sierpnia 07, 2018

Rozważania codzienne - Byś poznał, że Pan jest twoim Bogiem

sierpnia 07, 2018

Rozważania codzienne - Byś poznał, że Pan jest twoim Bogiem
 
18 Tygodnia zwykłego, rok I,
Czytania: Pwt 4,32–40; Mt 16,24–28
 
 
CZYTANIE Z KSIĘGI POWTÓRZONEGO PRAWA:
 
Mojżesz powiedział do ludu: „Zapytaj dawnych czasów, które były przed tobą od dnia, gdy Bóg stworzył na ziemi człowieka, czy zaszedł taki wypadek, od jednego krańca niebios do drugiego, jak ten, lub czy słyszano o czymś podobnym? Czy słyszał jakiś naród głos Boży z ognia, jak ty słyszałeś, i pozostał żywym? Czy usiłował Bóg przyjść i wybrać sobie jeden naród spośród innych narodów przez doświadczenia, znaki, cuda i wojny, ręką mocną i wyciągniętym ramieniem, dziełami przerażającymi, jak to wszystko, co tobie uczynił Pan, twój Bóg, w Egipcie na twoich oczach? Widziałeś to wszystko, byś poznał, że Pan jest Bogiem, a poza Nim nie ma innego.
Z niebios pozwolił ci słyszeć swój głos, aby cię pouczyć. Na ziemi dał ci zobaczyć swój ogień ogromny i słyszeć swoje słowa spośród ognia. Ponieważ umiłował twych przodków, wybrał po nich ich potomstwo i wyprowadził cię z Egiptu sam ogromną swoją potęgą. Na twoich oczach wydziedziczył ze względu na ciebie obce narody, większe i silniejsze od ciebie, by cię wprowadzić w posiadanie ich ziem, jak to jest dzisiaj.
Poznaj dzisiaj i rozważ w swym sercu, że Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko nie ma innego. Strzeż Jego praw i nakazów, które ja dziś polecam tobie pełnić, by dobrze ci się wiodło i twym synom po tobie; byś przedłużył swe dni na ziemi, którą na zawsze daje ci Pan, twój Bóg”.
 
 
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
 
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?
Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim”.
 
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
 
Czy któryś naród otrzymał tak wiele, jak naród wybrany od swego Boga? Czy słyszał któryś naród głos Boga, mówiącego do niego? Czy dokonał Bóg tak wielkich rzeczy w historii jakiegoś innego ludu?
Takie pytania postawił dziś Mojżesz swemu ludowi, a wszystkie je można właściwie streścić w jednym: czy ludzie zdają sobie sprawę z tego, jak wiele czyni dla nich Bóg? Czy ludzie widzą i doceniają rolę – i w ogóle obecność Boga w swojej historii?
Żeby pomóc swoim rodakom w znalezieniu właściwej odpowiedzi na wszystkie te kwestie, Mojżesz przypomina wydarzenia z historii narodu wybranego, które najwyraźniej potwierdzają wyjątkową troskę Boga o dobro swego ludu. Uświadomienie sobie tego wszystkiego ma doprowadzić izraelitów do przyjęcia i wprowadzenia w życie tych oto słów Mojżesza, stanowiących też konkluzję jego dzisiejszej wypowiedzi: Poznaj dzisiaj i rozważ w swym sercu, że Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko nie ma innego. Strzeż Jego praw i nakazów, które ja dziś polecam tobie pełnić, by dobrze ci się wiodło i twym synom po tobie; byś przedłużył swe dni na ziemi, którą na zawsze daje ci Pan, twój Bóg.
Dobrze wiemy, jak bardzo różnie bywało z tą świadomością u izraelitów – jak bardzo często w ogóle nie brali sobie do serca owych wielkich dobrodziejstw, których im Pan udzielał, a tylko buntowali się i żądali następnych!
Dlatego potrzebne były takie właśnie chwile swoistego zatrzymania, głębokiej refleksji, aby raz jeszcze przypomnieć zbuntowanym ludziom o tym, o czym właściwie od zawsze wiedzieli, ale co ciągle im jakoś „umykało” i o czym ciągle jakoś dziwnie nie pamiętali – o tym, że mają nad sobą Boga, który ich kocha i troszczy się o nich, ale którego oni powinni przynajmniej poważnie traktować! Nie mówiąc już o tym, że dobrze byłoby, aby docenili to, co dla nich robi i okazali za to wdzięczność.
Chwile takiego zatrzymania w biegu i takiej refleksji potrzebne są i nam, moi Drodzy, abyśmy i my też sobie uświadomili, jak wiele Bóg nam daje i jak bardzo się nami opiekuje. Dobrze jest sobie tak od czasu do czasu spokojnie pomyśleć i przypomnieć, czy były takie wydarzenia, które świadczyłyby o Bożej interwencji w naszym życiu, w naszej codzienności? Czy były takie wydarzenia, które wyraźnie potwierdziłyby, że Bóg się nami opiekuje? Jakie to były wydarzenia? A jeżeli były – to czy zawsze pamiętaliśmy o tym, aby Bogu za nie podziękować, czy może pominęliśmy je zwykłym milczeniem i wysuwamy kolejne żądania?
Jak słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, Jezus buduje ze swymi uczniami bardzo szczególną relację, wyrażającą się w tych oto Jego słowach: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.
Tak, Bóg jest bardzo obecny w życiu człowieka. Prowadzi go po drogach ziemskiej egzystencji do wiecznego zbawienia. Czasami prowadzi go także drogą trudnych doświadczeń. Ale we wszystkich tych wydarzeniach tak bardzo ważnym jest, aby w pierwszej kolejności dostrzegać Bożą obecność, doceniać ją, widzieć znaki Bożej opieki i Bożego prowadzenia, a następnie poddać się temu prowadzeniu.
A to z kolei w praktyce oznacza postawienie Bożej woli i Bożej nauki ponad własnymi upodobaniami i osobistymi teoriami na życie. To jest właśnie owo zapieranie się siebie, o którym mówi dzisiaj Jezus. Jak słyszymy w Ewangelii – chociaż będzie ono oznaczało jakąś rezygnację z siebie i swoich upodobań, ostatecznie jednak na takiej właśnie postawie człowiek najwięcej zyska. Bo człowiek zawsze najwięcej zyskuje i najlepiej „wychodzi na tym”, że dostrzega obecność Boga w swoim życiu i podejmuje z Nim współpracę…
W tym kontekście pomyślmy:
– Jakich konkretnych moich próśb w ostatnim czasie Bóg wysłuchał i dał mi to, o co prosiłem?
– Czy zawsze dziękuję Bogu za Jego dary?
– Czy mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że Bóg naprawdę w moim życiu zajmuje pierwsze i najważniejsze miejsce?

Widziałeś to wszystko, byś poznał, że Pan jest Bogiem, a poza Nim nie ma innego.

 

sierpnia 04, 2018

Homilia na Uroczystość Przemienienia Pańskiego - Panie, dobrze że tu jesteśmy

sierpnia 04, 2018

Homilia na Uroczystość Przemienienia Pańskiego - Panie, dobrze że tu jesteśmy
Jest w dzisiejszej Ewangelii słowo, które nas podnosi na duchu, słowo, do którego każdy wzdycha i słowo, które w ostatnich latach chciało zrobić zawrotną karierę - słowo: przemiana, przemienienie.
Przemiana ustrojów społecznych i ustrojów politycznych, przemiany w oświacie, w kulturze i obyczajowości, przemiany w systemie pracy i płacy, przemiany w państwie i przemiany w Kościele...
Ludzie oczekują przemian. Ludzie się cieszą, że jeżeli się dokona przemia­na, to im będzie lepiej. A jeśli nie jest lepiej to narzekają, iż przemiana była niepotrzebna albo niewłaściwa.
Czasem nam się wmawia, że jest już lepiej, że już coś tam gdzieś drgnęło..., że już coś mamy... Ludzie siedzą w domach i liczą, stoją w kolejkach - i liczą, jadą tramwajem i robią to samo... Liczą ci, co sprzedają, wytwarzają, i świadczą usługi... A na pociechę mamy to i tamto... coraz obficiej. Owszem - mamy przede wszystkim seks w mass-mediach. Bez żadnej wątpliwości, coraz obficiej. Stosowne obrazki nawet w „popołudniówkach". Filmy „z pogranicza" w kinach premierowych. Dalsze zapowiedzi i obietnice w tym względzie, żebyśmy mieli z czego się cieszyć. Mamy triumfalne wybory „Miss Polonia", rozbite na stuetapową celebrę eliminacji wojewódzkich... Obraz sytuacji społecznej łatwiej dziś kreślić w ciemnych niż w jasnych barwach...
Nawet, gdy po przemianie jest gorzej, nie należy żałować, bo warto się było przekonać... Przecież dopiero dzisiaj wielu ludziom otworzyły się oczy... W każdym razie należy pamiętać, że bez przemiany nie ma postępu. Człowiek wciąż powinien szukać i walczyć - i wypracowywać coraz to nowe formy życia.
Niestety trudność w tym, że ludzie wierzą tutaj w jakiś automatyzm, że coś się zmieni nam na lepsze - ale bez nas, poza nami czy ponad nami; a tymczasem nie dokona się żadna przemiana, odnowa, odrodzenie, jeśli nie przemieni, nie odnowi się, nie odrodzi sam człowiek. I nic nam nie pomoże, że zmieni się ustrój czy system, jeśli na miejsce jednych leniów i wałkoni przyjdą inni.
Na miejsce jednych złodziei - inni złodzieje, na miejsce starych kanciarzy nowi. Żadna przemiana ustrojów, żadna przemiana administracyjna czy organizacyjna nie uszczęśliwi człowieka, jeżeli człowiek nie dokona przemia­ny wewnątrz siebie.
Jezus Chrystus chciał przemienić świat, chciał go poprawić nie tylko duchowo - ale i materialnie. Powiedział najwyraźniej: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego" - a te wszystkie inne rzeczy będą wam przydane. To był program przemiany, który Chrystus przyniósł na ziemię. Chrystus chciał, abyśmy mieli dane te wszystkie dobra materialne potrzebne do życia: chleb, ubranie - w dostatecznej ilości. A Królestwo Boże - powiedział - „w Was jest".
A więc to obiecane Królestwo musi najpierw zapanować w nas. Z nas musi wyjść cierpliwość, ustępliwość, uczynność, wyrozumiałość, miłosierdzie i sprawiedliwość. Czy wówczas istniałyby wojny, morderstwa, oszustwa, kradzieże?...
Zachowajmy Ewangelię - a ona nas zachowa, ona nas przemieni. Ewangelia jest nauką pokoju i Ewangelia poucza, jak zachować pokój z Bogiem i pokój z bliźnimi. I Ewangelia naprawdę wszystko za nas uczyni - ale pod warunkiem, że my ją wiernie zachowamy.
Zachowajmy Ewangelię, a ona nas zachowa. Jeżeli miliony chrześcijan zaczną praktykować cierpliwość, uczynność, wyrozumiałość, przebaczenie, to chyba coś na świecie się zmieni. Pozwólmy, że oblicze Chrystusa zajaśnieje w nas jak słońce poprzez czyny - a świat się naprawdę przemieni.
Z jakąż ulgą słuchamy Ewangelii o przemianie Chrystusa na Górze Tabor i zachwycie jego uczniów: „Panie, dobrze nam tu być..."
Po raz pierwszy Naród nasz doznał łaski przemienienia 1050 lat temu, w wiosenny dzień Wielkanocny. Od tej pory idzie ku doskonałości z Bogiem.
Ilekroć sprzeniewierzył się Bogu - doznawał klęsk i upadków... Podniósł się jednak. Był obrońcą wiary i cywilizacji, moralności i kultury. Doznawał i doznaje nasz Naród wielu łask i cudów.
„Dobrze, że tu jesteśmy"... To miejsce Bóg sobie upodobał. Jest ono znakiem - Bożym znakiem. Bóg jest na każdym miejscu i w każdym człowieku, szczególnie towarzyszy tym, którzy serdecznie się trudzą w Win­nicy i na Niwie Pańskiej. To dzięki trudowi kapłanów dokonała się Boża przemiana olbrzymiej gromady ludzi, którzy Boga nie znali, od niego odeszli lub byli mu przeciwni.
Dziś szczególnie modlimy się o pomyślność i dobro w naszej Ojczyźnie. Aby w niej nastąpiła przemiana... Jan Paweł II w encyklice "Społeczna troska Kościoła" (Sollicitudo rei socialis) mówi: "Narody potrzebują reformy niektórych niesprawiedliwych struktur, a zwłaszcza własnych instytucji politycznych, aby zastąpić rządy zdeprawowane czy dyktatorskie - rządami demokratycznymi..."
Może jeszcze do skuteczności ofiarnego kielicha Narodu, do jego przemia­ny potrzeba więcej naszego osobistego zaangażowania. Może jeszcze za mało naszych dobrowolnych wyrzeczeń, za mało czystej ludzkiej solidarności. Za mało odwagi do demaskowania zła, za mało troski o cierpiących i chorych. Może za dużo ciągle w nas egoizmu, zalęknienia, za dużo pijaństwa, za dużo ludzi sprzedajnych, bez własnego zdania, chcących wygrywać własne interesy kosztem innych.
W Polsce żyje jeszcze wielu takich, którzy nie chcą, aby się coś zmieniło... Jest im z tym dobrze: wygodny fotelik, wysoka pensja i "ciepłe kapcie" - tak wrosłem w małą stabilizację, jest mi z tym dobrze. Tylko, czy ja stawiam sobie pytanie: - a innym jest dobrze ze mną, skoro od lat nie zmieniam się i moja twarz jest ciągle taka sama? Nieprzejrzysta i niejasna. A twarz - jak mówili już starożytni - ma być zwierciadłem ludzkich wartości. Stąd i to, co w ludzkiej twarzy - to i w Polsce, w ludziach...
Widzimy wielką potrzebę przemienienia w domu ojczystym. Zagraża nam tyle plag: pijaństwo, narkomania, rozwiązłość, nieposzanowanie poczętego życia, zatrucie środowiska biologicznego...
Na każdym kroku wypada nam znosić ludzi niemądrych, ordynarnych, nieszczerych: tych, co żyją pośród nas i nam żyć nie dają. Zatruwają nam życie we wspólnych mieszkaniach, kolejkach, biurach, nawet we własnych domach: mój mąż pijak, moja córka - złośnica, moja teściowa - sekutnica.
Co nam pomoże Ewangelia w tych warunkach?... Może ktoś powie: "Niech ksiądz ich przemienia teraz Ewangelią, którą głosi." Albo niech przyjdzie choroba, kalectwo, pożar, powódź - i cóż tutaj da się przemienić... Doktor nie pomoże ani ksiądz nie przemieni.
Nie w tym rzecz, abyśmy przemieniali wszystko to, co dla nas niewygodne, a czego przemienić się nie da. Chodzi o to, abyśmy sami siebie przemieniali. To są te słodkie chwile Góry Tabor. Ważne, aby Chrystus był z nami także po zejściu z tej Góry, w naszych dniach powszednich. Aby był z nami poprzez swoje prawa i zasady. Bo tylko to jest gwarancją dobrej przemiany.
„PANIE DOBRZE. ŻE TU JESTEŚMY" – tu, w tym świętym miejscu Bóg daje nam znaki nadziei i pokrzepienia. Czyż nie jest pokrzepiającym znakiem to, że nasze trwanie i modlitwy są mile Bogu i Jego Matce, do której tak licznie zdążają dziś pielgrzymi na Jasną Górę... Na jaki jeszcze znak, na jakie jeszcze przemienienie czekamy?
"Tak mi się czasem wydaje o Chryste
Że nie tam kędyś daleko, za morzem.
Aleś tu, u nas, miał drogi cierniste
I żeś tu skonał i zszedł do otchłani.
Gdzie wszystko chwili wybawienia czeka.
I zdaje mi się, że tu leżysz w grobie.
Który jest ciężkim zawalon kamieniem,
I że straż pilna czyni się przy Tobie...
Ale ja czekam z tęsknotą i drżeniem.
Bo wiem, bo czuję, że tu też, o Panie
W dniu trzecim - będzie Twoje Zmartwychwstanie". Amen. ("Wielki Piątek" - Maria Konopnicka)
 

sierpnia 04, 2018

Rozważania codzienne - Śmierć Jana Chrzciciela

sierpnia 04, 2018

Rozważania codzienne - Śmierć Jana Chrzciciela

Słowo Boże na dziś

Sobota, 17 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 14, 1-12
W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: «To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają». Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wtrącić do więzienia, z powodu Herodiady, żony brata jego, Filipa. Jan bowiem upominał go: «Nie wolno ci jej trzymać». Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka. Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła wobec gości córka Herodiady i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę powiedziała: «Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela!» Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posławszy więc kata, kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczynie, a ona zaniosła ją swojej matce. Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.

Refleksja nad Słowem Bożym


Rozważmy opis tej dzisiejszej Ewangelii, którą z uwagą wysłuchaliśmy. Oto wystawna uczta królewska, niewinnie wyglądająca intryga dworska, w wyniku której śmierć męczeńską ponosi Jan Chrzciciel.
Herod, którego dobrze znamy, jako król w swoich rządach był tyranem. Nie bał się nikogo, nie lękał się niczego. Wręcz otwarcie stawał i korzystał z życia, ile tylko mógł. Wykorzystywał swoją władzę dla spełnienia swoich osobistych pragnień. Nie bał się nawet wziąć żony swego brata, Herodiady, do siebie.
Druga postać: Jan Chrzciciel, Boży wysłannik. Został posłany na świat po to, aby przygotował Naród Wybrany na przyjęcie Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. I ten Jan Chrzciciel woła do każdego człowieka. Nie boi się wołać nawet do króla Heroda – „Nawróćcie się”, zmieńcie swoje życie, bo oto przychodzi Boże królestwo, przychodzi Mesjasz, który chce zbawić każdego człowieka. Jan wielokrotnie wzywał Heroda, aby zmienił postawę swego życia. Ale wiemy, ostatecznie, że pod wpływem przybranej żony, Herodiady, król Herod kazał ściąć mieczem więzionego Jana Chrzciciela, tego Jana Chrzciciela, którego czasami lękał się, bo jego słowa wzbudzały w nim niepokój. Widzimy więc, że król Herod, jako człowiek, z jednej strony jest bardzo twardy, zdecydowany, wykorzystuje swą władzę jak tylko potrafi, nikogo się nie boi, ale z drugiej strony jest człowiekiem bardzo słabym, uległym – ulega podszeptowi jakiejś drugiej osoby, Herodiady, i dopuszcza się czynu, który został dzisiaj opisany w Ewangelii.
Historia postępowania króla Heroda względem Jana Chrzciciela powinna nam przypominać o licznych pokusach, jakie pojawiają się w naszym życiu, o licznych naciskach, na jakie jesteśmy narażeni w tym naszym codziennym życiu. Bo czasami spotykamy się ze stwierdzeniem, że każdy z nas jest panem, jest władcą, jest kowalem swojego losu, jest panem swojego życia, i może tak sobie życie ułożyć, jak on sam osobiście chce. Ale z drugiej strony, jako ludzie, uświadamiamy sobie, że my też jesteśmy słabi, ulegamy pokusom, i jesteśmy jak ten Herod: z jednej strony takimi tyranami, a z drugiej strony bardzo słabymi, ulegającymi pokusom złego ducha – wolimy nie słuchać tego głosu, który dochodzi do nas z głębi naszego serca, tego głosu, przez który mówi do nas Bóg, a Bóg nam mówi, że trzeba żyć w prawdzie, w prawdzie przed Nim samym, w prawdzie przed samym sobą, i w prawdzie przed drugim człowiekiem.
Każda Msza św., szczególnie Liturgia Słowa, ukazuje nam prawdę o nas samych. Czasami ta prawda o nas jest bardzo trudna dla nas, bardzo wymagająca, czasami może nam się wydawać, że wyrządza nam przykrość. Ale trzeba nam o tej prawdzie tak zaświadczyć, jak to uczynił Jan Chrzciciel: wytykał prawdę Herodowi, wzywał Naród Wybrany do nawrócenia. My też mamy zdać sobie sprawę: Jak ja w swoim życiu codziennym postępuję? Czy ja idę za głosem tej prawdy, o której mi mówi Bóg, Jezus Chrystus w moim sumieniu? Czy ja wolę posłuchać jakiegoś podszeptu złego ducha, szatana? Jak my tę prawdę o nas samych przyjmujemy? Czy tak, jak Jan Chrzciciel – odważnie potrafię iść i świadczyć o tej prawdzie, czy czasami jak ten król Herod – zaprzeczyć prawdzie?
Ilekroć gromadzimy się na Eucharystii, gromadzimy się, aby spotkać się z tym Jezusem Chrystusem, którego przepowiedział Jan Chrzciciel. Przyjmijmy do swego serca tę prawdę o nas samych, bo tylko w ten sposób możemy zbliżyć się do Jezusa Chrystusa. Niech ten cały dzień dzisiejszy, który rozpoczynamy tą modlitwą eucharystyczną, tą Mszą św., będzie naszym zbliżeniem się do Jezusa Chrystusa, ale zbliżeniem się w ten sposób, że my staniemy się Jego świadkami. AMEN.

sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego - Chcę uczestniczyć w Jego Przemienieniu

sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego - Chcę uczestniczyć w Jego Przemienieniu
Święto Przemienienia Pańskiego, które dziś obchodzimy, skłania nas do refleksji nad postawą Piotra, Jana i Jakuba – tych Apostołów, których Jezus sam sobie wybrał, aby doświadczyli Jego Boskości, Jego świętości; aby uczestniczyli w Jego Przemienieniu. Bo każdy z nas wierzy, że Jezus jest Bogiem, i staramy się Mu ufać, ale każdy z nas ma również chwile zwątpienia i załamania, kiedy wydaje nam się, że Pan Bóg o nas zapomniał, kiedy nie rozumiemy trudnych wydarzeń, które dzieją się wokół nas, kiedy trudno nam odnaleźć Boże działanie i Bożą opiekę w naszym nierzadko pogmatwanym życiu. Wtedy właśnie potrzebujemy tego wzmocnienia, tego zastrzyku wiary, tego przemienienia – objawienia świętości i mocy Pana Boga i tego olśnienia, że Jezus jest większy od naszych niepowodzeń, cierpień, zmartwień, że On już te nasze bóle zna. I dlatego w tych naszych troskach sam może dać nam pociechę, siłę i nadzieję. Bo i nas Jezus traktuje jako wybranych, a wybrał nas gdy dał nam dar modlitwy. Ale często zachowujemy się jak Apostołowie: jak Piotr - tak trochę przyzwyczajamy się do obecności Jezusa w naszym życiu, i składamy Mu wiele deklaracji, zapewnień, przyrzeczeń miłości i zaufania Mu do końca. A kiedy przychodzi na nas jakieś trudne, niezrozumiałe do końca, doświadczenie, coś, co przerasta nasz rozum, to wtedy nie umiemy się zachować, nie wiemy jak się modlić, często tchórzymy, nie wiemy co powiedzieć.
Kiedy zajrzymy do Ewangelii, to się przekonamy, że niedługo przed przemienieniem św. Piotr zapewniał Pana Jezusa: "Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego", a w chwilę potem, kiedy w czasie przemienienia Jezus objawił mu się jako Bóg, Piotr najpierw śpi; a potem jest tak zszokowany, że – według relacji św. Łukasza – nie wie co mówi.
Ewangelia pokazuje nam dzisiaj, że Apostołowie, którzy przecież wierzyli w Bóstwo Jezusa, bo widzieli mnóstwo znaków i cudów, i ufali Mu, bo chodzili za Nim, że ci najbliżsi Jezusowi Apostołowie nie umieli się odnaleźć w niezrozumiałej dla nich sytuacji, w chwili Jego przemienienia. Św. Łukasz mówi, że najpierw "byli snem zmorzeni", potem, że się zlękli, a potem "zachowywali milczenie".
My tak pięknie umiemy mówić o cierpliwości, miłości, ale gdy się znajdziemy w trudnej sytuacji to nie wiemy jak się zachować. To jest paradoks, taki paradoks przemienienia, że Jezus objawia się nam często przez trudne, niezrozumiałe sytuacje, że często w naszym bólu, lęku, może samotności i braku naszej nadziei możemy doświadczyć tego olśnienia, Jego bliskości, Jego umocnienia i Jego nadziei, i że te najtrudniejsze życiowe doświadczenia uczą nas dojrzałości w wierze i miłości naszej. O św. Klemensie Hofbauerze wielu mówiło, że jest człowiekiem przegranym, bo głosił Chrystusa pod zaborami, ciągle trafiał na opór władz, i wiele jego pięknych dzieł upadało, lub było niszczonych przez zaborców. I wszyscy dziwili się, że św. Klemens to wszystko wytrzymuje, że nie traci nadziei, że nie rezygnuje. A on po prostu doświadczał na co dzień tego przemienienia, tego dotknięcia Jezusa, właśnie w rozterkach, ale i w Eucharystii, we Mszy św.
My też możemy to dotknięcie świętości przeżywać na modlitwie i w czasie tej Mszy św. i w naszej codzienności. Dlatego też tego sobie życzmy; życzmy sobie tego przemienienia przez spotkanie z Chrystusem w Eucharystii, tego szczególnego dotknięcia Jezusa. Prośmy Jezusa, by wraz z Jego przemienieniem, przemianie ulegały i nasze serca; byśmy dojrzewali do ufności, by trudne i niezrozumiałe dla nas sytuacje uczyły nas wierności i umacniały nasze zawierzenie. Prosimy Cię, Panie Jezu, by Twoje przemienienie wiodło nas zawsze ku nadziei i pokojowi. AMEN.

 

sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienia Pańskiego - Człowiek potrzebuje przemiany serca

sierpnia 03, 2018

Homilia na Święto Przemienia Pańskiego - Człowiek potrzebuje przemiany serca
Homilia na Święto Przemienienia Pańskiego
Bracia i Siostry!
1. W świat pełen recept na przemianę człowieka i warunków jego ziemskiej egzystencji wchodzi Jezus Chrystus ze słowami Dobrej Nowiny. Obchodzimy uroczyście pamiątkę Wcielenia Syna Bożego, świętujemy Wielki Jubileusz, dziękując Bogu Ojcu przez Syna Bożego w Duchu Świętym za objawienie i perspektywę zbawienia. Dziękujemy za obecność Chrystusa w Kościele i przez Kościół w historii świata: to Jego głosu trzeba słuchać, aby rozpoznawać znaki nowych czasów i oczekiwać „aż przyjdzie”.
Doświadczaliśmy prawdy o obecności Chrystusowego Ducha w pamiętne dni sierpnia 1980 roku, kiedy – jakby w odpowiedzi na dramatyczne wołanie Papieża Jana Pawła II – dokonywała się prawdziwa przemiana serc Polaków, kiedy odnawiało się mocą Ducha oblicze tej ziemi, rosła nasza ludzka i chrześcijańska solidarność. I dziś po latach od tamtych wydarzeń, kiedy niektórzy przypisują sobie zasługi, inni przypinają ordery a jeszcze inni myślą o satysfakcji materialnej, trzeba przypomnieć i pamiętać o rzeszach zwykłych obywateli tego kraju. Otwarci na Ducha wykazali ufność w sensowność zmian, których brzemię mieli nosić i noszą po dzień dzisiejszy.
I dziś po latach od tamtych wydarzeń stajemy jak co roku w sierpniu, w tutejszym sanktuarium Chrystusa Przemienionego, aby wpatrywać się Jego Oblicze i prosić o przemianę serc, o przemianę człowieka, bo tylko taki człowiek może przemieniać rzeczywistość świata; budować świat bardziej ludzki i Boży zarazem.
Tak głębokiej przemiany może dokonać tylko Bóg, dlatego z wiarą wpatrujemy się w Chrystusa i Jego Kościół – sakrament „wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”.
2. Jezus Chrystus wyprowadził trzech swoich uczniów na górę Tabor. Relacja o tym rozpoczyna się w Ewangelii św. Marka od bliższego określenia czasu tego wydarzenia.
„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana…” (Mk 9,2). Nasuwa się pytanie o to wydarzenie sprzed sześciu dni, które jakby sprowokowało wyjście na górę Tabor i Przemienienie. Wydarzeniem sprzed sześciu dni był dialog Jezusa z uczniami w okolicach Cezarei Filipowej, gdzie pytał swoich uczniów: „Za kogo uważają mnie ludzie… Za kogo wy mnie uważacie”. W imieniu uczniów, Piotr odpowiedział na to pytanie: „Ty jesteś Mesjasz”.
Sześć dni po tym dialogu miało miejsce wydarzenie na górze Tabor, a więc Przemienienie wydarzyło się w dniu siódmym. Ten fakt kojarzy się z biblijnym rytmem stwarzania: po sześciu dniach stwarzania świata Bóg odpoczął. Na górze Tabor, w tym siódmym dniu, chciał Jezus ukazać swoje bóstwo; wszak trudno było w Nim „zobaczyć” Boga, bo widziane było tylko „człowieczeństwo”. Objawił także drogę przebóstwienia, przemienienia naszego człowieczeństwa. Ukazał nowe stworzenie; świat przemieniony; rzeczywistość nowych perspektyw.
Celem tego wydarzenia na górze Tabor, tej Epifanii Syna Bożego było ukazanie perspektyw.
Człowiek z natury swej potrzebuje perspektyw, wizji sensu i celu. Człowiek jest zdolny do najwyższych ofiar, jeśli wie, że to ma sens – czy wydarzenia współczesnej historii nas o tym nie przekonują?!
I prawda ta dotyczy nie tylko płaszczyzny doczesnej, także duchowej.
Dziś często słyszymy skargi, szczególnie młodego pokolenia na brak perspektyw w nowych realiach społeczno-gospodarczych. A przecież człowiek powinien mieć perspektywy – w wymiarach doczesnych. Niech stwarza je rodzina, społeczeństwo, państwo. Perspektywy powinien stwarzać sobie także sam zainteresowany ich posiadaniem. Nie wystarczy nastawienie i postawa konsumpcyjna. Nastawienie na otrzymywanie, konsumowanie różnych dóbr bez gotowości dawania. Perspektywy stwarza sobie człowiek przez rozwój swoich talentów, przez gotowość podjęcia wysiłku pracy i kształcenia.
Podobnie w życiu duchowym człowiek potrzebuje perspektyw. Ukazują je czyny i słowa Jezusa; mówią one kim jest człowiek i jakie Bóg otwiera przed nim perspektywy.
Na górze Tabor otwarły się przed uczniami Jezusa Chrystusa nowe perspektywy. Stali się świadkami przemienienia, które było niczym innym jak ukazaniem wiecznych perspektyw człowieka, jakby dopowiedzeniem dzieła stworzenia. To przed człowiekiem otwiera Chrystus nową rzeczywistość: zmienia się Jego ciało – znak ten oznacza przemianę wszystkich ograniczoności człowieka związanych z ciałem, a więc chorobą; śmiercią; przemijalnością. To wszystko w znaku Przemienia zostaje przemienione; otwierają się dla człowieka nowe, nieskończone perspektywy.
Są one jednak nierozłącznie związane ze słuchaniem Syna Bożego. Każdy z nas jest uczestnikiem tej perspektywy. Jeśli chcemy skorzystać z tego zaproszenia, osiągnąć blask i promieniować światłem Chrystusa, trzeba się podporządkować temu wezwaniu Jego słuchajcie!
Za mało jest tego Jego słuchajcie w naszym życiu osobistym, społecznym, politycznym, gospodarczym. Należymy do słuchaczy Jezusa. Często jednak nasze słuchanie ma charakter wybiórczy; słyszymy tylko to, co chcemy słyszeć; to znane zjawisko – staje się zjawiskiem coraz powszechniejszym. Nawet prawdy wiary przyjmowane są na zasadzie „ale” – „jestem katolikiem, ale” – następuje relatywizacja prawdy; prawdą staje się coś nie dlatego, że jest Prawdą; tylko dlatego, że tak sądzę, tak mi się wydaje. Kroi więc człowiek z materiału prawdy ubranka i wszelki przyodziewek na swoją miarę, na miarę swoich potrzeb.
3. Dochodząc do prawdy Przemienienia uczniowie muszą się najbardziej uczyć zrozumienie tego, że integralną częścią misji Mesjasza jest cierpienie i śmierć. Łukasz wspomina, że Jezus rozmawiał z nimi wtedy o swojej śmierci. Jako Przemieniony mówi Jezus o swoim cierpieniu. Po Zmartwychwstaniu powie Jezus do swoich uczniów w drodze do Emaus – „Czy Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały… ” ( Łk 24,26). Cierpienie i chwała łączą się nierozdzielnie w życiu Jezusa – stanowią jedną całość. To jest także perspektywa, którą Jezus Chrystus nam ukazuje. Również dla nas każde cierpienie, także śmierć jest drogą do chwały. Jezus ukazał uczniom swoją chwałę, ale równocześnie zabronił im o tym mówić do czasu zmartwychwstania.
Przemienienie czyni Jezusa świetlanym, promieniującym. Światło jest zawsze znakiem boskości. „Bóg jest światłością” – powie św. Jan w swoim liście (por. 1 J 1,5). W Przemienieniu Jezus ukazał jakim Bóg jest w rzeczywistości. Chwała Boża przenika przez człowieczeństwo Jezusa, a człowieczeństwo Jezusa zostaje podniesione do Bożej chwały.
Dziś dla nas Prawda posiada oblicze Chrystusa Przemienionego. On mówi człowiekowi prawdę o nim samym i o Bogu; On otwiera człowiekowi perspektywę nieskończoną. Także nam tu zgromadzonym na uroczystościach odpustowych – przemieniony Chrystus – otwiera nowe perspektywy. Każdemu z nas są one bardzo potrzebne. Zarówno na płaszczyźnie natury jak i łaski. Na płaszczyźnie natury otwiera przed nami Chrystus perspektywę pięknego człowieczeństwa, zaś na płaszczyźnie eschatologii perspektywę wieczności. Niewiele wiemy o tej rzeczywistości; ale trzeba przy niej trwać ufając Chrystusowi.
Św. Piotr zachęcał nas w II czytaniu: „dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach” (2 P 1,19).
Światło tajemnicy Przemienienia wskazuje na zmartwychwstanie Jezusa i nasze. Dzieje się tak szczególnie w liturgii Kościoła. Kiedy więc sprawujemy liturgię – przede wszystkim Mszę świętą – łączymy się z liturgią nieba. Liturgia ta zakłada przemianę człowieka i świata. To, co stało się na górze Tabor z Chrystusem – to znak przyszłości całego świata – przemiana i przemienienie.
Liturgia Eucharystii to nasza góra Tabor – tu przed nami przemienia się Chrystus i sprawia nasze przemienienie – nas przemienia. Dokonuje się coś z tego, co dokonało się na górze Tabor; spotykamy się ze Zmartwychwstałym – On obdarza nas swoim pokojem i sprawia duchową przeminę naszych serc.
Niech otworzą się nasze oczy – tu przy łamaniu chleba – i wołajmy do Niego „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Na to wołanie człowieka odpowiada: Jestem z wami aż do skończenia świata. Jestem z wami jako Przemieniony i Przemieniający. Niech łaska spotkania z Przemienionym przemieni każdego z nas. Wszak tylko człowiek przemieniony przez Chrystusa przemienia świat. Wielu z was doświadczyło łaski przemienienia w sakramencie Pokuty i Pojednania. Jako przemienieni, przemieniajcie rzeczywistość rodziny i społeczeństwa.
Chrześcijanin jako człowiek przemieniony przez Chrystusa
- w świat korupcji wprowadza uczciwość
- w świat braku szacunku dla człowieka uszanowanie każdego,
- w świat kłamstwa prawdę
- w świat pijaństwa trzeźwość
- w świat egoizmu miłość bliźniego.
Tak działając, zmieniamy świat i wypełniamy pustkę wygasłych ideałów. I to ma sens, bo jest wpisane w wielkie dzieło przemiany świata, Chrystusowej przemiany świata. Kierujmy zatem spojrzenie w przyszłość. Niech Przemieniony Chrystus czyni wszystko nowe. Amen.

sierpnia 03, 2018

Rozważania codzienne - Jezus lekceważony w Nazarecie

sierpnia 03, 2018

Rozważania codzienne - Jezus lekceważony w Nazarecie

Słowo Boże na dziś


Marek 6,1-6 por.
Mt 13, 54-58

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze. A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu, może być prorok tak lekceważony”. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Słowa Jezusa, Jego mądrość i czyny wywołują zdumienie w słuchających. Postawy tych ludzi są jednak różne. Pojawiają się również pytania ironiczne: „Skąd On to ma?” Mieszkańcy Nazaretu posuwają się do słów obrażających Nauczyciela: „Czy nie jest to cieśla, Syn Maryi?”. Nazwanie Jezusa „synem Maryi” mogło być obraźliwe, ponieważ Żydzi mieli zwyczaj nazywania ludzi od imienia ojca, „syn Józefa”. W swoim rodzinnym mieście Jezus doświadczył gorszenia się Nim, a także obojętności i niechęci. Ich emocje wskazują na odrzucenie Pana, pozwalają zobaczyć ich niewiarę.
Mieszkańcy Nazaretu nie takiego znali Jezusa. Nie posiadali nowego obrazu tego człowieka, jaki stanął przed nimi, po rozpoczęciu publicznej działalności. Nie chcieli nowego obrazu kogoś, z którym żyli razem przez trzydzieści lat. Z tym obrazem wcześniejszym czuli się bezpieczni. Teraz pojawił się ktoś, kogo znają i nie znają zarazem. Dlaczego? Czy mówił wcześniej inaczej, niż mówi teraz, kiedy głosi naukę otrzymaną od Ojca? Czy posiadał przez trzydzieści lat inny system wartości, według którego żył? Tak się przyzwyczaili do Jezusa-człowieka, że nie odkryli w Nim Jezusa-Boga. Kiedy jest bliski, nie jest rozpoznany. Kiedy jest nierozumiany, staje się daleki i odrzucany.
Mieszkańcom miasteczka obce były słowa Jezusa, obce było to, iż zaczął mówić jako posłany przez Boga, jako Mesjasz. Bali się Jego, jako „nowego”. Znamienne jest to, że nie stawiają pytań pod właściwym adresem. Nie pytają Pana: „Skąd to masz? Skąd dana jest Ci ta mądrość? Co oznaczają cuda, które czynisz? Kiedy się tego nauczyłeś, od kogo?”. Nazarejczycy sobie wzajemnie stawiają pytania, które powinni postawić Panu. Nie pytali również Jego Matkę, aby im wyjaśniła zachowanie Syna. Brak odwagi w stawianiu pytań może wskazywać na to, że się Go bali.
Tego, którego nie rozumieli, odrzucili. Nie miało żadnego znaczenia to, że Jezus znał ich, rozmawiał z nimi, poruszał się wśród nich, chodził do ich domów, być może wykonywał zlecenia na sprzęt, który zamawiali u Niego. Rozpoczynając publiczną działalność, głosząc Ewangelię, stał im się obcy, wręcz zaczęli odczuwać wobec Niego uczucia wrogości.


lipca 20, 2018

16. Niedziela Zwykła (B) – Odpocznijcie nieco

lipca 20, 2018

16. Niedziela Zwykła (B) – Odpocznijcie nieco
Kochani moi! Odpocznijcie trochę. Cudowny jest nasz Pan, że mówi to do nas właśnie dziś, i że mówi to do dzieci, do ludzi młodych, do dorosłych, do starszych, do chorych, do spracowanych: odpocznijcie nieco!
Bo każdy z nas: uczeń z podstawowej – chce trochę odpocząć, licealista i student – chcą trochę odpocząć, rodzice utrudzeni dniem każdym – chcą trochę odpocząć, i ci, którzy napracowali się przez całe życie – też chcą trochę odpocząć.
Odpoczynek nie jest lenistwem. Potrafić odpoczywać – to wielka umiejętność życia. Odpoczynek jest sposobnością ku temu, aby człowiek stał się mądrzejszy, lepszy, mocniejszy. Odpocząć nieco to znaczy: nauczyć się lepiej patrzeć, lepiej słyszeć, lepiej mówić.
Więc naucz nas, Panie, odpocząć nieco. „Odejdźcie na miejsce ustronne” (Mk 6, 31) – mówi Pan. Tam gdzie jest mniej ludzi, gdzie lepiej słychać, gdzie lepiej widać, tam, gdzie jeszcze czysty świat. Naucz się dobrze patrzeć. Tak mało widać w mieście: tłum, mury, betony, światła, pojazdy, przejścia.
Więc wyjdź kiedyś na miejsce ustronne i spójrz tam daleko, gdzie ziemia łączy się z niebem. Podnieś oczy i zobacz, że jest jeszcze słońce, że nocą są gwiazdy, że jest niebo. Zobacz, że na ziemi jest jeszcze czysta woda, jest jeszcze czyste powietrze, że jeszcze są drzewa, które żyją stojąc i kwiaty, które kwitną na łąkach jak dawniej.
I w tym wszystkim mówi do ciebie Pan: „Popatrzcie na ptaki niebieskie” (Mt 6, 26) – nie zazdrościsz im? Popatrzcie na lilie polne, nawet Salomon w całej swej chwale nie był tak przyodziany jako jedna z nich ... Jeżeli więc Bóg o nie tak się troszczy, to jakże daleko więcej o was (Mt 6, 28–30). Tylko my jesteśmy małej wiary i nie umiemy dobrze patrzeć. Zobacz kiedyś na Mazurach zachód słońca – długo nie zaśniesz tej nocy. Zobacz kiedyś wschód słońca z Trzech Koron – nie wytrzymasz, zaczniesz w sercu śpiewać – „Kiedy ranne wstają zorze”.
Naucz się dobrze słuchać. Zauważ, jak człowiek w mieście mało słyszy. Nawet zgiełku nie słyszy; nawet tego, co przez głośniki mówią – nie słyszy. A czy słyszałeś kiedy ciszę? To wielka przygoda. Ludzie się jej boją. Biorą nawet w góry tranzystor do ucha, bo to strach usłyszeć ciszę; bo wtedy możesz usłyszeć siebie, możesz usłyszeć tajemnice, możesz usłyszeć Boga.
„Ta jedna licha drzewina
nie trzeba dębów tysięcy
z szeptem się ku mnie nagina
jest Bóg i czegóż ci więcej” – to J. Kasprowicz.
I gdy tak się napatrzysz na orłów latanie i przejrzysz się w Morskim Oku, pójdziesz w Dolinę Kościeliską, aby zrobić rachunek sumienia.
Naucz się dobrze mówić. A gdy się tak napatrzysz, nadziwisz, nasłuchasz, to nie wytrzymasz. Zaczniesz jak szalony mówić sam do siebie. Próbowałeś kiedy mówić kazanie do ptaków? A mówiłeś kazanie do ryb – jak Franciszek? Śpiewałeś kiedy hymn do słońca? Wiesz, gdy ludzie mówią do kwiatów, wtedy one szybciej rosną? Wiesz, że gdy człowiek mówi dobrze do wilka to ten stanie ze zdziwienia? Lubię bardzo turystów, którzy się pozdrawiają. Cudowni są ludzie, którzy potrafią dobrze popatrzeć, dobrze słyszeć, dobrze mówić. Więc wspominam was wszystkich, coście ze mną po górach chodzili i uczyliście mnie patrzeć, słuchać. Podziwiam was wszystkich, nauczyciele, wychowawcy, siostry i księża, co włóczycie się po górach, nad morzem i w lasach i „umiecie – cieszyć się życiem – łapać w ręce halnego włosy”. I znów, po takich wieczorach nie zaśniesz spokojnie. Będziesz pod kocem przez łzy radości mówił Bogu jedno słowo – kocham Cię!
A cóż mam powiedzieć do was, kochani chorzy, starsi i spracowani? Was tylko podziwiam i wam zazdroszczę. Patrzę na wasze ręce – ile wyście się napracowali – odpocznijcie trochę. Wy to naprawdę umiecie odpoczywać. Zamykacie często oczy, aby już nie widzieć grzechu tego świata. Nie chcecie już słuchać bełkotu człowieczych słów – a tak jesteście zasłuchani. Słuchacie ciszy. To dopiero zachód słońca, które jest zmęczone, jeszcze się trzeba obmyć, pousypiać Boże grajki i być wolnym.
Cóż mam powiedzieć wam, kochani żniwiarze, rolnicy, co w tych dniach zaczęliście kosić. Szczęść Boże wam! Panie Boże dopomóż! Gdy my się opalamy i czekamy na słońce – wam słońce dokucza. Wy dziś, z chłopską roztropnością, powiecie Panu Jezusowi: O nie, Panie Jezu, my dziś odpocząć nie możemy. Zobacz, Panie, pola już bieleją, żniwa będą wielkie, a nas na wsi mało pozostało. Znam was i kocham was za to. Wy, na kolanach ziemię całujecie, „że was zbożami swoich pól, jak mlekiem wykarmiła”. Wy, w skwarze południa i zmęczeni wieczorem, mówicie na polu – „Anioł Pański”. Więc pozwólcie mi jeszcze przejść miedzą, pośród łanów i dotknąć kłosów. Boże, który chleb rozmnażasz i dajesz pokarm we właściwym czasie. A tu jeden wielki cud, jeden wielki chleb, pachnący, zdrowy jak od matki, jedno wielkie Boże ciało.
Wy to umiecie mówić prośbę: „chleba naszego powszedniego, daj...” wy ziarnka nie zmarnujecie a chlebem podzielicie się z tymi, którzy są domowi – świniom zaś chleba nigdy nie rzucajcie, żeby go nie podeptały. Kocham was za to. Lubię przebywać na wsi. Bo gdzież lepiej odpocząć? Mówią, że ptaki na koniec życia wracają do pierwszych gniazd. Człowiek chyba też. Wróć ze mną do domu. Nowi już tam ludzie. Ale znajdziesz duży kamień i klon przy wjeździe i gniazdo bocianie to samo i malwy przy oknie i miejsce pierwszej modlitwy. Nie przynoś tylko tutaj grzechów z miasta, bo ta ziemia jest święta, a ludzie w niej godni szacunku, bo to oni „żywią i bronią”.
A cóż mam powiedzieć wam, którzy mimo utrudzenia i wakacji nie możecie jeszcze odpocząć? Trzeba nam trochę zatęsknić, aby z wdzięcznością przyjąć zaproszenie Chrystusa: odpocznijcie trochę? Przyjdą kiedyś takie długo oczekiwane wakacje. I trzeba pojechać wtedy na urlop w góry, nad morze, na Mazury, aż do nieba. I powie Pan Bóg – odpocznijcie nieco, upracowaliście się... Weźmiemy ze sobą najurodziwsze kłosy, najdorodniejsze owoce i wszystkie polskie kwiaty i w drzwiach staniemy jak dumne Lechity i powiemy Panu Bogu: nie, Panie nam wystarczy tu, w drzwiach, te kłosy i owoce weź od nas – bo to na Boże Ciało, a kwiaty to dla Twojej Matki a naszej Matki Boskiej Zielnej. Amen.


lipca 13, 2018

15. Niedziela Zwykła (B) - Wybrał nas

lipca 13, 2018

15. Niedziela Zwykła (B) - Wybrał nas
Lato, wakacje, urlopy, wyjazdy w nowe okolice, do nowych miejscowości, spotkania z nowymi ludźmi, znajomymi i nieznajomymi; rozmowy i odpoczynek, pobyt w górach, nad morzem, czy we własnym mieszkaniu – ale bez lęku, że jutro czeka nas ciężka praca; więcej czasu wolnego – to wszystko pozwala nam dziś spokojnie pomyśleć o sobie, o bliskich, o naszych sprawach ukrytych w sercu, zaniedbanych podczas miesięcy ciężkiej pracy czy nauki, odsuniętych na dalszy plan zajęć.
A myśląc o sobie, myśląc o innych, może staniemy również wobec tych fundamentalnych pytań: Dokąd zmierzam? Czy idę właściwą drogą? Co trzeba zmienić na tej mojej drodze? Czy realizuję swoje powołanie życiowe?
Tym pytaniom, tym naszym doświadczeniom dzisiejszym wychodzi naprzeciw Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa i przypomina nam, że przecież wybrał nas jeszcze przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem (Ef 1, 4). Przypomina nam też, że z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów, przybrane córki. W Nim też mamy odkupienie i darowanie grzechów. W Nim także usłyszeliśmy słowo prawdy, Dobrą Nowinę o zbawieniu (Ef 1, 7).
Takie jest powołanie człowieka, powołanie twoje i moje, powołanie, które przeczuwamy w sobie i które Kościół ustami św. Pawła dziś mi przypomina.
Ale czy zawsze zdajemy sobie sprawę z tego wielkiego wybrania, powołania, wyniesienia do godności dziecka Bożego. Nierzadko przecież przeciwstawiamy się swemu powołaniu, zapominamy o naszym wybraniu.
Oto jedno ze świadectw, tak bliskie naszej rzeczywistości, choć tak odległe w czasie: W połowie VIII w. przed narodzeniem Chrystusa, Bóg posyła proroka Amosa, aby przypomniał narodowi wybranemu o jego powołaniu i wybraniu. Mówił Bóg do Amosa: „Idź, prorokuj do narodu mego” (Am 7, 15). Nie chcieli go słuchać i polecili mu opuścić granice państwa: Wołali: „Widzący”, człowieku znający prawdę, obdarowany przez Boga własną oceną rzeczywistości – idź, uciekaj sobie, u nas więcej nie prorokuj (Am 7, 12).
Amos jest świadomy tego, że nie jest prorokiem zawodowym, doradcą królewskim, nie jest też uczniem proroka. On jest zwykłym pasterzem i hodowcą sykomory, ale jest także świadomy tego, że właśnie jego Bóg wybrał i posłał głosić prawdę, o Bogu i ludzkich sprawach.
Mijały lata, nastała wreszcie pełnia czasów, Bóg posyła już nie proroka, ale Syna swego Jezusa Chrystusa. Przychodzi Chrystus, aby wszystko odnowić i odnowionego człowieka doprowadzić do Ojca. Pracy misyjnej nie podejmuje sam. Wybiera 12 apostołów. Tych wybranych i pouczonych wysyła po dwóch, a oni poszli posłuszni rozkazom swego Mistrza.
Do czego Jezus zobowiązał dwunastu apostołów? Przede wszystkim do tego, żeby więcej zaufali Bogu aniżeli sobie. By raczej liczyli na Bożą pomoc niż na własne siły. Stąd też otrzymali rozkaz: Niczego z sobą na drogę nie zabierajcie (Łk 9, 3). Bądźcie wolni od wszelkiego zewnętrznego obciążenia. Tylko wtedy możecie, w sensie ścisłym, być misjonarzami. Apostoł musi głosić nie siebie, ale Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego. Jeżeli będzie Chrystusa przepowiadał, będzie zawsze mówił skutecznie i ciekawie. Takimi byli pierwsi apostołowie. Takimi powinni być dziś ci wszyscy, którzy podejmują się na co dzień apostolskiej pracy.
Chrystus zobowiązał apostołów, żeby wyszli i wzywali ludzi do nawrócenia, oraz żeby ludziom czynili dobrze, a w szczególności, żeby pamiętali o chorych. Tak jak Chrystusa poznawali ludzie po tym szerokim geście miłości i miłosierdzia, po tym, że czynił wszystkim dobrze, jak również po nauce prostej i chwytającej wszystkich za serca, tak życie i nauczanie apostołów ma być jednoznaczne i proste, ma być świadectwem.
Kto bowiem nie ma miłości do bliźniego, nigdy nie powinien się podejmować głoszenia słowa Bożego (św. Grzegorz Wielki).
Chrystus rozsyła apostołów i zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszyscy ich przyjmą, że nie wszyscy będą ich słuchać, nie zraża się tym, lecz mówi: „Idźcie i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16, 15).
Chrystus swoje wołanie: „Idźcie i głoście ...” kieruje dziś do nas, bo przecież nas także wybrał i z miłości przeznaczył nas dla siebie. Jesteśmy więc posłani, musimy się tym do głębi przejąć – przejąć wielką Bożą sprawą ewangelizacji świata, naszego kraju, naszego otoczenia, naszej rodziny. Chrześcijanin nie może i nie powinien milczeć, ponieważ otrzymał nakaz: „Idźcie i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16, 15). Czy zrozumiałeś? Wszelkiemu! A ponieważ nie wszyscy chodzą do kościoła, trzeba głosić naukę także i poza nim. Chrystus nie powiedział: Głoście moją Ewangelię wszystkim, którzy do was przyjdą, ale powiedział: Idźcie i głoście wszelkiemu stworzeniu, aż po krańce ziemi. Nie można więc głoszenia nauki Bożej zamknąć granicami kościoła, mieszkania, rodziny, narodu, państwa. Bożemu słowu nie można wyznaczać granic.
Masz rację, kiedy mówisz: najlepszym kazaniem jest przykład życia chrześcijańskiego. Ale nie masz racji, kiedy mówisz, że wystarczy tylko przykład. Bo jeśli ograniczysz się tylko do przykładu, nie przedstawisz swojego Boga i nie pomożesz go poznać i nie pocieszysz niewiedzących. Trzeba więc czynić jedno i drugie.
Masz rację, kiedy twierdzisz, że wiara to wolna decyzja, ale nie masz racji, kiedy mówisz, że ukazywanie wiary słowem i rzucanie na nią światła jest naruszeniem wolności. Masz rację, kiedy mówisz, że Kościół katolicki nie jest ugrupowaniem ani sektą, ale nie masz racji, kiedy stoisz bezczynnie i nie przykładasz się do dzieła ewangelizacji twego otoczenia.
Posłuchaj na koniec kilku słów zmarłego Kardynała Prymasa o naszym posłaniu z Ewangelią do ludzi: „Sługa Ewangelii jest świadom, że dzieła oświecenia dokonał Chrystus przez krzyż. Samo słowo nie jest wszechmocne. Nawet Słowo Przedwieczne dokonało zbawienia przez krzyż i przez śmierć krwawą. To jest najmocniejszy argument Zbawiciela świata. Szczęśliwy, komu dane jest przypieczętować swoje posłannictwo cierpieniem. Śmierć z wysiłku apostolskiego tak bardzo upodabnia nas do Chrystusa umierającego na krzyżu. Apostolstwo to prosta droga do nieba, bo Chrystus nas zapewnił: »Do każdego więc, kto się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie«” (Mt 10, 32).
Niech więc Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania. Amen.



Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger