kwietnia 15, 2022

Wielki Piątek - Krzyż - znak zbawienia i przebaczenia

kwietnia 15, 2022

Wielki Piątek - Krzyż - znak zbawienia i przebaczenia
 Dzisiaj zbliżamy się ze czcią do krzyża. Do tego, który Pan Jezus wziął na swoje ramiona. Otrzymał go od człowieka. Wziął go nie po to, aby go zatrzymać dla siebie. Przyjął i oddał go nam wyzwoliwszy od przekleństwa. Od tej chwili krzyż ma tak wiele nowych znaczeń. Jest przemieniony odwagą przyjęcia go. Ma nowy sens. Zbawczy sens. Jest znakiem miłości, która ma odwagę całkowicie siebie ofiarować.
Dzisiaj patrzymy w osłupieniu na Chrystusa odartego z naszej wiary i posłuszeństwa. Zepchniętego na margines. Bitego. Powalonego naszą nienawiścią lub obojętnością. Patrzymy na niego, jak na kogoś, kogo dawno skreśliliśmy z listy znajomych lub wykazu towarów, które chętnie byśmy nabyli.
On zawisł wyniesiony ponad niebo i ziemię. W imię miłości, która jest potężniejsza od śmierci. On rozpostarł swe ramiona, aby przygarnąć wszystkich. Tak sam chciał. Ten krzyż jest Jego oso­bistym wyborem. To nic, że cierpi w milczeniu i samotności. Jest tak, ponieważ On sam wybrał, a nie dlatego, że został do tego zmuszony. Wisi na krzyżu, bo tak chciało moje szaleństwo.
Rozpięty nad ziemią. Chrystus powołań i trudnych wyborów. W tym momencie jest tylko konsekwentny w swoich wyborach. Jest jedynie wierny temu, co głosił.
Swym niezmiernym cierpieniem potwierdza to, co nakazywał. Mówił:
- miłujcie waszych nieprzyjaciół;
- dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą;
- błogosławcie tych, którzy was przeklinają;
- módlcie się za tych, którzy was oczerniają;
- dajcie każdemu, kto was prosi.
Czyż uklęknąwszy pod tym krzyżem, możemy jeszcze wątpić? Czyż możemy nadal wystawiać Boga na próbę prosząc o znaki?
Stajemy pod tym krzyżem i teraz już rozumiemy, że grzech jest sprawą poważną. Rani Serce Jezusowe. Zadaje ból. Bo czyż nie może boleć nasza niewierność i niestałość? Nasze duchowe lenistwo i lekkomyślność? Czyż może być bezowocne nasze egois­tyczne nastawienie i fałsz?
Słabość, uchybienie, grzech — dokonują w naszym życiu wiel­kiego spustoszenia. Dlatego zasmucają Serce Jezusowe.
Nikt z nas nie może powiedzieć o sobie: "Nie potrzebuję prze­baczenia". Byłby człowiekiem pysznym i zaślepionym. Albo świę­tym. Ale i święci modlili się: "Odpuść nam nasze winy".
Bóg jest Miłością. Jest Miłością przebaczającą. Jak mówi Seneka (O gniewie): "Okazuje grzesznikom łagodne i ojcowskie serce, gdy nie ściga ich, ale przywołuje. Nie znającego drogi i zbłąkanego wśród pól naprowadza na właściwy kierunek, a nie odpędza". Bóg temu, kto żałuje i powraca, chętnie przebacza grzech. Krzyż przypomina nam o tym. Jest czytelnym znakiem Bożego miłosierdzia. Bóg umie czekać na nas. Przywołuje nas cieniem krzyża. To także i nas zobowiązuje, byśmy w tym Go naśladowali.
Pismo św. mówi: "Zło dobrem zwyciężaj!" (Rz 12,21). Czy można te słowa pogodzić z naszą skłonnością do noszenia w sobie uraz i niechęci? Czy można być chrześcijaninem i jednocześnie przeliczać grzechy innych, jak srebrne monety?
"Człowiek nigdy nie jest tak piękny jak wtedy, gdy prosi o przebaczenie lub gdy sam przebacza" (Jean Paul).
Gdy więc jest nam ciężko. Gdy dotyka nas i rani grzech po­wracajmy pod krzyż. Wpatrujmy się w niego. Rozważajmy mękę Chrystusa. Prośmy Ukrzyżowanego o siłę znoszenia upokorzeń, niedostatków, trudów. Prośmy Ukrzyżowanego o to, abyśmy w doświadczeniach nie wątpili w Bożą Opatrzność. Aby krzyż przy­pominał nam o naszym zmartwychwstaniu, do którego jest drogą. Niech on uczy nas cierpliwości w nieszczęściach, mądrości przy podejmowaniu trudnych, nieraz bolesnych wyborów. Nade wszys­tko niech będzie dla nas przypomnieniem tego, że jest Ktoś, kto nas kocha tak mocno, że gotów był dla nas cierpieć i umierać.
"Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste" i dziękujemy Ci za zbawienie wysłużone nam przez krzyż.

Dobrze, jeśli umiem stanąć w obronie krzyża. To ważny symbol mojej wiary. Ale muszę go bronić z miłością. Muszę wiedzieć, dlaczego dla mnie samego jest tak ważny. Inaczej będzie to tylko obrona pewnej ideologii. Z krzyża płynie dla mnie, jako chrześcijanina, ważne przesłanie. Krzyż uczy mnie konkretnych postaw. Dziś chciałbym przypomnieć: krzyż uczy przebaczenia.
Winowajca musi uznać swoją winę, musi za nią przeprosić i przynajmniej zacząć za nią pokutować. Wtedy można mu przebaczyć. Inaczej przebaczenie jest farsą. Z taką opinią można było się spotkać podczas głośnej dyskusji na temat przebaczenia, jaka parę lat temu przetoczyła się przez polskie media. Łatwe przebaczanie można potraktować jako utrwalanie zła i niesprawiedliwości. Z drugiej strony brak przebaczenia, nawet po latach, bliski jest pragnieniu odwetu. Jak tu wyznaczyć jasną granicę?  Czy można wybaczyć, gdy sprawca nie żałuje?
W opowiadaniach o męce i śmierci Jezusa w aspekcie przebaczenia szczególnie dwa momenty przykuwają uwagę czytelnika. Oba miały miejsce, gdy Jezus wisiał już na krzyżu. Pierwszy to rozmowa Jezusa ze skruszonym łotrem.
Bardzo często myślimy o niebie jako o nagrodzie. Nagrodzie za dobre czyny, nagrodzie za pobożność, nagrodzie za świątobliwe życie. Stąd tylko krok, by uznać, że niebo się nam należy. Za to wszystko, co dla Jezusa zrobiliśmy na ziemi. Tymczasem niebo nie jest nagrodą. Jest łaską. Tak. Łaską. Bo gdyby Bóg nam nie wybaczył naszych win, nigdy sami nie zasłużylibyśmy na wieczne szczęście.
Wiszący na krzyżu, umęczony Jezus słyszał zapewne drwiące uwagi świadków Jego męki. „Zejdź z krzyża”, „innych wybawiał, niechże teraz wybawi sam siebie”. Szydził z niego nawet jeden z ukrzyżowanych obok złoczyńców. Drugi przyjął inną postawę. Napomniał współskazańca: „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz?  My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił”. Z tych prostych słów umęczonego człowieka przebija jasne wyznanie: uznaje on swoją winę. A kaźń traktuje jako słuszną odpłatę za swoje czyny. Nie wiadomo, co działo się w jego głowie, co czuł umierając na krzyżu. Ale jego myśli musiały błądzić wokół lepszego, bardziej sprawiedliwego życia, skoro zdecydował się prosić Jezusa: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”.
Czego się spodziewał? Czego oczekiwał? Nie nagrody. Nie sprawiedliwości. Raczej miłosierdzia. Raczej litości. Jak bogacz z przypowieści o bogaczu i Łazarzu być może chciał jedynie, by Jezus złagodził jego wieczną mękę. Ale otrzymuje od Niego nieoczekiwaną obietnicę: „Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju”. Jezusowi to proste przyznanie się do winy i ujęcie się za Nim, niesłusznie wyszydzanym, wystarczyło. Wystarczyło, żeby obiecać skruszonemu grzesznikowi raj. Niebo nie jest nagrodą. Jest łaską. Łaską wyświadczaną za pokładanie w Jezusie nadziei. Łaską dla tych lepszych i dla tych gorszych. Dla świątobliwych i dla łajzów. Ta scena przypomina nie tylko o tym, jak czasem niewiele trzeba, by osiągnąć wieczne szczęście. Uczy przede wszystkim wielkodusznego przebaczania.
Całe zło popełnione przez skruszonego łotra Jezus puścił w niepamięć z powodu tego krótkiego wyznania: przyznania się do winy, wzięcia w obronę Jezusa i prośby o łaskawość. Nie trzeba było pisania podań, spektakularnego bicia się w piersi i długotrwałej pokuty. Nie było zresztą na to wszystko czasu. Jezus daruje zło chętnie, bez ociągania się. Tym samym nam, swoim uczniom, przypomina: gdy ktoś uznaje swoją winę i prosi o wybaczenie, nie zwlekaj z jego udzieleniem. Niech kieruje tobą wielkoduszna szczodrobliwość, a nie chęć wyrównania rachunków.
Jest w opisie agonii Jezusa na krzyżu druga scena, poprzedzająca nieco historię z nawróceniem dobrego łotra, która każe nam myśleć o przebaczeniu jeszcze inaczej. To modlitwa Jezusa, będąca odpowiedzią na całe zło, które Go spotkało. „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Wybaczał najohydniejsze krzywdy. Najpierw zdradę uczniom w Ogrójcu. Potem oszczerstwa, złośliwości, drwiny, opluwanie i bicie podczas ciągnącego się godzinami procesu. Potem cały ból, jakiego doznał dźwigając krzyż. Wybaczał obnażenie Go z szat, przybicie do krzyża, pojenie octem. I te drwiny, które towarzyszyły mu do samej śmierci. Przecież wiedzieli. Przecież postępowali zupełnie świadomie i dobrowolnie. Wcale o przebaczenie nie prosili. Przeciwnie, uważali, że to, co robią, jest słuszne. A jednak Jezus modli się: „Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Wstawia się u Ojca za swoimi oprawcami jakby uznał, że gdyby naprawdę widzieli sprawy w całej prawdzie, nigdy by się takich czynów nie dopuścili.
Wielkie krzywdy trudno czasem wybaczyć. Ich wspomnienia tkwią w pamięci jak odłamek szkła w ranie i nie pozwalają się jej zabliźnić. Przebaczenie jest szczególnie trudne, gdy krzywda ciągle trwa. Jak ma przebaczyć żona mężowi, który trwoni pieniądze na alkohol czy hazard? Jak ma wybaczyć rodzicom dziecko przez nich porzucone? Jak ma wybaczyć ktoś niesprawiedliwie zwolniony z pracy, gdy widzi, jak jego krzywdziciele triumfują? Jak wybaczyć sąsiadowi, który ciągle robi na złość? Jak kierującym się złą wolą sędziom?
Do przebaczenia można zachęcać, można w nim pomagać. Gdy krzywda jest wielka, trudno go wprost wymagać. Na początek na pewno wystarczy, by ofiara zrezygnowała z zemsty. Na resztę przyjdzie czas później, gdy czas nieco załagodzi boleść. Wymaganie pełnego przebaczenia tu i teraz wpędza  nieraz ofiarę w jeszcze większe poczucie krzywdy. Człowiek myśli: „Nie dość, że skrzywdzili mnie ludzie, to jeszcze odwraca się ode mnie Pan Bóg. Tylko dlatego, że nie potrafię zapomnieć o moim bólu”. Tymczasem na początku wystarczy, by ofiara nie szukała zemsty. Z upływem czasu może dojrzeje do czegoś więcej.
Czym innym jest jednak nieumiejętność wybaczenia, a czym innym doradzanie, by nie wybaczać. Jezus wiszący na krzyżu uczy, że można próbować wznieść się ponad żądanie sprawiedliwości. Że wybaczenie, choć winny nie żałuje, nie jest wcale nieroztropnym pozwalaniem na zło. Bez takiej postawy bezinteresownego wybaczenia nie da się na świecie żyć. Gdyby ciągle żądać sprawiedliwości, domagać się przeprosin i rozpoczęcia jawnej pokuty, świat już dawno pogrążyłby się w szaleństwie wiecznego odwetu. Ktoś musi tę spiralę zła przerwać.
My, uczniowie Chrystusa, możemy jak On modlić się za naszych krzywdzicieli: przebacz im Boże, bo nie wiedzą, co czynią. Choć wydaje się, że wiedzą doskonale. Choć krzywdząc nas mają na twarzach wymalowany triumf, a w głosie pobrzmiewa nuta wyższości i lekceważenia. Nie wiedzą, co czynią. Bo gdyby widzieli siebie z Bożej perspektywy, brzydziliby się sobą. Dlatego przebacz im, Ojcze….
Przebaczyć, gdy ktoś przyznaje się do winy, przebaczyć, choć wrogowie triumfują. To jedno z ważnych przesłań, które płynie z Jezusowego krzyża. Świat ceni dziś sprawiedliwość. Słusznie. Jednak ceniąc ją za bardzo, zaczyna gloryfikować logikę odwetu i zemsty. Oko za oko, ząb za ząb. A najlepiej, by przypadkiem nie być tym „słabszym” dwoje oczu za oko, i całą szczękę za ząb. Tak postępując, nakręca się jedynie spiralę zła. Jezusowy krzyż wprowadza w ludzką społeczność nową wartość: przebaczenie. To dzięki niemu świat dziś nie tonie w morzu krwi. Przebaczając chrześcijanie czynią świat lepszym. To dzięki takim postawom ziemia bywa cząstką nieba.


kwietnia 15, 2022

Rozważanie na Wielki Piątek - Zbawczy sens krzyża Chrystusa

kwietnia 15, 2022

Rozważanie na Wielki Piątek - Zbawczy sens krzyża Chrystusa
Dzisiaj zbliżamy się ze czcią do krzyża. Do tego, który Pan Jezus wziął na swoje ramiona. Otrzymał go od człowieka. Wziął go nie po to, aby go zatrzymać dla siebie. Przyjął i oddał go nam wyzwoliwszy od przekleństwa. Od tej chwili krzyż ma tak wiele nowych znaczeń. Jest przemieniony odwagą przyjęcia go. Ma nowy sens. Zbawczy sens. Jest znakiem miłości, która ma odwagę całkowicie siebie ofiarować.
Dzisiaj patrzymy w osłupieniu na Chrystusa odartego z na­szej wiary i posłuszeństwa. Zepchniętego na margines. Bitego. Powalonego naszą nienawiścią lub obojętnością. Patrzymy na niego, jak na kogoś, kogo dawno skreśliliśmy z listy znajomych lub wykazu towarów, które chętnie byśmy nabyli.
On zawisł wyniesiony ponad niebo i ziemię. W imię miłości, która jest potężniejsza od śmierci. On rozpostarł swe ramiona, aby przygarnąć wszystkich. Tak sam chciał. Ten krzyż jest Jego oso­bistym wyborem. To nic, że cierpi w milczeniu i samotności. Jest tak, ponieważ On sam wybrał, a nie dlatego, że został do tego zmuszony. Wisi na krzyżu, bo tak chciało moje szaleństwo.
Rozpięty nad ziemią. Chrystus powołań i trudnych wyborów. W tym momencie jest tylko konsekwentny w swoich wyborach. Jest jedynie wierny temu, co głosił.
Swym niezmiernym cierpieniem potwierdza to, co nakazywał. Mówił:
- miłujcie waszych nieprzyjaciół;
- dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą;
- błogosławcie tych, którzy was przeklinają;
- módlcie się za tych, którzy was oczerniają;
- dajcie każdemu, kto was prosi.
Czyż uklęknąwszy pod tym krzyżem, możemy jeszcze wątpić? Czyż możemy nadal wystawiać Boga na próbę prosząc o znaki?
Stajemy pod tym krzyżem i teraz już rozumiemy, że grzech jest sprawą poważną. Rani Serce Jezusowe. Zadaje ból. Bo czyż nie może boleć nasza niewierność i niestałość? Nasze duchowe lenistwo i lekkomyślność? Czyż może być bezowocne nasze egois­tyczne nastawienie i fałsz?
Słabość, uchybienie, grzech — dokonują w naszym życiu wiel­kiego spustoszenia. Dlatego zasmucają Serce Jezusowe.
Nikt z nas nie może powiedzieć o sobie: "Nie potrzebuję prze­baczenia". Byłby człowiekiem pysznym i zaślepionym. Albo świę­tym. Ale i święci modlili się: "Odpuść nam nasze winy".
Bóg jest Miłością. Jest Miłością przebaczającą. Jak mówi Seneka (O gniewie): "Okazuje grzesznikom łagodne i ojcowskie serce, gdy nie ściga ich, ale przywołuje. Nie znającego drogi i zbłąkanego wśród pól naprowadza na właściwy kierunek, a nie odpędza". Bóg temu, kto żałuje i powraca, chętnie przebacza grzech. Krzyż przypomina nam o tym. Jest czytelnym znakiem Bożego miłosierdzia. Bóg umie czekać na nas. Przywołuje nas cieniem krzyża. To także i nas zobowiązuje, byśmy w tym Go naśladowali.
Pismo św. mówi: "Zło dobrem zwyciężaj!" (Rz 12,21). Czy można te słowa pogodzić z naszą skłonnością do noszenia w sobie uraz i niechęci? Czy można być chrześcijaninem i jednocześnie przeliczać grzechy innych, jak srebrne monety?
"Człowiek nigdy nie jest tak piękny jak wtedy, gdy prosi o przebaczenie lub gdy sam przebacza" (Jean Paul).
Gdy więc jest nam ciężko. Gdy dotyka nas i rani grzech po­wracajmy pod krzyż. Wpatrujmy się w niego. Rozważajmy mękę Chrystusa. Prośmy Ukrzyżowanego o siłę znoszenia upokorzeń, niedostatków, trudów. Prośmy Ukrzyżowanego o to, abyśmy w doświadczeniach nie wątpili w Bożą Opatrzność. Aby krzyż przy­pominał nam o naszym zmartwychwstaniu, do którego jest drogą. Niech on uczy nas cierpliwości w nieszczęściach, mądrości przy podejmowaniu trudnych, nieraz bolesnych wyborów. Nade wszys­tko niech będzie dla nas przypomnieniem tego, że jest Ktoś, kto nas kocha tak mocno, że gotów był dla nas cierpieć i umierać.
"Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste" i dziękujemy Ci za zbawienie wysłużone nam przez krzyż. AMEN.

kwietnia 12, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Trzy postawy

kwietnia 12, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Trzy postawy

Wielki Wtorek


Zapowiedź zdrady Judasza i zaparcia się Piotra


Słowa Ewangelii według Świętego Jana
W czasie wieczerzy z uczniami Jezus wzruszył się do głębi i tak oświadczył: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie wyda». Spoglądali uczniowie jeden na drugiego, niepewni, o kim mówi. Jeden z Jego uczniów – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: «Kto to jest? O kim mówi?» Ten, oparłszy się zaraz na piersi Jezusa, rzekł do Niego: «Panie, któż to jest?» Jezus odparł: «To ten, dla którego umoczę kawałek chleba i podam mu». Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wstąpił w niego Szatan. Jezus zaś rzekł do niego: «Co masz uczynić, czyń prędzej!» Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: «Zakup, czego nam potrzeba na święto», albo żeby dał coś ubogim. On więc po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc. Po jego wyjściu rzekł Jezus: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, dokąd idziesz?» Odpowiedział Mu Jezus: «Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz». Powiedział Mu Piotr: «Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie». Odpowiedział Jezus: «Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz».
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym



Wkroczyliśmy w Wielki Tydzień zbawczej męki, śmieci, a nade wszystko chwalebnego zmartwychwstania Pana Jezusa Chrystusa. Wydarzenia, które wtedy miały miejsce, na trwałe odmieniły losy człowieka. Wypadki, które następowały po sobie w lawinowym tempie, odcisnęły swoje piętno w dziejach ludz­kości. Oto Bóg oddał swoje życie za człowieka. Oto Stwórca posłał na krzyż swego Jednorodzonego Syna, aby odkupić rodzaj ludzki. Oto najdroższa Krew Jezusa Chrystusa zmyła z du­szy człowieczej pradawną winę.
To, co przed wiekami, za czasów Poncjusza Piłata, dokonało się w Jerozolimie, jest doskonałym dowodem miłości Trójjedynego Boga do człowieka. Lecz człowiek - jak to człowiek - w różny spo­sób odpowiada na tę doskonałą miłość. Człowiek - jak to człowiek - różnie przyjmuje do swego serca prawdę o tym, iż dla swego Stwórcy jest kimś jedynym i wyjątkowym. Człowiek - jak to czło­wiek - pozostaje wierny, ale miewa też chwile słabości i stać go na zdradę swego Zbawiciela.
Te trzy jakże różne, lecz zarazem jakże ludzkie postawy wi­doczne są podczas ostatniej wieczerzy. Spośród grona Dwunastu przypatrzmy się dziś trzem uczniom Mistrza z Nazaretu, którzy wydają się pierwszoplanowymi aktorami scen męki i śmierci Syna Bożego. W ich zachowaniu i czynach jak w soczewce sku­pia się natura ludzka. Złożona, zadziwiająca, przewrotna, a za­razem zdolna do refleksji, wierności i uznania swych win.
Najpierw chciejmy przyjrzeć się Janowi, umiłowanemu ucz­niowi Pana Jezusa. To on spoczywał na piersi Chrystusa podczas ostatniej wieczerzy. Jego Zbawiciel najbardziej miłował. W nim też widział najczystszą, najwierniejszą miłość. Siła miłości Jana do Pana Jezusa okaże się potężniejsza niż ułomności ciała i strach przed niebezpieczeństwem. To Jan - mimo iż był najmłodszy z grona apostołów - pozostanie do końca wierny swemu Mi­strzowi. Pójdzie za Jezusem drogą krzyżową i stanie pod krzyżem. Miłość do Jezusa zwycięży strach przed własną śmiercią. Pokona lęki i obawy. Zmotywuje się do wierności mimo wszystko i mimo wszystkim. Nawet kiedy wszyscy inni apostołowie - zatrwożeni o swoje życie - uciekną, Jan pozostanie wierny.
Drugą, nie mniej ważną postacią dramatu męki Pańskiej, jest Piotr. Silny i stanowczy rybak, który ma w przyszłości stać się skałą, na której Jezus zbuduje swój Kościół. Kefas, który był świadkiem najważniejszych cudów dokonanych przez Syna Bo­żego, jak i Jego przemienienia na górze Tabor. Ten, który stał na czele Dwunastu, usytuowany tam przez Pana Jezusa. Gorliwym sercem zapewniał o swej wierności Mistrzowi: „Życie moje od­dam za Ciebie” (J 13,37). Lecz te deklaracje nie wytrzymały konfrontacji z rzeczywistym niebezpieczeństwem. „Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz” (J 13,38). I tak się stało. Piotr, widząc krwawe przesłuchanie Jezusa, wyparł się Syna Bożego. Lęk o własne życie okaże się silniejszy. Lecz na­tychmiast przyjdzie opamiętanie i refleksja. Spoglądając w umęczone oczy Chrystusa, zapłacze nad swoją zdradą. Piotr wycią­gnie wnioski ze swej porażki. Pytany później przez Zmartwych­wstałego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” (J 21,15), odpowie zdecydowanie i z rozmysłem: „Pa­nie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21,17). Do końca życia pozostanie wierny temu wyznaniu i odda życie za swego Pana i Boga w Rzymie.
Lecz dramat męki Pańskiej kryje w sobie jeszcze jednego bo­hatera. Jego imię po wsze czasy stanie się synonimem zdrajcy, nik­czemnika i niegodziwca. Judasz, obdarzony zaufaniem Pana Je­zusa i pozostałych apostołów, opiekował się pieniędzmi wspól­noty. Doświadczył miłości Chrystusowej. Widział cuda i znaki Syna Bożego. Lecz nie mógł zaakceptować, iż miłość kosztuje.
Buntował się na samą myśl, iż trzeba będzie ponieść ofiarę za wier­ność Panu. Oczekiwał od Jezusa spokojnego, dostatniego i szczę­śliwego życia. Kiedy zaś okazało się, że pójście za Zbawicielem domaga się ofiary i porzucenia wygodnego życia, zdradził. Jezus o tym wiedział. Dlatego zapowiedział Dwunastu: „Zaprawdę, za­prawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi” (J 13,21). Zbawiciel nie zmienił swej nauki, aby nie stracić Judasza. Syn Boży pozostał wierny prawdzie. Judaszowi zaś pozostawił wolny wybór: „Co chcesz czynić, czyń prędzej!” (J 13,27). Ten zaś zdra­dził, a potem nie potrafił przyjąć przebaczającego miłosierdzia Bo­żego, nie potrafił przebaczyć samemu sobie. Dlatego odebrał sobie życia i zatracił swoją duszę w piekle.
Odpowiedzmy sobie sami, w której z tych postaci dostrze­gamy samych siebie. Jestem Janem, Piotrem czy Judaszem? Czy stać mnie na wierność miłości Boga, na żal za swe upadki i na­wrócenia, czy może tylko na zatwardziałość i pychę? Każdy z nas może być jednym z nich. Każdy z nas zdolny jest do powielenia zachowania jednego z nich. Bądźmy więc wierni jak Jan, kiedy trzeba płaczmy nad swym grzechem jak Piotr. Nade wszystko zaś uważajmy, by nie pójść drogą Judasza!


kwietnia 12, 2022

Wielki Wtorek - Zapowiedź zdrady Judasza

kwietnia 12, 2022

Wielki Wtorek - Zapowiedź zdrady Judasza
„Jezus, umoczywszy kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi. A po spożyciu kawałka chleba, wszedł w niego szatan”.
Judasz. Trzeba przyznać, że wiele słów usłyszał na swój temat w ciągu tych dwudziestu wieków; wiele słów, i to bardzo negatywnych. Trudno się dziwić. Bo przecież ten, przez którego został Syn Człowieczy wydany „lepiej by mu przywiązano kamień młyński u szyi”. Wiele słów powiedziano na jego temat.
Judasz stał się symbolem zdrady; symbolem sponiewieranego powołania. I rzeczywiście, dosyć trudno wydobyć z siebie jakieś życzliwe słowo na temat tego nikczemnika.
A przecież wszystko zaczęło się tak urzekająco. Był jednym z tych, na którego spojrzał kiedyś ów tajemniczy Młodzieniec, nad jeziorem galilejskim. Patrzył im wtedy głęboko w oczy, a prawdę powiedziawszy, to patrzył wprost do serca, i poruszał gdzieś na dnie tego serca te najczulsze struny człowieczeństwa. Zostawił, tak jak inni, wszystko: wszystkie swoje plany, wszystkie swoje ambicje i marzenia. Pewnie miał na początku dużo dobrej woli. Pewnie chciał iść za Mistrzem, i pewnie wołał na samym początku, tak, jak Piotr z Ewangelii: „Panie, życie moje oddam za Ciebie”.
Czy możemy przypuszczać, że już od samego początku, jego serce było nasączone podstępem? Czy nie widział cudów? Czy nie słuchał, tych cudownych mów o miłości, o przebaczeniu? Czy nie był zachwycony ową wspaniałą sceną, kiedy to Jezus rzekł do niewiasty: „Nie potępiam cię...”? Czy nie patrzył z zachwytem na Mistrza wtedy, kiedy powiedział wzburzonym falom: „Uciszcie się”?
A jednak, gdzieś, w pewnym momencie, Judasz popełnił błąd. Było w nim ciągle za dużo człowieka, a za mało Boga. Tak, jakby owo tchnienie życia, tam z raju, nie dotknęło go aż do głębi, jakby nie pozwolił na to, by dobry Bóg ulepił z tego prochu prawdziwe człowieczeństwo; tak, jakby się wzbraniał, tak, jakby nie pozwolił Bogu wejść, aż na dno serca. Było w nim za dużo z człowieka, a za mało z Boga. I pewnie dlatego właśnie, ciągle nie mógł zrozumieć, że do królestwa Bożego wcale nie idzie się przez zaszczyty; nie mógł zrozumieć tego, że za Bogiem wcale nie muszą iść tłumy, które będą Panu Bogu stawiać pomniki; nie mógł zrozumieć tego, że zbawienie dokonuje się poprzez krzyż, poprzez wytrwałość w niesieniu krzyża. Bo dopiero tam, gdzie się niesie krzyż, tam też może zabłysnąć poranek Zmartwychwstania. Nie mógł zrozumieć, że do Boga idzie się cicho, skromnie, wale nie krzycząc o swojej świętości; nie mógł zrozumieć, co to za Król, na którym nie ma wspaniałej szaty, którego nie noszą na ramionach. Chciał iść do Boga na skróty. Chciał dojść do królestwa tak łatwo, tak trochę zbyt przyjemnie.
I właśnie wtedy, tam, w Wieczerniku, kiedy miłość Boga zabłysnęła, on poczuł się bezradny, tak, jak kiedyś Adam w raju, kiedy zabłysła przed nim świętość Boga, on, że swoim małym sercem, poczuł się nagi, poczuł się bezradny, poczuł się zupełnie nijaki. W Judaszu jest właśnie coś z Adama, który mówi Bogu: „NIE”, a potem, zawstydzony swoim grzechem, ucieka w ciemność.
Było w nim za dużo człowieka, a za mało z Boga. I w głowie mu się to nie mieściło, że nawet ten jego grzech, który był czerwony, jak szkarłat, że ten jego grzech mógł też „ponad śnieg wybieleć”. Mówi Pismo, że zrozpaczony swoim grzechem, zabił się, a jego ciało rozpadło się na części. Zatrważające, bo śmierć nie była dla niego zjednoczeniem, ale rozpadem.
Stajemy u progu tego świętego czasu. I gdzieś tam słyszę, jak święty Paweł szepce do ucha: „Kto stoi, niechaj baczy, aby nie upadł”. Chcę więc zawołać: Ty, Boże, masz wzrastać w moim sercu, a ja mam się umniejszać. Bo jeśli będzie inaczej, bo jeśli stanie się odwrotnie, to los Judasza będzie i moim losem. W Tobie, Panie, ucieczka moja: niechaj wstydu nie zaznam na wieki; wyzwól mnie i ratuj, w swej sprawiedliwości. Nakłoń ku mnie Swoje ucho, i ześlij na mnie Swoje ocalenie. AMEN.

kwietnia 12, 2022

Wielki Wtorek - Tajemnica ludzkiego serca

kwietnia 12, 2022

Wielki Wtorek - Tajemnica ludzkiego serca
Razem z Apostołami wchodzimy dzisiaj do Wieczernika, gdzie Jezus pragnie spożyć Paschę ze swymi uczniami. Dzisiejsza Ewangelia odkrywa przed nami wielką tajemnicę ludzkiego serca, serca Apostołów, a również odkrywa przed nami tajemnicę Serca Jezusa, Boskiego Serca, które jest sercem pełnym miłości. Dlatego Jezus jest wzruszony gdy oznajmia: “Jeden z was Mnie zdradzi”; jest poruszony, bo w dalszym ciągu kocha tego, który Go zdradzi. I w dalszym ciągu jest zdumiony postawą tego, któremu okazał tyle miłości, a on nie przyjął Jego osoby, Jego misji.
Tajemnica ludzkiego serca. Najpierw jest to serce św. Jana, Apostoła i Ewangelisty. Spoczywa w czasie tej Wieczerzy na piersi Jezusa, znajduje się w bliskości Jego Boskiego Serca, opiera się o Jezusa. Można powiedzieć, że jest tym Apostołem, który zaczyna mieć wątpliwości, że misja Jezusa nie dotyczy tylko tej ziemi, który może przeraził się, gdy Jezus powiedział, że będzie cierpiał, że będzie zabity. Ale ów uczeń nie ma tak zamkniętych oczu jak Piotr, który mówi: “Panie, nigdy to na Ciebie nie przyjdzie”. Jan jest człowiekiem głębokiej modlitwy, jest człowiekiem, który rozważa słowo Pana tak, jak Maryja. I chociaż zaśnie w godzinie próby, chociaż będzie również człowiekiem słabym, to przecież stanie pod krzyżem razem z Maryją i niewiastami, to przecież wyzna swoją wiarę w moc Chrystusowego krzyża. Możemy powiedzieć, że w Janie jest już zalążek działania mocy Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego.
Reprezentantem skrajnie przeciwnej postawy jest Judasz Iskariota. Idzie za Jezusem, aby realizować swoje własne pomysły, zaspokajać swoje przyziemne potrzeby. Jezus miał mu służyć do krótkowzrocznych celów. Gdy się na Nim zawiódł, sprzedaje Go za trzydzieści srebrników. Te trzydzieści srebrników, to symbol całego jego szczęścia, wszystkich jego pragnień żeby się tu na ziemi zabezpieczyć. Niektórzy twierdzą, że zdrada Judasza była jego ostatnią rozpaczliwą próbą sprowokowania Jezusa, by zaczął walczyć, by z mocą ogłosił królestwo Boże. Zbawiciel jednak nie uległ tej prowokacji.
I wreszcie Piotr, człowiek o sercu otwartym dla Jezusa, ale to serce jest jeszcze bardzo zmienne, zdradliwe, kruche. Piotr wciąż nie zna siebie, dlatego wydaje mu się, że dla Jezusa jest gotowy uczynić wszystko. Piotr lubi porównywać się z innymi ludźmi, chełpi się swoją wiernością, ale w rzeczywistości opiera się tylko o samego siebie. Dlatego w godzinie próby zdradzi Jezusa wobec służącej, wobec ludzi, którzy nie mogli mu nic złego uczynić.
A jak zachowuje się Jezus wobec swoich uczniów? Jezus jest delikatny, ujawnia tajemnicę swojego Serca: Janowi odpowiada na jego pytania kto będzie zdrajcą, przestrzega Piotra przed pychą, przed wiarą we własne siły, jest dyskretny nawet wobec Judasza, który już powziął zamiar aby zdradzić swego Mistrza.
Te trzy postawy Apostołów, te trzy serca, chcą nam pokazać, gdzie my dzisiaj jesteśmy. Zapewne nie odnajdujemy siebie w Judaszu, ale może jeszcze nie odnajdujemy siebie w Janie – najbardziej jesteśmy podobni do Piotra. Jesteśmy ludźmi w drodze. Jesteśmy tymi, którzy są słabi, którzy się bardzo często opierają o samych siebie. Nie chcemy wchodzić w krzyż, w doświadczenia, których nie rozumiemy. Chcemy Jezusa zatrzymać dla siebie. Chcemy by zawszy był to Jezus uwielbiony, a nigdy to Jezus prześladowany, odrzucany; chcemy, żeby zawsze to był Jezus sukcesu, a nigdy Jezus porażek, przegranych, odrzucenia.
Przeżywamy Wielki Tydzień. W tym czasie musimy zobaczyć najpierw naszą rzeczywistość, abyśmy mogli przyjąć moc Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego. I dlatego ten tydzień zaprasza nas do głębokiej medytacji, do głębokiej modlitwy i czuwania, byśmy nie ulegli pokusie, tak jak uległ pokusie rozpaczy Judasz; byśmy nie ulegli pokusie, gdy przyjdzie nasza godzina. Może to będzie w tym roku choroba, śmierć bliskiej osoby; może to będzie zdrada przyjaciela; może to będzie działanie pewnych ludzi, którzy chcą nas skompromitować – byśmy nie ulegli pokusie. Oby ten Wielki Tydzień upodobnił nasze serca do Serca Jezusa, który kocha; oby ten Wielki Tydzień upodobnił nasze serca do serca Jana, Apostoła, który rozważa słowo Boga i dlatego jest mocny, i dlatego nie ulegnie pokusie słabości, dlatego stanie pod krzyżem i będzie jednym z pierwszych uczniów, którzy doświadczą mocy zmartwychwstania, będzie wielkim Apostołem miłości. Obyśmy mogli przyjąć Bożą miłość, obyśmy ją zrozumieli, byśmy zrealizowali naszą chrześcijańską misję wobec świata. Mówi do nas dzisiaj Bóg przez proroka Izajasza: “Ustanowię cię światłością dla pogan, aby Moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”. Obyśmy mogli być taką światłością, jak Apostołowie po zmartwychwstaniu, po Zesłaniu Ducha Świętego, ale najpierw musimy zobaczyć gdzie jest nasze serce i jaka jest nasza dzisiejsza rzeczywistość. Do tego zaprasza nas misterium paschalne – celebracja liturgii Wielkiego Tygodnia. Wejdźmy w nią z wiarą. AMEN.


kwietnia 10, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Korzeń grzechu

kwietnia 10, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Korzeń grzechu

Wielki Poniedziałek


Namaszczenie w Betanii...

 

Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać: «Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano. Na to rzekł Jezus: «Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie». Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym



„Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pienię­dzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami” (1 Tm 6,10). Te słowa św. Pawła doskonale odzwierciedlają motywację Juda­sza. Wybrany spośród wielu uczniów. Wezwany po imieniu do grona apostołów. Obdarzony zaufaniem — wszak to jemu Chry­stus powierzył troskę o pieniądze, którymi dysponował. Otrzymał jak każdy z Dwunastu władzę wypędzania złych duchów. Widział cuda i znaki, które dokonywał Zbawiciel. Lecz wciąż mu było mało. Wciąż chciał więcej. Jego serce zżerała chciwość. „Był zło­dziejem i mając trzos, wykradał to, co składano” (J 12,6).
Ta chciwość popchnie Judasza do największej zdrady, którą będzie wydanie Mesjasza w ręce oprawców. Uczyni to dlatego, że Jezus nie sprostał oczekiwaniom, jakie apostoł w Nim pokładał. Wszak Judasz marzył o karierze i bogactwie. Wciąż chciał więcej i ta właśnie chciwość trzymała go przy Mistrzu z Nazaretu. Plano­wał, że przy Chrystusie będzie żył dostatnio, a kradnąc, jeszcze bar­dziej się wzbogaci. Kiedy zaś okazało się, że ten plan się nie po­wiedzie, za marne srebrniki zdradził swego Mistrza i Przyjaciela.
Ta chciwość, która zawładnęła sercem Judasza, ujawnia swoją niszczycielską siłę także w życiu innych ludzi. Ta chciwość puka do serca każdego z nas. Człowiek pragnie bowiem przez całe życie napełniać się jakąś wartością. Wciąż czegoś chcemy. Nasze serce wciąż jest głodne. Głodne miłości, akceptacji, pokoju i życzliwości. Lecz to nie zawsze da się osiągnąć. Te wartości wiele kosztują, a zarazem stawiają wymagania. Miłość domaga się poświęcenia. Akceptacja wymaga przyznania się do swych wad i zalet. Pokój możliwy jest tylko i wyłącznie, kiedy człowiek zabiega o wspólne dobro. Trzeba więc wiele z siebie dać, aby żyć w miłości, akceptacji i pokoju. Łatwiej głód swego serca nasycić czymś innym. Łatwiej sięgnąć po to, co miłe, łatwe i przyjemne. Łatwo wtedy ulec żądzy chciwości.
Chciwość popycha zaś do wielu grzechów, które wydają się człowiekowi konieczne do zaspokojenia własnego pragnienia po­siadania. Kradzież ułatwi zdobywanie nowych środków finanso­wych. Kłamstwo będzie ucieczką przed odpowiedzialnością za swoją nieuczciwość. Oszustwa nieść będą niesprawiedliwość. Krzywdą ograbiać się będzie słabszych. Wyzysk stanie się nor­malnym sposobem dodatkowego dochodu jako dla pracownika, jak i pracodawcy. Zdrada przyjaźni, koleżeństwa i zaufania uto­ruje drogę ku realizacji egoistycznych zamierzeń. Wszystko po to, aby mieć więcej pieniędzy, władzy, przyjemności. Wszystko po to, aby zaspokoić wieczny głód serca. Wszystko po to, aby sa­memu sobie oraz innym pokazać swoją wielkość i wartość.
Jakże inaczej na życie patrzyła Maria: „Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku” (J 12,3). Dla niej największą wartością była mi­łość Jezusa. Ona tej miłości doświadczyła. Ona wiedziała, że Chrystus ją miłuje i pragnie jej szczęścia. Czuła się - w swej niedoskonałości i grzeszności - przez Syna Bożego akcepto­wana. Przyjaźń z Chrystusem była dla niej źródłem pokoju serca, którego świat dać nie może. Dlatego Maria miała zdrowy dystans do majętności. Dlatego stać ją było na ofiarę złożoną Bogu. Dlatego jej serce dalekie było od chciwości.
Zadajmy sobie dziś, w Wielki Poniedziałek, zasadnicze py­tanie: Czy moje serce owładnięte jest chciwością? Czy dla mnie największą wartością życia jest pieniądz i dostatek? Czy dla zy­sku zdolny jestem do zdrady, oszustwa, kradzieży i wyzysku? Każdemu z nas zagraża chciwość. Każdy z nas jest nieustannie atakowany tą pokusą. Iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa i zna­czenia, które daje majątek, wciąż na nas czyha. Pieniądz można dotknąć. Pieniądz próbuje zasłonić nasze wady i grzechy. Lecz ten pieniądz nie daje szczęścia. Szczęście zapewnia tylko i wy­łącznie życie w przyjaźni z Bogiem i drugim człowiekiem.
Judasz miał wiele i wciąż chciał więcej. Chciwość zawiodła go do potępienia. Maria wartość swego życia widziała w przy­jaźni z Chrystusem i życiem według Jego Ewangelii. Wybór tej drogi zapewnił jej ziemskie szczęście i zbawienie wieczne. Każ­demu z nas zagraża los Judasza. Pieniądz każdego kusi. Chci­wość jest korzeniem wszelkiego zła. Przez całe życie trzeba się więc uczyć od Marii, że największym naszym majątkiem jest miłość Boga i drugiego człowieka. „Starajcie się naprzód o kró­lestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,33).

 

kwietnia 10, 2022

Wielki Poniedziałek - Namaszczenie w Betanii

kwietnia 10, 2022

Wielki Poniedziałek - Namaszczenie w Betanii
 

Słowa Ewangelii według Świętego Jana


Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.
Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać: «Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano.
Na to rzekł Jezus: «Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie».
Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.
 

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Historia, którą przed chwilą wysłuchaliśmy z Ewangelii św. Jana, jest piękna, czasami nawet może wzruszająca. Na początku kilka myśli komentujących to wydarzenie z Ewangelii.
Najpierw jesteśmy w Betanii, tam, gdzie Jezus wcześniej dokonał wielkiego cudu wskrzeszenia Łazarza, swojego przyjaciela. Jezus przybywa do tej Betanii. Tam Jezusowi została wyprawiona uczta. Na tej uczcie jest On sam, jako gość, na tej uczcie jest również wskrzeszony przyjaciel, Łazarz. Niektórzy może chcieli by zapytać, jak się czuł, co przeżywał, co pamięta. Ale może pójdźmy dalej. Na uczcie były także siostry Łazarza: Marta i Maria. Marta robiła to, co do niej należało w domu, a Maria wypełniła zwyczaj, który wtedy był powszechnym zwyczajem, dokonała namaszczenia Gościa, który przybył na ucztę. Ale wówczas, w tamtych czasach, tego namaszczania dokonywano na głowie gościa. W tym wypadku, w tej scenie ewangelicznej, Maria namaściła nogi Jezusa, i własnymi włosami je wytarła. Co więcej, tego namaszczenia dokonała nie jakimś zwykłym olejkiem, ale drogocennym olejkiem – olejkiem nardowym, bardzo drogim; rozbiła szkło i wylała ów olejek na nogi Jezusa. I – jak Ewangelista dodaje – wart on był trzysta denarów. Trzysta denarów, to suma dosyć spora, bowiem w tamtych czasach zarobek dzienny pracownika wynosił jednego denara, a więc trzysta denarów, to prawie roczny zarobek pracownika. I dalej Ewangelista opisuje reakcję jednego z Apostołów, reakcję Judasza na to wszystko, co zobaczył, na to, że Jezusowi namaszczono nogi, że tego namaszczenia dokonano tak drogocennym olejkiem. I moglibyśmy powiedzieć, że ta reakcja Judasza byłaby może logiczna, gdyby była ona prawdziwa, gdyby ona płynęła z tej troski, którą chciał zaznaczyć. Ale ta reakcja Judasza nie była prawdziwa, bowiem była fałszywa, była podyktowana – jak zaznacza Ewangelista Jan – troską o własne posiadanie, troską o swój zysk. To była postawa fałszywa. I w tym kontekście: tego czynu Marii, tej wypowiedzi Judasza, Jezus dorzuca swoje własne dwa zdania: “Zostaw ją, uczyniła to, aby zachować to w pamięci na dzień Mojego pogrzebu” – i zaraz drugie – “bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie”. Cóż te zdania mogą oznaczać? One zawierają dwie myśli. Jedna taka trochę teologiczna, druga bardziej dotycząca naszego codziennego życia – moralna.
Ta teologiczna: Zostaw ją, uczyniła to, aby zachować to w pamięci na dzień Mojego pogrzebu, tymi słowami Jezus podkreśla i dostrzega czyn, którego dokonała Maria; dostrzega czyn, bo to był prorocki czyn. Jezus wie, że po swojej śmierci nie będzie namaszczony i podkreśla właśnie to, że Maria uczyniła to na dzień Jego pogrzebu (tak mówi Jezus). I wiemy także, że Jezusa nie namaszczą nawet po dniu szabatu, bo Jezus już powstał z martwych. Co oznacza ten czyn Marii dla nas? Dziś, gdy się wpatrujemy w ten jej czyn, trzeba zauważyć, że przez to namaszczenie tym drogocennym olejkiem, namaszczenie nóg Jezusa, Maria wyznała swoją wielką wiarę w Jezusa Chrystusa; wyznała wiarę, że Jezus jest Zbawicielem, że Jezus jest Mesjaszem – właśnie tym czynem namaszczenia nóg Jezusa.
I dalej, drugie zdanie: bo oto ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie – Jezus wie, że będzie zabrany od tych przyjaciół swoich; będzie zabrany od uczniów, Apostołów. Jezusa nie będzie. Ale znów po swoim zmartwychwstaniu będzie obecny tak samo, jak są pośród nas obecni ci ubodzy, o których mówił Jezus. “Bo ubogich zawsze macie u siebie...”, jak gdyby chciał nam powiedzieć, że możemy Go spotkać w drugim człowieku, który jest obok nas, szczególnie w tym, o których powinni się troszczyć Apostołowie, a wśród nich Judasz, który zabiegał o tak wielką sumę. “Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie nie zawsze”.
W pewnym domu zatroskana babcia czytała wnukom Ewangelię. Czytała. Opowiadała. W pewnym momencie jedno z tych dzieci zadało jej pytanie: Babciu, jakże bardzo zazdroszczę tamtym ludziom, bo oni mogli w swoim życiu spotkać Jezusa Chrystusa, a my nie możemy. Wtedy babcia odpowiedziała: Drogie dzieci, nie zazdrośćcie, teraz spotkać Jezusa też możecie, właśnie w tych ludziach biednych, w tych, których spotykacie, którzy przechodzą obok nas; tych, którym czasami może pomogliśmy, a innym razem nie pomogliśmy. Tego Jezusa, który został zabrany, ale znów do nas przychodzi, spotykamy również w sakramencie Eucharystii, na której się gromadzimy. Tutaj Jezus jest obecny, ale trzeba może dokonać takiego wielkiego czynu – takiego, jak dokonała Maria – widzieć w Jezusie Mesjasza, widzieć w Jezusie Zbawiciela, Zbawiciela również mojego, bo Jezus przyszedł aby mnie osobiście zbawić. Dokonajmy tego czynu w czasie tej Mszy św., że uznamy Jezusa jako Mesjasza, Zbawiciela mojego. AMEN.


 

kwietnia 09, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Niedziela Palmowa

kwietnia 09, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Niedziela Palmowa

Od Hosanna do Ukrzyżuj Go 

Uczniowie, którzy towarzyszyli Jezusowi od Galilei, rozścielają przed Nim swe płaszcze, a na drogę rzucają ucięte gałązki. Taki był rytuał towarzyszący powitaniu króla. Jezus wjeżdża do Jerozolimy, jako prawdziwy król Izraela. Wołanie Hosanna!, oznaczało Uratuj, pomóż! Była to uroczysta inwokacja żydowska. Jezus jest tym, który przychodzi w imię Pańskie i dzięki któremu przychodzi królestwo Dawidowe. Ale Miasto Dawidowe zamyka się przed swym królem. Zawołaniem Hosanna na wysokościach! uczniowie proszą aniołów, by im wtórowali w niebie. Jezus przybywa nie tylko do miasta, lecz i do świątyni. Przygląda się wszystkiemu. Jest teraz sam z Dwunastoma.

Ci, którzy rozkładali przed Jezusem wjeżdżającym do Jerozolimy swe płaszcze, nie byli ludźmi bogatymi. Należy pamiętać, że ludzie czasów biblijnych bardzo cenili sobie ubranie, gdyż było ono dla nich środkiem umożliwiającym przetrwanie. Zdobywane z trudem ubrania uważano za rzeczy cenne. Szata jako obraz podstawowej ludzkiej potrzeby stała się symbolem Bożego zaopatrzenia. Ubiór (wraz z żywnością) jest jedną z dwóch dziedzin życia ludzkiego, o które Jezus zabrania troszczyć się przesadnie.

Czyż uczniowie, którzy rozkładali płaszcze przed Jezusem, w sposób nieuświadomiony nie wyrazili potrzeby zwleczenia z siebie starego człowieka? Wskazywało to również na potrzebę odrzucenia przez nich uczynków ciemności. Zdejmowanie szat miało wymiar duchowy. Pięknie mówił o tym Hiob: „Zdobiła mnie dotąd uczciwość, prawość mi płaszczem, zawojem” (Hi 29,14). Ubiór człowieka był symbolem grzeszności. Po grzechu pierworodnym pierwsi rodzice zrobili sobie przepaski, aby ukryć swoją nagość. Szata stała się symbolem chęci ukrycia ludzkiego wstydu. Często przemoc była postrzegana jako szata, którą człowiek się okrywa. Zatem szaty, które rozkładane są przez Jezusem są znakiem podporządkowania się Jemu, uznania Jego królewskiej władzy i prośbą o przyobleczenie człowieka na nowo. Zbawienie było opisywane jako szata: „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój, jak oblubienicę strojną w swe klejnoty” (Iż 61,10).
Rozpoczynające Wielki Tydzień czytanie ewangelicznego opisu Niedzieli Palmowej z góry, jak zwycięskie światło Wielkiej Nocy rozświetla bolesną Mękę. Jezus otwarcie „zorganizował" tę „manifestację" na chwałę swego Ojca. „Tłum począł wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I wołali głośno: Błogosła­wiony Król, który przychodzi w imię Pańskie". Tłum powtarza śpiew aniołów z Betlejem, nasze coniedzielne „Chwała": „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój". Jednak strzeżmy się przed wyglądem triumfalnym, „na sposób ludzki". Co przyjdzie Bogu z naszej powierzchow­nej próżności. Jezus postarał się, żeby nadać temu wyda­rzeniu prawdziwą głębię „pokornego mesjanizmu". Stąd cały nacisk położony jest w opowiadaniu na małego osiołka. W czasach starożytnych zwierzęciem pod wierzch godnym książąt był koń. Osioł był zastrzeżony dla bied­nych, skromnych. „Nauczcie się ode mnie że jestem cichy i pokornego serca".
 
„Ja się nie oparłem,., podałem grzbiet mój...
nie zasłoniłem mej twarzy...
jestem nieczuły na obelgi...
wiem, że wstydu nie doznam..." (Iz 50,4—7)
 
Pierwsze czytanie tej niedzieli, z Księgi proroka Izajasza, wprowadza nas doskonale w Mękę według św. Łuka­sza, nasyconą całkowicie „łagodnością", „spokojem" i „pewnością" zwycięstwa ukrzyżowanego. Prorok wiele wieków wcześniej podczas bolesnego wygnania Izraela przeczuł, że zbawienie Ludu Bożego dokona się nie przez potężnego „króla jadącego na koniu", ale przez „niewol­nika Bożego", „sługę JAHWE", „sługę modlącego się", pragnącego jedynie „słuchać Boga każdego ranka" w mod­litwie... „sługę cierpiącego", zelżonego, oplutego... „sługę zupełnie poddanego", przyjmującego dobrowolnie swe próby, znającego wartość zbawczą swojego cierpienia.
 
„Sługa poniżony, ogołocony, unicestwiony... Pan wyniesiony, wywyższony, uwielbiony..." (Flp 2,6-11)
 
Święty Paweł, tak jak Izajasz i Łukasz nie rozważa po­wierzchownie Męki Jezusa jako przypadkowego zdarze­nia, któremu został poddany biedny człowiek, taki jak my. Hymn do krzyża św. Pawła jest już hymnem paschalnym. Poniżenie Jezusa aż do śmierci jest całkowicie wolne. Jezus, „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze spo­sobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, uniżył się". Zapowiedział: „Nikt nie zabierze mego życia, to ja daję życie". Jego śmierć jest „posłuszeństwem w miłości". W swej Męce Jezus jest całkowicie odpowie­dzialny: ofiarowuje najpierw swe życie dobrowolnie w uczcie eucharystycznej. „To dlatego Bóg Go wywyższył, to dlatego wszelki język wyznaje, że Jezus Chrystus jest Panem".
 
„Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał" (Łk 22,14)
 
To zdanie streszcza całkowicie paschalne i pozytywne znaczenie Męki według św. Łukasza. Każda Ewangelia ma swój szczególny koloryt. Łukasz, bardziej niż Marek, Ma­teusz czy Jan, kładzie nacisk na pewne wątki, które spotka­liśmy już w tekstach Izajasza i Pawła.
1. Ustanowienie Eucharystii przybiera charakter testamentu. „Nie będę już jeść ani pić z wami... Ja przekazu­ję wam Królestwo jak Mnie przekazał je mój Ojciec". Uczniowie są obarczani funkcją, posłannictwem: mają zatroszczyć się o nadejście Królestwa. Ale to kapłańskie za­danie może być wypełnione jedynie w duchu Jezusa i nie jako władza w świecie... ale jako służba. Posłannik ma oznaczać „sługa".
2. Królestwo Jezusa. Królestwo Jezusa jest przedstawiane jako przeciwieństwo, antyteza królestw ziemskich (Łk 22,25—29). „Królowie narodów panują nad nimi. Wy zaś nie tak macie postępować". Jego Królestwo jest ukryte, negowane, zniekształcone. „Jeśli jesteś królem żydow­skim..." wrzeszczą żołnierze, chcąc Go zelżyć. „To jest król żydowski" głosi bluźnierczy napis nad Jego głową. A jed­nak jest to królestwo realne: „Wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze mną będziesz w raju". Jezus ośmielił się powiedzieć już przed Wysoką Radą: „Zobaczycie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Boga Wszechmogącego".
3. Walka z szatanem. Trzykrotnie Łukasz identyfikuje inspiratora zdrady (22,3), kusiciela Piotra (22,31), złego ducha Wysokiej Rady (22,53). Wydarzenia nie toczą się je­dynie na poziomie ludzkim, mają wymiar nieoczekiwany, eschatologiczny: to zwycięstwo Boga nad nieprzyjacielem, nad „władcą ciemności". I my włączeni jesteśmy do tej walki: „Szatan upomina się o was... módlcie się, abyście nie ulegli pokusie".
4. Niewinność Jezusa. W opisie procesu Łukasz powta­rza trzy razy uroczystą deklarację Piłata: „Nie znajduję żadnej winy w tym człowieku" (Łk 23,4.14.22). Podobnie myśli Herod (23,15). Męka zaś kończy się wyznaniem setni­ka: „Istotnie, ten człowiek był SPRAWIEDLIWY".
5. Nie bądźmy obserwatorami, ale uczestnikami. Jezus cierpi i umiera samotny. Ale Łukasz zwraca uwagę na tych wszystkich, którzy uczestniczą w drodze krzyżowej. Wspól­nota chrześcijańska, to znaczy my, jest wezwana do towa­rzyszenia Jezusowi. „Szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim". Łukasz zazna­cza, że wszyscy ludzie zgromadzeni, aby oglądać ten widok, wracali do siebie bijąc się w piersi. Szymon z Cyreny nie wydaje się być zmuszony, ale niesie krzyż za Jezusem, stając się wzorem ucznia, którego pragnął Jezus. Dobry łotr, setnik są poruszeni przez łaskę bliskości Jezusa.
6. Jezus jest Zbawicielem. Jedyny Łukasz podaje w swym opisie modlitwę ukrzyżowanego za Jego opraw­ców: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Nie słuchajmy opisu Męki, nie myśląc o naszych własnych grzechach i o naszej „spowiedzi wielkanocnej".
7. Jezus jest umiłowanym Synem Ojca. U św. Łukasza końcowe słowa Jezusa, zanim wydał on ostatnie tchnienie, to synowskie oddanie się Bożej miłości, z pełnym spoko­jem i ufnością: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego". Jest to wzór wierzącego: wie, że umierając nie popada w nicość, jak myślą ateiści. Śmierć Jezusa promie­niuje na naszą śmierć jak światło do naszych ciemności.
W tę niedzielę ulotnego triumfu wjazdu do Jerozolimy i opisu Męki dociera już do nas światło Wielkiej Nocy.

Modlitwa

Daj mi Boże pragnienie rozścielenia przed Tobą mojego serca i umysłu. Pomóż, ratuj, bo stan ich jest opłakany. Utwórz w nich na nowo miejsce Twojego królowania. Odnów swoją świątynię. Pokaż jak żyć, a nie jak przetrwać. Niech na nowo umysł i serce staną się miejscem pielęgnowania, noszenia Twojego słowa i troski o Twoją mądrość. Nie dają radości rzeczy, którymi się przyodziewam. Nie cieszą oczy przedmioty, które posiadam. Nie podnosi mnie na duchu to, co dotykam i biorę w swoje ręce.

Jeśli Ty sam nie pozbawisz mnie rzeczy przemijających, nie jestem w stanie sam, dobrowolnie oddać tego, co dnia każdego powoduje moje wewnętrzne niszczenie. Przestałem się wstydzić moich nieprawości. Kłamstwo i udawanie stały mi się jak bracia. Przybądź Boże i przejmij na nowo tego, który jest Twoim. Hosanna! Uratuj, pomóż!
 
 
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger