września 24, 2022

26. Niedziela Zwykła (C) - Różaniec szkołą Ewangelii

września 24, 2022

26. Niedziela Zwykła (C) - Różaniec szkołą Ewangelii


W swojej Ewangelii św. Łukasz umieszcza przypowieść o bogaczu i żebraku Łazarzu wśród przypowieści mówiących o niebezpieczeństwie płynącym z posiadania bogactw tego świata. Bogacz, używający wszystkich rozkoszy życia, przypomina ludzi beztroskich i krzykliwych pijaków z Księgi Amosa, do których prorok adresuje swoje „biada". Biedak żyje w skrajnej nędzy i cierpieniu. Bogacz zamknięty w swoim świecie komfortu, nie dostrzega Łazarza. To są dwa odrębne światy, które na co dzień nie stykają się ze sobą. Imię biedaka jest znamienne - Łazarz po hebrajsku znaczy „Bóg wspomaga". Po śmierci cieszy się on szczęściem, a bogacz cierpi w Otchłani. Chrystus przestrzega swoich słuchaczy, by przez nieumiarkowane korzys­tanie z dóbr materialnych nie stali się niewolnikami posiadanych bogactw. Tę myśl pięknie rozwinął św. Grzegorz Wielki. W jednej ze swych homilii powiedział: „Jeżeli nie możecie opuścić wszystkich spraw tego świata, zatrzymajcie je tak, aby one was na świecie nie zatrzymywały, abyście dobra ziemskie posiadali, a nie byli przez nie posiadani".

W tej przypowieści Panu Jezusowi bardzo zależy na człowieku, który stał się niewolnikiem bogactwa. Zamknięty w swoim świecie dobrobytu nie widzi Boga, nie widzi bliźniego i nie jest w stanie przekroczyć tego bardzo zmaterializowanego wymiaru swojego życia. „Biedny bogacz" - na nic mu się zda poszukiwanie cudowności, religijnych sensacji, nadzwyczajnych objawień. „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają". Odmowa, której udziela w imieniu Boga Abraham, jest jednak potężnym orędziem nadziei. My mamy nie tylko Mojżesza, Proroków, ale Jezusa Chrystusa przychodzącego do nas z Ewangelią. Skoro otrzymaliśmy Słowo Boże, które jest mocą Bożą prowadzącą nas przez życie do zbawienia, nie jesteśmy zdani na własne, ograniczone ludzkie siły.

W tym tygodniu rozpoczynamy październik, miesiąc szczególnie związany z nabożeńst­wem różańcowym. Zakon dominikanów czci dzisiaj Matkę Bożą Królową Różańca Świętego. To nabożeństwo posiada ścisły związek z Pismem Świętym, z niego wyrasta. Nie na darmo nazywano Różaniec „Psałterzem Maryi". O. Joachim Badeni, zaczął kiedyś kazanie różań­cowe od pytania: „Dlaczego Ojciec Święty stale daje ludziom na pamiątkę różaniec?" „Dlatego, że jest to przemodlona Ewangelia". Ta nieustanna troska Chrystusa o człowieka, to wielkie orędzie nadziei, o którym przed chwilą mówiłem, jest obecne w przeżywanych i przemodlonych tajemnicach różańcowych.

Jest to modlitwa autentycznie biblijna, zakorzeniona w Słowie Bożym. Wchodzimy tu w szkołę pokornej i prostej modlitwy, jaką Jezus otwiera nam przez swą Matkę. Ta „modlitwa Maryjna" nie tyle jest słowem, które kierujemy do Maryi, co modlitwą z Matką Jezusa, w samym sercu Kościoła. To Słowo Boże skierowane jest do człowieka i przychodzi w milczeniu. Wskutek powtarzania, że modlitwa jest naszą rozmową z Bogiem, zapomi­namy często o tym, że wszelka inicjatywa należy do Niego, że to On pierwszy wychodzi na spotkanie z człowiekiem. Modlić się, to przede wszystkim słuchać Boga, który wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał do ludzi, a teraz przemówił do nas przez Syna (por. Hbr 1,1). Słowo Boże jest darem. Przypominamy sobie, gdy w gorący dzień Jezus zmęczony usiadł przy studni Jakuba i poprosił Samarytankę o wodę. Powiedział: „O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: «daj mi się napić» - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej?" (J 4,10). Jeśli pragniemy tego Daru, to za pośrednictwem Słowa Bożego zostajemy pochwyceni przez Ducha Świętego i wprowadzeni w modlitwę, którą On sam nieustannie wzbudza w naszym sercu.

To Duch Święty pozwala nam wówczas pojąć, że Bóg nie jest tylko Stwórcą, Panem Zastępów mieszkającym w niedostępnej światłości, lecz po prostu Ojcem, którego zdumiewająca bliskość została nam ofiarowana w Jezusie. A Jezus Chrystus modlił się jak nikt na świecie, wyrażając niewysłowione doświadczenie bliskości z Ojcem, doświadczenie najgłębszej ufności i całkowitego oddania. Modlitwa ta była wyrazem istoty Tego, który nieustannie jest zwrócony ku Ojcu.

Św. Łukasz łączy modlitwę Jezusa z najważniejszymi wydarzeniami Jego życia: chrzest w Jordanie, wybór Dwunastu, Kazanie na Górze, ustanowienie prymatu Piotra, Przemienienie, agonia na Górze Oliwnej, wreszcie modlitwa a krzyżu. Modlitwa Jezusa jest ściśle zespolona z dziełem zbawienia, z Jego godziną, dla której przyszedł na świat, aby wszystkich przyciągnąć do siebie.

Św. Augustyn mówi: „Słyszysz, jak Nauczyciel się modli? - Ucz się modlitwy; po to bowiem się modlić, abyś ty się nauczył modlić". Nasza modlitwa, a zwłaszcza rozważanie tajemnic Różańca, powinna iść śladem Jezusowej modlitwy. Medytacja ta ma nam przybliżyć Chrystusa w Jego tajemnicy paschalnej, w Jego przejściu przez cierpienie i krzyż do chwały zmartwychwstania. Zmartwychwstały Pan, który żył życiem ziemskim podobnym do innych ludzi, jest Przedwiecznym Synem Boga. Pana Wszech­świata. Jego prawdziwa osobowość była już obecna i doskonała, gdy szedł drogami Judei i Galilei, gdy oświecał swych słuchaczy, gdy pochylał się nad ludzkim cierpieniem, gdy sam cierpiał i umierał. Tajemnica paschalna zachęca do ponownego odczytania wszystkich wydarzeń z ziemskiego życia Jezusa, tak jak czynili to uczniowie po Zmartwychwstaniu. Wielka moc i pewność przebija z ich świadectwa o Słowie życia. Św. Piotr, Pierwszy z Apostołów, nawróconym z pogaństwa zwiastuje zbawczą obecność Zmartwychwstałego Pana. Słowa te docierają również do nas, są światłem w cierpieniu człowieka, w naszych trudnych doświadczeniach i lękach: „Jego to miłujecie, chociaż nie widzieliście Go, a i teraz nie widząc - wierzycie w Niego, a wierząc - cieszyć się będziecie radością niewymowną i pełną chwały, gdy osiągniecie cel waszej wiary - zbawienie dusz!" (1 P 1,8-9).

Tertulian nazwał Różaniec „streszczeniem całej Ewangelii". W niej odnajdujemy Matkę Chrystusa, pokorną Służebnicę Pańską, która swoje życie przeżywała w Jego obecności i była pierwszą słuchaczką Dobrej Nowiny. „Jej życie jest życiem w milczącej adoracji Słowa Przedwiecznego" (kard. de Berulle). Modlitwa Maryjna jest tajemnicą Jej komunii z Synem. Kontemplacja tajemnic w Różańcu jest po prostu spoglądaniem na Chrys­tusa w komunii z Maryją. Różaniec, w swej zewnętrznej formie polegający na powtarzaniu tych samych słów, może stać się modlitwą mechaniczną, rutynową, przypominającą czczą gadaninę. Milczenie Maryi, Jej ukrycie w tajemnicy Jezusa jest wyrazem Jej ewangelicznego ubóstwa. Za każdym razem, gdy stajemy przed Bogiem w oczekiwaniu Jego Daru, jesteśmy wszystkiego pozbawieni, ogołoceni jak najubożsi. Stajemy się wówczas gotowi na przyjęcie niedościgłych Bożych bogactw.

Różaniec jest modlitwą apostolską. Tak go rozumieli i rozpowszechniali synowie św. Dominika, który według świadectw pierwszych biografów wołał: „Panie, co się stanie z grzesznikami". Ta troska o zbawienie ludzi towarzyszy nam dzisiaj. Modlitwa apostolska jest modlitwą samego Jezusa w chwili Męki. My wszyscy stajemy się jej uczestnikami. Rozumiał to dobrze pastor ewangelicki, Dietrich Bonhoeffer. zamordowany przez hitlerowców, który pisał:

„Człowiek powołany jest do cierpienia wraz z Bogiem. Tym cierpieniem, jakie świat bez Boga zadaje Bogu... Oto metanoia: nie myśleć przede wszystkim o swych własnych nieszczęściach i lękach, lecz dać się porwać w drogę Jezusa Chrystusa, w wydarzenie mesjańskie".

Są to słowa nadziei i umocnienia dla wszystkich, którzy niosą krzyż cierpienia z Chrystusem. Wtedy wiemy, co to znaczy, że nas „Bóg wspo­maga".

 

sierpnia 28, 2022

22. Niedziela Zwykła (Rok C) – Ostatni będą pierwszymi

sierpnia 28, 2022

22. Niedziela Zwykła (Rok C) –  Ostatni będą pierwszymi
Umiłowani bracia i siostry! Kościół św. w dniu dzisiejszym chce nas nauczyć cnoty pokory. W pierwszym czytaniu mądrość Boża wskazuje nam drogę do prawdziwej wielkości, zasługującej na uznanie w oczach Boga i ludzi. A droga, która prowadzi do Boga, według św. Pawła, prowadzi przez Jezusa Chrystusa. Jest ona pewna, pod warunkiem, że będziemy Go naśladować we wszystkim.
W dzisiejszej Ewangelii Chrystus Pan nawiązuje do pewnego zdarzenia, które zaobserwował w swoim otoczeniu. „Wybierali so­bie pierwsze miejsca" (Łk 14, 7), a czynili to zapewne tak ener­gicznie, że nie uszło to uwagi Zbawiciela, i dlatego Jego nauka: bądź pokorny, zajmuj ostatnie miejsce, a ten który cię zaprosił będzie pamiętał o tobie i posadzi cię wyżej. „Każdy kto się wy­wyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony" (Łk 14, 11). Dochodzimy więc do sedna zagadnienia, które zostało przed nami postawione. Jest nim problem pokory. Pokora bowiem decyduje o wielkości człowieka. Już św. Franciszek z Asyżu, ten pokorny naśladowca Chrystusa powiedział: „Człowiek jest tym kim jest, i niczym więcej". Pokora bowiem nie urąga pragnieniu wielkości, poprzez którą człowiek chce utrwalić samego siebie, ale jest ona równowagą rozumu, który zna swoje miejsce, oraz ser­ca, które nie pragnie ponad miarę. To Bóg wyznaczył człowie­kowi miarę. Nie może on jej przekroczyć, bo wtedy zajmie cu­dze miejsce i może usłyszeć: Przyjacielu, przesiądź się niżej! (Łk 14, 9). Pycha jest przejawem głupoty. Burzy ona porządek, którego nie można burzyć bezkarnie. Na przełomie sierpnia i września, kiedy stajemy przed kolejną rocznicą straszliwej za­wieruchy wojennej, rozpętanej przez „nadludzi", owładniętych szatańską pychą panowania nad całym światem, wiemy do cze­go prowadzi zburzony porządek dany przez Boga! Człowiek, człowiekowi gotuje tak straszliwy los wówczas, kiedy obali porzą­dek wartości, zakodowany w jego sercu. Ileż krzywd wyrządziła bliźnim niepohamowana pogoń za bogactwem, za zdobywaniem w niegodziwy sposób zaszczytów i godności? Porządek oparty na subiektywnym prawie, bez liczenia się z prawem innych ludzi, a zwłaszcza z Bożym prawem, prowadzi nieuchronnie do groźnych konfliktów. Dlatego, boimy się ludzi, którym brak pokory! A lu­dzi naprawdę wielkich podziwamy za ich pokorę. To chyba dlatego wyrocznia delficka nazwała Sokratesa najmędrszym. Je­mu to przypisuje się słynne powiedzenie: „Wiem, że nic nie wiem..." To dlatego urzeka nas pokora, prawdziwa kultura bycia u ludzi naprawdę wielkich. Im więcej wiedzą, głębiej są prze­świadczeni, że wiele jeszcze im brakuje, stąd ta skromność i po­kora.
Drodzy bracia i siostry! Wróćmy do dzisiejszej Ewangelii. Chry­stus Pan nie tylko mówił o wartości pokory, ale całym swoim życiem dawał przykład jak ją praktykować. Dlatego zwraca się do nas wszystkich: „Uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i po­kornego serca" (Mt 11, 29). To wskazanie będzie miało zawsze wielu zwolenników. Nie można stać się świętym, dobrym czło­wiekiem, nie będąc pokornym. Porywającym przykładem wiel­kości i pokory jest Najświętsza Maryja Panna, pokorna Słu­żebnica Pańska. Włączyła się w zbawczy plan Ojca Niebieskiego z całą świadomością i pokorą. W domu Elżbiety wyśpiewa prze­piękny hymn „Magnificat" – „Wielbi dusza moja Pana", w któ­rym odda chwałę Panu ale też stwierdzi, że „odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż Pan wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy". Pyszniących się zamysłami serc swoich Bóg rozproszy, władców strąci z tronu, a bogatych z niczym od­prawi. Bóg, bowiem – mówi dalej Maryja – okaże moc swego ramienia tym, którzy się Go boją. Pokornych wywyższy i głod­nych nakarmi, bo Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie (Łk 1, 46–55). Wielkość niedościgła, ale zarazem pokora godna Matki Zbawiciela.
Tak będzie zawsze. Kiedy Matka Boża objawi się w La Salette dwojgu biednym dzieciom w dniu dziewiętnastym wrześ­nia 1846 r. – to całą swoją postawą i ubiorem, przypomni nam o tej zapomnianej cnocie, jaką jest skromność i pokora. Gdy stajemy na miejscu zjawienia w La Salette, 1800 metrów npm., w tej wspaniałej scenerii szczytów alpejskich, widzimy potęgę Stwórcy, a zarazem naszą małość. Wtedy przeżywa się prawdę wyznania poety: „Czymże jestem Panie, przed Twoim Obliczem – prochem i niczem" (A. Mickiewicz). W La Salette, w otoczeniu cudownej przyrody, padają ważkie słowa nawołujące ludzi do przestrzegania porządku wartości. Orędzie Matki Bożej z La Salette – powie później znany francuski pisarz Leon Bloy – jest wołaniem o powrót człowieka do ładu moralnego ustanowionego przez Boga!
Idąc za przykładem pokornej Służebnicy Pańskiej, wielu Polaków zdobyło szczyty świętości. Wspomnieć tu nam trzeba, choć­by św. Maksymiliana, męczennika z Oświęcimia, który w szkole Niepokalanej nauczył się, jak zwyciężać zło – dobrem i poko­rą. Na pewno spotkaliśmy ludzi szlachetnych, dobrych, którzy bezinteresownie świadczyli drugim dobro. Dobrych jak chleb, który wszystkim smakuje. Tak mówiono o św. Bracie Albercie, apostole dobroci. Spotkanie takich ludzi uważajmy za wielki dar Boży. Oni to czynią nasze życie bardziej znośnym i ludzkim. „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi" (Mt 30, 16). Jest w tym stwierdzeniu zawarta wielka mądrość Boża. Sprawiedliwy Ojciec Niebieski zadba, aby wszystkie krzywdy były naprawione, aby wszystkie nierówności były wyrównane, a wszystkie długi zwró­cone.
Drodzy bracia i siostry, zwłaszcza wy, którzy uważacie, że jesteście przez życie pokrzywdzeni, że nikt się Wami nie inte­resuje, że jesteście opuszczeni, słuchajcie co mówi nam Pan: „Ostatni będą pierwszymi". O nikim Pan nie zapomni! Błogosła­wieni jesteście, którzy dobrze czynicie, a wy – smutni, cierpią­cy, płaczący – będziecie pocieszeni.
Drodzy bracia i siostry! Za chwilę stanie wśród nas Chry­stus w Eucharystii. On niedościgły wzór miłości prosi nas, byś­my uczyli się od Niego, jak mamy być cisi i pokorni, by stać się wielkimi w oczach Bożych. Niech Najświętsza Maryja Panna, pokorna Służebnica Pańska dopomaga nam do zdobycia tych wiel­kich cnót: pokory, skromności i szlachetności, które sprawią, że życie w ojczyźnie naszej będzie pełne szczęścia i pokoju. Amen.


sierpnia 20, 2022

Strzeżcie się pychy i obłudy

sierpnia 20, 2022

Strzeżcie się pychy i obłudy

Słowo Boże na dziś


Z Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.A wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony». (Mt 23,1-12)


Refleksja nad Słowem Bożym


Niektóre zdania dzisiejszej Ewangelii wskazują na to, jak bar­dzo od czasów Pana Jezusa zmieniły się czasy; a inne znowu mówią o tym, że wśród ludzi wszystko dzieje się po staremu. Boski Nauczyciel krytykuje uczonych w Piśmie i faryzeuszy - nauczycieli narodu wybranego - za fałsz i obłudę. Stawiali oni ludziom wielkie wymagania w sprawach tego, co dzisiaj nazwalibyśmy "kulturą by­cia", czy też w sprawach rytualnych, sami natomiast nie czuli się zobowiązani najważniejszymi zasadami moralnymi. Dzisiaj, nauczy­ciele narodów - w tym również narodu polskiego - postępują od­wrotnie. Sami rzekomo są w porządku, ale ludziom są gotowi po­zwolić na wszystko. Cała ta nauka streszcza się w sławnym "róbta co' chceta". Niedawno spotkał się z młodzieżą podczas audycji telewizyjnej pewien znany polityk. Solennie się zarzekał, że on sam jest przeciwko aborcji, bo to jest wielkie zło, kiedy jednak młodzi zapytali go, jak głosował podczas debaty nad dopusz­czalnością przerywania ciąży, odparł, że tak jak jego towarzysze, bo kobiety przecież mają prawo dokonywać wyboru... nawet jeśli wyni­kiem tego wyboru jest zabójstwo. Jakaż to wielka zmiana! Faryzeu­sze sprzed dwóch tysiącleci wymagali od innych a sami nie czynili, natomiast faryzeusze współcześni od siebie podobno wymagają, ale dla innych są bardzo łagodni i łaskawi.
Tak naprawdę jednak nic się nie zmieniło. I jedni i drudzy ro­bią to dla tego samego celu: "aby się ludziom podobać". Jednym i drugim zależy na popularności, na poparciu i na głosach. Dlatego mówią nie to, co ludziom jest potrzebne, tylko to, co się ludziom podoba.
I tak ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii znajduje zaskakujące zastosowanie. Ci, którzy chcą się ludziom przypodobać, zdobyć gło­sy, zdobyć władzę, a przez to wywyższyć, głoszą ludziom nauki, które prowadzą do upodlenia i poniżenia. Wierni Bogu, głoszący ludziom wymagania prawa natury i prawa Boga, wyśmiewani i poni­żani, dokonują prawdziwej promocji moralnej człowieka. Dzięki ich poniżeniu ludzie będą wywyższeni.
Św. Bernard, patron dnia dzisiejszego, pokazuje nam na czym polega prawdziwa pokora, duch uniżenia, a więc to, o czym słyszymy dzisiaj w Ewangelii. Owo uniżenie przed Bogiem polega na tym, że jedynym moim i twoim skarbem będzie Jezus. Uniżenie, pokora to świadomość, że wszystko, co mamy, otrzymaliśmy od Niego: dom, rodzinę, powołanie, wiarę, siłę do przetrwania trudnych chwil, pokój ducha w cierpieniu i nadzieję wtedy, kiedy wszystko wydaje się stracone. Uniżenie, pokora polega na naszym przekonaniu, że sami z siebie niczego nie jesteśmy w stanie dokonać, że całe dobro, które się w nas i przez nas dokonuje jest darem samego Boga.  
Takie wezwanie do uniżenia, pokory dla nas oznacza wezwanie do większej miłości, bo ta miłość jest naszym skarbem w niebie. Owo uniżenie polega na całkowitym zdaniu się a Jezusa; na nieustannym zawierzeniu Mu naszych zmartwień, słabości, kłopotów. Jest to postawa bezgranicznego oddania się w ręce Pana Boga. My, poprzez tę liturgię, chcemy się zbliżyć do Jezusa – chcemy tego uniżenia przed Bogiem, jeszcze więcej w swoich sercach. I dlatego, z nadzieją i wiarą, że te ręce Jezusa podniosą nas z nawet największej rozpaczy i z najgłębszego upadku – tak, jak ręce Pana Boga podnosiły Izraelitów, którzy popadali w coraz to nowe i większe grzechy, którzy odchodzili od wiary w Jedynego Boga. Prośmy teraz, by Pan Bóg był dla nas, jak dla św. Bernarda, jedynym i największym Skarbem i Szczęściem.  
 


sierpnia 19, 2022

Które przykazanie jest najważniejsze?

sierpnia 19, 2022

Które przykazanie jest najważniejsze?

Słowo Boże na dziś



Z Ewangelii według Świętego Mateusza

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Jeden z uczonych żydowskich, jak słyszeliśmy w Ewangelii, postawił Jezusowi bardzo ważne pytanie: “Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest najważniejsze?” Mimo, że jego intencja nie była czysta, bo Ewangelista zaznacza, że tym pytaniem wystawił Jezusa na próbę, to jednak chodziło o sprawę bardzo ważną, bo tzw. Tora, czyli żydowskie Prawo, zawierała aż 613 nakazów i zakazów. Prosty człowiek gubił się w tym wszystkim.

Pytanie uczonego było uzasadnione. Toteż Jezus bierze rzecz poważnie, i spokojnie odpowiada. Jego odpowiedź jest skierowana nie tylko do uczonego w Prawie i otaczających go faryzeuszy, lecz do wszystkich ludzi dobrej woli, a więc i do nas.

Odpowiedź Chrystusa jest krotka. Wskazuje w niej nie na jedno, lecz dwa przykazania. Oba jednak dotyczą tego samego – miłości. Można sprowadzić je do jednego: należy miłować Boga ponad wszystko, a bliźnich tak, jak siebie samego.

Co znaczy miłować Boga ponad wszystko?

Miłować Boga ponad wszystko, to znaczy uwielbiać Go całym swoim życiem, zapatrzyć się w Niego z wiarą i miłością; to znaczy wielbić Go we wszystkich przejawach Jego obecności w świecie, kontemplować Go w śladach jego miłości i piękna; dostrzegać Boga w całym świecie i w przyrodzie tak, jak Go kochali i odkrywali święci, np. św. Franciszek z Asyżu zachwycony wspaniałością świata i pięknem stworzenia. Z tego zachwycenia Bogiem i pięknem stworzenia przez św. Franciszka zrodził się wspaniały Hymn Stworzenia, w którym powtarza się jak refren: “Bądź pochwalony Panie mój przez ogień, przez siostrę ziemię, która nas żywi, chowa i wydaje owoc”. W całym świecie św. Franciszek dostrzegał ślady Boga, i wręcz przeżywał obecność Boga w przyrodzie. Przyroda była dla niego świątynią żyjącego Boga. Dlatego przedstawiają go obrazy, na których za nim biegnie owieczka, że ptaki słuchały jego kazań, że konik polny modlił się wraz z nim. Św. Franciszek swoim spojrzeniem zawsze odkrywał Boga w przyrodzie. Wszystkie rzeczy stworzone były dla niego obrazem piękna Stwórcy.

Ukochać Boga ponad wszystko, to znaczy uwierzyć w Jego nieskończoną miłość do mnie, do każdego człowieka, to uwierzyć, że Bóg mnie kocha, że pragnie mojego szczęścia, a moja miłość ma być darem dla dobrego Boga. Karol de Facould (Fuko) pisał: “Gdy przyjąłem i uwierzyłem, że Bóg istnieje, zrozumiałem, że nie mogę żyć inaczej, jak tylko dla Niego samego”. Miłować Boga ponad wszystko, to starać się by ta miłość ogarnęła całą naszą istotę, to starać się, by ta miłość była totalna, tzn. by angażowała wszystkie nasze władze: nasze uczucia, nasze serce, nasz rozum.

Miłować Boga ponad wszystko, to znaczy być wiernym Bogu zawsze i wszędzie, w każdej okoliczności życia, w radości i smutku, w zdrowiu i chorobie, w ubóstwie i bogactwie; to umieć złączyć swoją wolę z Wolą Bożą, i przyjąć to, co Bóg daje dla większego mojego duchowego dobra; to przyjąć również od Boga to, co przychodzi w życiu jako trudne i bolesne, a więc choroby, cierpienia, niepowodzenia. Kto tak kocha Boga, to nie będzie takich okoliczności czy sytuacji życiowych, w których to przykazanie miłości Boga byłoby nie do zrealizowania.

Ta miłość Boga ponad wszystko może być realizowana w pięknych dziełach zewnętrznych: poprzez wznoszenie kościołów, poprzez piękno sztuki, rzeźb, malarstwa, poprzez wierne realizowanie przyrzeczeń chrzcielnych, przyrzeczeń małżeńskich; poprzez całkowite oddanie swojego życia Bogu w kapłaństwie czy w życiu zakonnym.

Ale ta miłość Boga może być też realizowana wtedy, gdy jej znaki są niezauważalne, gdy cierpienie uniemożliwi działanie. Kto jest wierny Bogu, ten potrafi wszystko dla miłości Boga przetrwać, nawet największe cierpienie i nieszczęścia, bo wie Komu zawierzył. A te cierpienia jeszcze bardziej pogłębiają te miłość i oddanie. Każde bowiem cierpienie uczestniczy w krzyżu Chrystusa i w Jego chwalebnym zmartwychwstaniu. Trzeba nam tylko przyjąć Chrystusa do naszego życia i serca, trzeba nam otworzyć się duchowo, z pełnym zaufaniem, na przyjęcie prawdy Jego św. Ewangelii.

Przyjmijmy Chrystusa gorącym sercem i miłujmy Go ponad wszystko, to znaczy złączmy się z Nim na zawsze przez modlitwę, przez pełnienie Jego świętej Woli, przez ofiarną służbę naszym bliźnim. A to będzie realizowanie największego przykazania: miłości Boga i bliźniego. AMEN.

 

 

sierpnia 06, 2022

19. Niedziela Zwykła (C) – Nie bój się...

sierpnia 06, 2022

19. Niedziela Zwykła (C) – Nie bój się...


 „Nie bój się, mała trzódko!" (Łk 12, 32) To pierwsze zdanie Pana Jezusa, dziś do nas skierowane, tchnie ciepłem. Gdziekolwiek się teraz znajdujesz, czujesz się ogarnięty troską Zbawiciela. „Nie bój się, mała trzódko...”. Nie są to słowa skierowane do całej ludzkości. Jest to wezwanie skierowane indywidualnie do ciebie. Nie mów, że Bóg kocha wszystkich, bo mógłbyś łatwo przejść do stwierdzenia, że nie kocha nikogo. Pamiętaj, że On kocha każdego indywidualnie, a wtedy zrozumiesz, że znajdujesz się w tej przez Niego umiłowanej trzódce! „Nie nazywam was sługami, ale przyja­ciółmi" - mówił Chrystus. Miłość przyjacielska rozgrywa się w relacji: Ty - Ja. Do tej właśnie miłości możesz się odwołać, gdy słyszysz słowa: „Nie bój się trzódko mała, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo". Bóg nie kocha „wszystkich”, ale każdego z osobna, a więc ty jesteś dla Niego tą jedyną osobą, wartą Jego miłości. Jak łatwo o tym zapomnieć, gdy żyje się w ciągłym poczuciu zagrożenia przez tłum. Czujesz się zagrożonym przez innych, gdy stoisz w kolejce przed sklepem. Odczuwasz to zagrożenie, gdy zajmujesz miejsce w szpitalu, na które - jak mówią - wielu czeka w kolejce. Czujesz się tak często lekceważony. Nikt ważny nie ujął się za tobą. Nie miałeś możnego protektora. Twoją sprawę rozpatrzono niesprawiedliwie. Zdeptali cię inni; oni umieli głośniej wołać, oni wiedzieli komu i kiedy i co dać! Dlatego tak czekasz na słowa podobne do tych: Nie bój się... spodobało się Ojcu... dać tobie Królestwo! Kto może się powołać na takiego Ojca? Kto może się poczuć bezpieczny tak - jak ty, mając za sobą miłość Wszechmocnego? Kto ma w perspektywie życiowej Królestwo? To jedno zdanie Chrystusa wlewa tyle nadziei do twego serca. To jedno zdanie Chrystusa przypomina ci, choćbyś się czuł zapomniany przez wszystkich, jak wielka jest twa godność! Jesteś dziedzicem Królestwa. Chociaż inni tego nie wiedzą, ty jesteś jedynym spadkobiercą Nowego Testamentu Jezusa Chrys­tusa! Jedyny - każdy z nas z osobna. Dla Ojca nie ma tłumu. Jest człowiek - jesteś ty!

Drogi Bracie, droga Siostro, twoja wiara jest odpowiedzią na wezwanie Ojca. Jak ta wiara ma wyglądać na co dzień? Ona nie jest uczuciem, ona ma być postawą! Jezus uczy ciebie dziś, że jest to postawa czuwania. Szczęśliwy jest ten człowiek, którego Pan zastanie czuwającym. O tej postawie czuwania uczył nas Ojciec św. Jan Paweł II podczas swojej drugiej pielgrzymki do Ojczyzny. Mówił wtedy, że czuwanie jest wyznaniem miłości, „którą pragniemy odpowiedzieć na miłość jaką jesteśmy od wieków umiłowani" (por. Apel Jasnogórski z młodzieżą). Czuwać to znaczy mieć postawę odpowiedzialności za swoje postępowanie. Nie wolno uśpić sumienia. Pan powraca w każdej chwili, przed Nim zdajesz sprawę ze swego życia. On zna każdą twą myśl. Ojciec św. tak mówił: „Co to znaczy czuwam? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam, nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać przezwyciężając je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa... Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy się łatwo z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza jeżeli tak postępują inni" (por. tamże).

Trzeba więc, abyś dziś jeszcze raz zdobył się na wysiłek i połączył tęsknotę za ciepłem Bożej miłości z trudem czuwania, które jest odpowiedzią na tę miłość. Wiara jest przecież nie tylko bezpiecznym schronieniem dla upoko­rzonego człowieka, ale jest kształtowaniem jego postawy. „Czy o drugiej, czy trzeciej straży nocnej Pan przyjdzie, błogosławieni są ci, którzy czuwają."

„Czuwam - uczy nas św. Jan Paweł II, to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów... Czuwam, to znaczy: miłość bliźniego - to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność." „Jeżeli sługa powie w duszy: Mój pan się ociąga... zacznie krzywdzić swoich współtowarzyszy, zacznie upijać się... to nadejdzie pan w dniu, gdy on się nie spodziewa... Skąd się dziś bierze tak gwałtowny skurcz serc? Pytasz z niepokojem. Ten skurcz jest wynikiem braku poczucia bezpieczeństwa. Twój brat nie wie, co go jutro czeka, czuje się niepewny. Dlatego myśli tylko o sobie. A tobie dziś przypomniano: Nie bój się, jesteś dziedzicem Królestwa. Ono jest twoją przyszłością, której żaden kryzys nie podważy. Sam Pan się przepasze i będzie tobie usługiwał. Taka jest twoja wartość. „Panie - pytamy zaskoczeni razem ze św. Piotrem - czy do nas mówisz tę przypowieść, czy do wszystkich". Te słowa są skierowane do każdego. Te słowa są dla ciebie!

Przypomniał nam dziś autor Listu do Hebrajczyków wspaniały przykład postawy wiary. Abraham! On przyjął słowo. Usłuchał wezwania, które było skierowane do niego. Był zawsze gotowy pełnić to, co mu zlecił Bóg. Sługa, który zawsze czuwał.

Drogi Bracie, droga Siostro! Starałem się dzisiejszą homilię mówić tylko do ciebie. Nie chciałem, aby była słowem do wszystkich, słowem, obok którego można przejść obojętnie, słowem, które jest skierowane do kogoś innego. Słowo Jezusa Chrystusa, które starałem się tobie przybliżyć jest skierowane do ciebie. Jest wezwaniem, na które ty masz dać odpowiedź.

Jeżeli przeciwności życia, którymi jest najeżona twoja droga odebrały ci nadzieję - to niech pełne miłości słowo Jezusa podniesie cię na duchu. Pamiętaj kim jesteś, choćby cię zepchnięto i skrzywdzono! Ojciec Wszech­mogący obiecał ci Królestwo! Jesteś dziedzicem Królestwa. Oznajmiono ci to, abyś nabrał otuchy, wiedząc niechybnie jakim zawierzyłeś obietnicom i komu zawierzyłeś.

Pamiętaj teraz, że to „szlachectwo zobowiązuje". Kształtuj w sobie postawę wiary. Czyń to tak, jak Abraham, to znaczy na przekór innym, nawet na przekór tak zwanemu zdrowemu rozsądkowi, który dyktuje ci zło!

Jezus oczekuje od ciebie tego, co nazwał czuwanie. Bądź człowiekiem sumienia! Nie zamykaj się nigdy w ciasnym kręgu swoich spraw! Nie jest to łatwe. Dlatego jeszcze raz powtórz słowa modlitwy z dzisiejszej niedzieli. „Ośmielamy się Ciebie nazywać Ojcem! Boże Wszechmogący! Umocnij w nas ducha przybranych dzieci, dziedziców Królestwa, abyśmy mogli to dziedzictwo osiągnąć" AMEN.

 

 

lipca 09, 2022

15. Niedziela Zwykła (C) - Miłosierny Samarytanin

lipca 09, 2022

15. Niedziela Zwykła (C) - Miłosierny Samarytanin


Dzisiejszy ewangeliczny epizod rozpoczyna się
od tego, że Pan Jezus znalazł się dyskretnie w pobliżu nieżyczliwego sobie człowieka i nic więcej. Pan Jezus jest zbyt dobrym nauczycielem, żeby od razu zacząć go pouczać. Wie, że Jego nauka, tak bardzo potrzebna temu biednemu i przemądrzałemu uczonemu w Prawie, odbiłaby się od niego jak groch od ściany. Toteż Jezus chce tak pokierować sytuacją, żeby Jego nauka rzeczywiście dotarła do serca tego człowieka.

Właśnie w tym celu Zbawiciel staje dyskretnie w zasięgu uwagi owego uczonego w Prawie. Jeśli on sam zacznie rozmowę, będzie większa szansa na to, że usłyszy tak bardzo mu potrzebne słowa zbawienia. Uczony rzeczywiś­cie podchodzi do Jezusa, ale nie w tym celu bynajmniej, żeby zaczerpnąć z Jego mądrości. Ewangelia wyraźnie zaznacza, że chciał Jezusa wystawić na próbę.

Ale Jezus kocha tego człowieka, dlatego nie zraża się jego złą wolą. Teraz Jego troską jest takie ustawienie rozmowy, żeby ów uczony skorzystał jak najwięcej dla swej duszy. Otóż każdy dobry nauczyciel wie o tym, że uczeń niewiele się nauczy, jeśli przekazywaną mu prawdę będzie przyjmował w sposób czysto bierny. Dlatego Jezus na pytanie uczonego odpowiada pytaniem. Nie chce dopuścić do tego, żeby ów jałowy uczony był w trakcie rozmowy tylko czysto zewnętrznym obserwatorem Prawdy Bożej, albo nawet jej sędzią. W ten sposób dzięki miłości i mądrości Jezusa szybko spada z tego człowieka jego pierwotna zła wola. Niepostrzeżenie dla samego siebie uczony zaczyna z uwagą słuchać nauki Jezusa, a rozumie ją tym więcej, że pouczenie przychodzi w trakcie rozmowy, której on jest aktywnym uczest­nikiem.

I to jest może nawet najważniejszy moment w dzisiejszej Ewangelii: że o miłości bliźniego Pan Jezus mówił w duchu prawdziwej miłości wobec tego człowieka, który podszedł do niego z nieżyczliwością, ażeby Go wystawić na próbę.

Zatrzymajmy się teraz nad odpowiedzią Pana Jezusa na pytanie: „A kto jest moim bliźnim?" Zauważmy, że Pan Jezus nie mówi: twoim bliźnim jest każdy człowiek. To by była tylko pusta deklaracja, z której niewiele by wynikało. Trudno przecież kochać naprawdę kilka miliardów ludzi jedno­cześnie. W odpowiedzi na pytanie, kto jest moim bliźnim, Pan Jezus opowiedział przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Zatem moim bliźnim jest ten oto konkretny człowiek potrzebujący, który znalazł się w mojej przestrzeni. Jest w mojej przestrzeni stale, a może znalazł się w niej całkiem niespodziewanie. W ten drugi sposób - to znaczy całkiem niespodziewanie - człowiek poraniony przy drodze z Jerozolimy do Jerycha pojawił się jako bliźni w bliskości tylko trzech ludzi: kapłana, lewity oraz Samarytanina. Na szczęście przynajmniej jeden z nich zrozumiał, że oto mój bliźni potrzebuje pomocy. Zawiesił na kołku wszystkie urazy i antagonizmy, jakie dzieliły Żydów i Samarytan. W tej chwili liczyło się dla niego tylko to, że ów bliźni pochodzący z wrogiego narodu potrzebował szybkiej i skutecznej pomocy.

W przypowieści znajduje się dyskretny sygnał, że ów nieszczęśnik wpadł w ręce zbójców z własnej winy. Schodził przecież z Jerozolimy do Jerycha, oddalał się od miasta Bożego. Nie jest to droga bezpieczna. Taka jest przecież logika naszej rzeczywistości, że prawdziwe bezpieczeństwo i pokój znaj­dujemy w cieniu Bożych skrzydeł, kto zaś się oddala od Boga, wchodzi w przestrzeń jakiegoś bezsensu i chaosu i niech się nie dziwi, kiedy zostanie ciężko poszkodowany. Taka już jest natura tej drogi, którą się odchodzi od miasta Bożego, że zmarnowała ona bardzo wielu ludzi.

Ale prawdziwa miłość nie pyta, czy bliźni znalazł się w nieszczęściu niesprawiedliwie, czy może z własnej winy. Samarytanin widzi ciężko poranionego człowieka, który potrzebuje szybkiej pomocy. Reszta w tej chwili nie jest ważna. Gdyby Samarytanin spotkał go pól godziny wcześniej, jego miłość bliźniego wyraziłaby się inaczej. Zapewne przekonywałby tego człowieka: człowiecze, opamiętaj się! Nie idź tą drogą, przy tej drodze grasują zbójcy, wracaj do miasta Bożego! Teraz, kiedy człowiek ten leży już poraniony, nie pora wypominać mu, że sam sobie zawinił. Trzeba mu po prostu pomóc. Po tym właśnie poznać prawdziwą miłość, że zwraca się ku człowiekowi w jego aktualnej sytuacji. Prawdziwa miłość nie czeka, aż bliźni zmieni się na lepsze i stanie się wart tego, żeby go kochać. Prawdziwa miłość kieruje się ku człowiekowi takiemu, jakim on jest dzisiaj i stara się pomóc mu zmienić się na lepsze.

Jeszcze jeden szczegół zauważmy w przypowieści o miłosiernym Samarytani­nie. Człowiek poraniony nieszczęściem, chorobą, samotnością, nieznajomoś­cią Boga, pychą, egoizmem - jeśli tylko znalazł się w przestrzeni mojego życia, jest moim bliźnim. Ale ja wobec niego będę albo bliźnim albo człowiekiem twardego serca. W zależności od tego, czy zachowam się jak ów miłosierny Samarytanin, czy jak ów kapłan i lewita, którzy przeszli obok potrzebujące­go i nie udzielili mu pomocy.

Zauważmy: Pan Jezus nie powiedział, że kapłan i lewita przeszli obok poranionego człowieka obojętnie. Nieszczęście tego człowieka mogło ich nawet bardzo poruszyć, rzecz jednak w tym, że oni mu nie pomogli. Zapewne mieli jakieś bardzo ważne powody, żeby się nie zatrzymywać - mogli mieć na głowie sto własnych kłopotów i sto pilnych zobowiązań. Ale, niestety, nic ich nie usprawiedliwia. Powinni zachować się jak bliźni, a zachowali się bezdusznie.

Bracia i Siostry, to jest wielkie i ustawiczne pytanie dla naszych rachunków sumienia. Bo jeśli komuś z nas wydaje się. że ja nigdy nie zachowuję się jak ów kapłan i lewita, znaczy to, że jestem człowiekiem zakłamanym i nie potrafię spojrzeć na siebie w prawdzie.

Na koniec warto wspomnieć, że w postaci miłosiernego Samarytanina Ojcowie Kościoła lubili dopatrywać się samego Jezusa Chrystusa. Nasz stosunek do Boga też czasem przypomina stosunek Żydów do Samarytan. Bywamy wobec Boga nieufni, czasem nawet oskarżamy Go, że źle urządził świat albo że postępuje z nami niesprawiedliwie. Nie chcemy zauważyć rzeczywistej przyczyny tego, że na świecie jest tyle cierpienia, goryczy, krzywdy, samotności, nieszczęścia. Nie chcemy zauważyć, że to wszystko bierze się z naszych grzechów, z naszego egoizmu, z naszego odejścia od Boga.

I oto dobry Bóg nie zważa na te wszystkie oszczerstwa, jakie Go od ludzi spotykają, lecz się po prostu ulitował nad nami, nad naszym zagubieniem i nad naszymi ranami. Syn Boży pochylił się nad nami serdecznie jako najlepszy Samarytanin. Pochylił się nad nami aż tak głęboko, że dla nas stal się człowiekiem, jednym z nas. Żeby nas uzdrowić, wlewa w nasze rany wino i oliwę. Wino jest z natury cierpkie. Winem, jakie On wlewa w nasze rany, jest Jego własna Krew, jaką za nas przelał na krzyżu. Aż tak bardzo nas ten Samarytanin kocha. Oliwą jest sam Duch Święty, który swoją boską obecnością potrafi uśmierzyć i ułagodzić każde cierpienie i każdą gorycz. Wielu z Was, Kochani chorzy, wiele mogłoby na ten temat powiedzieć. Bo czasem wręcz namacalnie doświadczacie tego miłosiernego działania Chrys­tusa, Dobrego Samarytanina.

Bracia i Siostry! Bardzo konkretnie starajmy się pamiętać o tym, że ten Dobry Samarytanin jest Bogiem wszechmocnym. „W Nim - jak czytaliśmy w Liście do Kolosan - wszystko zostało stworzone: i to co w niebiosach i to co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne". Jeśli tylko poddamy się leczeniu tego boskiego Samarytanina, jeśli będziemy przyjmować przygotowane przez Niego lekarstwa - On nie tylko uzdrowi nasze dusze, ale doprowadzi nas do ostatecznego zmartwychwstania. Zatem radośnie dziękujmy Bogu, że zechciał stać się dla nas Dobrym Samarytaninem! Amen.

 

 

czerwca 25, 2022

Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła - "Tobie dam klucze królestwa niebieskiego"

czerwca 25, 2022

Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła - "Tobie dam klucze królestwa niebieskiego"
Radujmy się w Panu BRACIA w uroczystość Piotra i Pawła, którzy własną krwią użyźnili Kościół, pili kielich Pański i stali się przyjaciółmi Boga – te słowa słyszymy w antyfonie rozpoczynającej dzisiejszą liturgię w uroczystości świętych Piotra i Pawła.
1. Drodzy Bracia i Siostry zebrani na tej uroczystości! Oto przyszliśmy dzisiaj do tej świątyni w dzień poświęcony dwom Apostołom – Piotrowi i Pawłowi. Przychodzimy, aby wzmocnić się duchowo wiarą w Boga i tradycją naszych ojców. Przychodzimy, aby dostąpić odpuszczenia win i kar za grzechy i być zawsze przygotowanym na spotkanie z Panem, który przychodzi w niespodziewanej dla nas chwili.
Uroczystość dnia dzisiejszego przenosi nasze myśli i serca do stolicy chrześcijaństwa – Wiecznego Miasta, do Rzymu, gdzie bierze początek historia dzisiejszej uroczystości, a przed oczyma naszej duszy raz jeszcze rysują się sylwetki wielkich wojowników, świadków i męczenników Chrystusowych, świętych Apostołów Piotra i Pawła.
Można by rzec, „najpotężniejsze filary” Jezusowej budowli – Kościoła, który, jak wiemy zbudowany jest na łasce Pana i wierze apostołów. Wierze w to, że Jezus jest Panem, Bożym Synem i naszym Zbawicielem.
Kościół umieszcza w jednym dniu uroczystość św. Pawła wraz ze św. Piotrem nie dlatego, aby równał go w prymacie z pierwszym następcą Chrystusa. Chodzi o wypowiedzenie, że obaj Apostołowie byli współzałożycielami gminy chrześcijańskiej w Rzymie, że obaj w tym wyjątkowym mieście oddali dla Chrystusa życie oraz że są tam ich relikwie i liczne sanktuaria.
 

2. Święci Apostołowie to ludzie, którzy pochodzeniem społecznym, wykształceniem, temperamentem różnili się bardzo. Twardy jak skała Piotr – i odważny Paweł, wędrujący po ówczesnym świecie. A jednak Pan Bóg wybrał i połączył ich do wspólnego działania.
Piotr pochodził z Betsaidy – małej miejscowości położonej nad jeziorem Genezaret. Trudno mówić o jakimś specjalnym wykształceniu Piotra, a galilejskie pochodzenie kazało innym patrzyć nań z lekka drwiną, mówiono przecież: czyż może być coś dobrego z Galilei?. A jednak!!! Piotr był prostym rybakiem. Był żonaty – Ewangelie nawet wspominają o uzdrowieniu jego teściowej. On był przy Jezusie od początków Jego nauczania od powołania. Chrystus wyraźnie go faworyzował: kazał mu przyjść do siebie po wodzie, a gdy zwątpiwszy zaczął tonąć – uratował go. To jemu polecił zapłacić podatek monetą, wydobytą cudownie z pyszczka ryby. Piotr był w grupie najbliższych uczniów, których Jezus zawsze brał ze sobą, Przemienienie na Górze Tabor. Od Piotra Jezus rozpoczął umycie uczniom nóg w Wieczerniku, jego tez posadził przy sobie podczas Ostatniej Wieczerzy.
Paweł pochodził z Tarsu – metropolii, liczącej wówczas ok. 200 tys. mieszkańców. Urodził się jako obywatel rzymski, co dawało mu pewne przywileje. Tkał dywany, ale był też dobrze wykształcony. Był gorliwym wyznawcą judaizmu, gotów wszystkich odstępców wysłać na śmierć. Do tych odstępców zaliczał także wyznawców rodzącego się Kościoła, na którego czele stał właśnie św. Piotr. Paweł nigdy nie spotkał Jezusa przed Jego męką i zmartwychwstaniem. Jego nawrócenie jest wynikiem późniejszego spotkania z Synem Bożym. Światłość Jezusa powaliła go na kolana, oślepiła, a kiedy Paweł odzyskał wzrok, jego życie zmieniło się całkowicie. Z Dobrą Nowiną, którą przedtem miał za herezję, dotarł w najdalsze zakątki ówczesnego imperium. Nigdy nie założył rodziny – całe życie podporządkował Ewangelii. 
Paweł z prześladowcy wskutek działania łaski Bożej stanie się gorliwym uczniem i Apostołem Narodów. Piotr z najbliższego ucznia stał się zdrajcą. Na szczęście potrafił gorzko zapłakać i wyrazić Jezusowi swoją miłość w słowach: Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.
Piotr i Paweł, obydwaj wieńczą swe życie śmiercią męczeńską. Pod topór katowski kładzie głowę św. Paweł, a św. Piotr umiera na krzyżu głową w dół, gdyż czuł, że nie jest godzien umierać jak Chrystus.
Młody Kościół, zroszony obficie krwią świętych męczenników, głęboko zakorzenił się w serca i dusze ludzkie. I choć dręczono chrześcijan w lochach i więzieniach, przybijano do pali i topiono w morzach, ćwiartowano ciała i męczono w nieludzki wprost sposób, to jednak Kościół wyszedł z katakumb i więzień zwycięski, pozyskując coraz to większe rzesze wyznawców Chrystusa, w myśl starożytnej maksymy: „Sanguis martyrum semen christianorum” – Krew męczenników jest posiewem wierzących.
Kościół trwać będzie aż do skończenia wieków, gdyż ma zapewnioną pomoc swego Założyciela i ożywiającą wciąż moc Ducha Świętego.
3. Bracia i Siostry! Jest wiele fragmentów w Piśmie świętym, mówiących o tych wielkich Apostołach. W dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy, jak Pan Jezus pod Cezareą Filipową przeprowadził pewien rodzaj wywiadu. Skierował do apostołów dwa pytanie: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Pytał również apostołów za kogo oni Go uważają? Tłumy słuchaczy widziały w Jezusie albo drugiego Jana Chrzciciela, bądź nowego Eliasza, czy Jeremiasza lub po prostu proroka. Dopiero św. Piotr w imieniu całego grona apostolskiego dał trafną odpowiedź o Chrystusie, że jest on Synem Bożym, Mesjaszem.
Piotr wtedy usłyszał słowa od Jezusa: Ty jesteś Piotr, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. Chrystus Pan jest założycielem Kościoła, pozostaje zawsze z nim (jako Emmanuel), lecz równocześnie wybiera Piotra, jako swojego bezpośredniego współpracownika.
I tobie dam klucze królestwa niebieskiego… Wręczenie Piotrowi kluczy królestwa niebieskiego jest znakiem jego władzy w królestwie Chrystusa. „Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz będzie rozwiązane w niebie…” 
Jeden z moich uczniów, odbył z rodzicami pielgrzymkę do Rzymu. Całej klasie opowiadał, co widział w czasie pielgrzymki. Najpierw udali się do bazyliki Św. Piotra w Watykanie, gdzie przebywa Ojciec święty. W podziemiach tej bazyliki modlili się przy grobie św. Piotra. Odwiedzili też bazylikę św. Pawła, wybudowaną w miejscu, gdzie Apostoł poniósł śmierć męczeńską. Na koniec swojej pielgrzymki udali się do katakumb. Katakumby – to miejsce, gdzie grzebano pierwszych chrześcijan. Przewodnik oprowadzając pielgrzymów po katakumbach wskazał na wyryty napis, który na młodym pielgrzymie wywarło wielkie wrażenie: „Piotr nie umiera”.  Rzeczywiście, jak sobie później uświadomi. Piotr nie umiera, bo żyje w swoich następcach. Każdy papież, obojętnie z jakiego pochodzi kraju, jest Piotrem-Opoką, jest biskupem Rzymu i pasterzem Kościoła na całym świecie.
Bracia i Siostry! Obserwując dzisiejszy stan Kościoła w Europie, ale i chyba we wszystkich epokach, przeżywa on mniejsze lub większe prześladowania. Przypomina on niekiedy burzę na jeziorze Genezaret, kiedy fale biły o łódź tak, że zdawała się tonąć. Taka jest już natura Kościoła. Łódź ta nie zatonęła wtedy, nie zatonie nigdy, nie może zatonąć. Ale trzeba na tej łodzi być temu, kto nie chce zatonąć. A ta łódź, to łódź Piotrowa i jego następców, papieży rzymskich.
Jak powie starożytne powiedzenie: „Gdzie Piotr, tam Kościół”. Idąc dalej można powiedzieć: „Gdzie Kościół tam Chrystus”. Gdzie Ojciec Święty tam Piotr, nieomylny nauczyciel ludów, wierny stróż depozytu wiary, który jak prorok odczytuje wolę Bożą i oznajmia ją ludowi.
W Wenecji, w katedrze św. Marka, znajduje się czcią otoczony tron biskupi św. Marka ewangelisty. Wieść niesie, że kupcy weneccy przywieźli go w IX w. wieku z Egiptu. Na czcigodnej relikwii widnieje napis, który był wyznaniem wiary tych ludzi: „W wiecznej wierności Rzymowi”.
Połączonymi siłami zła przypuszcza się dzisiaj do chrześcijaństwa, przede wszystkim zaś do Kościoła katolickiego, szturm tak potężny, tak daleko sięgający, jak chyba nigdy… W jednych krajach wróg już jest tak pewny swego zwycięstwa, stara się go urzeczywistnić ustawami, którym daje nazwę praw. W innych krajach jeszcze nie tak pewny siebie, nie zamyka kościołów, ale burzy moralne fundamenty Kościoła, a wiemy, że i nie bez skutku.
Przekonał się o tym w 1917 r. młody franciszkanin studiujący w Rzymie, Maksymilian Kolbe, który był świadkiem niecodziennej manifestacji w tym mieście, inspirowanej przez masonerię. Na czele pochodu niesiono czarny sztandar, na którym zamieszczono znak Lucyfera, depczącego św. Michała Archanioła. Wtedy to manifestanci w szalonej nienawiści do Kościoła krzyczeli: „Szatan będzie rządził w Watykanie, a papież będzie jego sługą”.
13 maja 1981r. moce piekielne na Placu św. Piotra posłużyły się zamachowcem, aby odebrać życie Janowi Pawłowi II. Ale ręka Boska zwyciężyła.
Przykładów nienawiści czy agresji wobec następców św. Piotra czy papiestwa można by podawać więcej.
W Książce pt: „Światłość świata” papież Benedykt XVI zapytany przez Petera Siwalda, dlaczego jest taka nagonka na urząd papieża, on spokojnie odpowiedział, że jest to wpisane w naturę Kościoła. Chcąc być wierny nauce Pana zawsze towarzyszy temu znak sprzeciwu. Każdy papież, biskup, kapłan chcą być wiernym nauce Pana wkłada na swoją głowę koronę cierniową.
Wróg Kościoła może dokuczyć biskupowi Rzymu, uwięzić go czy nawet zabić, jednak nigdy nie zwycięży, ponieważ Kościół jest dziełem Boga – Człowieka, Jezusa Chrystusa.
„Ty jesteś Piotr Opoka i na tej opoce zbuduje mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą”.

4. Do postaci św. Piotra nawiązuje również czytany dzisiaj urywek Dziejów Apostolskich, mówiący o opiece opatrzności Bożej nad św. Piotrem, cudownym uwolnieniu go z jerozolimskiego więzienia w czasie prześladowania. Jego los byłby przesądzony, gdyby nie cudowna interwencja Boża. Modlitwa pierwotnego Kościoła.
Rozważanie tego fragmentu dzisiaj w uroczystość Apostołów Piotra i Pawła jest zaproszeniem do ufności Bogu. Losy Piotra i jego następców są w rękach Boga.
Ujawniona treść trzeciej tajemnicy fatimskiej pokazuje nam, jak wiele zależy od naszej modlitwy i pokuty, od zaufania Bogu i zawierzenia losów Kościoła Najświętszej Maryi Pannie.
4. Wsłuchując się w drugie czytanie liturgii Słowa, słyszymy o drugim wielkim apostole św. Pawle. Jest to ostatni list św. Pawła, napisany podczas drugiego uwięzienia w Rzymie na krótko przed jego męczeńską śmiercią w 67 r. List jest testamentem duszpasterskim pozostawionym Tymoteuszowi, biskupowi Efezu.
W tym fragmencie zaświadcza, że głoszona przez niego Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim, ale Bożym dla naszego zbawienia.
Długie i pracowite było życie Pawła, począwszy od cudownego nawrócenia pod bramami Damaszku, przez podróże misyjne a skończywszy na męczeństwie w Rzymie.

Jak Chrystus dążył do swojej godziny, która nadeszła podczas męki, tak również i Paweł ukończył bieg i czeka na męczeństwo.
Pięknie napisał o św. Pawle Apostole ks. Jan Twardowski, pokazując, jak ważna jest obecność św. Pawła w każdej chrześcijańskiej wspólnocie:
„Święty Pawle, nie odchodź daleko
Nie porzucaj nas, pozostań blisko
Jeszcze raz w liście nam napisz
O miłości, która przetrwa wszystko”.

5. Bracia i siostry!
Za wzorem Apostołów Piotra i Pawła miłujmy Kościół Chrystusowy, do którego zostaliśmy wszczepieni przez sakrament chrztu św., a przez sakrament dojrzałości Chrystusowej – sakrament bierzmowania – powołani na jego obrońców i żołnierzy.

Miłość Kościoła to świadectwo, służba, wierność i stała formacja
W przemyskim seminarium w jednej z kaplic znajdują się piękne freski znanego artysty malarza Jana Henryka Rosena z 1936 r., przedstawiające drogę formacji kandydatów do kapłaństwa. Jest tam św. Paweł, który leżąc na ziemi po wydarzeniu spod Damaszku ukazuje alumnowi konieczność nawrócenia jest tam Jezus powołujący Piotra i Jana,  są tam uczniowie w drodze do Emaus, którzy pokazują młodemu człowiekowi rozeznającemu powołania jak ważna jest eucharystia,  są tam apostołowie wychodzący z wieczernika po Zesłaniu Ducha św., ukazując klerykowi odwagę i dynamizm życia ucznia Chrystusa.
Czytając te obrazy formacji alumnów dostrzegamy pewną analogię do naszego chrześcijańskiego życia. Potrzeba nam NAWRÓCENIA, odkrycia na nowo chrześcijańskiego POWOŁANIA, potrzeba nam siły eucharystii oraz odwagi Ducha świętego do świadczeniu o Chrystusie.
6. Bracia i Siostry! Dzisiaj przy okazji tej uroczystości warto zapytać się: Co z tych dwóch historii życia św. Pawła i Piotra płynie dla nas? Podobnie jak niegdyś Chrystus stanął przed uczniami, pytając ich kim jest dla nich, tak codziennie staje On przed każdym z nas. Każdego pyta: „Kim dla ciebie jestem?”
Piotr odpowiedział: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego…” A Ty jak odpowiesz. Chodzi o odpowiedź nie tylko ustami, ale całym sobą.

(codzienne, świadectwo wiary, przykazania, służba, otwartość na pomoc, walkę ze złem…)
Czy udałoby się Piotrowi zbudować Kościół, który trwa do dziś, gdyby nie jego żarliwa wiara?
Czy udałoby się Pawłowi rozprzestrzenić na cały świat nauki chrześcijańskie, wytrwale głosić świadectwo o naszym Zbawicielu wśród wrogich mu narodów?  Na pewno NIE
Nam dzisiaj Jezus stawia, tak jak Piotrowi kolejne pytanie, stawia je ojcu, matce: Czy kochasz Mnie? A jeśli usłyszy odpowiedź: Tak, Panie, powierza im swe owce i mówi: Paś owce moje. Dzieci nie są własnością rodziców. Są własnością Boga. On tylko na kilkanaście lat oddaje je w ręce rodziców, aby troszczyli się o ich życie.
7. Kiedy zwiedzamy Watykan, w środku Placu Św. Piotra, między dwiema potężnymi fontannami, wystrzela w górę na 25 metrów obelisk, z czasów antycznych, który jeden z cesarzy kazał ustawić w cyrku Nerona, gdzie masowo ginęli chrześcijanie oddając życie swe za Chrystusa. W XVI w. jeden z papieży, kazał ten niemy świadek prześladowań chrześcijan przenieść na obecne miejsce na Placu św. Piotra. Ozdobiono go krzyżem, w nim znajduje się relikwia Krzyża św. Widnieje również na nim bardzo wymowny i dający nadzieję wszystkim Chrześcijanom napis: „Chrystus zwycięża, Chrystus panuje, Chrystus rozkazuje; niechaj zachowa nas od wszelkiego złego”.Bracia i Siostry! Niech te słowa wleją w nasze serca nadzieję, że z Chrystusem i Jego Namiestnikiem na ziemi nic złego stać się nam nie może.
Prośmy więc Boga przez wstawiennictwo świętych apostołów Piotra i Pawła, o łaskę budowania jedności w naszym Kościele, parafii, narodzie, w naszych rodzinach, w nas samych, aby świat wypełniał się ludźmi, którzy będą jednego serca i jednego ducha. 
Dzisiaj w modlitwie po przyjętej komunii świętej usłyszymy piękne słowa modlitwy, które brzmią, jak SUPLIKACJA – prośba do Boga: (…) spraw Panie, abyśmy żyli w Kościele jak pierwsi chrześcijanie, trwając w łamaniu chleba i nauce Apostołów, a utwierdzeni w miłości stanowili jedno serce i jedną duszę.
Niech zatem przykład Apostołów, których dziś wspominamy, zachęca nas do żarliwej wiary, mocnej nadziei i niesłabnącej miłości do Chrystusa, Kościoła oraz Piotra naszych czasów na wzór pierwszych Chrześcijan.
„Tak to dobrze przypaść Mu do nóg …
Jak do nóg Mistrza nad mistrze
I wsunąć się w jego modlitwy, …
Najłzawsze, najcichsze, najczystsze
Kocham go, gdy rzutem ramion…
Chce przygarnąć wobec Boga i nieba
Tych wszystkich co łakną prawdy…
Tych wszystkich co łaknął chleba
I uwielbiam bezbronnego…
Jak białe Hostyi osłony
Bo Bóg kryje się w nim jak prawda …
I Chrystus miłowany i lżony”

AMEN
 

czerwca 25, 2022

13. Niedziela Zwykła (C) - Trzeba porzucić wszystko, aby iść za Jezusem

czerwca 25, 2022

13. Niedziela Zwykła (C) - Trzeba porzucić wszystko, aby iść za Jezusem

Pojdź za Mną

Kochani moi. Już są wakacje. I dziś właśnie w takim nastroju czytam Księgę Królewską, o powołaniu Elizeusza, który orał wołami. Pan go wybrał i powołał. I Ewangelię Łukaszową, o tym jak zgłaszają się do Pana Jezusa chłopcy, którzy chcą być Jego uczniami. Maturzyści szukają uczelni. Studenci pracy. Wybierają, i znów nie mogę się oprzeć wrażeniom, które mi zostały z ostatnich wyborów i tych, które nadejść mają. Chcę być wybrany: ja zajmę się waszym zdrowiem, ja oczyszczę wodę w waszych rzekach, ja wam dam czyste powietrze, ogórki i nowalijki, ja kocham was emeryci, ja wam zreformuję szkołę, ja was ubiorę, obuję, urządzę, ja zbuduję wam domy, dam wam samochody, ja kocham wasze dzieci. Jakie to było śliczne! Czekałem czy ktoś powie: a mnie wybrał Pan. Owszem jeden powiedział: Pan dał siłę swojemu ludowi. Pan swój lud ocali... Tak panie senatorze, tak panie pośle, z którejkolwiek jesteś strony, jeśli nie wybrał i nie powołał cię Pan, stetryczejesz na swoim krześle. Zostawmy to, bo dziś nie daje mi spokoju zdanie: powołał go Pan. Gdy mówię o powołaniu, to wszyscy myślimy o zakonniku, o siostrze zakonnej, o księdzu. Nie, bo powołanym jest każdy z nas. Spełnić to, czego żąda ode mnie Bóg, to znaczy wypełnić swoje powołanie. Stąd mówimy o rodzicach z powołania, o nauczy­cielach, lekarzach z powołania, o fachowcach z powołania. Inni to najemnicy, ludzie swoich, nie Bożych interesów. Gdy człowiek w swoim powołaniu pyta: jak mam to uczynić, Panie? To wtedy czyni wszystko dobrze.

Mówiąc o powołaniu nie sposób pominąć tego, które jest jakimś szczególnym. Jest Ten, który woła. Jest Ten, który jest powołany. W każdym powołaniu jest jakiś przetarg z Bogiem. Dobrze, pójdę za Tobą. ale najpierw pożegnam się ze swoimi w domu, pójdę za Tobą, ale najpierw pożegnam mojego ojca, pójdę za Tobą, ale co mi za to dasz?

A mój Pan mówi tak prosto - jeśli chcesz możesz pójść za Mną, jeśli chcesz możesz być moim uczniem, ale wiedz: lisy mają nory, ptaki mają gniazda. A Syn Człowieczy nie ma gdzie głowy schronić. Nic ci nie obiecuję: jeśli kochasz więcej matkę, ojca, braci, siostry, aniżeli Mnie, nie jesteś Mnie godzien, jeśli masz dużo majętności, swoich przywiązań, to wróć i będziesz smutny, jeśli chcesz swoje życie zachować dla siebie, to je stracisz, jeśli je stracisz dla Mnie, to je odzyskasz. Pójdę Panie, ale boję się samotności, boję się upokorzeń, boję się sieroctwa, boję się biedy. Synu mój - przecież nigdy nie będziesz sam. Będziesz miał stokroć więcej i matek i ojców, i braci i sióstr, i domów i dzieci. Tak Panie, ale Ty mi wciąż każesz kochać inne matki, innych ojców, innych braci, inne siostry, a ja bym chciał wrócić do swoich. Jeśli przyłożyłeś rękę do pługa i oglądasz się wstecz nie nadajesz się do Królestwa Bożego, jesteś gapa i wróć do swoich. To przeżywa każdy z nas. I tak można dyskutować z Bogiem całe życie - szkoda czasu. Aż przyjdzie dzień, kiedy Pan Jezus postawi ostatnie pytanie: Piotrze, czy ty mnie kochasz więcej niźli tamci? Jeśli odpowiesz na serio: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham, to Pan powie ostatnie zdanie: pójdź za Mną. Ale to trzeba naprawdę kochać.

Przychodzi wtedy gorliwość apostołowania. Panie, jeśli chcesz to pój­dziemy i wyrwiemy wszystek chwast. Zobacz, Panie, tam skazują na śmierć młodych, odważnych ludzi. Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby spadł ogień z nieba i spalił ich. Wtedy można usłyszeć od Pana, albo cierpliwe pouczenie: poczekajcie do czasu żniwa, bo teraz wyrywając kąkol podeptalibyście i pszenicę. W żniwa najpierw zbierzcie kąkol i spalcie, a pszenicę sprzątnijcie do moich spichrzów, albo: zejdź mi z oczu szatanie, wciąż myślisz po staremu, [jesteś betonem, tępakiem] nic się nie nauczyłeś. Wy macie ich nawrócić, nauczyć myśleć, wierzyć, kochać. Trzeba się nauczyć w tym powołaniu: i przebaczenia 77 razy, i cierpliwości aż do czasu żniwa, i miłosierdzia, aby nie minąć kogoś leżącego przy drodze do Jerycha. Trzeba się nauczyć mieć jedną suknię i jedne sandały, przychodzić i odchodzić, cieszyć się z tymi, którzy się cieszą, i płakać z tymi, którzy płaczą, i gromadzić skarby, których rdza nie psuje i mole nie zżerają, i zobaczyć belkę w swoim oku, zanim wyjmę źdźbło z oka brata, i nie sądzić, aby nie być sądzonym, i taką miarą mierzyć jaką chcę, aby mi odmierzono, i siedzieć na ostatnim miejscu, i czuwać, aby gdy Pan powróci, natychmiast Mu otworzyć, i tak się upracować, aby skołataną głowę, położyć na sercu Pana. i tak już pozostać.

Powołany nie może zapomnieć o pierwszej gorliwości, aby Pan nie powiedział: znam twoje imię, znam wszystkie twoje dobre czyny... ale jedno mam ci za złe, żeś odszedł od pierwszej gorliwości. Tę naukę, innymi słowami, powiedział mi mój Tata: Józek, gdybyś był taki gorliwy jak wtedy, gdy byłeś ministrantem, byłbyś wielkim świętym. Tak Tato kochany, miałeś rację. 

Kochani moi, wiem, że pragniecie mieć dobrych kapłanów, święte siostry, a dlaczego tak mało się za nas modlicie? Tak mi potrzeba waszej pomocy, bo ręce mi osłabły i kolana zdrętwiały. Dlaczego tak mało się modlicie, aby nie brakło tych, którzy nas zastąpią, Podnieście oczy i zobaczcie - pola już bieleją, będą wielkie żniwa, a robotników jest za mało.

Chłopcy, którzy idziecie do seminarium, dziewczęta, które wybieracie się do zakonu, przychodzą nowe czasy, toć już nowe tysiąclecie, nowe, niespotykane dotąd wyzwania..., nie wiem co was czeka, ale wiem, że jesteście światu bardzo potrzebni. Pytasz mnie czy masz tam iść? Tam przed furtą siedzi frasobliwy Chrystus. Pyta wchodzących: czy ty mnie kochasz więcej, niźli tamci? Kocham! Panie, przecież Ty wszystko wiesz. To wejdź. 

Siostro moja kochana, chciałbym być na twoich ślubach i ucałować twoje ręce. Chłopcy z naszej parafii, chciałbym doczekać waszych prymicji i uklęknąć i ucałować wasze namaszczone ręce. Tylko pamiętaj, to nie ty wybrałeś Chrystusa, ale On cię wybrał i powiedział - pójdź za mną. Amen.

 

 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger