Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto Chrztu Pańskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto Chrztu Pańskiego. Pokaż wszystkie posty

stycznia 07, 2023

Święto Chrztu Pańskiego (A) - Ten jest mój Syn umiłowany

stycznia 07, 2023

Święto Chrztu Pańskiego (A)  - Ten jest mój Syn umiłowany


Liturgia dzisiejszej niedzieli zaprasza nas do tego, abyśmy w postawie wiary rozważyli wydarzenie Chrztu Jezusa, które opi­suje Ewangelista Mateusz, podobnie jak to czynią inni dwaj syno­ptycy: Marek i Łukasz. Kościół dzisiaj uroczyście celebruje to święto, obficie zastawiając stół Słowa Bożego, abyśmy głębiej wni­knęli w znaczenie owego wydarzenia.

Chrzest Jezusa, w swoim głębokim znaczeniu, jest kontynu­acją Uroczystości Objawienia Pańskiego. Jest chwilą rozpoczęcia publicznej działalności Mesjasza. Jest on decydującym etapem objawienia się Jezusa Chrystusa światu jako Syna Bożego. Wyda­rzenia związane z Jego narodzeniem są już odległe, zachowywane tylko w sercach nielicznych bohaterów tamtych dni. Trzydzieści lat ciszy i ukrytego życia pozwoliły Jezusowi wzrastać w łasce u

Pana Boga i u ludzi. Okres życia przed chrztem, jak mówi staro­żytny autor, ukazuje nam Jego człowieczeństwo, we wszystkim podobne do naszego (Meliton z Sardes). Chrzest więc zamyka okres ukrytego życia Jezusa, Jego stawanie się podobnym do lu­dzi, i otwiera nowy, w którym ukaże się On światu jako Zbawiciel posłany przez Boga.

"Na początku publicznego życia Jezus przyjmuje chrzest od Jana w Jordanie. Jan głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Tłum grzeszników - celnicy i żołnierze, faryzeusze i saduceusze oraz nierządnice - przychodzi, aby być ochrzczonym przez niego. Wtedy przyszedł Jezus. Jan Chrzciciel waha się, Jezus nalega: przyjmuje chrzest. Wówczas Duch Święty w postaci gołębicy zstępuje na Jezusa, a głos z nieba ogłasza: Ten jest mój Syn umiłowany. Jest to objawienie się, «Epifania» Jezusa jako Mesjasza Izraela i Syna Bożego" (Katechizm Kościoła Katoli­ckiego, 535).

Wydarzenie Chrztu Jezusa inauguruje nowy etap Jego życia. Zostaje oficjalnie przedstawiony światu przez Ojca jako Mesjasz, który mówi i działa w Jego Imieniu, objawiając przy tym szcze­gólny autorytet. Jest to początek publicznej misji oraz głoszenia Dobrej Nowiny z mocą, która będzie zadziwiać uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Rozpoczyna się więc czas Jezusa jako czas szcze­gólnej laski Bożej, jako czas wypełnienia się obietnic oraz Bożego planu zbawienia. Razem z Janem Chrzcicielem odchodzi czas proroków. Rozpoczyna się czas Chrystusa i Jego Kościoła.

Skąd tak wielkie znaczenie tego wydarzenia? Ważność Chrztu Jezusa, poza objawieniem Ducha Świętego, złączona jest z uroczystą proklamacją Ojca: "Ten jest mój Syn umiłowany" (Mt 3,17). Ten, który stał się Sługą, jest ogłaszany Synem (por. Iz 40,2). "Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię" (Flp 2,9). Jezus z Nazaretu - Chrystus jest pełnią Objawienia: nie ma już blasku gwiazdy, ale sam głos Ojca, który ogłasza ludziom, kim On jest: umiłowanym Synem Ojca. Jezus wyrażał sens tej deklaracji, zwracając się nieustannie do Ojca słowami: Abba, Ojcze! Ewangelia ukazuje nam ten nieprzerwany dialog z Ojcem w łonie Trójcy Przenajświętszej. Cała nasza wiara jest zakotwiczona w tej świadomości Jezusa. On nas zbawia, ponieważ jest Synem Bożym. Czyni nas przybranymi dziećmi Boga, ponieważ stał się naszym bratem.

Konsekwencją tego wydarzenia są słowa Ojca: "Jego słu­chajcie!" (Mk 9,7). Z tymi sami słowami Bóg Ojciec zwróci się do uczniów Chrystusa na Górze Tabor. Mamy słuchać Jezusa, do którego każdy z nas przez chrzest zostaje sakramentalnie upodo­bniony. Powinniśmy wejść w tę tajemnicę pokornego uniżenia się i skruchy, zstąpić do wody z Jezusem, aby wyjść z niej razem z Nim, odrodzić się z wody i Ducha, aby w Synu stać się umiło­wanymi dziećmi Ojca i wkroczyć w nowe życie (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 537).

Mamy słuchać Jezusa, który także dzisiaj mówi do nas w swojej Ewangelii, ponieważ mówi do nas w imieniu Ojca. A słu­chać Go nie oznacza tylko uważać na Jego słowa, ale przede wszystkim uwierzyć w Niego i przyjąć Go jako Pana i Zbawiciela. Osoba Jezusa Chrystusa jest dla każdego człowieka ciągle pona­wianym zaproszeniem do nowego życia.

Ten Jezus, który przyszedł do Jana w pokorze i ukryciu, jest tym samym, który przedziwnie w znakach chleba i wina przy­chodzi do nas w tym zgromadzeniu. Przyjmijmy Go dzisiaj z tymi samymi słowami, z którymi przyjął Go wtedy Jan Chrzciciel nad Jordanem: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata" (J 1,29).

 

stycznia 08, 2022

Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Powróć do Chrztu świętego

stycznia 08, 2022

Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Powróć do Chrztu świętego


Było to nad Jordanem, gdzie Jan nauczał i udzielał chrztu. Któregoś dnia Chrystus, Mesjasz, Syn Boży, zrodzony z Dziewicy, pokornie staje w jednym rzędzie z grzesznikami, aby przyjąć chrzest Janowy. Niewinny, bez grzechu, nie musiał tego czynić. Ale czyni to z miłości do człowieka, którego pragnie zbawić. Jeszcze brzmią nam w uszach słowa anioła wypowiedziane w Noc Betlejemską do pasterzy i do każdego z nas: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida, narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz. Pan" (Łk 2, 10-11). Jako Zbawiciel bierze na siebie ciężar grzechów całego świata, by
zanieść go aż na Golgotę. Staje pokornie w wodach Jordanu przed tym, który mówił do zebranego tłumu: „Ja was chrzczę wodą, lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem" (Łk 3, 16).

Co nam zostało z tego ognia? Takie pytanie warto sobie dziś postawić. Wszak jesteśmy ochrzczeni, wpisani do księgi metrykalnej, nadano nam imię, a może dwa imiona, przygotowano białą szatę, świecę chrzcielną. I co z tego nam zostało? Może jako ojciec nie chcesz pozwolić na to, żeby swoje dziecko ochrzcić, żona twoja też nie praktykuje, ale babcia nalega, by ochrzcić dziecko. Dlatego jedziesz do sąsiedniego kościoła, dla świętej zgody. I postępujesz dla tradycji i pewnie wiary zabobonnej. A czasem kłócisz się z proboszczem w kancelarii, który nie może się zgodzić na twoją kandydaturę ojca chrzestnego. Bo wskazany przez ciebie ojciec chrzestny nie praktykuje, nie żyje w sakramentalnym małżeństwie, a może będąc na Zachodzie wypisał już z Kościoła, by nie płacić podatku kościelnego. „Ale ksiądz proboszcz jest nietolerancyjny - powiadasz - ksiądz nas odpycha od Kościoła". A proboszcz odpowiada: „To nie ja wypędzam pana z Kościoła, to pański brat sam, dobrowolnie i świadomie oddalił się od Kościoła".

A przecież przed laty został ochrzczony. Co nam zostało z tego ognia?

Tajemnica Chrztu Pańskiego powtórzyła się podczas misterium naszego Chrztu św. Przez Chrzest św. zostaliśmy poświęceni na własność Trójcy Przenajświętszej i weszliśmy we wspólnotę z Ojcem i Synem i Duchem Świętym, a jest to wspólnota miłości, wspólnota z Bogiem przez Chrystusa w Duchu Świętym. I właśnie z udziału w tej wspólnocie wypływa obowiązek dążenia do świętości. Bez tej świadomości trudno stać się chrześcijaninem. Mówisz: „Zostałem ochrzczony, więc jestem chrześcijaninem, chodzę do kościoła". A Ewangelia poucza o Duchu, o wierze, o wodzie, o Chrzcie św. Chrześcijaninem staję się przez wiarę i chrzest. Chrzest bez wiary nie wystarczy. Nad każdym z nas wtedy „otwarły się niebiosa" i zostaliśmy ogarnięci nieskończoną miłością Boga. Staliśmy się przybranymi dziećmi Boga. Nad Jordanem „otwarło się niebo i zabrzmiał głos Ojca: to jest mój Syn umiłowany. Jego słuchajcie" (por. Mk 9, 6).

„...Jego słuchajcie". Być posłusznym Bogu to nic innego jak tylko uwzględnić Jego obecność i reagować na nią. Człowiek, który nie chce być posłuszny, jest jak ten, który zamyka oczy i chce iść przez las czy przez miasto. Jest oczywiste, że będzie go to drogo kosztować. Święty Łukasz zauważył, że w chwili, kiedy Jezus się modlił „otworzyło się niebo" (Łk 3, 21). Nam, którzy otrzymaliśmy Chrzest z wody i Ducha, czyż to nie modlitwa jest najbardziej potrzebna, abyśmy odzyskali świadomość naszego synostwa? Jestem dzieckiem Boga... Mogę do Niego mówić Ojcze!

Chrystus, który stale we Mszy św. ofiaruje się swojemu Ojcu, nie chce być sam. On chce naszej wspólnoty, naszej Komunii, a także naszej ofiary.

Ośmioletni Michał napisał do mnie: „Choruję na zanik mięśni, nie chodzę wcale, ale umiem czytać i pisać. Byłem już u I Komunii św. i często przyjmuję Pana Jezusa. Bardzo proszę o przyjęcie mnie do Apostolstwa Chorych, bo chciałbym swoje cierpienia ofiarować za Kościół i świat".

Chrzest jest tylko wstępem, początkiem drogi, ukazaniem Bogu gotowości serca, za którą musi nastąpić wypełnienie tego, co przy Chrzcie przyrzekamy Bogu.

Czy to nie wspaniałe, że tak bardzo pomogliśmy naszym braciom i siostrom w Armenii? Jakże imponuje nam entuzjazm pierwszych chrześ­cijan. Piotr jest pełen radości, że może udzielić Chrztu Korneliuszowi i jego rodzinie, „bo w każdym narodzie miły jest Bogu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie" (Dz 10, 35).

Podczas tej Mszy Św., obecny wśród nas Chrystus, ten sam, który nas ochrzcił „ogniem i Duchem" - pyta nas dzisiaj o wierność danym kiedyś przyrzeczeniom. Każdego dnia zadaje nam to samo pytanie.

Niedawno podczas mojej posługi w Hospicjum otrzymałem od lekarza adres i numer telefonu człowieka, do którego należało pójść. W godzinach wieczornych zadzwoniłem do żony chorego, by zapowiedzieć swoje przyjście. „Ależ proszę księdza, mój mąż nie praktykuje od wielu lat, nie wiem, czy on zechce księdza przyjąć - odpowiada żona - może by ksiądz przyszedł tylko porozmawiać". Pytam: „Czy pani mąż jest ochrzczony?" „Ależ tak - był u Komunii Św., mamy ślub kościelny". „Bardzo proszę - nalegam - przygo­tować stół z białym obrusem, krzyżem i świeczkami". „Proszę księdza, maleńki stolik przygotuję w hallu, bo co by mąż na to powiedział". Następnego dnia o oznaczonej godzinie dzwonię do drzwi. W jednej ręce trzymam bursę z Panem Jezusem, a w drugiej różaniec. Żona otworzyła drzwi, przedstawiła mi pielęgniarki, które już zdążyły obmyć chorego. Wchodzę do pokoju chorego z lękiem, a tymczasem chory wita mnie nadzwyczaj serdecznie: „Dobrze, że ksiądz przyszedł, ja już tak dawno czekam na księdza". Wzruszająca rozmowa zakończyła się absolucją sakramentalną, a potem w towarzystwie żony i pielęgniarek udzieliłem choremu na jego życzenie Sakramentu Chorych i Komunii św. Już dawno nie uczestniczyłem w tak wzruszającej liturgii, w której Chrystus pochyla się nad człowiekiem, aby mu pomóc. Przy pożegnaniu usłyszałem: „A kiedy ksiądz przyniesie mi znowu Pana Jezusa?"

Święty Augustyn powiedział kiedyś: „Tak późno Cię ukochałem, Miłości moja nieskończona".

Znamy datę naszych urodzin, a czy jest nam znana data naszego Chrztu? Wtedy zostaliśmy dziećmi Boga i weszliśmy do wspólnoty Kościoła. Czy nie warto tę rocznicę uczcić przez przyjęcie Tego, który jest naszym Zbawicie­lem?


stycznia 08, 2022

Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Ty jesteś moim Synem

stycznia 08, 2022

Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Ty jesteś moim Synem


Za nami już radosne przeżycia Bożego Narodzenia, Nowego Roku, Trzech Króli, podczas których żywiej bije serce. Został we wspomnieniach blask świateł choinki, stół wigilijny, kawałek ludzkiego serca podanego z kruszyną opłatka. Nade wszystko zaś pozostała w nas i wciąż żyje ta prawda, że Słowo stało się Ciałem zamieszkało między nami, a my oglądaliśmy Jego chwałę. Oglądaliśmy, choć Boga nikt nigdy nie widział. A my z łaski Boga widzieliśmy — z Maryją i Józefem — Niemowlę leżące w żłobie, gdyż nie było dla Niego miejsca bardziej godziwego; pasterzy oddających pokłon; kłaniających się Mędrców ze Wschodu i szalejącego Heroda, drżącego o swój stołek. Widzieliśmy i wciąż widzimy oczyma wiary, że Ten, który przyszedł, nie może być tylko dodatkiem do życia, efektownym ozdobnikiem, po który czło­wiek sięga od przypadku. Widzieliśmy po raz kolejny, pośród bożonarodzeniowych radości, że Bóg się objawia nam po to, by bez reszty wypełnić nasze życie. Zawsze wzrusza w tym miejscu swoją odwieczną prawdą mszalna prefacja z okresu Bożego Na­rodzenia: „Albowiem przez tajemnicę wcielonego Słowa zajaśniał oczom naszej duszy nowy blask Twojej światłości, abyśmy pozna­jąc Boga w widzialnej postaci, zostali przezeń porwani do umi­łowania rzeczy niewidzialnych". Dać się unieść, porwać, poddać Duchowi Świętemu, choć nuży nas życie, męczą ludzie i ciś­nie ku ziemi grzech. Dać się porwać, bo rodzący się wciąż w nas Chrystus „udzielił nam na nowo światła swojej nieśmiertelności", czyli uzdolnił do pojmowania spraw, po ludz­ku sądząc, niepojętych. Takie oto wspaniałe treści stały się nam bliższe w to kolejne Boże Narodzenie! Nieśmiertelny Bóg rodząc się jako słabe Dziecię czeka na miłość i tę miłość w nas, ska­mieniałych, wyzwala. Obyśmy pozwolili dać Mu się porwać w całości, nie chowając niczego dla siebie, a wszystko w Bogu znajdując. Oby potrafili takie niepodzielone serce umieć przynieść Temu, który w swoim Synu poświęca dla człowieka wszystko.

Pójdźmy za myślą czytań przeznaczonych na dzisiejsze święto Chrztu Chrystusa Pana, by zobaczyć wyraźniej tę wielką praw­dę. Prorok Izajasz na kilka wieków przed Chrystusem mówi o Słudze Pańskim prezentującym niepopularne wartości, jakimi są: cichość, pokora, łagodność. Te właśnie cechy, choć wzgardzone przez świat Bogu przeciwny, w Jezusie Chrystusie znalazły swój najdoskonalszy wyraz. One też przyniosły nadzwyczajne owoce, choćby te, o których mówi Prorok: prawo dla narodów, przy­mierze dla ludzi, wolność dla uwięzionych, światłość dla pogrą­żonych w mrokach (Iz 42, 6—7). Nie zliczymy dobra, które cichy i pokorny Chrystus wyzwala w ludziach, którzy potrafią z Nim pisać swoje układy, oparte o tę cudowną wymianę: „wszystko za wszystko". Ten, który „nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze" (Iz 42, 2), będzie do końca świata inspirował serca i umysły do cichego dobra, które nie lęka się żadnej przeciwności. Takiego Chrystusa głosi nam również pierwszy papież — apostoł Piotr w czytanym dziś frag­mencie Dziejów Apostolskich. Podał chyba najkrótszą charakte­rystykę działalności Jezusa: „Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod wodzą diabła, dlatego, że Bóg był z Nim" (Dz 10, 38). A my, czytając te słowa dziś — w XXI stuleciu od przyjścia Chrystusa, mamy na myśli tych wszystkich szaleńców, „porwanych do umiłowania rzeczy nie­widzialnych" (Prefacja o Objaw.), którzy ze względu na Chry­stusa nie ulękli się prześladowań, cierpień, więzienia — dlate­go tylko, że był z nimi w tych wszystkich doświadczeniach Ten, który uzdalnia serce człowieka do wszelkich poświęceń i czy­nienia dobra. Jakże ta świadomość, po której stronie jest moc i zwycięstwo, potrzebna jest człowiekowi wtedy, gdy staje na­przeciw niego mały Herod czy też wielki Cezar. Im bardziej jest on chytry i po diabelsku przebiegły, tym większa potrzebna świadomość, o jaką stawkę idzie. O władzę nad człowiekiem! Chrześcijanin, człowiek Chrystusowi w pełni oddany, będzie tą prawdą żył w każdym miejscu i czasie, w każdym systemie czy układzie sił. Różne formy, zależnie od sytuacji, przybierać będzie ta walka o rząd dusz. Wybierzmy dziś z polskiego kalejdoskopu przestrogę, jakiej udziela rodakom jeden z pisarzy, komentując burzliwe wydarzenia z początku naszego stulecia: „Czy wam już serca przegniły, o Wenedzi, nie czujecie, że to nie o skrócenie dnia roboczego, nie o język polski w gminach, ale chodzi o... całego człowieka?" (T. Miciński). Oby nie podzielone serce umieć przynieść w darze Temu, który w swoim Synu poświęca dla człowieka wszystko i zwiastuje pokój, jakiego serce sprze­dajne czy podzielone nigdy nie przyjmie.

Pośród nas stanął dzisiaj w sposób szczególny Jezus Chrystus. Widzimy Go w kolejce z grzesznikami, oczekującymi w Jorda­nie chrztu z rąk Jana. Ewangelia mówi nam: „Jezus także przyjął chrzest" (Łk 3, 21) — przyjął jak grzesznik, choć grzechu nie znał. Był do nas we wszystkim podobny, z wyjątkiem grze­chu. Ale tam, w wodach Jordanu, solidaryzuje się z wszystkimi grzesznikami i przyjmuje obmycie od Jana. On cały należał do Ojca i dlatego wskazuje drogę grzesznikom. Wchodzi, jak w bru­dne wody Jordanu, w ludzką niedolę, grzech i rozdarcie, by wszystko uczynić nowym.

W jakimś sensie więc te słowa, które słyszy nad sobą: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie" (Łk 3, 22) — odnoszą się do nas, do każdego grzesz­nika na ziemi. Bóg w Chrystusie, swoim umiłowanym Synu pochyla się nad człowiekiem i jego wielką nędzą. A my uczy­my się w Chrystusie poprzez Kościół święty, że chrzest jest szcze­gólną godziną łaski i krzyża. Chrystus potem o godzinie swo­jej męki powie: Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udrę­ki, aż się to stanie (Łk 12, 50). Chrzest gładzi grzech, a krzyż wprowadza w tajemnicę miłości Ojca. Nie można pominąć w tym miejscu tych wszystkich, którzy przez krzyż cierpienia i choroby są wprowadzeni szczególnie w tajemnicę miłości Trójcy Przenajświętszej.

Drodzy Bracia i Siostry! Dziś do waszego mętnego Jordanu schodzi Chrystus, jeżeli nie po to, by natychmiast leczyć i sprawić cud uzdrowienia, to głównie po to, by powiedzieć w jakiś szczegól­nie ciepły, intymny sposób: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie" (Łk 3, 22). Przychodzi w sposób szczególny do tych, którzy cierpią,bo choroba i cierpienie jest trud­nym sprawdzianem wiary, nadziei i miłości. Ale gdy w takim doświadczeniu dasz się Bogu porwać do umiłowania rzeczy nie­widzialnych, będziesz wówczas szczęśliwy, że w twoim ciele, jak mówi Apostoł, dopełniasz braki udręk Chrystusa dla zbudowa­nia Jego Ciała, jakim jest Kościół (Kol 1, 24). Daj się porwać w całości! I umiej wtedy prosić za tych, których porwał nurt życia, za tych, którzy w walce o całego człowieka utracili to, co najważniejsze za kilka srebrników jałowego spokoju. Ocalicie modlitwą wiele serc od przegnicia.

stycznia 07, 2018

Święto Chrzu Pańskiego - Zostaliśmy ochrzczeni

stycznia 07, 2018

Święto Chrzu Pańskiego - Zostaliśmy ochrzczeni
Chrzest-Panski-Dlaczego-takie-swieto 
Niedawno świętowaliśmy narodziny naszego Zbawiciela, wydarzenie, w którym Słowo stało się Ciałem, a Bóg stał się człowiekiem. Cieszyliśmy się nowo narodzonym Niemowlęciem, Jezusem, owiniętym w pieluszki i leżącym w żłobie.
 
Teraz jednak, w ciągu kilku dni, szybko przeszliśmy do publicznego życia Jezusa, pomijając lata Jego dorastania, czas, który Ewangelia podsumowuje jednym zdaniem:
Potem poszedł z nimi [Józefem i Maryją], wrócił do Nazaretu i był im posłuszny (Łk 2, 51).


Dzisiaj liturgia prowadzi nas nad rzekę Jordan, gdzie miał miejsce chrzest Jezusa, który zapoczątkował Jego publiczną działalność.

W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie (Mk 1, 9-10).

Tak św. Marek Ewangelista streszcza to, co się wydarzyło. Jednocześnie nie wyjaśnia nam, dlaczego Jezus przyjął chrzest od Jana, interesuje go przede wszystkim ujawnienie tożsamości Jezusa.

W chwili gdy wychodził z wody, – kontynuuje Marek – ujrzał rozwierające się niebo i ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie» (Mk 1, 10-11).


Chrzest był punktem zwrotnym w życiu Jezusa. Do tego czasu był cieślą w Nazarecie, a od tej chwili zaczął swoją posługę jako głosiciel królestwa Bożego.


Chrzest był i jest wydarzeniem zwrotnym także w naszym życiu. Weszliśmy do nowej wspólnoty, do wspólnoty wiary, do wspólnoty Kościoła. Woda chrztu zmyła z nas grzech pierworodny i przywróciła nam życie łaski, które jest życiem Boga w nas. Z Chrystusem jesteśmy pogrzebani w chrzcie – jak to obrazowo przedstawia św. Paweł (Kol 2, 12) – i z Nim powstajemy do nowego i wiecznego życia. Ważność wydarzenia chrztu nieustannie odkrywamy, zgłębiamy i przeżywamy. Chrzest to nie ryt z przeszłości, ale spotkanie z Chrystusem, które kształtuje całe nasze istnienie.

W życiu jest wiele uroczystości, o których pamiętamy i które świętujemy. A czy pamiętamy o rocznicy naszego chrztu? Czy idziemy wtedy do kościoła, by właśnie tam świętować to szczególne wydarzenie naszego życia?
  
Jezus został ochrzczony przez Jana. Nie musiał poddać się temu rytowi pokutnemu. Widzimy, że było to ważne wydarzenie dla Jezusa, skoro przyjął ten obrzęd. Jego symboliczny chrzest to chrzest solidarności z nami. Jest z nami w naszej tęsknocie i w naszym pragnieniu za Bogiem, w naszych trudach powstawania z grzechu. Jezus przyjmuje chrzest nie dlatego, że chce zmazać jakiś swój grzech lub potrzebuje pokuty z powodu takich, a nie innych życiowych wyborów. Staje przed Janem razem z ludźmi o różnych życiorysach, by poprzez ten symboliczny ryt obmycia być razem z nimi w ich powrocie do Boga.

Jezus mógł powiedzieć ludziom, by po chrzest przyszli do Niego, a nie do Jana. Mógł, ale nie zrobił tego. Gdyby to zrobił, kto wie, czy usłyszelibyśmy wypowiedziane wtedy świadectwo Ojca:
«Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie» (Mk 1, 11).

Godność chrztu prowadzi nas do Boga, zanurza w Nim, napełnia Jego łaską, czyni nas Jego umiłowanymi dziećmi i daje nam misję.

Drodzy Bracia i Siostry!
Dzisiejsze święto Chrztu Pańskiego przypomina nam, że i my zostaliśmy ochrzczeni, a więc zanurzeni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Dzielmy się więc wiarą w Jego zmartwychwstałe życie i cieszmy się, że ileś lat temu woda chrztu  zapoczątkowała nasze chrześcijańskie życie.


stycznia 06, 2017

Święto Chrztu Pańskiego (A) – Chrzest posłannictwem

stycznia 06, 2017

Święto Chrztu Pańskiego (A) – Chrzest posłannictwem
Ukochani Bracia i Siostry! Chrzest Chrystusa, którego pamiątkę obchodzimy, to wydarzenie jakby mało nas dotyczące, jakieś obce i niezrozumiale. Narodzenie, męka, śmierć, zmartwychwstanie – z tym jesteśmy obyci, choćby dlatego, że wiemy: dla nas zstąpił z nieba, ukrzyżowany za nas, zmartwychwstał i wstąpił do nieba, jako pierwszy spośród nas, śmiertelnych. Ale jaki sens ma Jego chrzest w Jordanie, który nawet dla proroka Bożego, Jana Chrzciciela, był niezrozumiały?
Wszystko, co wydarzyło się w życiu Chrystusa, nas dotyczy. Nic nie może nam być obce w życiu Kogoś nam najbliższego i jedynego. Jeśli w życiu ludzi nam bliskich szczegóły mają znaczenie, cieszą nas czy denerwują drobne nawet rzeczy, o ileż bardziej ma dla nas znaczenie wszystko, co się wydarzyło wżyciu Chrystusa. On jest najważniejszy: „Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie” (Kol 1,16-17). On jest naszym życiem, drogą i prawdą. A więc i Jego chrzest musi coś znaczyć i to coś bardzo ważnego, ponieważ dla samego Jezusa był to moment przełomowy w Jego ziemskim życiu, życiu dla nas.
Moi Drodzy! Możemy z góry powiedzieć: nie objaśnimy teraz wystarczająco sensu tego wydarzenia. To przerasta nasze możliwości, ponieważ w chrzcie Chrystusa zawarta jest najgłębsza tajemnica Jego posłannictwa: wejścia Najświętszego Syna Bożego w ludzkość obarczoną grzechem. W tym chrzcie zawarta jest także tajemnica Jego człowieczeństwa, prawdziwego, tak prawdziwego, jak nasze człowieczeństwo – twoje, bracie, który teraz w cierpieniu leżysz na łóżku szpitalnym, moje. i każdego z nas tu obecnych w kościele, ale zarazem człowieczeństwa zjednoczonego z bóstwem Przedwiecznej Osoby Syna Bożego.
Co jednak możemy, co powinniśmy powiedzieć o chrzcie Chrystusa? Powtórzmy jeszcze raz: chrzest w Jordanie z rąk Jana Chrzciciela był w ziemskim życiu Jezusa momentem przełomowym. Zakończyło się ukryte życie Zbawiciela, właściwie – czasowo biorąc – prawie całe ziemskie życie Jezusa. Przed Nim zaledwie dwa, trzy lata, podczas których objawi się światu i wykona zlecone mu dzieło wprowadzenia ludzkości w sferę boskiego życia. Wyruszając z Galilei, gdzie mieszkał i pracował. Jezus zostawił za sobą lata dzieciństwa i młodości, lata ciężkiej pracy rzemieślnika, w ubóstwie i tak wielkiej prostocie i pokorze, że gdy zacznie nauczać w synagodze swego miasta, ludzie będą pytać: „Skąd On to ma? Co za mądrość, która mu jest dana?… Czy nie jest to cieśla?” (Mk 6,2-3). W ciągu tych lat Jezus rośnie i rozwija się jak każdy człowiek, ale mając lat dwanaście wie, kim jest. „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” – pyta swą Matkę i Opiekuna w świątyni. Jezus wie, że jest Jednorodzonym. Jedynym i Przedwiecznym Synem Najwyższego, wie, że jest przez Niego posłany, a mimo to żyje poddany prawom ludzkiej egzystencji. I czeka na znak od Ojca, co ma czynić i kiedy zacząć to, co mu Ojciec nakaże.
Tym znakiem był chrzest, którego udzielał Jan Chrzciciel. Ludzie z Galilei i innych krain ciągną nad Jordan, gdzie Jan zapowiada nadejście Mesjasza i wzywa do nawrócenia, budzi pragnienie oczyszczenia z grzechów i każdego, kto uzna się za grzesznika, wyzna swe grzechy, aby być przygotowany na sąd Boży, niesiony przez Mesjasza – Jan obmywa wodą. Znakiem oczyszczenia.
Jezus idzie do tego chrztu z innymi – On bez grzechu. Tak się czuje głęboko związany z ludźmi takimi, jakimi są, tak do końca akceptuje swoją ludzką naturę, swoje człowieczeństwo, swoją solidarność ze wszystkimi, którzy odwracają się od grzechu i pragną Bożej sprawiedliwości, że razem z nimi. On Najświętszy, przyjmuje chrzest pokuty.
Jezus nie brzydzi się grzesznikami. Nazwą Go potem jego przeciwnicy – dumni ze swej sprawiedliwości faryzeusze: „przyjacielem grzeszników i celników”. Jezus idzie w niepojętej dla nas pokorze razem z tymi, co przyjęli wezwanie do nawrócenia, w jednym szeregu tak, jakby On też był grzesznikiem. Najświętszy, po trzykroć Święty, idzie dzielić z grzesznikami ich odpowiedzialność za złe czyny, złe myśli i pożądania.
Na tej drodze pojawia się przeszkoda: Jan Chrzciciel nie chce ochrzcić Jezusa. Jan, który nie znał Jezusa, wyczuł nagle w tym człowieku, który przed nim stanął Tego, którego zapowiadał: „Idzie mocniejszy ode mnie… On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3,16). Jan nie chce ochrzcić Jezusa: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie” (Mt 3,13).
Lecz Jezus nie daje się wytrącić z drogi jedności z nami, z drogi niepojętej odpowiedzialności za swych grzesznych braci. Chce być do końca jednym z nas, do końca członkiem ludzkości. Tak widzi wolę swego Ojca. I Jan Go chrzci tak, jak chrzcił grzeszników.
I wtedy następuje przełom: otwiera się niebo nad człowiekiem. Jezus zostaje objęty działaniem Ducha Świętego w stopniu, jakiego dotychczas nie doznawał. Skoro tak się uniżył, że stanął w jednym szeregu z grzesznikami. Bóg daje Mu moc, by tych braci swoich wprowadził do otwartego już na zawsze nieba. Odtąd Jezus będzie nam służył mocą Ducha Świętego przez głoszenie Ewangelii, przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie, a obecnie przez Kościół, na który zesłał Ducha Świętego. Tego samego Ducha, co wtedy zstąpił na Niego podczas chrztu w Jordanie.
Jakże to wydarzenie przybliża nam Chrystusa! Boga wcielonego dla nas, wcielonego w ludzkość taką, jaką my stanowimy. Aby tę ludzkość przemieniać mocą Ducha Świętego z grzeszników na umiłowane dzieci Boże.
Bo przecież ten głos, który zabrzmiał wtedy nad Chrystusem, to zapowiedź głosu, który odezwał się nad każdym z nas w chwili naszego chrztu. Nowego chrztu ustanowionego przez Jezusa po to, aby każdy, kto w Niego uwierzy, mógł usłyszeć te same słowa, które On wtedy usłyszał: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11).
Czy słyszymy Ten głos, te słowa naszego Ojca? Te słowa Boga Ojca wybrzmiały w chwili twojego Chrztu. Bracie, Siostro: Co zrobiłeś ze swoim Chrztem?



 

stycznia 06, 2017

Święto Chrztu Pańskiego (A) - Ten jest mój Syn umiłowany

stycznia 06, 2017

Święto Chrztu Pańskiego (A) - Ten jest mój Syn umiłowany
Liturgia dzisiejszej niedzieli zaprasza nas do tego, abyśmy w postawie wiary rozważyli wydarzenie Chrztu Jezusa, które opi­suje Ewangelista Mateusz, podobnie jak to czynią inni dwaj syno­ptycy: Marek i Łukasz. Kościół dzisiaj uroczyście celebruje to święto, obficie zastawiając stół Słowa Bożego, abyśmy głębiej wni­knęli w znaczenie owego wydarzenia.
Chrzest Jezusa, w swoim głębokim znaczeniu, jest kontynu­acją Uroczystości Objawienia Pańskiego. Jest chwilą rozpoczęcia publicznej działalności Mesjasza. Jest on decydującym etapem objawienia się Jezusa Chrystusa światu jako Syna Bożego. Wyda­rzenia związane z Jego narodzeniem są już odległe, zachowywane tylko w sercach nielicznych bohaterów tamtych dni. Trzydzieści lat ciszy i ukrytego życia pozwoliły Jezusowi wzrastać w łasce u
Pana Boga i u ludzi. Okres życia przed chrztem, jak mówi staro­żytny autor, ukazuje nam Jego człowieczeństwo, we wszystkim podobne do naszego (Meliton z Sardes). Chrzest więc zamyka okres ukrytego życia Jezusa, Jego stawanie się podobnym do lu­dzi, i otwiera nowy, w którym ukaże się On światu jako Zbawiciel posłany przez Boga.
„Na początku publicznego życia Jezus przyjmuje chrzest od Jana w Jordanie. Jan głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Tłum grzeszników – celnicy i żołnierze, faryzeusze i saduceusze oraz nierządnice – przychodzi, aby być ochrzczonym przez niego. Wtedy przyszedł Jezus. Jan Chrzciciel waha się, Jezus nalega: przyjmuje chrzest. Wówczas Duch Święty w postaci gołębicy zstępuje na Jezusa, a głos z nieba ogłasza: Ten jest mój Syn umiłowany. Jest to objawienie się, «Epifania» Jezusa jako Mesjasza Izraela i Syna Bożego” (Katechizm Kościoła Katoli­ckiego, 535).
Skąd tak wielkie znaczenie tego wydarzenia? Ważność Chrztu Jezusa, poza objawieniem Ducha Świętego, złączona jest z uroczystą proklamacją Ojca: „Ten jest mój Syn umiłowany” (Mt 3,17). Ten, który stał się Sługą, jest ogłaszany Synem (por. Iz 40,2). „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię” (Flp 2,9). Jezus z Nazaretu – Chrystus jest pełnią Objawienia: nie ma już blasku gwiazdy, ale sam głos Ojca, który ogłasza ludziom, kim On jest: umiłowanym Synem Ojca. Jezus wyrażał sens tej deklaracji, zwracając się nieustannie do Ojca słowami: Abba, Ojcze! Ewangelia ukazuje nam ten nieprzerwany dialog z Ojcem w łonie Trójcy Przenajświętszej. Cała nasza wiara jest zakotwiczona w tej świadomości Jezusa. On nas zbawia, ponieważ jest Synem Bożym. Czyni nas przybranymi dziećmi Boga, ponieważ stał się naszym bratem.
Wydarzenie Chrztu Jezusa inauguruje nowy etap Jego życia. Zostaje oficjalnie przedstawiony światu przez Ojca jako Mesjasz, który mówi i działa w Jego Imieniu, objawiając przy tym szcze­gólny autorytet. Jest to początek publicznej misji oraz głoszenia Dobrej Nowiny z mocą, która będzie zadziwiać uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Rozpoczyna się więc czas Jezusa jako czas szcze­gólnej łaski Bożej, jako czas wypełnienia się obietnic oraz Bożego planu zbawienia. Razem z Janem Chrzcicielem odchodzi czas proroków. Rozpoczyna się czas Chrystusa – naszego Pana i Króla, umiłowanego Nauczyciela, a zarazem czas Jego Kościoła.
Konsekwencją tego wydarzenia są słowa Ojca: „Jego słu­chajcie!” (Mk 9,7). Z tymi sami słowami Bóg Ojciec zwróci się do uczniów Chrystusa na Górze Tabor.
To zstąpienie jest zapowiedzią daru Ducha Świętego, który chrześcijanie otrzymają na chrzcie. Trzeba przywołać znamienny komentarz z nauczania św. Jana Pawła II, zawarty w adhortacji Christifideles laici odnoszący się głosu Ojca: Każdy chrześcijanin obmyty wodą ze świętego źródła słyszy głos, który niegdyś rozległ się nad brzegiem Jordanu: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”, i wtedy wie, że został przyłączony do umiłowanego Syna, sam stając się synem przybranym i bratem Chrystusa. W ten sposób w dziejach każdego człowieka dopełnia się przedwieczny zamysł Ojca: „tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi” (ChL 11).
Tajemnica chrztu Jezusa na początku Jego życia publicznego pozwala nam pojąć głęboki sens naszego chrztu. Sakrament chrztu jest skutecznym znakiem, który rzeczywiście dokonuje oczyszczenia sumień i odpuszczenia grzechów. Ponadto przynosi dar znacznie większy: nowe życie zmartwychwstałego Chrystusa, radykalnie przemieniające grzesznika. Chrzest jest fundamentem całej naszej chrześcijańskiej egzystencji. Doniosłość chrztu Jezusa objawia nam doniosłość naszego chrztu, który jest pierwszym darem sakramentalnym, ofiarowanym nam przez Kościół.
Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu – pisał Antoine de Saint-Exupéry w Małym Księciu. Poprzez „patrzenie sercem” możemy dostrzec w człowieku to, co dobre. Serce pozwala cieplej patrzeć na ludzi i otaczający nas świat.
„Patrzenie sercem” pomaga nam także w zrozumieniu tajemnic daru naszej wiary. Dziękujmy dziś za sakrament chrztu. Prośmy jednocześnie, abyśmy jak Jan Chrzciciel otrzymali dar rozpoznawania nadprzyrodzonych darów. Prośmy o to, by tajemnica chrztu Jezusa w Jordanie opromieniała całe nasze życie.
Ten Jezus, który przyszedł do Jana w pokorze i ukryciu, jest tym samym, który przedziwnie w znakach chleba i wina przy­chodzi do nas w tym zgromadzeniu. Przyjmijmy Go dzisiaj z tymi samymi słowami, z którymi przyjął Go wtedy Jan Chrzciciel nad Jordanem: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29).

Przy okazji tegoż Święta, wspominając swój własny chrzest, rozważ: klikając tutaj - Co zrobiłeś ze swoim Chrztem?

Ks. Józef Tabor

 
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger