na bogactwo logicznych racji i siły woli zainteresowanych, ale ufa Temu, który daje święte natchnienia i spełnia dzieła święte, je­żeli tylko nie napotka sprzeciwu ludzkiej woli.
Jeżeli Adwent zachęca do przygotowania wspólnoty ludzkiej na przeżycie dni przyjścia na świat, ukazania się ludziom Jezusa Chrystusa, to nie tyle z racji wyjątkowej wymowy tradycji, dobrych zwyczajów, nastrojowych obrzędów, ile ze względu na moc Boga, który z miłości rodzi się dla świata, ale też z mi­łości gotów urodzić się w duszach poszczególnych ludzi. Dla Niego bowiem świat jest jeden, a rozmiary makro i mikro kosmosu istnieją tylko w wymia­rach ludzkiej oceny. Jeżeli Adwent chce nas oswoić z faktem spotkania rzeczywistego, które nastąpi u kresu świata, to znów tylko w tym złożył nadzie­ję, że Bóg dopełni ludzkiej odwagi, która nigdy nie była dość wielka, by spo­tkać twarzą w twarz Stwórcę i Niepojętość Boga. Jeżeli Adwent chce zorganizować wspólnoty rodzinne, by były dla siebie znowu kościołem domowym, miejscem spotkań i wytrwania, domami wzrastania ludzi w mądrości i świętości, to ufa wszechmocy, która dała początek, i pozostanie na straży, i przywraca treść nazwaniom takim jak ojciec, matka, siostra, brat, dom ro­dzinny... Zaufaj Jemu we wszystkim, nawet w tym, co wydaje się być nie­możliwe.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger