kwietnia 09, 2024

Rozważania Wielkanocne - Trzeba się powtórnie narodzić!

kwietnia 09, 2024

Rozważania Wielkanocne - Trzeba się powtórnie narodzić!

Wtorek, II tydzień okresu wielkanocnego

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana (J 3, 7b-15)
 
Jezus powiedział do Nikodema: «Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha». Na to rzekł do Niego Nikodem: «Jakżeż to się może stać?» Odpowiadając na to, rzekł mu Jezus: «Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, co widzieliśmy, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne».
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Wyobraźmy sobie teraz scenerię spotkania Jezusa z Nikodemem, który był faryzeuszem pełniącym ważną rolę wśród Żydów. Wiemy, że Jezus nie był mile przyjmowany przez to ugrupowanie, więc nie byłoby dobrze widziane spotkanie Nikodema z Jezusem. Nic więc dziwnego, że to spotkanie odbyło się w nocy. Widocznie Nikodem, podobnie jak wiele ludzi nam współczesnych, chciał pogodzić dwie rzeczy naraz. Z jednej strony chciał cieszyć się wysokim stanowiskiem i uznaniem, a jednocześnie nie chciał stracić okazji porozmawiania z Człowiekiem, co do którego był przekonany, że pochodzi od Pana Boga. Widzimy, że Jezus zaakceptował tę postawę Nikodema, podejmując z nim rzeczywisty dialog, w którym wyjaśniał mu podstawowe warunki wejścia do królestwa Bożego. 
 
Jezus wypowiedział słowa wtedy jeszcze niezrozumiałe dla Nikodema i jemu współczesnych, mówiące o tym, że trzeba się powtórnie narodzić z wody i z Ducha. Życie człowieka powtórnie narodzonego z Ducha porównuje do wiatru, którego istnienie poznaje się po działaniu, szum wiatru jest słyszalny, ale zarówno jego pochodzenie, jak i cel, do którego zmierza, pozostaje tajemnicą. 
 
Zapewne w tej wypowiedzi Jezus zapowiadał nowe narodziny człowieka odrodzonego do życia w Kościele poprzez sakrament chrztu świętego, który upodabnia nas do Chrystusa, który począł się z Ducha Świętego dzięki Słowu. Trudno się dziwić Nikodemowi, że tej dla nas oczywistej prawdy nie mógł zrozumieć, ale tym niemniej Jezus objawił mu tę prawdę. Dalej Jezus objawił mu cel swego przyjścia, odwołując się do Starego Testamentu, aby wskazać na wypełnienie proroctw dotyczących obiecanego Mesjasza. 
 
Pamiętamy, że wiele wydarzeń ze świata materialnego, które miały miejsce w czasach starotestamentalnych, było zapowiedzią tego, co potem było realizowane w świecie duchowym Nowego Testamentu. Tak i tutaj mamy porównanie wywyższonego przez Mojżesza węża na pustyni, do konieczności wywyższenia Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne, które jest zarówno celem, do którego winien zmierzać każdy człowiek, jak również bezcennym i największym darem Boga, darem wykupionym dla człowieka poprzez mękę i śmierć wywyższonego na krzyżu Golgoty samego Jezusa. 
 
Zatem analogia Chrystusa wywyższonego na krzyżu jest bardzo wymowna. Wystarczy uwierzyć w tego, który przez swoją śmierć zwyciężył szatana ukrywającego się pod postacią węża, jak również zwyciężył śmierć, która była skutkiem jego jadu, to znaczy grzechu. Tu widać jak niezwykle miłosierny jest Bóg, że tak niewiele wymaga, aby znów dać człowiekowi życie wieczne. To wielka nauka również dla współczesnego człowieka, aby mimo grzechu, mimo różnych upadków nigdy nie tracił nadziei i korzystał z możliwości odpuszczenia grzechu.
 
Zdziwienie widoczne na twarzy Nikodema świadczy o głębokim niezrozumieniu słów Jezusa. Nikodem jest „nauczycielem Izraela" i dlatego musi zrozumieć, o czym mówi Jezus. Wie, że w Izraelu człowiek może się narodzić na nowo na sześć sposobów, ale „powtórnie się narodzić" jest dla niego pojęciem nieznanym. Dlatego Jezus próbuje mu to wyjaśnić.
 
Jakże często udziela mi się postawa Nikodema, bo w wielu przypadkach nie rozumiem prostych słów Jezusa, którymi się do mnie codziennie zwraca. Jest On Słowem, które się ucieleśniło, a żeby je zrozumieć, to muszę narodzić się na nowo. Potrzebuję nowego serca, które zrozumie to z boskiego punktu widzenia. Po ludzku nie jest to możliwe. Zwykłej istocie ziemskiej trudno jest pojąć to Słowo, bo w sercu ma tylko to, co ziemskie. Nie widzi nic, oprócz siebie i swoich potrzeb. Nie widzi bliźniego, a co dopiero Boga. To dlatego, że umysł jest zaślepiony sprawami przyziemnymi. Pozostaje jednak wezwanie Jezusa, aby się powtórnie narodzić.
 
Dopóki to wezwanie we mnie wybrzmiewa, to proszę Jezusa, aby przez zanurzenie w Duchu Świętym narodził mnie na nowo. Pozwalam mu przekształcić moje ziemskie człowieczeństwo na duchowe, które będzie przepełnione sprawami boskimi, a nie przyziemnymi.
 
 

kwietnia 08, 2024

Homilia na Uroczystość Zwiastowania Pańskiego - "Oto ja służebnica Pańska"

kwietnia 08, 2024

Homilia na Uroczystość Zwiastowania Pańskiego - "Oto ja służebnica Pańska"


✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
( Łk 1, 26-38)

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Wszedłszy do Niej, anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa». Wtedy odszedł od Niej anioł.
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Tajemnica Zwiastowania Pańskiego powtarza się w jakiś sposób w życiu każdego człowieka. Podobnie jak to było w przypadku Maryi, Pan Bóg pragnie wejść w dialog ze wszystkimi swoimi dziećmi, zapraszając je do udziału w dziele zbawienia. Podawany dziś przez Kościół fragment Ewangelii ukazuje nam, jak wygląda ta komunikacja.
 
Maryja, do której Bóg posyła swego Anioła, nie była - w oczach ówczesnych ludzi - kimś wyjątkowym. Była młodą, prostą, wiejską dziewczyną. Dlaczego akurat Bóg wybrał Ją - pozostanie tajemnicą. Być może dlatego, żeby pokazać światu, iż Stworzyciel pragnie być w dialogu z każdym człowiekiem, również tym, który czuje się nic nie znaczącym. Inicjatorem nawiązania takiej relacji jest Ojciec Niebieski. To On robi „pierwszy krok" w kierunku człowieka. To On posyła swoje słowo za pośrednictwem zwiastuna.
Jeśli przyjrzymy się własnemu doświadczeniu, odkryjemy, że Pan wielokrotnie i w różny sposób przemawiał do nas. Czynił to i wciąż czyni poprzez Pismo Święte, słowa kaznodziei i rekolekcjonisty, poprzez wewnętrzne natchnienia, świadectwo drugiej osoby, piękno przyrody... On ciągle, nie czekając na inicjatywę ludzi, próbuje nawiązać z nimi zbawczy dialog.
 
Pierwsze słowa Anioła z dzisiejszej perykopy są pewnego rodzaju pochwałą Maryi. Wysłaniec z nieba mówi, że Maryja jest łaski pełna, błogosławiona między niewiastami i że Pan jest z Nią. Podobnie Stwórca dostrzega i pochwala dobro, które jest obecne w każdym ludzkim istnieniu. On rozpoczyna dialog od dostrzeżenia L i pochwały dobra w swoim Dziele.
Maryja nie ukrywa zmieszania, rozważa znaczenie usłyszanych słów. Nie jest osobą lekkomyślną, ale ostrożną i rozeznaje prawdziwość tego, czego doświadcza.
 
Odpowiedź wysłańca Boga na wątpliwości i lęk Maryi, jest pełna wyrozumiałości i szacunku wobec tego, co Niepokalana czuje i przeżywa w tym momencie: Nie bój się, Maryjo...
 
Słysząc, że ma zostać matką, Miriam, pyta jak się to stanie, skoro nie mieszka jeszcze i nie współżyje z mężem. Anioł wyjaśnia, że będzie to wynikiem szczególnego działania Boga. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że za „zdradę" już w okresie narzeczeństwa Maryi grozi śmierć. Z pewnością zapowiedź Archanioła budziła w Niej wiele pytań i wątpliwości, np. jak wytłumaczy swój stan Józefowi, jak On zareaguje, co się z Nią stanie?
 
Na potwierdzenie prawdziwości swych słów, Gabriel wskazu- je na fakt zajścia w ciążę podeszłej w wieku krewnej Maryi. Taki „zewnętrzny" znak miał utwierdzić Maryję w przekonaniu, że to, czego aktualnie doświadcza, nie jest halucynacją, ale rzeczywistością i prawdą. Podobnie dzieje się w życiu duchowym każdego wierzącego. Pan Bóg, chcąc zakomunikować człowiekowi swoją wolę, czyni to różnymi kanałami poprzez wewnętrzne natchnienia i zewnętrzne znaki, które potwierdzają prawdziwość tych pierwszych. Gdy Maryja rozumie, że to, co się dzieje, nie jest tylko wytworem Jej wyobraźni, ale rzeczywistym działaniem Boga, akceptuje Jego wolę: "Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!"
Scena zwiastowania ukazuje pełen miłości i szacunku dialog pomiędzy Bogiem i człowiekiem.
Wszechmocny nigdy człowieka do niczego nie zmusza. Pragnie, aby Jego dziecko odpowiadało w wolności na Jego wezwanie.
 
Uroczystość Zwiastowania Pańskiego jest nam dana, abyśmy przyjrzeli się „Błogosławionej między niewiastami". Ona jest naszą Matką. W sposób tak bardzo osobisty i indywidualny modlimy się w jednej z modlitw: pośredniczko i orędowniczko, pocieszycielko. Dzięki Niej możemy doświadczyć mocy Boga w naszym życiu, bo Ona jest najbliżej źródła, najbliżej serca Boga. Maryja, ze swoją zdolnością kochania Boga i wypełniania Jego woli, wynosi wszystkie kobiety na poziom niebiański.
 
Dziś jest ten dzień, w którym Kościół pragnie podkreślić wyjątkowość kobiety jako takiej. Każda kobieta jest wyjątkowa przez to, że jest matką, albo potencjalnie stanie się nią w przyszłości. Maryja przez to, że przyjmuje Syna Boga do swojego łona, jest dumą wszystkich kobiet, które z odwagą przyjmują dar macierzyństwa, ale i ucieczką dla tych kobiet, które utraciły tę godność.
 
Podziękujmy dziś Bogu za wszystkie spotkane kobiety. Podziękujmy za nasze mamy.
Niech Bóg będzie uwielbiony za Maryję i za swój plan zbawienia, który mógł zrealizować przy Jej pomocy.
 
 

kwietnia 06, 2024

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Miłosierdzia Bożego - Pokój Wam.

kwietnia 06, 2024

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Miłosierdzia Bożego - Pokój Wam.

Zatrzymujemy się dzisiaj nad niezwykłą tajemnicą miłości Boga do człowieka - tajemnicą miłosierdzia. I słyszymy: „Pokój wam" – to znaczy, nie lękajcie się, bo nie jesteście sami. Nieważne, że mogą przyjść trudności, cierpienie, śmierć. Czuwa nad wami Duch Boży. Inaczej - jesteśmy w potężnych rękach Pana Boga...

Miłość jak miłosierdzie może tworzyć – i niszczyć. Może łączyć i dzielić oraz może otwierać widok na cały szeroki świat. Jest hałaśliwa i krzykliwa, o której głośno w mediach, i jest miłość dyskretna, subtelna, która nie lubi reklamy, owszem, która traci całe swoje piękno, gdy jest rozgłaszana i podziwiana.

Jest miłość siebie, która nawet w drugim człowieku zdolna jest widzieć tylko siebie – i miłość, która pragnie dobra i szczęścia drugiego człowieka, nawet z pominięciem siebie. Jest miłość i Miłość - ale tylko jedna z nich godna jest być tym najpiękniejszym ze wszystkich słów w języku ludzkim. Miłość, która wyszła od Boga i przyszła do człowieka. Miłość, która nas zrodziła, wychowała i w imię tej jednej miłości miłosiernej zabierze nas kiedyś do Boga. Aby jednak uwierzyć w miłość miłosierną, trzeba odkryć Boga. A Boga można odkryć dwojako - poprzez kosmos, czyli przez całą scenerię świata i poprzez Jezusa Chrystusa. Szukając Boga poprzez kosmos, jak mówi autor encykliki o Bożym miłosierdziu Jan Paweł II, poznajemy Boga, ale go nie widzimy. Szukając Boga poprzez Chrystusa, widzimy Boga, bo powiedziano: „Kto mnie widzi, widzi Ojca". W Chrystusie widzimy Boga bogatego w miłosierdzie. Widząc Boga bogatego w miłosierdzie, sami stajemy się miłosierni.

Tylko pytanie: Co ma zrobić człowiek, w którym zachwiała się wiara w Boga z powodu doznanych cierpień? Jest takie wyjście: Odkryć, że cierpienia bliźnich są większe, niż własne bóle, bo nie ma innej wiary w Boga bogatego w miłosierdzie jak bycie samemu miłosiernym. Trzeba pamiętać, że adresatami encykliki o Bożym miłosierdziu są przede wszystkim sami cierpiący, a następnie ci, którym los cierpiących nie jest obcy. Nie są adresatami ci, którzy z takich czy innych powodów stoją u progu Kościoła.

Miłosierdzie nie jest kategorią emocjonalną, ale moralną. Nie chodzi o to, aby być litościwie nastrojonym do ludzi, służąc im drobną jałmużną. Być miłosiernym to przede wszystkim wyrzec się postawy walki i wydobyć na jaw to, co w człowieku dobre dla dobra innych. Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty napisała: „Miłosierdzie w domu się zaczyna... kiedy dzielimy się tym co mamy".

Nasza cywilizacja choruje. Jej tragizm polega na tym, że dziś idea sprawiedliwości jakby się wyczerpała, chociaż mamy w rękach takie środki, którymi niestety nie potrafimy się porozumieć. Wiedzieli o tym już starożytni, że zasada sprawiedliwości daje się łatwo nadużyć. Mówili: „Summum ius summa iniuria - szczyt prawa to szczyt bezprawia". W imię motywów rzekomej sprawiedliwości niejednokrotnie niszczy się drugich, zabija, pozbawia wolności i elementarnych praw. Zasada sprawiedliwości oderwana od zasad etycznych i ich wartości, może wprowadzić prawo odwetu. „Oko za oko, ząb za ząb". Skoro mnie jest źle, to i tobie tego samego życzę. Ja głoduję, głoduj i ty. 

Bóg oczekuje od nas, aby ten, kto sam doznał miłosierdzia, też darował swoim dłużnikom... Ponieważ każdy z nas ciągle narusza sprawiedliwość i ciągle oczekuje miłosierdzia. Nie wszystkie sprawy, konflikty, krzywdy da się wyrównać przy pomocy sprawiedliwości. Istnieje bezmiar zła i krzywd, które są nie do wyrównania; bezmiar, który może zostać wyrównany jedynie przez miłosierdzie Boga i miłosierdzie człowieka.

Przestrzegał kiedyś bł. Boży kard. Stefan Wyszyński: „Obyśmy w poszukiwaniu sprawiedliwości nie spodleli". A można spodleć przez dochodzenie swego za wszelką cenę! W naszej pracy codziennej, we współżyciu, w pracy społecznej i apostolskiej ma to olbrzymie zastosowanie, tylko że zazwyczaj występują tu razem sprawiedliwość i miłosierdzie. 

Sprawiedliwość nie widzi tego, co widzi miłosierdzie. Miłosierdzie rodzi się z miłości. Bóg jest miłosierny w nieskończoność, ale musi być sprawiedliwy, jeżeli ma uratować swoją doskonałość. Bo gdzież szukać sprawiedliwości, jeśli nie u Boga?

„Przez wieki miłosierdzie Jego" - powtarzamy w psalmie. Boże miłosierdzie „zwycięża sprawiedliwość".

Chrystus staje wobec uczniów zalęknionych w Wieczerniku i mówi: „Pokój wam". Przebity bok. Tomaszu dotknij. Miłosierdzie Jego jest potężniejsze od wszelkiego zła i dźwiga człowieka nawet z największych upadków, grzechów, zwątpień, braku wiary...

Doświadczenie życiowe ukazuje, że człowiek zawsze potrzebuje tego miłosierdzia, nawet wtedy, gdy tego sobie nie uświadamia. W poczuciu swej bezradności i ze świadomością popełnionej winy zwracał się z pokorą do Boga król Dawid wyznając: „Zgrzeszyłem przeciw Tobie, Boże" (2Sm 12, 13). Człowiek pogrążony w nędzy moralnej, jeśli szczerze żałuje i jest świadomy tego, że Boga obraził, to pragnie doznać miłości miłosiernej Boga. Pełnia tej miłości miłosiernej objawiła się w tajemnicy Krzyża. Jezus wziął na siebie nasze winy, grzechy i stał się ofiarą przebłagalną, aby nas pojednać z Bogiem Ojcem.

Jezus Chrystus przez św. Faustynę Kowalską zechciał przypomnieć współczesnej ludzkości prawdę biblijną o miłości miłosiernej Boga, że Bóg kocha nas w naszej biedzie, kocha nas oszukanych i często uwikłanych w zło dzisiejszego świata. Im większa nędza człowieka, tym większe jest pochylenie się Boga nad nim. Oto słowa św. Faustyny zapisane w Dzienniczku: „Obudziła się w mojej duszy wielka ufność w miłosierdzie Boże, że choćbym miała na sumieniu grzechy całego świata... to jednak nie wątpiłabym o Bożej dobroci, ale bez namysłu rzuciłabym się w przepaść miłosierdzia Bożego, które jest dla nas zawsze otwarte...".

Jest otwarte także w sakramencie pokuty. Uznanie grzechu jako swej winy wobec Boga nie tylko nie gasi chrześcijańskiego optymizmu życia, ale przez proces nawrócenia prowadzi do wyzwolenia, przebaczenia i pojednania z Bogiem.

Angielski pisarz Chesterton wyznał, że dlatego przeszedł na katolicyzm, aby się mógł dobrze wyspowiadać Bogu w obecności kapłana - spowiednika, który jest „ikoną Jezusa Chrystusa".

Młody student Rodion Raskolnikow z powieści Fiodora Dostojewskiego Zbrodnia i kara, nękany straszliwymi wyrzutami sumienia z powodu dokonania morderstwa na staruszce lichwiarce i jej córce, chciał się pozbawić życia. Idąc za radą życzliwej mu osoby, nie popełnił jednak samobójstwa, ale stanął na rozstaju ulic, ucałował ziemię, którą splugawił i pokłoniwszy się całemu światu na wszystkie strony głośno zawołał: „To ja zamordowałem". To wyznanie publiczne rozpoczęło w nim proces przemiany i wynagrodzenie za zbrodnie.

Ludzie współcześni zatracają poczucie grzechu, bawią się nim i przechwalają. Prowokatorzy próbują go nawet ubarwiać, aby był bardziej atrakcyjny niż dobro. Zacierają też granice pomiędzy dobrem a złem. Usiłuje się w sposób prymitywny i żartobliwy przekonać innych, że to co daje korzyść, przyjemność i na co mamy ochotę nie może być złem. Próbuje się demagogicznie przekonywać, że już samo mówienie o grzechu stresuje człowieka, powoduje nerwice, frustracje, lęki i depresje. Niestety, ale grzechy i nieprawości zaślepiają człowieka do tego stopnia, że uniemożliwiają mu zdolność widzenia siebie w prawdzie.

W dobie szczególnej niechęci do Kościoła, a zwłaszcza do księży, trzeba spokojnie i ze szczególną cierpliwością wsłuchiwać się w problemy i pretensje ludzi.

Boże miłosierdzie nie może być zachętą do grzeszenia, ale do nawrócenia. Księga Syracha upomina: „Nie mów zgrzeszyłem i cóż mi się stało? Albowiem Pan jest cierpliwy. Nie bądź tak pewny darowania win, byś miał dodawać grzech do grzechu. U Niego jest miłosierdzie, ale i sprawiedliwość..." (Syr 5, 4-7). Mocne słowa, ale to Bóg mówi.

Dlatego dobrze, że jest taka Niedziela Bożego Miłosierdzia, bo nawet nie domyślamy się, ilu ludzi żyjących wokół nas, nawet tych na co dzień pogodnych i uśmiechniętych potrzebuje Bożego miłosierdzia. Jakże często u podłoża wielu depresji, buntów, odejścia od Boga, od Kościoła, leży właśnie jakiś duchowy dramat wynikający z zagubienia Bożej, przebaczającej dobroci.

Jakże jednak przyjemny staje się szept modlitwy: „Dla Jego bolesnej męki - miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. Wydaje się, że to taka monotonna modlitwa dla babć. Obyśmy nie ulegli złudzeniu.

Na całym świecie kult Bożego miłosierdzia wskazuje na godzinę piętnastą, jako Godzinę Miłosierdzia. Gdzieś nawet na Filipinach produkuje się zegarki, które dyskretnie przypominają ich właścicielom, że mija właśnie godzina piętnasta i że o tej godzinie przerywany jest na chwilę program telewizyjny. Wyobrażacie sobie, co by się stało w naszym katolickim kraju, gdyby coś takiego zastosowano?

Dlaczego i skąd taka popularność nabożeństwa do miłosierdzia Bożego? Z prostej przyczyny ludzie chcą odczuć Bożą dobroć i chcą, aby w Kościele więcej mówiono o dobroci Boga. Bo łatwo zauważyć, że cała historia zbawienia to przede wszystkim historia miłosierdzia Bożego. Objawiając się Mojżeszowi nazwał siebie „miłosiernym, litościwym, cierpliwym, bogatym w łaskę i wierność, zachowującym swą łaskę na tysiączne pokolenia, przebaczającym niegodziwość, niewierność, grzech" (Wj 34, 6-7). Żaden przymiot Stwórcy nie jest tak mocno podkreślany w Biblii, jak miłosierdzie.

Kończę słowami  św. Jana Pawła II, które wypowiedział 7 czerwca 1997 r. w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach: „Nic tak nie jest potrzebne człowiekowi, jak miłosierdzie Bo- że - owa miłość łaskawa, współczująca, wynosząca człowieka ponad jego słabość ku nieskończonym wyżynom świętości Boga". Amen!

kwietnia 06, 2024

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Miłosierdzia Bożego - „Jezu, ufam Tobie"

kwietnia 06, 2024

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Miłosierdzia Bożego - „Jezu, ufam Tobie"

Umiłowani w Chrystusie i Maryi...! 

Czytamy w dzisiejszej Ewangelii, że miejsce przebywania uczniów Chrystusa wypełniają: lęk, zagubienie, świadomość zdrady i ta samotność chociaż Apostołowie są razem... 

Wydarzenie opisane w Ewangelii nie jest jedynie wspomnieniem z przeszłości, to również i nasza sytuacja ludzi wierzących, których serca nękają różne rozterki, łączy nas nieraz smutek i bezradność, a pytanie ciężkie jak kamień grobowy - gdzie jest Nauczyciel, Mistrz - nie jest pytaniem tylko retorycznym! Dalekość Boga – to nie jest jedynie problem ateistów. Nieobecność Boga zostaje zastąpiona uciążliwą obecnością zwątpienia. A myśmy się spodziewali...  Jednak drzwi zamknięte z obawy przed Żydami, smutek i zagubienie człowieka nie są w stanie zagrodzić Drogi Miłości Jezusa do ludzi. Tak jak kiedyś Uczniowie, podobnie i my wszyscy Wielbiący Jego Obecność w Święto Miłosierdzia, przeżywamy jeszcze raz prawdę, że zaufanie Bogu mierzy się otwartością umysłu i serca! Mierzy się ufnością do Kogoś kto zna człowieka i kocha Go. Jest Nim: Jezus Chrystus jedyny Zbawiciel świata, wczoraj, dziś i na wieki! 

Troska Boga o człowieka jest miarą Jego Miłosierdzia. A wiemy, że Jest ona bez miary! Przychodzi Chrystus i mówi: „Nie bój się, nie lękaj się. Ja jestem z Tobą. Do błogosławionej Siostry Faustyny, a przez Nią do każdego z nas, do Polski i całego świata kieruje przesłanie: „Nie lękaj się... O, jak droga Mi jest dusza Twoja. Zapisałem Cię na rękach swoich i wyryłaś się głęboką raną w Sercu Moim". Pozwól, niech wejdą do duszy Twojej promienie łaski - one wprowadzą światło, ciepło, życie. 

Na tej pustyni duchowej, w krainie wielkiego zwątpienia i niedowierzania, wśród ludzi bez poczucia winy, którzy przy pomocy gładkich słów i w białych rękawiczkach potrafią tak udręczyć człowieka, wśród tylu zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych - staje Chrystus z Orędziem Miłosierdzia i mówi: W tym Świecie istnieje Miłość potężniejsza od jakiegokolwiek zła, które dotyka człowieka. „Daję ludzkości ostatnią deskę ratunku, to jest ucieczkę do Mojego Miłosierdzia". 

Wstrząsająca tajemnica Bożego Miłosierdzia przekazana prostej polskiej zakonnicy w czasie wielkiej pogardy i poniżenia człowieka przez systemy nieludzkie, faszyzmu na zachodzie, komunizmu na wschodzie... 

Z Polski wychodzi na cały Świat Ewangelia Miłosierdzia, Wyzwolenie Człowieka! 

Bóg w Swoim Miłosierdziu „szanuje naszą wolność" - jest cierpliwy i gotowy zawsze przyjść z pomocą do człowieka cierpiącego. Pełnia Bożej Miłości sprawia, że cierpi On z potrzebującymi ratunku; zaradza... Nie godzi się na zło nie tylko fizyczne, ale moralne, na grzech... posyła Swoich Proroków, daje szczególne miejsce uzdrowień duchowych - Sanktuaria... Takim jest Nowe Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim - na trasie Warszawa - Poznań, a przede wszystkim Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie - Łagiewnikach. 

Największa nędza: to być bez Boga i ryzykować, że tak będzie wiecznie. Trzeba wiele mądrości samego Boga, żeby zrozumieć bliźniego, przewidzieć jego potrzeby i zaradzić im. 

Istnieje wielka różnica między miłosierdziem, a litością, która niekiedy sprzymierza się ze złem, jest ustępstwem wobec ludzkich słabości i samowoli. Godzi się na grzech. To nie jest miłosierdzie, ale najgorsza forma okrucieństwa, pobłażania – krzywdzi się tego człowieka, którego darzy się pozorami prawdy, albo fałszywą Miłością! Mówi 

Miłosierny Bóg: Kocham Ciebie Człowieku! Dlatego nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż, nie kłam... Bądź wolny a nie uzależniony od swoich słabości... i pseudowolności...  Wyzwolenie przez prawdę czynioną w miłości jest dziełem Miłosierdzia... Jest odnalezieniem właściwej ścieżki do kapliczki, która jest w sercu każdego człowieka. 

„Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli pomoc w stosownej chwili". Miłosierdzie to ogień płonący w sercu Boga! Powie Jezus do Siostry Faustyny: „Palą mnie płomienie Miłosierdzia..." „Pragnę, aby Święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W tym dniu są otwarte wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski. Niechaj się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat". 

Tylko Bóg - potrafi odnaleźć człowieka od wewnątrz. W spojrzeniu Miłosiernego Jezusa odnajduje człowiek siebie, swoją godność, bo grzech mój został ukrzyżowany i pokonany przez Wielką Miłość..., która wyraziła się na Krzyżu i Zmartwychwstaniu - bez tego życie chrześcijańskie nie ma korzeni, ani sensu! Tak kocha Bóg! - odnajduje nas! tam i takich, gdzie żaden człowiek nie może nas dosięgnąć. 

„Wspomnijcie na Mękę moją" - mówi Jezus do Siostry Faustyny: „Jeżeli nie wierzycie Słowom Moim - wierzcie przynajmniej Ranom Moim". Tylko trzeba uznać swój grzech, swoją biedę... Zawołać: Przyjdź Panie! 

Miłosierdzie Boże od Chrystusa poprzez ludzi idzie dalej... od serca do serca... jak światło i ciepło idzie na cały świat... Siostra Faustyna przez Orędzie Miłosierdzia - jest najbardziej znaną na całym świecie spośród wszystkich świętych polskich. Siostro Faustyno co Ty, uczyniłaś... że do Ciebie idzie cały świat? 

A Ona wskazuje na Miłosiernego Chrystusa... Źródło Pokoju! Woła Jezus żyje... on Ciebie kocha... Ziemio, nie zapomniał o Tobie. Trzeba pokonać niedowierzanie, podejrzewanie i jak Tomasz - stale otwarta rana nieufności: - upaść na kolana i zawołać: „Pan mój i Bóg mój". Jezu, ufam Tobie! 

Wtedy człowiek na wszystko nagle spojrzy inaczej. Wierzy już nie tylko w Boga, ale wierzy Bogu, temu wszystkiemu co On mówi, czyni! 

Przyjmujemy Dar Miłosierdzia z wdzięcznością, nadzieją i z miłością pytamy co mamy czynić? Jezus odpowiada: Módlcie się - czyli słuchajcie i wypełniajcie to wszystko, co przekazuje Wam Bóg - przez Swój Kościół! 

Odmieńcie swoje myślenie, świadomość, wynagradzajcie za grzechy zwłaszcza - zabijania nie narodzonych. Bądźcie świadkami życia. 

Proście o moc, aby Ci którzy czynią prawdę w miłości - wytrwali, a zniewoleni kłamstwem zostali uwolnieni. 

Polsko wróć do Chrystusa Jedynego Pana i Odkupiciela, który Ciebie nigdy nie oszukał i nie opuścił. 

Nie bądź niewolnicą - nie kłaniaj się papierowym autorytetom i nagim władcom – bądź sobą! 

Przyjęcie Orędzia Miłosierdzia, dzielenie się Nim jak Chlebem z innymi przyniesie błogosławieństwo: Pan Jezus powiedział do Siostry Faustyny: 

„Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli będzie posłuszna Mojej Woli, wywyższę ją w potędze i świętości... Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje! Jezus, Ufam Tobie! 

7 kwietnia 2024.

 

kwietnia 04, 2024

Rozważania Wielkanocne - "Wtedy oświecił ich umysły"

kwietnia 04, 2024

Rozważania Wielkanocne - "Wtedy oświecił ich umysły"



Czwartek w Oktawie Wielkanocy

Z Ewangelii według Świętego Łukasza

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!». Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?». Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich. Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma. I rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego». Łk 24, 35-48

 

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Często, doświadczając zdumienia i zachwytu, trudno jest nam uwierzyć w najprawdziwszą rzecz, ponieważ może się ona wydawać zbyt piękna, zbyt doskonała, zbyt dobra, by mogła być prawdziwa, by mogła być naszym udziałem. Uczniowie Jezusa stanęli w takiej właśnie sytuacji, spotykając w Wieczerniku Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego. Z radości nie mogli w pełni uwierzyć, że Ten, który umarł, żyje. Co doprowadziło ich do pełnej wiary?

Po przepięknym opowiadaniu o drodze dwóch uczniów do Emaus ewangelista Łukasz zaprasza nas do lektury ostatnich fragmentów swojej Ewangelii. Przeplatają się w nich tematy: pokoju, wypełnienia Bożych obietnic w osobie Jezusa, wspólnoty stołu, przebaczenia grzechów, świątyni, Jerozolimy, Ducha Świętego, świadectwa oraz zakończenia podróży Jezusa do Boga. Czytany przez nas fragment Ewangelii podprowadza nas pod kulminacyjny moment dzieła św. Łukasza, kiedy to uczniowie oddają pokłon Jezusowi wstępującemu do nieba…

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam!”.

Pokój, który zapowiedzieli aniołowie przy narodzeniu Jezusa, który objawiał Jezus w trakcie swojej misji ogłaszania królestwa niebieskiego oraz który został oznajmiony podczas uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy, to błogosławieństwo pełni i obfitości w życiu, które jest trwałym darem Zmartwychwstałego dla Jego uczniów.

Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach?”.

Nie nastąpiło jeszcze zmartwychwstanie wszystkich umarłych, stąd uczniom zdawało się, że widzą „ducha” bądź jakąś zjawę. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż istniały ludowe wyobrażenia o duchach, choć nie zdawano sobie sprawy z tego, że są one sprzeczne z przebywaniem po śmierci w niebie albo piekle, a także z nauką o zmartwychwstaniu cielesnym. Dlatego Jezus daje uczniom zapewnienie, że nie jest żadną zjawą, ale fizycznie zmartwychwstał.

„Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.

Niektórzy ze skazańców byli przywiązywani do krzyża, inni zaś przybijani. W tym drugim przypadku przebijano gwoźdźmi nadgarstki, które można uznać za część ręki. W przypadku nóg raczej rzadko stosowano przebijanie gwoźdźmi kostek, ale nic nie musiało powstrzymać żołnierzy przed zrobieniem czegoś takiego w odniesieniu do Jezusa.

Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: „Macie tu coś do jedzenia?”. Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec wszystkich.

W całym Piśmie Świętym nie ma śladu, aby aniołowie spożywali ziemski pokarm. Jezus, jedząc pieczoną rybę, zapewnia o realności swojego ciała. Wyrażenie „wobec wszystkich” dosłownie oznacza, że Jezus jadł „wobec nich” (uczniów), a więc „przy ich stole”. Ważniejszą zatem kwestią, na którą stara się zwrócić naszą uwagę ewangelista Łukasz, jest zwycięstwo Jezusa nad śmiercią, co symbolicznie ukazuje Jego odnowiona wspólnota stołu z uczniami.

Potem rzekł do nich: „To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach”.

Wszystkie pisma Starego Testamentu, a więc Prawo, Prorocy i Pisma, znajdują wypełnienie w osobie Jezusa Zmartwychwstałego.

Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma.

Otworzenie oczu i umysłów uczniów jest naturalną kontynuacją misji Jezusa, który objawia światu Ojca i Jego plan zbawienia.

I rzekł do nich: „Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy”.

W jaki sposób Mesjasz ogłosi wypełnienie się Pisma? Dzieje Apostolskie dają poznać, że dokona się to za pośrednictwem św. Pawła i wspólnoty Kościoła. Boże zbawienie, którego przez śmierć i zmartwychwstanie dokonał Jezus, za pośrednictwem całego Kościoła dotrze aż na krańce ziemi. W ten sposób objawia się pełne mesjaństwo Jezusa.

„Wy jesteście świadkami tego”.

Posłannictwo dawania świadectwa o Jezusie zostało skierowane do grona wszystkich Jego uczniów. Z kontekstu bowiem wynika, że Jezus kierował te słowa nie tylko do Jedenastu, ale do większej liczby swoich uczniów, wśród których były także niewiasty.

Lecz oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia.

Wiara w Jezusa nie przychodzi uczniom łatwo, nie staje się pełna i prawdziwa w jednym momencie. Wiara jest procesem, drogą. Całe życie i misja Jezusa następowały etapami i stopniowo narastały, nawet w wymiarze geograficznym. Jego bowiem działalność związana była ściśle z postępowaniem na drodze do Jerozolimy, gdzie miał się ostatecznie wypełnić plan zbawienia – tutaj Jezus umarł i zmartwychwstał, stąd wstąpił do chwały nieba, tutaj Apostołowie mieli otrzymać dar Ducha Świętego i stąd roznieśli Ewangelię na cały świat.

Podobnie wiara uczniów w zmartwychwstanie Jezusa wzrasta w czasie, przechodząc kolejne etapy. Wystarczy sobie przypomnieć ich pierwszą reakcję na świadectwo niewiast wracających od pustego grobu: wydało im się to czczą gadaniną. Następnie Piotr udał się do grobu i wrócił do siebie, dziwiąc się. W końcu, kiedy Jezus osobiście ukazał się uczniom w Wieczerniku, oni się zatrwożyli i pełni byli lęku, myśląc, że widzą zjawę. Kiedy mogli ujrzeć rany po męce na ciele Jezusa, a nawet ich dotknąć, jeszcze nie wierzyli „z radości”, jak tłumaczy to Ewangelista. Otrzymują więc kolejne zapewnienie, widząc swego Pana spożywającego posiłek oraz słuchając wyjaśnienia proroctw o Mesjaszu, które wszystkie w Nim znalazły wypełnienie.

Okazuje się, że nawet to, co nas najbardziej zachwyca, może wydawać się nierealne. Potrzeba nam wówczas autentycznego świadectwa, by rzeczywiście w pełni uwierzyć. Potrzeba wyjaśnienia tego, co się dzieje, co przeżywamy, z Kim się spotykamy, by nasza wiara stanęła mocno na nogach.

Spotkanie ze Zmartwychwstałym dzięki sakramentom, a w szczególny sposób Eucharystii, staje się udziałem każdego z nas. Ma nas ono doprowadzić do głębokiej wiary w zwycięstwo Jezusa Chrystusa nad śmiercią i nad grzechem. Stanie się to wówczas, kiedy wykorzystamy wszystkie momenty utwierdzające nas w tej wierze: kiedy wysłuchamy świadectwa innych, kiedy osobiście spotkamy Jezusa, kiedy zobaczymy Jego rany, kiedy ich dotkniemy, kiedy wysłuchamy Jego zapewnienia i wyjaśnienia Pism.

Na jakim etapie wiary się znajduję? Jak traktuję świadectwa wiary innych ludzi? Czy pragnę osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem w sakramentalnych znakach spowiedzi i Eucharystii? Czy doświadczam ran Jezusa w moim osobistym cierpieniu, grzechu, w krzywdzie moich bliskich? Czy tych ran dotykam – przynosząc innym ulgę w cierpieniu, zmniejszając czyjąś krzywdę, walcząc z osobistym grzechem? Czy zatrzymuję się tylko na emocjonalnym przeżywaniu wiary? Czy dążę do wyjaśnienia Słowa Bożego, by je lepiej zrozumieć? Czy wsłuchuję się z wiarą w nauczanie Kościoła?

Przywołując obecności Ducha Świętego, udaję się do Wieczernika wraz z Apostołami i uczniami. Proszę Ojca o to, co chciałbym otrzymać: abym zawsze się radował, że mój Pan, Jezus Chrystus, zmartwychwstał i żyje.

 

kwietnia 03, 2024

Rozważania Wielkanocne - Poznali Jezusa przy łamaniu chleba!

kwietnia 03, 2024

Rozważania Wielkanocne - Poznali Jezusa przy łamaniu chleba!


Środa w Oktawie Wielkanocny

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza (Łk 24, 13-35)

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.
On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».
Zapytał ich: «Cóż takiego?»
Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».
Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»
W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.


REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Dzisiejszy fragment Ewangelii chce nam pomóc przybliżyć się do obecnego blisko nas Boga i patrzeć na nasze życie w perspektywie Tajemnicy Paschalnej.

Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Bóg przybliża się do nas. Idzie z nami. Czasem jednak nam, jak tym uczniom, o których mówi dzisiejsza Ewangelia, brakuje wiary. Jezus zwraca nam na to uwagę. Jak nieskore są wasze serca do wierzenia. Bóg jednak przybliża się do nas, by nam pomóc, abyśmy zrozumieli Jego plan miłości dla nas. Spotkanie z Chrystusem oświeca umysły i rozpala serca uczniów. Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? To wskazówka dla nas. Bóg na nas czeka. Chce towarzyszyć nam na naszych drogach, wzmacniać wiarę i oświecać nasze umysły. Czy jednak mamy dla Niego czas? Czy świadomie zapraszamy Go do naszych serc, na nasze drogi, do naszych relacji, do naszych rodzin, wspólnot? Czy w pełni korzystamy z bogactwa tego, co oferuje nam wspólnota Kościoła? Czy zapraszamy Chrystusa do serca oczyszczonego przez źródło Krwi Chrystusa - przez pokutę i pojednanie? Czy walczymy o to, by często przyjmować Jezusa w Komunii Świętej?

Czasem, jak uczniowie idący do Emaus, jesteśmy przytłoczeni cierpieniem, krzywdą, może nawet śmiercią bliskich lub znanych nam osób. Nie mamy odwagi ryzykować, walczyć o dobro, uciekamy...

Gdyby Chrystus cierpiał i umarł za nas, ale nie zmartwychwstał - może byłoby to wzniosłe, ale nie dawałoby nam siły, by przyjąć Jego trudne wymagania, by znaleźć siłę i nadzieję. Przez zmartwychwstanie i zesłanie Ducha Świętego, Chrystus wypełnił swoją obecnością świat. Tajemnica Paschalna - przejścia Chrystusa ze śmierci do życia - pomaga nam przechodzić od życia w ciemności do oświecenia, od cierpienia do nadziei, od grzechu do wolności, od egoizmu do miłości...

Gdy zajął miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im...

Uczniowie, zaabsorbowani własną wizją, zamiarami, planami, marzeniami i zawodem, jakiego doznali przez śmierć Nauczyciela, nie dostrzegają pośród siebie Pana. Jezus przechodzi od Słowa do znaku. Jak był do tej pory nierozpoznawany przez uczniów, tak został rozpoznany przy łamaniu chleba.

Jezus nie prowadzi swoich uczniów na skróty. Daje im Słowo. Daje im chleb. Daje im wybór drogi, którą chcą iść. Daje im, wreszcie, przestrzeń decyzji i łączenia faktów. Uczy rozeznawania w sercu na podstawie doświadczeń połączonych z wiedzą. Decyzję o powrocie do Jerozolimy uczniowie podejmują sami. Dostrzegają rzeczywistą wartość ofiary Jezusa Chrystusa.

W Ewangelii widzimy, jak Jezus przeprowadza swoich uczniów od Słowa Bożego do Stołu Pańskiego. Widzimy drogę, a jednocześnie spójność Słowa Bożego i znaku Ołtarza. Widzimy znak Eucharystii - Najświętszej Ofiary sprawowanej już do końca świata jako przypomnienie o żywej obecności Jezusa Chrystusa pośród nas.

Jaką decyzję podejmuję, spotykając Pana Jezusa w Emaus mojego życia?

W innym człowieku, w Słowie Bożym, w Eucharystii?

Jezu, bądź z nami na naszych drogach.

 

kwietnia 02, 2024

Rozważania Wielkanocne - Rozpoznać Jezusa zmartwychwstałego!

kwietnia 02, 2024

Rozważania Wielkanocne - Rozpoznać Jezusa zmartwychwstałego!


Wtorek w Oktawie Wielkanocy

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana (J 20, 11-18)
 
Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.
I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?»
Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono».
Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?»
Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę».
Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!
Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”».
Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Spotkania ze Zmartwychwstałym Jezusem, które opisuje św. Jan, są wspaniale, pełne dynamiki, interesujące i pouczające, ponieważ Boże słowo niesie życie. To jest widoczne i w tym znanym spotkaniu, tak często przedstawianym przez malarzy na płótnie.
 
Poranek zmartwychwstania. Jeszcze jest zmrok i dzień jeszcze nie wstał, a jedna Maria Magdalena już idzie na miejsce, gdzie położy- li Nauczyciela, który zmienił jej życie. W jej głowie snuje się tysiąc pytań. Gdzie On jest, co się stało, jak odnajdę grób?
 
Zmartwiona dochodzi na miejsce, zatroskane oczy pełne łez, nie widzą dobrze. Nagle słyszy pytanie: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?" Maria w swemu życiu już dużo szukała: siebie, innych, szczęścia... Szukała, a została odnaleziona przez Tego, który przyszedł z powodu człowieka i jego zbawienia. 
 
W chwili kiedy ją odnalazł Jezus z Nazaretu, Maria zapominała o wszystkich swoich poprzednich poszukiwaniach i wędrówkach. Została odnaleziona przez życie. Wtedy to ona zaczęła żyć, służyć, zmieniać się i pokorną miłością odpowiadać na Wielką Miłość.
 
Trzeciego dnia rano szuka. Szuka z nadzieją, miłością i wiarą. Anioły odpowiadają na jej poszukiwanie. Ona jednak nie zadowala się tą odpowiedzią.
 
Zniknął. Gdzie mógł zniknąć? Kto Go mógł zabrać?
Najbardziej intrygująca jest scena z ogrodnikiem. Maria nie rozpoznaje, że jest to On, jej Nauczyciel, który na nią tutaj czeka, zna jej myśli i marzenia, widzi łzy w jej oku i sercu. Chwilę potem woła ją po imieniu, głosem, która ma tylko On, jej Rabbuni i Wyzwoliciel. On jest teraz żywy. Zmartwychwstał, a ona zaraz Mu się pokłoni. Wszystko się zmieniło w jednej chwili. Nie ma więcej szukania i łez.
 
Dzięki temu wydarzeniu wróciło życie, szczęście, odnowiła się miłość. Chrystus jest wspaniały, bo kocha człowieka i przeobraża go w nowego, pełnego radości.
 
Nauczmy się poszukiwać, jak Maria, ale i odnaleźć z miłością Jezusa, który zna nasze myśli, marzenia i chce nasze życie uczynić nowym.
 
Rozmowa z Nauczycielem jest radością. Niech ta rozmowa zagości na dobre w naszym codziennym życiu.
 
MEDYTACJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Będę usilnie wzywał Ducha Świętego, aby zaprowadził mnie przed pusty grób i razem z Magdaleną pozwolił mi przeżyć spotkanie z Jezusem zmartwychwstałym.
 
Stanę blisko Magdaleny, która cała w bólu płacze przed grobem. Wsłucham się w jej szloch. W ciszy będę trwał przy kobiecie, która opłakuje największą stratę swego życia.
 
Wsłucham się w rozmowę Magdaleny z aniołami. Zatrzymam się dłużej na jej słowach: „Zabrano Pana mego...". Wczuję się w ton tych słów. Magdalena szuka umiłowanego Jezusa i jednocześnie czuje się bezradna.
 
Magdalena po raz drugi słyszy pytanie „Czemu płaczesz?". Nie rozpoznaje w pytającym Jezusa. Pochylona w bólu nie potrafi dostrzec Tego, którego szuka.
 
W czym najbardziej utożsamiam się z Magdaleną? Co mogę powiedzieć o moim kontakcie z żywym Jezusem w chwilach bólu z powodu przeżywanej straty?
 
Skupię mój wzrok na Magdalenie w chwili gdy słyszy swoje imię „Mario!". Zauważę, jak w jednym momencie zmienia się jej spojrzenie, jej twarz. Jezus pełnym miłości „Mario" wydobywa jej serce z grobu rozpaczy.
 
Czy przeżyłem takie spotkanie z Jezusem, które przywróciło mi życie? Czy pamiętam, jakimi słowami mnie wtedy dotknął? Czy żyją one we mnie nadal?
 
Będę kontemplował Jezusa żyjącego, który wstępuje do Ojca. Zbliżę się do Niego jak Magdalena i z miłością będę powtarzał imię Jezusa, którym najchętniej Go nazywam: mój Zbawicielu, mój Panie, mój Mistrzu, mój Przyjacielu...
 
 

kwietnia 01, 2024

Rozważania Wielkanocne - Chrystus Zmartwychwstały ukazuje się niewiastom

kwietnia 01, 2024

Rozważania Wielkanocne - Chrystus Zmartwychwstały ukazuje się niewiastom


Poniedziałek w Oktawie Wielkanocy

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza (Mt 28,8-15)

Gdy anioł przemówił do niewiast, one pośpiesznie oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i pobiegły oznajmić to Jego uczniom. A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: «Witajcie!» One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą». Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdy spaliśmy. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami, i trwa aż do dnia dzisiejszego.
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Jakież zdumienie ogarnęło pobożne niewiasty, gdy nagle na ich drodze stanął sam Pan Jezus? Co może się równać z tą radością, pełną jeszcze lęku i niedowierzania, która stała się ich udziałem w ten niezwykły poranek? Św. Mateusz notuje, że uszczęśliwione kobiety, w niemym geście, bardziej wymownym niż wszelkie słowa, pokłoniły się i objęły za nogi Tego, w którego żywą obecność wciąż jeszcze trudno im było uwierzyć.
 
Trudno będzie uwierzyć także Apostołom. Toteż Chrystus posyła je do nich, by pomogły uczniom przezwyciężyć lęk i brak wiary w niesłychaną, doprawdy, nowinę, że oto żyje Ten, którego śmiertelną mękę bolesną i po ludzku haniebną dopiero co, z trwogą i bólem, na własne oczy oglądali. Tak oto, pobożne niewiasty i Apostołowie, stali się świadkami wskrzeszenia z martwych Chrystusa. Oni, i tylko oni.
 
To znamienne, że zmartwychwstały Pan, nie ukazał się tym, którzy Go odrzucili, a następnie posłali na śmierć: arcykapłanom, uczonym w Piśmie, Piłatowi, czy Herodowi. Ukazał się natomiast tym, którzy uwierzyli w Niego, i poszli za Nim jeszcze przed wydarzeniami Wielkiego Piątku; tym, którzy przestraszyli się wprawdzie, pouciekali, gdy nastała godzina władcy tego świata, ale przecież wybrali Jezusa na swego Mistrza, uznali w Nim Bożego Syna, oddali Mu całe swe życie, i dlatego właśnie tak boleśnie przeżywali jego śmierć.
 
Dziś pragniemy cieszyć się, szczególnie uroczyście, zwycięstwem Syna Bożego nad śmiercią, piekłem i szatanem. Chcemy wejść do radości naszego Pana; usłyszeć skierowane także do nas pełne otuchy wezwanie: „Nie bójcie się”. I Chrystus pragnie sprawić, by serce nasze pałało tak, jak uczniom w Emaus; pragnie tego, bardziej jeszcze, niż my sami. Ten tylko jednak spotka i rozpozna Zmartwychwstałego, kto przyznał się do Niego wtedy, gdy wybór Chrystusa oznaczał rezygnację z innych, atrakcyjnych, dóbr tego świata, gdy za życie Jego Ewangelią trzeba było płacić. Bywają okresy, kiedy wiara w Chrystusa wiele kosztuje. Iluż to katolików w Polsce, nie tak dawno jeszcze, płaciło znaczną cenę za wierność Chrystusowi i Ewangelii, zarówno w życiu osobistym, jak i społecznym oraz zawodowym.
 
Co znaczy dziś przyznać się do Chrystusa? W obecnych czasach wyzwaniem dla chrześcijan, jest nie tyle teoretyczny ateizm, ile raczej praktyczny materializm – takie zaprzątniecie głowy i serca dobrami tego świata: karierą zawodową, pomnażaniem pieniędzy, zabieganiem o władzę i popularność, że brakuje już miejsca dla Boga. W Liście apostolskim „Dies domini” 1998 roku, Ojciec św. Jan Paweł II przypomina, że „Czas ofiarowany Chrystusowi nigdy nie jest czasem straconym, ale raczej czasem, który zyskujemy, aby nadać głęboko ludzki charakter naszym relacjom z innymi i naszemu życiu”. Papież ma na myśli, przede wszystkim, świętowanie niedzieli, Pamiątki Zmartwychwstania Pana, ale słowa te odnoszą się do każdej Bogu poświęconej chwili, do codziennej modlitwy, do lektury Pisma św., oraz książek i czasopism pogłębiających naszą wiarę. Czas poświęcony Bogu, to pierwszy, najbardziej namacalny, sprawdzian naszej gotowości spotkania Zmartwychwstałego Pana. Nie spotka Boga ten, kto Go nie szuka.
 
Przyznać się do Chrystusa dziś, znaczy także, przyznać się do Niego wobec innych, bronić Jego Ewangelii tam, gdzie jest ona zniekształcana, lub wprost odrzucana, gdzie wierne jej wyznawanie narażone jest na krytykę, w imię rzekomej nowoczesności. Świadectwo wiary wobec innych, nie oznacza narzucania otoczeniu własnych przekonań, ani tym bardziej pochopnego potępiania kogokolwiek, w imię wyznawanej wiary; oznacza raczej to, by aktywnie włączyć się w dzieło nowej ewangelizacji, by głosić naukę Chrystusa tym, do których nas Bóg posyła, by z pokorną odwagą przy niej trwać, nawet wtedy, gdy inni mówią: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”.
 
Dziś, w sposób szczególny, trzeba nam pamiętać, że Zmartwychwstały Pan, pragnie nas napełnić swoją mocą i radością, i pokojem, pogłębić naszą miłość. Te wartości, jak radość, pokój i miłość płyną z faktu zmartwychwstania Pana, i których nikt nam nie odbierze. AMEN.
 
 
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger