września 24, 2022

26. Niedziela Zwykła (C) - Różaniec szkołą Ewangelii

września 24, 2022

26. Niedziela Zwykła (C) - Różaniec szkołą Ewangelii


W swojej Ewangelii św. Łukasz umieszcza przypowieść o bogaczu i żebraku Łazarzu wśród przypowieści mówiących o niebezpieczeństwie płynącym z posiadania bogactw tego świata. Bogacz, używający wszystkich rozkoszy życia, przypomina ludzi beztroskich i krzykliwych pijaków z Księgi Amosa, do których prorok adresuje swoje „biada". Biedak żyje w skrajnej nędzy i cierpieniu. Bogacz zamknięty w swoim świecie komfortu, nie dostrzega Łazarza. To są dwa odrębne światy, które na co dzień nie stykają się ze sobą. Imię biedaka jest znamienne - Łazarz po hebrajsku znaczy „Bóg wspomaga". Po śmierci cieszy się on szczęściem, a bogacz cierpi w Otchłani. Chrystus przestrzega swoich słuchaczy, by przez nieumiarkowane korzys­tanie z dóbr materialnych nie stali się niewolnikami posiadanych bogactw. Tę myśl pięknie rozwinął św. Grzegorz Wielki. W jednej ze swych homilii powiedział: „Jeżeli nie możecie opuścić wszystkich spraw tego świata, zatrzymajcie je tak, aby one was na świecie nie zatrzymywały, abyście dobra ziemskie posiadali, a nie byli przez nie posiadani".

W tej przypowieści Panu Jezusowi bardzo zależy na człowieku, który stał się niewolnikiem bogactwa. Zamknięty w swoim świecie dobrobytu nie widzi Boga, nie widzi bliźniego i nie jest w stanie przekroczyć tego bardzo zmaterializowanego wymiaru swojego życia. „Biedny bogacz" - na nic mu się zda poszukiwanie cudowności, religijnych sensacji, nadzwyczajnych objawień. „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają". Odmowa, której udziela w imieniu Boga Abraham, jest jednak potężnym orędziem nadziei. My mamy nie tylko Mojżesza, Proroków, ale Jezusa Chrystusa przychodzącego do nas z Ewangelią. Skoro otrzymaliśmy Słowo Boże, które jest mocą Bożą prowadzącą nas przez życie do zbawienia, nie jesteśmy zdani na własne, ograniczone ludzkie siły.

W tym tygodniu rozpoczynamy październik, miesiąc szczególnie związany z nabożeńst­wem różańcowym. Zakon dominikanów czci dzisiaj Matkę Bożą Królową Różańca Świętego. To nabożeństwo posiada ścisły związek z Pismem Świętym, z niego wyrasta. Nie na darmo nazywano Różaniec „Psałterzem Maryi". O. Joachim Badeni, zaczął kiedyś kazanie różań­cowe od pytania: „Dlaczego Ojciec Święty stale daje ludziom na pamiątkę różaniec?" „Dlatego, że jest to przemodlona Ewangelia". Ta nieustanna troska Chrystusa o człowieka, to wielkie orędzie nadziei, o którym przed chwilą mówiłem, jest obecne w przeżywanych i przemodlonych tajemnicach różańcowych.

Jest to modlitwa autentycznie biblijna, zakorzeniona w Słowie Bożym. Wchodzimy tu w szkołę pokornej i prostej modlitwy, jaką Jezus otwiera nam przez swą Matkę. Ta „modlitwa Maryjna" nie tyle jest słowem, które kierujemy do Maryi, co modlitwą z Matką Jezusa, w samym sercu Kościoła. To Słowo Boże skierowane jest do człowieka i przychodzi w milczeniu. Wskutek powtarzania, że modlitwa jest naszą rozmową z Bogiem, zapomi­namy często o tym, że wszelka inicjatywa należy do Niego, że to On pierwszy wychodzi na spotkanie z człowiekiem. Modlić się, to przede wszystkim słuchać Boga, który wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał do ludzi, a teraz przemówił do nas przez Syna (por. Hbr 1,1). Słowo Boże jest darem. Przypominamy sobie, gdy w gorący dzień Jezus zmęczony usiadł przy studni Jakuba i poprosił Samarytankę o wodę. Powiedział: „O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: «daj mi się napić» - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej?" (J 4,10). Jeśli pragniemy tego Daru, to za pośrednictwem Słowa Bożego zostajemy pochwyceni przez Ducha Świętego i wprowadzeni w modlitwę, którą On sam nieustannie wzbudza w naszym sercu.

To Duch Święty pozwala nam wówczas pojąć, że Bóg nie jest tylko Stwórcą, Panem Zastępów mieszkającym w niedostępnej światłości, lecz po prostu Ojcem, którego zdumiewająca bliskość została nam ofiarowana w Jezusie. A Jezus Chrystus modlił się jak nikt na świecie, wyrażając niewysłowione doświadczenie bliskości z Ojcem, doświadczenie najgłębszej ufności i całkowitego oddania. Modlitwa ta była wyrazem istoty Tego, który nieustannie jest zwrócony ku Ojcu.

Św. Łukasz łączy modlitwę Jezusa z najważniejszymi wydarzeniami Jego życia: chrzest w Jordanie, wybór Dwunastu, Kazanie na Górze, ustanowienie prymatu Piotra, Przemienienie, agonia na Górze Oliwnej, wreszcie modlitwa a krzyżu. Modlitwa Jezusa jest ściśle zespolona z dziełem zbawienia, z Jego godziną, dla której przyszedł na świat, aby wszystkich przyciągnąć do siebie.

Św. Augustyn mówi: „Słyszysz, jak Nauczyciel się modli? - Ucz się modlitwy; po to bowiem się modlić, abyś ty się nauczył modlić". Nasza modlitwa, a zwłaszcza rozważanie tajemnic Różańca, powinna iść śladem Jezusowej modlitwy. Medytacja ta ma nam przybliżyć Chrystusa w Jego tajemnicy paschalnej, w Jego przejściu przez cierpienie i krzyż do chwały zmartwychwstania. Zmartwychwstały Pan, który żył życiem ziemskim podobnym do innych ludzi, jest Przedwiecznym Synem Boga. Pana Wszech­świata. Jego prawdziwa osobowość była już obecna i doskonała, gdy szedł drogami Judei i Galilei, gdy oświecał swych słuchaczy, gdy pochylał się nad ludzkim cierpieniem, gdy sam cierpiał i umierał. Tajemnica paschalna zachęca do ponownego odczytania wszystkich wydarzeń z ziemskiego życia Jezusa, tak jak czynili to uczniowie po Zmartwychwstaniu. Wielka moc i pewność przebija z ich świadectwa o Słowie życia. Św. Piotr, Pierwszy z Apostołów, nawróconym z pogaństwa zwiastuje zbawczą obecność Zmartwychwstałego Pana. Słowa te docierają również do nas, są światłem w cierpieniu człowieka, w naszych trudnych doświadczeniach i lękach: „Jego to miłujecie, chociaż nie widzieliście Go, a i teraz nie widząc - wierzycie w Niego, a wierząc - cieszyć się będziecie radością niewymowną i pełną chwały, gdy osiągniecie cel waszej wiary - zbawienie dusz!" (1 P 1,8-9).

Tertulian nazwał Różaniec „streszczeniem całej Ewangelii". W niej odnajdujemy Matkę Chrystusa, pokorną Służebnicę Pańską, która swoje życie przeżywała w Jego obecności i była pierwszą słuchaczką Dobrej Nowiny. „Jej życie jest życiem w milczącej adoracji Słowa Przedwiecznego" (kard. de Berulle). Modlitwa Maryjna jest tajemnicą Jej komunii z Synem. Kontemplacja tajemnic w Różańcu jest po prostu spoglądaniem na Chrys­tusa w komunii z Maryją. Różaniec, w swej zewnętrznej formie polegający na powtarzaniu tych samych słów, może stać się modlitwą mechaniczną, rutynową, przypominającą czczą gadaninę. Milczenie Maryi, Jej ukrycie w tajemnicy Jezusa jest wyrazem Jej ewangelicznego ubóstwa. Za każdym razem, gdy stajemy przed Bogiem w oczekiwaniu Jego Daru, jesteśmy wszystkiego pozbawieni, ogołoceni jak najubożsi. Stajemy się wówczas gotowi na przyjęcie niedościgłych Bożych bogactw.

Różaniec jest modlitwą apostolską. Tak go rozumieli i rozpowszechniali synowie św. Dominika, który według świadectw pierwszych biografów wołał: „Panie, co się stanie z grzesznikami". Ta troska o zbawienie ludzi towarzyszy nam dzisiaj. Modlitwa apostolska jest modlitwą samego Jezusa w chwili Męki. My wszyscy stajemy się jej uczestnikami. Rozumiał to dobrze pastor ewangelicki, Dietrich Bonhoeffer. zamordowany przez hitlerowców, który pisał:

„Człowiek powołany jest do cierpienia wraz z Bogiem. Tym cierpieniem, jakie świat bez Boga zadaje Bogu... Oto metanoia: nie myśleć przede wszystkim o swych własnych nieszczęściach i lękach, lecz dać się porwać w drogę Jezusa Chrystusa, w wydarzenie mesjańskie".

Są to słowa nadziei i umocnienia dla wszystkich, którzy niosą krzyż cierpienia z Chrystusem. Wtedy wiemy, co to znaczy, że nas „Bóg wspo­maga".

 

września 08, 2022

Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny

września 08, 2022

Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny
Liturgia Bożego słowa tej Mszy św. dzisiejszej ukazuje, jak całe życie Matki Najświętszej polegało na odniesieniu do Jezusa, do  całego ludu Bożego. Dlatego w to dzisiejsze święto, Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, niejako na pierwszym planie do głosu dochodzi tajemnica Narodzenia Jezusa Chrystusa.

Ewangelia, którą wysłuchaliśmy przed chwilą, ukazuje – długą, co prawda – genealogię Jezusa, genealogię, która zagłębia Jezusa w Jego korzenie historii całego Narodu Wybranego, cofając się aż do Abrahama i Dawida. W liście tych sławnych ludzi, i tych ludzi, których może mniej znamy, tych imion tak wielu, ukrywa się jakaś wielka myśl, jakaś złota nić, rozwijająca się przez wieki; nić, która dochodzi aż na koniec do Maryi, Matki Najświętszej. Jest to wielkie oczekiwanie na spotkanie Boga z człowiekiem; oczekiwanie, które zostało przygotowane przez obietnice daną Abrahamowi; oczekiwanie zapoczątkowane w dynastii Dawidowej, przechodzącej w ciągu tak wielu wieków historii Narodu Wybranego, historii, która wpisuje w swoje losy również czas narodzin Matki Jezusa. W Niej właśnie urzeczywistnia się Boże Słowo; w Niej to ziarno Bożego Słowa staje się Ciałem. I chociaż Maryja jest wpisana w tak wielką historię Odkupienia, zbawienia świata, to Ona ma też swoją własną historię; ma własną historię narodzenia, ma historię swojego cichego życia w Nazarecie u boku swoich rodziców Joachima i Anny.

Chrześcijanie w przeciągu dwudziestu już wieków, ciągle swoją myślą wybiegają do Matki Najświętszej, do tajemnicy Jej pojawienia się na świecie; wybiegają, bowiem Jej narodzenie, to jak gdyby zapoczątkowanie dzieła odkupienia świata. Jej pojawienie się na świecie, to tak, jak to słońce poranne, które wstaje i oświetla cały świat swoimi promieniami. Ono ukazuje tą pełnię zbawienia, wskazuje, że wypełniły się czasy, przyszedł czas zbawienia świata, i to się dokonuje również przez Nią. Gdyby bowiem nie zaistniała Maryja, w swej najwyższej doskonałości, w swej świętości, w swym doskonałym posłuszeństwie Bożym planom w świecie, nie mogłoby nastąpić Wcielenie Bożego Syna, nie byłoby odkupienia świata.

W naszej Ojczyźnie święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w szczególny sposób upodobał sobie wiejski lud, nazywając je świętem Matki Boskiej Siewnej. Był bowiem taki dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i po przygotowaniu pól zaczynano jesienny siew:
Gdy o Matce Bożej zasiano,
To ani za późno, ani za rano.
To święto kościelne staje się również tematem dla poetów. Poświęca mu jeden ze swoich wierszy Józef Skóra. W wierszu: Matka Boża Siewna pisze:
Idzie Matka Boska Siewna
po jesiennej roli,
wsiewa ziarno w ziemię czarną
w złotej aureoli.
Rzuca swe płomienne blaski
na pola i sioła,
Miłosierna, pełna łaski
patrzy dookoła…

W święto Matki Bożej Siewnej, jak każe dawny zwyczaj, rolnicy przynoszą ziarno przeznaczone na tegoroczny zasiew. Kapłan, poświęcając je, wypowiada następującą modlitwę: „Boże, Ty sprawiasz, że wszelkie nasiona wpadłszy w ziemię obumierają, aby wydać plon (…). Prosimy Cię, pobłogosław te ziarna zbóż i inne nasiona.  Zachowaj je przed gradem, powodzią, suszą i wszelką szkodą, a ziemię użyźnij rosą z nieba, aby rośliny z nich wyrosłe wydały obfite plony. Spraw też, abyśmy za przykładem Najświętszej Maryi Panny (…) przynosili plon stokrotny przez naszą wytrwałość w pełnieniu Twojej woli”. I tak zaorane zagony czekają na przyjęcie nowego daru – ziemia wkrótce otrzyma nowe ziarno; ono jeszcze przed nadejściem zimy uraduje nasze oczy zielenią. Na wiosnę ziarno przygarnięte przez ziemię, wraz z całą naturą, wybuchnie bogatym wzrostem. Pod koniec lata znów uraduje nas plonem stokrotnym.

Nic więc dziwnego, że Kościół pragnie 8 września, a więc pod koniec lata i na progu jesieni, uczcić Matkę Bożą, wspominając Jej narodzenie. Jej przyjście na świat tak bardzo przywołuje w wyobraźni obraz jesiennego siewu. W Maryi bowiem Bóg powierzył ziemi drogocenne „ziarno”, które w przyszłości wyda plon. „Błogosławiony jest owoc żywota Twojego…” – modlą się dziś tysiące ludzi wierzących na całej ziemi.
 
Narodzeniu Maryi nie towarzyszyło żadne szczególne wydarzenie i Ewangelie nic nam o nim nie mówią. Uro­dziła się zapewne w jakimś miasteczku Galilei, prawdopo­dobnie w samym Nazarecie, i tego dnia nic osobliwego na jej temat nie zostało ludziom objawione. Świat nadal przywiązywał wagę do innych wydarzeń, które potem zo­stały całkowicie wymazane z ludzkiej pamięci, nie pozo­stawiając po sobie najmniejszego śladu. To, co jest ważne dla Boga, często przechodzi niepostrzeżenie przed oczyma ludzi, którzy szukają czegoś nadzwyczajnego, co by ulżyło ich egzystencji. Jedynie w Niebie przeżywano święto, wiel­kie święto.
Maryja przeżyła potem wiele lat niezauważo­na przez nikogo. Cały Izrael oczekiwał tej dziewicy zapo­wiedzianej przez Pismo (por. Rdz 3, 15; Iz 7, 14), ale nikt nie wiedział, że Ona już żyje wśród ludzi. Na pozór prawie nie różniła się od innych. Odznaczała się silną wolą, prag­nęła i kochała z trudną do zrozumienia siłą, miłością, która we wszystkim dostosowywała się do miłości Boga. Swoją inteligencję oddała w służbę tajemnicom, które stopniowo odkrywała, doskonale rozumiała związek między nimi i proroctwa mówiące o Odkupicielu, a swoje umiejętno­ści wykorzystywała przy tkaniu, gotowaniu i innych pra­cach domowych. Odznaczała się dobrą pamięcią: zachowywa­ła wiernie wszystkie (…) sprawy w swym sercu (Łk 2, 51) i przechodziła od jednego wspomnienia do drugiego, posługiwała się konkretnymi faktami. Najświętsza Maryja Panna posiadała żywą wyobraźnię, dzięki czemu Jej życie było pełne inicjatyw, służenia innym, przynoszenia ulgi w ich egzystencji, czasami bolesnej z powodu choroby lub nieszczęścia… Bóg spoglądał na Nią z miłością, jak wyko­nywała drobne obowiązki każdego dnia, a te niepozorne zajęcia przynosiły Jej wielką radość. Maryja wiedziała, że aby się Bogu przypodobać, jednego potrzeba, to jest, aby najdrobniejsze rzeczy czynić z wielkiej miłości – miłość i zawsze miłość.
Gdy patrzymy na Jej zwyczajne życie, uczmy się wyko­nywać codzienne czynności, pamiętając o obecności Bo­żej. Służmy innym bez hałasu, bez
ustawicznego podkre­ślania swoich praw lub przywilejów, które przecież zostały nam dane, wykonujmy rozpoczętą pracę do końca. Jeżeli będziemy naśladować Najświętszą Maryję Pannę, nauczy­my się doceniać drobiazgi monotonnych dni, nadawać nad­przyrodzony sens uczynkom, których może nikt nie widzi: czyszczeniu mebli, uaktualnianiu danych w komputerze, ścieleniu łóżka, szukaniu dokładnych informacji i danych do przygotowywanej lekcji. Te małe rzeczy, wykonywane z miłością, przyciągają miłosierdzie Boże i ustawicznie po­większają łaskę uświęcającą w duszy. Maryja jest doskonałym przykładem takiego codziennego oddania się, które polega na uczynieniu ze swego życia ofiary dla Pana.
Od małych rzeczy wiele zależy. Sam Pan Jezus powiedział w przypowieści o talentach, że kto nie będzie wierny w małych rzeczach, powoli upadnie w większych.
Moi drodzy! Na koniec zapytajmy: Czy pamiętamy o dniu urodzin swojej Matki? – także tej ziemskiej matki? Jak czcimy ten dzień?

września 08, 2022

Homilia na Uroczystość Narodzenia NMP - Nie bój się wziąć do siebie Maryi

września 08, 2022

Homilia na Uroczystość Narodzenia NMP - Nie bój się wziąć do siebie Maryi


Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: "Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów". A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez proroka: "Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami". Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, ja mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus. /Mt 1,18-23/

Refleksja nad Słowem Bożym

Liturgia Bożego słowa tej Mszy św. dzisiejszej ukazuje, jak całe życie Matki Najświętszej polegało na odniesieniu do Jezusa, do całego ludu Bożego. Dlatego w to dzisiejsze święto, Święto Narodzenia NMP, niejako na pierwszym planie do głosu dochodzi tajemnica Narodzenia Jezusa Chrystusa.

Ewangelia, którą wysłuchaliśmy przed chwilą, ukazuje – długą, co prawda – genealogię Jezusa, genealogię, która zagłębia Jezusa w Jego korzenie historii całego Narodu Wybranego, cofając się aż do Abrahama i Dawida. W liście tych sławnych ludzi, i tych ludzi, których może mniej znamy, tych imion tak wielu, ukrywa się jakaś wielka myśl, jakaś złota nić, rozwijająca się przez wieki; nić, która dochodzi aż na koniec do Maryi, Matki Najświętszej. Jest to wielkie oczekiwanie na spotkanie Boga z człowiekiem; oczekiwanie, które zostało przygotowane przez obietnice daną Abrahamowi; oczekiwanie zapoczątkowane w dynastii Dawidowej, przechodzącej w ciągu tak wielu wieków historii Narodu Wybranego, historii, która wpisuje w swoje losy również czas narodzin Matki Jezusa. W Niej właśnie urzeczywistnia się Boże Słowo; w Niej to ziarno Bożego Słowa staje się Ciałem. I chociaż Maryja jest wpisana w tak wielką historię Odkupienia, zbawienia świata, to Ona ma też swoją własną historię; ma własną historię narodzenia, ma historię swojego cichego życia w Nazarecie u boku swoich rodziców Joachima i Anny.

Chrześcijanie w przeciągu dwudziestu już wieków, ciągle swoją myślą wybiegają do Matki Najświętszej, do tajemnicy Jej pojawienia się na świecie; wybiegają, bowiem Jej narodzenie, to jak gdyby zapoczątkowanie dzieła odkupienia świata. Jej pojawienie się na świecie, to tak, jak to słońce poranne, które wstaje i oświetla cały świat swoimi promieniami. Ono ukazuje tą pełnię zbawienia, wskazuje, że wypełniły się czasy, przyszedł czas zbawienia świata, i to się dokonuje również przez Nią. Gdyby bowiem nie zaistniała Maryja, w swej najwyższej doskonałości, w swej świętości, w swym doskonałym posłuszeństwie Bożym planom w świecie, nie mogłoby nastąpić Wcielenie Bożego Syna, nie byłoby odkupienia świata.

W naszej Ojczyźnie święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w szczególny sposób upodobał sobie wiejski lud, nazywając je świętem Matki Boskiej Siewnej. Był bowiem taki dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i po przygotowaniu pól zaczynano jesienny siew:

Gdy o Matce Bożej zasiano,
To ani za późno, ani za rano.

To święto kościelne staje się również tematem dla poetów. Poświęca mu jeden ze swoich wierszy Józef Skóra. W wierszu: Matka Boża Siewna pisze:

Idzie Matka Boska Siewna
po jesiennej roli,
wsiewa ziarno w ziemię czarną
w złotej aureoli.
Rzuca swe płomienne blaski
na pola i sioła,
Miłosierna, pełna łaski
patrzy dookoła…


W święto Matki Bożej Siewnej, jak każe dawny zwyczaj, rolnicy przynoszą ziarno przeznaczone na tegoroczny zasiew. Kapłan, poświęcając je, wypowiada następującą modlitwę: „Boże, Ty sprawiasz, że wszelkie nasiona wpadłszy w ziemię obumierają, aby wydać plon (…). Prosimy Cię, pobłogosław te ziarna zbóż i inne nasiona.  Zachowaj je przed gradem, powodzią, suszą i wszelką szkodą, a ziemię użyźnij rosą z nieba, aby rośliny z nich wyrosłe wydały obfite plony. Spraw też, abyśmy za przykładem Najświętszej Maryi Panny (…) przynosili plon stokrotny przez naszą wytrwałość w pełnieniu Twojej woli”. I tak zaorane zagony czekają na przyjęcie nowego daru – ziemia wkrótce otrzyma nowe ziarno; ono jeszcze przed nadejściem zimy uraduje nasze oczy zielenią. Na wiosnę ziarno przygarnięte przez ziemię, wraz z całą naturą, wybuchnie bogatym wzrostem. Pod koniec lata znów uraduje nas plonem stokrotnym.
 
Nic więc dziwnego, że Kościół pragnie 8 września, a więc pod koniec lata i na progu jesieni, uczcić Matkę Bożą, wspominając Jej narodzenie. Jej przyjście na świat tak bardzo przywołuje w wyobraźni obraz jesiennego siewu. W Maryi bowiem Bóg powierzył ziemi drogocenne „ziarno”, które w przyszłości wyda plon. „Błogosławiony jest owoc żywota Twojego…” – modlą się dziś tysiące ludzi wierzących na całej ziemi.



Narodzeniu Maryi nie towarzyszyło żadne szczególne wydarzenie i Ewangelie nic nam o nim nie mówią. Uro­dziła się zapewne w jakimś miasteczku Galilei, prawdopo­dobnie w samym Nazarecie, i tego dnia nic osobliwego na jej temat nie zostało ludziom objawione. Świat nadal przywiązywał wagę do innych wydarzeń, które potem zo­stały całkowicie wymazane z ludzkiej pamięci, nie pozo­stawiając po sobie najmniejszego śladu. To, co jest ważne dla Boga, często przechodzi niepostrzeżenie przed oczyma ludzi, którzy szukają czegoś nadzwyczajnego, co by ulżyło ich egzystencji. Jedynie w Niebie przeżywano święto, wiel­kie święto.

Maryja przeżyła potem wiele lat niezauważo­na przez nikogo. Cały Izrael oczekiwał tej dziewicy zapo­wiedzianej przez Pismo (por. Rdz 3, 15; Iz 7, 14), ale nikt nie wiedział, że Ona już żyje wśród ludzi. Na pozór prawie nie różniła się od innych. Odznaczała się silną wolą, prag­nęła i kochała z trudną do zrozumienia siłą, miłością, która we wszystkim dostosowywała się do miłości Boga. Swoją inteligencję oddała w służbę tajemnicom, które stopniowo odkrywała, doskonale rozumiała związek między nimi i proroctwa mówiące o Odkupicielu, a swoje umiejętno­ści wykorzystywała przy tkaniu, gotowaniu i innych pra­cach domowych. Odznaczała się dobrą pamięcią: zachowywa­ła wiernie wszystkie (…) sprawy w swym sercu (Łk 2, 51) i przechodziła od jednego wspomnienia do drugiego, po­sługiwała się konkretnymi faktami. Najświętsza Maryja Panna posiadała żywą wyobraźnię, dzięki czemu Jej życie było pełne inicjatyw, służenia innym, przynoszenia ulgi w ich egzystencji, czasami bolesnej z powodu choroby lub nieszczęścia… Bóg spoglądał na Nią z miłością, jak wyko­nywała drobne obowiązki każdego dnia, a te niepozorne zajęcia przynosiły Jej wielką radość. Maryja wiedziała, że aby się Bogu przypodobać, jednego potrzeba, to jest, aby najdrobniejsze rzeczy czynić z wielkiej miłości – miłość i zawsze miłość.

Gdy patrzymy na Jej zwyczajne życie, uczmy się wyko­nywać codzienne czynności, pamiętając o obecności Bo­żej. Służmy innym bez hałasu, bez ustawicznego podkre­ślania swoich praw lub przywilejów, które przecież zostały nam dane, wykonujmy rozpoczętą pracę do końca. Jeżeli będziemy naśladować Najświętszą Maryję Pannę, nauczy­my się doceniać drobiazgi monotonnych dni, nadawać nad­przyrodzony sens uczynkom, których może nikt nie widzi: czyszczeniu mebli, uaktualnianiu danych w komputerze, ścieleniu łóżka, szukaniu dokładnych informacji i danych do przygotowywanej lekcji. Te małe rzeczy, wykonywane z miłością, przyciągają miłosierdzie Boże i ustawicznie po­większają łaskę uświęcającą w duszy. Maryja jest doskonałym przykładem takiego codziennego oddania się, które polega na uczynieniu ze swego życia ofiary dla Pana.

Od małych rzeczy wiele zależy. Sam Pan Jezus powiedział w przypowieści o talentach, że kto nie będzie wierny w małych rzeczach, powoli upadnie w większych.

Moi drodzy! Skoro Salomon z okazji poświęcenia materialnej świątyni wraz z całym ludem Izraela składał tak wielką i wspaniałą ofiarę, jakaż powinna być radość nasza z powodu świętowania narodzenia Najświętszej Maryi Panny, do której łona, jak do najświętszej świąty­ni osobiście zszedł Bóg, by przyjąć od Niej ludzką naturę i żyć widzialnie wśród ludzi? Czy pamiętamy o dniu urodzin swojej Matki? – także tej ziemskiej matki? Jak czcimy ten dzień? 




sierpnia 28, 2022

22. Niedziela Zwykła (Rok C) – Ostatni będą pierwszymi

sierpnia 28, 2022

22. Niedziela Zwykła (Rok C) –  Ostatni będą pierwszymi
Umiłowani bracia i siostry! Kościół św. w dniu dzisiejszym chce nas nauczyć cnoty pokory. W pierwszym czytaniu mądrość Boża wskazuje nam drogę do prawdziwej wielkości, zasługującej na uznanie w oczach Boga i ludzi. A droga, która prowadzi do Boga, według św. Pawła, prowadzi przez Jezusa Chrystusa. Jest ona pewna, pod warunkiem, że będziemy Go naśladować we wszystkim.
W dzisiejszej Ewangelii Chrystus Pan nawiązuje do pewnego zdarzenia, które zaobserwował w swoim otoczeniu. „Wybierali so­bie pierwsze miejsca" (Łk 14, 7), a czynili to zapewne tak ener­gicznie, że nie uszło to uwagi Zbawiciela, i dlatego Jego nauka: bądź pokorny, zajmuj ostatnie miejsce, a ten który cię zaprosił będzie pamiętał o tobie i posadzi cię wyżej. „Każdy kto się wy­wyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony" (Łk 14, 11). Dochodzimy więc do sedna zagadnienia, które zostało przed nami postawione. Jest nim problem pokory. Pokora bowiem decyduje o wielkości człowieka. Już św. Franciszek z Asyżu, ten pokorny naśladowca Chrystusa powiedział: „Człowiek jest tym kim jest, i niczym więcej". Pokora bowiem nie urąga pragnieniu wielkości, poprzez którą człowiek chce utrwalić samego siebie, ale jest ona równowagą rozumu, który zna swoje miejsce, oraz ser­ca, które nie pragnie ponad miarę. To Bóg wyznaczył człowie­kowi miarę. Nie może on jej przekroczyć, bo wtedy zajmie cu­dze miejsce i może usłyszeć: Przyjacielu, przesiądź się niżej! (Łk 14, 9). Pycha jest przejawem głupoty. Burzy ona porządek, którego nie można burzyć bezkarnie. Na przełomie sierpnia i września, kiedy stajemy przed kolejną rocznicą straszliwej za­wieruchy wojennej, rozpętanej przez „nadludzi", owładniętych szatańską pychą panowania nad całym światem, wiemy do cze­go prowadzi zburzony porządek dany przez Boga! Człowiek, człowiekowi gotuje tak straszliwy los wówczas, kiedy obali porzą­dek wartości, zakodowany w jego sercu. Ileż krzywd wyrządziła bliźnim niepohamowana pogoń za bogactwem, za zdobywaniem w niegodziwy sposób zaszczytów i godności? Porządek oparty na subiektywnym prawie, bez liczenia się z prawem innych ludzi, a zwłaszcza z Bożym prawem, prowadzi nieuchronnie do groźnych konfliktów. Dlatego, boimy się ludzi, którym brak pokory! A lu­dzi naprawdę wielkich podziwamy za ich pokorę. To chyba dlatego wyrocznia delficka nazwała Sokratesa najmędrszym. Je­mu to przypisuje się słynne powiedzenie: „Wiem, że nic nie wiem..." To dlatego urzeka nas pokora, prawdziwa kultura bycia u ludzi naprawdę wielkich. Im więcej wiedzą, głębiej są prze­świadczeni, że wiele jeszcze im brakuje, stąd ta skromność i po­kora.
Drodzy bracia i siostry! Wróćmy do dzisiejszej Ewangelii. Chry­stus Pan nie tylko mówił o wartości pokory, ale całym swoim życiem dawał przykład jak ją praktykować. Dlatego zwraca się do nas wszystkich: „Uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i po­kornego serca" (Mt 11, 29). To wskazanie będzie miało zawsze wielu zwolenników. Nie można stać się świętym, dobrym czło­wiekiem, nie będąc pokornym. Porywającym przykładem wiel­kości i pokory jest Najświętsza Maryja Panna, pokorna Słu­żebnica Pańska. Włączyła się w zbawczy plan Ojca Niebieskiego z całą świadomością i pokorą. W domu Elżbiety wyśpiewa prze­piękny hymn „Magnificat" – „Wielbi dusza moja Pana", w któ­rym odda chwałę Panu ale też stwierdzi, że „odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż Pan wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy". Pyszniących się zamysłami serc swoich Bóg rozproszy, władców strąci z tronu, a bogatych z niczym od­prawi. Bóg, bowiem – mówi dalej Maryja – okaże moc swego ramienia tym, którzy się Go boją. Pokornych wywyższy i głod­nych nakarmi, bo Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie (Łk 1, 46–55). Wielkość niedościgła, ale zarazem pokora godna Matki Zbawiciela.
Tak będzie zawsze. Kiedy Matka Boża objawi się w La Salette dwojgu biednym dzieciom w dniu dziewiętnastym wrześ­nia 1846 r. – to całą swoją postawą i ubiorem, przypomni nam o tej zapomnianej cnocie, jaką jest skromność i pokora. Gdy stajemy na miejscu zjawienia w La Salette, 1800 metrów npm., w tej wspaniałej scenerii szczytów alpejskich, widzimy potęgę Stwórcy, a zarazem naszą małość. Wtedy przeżywa się prawdę wyznania poety: „Czymże jestem Panie, przed Twoim Obliczem – prochem i niczem" (A. Mickiewicz). W La Salette, w otoczeniu cudownej przyrody, padają ważkie słowa nawołujące ludzi do przestrzegania porządku wartości. Orędzie Matki Bożej z La Salette – powie później znany francuski pisarz Leon Bloy – jest wołaniem o powrót człowieka do ładu moralnego ustanowionego przez Boga!
Idąc za przykładem pokornej Służebnicy Pańskiej, wielu Polaków zdobyło szczyty świętości. Wspomnieć tu nam trzeba, choć­by św. Maksymiliana, męczennika z Oświęcimia, który w szkole Niepokalanej nauczył się, jak zwyciężać zło – dobrem i poko­rą. Na pewno spotkaliśmy ludzi szlachetnych, dobrych, którzy bezinteresownie świadczyli drugim dobro. Dobrych jak chleb, który wszystkim smakuje. Tak mówiono o św. Bracie Albercie, apostole dobroci. Spotkanie takich ludzi uważajmy za wielki dar Boży. Oni to czynią nasze życie bardziej znośnym i ludzkim. „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi" (Mt 30, 16). Jest w tym stwierdzeniu zawarta wielka mądrość Boża. Sprawiedliwy Ojciec Niebieski zadba, aby wszystkie krzywdy były naprawione, aby wszystkie nierówności były wyrównane, a wszystkie długi zwró­cone.
Drodzy bracia i siostry, zwłaszcza wy, którzy uważacie, że jesteście przez życie pokrzywdzeni, że nikt się Wami nie inte­resuje, że jesteście opuszczeni, słuchajcie co mówi nam Pan: „Ostatni będą pierwszymi". O nikim Pan nie zapomni! Błogosła­wieni jesteście, którzy dobrze czynicie, a wy – smutni, cierpią­cy, płaczący – będziecie pocieszeni.
Drodzy bracia i siostry! Za chwilę stanie wśród nas Chry­stus w Eucharystii. On niedościgły wzór miłości prosi nas, byś­my uczyli się od Niego, jak mamy być cisi i pokorni, by stać się wielkimi w oczach Bożych. Niech Najświętsza Maryja Panna, pokorna Służebnica Pańska dopomaga nam do zdobycia tych wiel­kich cnót: pokory, skromności i szlachetności, które sprawią, że życie w ojczyźnie naszej będzie pełne szczęścia i pokoju. Amen.


sierpnia 20, 2022

Strzeżcie się pychy i obłudy

sierpnia 20, 2022

Strzeżcie się pychy i obłudy

Słowo Boże na dziś


Z Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.A wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony». (Mt 23,1-12)


Refleksja nad Słowem Bożym


Niektóre zdania dzisiejszej Ewangelii wskazują na to, jak bar­dzo od czasów Pana Jezusa zmieniły się czasy; a inne znowu mówią o tym, że wśród ludzi wszystko dzieje się po staremu. Boski Nauczyciel krytykuje uczonych w Piśmie i faryzeuszy - nauczycieli narodu wybranego - za fałsz i obłudę. Stawiali oni ludziom wielkie wymagania w sprawach tego, co dzisiaj nazwalibyśmy "kulturą by­cia", czy też w sprawach rytualnych, sami natomiast nie czuli się zobowiązani najważniejszymi zasadami moralnymi. Dzisiaj, nauczy­ciele narodów - w tym również narodu polskiego - postępują od­wrotnie. Sami rzekomo są w porządku, ale ludziom są gotowi po­zwolić na wszystko. Cała ta nauka streszcza się w sławnym "róbta co' chceta". Niedawno spotkał się z młodzieżą podczas audycji telewizyjnej pewien znany polityk. Solennie się zarzekał, że on sam jest przeciwko aborcji, bo to jest wielkie zło, kiedy jednak młodzi zapytali go, jak głosował podczas debaty nad dopusz­czalnością przerywania ciąży, odparł, że tak jak jego towarzysze, bo kobiety przecież mają prawo dokonywać wyboru... nawet jeśli wyni­kiem tego wyboru jest zabójstwo. Jakaż to wielka zmiana! Faryzeu­sze sprzed dwóch tysiącleci wymagali od innych a sami nie czynili, natomiast faryzeusze współcześni od siebie podobno wymagają, ale dla innych są bardzo łagodni i łaskawi.
Tak naprawdę jednak nic się nie zmieniło. I jedni i drudzy ro­bią to dla tego samego celu: "aby się ludziom podobać". Jednym i drugim zależy na popularności, na poparciu i na głosach. Dlatego mówią nie to, co ludziom jest potrzebne, tylko to, co się ludziom podoba.
I tak ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii znajduje zaskakujące zastosowanie. Ci, którzy chcą się ludziom przypodobać, zdobyć gło­sy, zdobyć władzę, a przez to wywyższyć, głoszą ludziom nauki, które prowadzą do upodlenia i poniżenia. Wierni Bogu, głoszący ludziom wymagania prawa natury i prawa Boga, wyśmiewani i poni­żani, dokonują prawdziwej promocji moralnej człowieka. Dzięki ich poniżeniu ludzie będą wywyższeni.
Św. Bernard, patron dnia dzisiejszego, pokazuje nam na czym polega prawdziwa pokora, duch uniżenia, a więc to, o czym słyszymy dzisiaj w Ewangelii. Owo uniżenie przed Bogiem polega na tym, że jedynym moim i twoim skarbem będzie Jezus. Uniżenie, pokora to świadomość, że wszystko, co mamy, otrzymaliśmy od Niego: dom, rodzinę, powołanie, wiarę, siłę do przetrwania trudnych chwil, pokój ducha w cierpieniu i nadzieję wtedy, kiedy wszystko wydaje się stracone. Uniżenie, pokora polega na naszym przekonaniu, że sami z siebie niczego nie jesteśmy w stanie dokonać, że całe dobro, które się w nas i przez nas dokonuje jest darem samego Boga.  
Takie wezwanie do uniżenia, pokory dla nas oznacza wezwanie do większej miłości, bo ta miłość jest naszym skarbem w niebie. Owo uniżenie polega na całkowitym zdaniu się a Jezusa; na nieustannym zawierzeniu Mu naszych zmartwień, słabości, kłopotów. Jest to postawa bezgranicznego oddania się w ręce Pana Boga. My, poprzez tę liturgię, chcemy się zbliżyć do Jezusa – chcemy tego uniżenia przed Bogiem, jeszcze więcej w swoich sercach. I dlatego, z nadzieją i wiarą, że te ręce Jezusa podniosą nas z nawet największej rozpaczy i z najgłębszego upadku – tak, jak ręce Pana Boga podnosiły Izraelitów, którzy popadali w coraz to nowe i większe grzechy, którzy odchodzili od wiary w Jedynego Boga. Prośmy teraz, by Pan Bóg był dla nas, jak dla św. Bernarda, jedynym i największym Skarbem i Szczęściem.  
 


sierpnia 19, 2022

Które przykazanie jest najważniejsze?

sierpnia 19, 2022

Które przykazanie jest najważniejsze?

Słowo Boże na dziś



Z Ewangelii według Świętego Mateusza

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Jeden z uczonych żydowskich, jak słyszeliśmy w Ewangelii, postawił Jezusowi bardzo ważne pytanie: “Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest najważniejsze?” Mimo, że jego intencja nie była czysta, bo Ewangelista zaznacza, że tym pytaniem wystawił Jezusa na próbę, to jednak chodziło o sprawę bardzo ważną, bo tzw. Tora, czyli żydowskie Prawo, zawierała aż 613 nakazów i zakazów. Prosty człowiek gubił się w tym wszystkim.

Pytanie uczonego było uzasadnione. Toteż Jezus bierze rzecz poważnie, i spokojnie odpowiada. Jego odpowiedź jest skierowana nie tylko do uczonego w Prawie i otaczających go faryzeuszy, lecz do wszystkich ludzi dobrej woli, a więc i do nas.

Odpowiedź Chrystusa jest krotka. Wskazuje w niej nie na jedno, lecz dwa przykazania. Oba jednak dotyczą tego samego – miłości. Można sprowadzić je do jednego: należy miłować Boga ponad wszystko, a bliźnich tak, jak siebie samego.

Co znaczy miłować Boga ponad wszystko?

Miłować Boga ponad wszystko, to znaczy uwielbiać Go całym swoim życiem, zapatrzyć się w Niego z wiarą i miłością; to znaczy wielbić Go we wszystkich przejawach Jego obecności w świecie, kontemplować Go w śladach jego miłości i piękna; dostrzegać Boga w całym świecie i w przyrodzie tak, jak Go kochali i odkrywali święci, np. św. Franciszek z Asyżu zachwycony wspaniałością świata i pięknem stworzenia. Z tego zachwycenia Bogiem i pięknem stworzenia przez św. Franciszka zrodził się wspaniały Hymn Stworzenia, w którym powtarza się jak refren: “Bądź pochwalony Panie mój przez ogień, przez siostrę ziemię, która nas żywi, chowa i wydaje owoc”. W całym świecie św. Franciszek dostrzegał ślady Boga, i wręcz przeżywał obecność Boga w przyrodzie. Przyroda była dla niego świątynią żyjącego Boga. Dlatego przedstawiają go obrazy, na których za nim biegnie owieczka, że ptaki słuchały jego kazań, że konik polny modlił się wraz z nim. Św. Franciszek swoim spojrzeniem zawsze odkrywał Boga w przyrodzie. Wszystkie rzeczy stworzone były dla niego obrazem piękna Stwórcy.

Ukochać Boga ponad wszystko, to znaczy uwierzyć w Jego nieskończoną miłość do mnie, do każdego człowieka, to uwierzyć, że Bóg mnie kocha, że pragnie mojego szczęścia, a moja miłość ma być darem dla dobrego Boga. Karol de Facould (Fuko) pisał: “Gdy przyjąłem i uwierzyłem, że Bóg istnieje, zrozumiałem, że nie mogę żyć inaczej, jak tylko dla Niego samego”. Miłować Boga ponad wszystko, to starać się by ta miłość ogarnęła całą naszą istotę, to starać się, by ta miłość była totalna, tzn. by angażowała wszystkie nasze władze: nasze uczucia, nasze serce, nasz rozum.

Miłować Boga ponad wszystko, to znaczy być wiernym Bogu zawsze i wszędzie, w każdej okoliczności życia, w radości i smutku, w zdrowiu i chorobie, w ubóstwie i bogactwie; to umieć złączyć swoją wolę z Wolą Bożą, i przyjąć to, co Bóg daje dla większego mojego duchowego dobra; to przyjąć również od Boga to, co przychodzi w życiu jako trudne i bolesne, a więc choroby, cierpienia, niepowodzenia. Kto tak kocha Boga, to nie będzie takich okoliczności czy sytuacji życiowych, w których to przykazanie miłości Boga byłoby nie do zrealizowania.

Ta miłość Boga ponad wszystko może być realizowana w pięknych dziełach zewnętrznych: poprzez wznoszenie kościołów, poprzez piękno sztuki, rzeźb, malarstwa, poprzez wierne realizowanie przyrzeczeń chrzcielnych, przyrzeczeń małżeńskich; poprzez całkowite oddanie swojego życia Bogu w kapłaństwie czy w życiu zakonnym.

Ale ta miłość Boga może być też realizowana wtedy, gdy jej znaki są niezauważalne, gdy cierpienie uniemożliwi działanie. Kto jest wierny Bogu, ten potrafi wszystko dla miłości Boga przetrwać, nawet największe cierpienie i nieszczęścia, bo wie Komu zawierzył. A te cierpienia jeszcze bardziej pogłębiają te miłość i oddanie. Każde bowiem cierpienie uczestniczy w krzyżu Chrystusa i w Jego chwalebnym zmartwychwstaniu. Trzeba nam tylko przyjąć Chrystusa do naszego życia i serca, trzeba nam otworzyć się duchowo, z pełnym zaufaniem, na przyjęcie prawdy Jego św. Ewangelii.

Przyjmijmy Chrystusa gorącym sercem i miłujmy Go ponad wszystko, to znaczy złączmy się z Nim na zawsze przez modlitwę, przez pełnienie Jego świętej Woli, przez ofiarną służbę naszym bliźnim. A to będzie realizowanie największego przykazania: miłości Boga i bliźniego. AMEN.

 

 

sierpnia 06, 2022

19. Niedziela Zwykła (C) – Nie bój się...

sierpnia 06, 2022

19. Niedziela Zwykła (C) – Nie bój się...


 „Nie bój się, mała trzódko!" (Łk 12, 32) To pierwsze zdanie Pana Jezusa, dziś do nas skierowane, tchnie ciepłem. Gdziekolwiek się teraz znajdujesz, czujesz się ogarnięty troską Zbawiciela. „Nie bój się, mała trzódko...”. Nie są to słowa skierowane do całej ludzkości. Jest to wezwanie skierowane indywidualnie do ciebie. Nie mów, że Bóg kocha wszystkich, bo mógłbyś łatwo przejść do stwierdzenia, że nie kocha nikogo. Pamiętaj, że On kocha każdego indywidualnie, a wtedy zrozumiesz, że znajdujesz się w tej przez Niego umiłowanej trzódce! „Nie nazywam was sługami, ale przyja­ciółmi" - mówił Chrystus. Miłość przyjacielska rozgrywa się w relacji: Ty - Ja. Do tej właśnie miłości możesz się odwołać, gdy słyszysz słowa: „Nie bój się trzódko mała, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo". Bóg nie kocha „wszystkich”, ale każdego z osobna, a więc ty jesteś dla Niego tą jedyną osobą, wartą Jego miłości. Jak łatwo o tym zapomnieć, gdy żyje się w ciągłym poczuciu zagrożenia przez tłum. Czujesz się zagrożonym przez innych, gdy stoisz w kolejce przed sklepem. Odczuwasz to zagrożenie, gdy zajmujesz miejsce w szpitalu, na które - jak mówią - wielu czeka w kolejce. Czujesz się tak często lekceważony. Nikt ważny nie ujął się za tobą. Nie miałeś możnego protektora. Twoją sprawę rozpatrzono niesprawiedliwie. Zdeptali cię inni; oni umieli głośniej wołać, oni wiedzieli komu i kiedy i co dać! Dlatego tak czekasz na słowa podobne do tych: Nie bój się... spodobało się Ojcu... dać tobie Królestwo! Kto może się powołać na takiego Ojca? Kto może się poczuć bezpieczny tak - jak ty, mając za sobą miłość Wszechmocnego? Kto ma w perspektywie życiowej Królestwo? To jedno zdanie Chrystusa wlewa tyle nadziei do twego serca. To jedno zdanie Chrystusa przypomina ci, choćbyś się czuł zapomniany przez wszystkich, jak wielka jest twa godność! Jesteś dziedzicem Królestwa. Chociaż inni tego nie wiedzą, ty jesteś jedynym spadkobiercą Nowego Testamentu Jezusa Chrys­tusa! Jedyny - każdy z nas z osobna. Dla Ojca nie ma tłumu. Jest człowiek - jesteś ty!

Drogi Bracie, droga Siostro, twoja wiara jest odpowiedzią na wezwanie Ojca. Jak ta wiara ma wyglądać na co dzień? Ona nie jest uczuciem, ona ma być postawą! Jezus uczy ciebie dziś, że jest to postawa czuwania. Szczęśliwy jest ten człowiek, którego Pan zastanie czuwającym. O tej postawie czuwania uczył nas Ojciec św. Jan Paweł II podczas swojej drugiej pielgrzymki do Ojczyzny. Mówił wtedy, że czuwanie jest wyznaniem miłości, „którą pragniemy odpowiedzieć na miłość jaką jesteśmy od wieków umiłowani" (por. Apel Jasnogórski z młodzieżą). Czuwać to znaczy mieć postawę odpowiedzialności za swoje postępowanie. Nie wolno uśpić sumienia. Pan powraca w każdej chwili, przed Nim zdajesz sprawę ze swego życia. On zna każdą twą myśl. Ojciec św. tak mówił: „Co to znaczy czuwam? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam, nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać przezwyciężając je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa... Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy się łatwo z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza jeżeli tak postępują inni" (por. tamże).

Trzeba więc, abyś dziś jeszcze raz zdobył się na wysiłek i połączył tęsknotę za ciepłem Bożej miłości z trudem czuwania, które jest odpowiedzią na tę miłość. Wiara jest przecież nie tylko bezpiecznym schronieniem dla upoko­rzonego człowieka, ale jest kształtowaniem jego postawy. „Czy o drugiej, czy trzeciej straży nocnej Pan przyjdzie, błogosławieni są ci, którzy czuwają."

„Czuwam - uczy nas św. Jan Paweł II, to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów... Czuwam, to znaczy: miłość bliźniego - to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność." „Jeżeli sługa powie w duszy: Mój pan się ociąga... zacznie krzywdzić swoich współtowarzyszy, zacznie upijać się... to nadejdzie pan w dniu, gdy on się nie spodziewa... Skąd się dziś bierze tak gwałtowny skurcz serc? Pytasz z niepokojem. Ten skurcz jest wynikiem braku poczucia bezpieczeństwa. Twój brat nie wie, co go jutro czeka, czuje się niepewny. Dlatego myśli tylko o sobie. A tobie dziś przypomniano: Nie bój się, jesteś dziedzicem Królestwa. Ono jest twoją przyszłością, której żaden kryzys nie podważy. Sam Pan się przepasze i będzie tobie usługiwał. Taka jest twoja wartość. „Panie - pytamy zaskoczeni razem ze św. Piotrem - czy do nas mówisz tę przypowieść, czy do wszystkich". Te słowa są skierowane do każdego. Te słowa są dla ciebie!

Przypomniał nam dziś autor Listu do Hebrajczyków wspaniały przykład postawy wiary. Abraham! On przyjął słowo. Usłuchał wezwania, które było skierowane do niego. Był zawsze gotowy pełnić to, co mu zlecił Bóg. Sługa, który zawsze czuwał.

Drogi Bracie, droga Siostro! Starałem się dzisiejszą homilię mówić tylko do ciebie. Nie chciałem, aby była słowem do wszystkich, słowem, obok którego można przejść obojętnie, słowem, które jest skierowane do kogoś innego. Słowo Jezusa Chrystusa, które starałem się tobie przybliżyć jest skierowane do ciebie. Jest wezwaniem, na które ty masz dać odpowiedź.

Jeżeli przeciwności życia, którymi jest najeżona twoja droga odebrały ci nadzieję - to niech pełne miłości słowo Jezusa podniesie cię na duchu. Pamiętaj kim jesteś, choćby cię zepchnięto i skrzywdzono! Ojciec Wszech­mogący obiecał ci Królestwo! Jesteś dziedzicem Królestwa. Oznajmiono ci to, abyś nabrał otuchy, wiedząc niechybnie jakim zawierzyłeś obietnicom i komu zawierzyłeś.

Pamiętaj teraz, że to „szlachectwo zobowiązuje". Kształtuj w sobie postawę wiary. Czyń to tak, jak Abraham, to znaczy na przekór innym, nawet na przekór tak zwanemu zdrowemu rozsądkowi, który dyktuje ci zło!

Jezus oczekuje od ciebie tego, co nazwał czuwanie. Bądź człowiekiem sumienia! Nie zamykaj się nigdy w ciasnym kręgu swoich spraw! Nie jest to łatwe. Dlatego jeszcze raz powtórz słowa modlitwy z dzisiejszej niedzieli. „Ośmielamy się Ciebie nazywać Ojcem! Boże Wszechmogący! Umocnij w nas ducha przybranych dzieci, dziedziców Królestwa, abyśmy mogli to dziedzictwo osiągnąć" AMEN.

 

 

lipca 09, 2022

15. Niedziela Zwykła (C) - Miłosierny Samarytanin

lipca 09, 2022

15. Niedziela Zwykła (C) - Miłosierny Samarytanin


Dzisiejszy ewangeliczny epizod rozpoczyna się
od tego, że Pan Jezus znalazł się dyskretnie w pobliżu nieżyczliwego sobie człowieka i nic więcej. Pan Jezus jest zbyt dobrym nauczycielem, żeby od razu zacząć go pouczać. Wie, że Jego nauka, tak bardzo potrzebna temu biednemu i przemądrzałemu uczonemu w Prawie, odbiłaby się od niego jak groch od ściany. Toteż Jezus chce tak pokierować sytuacją, żeby Jego nauka rzeczywiście dotarła do serca tego człowieka.

Właśnie w tym celu Zbawiciel staje dyskretnie w zasięgu uwagi owego uczonego w Prawie. Jeśli on sam zacznie rozmowę, będzie większa szansa na to, że usłyszy tak bardzo mu potrzebne słowa zbawienia. Uczony rzeczywiś­cie podchodzi do Jezusa, ale nie w tym celu bynajmniej, żeby zaczerpnąć z Jego mądrości. Ewangelia wyraźnie zaznacza, że chciał Jezusa wystawić na próbę.

Ale Jezus kocha tego człowieka, dlatego nie zraża się jego złą wolą. Teraz Jego troską jest takie ustawienie rozmowy, żeby ów uczony skorzystał jak najwięcej dla swej duszy. Otóż każdy dobry nauczyciel wie o tym, że uczeń niewiele się nauczy, jeśli przekazywaną mu prawdę będzie przyjmował w sposób czysto bierny. Dlatego Jezus na pytanie uczonego odpowiada pytaniem. Nie chce dopuścić do tego, żeby ów jałowy uczony był w trakcie rozmowy tylko czysto zewnętrznym obserwatorem Prawdy Bożej, albo nawet jej sędzią. W ten sposób dzięki miłości i mądrości Jezusa szybko spada z tego człowieka jego pierwotna zła wola. Niepostrzeżenie dla samego siebie uczony zaczyna z uwagą słuchać nauki Jezusa, a rozumie ją tym więcej, że pouczenie przychodzi w trakcie rozmowy, której on jest aktywnym uczest­nikiem.

I to jest może nawet najważniejszy moment w dzisiejszej Ewangelii: że o miłości bliźniego Pan Jezus mówił w duchu prawdziwej miłości wobec tego człowieka, który podszedł do niego z nieżyczliwością, ażeby Go wystawić na próbę.

Zatrzymajmy się teraz nad odpowiedzią Pana Jezusa na pytanie: „A kto jest moim bliźnim?" Zauważmy, że Pan Jezus nie mówi: twoim bliźnim jest każdy człowiek. To by była tylko pusta deklaracja, z której niewiele by wynikało. Trudno przecież kochać naprawdę kilka miliardów ludzi jedno­cześnie. W odpowiedzi na pytanie, kto jest moim bliźnim, Pan Jezus opowiedział przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Zatem moim bliźnim jest ten oto konkretny człowiek potrzebujący, który znalazł się w mojej przestrzeni. Jest w mojej przestrzeni stale, a może znalazł się w niej całkiem niespodziewanie. W ten drugi sposób - to znaczy całkiem niespodziewanie - człowiek poraniony przy drodze z Jerozolimy do Jerycha pojawił się jako bliźni w bliskości tylko trzech ludzi: kapłana, lewity oraz Samarytanina. Na szczęście przynajmniej jeden z nich zrozumiał, że oto mój bliźni potrzebuje pomocy. Zawiesił na kołku wszystkie urazy i antagonizmy, jakie dzieliły Żydów i Samarytan. W tej chwili liczyło się dla niego tylko to, że ów bliźni pochodzący z wrogiego narodu potrzebował szybkiej i skutecznej pomocy.

W przypowieści znajduje się dyskretny sygnał, że ów nieszczęśnik wpadł w ręce zbójców z własnej winy. Schodził przecież z Jerozolimy do Jerycha, oddalał się od miasta Bożego. Nie jest to droga bezpieczna. Taka jest przecież logika naszej rzeczywistości, że prawdziwe bezpieczeństwo i pokój znaj­dujemy w cieniu Bożych skrzydeł, kto zaś się oddala od Boga, wchodzi w przestrzeń jakiegoś bezsensu i chaosu i niech się nie dziwi, kiedy zostanie ciężko poszkodowany. Taka już jest natura tej drogi, którą się odchodzi od miasta Bożego, że zmarnowała ona bardzo wielu ludzi.

Ale prawdziwa miłość nie pyta, czy bliźni znalazł się w nieszczęściu niesprawiedliwie, czy może z własnej winy. Samarytanin widzi ciężko poranionego człowieka, który potrzebuje szybkiej pomocy. Reszta w tej chwili nie jest ważna. Gdyby Samarytanin spotkał go pól godziny wcześniej, jego miłość bliźniego wyraziłaby się inaczej. Zapewne przekonywałby tego człowieka: człowiecze, opamiętaj się! Nie idź tą drogą, przy tej drodze grasują zbójcy, wracaj do miasta Bożego! Teraz, kiedy człowiek ten leży już poraniony, nie pora wypominać mu, że sam sobie zawinił. Trzeba mu po prostu pomóc. Po tym właśnie poznać prawdziwą miłość, że zwraca się ku człowiekowi w jego aktualnej sytuacji. Prawdziwa miłość nie czeka, aż bliźni zmieni się na lepsze i stanie się wart tego, żeby go kochać. Prawdziwa miłość kieruje się ku człowiekowi takiemu, jakim on jest dzisiaj i stara się pomóc mu zmienić się na lepsze.

Jeszcze jeden szczegół zauważmy w przypowieści o miłosiernym Samarytani­nie. Człowiek poraniony nieszczęściem, chorobą, samotnością, nieznajomoś­cią Boga, pychą, egoizmem - jeśli tylko znalazł się w przestrzeni mojego życia, jest moim bliźnim. Ale ja wobec niego będę albo bliźnim albo człowiekiem twardego serca. W zależności od tego, czy zachowam się jak ów miłosierny Samarytanin, czy jak ów kapłan i lewita, którzy przeszli obok potrzebujące­go i nie udzielili mu pomocy.

Zauważmy: Pan Jezus nie powiedział, że kapłan i lewita przeszli obok poranionego człowieka obojętnie. Nieszczęście tego człowieka mogło ich nawet bardzo poruszyć, rzecz jednak w tym, że oni mu nie pomogli. Zapewne mieli jakieś bardzo ważne powody, żeby się nie zatrzymywać - mogli mieć na głowie sto własnych kłopotów i sto pilnych zobowiązań. Ale, niestety, nic ich nie usprawiedliwia. Powinni zachować się jak bliźni, a zachowali się bezdusznie.

Bracia i Siostry, to jest wielkie i ustawiczne pytanie dla naszych rachunków sumienia. Bo jeśli komuś z nas wydaje się. że ja nigdy nie zachowuję się jak ów kapłan i lewita, znaczy to, że jestem człowiekiem zakłamanym i nie potrafię spojrzeć na siebie w prawdzie.

Na koniec warto wspomnieć, że w postaci miłosiernego Samarytanina Ojcowie Kościoła lubili dopatrywać się samego Jezusa Chrystusa. Nasz stosunek do Boga też czasem przypomina stosunek Żydów do Samarytan. Bywamy wobec Boga nieufni, czasem nawet oskarżamy Go, że źle urządził świat albo że postępuje z nami niesprawiedliwie. Nie chcemy zauważyć rzeczywistej przyczyny tego, że na świecie jest tyle cierpienia, goryczy, krzywdy, samotności, nieszczęścia. Nie chcemy zauważyć, że to wszystko bierze się z naszych grzechów, z naszego egoizmu, z naszego odejścia od Boga.

I oto dobry Bóg nie zważa na te wszystkie oszczerstwa, jakie Go od ludzi spotykają, lecz się po prostu ulitował nad nami, nad naszym zagubieniem i nad naszymi ranami. Syn Boży pochylił się nad nami serdecznie jako najlepszy Samarytanin. Pochylił się nad nami aż tak głęboko, że dla nas stal się człowiekiem, jednym z nas. Żeby nas uzdrowić, wlewa w nasze rany wino i oliwę. Wino jest z natury cierpkie. Winem, jakie On wlewa w nasze rany, jest Jego własna Krew, jaką za nas przelał na krzyżu. Aż tak bardzo nas ten Samarytanin kocha. Oliwą jest sam Duch Święty, który swoją boską obecnością potrafi uśmierzyć i ułagodzić każde cierpienie i każdą gorycz. Wielu z Was, Kochani chorzy, wiele mogłoby na ten temat powiedzieć. Bo czasem wręcz namacalnie doświadczacie tego miłosiernego działania Chrys­tusa, Dobrego Samarytanina.

Bracia i Siostry! Bardzo konkretnie starajmy się pamiętać o tym, że ten Dobry Samarytanin jest Bogiem wszechmocnym. „W Nim - jak czytaliśmy w Liście do Kolosan - wszystko zostało stworzone: i to co w niebiosach i to co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne". Jeśli tylko poddamy się leczeniu tego boskiego Samarytanina, jeśli będziemy przyjmować przygotowane przez Niego lekarstwa - On nie tylko uzdrowi nasze dusze, ale doprowadzi nas do ostatecznego zmartwychwstania. Zatem radośnie dziękujmy Bogu, że zechciał stać się dla nas Dobrym Samarytaninem! Amen.

 

 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger