Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia NMP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia NMP. Pokaż wszystkie posty

sierpnia 13, 2024

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

sierpnia 13, 2024

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Jednym z najbardziej wstrząsających fragmentów Dzienniczka św. siostry Faustyny Kowalskiej jest niewątpliwie opis piekła. Od dziesięcioleci ta przejmująca wizja wielkiej mistyczki z mocą przemawia do każdego czytelnika jej duchowych zapisków. Nie raz zda­rzyło mi się, że ktoś w rozmowie przywoływał ten obraz męki dusz potępionych, wyznając zazwyczaj, iż słowa te poruszyły go do głębi. Ciekawym wydaje się jednak fakt, że kiedy wspominałem, iż św. Faustyna miała też - opisaną w Dzienniczku - wizję nieba i wiecznej szczęśliwości, wielu moich rozmówców przyznawało się, że jakoś nie zwróciło na ten fragment szczególnej uwagi.

Niewątpliwie próbom bardziej sugestywnego przedstawienia niebiańskiego świata przeciwstawiają się słowa zawarte w Pierwszym Liście św. Pawła do Koryntian: „Ani oko nie wiedziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują". Może z tego też powodu - co zauważył już św. Jan Chryzostom - nawet Jezus częściej wspomi­nał o piekle niż o niebie. Podejmuję powyższe zagadnienie, dlatego że dzisiejsza uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny stanie się dla nas autentycznie radosnym, osobistym świętem, o ile słowo „niebo" będzie w naszym życiu duchowym czymś więcej niż tylko ważnym pojęciem teologicznym. Gdy będzie określało jak naj­bardziej konkretny, upragniony cel naszej wewnętrznej pracy.

Naprawdę przeżyjemy Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny wtedy, kiedy dotrze do nas prawda, że to niepojęte wywyższenie prostej kobiety z Nazare­tu, może stać się w jakimś stopniu udziałem każdego z nas. Dlatego dziś powinniśmy zadać sobie pytanie: Czy naprawdę fascynuje mnie niebo? Czy rzeczywiście oczekuję go z wielkim pragnieniem serca? W jednej z piosenek znanego, polskiego zespołu, autor słów, pisząc właśnie o niebie, wyznał:
 „Więc mi wybaczcie proszę myśl grzeszną
którą powiedzieć tutaj aż trudno
że mi tam wcale jeszcze nie spieszno
tam gdzie jest równie pięknie co nudno".

Czy taka opinia, nie jest przypadkiem skrytym poglądem cał­kiem sporej części chrześcijan? Jakie jest to niebo? Co będziemy tam robić przez całą wieczność? Od uzyskania prawidłowych odpowiedzi na te pytania zależeć może jakość całego naszego duchowego życia. Natomiast każde zafałszowanie, skrzywienie obrazu naszej wieczności we wspólnocie zbawionych, może bardzo osłabić nasze zmagania o świętość. Pewien młody chłopiec, bardzo silnie motywowany przez mamę i babcię, należał do parafialnej scholki, którą twardą ręką prowadziła emerytowana nauczycielka muzyki, pani Helena. Kiedy usłyszał na kazaniu, że w niebie będziemy wiecznie wielbić Boga pieśnią chwały, powiedział mocno przerażony: Miliar­dy lat śpiewu z panią Heleną? To ja nie chcę iść do nieba.

Przyjmując z pokorą cytowane już słowa z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian, mówiące o nieprzekraczalnej barierze po­znania nieba zmysłami i ludzkim rozumem, zapytajmy jednak nieco zuchwale: Jaka jest ta niebiańska kraina? A przynajmniej poszukaj­my wokół nas obrazów, które choćby w najmniejszym stopniu mo­gły ją nam przybliżyć. Zdarza się, że ktoś podczas górskiej wędrów­ki wchodzi na szczyt i podziwiając cudowny widok, wypowiada słowa: To jest naprawdę pejzaż jak z nieba. Ktoś inny słuchając dzieła wybitnego kompozytora, także może zapewniać, że ta muzyka przeniosła go w pozaziemski świat. Myślę jednak, że są sytuacje, mają miejsce takie wydarzenia, które jeszcze mocniej pozwalają doświadczyć choćby namiastki nieba. Zapewne niejedna z matek, niejeden z ojców płakał ze szczęścia, gdy lekarz w szpitalu zapewnił, że zagrażająca życiu dziecka choroba ustąpiła, że operacja się udała. Pamiętacie, jak na szpitalnym łóżku tuliliście swego synka czy có­reczkę? Istotą nieba będzie nie jakaś nieprawdopodobna przestrzeń i jej wystrój, ale głębokie, czyste, relacje osobowe. Najpierw z Bo­giem w Trójcy jedynym, a potem z całą rzeszą zbawionych. Relacje wolne od udawania, nieszczerości, egoizmu. Takie momenty blisko­ści i jedności zdarzają się w życiu wielu ludzi bardzo rzadko, przy wyjątkowych okazjach. Znam wiele małżeństw, gdzie mąż, żona, dzieci to naprawdę dobrzy ludzie, a jednak tak bardzo cierpią z po­wodu braku wzajemnego porozumienia. Starają się to zmienić, ale ciągle każdy z nich pozostaje niejako w swoim świecie. Niekiedy taka separacja jest wynikiem wyolbrzymionych, nierealnych oczeki­wań, jakie ktoś pokładał w małżeństwie. Jakże często niejedna kobie­ta, stawała na ślubnym kobiercu z nadzieją jakiegoś wręcz osobowe­go stopienia się ze swoim wybranym w małżeńskim życiu. A takie pełne zjednoczenie myśli, uczuć, woli nie jest na ziemi możliwe, zwłaszcza przez wiele lat wspólnego życia. Podobnie dla ogromnej rzeszy naprawdę religijnych ludzi Bóg ciągle pozostaje Bogiem z daleka. Stwórcę i Jego królestwo oglądają oni jakby w zwierciadle wiary, sakramentów, Biblii. W niebie wszystkie te znaki, słowa będą już niepotrzebne. Spojrzymy Bogu w oczy, będziemy już bez zasłony poznawać Go bez końca. Patrząc na innych ludzi oczami Chrystusa dostrzeżemy w nich oszałamiające piękno i dobroć. Tak więc niebo jest niesamowitą perspektywą, dla tych, którzy mozolnie budują w sobie i wokół siebie, w swoich rodzinach, środowiskach relacje miłości, dialogu, porozumienia.

Jedną z podstawowych zasad umożliwiających odnalezienie drogi do nieba jest odróżnianie rzeczy ważnych od mniej istotnych, a z tym ludzie mają po grzechu pierworodnym spore kłopoty. Męż­czyzna, który zdradził żonę przekonuje ją, że owszem, to było nie fair, ale nie ma tu co tragizować. Ten sam pan traci humor na kilka dni, kiedy nieznany sprawca zarysuje mu na parkingu samochód. Nieobecność na Eucharystycznej Uczcie, na którą swoje dzieci za­prasza sam Bóg, niektórzy usprawiedliwiają lekkim stwierdzeniem „po prostu nie miałem czasu". Natomiast, gdy zapomną wyprowa­dzić psa na spacer potrafią tulić się do zwierzaka powtarzając: „Nie­dobry pan, niedobry, zapomniał o pieseczku". Szatan chce nas po­wstrzymać w naszej wędrówce do domu Ojca przykuwając nasz wzrok, nasze emocje, nasze pragnienia do spraw doczesnych. Pa­miętam, jak na rekolekcjach do studentów w Warszawie o. Jacek Salij powiedział rzecz zdumiewającą, mianowicie, że Szatan na pu­styni nie kusił Jezusa do złego, ale do dobrego. Mniej więcej przed­stawił on Chrystusowi taką propozycję: „Panie Jezu, popatrz ile tu na ziemi ludzi biednych, chorych, bezdomnych i nieszczęśliwych. Nakarm ich, ulecz, daj im pokój serca i radość. A oni Cię będą za to bardzo kochać. A po co Ci ta męka, po co krzyż i tyle bólu?" Czy Jezus mógł napełnić serca ludzi ziemskim szczęściem, dać wszyst­kim jedzenie, zdrowie, zapewnić pokój na świecie? Ależ oczywiście, że mógł. Ale Szatanowi powiedział „idź precz". Bo On przyszedł nie po to, by naprawiać skażoną grzechem ziemię. By nasz ziemski świat cerować, łatać, sztukować. Jezus wszystko czyni nowe. Przy­szedł by wprowadzić nas do domu Ojca. Do nieba.

Jak Bóg pragnie nas zabezpieczyć przed pokusą Szatana? Jak chce nas zmotywować do nieustannego podejmowania wędrówki do domu Ojca? Chce to uczynić, dając nam wielkie, nieskończone pra­gnienia. Z jednej strony można je postrzegać jako przekleństwo. Nie możemy się od nich uwolnić, a one ciągle są nie do zrealizowania. Gerard May napisał kiedyś, że w każdym z nas tkwi pragnienie, w miejscu, które nazywamy sercem. Urodziliśmy się z nim, ono nigdy nie jest zaspokojone ani nigdy nie umiera. Nasza tożsamość, przyczyna naszego istnienia, tkwi właśnie w tym pragnieniu. Może jeszcze raz posłużę się przykładem. Gdyby ktoś patrzył na niemowlę w łonie matki, a - załóżmy - nie wiedział, że za kilka miesięcy na­stąpi poród, mógłby być zadziwiony. Bo po co dziecku usta, po co nos, płuca skoro dostaje tlen przez pępowinę? Po co mu nogi? Na jakie wędrówki, skoro leży sobie malutki w brzuchu mamy? W rzeczywistości nikt nie ma kłopotów z udzieleniem odpowiedzi na postawione pytania. W dziecku kształtują się narządy, które będą mu potrzebne w nowym życiu, w nowym świecie, poza łonem mat­ki. To samo Bóg zrobił z wszystkimi ludźmi. Dał nam coś, czego na tej ziemi nigdy nie zaspokoimy, co jest przeznaczone na nowe życie w niebie. Dał pragnienie pełnej miłości i pełnej jedności. I te nieskończone pragnienia mają w Bożym zamyśle rozbijać nasze iluzje, że tu na ziemi zbudujemy sobie raj. Bogu dzięki, że ciągle nam cze­goś brakuje, że świat nas rozczarowuje, bo to ten niepokój popycha nas, by iść dalej.

W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny kierujemy naszą myśl ku niebu, ale nie wolno nam zapomnieć, że jeszcze bardziej ważnym dla nas tematem jest nasza droga do życia w chwale. Pierwszym pielgrzymem - obok Jezusa oczywiście - który dotarł aż przed tron Boga jest Maryja. Jej wiara, czystość, pokora i posłuszeństwo Du­chowi Świętemu, to wszystko otworzyło Jej bramy nieba. Nie była spłoszoną dziewczynką, pragnącą uciec przed wszystkimi i schować się przed światem ze swoją tajemnicą. Zaraz po poczęciu z Ducha św. poszła z pośpiechem w góry. Tam dzieliła się z Elżbietą, Zacha­riaszem swoją radością, swoim wybraniem. Droga do nieba to co­dzienność, to zmaganie się o każdą godzinę, o każdy poranek, wie­czór, by spełniły się w nich dzieła Boże.

Niebo jest otwarte dla tych, którzy mocno stąpają po ziemi. Dziś, w tej Eucharystii, z pewnością uczestniczą przedstawiciele polskiej wsi. Rolnicy. To właśnie wy przyszliście tutaj, aby podziękować za tegoroczny plon i pro­sić o błogosławieństwo na dalszą pracę. Dziękując Bogu za Jego dary, składamy swe podziękowania wszystkim rolnikom za ich trud, za zmaganie się z niesprzyjającą pogodą i - jak to sami rolnicy podkre­ślają - z postawą tych, którzy o sprawach wsi decydują, a nie zawsze je rozumieją. Wszystkie problemy ludzi pracujących na roli zawie­rzamy Dobremu Bogu, prosząc, by nigdy nie zabrakło chleba na na­szych stołach. A Maryja Wniebowzięta niech ma w opiece naród cały, który żyje dla Jej chwały, niech rozwija się wspaniały. Amen.



sierpnia 13, 2024

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

sierpnia 13, 2024

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Ta dzisiejsza uroczystość, szczególnie w kontekście naszej polskiej historii, zawiera ogromnie dużo tematów i wątków. Z ko­nieczności możemy zaledwie dotknąć niektórych z nich. Ale jest to wezwanie by dzisiaj w kontekście Bożego słowa i tego wszystkie­go co przeżywamy w historii naszego narodu, każdy z nas zamyślił się nad tym dzisiejszym dniem.

Najpierw to co mówi liturgia o rzeczywistości w jakiej zawsze żyje Kościół, żyje każdy chrześcijanin. Nasza ojczyzna jest w niebie. Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy, pokonał śmierć, otworzył niebo i nas wszystkich tam prowadzi. Maryja jako pierwsza z ludzi wzięta do nieba, z ciałem i duszą. Królowa Wniebowzięta, która dzisiaj swoją modlitwą przykładem, prowadzi swoje dzieci do tej właśnie ojczyzny. A z drugiej strony obraz odwiecznego nieprzyjaciela Boga, ognistego smoka, który walczy z potomstwem Niewiasty i z Niewiastą obleczoną w słońce. I ta walka to prawdziwy wysiłek, by zadać potomstwu Niewiasty śmierć, by człowieka oderwać od Boga, zniszczyć duchowo, spłycić, wykoleić. I ta walka będzie trwała również do końca czasów. Jesteśmy uczestnikami tej walki. Ona się rozgrywa w każdym z nas. Św. Paweł mówi: „Pamiętajcie, zwy­cięstwo dokonuje się tylko przez Chrystusa".

I słyszymy dzisiaj jak Maryja śpiewa hymn uwielbienia Boga. Mimo, że jest ubogą wśród ludzi, pokorną służebnicą można powiedzieć, w oczach świata, osobą bez znaczenia, a jednak, ona śpie­wa Bogu na chwałę: „Uwielbia dusza moja Pana, bo wejrzał na po­korę swojej służebnicy". I wyśpiewuje tę prawdę o Bogu, który jest Panem dziejów, Panem czasów, że on „rozprasza pyszniących się, wywyższa pokornych, strąca władców z tronu, głodnych nasyca, bogatych z niczym odprawia". Tak, że pierwsza rzecz to zachęta, byśmy chcieli tę duchową walkę toczyć.

Ja nie chcę dzisiaj rozwijać jak wiele jest prób oderwania nas od Boga, jak wiele jest zgorszeń, demoralizacji, drwiny z religii, z Boga. To wszystko stanowi wezwanie dla nas: do wierności i do świętości. Tylko taka może być nasza odpowiedź. Trwać przy Bogu i uwielbiać Jego imię.

Z bólem  i szczerym uznaniem patrzymy dzisiaj  na rolników. Wiemy jak wyludniają się polskie wsie, jak coraz mniej na każdej wsi gospodarzy uprawiających ziemie, jak często staje się nieopłacalne i trud rolnika i owoce jego trudu. Takie mamy dzisiaj czasy, taką sytuację w naszym Narodzie. Na pewno takie zawsze nie będą. Ale znowu chrześcijanin powinien pamiętać to, co Bóg powiedział do człowieka: „Czyńcie sobie ziemię poddaną uprawiajcie ją będziesz żył z owoców ziemi".

I dzisiaj, gdy Boga błogosławimy za plony naszych pól, za pracę rolnika, mamy świadomość, że od Boga pochodzi całe nasze pożywienie i utrzymanie i o tym człowiek nigdy nie może zapomnieć. Mimo, że będą różne próby odebrania nam ziemi, sprzedaży, pom­nażanie nieużytków, zamienianie wielu rejonów naszego kraju w różne przyrodnicze skanseny. To przeminie, bo zawsze będzie pierwotne, podstawowe, życiodajne dla człowieka to co jest wolą Boga: „Czyńcie sobie ziemię poddaną". I rolnik dobrze wie, jak bardzo owoc jego pracy zależy od Boga. Bo Bóg daje słońce i deszcz, Bóg daje owoce naszym polom. I dzisiaj Bogu za to z całego serca dziękujemy, prosząc, aby ci, którzy jeszcze kochają polską ziemię, uprawiają ją, byli wierni temu swojemu powołaniu.

I trzecia rzecz: „Cud nad Wisłą". Niektóre tylko wątki przypo­mnę korzystając z zapisów ks. Stanisława Tworkowskiego, świadka, uczestnika tamtych wydarzeń. Parę tylko faktów: „Rewolucyjni wodzowie: Dzierżyński, Marchlewski, Próchniak, Tuchaczewski (pamiętamy, niedawno pomnik Dzierżyńskiego w Warszawie jeszcze stał) pisali do czerwonoarmistów: „Towarzysze! Runął Bóg, ten największy ciemiężca proletariatu. Legli nasi wrogowie. Wy teraz wolni, ale oto tam, na Zachodzie ciemiężona i krępowana brać Wasza ręce ku nam wyciąga... Po trupie Polski wiedzie droga do światowej rewolucji. Idźcie i we krwi zmiażdżonej armii polskiej utopcie zbrodnicze rządy Polaków. Na Wilno, Mińsk i Warszawę - marsz Towarzysze (...) Towarzysze, już pochwyćcie władzę w swoje ręce i wyjdźcie na spotkanie Czerwonej Armii Wyzwoleńczej! Warszawa miała być zaledwie wstępem do Rewolucji światowej, a po niej miał być Berlin, Paryż i cały świat".

I ksiądz Skorupka Ignacy, który w swoje imieniny 31 lipca mówi tak: „Nie martwcie się! Bóg ześle nam człowieka takiego jak Kor­decki, jak Joanna d'Arc. Człowiek ten stanie na czele armii, doda odwagi i nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień. Nie minie 15 sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity". Jak wiemy wkrótce spełniło się to na jego osobie.

I dalej: „Kiedy zbliżała się nawała bolszewicka, w tym czasie, w procesji na Plac Zamkowy wyniesione zostały relikwie św. An­drzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa. Huk armat spod Ra­dzymina mieszał się z modlitwą „Święty Boże, Święty mocny, Świę­ty a nieśmiertelny... Od powietrza, głodu, ognia i wojny! Zachowaj nas, Panie!" Na Placu Zamkowym przed Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie klęczał Nuncjusz Apostolski Achilles Ratti i kardynał Aleksander Rakowski. A na prośbę generała Józefa Halle­ra, w kościele Zbawiciela w Warszawie, przy ołtarzu Matki Bożej Jasnogórskiej, koronowanej przez Jana Pawła II, rozpoczęto modli­tewną nowennę dla żołnierzy w intencji Ojczyzny".

To tylko niektóry fakty. Ale też pamiętajmy, że Bolszewicy mówili, że widzieli niewiastę obleczoną w słońce, tam gdzie toczyła się ta ogromna bitwa, która była wielkim zwycięstwem Polaków, „Cudem nad Wisłą", i nie możemy nigdy o tym zapomnieć. I dzisiaj w tej duchowej walce, uciekajmy się pod opiekę Dziewicy Maryi. I pozwólcie, zakończę piękną modlitwą Bernarda z Clairvaux, który mówi tak o Dziewicy Maryi, naszej Królowej, Pannie wiernej, która również dzisiaj nam patronuje i zaprasza, byśmy nigdy nie opuścili Boga i tych powołań jakimi nas obdarzył. „Oj ktokolwiek jesteś, jeżeli widzisz, że w biegu doczesnego życia, wśród burz, raczej i nawałnic się miotasz, aniżeli chodzisz spokojnie po ziemi, nie odwracaj oczu od blasku tej gwiazdy, jeśli nie chcesz, by cię burze pochłonęły (...). W niebezpieczeństwach, w utrapieniach, w wątpliwo­ści, o Maryi myśl, Maryję wzywaj. Niech Ci ona nie schodzi z ust, niech nie odstępuje od serca; i żebyś mógł uprosić pomocnego jej wstawiennictwa, nie spuszczaj z oka wzoru Jej postępowania. Idąc za Nią, nie zajdziesz na manowce; wzywając Ją nie popadniesz w roz­pacz; mając Jana myśli, nie pobłądzisz". Amen.





sierpnia 10, 2024

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia NMP - Maryjne fiat, moje "tak"

sierpnia 10, 2024

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia NMP - Maryjne fiat, moje "tak"

Świat lubi podziwiać Niewiastę. Na całym świecie. Nie wiem jak to się dzieje, ale szukają oblicza Twego Maryjo, choćby w od­blasku tego spojrzenia, które skierowałaś do Archanioła Gabriela, a potem na Dzieciątko Jezus.

Szukają Cię w kościołach, muzeach w kapliczkach przydroż­nych. Masz tyle twarzy, tyle wyobrażeń jest w tobie, Matko, ale które jest prawdziwe? Nie masz portretu, ani fotografii, a jednak ile ich jest w wizerunkach. Surowa twarz Królowej Częstochowskiej, z której bije blask klejnotów.

Próbują Cię odnaleźć w słodkiej Madonnie Nieustającej Pomo­cy i w zapatrzonej w Swojego Syna Madonnie Leonarda da Vinci. Może i ta, która przeżyła mękę Jezusa Chrystusa z obrazu Botticellego. I Maryja Wniebowzięta dzieło Wita Stwosza w Kościele Ma­riackim w Krakowie. Nam łatwo dzisiaj malować Ciebie z symbo­lami, łatwo układać wiersze, ale w pokorze ze świętymi. Artyści próbują bez powodzenia uchwycić Twoje rysy.

Wymykasz im się nieuchwytna, niepojęta. Ty zwykła kobieta, współodkupicielka ludzkości. Na obrazach widzimy tylko część prawdy - jak w każdym człowieku. Wszędzie czekasz na nas go­towa na pomoc - módl się za nami grzesznymi.

Bogurodzica włączona w historię zbawienia ludzi wpisana jest w życiorys każdego z nas. Obecna. Świadoma naszych losów, spraw i potrzeb. Uczy jak kochać Boga, jak Go szukać, jak odnajdywać Go w sobie, jak przy Nim trwać. Matka, która wszystko rozumie, ser­cem ogarnia każdego z nas. Czy i na ile prowadzi mnie do Syna?

I dlatego Bóg podarował nam ten ideał nie w jakiejś abstrak­cyjnej formie i nie w jakichś zwiewnych obrazach, ale w uciele­śnionej osobie, która miała tak samo krew jak inni ludzie i dlatego jest taka bliska, swojska i dostępna. Artyści i poeci patrząc na Ma­ryję tworzyli istne arcydzieła pędzla i dłuta, - które pociągają na­sze oczy i zmuszają do naśladowania.

Ale Maryja swoją wielkością wewnętrzną swoim pięknem przypomina nam, co straciliśmy przez grzech pierworodny. A przez Swojego Syna umożliwia nam drogę powrotną.

Dlatego dzisiaj w to święto święci się zioła i kwiaty, aby sobie przypomnieć, że Maryja jest naszym najpiękniejszym kwiatem i owocem tej ziemi. Stąd nie tylko w Bazylice Świętokrzyskiej, ale we wszystkich świątyniach Polski jest tak kolorowo - z wieńcami kwiatów, koszami owoców i pachnie świeżym chlebem. Bóg za­płać Wam Rolnicy, że dzielicie się chlebem. Jesteście wielcy, gdy tak jak Maryja mówicie Bogu „tak". Gdy kreślicie znak krzyża na bochenku chleba.

Niech się stanie wola Twoja. Najpiękniejszą modlitwą jest umieć Bogu powiedzieć „tak". Wszyscy to wiemy. Tak Ojcze! Tak jak Maryja. Tak może powiedzieć tylko człowiek wielkiej wiary. Iw nagrodę za to swoje „tak" została Maryja z ciałem i duszą wzięta do nieba. Za to „tak" została pochwalona przez swoją krew­ną Elżbietę. Za „tak" chwalą dzisiaj Maryję wszystkie pokolenia. „Wielbi dusza moja Pana". To jest Jej najpiękniejsza modlitwa. I wiemy, że ona jest bardziej złączona z wolą niż z rozumem. Po­wiedzieć Panu Bogu „tak" - jak to zrobiła Maryja, tzn. przyjąć drogę wiary i do końca wypełnić wolę Bożą. Wyłoniła się na po­wierzchnię dziejów ludzkich wtedy, kiedy uwierzyła Bogu i została Matką Boga. „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła".

Maryja zrozumiała, że przyjęcie tej Bożej woli wypowiedziane w słowie „tak" to przyjęcie wielkiej próby męki i śmierci jej Syna.

Czyż może być większy ból matki jak bezsilnie obserwuje śmierć swojego Syna na krzyżu. W cierpieniu „tak", w smutku i boleści „tak". W radościach i wielkich uniesieniach, w pielgrzymkach i szturmie młodych serc - na Jasnej Górze - młodzież mówi „tak". Dyplomy i odznaczenia, sympozja , konferencje i stowarzyszenia -szeptane przed jej obrazem „tak" - niech się stanie Twoja wola -wobec Matki naszego Narodu.

Powiedzieć „tak", zgadzam się. Nie rozumiem, co się w moim życiu dzieje, nie wiem, dlaczego jest tak jak jest, ale zgadzam się -„tak". To jest wspaniała modlitwa.

Ludzie często mają pretensję do Boga, że wierzą, modlą się, chodzą do kościoła, zachowują przykazania, a życie ich jest cięż­kie. Nie powodzi im się dobrze, ciągle ich najbliższych nawiedzają krzyże, cierpienia, nieszczęścia. Dlaczego Pan Bóg nie pamięta o nich, skoro oni o Nim pamiętają. My te skargi słyszymy, na co dzień. Dlaczego Pan Bóg jeśli ich kocha nie broni od nieszczęść. Dlaczego ludziom uczciwym tu na ziemi nie zapewni opieki. To są skargi, które do naszych uszu dochodzą bardzo często.

I oto stoi przed nami Matka Najświętsza. Staje jak zwykle z troską o nasze dobro. Chce nam powiedzieć. Byłam Najświętsza ze wszystkich ludzi, nigdy nawet cień grzechu jej nie dotknął, nigdy iw niczym nie sprzeciwiłam się Stwórcy, zawsze pełniłam jego wolę. A czy oszczędził mi cierpienia. Czy sądzicie, że dla matki miejsce pod krzyżem umiłowanego Syna nie było miejscem kaźni. Maryjne fiat i moje „tak".

Przyjąć cierpienie z poddaniem się woli Bożej jest trudne. To nie jest tylko problem ludzi chorych w szpitalach i w domach. Jak­że często doznajemy szoku i zwątpienia, gdy nas doświadcza ból. Powiedzieć, tak jak Maryja: „niech się stanie" zwłaszcza, gdy boli. Ale w tej właśnie wewnętrznej akceptacji wyraża się świadectwo i sens cierpienia.

Po tragicznej śmierci amerykańskiej aktorki, Maryli Monroe, jeden z naszych dzienników pisał: „Nie wystarczyło frymarczyć jej ciałem, trzeba było dostrzec ducha".

Nostalgia? Moralizatorstwo? Dobrze. Tylko, dlaczego trzeba śmierci pięknego człowieka, by dostrzec duszę? Bardzo wymowne zdanie i jakby ponadczasowe. Rzeczywiście. Zbyt często tak jeste­śmy zajęci sprawami ciała, że nie dostrzegamy ducha. I nie trzeba nam szukać nadzwyczajnej sytuacji krańcowej, jaką jest śmierć, by dopiero wtedy dostrzec ducha.

Kiedyś poeta Jan Kochanowski pisał o „szlachetnym zdrowiu", którego wartość docenia się wtedy, kiedy się je straci. Niechby to i była prawda, zawarta nie tylko w ludowym porzekadle. W zasto­sowaniu jednak do wartości moralnych, trzeba wziąć poprawkę. Nie muszę, bowiem zaznać brudu, aby docenić wartość czystości i szlachetnego, moralnego życia. Nie muszę być na dnie, bym do­brze doceniał wartość wysokich lotów.

Dzisiaj świat ucieka się w swoich problemach do „opieki" bo­gów fałszywych, iluzorycznych. Poddaje swe życie wróżbitom, astrologom, wpływom mistrza sztuk wschodnich, zaklinaczom tłumów, psychoanalitykom. Doświadczenie uczy, że mimo dekla­racji wiary w Boga, tak naprawdę człowiek w życiu posiada wielu bożków, które przesłaniają oblicze Boga prawdziwego. Dlatego Maryja wzywa do pokuty.

Bo i dzisiaj czasy są trudne. Ludzie są gniewni. Tracą wiarę. Grzechem ratują się przed biedą. Niby chcemy dobrze dla Polski, tylko nam się języki pomieszały.

Pomyliła nam się wolność z bezprawiem, tolerancja z bezkar­nością miłość z seksem, świętość z barbarzyństwem, piękno z brzydotą ubóstwo z dziadostwem, szlachetność zmieszaliśmy z chamstwem. Dalej żyjemy w błocie afer i korupcji, przesłuchań, śledztw i zastraszeń, dlatego nie potrafimy patrzeć ku niebu, tam gdzie Matka Wniebowzięta.

Ja jestem przez Boga przeznaczony do nieba. Niestety słabość ludzka zbyt mocno wiąże mnie z ziemią. Nie chcę jednak czuć się jakby wdeptywany w błoto. Jak robaczek. Mam moc Bożą do po­wstania, mam siły do patrzenia w niebo. Maryja tu na ziemi przy­świeca ludowi pielgrzymującemu, jako znak pewnej nadziei i pociechy. Ona jest w Bożym planie rehabilitacji człowieka - zaj­muje miejsce wyjątkowe. To „lilija między cierniami" - jak śpie­wamy w Godzinkach.

Piękna należy szukać koło siebie - w tym, co niesie świat moż­na podziwiać piękno - Bóg, który jest piękny w samym sobie - dał je człowiekowi, aby się nim cieszył, podziwiał. Ale ważne jest, by człowiek szukał piękna wewnątrz duszy. Dlatego do nas ludzi zma­terializowanych, chce przemówić pięknem Niewiasty w słowach: „Cała piękna jesteś i nie ma w Tobie żadnej zmazy".

Właśnie dzięki Maryi, my ludzie tego świata nie jesteśmy ja­kimś zagubionym rodzajem stworzenia. Bo skoro spośród nas wy­szła Maryja, to i my jesteśmy przeznaczeni do radosnego życia w Bogu. Jak łatwo jest zauważyć u ludzi smutek, niepokój, - cho­ciaż często korzystają z atrakcji życia. Są smutni - bo brak im Bo­ga, brak piękna duszy.

Współczesny Michel Quoist medytuje tajemnice Wniebowzię­cia w taki oto sposób: „Palce, które dotykały Boga, nie mogły być nieruchome. Oczy, które kontemplowały Boga, nie mogły trwać zamknięte. Usta, które całowały Boga, nie mogły zwiędnąć. To ciało nie mogło zgnić i być zmieszane z ziemią".

Później już tylko tradycja przekazuje nam, że u kresu swych dni, Maryja zasnęła w Panu i z duszą i ciałem została wzięta do nieba. Niebo - zaszczytne miejsce. To również przedmiot naszej nadziei - cel pielgrzymki. To również dobro duchowe. Maryja już niebo posiada. My natomiast jesteśmy w drodze. Nasza radość, to radość nadziei, że kiedyś tam dotrzemy. Każdym dniem i rokiem, piszemy swoją własną księgę. Każdy nasz dzień, to nowa strona.

Kochany bracie, droga siostro - On wie, kiedy postawimy ostatnią kropkę. Droga do nieba to nie droga wielkich czynów, ale zwykłych, codziennych dobrze wykonanych obowiązków. Starajmy się zapisać tę jedną codzienną kartkę naszej życiowej księgi dzisiejszego dnia. I tak zapisaną zamknie Pan Bóg. Amen.



Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger