kwietnia 03, 2024

Rozważania Wielkanocne - Poznali Jezusa przy łamaniu chleba!

kwietnia 03, 2024

Rozważania Wielkanocne - Poznali Jezusa przy łamaniu chleba!


Środa w Oktawie Wielkanocny

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza (Łk 24, 13-35)

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.
On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».
Zapytał ich: «Cóż takiego?»
Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».
Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»
W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.


REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Dzisiejszy fragment Ewangelii chce nam pomóc przybliżyć się do obecnego blisko nas Boga i patrzeć na nasze życie w perspektywie Tajemnicy Paschalnej.

Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Bóg przybliża się do nas. Idzie z nami. Czasem jednak nam, jak tym uczniom, o których mówi dzisiejsza Ewangelia, brakuje wiary. Jezus zwraca nam na to uwagę. Jak nieskore są wasze serca do wierzenia. Bóg jednak przybliża się do nas, by nam pomóc, abyśmy zrozumieli Jego plan miłości dla nas. Spotkanie z Chrystusem oświeca umysły i rozpala serca uczniów. Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? To wskazówka dla nas. Bóg na nas czeka. Chce towarzyszyć nam na naszych drogach, wzmacniać wiarę i oświecać nasze umysły. Czy jednak mamy dla Niego czas? Czy świadomie zapraszamy Go do naszych serc, na nasze drogi, do naszych relacji, do naszych rodzin, wspólnot? Czy w pełni korzystamy z bogactwa tego, co oferuje nam wspólnota Kościoła? Czy zapraszamy Chrystusa do serca oczyszczonego przez źródło Krwi Chrystusa - przez pokutę i pojednanie? Czy walczymy o to, by często przyjmować Jezusa w Komunii Świętej?

Czasem, jak uczniowie idący do Emaus, jesteśmy przytłoczeni cierpieniem, krzywdą, może nawet śmiercią bliskich lub znanych nam osób. Nie mamy odwagi ryzykować, walczyć o dobro, uciekamy...

Gdyby Chrystus cierpiał i umarł za nas, ale nie zmartwychwstał - może byłoby to wzniosłe, ale nie dawałoby nam siły, by przyjąć Jego trudne wymagania, by znaleźć siłę i nadzieję. Przez zmartwychwstanie i zesłanie Ducha Świętego, Chrystus wypełnił swoją obecnością świat. Tajemnica Paschalna - przejścia Chrystusa ze śmierci do życia - pomaga nam przechodzić od życia w ciemności do oświecenia, od cierpienia do nadziei, od grzechu do wolności, od egoizmu do miłości...

Gdy zajął miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im...

Uczniowie, zaabsorbowani własną wizją, zamiarami, planami, marzeniami i zawodem, jakiego doznali przez śmierć Nauczyciela, nie dostrzegają pośród siebie Pana. Jezus przechodzi od Słowa do znaku. Jak był do tej pory nierozpoznawany przez uczniów, tak został rozpoznany przy łamaniu chleba.

Jezus nie prowadzi swoich uczniów na skróty. Daje im Słowo. Daje im chleb. Daje im wybór drogi, którą chcą iść. Daje im, wreszcie, przestrzeń decyzji i łączenia faktów. Uczy rozeznawania w sercu na podstawie doświadczeń połączonych z wiedzą. Decyzję o powrocie do Jerozolimy uczniowie podejmują sami. Dostrzegają rzeczywistą wartość ofiary Jezusa Chrystusa.

W Ewangelii widzimy, jak Jezus przeprowadza swoich uczniów od Słowa Bożego do Stołu Pańskiego. Widzimy drogę, a jednocześnie spójność Słowa Bożego i znaku Ołtarza. Widzimy znak Eucharystii - Najświętszej Ofiary sprawowanej już do końca świata jako przypomnienie o żywej obecności Jezusa Chrystusa pośród nas.

Jaką decyzję podejmuję, spotykając Pana Jezusa w Emaus mojego życia?

W innym człowieku, w Słowie Bożym, w Eucharystii?

Jezu, bądź z nami na naszych drogach.

 

kwietnia 02, 2024

Rozważania Wielkanocne - Rozpoznać Jezusa zmartwychwstałego!

kwietnia 02, 2024

Rozważania Wielkanocne - Rozpoznać Jezusa zmartwychwstałego!


Wtorek w Oktawie Wielkanocy

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana (J 20, 11-18)
 
Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.
I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?»
Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono».
Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?»
Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę».
Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!
Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”».
Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Spotkania ze Zmartwychwstałym Jezusem, które opisuje św. Jan, są wspaniale, pełne dynamiki, interesujące i pouczające, ponieważ Boże słowo niesie życie. To jest widoczne i w tym znanym spotkaniu, tak często przedstawianym przez malarzy na płótnie.
 
Poranek zmartwychwstania. Jeszcze jest zmrok i dzień jeszcze nie wstał, a jedna Maria Magdalena już idzie na miejsce, gdzie położy- li Nauczyciela, który zmienił jej życie. W jej głowie snuje się tysiąc pytań. Gdzie On jest, co się stało, jak odnajdę grób?
 
Zmartwiona dochodzi na miejsce, zatroskane oczy pełne łez, nie widzą dobrze. Nagle słyszy pytanie: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?" Maria w swemu życiu już dużo szukała: siebie, innych, szczęścia... Szukała, a została odnaleziona przez Tego, który przyszedł z powodu człowieka i jego zbawienia. 
 
W chwili kiedy ją odnalazł Jezus z Nazaretu, Maria zapominała o wszystkich swoich poprzednich poszukiwaniach i wędrówkach. Została odnaleziona przez życie. Wtedy to ona zaczęła żyć, służyć, zmieniać się i pokorną miłością odpowiadać na Wielką Miłość.
 
Trzeciego dnia rano szuka. Szuka z nadzieją, miłością i wiarą. Anioły odpowiadają na jej poszukiwanie. Ona jednak nie zadowala się tą odpowiedzią.
 
Zniknął. Gdzie mógł zniknąć? Kto Go mógł zabrać?
Najbardziej intrygująca jest scena z ogrodnikiem. Maria nie rozpoznaje, że jest to On, jej Nauczyciel, który na nią tutaj czeka, zna jej myśli i marzenia, widzi łzy w jej oku i sercu. Chwilę potem woła ją po imieniu, głosem, która ma tylko On, jej Rabbuni i Wyzwoliciel. On jest teraz żywy. Zmartwychwstał, a ona zaraz Mu się pokłoni. Wszystko się zmieniło w jednej chwili. Nie ma więcej szukania i łez.
 
Dzięki temu wydarzeniu wróciło życie, szczęście, odnowiła się miłość. Chrystus jest wspaniały, bo kocha człowieka i przeobraża go w nowego, pełnego radości.
 
Nauczmy się poszukiwać, jak Maria, ale i odnaleźć z miłością Jezusa, który zna nasze myśli, marzenia i chce nasze życie uczynić nowym.
 
Rozmowa z Nauczycielem jest radością. Niech ta rozmowa zagości na dobre w naszym codziennym życiu.
 
MEDYTACJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Będę usilnie wzywał Ducha Świętego, aby zaprowadził mnie przed pusty grób i razem z Magdaleną pozwolił mi przeżyć spotkanie z Jezusem zmartwychwstałym.
 
Stanę blisko Magdaleny, która cała w bólu płacze przed grobem. Wsłucham się w jej szloch. W ciszy będę trwał przy kobiecie, która opłakuje największą stratę swego życia.
 
Wsłucham się w rozmowę Magdaleny z aniołami. Zatrzymam się dłużej na jej słowach: „Zabrano Pana mego...". Wczuję się w ton tych słów. Magdalena szuka umiłowanego Jezusa i jednocześnie czuje się bezradna.
 
Magdalena po raz drugi słyszy pytanie „Czemu płaczesz?". Nie rozpoznaje w pytającym Jezusa. Pochylona w bólu nie potrafi dostrzec Tego, którego szuka.
 
W czym najbardziej utożsamiam się z Magdaleną? Co mogę powiedzieć o moim kontakcie z żywym Jezusem w chwilach bólu z powodu przeżywanej straty?
 
Skupię mój wzrok na Magdalenie w chwili gdy słyszy swoje imię „Mario!". Zauważę, jak w jednym momencie zmienia się jej spojrzenie, jej twarz. Jezus pełnym miłości „Mario" wydobywa jej serce z grobu rozpaczy.
 
Czy przeżyłem takie spotkanie z Jezusem, które przywróciło mi życie? Czy pamiętam, jakimi słowami mnie wtedy dotknął? Czy żyją one we mnie nadal?
 
Będę kontemplował Jezusa żyjącego, który wstępuje do Ojca. Zbliżę się do Niego jak Magdalena i z miłością będę powtarzał imię Jezusa, którym najchętniej Go nazywam: mój Zbawicielu, mój Panie, mój Mistrzu, mój Przyjacielu...
 
 

kwietnia 01, 2024

Rozważania Wielkanocne - Chrystus Zmartwychwstały ukazuje się niewiastom

kwietnia 01, 2024

Rozważania Wielkanocne - Chrystus Zmartwychwstały ukazuje się niewiastom


Poniedziałek w Oktawie Wielkanocy

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza (Mt 28,8-15)

Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: «Witajcie!» One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą». Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdy spaliśmy. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami, i trwa aż do dnia dzisiejszego.
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Jakież zdumienie ogarnęło pobożne niewiasty, gdy nagle na ich drodze stanął sam Pan Jezus? Co może się równać z tą radością, pełną jeszcze lęku i niedowierzania, która stała się ich udziałem w ten niezwykły poranek? Św. Mateusz notuje, że uszczęśliwione kobiety, w niemym geście, bardziej wymownym niż wszelkie słowa, pokłoniły się i objęły za nogi Tego, w którego żywą obecność wciąż jeszcze trudno im było uwierzyć.
 
Trudno będzie uwierzyć także Apostołom. Toteż Chrystus posyła je do nich, by pomogły uczniom przezwyciężyć lęk i brak wiary w niesłychaną, doprawdy, nowinę, że oto żyje Ten, którego śmiertelną mękę bolesną i po ludzku haniebną dopiero co, z trwogą i bólem, na własne oczy oglądali. Tak oto, pobożne niewiasty i Apostołowie, stali się świadkami wskrzeszenia z martwych Chrystusa. Oni, i tylko oni.
 
To znamienne, że zmartwychwstały Pan, nie ukazał się tym, którzy Go odrzucili, a następnie posłali na śmierć: arcykapłanom, uczonym w Piśmie, Piłatowi, czy Herodowi. Ukazał się natomiast tym, którzy uwierzyli w Niego, i poszli za Nim jeszcze przed wydarzeniami Wielkiego Piątku; tym, którzy przestraszyli się wprawdzie, pouciekali, gdy nastała godzina władcy tego świata, ale przecież wybrali Jezusa na swego Mistrza, uznali w Nim Bożego Syna, oddali Mu całe swe życie, i dlatego właśnie tak boleśnie przeżywali jego śmierć.
 
Dziś pragniemy cieszyć się, szczególnie uroczyście, zwycięstwem Syna Bożego nad śmiercią, piekłem i szatanem. Chcemy wejść do radości naszego Pana; usłyszeć skierowane także do nas pełne otuchy wezwanie: „Nie bójcie się”. I Chrystus pragnie sprawić, by serce nasze pałało tak, jak uczniom w Emaus; pragnie tego, bardziej jeszcze, niż my sami. Ten tylko jednak spotka i rozpozna Zmartwychwstałego, kto przyznał się do Niego wtedy, gdy wybór Chrystusa oznaczał rezygnację z innych, atrakcyjnych, dóbr tego świata, gdy za życie Jego Ewangelią trzeba było płacić. Bywają okresy, kiedy wiara w Chrystusa wiele kosztuje. Iluż to katolików w Polsce, nie tak dawno jeszcze, płaciło znaczną cenę za wierność Chrystusowi i Ewangelii, zarówno w życiu osobistym, jak i społecznym oraz zawodowym.
 
Co znaczy dziś przyznać się do Chrystusa? W obecnych czasach wyzwaniem dla chrześcijan, jest nie tyle teoretyczny ateizm, ile raczej praktyczny materializm – takie zaprzątniecie głowy i serca dobrami tego świata: karierą zawodową, pomnażaniem pieniędzy, zabieganiem o władzę i popularność, że brakuje już miejsca dla Boga. W Liście apostolskim „Dies domini” 1998 roku, Ojciec św. Jan Paweł II przypomina, że „Czas ofiarowany Chrystusowi nigdy nie jest czasem straconym, ale raczej czasem, który zyskujemy, aby nadać głęboko ludzki charakter naszym relacjom z innymi i naszemu życiu”. Papież ma na myśli, przede wszystkim, świętowanie niedzieli, Pamiątki Zmartwychwstania Pana, ale słowa te odnoszą się do każdej Bogu poświęconej chwili, do codziennej modlitwy, do lektury Pisma św., oraz książek i czasopism pogłębiających naszą wiarę. Czas poświęcony Bogu, to pierwszy, najbardziej namacalny, sprawdzian naszej gotowości spotkania Zmartwychwstałego Pana. Nie spotka Boga ten, kto Go nie szuka.
 
Przyznać się do Chrystusa dziś, znaczy także, przyznać się do Niego wobec innych, bronić Jego Ewangelii tam, gdzie jest ona zniekształcana, lub wprost odrzucana, gdzie wierne jej wyznawanie narażone jest na krytykę, w imię rzekomej nowoczesności. Świadectwo wiary wobec innych, nie oznacza narzucania otoczeniu własnych przekonań, ani tym bardziej pochopnego potępiania kogokolwiek, w imię wyznawanej wiary; oznacza raczej to, by aktywnie włączyć się w dzieło nowej ewangelizacji, by głosić naukę Chrystusa tym, do których nas Bóg posyła, by z pokorną odwagą przy niej trwać, nawet wtedy, gdy inni mówią: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”.
 
Dziś, w sposób szczególny, trzeba nam pamiętać, że Zmartwychwstały Pan, pragnie nas napełnić swoją mocą i radością, i pokojem, pogłębić naszą miłość. Te wartości, jak radość, pokój i miłość płyną z faktu zmartwychwstania Pana, i których nikt nam nie odbierze. AMEN.
 
 

marca 31, 2024

Homilia na Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego - "Miłość silniejsza niż śmierć"!

marca 31, 2024

Homilia na Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego - "Miłość silniejsza niż śmierć"!


Dzień Wielkiej Niedzieli to dzień zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Zmartwychwstał. Żyje! Tak głoszą uroczyste rezurekcyjne dzwony. Można uciekać daleko aby nie słyszeć wielkanocnego Alleluja, ale wszędzie dogoni nas prawda, że Chrystusa nie można zabić, nie można przywalić w grobie, nie można się Go pozbyć. Można nająć kłamliwych ludzi, aby głosili, że Jezusa wykradli uczniowie, że Go nie ma, można Jezusa wymazać z podręcznika, wizerunki zniekształcić, sprowadzić do mitu. Zawsze sporo jest takich, co zarabiają na kłamstwie i oszustwie. Tak jest od dwóch tysięcy lat... przekupić świadków. Mieć na swojej drodze wielu suflerów, którzy podpowiadają wzywając z plakatów: Joga, Hare Krishna... Medytacja transcendentalna... I człowiek, szczególnie młody jest skołowany. Tak wiele propozycji, tak wiele podszeptów. Można również na śmierci zrobić zysk, ale te działania okazują się bezskuteczne, jak straż i kamień przy grobie.

Chrystus żyje i wychodzi na spotkanie z człowiekiem, zwłaszcza z człowiekiem biednym, załamanym, zastraszonym i wątpiącym. I wystarczy jedno słowo Jego - Pokój Wam! - aby wstąpiła w serce odwaga i radość.
Spotkanie ze Zmartwychwstałym Chrystusem zmieniło życie Apostołów - znikła bojaźń. Ufajcie, nie lękajcie się. Szukajcie tego co w górze. Apostołowie jako dobrzy świadkowie będą demaskowali kłamstwo, bo jest w nich miłość do prawdy. Bo prawdą nie jest to co jest, ale to co być powinno... nie poddać się małoduszności i zwątpieniu.
 
Kamień... któż nam odwali od drzwi grobu - pytamy. Kamień gniotący nasze serca... Współczesny człowiek jest poraniony, jego życie rodzinne nie ułożyło się tak jakby chciał. Sam nie potrafi się wyzwolić. Czasem szuka, męczy się w okowach schematów, które sam sobie stworzył, narzucił. „Myśli moje nie są jako myśli wasze". „Idźcie do Galilei". Do Kościoła, „tam Go spotkacie". Chrystus żyje w Ewangelii, w Sakramentach Świętych. Jezus sam nam wyznaczył te miejsca spotkania. Jeśli Go szczerze szukasz, nie trać czasu na wymyślanie i szukanie nowych, oryginalnych dróg wiodących ft do Niego. Zaufaj Mu. Nie zamykaj się na Jego słowo. Szukaj Go na drodze, na którą ci wskazuje. Nie lękaj się. Odwagi. ,,Ramiona sprawiedliwych Pan podtrzymuje". Nie chodź smutny po tej ziemi, nawet jeśli jest to ziemia nadwiślańska.
 
Człowiek potrzebuje uwolnienia, uzdrowienia, odnowy całego życia. Jak ten kamień przy grobie powiązany jest powrozami, skrępowany, chce się sam uwolnić, ale na darmo „kamień wagi wielkiej Żydzi na grób wtoczyli". Jeżeli się uwierzy w moc łaski i Zmartwychwstania, w moc Sakramentu Pokuty, który uwalnia od winy i wyzwala...
 
Trzeba jednak walczyć o wolność ducha – do końca, nie trwać w gro- bach naszych grzechów. „Nie lękajcie się" Chrystus jest z nami, a zarazem przed nami. Wierzymy, ale bardziej ufamy, ale jeszcze bardziej nie w pół drogi... Dziś tylko człowiek bezmyślnie może lekceważyć Chrystusowe słowa i może krzyczeć „Nie"!
 
Cud Wielkiej Niedzieli to cud miłości. To ona wyprowadza z krainy zmarłych Jezusa, ona przemienia Jego Ciało i wprowadza w nowy wymiar życia, w świat czystej Miłości. Ale trzeba udoskonalić miłość swego serca. Jakże biedni są ludzie nie dostrzegający potęgi miłości, którą objawił Chrystus w Wielki Piątek i Wielką Niedzielą. Jakże ciasny i biedny jest ich świat, zamknięty pieczęcią śmierci, której złamać nie potrafią. Jak ubogi jest człowiek, który szuka jedynie źródeł energii w ziemi, w kosmosie, a nie dostrzega jej w swoim sercu. Chodzi o podłączenie serca do Źródła wszelkiej miłości, do samego Boga. Gdy wszyscy chrześcijanie uczynili to z wewnętrznym przekonaniem i świadomością doskonalenia w sobie miłości, Kościół jako wspólnota promieniująca miłością, przeobraził świat. Wielkanocne Misterium - to Misterium miłości, najpotężniejszej energii tego świata, której źródło nie jest z tego świata.
 
Święta Zmartwychwstania Pańskiego szczególnie apelują o zmartwychwstanie sumień. Wiele jest dziedzin życia, które są martwe i woła- ją o powrót do nowego życia. Zmartwychwstania sumień domaga się etyka małżeńska i rodzinna i odnowić się musi zdrowy stosunek rodziców do dzieci, gdyż nieraz zamiast ofiarnej miłości ma miejsce egoistyczne szukanie siebie. Zmartwychwstania wymaga modlitwa i czytanie Pisma Świętego. Odnowy wymaga nasze słownictwo. Co stało się z naszym językiem: Mickiewicza, Słowackiego, Staffa. Nasz słowiański piękny język, wychodzi taki wulgarny, nie ubrany na ulicę naszych miast i wiosek. Zmartwychwstania (i odnowy) wymaga dziedzina życia związana z trzeźwością.
 
Długo trzeba by wyliczać postawy i cnoty, które winny odradzać się w sumieniu polskiej rodziny, aby zmartwychwstanie Polski znalazło pełny wyraz. W takim razie jednak każdy z nas ma w swym osobistym życiu powstać z martwych.
 
Rezurekcyjne dzwony biją mocno i budzą zmysł chrześcijański. Właściwie one nie milczą nigdy. Żyjemy w czasie zmartwychwstania do nowego życia. Zanim nastąpi nasze ostateczne zmartwychwstanie, musi się dokonać zmartwychwstanie w naszych sumieniach. Pascha, czyli przejście Jezusa przez sumienia Ludu Bożego wciąż trwa.
 
Chrześcijańskie święcenie niedzieli zapewnia ten niezwykły proces budzenie sumień. Niedziela każda jest pamiątką Zmartwychwstania Chrystusa. Nazywamy ją pierwszym dniem tygodnia, bo podobnie jak dzień stworzenia świata wszystko w naszym duchowym życiu rozpoczyna.
 
Umocniona nadzieja w każdą niedzielę będzie pobudzać człowieka do wiary. Wiara i nadzieja idą w parze i pozwalają człowiekowi bardziej zbliżyć się do miłości Bożej. Nie będziemy wtedy mieli do czynienia ani z próżną wiarą ani z próżnym przepowiadaniem. Musimy się dzisiaj bać bardzo próżnej wiary, czyli wiary jakby daremnej, nieprawdziwej, koniunkturalnej, pozbawionej siły płynącej ze Zmartwychwstania Chrystusa.
 
Jeżeli kiedykolwiek mówiło się o potrzebie heroizmu w życiu chrześcijan, to trzeba pamiętać, że heroizm może rodzić się wszędzie tam, gdzie chrześcijanie znajdowali się blisko Krzyża i blisko Zmartwychwstania.
 
Spróbujmy więc w te radosne Święta Wielkanocne oderwać się od lęków, zgryzot dnia powszedniego. Radujcie się wszyscy młodzi. Jesteście zdrowi. Potrzebujecie ruchu i bliskości drugiego człowieka, ale jesteście stworzeni dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował.
 
Odwerwijcie się od zmartwień wszyscy, na których spoczywa ciężar życia społecznego i rodzinnego. Jesteście tą częścią wspólnoty polskiej, która doznaje największych rozterek, wahań, lęków. Ale i Wy macie pozwolić, aby blask Zmartwychwstania wyprostował Wasze pochylenie.
 
„Oto dzień, który dał nam Pan" te słowa kieruje Kościół do was - drodzy bracia i siostry, ludzie w podeszłym wieku, spracowani. I Wy macie oderwać się od smutków. Wam przychodzi łatwiej zrozumieć, że Tajemnica zwycięstwa nad śmiercią przeżywana jest na miarę Waszego zawierzenia Bogu.
 
Bo zmartwychwstał Pan! Alleluja, już Go więcej grób nie kryje. Amen.
 
 

marca 30, 2024

Homilia na Wigilię Paschalną w Wielką Noc - Chrystus zmartwychwstał!

marca 30, 2024

Homilia na Wigilię Paschalną w Wielką Noc - Chrystus zmartwychwstał!


Niebo i ziemia się radują Alleluja.
Ze zmartwychwstania Twojego Chryste. Alleluja

Siostry i Bracia w Chrystusie Panu
Gromadzimy się w dniu dzisiejszym na szczególnej Liturgii Kościoła. Jest to szczególna noc, kiedy wspominamy dzieło naszego Odkupienia. W Orędziu Paschalnym śpiewaliśmy, że jej uświęcająca siła oddala zbrodnie, obmywa z przewin, przywraca niewinność, przynosi smutnym radość, rozprasza nienawiść, usposabia do zgody i ugina potęgi.
 
Słowo Boże, które wysłuchaliśmy dzisiaj ukazuje nam dlaczego ta noc posiada szczególną moc. W pierwszym czytaniu usłyszeliśmy opowiadanie o początku świata. Podstawowym przesłaniem tej opowieści jest prawda, która stoi u fundamentów życia każdego człowieka i jego relacji do Boga: Bóg stworzył świat, rośliny, zwierzęta oraz człowieka z miłości. Każdy człowiek nosi w sobie obraz i podobieństwo Boga. To podobieństwo do Boga jest źródłem niepowtarzalności i godności każdego z nas.
 
Jednak przez kłamstwo szatana, grzech wszedł na świat. Szatan zwiódł pierwszych rodziców przez kłamstwo. Uwierzyli oni w złą nowinę, która brzmi: Bóg nie chce waszego dobra. To jest niestety powtarzające się do dzisiejszych czasów kłamstwo złego ducha. Przyjęcie tego kłamstwa pociąga za sobą grzech i jego konsekwencję, czyli śmierć.
 
Grzech prowadzi także do niewoli. Każdy kto grzeszy jest niewolnikiem grzechu. Obrazem tej niewoli jest uciemiężenie narodu wybranego w Egipcie. Tak jak Naród Wybrany nie był w stanie sam wyzwolić się z niewoli Egipskiej, tak również każdy z nas nie jest w stanie sobie poradzić sam z grzechem i jego konsekwencjami swoim życiu. Potrzebujemy pomocy kogoś, kto będzie miał władzę nad szatanem i jego dziełami. Potrzebujemy pomocy kogoś, kto dokonał zwycięstwa nad śmiercią.
 
Takie zwycięstwo odniósł Jezus Chrystus. Tak jak zapowiadali prorocy w Starym Testamencie, co również słyszeliśmy w dzisiejszej Liturgii Słowa, Bóg spełnił obietnicę, że pośle na świat Zbawiciela. Bóg Ojciec posłał do nas, ludzi, kogoś najbliższego Jego sercu – Swojego Umiłowanego Syna. Jezus wziął na siebie grzech każdego z nas i jego konsekwencję – śmierć. Umierając na krzyżu i zmartwychwstając, dokonał dzieła wyzwolenia człowieka z niewoli grzechu.
 
Jezus przyszedł na świat, aby ubogim nieść dobrą nowinę, więźniom głosić wolność, niewidomym przejrzenie, aby uciśnionych odsyłać wolnymi (zob. Łk 4, 18).
 
Co te słowa oznaczają dla nas dzisiaj?
Jakie znaczenie mają dla nas tej nocy, w blasku świecy Paschalnej, która jest symbolem obecności Chrystusa pośród nas?
 
Jezus chce przeprowadzić również ciebie osobiście, dzisiejszej nocy z niewoli grzechu do wolności, z ciemności do światła, z nienawiści do przebaczenia i pojednania. Dokonuje się to przez wiarę w Niego i nawrócenie.
 
W Liście do Rzymian usłyszeliśmy: „Przez chrzest zanurzający w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie, tak jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6, 4).
 
Gdy za chwilę będziesz odnawiać przyrzeczenia chrzcielne, będziesz wyrzekać się szatana i jego dzieł i wyznawać wiarę, jest to szczególny czas w czasie tej świętej nocy, abyś powierzył Jezusowi to co jest dla ciebie zniewoleniem: gniew, pycha, nieczystość, obżarstwo, uzależnienie, zazdrość, niewierność, brak przebaczenia.
 
Gdy będziesz wyznawał wiarę, że Zmartwychwstały Pan jest nad i ponad tym wszystkim, pozwól się poprowadzić do nowego życia. Taki sens ma odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych dzisiejszej nocy.
Zmartwychwstały Jezus obdarza nas tej nocy nowym życiem oraz daje nam prawa nowego życia. Po przejściu przez Może Czerwone, Naród Wybrany otrzymał nowe prawo na nowej drodze życia – Dziesięć Przykazań. Pełne zrozumienie znaczenia Dekalogu jesteśmy w stanie przyjąć tylko w blasku świecy Paschalnej.
 
Dzisiaj Jezus daje tobie nowe życie. To nie jest mit, czy bajka. Życie to stanie się twoim udziałem, jeżeli tylko zechcesz je przyjąć. Przykazania to drogowskazy na tej drodze nowego życia.
Jest jeszcze jedna, Pascha – która czeka każdego z nas.
 
„Czas ucieka, wieczność czeka” – napis na zegarze w Wadowicach, który widział Jan Paweł II i wspominał go po latach.
 
Jezus Zmartwychwstały ukazuje nam dzisiaj tę perspektywę – życie wieczne. Zmartwychwstały Jezus mówi tej nocy do ciebie – odwagi, jam zwyciężył śmierć, więc żyj, zacznij żyć – czas ucieka, wieczność czeka. Ja jestem z Tobą więc odwagi. Tę radosną nowinę obwieszcza nam dzisiejsza Ewangelia, która stanowi zwieńczenie całej Liturgii Słowa.
 
Trzy kobiety z dzisiejszej Ewangelii jako pierwsze dowiedziały się o zmartwychwstaniu Jezusa. Kobiety te wybrały się o świcie pierwszego dnia tygodnia do Jego grobu, niosąc przygotowane wonności, ale zastały odsunięty kamień i pusty grób, w którym nie było już ciała Jezusa. Gdy stały tak bezradne i zdziwione, wówczas zaskoczyły ich słowa dwóch mężczyzn w lśniących szatach: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj, zmartwychwstał”. Idąc za zachętą aniołów, przypomniały sobie słowa Jezusa, w których zapowiadał swoje cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie. I ze zdumieniem stwierdziły, że to rzeczywiście się dokonało. Natychmiast uwierzyły w zmartwychwstanie Mistrza, ponieważ miały mocną wiarę i były bezgranicznie wierne Jezusowi. Kobiety te, pełne radości, wróciły szybko do apostołów, opowiadały o tym, co się dokonało, i mówiły: „Chrystus zmartwychwstał”.
 
Lecz apostołowie nie dawali im wiary i dziwili się słowom kobiet. Jak opowiada Ewangelista Łukasz, Piotr pobiegł zaraz do grobu, by upewnić się, czy rzeczywiście jest on pusty. Gdy nie znalazł tam ciała Jezusa, lecz tylko same płótna, wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało.
 
Nie tylko u Piotra tajemnica zmartwychwstania budzi wielkie zadziwienie i zdumienie, które zwykle jest początkiem wiary. Odczucie zdumienia, zadziwienia, zachwytu nad tajemnicą paschalną towarzyszy przez wieki wyznawcom zmartwychwstałego Pana. Również my w tę paschalną noc, słuchając słów Łukaszowej Ewangelii, możemy uwierzyć na słowo jak kobiety lub przeżywać podobne zdumienie jak apostołowie. Ale trzeba podkreślić, że jedna i druga reakcja może prowadzić do spotkania ze zmartwychwstałym Panem, jak to opowiadają w dalszych słowach Ewangeliści.
 
Od tej paschalnej nocy będzie nam towarzyszyć radosne zawołanie „Alleluja, Chrystus zmartwychwstał”. Będzie ono rozbrzmiewać z mocą w różnych formach i tonacjach przez kolejne tygodnie okresu wielkanocnego. Im bardziej uświadamiamy sobie głęboki sens, jaki nadaje naszemu życiu zmartwychwstanie Jezusa, tym głośniej i z większym przekonaniem możemy wołać: „Chrystus zmartwychwstał”. Tym większa też będzie nasza radość wielkanocna, którą możemy dzielić się z innymi w naszych rodzinach, wśród przyjaciół i znajomych.
 
Dlaczego świętowanie tego wydarzenia może i powinno wnosić radość w nasze codzienne życie? Otóż dlatego, że zmartwychwstanie Jezusa jest najpełniejszym objawieniem mocy zbawczej Boga i Jego panowania nad światem. Jest zwycięstwem dobra nad złem. Jest gwarancją, że ostatecznie prawda zwycięża nad kłamstwem, sprawiedliwość nad niesprawiedliwością, miłość nad nienawiścią, niewinność nad nikczemnością. Zmartwychwstały Chrystus wskazuje na Boga Ojca, który wskrzesił Go z martwych i który czuwa nad światem, a w nim nad każdym, kto słuchając słów Jezusa, wstępuje na drogę budowania królestwa Bożego. To wydarzenie i jego świadome ponowne przeżywanie przywraca wiarę w moc Boga, zachęca do zaufania Mu, do budowania swojego życia w oparciu o Niego, nie zważając na pojawiające się przeciwności.
 
Podobnie jak radość kobiet w wielkanocny poranek, tak i nasza radość jest znakiem, że spotkaliśmy Jezusa. Radość ta płynie z głębszego poznania Jezusa i z doświadczenia Jego łaski w sakramencie chrztu, którego przyrzeczenia za chwilę odnowimy, z miłosierdzia, które przyjęliśmy w sakramencie pojednania i z udziału w Jego boskim życiu umacnianym przez Eucharystię. Radość płynie z tego, że to zmartwychwstały Jezus nieprzerwanie uśmiecha się do nas, a przez nas do innych. Zachęca nas, abyśmy umacniali w sobie tę radość i dzielili się nią z innymi. Być może niewiele możemy dać innym, ale zawsze możemy dzielić się radością. Czasem jedno życzliwe słowo lub przyjazny gest może przemienić czyjś dzień, a nawet pomóc zupełnie inaczej spojrzeć na swoje życie. W ten sposób możemy przybliżyć kogoś drugiego do wiecznego szczęścia, które pochodzi od Boga.
 
Ukochani Bracia i Siostry!
Jutro, w poranek wielkanocny, wyjdziemy ze świątyni, aby w procesji wyśpiewać, że Jezus żyje. Będziemy szli za Jezusem Zmartwychwstałym, obecnym w Najświętszym Sakramencie, który przeprowadza nas w tę noc z niewoli do wolności, ze smutku do radości, z żałoby do świętowania, z ciemności do światła, z poddaństwa do Odkupienia.
 
Tak więc, bracie i siostro, przeżywaj te święta paschalne z zadziwieniem, zdumieniem i radością. Nawet jeśli wstydzisz się swoich upadków i zdrad, to zmartwychwstały Jezus ma moc, aby ci je przebaczyć. On, który jest pełen miłosierdzia i dobroci względem każdego z nas, w tę paschalną noc przypomina ci, że ponad grzech potężniejsza jest Miłość. Potrzeba tylko twojego zawierzenia i świadomego wyboru, może nawet po okresie zastanawiania się, poszukiwania, zdziwienia i wreszcie zdumienia nad tą tajemnicą. Bracia z Taize wraz z młodzieżą śpiewają: „Nie bój się, nie lękaj się, Bóg sam wystarczy”. Przyjmij więc te słowa jako skierowane do ciebie. A zmartwychwstały i żyjący Chrystus także podczas tej liturgii paschalnej powie do ciebie: „Pokój z tobą!”. Powierz więc Jemu swoją drogę, zaufaj Mu, a On sam będzie działał. Odrzuć od siebie wszelki smutek i raduj się z aniołami i świętymi, a to nie ma nic do rzeczy także razem z twoimi najbliższymi, że Jezus zwyciężył śmierć, że zmartwychwstał. Otwórz twoje serce na radość Jego zmartwychwstania i wprawiaj innych w zdumienie i zadziwienie nad Jego miłością i wiernością. Amen.
 
 

marca 28, 2024

Wielki Czwartek - Dar i tajemnica

marca 28, 2024

Wielki Czwartek - Dar i tajemnica

 



 „Dar i tajemnica” to tytuł książki napisanej przez św. Jana Pawła II w 50-tą rocznicę jego święceń kapłańskich. W tych dwóch słowach ten wielki papież zawarł najtrafniej to, co o dzisiejszej uroczystości powiedzieć możemy. Wchodzimy w czas święty. Dziś rozpoczynamy Triduum Paschalne – trzy święte dni – pełne darów i tajemnic, które można nie tylko spróbować odkryć, ale przede wszystkim z wiarą przyjąć i cudownie przeżyć.


Jest wieczór. Powoli zaczyna zapadać zmrok. Na ulicach miasta jest jeszcze gwarno. Wielu ludzi pośpiesznie przechodzi. Wśród różnych odgłosów można usłyszeć i rozróżnić kilka obcobrzmiących języków, którymi posługują się pielgrzymi przybyli z wielu zakątków ziemi na najważniejsze święta w roku. Przychodzą całymi rodzinami. Niektórzy z przybyłych na uroczystości są w świętym mieście po raz pierwszy w życiu. Zwiedzają je, pochłaniając ciekawymi oczyma – podobnie jak czynią to dzieci, kiedy dostrzegą coś, co je zainteresuje. Pielgrzymka staje się dobrą okazją do odwiedzin krewnych i przyjaciół. W całym mieście panuje radosna atmosfera, przepełniona oczekiwaniem. Wszyscy wyczekują świąt paschalnych – świąt najważniejszych dla narodu wybranego. W pierwszym miesiącu hebrajskiego roku, w czternastym dniu miesiąca Nisan, Żydzi obchodzą święto dla uczczenia Pana. Tego dnia należy zabić jednorocznego baranka, jego mięso przyprawić gorzkimi ziołami na pamiątkę niedostatków i ucisków, jakich doświadczano w ziemi egipskiej podczas niewoli. Baranka należy spożyć pośpiesznie, niczego nie zostawiając na później. Jeść należy w postawie stojącej, a krwią baranka należy oznaczyć odrzwia domu, w którym się przebywa. Na pamiątkę wyjścia z niewoli egipskiej, gdzie Bóg przez znaki i cuda ukazywał, że jest ze swoim ludem. Żydzi świętują Paschę zgodnie z tym, co przykazał im Mojżesz: Po wszystkie pokolenia – na zawsze w tym dniu będziecie obchodzić święto (Wj 14, 12).

Na dwa dni przed świętem Paschy do celu swej podróży, dociera również Jezus wraz z apostołami. Przekraczają bramę miasta świętego – Jerozolimy, i wąskimi uliczkami, wypełnionymi jeszcze pielgrzymami, zmierzają do domu, w którym mieszka znany im człowiek. Wchodzą do odświętnie przystrojonej sali na górze. Dwóch z uczniów Jezusa przybyło tu wcześniej, aby wszystko przygotować. Pozostali apostołowie, przekraczając próg owej sali, są zdumieni efektami pracy swoich braci. Sala jest gotowa do świętowania. Apostołowie powoli wchodzą do środka, rozglądają się po sali, którą dobrze znają, a która dziś wygląda nieco inaczej niż zazwyczaj. Jest oświetlona światłem świec i ozdobiona. Na podłodze leżą przygotowane posłania, jak to jest w tradycji ludzi wschodu. Apostołowie powoli i w milczeniu zajmują miejsca na podłodze, przy miejscu, w którym będą spożywać wieczerzę. Wszyscy zdają się jakby instynktownie przeczuwać to, co za chwilę się wydarzy. Uczniowie wyczekują tego momentu w napięciu. W trakcie wieczerzy dzieje się coś, co zapada apostołom nie tylko głęboko w pamięć, ale i w serce. To, co teraz się dzieje na ich oczach, to, czego teraz są świadkami, w przyszłości sami będą powtarzać przez całe swe życie; co więcej, będą tego uczyć innych, których później wyświęcą na biskupów i kapłanów.

Św. Paweł, który kilka lat po zmartwychwstaniu Jezusa i po swoim nawróceniu przybywa do Jerozolimy (Ga 1, 18), aby spotkać się ze św. Piotrem i innymi apostołami, ze względu na trwające wówczas prześladowania, nie może pozostać w Jerozolimie dłużej, niż zaledwie piętnaście dni. Czas ten wystarcza apostołom, aby przekazać mu coś niezwykle istotnego. On sam relacjonuje to w ten sposób: Pan Jezus tej nocy, której został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy, połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę!» Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę!» (1 Kor 11, 23b-25). Te słowa zapisane w Pierwszym Liście do Koryntian były pierwszą modlitwą eucharystyczną, jaką posługiwał się Kościół od samego początku. Kiedy apostołowie sprawowali Eucharystie – Łamanie Chleba – jak wówczas mówiono, wypowiadali słowa Jezusa, które On im polecił wypowiadać podczas ostatniej wieczerzy. Łamali chleb i rozdawali go. Tak, jak czynią to kapłani na całym świecie po dziś.

Apostołowie w trakcie trwania ostatniej wieczerzy również mieli wątpliwości. Jak to możliwe, że chleb staje się Ciałem Jezusa, a wino Jego Krwią? To tajemnica, jedna z największych i najwspanialszych tajemnic, jaką Kościół posiada. Jezus jest nowym Barankiem, którego spożywamy na pamiątkę wyjścia z niewoli grzechu (J 8, 34-36).

Hymn eucharystyczny napisany przez św. Tomasza z Akwinu Adoro Te devote (Zbliżam się w pokorze) dobrze obrazuje to, czego doświadczamy, mając kontakt z Eucharystią:

Mylą się, o Boże, w Tobie wzrok i smak, kto się im poddaje, temu wiary brak, ja jedynie wierzyć Twej nauce chcę, że w postaci Chleba utaiłeś się.

O tym, że Jezus prawdziwie obecny jest pod postaciami eucharystycznymi, zaświadczają wszystkie cuda eucharystyczne, które dokonały się na świecie. Szczególnie głośno zdają się wołać dwa ostatnie, które miały miejsce w naszej ojczyźnie w Sokółce (2008 r.) i w Legnicy (2013 r.). Te cuda zmuszają nas do postawienia pytania nie o to, czym jest Eucharystia, lecz kim jest Eucharystia? Podczas każdej Mszy Świętej kapłan, trzymając w dłoniach kielich już nie z winem, lecz z Krwią Jezusa, już nie chleb, a Jego Najświętsze Ciało, wypowiada słowa: Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Kapłan czyni to, po to, aby pokazać, na Kogo patrzą nasze oczy i Kogo widzi nasza dusza. W języku niemieckim brzmi to jeszcze dobitniej Seht das Lamm Gottes, das hinwegnimmt die Sünde der Welt, czyli dosłownie Zobacz Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata.

Wiele razy nasza ojczyzna przechodziła przez trudne momenty. Wiele razy ciężko było jej się podnieść. W najtrudniejszych momentach naszej wspólnej historii nasi przodkowie wpatrywali się w Jezusa eucharystycznego i u Niego szukali ratunku.

W Małopolsce, nieopodal Tarnowa, w małym mieście Tuchów jest sanktuarium maryjne. W tym miejscu przy klasztorze redemptorystów jest muzeum, a w nim, jednym z najcenniejszych skarbów jest mała patena i kielich do sprawowania Eucharystii. Kielich i patena – dość niezwykłe, choć wcale niewykonane ze szlachetnego kruszcu, nieprzyozdobione drogimi kamieniami. Całkiem proste i jednocześnie bezcenne. Kielichem jest malutka szklana brązowa buteleczka po lekach, a pateną starannie wypolerowane denko metalowego kubka. Zostały przywiezione z rosyjskiego łagru, w którym jeden z redemptorystów jako jeniec w obozie przy ich pomocy w tajemnicy sprawował Eucharystię, która pozwoliła mu przeżyć ten trudny czas. Mówi się, że człowiek zniesie każde „jak”, byleby miał tylko wyraźne „po co”.

Po wieczerzy dzieje się coś, co zdumiewa uczniów jeszcze mocniej, niż to wszystko, co stało się dotąd. Jezus wstaje od wieczerzy. Zdejmuje z siebie wierzchnią szatę i na tunikę przywdziewa prześcieradło. Później nalewa wody do misy. Następnie podchodzi do każdego z uczniów i klęka przed każdym z nich bez wyjątku. Pragnie umyć im nogi. Apostołowie są wyraźnie zmieszani, zawstydzeni. Piotr próbuje się wymówić. Dlaczego Jezus to czyni? On, Pan, wykonuje posługę, która należy do obowiązków najniższych rangą sług. On, Nauczyciel, zajmuje teraz miejsce u stóp swoich uczniów. W Palestynie był zwyczaj, że to uczniowie siadali u stóp nauczyciela, aby się uczyć, aby go słuchać. A tymczasem Jezus, prawdziwy Bóg-Stwórca, klęka przed swoim stworzeniem i chce mu służyć. Po co to czyni? On pragnie pokazać, jak należy kochać. Po łacinie obrzęd obmycia nóg w Wielki Czwartek nazywany jest „Mandatum”, co oznacza przykazanie. Przykazanie miłości, które Jezus pozostawia jako swój testament. Dlatego często podczas dokonywania tego obrzędu chór śpiewa słowa Ewangelii: Przykazanie nowe daję Wam, abyście się wzajemnie miłowali (J 15, 12. 17). Nikt z grona apostołów nie został wykluczony. Wszyscy bez wyjątku uczestniczą w ostatniej wieczerzy: Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził (Mt 10, 2b-4). Dopiero po tym, jak najpierw Jezus każdego z uczniów dopuści do największej tajemnicy, jak każdemu z nich pozwoli uczestniczyć w Eucharystii, a później wobec każdego z nich uczyni ten gest miłości w postaci obmycia nóg, dopiero wówczas Jezus wskaże, kto Go zdradzi.

To czym w swej istocie jest Eucharystia można najkrócej i najtrafniej określić jako dar i tajemnica. Dar, ponieważ nikt na niego nie zasługuje. Jest otrzymywany darmo z łaski Boga za pośrednictwem kapłana. Każda Msza Święta jest tajemnicą, bo nie sposób ogarnąć jej naszym umysłem. Jezus przez to, co dokonało się w Wieczerniku, chce nam powiedzieć, że nie wystarczy tylko z wiarą Go przyjąć w Eucharystii, lecz swoim życiem trzeba zaświadczyć wobec innych o miłości, jakiej od Niego doświadczyliśmy.

marca 09, 2024

4. Niedziela Wielkiego Postu (B) - Kochać miłością płynącą z Chrystusowego Krzyża!

marca 09, 2024

4. Niedziela Wielkiego Postu (B) - Kochać miłością płynącą z Chrystusowego Krzyża!


„
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne".

Siostry i Bracia!
Przepiękne słowa z dzisiejszej Ewangelii. Objawienie i przypomnienie jak bardzo Bóg nas kocha. Tak umiłował świat, tak ukochał człowieka, że nie zawahał się przed posłaniem swojego Syna. Nie ma bowiem większej miłości, niż oddać życie za kogoś. A Chrystus oddał. Nieustannie potrzebujemy przypomnienia prawdy o Bożej miłości. Słowo miłość odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Pragniemy miłości, tęsknimy za nią, potrzebujemy jej w każdym momencie naszego życia i nie ważne ile mamy lat, czy tęskni ktoś za wielką miłością swojego życia, czy potrzebujemy pomocnej dłoni, wsparcia, pamięci w podeszłym wieku. Człowiek nie może żyć bez miłości. Możemy żyć bez wielu rzeczy materialnych czy nawet duchowych, ale nie bez miłości. Jak pisał święty papież Jan Paweł II w encyklice Redemptor hominis: „Jeśli nie znajdziemy uczestnictwa w miłości, nasze życie zatraca swój sens".

O miłości na całe życie marzą ludzie młodzi, dzieci poszukają bezpieczeństwa i miłości u swoich rodziców, małżonkowie każdym dniem starają się wyrażać i na nowo budować swoją wierną miłość, osoby starsze pragną ciepła i czułości ze strony swojego otoczenia. Nieważne ile mamy lat, co robimy, jaki zawód wykonujemy, czy jesteśmy małżonkami, osobami samotnymi - każdy z nas pragnie kochać i być kochanym. Czy jest w tym coś dziwnego? Nie, zostaliśmy bowiem stworzeni na obraz i podobieństwo Boga (por. Rdz 1, 26). Boga, który jest miłością, który jest najdoskonalszą wspólnotą miłujących się Trzech Osób Boskich. „Z miłości powstaliśmy i w miłość musimy się obrócić" (ks. Jan Twardowski).

Jak nauczyć się miłości? Czy jest to w ogóle możliwe? Czy nie jest ona raczej spontanicznym uczuciem wyrywającym się z głębi naszego serca? Miłości przecież nie można nikomu nakazać, ani nikogo do niej zmusić. Benedykt XVI w swojej encyklice o Bogu, który jest miłością wskazuje, że Ten, który powołał nas do istnienia z miłości może wręcz nakazać nam miłość: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem" (Mt 22, 37). Ale to tylko Bóg może ,,nakazać" czy wręcz błagać człowieka o miłość, bo pierwszy nas umiłował. I to miłością bezgraniczną i bezwarunkową. Miłością do końca. Do szaleństwa krzyża. Miłością ponad wszystko. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15, 13). 

Jak nauczyć się takiej miłości? Wpatrując się i kontemplując miłość samego Boga. Niejednokrotnie słyszeliśmy słowa, że „Bóg nas kocha", że Bóg jest miłością". Ale co to znaczy konkretnie w naszym życiu? Jak przeżywamy ową fundamentalną prawdę naszej wiary? Czy trwamy w zdumieniu nad tym niezwykłym wyznaniem Boga? 

W kulturze greckiej, w czasach współczesnych Jezusowi wyznanie, że Bóg kocha człowieka dla wielu było wręcz zgorszeniem i zaskoczeniem. Jak Bóg może kochać człowieka? To niemożliwe i nierealne! Dlaczego? Bo miłość to nic innego jak zachwyt dobrem, to potężna siła, która sprawia, że dążymy do dobra doskonałego. Albo miłość to, co najwyżej wymiana dobra między ludźmi, którzy są sobie równi. Jak więc Bóg może kochać człowieka!? Co on znajdzie godnego swojej miłości w nędznym człowieku!? Jakim dobrem zachwyci się w człowieku, którego sam już wcześniej nie posiadałby!? Nawet tak wielcy myśliciele starożytni, jak Platon czy Arystoteles, którzy w swoich rozważaniach dochodzili do istnienia Boga, nie wierzyli, że Bóg mógłby kochać człowieka. Taki Bóg nie istnieje i nie może istnieć. Jak bardzo mylili się ci wielcy filozofowie! Bóg, który miłuje istnieje, co więcej - tylko taki Bóg istnieje! Bóg, który stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Stworzył „go mężczyzną i niewiastą" i przeznaczył do miłości. Bóg, który po upadku człowieka wychodzi na jego poszukiwanie i woła: „Adamie, gdzie jesteś?" (por. Rdz 3, 9). Bóg nawołuje Adama, aby ten wiedział, że od tej chwili Jego miłość nieustanie, będzie szukała każdego zagubionego stworzenia. Bóg, który nieustannie objawia się w historii i troszczył się o swoje dzieci. Bo istnieje tylko On, który tak „umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (por. J 3, 16).

Siostry i Bracia! W dzisiejszą niedzielę Wielkiego Postu po raz kolejny odkryjmy i przeżyjmy „nowość naszej wiary" - nowość i niezwykłość miłości Boga do człowieka. Słyszeliśmy niejednokrotnie o naszym Bogu w Trójcy Jedynym, że jest wszechmocny, wszechwiedzący, nieskończony. To prawda. Tak jest w istocie jak od wieków naucza nas święta teologia. Ale pamiętajmy, że Bóg nie ma innej wszechmocy niż wszechmoc miłości. To ona jest w stanie przezwyciężyć wszystko, zniweczyć nasz grzech, pokonać śmierć i przeprowadzić nas ze śmierci do życia. Wszechwiedza Boga? Nie lękajmy się jej! Bóg nie podpatruje człowieka, aby „złapać" go na jakimś grzechu. On patrzy na nas z miłością. W swej Wszechwiedzy, wie co kryje się na dnie naszego serca, widzi to dobro, którego my sami niejednokrotnie nie jesteśmy w stanie zobaczyć. „On jest bliżej nas, niż my sami sobie" - powtarzał św. Augustyn. Bóg spogląda na człowieka i widzi to, co dobre. Tak wygląda owa wszechwiedza Boga. Wie o każdym naszym dobru, nawet o tym najmniejszym poruszeniu naszego dobrego serca i żadnemu z nich nie pozwoli zginąć. 

Nieskończoność Boga!? To nieskończoność miłości. „Jedyną granicą miłości jest miłość bez granic" - i o takiej właśnie „nieskończonej miłości mówił nam przed laty, na sopockim hipodromie, Jan Paweł II (por. homilia Ojca św. Jana Pawła II podczas Mszy św. w Sopocie w trakcie podróży apostolskiej do Polski, 5 czerwca 1999).

Ale miłość Boga do nas i nasza do Niego nierozerwalnie jest związana z miłością do człowieka. Jest związana do tego stopnia, że nie ma dwóch przykazań - jest jedno przykazanie miłości - Boga i bliźniego. „Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi" (1J 4, 20) - przypomina nam św. Jan. I tu pojawia się kolejna nowość naszej wiary. Nowość zdumiewająca, a dla wielu wręcz nierealna i niezrozumiała. Chrześcijanin ma miłować bowiem każdego człowieka. Bez wyjątku. Po prostu każdego. „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?" (Mt 5, 46) - nauczał Jezus w Kazaniu na Górze. „Miłujcie waszych nieprzyjaciół" (Mt 5, 44) - konkluduje Chrystus - oto przedmiot i cel miłości chrześcijańskiej. To nie jest jakiś nieosiągalny kres naszej chrześcijańskiej pielgrzymki, to jest początek drogi z Chrystusem. Być chrześcijaninem, to miłować każdego, a przede wszystkim tych, którzy wyrządzają nam krzywdę i popełniają zło. Pięknie to brzmi, ale pewnie każdy z nas zastanawia się jak tego  dokonać. Jak to jest możliwe, aby miłować tych, którzy wyrządzają nam i innym krzywdę? Jakże często pierwszym odruchem na słowa „miłość nieprzyjaciół" jest bunt: „Nie, taka miłość jest po prostu niemożliwa, to nie dla mnie".

Z jak wielkim trudem przychodzi nam miłowanie bliskich osób, a co dopiero kochanie ludzi nam nieżyczliwych! Benedykt XVI w swojej encyklice wskazuje na konkretną przyczynę takiego stanu rzeczy. Nasz sprzeciw wobec miłości nieprzyjaciół płynie ze skojarzenia słowa „kochać" z całym bogactwem uczuć, które towarzyszą naszemu doświadczeniu miłości (por. Benedykt XVI, Deus caritas est, 17). Dla większości z nas miłość kojarzy się z przeżywaniem radości, pogodą ducha, euforią. Miłość to nic innego jak przyspieszone bicie serca wywołane obecnością drogiej nam osoby. 

Siostry i Bracia, ale czy miłość to uczucie? Intensywne uczucie i nic więcej? Uczucia z pewnością towarzyszą miłości, ale nie stanowią jej istoty. I tu leży klucz do zrozumienia chrześcijańskiej miłości nieprzyjaciół. Jeśli przyjmiemy, że miłość jest jedynie uczuciem, czyli emocjonalną reakcją na drugą osobę, to rzeczywiście pokochanie nieprzyjaciół jest niemożliwe. Uczucia są niezależne od mojej woli, są moimi reakcjami na sytuacje zewnętrzne. Nie mogę na siłę wywołać jakiegoś uczucia, zwłaszcza do krzywdzących nas osób. I dlatego trudno sprawić, aby spontanicznie zjawiły się te cudowne emocje na widok tych, którzy wyrządzili nam wielkie lub mniejsze zło. Ale uczucie to nie jest sedno miłości. Pamiętajmy o tym! Kochać to pragnąć autentycznego dobra dla drugiej osoby. Pragnąć i realizować je ze wszystkich sił. Gdy przyjmiemy taką wizję miłości, to pokochanie nieprzyjaciół staje się możliwe. Jeśli ktoś wyrządził nam krzywdę, nie mścijmy się. Nie odpowiadajmy złem na zło. Nie sięgajmy po pomówienia, oszczerstwa i plotki. Domagajmy się sprawiedliwości, ale nigdy - w imię źle rozumianej sprawiedliwości - nie poniżajmy drugiego człowieka. Każdy jest człowiekiem i w każdym należy uszanować jego podobieństwo do Stwórcy, nawet jeśli jego czyny tak mocno obraz ten zatarły. Módlmy się za tych ludzi, bo to także jest przejaw naszej miłości. Błagajmy Boga za czyniących zło, tak jak uczynił to Jezus na krzyżu. „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Kochajmy nieprzyjaciół, nawet jeśli należy potępić ich czyny. Miłość do wroga, nieprzyjaciela polega na udzieleniu mu koniecznego dobra, jeśli w tym momencie go potrzebuje. Nie patrzmy na nasze uczucia i emocje, bo można kogoś nie lubić a jednocześnie autentycznie go kochać! Kochać miłością płynącą z Chrystusowego Krzyża! Amen.

marca 04, 2024

Słowo Boże na Święto Św. Kazimierza, królewicza - Trwajcie w miłości mojej!

marca 04, 2024

Słowo Boże na Święto Św. Kazimierza, królewicza - Trwajcie w miłości mojej!


 Poniedziałek, 3. tydzień wielkiego postu
 
✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali».
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
"To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem".
Coraz częściej w życiu publicznym obserwujemy, że rozumienie pojęcia miłości jest wypaczane. Jest mylnie utożsamiane jedynie ze stanem uczuciowym, a nawet zredukowane do sfery seksualnej. Jezus podczas ostatniej wieczerzy z uczniami zostawia nam „Testament". Nowe przykazanie ustanawia nie tylko prawem obowiązującym, ale też darem dla Boga, innego człowieka i siebie samych. Ten dar Miłości do Boga, innego człowieka i samego siebie jest powszechny - każdy człowiek go otrzymał. Do nas należy rozwijać go w tych relacjach we współpracy z łaską Bożą.
To sam Pan Jezus uczy nas prawdziwej miłości. Nie jesteśmy pozostawieni samym sobie. Uczy nas osobiście, a także przez wzorce świętych. Dzisiaj w sposób szczególny przemawia przykład św. Kazimierza. Ten książę uczy nas, że miłość rozgrzewa serce ucznia do coraz większego miłowania Jezusa Chrystusa.
Jakże piękne przesłanie niesie dzisiejsza Ewangelia. TO WAM PRZYKAZUJĘ, ABYŚCIE SIĘ WZAJEMNIE MIŁOWALI. Jakże dziwne to przykazanie! Cudowne to przykazanie!
Na tym przykazaniu bazuje całe Boże prawo miłości. Na tym przykazaniu opiera się szczęście człowieka, rodziny, zgromadzeń, Kościoła, świata. Takie to proste. W jednym zdaniu zawiera się wszystko. Problem tylko w tym, aby każdy człowiek je przyjął. Problem w tym, aby zostało ono przyjęte w rodzinach, zakładach pracy, społeczeństwach, wspólnotach, państwach. Nie byłoby wojen, rozlewu krwi, zabójstw, łez i tego ogromu cierpienia, jakie zadaje człowiek człowiekowi. W II wojnie światowej miliony zabitych, obozy koncentracyjne, krematoria. Po wojnie choćby w Polsce, miliony zabitych dzieci nienarodzonych, aborcje...
To ludzie ludziom zgotowali ten los! Dlaczego? Bo odrzucono prawo miłości Boga i bliźniego. Odrzucono lub wypaczono, zabrakło też uniwersalności. Jakby różne narody były stworzone przez różnych bogów, jakby człowiek mógł stawiać się w miejscu Boga i oceniać, osądzać drugiego człowieka według własnych kryteriów, a nie według Bożego prawa miłości.
Jezus powiedział do swoich uczniów:
"Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej. Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem".
A jak Jezus umiłował swych uczniów? Po prostu był z nimi! Dzielił ich los, pouczał, wybawiał z opresji... Potem życie oddał za nich, a po śmierci zmartwychwstał i ukazywał się im, bo ich umiłował.
Nas też umiłował. On też przychodzi do nas każdego dnia najpełniej w Eucharystii. Wszyscy spożywamy ten sam Chleb eucharystyczny, pijemy Jego Krew z tego samego kielicha. Jesteśmy braćmi i siostrami, przez Jego Ciało i Jego Krew. Jesteśmy też Jego braćmi i Jego siostrami, gdy pełnimy wolę Bożą. A wolą Bożą jest nasze uświęcenie.
Zatem jak to jest z nami?
Czy umiemy kochać naszych braci, nasze siostry miłością służebną, aż po ofiarę z samych siebie?
Czy naprawdę umiemy wybaczać?
To nie psychologia i ludzkie nauki mają dać nam odpowiedź na to pytanie, ale Jezus Chrystus, który za nas oddał życie, który mimo naszych wad, grzechów, wzlotów i upadków, przygotował nam miejsce w niebie, abyśmy mogli być razem, razem z Nim na zawsze. Nie przebaczył nam tylko w słowach, ale w miłości, która trwa i czeka na spotkanie. Jezus w Eucharystii stal się dla mnie, dla ciebie, darem Miłości, miłości do końca.
Co robię z darem miłości?
Czy rozwijam miłość w relacji do Boga?
Czy rozwijam miłość w relacji do innego człowieka, we wspólnocie?
Czy rozwijam miłość w relacji do siebie samego?
 
MODLITWA DO ŚWIĘTEGO KAZIMIERZA
O, Święty Kazimierzu królewiczu,
Patronie nasz, wzorze cnoty i miłości,
Wysłuchaj naszych próśb i modlitw,
Pomóż nam na naszej drodze ku świętości.
Twoja miłość do Boga była niezwykła,
Twoja troska o biednych i chorych nieskończona,
Pomóż nam naśladować twe przykłady dobroci,
Byśmy mogli wzrastać w miłości i pokorze.
Wskaż nam drogę, jaką należy iść,
Byśmy w życiu naszym zawsze byli wierni,
I daj nam siłę, by pokonywać trudności,
Zawsze ufając w Bożą opiekę i miłosierdzie.
Święty Kazimierzu, módl się za nami,
Abyśmy byli prawdziwymi dziećmi Bożymi,
I doprowadź nas do wiecznej chwały,
Gdzie będziemy razem cieszyć się niebem nieustającym. Amen

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger