października 31, 2022

Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych - Znaczeni pieczęcią Boga

października 31, 2022

Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych - Znaczeni pieczęcią Boga
Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych - Znaczeni pieczęcią Boga


Obchodzimy dzisiaj doroczną uroczystość Wszystkich Świętych. Myśl nasza przenosi się do nieba, dokąd uprzedzili nas wszyscy święci, ci znani i ci nieznani.
Mówi nam Pismo Św., że w niebie są przede wszystkim aniołowie. Słyszeliśmy przecież w pierwszej lekcji mszalnej takie słowa: „I ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. I zawołał donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: nie wyrządzajcie szkody ziemi ni morzu, ni drzewom, aż opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego” (Ap 7, 2–4). W niebie jest również Królowa aniołów i wszystkich świętych: Najświętsza Maryja Panna. To właśnie o Niej mówi Księga Apokalipsy św. Jana Ewangelisty: „Znak wielki ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod Jej stopami a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). To właśnie o Niej mówi Bóg do szatana w pierwszej księdze Pisma św. – Księdze Rodzaju (3, 15): „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a Niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo Jej; Ona zetrze ci głowę, a ty będziesz czyhał na piętę Jej”. To właśnie Ona wyśpiewała hymn pochwalny Bogu dziękując Mu. że stała się Matką Zbawiciela: „Uwielbia dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto błogosławić Mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił Mi Wszechmocny, a święte jest imię Jego” (Łk 1, 46–49). Z pewnością tę właśnie pieśń powtarza dziś w niebie Najświętsza Dziewica łącząc ją z anielskim „Gloria”. Przypomina sobie radości Bożego Narodzenia, smutki Golgoty i chwałę zmartwychwstania. Przeżywa na nowo swój triumfalny pochód do nieba i swoje wniebowzięcie. „Wzięta jest do nieba Królowa i cieszą się aniołowie”.
Cieszą się dzisiaj tą wielką uroczystością wielcy święci Kościoła, a wśród nich na pierwszym miejscu św. Jan Chrzciciel, o którym sam Chrystus Pan powiedział: „Zaprawdę powiadam wam, między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11, 11). Cieszy się św. Jan Ewangelista, wierny uczeń Chrystusa, który pod krzyżem stojąc usłyszał słowa: „Niewiasto – oto syn twój. Oto Matka twoja” (J 19, 26–27). Cieszą się wszyscy apostołowie ze św. Piotrem na czele, który wciąż odpowiada Chrystusowi Panu te słowa, które ongiś – po zmartwychwstaniu Pana – wyrzekł nad brzegiem Jeziora Genezaret: „Tak, Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję” (J 21, 17).
Obok tych wielkich świętych stoją i nasi patronowie i patronki. Przypuszczalnie cieszą się również z tego, że idziemy w ich ślady. Jest wśród nich św. Józef, Oblubieniec Bogurodzicy, bo imię Józefa było i jest w Polsce bardzo popularne. Jest św. Teresa Wielka i św. Teresa od Dzieciątka Jezus, sławna cudotwórczyni dwudziestego wieku. Są tam Adam i Ewa – nasi praojcowie z utraconego i wreszcie odzyskanego raju. Są tam św. Franciszek z Asyżu i św. Klara – najwierniejsza jego uczennica. Jest św. Wojciech biskup, pierwszy męczennik polski. Jest obok niego Stanisław, również biskup i męczennik. Jest Stanisław Kostka, osiemnastoletni nowicjusz jezuitów. Jest św. Andrzej Bobola, męczennik. Są wszyscy patronowie polscy. Cieszą się Bogiem w Trójcy Jedynym i dodają nam odwagi, abyśmy szli śmiało tą drogą, którą oni już mają za sobą. A jako ostatni z ich szeregu wzywa nas do oddania wszystkiego Maryi, słowami „Totus tuus” – nasz wielki rodak – św. Jan Paweł II, papież.
Słyszeliśmy w pierwszym czytaniu mszalnym, jak św. Jan Ewangelista mówi: „Potem ujrzałem wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty a w ręku ich palmy i głosem donośnym tak wołają: Chwała Bogu naszemu, zasiadającemu na tronie i Barankowi” (Ap 7, 9–10).
Do tej wielkiej rzeszy zbawionych, których nikt nie przeliczy, należą w pierwszym rzędzie bohaterowie wiary, a więc męczennicy i wyznawcy, których imion nie znajdziemy w kalendarzach kościelnych i świeckich, ale którzy żyją w niebie i Bogu znane dobrze są ich imiona oraz ich zasługi. To oni właśnie przede wszystkim orędują za nami, gdy mówimy: „Wszyscy święci i święte Boże, módlcie się za nami”.
Do tej ogromnej rzeszy zbawionych należą również nasi bracia i siostry – Polacy i Polki, polegli za ojczyznę. Jaka wielka rzesza poległych i pomordowanych za świętą sprawę polską, w czasie ostatniej wojny, znajduje się w niebie. Są to miliony. Ich dusze nieustannie orędują za nami przed Bogiem i wyjednują nam wiele łask, za które nie dziękujemy i nie wiążemy ich może z właściwymi naszymi opiekunami tam, w niebie. A przecież winniśmy im wdzięczność i cześć.
Wśród tej rzeszy znajdują się również osoby dobrze nam znane, z naszej rodziny. Może jest tam twój ojciec ukochany, który odszedł z tego świata kilka czy kilkanaście lat temu? Może jest tam twoja matka, która i dziś czuwa nad tobą, dyskretnie ale skutecznie – a ty nawet o tym nie wiesz. Może jest tam twój brat, a może siostra? Może jest tam twoje młodsze rodzeństwo, których dusze, jak prawdziwe anioły nieustannie są wpatrzone w oblicze Ojca, który jest w niebie?
W drugiej lekcji mszalnej słyszeliśmy takie słowa: „Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest" (1 J 3, 2). Św. Paweł w 1 Liście do Koryntian tak mówi: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9). „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno, wtedy zaś zobaczymy Go twarzą w twarz” (1 Kor 13, 12). Takie jest niebo: widzenie Boga twarzą w twarz. Jasność, szczęście i pokój nie na ludzką, ale na Boską miarę.
A droga do nieba jest jasno narysowana w dzisiejszej Ewangelii. Ci, którzy dziś są zbawieni w niebie, byli na ziemi ludźmi ośmiu błogosławieństw.- Byli ubodzy, często smutni, byli amharezami – ludźmi na małym skrawku ziemi, byli nieraz głodni i zawsze pragnęli sprawiedliwości. Byli miłosierni, czystego serca i cierpliwi. A wreszcie – byli prześladowani dla sprawiedliwości, dla Chrystusa. Teraz zaś „cieszą się i radują, albowiem nagroda ich wielka jest w niebie” (Mt 5, 11).
Wszyscy Święci, którzy cieszą się życiem wiecznym, szli drogą błogosławieństw. To ich łączy, mimo różnicy w wykształceniu, zajmowanych stanowisk, możliwościach działania. 

Oni wszyscy:

Byli ubodzy w duchu - to znaczy byli otwarci na Boga, Jego Obecność i Słowa, świadomi całkowitej zależności od Boga; w Nim szukali codziennie światła i siły. Najważniejszego i najwięcej spodziewali się od Boga, dlatego nagrodą jest Boże królestwo, nie ludzkie i nie ziemskie.

Byli smutni, gdyż pomimo tak wielkiej łaski Boga, która spłynęła na świat przez Jezusa Chrystusa, oni sami i ludzkość uczyniła Boga „wielkim nieobecnym” i niepotrzebnym w świecie. Wchodzili więc świadomie w wynagrodzenie (pokutę) za grzechy swoje i świata. Owocem takiego smutku i skruchy była pociecha i radość - niewymowna - od samego Boga. Ta pociecha jest również dla nich darem na wieki.

Byli cisi, łagodni. Nie oburzali się z powodu pomyślności innych, nawet ludzi nieprawych, ale ufali Bogu pośród pomyślności i podczas wszelkich trudności, które na nich spadały. Potrafili w łączności z Bogiem zachować cierpliwość. Jezus – ich Nauczyciel był Królem łagodnym i pokornym, który zrezygnował z przemocy i potępiania. Właśnie taka postawa jest lekarstwem na złość, wrogość, brutalność. To wymaga – wbrew powierzchownemu myśleniu – aktywności i wysiłku, a nie rezygnacji i słabości.

Byli spragnieni i złaknieni sprawiedliwości, dlatego przylgnęli i postępowali według wskazań Jedynego Sprawiedliwego - Jezusa, interpretującego Dekalog, słowo Boże. Żyli według woli Ojcu, którą rozpoznawali wpatrując się w Oblicze Ukrzyżowanego i Żyjącego Pana.

Byli miłosierni.  Miłosierdzie to konkretny czyn, który ma kształt potrzeby bliźniego. Każdy dzień był do tego okazją. Okazywali je słowem, czynem i modlitwą.

Byli czystego serca. Serce to miejsce decyzji, symbol człowieka wewnętrznego. Błogosławieni, którzy mają czyste źródło życia, niezbrukaną zasadę życia, którzy przekształcają w przyjaźni z Jezusem wszelkie nieczyste, spontaniczne reakcje swojego serca - serca grzesznika.

Wprowadzali pokój. Pokój (Szalom) to nie tylko brak wojny, ale taka postawa, która daje każdemu możliwość rozwoju zgodnie z planem Stwórcy. Wokół takich ludzi, każdy czuł się dobrze i mógł być sobą.

Cierpieli prześladowania. Kiedy się żyje „na serio” Ewangelią nie jest się neutralnym. Chodzi o prześladowania wyrażające się w słowach, ale i fizyczne, łącznie z oddaniem życia, śmiercią. Kto nie stawia „nic” i „nikogo” ponad Boga wcześniej czy później spotka się z większym lub mniejszym sprzeciwem tego świata i sił ciemności.
  
Urągano im z powodu Imienia Jezusa. Dzielą los Jezusa, dlatego mają udział w Jego chwale i radości. To Jezus nie był w nich przyjęty, dlatego On ich przyjmie na wieki.

Dziś obchodzimy radosną Uroczystość Wszystkich Świętych. Jutro dzień modlitwy za tych, których dusze są jeszcze w czyśćcu – zaduszki. Pamiętajmy o tym, że modlitwa za dusze zmarłych jest jednym z naczelnych obowiązków naszych, jako chrześcijan, katolików. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7) – powiedział Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Modlitwa za zmarłych jest wyrazem naszej miłości dla nich, miłosierdzia i – dobrze zrozumianej roztropności... albowiem jaką miarą odmierzacie, taką wam odmierzone będzie (Mk 4, 24). Amen.
 
 

października 22, 2022

30 Niedziela Zwykła (C) – Świętość to pokora

października 22, 2022

30 Niedziela Zwykła (C) – Świętość to pokora
30 Niedziela Zwykła, Rok C – Świętość to pokora


1. „W piekle znajduje się mnóstwo cnót, ale nie ma tam pokory. W nie­bie znajduje się mnóstwo wad, ale nie ma pychy” - mawiała święta siostra karmelitanka Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, zwana też Małą Arabką. Sama siebie najchętniej nazywała „Maleńką Nic”. Uczyła się pokory w szkole Ukrzyżowanego, z którym łączyły ją za­równo życiowe przeciwności, jak i zakonne imię. Miriam Baouardy pochodziła z rodziny arabskich katolików. Urodziła się w wiosce Abellin, położonej w połowie drogi między Hajfą

września 24, 2022

26. Niedziela Zwykła (C) - Różaniec szkołą Ewangelii

września 24, 2022

26. Niedziela Zwykła (C) - Różaniec szkołą Ewangelii


W swojej Ewangelii św. Łukasz umieszcza przypowieść o bogaczu i żebraku Łazarzu wśród przypowieści mówiących o niebezpieczeństwie płynącym z posiadania bogactw tego świata. Bogacz, używający wszystkich rozkoszy życia, przypomina ludzi beztroskich i krzykliwych pijaków z Księgi Amosa, do których prorok adresuje swoje „biada". Biedak żyje w skrajnej nędzy i cierpieniu. Bogacz zamknięty w swoim świecie komfortu, nie dostrzega Łazarza. To są dwa odrębne światy, które na co dzień nie stykają się ze sobą. Imię biedaka jest znamienne - Łazarz po hebrajsku znaczy „Bóg wspomaga". Po śmierci cieszy się on szczęściem, a bogacz cierpi w Otchłani. Chrystus przestrzega swoich słuchaczy, by przez nieumiarkowane korzys­tanie z dóbr materialnych nie stali się niewolnikami posiadanych bogactw. Tę myśl pięknie rozwinął św. Grzegorz Wielki. W jednej ze swych homilii powiedział: „Jeżeli nie możecie opuścić wszystkich spraw tego świata, zatrzymajcie je tak, aby one was na świecie nie zatrzymywały, abyście dobra ziemskie posiadali, a nie byli przez nie posiadani".

W tej przypowieści Panu Jezusowi bardzo zależy na człowieku, który stał się niewolnikiem bogactwa. Zamknięty w swoim świecie dobrobytu nie widzi Boga, nie widzi bliźniego i nie jest w stanie przekroczyć tego bardzo zmaterializowanego wymiaru swojego życia. „Biedny bogacz" - na nic mu się zda poszukiwanie cudowności, religijnych sensacji, nadzwyczajnych objawień. „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają". Odmowa, której udziela w imieniu Boga Abraham, jest jednak potężnym orędziem nadziei. My mamy nie tylko Mojżesza, Proroków, ale Jezusa Chrystusa przychodzącego do nas z Ewangelią. Skoro otrzymaliśmy Słowo Boże, które jest mocą Bożą prowadzącą nas przez życie do zbawienia, nie jesteśmy zdani na własne, ograniczone ludzkie siły.

W tym tygodniu rozpoczynamy październik, miesiąc szczególnie związany z nabożeńst­wem różańcowym. Zakon dominikanów czci dzisiaj Matkę Bożą Królową Różańca Świętego. To nabożeństwo posiada ścisły związek z Pismem Świętym, z niego wyrasta. Nie na darmo nazywano Różaniec „Psałterzem Maryi". O. Joachim Badeni, zaczął kiedyś kazanie różań­cowe od pytania: „Dlaczego Ojciec Święty stale daje ludziom na pamiątkę różaniec?" „Dlatego, że jest to przemodlona Ewangelia". Ta nieustanna troska Chrystusa o człowieka, to wielkie orędzie nadziei, o którym przed chwilą mówiłem, jest obecne w przeżywanych i przemodlonych tajemnicach różańcowych.

Jest to modlitwa autentycznie biblijna, zakorzeniona w Słowie Bożym. Wchodzimy tu w szkołę pokornej i prostej modlitwy, jaką Jezus otwiera nam przez swą Matkę. Ta „modlitwa Maryjna" nie tyle jest słowem, które kierujemy do Maryi, co modlitwą z Matką Jezusa, w samym sercu Kościoła. To Słowo Boże skierowane jest do człowieka i przychodzi w milczeniu. Wskutek powtarzania, że modlitwa jest naszą rozmową z Bogiem, zapomi­namy często o tym, że wszelka inicjatywa należy do Niego, że to On pierwszy wychodzi na spotkanie z człowiekiem. Modlić się, to przede wszystkim słuchać Boga, który wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał do ludzi, a teraz przemówił do nas przez Syna (por. Hbr 1,1). Słowo Boże jest darem. Przypominamy sobie, gdy w gorący dzień Jezus zmęczony usiadł przy studni Jakuba i poprosił Samarytankę o wodę. Powiedział: „O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: «daj mi się napić» - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej?" (J 4,10). Jeśli pragniemy tego Daru, to za pośrednictwem Słowa Bożego zostajemy pochwyceni przez Ducha Świętego i wprowadzeni w modlitwę, którą On sam nieustannie wzbudza w naszym sercu.

To Duch Święty pozwala nam wówczas pojąć, że Bóg nie jest tylko Stwórcą, Panem Zastępów mieszkającym w niedostępnej światłości, lecz po prostu Ojcem, którego zdumiewająca bliskość została nam ofiarowana w Jezusie. A Jezus Chrystus modlił się jak nikt na świecie, wyrażając niewysłowione doświadczenie bliskości z Ojcem, doświadczenie najgłębszej ufności i całkowitego oddania. Modlitwa ta była wyrazem istoty Tego, który nieustannie jest zwrócony ku Ojcu.

Św. Łukasz łączy modlitwę Jezusa z najważniejszymi wydarzeniami Jego życia: chrzest w Jordanie, wybór Dwunastu, Kazanie na Górze, ustanowienie prymatu Piotra, Przemienienie, agonia na Górze Oliwnej, wreszcie modlitwa a krzyżu. Modlitwa Jezusa jest ściśle zespolona z dziełem zbawienia, z Jego godziną, dla której przyszedł na świat, aby wszystkich przyciągnąć do siebie.

Św. Augustyn mówi: „Słyszysz, jak Nauczyciel się modli? - Ucz się modlitwy; po to bowiem się modlić, abyś ty się nauczył modlić". Nasza modlitwa, a zwłaszcza rozważanie tajemnic Różańca, powinna iść śladem Jezusowej modlitwy. Medytacja ta ma nam przybliżyć Chrystusa w Jego tajemnicy paschalnej, w Jego przejściu przez cierpienie i krzyż do chwały zmartwychwstania. Zmartwychwstały Pan, który żył życiem ziemskim podobnym do innych ludzi, jest Przedwiecznym Synem Boga. Pana Wszech­świata. Jego prawdziwa osobowość była już obecna i doskonała, gdy szedł drogami Judei i Galilei, gdy oświecał swych słuchaczy, gdy pochylał się nad ludzkim cierpieniem, gdy sam cierpiał i umierał. Tajemnica paschalna zachęca do ponownego odczytania wszystkich wydarzeń z ziemskiego życia Jezusa, tak jak czynili to uczniowie po Zmartwychwstaniu. Wielka moc i pewność przebija z ich świadectwa o Słowie życia. Św. Piotr, Pierwszy z Apostołów, nawróconym z pogaństwa zwiastuje zbawczą obecność Zmartwychwstałego Pana. Słowa te docierają również do nas, są światłem w cierpieniu człowieka, w naszych trudnych doświadczeniach i lękach: „Jego to miłujecie, chociaż nie widzieliście Go, a i teraz nie widząc - wierzycie w Niego, a wierząc - cieszyć się będziecie radością niewymowną i pełną chwały, gdy osiągniecie cel waszej wiary - zbawienie dusz!" (1 P 1,8-9).

Tertulian nazwał Różaniec „streszczeniem całej Ewangelii". W niej odnajdujemy Matkę Chrystusa, pokorną Służebnicę Pańską, która swoje życie przeżywała w Jego obecności i była pierwszą słuchaczką Dobrej Nowiny. „Jej życie jest życiem w milczącej adoracji Słowa Przedwiecznego" (kard. de Berulle). Modlitwa Maryjna jest tajemnicą Jej komunii z Synem. Kontemplacja tajemnic w Różańcu jest po prostu spoglądaniem na Chrys­tusa w komunii z Maryją. Różaniec, w swej zewnętrznej formie polegający na powtarzaniu tych samych słów, może stać się modlitwą mechaniczną, rutynową, przypominającą czczą gadaninę. Milczenie Maryi, Jej ukrycie w tajemnicy Jezusa jest wyrazem Jej ewangelicznego ubóstwa. Za każdym razem, gdy stajemy przed Bogiem w oczekiwaniu Jego Daru, jesteśmy wszystkiego pozbawieni, ogołoceni jak najubożsi. Stajemy się wówczas gotowi na przyjęcie niedościgłych Bożych bogactw.

Różaniec jest modlitwą apostolską. Tak go rozumieli i rozpowszechniali synowie św. Dominika, który według świadectw pierwszych biografów wołał: „Panie, co się stanie z grzesznikami". Ta troska o zbawienie ludzi towarzyszy nam dzisiaj. Modlitwa apostolska jest modlitwą samego Jezusa w chwili Męki. My wszyscy stajemy się jej uczestnikami. Rozumiał to dobrze pastor ewangelicki, Dietrich Bonhoeffer. zamordowany przez hitlerowców, który pisał:

„Człowiek powołany jest do cierpienia wraz z Bogiem. Tym cierpieniem, jakie świat bez Boga zadaje Bogu... Oto metanoia: nie myśleć przede wszystkim o swych własnych nieszczęściach i lękach, lecz dać się porwać w drogę Jezusa Chrystusa, w wydarzenie mesjańskie".

Są to słowa nadziei i umocnienia dla wszystkich, którzy niosą krzyż cierpienia z Chrystusem. Wtedy wiemy, co to znaczy, że nas „Bóg wspo­maga".

 

sierpnia 28, 2022

22. Niedziela Zwykła (Rok C) – Ostatni będą pierwszymi

sierpnia 28, 2022

22. Niedziela Zwykła (Rok C) –  Ostatni będą pierwszymi
Umiłowani bracia i siostry! Kościół św. w dniu dzisiejszym chce nas nauczyć cnoty pokory. W pierwszym czytaniu mądrość Boża wskazuje nam drogę do prawdziwej wielkości, zasługującej na uznanie w oczach Boga i ludzi. A droga, która prowadzi do Boga, według św. Pawła, prowadzi przez Jezusa Chrystusa. Jest ona pewna, pod warunkiem, że będziemy Go naśladować we wszystkim.
W dzisiejszej Ewangelii Chrystus Pan nawiązuje do pewnego zdarzenia, które zaobserwował w swoim otoczeniu. „Wybierali so­bie pierwsze miejsca" (Łk 14, 7), a czynili to zapewne tak ener­gicznie, że nie uszło to uwagi Zbawiciela, i dlatego Jego nauka: bądź pokorny, zajmuj ostatnie miejsce, a ten który cię zaprosił będzie pamiętał o tobie i posadzi cię wyżej. „Każdy kto się wy­wyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony" (Łk 14, 11). Dochodzimy więc do sedna zagadnienia, które zostało przed nami postawione. Jest nim problem pokory. Pokora bowiem decyduje o wielkości człowieka. Już św. Franciszek z Asyżu, ten pokorny naśladowca Chrystusa powiedział: „Człowiek jest tym kim jest, i niczym więcej". Pokora bowiem nie urąga pragnieniu wielkości, poprzez którą człowiek chce utrwalić samego siebie, ale jest ona równowagą rozumu, który zna swoje miejsce, oraz ser­ca, które nie pragnie ponad miarę. To Bóg wyznaczył człowie­kowi miarę. Nie może on jej przekroczyć, bo wtedy zajmie cu­dze miejsce i może usłyszeć: Przyjacielu, przesiądź się niżej! (Łk 14, 9). Pycha jest przejawem głupoty. Burzy ona porządek, którego nie można burzyć bezkarnie. Na przełomie sierpnia i września, kiedy stajemy przed kolejną rocznicą straszliwej za­wieruchy wojennej, rozpętanej przez „nadludzi", owładniętych szatańską pychą panowania nad całym światem, wiemy do cze­go prowadzi zburzony porządek dany przez Boga! Człowiek, człowiekowi gotuje tak straszliwy los wówczas, kiedy obali porzą­dek wartości, zakodowany w jego sercu. Ileż krzywd wyrządziła bliźnim niepohamowana pogoń za bogactwem, za zdobywaniem w niegodziwy sposób zaszczytów i godności? Porządek oparty na subiektywnym prawie, bez liczenia się z prawem innych ludzi, a zwłaszcza z Bożym prawem, prowadzi nieuchronnie do groźnych konfliktów. Dlatego, boimy się ludzi, którym brak pokory! A lu­dzi naprawdę wielkich podziwamy za ich pokorę. To chyba dlatego wyrocznia delficka nazwała Sokratesa najmędrszym. Je­mu to przypisuje się słynne powiedzenie: „Wiem, że nic nie wiem..." To dlatego urzeka nas pokora, prawdziwa kultura bycia u ludzi naprawdę wielkich. Im więcej wiedzą, głębiej są prze­świadczeni, że wiele jeszcze im brakuje, stąd ta skromność i po­kora.
Drodzy bracia i siostry! Wróćmy do dzisiejszej Ewangelii. Chry­stus Pan nie tylko mówił o wartości pokory, ale całym swoim życiem dawał przykład jak ją praktykować. Dlatego zwraca się do nas wszystkich: „Uczcie się ode Mnie, że jestem cichy i po­kornego serca" (Mt 11, 29). To wskazanie będzie miało zawsze wielu zwolenników. Nie można stać się świętym, dobrym czło­wiekiem, nie będąc pokornym. Porywającym przykładem wiel­kości i pokory jest Najświętsza Maryja Panna, pokorna Słu­żebnica Pańska. Włączyła się w zbawczy plan Ojca Niebieskiego z całą świadomością i pokorą. W domu Elżbiety wyśpiewa prze­piękny hymn „Magnificat" – „Wielbi dusza moja Pana", w któ­rym odda chwałę Panu ale też stwierdzi, że „odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż Pan wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy". Pyszniących się zamysłami serc swoich Bóg rozproszy, władców strąci z tronu, a bogatych z niczym od­prawi. Bóg, bowiem – mówi dalej Maryja – okaże moc swego ramienia tym, którzy się Go boją. Pokornych wywyższy i głod­nych nakarmi, bo Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie (Łk 1, 46–55). Wielkość niedościgła, ale zarazem pokora godna Matki Zbawiciela.
Tak będzie zawsze. Kiedy Matka Boża objawi się w La Salette dwojgu biednym dzieciom w dniu dziewiętnastym wrześ­nia 1846 r. – to całą swoją postawą i ubiorem, przypomni nam o tej zapomnianej cnocie, jaką jest skromność i pokora. Gdy stajemy na miejscu zjawienia w La Salette, 1800 metrów npm., w tej wspaniałej scenerii szczytów alpejskich, widzimy potęgę Stwórcy, a zarazem naszą małość. Wtedy przeżywa się prawdę wyznania poety: „Czymże jestem Panie, przed Twoim Obliczem – prochem i niczem" (A. Mickiewicz). W La Salette, w otoczeniu cudownej przyrody, padają ważkie słowa nawołujące ludzi do przestrzegania porządku wartości. Orędzie Matki Bożej z La Salette – powie później znany francuski pisarz Leon Bloy – jest wołaniem o powrót człowieka do ładu moralnego ustanowionego przez Boga!
Idąc za przykładem pokornej Służebnicy Pańskiej, wielu Polaków zdobyło szczyty świętości. Wspomnieć tu nam trzeba, choć­by św. Maksymiliana, męczennika z Oświęcimia, który w szkole Niepokalanej nauczył się, jak zwyciężać zło – dobrem i poko­rą. Na pewno spotkaliśmy ludzi szlachetnych, dobrych, którzy bezinteresownie świadczyli drugim dobro. Dobrych jak chleb, który wszystkim smakuje. Tak mówiono o św. Bracie Albercie, apostole dobroci. Spotkanie takich ludzi uważajmy za wielki dar Boży. Oni to czynią nasze życie bardziej znośnym i ludzkim. „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi" (Mt 30, 16). Jest w tym stwierdzeniu zawarta wielka mądrość Boża. Sprawiedliwy Ojciec Niebieski zadba, aby wszystkie krzywdy były naprawione, aby wszystkie nierówności były wyrównane, a wszystkie długi zwró­cone.
Drodzy bracia i siostry, zwłaszcza wy, którzy uważacie, że jesteście przez życie pokrzywdzeni, że nikt się Wami nie inte­resuje, że jesteście opuszczeni, słuchajcie co mówi nam Pan: „Ostatni będą pierwszymi". O nikim Pan nie zapomni! Błogosła­wieni jesteście, którzy dobrze czynicie, a wy – smutni, cierpią­cy, płaczący – będziecie pocieszeni.
Drodzy bracia i siostry! Za chwilę stanie wśród nas Chry­stus w Eucharystii. On niedościgły wzór miłości prosi nas, byś­my uczyli się od Niego, jak mamy być cisi i pokorni, by stać się wielkimi w oczach Bożych. Niech Najświętsza Maryja Panna, pokorna Służebnica Pańska dopomaga nam do zdobycia tych wiel­kich cnót: pokory, skromności i szlachetności, które sprawią, że życie w ojczyźnie naszej będzie pełne szczęścia i pokoju. Amen.


sierpnia 20, 2022

Strzeżcie się pychy i obłudy

sierpnia 20, 2022

Strzeżcie się pychy i obłudy

Słowo Boże na dziś


Z Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.A wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony». (Mt 23,1-12)


Refleksja nad Słowem Bożym


Niektóre zdania dzisiejszej Ewangelii wskazują na to, jak bar­dzo od czasów Pana Jezusa zmieniły się czasy; a inne znowu mówią o tym, że wśród ludzi wszystko dzieje się po staremu. Boski Nauczyciel krytykuje uczonych w Piśmie i faryzeuszy - nauczycieli narodu wybranego - za fałsz i obłudę. Stawiali oni ludziom wielkie wymagania w sprawach tego, co dzisiaj nazwalibyśmy "kulturą by­cia", czy też w sprawach rytualnych, sami natomiast nie czuli się zobowiązani najważniejszymi zasadami moralnymi. Dzisiaj, nauczy­ciele narodów - w tym również narodu polskiego - postępują od­wrotnie. Sami rzekomo są w porządku, ale ludziom są gotowi po­zwolić na wszystko. Cała ta nauka streszcza się w sławnym "róbta co' chceta". Niedawno spotkał się z młodzieżą podczas audycji telewizyjnej pewien znany polityk. Solennie się zarzekał, że on sam jest przeciwko aborcji, bo to jest wielkie zło, kiedy jednak młodzi zapytali go, jak głosował podczas debaty nad dopusz­czalnością przerywania ciąży, odparł, że tak jak jego towarzysze, bo kobiety przecież mają prawo dokonywać wyboru... nawet jeśli wyni­kiem tego wyboru jest zabójstwo. Jakaż to wielka zmiana! Faryzeu­sze sprzed dwóch tysiącleci wymagali od innych a sami nie czynili, natomiast faryzeusze współcześni od siebie podobno wymagają, ale dla innych są bardzo łagodni i łaskawi.
Tak naprawdę jednak nic się nie zmieniło. I jedni i drudzy ro­bią to dla tego samego celu: "aby się ludziom podobać". Jednym i drugim zależy na popularności, na poparciu i na głosach. Dlatego mówią nie to, co ludziom jest potrzebne, tylko to, co się ludziom podoba.
I tak ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii znajduje zaskakujące zastosowanie. Ci, którzy chcą się ludziom przypodobać, zdobyć gło­sy, zdobyć władzę, a przez to wywyższyć, głoszą ludziom nauki, które prowadzą do upodlenia i poniżenia. Wierni Bogu, głoszący ludziom wymagania prawa natury i prawa Boga, wyśmiewani i poni­żani, dokonują prawdziwej promocji moralnej człowieka. Dzięki ich poniżeniu ludzie będą wywyższeni.
Św. Bernard, patron dnia dzisiejszego, pokazuje nam na czym polega prawdziwa pokora, duch uniżenia, a więc to, o czym słyszymy dzisiaj w Ewangelii. Owo uniżenie przed Bogiem polega na tym, że jedynym moim i twoim skarbem będzie Jezus. Uniżenie, pokora to świadomość, że wszystko, co mamy, otrzymaliśmy od Niego: dom, rodzinę, powołanie, wiarę, siłę do przetrwania trudnych chwil, pokój ducha w cierpieniu i nadzieję wtedy, kiedy wszystko wydaje się stracone. Uniżenie, pokora polega na naszym przekonaniu, że sami z siebie niczego nie jesteśmy w stanie dokonać, że całe dobro, które się w nas i przez nas dokonuje jest darem samego Boga.  
Takie wezwanie do uniżenia, pokory dla nas oznacza wezwanie do większej miłości, bo ta miłość jest naszym skarbem w niebie. Owo uniżenie polega na całkowitym zdaniu się a Jezusa; na nieustannym zawierzeniu Mu naszych zmartwień, słabości, kłopotów. Jest to postawa bezgranicznego oddania się w ręce Pana Boga. My, poprzez tę liturgię, chcemy się zbliżyć do Jezusa – chcemy tego uniżenia przed Bogiem, jeszcze więcej w swoich sercach. I dlatego, z nadzieją i wiarą, że te ręce Jezusa podniosą nas z nawet największej rozpaczy i z najgłębszego upadku – tak, jak ręce Pana Boga podnosiły Izraelitów, którzy popadali w coraz to nowe i większe grzechy, którzy odchodzili od wiary w Jedynego Boga. Prośmy teraz, by Pan Bóg był dla nas, jak dla św. Bernarda, jedynym i największym Skarbem i Szczęściem.  
 


sierpnia 19, 2022

Które przykazanie jest najważniejsze?

sierpnia 19, 2022

Które przykazanie jest najważniejsze?

Słowo Boże na dziś



Z Ewangelii według Świętego Mateusza

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Jeden z uczonych żydowskich, jak słyszeliśmy w Ewangelii, postawił Jezusowi bardzo ważne pytanie: “Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest najważniejsze?” Mimo, że jego intencja nie była czysta, bo Ewangelista zaznacza, że tym pytaniem wystawił Jezusa na próbę, to jednak chodziło o sprawę bardzo ważną, bo tzw. Tora, czyli żydowskie Prawo, zawierała aż 613 nakazów i zakazów. Prosty człowiek gubił się w tym wszystkim.

Pytanie uczonego było uzasadnione. Toteż Jezus bierze rzecz poważnie, i spokojnie odpowiada. Jego odpowiedź jest skierowana nie tylko do uczonego w Prawie i otaczających go faryzeuszy, lecz do wszystkich ludzi dobrej woli, a więc i do nas.

Odpowiedź Chrystusa jest krotka. Wskazuje w niej nie na jedno, lecz dwa przykazania. Oba jednak dotyczą tego samego – miłości. Można sprowadzić je do jednego: należy miłować Boga ponad wszystko, a bliźnich tak, jak siebie samego.

Co znaczy miłować Boga ponad wszystko?

Miłować Boga ponad wszystko, to znaczy uwielbiać Go całym swoim życiem, zapatrzyć się w Niego z wiarą i miłością; to znaczy wielbić Go we wszystkich przejawach Jego obecności w świecie, kontemplować Go w śladach jego miłości i piękna; dostrzegać Boga w całym świecie i w przyrodzie tak, jak Go kochali i odkrywali święci, np. św. Franciszek z Asyżu zachwycony wspaniałością świata i pięknem stworzenia. Z tego zachwycenia Bogiem i pięknem stworzenia przez św. Franciszka zrodził się wspaniały Hymn Stworzenia, w którym powtarza się jak refren: “Bądź pochwalony Panie mój przez ogień, przez siostrę ziemię, która nas żywi, chowa i wydaje owoc”. W całym świecie św. Franciszek dostrzegał ślady Boga, i wręcz przeżywał obecność Boga w przyrodzie. Przyroda była dla niego świątynią żyjącego Boga. Dlatego przedstawiają go obrazy, na których za nim biegnie owieczka, że ptaki słuchały jego kazań, że konik polny modlił się wraz z nim. Św. Franciszek swoim spojrzeniem zawsze odkrywał Boga w przyrodzie. Wszystkie rzeczy stworzone były dla niego obrazem piękna Stwórcy.

Ukochać Boga ponad wszystko, to znaczy uwierzyć w Jego nieskończoną miłość do mnie, do każdego człowieka, to uwierzyć, że Bóg mnie kocha, że pragnie mojego szczęścia, a moja miłość ma być darem dla dobrego Boga. Karol de Facould (Fuko) pisał: “Gdy przyjąłem i uwierzyłem, że Bóg istnieje, zrozumiałem, że nie mogę żyć inaczej, jak tylko dla Niego samego”. Miłować Boga ponad wszystko, to starać się by ta miłość ogarnęła całą naszą istotę, to starać się, by ta miłość była totalna, tzn. by angażowała wszystkie nasze władze: nasze uczucia, nasze serce, nasz rozum.

Miłować Boga ponad wszystko, to znaczy być wiernym Bogu zawsze i wszędzie, w każdej okoliczności życia, w radości i smutku, w zdrowiu i chorobie, w ubóstwie i bogactwie; to umieć złączyć swoją wolę z Wolą Bożą, i przyjąć to, co Bóg daje dla większego mojego duchowego dobra; to przyjąć również od Boga to, co przychodzi w życiu jako trudne i bolesne, a więc choroby, cierpienia, niepowodzenia. Kto tak kocha Boga, to nie będzie takich okoliczności czy sytuacji życiowych, w których to przykazanie miłości Boga byłoby nie do zrealizowania.

Ta miłość Boga ponad wszystko może być realizowana w pięknych dziełach zewnętrznych: poprzez wznoszenie kościołów, poprzez piękno sztuki, rzeźb, malarstwa, poprzez wierne realizowanie przyrzeczeń chrzcielnych, przyrzeczeń małżeńskich; poprzez całkowite oddanie swojego życia Bogu w kapłaństwie czy w życiu zakonnym.

Ale ta miłość Boga może być też realizowana wtedy, gdy jej znaki są niezauważalne, gdy cierpienie uniemożliwi działanie. Kto jest wierny Bogu, ten potrafi wszystko dla miłości Boga przetrwać, nawet największe cierpienie i nieszczęścia, bo wie Komu zawierzył. A te cierpienia jeszcze bardziej pogłębiają te miłość i oddanie. Każde bowiem cierpienie uczestniczy w krzyżu Chrystusa i w Jego chwalebnym zmartwychwstaniu. Trzeba nam tylko przyjąć Chrystusa do naszego życia i serca, trzeba nam otworzyć się duchowo, z pełnym zaufaniem, na przyjęcie prawdy Jego św. Ewangelii.

Przyjmijmy Chrystusa gorącym sercem i miłujmy Go ponad wszystko, to znaczy złączmy się z Nim na zawsze przez modlitwę, przez pełnienie Jego świętej Woli, przez ofiarną służbę naszym bliźnim. A to będzie realizowanie największego przykazania: miłości Boga i bliźniego. AMEN.

 

 

sierpnia 06, 2022

19. Niedziela Zwykła (C) – Nie bój się...

sierpnia 06, 2022

19. Niedziela Zwykła (C) – Nie bój się...


 „Nie bój się, mała trzódko!" (Łk 12, 32) To pierwsze zdanie Pana Jezusa, dziś do nas skierowane, tchnie ciepłem. Gdziekolwiek się teraz znajdujesz, czujesz się ogarnięty troską Zbawiciela. „Nie bój się, mała trzódko...”. Nie są to słowa skierowane do całej ludzkości. Jest to wezwanie skierowane indywidualnie do ciebie. Nie mów, że Bóg kocha wszystkich, bo mógłbyś łatwo przejść do stwierdzenia, że nie kocha nikogo. Pamiętaj, że On kocha każdego indywidualnie, a wtedy zrozumiesz, że znajdujesz się w tej przez Niego umiłowanej trzódce! „Nie nazywam was sługami, ale przyja­ciółmi" - mówił Chrystus. Miłość przyjacielska rozgrywa się w relacji: Ty - Ja. Do tej właśnie miłości możesz się odwołać, gdy słyszysz słowa: „Nie bój się trzódko mała, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo". Bóg nie kocha „wszystkich”, ale każdego z osobna, a więc ty jesteś dla Niego tą jedyną osobą, wartą Jego miłości. Jak łatwo o tym zapomnieć, gdy żyje się w ciągłym poczuciu zagrożenia przez tłum. Czujesz się zagrożonym przez innych, gdy stoisz w kolejce przed sklepem. Odczuwasz to zagrożenie, gdy zajmujesz miejsce w szpitalu, na które - jak mówią - wielu czeka w kolejce. Czujesz się tak często lekceważony. Nikt ważny nie ujął się za tobą. Nie miałeś możnego protektora. Twoją sprawę rozpatrzono niesprawiedliwie. Zdeptali cię inni; oni umieli głośniej wołać, oni wiedzieli komu i kiedy i co dać! Dlatego tak czekasz na słowa podobne do tych: Nie bój się... spodobało się Ojcu... dać tobie Królestwo! Kto może się powołać na takiego Ojca? Kto może się poczuć bezpieczny tak - jak ty, mając za sobą miłość Wszechmocnego? Kto ma w perspektywie życiowej Królestwo? To jedno zdanie Chrystusa wlewa tyle nadziei do twego serca. To jedno zdanie Chrystusa przypomina ci, choćbyś się czuł zapomniany przez wszystkich, jak wielka jest twa godność! Jesteś dziedzicem Królestwa. Chociaż inni tego nie wiedzą, ty jesteś jedynym spadkobiercą Nowego Testamentu Jezusa Chrys­tusa! Jedyny - każdy z nas z osobna. Dla Ojca nie ma tłumu. Jest człowiek - jesteś ty!

Drogi Bracie, droga Siostro, twoja wiara jest odpowiedzią na wezwanie Ojca. Jak ta wiara ma wyglądać na co dzień? Ona nie jest uczuciem, ona ma być postawą! Jezus uczy ciebie dziś, że jest to postawa czuwania. Szczęśliwy jest ten człowiek, którego Pan zastanie czuwającym. O tej postawie czuwania uczył nas Ojciec św. Jan Paweł II podczas swojej drugiej pielgrzymki do Ojczyzny. Mówił wtedy, że czuwanie jest wyznaniem miłości, „którą pragniemy odpowiedzieć na miłość jaką jesteśmy od wieków umiłowani" (por. Apel Jasnogórski z młodzieżą). Czuwać to znaczy mieć postawę odpowiedzialności za swoje postępowanie. Nie wolno uśpić sumienia. Pan powraca w każdej chwili, przed Nim zdajesz sprawę ze swego życia. On zna każdą twą myśl. Ojciec św. tak mówił: „Co to znaczy czuwam? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam, nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło, a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać przezwyciężając je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa... Jest zaś tym ważniejsza, im więcej okoliczności zdaje się sprzyjać temu, abyśmy tolerowali zło, abyśmy się łatwo z niego rozgrzeszali. Zwłaszcza jeżeli tak postępują inni" (por. tamże).

Trzeba więc, abyś dziś jeszcze raz zdobył się na wysiłek i połączył tęsknotę za ciepłem Bożej miłości z trudem czuwania, które jest odpowiedzią na tę miłość. Wiara jest przecież nie tylko bezpiecznym schronieniem dla upoko­rzonego człowieka, ale jest kształtowaniem jego postawy. „Czy o drugiej, czy trzeciej straży nocnej Pan przyjdzie, błogosławieni są ci, którzy czuwają."

„Czuwam - uczy nas św. Jan Paweł II, to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów... Czuwam, to znaczy: miłość bliźniego - to znaczy: podstawowa międzyludzka solidarność." „Jeżeli sługa powie w duszy: Mój pan się ociąga... zacznie krzywdzić swoich współtowarzyszy, zacznie upijać się... to nadejdzie pan w dniu, gdy on się nie spodziewa... Skąd się dziś bierze tak gwałtowny skurcz serc? Pytasz z niepokojem. Ten skurcz jest wynikiem braku poczucia bezpieczeństwa. Twój brat nie wie, co go jutro czeka, czuje się niepewny. Dlatego myśli tylko o sobie. A tobie dziś przypomniano: Nie bój się, jesteś dziedzicem Królestwa. Ono jest twoją przyszłością, której żaden kryzys nie podważy. Sam Pan się przepasze i będzie tobie usługiwał. Taka jest twoja wartość. „Panie - pytamy zaskoczeni razem ze św. Piotrem - czy do nas mówisz tę przypowieść, czy do wszystkich". Te słowa są skierowane do każdego. Te słowa są dla ciebie!

Przypomniał nam dziś autor Listu do Hebrajczyków wspaniały przykład postawy wiary. Abraham! On przyjął słowo. Usłuchał wezwania, które było skierowane do niego. Był zawsze gotowy pełnić to, co mu zlecił Bóg. Sługa, który zawsze czuwał.

Drogi Bracie, droga Siostro! Starałem się dzisiejszą homilię mówić tylko do ciebie. Nie chciałem, aby była słowem do wszystkich, słowem, obok którego można przejść obojętnie, słowem, które jest skierowane do kogoś innego. Słowo Jezusa Chrystusa, które starałem się tobie przybliżyć jest skierowane do ciebie. Jest wezwaniem, na które ty masz dać odpowiedź.

Jeżeli przeciwności życia, którymi jest najeżona twoja droga odebrały ci nadzieję - to niech pełne miłości słowo Jezusa podniesie cię na duchu. Pamiętaj kim jesteś, choćby cię zepchnięto i skrzywdzono! Ojciec Wszech­mogący obiecał ci Królestwo! Jesteś dziedzicem Królestwa. Oznajmiono ci to, abyś nabrał otuchy, wiedząc niechybnie jakim zawierzyłeś obietnicom i komu zawierzyłeś.

Pamiętaj teraz, że to „szlachectwo zobowiązuje". Kształtuj w sobie postawę wiary. Czyń to tak, jak Abraham, to znaczy na przekór innym, nawet na przekór tak zwanemu zdrowemu rozsądkowi, który dyktuje ci zło!

Jezus oczekuje od ciebie tego, co nazwał czuwanie. Bądź człowiekiem sumienia! Nie zamykaj się nigdy w ciasnym kręgu swoich spraw! Nie jest to łatwe. Dlatego jeszcze raz powtórz słowa modlitwy z dzisiejszej niedzieli. „Ośmielamy się Ciebie nazywać Ojcem! Boże Wszechmogący! Umocnij w nas ducha przybranych dzieci, dziedziców Królestwa, abyśmy mogli to dziedzictwo osiągnąć" AMEN.

 

 

lipca 09, 2022

15. Niedziela Zwykła (C) - Miłosierny Samarytanin

lipca 09, 2022

15. Niedziela Zwykła (C) - Miłosierny Samarytanin


Dzisiejszy ewangeliczny epizod rozpoczyna się
od tego, że Pan Jezus znalazł się dyskretnie w pobliżu nieżyczliwego sobie człowieka i nic więcej. Pan Jezus jest zbyt dobrym nauczycielem, żeby od razu zacząć go pouczać. Wie, że Jego nauka, tak bardzo potrzebna temu biednemu i przemądrzałemu uczonemu w Prawie, odbiłaby się od niego jak groch od ściany. Toteż Jezus chce tak pokierować sytuacją, żeby Jego nauka rzeczywiście dotarła do serca tego człowieka.

Właśnie w tym celu Zbawiciel staje dyskretnie w zasięgu uwagi owego uczonego w Prawie. Jeśli on sam zacznie rozmowę, będzie większa szansa na to, że usłyszy tak bardzo mu potrzebne słowa zbawienia. Uczony rzeczywiś­cie podchodzi do Jezusa, ale nie w tym celu bynajmniej, żeby zaczerpnąć z Jego mądrości. Ewangelia wyraźnie zaznacza, że chciał Jezusa wystawić na próbę.

Ale Jezus kocha tego człowieka, dlatego nie zraża się jego złą wolą. Teraz Jego troską jest takie ustawienie rozmowy, żeby ów uczony skorzystał jak najwięcej dla swej duszy. Otóż każdy dobry nauczyciel wie o tym, że uczeń niewiele się nauczy, jeśli przekazywaną mu prawdę będzie przyjmował w sposób czysto bierny. Dlatego Jezus na pytanie uczonego odpowiada pytaniem. Nie chce dopuścić do tego, żeby ów jałowy uczony był w trakcie rozmowy tylko czysto zewnętrznym obserwatorem Prawdy Bożej, albo nawet jej sędzią. W ten sposób dzięki miłości i mądrości Jezusa szybko spada z tego człowieka jego pierwotna zła wola. Niepostrzeżenie dla samego siebie uczony zaczyna z uwagą słuchać nauki Jezusa, a rozumie ją tym więcej, że pouczenie przychodzi w trakcie rozmowy, której on jest aktywnym uczest­nikiem.

I to jest może nawet najważniejszy moment w dzisiejszej Ewangelii: że o miłości bliźniego Pan Jezus mówił w duchu prawdziwej miłości wobec tego człowieka, który podszedł do niego z nieżyczliwością, ażeby Go wystawić na próbę.

Zatrzymajmy się teraz nad odpowiedzią Pana Jezusa na pytanie: „A kto jest moim bliźnim?" Zauważmy, że Pan Jezus nie mówi: twoim bliźnim jest każdy człowiek. To by była tylko pusta deklaracja, z której niewiele by wynikało. Trudno przecież kochać naprawdę kilka miliardów ludzi jedno­cześnie. W odpowiedzi na pytanie, kto jest moim bliźnim, Pan Jezus opowiedział przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Zatem moim bliźnim jest ten oto konkretny człowiek potrzebujący, który znalazł się w mojej przestrzeni. Jest w mojej przestrzeni stale, a może znalazł się w niej całkiem niespodziewanie. W ten drugi sposób - to znaczy całkiem niespodziewanie - człowiek poraniony przy drodze z Jerozolimy do Jerycha pojawił się jako bliźni w bliskości tylko trzech ludzi: kapłana, lewity oraz Samarytanina. Na szczęście przynajmniej jeden z nich zrozumiał, że oto mój bliźni potrzebuje pomocy. Zawiesił na kołku wszystkie urazy i antagonizmy, jakie dzieliły Żydów i Samarytan. W tej chwili liczyło się dla niego tylko to, że ów bliźni pochodzący z wrogiego narodu potrzebował szybkiej i skutecznej pomocy.

W przypowieści znajduje się dyskretny sygnał, że ów nieszczęśnik wpadł w ręce zbójców z własnej winy. Schodził przecież z Jerozolimy do Jerycha, oddalał się od miasta Bożego. Nie jest to droga bezpieczna. Taka jest przecież logika naszej rzeczywistości, że prawdziwe bezpieczeństwo i pokój znaj­dujemy w cieniu Bożych skrzydeł, kto zaś się oddala od Boga, wchodzi w przestrzeń jakiegoś bezsensu i chaosu i niech się nie dziwi, kiedy zostanie ciężko poszkodowany. Taka już jest natura tej drogi, którą się odchodzi od miasta Bożego, że zmarnowała ona bardzo wielu ludzi.

Ale prawdziwa miłość nie pyta, czy bliźni znalazł się w nieszczęściu niesprawiedliwie, czy może z własnej winy. Samarytanin widzi ciężko poranionego człowieka, który potrzebuje szybkiej pomocy. Reszta w tej chwili nie jest ważna. Gdyby Samarytanin spotkał go pól godziny wcześniej, jego miłość bliźniego wyraziłaby się inaczej. Zapewne przekonywałby tego człowieka: człowiecze, opamiętaj się! Nie idź tą drogą, przy tej drodze grasują zbójcy, wracaj do miasta Bożego! Teraz, kiedy człowiek ten leży już poraniony, nie pora wypominać mu, że sam sobie zawinił. Trzeba mu po prostu pomóc. Po tym właśnie poznać prawdziwą miłość, że zwraca się ku człowiekowi w jego aktualnej sytuacji. Prawdziwa miłość nie czeka, aż bliźni zmieni się na lepsze i stanie się wart tego, żeby go kochać. Prawdziwa miłość kieruje się ku człowiekowi takiemu, jakim on jest dzisiaj i stara się pomóc mu zmienić się na lepsze.

Jeszcze jeden szczegół zauważmy w przypowieści o miłosiernym Samarytani­nie. Człowiek poraniony nieszczęściem, chorobą, samotnością, nieznajomoś­cią Boga, pychą, egoizmem - jeśli tylko znalazł się w przestrzeni mojego życia, jest moim bliźnim. Ale ja wobec niego będę albo bliźnim albo człowiekiem twardego serca. W zależności od tego, czy zachowam się jak ów miłosierny Samarytanin, czy jak ów kapłan i lewita, którzy przeszli obok potrzebujące­go i nie udzielili mu pomocy.

Zauważmy: Pan Jezus nie powiedział, że kapłan i lewita przeszli obok poranionego człowieka obojętnie. Nieszczęście tego człowieka mogło ich nawet bardzo poruszyć, rzecz jednak w tym, że oni mu nie pomogli. Zapewne mieli jakieś bardzo ważne powody, żeby się nie zatrzymywać - mogli mieć na głowie sto własnych kłopotów i sto pilnych zobowiązań. Ale, niestety, nic ich nie usprawiedliwia. Powinni zachować się jak bliźni, a zachowali się bezdusznie.

Bracia i Siostry, to jest wielkie i ustawiczne pytanie dla naszych rachunków sumienia. Bo jeśli komuś z nas wydaje się. że ja nigdy nie zachowuję się jak ów kapłan i lewita, znaczy to, że jestem człowiekiem zakłamanym i nie potrafię spojrzeć na siebie w prawdzie.

Na koniec warto wspomnieć, że w postaci miłosiernego Samarytanina Ojcowie Kościoła lubili dopatrywać się samego Jezusa Chrystusa. Nasz stosunek do Boga też czasem przypomina stosunek Żydów do Samarytan. Bywamy wobec Boga nieufni, czasem nawet oskarżamy Go, że źle urządził świat albo że postępuje z nami niesprawiedliwie. Nie chcemy zauważyć rzeczywistej przyczyny tego, że na świecie jest tyle cierpienia, goryczy, krzywdy, samotności, nieszczęścia. Nie chcemy zauważyć, że to wszystko bierze się z naszych grzechów, z naszego egoizmu, z naszego odejścia od Boga.

I oto dobry Bóg nie zważa na te wszystkie oszczerstwa, jakie Go od ludzi spotykają, lecz się po prostu ulitował nad nami, nad naszym zagubieniem i nad naszymi ranami. Syn Boży pochylił się nad nami serdecznie jako najlepszy Samarytanin. Pochylił się nad nami aż tak głęboko, że dla nas stal się człowiekiem, jednym z nas. Żeby nas uzdrowić, wlewa w nasze rany wino i oliwę. Wino jest z natury cierpkie. Winem, jakie On wlewa w nasze rany, jest Jego własna Krew, jaką za nas przelał na krzyżu. Aż tak bardzo nas ten Samarytanin kocha. Oliwą jest sam Duch Święty, który swoją boską obecnością potrafi uśmierzyć i ułagodzić każde cierpienie i każdą gorycz. Wielu z Was, Kochani chorzy, wiele mogłoby na ten temat powiedzieć. Bo czasem wręcz namacalnie doświadczacie tego miłosiernego działania Chrys­tusa, Dobrego Samarytanina.

Bracia i Siostry! Bardzo konkretnie starajmy się pamiętać o tym, że ten Dobry Samarytanin jest Bogiem wszechmocnym. „W Nim - jak czytaliśmy w Liście do Kolosan - wszystko zostało stworzone: i to co w niebiosach i to co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne". Jeśli tylko poddamy się leczeniu tego boskiego Samarytanina, jeśli będziemy przyjmować przygotowane przez Niego lekarstwa - On nie tylko uzdrowi nasze dusze, ale doprowadzi nas do ostatecznego zmartwychwstania. Zatem radośnie dziękujmy Bogu, że zechciał stać się dla nas Dobrym Samarytaninem! Amen.

 

 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger