kwietnia 12, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Trzy postawy

kwietnia 12, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Trzy postawy

Wielki Wtorek


Zapowiedź zdrady Judasza i zaparcia się Piotra


Słowa Ewangelii według Świętego Jana
W czasie wieczerzy z uczniami Jezus wzruszył się do głębi i tak oświadczył: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie wyda». Spoglądali uczniowie jeden na drugiego, niepewni, o kim mówi. Jeden z Jego uczniów – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: «Kto to jest? O kim mówi?» Ten, oparłszy się zaraz na piersi Jezusa, rzekł do Niego: «Panie, któż to jest?» Jezus odparł: «To ten, dla którego umoczę kawałek chleba i podam mu». Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wstąpił w niego Szatan. Jezus zaś rzekł do niego: «Co masz uczynić, czyń prędzej!» Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: «Zakup, czego nam potrzeba na święto», albo żeby dał coś ubogim. On więc po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc. Po jego wyjściu rzekł Jezus: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, dokąd idziesz?» Odpowiedział Mu Jezus: «Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz». Powiedział Mu Piotr: «Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie». Odpowiedział Jezus: «Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz».
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym



Wkroczyliśmy w Wielki Tydzień zbawczej męki, śmieci, a nade wszystko chwalebnego zmartwychwstania Pana Jezusa Chrystusa. Wydarzenia, które wtedy miały miejsce, na trwałe odmieniły losy człowieka. Wypadki, które następowały po sobie w lawinowym tempie, odcisnęły swoje piętno w dziejach ludz­kości. Oto Bóg oddał swoje życie za człowieka. Oto Stwórca posłał na krzyż swego Jednorodzonego Syna, aby odkupić rodzaj ludzki. Oto najdroższa Krew Jezusa Chrystusa zmyła z du­szy człowieczej pradawną winę.
To, co przed wiekami, za czasów Poncjusza Piłata, dokonało się w Jerozolimie, jest doskonałym dowodem miłości Trójjedynego Boga do człowieka. Lecz człowiek - jak to człowiek - w różny spo­sób odpowiada na tę doskonałą miłość. Człowiek - jak to człowiek - różnie przyjmuje do swego serca prawdę o tym, iż dla swego Stwórcy jest kimś jedynym i wyjątkowym. Człowiek - jak to czło­wiek - pozostaje wierny, ale miewa też chwile słabości i stać go na zdradę swego Zbawiciela.
Te trzy jakże różne, lecz zarazem jakże ludzkie postawy wi­doczne są podczas ostatniej wieczerzy. Spośród grona Dwunastu przypatrzmy się dziś trzem uczniom Mistrza z Nazaretu, którzy wydają się pierwszoplanowymi aktorami scen męki i śmierci Syna Bożego. W ich zachowaniu i czynach jak w soczewce sku­pia się natura ludzka. Złożona, zadziwiająca, przewrotna, a za­razem zdolna do refleksji, wierności i uznania swych win.
Najpierw chciejmy przyjrzeć się Janowi, umiłowanemu ucz­niowi Pana Jezusa. To on spoczywał na piersi Chrystusa podczas ostatniej wieczerzy. Jego Zbawiciel najbardziej miłował. W nim też widział najczystszą, najwierniejszą miłość. Siła miłości Jana do Pana Jezusa okaże się potężniejsza niż ułomności ciała i strach przed niebezpieczeństwem. To Jan - mimo iż był najmłodszy z grona apostołów - pozostanie do końca wierny swemu Mi­strzowi. Pójdzie za Jezusem drogą krzyżową i stanie pod krzyżem. Miłość do Jezusa zwycięży strach przed własną śmiercią. Pokona lęki i obawy. Zmotywuje się do wierności mimo wszystko i mimo wszystkim. Nawet kiedy wszyscy inni apostołowie - zatrwożeni o swoje życie - uciekną, Jan pozostanie wierny.
Drugą, nie mniej ważną postacią dramatu męki Pańskiej, jest Piotr. Silny i stanowczy rybak, który ma w przyszłości stać się skałą, na której Jezus zbuduje swój Kościół. Kefas, który był świadkiem najważniejszych cudów dokonanych przez Syna Bo­żego, jak i Jego przemienienia na górze Tabor. Ten, który stał na czele Dwunastu, usytuowany tam przez Pana Jezusa. Gorliwym sercem zapewniał o swej wierności Mistrzowi: „Życie moje od­dam za Ciebie” (J 13,37). Lecz te deklaracje nie wytrzymały konfrontacji z rzeczywistym niebezpieczeństwem. „Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz” (J 13,38). I tak się stało. Piotr, widząc krwawe przesłuchanie Jezusa, wyparł się Syna Bożego. Lęk o własne życie okaże się silniejszy. Lecz na­tychmiast przyjdzie opamiętanie i refleksja. Spoglądając w umęczone oczy Chrystusa, zapłacze nad swoją zdradą. Piotr wycią­gnie wnioski ze swej porażki. Pytany później przez Zmartwych­wstałego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” (J 21,15), odpowie zdecydowanie i z rozmysłem: „Pa­nie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21,17). Do końca życia pozostanie wierny temu wyznaniu i odda życie za swego Pana i Boga w Rzymie.
Lecz dramat męki Pańskiej kryje w sobie jeszcze jednego bo­hatera. Jego imię po wsze czasy stanie się synonimem zdrajcy, nik­czemnika i niegodziwca. Judasz, obdarzony zaufaniem Pana Je­zusa i pozostałych apostołów, opiekował się pieniędzmi wspól­noty. Doświadczył miłości Chrystusowej. Widział cuda i znaki Syna Bożego. Lecz nie mógł zaakceptować, iż miłość kosztuje.
Buntował się na samą myśl, iż trzeba będzie ponieść ofiarę za wier­ność Panu. Oczekiwał od Jezusa spokojnego, dostatniego i szczę­śliwego życia. Kiedy zaś okazało się, że pójście za Zbawicielem domaga się ofiary i porzucenia wygodnego życia, zdradził. Jezus o tym wiedział. Dlatego zapowiedział Dwunastu: „Zaprawdę, za­prawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi” (J 13,21). Zbawiciel nie zmienił swej nauki, aby nie stracić Judasza. Syn Boży pozostał wierny prawdzie. Judaszowi zaś pozostawił wolny wybór: „Co chcesz czynić, czyń prędzej!” (J 13,27). Ten zaś zdra­dził, a potem nie potrafił przyjąć przebaczającego miłosierdzia Bo­żego, nie potrafił przebaczyć samemu sobie. Dlatego odebrał sobie życia i zatracił swoją duszę w piekle.
Odpowiedzmy sobie sami, w której z tych postaci dostrze­gamy samych siebie. Jestem Janem, Piotrem czy Judaszem? Czy stać mnie na wierność miłości Boga, na żal za swe upadki i na­wrócenia, czy może tylko na zatwardziałość i pychę? Każdy z nas może być jednym z nich. Każdy z nas zdolny jest do powielenia zachowania jednego z nich. Bądźmy więc wierni jak Jan, kiedy trzeba płaczmy nad swym grzechem jak Piotr. Nade wszystko zaś uważajmy, by nie pójść drogą Judasza!


kwietnia 12, 2022

Wielki Wtorek - Zapowiedź zdrady Judasza

kwietnia 12, 2022

Wielki Wtorek - Zapowiedź zdrady Judasza
„Jezus, umoczywszy kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi. A po spożyciu kawałka chleba, wszedł w niego szatan”.
Judasz. Trzeba przyznać, że wiele słów usłyszał na swój temat w ciągu tych dwudziestu wieków; wiele słów, i to bardzo negatywnych. Trudno się dziwić. Bo przecież ten, przez którego został Syn Człowieczy wydany „lepiej by mu przywiązano kamień młyński u szyi”. Wiele słów powiedziano na jego temat.
Judasz stał się symbolem zdrady; symbolem sponiewieranego powołania. I rzeczywiście, dosyć trudno wydobyć z siebie jakieś życzliwe słowo na temat tego nikczemnika.
A przecież wszystko zaczęło się tak urzekająco. Był jednym z tych, na którego spojrzał kiedyś ów tajemniczy Młodzieniec, nad jeziorem galilejskim. Patrzył im wtedy głęboko w oczy, a prawdę powiedziawszy, to patrzył wprost do serca, i poruszał gdzieś na dnie tego serca te najczulsze struny człowieczeństwa. Zostawił, tak jak inni, wszystko: wszystkie swoje plany, wszystkie swoje ambicje i marzenia. Pewnie miał na początku dużo dobrej woli. Pewnie chciał iść za Mistrzem, i pewnie wołał na samym początku, tak, jak Piotr z Ewangelii: „Panie, życie moje oddam za Ciebie”.
Czy możemy przypuszczać, że już od samego początku, jego serce było nasączone podstępem? Czy nie widział cudów? Czy nie słuchał, tych cudownych mów o miłości, o przebaczeniu? Czy nie był zachwycony ową wspaniałą sceną, kiedy to Jezus rzekł do niewiasty: „Nie potępiam cię...”? Czy nie patrzył z zachwytem na Mistrza wtedy, kiedy powiedział wzburzonym falom: „Uciszcie się”?
A jednak, gdzieś, w pewnym momencie, Judasz popełnił błąd. Było w nim ciągle za dużo człowieka, a za mało Boga. Tak, jakby owo tchnienie życia, tam z raju, nie dotknęło go aż do głębi, jakby nie pozwolił na to, by dobry Bóg ulepił z tego prochu prawdziwe człowieczeństwo; tak, jakby się wzbraniał, tak, jakby nie pozwolił Bogu wejść, aż na dno serca. Było w nim za dużo z człowieka, a za mało z Boga. I pewnie dlatego właśnie, ciągle nie mógł zrozumieć, że do królestwa Bożego wcale nie idzie się przez zaszczyty; nie mógł zrozumieć tego, że za Bogiem wcale nie muszą iść tłumy, które będą Panu Bogu stawiać pomniki; nie mógł zrozumieć tego, że zbawienie dokonuje się poprzez krzyż, poprzez wytrwałość w niesieniu krzyża. Bo dopiero tam, gdzie się niesie krzyż, tam też może zabłysnąć poranek Zmartwychwstania. Nie mógł zrozumieć, że do Boga idzie się cicho, skromnie, wale nie krzycząc o swojej świętości; nie mógł zrozumieć, co to za Król, na którym nie ma wspaniałej szaty, którego nie noszą na ramionach. Chciał iść do Boga na skróty. Chciał dojść do królestwa tak łatwo, tak trochę zbyt przyjemnie.
I właśnie wtedy, tam, w Wieczerniku, kiedy miłość Boga zabłysnęła, on poczuł się bezradny, tak, jak kiedyś Adam w raju, kiedy zabłysła przed nim świętość Boga, on, że swoim małym sercem, poczuł się nagi, poczuł się bezradny, poczuł się zupełnie nijaki. W Judaszu jest właśnie coś z Adama, który mówi Bogu: „NIE”, a potem, zawstydzony swoim grzechem, ucieka w ciemność.
Było w nim za dużo człowieka, a za mało z Boga. I w głowie mu się to nie mieściło, że nawet ten jego grzech, który był czerwony, jak szkarłat, że ten jego grzech mógł też „ponad śnieg wybieleć”. Mówi Pismo, że zrozpaczony swoim grzechem, zabił się, a jego ciało rozpadło się na części. Zatrważające, bo śmierć nie była dla niego zjednoczeniem, ale rozpadem.
Stajemy u progu tego świętego czasu. I gdzieś tam słyszę, jak święty Paweł szepce do ucha: „Kto stoi, niechaj baczy, aby nie upadł”. Chcę więc zawołać: Ty, Boże, masz wzrastać w moim sercu, a ja mam się umniejszać. Bo jeśli będzie inaczej, bo jeśli stanie się odwrotnie, to los Judasza będzie i moim losem. W Tobie, Panie, ucieczka moja: niechaj wstydu nie zaznam na wieki; wyzwól mnie i ratuj, w swej sprawiedliwości. Nakłoń ku mnie Swoje ucho, i ześlij na mnie Swoje ocalenie. AMEN.

kwietnia 12, 2022

Wielki Wtorek - Tajemnica ludzkiego serca

kwietnia 12, 2022

Wielki Wtorek - Tajemnica ludzkiego serca
Razem z Apostołami wchodzimy dzisiaj do Wieczernika, gdzie Jezus pragnie spożyć Paschę ze swymi uczniami. Dzisiejsza Ewangelia odkrywa przed nami wielką tajemnicę ludzkiego serca, serca Apostołów, a również odkrywa przed nami tajemnicę Serca Jezusa, Boskiego Serca, które jest sercem pełnym miłości. Dlatego Jezus jest wzruszony gdy oznajmia: “Jeden z was Mnie zdradzi”; jest poruszony, bo w dalszym ciągu kocha tego, który Go zdradzi. I w dalszym ciągu jest zdumiony postawą tego, któremu okazał tyle miłości, a on nie przyjął Jego osoby, Jego misji.
Tajemnica ludzkiego serca. Najpierw jest to serce św. Jana, Apostoła i Ewangelisty. Spoczywa w czasie tej Wieczerzy na piersi Jezusa, znajduje się w bliskości Jego Boskiego Serca, opiera się o Jezusa. Można powiedzieć, że jest tym Apostołem, który zaczyna mieć wątpliwości, że misja Jezusa nie dotyczy tylko tej ziemi, który może przeraził się, gdy Jezus powiedział, że będzie cierpiał, że będzie zabity. Ale ów uczeń nie ma tak zamkniętych oczu jak Piotr, który mówi: “Panie, nigdy to na Ciebie nie przyjdzie”. Jan jest człowiekiem głębokiej modlitwy, jest człowiekiem, który rozważa słowo Pana tak, jak Maryja. I chociaż zaśnie w godzinie próby, chociaż będzie również człowiekiem słabym, to przecież stanie pod krzyżem razem z Maryją i niewiastami, to przecież wyzna swoją wiarę w moc Chrystusowego krzyża. Możemy powiedzieć, że w Janie jest już zalążek działania mocy Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego.
Reprezentantem skrajnie przeciwnej postawy jest Judasz Iskariota. Idzie za Jezusem, aby realizować swoje własne pomysły, zaspokajać swoje przyziemne potrzeby. Jezus miał mu służyć do krótkowzrocznych celów. Gdy się na Nim zawiódł, sprzedaje Go za trzydzieści srebrników. Te trzydzieści srebrników, to symbol całego jego szczęścia, wszystkich jego pragnień żeby się tu na ziemi zabezpieczyć. Niektórzy twierdzą, że zdrada Judasza była jego ostatnią rozpaczliwą próbą sprowokowania Jezusa, by zaczął walczyć, by z mocą ogłosił królestwo Boże. Zbawiciel jednak nie uległ tej prowokacji.
I wreszcie Piotr, człowiek o sercu otwartym dla Jezusa, ale to serce jest jeszcze bardzo zmienne, zdradliwe, kruche. Piotr wciąż nie zna siebie, dlatego wydaje mu się, że dla Jezusa jest gotowy uczynić wszystko. Piotr lubi porównywać się z innymi ludźmi, chełpi się swoją wiernością, ale w rzeczywistości opiera się tylko o samego siebie. Dlatego w godzinie próby zdradzi Jezusa wobec służącej, wobec ludzi, którzy nie mogli mu nic złego uczynić.
A jak zachowuje się Jezus wobec swoich uczniów? Jezus jest delikatny, ujawnia tajemnicę swojego Serca: Janowi odpowiada na jego pytania kto będzie zdrajcą, przestrzega Piotra przed pychą, przed wiarą we własne siły, jest dyskretny nawet wobec Judasza, który już powziął zamiar aby zdradzić swego Mistrza.
Te trzy postawy Apostołów, te trzy serca, chcą nam pokazać, gdzie my dzisiaj jesteśmy. Zapewne nie odnajdujemy siebie w Judaszu, ale może jeszcze nie odnajdujemy siebie w Janie – najbardziej jesteśmy podobni do Piotra. Jesteśmy ludźmi w drodze. Jesteśmy tymi, którzy są słabi, którzy się bardzo często opierają o samych siebie. Nie chcemy wchodzić w krzyż, w doświadczenia, których nie rozumiemy. Chcemy Jezusa zatrzymać dla siebie. Chcemy by zawszy był to Jezus uwielbiony, a nigdy to Jezus prześladowany, odrzucany; chcemy, żeby zawsze to był Jezus sukcesu, a nigdy Jezus porażek, przegranych, odrzucenia.
Przeżywamy Wielki Tydzień. W tym czasie musimy zobaczyć najpierw naszą rzeczywistość, abyśmy mogli przyjąć moc Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego. I dlatego ten tydzień zaprasza nas do głębokiej medytacji, do głębokiej modlitwy i czuwania, byśmy nie ulegli pokusie, tak jak uległ pokusie rozpaczy Judasz; byśmy nie ulegli pokusie, gdy przyjdzie nasza godzina. Może to będzie w tym roku choroba, śmierć bliskiej osoby; może to będzie zdrada przyjaciela; może to będzie działanie pewnych ludzi, którzy chcą nas skompromitować – byśmy nie ulegli pokusie. Oby ten Wielki Tydzień upodobnił nasze serca do Serca Jezusa, który kocha; oby ten Wielki Tydzień upodobnił nasze serca do serca Jana, Apostoła, który rozważa słowo Boga i dlatego jest mocny, i dlatego nie ulegnie pokusie słabości, dlatego stanie pod krzyżem i będzie jednym z pierwszych uczniów, którzy doświadczą mocy zmartwychwstania, będzie wielkim Apostołem miłości. Obyśmy mogli przyjąć Bożą miłość, obyśmy ją zrozumieli, byśmy zrealizowali naszą chrześcijańską misję wobec świata. Mówi do nas dzisiaj Bóg przez proroka Izajasza: “Ustanowię cię światłością dla pogan, aby Moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”. Obyśmy mogli być taką światłością, jak Apostołowie po zmartwychwstaniu, po Zesłaniu Ducha Świętego, ale najpierw musimy zobaczyć gdzie jest nasze serce i jaka jest nasza dzisiejsza rzeczywistość. Do tego zaprasza nas misterium paschalne – celebracja liturgii Wielkiego Tygodnia. Wejdźmy w nią z wiarą. AMEN.


kwietnia 10, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Korzeń grzechu

kwietnia 10, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Korzeń grzechu

Wielki Poniedziałek


Namaszczenie w Betanii...

 

Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać: «Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano. Na to rzekł Jezus: «Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie». Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym



Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pienię­dzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami” (1 Tm 6,10). Te słowa św. Pawła doskonale odzwierciedlają motywację Juda­sza. Wybrany spośród wielu uczniów. Wezwany po imieniu do grona apostołów. Obdarzony zaufaniem — wszak to jemu Chry­stus powierzył troskę o pieniądze, którymi dysponował. Otrzymał jak każdy z Dwunastu władzę wypędzania złych duchów. Widział cuda i znaki, które dokonywał Zbawiciel. Lecz wciąż mu było mało. Wciąż chciał więcej. Jego serce zżerała chciwość. „Był zło­dziejem i mając trzos, wykradał to, co składano” (J 12,6).
Ta chciwość popchnie Judasza do największej zdrady, którą będzie wydanie Mesjasza w ręce oprawców. Uczyni to dlatego, że Jezus nie sprostał oczekiwaniom, jakie apostoł w Nim pokładał. Wszak Judasz marzył o karierze i bogactwie. Wciąż chciał więcej i ta właśnie chciwość trzymała go przy Mistrzu z Nazaretu. Plano­wał, że przy Chrystusie będzie żył dostatnio, a kradnąc, jeszcze bar­dziej się wzbogaci. Kiedy zaś okazało się, że ten plan się nie po­wiedzie, za marne srebrniki zdradził swego Mistrza i Przyjaciela.
Ta chciwość, która zawładnęła sercem Judasza, ujawnia swoją niszczycielską siłę także w życiu innych ludzi. Ta chciwość puka do serca każdego z nas. Człowiek pragnie bowiem przez całe życie napełniać się jakąś wartością. Wciąż czegoś chcemy. Nasze serce wciąż jest głodne. Głodne miłości, akceptacji, pokoju i życzliwości. Lecz to nie zawsze da się osiągnąć. Te wartości wiele kosztują, a zarazem stawiają wymagania. Miłość domaga się poświęcenia. Akceptacja wymaga przyznania się do swych wad i zalet. Pokój możliwy jest tylko i wyłącznie, kiedy człowiek zabiega o wspólne dobro. Trzeba więc wiele z siebie dać, aby żyć w miłości, akceptacji i pokoju. Łatwiej głód swego serca nasycić czymś innym. Łatwiej sięgnąć po to, co miłe, łatwe i przyjemne. Łatwo wtedy ulec żądzy chciwości.
Chciwość popycha zaś do wielu grzechów, które wydają się człowiekowi konieczne do zaspokojenia własnego pragnienia po­siadania. Kradzież ułatwi zdobywanie nowych środków finanso­wych. Kłamstwo będzie ucieczką przed odpowiedzialnością za swoją nieuczciwość. Oszustwa nieść będą niesprawiedliwość. Krzywdą ograbiać się będzie słabszych. Wyzysk stanie się nor­malnym sposobem dodatkowego dochodu jako dla pracownika, jak i pracodawcy. Zdrada przyjaźni, koleżeństwa i zaufania uto­ruje drogę ku realizacji egoistycznych zamierzeń. Wszystko po to, aby mieć więcej pieniędzy, władzy, przyjemności. Wszystko po to, aby zaspokoić wieczny głód serca. Wszystko po to, aby sa­memu sobie oraz innym pokazać swoją wielkość i wartość.
Jakże inaczej na życie patrzyła Maria: „Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku” (J 12,3). Dla niej największą wartością była mi­łość Jezusa. Ona tej miłości doświadczyła. Ona wiedziała, że Chrystus ją miłuje i pragnie jej szczęścia. Czuła się - w swej niedoskonałości i grzeszności - przez Syna Bożego akcepto­wana. Przyjaźń z Chrystusem była dla niej źródłem pokoju serca, którego świat dać nie może. Dlatego Maria miała zdrowy dystans do majętności. Dlatego stać ją było na ofiarę złożoną Bogu. Dlatego jej serce dalekie było od chciwości.
Zadajmy sobie dziś, w Wielki Poniedziałek, zasadnicze py­tanie: Czy moje serce owładnięte jest chciwością? Czy dla mnie największą wartością życia jest pieniądz i dostatek? Czy dla zy­sku zdolny jestem do zdrady, oszustwa, kradzieży i wyzysku? Każdemu z nas zagraża chciwość. Każdy z nas jest nieustannie atakowany tą pokusą. Iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa i zna­czenia, które daje majątek, wciąż na nas czyha. Pieniądz można dotknąć. Pieniądz próbuje zasłonić nasze wady i grzechy. Lecz ten pieniądz nie daje szczęścia. Szczęście zapewnia tylko i wy­łącznie życie w przyjaźni z Bogiem i drugim człowiekiem.
Judasz miał wiele i wciąż chciał więcej. Chciwość zawiodła go do potępienia. Maria wartość swego życia widziała w przy­jaźni z Chrystusem i życiem według Jego Ewangelii. Wybór tej drogi zapewnił jej ziemskie szczęście i zbawienie wieczne. Każ­demu z nas zagraża los Judasza. Pieniądz każdego kusi. Chci­wość jest korzeniem wszelkiego zła. Przez całe życie trzeba się więc uczyć od Marii, że największym naszym majątkiem jest miłość Boga i drugiego człowieka. „Starajcie się naprzód o kró­lestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,33).

 

kwietnia 10, 2022

Wielki Poniedziałek - Namaszczenie w Betanii

kwietnia 10, 2022

Wielki Poniedziałek - Namaszczenie w Betanii
 

Słowa Ewangelii według Świętego Jana


Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.
Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać: «Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano.
Na to rzekł Jezus: «Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie».
Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.
 

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Historia, którą przed chwilą wysłuchaliśmy z Ewangelii św. Jana, jest piękna, czasami nawet może wzruszająca. Na początku kilka myśli komentujących to wydarzenie z Ewangelii.
Najpierw jesteśmy w Betanii, tam, gdzie Jezus wcześniej dokonał wielkiego cudu wskrzeszenia Łazarza, swojego przyjaciela. Jezus przybywa do tej Betanii. Tam Jezusowi została wyprawiona uczta. Na tej uczcie jest On sam, jako gość, na tej uczcie jest również wskrzeszony przyjaciel, Łazarz. Niektórzy może chcieli by zapytać, jak się czuł, co przeżywał, co pamięta. Ale może pójdźmy dalej. Na uczcie były także siostry Łazarza: Marta i Maria. Marta robiła to, co do niej należało w domu, a Maria wypełniła zwyczaj, który wtedy był powszechnym zwyczajem, dokonała namaszczenia Gościa, który przybył na ucztę. Ale wówczas, w tamtych czasach, tego namaszczania dokonywano na głowie gościa. W tym wypadku, w tej scenie ewangelicznej, Maria namaściła nogi Jezusa, i własnymi włosami je wytarła. Co więcej, tego namaszczenia dokonała nie jakimś zwykłym olejkiem, ale drogocennym olejkiem – olejkiem nardowym, bardzo drogim; rozbiła szkło i wylała ów olejek na nogi Jezusa. I – jak Ewangelista dodaje – wart on był trzysta denarów. Trzysta denarów, to suma dosyć spora, bowiem w tamtych czasach zarobek dzienny pracownika wynosił jednego denara, a więc trzysta denarów, to prawie roczny zarobek pracownika. I dalej Ewangelista opisuje reakcję jednego z Apostołów, reakcję Judasza na to wszystko, co zobaczył, na to, że Jezusowi namaszczono nogi, że tego namaszczenia dokonano tak drogocennym olejkiem. I moglibyśmy powiedzieć, że ta reakcja Judasza byłaby może logiczna, gdyby była ona prawdziwa, gdyby ona płynęła z tej troski, którą chciał zaznaczyć. Ale ta reakcja Judasza nie była prawdziwa, bowiem była fałszywa, była podyktowana – jak zaznacza Ewangelista Jan – troską o własne posiadanie, troską o swój zysk. To była postawa fałszywa. I w tym kontekście: tego czynu Marii, tej wypowiedzi Judasza, Jezus dorzuca swoje własne dwa zdania: “Zostaw ją, uczyniła to, aby zachować to w pamięci na dzień Mojego pogrzebu” – i zaraz drugie – “bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie”. Cóż te zdania mogą oznaczać? One zawierają dwie myśli. Jedna taka trochę teologiczna, druga bardziej dotycząca naszego codziennego życia – moralna.
Ta teologiczna: Zostaw ją, uczyniła to, aby zachować to w pamięci na dzień Mojego pogrzebu, tymi słowami Jezus podkreśla i dostrzega czyn, którego dokonała Maria; dostrzega czyn, bo to był prorocki czyn. Jezus wie, że po swojej śmierci nie będzie namaszczony i podkreśla właśnie to, że Maria uczyniła to na dzień Jego pogrzebu (tak mówi Jezus). I wiemy także, że Jezusa nie namaszczą nawet po dniu szabatu, bo Jezus już powstał z martwych. Co oznacza ten czyn Marii dla nas? Dziś, gdy się wpatrujemy w ten jej czyn, trzeba zauważyć, że przez to namaszczenie tym drogocennym olejkiem, namaszczenie nóg Jezusa, Maria wyznała swoją wielką wiarę w Jezusa Chrystusa; wyznała wiarę, że Jezus jest Zbawicielem, że Jezus jest Mesjaszem – właśnie tym czynem namaszczenia nóg Jezusa.
I dalej, drugie zdanie: bo oto ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie – Jezus wie, że będzie zabrany od tych przyjaciół swoich; będzie zabrany od uczniów, Apostołów. Jezusa nie będzie. Ale znów po swoim zmartwychwstaniu będzie obecny tak samo, jak są pośród nas obecni ci ubodzy, o których mówił Jezus. “Bo ubogich zawsze macie u siebie...”, jak gdyby chciał nam powiedzieć, że możemy Go spotkać w drugim człowieku, który jest obok nas, szczególnie w tym, o których powinni się troszczyć Apostołowie, a wśród nich Judasz, który zabiegał o tak wielką sumę. “Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie nie zawsze”.
W pewnym domu zatroskana babcia czytała wnukom Ewangelię. Czytała. Opowiadała. W pewnym momencie jedno z tych dzieci zadało jej pytanie: Babciu, jakże bardzo zazdroszczę tamtym ludziom, bo oni mogli w swoim życiu spotkać Jezusa Chrystusa, a my nie możemy. Wtedy babcia odpowiedziała: Drogie dzieci, nie zazdrośćcie, teraz spotkać Jezusa też możecie, właśnie w tych ludziach biednych, w tych, których spotykacie, którzy przechodzą obok nas; tych, którym czasami może pomogliśmy, a innym razem nie pomogliśmy. Tego Jezusa, który został zabrany, ale znów do nas przychodzi, spotykamy również w sakramencie Eucharystii, na której się gromadzimy. Tutaj Jezus jest obecny, ale trzeba może dokonać takiego wielkiego czynu – takiego, jak dokonała Maria – widzieć w Jezusie Mesjasza, widzieć w Jezusie Zbawiciela, Zbawiciela również mojego, bo Jezus przyszedł aby mnie osobiście zbawić. Dokonajmy tego czynu w czasie tej Mszy św., że uznamy Jezusa jako Mesjasza, Zbawiciela mojego. AMEN.


 

kwietnia 09, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Niedziela Palmowa

kwietnia 09, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Niedziela Palmowa

Od Hosanna do Ukrzyżuj Go 

Uczniowie, którzy towarzyszyli Jezusowi od Galilei, rozścielają przed Nim swe płaszcze, a na drogę rzucają ucięte gałązki. Taki był rytuał towarzyszący powitaniu króla. Jezus wjeżdża do Jerozolimy, jako prawdziwy król Izraela. Wołanie Hosanna!, oznaczało Uratuj, pomóż! Była to uroczysta inwokacja żydowska. Jezus jest tym, który przychodzi w imię Pańskie i dzięki któremu przychodzi królestwo Dawidowe. Ale Miasto Dawidowe zamyka się przed swym królem. Zawołaniem Hosanna na wysokościach! uczniowie proszą aniołów, by im wtórowali w niebie. Jezus przybywa nie tylko do miasta, lecz i do świątyni. Przygląda się wszystkiemu. Jest teraz sam z Dwunastoma.

Ci, którzy rozkładali przed Jezusem wjeżdżającym do Jerozolimy swe płaszcze, nie byli ludźmi bogatymi. Należy pamiętać, że ludzie czasów biblijnych bardzo cenili sobie ubranie, gdyż było ono dla nich środkiem umożliwiającym przetrwanie. Zdobywane z trudem ubrania uważano za rzeczy cenne. Szata jako obraz podstawowej ludzkiej potrzeby stała się symbolem Bożego zaopatrzenia. Ubiór (wraz z żywnością) jest jedną z dwóch dziedzin życia ludzkiego, o które Jezus zabrania troszczyć się przesadnie.

Czyż uczniowie, którzy rozkładali płaszcze przed Jezusem, w sposób nieuświadomiony nie wyrazili potrzeby zwleczenia z siebie starego człowieka? Wskazywało to również na potrzebę odrzucenia przez nich uczynków ciemności. Zdejmowanie szat miało wymiar duchowy. Pięknie mówił o tym Hiob: „Zdobiła mnie dotąd uczciwość, prawość mi płaszczem, zawojem” (Hi 29,14). Ubiór człowieka był symbolem grzeszności. Po grzechu pierworodnym pierwsi rodzice zrobili sobie przepaski, aby ukryć swoją nagość. Szata stała się symbolem chęci ukrycia ludzkiego wstydu. Często przemoc była postrzegana jako szata, którą człowiek się okrywa. Zatem szaty, które rozkładane są przez Jezusem są znakiem podporządkowania się Jemu, uznania Jego królewskiej władzy i prośbą o przyobleczenie człowieka na nowo. Zbawienie było opisywane jako szata: „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty” (Iż 61,10).
Rozpoczynające Wielki Tydzień czytanie ewangelicznego opisu Niedzieli Palmowej z góry, jak zwycięskie światło Wielkiej Nocy rozświetla bolesną Mękę. Jezus otwarcie „zorganizował" tę „manifestację" na chwałę swego Ojca. „Tłum począł wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I wołali głośno: Błogosła­wiony Król, który przychodzi w imię Pańskie". Tłum powtarza śpiew aniołów z Betlejem, nasze coniedzielne „Chwała": „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój". Jednak strzeżmy się przed wyglądem triumfalnym, „na sposób ludzki". Co przyjdzie Bogu z naszej powierzchow­nej próżności. Jezus postarał się, żeby nadać temu wyda­rzeniu prawdziwą głębię „pokornego mesjanizmu". Stąd cały nacisk położony jest w opowiadaniu na małego osiołka. W czasach starożytnych zwierzęciem pod wierzch godnym książąt był koń. Osioł był zastrzeżony dla bied­nych, skromnych. „Nauczcie się ode mnie że jestem cichy i pokornego serca".
 
„Ja się nie oparłem,., podałem grzbiet mój...
nie zasłoniłem mej twarzy...
jestem nieczuły na obelgi...
wiem, że wstydu nie doznam..." (Iz 50,4—7)
 
Pierwsze czytanie tej niedzieli, z Księgi proroka Izajasza, wprowadza nas doskonale w Mękę według św. Łuka­sza, nasyconą całkowicie „łagodnością", „spokojem" i „pewnością" zwycięstwa ukrzyżowanego. Prorok wiele wieków wcześniej podczas bolesnego wygnania Izraela przeczuł, że zbawienie Ludu Bożego dokona się nie przez potężnego „króla jadącego na koniu", ale przez „niewol­nika Bożego", „sługę JAHWE", „sługę modlącego się", pragnącego jedynie „słuchać Boga każdego ranka" w mod­litwie... „sługę cierpiącego", zelżonego, oplutego... „sługę zupełnie poddanego", przyjmującego dobrowolnie swe próby, znającego wartość zbawczą swojego cierpienia.
 
„Sługa poniżony, ogołocony, unicestwiony... Pan wyniesiony, wywyższony, uwielbiony..." (Flp 2,6-11)
 
Święty Paweł, tak jak Izajasz i Łukasz nie rozważa po­wierzchownie Męki Jezusa jako przypadkowego zdarze­nia, któremu został poddany biedny człowiek, taki jak my. Hymn do krzyża św. Pawła jest już hymnem paschalnym. Poniżenie Jezusa aż do śmierci jest całkowicie wolne. Jezus, „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze spo­sobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, uniżył się". Zapowiedział: „Nikt nie zabierze mego życia, to ja daję życie". Jego śmierć jest „posłuszeństwem w miłości". W swej Męce Jezus jest całkowicie odpowie­dzialny: ofiarowuje najpierw swe życie dobrowolnie w uczcie eucharystycznej. „To dlatego Bóg Go wywyższył, to dlatego wszelki język wyznaje, że Jezus Chrystus jest Panem".
 
„Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał" (Łk 22,14)
 
To zdanie streszcza całkowicie paschalne i pozytywne znaczenie Męki według św. Łukasza. Każda Ewangelia ma swój szczególny koloryt. Łukasz, bardziej niż Marek, Ma­teusz czy Jan, kładzie nacisk na pewne wątki, które spotka­liśmy już w tekstach Izajasza i Pawła.
1. Ustanowienie Eucharystii przybiera charakter testamentu. „Nie będę już jeść ani pić z wami... Ja przekazu­ję wam Królestwo jak Mnie przekazał je mój Ojciec". Uczniowie są obarczani funkcją, posłannictwem: mają zatroszczyć się o nadejście Królestwa. Ale to kapłańskie za­danie może być wypełnione jedynie w duchu Jezusa i nie jako władza w świecie... ale jako służba. Posłannik ma oznaczać „sługa".
2. Królestwo Jezusa. Królestwo Jezusa jest przedstawiane jako przeciwieństwo, antyteza królestw ziemskich (Łk 22,25—29). „Królowie narodów panują nad nimi. Wy zaś nie tak macie postępować". Jego Królestwo jest ukryte, negowane, zniekształcone. „Jeśli jesteś królem żydow­skim..." wrzeszczą żołnierze, chcąc Go zelżyć. „To jest król żydowski" głosi bluźnierczy napis nad Jego głową. A jed­nak jest to królestwo realne: „Wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze mną będziesz w raju". Jezus ośmielił się powiedzieć już przed Wysoką Radą: „Zobaczycie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Boga Wszechmogącego".
3. Walka z szatanem. Trzykrotnie Łukasz identyfikuje inspiratora zdrady (22,3), kusiciela Piotra (22,31), złego ducha Wysokiej Rady (22,53). Wydarzenia nie toczą się je­dynie na poziomie ludzkim, mają wymiar nieoczekiwany, eschatologiczny: to zwycięstwo Boga nad nieprzyjacielem, nad „władcą ciemności". I my włączeni jesteśmy do tej walki: „Szatan upomina się o was... módlcie się, abyście nie ulegli pokusie".
4. Niewinność Jezusa. W opisie procesu Łukasz powta­rza trzy razy uroczystą deklarację Piłata: „Nie znajduję żadnej winy w tym człowieku" (Łk 23,4.14.22). Podobnie myśli Herod (23,15). Męka zaś kończy się wyznaniem setni­ka: „Istotnie, ten człowiek był SPRAWIEDLIWY".
5. Nie bądźmy obserwatorami, ale uczestnikami. Jezus cierpi i umiera samotny. Ale Łukasz zwraca uwagę na tych wszystkich, którzy uczestniczą w drodze krzyżowej. Wspól­nota chrześcijańska, to znaczy my, jest wezwana do towa­rzyszenia Jezusowi. „Szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim". Łukasz zazna­cza, że wszyscy ludzie zgromadzeni, aby oglądać ten widok, wracali do siebie bijąc się w piersi. Szymon z Cyreny nie wydaje się być zmuszony, ale niesie krzyż za Jezusem, stając się wzorem ucznia, którego pragnął Jezus. Dobry łotr, setnik są poruszeni przez łaskę bliskości Jezusa.
6. Jezus jest Zbawicielem. Jedyny Łukasz podaje w swym opisie modlitwę ukrzyżowanego za Jego opraw­ców: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Nie słuchajmy opisu Męki, nie myśląc o naszych własnych grzechach i o naszej „spowiedzi wielkanocnej".
7. Jezus jest umiłowanym Synem Ojca. U św. Łukasza końcowe słowa Jezusa, zanim wydał on ostatnie tchnienie, to synowskie oddanie się Bożej miłości, z pełnym spoko­jem i ufnością: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego". Jest to wzór wierzącego: wie, że umierając nie popada w nicość, jak myślą ateiści. Śmierć Jezusa promie­niuje na naszą śmierć jak światło do naszych ciemności.
W tę niedzielę ulotnego triumfu wjazdu do Jerozolimy i opisu Męki dociera już do nas światło Wielkiej Nocy.

Modlitwa

Daj mi Boże pragnienie rozścielenia przed Tobą mojego serca i umysłu. Pomóż, ratuj, bo stan ich jest opłakany. Utwórz w nich na nowo miejsce Twojego królowania. Odnów swoją świątynię. Pokaż jak żyć, a nie jak przetrwać. Niech na nowo umysł i serce staną się miejscem pielęgnowania, noszenia Twojego słowa i troski o Twoją mądrość. Nie dają radości rzeczy, którymi się przyodziewam. Nie cieszą oczy przedmioty, które posiadam. Nie podnosi mnie na duchu to, co dotykam i biorę w swoje ręce.

Jeśli Ty sam nie pozbawisz mnie rzeczy przemijających, nie jestem w stanie sam, dobrowolnie oddać tego, co dnia każdego powoduje moje wewnętrzne niszczenie. Przestałem się wstydzić moich nieprawości. Kłamstwo i udawanie stały mi się jak bracia. Przybądź Boże i przejmij na nowo tego, który jest Twoim. Hosanna! Uratuj, pomóż!
 
 

kwietnia 08, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Postanowili Go zabić

kwietnia 08, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Postanowili Go zabić

Sobota, 5 Tydzień Wielkiego Postu

 

Jezus umrze, aby zgromadzić rozproszone dzieci Boże,  

Słowa Ewangelii według św. Jana 11, 45-57

 

Postanowili Go zabić

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.
Arcykapłani więc i faryzeusze zwołali Sanhedryn i rzekli: «Cóż zrobimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, a przyjdą Rzymianie i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród». Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: «Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod rozwagę, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród». Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić.Odtąd Jezus już nie występował otwarcie wśród Żydów, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasta zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami.
A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: «Jak wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?» Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.
 

Refleksja nad Słowem Bożym

Autor powieści „W pustyni i w puszczy” postawił bohatera przed Mahdim, prorokiem i wodzem Sudańczyków. Od przebiegu audiencji zależał dalszy los porwanych dzieci. Życzliwy Grek starał się Stasiowi już wcześniej naświetlić sytuację i ukazać pole działania. Bądź w sercu chrześcijaninem, a zewnętrznie opowiedz się za nauką Mahdiego.

Prorok widząc stojącego przed sobą dzielnego chłopca oświadczył: „Jesteście u źródła prawdy. Czy chcesz przyjąć moją naukę?” Staś zamyślił się a po chwili odpowiedział, iż nie znając nauki proroka, przyjąć jej nie może. „To poznasz” ­zasugerował Mahdi pewny, że tą propozycją uraduje młodzieńca. Nie przypuszczał, że otrzyma odpowiedź zupełnie przeciwną. Nie mogę przyjąć proponowa­nej nauki, bo „gdybym ją przyjął, uczyniłbym to ze strachu, jak tchórz i człowiek podły. A czy zależy ci na tym, by wiarę twoją wyznawali tchórze i podli ludzie?... Jestem chrześcijaninem jak mój ojciec”.

Wskrzeszenie Łazarza zmobilizowało lud do wiary w Chrystusa. Groma­dzące się rzesze czekały na znaki, a okazany tym razem znak boskiej mocy Zba­wiciela posiadał niezwykłą wymowę. Sytuacja z miejsca zaniepokoiła faryzeuszów, a zwłaszcza najwyższą radę żydowską - Sanhedryn. Spotęgowała złość prze­ciwko Jezusowi. Rada uznała, iż nadszedł czas, aby ostatecznie zadecydować o dalszych losach Proroka z Nazaretu.

Życie społeczne u Izraelitów przepajała myśl religijna. Najwyższy kapłan miał w społeczności ostateczny i decydujący głos. Do niego należał on także w sprawie Chrystusa. Zebrany Sanhedryn stwierdził, że nie można dłużej tolerować tego stanu: Jeśli go tak zaniechamy, wszyscy weń uwierzą i przyjdą Rzymianie, i zabiorą nasze miejsce święte i nasz naród. Trudne zadanie stanęło przed sędzia­mi do wykonania: osądzić Chrystusa, ale jednocześnie wydać wyrok na siebie. Okazać przed społecznością kogo się reprezentuje. Rezultatem tej narady była stanowcza uchwała skondensowana w arcykapłańskim proroctwie Kajfasza: lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród.

Zapadł wyrok na Jezusa. Musi zginąć dla dobra i szczęścia wszystkich ludzi. Przyszedł przecież na ziemię dla człowieka, aby uszczęśliwić go, pojednać i zjed­noczyć z Ojcem Niebieskim, aby zbawić ludzkość.

Kogo reprezentuję? Na to pytanie muszę sobie śmiało i szczerze odpowie­dzieć w okresie Wielkiego Postu. Mogę się bowiem zaangażować w życie dwóch grup: Sanhedrynu, który sądził i wydał wyrok na Zbawiciela, albo człowieka, dającego Chrystusowi jedną i zdecydowaną odpowiedź: Panie, do kogóż pójdzie­my? Ty masz słowa Tycia wiecznego (J 6,68).

Dzisiejsze czasy często zmuszają człowieka do formułowania odpowiedzi na pytanie: Kogo reprezentuję? Grupę ludzi rezygnującą z Chrystusa, gdyż jego droga zbyt trudna, wiedzie przez wąską i ciasną bramę (Łk 13,24). Tymczasem należę do ludzi wygodnych i chcę przejść przez życie drogą prostą i łatwą. Re­prezentuję ludzi, którzy Chrystusa sądzą, bo niepotrzebnie wszedł w życie czło­wieka i wniósł do niego wiele trudności. Skrępował ludzkość swoimi zaleceniami i nakazami. Człowiek zaś dzisiejszy pragnie być wolny i nie lubi, aby ktoś ogra­niczył go w działaniu. Może należę do ludzi, którzy powiadają: zginął Chrystus, a powoli zapomni ludzkość o Nim. Nie jest ważnym dla nas to, czy On będzie trwał, bylebyśmy żyli i mieli się dobrze. Z tego powodu cofam się z drogi chrystia­nizmu, zostawiam Jezusa na boku, omijam Jego łaskę, zagłuszam głos sumienia, idę drogą grzechu i zła, trwam we własnej przewrotności. Nie mogę przyjąć go, bo kazałby mi zerwać z grzechem, Tyć miłością Boga i bliźniego na co dzień.

Kogo reprezentuję? Czy mogę sobie odważnie i szczerze bez względu na sy­tuację, w jakiej znajduję się, na oddźwięk wyrażonej przeze mnie postawy, na dalsze losy, powiedzieć jak bohater powieści Sienkiewiczowskiej : „Jestem chrześci­janinem, jak mój ojciec”. Kto wie, czy nie znajdując się na jego miejscu, mając przed sobą możliwości ułożenia wygodniejszego życia, nie wyrazilibyśmy zgody na rezygnację z Chrystusa, a przyjęcie wysuwanych propozycji.

A może reprezentuję postawę Greka radzącego Stasiowi: w głębi serca bądź chrześcijaninem, a na zewnątrz opowiedz się za przyjęciem religii półksiężyca. Powiadamy: Chryste w sercu pozostajemy Twoimi wyznawcami, reprezentujemy Ciebie, a ludzka słabość i strach przed tym, co nas spotyka, zadecydowała, że zewnętrznie należymy do obozu przeciwnego lub obojętnego względem Ciebie.

Każde nasze uczestnictwo w ofierze Mszy św. jest dawaniem odpowiedzi na pytanie: Kogo reprezentuję? Mogę w tej akcji brać udział w różnym stopniu zaangażowania, ale Chrystusowi idzie o to, abym do głębi i w pełni zaangażował się w dzieło zbawienia. Zaangażowanie niniejsze będzie najwłaściwszą odpowiedzią reprezentacji człowieka Chrystusowego.

 

 

kwietnia 07, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Jezus oskarżony o bluźnierstwo

kwietnia 07, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Jezus oskarżony o bluźnierstwo

Piątek, 5 Tydzień Wielkiego Postu

Słowa Ewangelii według Świętego Jana J 10, 31-42

 

Ż
ydzi porwali za kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: «Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie kamienować?»
Odpowiedzieli Mu Żydzi: «Nie kamienujemy Cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty, będąc człowiekiem, uważasz siebie za Boga». Odpowiedział im Jezus: «Czyż nie napisano w waszym Prawie: „Ja rzekłem: Bogami jesteście”? Jeżeli Pismo nazwało bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to czemu wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym”? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choć nie wierzylibyście Mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu». I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał.
Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.


Refleksja nad Słowem Bożym 

 

W dzisiejszej Ewangelii ponownie słyszymy, że Żydzi zamierzają ukarać Jezusa. Jakie przestępstwo popełnił? Tym razem Jezus zostaje oskarżony o bluźnierstwo. Warto przy tym zastanowić się, na czym to bluźnierstwo mogłoby polegać. Według przyjętych norm w społeczeństwie „bluźnierstwo jest to znieważanie słowem lub czynem czegoś powszechnie szanowanego, szczególnie tego, co religia uznaje za święte – sacrum”. Według pozabiblijnych źródeł Talmudu, Jezus zwany Nazarejczyk został oskarżony i skazany za praktykowanie czarów, bluźnierstwo, bałwochwalstwo, jak również o zachęcanie innych do tych praktyk. Jak to wszystko odnieść do dzisiejszego fragmentu Ewangelii
 
Przede wszystkim trzeba zauważyć motywy oskarżenia Jezusa. Dlaczego niektórzy Żydzi tak bardzo nienawidzili Jezusa, że potrafili znaleźć każdy argument, podważyć każde Jego słowa, aby tylko skazać go na śmierć? Dla nich dobre czyny i cuda Jezusa nie miały znaczenie. Nie były one powodem wysuwanych głównych oskarżeń wobec Mistrza z Nazaretu. Przeciwnicy Jezusa nie mogli pojąć i zrozumieć, że On jest Synem Bożym. To wysuwało się poza ich rozumienie Boga. Nie mogli pojąć jak Bóg może mieć Syna i właśnie w taki sposób działa w historii Zbawienia. Nie oddawali czci Bogu, który posłał na świat swojego Syna, aby odkupił świat.

Dzisiejsza Ewangelia stawia nam także ważne pyta. Tak jak Żydzi dwa tysiące lat temu tak i my musimy sobie odpowiedzieć, kim dla jest Bóg i jak postrzegam jego Syna Jezusa Chrystusa. A w dzisiejszych czasach to pytanie jest stawiane coraz częściej. Ciekawą jest rzeczą, że w wyszukiwarkach internetowych najczęstszym wpisywanym rok temu pytaniem, „Kim jest…? było pytanie o Boga i Jezusa. Jest to bardzo ważne pytanie. Bo jeśli będziemy mieli niewłaściwe pojęcie Boga nigdy w niego nie uwierzymy. Bo albo wierzy się w prawdziwego Boga albo w stworzone przez nas bóstwo, które nie jest prawdziwym Bogiem i mesjaszem.

Jakie mam wyobrażenie Boga? Kim dla mnie jest Bóg? Od tych pytań w czasie Wielkiego Postu i czasu epidemii nie jesteśmy w stanie uciec. Musimy na nie odpowiedzieć, aby nie zbłądzić w naszym życiu. Widzimy, że Żydzi byli blisko Jezusa, słyszeli jego naukę i podziwiali jego cuda. A jednak go nie przyjęli. Co więcej, za to, kim był pod pretekstem bluźnierstwa chcieli go ukamienować. Początkiem tego wszystkiego było to, że nie potrafili dostrzec, kim tak naprawdę jest Jezus. Początkiem życia w prawdzie jest, zatem odnalezienie w swoim życiu definicji Boga.

Pewna legenda mówi, że pewien rolnik orząc pole znalazł monetę, na której widać było tylko dwa wyrazy: Bóg jest... Reszta była niewidoczna, zardzewiała i zatarta. Gdy monetę wziął do ręki, po chwili namysłu uzupełnił napis: „Bóg jest pięknem”. Rzymianin na brakujące słowo odpowiedział: „Bóg jest wszechmocą”. Żyd patrząc na monetę, dodał: „Bóg jest prawem”. Na samym końcu moneta znalazła się w ręku chrześcijanina. Ten spojrzał na nią i bez wahania powiedział: „Bóg jest miłością”. Dla chrześcijanina jest to najtrafniejsza i najlepsza definicja Boga.  
 
Czy należymy do tej grupy chrześcijan, dla których Bóg jest miłością, a Jezus Synem Bożym? Jeśli jeszcze nie, to naszą niewiarą kamienujemy Jezusa. Ale jeśli wierzymy i potwierdzamy to naszym codziennym życiem, to przybliżyło się do nas Królestwo Boże.

 * * *

Kończy się powoli czas Wielkiego Postu. Już będziemy niedługo przeżywać Święta Paschalne. Dlatego warto zastanowić się, może jeszcze bardziej, nad tym, jak wygląda w moim życiu tajemnica nawrócenia? Czy w tym okresie, szczególnym czasie łaski, gdzie słuchamy tyle Słowa Bożego; czy w tym czasie ja osobiście zbliżyłem się do Boga? Na ile, tak naprawdę, dokonało się to nawrócenie w moim życiu?

Najpierw warto zastanowić się nad tym, czy w czasie Wielkiego Postu staramy się bardziej otworzyć swoje serce na działanie Boże we mnie samym? Nawrócenie, jak wiemy, jest tajemnicą. Domaga się mojego wyjścia ku Panu Bogu. Jednak nie zapominajmy o tym, że zasadniczo to On działa we mnie, że potrzeba, aby On wypełnił moje serce, i żebym Mu na to pozwolił.

Podczas dzisiejszej jutrzni modliliśmy się Psalmem 51. Jest to błaganie pokutnika. Śpiewamy i modlimy się w nim, między innymi, tak: „Stwórz Boże we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha”. Wiedział o tym Psalmista Pański, że tak naprawdę, to w samym Bogu należy pokładać nadzieję: To Ty, Panie, stwórz we mnie serce czyste; to Ty daj mi nowe życie, bo ja sam nie jestem w stanie stworzyć w sobie serca czystego – jestem za słaby, jestem zbyt kruchy i niestały, potrzebuję Twojej cudownej interwencji, potrzebuję po prostu Ciebie.

Gdyby się nam udało uwierzyć, tak naprawdę, że to sam Bóg jest sprawcą naszego nawrócenia i lepszego życia, o ileż bardziej na tej drodze byśmy się do Niego zbliżyli. Zbyt często jednak liczymy tylko na własne siły, i spotyka nas wówczas rozczarowanie. A zapatrzeni w siebie, nie rozpoznajemy działania Bożego w nas; stajemy się tutaj bardzo podobni do Żydów, którzy nie rozpoznali, w Jezusie Chrystusie, przychodzącego do nich samego Boga.

Poważną przeszkodą dla naszego autentycznego nawrócenia, jest także w naszym życiu brak cierpliwości. Przecież nie jeden raz doświadczamy tego samego upadku. I jakże łatwo jest się wówczas zniechęcić. Rodzice, wychowawcy, którzy pracują z dziećmi, młodzieżą, doskonale wiedzą, jak bardzo trudno jest nauczyć młodego człowieka czegoś dobrego, jak bardzo wiele trzeba poświęcić pracy, aby nasze dziecko, nasz uczeń, wychowanek, wreszcie zrozumiał i przyjął właściwą drogę życia, jaką mu ukazujemy. A ten, kto pokonał w sobie nałóg, lub jakieś negatywne skłonności, jakże wiele musiał się napracować, ile potrzebował nieraz czasu i wewnętrznej walki, żeby ocalić to dobro.

A zatem, pamiętajmy, że nasza droga do wewnętrznej przemiany i nawrócenia nie zawsze jest łatwa: trzeba rozwijać w sobie cnotę cierpliwości, która pomoże nam uniknąć zniechęcenia w życiu, i pochopnych nieraz decyzji.

Faryzeuszom zabrakło takiej cierpliwości, dlatego tak szybko osądzili Pana Jezusa, i od razu starali się Go pojmać.

Nawrócenie do Boga, jest zawsze ciągłym wybieraniem drogi lepszego życia. Jeżeli na tej drodze się zatrzymamy, jeśli zadowolimy się czymś już zdobytym, to nawrócenie nie będzie trwałe w naszym życiu. Chodzi tutaj o ciągły wybór Boga w moim życiu, o to nieustanne powstawanie z grzechów i upadków, co tak pięknie ukazał nam sam Jezus na drodze krzyżowej.

Chrześcijaństwo ma być w naszym życiu dynamiczne, ma się rozwijać, bo jeśli tak się nie stanie, to zatrzymamy się wówczas na samych sobie, zadowolimy się własnymi tylko osiągnięciami, i tak naprawdę zabraknie w naszym życiu miejsca dla Boga – sami będziemy chcieli to miejsce zająć. Jakże bardzo bylibyśmy wówczas podobni do Żydów z dzisiejszej Ewangelii, którzy całkowicie ufali sobie, że są już nawróceni, że wszystko to już dokonało się w ich życiu.

Panie, Jezu Chryste, spraw, abym w swoim życiu był ciągle człowiekiem poszukującym, abym nigdy nie zachwycił się sobą; dopomóż mi, bym się na tej drodze nie zniechęcał, abyś to TY, Panie, ciągle wzrastał we mnie, a ja, że swoją słabością i grzechem, bym się umniejszał. AMEN. 

 

 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger