grudnia 15, 2016

Rozważania Adwentowe – Wielkość najmniejszych

grudnia 15, 2016

Rozważania Adwentowe – Wielkość najmniejszych
Czwartek III tygodnia Adwentu


„Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on”. (Łk 7,28)

Postać Jana Chrzciciela w opisie Jezusa Chrystusa jest spiżowa i nie dziwimy się tak wspaniałej opinii, która ten opis kończy. Na podstawie tego opisu wyobrażamy sobie Jana jako prawdziwego, twardego mężczyznę. Miał on wszelkie cechy wielkiego bojownika i rycerza. Wiele wymagał od siebie. Nie chodził w miękkich szatach i nie mieszkał w pałacach. Ubranie miał z sierści wielbłąda, a mieszkał na pustyni, gdzie jego pokarmem był miód leśny i sza­rańcza. Przede wszystkim jednak był niezłomny. Nie był trzciną chwiejącą się na wietrze. Spośród wszystkich proroków był naj­większy, bo to on bezpośrednio poprzedzał Tego, którego wszyscy prorocy zapowiadali. Zaiste, Jan był wielki! „Między narodzonymi z niewiasty nie ma większego od Jana”.
„Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on”. Najmniejsi w królestwie niebieskim to ludzie słabi (głodni, spragnieni, nieubrani, chorzy, bezdomni i więźniowie). Najmniejsi w królestwie Bożym to również dzieci. I teraz zaczynamy się dziwić: To małe dziecko ma być większe od prawdziwego mężczyzny?... Je­żeli weźmiemy pod uwagę i to, że sam Jezus Chrystus utożsamia się z tymi najmniejszymi - „Co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych Mnie uczyniliście” (Mt 25,40) - to zrozumiemy, że tak naprawdę to chodzi o zestawienie Poprzednika z Tym, który po nim przychodzi. A sam Jan uznawał wyższość Jezusa: „Pośród was stoi Ten, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u jego sandała” (J 1,27). Jan uznawał również wyższość Chrztu Jezusa nad chrztem, którego on udzielał w wodach Jordanu: „Ja was chrzczę wodą... On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3,16). Chrzest Jezusa sprawia, że najmniejsi stają się dziećmi Bożymi na wzór tego, jak On jest Synem Ojca. Ten, kto w królestwie Bożym przyjął chrzest Jezusa, został z Nim tak ściśle zjednoczony i tak upodobniony do Niego, że ludzie mówią o nim "alter Christus - drugi Chrystus", a sam Bóg w każdym najmniejszym, który przyjął chrzest, widzi swojego Syna Jednorodzonego.
Nie dziwimy się temu, że największy człowiek Starego Testamentu jest mniejszy od najmniejszego w Nowym Testamencie. Ta różnica ukazuje nam, jak bardzo człowiek został ubogacony przez tajemnicę wcielenia Chrystusa. Te porównania nie umniej­szają jednak w niczym wielkości Jana. On nie tylko chrzcił, ale i sam był pierwszy, który został ochrzczony przez Jezusa ogniem i Duchem Świętym. Dzięki temu największy człowiek Starego Testamentu zyskał nową wielkość w Nowym Testamencie. Stało się to wtedy, gdy Jan w więzieniu u Heroda przyjął chrzest krwi. Trzcina, która nie chciała ugiąć się przed wiatrem, została ścięta. Ten jednak, który został tak poniżony, wywyższony jest ponad wszystkich, którzy narodzili się z niewiasty. Poprzedził on swojego Pana również na tej drodze, na której Chrystus uniżył samego siebie, za co otrzymał imię ponad wszelkie imię.
Trzeba przyznać, że św. Jan Chrzciciel to był twardy człowiek.
Nie, nie chodzi o twardość słów, o brutalność postępowania, o bezkompromisowość w sposobie bycia z ludźmi - ale o twardość postawy życia. O takie pełnienie powołania, żeby ani słabość zdrowia, nastroje chwili, naciski innych ludzi, trudy, jakie ponosi ciało, ani zawieruchy szarpiące życiem społecznym - nie były wstanie zmienić postawy apostoła. Jezus Chrystus wskazuje z najwyższym uznaniem na Jana Chrzciciela, który jest nie tylko Jego poprzednikiem, ale jest także symbolem wszystkich, którzy zapowiadają czas łaski i prostują ścieżki zagubionych ludzi. Ani pu­stynia, która oznacza głód i samotność; ani twarde szaty, które znaczą od­rzucenie wygód, zaszczytów, uznania, bogactw; ani trzcina, która symboli­zuje bezwolność, podatność dla zmiennych nastrojów i upodobań; nic nie jest w stanie odwołać Jana z wyznaczonego mu przez Opatrzność miejsca i roli.
Taka postawa ma być u tych, którzy służą zbliżaniu się ludzi do Boga. Czy rzeczywiście, nie jesteśmy wobec siebie samych zbyt delikatni, łagodni, czy nie pieścimy się, czy potrafimy trwać w sytuacjach naprawdę nieła­twych?
Niewielkie nawet trudności wspólnego życia, jakże często dalekie od rzeczywistych cierpień, zniechęcają nas w powołaniu. Małe przeoczenie w uznaniu naszych osiągnięć, zasług, pominięcie wśród wyróżnionych, powoduje długie milczenie, smutne dni, a niekiedy zachwianie przyjaźni. Trudniejsze warunki mieszkania, pracy, mniej pieniędzy, kłopoty w pełnie­niu funkcji zawodowych, i roztkliwiamy się nad złym losem, tracimy cel ży­cia, dochodzimy rzekomych praw. Czy przy takiej łatwości zranienia, sła­bości postaw, wydelikaceniu, potrafimy spełnić zadania, które stawia powo­łanie? Czy nie chodzimy w nazbyt miękkich szatkach i szeleścimy jak trzcinki?


grudnia 14, 2016

Czy to magia czy Boże działanie?

grudnia 14, 2016

Czy to magia czy Boże działanie?

To cośmy zobaczyli
To cośmy usłyszeli
To co na własne oczy oglądaliśmy…

to wszystko czeka,

a my...

Dalej krótkowzroczni
Zobojętniali

Zostawiamy to dla siebie
nie przekazujemy,
lekceważymy….
w sobie zadufani...

Dlaczego?

Być może posądzamy Jezusa o magię.
Widzimy w Nim bioenergoterapeutę
lub co najmniej jakiegoś szarlatana.

No bo jak to???

Opowieści o cudach
budzą współcześnie
różne reakcje…

Często śmiech!!!

A my staramy się
racjonalnie wytłumaczyć,

trąd jako ciężką alergię

śmierć dziewczynki jako letarg

No bo jak można kogoś wskrzesić z martwych?

Jakaś ślina,
jakieś błoto nałożone,
jakieś dziwne słowa?

Boimy się...

że nikt nam nie uwierzy
że to, co każdy widział z bliska
cośmy sami słyszeli...
jest prawdą….

A Jezus mówi…

zwiastujcie innym,
objawiajcie,
zaświadczajcie ,

o uzdrowieniach…
o cudach….
o nawróceniach…

Panie….
wierzę, że wysłuchujesz,
że wszystko możesz zmienić …
i przywrócisz zdrowie i spokój i radość.

Przecież wszystko możesz,

Nawet cud uczynić...

i na ten cud oczekuję, jak biblijny Naaman

I wręcz nie dopuszczam,
żebyś nie chciał sprawić cudu...

a wiec pójdę....
zaświadczę
o licznych uzdrowieniach
na duszy i ciele

które mają miejsce
w domach,
w szpitalach
i w kościele..

zaświadczę....
że Ty jesteś Tym,
który ma przyjść,
Tym,
którego  oczekujemy
Tym,
którego wyglądamy
Tym...
który nas uzdrowi
z każdej naszej niemocy

Tym...
który na nowo się narodzi
w naszych sercach
tej grudniowej nocy...

       *  *  *
© 14 Grudnia 2016r.


grudnia 14, 2016

Rozważania Adwentowe – Kim ty jesteś?

grudnia 14, 2016

Rozważania Adwentowe – Kim ty jesteś?
Środa III tygodnia Adwentu 


„Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” (Łk 7,19)

Może się wydawać dziwnym, że Jan Chrzciciel, który dał tak wyraziste świadectwo o Chrystusie: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” - teraz posyła do Jezusa uczniów z pytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Pytanie Jana i odpowiedź Chrystusa potrzebne są nie Poprzedni­kowi Pańskiemu, lecz uczniom, aby utwierdzili się w wierze w posłannictwo Mesjasza.
Stawianie pytań i szukanie odpowiedzi jest metodą szeroko stosowaną w dążeniu do prawdy. Wspomnijmy tu choćby Sokratesa i jego szkołę filozoficzną. Metodę tę stosują również uczniowie Chrystusa wszystkich pokoleń. Już św. Justyn w swojej "Apologii" odpowiada nie tylko na pytania pogan, lecz również na różne wątpliwości współwyznawców. Wystarczy przeczytać "Wyznania" św. Augustyna, czy dzieła innych Ojców Kościoła, żeby przekonać się, jak umiejętne stawianie pytań i szczere szukanie odpowiedzi prowadzi w głąb prawdy. Nawet katolicy, nieoczytani w dziełach Ojców Kościoła i teologów, znają tę metodę.
W ostatnich tygodniach, wywiad Jana Chrzciciela, przeprowa­dzony z Jezusem Chrystusem, znalazł niezwykłą aktualizację. W tym kontekście warto wspomnieć bardzo osobiste świadectwo wiary tego, który został powołany, aby braci utwierdzać w wierze. Chodzi tu o wywiad, który z Ojcem św. Janem Pawłem II przeprowadził włoski pisarz i dziennikarz Vittorio Messori. Powstała w ten sposób książka "Przekroczyć próg nadziei", w której Papież odpowiada na 35 trudnych pytań współczesnego chrześcijanina. Najważniejsze jest chyba pierwsze pytanie. Zostało ono zadane z szacunkiem, ale zawiera w sobie rozterki wielu ludzi. Tak i my mamy pytać: szczerze i bez obaw, ale z szacunkiem i mi­łością. Wtedy mamy szansę usłyszeć taką odpowiedź, jaką od Pa­pieża usłyszał Messori.
Moi drodzy – istnieje takie coś, co najbardziej uwiarygadnia człowieka. To jest świadectwo czynów.
Kim jesteś? Pytali Jezusa, abyśmy wiedzieli, co odpowiedzieć kochanemu i cenionemu przez nas człowiekowi! Patrzcie na to, co widać – odpowiada Jezus. Powiedzcie o czynach. Jestem tym, kto takie rzeczy uczynił chorym, umarłym, ubogim. Uczniowie powiedzieli. Jan nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z obiecanym Zbawicielem. Mądry człowiek mówi: patrz na moje czyny, które zbudowałem i podziwiaj mądrość. Święty człowiek ukazuje swoje heroiczne uczynki i mówią one o tym, kogo spotkamy. „Kim jestem, skoro człowiek jest tylko tym, co z siebie daje? Czy skałą, gdy rozdaje skałę? Czy sercem, gdy rozdaje serce?
Czy trucizną, gdy rozdaje truciznę?..." - pyta nas poeta.
Słuszne jest pytanie człowieka o świadectwo uczynków.
Jesteś kapłanem, gdy dajesz czyny kapłana.
Jesteś siostrą, gdy twoje czyny są darami siostry.
Jesteś pokojem, gdy wnosisz pokój.
Jesteś skarbem życia, gdy życie staje się z tobą jaśniejsze.
Ale można snuć myśl dalej:
Jesteś pustką, gdy żyjesz bezużyteczna dla bliźnich.
Jesteś piaskiem drogi, gdy twoja obecność utrudnia życie.
Jesteś nocą, gdy odbierasz światło radości.
Jesteś kamieniem, gdy potykają się o ciebie ludzie słabi.
Jesteś drzewem suchym, gdy zachowując kształt nie rodzisz owocu.
Jesteś tym, co z twoich rąk, mądrości, czasu, utrudzenia może być dobrem
dla ludzi, twoich braci, na których czeka Bóg.
Żaden tytuł naukowy, stanowisko, ocena, godność, nie spowoduje nawrócenia człowieka. Tytułem zaufania mogą być tylko uczynki, jakie spełni wobec bliskich ludzi. (Roman Brandstaetter, „Na dziedzińcu Arcykapłana”, z tomu Pieśń o moim Chrystu­sie, s. 111.) 
Kim więc jesteś? Jakim jesteś? Jakimi są twoje - Bracie, Siostro - uczynki? 




grudnia 13, 2016

Kim tak naprawdę jestem w Twoich oczach Panie?

grudnia 13, 2016

Kim tak naprawdę jestem w Twoich oczach Panie?



Jestem tym pierwszym
synem owego człowieka
Zgłaszam się, że pójdę...

Zaświadczę o Tobie
Ale to chyba tylko słowa…
Na dodatek bez pokrycia

Jak ten czek
In blanco…

Jakże często
powołuję się na Boga.

Twierdzę,
że wypełniam przykazania…

Podkreślam swoje posłuszeństwo,

I robię wokół własnej osoby
mnóstwo zamieszania…

Ale…. czy nie czynię przypadkiem tego na pokaz?…

Jak cyrkowiec balansując
Na cienkiej granicy dobra i zła….
Dla poklasku?

Czy w tym wszystkim jest miłość?

Tak moja ? … wewnętrzna …miłość?

Czy rzeczywiście idę za Bogiem?

Czy tak naprawdę
żyję Jego przykazaniami?
Czy tylko ustawiłam je
jak znaki drogowe,

które widzę…
ale nie przestrzegam

lub przestrzegam jedynie
jak ktoś mnie widzi?

Szczególnie zaś….
czy żyję przykazaniem miłości bliźniego?

Czy potrafię kochać?

Nie na pokaz….
Nie dla korzyści…
Nie dla majątku…
Nie dla własnych …
często nieuleczalnie chorych… ambicji

Lecz bezinteresownie!!!
Tak po prostu…

I nie wybrane osoby…
Lecz każdego
A nawet
( a może przede wszystkim )
swoich wrogów…

Czy pamiętam?,
że każdy czyn pozbawiony miłości … to pycha?!

Może pasę
swoje EGO
ukrywając się
pod płaszczykiem religii
wykorzystując postać Jezusa

O zgrozo!!!!!
Co za ironia?!
Co za tupet?!
Co za hipokryzja?!

Kiedy wreszcie
przygotuję Jezusowi drogę???
Taką z Miłości, a nie z obowiązku
czy nawet z tradycji ?…

To smutne, że żyjąc tyle lat,…
Doskonale znając Biblię,….
nawet nauczając innych,….
nie zauważyłem przykazania miłości,….
nie doświadczyłem bliskości
Boga w swym sercu.

Muszę zmienić wszystko.
Nade wszystko siebie,
Tak, by moje serce
było blisko Boga...

Bo inaczej …
Uprzedzą mnie
Celnicy i nierządnice

I zatrząśnie się przede mną brama
do Królestwa Niebieskiego

A tak bardzo lubię ten błękit nieba
Jak moje oczy… błękitne

Muszę się postarać
Muszę to zmienić
Muszę cieszyć się błękitem nieba
I tym wszystkim
co Jezus poszedł mi tam przygotować…
czego ani oczy nie widziały….
ani uszy nie słyszały…
ani słowa wypowiedzieć nie są w stanie…

Chcę zmiany!
Postanawiam !!!!!

Dziś postanawiam Panie….
proszę cię o łaskę
o wytrwanie... 

           * * *
               
© 13 Grudnia 2016



   

grudnia 13, 2016

Odświętna codzienność

grudnia 13, 2016

Odświętna codzienność


Oni wierzyli bardzo mocno
w swoją uprzywilejowaną pozycję.
Dla nich samo już urodzenie
dawało szansę na zbawienie.

A tu Jan głosi, że nie urodzenie
a tylko nasze życie jest ważne.
Nie ma taryfy ulgowej z urodzenia,
Naród Wybrany przywilejów nie ma...

Nie ma większego znaczenia
kto kiedy i gdzie się urodził
oraz z jakiego rodu pochodzi
Bogu nie o to przecież chodzi…

Jan głosił trzy ważne poselstwa,
które zawierają jedną cechę.
By żyjąc na ziemi z oddaniem
spełniać swoje ziemskie zadanie.

Bycie chrześcijaninem to nie tylko
wypełnianie określonych rytuałów
i przestrzeganie przykazań od święta
ale by żyć z Bogiem i o Nim pamiętać .

Jestem bowiem chrześcijaninem
przez cały czas a nie tylko czasami
dlatego sumiennie pracować mam -
I o tym właśnie mówi dzisiaj Jan.

I poucza dzisiaj celników i żołnierzy,
że mają tak sprawować swoje urzędy,
by nie wykorzystywać urzędu swojego
i nie ograbiać, nie krzywdzić bliźniego.

Do Jana przychodzą ludzie i pytają:
co mamy robić, jak zmienić życie swoje
róbcie to co robicie - Jan im odpowiada
ale róbcie to uczciwie, tylko tak wypada.

Skoro nasz dzień się toczy
po torach pracy i obowiązków.
Może czas na zrewidowanie
co kryje nasze postępowanie?

Bo przecież może tak się okazać,
że słychać nasz głos w niedzielę
w śpiewie chwalebnym „O Panie”
A na co dzień  milczymy działaniem?

©13 grudzień 2016 r. 


 

grudnia 13, 2016

W moim Betlejem jest Jezu miejsce dla Ciebie

grudnia 13, 2016

W moim Betlejem jest Jezu miejsce dla Ciebie

                     
Moje serce
cierpliwie czeka

na narodziny
Boga-Człowieka

przemienię moje serce
w Betlejem…

uczynię moje serce
stajenką…

Przybądź
proszę Józefie
z Najświętszą Panienką

Nie szukaj już stajni
dla Dziecięcia tego

Lecz proszę
zapukaj
do serca mojego

wysprzątałem
w adwencie
całe jego wnętrze

odkurzyłem grzechy
codzienne...
i te większe…

w pustkę serca mego
wstawiłem
kołyskę

wyścieliłem siankiem
nawet mam
pieluszkę

brakuje mi tylko
Dziecięcia Bożego
brakuje Kwilenia…

bez Niego nie będzie
przecież
Bożego Narodzenia 


©13 grudzień 2016r. 


 

 

grudnia 13, 2016

Rozważania Adwentowe - O dwóch synach

grudnia 13, 2016

Rozważania Adwentowe - O dwóch synach
Wtorek III tydzień Adwentu


Każdego dnia Bóg kieruje do nas wezwanie: „Dziecko, idź dzi­siaj i popracuj w winnicy”. Jest to wezwanie do budowania kró­lestwa Bożego, które jest królestwem prawdy, pokoju, miłości i sprawiedliwości. Wielu z nas od razu odpowiada Bogu: „Idę, Panie”. Tę deklarację wyrażamy znakiem krzyża po przebudzeniu, porannym pacierzem, a niekiedy nawet udziałem we Mszy św. Bywa jednak, że po takich deklaracjach wcale nie idziemy do Jego winnicy, tylko do swojej: nie zajmujemy się sprawami Jego kró­lestwa, tylko sprawami tego świata. Nawet gdy spotkamy kogoś, kto wielkim głosem lub przenikliwym milczeniem woła o prawdę, o po­kój, o sprawiedliwość, o miłość - udajemy, że nie do nas ta mowa. Zdarza się również, że ktoś nie raczy nawet odpowiedzieć Bogu na Jego wezwanie brutalnym "Nie chcę", ale zupełnie Boga ignoruje i nie liczy się z Nim, owszem, uważa się nawet za osobistego przeciwnika Pana Boga; kiedy jednak spotyka ofiary wypadku lub nagłego ataku choroby - to pierwszy organizuje pomoc, gdy widzi płomienie - to pierwszy rzuca się do gaszenia, gdy jest świadkiem krzywdy i niesprawiedliwości - to pierwszy staje w obronie.
Pyta nas Pan Jezus: „któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca?” Uważajmy, aby w świadczeniu prawdzie, czynieniu pokoju i spra­wiedliwości oraz okazywaniu miłości, nie ubiegali nas ci, którzy się nie modlą i nie uczestniczą we Mszy św. Tak jak celnicy i nierząd­nice wchodzą do królestwa Bożego przed tymi, którzy mówią "Pa­nie, Panie", a nie czynią woli Ojca, który jest w niebie.
Ta współczesna wykładnia przypowieści Pana Jezusa o dwóch synach nie jest jednak zbyt dokładna. Zauważmy, że drugi syn wprawdzie powiedział "Nie chcę". Później jednak opamiętał się i poszedł. Poszedł do winnicy ojca... nie do swojej. Prawdą jest, że „Do Pana należy ziemia, świat i jego mieszkańcy” (Ps 24), że „Wszyscy należymy do Pana” (Rz 14,8), ale przecież człowiek może wykluczyć Boga ze swojego życia. Dlatego rodzi się pytanie: Czy rzeczywiście na winnicy Pańskiej pracuje ten, kto czyni dobro odrywając zdecydowanie swój czyn od źródła wszelkiego dobra -obok Boga, a nawet wbrew Bogu. Czy zatrudniając się "na czarno" może liczyć na denara?
Bóg jest dobrym i hojnym gospodarzem i weźmie na pewno pod uwagę każdy okruch dobrej woli i każdą iskierkę wiary. Przed nami jednak stoi obowiązek poważnego i porządnego zaangażowa­nia się do pracy w winnicy. Obaj synowie nie byli w porządku. Dlatego i jedni i drudzy bohaterowie tej medytacji powinni się zastanowić nad tym, czy już, czy jeszcze pracują w tej winnicy. Na szczęście, wiemy, że dniówka w tej winnicy trwa całe życie. Można być przyjętym do pracy i rano, i w południe, i wieczorem - i w młodości, i w wieku dojrzałym, i w starości. Dla każdego Bóg ma przygotowany denar wieczności.
Co to zna­czy w praktyce?
Zostawiać słowo Ewangelii pięknie przed ludźmi naszej drogi, kłaść je wy­raźnie, dokładnie, z pokorą jakiej wymaga jego tajemnica, i odchodzić w cień, pozostawiając decyzję ludziom szukanym przez Boga. Wykazać się cierpliwo­ścią wobec rozwagi. Oni nie zawsze są gotowi podjąć decyzje ważne i skutecz­ne. Niech Bóg da czas dojrzewania. Odprawieni przez ludzi, odchodźmy z uczuciami bliskości i życzliwości. Jeżeli nie łączy nas wiara, to już połączy­ła nas miłość.
Nie oceniajmy naszych wysiłków ewangelicznych. Okazuje się, że nie zawsze ci, którzy nas odprawili, pozostali daleko od Chrystusa.




grudnia 12, 2016

Nie powstał większy od Jana Chrzciciela

grudnia 12, 2016

Nie powstał większy od Jana Chrzciciela


Wędrówka nasza do Nieba bram
to nie jakaś krajoznawcza wycieczka
i nic siłą nie zaprowadzi nas tam,
żaden przymus, żadna przewodniczka.

Zdobywamy owo Królestwo Boże
czasem poprzez gwałtowne działanie
można rzec, że poprzez walkę może
gdy Bogu oddajemy ze złem zmaganie

Ta walka wcale nie jest łatwą drogą...
Walczymy z naszymi ułomnościami,
Tak naprawdę walczymy sami ze sobą.
Z naszymi  nałogami i słabościami.

Z naszą skłonnością w ciągłym uleganiu
Różnym pokusom świata dzisiejszego.
Bo nasze starania polegają na stawaniu
na przekór sobie i pokusom świata całego

nasza walka nie przypomina pobojowiska
lecz wojujemy przez dobro które czynimy.
Tutaj bowiem nie gwałt gwałtem się odciska,
ale za to nasze słabości popadają w ruiny.

Budujemy pokój poprzez innych miłowanie
i poprzez dobroć, która szczere serce ma.
To wbrew pozorom to trudne zadanie…
bo kuszą nas kolorowe reklamy i neony zła.

Zatem.. kto ma uszy,.. niech słucha uważnie…
jak Jan Chrzciciel – Niechaj  słucha i działa.
Tak jak Jan, który głosił taką wiarę odważnie,
która żadnych kompromisów nie uznawała.

Żył tym, co głosił. Dla niego NIE znaczyło tylko NIE.
Zaś TAK u niego, znaczyło TAK, a nie TAK, ALE…
Znał wartość słów, cechowało go konsekwentne działanie.
Niestety w naszym życiu to nie jest takie oczywiste wcale.


Często z wiary to, co nam pasuje sobie wybieramy.
Ustanawiamy własną moralność we własnej swej wierze..
Burzymy się przeciw Kościołowi, tyle mu zarzucamy…
Jesteśmy …. Ani zimni, ani gorący, lecz „letni” w ofierze…

Jedno co mnie teraz pociesza.., to Jezusa słowa,
że  choć już  narodził się ten największy.... Jan Chrzciciel
to  każdy z nas też  ma szansę znów dziś, od nowa
być u Niego kimś wielkim... wystarczy zaświadczyć swym życiem!


© 11 grudzień 2016 r. 


 
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger