stycznia 09, 2017

Jezus wzywa ludzi do nawrócenia i powołuje pierwszych apostołów

stycznia 09, 2017

Jezus wzywa ludzi do nawrócenia i powołuje pierwszych apostołów
Poniedziałek I tygodnia Okresu Zwykłego

Z Ewangelii według Świętego Marka
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do niech Jezus: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim. Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim. (Mk 1,14-20)


ŁOWIENIE LUDZI
Bóg i Jego sprawy tak bardzo przerastają możliwości ludzkiego pojmowania, że tylko w pewnym, ograniczonym stopniu mogą być one wyrażane ludzkim językiem. Dotyczy to również słów Ewan­gelii, które ludzkim alfabetem i słownictwem, stylem ludzkiej mowy, w której odbija się sposób naszego myślenia, opowiadają nam "magnalia Dei" (wielkie rzeczy Boże). Trzeba o tym pamiętać, gdy słuchamy przypowieści Pana Jezusa i Jego porównań. Zazwyczaj tylko jeden punkt naszej ziemskiej rzeczywistości w tych porównaniach jest styczny z rzeczywistością Bożą, a dalej, więcej możemy dowiedzieć się o Bożych zamiarach przeciwstawiając sobie te rze­czywistości, aniżeli je porównując. Tak jest również ze zdaniem, które Pan Jezus wypowiada w dzisiejszej Ewangelii: „Sprawię, że staniecie się rybakami ludzi”. Wydawać by się mogło, że pójście za Jezusem niewiele zmieni w życiu rybaków z Galilei. Przecież dalej zostaną rybakami. Tymczasem była to zmiana istotna i radykalna -bo też istnieje ogromna różnica między łowieniem ryb i łowieniem ludzi.
Różnica zasadnicza jest ta: ryby łowi się po to, żeby je zgubić. Złowione ryby wylądują na gorącej patelni. Ludzi natomiast łowi się po to, aby ich uratować - zbawić. Inne są też metody połowu. Ryby łowi się podstępem. Zapędza się je do sieci, która zupełnie ogranicza ich możliwości, kiedy są jeszcze w wodzie; a doprowadzi je do zguby, gdy razem z nimi zostanie z wody wyciągnięta. Jeszcze większy podstęp kryje się w wędkowaniu. Pod tłustym robakiem przynęty kryje się podstępny hak. Nie brakuje dzisiaj "rybaków ludzi", którzy łowią w ten sposób. Wiele ryb wpada w te sieci i ła­komi się na ponętne "robactwo". Kiedy przynęta zostanie połknięta, dopiero wtedy czuje się ukryte w niej ostre żelastwo, które rozdziera wnętrzności człowieka. Tak złowione ryby są stracone, ale jak bardzo rosną konta bankowe producentów przynęt!
Metody łowienia ludzi, które mają stosować rybacy powołani przez Chrystusa są inne. Często śpiewamy: „Dziś wypłyniem już ra­zem łowić serca na morzach dusz ludzkich, Twej prawdy siecią i słowem życia”. Uczniowie Chrystusa łowią ludzi nie podstępem, lecz prawdą. Aby sieć prawdy mogła skutecznie zgarniać ludzkie serca, musi być cała. Prawda głoszona ludziom musi być integralna. Głoszący Ewangelię nie mogą unikać prawd niepopularnych, czy nawet budzących sprzeciw. Podarta sieć prawdy nie uratuje czło­wieka, nie będzie służyć zbawieniu.
My wszyscy jesteśmy rybakami ludzi, ale jednocześnie jesteśmy rybami, które wielu chce złowić. Nie dajmy się nabrać na tłuste ro­baki. Pozwólmy, by złowił nas Chrystus – Zbawiciel człowieka – i je­go uczniowie. Lepiej nam będzie w sieci prawdy i miłości, niż na żelaznym haku.



stycznia 06, 2017

Święto Chrztu Pańskiego (A) – Chrzest posłannictwem

stycznia 06, 2017

Święto Chrztu Pańskiego (A) – Chrzest posłannictwem
Ukochani Bracia i Siostry! Chrzest Chrystusa, którego pamiątkę obchodzimy, to wydarzenie jakby mało nas dotyczące, jakieś obce i niezrozumiale. Narodzenie, męka, śmierć, zmartwychwstanie – z tym jesteśmy obyci, choćby dlatego, że wiemy: dla nas zstąpił z nieba, ukrzyżowany za nas, zmartwychwstał i wstąpił do nieba, jako pierwszy spośród nas, śmiertelnych. Ale jaki sens ma Jego chrzest w Jordanie, który nawet dla proroka Bożego, Jana Chrzciciela, był niezrozumiały?
Wszystko, co wydarzyło się w życiu Chrystusa, nas dotyczy. Nic nie może nam być obce w życiu Kogoś nam najbliższego i jedynego. Jeśli w życiu ludzi nam bliskich szczegóły mają znaczenie, cieszą nas czy denerwują drobne nawet rzeczy, o ileż bardziej ma dla nas znaczenie wszystko, co się wydarzyło wżyciu Chrystusa. On jest najważniejszy: „Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie” (Kol 1,16-17). On jest naszym życiem, drogą i prawdą. A więc i Jego chrzest musi coś znaczyć i to coś bardzo ważnego, ponieważ dla samego Jezusa był to moment przełomowy w Jego ziemskim życiu, życiu dla nas.
Moi Drodzy! Możemy z góry powiedzieć: nie objaśnimy teraz wystarczająco sensu tego wydarzenia. To przerasta nasze możliwości, ponieważ w chrzcie Chrystusa zawarta jest najgłębsza tajemnica Jego posłannictwa: wejścia Najświętszego Syna Bożego w ludzkość obarczoną grzechem. W tym chrzcie zawarta jest także tajemnica Jego człowieczeństwa, prawdziwego, tak prawdziwego, jak nasze człowieczeństwo – twoje, bracie, który teraz w cierpieniu leżysz na łóżku szpitalnym, moje. i każdego z nas tu obecnych w kościele, ale zarazem człowieczeństwa zjednoczonego z bóstwem Przedwiecznej Osoby Syna Bożego.
Co jednak możemy, co powinniśmy powiedzieć o chrzcie Chrystusa? Powtórzmy jeszcze raz: chrzest w Jordanie z rąk Jana Chrzciciela był w ziemskim życiu Jezusa momentem przełomowym. Zakończyło się ukryte życie Zbawiciela, właściwie – czasowo biorąc – prawie całe ziemskie życie Jezusa. Przed Nim zaledwie dwa, trzy lata, podczas których objawi się światu i wykona zlecone mu dzieło wprowadzenia ludzkości w sferę boskiego życia. Wyruszając z Galilei, gdzie mieszkał i pracował. Jezus zostawił za sobą lata dzieciństwa i młodości, lata ciężkiej pracy rzemieślnika, w ubóstwie i tak wielkiej prostocie i pokorze, że gdy zacznie nauczać w synagodze swego miasta, ludzie będą pytać: „Skąd On to ma? Co za mądrość, która mu jest dana?… Czy nie jest to cieśla?” (Mk 6,2-3). W ciągu tych lat Jezus rośnie i rozwija się jak każdy człowiek, ale mając lat dwanaście wie, kim jest. „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” – pyta swą Matkę i Opiekuna w świątyni. Jezus wie, że jest Jednorodzonym. Jedynym i Przedwiecznym Synem Najwyższego, wie, że jest przez Niego posłany, a mimo to żyje poddany prawom ludzkiej egzystencji. I czeka na znak od Ojca, co ma czynić i kiedy zacząć to, co mu Ojciec nakaże.
Tym znakiem był chrzest, którego udzielał Jan Chrzciciel. Ludzie z Galilei i innych krain ciągną nad Jordan, gdzie Jan zapowiada nadejście Mesjasza i wzywa do nawrócenia, budzi pragnienie oczyszczenia z grzechów i każdego, kto uzna się za grzesznika, wyzna swe grzechy, aby być przygotowany na sąd Boży, niesiony przez Mesjasza – Jan obmywa wodą. Znakiem oczyszczenia.
Jezus idzie do tego chrztu z innymi – On bez grzechu. Tak się czuje głęboko związany z ludźmi takimi, jakimi są, tak do końca akceptuje swoją ludzką naturę, swoje człowieczeństwo, swoją solidarność ze wszystkimi, którzy odwracają się od grzechu i pragną Bożej sprawiedliwości, że razem z nimi. On Najświętszy, przyjmuje chrzest pokuty.
Jezus nie brzydzi się grzesznikami. Nazwą Go potem jego przeciwnicy – dumni ze swej sprawiedliwości faryzeusze: „przyjacielem grzeszników i celników”. Jezus idzie w niepojętej dla nas pokorze razem z tymi, co przyjęli wezwanie do nawrócenia, w jednym szeregu tak, jakby On też był grzesznikiem. Najświętszy, po trzykroć Święty, idzie dzielić z grzesznikami ich odpowiedzialność za złe czyny, złe myśli i pożądania.
Na tej drodze pojawia się przeszkoda: Jan Chrzciciel nie chce ochrzcić Jezusa. Jan, który nie znał Jezusa, wyczuł nagle w tym człowieku, który przed nim stanął Tego, którego zapowiadał: „Idzie mocniejszy ode mnie… On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3,16). Jan nie chce ochrzcić Jezusa: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie” (Mt 3,13).
Lecz Jezus nie daje się wytrącić z drogi jedności z nami, z drogi niepojętej odpowiedzialności za swych grzesznych braci. Chce być do końca jednym z nas, do końca członkiem ludzkości. Tak widzi wolę swego Ojca. I Jan Go chrzci tak, jak chrzcił grzeszników.
I wtedy następuje przełom: otwiera się niebo nad człowiekiem. Jezus zostaje objęty działaniem Ducha Świętego w stopniu, jakiego dotychczas nie doznawał. Skoro tak się uniżył, że stanął w jednym szeregu z grzesznikami. Bóg daje Mu moc, by tych braci swoich wprowadził do otwartego już na zawsze nieba. Odtąd Jezus będzie nam służył mocą Ducha Świętego przez głoszenie Ewangelii, przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie, a obecnie przez Kościół, na który zesłał Ducha Świętego. Tego samego Ducha, co wtedy zstąpił na Niego podczas chrztu w Jordanie.
Jakże to wydarzenie przybliża nam Chrystusa! Boga wcielonego dla nas, wcielonego w ludzkość taką, jaką my stanowimy. Aby tę ludzkość przemieniać mocą Ducha Świętego z grzeszników na umiłowane dzieci Boże.
Bo przecież ten głos, który zabrzmiał wtedy nad Chrystusem, to zapowiedź głosu, który odezwał się nad każdym z nas w chwili naszego chrztu. Nowego chrztu ustanowionego przez Jezusa po to, aby każdy, kto w Niego uwierzy, mógł usłyszeć te same słowa, które On wtedy usłyszał: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11).
Czy słyszymy Ten głos, te słowa naszego Ojca? Te słowa Boga Ojca wybrzmiały w chwili twojego Chrztu. Bracie, Siostro: Co zrobiłeś ze swoim Chrztem?



 

stycznia 06, 2017

Święto Chrztu Pańskiego (A) - Ten jest mój Syn umiłowany

stycznia 06, 2017

Święto Chrztu Pańskiego (A) - Ten jest mój Syn umiłowany
Liturgia dzisiejszej niedzieli zaprasza nas do tego, abyśmy w postawie wiary rozważyli wydarzenie Chrztu Jezusa, które opi­suje Ewangelista Mateusz, podobnie jak to czynią inni dwaj syno­ptycy: Marek i Łukasz. Kościół dzisiaj uroczyście celebruje to święto, obficie zastawiając stół Słowa Bożego, abyśmy głębiej wni­knęli w znaczenie owego wydarzenia.
Chrzest Jezusa, w swoim głębokim znaczeniu, jest kontynu­acją Uroczystości Objawienia Pańskiego. Jest chwilą rozpoczęcia publicznej działalności Mesjasza. Jest on decydującym etapem objawienia się Jezusa Chrystusa światu jako Syna Bożego. Wyda­rzenia związane z Jego narodzeniem są już odległe, zachowywane tylko w sercach nielicznych bohaterów tamtych dni. Trzydzieści lat ciszy i ukrytego życia pozwoliły Jezusowi wzrastać w łasce u
Pana Boga i u ludzi. Okres życia przed chrztem, jak mówi staro­żytny autor, ukazuje nam Jego człowieczeństwo, we wszystkim podobne do naszego (Meliton z Sardes). Chrzest więc zamyka okres ukrytego życia Jezusa, Jego stawanie się podobnym do lu­dzi, i otwiera nowy, w którym ukaże się On światu jako Zbawiciel posłany przez Boga.
„Na początku publicznego życia Jezus przyjmuje chrzest od Jana w Jordanie. Jan głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Tłum grzeszników – celnicy i żołnierze, faryzeusze i saduceusze oraz nierządnice – przychodzi, aby być ochrzczonym przez niego. Wtedy przyszedł Jezus. Jan Chrzciciel waha się, Jezus nalega: przyjmuje chrzest. Wówczas Duch Święty w postaci gołębicy zstępuje na Jezusa, a głos z nieba ogłasza: Ten jest mój Syn umiłowany. Jest to objawienie się, «Epifania» Jezusa jako Mesjasza Izraela i Syna Bożego” (Katechizm Kościoła Katoli­ckiego, 535).
Skąd tak wielkie znaczenie tego wydarzenia? Ważność Chrztu Jezusa, poza objawieniem Ducha Świętego, złączona jest z uroczystą proklamacją Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany” (Mt 3,17). Ten, który stał się Sługą, jest ogłaszany Synem (por. Iz 40,2). „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię” (Flp 2,9). Jezus z Nazaretu – Chrystus jest pełnią Objawienia: nie ma już blasku gwiazdy, ale sam głos Ojca, który ogłasza ludziom, kim On jest: umiłowanym Synem Ojca. Jezus wyrażał sens tej deklaracji, zwracając się nieustannie do Ojca słowami: Abba, Ojcze! Ewangelia ukazuje nam ten nieprzerwany dialog z Ojcem w łonie Trójcy Przenajświętszej. Cała nasza wiara jest zakotwiczona w tej świadomości Jezusa. On nas zbawia, ponieważ jest Synem Bożym. Czyni nas przybranymi dziećmi Boga, ponieważ stał się naszym bratem.
Wydarzenie Chrztu Jezusa inauguruje nowy etap Jego życia. Zostaje oficjalnie przedstawiony światu przez Ojca jako Mesjasz, który mówi i działa w Jego Imieniu, objawiając przy tym szcze­gólny autorytet. Jest to początek publicznej misji oraz głoszenia Dobrej Nowiny z mocą, która będzie zadziwiać uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Rozpoczyna się więc czas Jezusa jako czas szcze­gólnej łaski Bożej, jako czas wypełnienia się obietnic oraz Bożego planu zbawienia. Razem z Janem Chrzcicielem odchodzi czas proroków. Rozpoczyna się czas Chrystusa – naszego Pana i Króla, umiłowanego Nauczyciela, a zarazem czas Jego Kościoła.
Konsekwencją tego wydarzenia są słowa Ojca: „Jego słu­chajcie!” (Mk 9,7). Z tymi sami słowami Bóg Ojciec zwróci się do uczniów Chrystusa na Górze Tabor.
To zstąpienie jest zapowiedzią daru Ducha Świętego, który chrześcijanie otrzymają na chrzcie. Trzeba przywołać znamienny komentarz z nauczania św. Jana Pawła II, zawarty w adhortacji Christifideles laici odnoszący się głosu Ojca: Każdy chrześcijanin obmyty wodą ze świętego źródła słyszy głos, który niegdyś rozległ się nad brzegiem Jordanu: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”, i wtedy wie, że został przyłączony do umiłowanego Syna, sam stając się synem przybranym i bratem Chrystusa. W ten sposób w dziejach każdego człowieka dopełnia się przedwieczny zamysł Ojca: „tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi” (ChL 11).
Tajemnica chrztu Jezusa na początku Jego życia publicznego pozwala nam pojąć głęboki sens naszego chrztu. Sakrament chrztu jest skutecznym znakiem, który rzeczywiście dokonuje oczyszczenia sumień i odpuszczenia grzechów. Ponadto przynosi dar znacznie większy: nowe życie zmartwychwstałego Chrystusa, radykalnie przemieniające grzesznika. Chrzest jest fundamentem całej naszej chrześcijańskiej egzystencji. Doniosłość chrztu Jezusa objawia nam doniosłość naszego chrztu, który jest pierwszym darem sakramentalnym, ofiarowanym nam przez Kościół.
Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu – pisał Antoine de Saint-Exupéry w Małym Księciu. Poprzez „patrzenie sercem” możemy dostrzec w człowieku to, co dobre. Serce pozwala cieplej patrzeć na ludzi i otaczający nas świat.
„Patrzenie sercem” pomaga nam także w zrozumieniu tajemnic daru naszej wiary. Dziękujmy dziś za sakrament chrztu. Prośmy jednocześnie, abyśmy jak Jan Chrzciciel otrzymali dar rozpoznawania nadprzyrodzonych darów. Prośmy o to, by tajemnica chrztu Jezusa w Jordanie opromieniała całe nasze życie.
Ten Jezus, który przyszedł do Jana w pokorze i ukryciu, jest tym samym, który przedziwnie w znakach chleba i wina przy­chodzi do nas w tym zgromadzeniu. Przyjmijmy Go dzisiaj z tymi samymi słowami, z którymi przyjął Go wtedy Jan Chrzciciel nad Jordanem: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29).

Przy okazji tegoż Święta, wspominając swój własny chrzest, rozważ: klikając tutaj - Co zrobiłeś ze swoim Chrztem?

Ks. Józef Tabor

 

stycznia 05, 2017

Trzeba podejść blisko, by poznać i pokochać

stycznia 05, 2017

Trzeba podejść blisko, by poznać i pokochać
Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. Jezus powiedział do niego: «Pójdź za Mną!» Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra. Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: «Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy – Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu». Rzekł do niego Natanael: «Czy może być co dobrego z Nazaretu?» Odpowiedział mu Filip: «Chodź i zobacz». Jezus ujrzał, jak Natanael podchodzi do Niego, i powiedział o nim: «Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu». Powiedział do Niego Natanael: «Skąd mnie znasz?» Odrzekł mu Jezus: «Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod figowcem». Odpowiedział Mu Natanael: «Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela!» Odparł mu Jezus: «Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod figowcem? Zobaczysz jeszcze więcej niż to». Potem powiedział do niego: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących nad Syna Człowieczego». (J 1,43-51)

Wzajemne poznanie
Minęło już sporo dni Okresu Bożego Narodzenia, a my co­dziennie przychodzimy do ołtarza i do żłóbka na spotkanie z nowonarodzonym Jezusem. Za każdym razem lepiej poznajemy Jego a On nas. Możemy nawet powiedzieć, że w tym poznaniu jesteśmy bardziej zaawansowani, niż Jego pierwsi uczniowie, którzy spotykali Go bezpośrednio. Filip wszak tłumaczy Natanaelowi: „Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz i Prorocy, Jezusa, Syna Józefa z Nazaretu”. Oni początkowo sądzili, że Mesjasz jest Synem Józefa z Nazaretu. My natomiast już tyle razy śpiewaliśmy: „Wi­dzieliśmy Maleńkiego, Jezusa narodzonego, Syna Bożego”.
Pan Jezus również poznaje nas coraz dokładniej. Nie jest to zbyt przyjemne, bo kiedy razem z Nim poznajemy siebie, czujemy się coraz bardziej zażenowani. W poznawaniu nas przez Jezusa musi być spora doza krytycyzmu. W dzisiejszej Ewangelii, kiedy Pan Jezus poznaje Natanaela, wyczuwa się nawet nutę ironii. Jak bowiem rozumieć komplement: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”, wypowiedziany do człowieka, który jeszcze przed chwilą pogardliwie wypowiadał się o ludziach pochodzących z Nazaretu: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?” Pan Jezus posługuje się tą odrobiną delikatnej ironii nie po to, by Natanaela zawstydzić, lecz by pobudzić jego wiarę. To zawstydzenie, które nas ogarnia, gdy w Synu Człowieczym rozpoznajemy nasze człowieczeństwo, nie służy do poniżenia człowieka, lecz przeciwnie, do jego wywyższenia.
Ten proces wzajemnego poznania będzie jeszcze trwał długo. Natanaelowi Jezus mówi: „Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: »Widziałem cię pad drzewem figowym«? Zobaczysz jeszcze więcej niż to”. Rzeczywiście, Bartłomiej - bo tak nazywamy Natanaela - i inni uczniowie, zobaczyli i poznali dużo więcej. Jeden z nich, Jan, świadczy o tym dzisiaj w pierwszym czytaniu: „Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje” (1 J 3,16). Więcej już zoba­czyć i doznać nie mogli, bo nie ma większej miłości nad tę... Całe życie i całą wieczność mamy na to, by miłość tę poznawać i jej doznawać.
Pan Jezus również nie chce zakończyć procesu poznawania nas i już teraz dokonywać oceny. „My także winniśmy oddać życie za braci”. Pan Jezus w każdym dniu poznaje nas na nowo i bardzo pragnie, aby każdy nowy dzień był coraz bardziej poświęcony Bogu i braciom, abyśmy nie żyli tylko dla siebie, ale dla Chrystusa, który za nas umarł i zmartwychwstał i żyje w braciach cierpiących nie­dostatek. Ten, kto otwiera serce dla braci, otwiera serce również dla Niego i trwa w nim miłość Boga.

Chodź i zobacz
Ten fragment Ewangelii, który nam dziś Kościół proponuje do medytacji mówi mi jeszcze coś więcej: jak już kogoś poznasz, to łatwiej ci pokochać. Aby poznać i pokochać, trzeba podejść blisko.
Zadaniem nas, chrześcijan, jest: abyśmy prowadzili innych, wskazywali na Jezusa. „Chodź i zobacz” - mówi Filip do Natanaela. I Natanael poszedł, podszedł do Jezusa i już z Nim pozostał.
Dziwne powołanie. Pierwsze słowo przyszło od ucznia. Reszta dokonała się przez własne doświadczenie. Natanael przyjął zaproszenie, przyszedł, słuchał, uczestniczył i pozostał na zawsze. Dotykamy tutaj niezmiernie ważne­go zagadnienia, które przeżywa człowiek powołany.
Spotkała się z cichą modlitwą własnej matki, która jakiegoś dnia modliła się o powołanie do służby Chrystusowi.
Zostało w niej dobre wspomnienie troski rodzinnej o losy duszy ludzi. Szło z nią ziarno tamtej modlitwy. Bóg dawał światło. Dorosła, aby postanowić i zobaczyć świat ludzi, którzy idą z Chrystusem...
To była wspólna modlitwa Kościoła, gdy w czasie nabożeństwa wymieniano ważne prośby, a wśród nich i tę, żeby odważyli się dobrzy i mądrzy pójść za Jezusem. Potem były spotkania katechetyczne, potem jakieś przypadkowe, ale już oglądane uważniej kontakty z osobami, które odpowiedziały na wezwanie Boga... Czasem było tylko patrzenie na ludzi, którzy ze znakiem Boga w swoim życiu i pracy, usługiwali odrzuconym przez innych, trudnym, szczególnie okaleczonym przez los. Bóg wtedy chodził na palcach wśród decyzji i propozycji życia, aby nie zmusić, aby rozradować spotkanie z Niepojętą Miłością. Wtedy spotkała ludzi, patrzyła uważnie na ich życie... Ale przecież Bóg niekiedy pomógł własnemu szukaniu i znalazł się ktoś do­bry i bliski - rodak, przyjaciel, koleżanka - i powiedział chodź i zobacz. I zdarzyło się, że przyszła i zobaczyła. Uciszyła się i została. Zdarzyło się i tak, że zobaczyła i odeszła. Zdarzyło się, że nie miała dość siły duszy, bo też skąd wtedy miała ją mieć. Ale była też kłoda na drodze, która sprawiła, że nie znalazła odwagi, że się przestraszyła, że to było zaprzeczeniem na­dziei.
Modlę się, żeby uczniowie Jezusowi nie bali się powiedzieć „chodź” ale, żeby też nie musieli się obawiać mówić „zobacz”.
Trzeba, abyśmy - jak Filip z dzisiejszej Ewangelii - prowadzili innych do Jezusa. Być może podejdą bliżej, by... pozostać z Nim na zawsze.



stycznia 04, 2017

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) – Przyszedł do wszystkich

stycznia 04, 2017

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) – Przyszedł do wszystkich
Pojawiają się nagle wzbudzając zaciekawienie egzotycznym strojem i niezrozumiałą mową. Nie znają miejscowych obyczajów, pieśni, potraw. Gdy wędrują ulicami miasta, towarzyszy im ciekawość i komentarze gapiów oraz odrobina strachu, bo wraz z nimi przybywa daleki świat – nieznany, inny, różny od naszego domu i najbliższych okolic, które zdążyliśmy już obłaskawić i uznać za bezpieczne. Dlatego czasami ich obecność wzbudza agresję. Podświadomie przypisujemy im, zupełnie niesłusznie, że chcą zburzyć naszą małą harmonię, że przynosząc ze sobą inność, chcą ją nam narzucić, by zawładnąć naszą codziennością. Tym bardziej, jeśli sami nie jesteśmy pewni naszej wartości.
Ukochani Bracia i Siostry!
Ewangelia dzisiejsza to historia takich dziwnych nieznajomych, których nazwano Magami ze Wschodu, by podkreślić ich tajemnicze i niezrozumiałe pojawienie się w Betlejem. Nie wiemy o nich bowiem prawie nic. Nie wiemy kim byli, ilu ich było i skąd przywędrowali. Tradycja, poparta twórczością artystów chcących wypełnić tę niepokojącą pustkę, mówi nam, że było ich trzech, że byli uczonymi królami i nosili imiona: Kacper, Melchior i Baltazar. Jedyną jednak pewną rzeczą, którą możemy wywnioskować z Ewangelii, jest fakt, że nie byli Hebrajczykami. A więc – dziwni obcokrajowcy, o odmiennym być może kolorze skóry i astronomicznych zainteresowaniach, którzy szukają w Jerozolimie i Betlejem nowo narodzonego króla żydowskiego, aby „oddać mu pokłon” (Mt 2,2).
Pamiątka tej wizyty obchodzona od wieków w Kościele, nosi nazwę Epifanii, to znaczy Objawienia. Jak mówi kolekta dzisiejszej Mszy Św.: sam Bóg był tym, który „w dniu dzisiejszym za przewodem gwiazdy objawił Jednorodzonego Syna swojego poganom”. Za pogan Izraelici uważali wszystkie inna narody ziemi, by odróżnić i podkreślić swoje wybranie przez Boga. Pierwszy raz, już na początku ewangelicznego przewiania, Bóg odsłania wielką prawdę: ową „tajemnicę”, jak ją nazywa św. Paweł, zakrytą do tej pory tak przed Żydami, jak i poganami, mianowicie, że Jezus Chrystus jest jedynym zbawicielem wszystkich ludzi. Z jednej strony Jezus postrzegany jest jako „król żydowski”, Mesjasz, potomek Dawida, narodzony w Betlejem, zgodnie z zapowiedzią proroka Micheasza. Z drugiej strony jest On takie „zbawieniem, które Bóg przygotował wobec wszystkich narodów”, jak to przepowie sędziwy Symeon, oraz „światłem na oświecenie pogan” (por. Łk 2,29-32). Jest to chyba najważniejsze przesłanie dzisiejszej uroczystości, którą świętujemy jako dopełnienie uroczystości Bożego Narodzenia. Jezus nie przyszedł tylko do niektórych wybranych, On stał się Zbawcą wszystkich. Nie jest wyłączną własnością jakiegoś jednego narodu. Jest jedynym, dzięki któremu wszyscy ludzie mogą stać się „współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy” (Ef 3,6) życia wiecznego. Objawiając całemu światu osobę Jezusa Chrystusa, Bóg objawia jednocześnie swój plan zbawczy: „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie” (1 Tm 2,4–6).
Oto dlaczego Kościół – wspólnota wierzących w Chrystusa – nosi nazwę katolickiego, to znaczy powszechnego. Ze swojej natury Kościół jest otwarty na wszystkie narody i konsekwentnie tworzą go – szczególnie widać to współcześnie – ludzie wszystkich ras, języków, kolorów skóry i narodów. Przezwyciężają oni wszelkie podziały polityczne i kulturowe, bo przecież „nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich” (Rz 10,12). Oto dlaczego Kościół, jak naucza Sobór Watykański II, „jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (Lumen Gentium 1).
Dzisiejsza uroczystość może być dla nas zaproszeniem do przezwyciężenia każdej formy ksenofobii, nacjonalizmów, rasizmu. Może być zachętą do wyjścia z zamkniętego kręgu egoizmu i pychy, które każą nam postrzegać siebie jako centrum świata. Jest wezwaniem do ukształtowania w sobie otwartości na inne wymiary życia, jest wezwaniem do solidarności i okazywania braterstwa bez irracjonalnych uprzedzeń. Jest prośbą o okazywanie szacunku każdej osobie i różnym kulturom.
Moi Drodzy!
Podróż mędrców pogańskich do żłóbka trwa. Świadomie, lub mniej świadomie szukają Chrystusa i już przez to są współ­dziedzicami, współczłonkami i współuczestnikami obietnicy. Chrześcijanie o tym "współ" muszą pamiętać.
Trzej królowie, cudzoziemcy, wędrują codziennie obok nas, mijają nas na ulicach naszych miast. Czy znajdą wśród nas nowonarodzonego Zbawcę, czy odnajdą prawdę, by oddać jej pokłon?




stycznia 03, 2017

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) – Upadli na twarz i oddali Mu pokłon

stycznia 03, 2017

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) – Upadli na twarz i oddali Mu pokłon

Trzech króliPierwszym wydarzeniem zbawczym i przez pewien okres jedynym, jakie chrześcijanie celebrowali liturgii była pascha Jezusa Chrystusa, czyli Jego przejście ze śmierci do życia. Chrześcijanie wierzyli przy tym, że podczas każdej Eucharystii ta sama moc Boża, która wyzwoliła Izraela z niewoli egipskiej, która wyprowadziła Jezusa z grobu, może też ich wyprowadzić z każdej niewoli i ze śmierci grzechu przeprowadzić do życia w łasce. Paschę celebrowano w Eucharystii w cyklu rocznym, na Wielkanoc, i w cyklu tygodniowym w każdą niedzielę… Początkowo więc przez ponad 300 lat poza niedzielą żadnych innych świąt chrześcijanie nie obchodzili.
Pierwsze święto pojawiło się w Kościele dopiero w IV w. Była to właśnie dzisiejsza uroczystość Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego. Chrześcijanie w czasie tego obchodu zaczęli dziękować Bogu za to, że Jego zbawcza wola nie ograniczyła się tylko do jednego Wybranego Narodu, ale objęła wszystkie ludy i narody. Krótko mówiąc dziękowano Panu Bogu za Kościół, który jest jeden, ale jest katolicki, czyli powszechny. Mogą do niego należeć wszyscy ludzie i każdy człowiek.
Kiedy spojrzymy na szopkę, to zobaczymy w niej obrazowo przedstawioną istotę Kościoła. Oto wokół Dzieciątka Jezus gromadzą się postaci: Maryi, Józefa, pasterzy, Mędrców ze Wschodu, z których Tradycja zrobiła królów: jednego rasy białej, drugiego żółtej, trzeciego czarnej, co miało symbolizować całą ludzkość. Kościół bowiem to społeczność wierzących gromadzących się wokół Jezusa, Jedynego Zbawiciela człowieka. Społeczność ta ma charakter uniwersalny, przekracza granice państw, narodów i kultur.
Na przykładzie ewangelicznych Mędrców poznajemy, jaki jest podstawowy warunek przynależności do tej wielkiej wspólnoty zbawienia: uznać w Jedynym Synu Dziewicy narodzonym w Betlejem prawdziwego Boga i wiarę tę wyrażać zewnętrznie dostrzegalnymi znakami: pełnym pokory uniżeniem się przed Nim, adoracją, ofiarnymi darami: królowie upadli na twarz i oddali Mu pokłon a otworzywszy swe skarby ofiarowali Mu dary.
Pan Bóg pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy, ale prowadzi ludzi do siebie różnymi drogami. Dla jednych ta droga jest stosunkowo krótka, jak dla pasterzy, którzy wypasali swoje trzody niedaleko Betlejem i aby dojść do stajenki nie musieli się wiele namęczyć. Ich zasługą jest to, że zaufali słowom Anioła, który przekazał im jedynie krótką wiadomość: Zwiastuję wam radość wielką, oto w mieście Dawida urodził się wam zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan. Ta zapowiedź nie była dla nich pustym słowem. O Mesjaszu słyszeli co roku na święta Paschy, to na Niego czekali już od pokoleń, to dla Niego podczas wieczerzy paschalnej pozostawiano jedno wolne miejsce przy stole, to o Nim mówiły proroctwa odczytywane co szabat w synagogach, to o Nim już od dziecka mówili im ojciec i matka… Jedyną przeszkodą, która mogła ich zniechęcić do wyruszenia w drogę, to świadomość własnej niedoskonałości moralnej. Wbrew pozorom bowiem wypasem owiec i bydła w Palestynie zajmowali się ludzie nie najlepszej reputacji, często żyjący na marginesie normalnego społeczeństwa, złodzieje, rzezimieszkowie, przestępcy wobec prawa… Ale zrozumieli, że nikt inny nie potrzebuje tak bardzo wybawienia jak oni… Do tego trzeba pokory, i taka właśnie pokora leży u podstaw wiary i jest początkiem drogi do zbawienia. Warto zwrócić uwagę na to, że udając się do Betlejem pozostawili oni bez opieki swoje stada, czyli zaryzykowali dla Pana Boga, opuścili to, co było materialnym zabezpieczeniem ich życia…
Dla większości za nas droga do wiary w Boga była tak jak droga pasterzy, dość krótka. Wiarę – jak to się mówi – „wyssaliśmy z mlekiem matki”. Na naszej drodze do Boga – na podobieństwo anioła – stanęli rodzice ze swoją prostą katechezą i nauką modlitwy (prowadzili nas do kościoła na Mszę św., odmawiali pacierz, modlili się na różańcu czy śpiewali Godzinki), następnie księża prefekci, katecheci, inni dobrzy ludzie świadkowie wiary. Przyjmując wiarą ich nauczanie na podobieństwo pasterzy zostaliśmy stopniowo doprowadzeni do osobistego potkania z Bogiem zbawiającym. Jeśli nasza wiara jest choć trochę dojrzała, to potrafimy też ryzykować dla Pana Boga w pieniądzu: potrafimy dać jałmużnę, zrezygnować z pracy w niedzielę, itp.
Ale musimy też pamiętać, że czasami należy odbyć znacznie dłuższą drogę, podjąć nieraz niełatwą trwającą latami duchową wędrówkę prowadzącą do odkrycia Boga, na podobieństwo Mędrców ze Wschodu, którzy długi czas szli za światłem gwiazdy. Poszukiwanie to zawsze kończy się sukcesem, jeśli w człowieku jest pasja szukania prawdy oraz pewna uczciwość intelektualna.
Współczesna tzw. kultura masowa, która wyraża się m.in. w produkowaniu i serwowaniu ludziom tasiemcowych telenoweli, zabija w nas tę naturalną pasję szukania prawdy. Współczesny świat lansuje bowiem hasło: „Nie stawiaj sobie niewygodnych pytań, unikaj problemów, daj sobie spokój z duchowymi poszukiwaniami, konsumuj, co się da i ciesz się życiem”. O takiej postawie trafnie wyraża się Czepiec, jeden z bohaterów Wesela Wyspiańskiego: duza by już mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć. Oczywiście chodzi tu o sferę wartości wyższych, duchowych, bo seriale telewizyjne czy kolorowe pisma wzbudzają w nas chęć posiadania i to w sposób nieograniczony, ale jedynie tych wszystkich dóbr materialnych, które widzimy na ekranie, czy kolorowych ilustracjach piśmidła. Ich produkowanie ma w założeniu napędzać konsumpcję. i zawężać nasze horyzonty do poszukiwania kolejnej promocji i zaspokojenia ciekawości: kto kogo i z kim zdradzi w kolejnym odcinku teleserialu. Z tego rodzi się ostatecznie znudzenie wszystkim i wszystkimi.
Mędrcy zaś są ludźmi, którym się jednak czegoś chce. Przejawiają ciekawość, zdolność stawiania pytań, gotowi są poświęcić wiele, aby dojść do poznania prawdy. Intryguje ich niezwykłe światło na niebie. Można powiedzieć, że czytają „księgę stworzenia”. Widzialny świat jest transparentem Boga i punktem wyjścia w drodze do wiary dla człowieka, który chce sobie stawiać pytania o przyczynę, sens i cel istnienia tego, co jest dostrzegane zmysłami. Transparentem Boga mogą też być szlachetni i święci ludzie, którzy z motywacji religijnych poświęcali się dla dobra drugich w sposób bezinteresowny, jak św.Teresa z Kalkuty czy św. Jan Paweł II.
Musimy pamiętać, że pośród nas żyją i tacy ludzie, którzy urodzili się w rodzinach ateistycznych, niepraktykujących, byli pozbawieni świadectwa wiary ze strony swoich rodziców. Dla nich z oczywistych względów droga do wiary w Boga musi być znacznie dłuższa. Niektórzy pokonują ją już wiele lat, może są już blisko, jeszcze nie osiągnęli celu, ale szukają go i pragną. Do tego potrzeba czasu. Miejmy wyrozumiałość na nawet szacunek dla ich trudności, dobrej woli, inności.
Pamiętajmy, co jest głównym przesłaniem dzisiejszego święta. Tak jak Bóg przyszedł na świat nie tylko dla pobożnych i religijnych Żydów, ale dla wszystkich ludzi, tak też jest Zbawicielem nie tylko dla tych, którzy zostali wychowani w religii i tradycji katolickiej, ale dla wszystkich ludzi dobrej woli, w tym wciąż szukających pełni prawdy. A może w zamyśle Boga to twoje życie ma być drogowskazem, który pokaże im właściwy kierunek poszukiwań; ma być tą księgą, dzięki której poznają prawdę. Czy ten drogowskaz pokazuje właściwy kierunek? Czy ta księga jest czytelna…? I co inni ludzie mogą z niej wyczytać? Czy to, że jest Bóg i że On jest najważniejszy…? Że On zbawia…?
No bo jeśli ty pojawiasz się w kościele na Eucharystii raz na jakiś czas, tylko kilka czy nawet kilkanaście razy w roku, to jakie przesłanie dajesz swoim bliskim? Ano takie, że bez Pana Boga można się doskonale obyć, że On nie jest najważniejszy, że są jakieś inne źródła z których można czerpać szczęście.
Jeśli ty jako matka czy ojciec, dziadek czy babcia akceptujesz, że twój syn czy twoja wnuczka żyją ciągle w grzechu ciężkim np. na stancji w konkubinacie, to jaki sygnał wysyłasz do ludzi? Ano taki, że życie wieczne nie jest wartością, o którą warto zabiegać, dla której warto poświęcić wszystko…
Jeśli nasze życie nie mówi innym o Bogu, nie ukierunkowuje ich na możliwość spotkania z Panem Bogiem to jest to prawdziwa tragedia, bo to znaczy, że jesteśmy jeszcze gorsi od króla Heroda, który przynajmniej słowami powiedział do Mędrców: Udajcie się tam i skierował ich do Betlejem.
Powiedziałem już o 2 różnych drogach do Boga. Postać Heroda ukazuje nam jeszcze jedną, trzecią, drogę. Drogę do nikąd. Bo droga, która nie prowadzi do Chrystusa jest drogą do nikąd. Herod jest typem ludzi, którzy tylko pozornie są blisko Jezusa i tylko pozornie są zainteresowani Jego Osobą. Pałac Heroda w Jerozolimie był zaledwie kilkanaście kilometrów od Betlejem. Ale kto tak jak Herod nie uznaje nad sobą władzy Chrystusa, dla tego Chrystus z czasem staje się wrogiem, Jego nauka mu przeszkadza, i robi wszystko, aby unicestwić to, co się łączy z Jego Imieniem i z Jego sprawą.
Postać króla Heroda jest jedną z najtragiczniejszych, jakie pojawiają się na kartach Pisma św. Bez wielkiej przesady można powiedzieć, że był on uosobieniem zła. Władzę otrzymał od Rzymian w 40 roku przed Chrystusem. Aby się przypodobać pogańskim okupantom budował na terenie Palestyny świątynie pogańskie. Za to był tak znienawidzony, że jedynie dla uspokojenia nastrojów rewolucyjnych odbudował Żydom w Jerozolimie dawną świątynię Salomona. Ale był to jedynie pozór pobożności.
Był starożytnym odpowiednikiem XX-wiecznych zbrodniarzy typu Hitlera, Stalina, Pol-Pota, czy Husajna, ponieważ władzę swoją wykorzystywał do tyranizowania społeczeństwa i mordowania pod byle pretekstem niewinnych ludzi. Wystarczy wspomnieć, że żenił się aż 10 razy, mordował swoje żony, swoich teściów i szwagrów. W obawie o utratę władzy urządził w Betlejem słyną „rzeź niewiniątek”. O jego psychopatycznej osobowości najlepiej świadczy fakt, iż znalazł sposób, aby ludzie w chwili jego śmierci, nie radowali się a płakali. Kazał mianowicie uwięzić kilkuset znakomitych obywateli i wymordować ich w momencie, gdy sam będzie umierał.
Jak fałszywie i tragikomicznie w tym kontekście brzmią jego słowne deklaracje o rzekomej wierze: Donieście mi, gdzie jest Dziecię, abym i ja mógł pójść i oddać mu pokłon… Czy nie podobne do tych Herodowych słów są te wszystkie tak często słyszane i u nas deklaracje typu: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący…”, „Proszę księdza, ja to chodzę do kościoła wtedy kiedy nie ma tam ludzi, bo wtedy mogę się skupić…”, albo „niedzielne zakupy w supermarkecie, to nasz sposób na odpoczynek…”.
Pamiętajmy, że każdy kto nie żyje tak jak wierzy, zaczyna wierzyć tak jak żyje. Dlatego wielu ludzi, ongiś nawet bardzo gorliwych w praktykowaniu wiary, zaczyna dziś wierzyć, że Pana Boga nie ma, że ze względu na ich romantyczną miłość cudzołóstwo nie jest już grzechem, że Pan Bóg się do nich uśmiecha, jak w niedzielne przedpołudnie rodzinnie popychają koszyk w supermarkecie… O ile można i trzeba mieć szacunek dla ludzi prawdziwie poszukujących prawdy, to dla tych, którzy poznaną prawdę zdradzili, odeszli od niej, pozostaje jedynie uczucie politowania. O takich mówi Bóg w Apokalipsie: Bądź zimny albo gorący, ale jeśli jesteś letni to wypluję cię z moich ust…
Podsumowując, raz jeszcze chcę powtórzyć, pokora pastuszków, czyli pokora grzesznika prowadzi do Boga. Wielka wiedza i mądrość Mędrców połączona z pasją szukania prawdy i z uczciwością intelektualną prowadzi do Boga – w myśl zasady sformułowanej przez Pascala: „Trochę wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy sprowadza do Niego z powrotem”.
Ale brak zgody miedzy deklarowanymi przekonaniami a życiowym postępowaniem – co widać na przykładzie Heroda – doprowadza nas do owej letniości, a wcześniej czy później zabije w nas resztki wiary i miłości do Boga. Brońmy się przed takimi postawami, napiętnujmy je u innych, a jeśli pomimo napomnień nie chcą się nawrócić, unikajmy spotkania z takimi ludźmi. Tak właśnie zrobili mądrzy przecież Królowie, którzy nie powrócili już na dwór Heroda, ale inną drogą udali się do ojczyzny.
Dziękujmy dziś Bogu za powszechność Kościoła, dla którego obcy jest jakikolwiek nacjonalizm czy ksenofobia. Jako kolejne już pokolenie, idźmy dalej w procesji wieków do Dzieciątka narodzonego w Betlejem. Przed jego tronem w niebie zgromadzą się kiedyś ludzie ze wszystkich ras, kultur i języków. Oddadzą Mu pokłon wszyscy królowie i wszystkie narody będą Mu służyły (Ps 72).
Magowie z dzisiejszej Ewangelii są początkiem tej nieskończonej pielgrzymki, w czasie której składa się u stóp Chrystusa wszystko co najpiękniejsze na tej ziemi: złoto starochrześcijańskich mozaik, barwne światła witraży średniowiecznych katedr, tchnące uwielbieniem symfonie i oratoria czy też piękne swoją prostotą polskie bożonarodzeniowe kolędy. Najpiękniejszym jednak naszym darem niech będą nasze czyste, pokorne, wdzięczne i wierne do końca serca. Amen.


stycznia 03, 2017

Chrystus jest Barankiem, który gładzi grzech świata

stycznia 03, 2017

Chrystus jest Barankiem, który gładzi grzech świata
Z Ewangelii według Świętego Jana
Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym». (J 1,29-34)


Oto jest Ten...
W takich słowach zaczyna Jan Chrzciciel swoją mowę o Jezusie Chrystusie, Zbawicielu. Ten gest wskazujący był natchnieniem malarzy, którzy wyobra­żali sobie dramaturgię chwili ujawnienia się Jezusa. Taki gest: oto jest Ten, jest natchnieniem ludzi, którzy niosą światu wieść ewangeliczną. Nie na mnie macie patrzeć, ale wypatrujcie sylwetkę duchową Jezusa. Wtedy będziecie z uwagą czytali o Nim, inaczej brali Jego słowo cytowane przez Ewangelistę, według Jego postawy będziecie tworzyli własny sposób życia. Tak, jak On odpowiecie pytającym, zaproponujecie drogę szukającym, pod­trzymacie osłabłych, Jego słowami będziecie rozmawiać o życiu, umieraniu, cierpieniu i niebie.
Nie mnie macie naśladować. Moje ślady, nawet gdyby były efektowne, będą tylko ulotnym odciśnięciem na piasku, który jutro wygładzi wiatr. Jego, Jezusa ślad trzeba odnaleźć i pójść w kierunku prawdy, miłości, pokoju, zbawienia.
Nie na mnie będziecie czekać, ale na Tego, który jest przede mną i jest większy ode mnie. On będzie z wami wtedy, gdy odpowie na wasze czekanie w samotności, w której ludzka pomoc jest bezradna - w chorobie, w opuszczeniu przez bliskich, w bramie wieczności.
Nie ja wam dam pokarm, który wystarczy na wieczność. On jest źródłem, które wypłynęło, aby świat nie zginął i tylko stąd bierzcie napój życia. On, Jezus Eucharystyczny, zostaje na czas głodu wiary i odpływania nadziei. Żadne ludzkie wartości nie wystarczą w szczególnych głodach ludzi znużonych, schorowanych, porzuconych, zranionych w kłębowiskach ludzkich wspólnot.
Jeżeli ty, którego Jezus posłał przed sobą, potrafisz im wskazać Jego, Jego odsłonić, Jemu ich powierzyć, wtedy stało się wszystko, co człowiek może zrobić dla szczęścia człowieka.

Pasterz Barankiem
Słowa Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży”, które powiedział o Jezusie nad Jordanem, przy żłóbku betlejemskim nabierają szcze­gólnego znaczenia. Zazwyczaj, kierując te słowa do Pana Jezusa, widzimy Jezusa Ukrzyżowanego, który swoją krwią gładzi grzechy świata. Dzisiaj jednak, kiedy słyszymy słowa: „Oto Baranek Boży”, przypomina się nam kolęda: „Leży Dzieciątko jako Jagniątko, a gdzie, gdzie?...” Kolędy są wyrazem naszej wiary, ale nie są jej źródłem. Źródło znajdujemy w słowach Pisma świętego. W Nowym Testamencie Chrystus jest przedstawiany jako Baranek Boży przede wszystkim przez Ewangelistę Jana, najpierw w Janowej Ewangelii, a następnie w Apokalipsie. Właśnie w tej ostatniej księdze Nowego Testamentu ukazane są Gody Baranka. „Weselmy się i radujmy, i dajmy Mu chwałę, bo nadeszły Gody Baranka...” (Ap 19,7) „Bło­gosławieni, którzy są wezwani na ucztę Godów Baranka” (Ap 19,9). Chodzi oczywiście o ucztę eschatologiczną na końcu czasów, ale Kościół słowa te stosuje w Liturgii do Eucharystii, która jest zadatkiem przyszłej uczty i chwały, i do wszystkich obchodów celebrowanych w Eucharystii, a więc również do Godów Bożego Narodzenia. Od dawna przecież lud używał określenia "Gody" dla nazwania tych świąt. Możemy więc w Dzieciątku złożonym w żłobie widzieć Niewinnego Baranka.
Zanim Jezus wyruszył jak Dobry Pasterz na galilejskie ścieżki i judzkie wyżyny, by szukać zagubionych owiec Izraela, pasterze z betlejemskich pól odnaleźli Go w stajence betlejemskiej jako "Baranka Bożego". Od samego początku ujawnia się prawda, że Dobry Pasterz jest jednocześnie Barankiem ofiarnym. W tym właś­nie zawarta jest tajemnica powodzenia Chrystusowego pasterzowa­nia. To właśnie dlatego, że ten Pasterz życie daje za owce, idą za nim tysiące tysięcy. „Paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu...” (Ap 7,17), „Ci towarzyszą Barankowi dokądkolwiek pój­dzie...” (Ap 14,4) Jest to bardzo ważna wskazówka dla wszystkich, którzy uczestniczą w pasterskiej misji Chrystusa. Nie tylko dla duszpasterzy, lecz dla wszystkich, którzy uczestniczą w pasterskiej misji Chrystusa. Nie tylko dla duszpasterzy, lecz dla wszystkich, którzy sprawują opiekę nad kimś, lub komuś chcą przewodzić. Trzeba być dobrym Barankiem, żeby być Dobrym Pasterzem. Trze­ba być dobrym podwładnym, żeby być dobrym przełożonym. Można stawiać innym wielkie wymagania, jeżeli siebie samego również składam w ofierze.
Baranek już niedługo opuści betlejemską stajenkę i wyruszy na nasze drogi. Są to drogi ku ludzkim radościom i smutkom. Są to drogi na górę błogosławieństw i na górę Kalwarię. Zawsze są to drogi, które prowadzą do zbawienia. Podążajmy za Barankiem, dokądkolwiek pójdzie.


stycznia 02, 2017

Świadectwo Jana Chrzciciela o Chrystusie

stycznia 02, 2017

Świadectwo Jana Chrzciciela o Chrystusie
Z Ewangelii według Świętego Jana
Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: «Kto ty jesteś?», on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: «Ja nie jestem Mesjaszem». Zapytali go: «Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem?» Odrzekł: «Nie jestem». «Czy ty jesteś prorokiem?» Odparł: «Nie». Powiedzieli mu więc: «Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?» Powiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak rzekł prorok Izajasz». A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zaczęli go pytać, mówiąc do niego: «Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem?» Jan im tak odpowiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała». Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. (J 1,19-28)

Głos niemowlęcia
Ewangelia dziecięctwa Jezusa Chrystusa jest bardzo krótka i nie starcza tekstów do czytań liturgicznych okresu Bożego Narodzenia. Dlatego dokonuje się powtórek, zarówno z samych świąt, jak i z okresów poprzedzających święta. Stąd znowu słyszymy dzisiaj Poprzednika Pańskiego - Jana Chrzciciela - tak jak słuchaliśmy go w Adwencie. Dzisiaj jednak, gdy słuchamy tych słów przy żłóbku, w którym leży Dziecię Jezus, słowa te nabierają nowych znaczeń. Inaczej rozumieliśmy słowa Jana: „Jam głos wołającego na pustyni”, gdy zapowiadał przyjście Tego, któremu nie jest godzien rozwiązać rzemyka u sandałów, a inaczej rozumiemy te słowa, gdy sami je wypowiadamy przy żłóbku naszego Pana.
Bóg przemówił do nas przez Słowo, które stało się Ciałem. Przez wieki Bóg mówił przez proroków, a w czasach ostatecznych przemówił do nas przez Syna. Nie było, nie ma i już nie będzie wypowiedzi bardziej istotnej jak ta, którą znajdujemy w betle­jemskim żłóbku i przy ołtarzu, przyjmując Ciało, w którym zawiera się Słowo Boga, rozumiane jako LOGOS, jak sam Bóg wypowiada­jący się przez Syna. Ciało Dzieciątka z Betlejem, w którym zawarte jest Słowo Boga jest najwspanialszym Bożym orędziem skierowanym do ludzi. Orędziem zbawienia, pokoju, przebaczenia i miłości. To Słowo Boga jest obecne jednak w Ciele Niemowlęcia, czyli dziecka, które jeszcze nie mówi. Dlatego temu niemowlęciu potrzebny jest Głos, który ludziom ukazałby znaczenie tego naj­ważniejszego w historii Faktu. Dobra Nowina o zbawieniu, które dokonuje się przez Wcielenie Boga, potrzebuje Zwiastunów Ewan­gelii. Jan był przed Chrystusem, a Ty jesteś po Chrystusie, ale tak samo jak on masz być głosem Chrystusa, szczególnie teraz, gdy daje się nam poznać jako Niemowlę.
Kiedy dzisiaj spotykamy się ze Słowem przyjmujemy Ciało, poczujmy, że jesteśmy posłani. Każdy z nas powinien dzisiaj powie­dzieć przynajmniej jedno dobre słowo, jedno zdanie Dobrej No­winy, przynajmniej do jednego człowieka.

Mam być głosem na pustyni
Pustynia w znaczeniu duchowym, jest bardzo zbliżona do rzeczywistych rozmiarów piasku i pustkowia. Pustynia ludzkiego myślenia, gdy wszystko jest dalekie, obce i wypalone. Pustynia ludzkich uczuć, gdy nie wiadomo z czego składać fundamenty najprostszych uczuć, wzruszeń, doznań - piękna, praw­dy, życzliwości, przeżyć religijnych.
Pustynie domów, w których dokonało się dzieło niszczenia nadziei, miło­ści, tęsknot, doświadczeń ciepłych, serdecznych, ufnych. Pustynie narodów uwikłanych w systemy niszczące dusze człowiecze, gdzie burze piaskowe, bezmyślne, bezlitosne, stratowały aspiracje, ziarna kultury duchowej i wysuszyły źródła, którymi żyje osobowość narodu.
Gdy na takie pustynie wchodzi apostoł, wchodzisz ty, wchodzę ja, następca Jana Chrzciciela, gdy woła głosem wiary i wie, że Bóg da życie, wtedy mamy do czynienia z odważnymi duszpasterzami pustyni.
Ci, którzy wołają na pustyni, wierzą, że Bóg ich słyszy i ufają, że On otworzy oczy słuchaczy. Zwyciężają poczucie zagubienia i pustki, w której wprawdzie nie odnajdą ludzi, ale są nieustannie w Bogu i dla Boga. Tacy trwają w pozornym bezsensie, gdy czas przechodzących przez szlaki pustynne pozostawili Bogu. Tacy stają się jak zielone oazy wśród wiatru nieustannego niszczenia, który zasypuje źródła tylko co odsłonięte, nikłe w wymiarach przestrzeni, ale niezniszczalne w wymiarach Bożych.
Do pustynnych mieszkań - gdzie jeszcze nie ma ludzi, ale jest zaledwie mieszkanie i adres, posyła Bóg mnie, ciebie. Do pustynnych narodów prze­żyć wiary, gdzie wszystko jest inne, a człowiek musi być nowy, Boży, na miarę doskonałości Jezusa. Po prostych w nadzieję i więź religijną osób doświadczanych cierpieniem, gdzie głos Pana, nawet w ubogich szatach prostych pacierzy, cichych napomnień... Módlcie się za tych, którzy stanęli naprzeciw pustyni. Zawahali się, zamyślili, zaniepokoili... niech niosą wieść o Bogu...




Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger