sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienia Pańskiego - Człowiek potrzebuje przemiany serca

sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienia Pańskiego - Człowiek potrzebuje przemiany serca
Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego
Bracia i Siostry!
1. W świat pełen recept na przemianę człowieka i warunków jego ziemskiej egzystencji wchodzi Jezus Chrystus ze słowami Dobrej Nowiny. Obchodzimy uroczyście pamiątkę Wcielenia Syna Bożego, świętujemy Wielki Jubileusz, dziękując Bogu Ojcu przez Syna Bożego w Duchu Świętym za objawienie i perspektywę zbawienia. Dziękujemy za obecność Chrystusa w Kościele i przez Kościół w historii świata: to Jego głosu trzeba słuchać, aby rozpoznawać znaki nowych czasów i oczekiwać „aż przyjdzie”.
Doświadczaliśmy prawdy o obecności Chrystusowego Ducha w pamiętne dni sierpnia 1980 roku, kiedy – jakby w odpowiedzi na dramatyczne wołanie Papieża Jana Pawła II – dokonywała się prawdziwa przemiana serc Polaków, kiedy odnawiało się mocą Ducha oblicze tej ziemi, rosła nasza ludzka i chrześcijańska solidarność. I dziś po latach od tamtych wydarzeń, kiedy niektórzy przypisują sobie zasługi, inni przypinają ordery a jeszcze inni myślą o satysfakcji materialnej, trzeba przypomnieć i pamiętać o rzeszach zwykłych obywateli tego kraju. Otwarci na Ducha wykazali ufność w sensowność zmian, których brzemię mieli nosić i noszą po dzień dzisiejszy.
I dziś po latach od tamtych wydarzeń stajemy jak co roku w sierpniu, w tutejszym sanktuarium Chrystusa Przemienionego, aby wpatrywać się Jego Oblicze i prosić o przemianę serc, o przemianę człowieka, bo tylko taki człowiek może przemieniać rzeczywistość świata; budować świat bardziej ludzki i Boży zarazem.
Tak głębokiej przemiany może dokonać tylko Bóg, dlatego z wiarą wpatrujemy się w Chrystusa i Jego Kościół – sakrament „wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”.
2. Jezus Chrystus wyprowadził trzech swoich uczniów na górę Tabor. Relacja o tym rozpoczyna się w Ewangelii św. Marka od bliższego określenia czasu tego wydarzenia.
„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana…” (Mk 9,2). Nasuwa się pytanie o to wydarzenie sprzed sześciu dni, które jakby sprowokowało wyjście na górę Tabor i Przemienienie. Wydarzeniem sprzed sześciu dni był dialog Jezusa z uczniami w okolicach Cezarei Filipowej, gdzie pytał swoich uczniów: „Za kogo uważają mnie ludzie… Za kogo wy mnie uważacie”. W imieniu uczniów, Piotr odpowiedział na to pytanie: „Ty jesteś Mesjasz”.
Sześć dni po tym dialogu miało miejsce wydarzenie na górze Tabor, a więc Przemienienie wydarzyło się w dniu siódmym. Ten fakt kojarzy się z biblijnym rytmem stwarzania: po sześciu dniach stwarzania świata Bóg odpoczął. Na górze Tabor, w tym siódmym dniu, chciał Jezus ukazać swoje bóstwo; wszak trudno było w Nim „zobaczyć” Boga, bo widziane było tylko „człowieczeństwo”. Objawił także drogę przebóstwienia, przemienienia naszego człowieczeństwa. Ukazał nowe stworzenie; świat przemieniony; rzeczywistość nowych perspektyw.
Celem tego wydarzenia na górze Tabor, tej Epifanii Syna Bożego było ukazanie perspektyw.
Człowiek z natury swej potrzebuje perspektyw, wizji sensu i celu. Człowiek jest zdolny do najwyższych ofiar, jeśli wie, że to ma sens – czy wydarzenia współczesnej historii nas o tym nie przekonują?!
I prawda ta dotyczy nie tylko płaszczyzny doczesnej, także duchowej.
Dziś często słyszymy skargi, szczególnie młodego pokolenia na brak perspektyw w nowych realiach społeczno-gospodarczych. A przecież człowiek powinien mieć perspektywy – w wymiarach doczesnych. Niech stwarza je rodzina, społeczeństwo, państwo. Perspektywy powinien stwarzać sobie także sam zainteresowany ich posiadaniem. Nie wystarczy nastawienie i postawa konsumpcyjna. Nastawienie na otrzymywanie, konsumowanie różnych dóbr bez gotowości dawania. Perspektywy stwarza sobie człowiek przez rozwój swoich talentów, przez gotowość podjęcia wysiłku pracy i kształcenia.
Podobnie w życiu duchowym człowiek potrzebuje perspektyw. Ukazują je czyny i słowa Jezusa; mówią one kim jest człowiek i jakie Bóg otwiera przed nim perspektywy.
Na górze Tabor otwarły się przed uczniami Jezusa Chrystusa nowe perspektywy. Stali się świadkami przemienienia, które było niczym innym jak ukazaniem wiecznych perspektyw człowieka, jakby dopowiedzeniem dzieła stworzenia. To przed człowiekiem otwiera Chrystus nową rzeczywistość: zmienia się Jego ciało – znak ten oznacza przemianę wszystkich ograniczoności człowieka związanych z ciałem, a więc chorobą; śmiercią; przemijalnością. To wszystko w znaku Przemienia zostaje przemienione; otwierają się dla człowieka nowe, nieskończone perspektywy.
Są one jednak nierozłącznie związane ze słuchaniem Syna Bożego. Każdy z nas jest uczestnikiem tej perspektywy. Jeśli chcemy skorzystać z tego zaproszenia, osiągnąć blask i promieniować światłem Chrystusa, trzeba się podporządkować temu wezwaniu Jego słuchajcie!
Za mało jest tego Jego słuchajcie w naszym życiu osobistym, społecznym, politycznym, gospodarczym. Należymy do słuchaczy Jezusa. Często jednak nasze słuchanie ma charakter wybiórczy; słyszymy tylko to, co chcemy słyszeć; to znane zjawisko – staje się zjawiskiem coraz powszechniejszym. Nawet prawdy wiary przyjmowane są na zasadzie „ale” – „jestem katolikiem, ale” – następuje relatywizacja prawdy; prawdą staje się coś nie dlatego, że jest Prawdą; tylko dlatego, że tak sądzę, tak mi się wydaje. Kroi więc człowiek z materiału prawdy ubranka i wszelki przyodziewek na swoją miarę, na miarę swoich potrzeb.
3. Dochodząc do prawdy Przemienienia uczniowie muszą się najbardziej uczyć zrozumienie tego, że integralną częścią misji Mesjasza jest cierpienie i śmierć. Łukasz wspomina, że Jezus rozmawiał z nimi wtedy o swojej śmierci. Jako Przemieniony mówi Jezus o swoim cierpieniu. Po Zmartwychwstaniu powie Jezus do swoich uczniów w drodze do Emaus – „Czy Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały… ” ( Łk 24,26). Cierpienie i chwała łączą się nierozdzielnie w życiu Jezusa – stanowią jedną całość. To jest także perspektywa, którą Jezus Chrystus nam ukazuje. Również dla nas każde cierpienie, także śmierć jest drogą do chwały. Jezus ukazał uczniom swoją chwałę, ale równocześnie zabronił im o tym mówić do czasu zmartwychwstania.
Przemienienie czyni Jezusa świetlanym, promieniującym. Światło jest zawsze znakiem boskości. „Bóg jest światłością” – powie św. Jan w swoim liście (por. 1 J 1,5). W Przemienieniu Jezus ukazał jakim Bóg jest w rzeczywistości. Chwała Boża przenika przez człowieczeństwo Jezusa, a człowieczeństwo Jezusa zostaje podniesione do Bożej chwały.
Dziś dla nas Prawda posiada oblicze Chrystusa Przemienionego. On mówi człowiekowi prawdę o nim samym i o Bogu; On otwiera człowiekowi perspektywę nieskończoną. Także nam tu zgromadzonym na uroczystościach odpustowych – przemieniony Chrystus – otwiera nowe perspektywy. Każdemu z nas są one bardzo potrzebne. Zarówno na płaszczyźnie natury jak i łaski. Na płaszczyźnie natury otwiera przed nami Chrystus perspektywę pięknego człowieczeństwa, zaś na płaszczyźnie eschatologii perspektywę wieczności. Niewiele wiemy o tej rzeczywistości; ale trzeba przy niej trwać ufając Chrystusowi.
Św. Piotr zachęcał nas w II czytaniu: „dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach” (2 P 1,19).
Światło tajemnicy Przemienienia wskazuje na zmartwychwstanie Jezusa i nasze. Dzieje się tak szczególnie w liturgii Kościoła. Kiedy więc sprawujemy liturgię – przede wszystkim Mszę świętą – łączymy się z liturgią nieba. Liturgia ta zakłada przemianę człowieka i świata. To, co stało się na górze Tabor z Chrystusem – to znak przyszłości całego świata – przemiana i przemienienie.
Liturgia Eucharystii to nasza góra Tabor – tu przed nami przemienia się Chrystus i sprawia nasze przemienienie – nas przemienia. Dokonuje się coś z tego, co dokonało się na górze Tabor; spotykamy się ze Zmartwychwstałym – On obdarza nas swoim pokojem i sprawia duchową przeminę naszych serc.
Niech otworzą się nasze oczy – tu przy łamaniu chleba – i wołajmy do Niego „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Na to wołanie człowieka odpowiada: Jestem z wami aż do skończenia świata. Jestem z wami jako Przemieniony i Przemieniający. Niech łaska spotkania z Przemienionym przemieni każdego z nas. Wszak tylko człowiek przemieniony przez Chrystusa przemienia świat. Wielu z was doświadczyło łaski przemienienia w sakramencie Pokuty i Pojednania. Jako przemienieni, przemieniajcie rzeczywistość rodziny i społeczeństwa.
Chrześcijanin jako człowiek przemieniony przez Chrystusa
- w świat korupcji wprowadza uczciwość
- w świat braku szacunku dla człowieka uszanowanie każdego,
- w świat kłamstwa prawdę
- w świat pijaństwa trzeźwość
- w świat egoizmu miłość bliźniego.
Tak działając, zmieniamy świat i wypełniamy pustkę wygasłych ideałów. I to ma sens, bo jest wpisane w wielkie dzieło przemiany świata, Chrystusowej przemiany świata. Kierujmy zatem spojrzenie w przyszłość. Niech Przemieniony Chrystus czyni wszystko nowe. Amen.

sierpnia 03, 2018

Rozważania codzienne - Jezus lekceważony w Nazarecie

sierpnia 03, 2018

Rozważania codzienne - Jezus lekceważony w Nazarecie

Słowo Boże na dziś


Marek 6,1-6 por.
Mt 13, 54-58

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze. A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu, może być prorok tak lekceważony”. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Słowa Jezusa, Jego mądrość i czyny wywołują zdumienie w słuchających. Postawy tych ludzi są jednak różne. Pojawiają się również pytania ironiczne: „Skąd On to ma?” Mieszkańcy Nazaretu posuwają się do słów obrażających Nauczyciela: „Czy nie jest to cieśla, Syn Maryi?”. Nazwanie Jezusa „synem Maryi” mogło być obraźliwe, ponieważ Żydzi mieli zwyczaj nazywania ludzi od imienia ojca, „syn Józefa”. W swoim rodzinnym mieście Jezus doświadczył gorszenia się Nim, a także obojętności i niechęci. Ich emocje wskazują na odrzucenie Pana, pozwalają zobaczyć ich niewiarę.
Mieszkańcy Nazaretu nie takiego znali Jezusa. Nie posiadali nowego obrazu tego człowieka, jaki stanął przed nimi, po rozpoczęciu publicznej działalności. Nie chcieli nowego obrazu kogoś, z którym żyli razem przez trzydzieści lat. Z tym obrazem wcześniejszym czuli się bezpieczni. Teraz pojawił się ktoś, kogo znają i nie znają zarazem. Dlaczego? Czy mówił wcześniej inaczej, niż mówi teraz, kiedy głosi naukę otrzymaną od Ojca? Czy posiadał przez trzydzieści lat inny system wartości, według którego żył? Tak się przyzwyczaili do Jezusa-człowieka, że nie odkryli w Nim Jezusa-Boga. Kiedy jest bliski, nie jest rozpoznany. Kiedy jest nierozumiany, staje się daleki i odrzucany.
Mieszkańcom miasteczka obce były słowa Jezusa, obce było to, iż zaczął mówić jako posłany przez Boga, jako Mesjasz. Bali się Jego, jako „nowego”. Znamienne jest to, że nie stawiają pytań pod właściwym adresem. Nie pytają Pana: „Skąd to masz? Skąd dana jest Ci ta mądrość? Co oznaczają cuda, które czynisz? Kiedy się tego nauczyłeś, od kogo?”. Nazarejczycy sobie wzajemnie stawiają pytania, które powinni postawić Panu. Nie pytali również Jego Matkę, aby im wyjaśniła zachowanie Syna. Brak odwagi w stawianiu pytań może wskazywać na to, że się Go bali.
Tego, którego nie rozumieli, odrzucili. Nie miało żadnego znaczenia to, że Jezus znał ich, rozmawiał z nimi, poruszał się wśród nich, chodził do ich domów, być może wykonywał zlecenia na sprzęt, który zamawiali u Niego. Rozpoczynając publiczną działalność, głosząc Ewangelię, stał im się obcy, wręcz zaczęli odczuwać wobec Niego uczucia wrogości.


lipca 20, 2018

16. Niedziela Zwykła (B) – Odpocznijcie nieco

lipca 20, 2018

16. Niedziela Zwykła (B) – Odpocznijcie nieco
Kochani moi! Odpocznijcie trochę. Cudowny jest nasz Pan, że mówi to do nas właśnie dziś, i że mówi to do dzieci, do ludzi młodych, do dorosłych, do starszych, do chorych, do spracowanych: odpocznijcie nieco!
Bo każdy z nas: uczeń z podstawowej – chce trochę odpocząć, licealista i student – chcą trochę odpocząć, rodzice utrudzeni dniem każdym – chcą trochę odpocząć, i ci, którzy napracowali się przez całe życie – też chcą trochę odpocząć.
Odpoczynek nie jest lenistwem. Potrafić odpoczywać – to wielka umiejętność życia. Odpoczynek jest sposobnością ku temu, aby człowiek stał się mądrzejszy, lepszy, mocniejszy. Odpocząć nieco to znaczy: nauczyć się lepiej patrzeć, lepiej słyszeć, lepiej mówić.
Więc naucz nas, Panie, odpocząć nieco. „Odejdźcie na miejsce ustronne” (Mk 6, 31) – mówi Pan. Tam gdzie jest mniej ludzi, gdzie lepiej słychać, gdzie lepiej widać, tam, gdzie jeszcze czysty świat. Naucz się dobrze patrzeć. Tak mało widać w mieście: tłum, mury, betony, światła, pojazdy, przejścia.
Więc wyjdź kiedyś na miejsce ustronne i spójrz tam daleko, gdzie ziemia łączy się z niebem. Podnieś oczy i zobacz, że jest jeszcze słońce, że nocą są gwiazdy, że jest niebo. Zobacz, że na ziemi jest jeszcze czysta woda, jest jeszcze czyste powietrze, że jeszcze są drzewa, które żyją stojąc i kwiaty, które kwitną na łąkach jak dawniej.
I w tym wszystkim mówi do ciebie Pan: „Popatrzcie na ptaki niebieskie” (Mt 6, 26) – nie zazdrościsz im? Popatrzcie na lilie polne, nawet Salomon w całej swej chwale nie był tak przyodziany jako jedna z nich ... Jeżeli więc Bóg o nie tak się troszczy, to jakże daleko więcej o was (Mt 6, 28–30). Tylko my jesteśmy małej wiary i nie umiemy dobrze patrzeć. Zobacz kiedyś na Mazurach zachód słońca – długo nie zaśniesz tej nocy. Zobacz kiedyś wschód słońca z Trzech Koron – nie wytrzymasz, zaczniesz w sercu śpiewać – „Kiedy ranne wstają zorze”.
Naucz się dobrze słuchać. Zauważ, jak człowiek w mieście mało słyszy. Nawet zgiełku nie słyszy; nawet tego, co przez głośniki mówią – nie słyszy. A czy słyszałeś kiedy ciszę? To wielka przygoda. Ludzie się jej boją. Biorą nawet w góry tranzystor do ucha, bo to strach usłyszeć ciszę; bo wtedy możesz usłyszeć siebie, możesz usłyszeć tajemnice, możesz usłyszeć Boga.
„Ta jedna licha drzewina
nie trzeba dębów tysięcy
z szeptem się ku mnie nagina
jest Bóg i czegóż ci więcej” – to J. Kasprowicz.
I gdy tak się napatrzysz na orłów latanie i przejrzysz się w Morskim Oku, pójdziesz w Dolinę Kościeliską, aby zrobić rachunek sumienia.
Naucz się dobrze mówić. A gdy się tak napatrzysz, nadziwisz, nasłuchasz, to nie wytrzymasz. Zaczniesz jak szalony mówić sam do siebie. Próbowałeś kiedy mówić kazanie do ptaków? A mówiłeś kazanie do ryb – jak Franciszek? Śpiewałeś kiedy hymn do słońca? Wiesz, gdy ludzie mówią do kwiatów, wtedy one szybciej rosną? Wiesz, że gdy człowiek mówi dobrze do wilka to ten stanie ze zdziwienia? Lubię bardzo turystów, którzy się pozdrawiają. Cudowni są ludzie, którzy potrafią dobrze popatrzeć, dobrze słyszeć, dobrze mówić. Więc wspominam was wszystkich, coście ze mną po górach chodzili i uczyliście mnie patrzeć, słuchać. Podziwiam was wszystkich, nauczyciele, wychowawcy, siostry i księża, co włóczycie się po górach, nad morzem i w lasach i „umiecie – cieszyć się życiem – łapać w ręce halnego włosy”. I znów, po takich wieczorach nie zaśniesz spokojnie. Będziesz pod kocem przez łzy radości mówił Bogu jedno słowo – kocham Cię!
A cóż mam powiedzieć do was, kochani chorzy, starsi i spracowani? Was tylko podziwiam i wam zazdroszczę. Patrzę na wasze ręce – ile wyście się napracowali – odpocznijcie trochę. Wy to naprawdę umiecie odpoczywać. Zamykacie często oczy, aby już nie widzieć grzechu tego świata. Nie chcecie już słuchać bełkotu człowieczych słów – a tak jesteście zasłuchani. Słuchacie ciszy. To dopiero zachód słońca, które jest zmęczone, jeszcze się trzeba obmyć, pousypiać Boże grajki i być wolnym.
Cóż mam powiedzieć wam, kochani żniwiarze, rolnicy, co w tych dniach zaczęliście kosić. Szczęść Boże wam! Panie Boże dopomóż! Gdy my się opalamy i czekamy na słońce – wam słońce dokucza. Wy dziś, z chłopską roztropnością, powiecie Panu Jezusowi: O nie, Panie Jezu, my dziś odpocząć nie możemy. Zobacz, Panie, pola już bieleją, żniwa będą wielkie, a nas na wsi mało pozostało. Znam was i kocham was za to. Wy, na kolanach ziemię całujecie, „że was zbożami swoich pól, jak mlekiem wykarmiła”. Wy, w skwarze południa i zmęczeni wieczorem, mówicie na polu – „Anioł Pański”. Więc pozwólcie mi jeszcze przejść miedzą, pośród łanów i dotknąć kłosów. Boże, który chleb rozmnażasz i dajesz pokarm we właściwym czasie. A tu jeden wielki cud, jeden wielki chleb, pachnący, zdrowy jak od matki, jedno wielkie Boże ciało.
Wy to umiecie mówić prośbę: „chleba naszego powszedniego, daj...” wy ziarnka nie zmarnujecie a chlebem podzielicie się z tymi, którzy są domowi – świniom zaś chleba nigdy nie rzucajcie, żeby go nie podeptały. Kocham was za to. Lubię przebywać na wsi. Bo gdzież lepiej odpocząć? Mówią, że ptaki na koniec życia wracają do pierwszych gniazd. Człowiek chyba też. Wróć ze mną do domu. Nowi już tam ludzie. Ale znajdziesz duży kamień i klon przy wjeździe i gniazdo bocianie to samo i malwy przy oknie i miejsce pierwszej modlitwy. Nie przynoś tylko tutaj grzechów z miasta, bo ta ziemia jest święta, a ludzie w niej godni szacunku, bo to oni „żywią i bronią”.
A cóż mam powiedzieć wam, którzy mimo utrudzenia i wakacji nie możecie jeszcze odpocząć? Trzeba nam trochę zatęsknić, aby z wdzięcznością przyjąć zaproszenie Chrystusa: odpocznijcie trochę? Przyjdą kiedyś takie długo oczekiwane wakacje. I trzeba pojechać wtedy na urlop w góry, nad morze, na Mazury, aż do nieba. I powie Pan Bóg – odpocznijcie nieco, upracowaliście się... Weźmiemy ze sobą najurodziwsze kłosy, najdorodniejsze owoce i wszystkie polskie kwiaty i w drzwiach staniemy jak dumne Lechity i powiemy Panu Bogu: nie, Panie nam wystarczy tu, w drzwiach, te kłosy i owoce weź od nas – bo to na Boże Ciało, a kwiaty to dla Twojej Matki a naszej Matki Boskiej Zielnej. Amen.


lipca 13, 2018

15. Niedziela Zwykła (B) - Wybrał nas

lipca 13, 2018

15. Niedziela Zwykła (B) - Wybrał nas
Lato, wakacje, urlopy, wyjazdy w nowe okolice, do nowych miejscowości, spotkania z nowymi ludźmi, znajomymi i nieznajomymi; rozmowy i odpoczynek, pobyt w górach, nad morzem, czy we własnym mieszkaniu – ale bez lęku, że jutro czeka nas ciężka praca; więcej czasu wolnego – to wszystko pozwala nam dziś spokojnie pomyśleć o sobie, o bliskich, o naszych sprawach ukrytych w sercu, zaniedbanych podczas miesięcy ciężkiej pracy czy nauki, odsuniętych na dalszy plan zajęć.
A myśląc o sobie, myśląc o innych, może staniemy również wobec tych fundamentalnych pytań: Dokąd zmierzam? Czy idę właściwą drogą? Co trzeba zmienić na tej mojej drodze? Czy realizuję swoje powołanie życiowe?
Tym pytaniom, tym naszym doświadczeniom dzisiejszym wychodzi naprzeciw Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa i przypomina nam, że przecież wybrał nas jeszcze przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem (Ef 1, 4). Przypomina nam też, że z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów, przybrane córki. W Nim też mamy odkupienie i darowanie grzechów. W Nim także usłyszeliśmy słowo prawdy, Dobrą Nowinę o zbawieniu (Ef 1, 7).
Takie jest powołanie człowieka, powołanie twoje i moje, powołanie, które przeczuwamy w sobie i które Kościół ustami św. Pawła dziś mi przypomina.
Ale czy zawsze zdajemy sobie sprawę z tego wielkiego wybrania, powołania, wyniesienia do godności dziecka Bożego. Nierzadko przecież przeciwstawiamy się swemu powołaniu, zapominamy o naszym wybraniu.
Oto jedno ze świadectw, tak bliskie naszej rzeczywistości, choć tak odległe w czasie: W połowie VIII w. przed narodzeniem Chrystusa, Bóg posyła proroka Amosa, aby przypomniał narodowi wybranemu o jego powołaniu i wybraniu. Mówił Bóg do Amosa: „Idź, prorokuj do narodu mego” (Am 7, 15). Nie chcieli go słuchać i polecili mu opuścić granice państwa: Wołali: „Widzący”, człowieku znający prawdę, obdarowany przez Boga własną oceną rzeczywistości – idź, uciekaj sobie, u nas więcej nie prorokuj (Am 7, 12).
Amos jest świadomy tego, że nie jest prorokiem zawodowym, doradcą królewskim, nie jest też uczniem proroka. On jest zwykłym pasterzem i hodowcą sykomory, ale jest także świadomy tego, że właśnie jego Bóg wybrał i posłał głosić prawdę, o Bogu i ludzkich sprawach.
Mijały lata, nastała wreszcie pełnia czasów, Bóg posyła już nie proroka, ale Syna swego Jezusa Chrystusa. Przychodzi Chrystus, aby wszystko odnowić i odnowionego człowieka doprowadzić do Ojca. Pracy misyjnej nie podejmuje sam. Wybiera 12 apostołów. Tych wybranych i pouczonych wysyła po dwóch, a oni poszli posłuszni rozkazom swego Mistrza.
Do czego Jezus zobowiązał dwunastu apostołów? Przede wszystkim do tego, żeby więcej zaufali Bogu aniżeli sobie. By raczej liczyli na Bożą pomoc niż na własne siły. Stąd też otrzymali rozkaz: Niczego z sobą na drogę nie zabierajcie (Łk 9, 3). Bądźcie wolni od wszelkiego zewnętrznego obciążenia. Tylko wtedy możecie, w sensie ścisłym, być misjonarzami. Apostoł musi głosić nie siebie, ale Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego. Jeżeli będzie Chrystusa przepowiadał, będzie zawsze mówił skutecznie i ciekawie. Takimi byli pierwsi apostołowie. Takimi powinni być dziś ci wszyscy, którzy podejmują się na co dzień apostolskiej pracy.
Chrystus zobowiązał apostołów, żeby wyszli i wzywali ludzi do nawrócenia, oraz żeby ludziom czynili dobrze, a w szczególności, żeby pamiętali o chorych. Tak jak Chrystusa poznawali ludzie po tym szerokim geście miłości i miłosierdzia, po tym, że czynił wszystkim dobrze, jak również po nauce prostej i chwytającej wszystkich za serca, tak życie i nauczanie apostołów ma być jednoznaczne i proste, ma być świadectwem.
Kto bowiem nie ma miłości do bliźniego, nigdy nie powinien się podejmować głoszenia słowa Bożego (św. Grzegorz Wielki).
Chrystus rozsyła apostołów i zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszyscy ich przyjmą, że nie wszyscy będą ich słuchać, nie zraża się tym, lecz mówi: „Idźcie i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16, 15).
Chrystus swoje wołanie: „Idźcie i głoście ...” kieruje dziś do nas, bo przecież nas także wybrał i z miłości przeznaczył nas dla siebie. Jesteśmy więc posłani, musimy się tym do głębi przejąć – przejąć wielką Bożą sprawą ewangelizacji świata, naszego kraju, naszego otoczenia, naszej rodziny. Chrześcijanin nie może i nie powinien milczeć, ponieważ otrzymał nakaz: „Idźcie i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16, 15). Czy zrozumiałeś? Wszelkiemu! A ponieważ nie wszyscy chodzą do kościoła, trzeba głosić naukę także i poza nim. Chrystus nie powiedział: Głoście moją Ewangelię wszystkim, którzy do was przyjdą, ale powiedział: Idźcie i głoście wszelkiemu stworzeniu, aż po krańce ziemi. Nie można więc głoszenia nauki Bożej zamknąć granicami kościoła, mieszkania, rodziny, narodu, państwa. Bożemu słowu nie można wyznaczać granic.
Masz rację, kiedy mówisz: najlepszym kazaniem jest przykład życia chrześcijańskiego. Ale nie masz racji, kiedy mówisz, że wystarczy tylko przykład. Bo jeśli ograniczysz się tylko do przykładu, nie przedstawisz swojego Boga i nie pomożesz go poznać i nie pocieszysz niewiedzących. Trzeba więc czynić jedno i drugie.
Masz rację, kiedy twierdzisz, że wiara to wolna decyzja, ale nie masz racji, kiedy mówisz, że ukazywanie wiary słowem i rzucanie na nią światła jest naruszeniem wolności. Masz rację, kiedy mówisz, że Kościół katolicki nie jest ugrupowaniem ani sektą, ale nie masz racji, kiedy stoisz bezczynnie i nie przykładasz się do dzieła ewangelizacji twego otoczenia.
Posłuchaj na koniec kilku słów zmarłego Kardynała Prymasa o naszym posłaniu z Ewangelią do ludzi: „Sługa Ewangelii jest świadom, że dzieła oświecenia dokonał Chrystus przez krzyż. Samo słowo nie jest wszechmocne. Nawet Słowo Przedwieczne dokonało zbawienia przez krzyż i przez śmierć krwawą. To jest najmocniejszy argument Zbawiciela świata. Szczęśliwy, komu dane jest przypieczętować swoje posłannictwo cierpieniem. Śmierć z wysiłku apostolskiego tak bardzo upodabnia nas do Chrystusa umierającego na krzyżu. Apostolstwo to prosta droga do nieba, bo Chrystus nas zapewnił: »Do każdego więc, kto się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie«” (Mt 10, 32).
Niech więc Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania. Amen.



czerwca 24, 2018

Homilia na Uroczystość Narodzenia Św. Jana Chrzciciela - Dlaczego czcimy jego narodziny?

czerwca 24, 2018

Homilia na Uroczystość Narodzenia Św. Jana Chrzciciela - Dlaczego czcimy jego narodziny?
Dziwny jest Bóg w świętych swoich – tak rzekł król prorok Dawid, rozważając dobra i łaski, jakich użycza Bóg tym, którzy Go miłują. Wszystko, co Bóg czyni, dziwnym jest; wszystko nam głosi Boga, który nieskończony jest w mądrości, potędze, miłosierdziu i miłości. Powiedzieć można, że w swoich świętych jakby zajaśniał tymi cnotami, które przyniósł na ziemię Chrystus i według nich żył.
Dziś przed nami staje Jan Chrzciciel. Ten wielki święty był jakby gwiazdą poranną, która zwiastuje wschód słońca ogrzewającego ziemię i ożywiającego naturę. Niebo uczciło świętego Jana, bo jego przyjście oznajmił Anioł. Jan począł się z matki świętej, a jego narodzenie było więcej chyba działaniem łaski niż natury, gdyż rodzice byli w podeszłym już wieku. Święty Augustyn pyta: „Dlaczego czcimy narodzenie św. Jana, gdy u innych obchodzimy dzień śmierci? Bo inni przez życie stali się doskonałymi; on nim światło dzienne zobaczył był wybranym prorokiem. Jego narodzenie podobne do zorzy porannej, która przynosi światu radość i wesele”. Rzeczywiście, gdy na świat przyszedł, wszyscy pytali: „Kim będzie to dziecię?”.
Był wielkim, wielkim przez imię. Imię u Żydów odpowiadało ściśle charakterowi tego, który je nosił, a oznacza: łaskę, błogosławieństwo i nadzwyczajne przywileje.
Jan jest wielkim przez łaskę. Święty Ambroży mówi, że „Bóg umiłował go zanim otrzymał życie, że go już w niebie umieścił, choć jego nogi nie dotknęły jeszcze ziemi; dał mu ducha Bożego przed używaniem rozumu, i obdarzył łaską, zanim natura jego ciało udoskonaliła”. Maryja z Jezusem idzie przez góry judzkie i szuka Jana. Maryja brała to dziecię na ręce. Ileż musiała mu udzielić i wyprosić łaski?
Jest wielkim przez posłannictwo: zwiastuje przyjście Zbawiciela, jest głosem mówiącym, że „przybliżyło się królestwo Boże”, że Zbawiciel zstąpił na ziemię. Jana podnosi do nieskończoności chrzest Bożego Syna – to korona jego zaszczytnego posłannictwa. „Mój Boże – woła św. Augustyn – czyż może być większy zaszczyt dla sługi nad to, że chrzci swego Zbawiciela i Mistrza? Jakiż zaszczyt dla stworzenia, że widzi Stwórcę u stóp swoich?”.
Jest wielkim przez swe wzniosłe cnoty: pokutę, niezmordowaną gorliwość, męstwo, zaparcie się – przecież domem stała mu się pustynia – mówił z ogniem i zapałem, wprawiał w zdumienie, zwalcza występek, gromi grzeszników, grozi gniewem Bożym: „Czyńcie pokutę... siekiera przyłożona..., drzewo będzie wycięte..”. W zapale gorliwości idzie na dwór króla, jakby słyszymy echo adwentu.
Jest wielkim przez wyrzeczenie się dóbr ziemskich, i pogardę życia; przez pokorę. Przecież chwali go sam Chrystus. Chrystus wiele wydał pochwał, ale o Janie szczególnie: „Coście przyszli widzieć?” – pytał.
Jest także wielkim przed ludźmi. Izajasz przedstawił go jako „głos wołający na pustyni”, a Jeremiasz porównuje go do muru spiżowego i strzały gorejącej. Lud przecież szedł za nim, i go słuchał. Św. Augustyn nazywa go „szkołą cnoty, wzorem świętości, miarą sprawiedliwości, męczennikiem dziewictwa, przykładem czystości, kaznodzieją pokuty, głosem Apostoła, światłem świata i świadkiem Boga samego”.
I wreszcie, jest wielkim przy śmierci. Chrystus wskazał drogę do nieba, a Janowi kazał iść przed sobą. Przed Nim szedł, jako niepokojący głos nawrócenia.
„Kim będzie to dziecię?”. Tym, co raz na zawsze zdecydował za co dać głowę. Miał jednaką i tą samą dla wszystkich; dla wszystkich taką samą prawdę. Pozostał wiernym swoim przekonaniom i swemu powołaniu. Nie ugiął się i nie zadrżał przed Herodem; wygarnął gorzką prawdę człowiekowi, który miał przecież władzę i mógł odebrać mu życie. Nie strapiło go też nienawistne spojrzenie Herodiady, która zaprzysięgła zemstę.
Tak więc módl się święty Janie za nas, gdy nie mamy zasad za które gotowiśmy oddać życie, i także wtedy, gdy brak odwagi stanąć w obronie prawdy, bo jakiś „Herod” może nam nie odciąć głowę, a premię; bo jakaś „Herodiada” może nas obnieść na języku; bo komuś się to nie podoba; bo możemy stracić zwolenników; bo wreszcie wątpimy: na cóż może się przydać pojedynczy głos człowieka Bogu, który jest wszechmocny, i sam potrafi sobie ze wszystkim poradzić. Ratuj święty Janie, gdy człowiek zapomina: która z jego twarzy jest prawdziwym obliczem; bo wobec groźnego Heroda stroi się w skórę potulnego zająca, wobec Herodiady jest układnym liskiem, a wobec silniejszego – łagodnym barankiem. Prosimy także, Janie, abyśmy my, głosząc prawdy Boże, nie ulegli pokusie: przyprawić je do smaku, złagodzić ich czasem drastyczną otwartość, upiększyć i osłodzić, zapominając, że mamy być solą. Módl się za ludzi „w miękkie szaty odzianych”, abyśmy zrozumieli, że Bóg nasz jest Bogiem wymagającym, że wiara wymaga konsekwencji, a konsekwencja nawrócenia, zaś nawrócenie – pokory i miłości. Spraw, Panie, abyśmy chcieli dołączyć swój pojedynczy głos do „głosu wołającego na pustyni”, wierząc gorąco, że w ten sposób przygotujemy drogę do przychodzącego Boga; wierząc, że przez naszą wierność prawdzie możemy sprawić, że drogi kręte staną się prostymi, a „wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boga”. AMEN.


czerwca 19, 2018

Homilia na zakończenie roku szkolnego i katechetycznego

czerwca 19, 2018

Homilia na zakończenie roku szkolnego i katechetycznego
Drogie dzieci, droga młodzieży!
Zgromadziliśmy się dziś w kościele, aby podziękować Bogu za miniony rok szkolny i katechetyczny i prosić o błogosławieństwo na czas wakacji. Najpierw trzeba nam podziękować. To słowo dziękuję tak rzadko pojawia się na naszych ustach, a jest to piękne słowo. Trzeba, aby człowiek umiał dziękować; dziękować Bogu i dziękować ludziom. Trzeba, aby dzieci dziś dziękowały za miniony rok szkolny Bogu i ludziom. I po to się to dziś zgromadziliśmy w tej świątyni.
Trzeba nam sobie uświadomić, że Pan Bóg kieruje wszystkim i wszystko jest w jego rękach. Dlatego podziękuj Bogu za to wszystko, czego się w tym roku nauczyłeś, czego doświadczyłeś, za wszelkie dobro, jakie od Boga otrzymałeś, za wiadomości które zyskałeś, za to że stałeś się lepszym, że poznałeś wiele nowych informacji, że spotkałeś wiele nowych innych ludzi. Podziękuj za to wszystko w modlitwie: Boże dziękuję ci za cały ten rok szkolny, który się kończy: za wszystkie lekcje, za pomoc w nauce, za nauczycieli katechetów, którzy pracowali nad moim wychowaniem, za kolegów i koleżanki z którymi byłem w klasie, i przepraszam Cię, Boże, że nie zawsze uważałem na lekcjach, że nie odrabiałam starannie zadań, przepraszam. że byłem nieraz niegrzeczny wobec nauczycieli i wychowawców. że wobec kolegów i koleżanek nie zawsze byłem dobry, przepraszam za wszystko co było złe w ciągu tego roku.
Drogie dzieci, droga młodzieży - przychodzą wakacje, czas waszego odpoczynku. Nie będziesz chodził do szkoły, nie będziesz pisał zadań, możesz dłużej pospać, możesz spotykać się z kolegami koleżankami, grać w piłkę, bawić się, chodzić na wycieczki, zwiedzać okolicę... To ma być twój odpoczynek! Ale niech to będzie odpoczynek z Bogiem. Starajcie się poznawać i wielbić Boga w przyrodzie, umieć Go dostrzec w pięknie wschodu i zachodu słońca, majestacie gór, szumie morskich fal, wśród lasów i pól. Jan Kasprowicz pisze w swym wierszu tak:
„Ta jedna licha drzewina,
nie trzeba dębów tysięcy,
szeptem się ku mnie przegina.
Jest Bóg i czegóż ci więcej”.
Tak, jest Bóg i tego Boga można spotkać niejako „z bliska”; spotkać można Boga, który jest obecny w pięknie przyrody, w pięknie otaczającego nas świata... I trzeba zobaczyć Go przez zieleń traw, przez błękit nieba,w kwiatach i górach, we wschodach i zachodach słońca. A gdy będziecie patrzeć na ten wspaniały świat, dostrzegając w nim wspaniałość Boga, niech z waszych serc popłynie modlitwa: Boże jaki Ty jesteś potężny w dziełach Twoich; jakie ogromne jest morze – Tyś jest obecny w ogromie morza; jakie olbrzymie są góry – Tyś jest obecny w ogromie gór; jak bezkresne jest niebo, ile gwiazd – Tyś jest obecny w bezkresie nieba; jak piękne są kwiaty i drzewa – Tyś jest obecny w pięknie świata.
Kochanie dzieci, droga młodzieży, wakacje to jest czas waszego odpoczynku, odpoczynku z Bogiem. Ale to także czas z dawania świadectwa o twojej wierze i miłości do Boga. W czasie wakacji niech towarzyszy wam modlitwa, a więc ten pacierz poranny i wieczorny - tej podstawowej modlitwy nauczyli was wasi rodzice, lub inne najdroższe osoby. Modlitwę trzeba odmawiać również wtedy, gdy inni nas patrzą, gdy patrzy nawet cała grupa. Swych przekonań religijnych nigdy nie należy się wstydzić. Pan Jezus mówi: „Kto mnie wyzna przed ludźmi i ja wyznam go przed Ojcem, a kto się mnie zaprze przed ludźmi, tego i ja zaprę się przed Ojcem”.
Kochane dzieci, najważniejszą modlitwą jest Msza święta, bo jest to modlitwa samego Chrystusa. My do niej dołączamy naszą modlitwę, nasz trud, naszą codzienność - siebie. Msza święta jest uobecnieniem Ostatniej Wieczerzy i uobecnieniem ofiary Pana Jezusa na krzyżu. Czas wakacji, to nie jest czas wolny od modlitwy, to nie jest czas wolny od Mszy świętej. Nie ma wakacji od modlitwy i Mszy świętej.
A zatem proszę was, aby Msza święta, ta najdoskonalsza modlitwa, z której nie wolno nam nigdy rezygnować, z którą nigdy nie wolno nam się rozstawać, towarzyszyła wam również podczas tych wakacji. Niech więc wasze wakacje będą „wakacjami z Bogiem”. Szukajcie i spotykajcie się z Nim w przyrodzie, w bliźnim, w odpoczynku, w modlitwie, we Mszy świętej. Niech przez ten czas wakacji świeci nad wami słońce i towarzyszy wam Boże błogosławieństwo. Amen.

czerwca 19, 2018

"Miłujcie nieprzyjaciół waszych"

czerwca 19, 2018

"Miłujcie nieprzyjaciół waszych"

Słowo Boże na dziś

Wtorek, 11 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 5, 43-48 
 
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski».

Refleksja nad Słowem Bożym


„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują (...). Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie?”.
Jezusowe słowa zaskakują i prowokują. Co tu dużo mówić: jakże trudno jest miłować nieprzyjaciół, skoro nawet miłowanie przyjaciół przychodzi nam czasem z taką trudnością.
Jezusowe słowa zaskakują. Bo przecież tak to jakoś jest, że nieprzyjaciel, to ten, przed którym raczej się ucieka; nieprzyjaciel, to ten, który niesie ze sobą jakiś rodzaj szkody, jakiś moment zagrożenia; nieprzyjaciel, to ten, którego jakoś w naturalny sposób staram się unikać. A tymczasem Jezus mówi: Nie uciekaj! Przeciwnie, zrób w kierunku nieprzyjaciela krok do przodu.
Jezusowe słowa prowokują. Rzeczywiście tak jest, bo jeśli kogoś stać na taką chwilę szczerości, i jeżeli są tacy, którzy potrafią, a może lepiej powiedzieć: chcą wystawić głowę trochę wyżej, ponad panujący w świecie zaduch, również i ten religijny zaduch, to jeśli kogoś na taką odrobinę szczerości stać, to chyba przyzna, że gdzie jak gdzie, ale właśnie na tym terenie miłości do nieprzyjaciół mamy dzisiaj bardzo rażące braki.
Przyjaciel. Kim on jest? Przyjaciel, to ktoś, kto jest mi bliski. Głosi stare powiedzenie, że kto przyjaciela znalazł, ten skarb znalazł. Przyjaciel, to ten człowiek, z którym chcę przebywać, przed kim mogę otworzyć świat moich radości i smutków, moich sukcesów i moich porażek. Przed przyjacielem nie lękam się otworzyć moje serce. Nawet jeśli gdzieś na dnie tego serca pojawia się moment słabości, czy nawet grzechu, to przed przyjacielem serce mogę otworzyć.
Kim jest nieprzyjaciel? Jest kimś, kto odpycha; jest właśnie tym „kimś”, kto niesie ze sobą zagrożenie; jest kimś, kto sprawia ból; jest kim, kto potrafi zdeptać, sponiewierać. Kiedy nadciąga nieprzyjaciel, to natychmiast pojawia się w sercu taki moment niepokoju, taki moment okrutnego lęku. Przed nieprzyjacielem nie otwiera się serca; przeciwnie, przed nieprzyjacielem stawia się barykady; przed nim zamyka się drzwi swego serca bardzo precyzyjnie.
Biblijny nieprzyjaciel. On jest dopiero zagrożeniem. Biblijny nieprzyjaciel to ten, który mówi Bogu: „Nie będę służył”. Nieprzyjaciel to ten, który stawia Bogu-Jahwe buńczuczną odpowiedź: „nie”. Kiedy Naród Wybrany grzeszy, wówczas – jak mówi Pismo: „wydany zostanie w ręce nieprzyjaciół”. A kiedy nadchodzi Bóg, pełen zbawienia – jak mówi Pismo: „wyrywa swój lud z ręki nieprzyjaciela”.
I tu nagle – ni stąd, ni zowąd – jak grom z jasnego nieba, jak błyskawica, która rozświetla i niepokoi, rozbrzmiewają Jezusowe słowa: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych”. Przedziwne Jezusowe słowa.
Czemu mam miłować mojego nieprzyjaciela? Czemu nie wystarczy taka postawa obojętności? Czemu nie mogę przyjąć takiej życiowej postawy, w której tylko nie będę odpowiadał złem na zło? Czemu nie wolno mi przejść obok nieprzyjaciela szerokim łukiem, czy – co gorsza – postawić przed nim wysoką barykadę?
Miłuj nieprzyjaciela! Nie wolno ci spocząć tak długo, jak długo wiesz, że żyją na świecie ludzie chodzący po manowcach. Miłuj nieprzyjaciela, bo nie zbawiasz się sam; bo nie idziesz do nieba w samotności; bo nie tylko swoją duszę masz uratować, ale również duszę swego nieprzyjaciela. Miłuj nieprzyjaciela, bo może gdzieś kiedyś, nawet o tym nie będziesz wiedział, w sercu nieprzyjaciela wydarzy się cud nawrócenia. Kto tak nie miłuje; kto nie chce miłować nieprzyjaciół swoich; kto potrafi wywoływać na swoich ustach tylko słowa pełne cynizmu, i pełne obojętności wobec nieprzyjaciół, pełne pogardy wobec nieprzyjaciół; kto tak nie miłuje, że wydaje swoje życie na rzecz drugich, ten spłonie w ogniu nieugaszonym.
I kiedy się tak człowiek trochę głębiej zaduma nad tymi naszymi dziwnymi czasami, i kiedy tak człowiek uczyni głęboką refleksję nad naszym miłowaniem nieprzyjaciół, to przychodzi nam na myśl błogosławiony Michał Kozal, biskup i męczennik, patron dnia dzisiejszego, który ostatnie lata swojego życia spędził na bardzo trudnej drodze, bo z obozu do obozu. II wojna światowa zastała go we Włocławku, gdy jeszcze w 1939 r. trafił do więzienia razem z klerykami i kapłanami. Potem Niemcy uwięzili go w Lądzie nad Wartą, a potem więziony był w Inowrocławiu, Poznaniu, Berlinie, Norymberdze – i wszędzie ze względu na swoją świętość, miłość doznawał szczególnych upokorzeń i prześladowań. Zakończył życie w Dachau. Taka była jego droga do świętości: droga ewangelicznej miłości; miłości trudnej, ale możliwej.
"Niech będzie on jeszcze jednym patronem naszych trudnych czasów, pełnych napięcia, nieprzyjaźni i konfliktów. Niech będzie wobec współczesnych i przyszłych pokoleń świadkiem tego, jak wielka jest moc łaski Pana naszego Jezusa Chrystusa – Tego, który do końca umiłował" – mówił Ojciec Święty Jan Paweł II ogłaszając w roku 1987 biskupa Michała Kozala błogosławionym.
Panie, Jezu, daj nam mocniej przylgnąć do Ciebie i pomóż nam kochać nie tych, których sami sobie wybraliśmy, ale tych, których Ty sam dajesz nam do kochania i naucz nas iść zawsze Twoją, nie naszą drogą. Niech się tak stanie!

czerwca 04, 2018

Przypowieść o dzierżawcach winnicy

czerwca 04, 2018

Przypowieść o dzierżawcach winnicy

Poniedziałek 9 tydzień Okresu Zwykłego

Słowo Boże na dziś

 

Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Jezus zaczął mówić w przypowieściach do arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych: «Pewien człowiek założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał tłocznię i zbudował wieżę. W końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał.
Gdy nadszedł czas, posłał do rolników sługę, by odebrał od nich należną część plonów winnicy. Ci chwycili go, obili i odprawili z niczym. Wtedy posłał do nich drugiego sługę; lecz i tego zranili w głowę i znieważyli. Posłał jeszcze jednego, i tego zabili. I posłał wielu innych, z których jednych obili, drugich pozabijali. Miał jeszcze jednego – umiłowanego syna. Posłał go do nich jako ostatniego, bo mówił sobie: „Uszanują mojego syna”. Lecz owi rolnicy mówili między sobą: „To jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze”. I chwyciwszy, zabili go i wyrzucili z winnicy. Cóż uczyni właściciel winnicy? Przyjdzie i wytraci rolników, a winnicę odda innym. Nie czytaliście tych słów w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach”». I starali się Go ująć, lecz bali się tłumu. Zrozumieli bowiem, że przeciw nim opowiedział tę przypowieść. Pozostawili Go więc i odeszli.
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym



Chrystus Pan, wyjaśniając tajemnicę Kościoła, przywołuje liczne obrazy i przypowieści, np. o owczarni, o roli uprawnej, o budowli Bożej, o ziarnie gorczycy. Wśród tych porównań i obrazów szczególną głębią wyróżnia się porównanie Kościoła do winnego krzewu i latorośli: “Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie niż nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony i uschnie”.

Symbol winnego krzewu w pierwszej kolejności dotyczy Narodu Starego Przymierza. Naród Wybrany został wyróżniony przez Boga i otoczony troskliwą miłością. Jednak Izrael, źle kierowany przez swoich religijnych przywódców, nie wykorzystuje należycie otrzymanych przywilejów. Dobry Bóg posyła swoich wysłańców – proroków – ale Izrael ich nie słucha, co więcej, prześladuje ich, a nawet uśmierca. W ostatnim i najwyższym porywie miłości, Bóg posyła własnego Syna, aby nauczył rolników, jak dobrze uprawiać winnice Boga, czyli jak dobrze żyć. Kiedy i ta największa miłość Boga zostanie zlekceważona, kiedy Syn Boży zostanie odrzucony i na śmierć skazany, Bóg postanowił powierzyć winnicę komuś innemu. “Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane Narodowi, który wyda owoc”. Groźba wypełniła się i chrześcijanie zajęli miejsce Żydów.

Bóg jednak nie odwołał swego Przymierza z tym Narodem, ale dalej wzywa go do wiary w Jezusa Chrystusa, obiecanego Mesjasza i Jedynego Zbawiciela świata. A zatem, spadkobiercą i zarazem kontynuatorem obietnic Starego Przymierza jest Lud Nowego Przymierza zwany Kościołem Powszechnym. I w dalszym ciągu Bóg jest troskliwym właścicielem winnicy. Posłany Syn Boży, Jezus Chrystus, przez swoje Wcielenie, życie, mękę, śmierć i zmartwychwstanie oraz Zesłanie Ducha Świętego, wchodzi w bardzo ścisła związki z tym Nowym Ludem Bożym, czyli z tymi, którzy uwierzą w Jezusa Chrystusa, i którzy z wiarą i miłością przyjmą dar zbawienia.

Owe więzy są niezbędne do tego, aby człowiek mógł wydać dobre i zbawienne owoce. “Beze Mnie – mówi Jezus – nic nie możecie uczynić” i nie możecie przeżyć nic głębszego, sensowniejszego, prawdziwszego; nie możecie przeżyć tej więzi z Bogiem Ojcem, ani więzi między sobą. Bez Jezusa, bez łaski Bożej, bez tych ożywczych soków życia Bożego – jesteśmy tylko uschłą latoroślą.
I tu powraca ostrzeżenie: Jeżeli współcześni dzierżawcy winnicy Bożej zrywają więzy wiary i miłości z Jezusem Chrystusem, to również stają się uschłymi gałęziami. Św. Paweł w Liście do Hebrajczyków ostrzega tych, którzy zasmakowali w słowie Bożym i doświadczyli cudownych przejawów mocy Bożej, a później odpadli od wiary, to jakby drugi raz krzyżowali Jezusa i wystawiali na pośmiewisko Syna Bożego.

Słynny malarz, Harry Andersen, wykonał obraz pt. Chrystus pukający do ONZ. Obraz przedstawia Pana Jezusa, jako Dobrego Pasterza, z laską pasterską w lewej dłoni, a prawą puka do ogromnego gmachu ONZ. W dole widać przejeżdżające samochody i przechodzących pospiesznie ludzi. To wymowny obraz współczesnego świata, w którym nie ma miejsca dla Chrystusa, dla Jego Ewangelii, dla Kościoła, a jest miejsce dla organizacji przestępczych, dla pornografii, pijaństwa, korupcji, cwaniactwa, awantur politycznych, zabijania dzieci nienarodzonych i prześladowań religijnych. Tam, gdzie człowiek odcina się od Jezusa, od Tego Winnego Krzewu, nie może przynieść dobrych owoców.

Rozważanie słowa Bożego, podawanego na przez Kościół na różne sposoby, niech będzie zachętą do nawrócenia, do odnowienia tej więzi z Jezusem przez modlitwę, przez post i jałmużnę, przez pojednanie w sakramencie Pokuty, przez udział w Eucharystii. Oby i dzisiejsza Eucharystia jeszcze ściślej zespoliła nas z Jezusem Chrystusem; obyśmy dzięki Niemu stawali się żywymi latoroślami, wydającymi zbawienne owoce. AMEN.

 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger