czerwca 06, 2017

Czego chce od nas Pan?

Czego chce od nas Pan?
Podatek należny cezarowi
Jezus i faryzeusze

Wtorek, IX tydzień Okresu Zwykłego

Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Uczeni w Piśmie i starsi posłali do Jezusa kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli podchwycić Go w mowie. Ci przyszli i rzekli do Niego: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić?»
Lecz On poznał ich obłudę i rzekł do nich: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę? Przynieście mi denara; chcę zobaczyć». Przynieśli, a On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli Mu: «Cezara». Wówczas Jezus rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga». I byli pełni podziwu dla Niego.
Oto słowo Pańskie.

KOMENTARZ

Do Jezusa przychodzili różni ludzie, zarówno ci, którzy szukali u Niego ratunku, jak i ci, którzy od Niego pomocy nie potrzebowali, a wręcz szukali zatargu z Nim. Dziś tym drugim Jezus pokazuje, że to właśnie oni potrzebują pomocy.
Dziś Jezus zadziwił tłumy, bo sprytnie postawione, podchwytliwe, polityczne pytanie wykorzystał jako pretekst do nauczania o więzi człowieka z Bogiem; zadziwił, bo przejrzał intencje faryzeuszy i bardzo niepostrzeżenie przeszedł ze śliskiej płaszczyzny politycznej na poziom duchowy.
I pewnie wielu obecnych, i dziś może wielu z nas, skłonił Pan Jezus do refleksji nad wartością naszej ofiary, nad tym; jak dajemy, co dajemy i komu dajemy. Na cichy atak: „Czy wolno płacić podatek cezarowi?”, Jezus odpowiada: „Oddajcie cezarowi, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Nasza rzeczywistość pokazuje, że my dajemy – oddajemy państwu, ludziom to, co musimy, to, do czego jesteśmy zobowiązani, to, co jesteśmy dłużni. Ale bardzo ciężko nam przychodzi dawać, kiedy nie musimy, kiedy nikt i nic nas nie zmusza, kiedy nie czujemy na sobie presji, kiedy nie wisi nad nami groźba kary. A już najtrudniej przychodzi nam oddać Panu Bogu to, w czym On sam chciałby nam ulżyć, co chciałby z nas zdjąć i w czym chciałby nam pomóc.
Gdyby się tak głębiej zastanowić, to okazuje się, że Pan Bóg nie chce od nas wiele, nie wymaga jakichś nadzwyczajnych ofiar; zresztą składanie krwawych ofiar przebłagalnych skończyło się wraz z krzyżem i zmartwychwstaniem Jezusa. Pan Bóg nie wymaga od nas rzeczy nierealnych; On chce tylko ofiary z naszych wysiłków, z ciężaru naszego życia, z naszych dążeń, planów, lęków, z niepokoju o jutro, z tego, co nam trudno ogarnąć, co jest dla nas niepewne, bo może odległe albo niezrozumiałe. A my często nawet tego nie chcemy oddać Panu. Boimy się. Lękamy się. Zasklepiamy się. Nawet to nasze cierpienie, tych naszych krzyży pilnie strzeżemy, jakbyśmy się bali, że Pan Bóg za głęboko wejdzie w nasze życie, jakbyśmy się bali łączyć nasz krzyż z krzyżem Jezusa. To jest ten paradoks wiary. A przecież Pan Bóg zamierzył, że będzie nam lepiej.
Owszem, wielu z nas już dawno oddało Jezusowi swoje życie i wielu codziennie na nowo składa ten akt zawierzenia, akt oddania; wielu z nas łączy swoje życie z krzyżem Jezusa; wielu zawierza Jezusowi i Matce Najświętszej siebie i sowich najbliższych.
Ale jest wokół na wielu tych, którzy strzegą zazdrośnie swojego życia, którzy po swojemu układają swój świat, którzy boją się, że Jezus będzie za dużo od nich wymagał.
Zapytajmy dziś siebie:
Czy doświadczając Bożej Miłości, troski i opieki, jesteśmy gotowi nie tylko do podziwu, ale do zaufania i przylgnięcia do Jezusowego Serca?
Czy wierzymy Mu bardziej, niż samemu sobie, własnej przebiegłości i sprytowi?
Czy nie zdarza się nam wystawiać Jezusa na próbę?
Módlmy się, byśmy nie bali się bliskości Jezusa w naszym życiu; byśmy nie bali się oddawać, zawierzać Mu siebie i tych, którym tego zawierzenia potrzeba najbardziej. Panie, Jezu, daj nam pojąć, że nasze życie wtedy nabiera sensu, kiedy jest w Tobie zanurzone, Tobie oddane, Tobie złożone; nie pozwól, byśmy zatrzymywali dla siebie to, co dawno powinniśmy oddać Tobie; i daj nam częściej doświadczać, że życie z Tobą jest głębsze, pełniejsze i piękniejsze. Niech się tak stanie!

czerwca 05, 2017

Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła

Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła

Posłannictwo Maryi

Słowa Ewangelii według świętego Jana

Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Oto słowo Pańskie.

KOMENTARZ

Wielu ludzi, widząc otaczającą ich rzeczywistość, ich świat, wyraża obawę, że podąża on ku zagładzie. Zwykły człowiek wcią­gnięty w gonitwę codzienności, nie potrafi już w swoim życiu dos­trzec źródła nadziei dla siebie i innych. Nie ma już siły przeciw­stawić się temu, co go niszczy i odczłowiecza, bo jest zmęczony tempem życia, które narzuciła mu dzisiejsza cywilizacja. Człowiek widzi siebie w sytuacji bez wyjścia, ale jakże rzadko stawia sobie pytanie o przyczynę tego stanu rzeczy. Co spowodowało, że czło­wiek, a wraz z nim cały świat uwikłał się w tyle problemów i zagrożeń?
Dla chrześcijanina przyczyna tego stanu rzeczy jest bardzo oczywista: grzech. Zerwanie więzi z Bogiem zawsze powoduje, że człowiek gubi sens swojego życia, że zaczyna podążać ku prze­paści. Stworzenie nigdy nie może obejść się bez Stwórcy, tak jak dziecko nie może obejść się bez matki.
I właśnie w tej sytuacji przeżywamy tajemnicę Maryi — Matki jako Matce Kościoła. Oto w Ewangelii słyszeliśmy słowa, które Jezus wypowiada do Jana: „Oto Matka twoja” (J 17,27). Jan w osobie Maryi otrzymuje Matkę. Nie tylko jednak Jan. Maryja w osobie Jana staję się Matką całego Kościoła, staje się więc Matką każdego z nas. Maryja, poprzez swą współpracę z Jezusem w Jego dziele zbawczym, ciągle jest blisko Kościoła, ciągle jest blisko tych, którzy we wspólnocie odkupionych zbliżają się do Boga. Tak było na początku, kiedy Maryja swoją obecnością pełną wiary wspierała rodzący się Kościół Chrystusowy. Czytamy w Dziejach
Apostolskich: „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1,14). Tak jest i dziś. Maryja jako Matka swoją macierzyńską troską otacza wszystkie dzieci Kościoła; jako Matka wszystkich ludzi jest bliska każdemu człowiekowi i ukazuje mu drogi prowa­dzące do Boga. Nie na darmo więc Kościół czci Maryję jako Orędowniczkę, Wspomożycielkę, Pośredniczkę.
Nasz wiek w sposób szczególny zaznaczył się obecnością Naj­świętszej Dziewicy. Tak często nazywany wiekiem objawień Maryjnych stał się czasem, w którym Maryja wiele razy na różne sposoby zwracała się - nadal to czyni - do ludzkości. Maryja mówi do ludzkości, gdyż chce ją uchronić od zagłady. Chce na nowo za­palić światło nadziei na drogach ludzkich. Pragnie na nowo obu­dzić w nas radość życia. Domaga się tylko jednego - chce być obec­na w naszym życiu jako osoba, która, jak Matka, ma wiele waż­nych rzeczy nam do przekazania. Jan przyjął Maryję. Czytamy w dzisiejszej Ewangelii: „/ od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,27). My też jesteśmy zaproszeni, aby uczynić podobnie.
Z pewnością niejeden raz z wielkim zainteresowaniem słucha­liśmy o objawieniach Maryi. Może potrudziliśmy się o to, żeby dotrzeć do miejsc tych objawień. Widzieliśmy w nich rzecz niez­wykłą, i oczekiwaliśmy sensacyjnych wiadomości, tego, że Maryja ujawni nam przyszłość świata, że powie ludzkości coś zdumie­wająco nieoczekiwanego.
Czy jednak przyjmujemy ich właściwy sens? Czy nie jesteśmy tylko widzami, którzy nie chcą podjąć konsekwencji, które z nich wynikają?
Miejsca objawień w wielu wypadkach stają się tylko okazją do atrakcyjnych wycieczek turystycznych. Wielu ludziom, którzy odbywają do nich pielgrzymki, nie mówią już nic szczególnego. Nic nie wnoszą do ich życia. Nie mają żadnego konkretnego zna­czenia. „Hałas i merkantylizm ciągnących się całymi ulicami stra­ganów na Jasnej Górze, w Lourdes, czy w Fatimie, pełnych gipso­wych figur, plastikowych madonn, którym odkręca się główkę (!) lub koronę jak korek, okropnych pamiątek” (Al. Niewęgłowski) -czy to jest właściwy sens tych miejsc? Czy to jest to, czego ocze­kuje Maryja?
Maryja chce w swoich objawieniach zawołać do naszego serca. Chce, aby przyjęcie Jej posłannictwa nastąpiło przede wszystkim w nas. Ona jako Matka zawsze nam przypomina podstawowe prawdy: konieczność nawrócenia do Boga, modlitwę i życie przykazaniami Bożymi na każdy dzień. Każde objawienie się Maryi jest echem Jej słów z Kany Galilejskiej: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Tymi słowami prosi o posłu­szeństwo Jezusowi. Maryja-Matka ciągle wskazuje na Zbawiciela. Wskazuje na Tego, który jest źródłem nadziei i pokoju. Maryja-Matka przypomina o Ewangelii, którą mamy uczynić naszym życiowym przewodnikiem. To Ewangelia ma stać się dla nas normą naszego życia, naszą drogą w powrocie do Boga. Maryja-Matka przypomina nam wreszcie o modlitwie, o czasie poświę­conym na rozmowę z Bogiem, o czasie wsłuchiwania się w Jego wolę.
Przyjęcie więc Maryi-Matki do siebie na wzór Jana, to przy­jęcie przede wszystkim Jezusa, którego Ona przynosi światu. Przyjęcie Maryi-Matki do swego domu, to także ofiarowywanie Jezusa innym poprzez swoją służbę.
Niech dzisiejsze święto będzie dla nas okazją do przypom­nienia sobie na nowo, że mamy Matkę troszczącą się stale o to, aby w naszych sercach i na drogach całej ludzkości zawsze gościł Chrystus.
Matko Zbawiciela i nasza Matko, zbliż nas do siebie, weź nas w swoje dłonie i prowadź do Jezusa, swojego Syna!

czerwca 02, 2017

„Czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”

„Czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”
Piątek VII tygodnia Okresu Wielkanocnego

Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje». I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje». Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz». To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to, rzekł do niego: «Pójdź za Mną!»
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym

Wiele grup młodzieżowych rozpoczyna swoje spotkania od słów piosenki: „Jak rozpoznać mam Chrystusa?” Tak rozpoczyna się refren piosenki, która stanowi często motto spotkań, zwłaszcza w grupach, które zadają sobie trud pogłębienia swojej wiary i wiedzy religijnej w codziennych odniesieniach do Chrystusa.
Takie trudności w rozpoznawaniu Chrystusa przeżywały także postacie biblijne; podobnie, jak przeżywają je ludzie współcześni. Rodzi się refleksja: Dlaczego Maria Magdalena nie rozpoznała Chrystusa, który się jej ukazał, choć Go widziała trzy dni wcześniej? Może z powodu zaskoczenia? A może z powodu jeszcze słabej wiary w możliwość zmartwychwstania? Podobnie Kleofas, wraz z towarzyszem, idący do Emaus, z wielkim zdziwieniem poznali Chrystusa, i to nie odrazu, co zaznaczył św. Łukasz Ewangelista: „Lecz oczy ich były niejako na uwięzi tak, że Go nie poznali”. Dlaczego Jezus wybrał Piotra na Pasterza Owiec, jako biskupa Rzymu i pierwszą widzialną Głowę Kościoła? Piotr złożył odważne wyznanie wiary, a scena opisana w dzisiejszej Ewangelii rozgrywa się po zmartwychwstaniu Chrystusa. Chrystus rehabilituje Piotra i przywraca go do łaski, dając mu władzę, której podstawą jest całkowite oddanie się i miłość, miłość do Chrystusa i do Owieczek. Pan Jezus zapytuje więc Piotra aż trzy razy: „Czy miłujesz Mnie?”. Piotr po trzykroć zaparł się swego Mistrza, i dlatego Chrystus trzykrotnie żąda od niego wyznania miłości, a nadto pyta: „Czy miłujesz Mnie więcej, aniżeli ci?”. Przykład takiej wierności w sprawie Chrystusa ukazują nam też Dzieje Apostolskie w osobie św. Pawła, który dobrowolnie znosi więzienie i prześladowanie dla dobra dusz.
Święci Piotr i Paweł, są wyrazicielami miłości i troski samego Chrystusa o zbawienie ludzi. W Wenecji, w Bazylice św. Marka, jest piękna zabytkowa ambona. Wśród ozdób umieszczonych na niej szczególną uwagę zwraca rzeźba przedstawiająca kwokę-kokosz, która na grzbiecie, na szeroko rozpostartych skrzydłach trzyma otwartą księgę Ewangelii, a pod skrzydłami kilka małych przytulonych piskląt. To bardzo dobra ilustracja do sytuacji, która miła miejsce na Górze Oliwnej, gdy Chrystus, patrzący z góry na miasto i wspaniałą świątynię, zapłakał nad zatwardziałością serc mieszkańców świętego miasta i przepowiedział jego zburzenie. Chciał – jak kokosz gromadzi pisklęta – zgromadzić ludzi w nowy Lud Boży, a spotkał się z niewdzięcznością i z odrzuceniem.
Każde Słowo Boże, kierowane z miłością do ludzi, jest wyrazem serdecznej troski Jezusa, aby zgromadzić wszystkie owieczki, wszystkie pisklęta w domu swego Ojca. Chrystus, pytając Piotra, chce zapytać dziś każdego z nas o miłość. Kiedy oddamy Mu nasze serca w tym najwłaściwszym miejscu, w przeżywanej każdego dnia Eucharystii, postawmy sobie pytanie i dajmy na nie odpowiedź: Czy Jezus znajduje się w centrum mojego życia? Jeżeli nasze chrześcijaństwo ograniczałoby się tylko do troski o sukces osobisty, moralny czy duchowy, jeśli zabiegalibyśmy jedynie o szczęśliwe życie w doczesności, o miłość ograniczoną do dobrego samopoczucia, to taka postawa stoi w sprzeczności z orędziem Ewangelii, i jest niewdzięcznością i zatwardziałością serca wobec Jezusa – Nieskończonej Miłości i Dobroci.
Jezus w Ewangelii, wciąż i na nowo, przekazuje nam zaproszenie do zjednoczenia się i uczestnictwa w życiu samego Boga, który jest Miłością. Pozwólmy Duchowi Świętemu, aby przyprowadził nas do Jezusa i mimo, że jesteśmy słabi, aby prowadził nas drogą nadprzyrodzonej miłości.
Jak możemy wzrastać w miłości?
Po pierwsze: uwierzyć, że możemy stać się podobni do Chrystusa, nie dzięki własnym wysiłkom, ale dzięki łasce Bożej – „nie siła, nie moc, ale Duch mój dokończy dzieła” – mówi Bóg w Piśmie św.
Po drugie: starać się, aby nasza wola mówiła zawsze „tak” Jezusowi, za wzorem naszej Maryi, Matki.
Po trzecie: otwierać się na działanie Ducha Świętego, i z zapalonym przez Niego ogniem miłości w sercu iść i dzielić się z innymi; kochać i okazywać miłosierdzie na wzór Ojca Niebieskiego – to nasze codzienne zadanie.
Do wzrastania w miłości pomaga nam także spotkanie z ludźmi powołanymi przez Boga. Pewnego razu Matka Teresa z Kalkuty przekraczała granicę dwóch państw, które żyły z sobą w nieprzyjaźni, w stanie wojny. Zapytana przez żołnierza, który kontrolował jej dokumenty: czy posiada przy sobie broń, odpowiedziała, że tak, i wyjęła modlitewnik, mówiąc: modlitwa, to moja jedyna broń. Można i trzeba modlić się o wzrost w miłości, o dobre wypełnienie swoich obowiązków zgodnie z wolą Bożą; zwłaszcza wtedy, gdy w twoim sercu brakuje miłości, wołaj: Jezu, stwórz we mnie serce czyste; pomóż mi kochać tak, jak kocha Twoje Serce.
Moi drodzy! Święty Piotr ukazany jest w dzisiejszej Ewangelii jako Pasterz. Obok słowa „Nauczyciel” jest to drugie miano, które kojarzy się nam z pojęciem „Apostoł”. Sam Chrystus mówi do Rybaka z Gali­lei: „Paś baranki moje... Paś owce moje...” (por. J 21,15-19). Przed kilkudziesięciu laty byliśmy świadkami dwóch wyborów papieża w prze­ciągu dwóch miesięcy. Wtedy wiele mówiono i wiele pisano o tym, jakim kryterium ma odpowiadać współczesny następca św. Piotra. Mówiono i pisano, że mniej potrzebny jest papież dyplomata, administrator, kanonista, naukowiec, a bardziej potrzebny jest duszpasterz. Kiedy Pan Jezus dokonywał wyboru pierwszego pa­pieża też kierował się pewnymi wymogami i miał swoje kryteria.
Nie pytał jednak Piotra o mądrość, o siłę, o władzę i bogactwo. Pytał tylko o jedno: „Miłujesz Mnie?” Piotr odpowiedział: „Ty wiesz, Panie”. Dlatego Apostoł kojarzy się nam z Dobrym Pasterzem, który miłuje swoje owce i daje za nie swoje życie.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger