lutego 25, 2023
Kazanie pasyjne - II. Getsemani
lutego 25, 2023
lutego 25, 2023
Kazanie pasyjne – I. Wieczernik
lutego 25, 2023
lutego 18, 2023
Środa popielcowa - Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie
lutego 18, 2023
Tego, co prawe, uczciwe, nie należy czynić jedynie dlatego, że ktoś na nas patrzy i doceni nasze starania. Ważna jest intencja, z jaką czynię to, co słuszne i sprawiedliwe. Pismo św. mówi: "żeby się Bogu pokazać (podobać), nie zaś ludziom". Nie należy czynić dobra w celu bycia oglądanym przez ludzi. Okazując pomoc drugiemu, nie powinienem równocześnie dawać znaki innym, czy trąbić przed sobą, w celu zwrócenia uwagi. Takie postępowanie jest obłudą. Intencją moją nie jest najpierw nieść pomoc potrzebującym, lecz promocja własnej osoby. Obłuda, to taka postawa, w której robię wrażenie, że pomagam drugiemu. Nie chodzi w tym o dobro potrzebującego, lecz o uznanie dla dającego. Obłuda jest znakiem wewnętrznego rozdarcia człowieka. To, co czyni zewnętrznie, nie jest spójne z tym, co przeżywa w swoim wnętrzu. Synagoga, kościół, wspólnota wierzących jest miejscem obecności również ludzi obłudnych, chcących zyskać podziw i uznanie.
Dający, nie powinien oczekiwać na uznanie. Jeśli ono będzie, Bóg niech będzie uwielbiony; jeśli go nie ma, "słudzy nieużyteczni jesteśmy, zrobiliśmy to, co powinniśmy wykonać", niech Bóg będzie uwielbiony. Człowiek lubi być chwalonym. Wielu, jak się wydaje, nie potrafi żyć bez tak okazywanej formy uznania, pocieszenia, poklasku. To, co w człowieku jest godne chwalenia, ma swojego adresata w Bogu. Nie należy bronić się, gdy człowiek jest chwalony; nie oburzać się, gdy inni tego nie czynią, w stosunku do mnie. Człowiek dostrzegający w innym dobro i szczerze sygnalizujący swoją radość i podziw, uczy się widzenia dobra i podziwu nad jego pięknem. Może tak być, choć nie musi, że istnieje możliwość przejścia od pochwały należnej człowiekowi, do chwalenia Boga.
Nasza dobroć, pomaganie innym, powinno być otulone tajemnicą. Prawdą jest, że i tak się to się ujawni. Bóg objawia, odsłania ludzi dobrych. Oni sami nie powinni troszczyć się o to. Ich dążeniem powinno być angażowanie się w czynienie dobrze wszystkim. Nasuwa się takie skojarzenie: dobroć, dawanie jest podobne do ziarna ukrytego w roli. W ukryciu dobro dojrzewa, pomnaża się, aż do czasu ujawnienia swojego piękna. To, co w ukryciu, jest dla Bożych oczu. On, który jest sprawcą dobra w człowieku, decyduje o tym, kiedy ono będzie dla ?nakarmienia wielu?
stycznia 14, 2023
2. Niedziela Zwykła (A) – Człowiek ochrzczony jest chwałą Boga
stycznia 14, 2023
Przekraczając próg Bazyliki św. Piotra w Rzymie, każdy pielgrzym, jakby instynktownie, kieruje swój wzrok ku słynnej Glorii Berniniego. Dzieło to stanowi swoistą nastawę ołtarzową skomponowaną z okna – witrażu przedstawiającego Ducha Świętego w tradycyjnej postaci gołębicy oraz pozłacanych ludzkich i anielskich figur – mieszkańców nieba. Jeszcze do niedawna to właśnie "okno" było miejscem, gdzie umieszczano podczas kanonizacji wizerunek nowego świętego, czyli człowieka wyniesionego do chwały ołtarzy. "Chwała" w języku łacińskim znaczy "gloria".
W ubiegłą niedzielę przeżywaliśmy Święto Chrztu Pańskiego. Wydarzenie to było początkiem publicznej działalności Zbawiciela. Dziś, u początku nowego okresu liturgicznego, słowo Boże proponuje nam, byśmy jeszcze raz wrócili myślą do początków naszej osobistej historii zbawienia, rozważając w oparciu o teksty biblijne, podstawowe zadania wypływające z przyjętego przez nas sakramentu Chrztu.
Pierwszym zadaniem człowieka ochrzczonego jest walka z grzechem i ojcem grzechu, czyli Szatanem. Św. Jan Chrzciciel, wskazując w dzisiejszej Ewangelii na Chrystusa, jako zapowiedzianego Zbawiciela, nazywa Go najpierw „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Jest to prawda, która w sposób szczególny realizuje się w sakramencie Chrztu. Chrystus bowiem poprzez łaskę Chrztu gładzi grzech pierworodny, a jeśli jest on przyjmowany przez człowieka dorosłego, również jego grzechy osobiste przed Chrztem popełnione. Jest to jednak tylko początek walki, dokonany mocą samego sakramentu, bez naszej zasługi. Podobnie jak Chrystus, mimo iż był bez grzechu, do końca swoich dni walczył z Szatanem, tak samo każdy ochrzczony musi toczyć bój z wrogami światłości przez całe swoje życie, nie wyłączając decydującego momentu śmierci.
Postawmy pytanie. Dzięki czemu uczeń Chrystusa, czyli chrześcijanin, może walczyć i odnieść ostateczne zwycięstwo nad grzechem? Odpowiedź znajdziemy w dzisiejszej Ewangelii. Jan Chrzciciel, dając świadectwo o zstąpieniu na osobę Mesjasza Ducha Świętego, mówi, iż Chrystus jest Tym, „który chrzci Duchem Świętym” (J 1,33). Moc Ducha Świętego, którego otrzymujemy na Chrzcie świętym, jest Darem uzdalniającym nas do walki ze złem. Zadanie, jakie wypływa z tego Daru, to ciągła współpraca z Nim, czyli, innymi słowy, życie w świetle i mocy Ducha Świętego. Wielu współczesnych ludzi, zwłaszcza młodych, odkrywa i przeżywa na nowo prawdę o stałej obecności i działaniu Ducha Świętego w życiu chrześcijanina. Znajduje to wyraz w wielu nowych ruchach religijnych. Nie trzeba jednak koniecznie należeć do jednego z nich, aby obecność Trzeciej Osoby Trójcy Świętej jaśniała w naszym życiu, podobnie jak witraż Berniniego prześwietlony promieniami słońca w Bazylice św. Piotra. Będzie tak wówczas, gdy nie zatrzymamy się tylko na walce ze złem, ale zechcemy, w sposób aktywny, pomagać Duchowi Świętemu w Jego głównym zadaniu, jakim jest uświęcanie człowieka, Kościoła i świata.
Zadanie osobistego uświęcania się, więcej, osiągnięcia osobistej świętości, wypływa bezpośrednio z przyjętego przez nas sakramentu Chrztu. Gdyby ktoś nie mógł przyjąć żadnego innego sakramentu, już poprzez sakrament Chrztu otrzymałby wszystko, co jest konieczne i wystarczające do świętości. Nie dziwi nas więc, iż św. Dominik Savio, pisząc w swojej dziecięcej prostocie, rzec by można, naiwności: „Muszę, mogę i chcę, absolutnie stać się świętym”, nie popełnił najmniejszego błędu i nie okazał braku pokory i roztropności w formułowaniu myśli. Wyraził jedynie tę prawdę, którą św. Paweł zawarł w pozdrowieniu, z dzisiejszego drugiego czytania, skierowanym do chrześcijan korynckich, „którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i są powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana” (1 Kor 1,2). "Muszę i mogę", ponieważ zostałem ochrzczony i otrzymałem dar Ducha Świętego Uświęciciela. Czy jednak naprawdę chcę? Czy chcę absolutnie, to znaczy bezwarunkowo?
Wielu chrześcijan, nie wyłączając kapłanów i osoby zakonne, miało za "złe" św. Janowi Pawłowi II, że dokonał tylu beatyfikacji i kanonizacji, iż nie wystarcza już Glorii Berniniego, aby pomieścić wizerunki osób wynoszonych do chwały ołtarzy podczas jednej, wspólnej uroczystości. Wielu stawiało sobie pytanie, czy nie było to przesadą i brakiem roztropności? Kiedyś, tak zwana "świętość oficjalna" zarezerwowana była dla wąskiej grupy ludzi, wywodzących się zazwyczaj z duchowieństwa, arystokracji czy wręcz monarchów Kościoła i świata. Dziś na ołtarzach obok królewicza Kazimierza czcimy ubogą Karolinę Kózkównę z podtarnowskiej wsi. Obok wielkiego teologa, Tomasza z Akwinu, młodego studenta politechniki w Turynie, Piotra Jerzego Frassatiego. Obok Papieża Piusa X, ubogiego mnicha z krakowskiej ogrzewalni, brata Alberta Chmielowskiego. Obok wielkiej Katarzyny ze Sieny, Dziewicy i Doktora Kościoła, zwyczajną matkę rodziny, Giannę, która wolała umrzeć, aniżeli stracić swoje kolejne, nienarodzone jeszcze dziecko. Dlaczego jest ich tylu, tak różnorodnych, jakże często nam współczesnych? Aby pokazać, że chcąc, można stać się świętym, nawet w tym świecie, który świętość, świętych, ich relikwie i kult najchętniej odstawiłby do lamusa historii Kościoła.
Świętość bowiem nigdy nie przestanie być podstawowym zadaniem człowieka ochrzczonego, choć z drugiej strony zawsze pozostanie niezgłębionym darem Boga. Boga, który objawia swoją chwałę, jak mówi św. Ireneusz, w każdym człowieku żyjącym, ale przede wszystkim w człowieku ochrzczonym, który powinien, może i chce stać się świętym. I dlatego...
To zbyt mało być człowiekiem ochrzczonym!
To zbyt mało być ojcem, matką, siostrą zakonną, kapłanem a nawet biskupem!
To zbyt mało!
Trzeba być świętym. Trzeba chcieć być świętym!
stycznia 07, 2023
Święto Chrztu Pańskiego (A) - Ten jest mój Syn umiłowany
stycznia 07, 2023
Liturgia dzisiejszej niedzieli zaprasza nas do tego, abyśmy w postawie wiary rozważyli wydarzenie Chrztu Jezusa, które opisuje Ewangelista Mateusz, podobnie jak to czynią inni dwaj synoptycy: Marek i Łukasz. Kościół dzisiaj uroczyście celebruje to święto, obficie zastawiając stół Słowa Bożego, abyśmy głębiej wniknęli w znaczenie owego wydarzenia.
Chrzest Jezusa, w swoim głębokim znaczeniu, jest kontynuacją Uroczystości Objawienia Pańskiego. Jest chwilą rozpoczęcia publicznej działalności Mesjasza. Jest on decydującym etapem objawienia się Jezusa Chrystusa światu jako Syna Bożego. Wydarzenia związane z Jego narodzeniem są już odległe, zachowywane tylko w sercach nielicznych bohaterów tamtych dni. Trzydzieści lat ciszy i ukrytego życia pozwoliły Jezusowi wzrastać w łasce u
Pana Boga i u ludzi. Okres życia przed chrztem, jak mówi starożytny autor, ukazuje nam Jego człowieczeństwo, we wszystkim podobne do naszego (Meliton z Sardes). Chrzest więc zamyka okres ukrytego życia Jezusa, Jego stawanie się podobnym do ludzi, i otwiera nowy, w którym ukaże się On światu jako Zbawiciel posłany przez Boga.
"Na początku publicznego życia Jezus przyjmuje chrzest od Jana w Jordanie. Jan głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Tłum grzeszników - celnicy i żołnierze, faryzeusze i saduceusze oraz nierządnice - przychodzi, aby być ochrzczonym przez niego. Wtedy przyszedł Jezus. Jan Chrzciciel waha się, Jezus nalega: przyjmuje chrzest. Wówczas Duch Święty w postaci gołębicy zstępuje na Jezusa, a głos z nieba ogłasza: Ten jest mój Syn umiłowany. Jest to objawienie się, «Epifania» Jezusa jako Mesjasza Izraela i Syna Bożego" (Katechizm Kościoła Katolickiego, 535).
Wydarzenie Chrztu Jezusa inauguruje nowy etap Jego życia. Zostaje oficjalnie przedstawiony światu przez Ojca jako Mesjasz, który mówi i działa w Jego Imieniu, objawiając przy tym szczególny autorytet. Jest to początek publicznej misji oraz głoszenia Dobrej Nowiny z mocą, która będzie zadziwiać uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Rozpoczyna się więc czas Jezusa jako czas szczególnej laski Bożej, jako czas wypełnienia się obietnic oraz Bożego planu zbawienia. Razem z Janem Chrzcicielem odchodzi czas proroków. Rozpoczyna się czas Chrystusa i Jego Kościoła.
Skąd tak wielkie znaczenie tego wydarzenia? Ważność Chrztu Jezusa, poza objawieniem Ducha Świętego, złączona jest z uroczystą proklamacją Ojca: "Ten jest mój Syn umiłowany" (Mt 3,17). Ten, który stał się Sługą, jest ogłaszany Synem (por. Iz 40,2). "Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię" (Flp 2,9). Jezus z Nazaretu - Chrystus jest pełnią Objawienia: nie ma już blasku gwiazdy, ale sam głos Ojca, który ogłasza ludziom, kim On jest: umiłowanym Synem Ojca. Jezus wyrażał sens tej deklaracji, zwracając się nieustannie do Ojca słowami: Abba, Ojcze! Ewangelia ukazuje nam ten nieprzerwany dialog z Ojcem w łonie Trójcy Przenajświętszej. Cała nasza wiara jest zakotwiczona w tej świadomości Jezusa. On nas zbawia, ponieważ jest Synem Bożym. Czyni nas przybranymi dziećmi Boga, ponieważ stał się naszym bratem.
Konsekwencją tego wydarzenia są słowa Ojca: "Jego słuchajcie!" (Mk 9,7). Z tymi sami słowami Bóg Ojciec zwróci się do uczniów Chrystusa na Górze Tabor. Mamy słuchać Jezusa, do którego każdy z nas przez chrzest zostaje sakramentalnie upodobniony. Powinniśmy wejść w tę tajemnicę pokornego uniżenia się i skruchy, zstąpić do wody z Jezusem, aby wyjść z niej razem z Nim, odrodzić się z wody i Ducha, aby w Synu stać się umiłowanymi dziećmi Ojca i wkroczyć w nowe życie (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 537).
Mamy słuchać Jezusa, który także dzisiaj mówi do nas w swojej Ewangelii, ponieważ mówi do nas w imieniu Ojca. A słuchać Go nie oznacza tylko uważać na Jego słowa, ale przede wszystkim uwierzyć w Niego i przyjąć Go jako Pana i Zbawiciela. Osoba Jezusa Chrystusa jest dla każdego człowieka ciągle ponawianym zaproszeniem do nowego życia.
Ten Jezus, który przyszedł do Jana w pokorze i ukryciu, jest tym samym, który przedziwnie w znakach chleba i wina przychodzi do nas w tym zgromadzeniu. Przyjmijmy Go dzisiaj z tymi samymi słowami, z którymi przyjął Go wtedy Jan Chrzciciel nad Jordanem: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata" (J 1,29).
stycznia 05, 2023
Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) - Pokłon mędrców ze Wschodu
stycznia 05, 2023
Uroczystość Objawienia Pańskiego przynosi ze sobą wiele treści. Mamy temat rozumienia zbawienia u Żydów, jednocześnie jest pokazana powszechność zbawienia - oto zbawienie nie jest zarezerwowane tylko dla Narodu Wybranego, ale również obejmuje pogan. Święto to chce także nam pokazać inny sposób poznania Boga, że Boga możemy poznać także poprzez porządek naturalny, nie tylko poprzez wiarę. Sam intelekt, zdrowy, niezwichrowany jest także w stanie dojść do pierwszej przyczyny całego kosmosu. Mamy również dość ważny temat: obrazu samego Boga.
Pod te wszystkie elementy naczelnego tematu, jakim jest objawienie Boga poganom, czyli nam wszystkim, którzy nie jesteśmy Żydami, podprowadzają nas trzej Magowie. I chciałbym razem z Wami wspólnie im poświęcić trochę uwagi, bo naprawdę zasługują na to. Kim byli ci tajemniczy trzej Mędrcy? Otóż trzeba powiedzieć, że nie dużo o nich wiemy, pobożność chrześcijańska nadała im imiona: Kacper, Melchior i Baltazar. Ale tak naprawdę wiemy o nich tylko tyle, że przybyli ze Wschodu. Najprawdopodobniej z Persji. Bez wątpienia byli to mądrzy .udzie, oni z samych znaków naturalnych, z układów konstelacji gwiezdnych doszli do przekonania, że wydarzy się coś niezwykłego. Udali się w drogę swojego życia, bo to była podróż długa : niepewna. Przyszli do Żydów, jako do swoistych ekspertów od zbawienia. Zadali Herodowi, królowi żydowskiemu, następujące pytania: „Gdzie się narodził Bóg? Gdzie i kiedy?".
Herod zwołał wszystkich znawców Tory i otrzymał właściwą odpowiedź. Żydzi bowiem wiedzieli, gdzie i kiedy narodził się Mesjasz. I podają Magom ze Wschodu termin i miejsce. W tym momencie odkrywamy niezwykłe napięcie, ponieważ Żydzi mają inne wyobrażenie Mesjasza, którego oczekują. Ten Mesjasz, który rodzi się w Betlejem nie odpowiada ich oczekiwaniom. Oni czekają na Mesjasza, który ich wyzwoli, albo z ówczesnej okupacji rzymskiej, albo babilońskiej, albo egipskiej. Może mieli nadzieję, że staną się jakimś super mocarstwem, militarnym czy ekonomicznym? Takiego chcieli Boga, takiego chcieli wyzwoliciela.
Trzej Mędrcy, kiedy otrzymują odpowiedź na pytanie, gdzie się Bóg rodzi, udają się do Betlejem. „Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją" - czytamy w zapisie Mateusza. „Upadli na twarz i oddali Mu pokłon". W kulturze nomadów oddać komuś pokłon, oznaczało uznać go za Boga. Trzej Mędrcy uznają Boga w tym Jezusie narodzonym w Betlejem, w pasterskiej grocie, w ubóstwie, wśród zwierząt. Rzecz niezwykła, naprawdę godna podziwu, bo oni dochodzą do tego przez poznanie naturalne. Bóg objawia się poganom, to znaczy nie trzeba już przynależeć do Narodu Wybranego. Nie są ważne elementy przynależności grupowej, czy etnicznej, ale zaczyna liczyć się inny wymiar.
Oni poprzez poznanie naturalne dochodzą do odkrycia, że Jezus jest Bogiem. W tym miejscu, dla tych trzech Mędrców z Persji, zaczyna się wewnętrzna pielgrzymka. Bo to, że pokonali taką drogę, że wystawili się na taką niepewność, to jest mało w stosunku do tego, co zastają w Betlejem. Oto przed ich oczyma jest Bóg, ale nie taki, jakiego spodziewali się ujrzeć. Owa inna droga pokazuje nam, że oni rzeczywiście uznali w Jezusie Boga i rzeczywiście Go spotkali, nie słuchają bowiem już nikczemnego Heroda, który też miał właściwą wiedzę, lecz nie potrafił z niej skorzystać. W drodze powrotnej omijają go i inną drogą udają się do swojej ojczyzny.
Uroczystość Objawienia Pańskiego w tradycji chrześcijańskiej to święto starsze i kiedyś nawet bardziej celebrowane niż samo Boże Narodzenie. Ono upamiętnia wejście narodów pogańskich do Kościoła, pokazuje, że Kościół, ta nowa Synagoga, nie jest już tylko sprawą Narodu Wybranego, ale wspólnota Kościoła jest uniwersalna i powszechna. Święty Paweł napisze: „odtąd już nie ma Żyda, ani Greka, nie ma niewolnika, ani człowieka wolnego, ani kobiety, ani mężczyzny". Nie liczy się rasa, płeć, ani edukacja.
Wolno zauważyć, że nigdzie nie jest powiedziane, że Mędrcy byli dobrze wyedukowani, że byli uczeni. Jednakże okazali się mądrzy! A kto według Biblii jest mądry? Mądry to taki człowiek, który ponad wszystko szuka Boga. I oni byli rzeczywiście szczęśliwi, bo być szczęśliwym, to znaczy mieć w sobie głód Boga. Dlatego, drodzy Bracia i drogie Siostry, życzę Wam przede wszystkim dzisiaj, abyście zawsze mieli w sobie głód Boga. Poszukiwanie Boga wskazuje (tak jak u Mędrców), że musimy nieustannie zmieniać obraz Boga, który nosimy w swojej jaźni czy w swoim sercu. To nie jest ten Bóg, którego sobie wyobrażamy, to nie jest ten prawdziwy Bóg, który nam się dzisiaj objawia. Pomyślmy tylko o szoku, jakiego doznali trzej Mędrcy, kiedy przyszli do Betlejem i w jakiejś ubożuchnej grocie znaleźli niemowlę. Ale uznali w Nim Boga.
Na naszych drogach życia często zjawiają się różni królowie, różni Herodowie, którzy chcą nas omamić i zabić w nas głód Boga. Święty Paweł słusznie pisze, że to w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Jak ważne jest, abyśmy dzisiaj, w Uroczystość Objawienia Pańskiego radowali się, że Bóg nam się objawia, że nie musimy słuchać wróżek, jakichś fałszywych przepowiedni, różnych naprawiaczy tego świata, tylko mamy rzeczywiście prawdę, która nam się odsłania.
Święty Ambroży pisze tak: „Bóg nie zwraca uwagi na to, co mu dajemy, lecz raczej na to, co zachowujemy jeszcze dla siebie". Trzej Mędrcy dali Bogu to, co mieli: dali Mu złoto, kadzidło i mirrę. Złoto to symbol bogactwa widzialnego, pewna posiadłość, majętność. Kadzidło to symbol Boga, to modlitwa wznosząca się do nieba. Mirra to maść, to lekarstwo na rany naszego życia, na nasz ból. W ten sposób ludzkość składa Bogu w darze w zasadzie wszystko to, co stanowi jej egzystencję, co jest owocem naszej pracy, naszych pragnień, naszych cierpień.
Idźmy i my razem z Mędrcami do żłóbka betlejemskiego i odkryjmy tego Boga, który nam się objawia. Nie tego, którego może chcielibyśmy, aby nam się objawił, ale miejmy w sobie tę moc i odwagę, żeby i uradować się Tym, który chce nas uszczęśliwić.
grudnia 24, 2022
Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (A) - Msza w dzień - Radość Bożego Narodzenia
grudnia 24, 2022
"Zabrzmijcie radosnym śpiewem..." (Iz 52,9) - wznosi się dziś wołanie Izajasza. Radujemy się z Bożego Narodzenia. Jedni cieszą się z prezentów, które otrzymali na gwiazdkę. Inni, ponieważ mają jeszcze jeden dzień wolny i mogą odpoczywać do woli, odwiedzać przyjaciół albo oglądać bez końca telewizję. Jeszcze inni cieszą się pokojem i rodzinnym nastrojem tych świąt. Wszystkie te motywy radości są dobre. Wiemy jednak, że radość taka nie jest trwała i skończy się, gdy miną jej przyczyny: znudzą się prezenty, wrócą dni ciężkiej pracy, rozwieje się świąteczna atmosfera. Co pozostanie z radości? Jedynie wspomnienie.
Jaki jest powód radości, która mogłaby trwać zawsze? Izajasz kończy swoją frazę: "Zabrzmijcie radosnym śpiewem, wszystkie ruiny Jeruzalem! Bo Pan pocieszył swój lud, odkupił Jeruzalem" (Iz 52,9). Św. Paweł powiada zaś: "Radujcie się zawsze w Panu; :cze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie liana wszystkim ludziom: Pan jest blisko!" (Flp 4,4-5). Oto pewny i niezawodny powód trwałej radości: Pan jest blisko! Dziś radujemy się jak pasterze z Betlejem, którzy ujrzeli chwałę Pana w prostocie żłóbka. Dziś uradujemy się jeszcze bardziej, gdy przyjmiemy Go w Komunii Świętej, mając nadzieję na radość doskonałą, gdy Pan nadejdzie w ostatnim dniu.
Jeśli Boży Syn jest pomiędzy nami, jeśli wszyscy to wiedzą, to dlaczego na świecie jest tylu smutnych? Dlaczego wielu płacze, utraciwszy nadzieję? Dlaczego nie ma w nich radości Bożego Narodzenia?
Przybycie gościa cieszy, jeśli spełnione są dwa warunki. Wpierw musimy znać przychodzącego, wiedzieć, kim jest, jaka jest jego godność. Gdy zatrzymamy się na zewnętrznych pozorach, powierzchowności, pozycji społecznej albo nazwisku, łatwo możemy kogoś nie docenić i nie rozpoznać. Nie ucieszymy się jego przyjściem, uznając za godnego przyjęcia z radością tylko tego, komu towarzyszy hałas, splendor i kto przynosi bogate dary. Abraham przyjął do swojego namiotu tylko trzech zmęczonych wędrowców. Nie licząc na nic, cieszył się ich przyjściem i podjął ich tym, co miał najlepszego. Jego otwartość na przychodzącego i gościnność została nagrodzona. Rozpoznał w nich aniołów, którzy zwiastowali mu radość nieogarnioną: "za rok o tej porze będziesz miał syna" (Rdz 18,10).
A my, czy znamy Pana, który przychodzi. Czy wiemy, kim jest? Czy nie myli nas pozór szopy? To nie Dzieciąteczko z tęsknej kolędy; nie ubogi "Jezusik", milutki jak maskotka - to wszechpotężny Pan, Bóg, Słowo Wcielone, który wraz z człowieczeństwem przyjął na siebie ludzką biedę fizyczną i duchową, aby nas z niej wyzwolić. "Na świecie było Słowo, a świat stał się przez nie, lecz świat go nie poznał' (J 1,10). Dzisiejsze święto jest dla nas wezwaniem do poznawania Bożego Syna. On objawia się w całej pełni na kartach Pisma Świętego. Mówi o sobie wszystko. Wystarczy sięgnąć po tę Księgę, czytać i medytować. Nie potrzeba wiele czasu, by wsłuchując się w słowa Jezusa, przewędrować z Nim od betlejemskiej stajenki do Wieczernika. Tu można poznać Jego wielkość i ogrom Jego miłości, która kazała Mu dać całego siebie nam. Potem staniemy pod krzyżem i zobaczymy, że Dar z wieczernika nie był tylko symbolem, ale rzeczywistością. I nowa radość wypełni nasze serca, gdy staniemy u pustego grobu, pełni nadziei na nasze zmartwychwstanie. Nie zatrzymujmy się na obrazie szopki. Idźmy za Jezusem, aby poznać Jego miłość i z radością na nią odpowiedzieć.
Drugim niezbędnym warunkiem radości z przyjścia gościa, jest ten: być przygotowanym. Zazwyczaj nie jesteśmy zadowoleni, jeśli ktoś przychodzi nie w porę, gdy dom nie posprzątany a my nie jesteśmy ubrani odświętnie. Sądzę, że przychodzący Pan Jezus nie oczekuje posprzątanych domów ani odświętnego odzienia, ale czystych serc ozdobionych łaską. Tu już nie poczucie smaku wprawia nas w zakłopotanie, ale wyrzut sumienia jest powodem smutku. Pan nie przychodzi nieproszony. "Słyszysz?! Twoi strażnicy podnoszą głos, razem wznoszą okrzyki radosne..." (Iz 52,8). Oni z radością zapowiadają nadejście Pana. Jeszcze mamy możliwość przygotować się i zaprosić Go. Czy nie zamilkli strażnicy naszych serc? Obudźmy ich - niech wołają radośnie! Przebudzenie może być nieprzyjemne. Trzeba będzie przyznać się do wielu błędów i słabości. Trzeba będzie przyjąć prawdę, że przespaliśmy już wiele czasu łaski. Wystarczy jednak szeroko otworzyć okna naszych serc, aby promienie wschodzącego Słońca rozgrzały to, co zziębnięte i wystygłe. W świetle Chrystusa nasze twarze rozpromienieją radością.
Jeśli znamy już Gościa, jeśli zaprosiliśmy Go do siebie, jeśli jesteśmy przygotowani, możemy wyjść Mu naprzeciw i wprowadzić Go w nasze życie. Razem przeżywać będziemy radość nieprzemijającą. Dziś świat jest smutny, bo wciąż powtarza się prawda, że Pan "przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli" (J 1,11). A my? Czy przyjęliśmy Go naprawdę? Czy napełnia nas radość? "Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy" (J 1,14).
Więc "radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! [...] Pan jest blisko!" (Flp 4,4-5) - oto moje życzenia. Zechciejcie przyjąć je w dzień Bożego Narodzenia! AMEN.
grudnia 24, 2022
Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (A) - Msza w dzień - Przedziwna wymiana natur
grudnia 24, 2022
Spójrzmy na tajemnicę Bożego Narodzenia poprzez paradygmat wymiany. Uczynimy to w trzech krótkich punkach: Wcielenie, wymiana i konsekwencje. Dwa pierwsze czytania (wzięte ze Starego Testamentu i z Listu do Hebrajczyków) wzywają nas wszystkich do radości, ponieważ oto przychodzi do nas Bóg i my pozwalamy Mu się odnaleźć. Bo w życiu jest tak, że to Bóg nas szuka, a nie my szukamy Boga.
Niekiedy mówimy: szukam Pana Boga. Nic podobnego! Pan Bóg pozwala się odnaleźć tym, którzy Go szukają, ale On jest inicjatorem, On jest Tym, w którym jest cały początek. Natomiast Ewangelia, która stanowi pierwszy rozdział zapisu św. Jana, jest taka trudna, enigmatyczna, zresztą wszystkie pisma Janowe w Nowym Testamencie są tajemnicze, misteryjne. Na dwadzieścia siedem ksiąg Nowego Testamentu, pięć ksiąg wyszło spod pióra Jana: właśnie Ewangelia, trzy Listy Janowe i ostatnia Księga Nowego Testamentu, czyli Apokalipsa, która jeszcze bardziej jest enigmatyczna i trudna do zrozumienia.
Otóż św. Jan w dzisiejszej Ewangelii wypowiada hymn ; Logosie. Możemy się domyślać, i słusznie, że tym Logosem «st odwieczne Słowo Boże. Oczywiście ta Ewangelia, która sama w sobie jest trudna, ma też wiele takich jasnych miejsc, jak na przykład to, że Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami. „Zamieszkało między nami" w greckim oryginale znaczy tyle, co: „rozbiło między nami namiot". Kiedy powstawała ta Ewangelia, starożytni Judejczycy, jako nomadzi, nie prowadzili osiadłego trybu życia, tylko zatrzymywali się : rozbijali namioty tam, gdzie były pastwiska dla zwierząt hodowlanych, a więc pojęcie mieszkania jednoznacznie wiązało się z namiotem. Dla ludzi współczesnych autorowi Ewangelii, dziewiętnaście wieków temu, ta sytuacja była absolutnie jasna i zrozumiała.
I tu jest ten pierwszy moment - Wcielenie. Bóg staje się człowiekiem. To jest właściwość tylko chrześcijaństwa, która nie występuje w żadnym innym systemie wiary na świecie - Bóg staje się jednym z nas. Co to oznacza? To jest właśnie istota tajemnicy betlejemskiej, Bóg przyjmuje naszą ludzką naturę. A jaka jest nasza ludzka natura? No, sami wiemy jaka: jesteśmy słabi, ograniczeni, zawistni, chciwi. Jest w nas wiele zła, złej woli i to nie tylko wobec drugiego, ale i wobec nas samych, czasami głęboko w nas tkwi (wywiedzionych z dzieciństwa czy nabywanych w życiu ontologicznym) wiele różnych zranień: nie kochamy siebie, nie akceptujemy, odnosimy się sami do siebie z pogardą. Ale pamiętajmy, nawet jeśli oskarża nas nasze własne serce, to Bóg jest większy od naszego serca. I oto taką ludzką naturę przyjmuje Bóg, to odwieczne Słowo.
Punkt drugi to wymiana. To nie jest dalszy ciąg nocy betlejemskiej, to nie jest tylko przyjęcie naszej ludzkiej natury przez Boga, ale dotknięcie istoty Bożego Narodzenia, czyli wymiany. Starożytni Ojcowie Kościoła używali takiego terminu jak admirabile comercium, czyli przedziwna wymiana. Na czym polega ta wymiana? Otóż Bóg przyjmuje nie tylko naszą ludzką naturę, ale obdarza nas swoją, to oznacza, że my w Jego naturze mamy udział w Bogu i te wszystkie nasze słabe złe strony stają się przeniknięte Bożym Duchem, stają się przemienione. Istotą Bożego Narodzenia jest to, że Bóg staje się człowiekiem, a jednocześnie wprowadza nas do wspólnoty z Bogiem. Otrzymujemy naturę Boską, oczywiście na tyle ta natura Boska w nas zaistnieje, na ile jesteśmy w łączności z łaską Bożą.
Kiedy spoglądamy na wydarzenie w Betlejem, to życzmy sobie, żebyśmy byli jak ci pasterze. Co cechowało pasterzy? Byli czujni, reszta spała. Człowiek, który śpi, jest poza światem, jest w swojej iluzji, a prawdziwy świat to tylko realny świat Boży.
Chciejmy zatem, jak pasterze, być ludźmi czuwającymi. Aby Bóg, który przychodzi właśnie w ubóstwie, przychodzi w wygnaniu, przychodzi w brzemiennej kobiecie, przychodzi w słabości, okazał się również naszym Bogiem. Bo ta istota Bożego Narodzenia, ta przedziwna wymiana dokonuje się wtedy, jeśli jesteśmy na nią otwarci, jeśli pozwolimy się Bogu znaleźć, jeśli mamy prawdziwe wyobrażenie Boga, Boga Objawienia, Boga judeochrześcijan. Bo nasz Bóg jest z tymi, którzy są uciskani, z tymi, którzy są słabi, z tymi, którzy łakną i oczekują zbawienia, z tymi, którzy pragną lekarza.
Niech
zatem tajemnica Bożego Narodzenia, tajemnica tak radosna, tak
niepojęta, będzie i naszym udziałem, niech w nas będzie nadzieja,
niech w nas będzie radość, niech w
nas
będzie moc, bo oto nie tylko jesteśmy stworzeni, powołani z
nicości do bytu, do życia, ale jesteśmy poprzez tę tajemnicę
groty betlejemskiej we wspólnocie, we wspólnocie Boga-Człowieka. AMEN