czerwca 24, 2023

12. Niedziela Zwykła (A) - Nie lękajcie się

czerwca 24, 2023

12. Niedziela Zwykła (A) - Nie lękajcie się

Trzy razy w dzisiejszej Ewangelii powtarza się słowo: "nie lękajcie się, nie bójcie się". Ludzkie lęki, ludzki strach, bojaźń, trwoga towarzyszą nam od młodości. Małe dzieci boją się ciemności w pokoju. Boją się wszyscy: lekarze, księża, policjanci. Lęki są w rodzinach, w zakładach pracy, Są w kraju, Są w świecie. Pokazuje je przesadnie radio i telewizja, tak jakby nie było dobra, którego jest wiele w świecie. Strach, lęk paraliżuje człowieka, jest on nieodłączny od zawodu.

Każdy człowiek przynajmniej kilka razy w życiu przyznał się do lęku. Lęk w każdej postaci stwarza głębokie uczucie paniki i destabilizacji. W każdym przypadku, ile razy doświadczamy leku, to doświadczamy także ciężkiego przeżycia, głębokiego dyskomfortu, lub silnego niepokoju: wiele osób przyznaje się do leku: zetknięcia ze śmiercią, bałem się o życie, gdy ktoś groził mi, że mnie zabije, bałem się o utratę środków do życia, że ktoś znalazł się w fatalnym położeniu, bałem się, że nie zdam matury, nie dostanę się na studia, że utracę pracę. Są również dokuczliwe lęki psychologiczne: lęki płynące z oszczerstw, z ironicznych uśmiechów i drwin, ponieważ deprymują człowieka. Są też lęki, które wypływają z niespokojnego sumienia, z niewierności Bogu, z niewierności człowiekowi i niewierności sobie.

Nie jest łatwo usunąć czy zneutralizować takie lęki. Lek mobilizuje wszystkie zmysły, wzmaga stan emocjonalny zafałszowując analizę sytuacji będącej źródłem tego lęku - trudno to zdefiniować. Na pytanie: jak przeżyłem lęk, prawie każdy odpowiadał: źle! Nikt mi nie mógł pomóc, nie miałem żadnego poparcia. Dlatego, z lękiem każdy radzi sobie na swój własny sposób i każdy ucieka się do środka, który uważa dla siebie za najlepszy. Aby go przezwyciężyć: niektórzy uprawiają sport, inni praktykują techniki oddychania, inni uciekają się do pomocy medycznej, inni wreszcie znajdują spokój wewnętrzny w wierze i zwracają się do Boga, powierzając mu te ciężkie chwile, aby przyszedł nam z pomocą. Wielu udaje się do kościoła, który jest miejscem ciszy i pokoju.

Opanowanie leku jest kwestią nauczania i powinno być celem specyficznego nauczania - dlatego proszę się nie dziwić, że mimo pewnych obaw podjąłem się dzisiaj takiego tematu, być może przez zaskoczenie wielu. Pan Bóg stwarzając człowieka, zostawił nam jakiś olbrzymi obszar do zagospodarowania. Trzeba poznać siebie i swoje reakcje. Nauczyć się panowania nad sobą i profesjonalnego sposobu mówienia, aby się uspokoić.

Umieć radzić sobie z konfliktami. To dobrze, że młodzież uczy się jogi, sofrologii, pozytywnej ciszy, samoobrony. Odwaga i umiejętność radzenia sobie z problemami strachu, który paraliżuje ludzi, jest dziś bardzo cenna. W firmach organizuje się specjalne kursy, na których pracownicy uczą się panowania nad swoimi emocjami i wyobraźnią. W tych kursach często opierają się na buddyjskiej i hinduistycznej filozofii, szukając mocy mistrza. Są to ryzykowne techniki i fałszywy krok, który często doprowadza człowieka do załamania...

Ale to nie wszystko! Chrześcijaństwo walczy z ludzkim lękiem poprzez zaufanie do Boga, od którego zależy całe nasze życie. Potencjał, jaki tkwi w chrześcijaństwie i który musimy odkryć i wykorzystać w przeciwieństwie do filozofii wschodu to nie nasza osobista doskonałość (jak to wmawiają buddyści, kiedy uprawiam jogę - czy nawet ascezę to jestem już doskonały). Nie, to nie tak. To jest dopiero droga do doskonałości jak to umiejętnie wskazuje Sam Chrystus. „Kto chce iść za Mną". A droga ta jest samotną ścieżką. Naszym potencjałem jest obecność i miłość oraz zaufanie Bogu. Dzisiejsza Ewangelia mówi: "Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało... Bójcie się raczej Tego, który zabija duszę". Małe dziecko już wie, że z lękiem idzie się do matki, bo ma na wszystko sposób: przytuli, ucałuje.

U człowieka dorosłego, mówi Pismo św.: "Bojaźń Boża początkiem mądrości". Ale o jaką bojaźń tu chodzi: o bojaźń nie lękliwą, czy zniewoloną, pełną strachu, nieskuteczną. Wiemy przecież, że bojaźń przed piekłem czy utratą nieba jest wystarczająca do rozgrzeszenia: grzechy mamy odpuszczone. Ale jest jednak bardziej skuteczny sposób, na który, wskazuje nam Siostra św. Faustyna do której mówi sam Jezus: Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopóki się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia mojego.

Co Boga rani: niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem święty i sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem miłosierdziem, nie dowierza dobroci mojej. Bo trzeba wiedzieć, że nawet szatan, zły duch wierzy w sprawiedliwość, ale niestety nie wierzy w dobroć i miłosierdzie Boże. Teraz zaczynamy rozumieć, że lęki i strach jest czymś zawsze złym, bo pochodzą od Złego. Kto wymyślił lęk, kto go zadaje - ktoś, czy coś co idzie od złego - nie od dobrego. Dlatego zwracamy się w bojaźni i lękach do Boga. On nas uspokaja. On jest z nami.

Przypomnę co powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II w Sandomierzu w 1999 roku: "Nie lękajcie się wbrew obiegowym opiniom i sprzecznym z Bożym prawem propozycjom. Odwaga wiary wiele kosztuje, ale wy nie możecie przegrać miłości. Nie dajcie się zniewolić. Nie dajcie się unieść ułudom szczęścia, za które musielibyście zapłacić zbyt wielką cenę, cenę nieuleczalnych często zranień lub nawet złamanego życia własnego i cudzego".

W tych słowach możemy odczytać, że odwaga wiary kosztuje. Trwanie przy Bogu kosztuje. Wytrzymać krytykę czy ironię nie każdy potrafi. Ale miłość do Boga, radość z posiadania Go przeważy lęk. Wola przecież Jeremiasz: "Pan jest przy mnie jak potężny mocarz". W lękach i trwodze zaufać Bogu umiłowanemu ponad wszystko - to jedyne wyjście, gdy dokucza nam życie i przeszkadzają względy ludzkie. "Nie bójcie się ludzi - mówi Chrystus do swoich uczniów. Do każdego, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie" (Mt 10, 26).

Ewangelia jest przeznaczona dla tych, którzy chcą być odważni. Strach czyni z człowieka niewolnika, a Chrystus chce mieć wolnych wyznawców, chce mieć grono ludzi cieszących się praw- dziwą wolnością. To nie Są słowa rzucone na wiatr. Nie musimy obawiać się ludzi dlatego, bo z nami jest Pan Bóg. On zna co kryje się w sercu człowieka. Chrystus odwołuje się do bogactwa przyrody i zaświadcza, że człowiek jest cenniejszy od wróbli na dachu i że nawet włosy twoje na głowie są policzone. On jest z nami przez wszystkie dni naszego życia. Muszę o tym pamiętać, kiedy mnie paralizuje lęk. Lęk przed cierpieniem i śmiercią, lęk przed samotnością i klęską, lek przed zaangażowaniem i śmiesznością. Lek, który nie pozwala mi być sobą, odbiera mi wolność i fantazję. Odwagi domaga się Chrystus od nas. Jest ona konieczna szczególnie dzisiaj wobec modelu współczesnej kultury, którą cechuje konsumpcjonizm i obojętność wobec religii. Potrzeba odwagi przeciw dzisiejszym schematom, poprawności politycznej, poglądom autorytetów i idoli. Odwaga towarzyszy tym, którzy nie załamują się trudnościami i problemami, własnymi słabościami, ale próbują swoje życie odczytać w blaskach woli. Świadectwo wiary i życia ewangelicznego jest możliwe dla każdego chrześcijanina, ale za cenę odwagi zawierzenia Bogu.

Jezus każe mi się nie bać, ale nie daje recepty na strach. Po prostu jest ze mną, ze mną się boi, ze mną zwycięża lęk. "Ja jestem z wami po wszystkie dni" (Mt 28, 20). Dlatego "chociażbym przechodził przez ciemna dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną". (Ps 23, 4). Amen!



czerwca 17, 2023

11. Niedziela Zwykła (A) - Moja odpowiedzialność za powołanie

czerwca 17, 2023

11. Niedziela Zwykła (A) - Moja odpowiedzialność za powołanie


"Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał".


Te słowa Samego Jezusa Chrystusa, stanowią podstawowe prawo wszelkiego powołania do służby Bożej. Wszystkie inne zawody, wybierają sobie ludzie sami. Szukają takiego zawodu, który odpowiadałby ich upodobaniom, zdolnościom i nadziejom. Z Ewangelii wiemy, że nie Apostołowie zgłaszali się do Chrystusa, ale On sam ich odrywał od codziennych zajęć krótkim: "Pójdź za Mną". Jest jednak w tym powołaniu jakaś przedziwna tajemnica wolności, jaką Chrystus zostawił nawet najbliższym. Mogą z Nim zostać i mogą Go zdradzić. W tym wybraniu jest również ważne ostrzeżenie dla uczniów wszystkich czasów.

Wolanie Chrystusa jest ciche i niezmiennie trwa na wieki. Przypomina powołanym to, co jest dla nich dobre, jaka droga życiowa jest dla nich zaszczytna, co przynosi człowiekowi miano pełni człowieczeństwa, świętości.

Mimo tego wielkiego zaszczytu powołania, kiedy rozważam mój dzień, wiem, że nie stanął przede mną Chrystus w szacie białej, nie wziął mnie za rękę, by zaprowadzić do klasztornej bramy. Nie słyszałem dźwięku Jego słów.

A jednak na pewno wiedziałem, że mam być tu! I nie przed z powodu jakiegoś życiowego zawodu, jakiegoś nieszczęścia czy rozpaczy. Nie, to było zupełnie inaczej. Po prostu wiedziałem jasno, że mam wszystko rzucić i iść. Choćby mi nie wiem kto bronił...

A przecież wszyscy powołani do służby Bożej mają swoje normalne życie: kolegów i koleżanki. Lubią muzykę, piosenki, wycieczki, grę w piłkę... ale to wszystko za mało. Coś wciąż mówi i stale pyta: co więcej, co potem, co dalej? Nienasyconą duszę ciągnie jak magnes. I wtedy czuję, że muszę iść, że trzeba rzucić swe życie młode w te najcudniejszą przygodę... Skorzystać z Bożej propozycji, która możne się stać programem mojego życia, w przypadku kiedy ją zrozumiem i zaakceptuję.

Bywa jeszcze tak, że ta cicha propozycja Chrystusa zamienia się w nieustanną walkę, w zmagania się o jakość naszego życia I radość, że się wie, po co się żyje. Że się wchodzi na tajemniczą drogę, która wiedzie do Boga.

W powołaniu dochodzi do spotkania człowieka z Bogiem, w obszarze pokonania dystansu. I tu jest konieczny wysiłek człowieka i konieczny jest gest miłości Boga, gest nachylenia, przybliżenia siebie. W tym geście Bóg posuwa się bardzo daleko i radykalnie. Ma do tego prawo, bo jest Bogiem. Wybiera czasem cały naród, niekiedy człowieka i zawiera z nim przymierze. Czyni to wbrew konwencjom wszelkich umów i porozumień. Tutaj przymierze nie ma charakteru handlowego, jest dziełem nie interesu lecz miłości.

Chrystus dokonał wyboru 12 Apostołów z miłości i wybierając ich powierzył im niejako samego siebie. Zanim rozdał im swoje Ciało, rozdał swoją bliskość, ciepło obecności i tajemnicy. Tajemnicą pozostanie każde powołanie kapłańskie. Nikt bowiem dotąd nie zdoła określić kryteriów takiego wyboru. Jasne są natomiast zadania, do wypełnienia których zostają powołani kapłani: "dawajcie - mówi Jezus - to co darmo otrzymaliście" (Mt 10,8-9). A zatem zbawieniem można się dzielić z innymi. Po to właśnie Jezus wybrał apostołów i po to założył Kościół, aby ludzie we wspólnocie przyjmowali zbawienie. Każdy który przyjął chrzest jest członkiem Kościoła i pełni funkcje kapłańskie, tylko w różny sposób. Inne zadania mają kapłani, którzy przyjęli święcenia, a inne zadania mają ludzie świeccy, będąc członkami Ludu Bożego. Jednak bez względu na rodzaj tych zajęć i zadań zasada dla wszystkich jest ta sama: dziel się tym, co przyjąłeś. "Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie". Otrzymaliście od Boga, dawajcie braciom. Jako chrześcijanie wszyscy chyba pragniemy i możemy zaliczać się do uczniów Chrystusa, aby być Jego wybranymi. Jednak tę przyjaźń wyobrażamy sobie, być może, jako błogi spoczynek w jego towarzystwie. Tymczasem, polecenie dane Apostołom niesie bardzo konkretny i bardzo nowy program: "głoście, że bliskie jest królestwo niebieskie". Dla tego dzieła powołał Szymona zwanego Piotrem i brata jego Andrzeja oraz Dwunastu. Na tak wysyła swoich robotników.

Darmo otrzymaliście. W tych słowach zawarta jest bezinteresowność daru Ewangelii. Człowiek musi mieć satysfakcję wielkoduszności, wielkości, hojności, żeby nie ulec pokusie spłycenia swojej posługi we własnych oczach. Apostoł musi dawać w poczuciu bezinteresowności i ze świadomością wartości daru, inaczej traci satysfakcję. Posłany - to właśnie greckie słowo "apostoł". Posłany oczywiście przez Boga, przez Niego wyposażony na drogę w głąb drugiego człowieka - bliskiego i tego, który jest krańcem ziemi: Zair, Madagaskar, Rwanda...

Z drugiej strony - trzeba pamiętać, że to rozesłanie - czy posłanie uczniów na pracę, nie może obchodzić nas wyłącznie jako widzów. To my sami powołani w kościele jesteśmy już nie obserwatorami, ale uczestnikami. Jesteśmy rozsyłani z tej Eucharystii w nasze życie.

Niestety przyzwyczailiśmy się spoglądać na Kościół Chrystusowy jak gdyby od zewnątrz, tak jak patrzy się na firmę usługową, której się płaci i od której się żąda; jak się patrzy na budowlę ozdobną, do której się wchodzi od święta, aby po krótszej lub dłuższej chwili z niej wyjść - a poza tym niech się o nią troszczą biskupi, kapłani, niech się papież troszczy. Co najwyżej zaglądamy do tej budowli przez uchylone drzwi, czy nawet przez dziurkę od klucza, wypatrując w tym kościele różnych sensacji czy ciekawostek. I to jest ta fatalna orientacja (czy raczej brak orientacji), że my sami nie czujemy się Kościołem. Mówimy "Kościół" - a w tym momencie myślimy: księża, biskupi, papież - odpowiedzialny. A prawda jest taka, że ten Kościół nie jest tylko "nasz", ale to my sami jesteśmy Kościołem, że księża odpowiadają za Kościół swoją drogą, a my odpowiadamy swoją drogą. Owszem, jak powiedział kiedyś papież Pius XII: "ludzie świeccy kroczą dzisiaj w pierwszej linii życia Kościoła i dlatego coraz jaśniej muszą sobie uświadamiać, że oni nie tylko "należą do kościoła, ale też "są" Kościołem". I stąd płynie nasza odpowiedzialność za Kościół i za jego dzieło na świecie.

Bo czymże jest ten Kościół? Jest On (w pewnym znaczeniu) samym Jezusem Chrystusem, wciąż żyjącym pośród nas i działającym na naszych oczach. Myślę w tej chwili o wielu dzieciach w Polsce, które przyjęły I Komunię Świętą, o wielu młodych, którzy przyjęli Sakrament Bierzmowania, o tych którzy zawarli Sakrament Małżeństwa w Kościele, o młodzieży i dzieciach, które kończą jeszcze jeden rok katechizacji, która w pewnym stopniu zbliżyła ich do Chrystusa i do Kościoła. Ile w tym wszystkim jest Chrystusa żyjącego w Kościele? My mówimy: Kochamy Chrystusa. Ale kochać Chrystusa - to pragnąć tego, czego On pragnie, gdy woła: "Ogień przyszedłem rzucić na ziemię i czegóż innego pragnę jak tylko aby był rozniecony". To jest ten Chrystusowy ból bólów, który ma stać się i naszym bólem. Ból, że ten ogień jeszcze nie płonie pełnym blaskiem: w rodzinach, w dzieciach, w młodzieży...

Czymże dalej - jest Kościół?
Jest społecznością ludzi dobrej woli. Ta społeczność w chwili powstania była jak sam Chrystus określił - "maleńkim ziarnkiem". Ale temu ziarnu została przekazana od Chrystusa prawda. Prawda, którą Bóg powierzył człowiekowi, odnosi się do każdego człowieka i każdemu jest potrzebna. Nie może być dla chrześcijanina obojętne, jakie zasady wyznają ludzie, jak postępują, co robią ze swoim życiem, ze swoją duszą. Musi nas boleć, że są ludzie, młodzież i dzieci, którym złośliwie utrudnia się życie i nie mówi im się prawdy. To musi spędzać sen z powiek. To musi wydzierać z serca krzyk protestu, jeśli nie pomagają słuszne żądania nawet ze strony Ojca Świętego. Bo żądamy prawdy i sprawiedliwości, a protestować przeciw fałszowi i krzywdzie - to jest prawo ludzkie i obowiązek ludzki, nie tylko chrześcijański.

Bo Kościół to trzeba powiedzieć - jest Instytucją, którą Chrystus powołał do życia, aby strzegła Prawdy i Sprawiedliwości. 

Taka jest odpowiedzialność za Kościół i za swoje powołanie w Kościele, trudna ale i zaszczytna. Nie żąda się odpowiedzialności od człowieka nieodpowiedzialnego, niepoczytalnego, ale od człowieka w pełni dojrzałego i świadomego. Trudna jest ta odpowiedzialność, gdyż wymaga czujności na każdym kroku. Właśnie odpowiedzialność za Kościół każe matce doglądać modlitwy u dzieci i kierować je na katechizację. Odpowiedzialność za Kościół każe mężowi dochowywać wierności żonie. Odpowiedzialność za Kościół każe ojcu dawać dobry przykład dzieciom. Odpowiedzialność za Kościół każe Polakowi uczciwie wypełniać swoje obowiązki zawodowe.

Chrystus ma prawo oczekiwać, żeby inni ludzie z naszego oblicza i z naszej postawy, z naszych uczynków mogli się doczytać Ewangelii. Mam być dla nich żywą Księgą.

Od poczucia odpowiedzialności nie uwalnia nas fakt, że naród nasz "dał" światu papieża. Nie wolno
także z tego faktu "kpić" - jak się słyszy od feministek i członkiń elit politycznych - o papieżu "staruszku" - bo za taką zuchwałość przyjdzie kiedyś się rozliczyć. Właśnie w duchu odpowiedzialności za swój chrzest, albo jeżeli go nie posiadam - to za polską uczciwość, jeżeli jestem z narodem - w którym ktoś jeszcze rządzi. Nie kpijmy z ludzi, których Świat wybrał. Ale w duchu odpowiedzialności swoją postawą jako uczniowie Chrystusa mamy się do Niego przyznać. Wtedy z pewnością nasze życie będzie czytelne i objawimy ludziom coś z tych świętych prawd, które Pan Bóg w nas posiał. Amen!



czerwca 15, 2023

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa - Serce Jezusa, źródło życia i świętości

czerwca 15, 2023

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa - Serce Jezusa, źródło życia i świętości
Postawiono w Rio de Janeiro najsławniejszy i największy pomnik Chrystusa, Króla Wszechświata, z uwidocznionym Sercem i szeroko rozwartymi w geście miłości rękami. Pomnik ustawiono na szczycie góry tak, że widać go z lądu i z morza. Przykuwa wzrok i porusza ludzkie serca, pobudza umysły do refleksji i wdzięczności za cały świat, bo „bez Niego nic się nie stało, co się stało”, co podziwiamy na tym świecie.
Ten pomnik to zarazem świadectwo czci i wielkiej miłości do Jezusa, jedynego Odkupiciela człowieka.
Dzisiejsza Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa gromadzi cały lud Boży wokół osoby Jezusa Chrystusa, Jezusa Dobrego Pasterza, gorejącego miłością ku nam. Ludzie wezwani do Jego Owczarni, to my wszyscy, przez Niego powołani do świętości autentycznej, człowieczej, która posiada ludzkie oblicze, ludzką twarz.
Jak wiele jest twarzy Chrystusa na obrazach, w różnych figurach, kaplicach, czy kościołach poświęconych Najświętszemu Sercu Jezusa? Taką twarz zobaczył Trugieniew w jednej z rosyjskich cerkwi. Najpierw dziwił się, ale potem doszedł do wniosku, że inaczej być nie może, że właśnie taka twarz, podobna do wszystkich twarzy ludzkich, jest twarzą Chrystusa.
Być świętym, to znaczy żyć na ziemi, ale nie dać się tej ziemi pochłonąć, nie poddać się presji zła; to upodabniać się do twarzy Chrystusa, stawać się na obraz Boży.
W dniu dzisiejszym Kościół, żywa wspólnota, prowadzi wiernych do tego Serca świata, którym jest osoba Jezusa Chrystusa, aby razem z Nim i przez Niego wejść do źródła wszelkiej miłości – do Ojca niebieskiego. To w Kościele rodzimy się do wiary i miłości przez chrzest święty; zjednoczeni świętą ufnością uczymy się dobra i duchowo wzrastamy. Sam Jezus nas zachęca: „Uczcie się ode Mnie”. I tak uczyła się od Jezusa pokory i miłości Ludwika Huzar, która jako strażniczka w warszawskim Pawiaku, z narażeniem życia, przynosiła więźniom Jezusa Eucharystycznego – żyjące Serce świata, i świadczyła więźniom duchową i materialną pomoc. Uczył się od Najświętszego Serca O. Maksymilian Kolbe, dając współczesnemu światu najbardziej prawdziwą odpowiedź na istniejące w świecie zło. Jego metodą na zwalczanie w świecie zła nie jest narzekanie i rozdzieranie szat, ale wnoszenie w ten świat dobra. „Muszę być świętym – pisał O. Maksymilian – i to jak największym świętym. Gdy ujrzę jakieś zło, to je naprawię; żadnego dobra nie zaniedbam, które mógłbym wykonać, powiększyć, przyczynić się doń w jakikolwiek sposób”.
W dzisiejszą uroczystość uświadamiamy sobie potrzebę naszej wdzięczności za to, że w naszych wspólnotach, że w naszych tabernakulach i kościołach żyje i jest obecny Chrystus – zgodnie z tym, co sam powiedział: „Jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Jakże to zadziwiający cud i wzruszający fakt: Chrystus żyjący z nami w Tajemnicy Ołtarza, i uświęcający nas przez Komunię św. Mamy tyle możliwości, aby zbliżać się wciąż do Pełni Miłosierdzia, do Pełni Zbawienia. Zapytajmy samych siebie: Jak korzystamy z tych Jego zbawczych zasług, z Jego mocy danej nam w sakramentach św.? Czy stać nas na żywy kontakt, na aktywną postawę, na gorącą miłość do Jezusa, wypowiedzianą w dziękczynieniu i w adoracji?
Św. Małgorzata Maria Alacoque, która całym swoim życiem szerzyła nabożeństwo i miłość do Najświętszego Serca Pana Jezusa, pewnego razu, a było to po Komunii św., mówi: „Dał mi Jezus poznać, że On jest najpiękniejszym i najpotężniejszym, i jeżeli Mu pozostanę wierna – nie opuści mnie. «Chcę uczynić z ciebie istotę jakby utkaną z Mojej miłości i z Moich zlitowań»”. Ta łaska wybrania i powołania zadecydowała, że Małgorzata będzie całkowicie oddana miłości swego Mistrza, że odtąd będzie należeć tylko do Niego. A kiedy Pan udzielił jej łaski objawień Najświętszego Serca, Małgorzata czuje się wewnętrznie przymuszona do głoszenia wszędzie Jego miłości. Święta stara się odtąd ze wszystkich sił, aby Jedyna Miłość świata była poznana, była przyjęta, i była ukochana. Małgorzata stała się narzędziem wybranym przez Pana dla dzieła odnowienia świata przez Najświętsze Serce Jezusa, przyczyniając się do szerzenia miłosierdzia Bożego wśród ludzi. Wreszcie dał jej poznać jak to Boskie Serce, gorejące miłością, pragnie aby Je ludzie pokochali: aby I. piątki były poświęcone ku uczczeniu Jego Serca, aby w tym dniu przystępowano do Komunii św. i składano wynagrodzenie przez akty przebłagania: „Obiecuję, że Moje serce będzie rozlewać strumienie swojej Boskiej miłości na tych, którzy oddawać Mu będą cześć i tę cześć szerzyć”.
Jak więc nie kochać Jezusa, Dobrego Pasterza, który cały oddaje się nam?, który w procesjach z Najświętszym Sakramentem wędruje z nami wśród powiewających chorągwi i sypanych kwiatów, dźwięku ministranckich dzwonków, pięknych śpiewów?, który w kościołach czeka na ciebie, gdzie zachęca cię napis: „Wstąp, jest adoracja”. Pozwól, aby Chrystus mógł być w twoim sercu i w twoim życiu obecny zawsze. Przeżywaj każdy dzień zjednoczony z Nim w miłości. „Pobłogosław, Jezu drogi, tym, co Serce Twe kochają”. AMEN.


czerwca 10, 2023

10. Niedziela Zwykła (A) - "Pójdź za Mną"

czerwca 10, 2023

10. Niedziela Zwykła (A) - "Pójdź za Mną"

Słyszymy dzisiaj zachętę
dołóżmy starań, aby poznać Pana. Jego przyjście jest pewne, jak świt poranka, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas i jak deszcz późny, co nasyca ziemię".

Jak to uczynić, żeby poznać Pana? Wzbudź w sobie takie pragnienie. Otwórz swoje serce. Zatęsknij za tym, aby Pan dał się poznać. Bóg natychmiast na to odpowie, bo chce, żeby człowiek znał Jego miłość. Przecież Bóg chce ratować człowieka, chce wejść w jego życie, chce dać się poznać.

Wsłuchaj się w dzisiejsze słowo, a zobaczysz co znaczy „poznać Pana". Kiedy Bóg daje się poznać człowiekowi, całe jego życie się zmienia. Tak było z Abrahamem. Kiedy Bóg przychodzi do Abrahama jest on starym człowiekiem, którego życie nie ma sensu. Abraham jest bezdzietny, jest u kresu swojego życia, nie ma też ziemi. Wydaje mu się, że już tak będzie do końca życia. I nagle przychodzi do niego Bóg, daje słyszeć swój głos, obiecując Abrahamowi całkowicie nowe życie. Jeżeli uwierzy obietnicy Boga i wyruszy w drogę, otrzyma ziemię i będzie ojcem wielu narodów. ,,Abraham wbrew nadziei, uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów ... i nie zachwiał się w wierze, choć stwierdził, że ciało jego jest obumarłe... i nie okazał wahania ani niedowierzania, co do obietnicy Bożej, ale się wzmocnił w wierze... był przekonany, że Bóg wypełni to co obiecał".

Życie Abrahama nabrało nowego blasku, odzyskało sens, dzięki temu, że Abraham uwierzył Bogu. I wszystko co otrzymał było dziełem i darem Boga. Nie było w tym żadnej zasługi Abrahama.

Czy my to rozumiemy? My, którzy tak często nie widzimy sensu życia. My pogrążeni w smutku, nie mający nadziei. My do- tknięci rozmaitymi cierpieniami, chorobami, starością. Wydaje się nam, że już się nic nie zmieni, wszystko będzie tylko coraz gorzej. Nawet wiarę traktujemy jako próbę pogodzenia się z losem, jako podtrzymanie w nas resztek nadziei. Niektórzy mówią u kresu swoich dni, a czy w ogóle coś jest po śmierci, czy nie na próżno tak starałem się być religijny? Czy widzimy, jak daleko odbiega takie myślenie od postawy Abrahama?

Słowo dzisiaj zachęca, aby poznać Pana, aby zapragnąć spotkania z Nim, nie wątpić w Jego obietnice. Bóg każdemu kto wierzy chce dać całkowicie nowe życie. Życie w każdym czasie i w każdej sytuacji pełne piękna, radości i pewności, że Bóg nas kocha.

Wiara więc, to nie religijność, ale spotkanie z Bogiem Żywym, który wkracza w konkretne ludzkie życie i prowadzi je drogami nowymi. Czy rozumiemy więc, po co trzeba się modlić? Dlaczego trzeba karmić się Słowem Bożym? Właśnie po to, by pragnąć poznać Pana i zobaczyć Jego dzieła w naszym życiu.

Podobnie dzisiejsza ewangelia. Pan Jezus przychodzi do domu celnika Mateusza. To spotkanie całkowicie odmieniło życie Mateusza. Jako celnik doświadczał ludzkiej pogardy. Był przez wielu podejrzewany o chciwość i nieuczciwość. Był też traktowany, jako zdrajca, bo służył okupantowi, cezarowi rzymskiemu. I nagle do jego domu przychodzi Chrystus. Mateusz doświadczył tego, że wreszcie ktoś go nie sądzi i nie potępia. Ktoś patrzy na niego z miłością, przyjmuje jego gościnę. Wielu było tym zgorszonych:,,dlaczego wasz nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?"

Powiedzielibyśmy dzisiaj, cóż to za towarzystwo, wstyd z takimi przebywać. A Pan Jezus patrzy z miłością i mówi "nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają". Pan Jezus kochał Mateusza i dlatego przyszedł do jego domu, aby dać mu możliwość nowego życia. Mateusz usłyszał ,,pójdź za mną" i to Słowo odmieniło jego życie. Nie tylko zostawił wszystko, to kim był, co robił, ale stał się uczniem Chrystusa. Takie skutki powoduje spotkanie z Panem Jezusem.

Dzisiaj każdy z nas słyszy to wezwanie "pójdź za mną". Każdego Pan Jezus chce dotknąć swoja laska i uzdrowić. Trzeba, jak Abraham,,nie zachwiać się w wierze", nie wątpić w miłość i moc Pana Jezusa. Czy chcesz się tak z Nim spotkać, aby poprowadził ciebie całkowicie nowymi drogami?

Ważna jest nasza stałość w wierze, nasze otwarcie na Jego miłość. Przecież każda eucharystia przypomina to spotkanie w domu Mateusza. Czyż wszyscy nie jesteśmy tymi, którzy się źle mają?" Czyż nie z tego powodu Pan Jezus przebywa pośród nas?,,Dołóż my starań, aby poznać Pana, Jego przyjście jest pewne, jak świt poranka".

Tak niedawno wielu naszych braci przyjęło święcenia kapłańskie. Jeżeli będą wierni tej lasce, przeżyją wspaniałe życie. Sami, jak św. Mateusz przeżyją niezwykła przygodę, chodząc za Panem i będą pomagali braciom poznać Jego miłość.

Wczoraj też wiele młodych par przyjęło sakrament małżeństwa. Wierni Bogu w tym powołaniu doświadczą Jego miłości i przeżyją wielką przygodę swojego życia. Bo Bóg czyni wszystko wspaniale. Ale niejednokrotnie też przeszła ulicami naszych miast tzw. „,parada równości". Dlaczego tym młodym ludziom nikt nie mówi, że nie znajdzie się szczęścia oddając się grzechowi. Nie przeżyje się prawdziwej miłości w tym, co jest za przeczeniem Bożych zamiarów. Dlaczego nikt im nie mówi, że w środowiskach z tymi problemami jest najwięcej ludzi osamotnionych, załamanych, wielu popełnia samobójstwo. Przecież to jest oszukiwanie człowieka, pogrążanie go w bezsensie. Ale cóż, jak mówi Chrystus,,moje owce znają mój głos i nie pójdą za obcym, który przychodzi by niszczyć i zabijać". Dlatego jest wielką mądrością usłyszeć to zbawienne i pełne miłości wezwanie: "Pójdź za mną" i na nie całym życiem odpowiedzieć, tak jak Abraham i Mateusz.

Kimkolwiek dziś jesteś, cokolwiek przeżywasz, każdy czas jest dobry, aby usłyszeć skierowane do Ciebie z miłością pójdź za mną" i natychmiast pójść za Chrystusem, aby przeżyć tę wielką odmianę życia, która może być tylko dziełem Chrystusa.


czerwca 10, 2023

10. Niedziela Zwykła (A) - Powołanie Mateusza

czerwca 10, 2023

10. Niedziela Zwykła (A) - Powołanie Mateusza

Słowo Boże na dziś

X Niedziela Zwykła - Rok A
Mt 9, 9-13

Słowa Ewangelii według św. Mateusza. 
Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?» On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników». Oto słowo Pańskie.
 

Refleksja nad Słowem Bożym

 
Kochani moi, 
Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii zachwyca nas swoim spojrzeniem, które różni się od spojrzenia pozostałych bohaterów. Spojrzenie Jezusa dostrzega głębię duszy, serca człowieka, w którym jest często ukryta choćby odrobina dobra.
Faryzeusze i uczeni w Piśmie patrzą na człowieka bardzo powierzchownie. Grzesznikami nazywali tych, którzy nie spożywali posiłków zgodnie z zasadami czystości rytualnej, którzy przekraczali Prawo i nie troszczyli się o to, co pomyśli o nich wspólnota religijna.
Spojrzenie Jezusa sprawia, że człowiek potrafi porzucić swoje dotychczasowe życie... i pójść za Nim, słuchać Jego słowa, być Jego apostołem, gdy spotyka się z pełnym miłości Jego wzrokiem, wybiera miłość, a porzuca grzech.

Czy staram się szukać w swoim życiu spojrzenia Jezusa?
Czy wierzę w to, że On patrzy na mnie zawsze z miłością?
Czy ufam, że Jego miłość pokona każdy mój grzech?

A jak to było u celnika Mateusza? Rozważmy!
"...on wstał i poszedł za Nim".
Temu, Wszechmocnemu Bogu, spodobało się wybrać na swojego ucznia człowieka pogardzanego przez wszystkich. Bo być celnikiem w Izraelu, to być odsuniętym od swojego Narodu, to zaprzedać się na usługi rzymianom, to być pogardzanym, to stać w świątyni jerozolimskiej z samego tyłu – dziś powiedzielibyśmy – pod chórem. Stać i czekać na zmiłowanie Boże. Być celnikiem, to nie usłyszeć od swoich ziomków żadnego dobrego słowa, nie poczuć żadnego gestu miłości. W pewnym momencie nawet wielkie pieniądze, które celnik posiadał, nie mogły przesłonić rozgoryczenia, żalu. Wykonywał swoją pracę. Ktoś musiał ją robić. A może Mateusz był bardziej litościwym dla innych, niż każdy inny celnik? A może w jego sercu zadrgała jakaś nuta żalu, kiedy przychodziła uboga kobieta, składając pieniądze na podatek, i mówiła: nie mam więcej, nie potrafię więcej dać? Co czuł, siedząc na komorze celnej? Na pewno czuł nienawiść, która emanowała w jego kierunku od jego rodaków przychodzących. Słyszał złośliwe szepty i uwagi. Ale może było też miejsce w jego życiu, był taki czas, kiedy cichutko, kiedy najmniej było ludzi, szedł do świątyni, stawał tak, by nikt go nie zobaczył, by nikt z niego się nie śmiał, i rozmawiał ze swoim Bogiem, i prosił Go o łaskę.
I w tym wszystkim nie mógł nawet przewidzieć, nawet wyobrazić sobie, że pewnego dnia Bóg stanie przed nim, i powie mu: “Pójdź za Mną”, że Ten Bóg, którego wszyscy czczą, który jest Stwórcą nieba i ziemi, przyjdzie i powie: naśladuj Mnie, zostaw to wszystko, co budzi w tobie niepokój, co jest przyczyną twego gniewu, twej zgryzoty, twego żali, i pójdź za Mną, a ja wskaże ci drogę doskonalszą, drogę, z której nie będziesz już chciał zawrócić. Ty, poniżany przez wszystkich, staniesz się Moim świadkiem.
Co musieli czuć prawowierni Żydzi, gdy dowiedzieli się, że jednym z uczniów Jezusa Chrystusa stał się celnik, grzesznik przez nich potępiany i wyśmiewany? Pewnie zawód, rozgoryczenie, a później złość i nienawiść, już nie tylko do Mateusza, ale również do Jezusa. Tylu sprawiedliwych chodziło, a On powołał grzesznika. Tylu modlących się w świątyni, a On przyszedł do tego i powołał tego, który do tej świątyni może ukradkiem wchodził, i wybrał go do wielkiego dzieła. Wielu chciało, by Mistrz z Nazaretu stanął przed nimi i powiedział: “Pójdź za Mną”, tak bardzo fizycznie, bardzo cieleśnie chodź za Mną, patrz na Moje cuda, słuchaj Mojej nauki. Wielu sprawiedliwych nie usłyszało tego, ale ten, w którego sercu było miejsca na Boga, który – mimo wszystko – nie stracił człowieczeństwa, nie sprzedał go za pieniądze rzymian.
Mateusz przez chwilę pewnie się zawahał. Dwie wizje świata: bogactwo, dobra pozycja, a z drugiej strony niepewność, ubóstwo Jezusa, o którym słyszał, brak stałego miejsca zamieszkania, niepewność jutra. Co wybrać? Za czym się opowiedzieć? Ale kiedy spojrzał w oczy Mistrza, zrozumiał, że jeżeli nie pójdzie za Nim, popełni największy błąd w swoim życiu; jeżeli nie zawierzy Mu zupełnie, to nigdy sobie tego nie daruje, że żadne pieniądze świata nie są godne ani zdolne zastąpić tego spojrzenia, tej dobroci, która emanowała od tego Człowieka. Słyszał o Nim wiele. Teraz On pochyla się nad nim i mówi: “Pójdź za Mną”; mówi bez wyrzutów, z łagodnością. A stojący dokoła dyszą nienawiścią, bo wybrał celnika. Jak mogłeś tak uczynić? Dlaczego tak otaczasz się celnikami i grzesznikami? Ja do nich przyszedłem, dla nich. Wy, sprawiedliwi, zawsze jesteście przy Mnie. Czyż nie przypomina nam to przypowieści o synu marnotrawnym i wyrzutów sprawiedliwego syna: Ojcze, całe życie ci służę, nigdy nic mi nie dałeś, żebym urządził sobie chociaż ucztę z moimi przyjaciółmi, a kiedy przyszedł ten grzesznik, to przyjąłeś go. Ten twój syn, to już nie jest mój brat. Twój syn przyszedł, a ty go przyjąłeś, chociaż on wszystko stracił.
Miłość Boga jest niezmierzona. I w tej miłości przychodzi do najuboższych, do nas, których serca są niejednokrotnie zranione, poszarpane, i mówi: “Pójdź za Mną”, a Jego miłość zaczyna leczyć nasze wnętrze. Nie dziwmy się temu, że ktoś po wielu latach nawraca się, że wraca do Boga, nawet jeżeli wiódł życia godne potępienia. Dziwić się należy, jeżeli chrześcijanin nie chce i nie umie zrozumieć, jak wielką miłością Bóg obdarzył grzeszników, że dla grzeszników przyszedł. Sprawiedliwi nie potrzebowali Go aż tak bardzo, ale ci odsunięci na margines.
Bóg, z leczącą miłością, staje dzisiaj przede mną i mówi: “Pójdź za Mną”, już nie tak fizycznie, ale naśladuj Mnie: nie pokładaj całej nadziei w bogactwie, w dorobku swego życia, bo i tak na drugą stronę życia niczego, oprócz miłości, ze sobą nie zabierzesz. Jaką odpowiedź dam Bogu, gdy dzisiaj pochyli się nade mną i wypowie swoje pełne łagodności i miłości “Pójdź za Mną”? Czy zawaham się?
“Jeden jest Bóg i Ojciec, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich”. Ojcze, zadziałaj dzisiaj w moim sercu!


marca 28, 2023

Rozważania wielkopostne - Kimże Ty jesteś, Jezu?

marca 28, 2023

Rozważania wielkopostne - Kimże Ty jesteś, Jezu?

 Z Ewangelii św. Jana
(J 8, 21-30)

Jezus powiedział do faryzeuszów: «Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie». Mówili więc Żydzi: «Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?». A On rzekł do nich: <<Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrze- cie w grzechach swoich. Jeśli bowiem nie uwierzycie, że JA JESTEM, pomrzecie w grzechach waszych». Powiedzieli do Niego: «Kimże Ty jesteś?». Odpowiedział im Jezus: «Przede wszystkim po cóż do was mowie? Wiele mam w waszej sprawie do powiedzenia i do osądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał, jest prawdomówny, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego». A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: «Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM i że Ja nic sam z siebie nie czynię, ale że mówię to, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba». Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.


Refleksja nad Słowem Bożym


Liturgia słowa przygotowuje nas do wydarzeń Wielkiego Tygodnia. W rozmowie z faryzeuszami Jezus zapowiada swoją śmierć. W ich dialogu wyczuwalne jest napięcie, które z czasem będzie narastać. Jednym z kluczowych słów rozważanego dziś fragmentu jest wiara. Autor czwartej Ewangelii, pisząc o wierze, nie ma na myśli tylko czysto intelektualnego uznania Bóstwa Jezusa i Jego zasad. Chodzi raczej o żywą relację zaufania i posłuszeństwa wobec osoby Chrystusa i Jego słów.

Faryzeusze, którzy nie wierzą w Jezusa, tzn. nie są w żywej relacji z Nim, nie ufają Mu, a przez to nie rozumieją ani kim jest, ani o czym mówi. Za bluźnierstwo uważają utożsamianie się Chrystusa z Bogiem, który ich przodkom przedstawił się jako Ten, który JEST (dosł. JESTEM, KTÓRY JESTEM). Jego słowa o odejściu błędnie interpretują jako zapowiedź samobójstwa.

Ta niemożność akceptacji Zbawiciela przez faryzeuszów (którzy byli przecież bardzo pobożnymi" ludźmi) jest przestrogą dla wszystkich wierzących. Żaden bowiem człowiek, nawet ochrzczony, nie będzie do końca rozumiał Jezusa bez właściwej wiary tzn. zażyłej relacji z Odkupicielem i zaufania wobec Niego.

Ponieważ faryzeusze takiej wiary nie mają, nie mogą aktualnie "pójść" tam, gdzie idzie Chrystus. Chodzi o naśladowanie Go, aż po oddanie swego życia. Bez właściwej wiary nie jest to możliwe.

W podobnych słowach Nauczyciel z Nazaretu zwróci się później do swego ucznia Piotra w trakcie Ostatniej Wieczerzy: Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz (J 13, 36). I rzeczywiście Szymon, który zaprze się najpierw Mistrza, później, po Jego śmierci, zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego, będzie Go naśladował aż po oddanie swego życia. Piotr, słabej wiary, nie był w stanie ani do końca rozumieć Chrystusa, ani iść za Nim. Gdy wsparty pomocą z góry Szymon uwierzył - był w stanie pójść „tam, gdzie Jezus". Jezus ostrzega też swoich rozmówców:

Jeśli (...) nie uwierzycie, że JA JESTEM, pomrzecie w grzechach waszych.

Bez żywej relacji z Panem trudno jest wyrwać się ze zniewolenia grzechem. Walka z własną słabością tylko dla jakichś określonych zasad okaże się bezskuteczna.

Dopiero żywa relacja ze Zbawicielem, który miłuje człowieka i pragnie być miłowany, daje wewnętrzną motywację i siłę do prze- zwyciężania zła w sobie.

MODLITWA EWANGELIĄ - ADOROWAĆ MIŁOŚĆ, KTÓRA OFIARUJE SIĘ ZA MNIE


Jezus wie, że czas Jego męki i śmierci jest bliski. Będę kontemplował Jego zatroskane oblicze. Nie chce, abym zmarnował czas łaski. Wsłucham się w Jego mowę. Zostawia mi Słowo, które przygotowuje mnie na owocne przeżycie Wielkiego Tygodnia.

Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać" (w. 21). Jezus przygotowuje mnie na swoje odejście. On zawsze wyprzedza mnie swoją łaską. Idzie umierać za mnie, abym miał siłę pójść za Nim do końca.

Jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach" (ww. 21.24). U św. Jana „wierzyć" oznacza przylgnąć, wejść w zażyłą relację z Jezusem. On bierze na siebie grzech, który uśmierca moją relację z Nim. Potrzebna jest jednak moja wiara w Jego miłość i gotowość na Jej przyjęcie.

Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka" (w. 23). Potrzebuję Jego Słowa, abym mógł odczytywać moją historię życia. Z perspektywy Ukrzyżowanego moja historia jest zbawiona. Potrzebuję Jego spojrzenia, abym mógł to zobaczyć. Potrzebuję przylgnięcia do Jego serca, abym mógł w to uwierzyć.

Ten, który Mnie posłał..." (w. 26-29). Jezus wskazuje mi na Ojca. Wszystko, co uczyni dla mnie w Wielkim Tygodniu, będzie mówiło mi o wielkiej miłości Ojca. Tak bardzo mnie umiłował, że Syna swego Jedynego dał.

Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM" (w. 28). Na krzyżu objawia się Bóg w swoim najpiękniejszym imieniu. Będę częściej kontemplował Ukrzyżowanego i prosił Go, aby przeniknął mnie i przemienił swoją miłością.

Zbliżę się do Jezusa i przytulę do Jego serca. Będę trwał na modlitwie i powtarzał: „Rozpal moje serce Twoją miłością". Powierzę Mu także moich bliskich: Panie, spraw, aby uwierzyli w Twoją miłość" (w. 30).

marca 27, 2023

Rozważania wielkopostne - Chrystus ocala grzesznika

marca 27, 2023

Rozważania wielkopostne - Chrystus ocala grzesznika


Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich.
Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.
Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi.
Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku.
Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz».

Refleksja nad Słowem Bożym 

 
Ewangelia o kobiecie cudzołożnej pokazuje nam Jezusa pod koniec Jego ziemskiego nauczania. Faryzeusze, uczeni w Piśmie, równie jak ludzie prości, wiedzieli o działalności Jezusa. Podążali za Nim, tylko ich cel był zupełnie inny niż prostych ludzi. Tłum podążający za Jezusem po prostu z otwartym sercem słuchał Jego nauki. Przynoszono Mu chorych i opętanych. Proszono o uzdrowienie, a Jezus dokonywał cudów. Wiele fragmentów Ewangelii kończy się stwierdzeniem: Wielu uwierzyło w Niego. Przekonało ich wszystko, co było związane z Jezusem: sposób życia, Jego słowa, cuda...

Faryzeusze zaś i uczeni w Piśmie nie chcieli przyjąć Jego nauki. Oni posługiwali się umysłem, a nie potrafili spojrzeć na Jezusa sercem, przez pryzmat miłości, którą wciąż ukazywał swoim życiem. Dla nich było tylko ważne, czy podobnie skrupulatnie, jak oni, zachowuje Prawo Mojżeszowe, czy też nie. Jeśli nie, to trzeba Mu zabronić głoszenia rzeczy nowych, sprzecznych z tym prawem. Trzeba Go pochwycić i skazać, aby raz na zawsze zamknąć Mu usta, uniemożliwić działanie. A jak jest w moim życiu? Czy wierzę w Jezusa takiego, jakim się sam objawił, opisanego w Ewangelii? Co jest dla mnie ważniejsze: Prawo Boże, czy prawo stanowione przez ludzi? Tym razem Jezus... o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. W tej naturalnej dla Jezusa scenerii, uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie... powiedzieli do Niego... W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty, co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Sytuacja bardzo trudna. Jezus, który głosił miłosierdzie, przebaczenie, będąc wiernym sobie, powinien wstawić się za nią, aby nie robiono jej krzywdy, ale wtedy byłby to powód do oskarżenia za łamanie Prawa. Gdyby jednak zalecił postępowanie zgodne z Prawem, to przestałby być wiarygodny dla tych, którzy uwierzyli w Niego. Cóż więc robi Jezus? Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od star szych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środ ku. Można się zastanawiać, co miało znaczyć to pisanie palcem po ziemi. Niektórzy widzą w tym niewinną, dziecięcą postawę Jezusa, który jak dziecko bawi się tym pisaniem. Inni zaś domyślają się, że Jezus na ziemi wypisywał grzechy. Był jednak o wiele bardziej delikatny, niż oskarżyciele kobiety. Nikogo nie postawił pośrodku, nie mówił głośno jego grzechów, nie wskazywał po imieniu, ale pisał i każdy mógł tam znaleźć swój grzech. Zatem musiał się zawstydzić, a jedyne, co mu pozostało, to odejść. Warto zauważyć, że Jezus nie sprzeciwił się Prawu Mojżeszowemu. Jednak wybrnął z tej sytuacji w genialny sposób. Kazał rzucić kamieniem zgodnie z prawem, ale wtedy, gdy znajdzie się ktoś bez grzechu. Nie było więc podstaw do oskarżenia Jezusa. A kobieta? Musiała zdawać sobie sprawę, że zawiniła i musi ponieść karę. Zapewne wstyd i lęk przepełniał jej serce. Nawet nie prosiła o litość, nie protestowała nie krzyczała... Trudno sobie wyobrazić, co czuła, gdy pozostała sama z Jezusem. A Jezus zapytał: «Kobieto, gdzież [oni] są? Nikt cię nie potępił?». A ona odrzekła: «Nikt, Panie!». Rzekł do niej Jezus «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz!». Jak ja odnoszę się do ludzi łamiących Boże przykazania w sposób jawny? Pragnę ich ukarania, czy Bożego Miłosierdzia, łaski nawrócenia? Czy zdaję sobie sprawę z tego, że też jestem grzesznikiem i dostępuję Bożego Miłosierdzia zawsze, gdy szczerze wyznaję swoje grzechy w sakramencie pokuty? Czy staram się walczyć z pokusami, aby więcej nie popełniać tych samych błędów, nie grzeszyć? Panie Jezu, pomóż mi być miłosiernym i wdzięcznym za Twoje Miłosierdzie dla mnie. Amen.


marca 18, 2023

4. Niedziela Wielkiego Postu (A) – Aby światłość Boża rozświetlała nas

marca 18, 2023

4. Niedziela Wielkiego Postu (A)  – Aby światłość Boża rozświetlała nas
Bracia i Siostry! Święty pustelnik Antoni kiedyś bardzo mądrze pocieszył niewidomego chłopca. Powiedział mu tak: „Mój drogi, ty wprawdzie nie masz takich oczu, jakie mają również kury i gęsi, a nawet muchy i komary. Ale za to masz takie oczy, jakie mają aniołowie – oczy, którymi można oglądać samego Boga i Jego światłość”. Chłopiec ten przeszedł później do historii jako jeden z wielkich myślicieli katolickich IV wieku. Dydym Niewidomy po dziś dzień jest wymieniany we wszystkich podręcznikach patrologii oraz w teologicznych encyklopediach.
I z całą pewnością również dzisiaj wielu jest takich niewidomych, których przepełnia jakieś nadziemskie, duchowe światło. Ale zauważmy, że możliwa jest również sytuacja odwrotna: ktoś może mieć wzrok świetny, wzrok na miarę pilota samolotu odrzutowego, a zarazem być pogrążony w ciemno­ściach, być ślepym duchowo.
Otóż istnieje wielka różnica między człowiekiem, który jest pozbawiony wzroku cielesnego, a człowiekiem zaślepionym, człowiekiem, któremu szwankuje wzrok duszy. Człowiek, któremu nie funkcjonują oczy cielesne, wie, że nie widzi. Czasem nawet potrafi to swoje nieszczęście przemienić w swoją szansę i tym więcej otwiera się na światło duchowe. Natomiast zaślepienie duchowe jest nieszczęściem tak głębokim, że nie da się go przemienić w szansę. Co gorsza, człowiek zaślepiony duchowo nie zdaje sobie sprawy z tego, że jest zaślepiony.
Jeśli tak się rzeczy mają, to każdy z nas może być ofiarą jakiegoś zaślepienia i o tym nawet nie wiedzieć. Toteż staje przed nami niezmiernie ważne pytanie: W jaki sposób szuka się u Chrystusa ratunku od tego strasznego duchowego nieszczęścia, jakim jest zaślepienie? Ale przedtem warto się zastanowić, na czym konkretnie może polegać zaślepienie.
Na przykład mogę nie zauważać mojego bliźniego. Czasem człowiek jest tak zaaferowany różnymi swoimi sprawami, że nie zorientuje się nawet, iż jego własny współmałżonek czuje się bardzo samotny, albo że narasta w nim jakieś rozgoryczenie i poczucie krzywdy. Czasem człowiek bardzo się troszczy o różne potrzeby swojego dziecka, a nie zauważy, że dziecko jest zgłodniałe odrobiny rodzicielskiego ciepła i rodzicielskiej aprobaty.
Nie tylko mogę nie zauważyć potrzeb drugiego człowieka. Mogę rów­nież nie zauważyć i nie docenić darów, jakimi on mnie obdarza. I w ten sposób narasta obcość między ludźmi, czasem nawet między mężem i żoną, między rodzicami i dziećmi. A jeszcze łatwiej nam nie zauważać ludzi innych, ludzi spoza naszej rodziny. Źródłem tego zaślepienia, które czyni człowieka niewrażliwym na potrzeby i dary drugiego człowieka, jest egocentryzm.
Jak widzimy, nie tylko namiętności zaślepiają człowieka. Zaślepia człowie­ka nie tylko nienawiść, nie tylko chciwość, nie tylko niezdrowa ambicja, nie tylko rozpustna pożądliwość. Człowieka zaślepia również egoizm i lenistwo. To nie jest nawet tak. że człowiek zaślepiony uważa się za bezgrzesznego. Zauważył kiedyś z przekąsem La Rochefoucauld, że my nawet chętnie przyznajemy się do małych wad. bo chcemy w ten sposób przekonać samych siebie, że nie mamy wielkich. Tak, największe nieszczęście zaślepienia polega na tym. że człowiek swojego grzechu nie widzi. Jak czytamy w Psalmie 36: „Zaślepiony sam sobie schlebia i nie widzi swej winy. by ją mógł zniena­widzić”.
Często zaślepienie przybiera postać aktywną. Wówczas nie jest tak, że człowiek czegoś nie widzi. Owszem, widzi, ale widzi fałszywie, a jest święcie przekonany, że widzi prawidłowo. Człowiekowi czasem wydaje się wówczas, że jest mądrzejszy od Pana Boga. Wie. jakie jest Boże przykazanie, ale wydaje mu się. że znalazł drogę lepszą od tej. którą wskazuje Pan Bóg. Zarówno całe narody jak poszczególni ludzie już bardzo dużo ucierpieli od takich większych i mniejszych zbawicieli, co to lepiej od Pana Boga wiedzą, gdzie leży dobro i na czym polega szczęście.
Zatem jest nad czym rekolekcyjnie się zastanowić, jeśli w duchu wiary zechcemy wgłębić się w ewangeliczny opis uzdrowienia niewidomego. Zawsze kiedy czytamy o cudach Pana Jezusa, wiara nam mówi, że takie same cuda Pan Jezus chce dzisiaj czynić w nas, we mnie i w tobie. Chce nas uzdrowić również z naszych różnych zaślepień. Bo tutaj sama tylko nasza dobra wola. żeby wyzwolić się z naszych zaślepień, nie wystarczy. Owszem, ona jest niezbędna, bez niej Pan Jezus nie dokona w nas cudu. Ale dopiero cud może sprawić, że w naszych wnętrzach zajaśnieje światłość Boża i że będziemy umieli patrzeć na świat oraz na różne wydarzenia naszego życia naprawdę Bożymi oczyma.
Bracia i Siostry! Spróbujmy wziąć sobie do serca cztery wielkopostne sugestie, jakie wynikają z dzisiejszej Ewangelii. Po pierwsze, spróbujmy więcej zauważać obecność Boga w naszym życiu. Kiedyś świętego Teofila, biskupa Antiochii, ktoś zaczepił: „Pokaż mi tego twojego Boga, boja Go nie widzę”. Na to święty Teofil odpowiedział: Spróbuj pokazać, że ty naprawdę jesteś człowiekiem, a zobaczysz mojego Boga! Spróbuj zachować czystość i czynić sprawiedliwość, a całe twoje życie będzie przepełnione obecnością Boga. I przekonasz się wtedy, że cały świat jest wypełniony światłem obecności Bożej. Bo otworzą ci się wtedy oczy i uszy twojej duszy. Kochani Chorzy! Jak by to dobrze było. gdyby ciężkie doświadczenie waszej choroby pomogło każdemu w Was otworzyć się więcej na obecność Bożą w naszym codziennym życiu!
Drugie wielkopostne postanowienie niech dotyczy naszych bliźnich. Otwórzmy szerzej oczy na drugiego człowieka, bądźmy bardziej uważni. Starajmy się zauważyć radość bliźniego oraz jego lęki i oczekiwania, jego zapracowanie i jego kłopoty. Nie zapominajmy o tym. że moim bliźnim jest również mój własny współmałżonek, mój własny ojciec i matka oraz moje własne dzieci.
Wśród naszych wielkopostnych postanowień niech się znajdzie również serdeczne pragnienie, ażebyśmy na wszystko, co dotyczy dobra i zła, na sens naszego życia oraz na nasze powinności, umieli patrzeć oczyma Pana Jezusa. Ilekroć w naszych poglądach odbiegamy od nauki Pana Jezusa, ulegamy złudzeniu. Ale nie wystarczy uznać to teoretycznie. Trzeba pozytywnie pragnąć tego, ażeby światło Jezusa rozjaśniało wszystkie sprawy mojego życia oraz wszystkie moje poglądy. Tak właśnie było u Matki Najświętszej. Wszystko w Jej życiu było prześwietlone światłem Jezusa Chrystusa.
Czwarte postanowienie, jakie wynika z dzisiejszej Ewangelii, będzie najważniejsze. Mianowicie, niech nam serdecznie zależy na tym, ażeby światłość Boża rozświetlała nas samych. Pamiętajmy jednak, iż żadnym postanowieniem tej światłości w swoje wnętrza nie sprowadzimy. Tą światłością Bóg rozświetla tych wszystkich, którzy oddają swoje wnętrza na świątynię dla Niego.
Nie możemy tej światłości Bożej sprowadzić w swoje wnętrza, ale możemy się o nią ubiegać. Zatem sprawdźmy samych siebie, jak przystępujemy do źródeł laski Bożej: Jaka jest nasza coniedzielna Msza Święta? Czy nie zaniedbujemy Sakramentu Pojednania? Czy nie należałoby czegoś pogłębić w naszym przystępowaniu do Komunii Świętej? Jak ożywić i pogłębić naszą modlitwę? Jak zachowywać w swoim sercu słowo Boże, aby ono w nas trwało i wydawało swoje owoce?
To są bardzo ważne pytania. Jeśli naprawdę chcę prosić Pana mojego Jezusa Chrystusa o wyzwolenie z moich ciemności, pytania te muszę potraktować poważnie. Wówczas On, Zbawiciel mój, z pewnością obdarzy mnie swoim światłem. Co daj Boże nam wszystkim. Amen.

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger