Moi
drodzy! Dziś zaczyna się nowy rok liturgiczny. Pan nie mógł nam
dać bardziej pocieszającego słowa, aniżeli to. które
usłyszeliśmy. Poczynając od wspaniałego obrazu, w którym
prorok Izajasz zapowiada, że wszystkie narody uznają Pana i
nastanie czas powszechnego pokoju, poprzez wskazówki Pawia o
czuwaniu, aż do przepowiedni ewangelisty Mateusza o bliskim
przyjściu Pana – ogarnia nas żywa nadzieja i pewność, że Pan
przyjdzie nam z pomocą, co więcej, że On już teraz działa, a nam
potrzeba tylko odrobiny uwagi, by namacalnie stwierdzić Jego żywą
obecność.
listopada 26, 2022
listopada 26, 2022
1. Niedziela Adwentu (A) – Godzina powstania ze snu
listopada 26, 2022
Ukochani
bracia i siostry! Kościół, który tydzień temu doprowadził nas
do rozważania o potędze Chrystusa – Króla Wszechświata, pragnie
wszystkich ludzi poddać temu królowaniu – mocnemu, a zarazem
łagodnemu. Bo królestwo Boże, jak mówił niezapomnianej
pamięci sługa Kościoła, Prymas Stefan Kardynał Wyszyński,
„to jest Królestwo, które »trzyma ręce przy sobie«, a
jeżeli wyciąga do kogoś dłoń, to tylko jako przejaw wewnętrznej
przyjaźni, życzliwości, miłości braterskiej i oddania”.
Takiego „uładzeni” rzeczywistości, o
którą
potyka się człowiek, chce Chrystus, a za Nim Jego Kościół.
Takiej uczy harmonii, która w imię Boga otwiera człowieka
przed człowiekiem – i w imię dobra człowieka każe człowiekowi
otworzyć serce przed Bogiem.
Moi
drodzy! Znamy dobrze sens tej nauki o ostatecznym przeznaczeniu
człowieka, znamy też wysiłki Kościoła, który nam Chrystus
przybliża i głosi, ale znamy również swoją niekonsekwencję,
słabość i grzech. To, co ma być tak bliskie nas – Królestwo
sprawiedliwości, świętości, prawdy i pokoju – przez nas
samych jest spychane na potem, na jutro. Zagubi się nam czasem w
pielgrzymim ziemskim trudzie sens życia, osłabnie wiara i
siły, zabłądzi gdzieś miłość. Dobrze wtedy przypomnieć sobie,
że jest możliwość rozpoczęcia wszystkiego od początku.
Człowiek,
jak dobry gospodarz, musi znać porę żniw i czas zasiewu. W tym
nieustannym cyklu Bożego siania w sercu i duszy człowieka, w
wytężonym trudzie człowieczym, jest czas dojrzewania do
Królestwa obiecanego nam przy chrzcie św. Wezwany do świętości
człowiek pozostanie w pewnym sensie zawsze spękaną, zeschłą
ziemią, łaknącą Bożego zmiłowania, jak wody. Dlatego
Kościół wszystkim obwieszcza dziś na nowo czas Adwentu. Jeszcze
raz można zacząć od początku; jeszcze raz usłyszeć czytane
dziś słowa: „Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu”
(Rz 13, 11).
Kościół,
jak matka znająca zbyt dobrze swoje dzieci, zawsze w czasie Adwentu
wołał mocno głosem proroków Starego Testamentu, głosem Jana
Chrzciciela i wreszcie głosem samego Bożego Syna – Chrystusa.
Tegoroczny
Adwent woła do nas – drodzy bracia i siostry - wyjątkowo mocnym
głosem: Idźcie i głoście.
Co to oznacza? Oznacza to wezwanie do działania, do mówienia swoim
życiem o wielkich dziełach Bożych, o tym co Bóg w Jezusie
Chrystusie dokonał i wciąż dokonuje. Idźcie i głoście.
Przyjrzyjmy się temu wołaniu Kościoła w dzisiejszych czytaniach
mszalnych pierwszej niedzieli Adwentu.
Najpierw
Ewangelia. Stawia nam za wzór Noego – człowieka wielkiej
czujności. Nikt z jego otoczenia nie przewidywał takiego
rozwoju wydarzeń, nikt nie przeczuwał najmniejszego nawet
niebezpieczeństwa. Wszyscy postronni obserwatorzy byli go skłonni
posądzić raczej o szaleństwo – morza nie ma, wody nie ma – a
on buduje arkę. Jednakże przyszedł potop i wygubił wszystkich.
Ocalał Noe, ten pozornie szalony człowiek, płynący w arce ze
swoją rodziną i dobytkiem. Odległy to dla nas w czasie przykład,
ale ważny, bo stawia go nam wyraźnie i przybliża sam Chrystus
Pan mówiąc, że z Jego przyjściem będzie podobnie. Dla wielu
przybędzie zbyt szybko, jak wody potopu. Dziś może dokładniej
niż kiedykolwiek widzimy, że potrzeba ludzi tak mocnych i czujnych,
jak Noe. Moi drodzy - w tym szalejącym świecie zbudować arkę –
to jest zadanie najpierwsze. Jak Noe, być czujnym i uwierzyć Bogu,
że może jeszcze ocalić wszystko, co jest konieczne do życia
człowieka. W tym miejscu Kościół musi wołać głośno, jak
czynili to prorocy. Musi wołać wtedy, gdy krzywda się dzieje
człowiekowi; gdy człowiek działa sam wbrew sobie przez
podeptanie praw moralnych lub gdy poniewierany jest przez drugich.
Musi wołać, gdy krzywda się dzieje najbardziej bezbronnym, bo
jeszcze nienarodzonym; woła i wtedy, gdy gwałt jest zadawany przez
nieludzkie warunki małżeństwu i rodzinie. Nade wszystko zaś musi
wołać, gdy w zatraceniu i szaleństwie, w pogoni za ziemską
wyłącznie stroną życia, człowiek nie chce słuchać głosu Boga.
Czym trudniejsze są czasy dla pełnego rozwoju człowieka – jako
wolnego dziecka Bożego i to pod każdą szerokością geograficzną,
tym natarczywsze jest i będzie wołanie Kościoła, który musi
spełnić swoje zadanie do końca. Stąd się bierze w całej
rozciągłości obrona uciśnionych, prześladowanych, głodnych,
pozbawionych wolności, cierpiących z powodu łamania sumień i
kupowania duszy za marne srebrniki. Stąd dzisiejsze wołanie
liturgii Kościoła: „Teraz nadeszła dla was godzina
powstania ze snu” (Rz 13, 11).
Tak
też niech będzie i u nas, w naszym polskim domu, który chcemy
ocalić, jak arkę, na wzburzonych falach losu.
Tu,
u nas, wtedy silnym był człowiek, gdy silna i zdrowa była
rodzina. Matka zasłaniająca troskliwym sercem i ojciec o mocnych
dłoniach do pracy i obrony. Rodzina Bogiem silna, zespolona
modlitwą. Tylko dzięki takiej rodzinie ostaliśmy się w latach
niewoli i okupacji, tylko w takim domu można uratować człowieka.
Jeśli więc pod taki dom podchodzi złodziej, by kraść, to czuwaj
i nie pozwól włamać się do twego domu! Taki jest język Ewangelii
i
Kościoła
stającego w pierwszej linii obrony ludzkich wartości. To jest
adwentowe wołanie, wyjęte z Ewangelii dzisiejszej.
Takim
samym torem idzie prorok Izajasz i
apostoł
Paweł, który do rozważań zostawił nam pełne treści
zdanie: „Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu"
(Rz 13, 11). Apostoł dalej podaje katalog występków takich jak:
pijaństwo, rozwiązłość, kłótnia, zazdrość, wskazując
wyraźnie, że w tych sprawach już nie tylko poszczególnym ludziom,
ale całym społeczeństwom trzeba przebudzenia. Cóż więcej w tym
miejscu do dodania, nad to co zachowało się w Didache – Nauce
Dwunastu Apostołów z przełomu I i II w.: „Na nic się zda
cały czas waszej wiary, jeśli nie będziecie doskonali w ostatniej
godzinie”.
Drogi
bracie i siostro! Niech nas ten Adwent przebudzi i pobudzi cię do
ewangelizacji, i pozwoli wymazać z rejestru grzechów choćby
jeden. Lekcją powstania ze snu są np. nabożeństwa, podczas
których składane są masowo zobowiązania okresowego albo
całkowitego wyrzeczenia się alkoholu. Człowiek trzeźwy,
przebudzony, nie będzie się chwytał tego, co nietrwałe. Będzie
widział daleko i szeroko, jak Izajasz w pierwszym czytaniu, górę
świątyni Jahwe – Pana, to znaczy dostrzeże znak zbawienia –
Chrystusa. I dopiero wtedy nastanie to, co opisuje dziś prorok:
Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej
zaprawiać do wojny ... przekują miecze na lemiesze, włócznie na
sierpy (Iz 2, 4). Jeśli tylko dostrzegą Chrystusa i przychodzący w
Nim ratunek.
Moi
drodzy! Nie dajmy się zastraszyć wieściami o przewrotach, wojnach
i zbrojeniach z tej, czy tamtej strony, których tak wiele... Nie
bądźmy podobni do ludzi siedzących już na ruinach, którzy
niczego z wydarzeń nauczyć się nie mogą. Chrystus przyszedł
naprawdę i
jedynie
w Nim jest ocalenie! Wierzysz w to?
listopada 21, 2022
Ofiarowanie Najświętszej Maryi Panny – Co znaczy oddać Bogu wszystko?
listopada 21, 2022
Z Ewangelii według św. Łukasza.
Gdy
Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do
skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa
pieniążki. I
rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej
niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im
zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała
na utrzymanie”. (Łk 21,1-4)
Refleksja nad Słowem Bożym
Dziś
chcemy z miłością zatrzymać się przy osobie Maryi, w dniu Jej
poświęconym, w dniu Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Encyklika Lumen Gentium
nazywa Maryję “Umiłowaną Córką Ojca”, bo w Niej znalazł
wyraz Boży plan miłości wobec ludzkości upadłej przez grzech
pierworodny.
listopada 12, 2022
33. Niedziela Zwykła (C) – Kamień na kamieniu
listopada 12, 2022

„Przyjdzie
czas, kiedy z tego na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu”
(Łk 21, 6).
Ukochani
Bracia i Siostry! W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi o mieście.
Mówi o mieście, które kocha. Kocha, bo ono jest domem Ojca. Jest
najpiękniejszym domem, jaki ludzie potrafili zbudować Ojcu na
ziemi. Jezus mówi o zburzeniu miasta. Mówi o straszliwej tragedii,
która przyniesie miastu zagładę. Nie zostanie kamień na kamieniu.
Zatrzęsą się posady i… runą wspaniałe, złocone sklepienia,
przestronne krużganki,
listopada 10, 2022
Homilia na Święto Niepodległości Polski – Obrońcy niepodległości
listopada 10, 2022

Ukochani
Bracia i Siostry! W listopadzie 1918 roku po długiej nocy niewoli,
odrodziła się niepodległa Polska. Wymarzona, wytęskniona i
nareszcie własna. Niełatwe były dzieje naszego Narodu. Tę
„krzyżową drogę” do niepodległości znaczyły pobojowiska
Konfederacji Barskiej, Insurekcji Kościuszkowskiej, kolejnych
powstań narodowych, pola bitew I wojny światowej, powstań:
wielkopolskiego i śląskich, mogiły często bezimienne polskich
tułaczy, rozrzucone po wszystkich kontynentach...
Dziś
wspominamy obrońców naszej Ojczyzny, którzy walczyli u boku
Kościuszki pod Racławicami, Szczekocinami, Maciejowicami i na
Pradze Warszawskiej...
Myślimy
o tych obrońcach, co rozproszeni po całym świecie, w Legionach
października 31, 2022
Uroczystość Wszystkich Świętych - Czeka cię niebo!
października 31, 2022
Dzisiejsza
uroczystość Wszystkich Świętych, to pociągający uśmiech nieba
w stronę ziemi, a niebo nie jest puste.
Kierujemy
nasze serca do nieba i modlimy się do Tych, którzy już zaznają
wiecznej szczęśliwości. Patrząc w wieczność, nie pomniejszmy -
oczywiście niczego na ziemi. Wszystko jest dla nas ważne na swoim
miejscu. Wznosimy oczy ku niebu nie po to , by zapomnieć o ziemskich
utrapieniach, ale by tym bardziej stawiać im czoło. Bo warto dla
tego największego skarbu - jakim jest zbawienie - podjąć każdy
trud.
Święci,
których czcimy to nie tylko ci kanonizowani, ale wszyscy wierzący,
którzy żyją i umierają wierni Bogu.
Dzisiejsze
święto pozwala nam współuczestniczyć w ich radości i pomaga
nam odnowić świadomość naszego powołania do świętości.
„Wszyscy
chrześcijanie jakiegokolwiek stanu, czy zawodu - przypomina
Sobór - powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do
doskonałości” (Lumen
Gentium,
40).
Chrześcijanin
– to człowiek powołany do świętości, a normą jego życia jest
sam Chrystus.
Prawdziwa
świętość jest autentycznie ludzka, zwyczajna, człowiecza –
posiada ludzką twarz. To co różni Świętych od innych – to
jedynie sposób, w jaki realizują swoje człowieczeństwo. Dla nich
być człowiekiem – to znaczy żyć na ziemi, owszem wrosnąć w
nią, ale nie dać się tej ziemi pochłonąć, pochłonąć złu!.
Święci
to ludzie, którzy wobec zła nie narzekają, ale angażują się z
zapałem po stronie dobra.
My
czasem zniekształcamy świętych, otaczając ich zabobonną czcią.
Świadectwem
tego są choćby spotykane czasem żałosne karteczki przepisywane po
kilkadziesiąt razy w obawie przed grożącymi nieszczęściami...
Tak
łatwo zniekształcić wiarę, a nawet ją ośmieszyć!
Kto
jednak tkwi w życiu Kościoła, modli się tak, jak modli się
Kościół, nie zboczy z drogi prawdziwego kultu Świętych.
Kochajmy
Świętych w niebie, ale i tych, którzy są wśród nas...
Bo
jutro mogą być już u Boga i będą szczęśliwi, ale my
pozostaniemy biedniejsi z powodu ich braku, czy trzeba aż śmierci,
by święci, którzy są z nami otrzymali od nas dobre słowo,
serdeczny gest?
Czy
dopiero trzeba odprowadzić ich ciała na cmentarz, aby ich zacząć
odwiedzać, okazywać serdeczność, zanieść kwiaty?
Miłujmy
Świętych w naszych społecznościach, rodzinach... Maleńką
świętość dziecka, umęczonej pracą matki, u której wszystko
musi być akuratne, świętość ojca, cierpiącego w szpitalu,
obłożnie chorego kalekę leżącego w domu, świętość oddanego
bez reszty pielęgniarza, czy lekarza.
Święci
są blisko nas. Tylko, że my oddalamy się od nich przez fałszywe
o nich pojęcia. Bo dlaczego uważamy ich za wyjątkowych ludzi,
przecież oni wyszli z tej samej, co my ziemi, pochodzili ze
wszystkich narodów, ras i języków. Są wśród nich niezliczone
rzesze rodaków, z których chlubimy się śpiewając: „Gaude,
Mater Polonia prole fecunda nobili” -
„Raduj się Matko Polska, w szlachetne potomstwo bogata”.
Wprawdzie żyli po bratersku, ale wierni byli codzienności.
Często
oddalamy się od Świętych, bo wolimy przeciętność, wygodę,
miernotę. A przecież niebo zdobywają ludzie radykalni,
zdecydowani, ambitni.
Wielki
pochód Świętych wprawia w zdumienie, ale i dodaje otuchy każdemu
z nas. Bo chyba nie chcesz trwać w zniechęceniu, zobojętnieniu,
zachowywać się jak kibic, obserwator... Siostro, Bracie: czeka cię
niebo!
Świętość
jest możliwa na każdej drodze życia i w każdym stanie.
„Przedziwny jest Bóg w Świętych swoich”. Pomyśl: Oni mogli,
to i my możemy. Ten entuzjazm i zachętę podaje nam dzisiaj
kochająca, dobra Matka Kościół, Wychowawczyni człowieka.
Są
tacy, którzy chcieliby, że tak powiem, wyłudzić zbawienie, ale za
najniższą cenę. Są i tacy, którzy z założonymi rękami
czekają, kiedy niebo znajdzie się na przecenie, by nie musieli za
nie dużo zapłacić. A kiedy Bóg nie obniża ceny, odchodzą
znudzeni kupują szczęście gdzie indziej i upijają się nim, mimo
że ono odurza tylko, a nie uszczęśliwia.
Niebo,
zbawienie – jest zbyt wielką wartością, bo wartością
najwyższą, wieczną – nie może być nagrodą za minimalizm
życia, za byle jakość.
Rozważ:
czeka cię niebo, ale by je osiągnąć ile ci jeszcze potrzeba... a
więc załatw wszystkie sprawy z Bogiem i ludźmi i to prędko, bo
jak się z nimi spotkasz w niebie?
Pięknie
tę sprawę streścił w strofie poetyckiej Leopold Staff pisząc w
1957 r.:
„Szukałem
Ciebie, w chmurach, na niebiosach
I
na tej niskiej, pełnej grobów glebie
I
dzisiaj widzę, w radosnych łez rosach,
Że
Bóg był bliżej mnie – niż ja sam siebie.
I
wiem to jedno, że gdy mnie ułożą
Na
sen wieczysty, żmudnego pielgrzyma,
Na
ten czas ujrzę wieczną światłość Bożą
Zamkniętymi
na wieki oczyma”.
Jarosław
Iwaszkiewicz w dramacie "Kosmogonia"
-
przez usta głównego bohatera wypowiada pełne sarkazmu słowa o
końcu ludzkiego życia: „nie ma gdzie wrócić, czy to nie
komedia?”.
Każdy
z nas, wierzących wie dokąd wrócić. Wie, gdzie znajduje się jego
dom.
Papież
Jan XXIII - przemawiając do członków korpusu dyplomatycznego
w Watykanie w Nowy Rok 1961 (Akta Stol. Św. 61) powiedział:
„Panowie, wy tak zwykle mówicie wiele słów, a jedno jest ważne,
że wyszliśmy od Boga i do Boga wrócić mamy”.
Drodzy
Siostry i Bracia! Wpatrujemy się w Świętych – tych
nieulęknionych świadków wierności Bogu. Naśladujemy ich przykład
życia. Być świętym – to powołanie każdego z nas.
W
tej wspinaczce ku niebu, pośród radości, a najczęściej trosk i
trudów ziemskich prowadzi nas przede wszystkim Matka Boża.
Maryja
otacza nas swoją matczyną opieką i wspomaga
na
drodze do nieba, bo jest Wspomożycielką.
Kochani
Bracia i Siostry - „Wolą Bożą jest uświęcenie wasze” -
przypomina św. Paweł. Pamiętajmy , że od krótkotrwałego pobytu
na tej ziemi, zależy nasz wieczny los.
„Gdzie
kto będzie po śmierci – za życia odgadnie? Gdzie się chyli za
życia - tam po śmierci wpadnie”. (A. Mickiewicz). Obyśmy zawsze
nachylali się ku Bogu, ku dobru, ku niebu. Dzisiaj odbywa się
prawdziwa "wędrówka ludów". Tysiące ludzi przemieszcza
się z jednego krańca kraju na drugi, byleby tylko dotrzeć na
cmentarz. I dobrze, że tak jest, że bierzesz w dłonie znicze, aby
stanąć nad grobem matki, ojca, czy przyjaciela, ale i tych, którzy,
jak pisał Gałczyński: „prosto do nieba, czwórkami szli...”.
Nie pozostawimy w zapomnieniu żadnej mogiły tych, którzy za Polskę
i wiarę oddali życie. Miłość jest mocniejsza niż śmierć!
I
pomyśl jeszcze: kiedyś przyjdą takie "Zaduszki", że
obok naszego grobu przechodzić będą ludzie... Zatrzymają się?
Zapalą świecę? Zmówią "zdrowaśkę"? Co będą
wspominać z naszego życia? Co po nas zostanie? Obyśmy mogli jak,
jak poeta Edward Słoński (1926) do Boga powiedzieć: „Teraz jam
mocny... teraz wiem, o Panie
Że
będę płonął w Twym blasku słonecznie.
Że
moc ta we mnie kiedyś z prochu wstanie
I
pójdzie w wieczność, i żyć będzie wiecznie
Wszystkiego
świata jednym wielki graniem
Wszystkiego
życia jednym wielkim śniciem
I
będzie dla mnie ta moc zmartwychwstaniem
I
będzie dla mnie ta moc nowym życiem”.
Amen.
października 31, 2022
Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych - Znaczeni pieczęcią Boga
października 31, 2022

Obchodzimy
dzisiaj doroczną uroczystość Wszystkich Świętych. Myśl nasza
przenosi się do nieba, dokąd uprzedzili nas wszyscy święci, ci
znani i ci nieznani.
Mówi
nam Pismo Św., że w niebie są przede wszystkim aniołowie.
Słyszeliśmy przecież w pierwszej lekcji mszalnej takie słowa: „I
ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca,
mającego pieczęć Boga żywego. I zawołał donośnym głosem do
czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i
morzu: nie wyrządzajcie szkody ziemi ni morzu, ni drzewom, aż
opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego” (Ap 7, 2–4). W
niebie jest również Królowa aniołów i wszystkich świętych:
Najświętsza Maryja Panna. To właśnie o Niej mówi Księga
Apokalipsy św. Jana Ewangelisty: „Znak wielki ukazał się na
niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod Jej stopami a
na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). To właśnie
o Niej mówi Bóg do szatana w pierwszej księdze Pisma św. –
Księdze Rodzaju (3, 15): „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie
a Niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo Jej; Ona zetrze
ci głowę, a ty będziesz czyhał na piętę Jej”. To właśnie
Ona wyśpiewała hymn pochwalny Bogu dziękując Mu. że stała się
Matką Zbawiciela: „Uwielbia dusza moja Pana i raduje się duch mój
w Bogu, Zbawicielu moim. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy
swojej. Oto błogosławić Mnie będą odtąd wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił Mi Wszechmocny, a święte jest imię
Jego” (Łk 1, 46–49). Z pewnością tę właśnie pieśń
powtarza dziś w niebie Najświętsza Dziewica łącząc ją z
anielskim „Gloria”. Przypomina sobie radości Bożego Narodzenia,
smutki Golgoty i chwałę zmartwychwstania. Przeżywa na nowo swój
triumfalny pochód do nieba i swoje wniebowzięcie. „Wzięta jest
do nieba Królowa i cieszą się aniołowie”.
Cieszą
się dzisiaj tą wielką uroczystością wielcy święci Kościoła,
a wśród nich na pierwszym miejscu św. Jan Chrzciciel, o którym
sam Chrystus Pan powiedział: „Zaprawdę powiadam wam, między
narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela”
(Mt 11, 11). Cieszy się św. Jan Ewangelista, wierny uczeń
Chrystusa, który pod krzyżem stojąc usłyszał słowa: „Niewiasto
– oto syn twój. Oto Matka twoja” (J 19, 26–27). Cieszą się
wszyscy apostołowie ze św. Piotrem na czele, który wciąż
odpowiada Chrystusowi Panu te słowa, które ongiś – po
zmartwychwstaniu Pana – wyrzekł nad brzegiem Jeziora Genezaret:
„Tak, Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję” (J
21, 17).
Obok
tych wielkich świętych stoją i nasi patronowie i patronki.
Przypuszczalnie cieszą się również z tego, że idziemy w ich
ślady. Jest wśród nich św. Józef, Oblubieniec Bogurodzicy, bo
imię Józefa było i jest w Polsce bardzo popularne. Jest św.
Teresa Wielka i św. Teresa od Dzieciątka Jezus, sławna
cudotwórczyni dwudziestego wieku. Są tam Adam i Ewa – nasi
praojcowie z utraconego i wreszcie odzyskanego raju. Są tam św.
Franciszek z Asyżu i św. Klara – najwierniejsza jego uczennica.
Jest św. Wojciech biskup, pierwszy męczennik polski. Jest obok
niego Stanisław, również biskup i męczennik. Jest Stanisław
Kostka, osiemnastoletni nowicjusz jezuitów. Jest św. Andrzej
Bobola, męczennik. Są wszyscy patronowie polscy. Cieszą się
Bogiem w Trójcy Jedynym i dodają nam odwagi, abyśmy szli śmiało
tą drogą, którą oni już mają za sobą. A jako ostatni z ich
szeregu wzywa nas do oddania wszystkiego Maryi, słowami „Totus
tuus” – nasz wielki rodak – św. Jan Paweł II, papież.
Słyszeliśmy
w pierwszym czytaniu mszalnym, jak św. Jan Ewangelista mówi: „Potem
ujrzałem wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego
narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed
tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty a w ręku ich
palmy i głosem donośnym tak wołają: Chwała Bogu naszemu,
zasiadającemu na tronie i Barankowi” (Ap 7, 9–10).
Do
tej wielkiej rzeszy zbawionych, których nikt nie przeliczy, należą
w pierwszym rzędzie bohaterowie wiary, a więc męczennicy i
wyznawcy, których imion nie znajdziemy w kalendarzach kościelnych i
świeckich, ale którzy żyją w niebie i Bogu znane dobrze są ich
imiona oraz ich zasługi. To oni właśnie przede wszystkim orędują
za nami, gdy mówimy: „Wszyscy święci i święte Boże, módlcie
się za nami”.
Do
tej ogromnej rzeszy zbawionych należą również nasi bracia i
siostry – Polacy i Polki, polegli za ojczyznę. Jaka wielka rzesza
poległych i pomordowanych za świętą sprawę polską, w czasie
ostatniej wojny, znajduje się w niebie. Są to miliony. Ich dusze
nieustannie orędują za nami przed Bogiem i wyjednują nam wiele
łask, za które nie dziękujemy i nie wiążemy ich może z
właściwymi naszymi opiekunami tam, w niebie. A przecież winniśmy
im wdzięczność i cześć.
Wśród
tej rzeszy znajdują się również osoby dobrze nam znane, z naszej
rodziny. Może jest tam twój ojciec ukochany, który odszedł z tego
świata kilka czy kilkanaście lat temu? Może jest tam twoja matka,
która i dziś czuwa nad tobą, dyskretnie ale skutecznie – a ty
nawet o tym nie wiesz. Może jest tam twój brat, a może siostra?
Może jest tam twoje młodsze rodzeństwo, których dusze, jak
prawdziwe anioły nieustannie są wpatrzone w oblicze Ojca, który
jest w niebie?
W
drugiej lekcji mszalnej słyszeliśmy takie słowa: „Umiłowani,
obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło,
czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego
podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest" (1 J 3, 2). Św. Paweł
w 1 Liście do Koryntian tak mówi: „Ani oko nie widziało, ani
ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak
wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor
2, 9). „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno, wtedy zaś
zobaczymy Go twarzą w twarz” (1 Kor 13, 12). Takie jest niebo:
widzenie Boga twarzą w twarz. Jasność, szczęście i pokój nie na
ludzką, ale na Boską miarę.
A
droga do nieba jest jasno narysowana w dzisiejszej Ewangelii. Ci,
którzy dziś są zbawieni w niebie, byli na ziemi ludźmi ośmiu
błogosławieństw.- Byli ubodzy, często smutni, byli amharezami –
ludźmi na małym skrawku ziemi, byli nieraz głodni i zawsze
pragnęli sprawiedliwości. Byli miłosierni, czystego serca i
cierpliwi. A wreszcie – byli prześladowani dla sprawiedliwości,
dla Chrystusa. Teraz zaś „cieszą się i radują, albowiem nagroda
ich wielka jest w niebie” (Mt 5, 11).
Wszyscy
Święci, którzy cieszą się życiem wiecznym, szli drogą
błogosławieństw. To ich łączy, mimo różnicy w wykształceniu,
zajmowanych stanowisk, możliwościach działania.
Oni
wszyscy:
Byli
ubodzy w duchu - to znaczy byli otwarci na Boga, Jego Obecność i
Słowa, świadomi całkowitej zależności od Boga; w Nim szukali
codziennie światła i siły. Najważniejszego i najwięcej
spodziewali się od Boga, dlatego nagrodą jest Boże królestwo, nie
ludzkie i nie ziemskie.
Byli
smutni, gdyż pomimo tak wielkiej łaski Boga, która spłynęła na
świat przez Jezusa Chrystusa, oni sami i ludzkość uczyniła Boga
„wielkim nieobecnym” i niepotrzebnym w świecie. Wchodzili więc
świadomie w wynagrodzenie (pokutę) za grzechy swoje i świata.
Owocem takiego smutku i skruchy była pociecha i radość -
niewymowna - od samego Boga. Ta pociecha jest również dla nich
darem na wieki.
Byli
cisi, łagodni. Nie oburzali się z powodu pomyślności innych,
nawet ludzi nieprawych, ale ufali Bogu pośród pomyślności i
podczas wszelkich trudności, które na nich spadały. Potrafili w
łączności z Bogiem zachować cierpliwość. Jezus – ich
Nauczyciel był Królem łagodnym i pokornym, który zrezygnował z
przemocy i potępiania. Właśnie taka postawa jest lekarstwem na
złość, wrogość, brutalność. To wymaga – wbrew
powierzchownemu myśleniu – aktywności i wysiłku, a nie
rezygnacji i słabości.
Byli
spragnieni i złaknieni sprawiedliwości, dlatego przylgnęli i
postępowali według wskazań Jedynego Sprawiedliwego - Jezusa,
interpretującego Dekalog, słowo Boże. Żyli według woli Ojcu,
którą rozpoznawali wpatrując się w Oblicze Ukrzyżowanego i
Żyjącego Pana.
Byli
miłosierni. Miłosierdzie to konkretny czyn, który ma kształt
potrzeby bliźniego. Każdy dzień był do tego okazją. Okazywali je
słowem, czynem i modlitwą.
Byli
czystego serca. Serce to miejsce decyzji, symbol człowieka
wewnętrznego. Błogosławieni, którzy mają czyste źródło życia,
niezbrukaną zasadę życia, którzy przekształcają w przyjaźni z
Jezusem wszelkie nieczyste, spontaniczne reakcje swojego serca -
serca grzesznika.
Wprowadzali
pokój. Pokój (Szalom) to nie tylko brak wojny, ale taka postawa,
która daje każdemu możliwość rozwoju zgodnie z planem Stwórcy.
Wokół takich ludzi, każdy czuł się dobrze i mógł być sobą.
Cierpieli
prześladowania. Kiedy się żyje „na serio” Ewangelią nie jest
się neutralnym. Chodzi o prześladowania wyrażające się w
słowach, ale i fizyczne, łącznie z oddaniem życia, śmiercią.
Kto nie stawia „nic” i „nikogo” ponad Boga wcześniej czy
później spotka się z większym lub mniejszym sprzeciwem tego
świata i sił ciemności.
Urągano
im z powodu Imienia Jezusa. Dzielą los Jezusa, dlatego mają udział
w Jego chwale i radości. To Jezus nie był w nich przyjęty, dlatego
On ich przyjmie na wieki.
Dziś
obchodzimy radosną Uroczystość Wszystkich Świętych. Jutro dzień
modlitwy za tych, których dusze są jeszcze w czyśćcu –
zaduszki. Pamiętajmy o tym, że modlitwa za dusze zmarłych jest
jednym z naczelnych obowiązków naszych, jako chrześcijan,
katolików. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia
dostąpią” (Mt 5, 7) – powiedział Chrystus w dzisiejszej
Ewangelii. Modlitwa za zmarłych jest wyrazem naszej miłości dla
nich, miłosierdzia i – dobrze zrozumianej roztropności...
albowiem jaką miarą odmierzacie, taką wam odmierzone będzie (Mk
4, 24). Amen.
października 22, 2022
30 Niedziela Zwykła (C) – Świętość to pokora
października 22, 2022

1.
„W piekle znajduje się mnóstwo cnót, ale nie ma tam pokory. W
niebie znajduje się mnóstwo wad, ale nie ma pychy” - mawiała
święta siostra karmelitanka Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, zwana
też Małą Arabką. Sama siebie najchętniej nazywała „Maleńką
Nic”. Uczyła się pokory w szkole Ukrzyżowanego, z którym
łączyły ją zarówno życiowe przeciwności, jak i zakonne
imię. Miriam Baouardy pochodziła z rodziny arabskich katolików.
Urodziła się w wiosce Abellin, położonej w połowie drogi między
Hajfą