Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

marca 28, 2023

Rozważania wielkopostne - Kimże Ty jesteś, Jezu?

marca 28, 2023

Rozważania wielkopostne - Kimże Ty jesteś, Jezu?

 Z Ewangelii św. Jana
(J 8, 21-30)

Jezus powiedział do faryzeuszów: «Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie». Mówili więc Żydzi: «Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?». A On rzekł do nich: <<Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrze- cie w grzechach swoich. Jeśli bowiem nie uwierzycie, że JA JESTEM, pomrzecie w grzechach waszych». Powiedzieli do Niego: «Kimże Ty jesteś?». Odpowiedział im Jezus: «Przede wszystkim po cóż do was mowie? Wiele mam w waszej sprawie do powiedzenia i do osądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał, jest prawdomówny, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego». A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: «Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM i że Ja nic sam z siebie nie czynię, ale że mówię to, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba». Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.


Refleksja nad Słowem Bożym


Liturgia słowa przygotowuje nas do wydarzeń Wielkiego Tygodnia. W rozmowie z faryzeuszami Jezus zapowiada swoją śmierć. W ich dialogu wyczuwalne jest napięcie, które z czasem będzie narastać. Jednym z kluczowych słów rozważanego dziś fragmentu jest wiara. Autor czwartej Ewangelii, pisząc o wierze, nie ma na myśli tylko czysto intelektualnego uznania Bóstwa Jezusa i Jego zasad. Chodzi raczej o żywą relację zaufania i posłuszeństwa wobec osoby Chrystusa i Jego słów.

Faryzeusze, którzy nie wierzą w Jezusa, tzn. nie są w żywej relacji z Nim, nie ufają Mu, a przez to nie rozumieją ani kim jest, ani o czym mówi. Za bluźnierstwo uważają utożsamianie się Chrystusa z Bogiem, który ich przodkom przedstawił się jako Ten, który JEST (dosł. JESTEM, KTÓRY JESTEM). Jego słowa o odejściu błędnie interpretują jako zapowiedź samobójstwa.

Ta niemożność akceptacji Zbawiciela przez faryzeuszów (którzy byli przecież bardzo pobożnymi" ludźmi) jest przestrogą dla wszystkich wierzących. Żaden bowiem człowiek, nawet ochrzczony, nie będzie do końca rozumiał Jezusa bez właściwej wiary tzn. zażyłej relacji z Odkupicielem i zaufania wobec Niego.

Ponieważ faryzeusze takiej wiary nie mają, nie mogą aktualnie "pójść" tam, gdzie idzie Chrystus. Chodzi o naśladowanie Go, aż po oddanie swego życia. Bez właściwej wiary nie jest to możliwe.

W podobnych słowach Nauczyciel z Nazaretu zwróci się później do swego ucznia Piotra w trakcie Ostatniej Wieczerzy: Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz (J 13, 36). I rzeczywiście Szymon, który zaprze się najpierw Mistrza, później, po Jego śmierci, zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego, będzie Go naśladował aż po oddanie swego życia. Piotr, słabej wiary, nie był w stanie ani do końca rozumieć Chrystusa, ani iść za Nim. Gdy wsparty pomocą z góry Szymon uwierzył - był w stanie pójść „tam, gdzie Jezus". Jezus ostrzega też swoich rozmówców:

Jeśli (...) nie uwierzycie, że JA JESTEM, pomrzecie w grzechach waszych.

Bez żywej relacji z Panem trudno jest wyrwać się ze zniewolenia grzechem. Walka z własną słabością tylko dla jakichś określonych zasad okaże się bezskuteczna.

Dopiero żywa relacja ze Zbawicielem, który miłuje człowieka i pragnie być miłowany, daje wewnętrzną motywację i siłę do prze- zwyciężania zła w sobie.

MODLITWA EWANGELIĄ - ADOROWAĆ MIŁOŚĆ, KTÓRA OFIARUJE SIĘ ZA MNIE


▸Jezus wie, że czas Jego męki i śmierci jest bliski. Będę kontemplował Jego zatroskane oblicze. Nie chce, abym zmarnował czas łaski. Wsłucham się w Jego mowę. Zostawia mi Słowo, które przygotowuje mnie na owocne przeżycie Wielkiego Tygodnia.

▸„Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać" (w. 21). Jezus przygotowuje mnie na swoje odejście. On zawsze wyprzedza mnie swoją łaską. Idzie umierać za mnie, abym miał siłę pójść za Nim do końca.

▸
„Jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach" (ww. 21.24). U św. Jana „wierzyć" oznacza przylgnąć, wejść w zażyłą relację z Jezusem. On bierze na siebie grzech, który uśmierca moją relację z Nim. Potrzebna jest jednak moja wiara w Jego miłość i gotowość na Jej przyjęcie.

▸
„Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka" (w. 23). Potrzebuję Jego Słowa, abym mógł odczytywać moją historię życia. Z perspektywy Ukrzyżowanego moja historia jest zbawiona. Potrzebuję Jego spojrzenia, abym mógł to zobaczyć. Potrzebuję przylgnięcia do Jego serca, abym mógł w to uwierzyć.

▸ „Ten, który Mnie posłał..." (w. 26-29). Jezus wskazuje mi na Ojca. Wszystko, co uczyni dla mnie w Wielkim Tygodniu, będzie mówiło mi o wielkiej miłości Ojca. Tak bardzo mnie umiłował, że Syna swego Jedynego dał.

▸ „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM" (w. 28). Na krzyżu objawia się Bóg w swoim najpiękniejszym imieniu. Będę częściej kontemplował Ukrzyżowanego i prosił Go, aby przeniknął mnie i przemienił swoją miłością.

▸ Zbliżę się do Jezusa i przytulę do Jego serca. Będę trwał na modlitwie i powtarzał: „Rozpal moje serce Twoją miłością". Powierzę Mu także moich bliskich: Panie, spraw, aby uwierzyli w Twoją miłość" (w. 30).

stycznia 29, 2022

4. Niedziela Zwykła (C) – Prawda i miłość

stycznia 29, 2022

4. Niedziela Zwykła (C) – Prawda i miłość

Ukochani Bracia i Siostry! Oto wybrzmiały w kościele słowa Pisma św. Każdy z nas przyjął je jak gleba ziarno: stosownie do swej potrzeby jak i przygotowania. Ale wszyscy zapewne jesteśmy pod urokiem pięk­na hymnu o miłości, który św. Paweł wyśpiewał w Pierwszym Liście do Koryntian. Rzecz niezwykła: Korynt słynny był z tego, że jego mieszkańcy nie żyli na najwyższym poziomie moralnym. To tutaj właśnie sprowadzono ludzką miłość do odczuć tylko cie­lesnych. I takiemu społeczeństwu — tonącemu w erotyzmie — Apostoł Paweł głosi wzniosłą i duchową miłość, która „nie do­puszcza się bezwstydu" (1 Kor 13, 5).

Ten tekst znajduje się w wyborze fragmentów Pisma Św., któ­re mogą być czytane w obrzędzie sakramentu małżeństwa. Przy­znam się, że osobiście rzadko go wybieram. Czytam go, gdy znam osobiście nowożeńców i wiem, że naprawdę złączyła ich duchowa więź, która rokuje nadzieję, że ich uczucie przetrwa próbę czasu i będzie się rozwijać. Wprawdzie niemal wszyscy młodzi ludzie decydujący się na zawarcie małżeństwa mówią o swojej miłości, nie jest to jednak określenie jednoznaczne. Słyszymy je z estrady rozrywkowej, reklamuje się je w piosenkach szlagierowych, spo­tykamy je w tekstach sakralnych. Słowo to samo, ale przecież nie ta sama treść.

O jakiej miłości mówi św. Paweł? O najdoskonalszej. O tej samej, którą Chrystus Pan uczynił swoim nowym przykazaniem. „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem" (J 15, 12). A umiłował nas naprawdę: „Jak mnie umiłował Ojciec, tak i ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej" (J 15, 9). Wytrwać w Jego miłości. To jest program i cel życiowy każdego z nas. Mówimy przecież, że Je­zus jest naszym Mistrzem i Panem. Chcemy pójść za Nim, chce­my Go naśladować. Ciągle więc trzeba nam wracać do tego we­zwania. I porównywać nasze sytuacje życiowe i nasze postawy z zachowaniem się Chrystusa, gdy przeżywał podobny los. Słysze­liśmy dziś o wydarzeniu w Nazarecie. Oto Pan Jezus odczytał urywek z księgi Izajasza: „Duch Pański spoczywa na mnie, po­nieważ mnie namaścił i posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwołał rok łaski od Pana" 4, 18). Przeczytał to tak, że nie było wątpliwości: mówił o sobie. Sam to potwierdził: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli" (Łk 4, 21). Dlatego oczy wszystkich w syna­godze były w nim utkwione. Ale zwyciężyła chęć odrzucenia. Oto mieszkańcy Nazaretu, jego znajomi i sąsiedzi nie uznali Go za Posłańca Bożego. Znamy to: „Żaden prorok nie jest mile wi­dziany w swojej ojczyźnie" (Łk 4, 24). Wyrzucili Go z miasta, chcieli strącić ze skały, tzn. zabić. Toż to był policzek i poniże­nie. Reakcja Zbawiciela? Przeszedłszy pośród nich oddalił się. Miłość cierpliwa jest i łaskawa.

Moi Drodzy! Ten policzek wróci potem jak gorzkie wspomnienie w Jego nauczaniu. „Jeśli Cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i dru­gi" (Łk 6, 29). Przyjdzie niebawem jeszcze jeden moment próby, gdy w czasie przesłuchania sądowego sługa nadgorliwiec sopoliczkuje Go dosłownie — oburzony, czy też udając oburzenie, bo mógł nie zrozumieć rzeczowych wyjaśnień, które Więzień składał przed Najwyższym Sanhedrynem. Zachowanie Zbawiciela? Nadsta­wia drugi policzek? Ale z jakim spokojem i godnością się broni: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli do­brze, to dlaczego mnie bijesz?" (J 18, 23). ...Miłość nie unosi się gniewem, nie pamięta złego (1 Kor 13). Nawet wtedy, gdy gwoź­dzie przytwierdzające do krzyża ranić będą boleśnie — potrafi modlić się za oprawców: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23, 24). Najbardziej wstrząsająca i zobowiązująca nas modlitwa naszego Pana. Miłość wszystko znosi... wszystko przetrzyma (1 Kor 13, 7). „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich" (J 15, 13).

Ale wróćmy – drodzy Bracia i Siostry – do tych dwojga, najczęściej bardzo młodych lu­dzi, którzy przychodzą z orszakiem weselnym do kościoła, by przed ołtarzem Boga żywego ślubować sobie wzajemnie miłość. Mają najczęściej dobrą wolę i traktują swoją przysięgę na serio. Dlaczego więc tyle mamy rozwodów? Statystyki mówią wprawdzie, że więcej jest małżeństw rozwiedzionych, które zostały tylko cy­wilnie zawarte. Do sądu jednak biegną — prosząc o rozwiąza­nie — także ci małżonkowie, którzy Pana Boga wzywali na świad­ka, że dotrzymają swej przysięgi religijnej, że się nie opuszczą aż do końca dni swoich. Więc jak to jest? Tak się przecież kochali, żyć bez siebie nie mogli. Starczyło tej miłości na kilka lat, nie­cały rok, czasem krócej.

Powiedziała mi kiedyś taka dostojna jubilatka, co to złote go­dy przyszła „zamówić": „Proszę księdza, my się teraz naprawdę bardziej i mocniej kochamy, niż wtedy, kiedy zaczynaliśmy życie małżeńskie". Czyż może być piękniejsze podsumowanie historii małżeństwa? Bo oto zakochanie się w sobie, oczarowanie wzajem­ne przemieniło się w miłość najprawdziwszą, którą jest wierność i troska o współmałżonka, ciągłe wychodzenie sobie naprzeciw, odgadywanie nawet myśli niewypowiedzianych, wspólne dźwiganie ciężarów życia, wspólne przeżywanie dni radosnych i dni smut­nych, wspólna troska o dzieci, wspólny niepokój i wspólne szczę­ście — wszystko razem. To jest tworzenie tej atmosfery, w któ­rej miłość jak kwiat wspaniały będzie miała szansę rozwoju.

A co mam powiedzieć tym wszystkim, co to trwają, bo duma nie pozwala inaczej i wstyd by było, powiedziało się przecież. Radzę tym wszystkim do swego pacierza dołączyć jeszcze jeden tekst. Ten właśnie, który mówiłeś, gdyś trzymał w swoich dło­niach jej rękę:

„Ja biorę cię za żonę

i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską

oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci.

Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący". Nie ma takich napięć, zahamowań, zacietrzewień, rozgoryczeń i żalu, by nie można było wrócić do pierwszej miłości. Zawsze jest czas. „Miłość nie unosi się pychą... miłość cierpliwa jest, ła­skawa jest" (1 Kor 13, 4). Amen.

 

maja 28, 2021

Uroczystość Najświętszej Trójcy - Jeden w trzech Osobach

maja 28, 2021

Uroczystość Najświętszej Trójcy - Jeden w trzech Osobach


 „Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko, nie ma innego" (Pwt 4, 39). Tak niewiele może człowiek powiedzieć o Bogu. Nasz umysł nie jest w stanie Go ogarnąć, język nie może wyrazić tajemnicy, która nas przerasta. Majestat gór może komuś pomóc w sformułowaniu wyznania, że: nic nad Boga! Bezkres oceanu może pobudzić do złożenia hołdu Stwórcy. „Przez słowo Pana powstały niebiosa, wszystkie gwiazdy przez tchnienie ust Jego, Bo przemówił i wszystko się stało, sam rozkazał i zaczęło istnieć" (Ps 33, 6. 9). Tak przed chwilą modliliśmy się słowami Psalmu. Cisza i bezmiar pustyni, majestat gór, niezgłębione przestrzenie kosmiczne, nieprzeliczone ilości gwiazd; a z drugiej strony przebogaty świat, w który chcemy się wedrzeć różnego rodzaju mikroskopami... To zaledwie ślad pełni życia, którą On Jest.

Niegdyś zabroniono Izraelitom malowania i rzeźbienia Boga, bo tak łatwo popuścić wodze ludzkiej fantazji, tak łatwo z Tego, którego świat nie może ogarnąć, uczynić „bozię". Tajemnicę przerastającą nasz sposób myślenia łatwo zamienić na wytwór ludzkiej wyobraźni. Łatwo utworzyć sobie boga na własne podobieństwo, ale kto takiego boga uzna Panem. Zdaje się, że jest wielu niewierzących, którzy nie wierzą w takiego boga, jakiego w ogóle nie ma. Od lat byli karmieni wizją starego dziadka, który z powodu swego wieku korzysta z posługi aniołów. Dlatego trzeba przypomnieć ten zakaz z Prawa Mojżeszowego. Nie dotyczy on dziś posągów i obrazów świętych, ale dotyczy naszej wiary. Nie wolno tworzyć sobie boga na własną miarę i na miarę własnych pożądliwości, na miarę własnych pragnień i dążeń. Bóg nie jest krasnoludkiem spełniającym nasze pragnienia. Bóg nie jest zabezpieczeniem naszych prywatnych spraw. Bóg nie jest zagwarantowaniem spokoju i zdrowego trawienia. W tym sensie nie wolno malować i rzeźbić Boga i wzywać Jego Imienia do czczych spraw. Wsłuchajmy się w słowa Psalmu:

„Pan jest Bogiem wielkim,

wielkim Królem nad wszystkim bogami.

W Jego ręku głębiny ziemi,

szczyty gór do Niego należą,

Jego własnością jest morze, które sam stworzył,

i ziemia, którą uczyniły Jego ręce.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,

klęknijmy przed Panem, który nas stworzył,

Albowiem On jest naszym Bogiem

a my Jego ludem" (Ps 95, 3—7). 

W miarę rozwoju naszej wiedzy o świecie coraz częściej mówimy o tajemnicy otaczającej nas materii. Im więcej wiemy, tym więcej przed nami znaków zapytania, a „On jest pełnią wszy. 'kiego, we wszystkim" — jak powie nam Apostoł (Ef 1, 23). Jeżeli świat kryje przed nami tyle zagadek, to jakże wielką tajemnicą jest Ten, który jest źródłem istnienia i życia. „W Nim żyjemy, poruszamy się, jesteśmy" (Dz 17, 28). I to, powiedzmy szczerze, niezależnie od naszej wiary w Niego.

„Oto jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28, 20). Jako chrześcijanie stajemy wobec drugiej fundamentalnej tajemnicy wiary. Próbujemy ją wyrazić naszym językiem. Mówimy: Słowo ciałem się stało, i zamieszkało wśród nas. Obecny wśród nas po wszystkie dni... W ciągu wieków ludzie starali się uprościć tę tajemnicę, starali się po ludzku mówić o Zbawicielu. Zawsze jednak, wymyślony przez człowieka, i wytłumaczony przez człowieka Zbawiciel, nie był Jezusem z Nazaretu, nie był Jezusem Ewangelii. Stawał się albo nieżyciowym nauczycielem moralności albo nierealną zjawą, Bogiem ..'dającym" człowieka. Jakże bowiem można uwierzyć w to, że On jest Bogiem, i jednocześnie — że On jest Człowiekiem, najwspanialszym z synów ludzkich? Nasze wyobrażenia o Zbawicielu człowieka nie przewidują takiej możliwości. Bo my tworzymy obraz zbawcy według własnych wyobrażeń i według własnych pragnień. A tu w Jezusie zjednoczyło się bóstwo z człowieczeństwem w sposób pełny, przewyższający nasze możliwości poznawcze.

Ale oto teraz prawdziwy człowiek jest naprawdę blisko Boga, nie zawsze wiedząc o tym. Bóg jest w sposób szczególny, przez człowieczeństwo Chrystusa, obecny na drogach każdego człowieka. Bóg wzywa człowieka do prawdziwej przyjaźni ze sobą, przyjaźni, która jest mocniejsza niż śmierć. Duch Boży nas prowadzi... pisze św. Paweł Apostoł (Rz 8, 14). Pan Jezus jeszcze wyraźniej nas pouczał, że nic bez Niego nie możemy uczynić. A jednak „nie otrzymaliśmy ducha niewoli" (Rz 8, 15). Pan Bóg pobudza nas do dobrych pragnień i do dobrych czynów, ale przecież nie odbiera nam wolności, nie zwalnia z odpowiedzialności za nasze czyny, nie pozbawia nas zasługi. Jest to tajemnica działania Ducha Bożego w nas. Jak nam trudno tę tajemnicę , przyjąć. Czasem pogrążamy się w pesymizmie, który przekreśla wartość każdego ludzkiego czynu. Zdolni jesteśmy tylko do zła — wyznajemy z goryczą. Albo z naiwnością dzieci twierdzimy, że życie naprawdę ludzkie zbudujemy sami. Tajemnica działania Bożego w nas jest ponad gorzkim pesymizmem i tanią naiwnością. Jest to tajemnica Ducha Miłości Bożej, który w nas działa. Duch, który w nas buduje, Duch, który nie odbiera wolności działania. Duch, z którym w naszej codzienności współdziałamy. Duch, który tworzy nasze życie, chociaż jest to przecież nasze życie, za które jesteśmy odpowiedzialni. Duch, który mimo naszych krętych dróg życiowych, prowadzi nas do wyznania, że jesteśmy dziećmi Boga i dziedzicami nieba. I bywa, że po wielu bolesnych doświadczeniach, popełnionych błędach, uczy nas jak mówić z prostotą dziecka: Abba — to znaczy Ojcze!

Czy nazwa dzisiejszego święta mówiła ci coś? Uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Może komuś przypomniało się katechizmowe sformułowanie, które (głosi, że On jest Jeden, ale w Trzech Osobach! Sformułowanie, którego można się nauczyć na pamięć, ale które tak trudno przenieść do codzienności. A my przecież w każdej chwili żyjemy tą tajemnicą. W Bogu żyjemy, poruszamy się, jesteśmy (Dz 17, 28). Nie ma świata Bożego i świata bez Boga! Bez Boga nie ma istnienia, świat bez Boga nie istnieje... On jest źródłem Życia, On Jest Istnieniem, takie jest Jego Imię! Wszystko, co istnieje, ma teraz w Nim swe źródło! Dlatego teraz pomyśl o sobie. To, że jesteś, że myślisz, że słuchasz, jest Jego darem. Choćbyś nawet nie znał źródła, to przepływające chwile twego życia o Nim mówią.

Masz swoją wizję człowieczeństwa, po prostu chcesz być człowiekiem. Pomyśl, że każdy wysiłek, aby nie zgubić ludzkiej godności z Nim jednoczy, bo o Nim powiedziano: „Oto Człowiek" (J 19, 5). Gdy potrafisz ponad cierpieniem i chorobą, która zamyka cię w sobie dostrzegać innych i być dla nich człowiekiem, to stajesz obok Chrystusa; cokolwiek uczyniłeś swemu bratu, Jemu uczyniłeś! Twoje człowieczeństwo mówi o Bogu! Gdy szukasz w życiu prawdy i miłości, to działasz pod tchnieniem Ducha! On jest Prawdą i Miłością, On prowadzi do poznania wszelkiej Prawdy! Twoje najwznioślejsze dążenia mówią o Bogu!

Jesteś ogarnięty tajemnicą Jedynego, w Troistej Pełni Osób. Dlatego każdy dzień zaczynaj w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.Tak też każdy dzień kończ, abyś wiedział, że w Imię Najwyższego żyjesz, stajesz się człowiekiem, rozwijasz w sobie to, co stanowi o twojej wartości. Takie jest Imię Najwyższego, Boga, który jest, który był i który przychodzi (Ap 4, 8). Amen.

 

 

maja 18, 2019

5. Niedziela Wielkanocna (Rok C) – Będziesz miłował...

maja 18, 2019

5. Niedziela Wielkanocna (Rok C) – Będziesz miłował...
Drodzy Siostry i Bracia! Słyszeliśmy przed chwilą, jak Jezus przekazywał swoim uczniom w ostatniej swojej z nimi rozmowie nowe przykazanie.
Wyraźnie to podkreślił: Daję wam nowe przykazanie. Z doświad­czenia wiemy jak bardzo łatwo z przykazania można uczynić bez­duszny przepis. W konsekwencji powstaje karykaturalny obraz człowieka religijnego, dla którego istotne będzie zachowanie ze­wnętrznych przepisów prawa. Takie postawy piętnował Jezus u faryzeuszy. Znali przecież doskonale i powtarzali kilka razy dziennie podstawowe przykazanie: „Będziesz miłował Pana Boga z całego serca, ze wszystkich sił...". W praktyce życia to przykaza­nie pozostawało dla nich martwą literą. W tych dniach rozmawiam z dziećmi, które przygotowują się do I Komunii Świętej. Na pyta­nie, czym są przykazania, odpowiadają, iż są to drogowskazy pro­wadzące do nieba. Dziecko dobrze rozumie, że drogowskaz jest niezbędny, aby się nie zagubić w drodze i bezpiecznie dotrzeć do celu. I dziękuje spontanicznie za to, że ktoś mądry i dobry ustawił takie drogowskazy. Tak może myśleć i odpowiadać dziecko.
Kiedy człowiek dorasta, wchodzi w wir codziennego życia, staje w obliczu podejmowania decyzji, zaczyna myśleć i postępo­wać inaczej. Mówi, że przykazania go ograniczają, krępują jego wolność. Próbuje na różne sposoby tłumaczyć, że wymagania jakie one stawiają nie pasują do dzisiejszego świata. Wybiera więc przy­kazania, które mu odpowiadają a odrzuca te, które utrudniają mu ułożenie sobie życia według własnych reguł. Często powołuje się na istnienie nowych „przykazań", które ustanawia dzisiejszy świat. Uważa, że są one bardziej życiowe, dopasowane do aktualnych potrzeb i oczekiwań dzisiejszego człowieka.
Postawmy sobie pytanie: czym są dla mnie Boże przykazania? Czy dostrzegam w nich dar Bożego serca. Jezus powiedział: „Jeżeli Mnie kto miłuje będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, będziemy u niego przebywać" (J 14, 23). Zachować Bożą naukę, żyć zgodnie z przykazaniami, to znaczy wejść w życiodajną, głęboką więź z Bogiem. Tylko w świe­tle takiej bliskości z miłującym Bogiem można dostrzec i przyjąć przykazania jak dar boskiego serca.
W tym świetle popatrzmy na nowość przykazania Jezusa? Wcześniej Jezus mówił: „Miłujcie bliźniego swego jak siebie sa­mego", a tutaj powiedział: „Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem". To jest wymaganie znacznie wyższe.
Uczniowie zapamiętują zwiększone wymagania Mistrza w sto­sunku do siebie. Przyjmują z wdzięcznością ciężar wymagań wo­bec siebie, to oznacza coś nowego. To jest ta nowa jakość, której nikt nie jest w stanie sam wymyślić. Już nie: miłujcie innych jak siebie samych, ale jak Ja was umiłowałem. Miłość przestaje być mierzona miarą ludzką, ale ma być mierzona miarą boską. Uczniowie będą zwyczajnie tym wszystkim zaskoczeni, ale przez swoją Mękę i Zmartwychwstanie Jezus pozwoli im dotknąć tajem­nicy swojej miłości. Gdyby to wszystko było im wcześniej znane nic by ich nie zaskoczyło. Wszystko to jednak, co przeżyli było zupełnie nowe i nieznane im dotychczas.
Od razu pojawia się pytanie jak kochał Jezus? W czym Jego miłość jest różna od naszej? Owszem bywał często wobec uczniów serdeczny. Pozwalał im łamać przepisy zwyczaju, jeśli była tego potrzeba. Jak choćby wtedy, gdy pozwalał im zrywać kłosy w dzień święty. Ich podstawowe potrzeby były dla Jezusa ważniej­sze niż surowe przestrzeganie prawa. Ta zwykła ludzka serdecz­ność była przepleciona z cudownością zdarzeń, których byli świadkami. Przy Przemienieniu mówili wręcz „dobrze nam tu". Dobrze im było z Jezusem. Naprawdę musieli mieć zaspokojone swoje pragnienia i dobrze im musiało być skoro tak bardzo zapa­miętali ten dobry czas.
Zresztą, jak wiemy, byli gotowi przynajmniej nawet walczyć o Jezusa. Piotr nie wahał się uderzyć z mieczem na wielokrotnie liczniejszego przeciwnika. Możemy więc powiedzieć, że ta więź pomiędzy Jezusem i uczniami była już bardzo ugruntowana. Byli sobie naprawdę bliscy.
Ta bliskość była obecna z obu stron. Potwierdził to Jezus, gdy powiedział przed ich ostatnim spotkaniem: „Tak bardzo pragnąłem tę wieczerzę spożyć z wami". Wczujmy się w całą delikatność tego westchnienia. Jak bardzo nam nieraz brakuje ostatniej rozmowy z naszymi bliskim, jak bardzo doskwiera brak ostatniego spotkania. Jezus w swojej miłości ze wszystkim zdążył. Uczniowie mogli nacieszyć się Mistrzem i do tej Ostatniej Wieczerzy nieustannie wracali. My dzisiaj przeżywamy takie same chwile podczas każdej Mszy św. Nasycamy się tą samą radością. Doświadczamy tej samej mocy, dzięki której apostołowie poszli w świat i głosili to wszystko czego dotykały ich ręce, co widzieli i co usłyszeli na własne uszy. A gdy przyszła taka chwila własnym życiem potwierdzili prawdę głoszonego Słowa.
Uczniowie dojrzewali do tej chwili przez całe życie. Starali się zrozumieć, o co chodziło ich Mistrzowi, o jakiej miłości mówił. Co to znaczy kochać tak jak On? Czy byli w stanie kochać tak jak On? Potrafili zapisać Jego słowa i nam je przekazać. To już jest bardzo dużo - ocalili od zapomnienia własne dobre doświadczenie. Ale przyszło im szukać tej miłości. „Będziecie mnie szukać" - tak przecież powiedział i szukali Go. Całe życie apostołów było inten­sywnym szukaniem i oczekiwaniem na ponowne przyjście Jezusa. Ludzie poznawali w nich Jego uczniów. Ówczesnych ludzi bardzo pociągała nowość nauki.
Dla apostoła Pawła słowa Jezusa: „Abyście się miłowali jak Ja was umiłowałem" stały się nie tylko światłem, ale płomieniem, który rozpalał jego serce. Kierując się wewnętrznym nakazem ser­ca: miłość Boża przynagla mnie poszedł św. Paweł w cały ówcze­sny świat i głosił Słowa życia ludziom spragnionym prawdy. Żadne groźby, prześladowania nie były w stanie powstrzymać go przed tym wewnętrznym pragnieniem serca, aby Dobra Nowina dotarła do wszystkich ludzi. Co więcej wszystkie przeciwności uzna za znak potwierdzający jego misję: Przez wiele ucisków trzeba wejść do Królestwa Bożego.
Kiedy mamy kłopot z dostrzeżeniem nowości tego przykazania w naszym życiu, to znaczy być może, że mamy kłopot z miłością. Świat wydaje się nam stary i bez zmian, kiedy nie zauważamy w nim Boga. W trakcie ostatnich tragicznych wydarzeń podobno wiele osób pytało „Gdzie był Bóg?" Ktoś przytomnie odpowie­dział: „Dlaczego pytacie o Boga? Przecież katastrofę spowodo­wali ludzie. Wszystko jedno kto, ale ludzie". Czyżbyśmy żądali, żeby Bóg odebrał nam wolną wolę i przeszkadzał nam w naszym błądzeniu?
Przebieg następnych dni po katastrofie pokazał nam jednak, że Bóg jest z nami. Zaczęliśmy do siebie mówić innym językiem, zaczęliśmy przekraczać bariery, które wydawało się, że są nie do przekroczenia. Miłość wzajemna dała znać o sobie. Pokazała, że żyje. Na co dzień zagłuszona i przydeptana w obliczu tragedii pod­niosła głowę. Pytanie o Boga, było tak naprawdę wyrazem szuka­nia Jego obecności w tym wszystkim, co nas zaskoczyło, przerosło, z czym nie mogliśmy się pogodzić.
Każdy z nas pyta. My wierzący też pytamy, zwłaszcza, gdy ciężar cierpienia wydaje się ponad siły, gdy nie widzimy jego sen­su: „Gdzie jesteś Boże?" On odpowiada: „Jestem tu. Między wami. Kiedy żyjecie tak, jak was o to proszę. Kiedy próbujecie być mo­imi uczniami".
Zauważmy jeszcze, że Jezus nie powiedział na przykład „mi­łujcie się wzajemnie, tak jak potraficie najlepiej". Nie, Jezus wy­raźnie daje uczniom swoją miłość za przykład. Bo ich miłość była bardzo niedoskonała. Cóż powiedzieć o Judaszu, który z jakichś powodów, nie do końca zresztą ważnych sprzedał Jezusa. Cóż powiedzieć o Piotrze, który trzy razy zapewnił, że Go nie zna i to tylko ze strachu o własną skórę. A reszta? Stali w tłumie z daleka i patrzyli. Oni wszyscy w jakiś sposób zaparli się tej więzi, która między nimi była jeszcze w wieczerniku. Ta miłość nie była, więc do końca wzajemna. Tylko Jezus wyszedł wszystkiemu naprze­ciw. Tylko On nie uciekał. Tylko On nie odrzucił ich wszystkich w tej sytuacji. Tylko On jest źródłem miłości, którą możemy naśladować.
Wyrok śmierci wydany i wykonany przez ludzi, których kochał nie zepchnęły Jezusa z drogi, którą podjął. Doszedł nią do końca. I dlatego, stojąc na końcu tej drogi ma prawo to powiedzieć. Jego słowa mają moc przekonującą: „Miłujcie tak jak Ja was umiłowa­łem". Moc tych słów w naszym życiu objawia się wtedy, gdy nasza miłość jest odrzucana i podeptana przez innych. Gdy zdradza nas współmałżonek, gdy dziecko gardzi rodzicami, gdy jesteśmy przez kogoś bliskiego oszukani w miłości. Jeśli nasza miłość nie gaśnie. Gdy cierpimy ponad wszelką miarę. W tak trudnych chwilach, gdy staramy się iść śladami Jezusa możemy mieć pewność, że takie życie jest prawdziwym naśladowaniem boskiej miłości.
Każdy z nas, kto potrafi tak kochać innych nie ma żadnej wąt­pliwości, że jest to miłość zupełnie nowa. Zawsze pozwalająca na nowo odnajdować Boga w drugim człowieku. Takich chwil w ży­ciu, takiej miłości, życzmy sobie nawzajem. Wtedy poznają inni, że jesteśmy uczniami Jezusa. Jeśli takiej miłości zabraknie wśród nas skąd inni będą mogli dowiedzieć się o Jezusie i o Jego miłości?
Kochajmy ze względu na Niego. Nie dlatego, że tak chcemy, ale ze względu na Niego, ze względu na Jego prośbę. Zaufajmy Temu, który w miłości do każdego z nas nie cofnął się i nas nie zdradził ani się nas nie zaparł. On nas o taką miłość prosi. Taką miłością nas karmi w każdej Eucharystii. Byśmy sami mogli nią karmić wszystkich, którzy są jej spragnieni. AMEN.


kwietnia 18, 2019

Wielki Czwartek - Do końca ich umiłował

kwietnia 18, 2019

Wielki Czwartek -  Do końca ich umiłował
Umiłowani Bracia i Siostry - Uczestnicy tego Eucharystycznego Spotkania.
Każdej niedzieli, w każde święto — a wielu z nas każdego dnia — idzie­my do kościoła, aby spotkać Chrystusa. Dzisiaj też, w Wielki Czwartek, przyszliśmy tutaj w tym celu. Przynieśliśmy nas samych, nasz głód, nasze pragnienia, nasze tęsknoty. I stoimy wobec obecnego, choć ukry­tego Pana. I jak zawsze liczymy na to, że z tego spotkania coś wyniknie. Ilu z nas doświadczyło już, że coś wynikło. Że Chrystus wtargnął w nasze życie. I niejeden z tutaj obecnych doświadczył, co znaczy zo­stać pochwyconym przez Jezusa Chrystusa (por. Flp 3, 2).
Bo właśnie spotkanie z Nim polega na tym, że my przychodzimy z naszym, a On przychodzi ze „swoim". To, z czym On przychodzi, na­szkicował nam dzisiaj Jan Ewangelista: Chrystus pochyla się do ludzkich nóg, aby je umyć i wzbraniającemu się Piotrowi mówi, dlaczego to czy­ni: aby miał udział w Jego miłości i w Jego życiu. „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze mną" (J 13, 8), nie będziesz we wspólnocie ze Mną. A więc — będziesz miał to, co masz. Choćbyś nawet miał dużo i wszystko, to nie będziesz miał Mnie. Czyli w sumie niewiele zyskasz, zwłaszcza kiedy ocena tego, co masz, przejdzie poprzez graniczną sytuację śmierci. Wtedy będziesz wiedział, co się liczy i co ma wartość.
Obyśmy taką świadomość mieli za każdym razem, kiedy kroki nasze doprowadzają nas do świątyni i do ołtarza. Wielki
Czwartek dwa ty­siące lat temu odbywał się w Wieczerniku. Tam ustanowił Jezus Chry­stus sakrament kapłaństwa i sakrament Eucharystii, sakrament mszy świętej. I tam, i tutaj
umytych z grzechu doprowadza do wspólnoty z Bogiem. Zdanie proste i wypowiedziane bez patosu, ale tak przera­stające nasze pojmowanie, że musimy pochylać się z czcią wobec tej wielkiej tajemnicy: że to Bóg nas samych, grzesznych, zwykłych, pro­stych ludzi dopuszcza do swojego świata, do swojej sfery niedostępnej inaczej, jak tylko przez śmierć. Śmierć, która powinna być tym samym co miłość. Bo nie każdy, kto umiera, dochodzi do widzenia Boga. Tylko ci, którzy umierają w miłości ku Niemu.

Aby więc każdy człowiek — i ten, który żył dwa tysiące lat przed nami, i my wszyscy — miał dostęp do tego udziału z Bogiem, Chrystus „wyniszczył samego siebie, przyjąwszy postać sługi i stał się posłusz­nym aż do śmierci — i to śmierci krzyżowej" (Flp 2, 7—8). Wielki Czwartek antycypował Wielki Piątek: Chrystus wziął grzech nasz na siebie, aby obdarzyć nas nowym życiem.
Drodzy Bracia I Siostry!
Wielki Czwartek obchodzony dzisiaj w sposób sakramentalny po­wtarza to, co było dwa tysiące lat temu. Może są tutaj wśród zgroma­dzonych tacy, którzy uczestniczyli w porannej liturgii odprawianej pod przewodnictwem naszego biskupa. W kościele katedralnym w Wiel­ki Czwartek rano odprawiana jest jedna msza święta, podczas której biskup święci oleje — symbol władzy królewskiej i kapłańskiej. Oleje te używane są przy święceniach kapłanów, przy chrzcie, bierzmowaniu oraz sakramencie chorych. Dzięki namaszczeniu i słowom biskupa lub kapłana dokonują się w nas te wielkie rzeczy, jakie się dokonały w Wielki Piątek i w Niedzielę Wielkanocną: umieramy razem z Chrystu­sem i z Nim powstajemy z martwych. W to wierzymy i to jest mocą naszej nadziei, to nas zapala nową wielką miłością ku Chrystusowi. Przygotowanych przez te trzy sakramenty — kapłaństwo, które nas przez chrzest gromadzi w Kościół i potem udziela nam Ducha Świętego w bierzmowaniu, które nas może doprowadzić aż na szczyty heroizmu chrześcijańskiego — miłość ta prowadzi nas wreszcie do ołtarza Eucharystii, gdzie Jezus Chrystus oddaje się nam jako nasz Pan, Mistrz i umiłowany Oblubieniec. Wielu z nas żyje tą prawdą na co dzień, wielu z nas doświadczyło mocy tej prawdy i przez wiarę nie­złomną i coraz bardziej dojrzałą, przez nadzieję, która nigdy nie zawo­dzi, i przez gorliwą miłość — doświadcza przyjaźni z Chrystusem. A tym samym doświadcza pełni radości i szczęścia, za jaką tęskni nasze niespokojne serce, które spoczywa tylko wtedy, kiedy dosięga Absolutu i miłości Boga samego.
Dzisiejsza liturgia Wieczerzy Pańskiej kończy się złożeniem Chrystu­sa — jak to mówimy w polskiej tradycji — w ciemnicy. Po odprawie­niu Ostatniej Wieczerzy wyszedł Chrystus do ogrodu na Górę Oliwną i tam trwał na modlitwie z Ojcem. My dzisiaj powtarzamy to samo w sposób sakramentalny, czyli w zespole obrzędów, znaków i słów — wierząc, że obecny z nami Chrystus odbywa tę samą drogę, którą od­był dwa tysiące lat temu.
Podczas tej mszy świętej przypomnimy sobie wielkie prawo mi­łości, które Chrystus nam obwieścił i do którego nas zobowiązał — a które nie jest niczym innym, jak objawieniem przez nas tego udziału, do którego nas dopuścił. Umywa nas z grzechu, byśmy mieli udział w jego miłości. Daje nam swoją miłość, byśmy się nią podzielili z in­nymi ludźmi, byśmy się nią dzielili wciąż.
Ukochani Bracia i Siostry! Kiedy będziemy klęczeć później przed Bogiem ukrytym w Hostii zło­żonej w ciemnicy, w naszym Ogrojcu, podziękujmy Mu za te dwa wiel­kie sakramenty. Za sakrament kapłaństwa i za kapłanów, którzy w na­szym życiu byli narzędziami Chrystusa: którzy nas chrzcili, bierzmo­wali, odpuszczali nam grzechy, podawali nam Ciało Chrystusowe, wiązali nasze ręce dla wierności małżeńskiej i którzy będą namaszczać nasze cierpiące i umierające ciała na ostatnie przejście. Podziękujmy zaś prze­de wszystkim za dar kapłaństwa, które po dziś dzień ma moc i władzę rodzenia Eucharystii — uobecniania dla nas wszystkich miłości Jezusa Chrystusa i przybliżania Jego Osoby, tym samym Jego przyjaźni.
W tej skupionej modlitwie wieczornej podziękujmy - Moi Drodzy -  za to „dzisiaj", przygotowujące nas do wspaniałych jutrzejszych obrzędów. Bo w isto­cie, dzięki Eucharystii crux fidelis — wierny dla nas zawsze krzyż Pa­na — i owoce Jego ofiary są naszą mocą każdego dnia. Zapamiętajmy sobie napis z kaplicy Krzyża św. z Mogiły: Fide cruci! — zawierz krzy­żowi. Amen.

października 26, 2017

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię..."

października 26, 2017

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię..."

Słowo Boże na dziś

Czwartek, 29 tygodnia Okresu Zwykłego

  Łk 12,49-53

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.
Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej».

Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym


W kolejnym dniu Tygodnia Misyjnego prosimy Boga o ludzi, i za ludzi, których On sam posyła do ludzi współczesnych z wielkim zadaniem. Mają oni prowadzić ludzi drogą nie ludzkich upodobań, ani drogą swoich pomysłów, ale drogą Bożą, jedyną, a jest nią Chrystus i Jego nauka.
Oto słowo Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął”. Obecność Chrystusa na ziemi: Jego życie, słowa, czyny, a zwłaszcza śmierć na krzyżu za umiłowanych ludzi, i zmartwychwstanie, to najpotężniejsze słowo Boże o miłości. I tu ciśnie się pytanie: Czy każdy człowiek odczyta i zrozumie tę objawioną prawdę? Czy każdy z nas potrafi dać Bogu upragnioną i oczekiwaną odpowiedź – spełnić Jezusowe pragnienie, by natychmiast zapłonął ogień Jego miłości w każdym sercu?
Wrażliwość ewangeliczna, jako odpowiedź na słowa Jezusa, niech mobilizuje nas do wzniecania miłości w sercu i do czynienia miłosierdzia; niech mobilizuje nas do kontynuacji misji Kościoła, który jak pochodnia oświeca w ciemności, rozgrzewa serca i zapala te serca miłością dla Jezusa i Jego braci. To jest nasze zadanie, aby zapaloną przez Jezusa miłość przenosić z serca do serca: ze serca rodziców do serc dzieci, z serca rodzin do wspólnot, ze wspólnot małych – parafialnych – do wielkiej wspólnoty, której na imię Ojczyzna – Polska, która była “semper fidelis” – zawsze wierna Bogu i Maryi. Niech nam zawsze towarzyszą słowa św. Jana Pawła II, wypowiedziane w czasie pierwszej jego pielgrzymki do Polski na krakowskich błoniach: „Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością; abyście zawsze szukali duchowej mocy u Tego, u którego tyle pokoleń ojców naszych i matek ją znajdowało; abyście od Niego nigdy nie odstąpili”.
Ogień, który ma płonąć na ziemi, to miłość Boża. Przyjście Jezusa na ziemię, pochylenie się nad ludzką słabością, było wielkim Jego wysiłkiem i dowodem gorejącej miłości w Jego Sercu do każdego z nas. Ale On chce, aby i w naszym sercu zapłonęła miłość do Niego. On sam tę miłość zapalił i ją podtrzymuje, i chce w sercu naszym jeszcze bardziej ją rozniecić przez Ducha Świętego, którego nam dał. Duch Święty jest Ogniem błogosławionym, bo jest Ogniem Bożej miłości. Tylko On jest w stanie przezwyciężyć podział i niezgodę w naszych wspólnotach. Gdzie zwycięża zło, powstają rozłamy. Błogosławione takie działanie Ducha Świętego, którego celem jest uratowanie człowieka i prowadzenie go drogą miłości i pokoju.
Panie, dziękuję ci za to, że dajesz mi ogień swojego Ducha… Coraz częściej czuję, że nie mogę nie mówić o Tobie ludziom, których spotykam w zwykłych sytuacjach… Oddaję się Tobie i proszę, abym płonął Tobą tam, gdzie chcesz… Niech się dzieje Twoja wola! Wszystko dla Twojej chwały… AMEN.

 

marca 24, 2017

Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?

marca 24, 2017

Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?
Piątek 3 tygodnia Wielkiego Postu

Z Ewangelii według Świętego Marka
Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych». Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego znaczy daleko więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary». Jezus, widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się Go więcej pytać. (Mk 12,28b-34)

Rozważanie do Ewangelii

Pan Jezus rozpoczynał swoje publiczne nauczanie od wezwania do pokuty: „Nawracajcie się” (Mk 1,15). Powodem do nawrócenia i podjęcia pokuty jest to, że „Czas się wypełnia i bliskie jest królestwo Boże”. Te słowa Chrystusa powtarzamy nawet w pieśni liturgicznej: „Bliskie jest królestwo Boże, nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Wierzymy Paniki Jezusowi, ale odczuwamy to inaczej. Wydaje się nam, że królestwo Boże jest jednak bardzo daleko i to zarówno wtedy, gdy myślimy o nim w kategoriach przestrzeni jak i czasu. Gdzież jest bowiem takie królestwo, gdzie władza Boga nad światem byłaby całkowicie respektowana i wypełniana. Na pewno nie jest takim królestwem nasz kraj. Nie ma takiego kraju na wschodzie i zachodzie, na północy i południu. Nie ma Państwa Bożego, ani blisko, ani za oceanami. Żadne z państw na mapie politycznej globu ziemskiego nie zasługuje sobie na miano kró­lestwa Bożego. Czy znaczy to, że trzeba go szukać gdzieś w kos­mosie? Dotychczas nic nie wiadomo o istnieniu istot żywych w kos­mosie. Czy zatem granice królestwa Bożego przebiegają gdzieś poza tym światem? Również wtedy, gdy myślimy o królestwie Bożym w kategoriach czasu, wydaje się ono być bardzo daleko. Skoro nigdzie w pobliżu nie ma tego królestwa w jego doskonałej i ostatecznej formie, to znaczy, że ono dopiero się staje. Królestwo Boże powstaje już od dwóch tysięcy lat we wspólnocie Kościoła, a od chwili chrztu w każdym z nas. Jeśli chodzi natomiast o królestwo Boże w nas, to sami wiemy, jak da­leko nam do całkowitego oddania się i poddania się Bogu. Dlaczego więc Pan Jezus mówi, że „Bliskie jest królestwo Boże”, gdy my doświadczamy zupełnie czego innego doświadczając niepokoju, wojen, niesprawiedliwości, nienawiści i kłamstwa.
Jest bardzo prosty sposób na to, żeby królestwo Boże przybliży­ło się do nas. Wystarczy tylko spełnić pierwsze i najważniejsze przykazanie, o którym Pan Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii. Jest to przykazanie: „Będziesz miłował”.
Człowiek nie ma jeszcze takich instrumentów, które mogą sięg­nąć granic kosmosu. Tym bardziej, nie mamy takiego pojazdu, któ­ry mógłby nas przetransportować tak daleko. Mamy jednak sposób, aby sięgnąć Transcendencji, która jest poza widzialnym światem. Miłością możemy sięgnąć samego Boga i sprawić, aby Transcen­dencja stała się Immanencją, aby Bóg przerastający i przekraczający wszystko, pomieścił się cały w małym ludzkim sercu. Kto ma Wład­cę tego królestwa, ma również całe królestwo, bo On w tym kró­lestwie jest największym skarbem, a w Jego Sercu są wszystkie skarby: umiejętności i świętości i wszystkie inne.
Dzisiejsza Ewangelia jest fragmentem większej części, w której to św. Marek Ewangelista przedstawia spory przeciwników Jezusa z Nim samym. W większości owi przeciwnicy chcą Jezusa przyłapać na jakimś słowie. Wydaje się, że przynajmniej ten jeden z uczonych w Piśmie, o którym dziś czytamy, ma czyste intencje. Uczciwie pyta Jezusa, które z przykazań jest pierwsze. Pytanie to wcale nie było niezasadne, gdyż ówcześni Izraelici mieli setki przykazań – różnych nakazów i zakazów. Więc ten uczony chciał się upewnić. Jezus, widząc, że traktuje Go poważnie, odpowiada mu w pełni, tak, że ów uczony nie miał już wątpliwości i nie tylko przyznał Mistrzowi całkowitą rację, ale pokazał, że właściwie zrozumiał to przykazanie.
A więc najpierw jest miłość Boga, która ma być największą, taką, jaką człowiek może z siebie wykrzesać. Nie jest to zadanie łatwe, bo jak mówi to przykazanie, trzeba kochać Boga wszystkimi siłami, wszystkimi swoimi ludzkimi władzami: sercem, duszą, umysłem, mocą. Natomiast miarą miłości bliźniego ma być miłość do samego siebie. To również nie jest łatwe, choć pozornie wydaje się być proste.

Zobaczmy, ile jest jeszcze w nas egoistycznej miłości własnej, która nie zostawia w sercu miejsca dla bliźniego?
Ile jest w nas zazdrości, zawiści, nieumiarkowanej żądzy pieniędzy, dóbr materialnych, często za cenę krzywdy drugiego człowieka?
Zresztą ta tzw. miłość własna, która nie zostawia miejsca dla bliźniego, nie jest właściwą miłością, gdyż żądze i egoizm obracają się przeciwko takiemu człowiekowi – taki człowiek jest daleko od królestwa Bożego, jest poza tym królestwem. Taki człowiek staje się zgorzkniały, niezadowolony, smutny, zamknięty i zadufany w sobie, często jest nieznośny dla innych.
Na to wszystko zaś lekarstwem jest właściwa miłość bliźniego, nie musimy go kochać bardziej niż siebie samego, wystarczy, że będziemy go kochać tak samo, jak siebie samego. A wtedy – królestwo Boże będzie w nas.

lutego 27, 2017

Szkoła ofiarnej miłości

lutego 27, 2017

Szkoła ofiarnej miłości
Poniedziałek VIII tygodnia zwykłego

Z Ewangelii według Świętego Marka
Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego». A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może być zbawiony?» Jezus popatrzył na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe». (Mk 10,17-27)

KOMENTARZ DO EWANGELII

Słuchamy dzisiejszej Ewangelii i dziwimy się: "Czegóż Pan Je­zus chce od tego szlachetnego człowieka, który wszystkie przyka­zania zachowywał od swojej młodości? Jakie to wymagania jemu sta­wia? - "Idź, sprzedaj wszystko, co masz..." Słuchamy tego z pewną obawą i myślimy sobie, że Panu Jezusowi wystarczą objawy naszej pobożności, że wystarczy Mu codzienny paciorek, częsta Msza święta i Komunia, że od nas nie będzie żądał, abyśmy swoje mienie rozdawali ubogim. Nie łudźmy się. Takie wymagania Bóg stawia każdemu człowiekowi. Bóg chce, aby każdy z nas miłował Go po­nad wszystko. Mamy Go miłować bardziej niż pola, domy i wszelkie rzeczy. Mamy Go miłować bardziej niż wszystkich ludzi. Dlatego Pan Jezus wymaga, abyśmy dla niego opuścili domy, pola i wszelkie rzeczy, a nawet braci i siostry, ojca i matkę (por. Mk 10,28-31).
Czy Bóg ma prawo żądać od nas takich poświęceń? Z całą pew­nością. Przede wszystkim dlatego, że On jest bardziej wart miłości niż wszystkie rzeczy i wszyscy ludzie razem wzięci. Bóg ma jednak jeszcze szczególny tytuł do oczekiwania takiej miłości. Tym tytułem jest to, że On pierwszy umiłował nas w taki sposób. Z miłości dla nas nie oszczędził Kogoś, kto był dla Niego najbliższy i najwięcej wart - Swojego Syna, a w nim siebie samego. "Bóg tak umiłował świat, że Syna swego dał" (J 3,16). A Jezus Chrystus tak umiłował nas - swoich przyjaciół - że oddał za nas swoje życie (por. J 15,13). To właśnie daje Bogu szczególny tytuł oczekiwania od nas miłości ponad wszystko. Bóg daje nam codziennie okazję do poznania Jego przedziwnej i nieskończonej miłości. Cała Jego miłość do człowieka zawarta jest w Eucharystii. Kto uczestniczy świadomie we Mszy świętej, kto przyjmuje Komunię świętą, doświadcza tej miłości w sposób sakramentalny, ale przecież tak wyrazisty.
Miłości Boga ponad wszystko uczymy się przez całe życie. W końcu, każdy musi tę umiejętność posiąść, bo jest ona prze­pustką do życia wiecznego i tylko ona daje prawo do posiadania skarbów w niebie. Podczas egzaminu, który zdajemy na końcu ży­cia, w chwili śmierci, trzeba zostawić wszystkie rzeczy i wszyst­kich ludzi i wielkim aktem zawierzenia i miłości wybrać tylko Boga. Tego trzeba uczyć się przez całe życie. Szkołą takiej miłości jest dla nas Eucharystia, bo tutaj uczymy się ofiarować Bogu samych siebie, tutaj uczymy się ofiarnej miłości względem ludzi. Tutaj Pan Jezus wzywa nas, abyśmy rzeczy zostawili ludziom, żebyśmy ludzi polecali Bogu, a ty - mówi do każdego z nas - "Przyjdź i chodź za mną". W szkole Eucharystii uczymy się chodzić za Panem Jezusem drogami miłości.
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger