lutego 17, 2018

Rozważania wielkopostne – Potrzebujemy lekarza

lutego 17, 2018

Rozważania wielkopostne – Potrzebujemy lekarza

  Sobota po Popielcu

Słowo Boże na dziś 



Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł. Potem Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a był spory tłum celników oraz innych ludzi, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie, mówiąc do Jego uczniów: «Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?» Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników».
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym


Ewangelia przypomina nam opisy różnych sytuacji dotyczących powoływania przez Jezusa. Dzisiejsze wezwanie skierowane do Lewiego, jest niezwykle interesujące i najczęściej znajduje swe odzwierciedlenie w twórczości artystów.
Jezus jest wciąż w drodze, przychodzi, wychodzi, wzywa, posyła. Dzisiaj wszedł, aby powołać Lewiego.
Gdzie go znajduje?
W komorze celnej. Ani my, ani Lewi, nie oczekiwalibyśmy tego, ale Jezus już wie, że ten człowiek Go szuka, że ten człowiek Go potrzebuje, choć nic jeszcze o Nim nie wie. Szuka siebie, szuka miłości, akceptacji i uzdrowienia; nie podejrzewa, że jest szukany, i że dziś zostanie odnaleziony. Jezus widzi celnika – widzi mnie i Ciebie.
Moi Drodzy - rozpoczęliśmy Wielki Post. Doroczny czas pokuty i nawró­cenia. To dobra sposobność do tego, by na nowo dokonać re­fleksji nad swoim postępowaniem. Wielki Post dany jest nam właśnie po to, aby dokonać diagnozy swej duszy. Wraz z popio­łem, który spadł na nasze głowy w Środę Popielcową, na glebę naszych serc zostały rzucone słowa: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Te słowa niosą ze sobą ziarno łaski Bożej, która pragnie odnowić nasze życie moralne i religijne. Na ten czas chciejmy wysłuchać słów Ewangelii: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Łk 5,31-32).
W szpitalach pomoc mogą znaleźć tylko ludzie chorzy. Zdrowym bowiem lekarz do niczego nie jest potrzebny. Czło­wiek, który twierdzi, że na nic nie choruje, nie może otrzymać pomocy medycznej, gdyż sam przed nią się wzbrania. Najpierw sam musi uznać z pokorą, że jego zdrowie nie jest w najlepszym stanie. Dopiero wtedy lekarz będzie mógł mu pomoc. W więzie­niu raczej mało kto odsiaduje wyrok za niewinność. Lecz proces resocjalizacji może pomóc zmienić swe życie tylko tym skazań­com, którzy w sercu uznają, że popełnili przestępstwo. Nawet najbardziej doświadczony nauczyciel nie jest w stanie przekazać wiedzy uczniowi, który uważa, że już wszystko wie. Najpierw trzeba otworzyć swój umysł na wiedzę i dopiero wtedy proces dydaktyczny może przynieść zakładane efekty.
Podobnie jest z działaniem łaski Bożej w sercu człowieka. Aby Pan Bóg mógł przemienić serce człowieka, wpierw trzeba do­konać diagnozy swej duszy, przyjrzeć się swemu postępowaniu, przypatrzeć grzechom i słabościom. Jeżeli bowiem uparcie twier­dzić będziemy, że nie grzeszymy, nie będziemy mogli liczyć na Boże miłosierdzie. Wszak ono dotyka tylko tych, którzy wyznają swoje grzechy. Jeżeli nie widzimy w sobie żadnych wad, nie mo­żemy liczyć na to, iż łaska Boża dopomoże w zmianie naszego postępowania. Wszak doskonałości nie da się już wydoskonalić. Jeżeli nie dokonamy diagnozy naszego postępowania, nie bę­dziemy mieli nad czym pracować. Wszak niczego błędnego w so­bie nie zauważymy.
Szpital pomaga chorym. Szkoła uczy uczniów o otwartych umysłach. Resocjalizacja pomaga tym, którzy uznają swoje winy. Miłosierdzie Boże dotyka zaś grzeszników. Każdy z nas jest grzesznikiem. Możemy wynosić się nad innych jak faryzeu­sze i uczeni w Piśmie z dzisiejszej Ewangelii. Możemy chwalić się swoją pobożnością i dobrymi uczynkami. Możemy usprawie­dliwiać swoje moralne potknięcia. Lecz nie zmieni to prawdy o grzesznej naturze człowieka. Tylko Maryja nigdy nie grzeszyła. Niepokalanie Poczęta i ustrzeżona od grzechu uczynkowego ze względu na to, iż miała zostać Matką Syna Bożego. Poza Naj­świętszą Panienką wszyscy grzeszymy. Wszyscy jak jeden mąż. Wszyscy ulegamy pokusom. Wszyscy bywamy porywczy, wład­czy, gniewni, chciwi, leniwi i pożądliwi. Każdemu z nas przyda­rza się kłamać, obmawiać i plotkować. Próżno szukać osoby, która swymi wadami nie krzywdzi innych. Próżno szukać człowieka, który jest nieczuły jak skała na podszepty złego ducha.
Taka jest prawda o naszym ludzkim życiu. Taka jest prawda o naszej człowieczej doli. Lecz tę prawdę należy przyjąć do wiado­mości osobiście i odnieść ją do własnego życia. Trzeba nam na po­czątek tegorocznego Wielkiego Postu dokonać diagnozy naszej du­szy. Zobaczyć, jakie są moje największe wady. Zobaczyć grzech, który najczęściej się powtarza. Uzmysłowić sobie pokusę, której najchętniej ulegamy, gdyż przynosi największą przyjemność. Trzeba nam stanąć w prawdzie. Zobaczyć siebie nagim, czyli takim, jakim jesteś tak naprawdę. Bez ubierania się w usprawiedliwienia. Bez korygowania swej grzeszności zmęczeniem. Bez zasłaniania swych wybuchów agresji prowokacją drugiego człowieka.
Dokonajmy diagnozy. Zobaczmy, jacy jesteśmy. Uznajmy swoją grzeszność. Dopiero wtedy, gdy to uczynimy, łaska Boża może odmienić nasze życie. Dopiero wtedy, gdy ujrzymy swoje grzechy, będziemy wiedzieli w jakiej dziedzinie życia należy podjąć nawrócenie. Dopiero wtedy, gdy zobaczymy, w jaki spo­sób krzywdzimy innych, będziemy mogli zawalczyć ze swymi słabościami.
Bóg nasz jest Bogiem miłosierdzia. To zaś miłosierdzie do­tknąć może tylko grzeszników. Do czasu, kiedy człowiek nie uzmysłowi sobie własnej grzeszności, łaska Bożego miłosierdzia nie może mu pomóc. Do czasu, gdy człowiek nie dokona diagnozy swego postępowania, Jezus Chrystus nie będzie mógł uleczyć jego serca. Wielki Post, który rozpoczynamy, jest czasem szczególnego działania łaski Bożej w sercu człowieka. Lecz tylko w tym sercu, które otwiera się na działanie łaski Bożej. Tylko w tym sercu, które dokonało diagnozy swej grzeszności.
Amen.

 

lutego 16, 2018

Rozważania wielkopostne - Post miły Panu.

lutego 16, 2018

Rozważania wielkopostne - Post miły Panu.

Piątek po Popielcu

Słowo Boże na dziś

 


Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza 
 
Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?» Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć».

Oto słowo Pańskie.


Refleksja nad Słowem Bożym



Żyjemy w świecie konsumpcji. Mniej lub bardziej ulegamy re­klamom. Kupowanie, korzystanie, konsumowanie jest pasją i sen­sem życia współczesnego człowieka. Posiadać coraz to nowsze rze­czy. Zwiedzać coraz dalsze zakątki ziemi. Uczestniczyć w coraz to bardziej zadziwiających koncertach, spektaklach, artystycznych wydarzeniach. Oto sposób na życie, który kreuje świat handlu i rozrywki. Wartość człowieka uzależnia się od tego, ile majak Wygląda i gdzie był. Szczęście ludzkiego życia powiązane coraz częściej jest z możliwością zaspokajania potrzeb swego ciała. Ważne, aby być sytym, wypielęgnowanym, atrakcyjnie wyglądającym.
W ciemny kąt zostały zepchnięte duchowe potrzeby czło­wieka. Milczeniem okryte zostały pytania o ponadmaterialny wy­miar życia człowieka. Wszystko to, co związane z wysiłkiem, wy­rzeczeniem, odmówieniem sobie jakiejkolwiek przyjemności jest negowane, wyśmiewane i uważane za nielogiczne. Uwierzyliśmy, że żyjemy po to, aby jeść. Pracujemy po to, aby kupować. Jesteśmy na tym świecie po to, aby z niego korzystać pełnymi garściami. Po­zwoliliśmy zamknąć swoje człowieczeństwo w konsumpcji. Stali­śmy się dostawcą zysku dla świata handlu i usług. Liczy się tylko zysk. Liczy się tylko dochód. Liczy się tylko pieniądz.
Lecz przychodzą w naszym życiu takie chwile, kiedy pie­niądz nie cieszy, zakupy nie dają satysfakcji, najlepsza zaś za­bawa nie przynosi radości i rozrywki. Przychodzą chwile, kiedy /. pełnymi torbami nowych rzeczy wracamy z współczesnych świątyń, którymi są centra handlowe, i nie odczuwamy radości. Opuszczamy sale koncertowe, kluby, towarzyskie zabawy i wcale nie czujemy się ubogaceni. Zauważamy, że hołdowanie wszyst­kim swoim zachciankom wcale nie przynosi szczęścia i spełnie­nia. Człowiek bowiem nie jest tylko bardziej rozumnym zwierzęciem, którego potrzeby zamknąć można w rozpasanej konsumpcji. Człowiek nie jest tylko ciałem, jest przecież również duchem. Stworzeni na obraz i podobieństwo swego Stwórcy mamy duszę nieśmiertelną, tak samo jak mamy swe materialne, lecz śmiertelne ciało. Do pełni życia potrzebujemy więc wartości duchowych. Do pełni człowieczeństwa potrzebujemy duchowej strawy. Zamykając zaś swe życie w świecie konsumpcji, ogra­biamy swoje człowieczeństwo.
W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus przypomina, że w życiu człowieka jest czas na zabawę, przyjemności, lecz nie może także zabraknąć czasu na sprawy duchowe. „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć" (Mt 9,15). Zbawiciel tymi słowami zapowiada smutek uczniów po swojej śmierci. Lecz zarazem wskazuje na wielką rangę ćwiczeń ducho­wych w życiu człowieka. Jak dbamy o swoje ciała, tak winniśmy zabiegać o swoją duszę. Jak potrafimy ponieść wiele wyrzeczeń, aby zatroszczyć się o kondycję swego ciała, tak samo trzeba nam podjąć post dla dobra swej duszy.
Post to umartwienie ciała. Post to odmówienie sobie słusz­nej i godziwej przyjemności, która zaspokaja potrzeby naszego ciała po to, aby ubogacić swoją duszę. Poszcząc odmawiamy so­bie chwilowej przyjemności po to, aby uzmysłowić sobie, że nie przyjemności są w życiu najważniejsze. Wielki Post, który roz­poczęliśmy, jest dla nas przypomnieniem, że wartości ludzkiego życia nie wolno mierzyć majątkiem, dobrobytem, sukcesami, przyjemnościami czy zdobytą władzą. Wartość człowieka to jego dusza nieśmiertelna. Ciało przemija, starzeje się. Wszelkie wartości materialne w obliczu przemijania okazują się być pro­chem i niczym. Zabawa nigdy do końca nie nasyci człowieka, bo człowiek to więcej niż ciało, to jeszcze dusza nieśmiertelna. O tę duszę, tak samo jak o swe ciało, trzeba każdemu z nas dbać.
Człowiek potrzebuje postu, odmówienia godziwej przyjem­ności, aby uzmysłowić sobie, co tak naprawdę w życiu jest dla niego najważniejsze. Potrafimy bowiem ponieść wiele wyrze­czeń dla zaspokojenia potrzeb swego ciała. Przeznaczamy wiele czasu i sił, aby zadbać o wyborne jedzenie, wygodne mieszkanie oraz dobrze dopasowane, modne ubranie. Czy stać nas na takie same poświęcenie dla dobra własnej duszy? Czy stać nas na ofiarę w życiu, która ubogaci nasze życie duchowe? Czy potra­fimy ponieść wysiłek dla swej duszy nieśmiertelnej, a więc dla własnego zbawienia wiecznego?
To jest pytanie, które stawia nam na początku tegorocznego Wielkiego Postu Jezus Chrystus. Post jest po to, aby zadbać o swoją duszę. Post jest po to, aby oderwać się od bezmyślnej konsumpcji i hołdowaniu zachciankom swego ciała. Post w końcu jest po to, aby przypomnieć sobie, że mamy duszę nieśmiertelną, o którą na­leży dbać nie mniej niż o swe ciało. Moje ciało przemija, a dusza żyć będzie wiecznie. Warto o tym pamiętać nie tylko w czasie Wiel­kiego Postu, lecz zawsze.
Amen.

 

lutego 15, 2018

Rozważania wielkopostne - Bóg daje nam kolejną szansę

lutego 15, 2018

Rozważania wielkopostne - Bóg daje nam kolejną szansę

Słowo Boże na dziś 

Czwartek po Środzie Popielcowej 


"Kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa" 

Łk 9, 22-25
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. Potem mówił do wszystkich: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?”

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Przedstawiona dzisiaj w Księdze Powtórzonego Prawa zasada wydaje się być bardzo jasna, klarowna, jednoznaczna; jest ona zresztą przypomnieniem słów Boga, skierowanych do swojego Narodu w chwili zawierania z nim przymierza na Górze Synaj. Po wyjściu Izraelitów z Egiptu, z domu niewoli, Bóg zawiera ze swoim Narodem przymierze: “Będę wam Bogiem, kiedy wy zechcecie być Moim Narodem”, jeżeli zechcecie być posłuszni Moim przykazaniom; jeżeli pozwolicie się prowadzić – “Będę wam Bogiem”, będę was prowadził bezpiecznie, będę was chronił. I Mojżesz przypomina tę zasadę: Jeżeli pójdziecie za Bogiem, jeżeli będziecie się wsłuchiwać w głos Boga, i jeżeli będziecie słuchać Jego prawd, jeżeli będziecie szli Jego drogami, On będzie wam błogosławił. Natomiast, jeżeli odejdziecie od Boga, jeżeli uczynicie sobie bogów innych, jeżeli innym bogom będziecie służyć, to błogosławieństwo odstąpi od was.
Zasada prosta. Wydaje się, że aż za prosta. Gdybyśmy ją traktowali w kategoriach takiego powiedzenia: “Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”, faktycznie mogłaby się wydawać za prosta. Bo przecież nie chodzi tylko o to, że Bóg da człowiekowi tyle, ile człowiek da Bogu. Bóg daje człowiekowi zawsze więcej. Ale chodzi tutaj o to, że jeżeli ja chcę być człowiekiem idącym drogami Boga, jeżeli chcę w Bogu odnajdywać swoją własną godność, jeżeli w Bogu pragnę odnajdywać prawdę dla samego siebie, i tę, którą On niesie w sobie dla mnie, jeżeli uwierzę, że On jest moim Ojcem, jeżeli Mu zaufam, jeżeli uwierzę, że On pragnie mojego szczęścia, mojego dobra, to także wierzę w to, że przygotował dla mnie bardzo konkretny czas i konkretne miejsce, i pragnie abym się w tym konkretnym czasie i konkretnym miejscu, w bardzo konkretny sposób zrealizował. I wtedy niesie ze sobą sam Bóg obietnicę błogosławieństwa. Natomiast jeżeli ja nie chcę iść za Bogiem, wybieram własne drogi, to nie na zasadzie jakiejś kary, ale na zasadzie zostawienia siebie samego, na miarę swoich możliwości, swoich sił, na miarę możliwości i sił bogów obcych, którzy nie mają mocy dać mi życia, którzy nie są w stanie obdarować mnie prawdziwym szczęściem.
Jednakże i to wydaje się być, mimo wszystko, takie zbyt proste. Bo popatrzmy: Oto uczeni w Piśmie, faryzeusze, arcykapłani, a więc ci, którzy autentycznie chcieli trwać przy Bogu. Faryzeusze są potomkami tych, którzy zostali pobudzeni przez Boga do walki o wierność Bogu w czasach Machabeuszy, kiedy trzeba było stanąć do walki o oczyszczenie świątyni, i trzeba było wtedy jednoznacznie opowiedzieć się za Bogiem lub przeciw Bogu – oni się wtedy za Bogiem opowiedzieli, jakby uczynili tę wierność Bogu celem swojego życia. I uczeni w Piśmie, którzy badają słowo Boże, którzy chcą być wiernymi Bogu. I wreszcie starszyzna żydowska, ci, którzy są odpowiedzialni za Naród, którzy mają świadomość historii tego Narodu, którzy dobrze wiedzą, że gdy ten Naród odchodzi od Boga, popada we wszelkiego rodzaju, nieszczęścia, niedole. I właśnie ci, starsi, uczeni w Piśmie, faryzeusze nie przyjmują Tego, którego Bóg posyła; nie przyjmują Bożego Syna. Wydaje się, że w tym momencie ta zasada staje się niewystarczająca, a może nie potrafią jej do końca zrozumieć ci, którzy Jezusa nie przyjmują.
Myślę, że jest to także problemem nas. Wczoraj, we środę popielcową, nasze kościoły wypełniły się po brzegi. Tak wielu ludzi przyszło, i bardzo dobrze że przyszło. Chcieliśmy być w tym dniu w naszych świątyniach, ale na tej jakby zasadzie (wielu z nas), że oto chcemy coś Bogu oddać, coś Bogu dać, żeby coś od Boga zyskać – jakieś zabezpieczenie. W tym kontekście oraz w świetle dzisiejszej Ewangelii możemy zobaczyć, iż ta zasada ze Starego Testamentu (dla niektórych tak trochę uproszczona – “Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”), jest zasadą niewystarczającą. Trzeba bowiem rozpoznać – i to może jest najważniejsze – w Jezusie Chrystusie Mesjasza, Zbawiciela, i pójść za Nim.
Ale to pójście za Jezusem ma bardzo konkretny wymiar. Bo to pójście za Jezusem zakłada nie tylko takie jakieś rytualne, formalne, czasami chciałoby się wprost powiedzieć: takie magiczne trwanie przy Bogu, ale to pójście za Jezusem Chrystusem oznacza zmianę mojego życia; oznacza to, o czym mówi św. Paweł: “już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”; to pójście za Chrystusem oznacza właśnie zaparcie się samego siebie. Bo popatrzmy, co czyni Chrystus. On, chcąc być wiernym Bogu, chcąc być wiernym człowiekowi, rezygnuje z samego siebie. To nie jest jakaś rytualna ofiara. To nie jest jedynie baranek, którego składa kapłan w ofierze w świątyni. To nie są tylko jakieś przepisy, które Jezus wykonuje, których przestrzega. To nie wystarczy! Jezus sam siebie daje w ofierze. Oddaje swoje życie. Wydaje siebie do końca. Umiera dla siebie, by dać nam przez to życie wieczne, by dać świadectwo Bogu, który jest Miłością, by dać świadectwo prawdzie, prawdzie o człowieku, o jego godności. Tak więc być wiernym Bogu, wypełnić to zobowiązanie, do którego zaprasza nas także dzisiaj Mojżesz, to znaczy pójść za Chrystusem, umierając dla siebie.
Co to znaczy umierać dla siebie? To znaczy: każdego dnia chcieć rezygnować nie z siebie jako człowieka (z naszego człowieczeństwa nigdy nam zrezygnować nie wolno), ale umieć rezygnować jedynie w własnych planów, z własnych koncepcji na życie, z własnych poszukiwań, i umieć patrzeć oczyma Boga na drugiego człowieka i, tak jak Bóg, poszukiwać drugiego człowieka, zacząć się liczyć z drugim człowiekiem, zacząć szanować drugiego człowieka, patrzeć na niego ewangelicznie. Trzeba jednak mieć świadomość, że takie życie prowadzi na krzyż, że takie życie nie jest proste. Owszem, Pan udziela swojego błogosławieństwa, jak udzielał błogosławieństwa swojemu Synowi, który “przeszedł przez ziemię w mocy Ducha Świętego”, ale Jego życie ziemskie kończy się krzyżem, cierpieniem, trudem, wydaniem samego siebie. To jest pascha. To jest to przejście ze śmierci do życia. I wtedy dopiero jest zmartwychwstanie, czas zwycięstwa nad grzechem, nad słabością, i nad sprawcą grzechu – szatanem. AMEN.

lutego 15, 2018

Rozważania wielkopostne - Mój krzyż

lutego 15, 2018

Rozważania wielkopostne - Mój krzyż

Czwartek po Popielcu

Słowo Boże na dziś

 

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie». Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?»
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym


Rozpoczęliśmy czas pokuty, modlitwy i jałmużny. Dane nam jest usłyszeć Jezusowe wezwanie do nawrócenia. Przyszedł czas na to, aby podjąć refleksję nad swoim życiem, postępowa­niem oraz kierunkiem życiowej wędrówki. Mając świadomość własnej grzeszności, posypaliśmy swoje głowy popiołem po­kuty. Na ten czterdziestodniowy czas duchowego odnowienia Pan Jezus wskazuje nam dziś jedyną drogę ku świętości i zba­wieniu wiecznemu. Tą drogą jest krzyż.
Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9,23). Te słowa mogą wzbudzać w człowieku bunt. Te słowa mogą od­pychać. To Jezusowe stwierdzenie nie pozostawia pola do życio­wego kompromisu. Jeżeli chcesz dostać się do nieba, musisz męż­nie dźwigać swój krzyż. Jeżeli chcesz osiągnąć zbawienie, nie mo­żesz uciekać przed ofiarą i poświęceniem w życiu. Jeżeli chcesz żyć na wieki w niebie, musisz powoli i nieubłaganie umierać, od­dawać swoje życie innym i Panu Bogu.
Te słowa mogą wydawać się zadziwiające, wręcz zaskaku­jące dla współczesnego człowieka. Wszak nigdy w historii ludzie nie żyli w takim luksusie jak my. Nigdy tak łatwo nie bogacili się. Nigdy nie żyli na tak wysokim poziomie cywilizacyjnym. Nigdy nie jedli tak dobrze jak my, nie mieszkali tak wygodnie jak my. Nigdy nie mieli tak dobrej opieki zdrowotnej. Nigdy w historii człowiek nie żył tak komfortowo. Po prostu przyzwyczailiśmy się do życia wygodnego, łatwego i przyjemnego. Nie chcemy więc krzyża. Unikamy ofiary. Czynimy wszystko, aby tylko nie trzeba było cierpieć życiowych niedogodności.
Lecz dziś, na początek tegorocznego czasu nawrócenia Pan Jezus przypomina nam, że nie ma innej drogi do nieba jak tylko krzyż. Nie ma ludzkiego życia bez krzyża. Nie ma ludzkiej drogi życia, na której nie stanąłby krzyż poświęcenia, ofiary, zmagania się z własnymi słabościami. Po prostu krzyż wpisany jest w życie każdego z nas. Ile ludzi, tyle krzyży. Ile ludzkich historii, tyle dziejów zmagania się ze swoim krzyżem. Ile istnień ludzkich, tyle dróg krzyżowych. Oto prawda o życiu człowieka.
Moim krzyżem mogą być pokusy, z którymi nie potrafię so­bie poradzić. Chociaż tyle razy pragnąłem zerwać z konkretnym grzechem, do tej pory nie udało mi się tego uczynić. Chociaż tyle razy obiecywałem sobie, że będę mądrzejszy, znów w swej głupocie uległem nadarzającej się pokusie. Chociaż szczerze pracuję nad swoim sumieniem, to jednak w chwili słabości znów upadam. To jest krzyż. Krzyż, który przysparza upadków. Lecz, jak Pan Jezus, właśnie z tym krzyżem swych ludzkich słabości trzeba nam powstawać, aby iść dalej.
Moim krzyżem może być drugi człowiek. Ten najbliższy, ko­chany, lecz zarazem wymagający wielkiej cierpliwości i wyrozu­miałości. Może to chory i nieznośny starszy rodzic, może obcią­żone genetycznie dziecko, a może uzależniony małżonek. Ciężki, codzienny krzyż, którym jest drugi człowiek. I chociaż czasem wydaje się, że bez tego ciężaru byłoby lepiej, to doskonale wiemy, że ich kochamy, dla nich jesteśmy, a oni nas potrzebują. Może tym krzyżem być dwulicowa koleżanka w pracy lub wścibska sąsiadka, która rozpowiada obraźliwe dla nas oszczerstwa. Może to nieuczciwy pracodawca lub przyjaciel, który nadużył na­szego zaufania. Wiele ciężarów na nasze plecy drugi człowiek po­trafi włożyć. A my wiele potrafimy znieść. Kiedy zaś nam ciężko, spójrzmy na cierpiącego Chrystusa, który nie odrzucił ciężaru krzyża, lecz zaniósł go na Golgotę, która stała się bramą do nieba.
Na życiowej drodze większości z nas w pewnym momencie staje także inny krzyż. Dosłowny krzyż. Choroba, cierpienie, umie­ranie, które w ciszy swego serca trzeba przeżyć. Nie pomagają wtedy lekarstwa. Nie usłyszy się optymistycznej diagnozy lekar­skiej. Nie będzie człowiekowi dane, aby wrócił do pełni swych sił.
Nadszedł czas rozliczenia się ze swego włodarstwa i przygotowa­nia się do pożegnania z tym światem. Nadszedł czas, aby iść za Jezusem na Golgotę. Można się wtedy buntować. Przeklinać swój los i Pana Boga. Można swoją złość wylewać wtedy na drugiego człowieka. Można negować własną ograniczoność i uciekać od świadomości konieczności przygotowania się na spotkanie z Sę­dzią żywych i umarłych na progu wieczności. Lecz odrzucenie swego krzyża nie zaprowadzi do zbawienia wiecznego. Negacja swego przemijania nie wydłuży ziemskiego życia. Ucieczka od re­fleksji nad swoimi czynami nie umniejszy odpowiedzialności za uczynione zło.
Gdy nadejdzie ten czas, trzeba nam podjąć swój krzyż. Sku­pić się nad swoim postępowaniem. Uczynić spowiedź św. z ca­łego życia. Przyjąć święte namaszczenie i Komunię św. Pojed­nać się z drugim człowiekiem. Podziękować za miłość, przyjaźń i każde dobro. Zwrócić to, co jeszcze nie oddane. Podzielić się z biednymi swoim majątkiem. I trwać na drodze krzyżowej. Trwać, aż Pan powoła do wieczności i nagrodzi życiem wiecz­nym. Nagrodzi za przyjęcie krzyża, za ofiarność, miłosierdzie i skruchę za swoje grzechy. Nagrodzi, gdyż sam jako pierwszy przeszedł Drogę Krzyżową.
Amen.

 

 

lutego 14, 2018

Rozważania wielkopostne - Motywacja

lutego 14, 2018

Rozważania wielkopostne - Motywacja

Słowo Boże na dziś

Środa Popielcowa

 

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym


Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest ła­skawy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą” (Jl 2,13). Tymi słowami proroka Joela wita nas litur­gia w pierwszym dniu Wielkiego Postu. My wiemy, że trzeba się nieustannie nawracać. Tyle razy słyszeliśmy o zbawiennych owo­cach postu, modlitwy i jałmużny. Lecz tak trudno przychodzi pod­jąć te uczynki w codzienności. Tak trudno zrozumieć, że odmawia­nie sobie przyjemności przyniesie jakieś dobro. Tak trudno rozstać się z ciężko zarobionym pieniądzem i przeznaczyć go na pomoc najbardziej potrzebującym, wszak sami mamy swoje potrzeby. Tak trudno w końcu poświęcić dodatkowy czas na modlitwę, przecież grafik każdego dnia jest napięty do granic możliwości.
Sam Bóg domaga się od nas Wielkiego Postu. Sam Bóg do­maga się od nas podjęcia umartwienia, jałmużny i modlitwy. Sam Bóg upomina się o to, byśmy porzucili złe nawyki, zapłakali nad swym grzechem i poświęcili więcej czasu i energii na uczynki miłosierdzia Bożego. Sam Bóg wzywa nas na drogę nawrócenia. Św. Paweł woła dziś do nas. „W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!” (2 Kor 5,20). Dość już zła, grzechu i pychy. Dość już egoizmu, krzywdy i niesprawiedliwości. Dość już nu­rzania się w błocie nieprawości. Nadszedł dla nas czas oczyszcze­nia. Nadszedł czas otrzeźwienia. Nadszedł czas nawrócenia.
Znamy ludzi, którzy odmienili swe życie i naprawili wyrzą­dzone krzywdy. Nasze serca wyrywają się ku temu, aby czynić więcej dobra. Nasze dusze wołają o uwolnienie z ciężaru win i grzechów. Nasze sumienia pragną Bożego pokoju. Lecz nam wciąż brakuje motywacji. Nam wciąż brakuje inspiracji do zmiany swego życia. Dlaczego tak jest? Dlaczego tak trudno czło­wiekowi uwolnić się od grzesznych przyzwyczajeń? Dlaczego nawracać trzeba się przez całe życie? Dlaczego to, do czego wzywa nas dziś Kościół, jest takie trudne?
Wszystko, co w życiu wartościowe, jest trudne. Wszystko, co cenne, musi być okupione wysiłkiem i pracą. Nie doceniamy wszak tego, co otrzymujemy za darmo. Nie doceniamy spadku po rodzicach, on się nam ponoć należy. Bardziej szanujemy to, co sami wypracowaliśmy. Nie szanujemy prezentów, wszak nie pochodzą z pracy rąk naszych, bardziej zabiegamy o to, co sami zrobiliśmy. Nie widzimy potrzeby, aby dziękować innym za życzliwość, lecz domagamy się, aby nasz wysiłek zawsze był zauważony i doceniony.
Nie cenimy miłosierdzia Bożego, wszak za darmo Pan Bóg odpuszcza nam grzechy. Gdyby droga do rozgrzeszenia była trudna i wymagająca, dużo bardziej zastanawialibyśmy się, czy znów decydować się na grzech. Nie cenimy Eucharystii, wszak każdego dnia sprawowana jest w naszym Kościele, a kapłani czekają na nasze zainteresowanie. Dużo bardziej cenilibyśmy Mszę Św., gdyby trzeba było długo na nią czekać. Nie ma w nas zbyt dużej wdzięczności za łaski wyproszone na modlitwie. Wszak uważamy, że Pan Bóg właśnie od tego jest, aby wysłu­chiwać naszych próśb.
Jeżeli więc nie cenimy zbytnio łaski Bożej, nie ma w nas mo­tywacji do tego, aby cokolwiek zmieniać w życiu. Przecież do­brze jest jak jest. Przecież otrzymam rozgrzeszenie. Przecież Pan Jezus nie przestanie być miłosierny. Przecież jak przyjdzie po­trzeba, to Bóg o mnie nie zapomni. Dziś grzeszę, jutro otrzymam rozgrzeszenie. Dziś zapominam o Panu, jutro, gdy przyjdzie po­trzeba, przypomnę sobie o Nim. Dziś wybieram centrum han­dlowe, kino, spotkanie z przyjaciółmi zamiast niedzielnej Mszy Św., jutro przyjdę do świątyni. Dziś wybieram grzech, lecz jutro wybiorę łaskę Bożą. Dziś nie mam motywacji, aby zerwać ze ziem, jutro, gdy sam będę tego potrzebował, wrócę do Chrystusa.
Lecz nie ma ważniejszej sprawy, jak zbawić duszę swoją. Nie ma ważniejszej sprawy, jak zawalczyć o swoją wieczność.
Nie ma ważniejszej rzeczy w naszym życiu, jak zasłużyć na chwałę zbawionych. Wszystko, co nam bliskie i cenne, kiedyś zo­stawimy. Wszystko, co z takim pietyzmem gromadzimy, nie bę­dzie nasze. Wszystko, dla czego teraz poświęcamy czas i energię, okaże się być prochem i niczym. To dusza jest najważniejsza. To moje zbawienie winno być sprawą priorytetową. To wyzwolenie się z grzechu zaprowadzi do pokoju. To wysiłek postu, jałmużny i modlitwy przyniesie błogosławione owoce w naszym życiu.
Dziś trzeba nam zrozumieć, że Wielki Post to czas dla na­szego duchowego dobra. Dla naszego zbawienia i uświęcenia. Wielki Post jest próbą naszej dojrzałości. Wszak tylko dojrzały człowiek robi to, co dla niego dobre, a nie tylko to, co mu się akurat podoba. Dzieci wybierają to, co im się akurat podoba. Grymaszą, narzekają, unikają wysiłku, zabiegają o przyjemność i zabawę. Dorośli, dojrzali potrafią od siebie wymagać. Znajdują w sobie motywację do tego, aby podjąć wysiłek, mozolną pracę, gdyż wiedzą, że czynią to dla własnego dobra.
Rozpoczynamy Wielki Post. Rozpoczynamy czas modlitwy, postu i jałmużny. Rozpoczynamy czas nawrócenia. Oby nie brakło nam motywacji. Obyśmy dojrzale wykorzystali ten czas. Obyśmy nie zmarnowali okazji do własnego uświęcenia. Nie wiemy bo­wiem, czy ta okazja za rok się powtórzy.
Amen.

 


lutego 13, 2018

1. Niedziela Wielkiego Postu, Rok B – Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię

lutego 13, 2018

1. Niedziela Wielkiego Postu, Rok B – Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię
1. Ludzkie problemy i troski. Bracia i siostry! Żyjemy u początku dwudziestego pierwszego wieku, wieku wspaniałych, wręcz oszałamiają­cych odkryć i osiągnięć w różnych dziedzinach nauki i techniki. Człowiek współczesny zdobywa kosmos, dysponuje mózgami elek­tronowymi i – przekraczającymi ludzką wyobraźnię – możli­wościami energii nuklearnej. Jednocześnie my, ludzie wieku po­stępu, z oburzeniem, łączącym się również z zażenowaniem i wsty­dem dowiadujemy się codziennie o różnego rodzaju niesprawie­dliwości, braku poszanowania godności ludzkiej; słyszymy o wojnach, ucisku, gwałcie, przemocy, porwaniach, ohydnych morder­stwach i krzywdzie ludzkiej.
Ileż energii i wysiłku wkłada człowiek współczesny w to, by zdobyć mieszkanie, mieć lepsze warunki życia, by osiągnąć wyższe kwalifikacje naukowe i zawodowe czy bardziej opłacal­ną i znaczącą pozycję społeczną. Czasami nawet udaje mu się osiągnąć to, do czego dążył, cieszy się tym jakiś czas, potem pojawia się inne pragnienie i rozpoczyna nową pogoń za „szczę­ściem”. I gdy znów nie znajduje satysfakcji, stara się zaspo­koić głód swojej duszy namiastkami szczęścia: film, koncert, za­bawa, alkohcl, przyjemności zmysłowe, narkotyki. A jednak głód pozostaje. Popełnia więc człowiek jakiś błąd w tej gonitwie życiowej. Może niewłaściwie szuka, może coś przeoczył, a może zapomniał o tym, co najważniejsze. Jeśli chce wyrwać siebie i innych z tego marazmu beznadziejności i bezsensu, musi naj­pierw zatrzymać się, wyciszyć, pomyśleć – co dalej?
2. Nawracajcie się! Zatrzymać się – na progu Wielkiego Postu z Jezusem na pustyni. Przecież był to pierwszy Wielki – czterdziestodniowy Post w dziejach chrześcijaństwa. Nie będzie łatwo wyłączyć się z biegu po tak zwane szczęście. Kusiciel nie zrezygnuje. Będzie używał różnych sposobów, by nie zo­stawić wolnej chwili na refleksję, modlitwę, szlachetne posta­nowienia. Tak jak Jezusa na pustyni będzie szantażował, stra­szył, groził, obiecywał. Wreszcie pokaże ci wszystko, za czym goniłeś, czego szukałeś, czego tak bardzo potrzebujesz i po­wie: „Dam ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mt 4, 9). I co wtedy? – Albo ulegniesz mu i wrócisz do zwariowanego kołowrotka, gdzie trudno usłyszeć głos Chrystusa lub też odważnie odpowiesz: „Idź precz, szatanie!” i wówczas usły­szysz wołanie Pana: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15). Cóż to znaczy? – zapytasz. Ja? – wierzący, prak­tykujący, przystępujący często do ołtarza Pańskiego mam się nawracać? Nie unoś się i nie obrażaj. Tak – ja i Ty – wszy­scy mamy ciągle nawracać się. Nie wystarczy tylko wstrzymać się od pokarmów mięsnych, odbyć spowiedź wielkanocną, ucze­stniczyć w Drodze Krzyżowej. Chodzi o coś więcej jeszcze. Każ­dy z nas ma wady i grzechy. „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1, 8) – mówi św. Jan Apostoł. Pierwszym zatem krokiem do nawrócenia jest uznanie w sobie grzechu, odkrycie nałogów, skłonności do zła, egoizmu, zarozumiałości, wygodnego życia. Je­śli szczerze przyjrzysz się sobie, być może łatwiej zrozumiesz to, co dotychczas było dla ciebie niezrozumiałe – sens swojej choroby, cierpienia, krzywd doznawanych od ludzi – nieraz bar­dzo ci bliskich. Co więcej, zrozumiesz potrzebę wykorzenienia zła z siebie i zmiany kierunku życia. Nie znaczy to wcale, że nawracając się, masz uciec z tego świata. Musisz nawrócić się pozostając niejednokrotnie w potopie zła fizycznego i moral­nego, pozostając w tej samej społeczności, w tym samym śro­dowisku pracy, na tej samej sali szpitalnej, w tym samym łożu boleści, w tej samej rodzinie. Uratujesz się jak Noe tylko wte­dy, gdy jak on – zaufasz bezgranicznie Bogu, gdy uwierzysz w Ewangelię, gdy zaczniesz nowe życie zgodne z sumieniem, o którym mówi św. Piotr w drugim czytaniu dzisiejszej liturgii słowa. Nawrócenie to sprawa nie jednej tylko chwili, jednego pobożnego uniesienia – to sprawa całego życia. Nawrócenie do Chrystusa ma rozpoczynać się każdego dnia, przejawiać w każ­dym działaniu, na wszystkich płaszczyznach życia, w stosunku do wszystkich ludzi. Jeśli chcesz coś zmienić – nie czekaj na nawrócenie nagłe, niespodziewane – nie jesteś Szawłem sie­jącym grozę i dyszącym żądzą zabijania uczniów Pańskich (Dz 9. 1). Jesteś przecież już wierzący, już nawrócony. Pomyśl o czymś konkretnym, idź naprzód: krok po kroku, dzień po dniu, py­taj siebie, co możesz dobrego zrobić i staraj się to stopniowo w życiu realizować.
3. Owoce nawrócenia. Właściwe zrozumienie Chrystuso­wego wezwania: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15) to przede wszystkim pojednanie z Bogiem i braćmi oraz pokuta za zło popełnione. Przypomina tę prawdę każdemu z nas św. Jan Paweł II w Adhortacji apostolskiej Pojednanie i Pokuta. Chrystus domaga się od swoich wyznawców nawrócenia całkowitego, radykalnego: zmiany mentalności, właś­ciwej oceny wartości, zmiany zainteresowań, zmiany dróg ży­ciowych i złych obyczajów. Owocami nawrócenia a jednocześ­nie programem na Wielki Post są znane nam od dzieciństwa dobre uczynki: modlitwa, post i jałmużna.
a. Modlitwa. Czyż trzeba uzasadniać człowiekowi wierzącemu potrzebę modlitwy, czyli potrzebę spotkania z Bogiem, który rozpoczyna w nas dzieło nawrócenia? Czyż nie trzeba zwła­szcza dziś otwarcia się na Jego słowo, wsłuchania się w Jego głos, porozmawiania z Nim o Nim, o sobie, o swoich najbliż­szych, o swoich radościach i smutkach, osiągnięciach i niepowodzeniach, o szlachetnych ambicjach i codziennych kłopotach,
o dobrym zdrowiu i chorobie, o życiu i o śmierci oraz o tym, co nas czeka za jej progiem?
b. Post. Drugim owocem nawrócenia jest post. Nie chodzi tylko o to, byś mniej zjadł. Są różne formy postu. U jego podstaw leży zawsze to, byś umiał rezygnować i to nie tylko ze względu na zdrowie czy smukłą sylwetkę. Chodzi o umie­jętność rezygnacji i wyrzeczenia z pobudek wyższych, ducho­wych, religijnych. Taka postawa zbliża do Boga, kształtuje i uszlachetnia charakter, pozwala lepiej zrozumieć drugiego czło­wieka. Zacznij rezygnować z tego, co nie jest konieczne a nawet wręcz szkodliwe dla ciebie. Wyłącz telewizor, gdy jest nieprzy­zwoity lub beznadziejny program, odrzuć papierosa, odstaw kieliszek. Miej odwagę wreszcie obalić mit, że to cię uspokaja, rozwesela, łagodzi smutek i ból. Popatrz – zwłaszcza w ty­godniu modlitwy o trzeźwość narodu – popatrz na tragedię pol­skich rodzin, na tragedię dzieci, żon i matek. Nie usprawiedli­wiaj się zbyt łatwo sloganowym powiedzeniem: „ja piję tylko symbolicznie”. Czy naprawdę symbolicznie, czy nie zmuszałeś in­nych do picia, czy odważyłeś się przeciwstawić niekulturalnemu i brutalnemu obyczajowi przymuszania drugiego, nieraz rozpa­czliwie broniącego się człowieka, czy możesz wreszcie z czy­stym sumieniem powiedzieć: z mego mieszkania nikt nie wy­szedł pijany? Niech odpowie dziś Bogu twoje sumienie, niech nawróci się i uwierzy w Ewangelię.
Szczególną formą postu i pokuty jest cierpienie ludzkie, które w łączności z cierpiącym Chrystusem w Kościele stanowi cen­trum urzeczywistniania się zbawienia. W tym miejscu zwra­cam się zwłaszcza do was: siostry i bracia – chorzy i cier­piący w szpitalach i domach rodzinnych. Wpatrzcie się dobrze w krzyż Chrystusa. Bądźcie przekonani, że „jesteście najdroższą i najpotrzebniejszą cząstką Kościoła, wszak w swoich cierpie­niach w szczególny sposób odzwierciedlacie tajemnice, krzyża Chrystusowego i Jego moc” — zapewniał was o tym ojciec św. Jan Paweł II dn. 6 czerwca 1979 r. w Częstochowie. „Z ludz­kiego punktu widzenia Wasza sytuacja życiowa jest bardzo przy­kra, bolesna, czasem wręcz Upokarzająca... Ciało Wasze jest słabe nie możecie o własnych siłach chodzić, pracować, radzić sobie, ale pozostaje Wam najgłębszy wymiar człowieczeństwa — Wasz ludzki duch..., który może być źródłem mocy dla innych..., a wyrzutem sumienia i punktem zwrotnym dla tych, którzy obrażają Boga posługując się swoim zdrowiem i siłami” (Kra­ków, 9 VI 1979 r.). Poprzez wasze cierpienie przyjęte i z mę­stwem zaakceptowane dokonują się nawrócenia, ludzie otrzymu­ją dobra duchowe, wypraszacie łaskę powołań kapłańskich i zakonnych. Niech dzisiejsza modlitwa i ofiara mszy św. spra­wowana i w waszej intencji będzie wyrazem wdzięczności łom­żyńskiej wspólnoty seminaryjnej i całej Polski dla was. Jesteśmy naszą codzienną modlitwą, ofiarą i umartwieniem z wa­mi i prosimy również was o nieoceniony dar cierpienia i pod­jęcia krzyża w naszej intencji.
c. Jałmużna. Jeszcze jeden wymiar wielkopostnego nawró­cenia to jałmużna. Znów nie chodzi tylko o datek rzucony że­brakowi. Jałmużna to każdy czyn płynący z miłości do Boga i bliźniego; to zarówno materialny jak i duchowy dar: od­wiedziny, rozmowa, uśmiech, chętna i konkretna pomoc w po­trzebie a nawet – życzliwa uwaga czy upomnienie.
Kochani! „wierzcie w Ewangelię” – zachęca Chrystus. Czło­wiek w życiu musi w coś lub kogoś wierzyć. A skoro pogoń za „szczęściem” i awansami społecznymi wytwarza postawy ego­istyczne, samolubne, blokujące czy wręcz niszczące najpiękniej­sze wartości w człowieku; skoro dobrobyt materialny – dosta­tek stają się często nieosiągalnym mitem – uwierzmy Ewan­gelii. Ileż to systemów, ideologii, potęg ekonomicznych i poli­tycznych przeszło niechlubnie – jak straszliwy mit – do hi­storii, a Chrystus przez prawie dwa tysiące lat, często ośmie­szany i prześladowany, jest ciągle żywą rzeczywistością. I każdy, kto szczerze uwierzył w Jego Ewangelię – nie doznał za­wodu. Nawracajmy się więc do Chrystusa całym sercem, zacz­nijmy od siebie, nie czekajmy na przemianę świata przez in­nych, gdyż popadniemy w następny mit – ci inni czekać będą na nas. Społeczność ludzka to nie abstrakcyjna masa – to konkretne osoby. Zarówno więc dobro jak i zło popełniane przez jednostki, staje się udziałem całej wspólnoty ludzkiej.
Chrystus dziś, na progu Wielkiego Postu, zaprasza nas do nawrócenia i pełnego zaufania Jego słowu, do pójścia drogą, którą On wskazuje. A jeśli nawet droga ta wiedzie przez cier­pienie, krzyż i śmierć męczeńską, to przecież ostatecznie zawsze doprowadza do wielkanocnego poranka – do paschalnego wy­zwolenia i zwycięstwa.

lutego 12, 2018

Homilia na 1 Niedzielę Wielkiego Postu, Rok B - "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię"

lutego 12, 2018

Homilia na 1 Niedzielę Wielkiego Postu, Rok B - "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię"
Od środy Popielcowej rozbrzmiewa w Kościele wołanie: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Słowa te wypowiedział Pan Jezus na początku swej zbawczej działalności. I dzisiaj mówi do nas Jezus: "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1,15). Obyśmy nigdy nie rozdzielali tych dwóch spraw: nawrócenia i wiary w Chrystusową Ewangelię. Wiara przecież ukazuje nam kim jesteśmy w oczach Boga i jaką wielkością, nas Bóg obdarowuje. Ale równocześnie w świetle Chrystusowej Ewangelii widzimy naszą słabość i grzeszność i wszyscy potrzebujemy nawrócenia.
Chrześcijaństwo nie polega tylko na uznaniu własnej słabości, lecz na doświadczeniu mocy Bożej, płynącej z wiary w Jezusa Chrystusa. Nasze nawrócenie nie dokona się jedynie przez rozważanie własnej niemocy, lecz przez przyjęcie wiary Chrystusa i doświadczenie Jego zbawczej łaski. Św. Piotr zgrzeszył zapierając się swego Mistrza, ale Jezus "popatrzył na niego" i Piotr stanął ze swoją słabością przed swoim Mistrzem i doświadczył mocy Jego przebaczającej miłości. To jeszcze bardziej umocniło jego wiarę tak, że Chrystus nie zawahał się w jego ręce powierzyć swój Kościół. Judasz też poznał wielkość swego grzechu, analizował go w sobie, ale nie stanął ze swoją grzesznością przed Chrystusem i nie mógł dojrzeć Jego miłosiernego spojrzenia i dlatego poszedł i z rozpaczy powiesił się.
Za Chrystusowym wezwaniem: "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" poszły zbawcze czyny Jego miłosiernej miłości aż do heroizmu na Golgocie. Już pierwszy cud przemiany wody w wino w Kanie Galilejskiej uczynił Jezus po to, aby uwierzyli w Niego jego uczniowie. Moc Chrystusa sprawiła, że zwykła woda stała się winem, powstała nowa jakość. Wszystko po to, jak Apostołowie, uwierzyli, że Chrystus ma moc przemienić nasze grzeszne życie w nową jakość, w życie dzieci Bożych.
Przyszło nam żyć w takich czasach, kiedy podważany jest wewnętrzny związek wiary i moralności, a tym samym nie dochodzi do wielu ludzi Chrystusowe wezwanie: "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię", bo nastąpiło faktyczne oderwanie nawrócenia od wiary.
To rozdarcie wiąże się z laickim obrazem świata, w którym wielu ludzi myśli i żyje tak, jak gdyby Bóg nie istniał. Jesteśmy w sytuacji, w której wszystko się rozmywa i brakuje stałego punktu oparcia dla ludzkich postaw i zachowań. Kryzys relatywizmu jaki doświadczamy to kryzys podważania oparcia naszych norm moralnych na obiektywnej prawdzie, którą człowiek jest zdolny dostrzec, poznać i nią się w życiu kierować.
Taką obiektywną prawdą jest dla nas Chrystus.
Stara i złudna teza Karola Marksa, że religia jest opium dla ludzi, ma i dzisiaj wielu zwolenników. Często taki "wyzwolony" od Boga człowiek, nie ma w sobie mocy ducha, by przeciwstawić się złu, które szeroko wlewa się do ludzkich serc i umysłów. Wielu ludzi odrzuca Boga dlatego, że uważają, iż On ogranicza człowieka, a nie dostrzegają, że człowiek osiąga wielkość i swą godność tylko dzięki odniesieniu do Boga. Wielu odrzuca Boga dlatego, że uważają, iż On ujarzmia człowieka, a nie dostrzegają, że wszelkiego poddaństwa człowiek unika tylko dzięki odniesieniu do Boga. Umacniajmy naszą wiarę, byśmy doświadczyli mocy Chrystusowej łaski, która uwalnia nas od wszelkiego poddaństwa i zniewolenia.
Ile naszych rodzin przeżywa tragedie z powodu alkoholizmu. Statystyki podają, że prawie połowa rozpadających się małżeństw ma swoje źródło w alkoholizmie. Ile nieszczęść doświadcza wielu młodych ludzi przez narkomanię, kiedy to narkotyki trafiają już nawet na teren szkół. Doświadczenie tych bolesnych zjawisk prowadzi do stwierdzenia odwrotnego niż to mówił Marks - opium staje się religią dla wielu dzisiaj ludzi. Chciejmy dostrzec te wszystkie zagrożenia i zmobilizujmy nasze siły wiary i czynnego działania w kierunku powstrzymania plagi alkoholizmu i narkomanii.
Trzeba nam wrócić do źródeł i podjąć Chrystusowe wezwanie: "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". W tym powrocie do źródeł pomaga nam Ojciec Święty w najnowszej Encyklice Veritatis splendor - Blask prawdy. Jest to dokument wielkiego współczucia dla dzisiejszego świata i wielka, pełna miłości próba przyjścia mu z pomocą.
Człowiekowi współczesnemu - często zagubionemu i z tego powodu, że pojawiło się wielu mistrzów na świecie, którzy robią dużo hałasu -temu człowiekowi Papież w Encyklice jeszcze raz pragnie ukazać prawdziwego Mistrza Jezusa Chrystusa, który człowieka nie oszukuje, który mu nie obiecuje łatwych i tanich dóbr, ale ukazuje mu Krzyż, na którym powstaje nowe życie.
Dlatego Ojciec Święty tak mocno podkreśla wewnętrzną więź prawdy i wolności, zgodnie ze słowami Jezusa: "Jeżeli będziecie trwać w mojej nauce, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8,32).
Niedawno odprawiałem Mszę św. dla dużej grupy anonimowych alkoholików, którzy co tydzień spotykają się przy jednym z podwarszawskich kościołów. W czasie tego modlitewnego spotkania kilku z nich dało świadectwo o tym, jak wiara pomaga im powstrzymać się od picia alkoholu. Ale oni najpierw w świetle wiary poznali prawdę o sobie -prawdę o tym, że są alkoholikami, że są ludźmi chorymi i trzeba się leczyć. Wiara pomogła im tę prawdę o sobie zaakceptować. Wiara i braterskie wspomaganie się w Klubie Anonimowych Alkoholików daje im moc wydostania się z tego zniewolenia.
"Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Słowa te są niezwykle ważne dla każdego z nas. Święci je przeżywali z wielkim radykalizmem. Tak je przeżywał bł. Ojciec Honorat Koźmiński, kapucyn. Przeżycia młodego Koźmińskiego w więzieniu w Cytadeli Warszawskiej ubogaciły go w doświadczenie własnej małości i grzeszności, a równocześnie w doświadczenie wielkiej mocy Chrystusowej miłości. Jego osobiste doświadczenie mocy wiary i Chrystusowej miłości przygotowało go do zadań w Kościele w czasach zaboru carskiego, kasaty zakonów i walki z Kościołem na ziemiach polskich. Jego niezwykły charyzmat dla dobra Kościoła i Ojczyzny to tworzenie nowych wspólnot zakonnych ukrytych przed światem. Poprzez te wspólnoty zakonne umacniał ludzi Chrystusową łaską i jednoczył ich Chrystusową miłością. Tym samym przyczyniał się do umocnienia i obrony wartości religijnych i moralnych w duszach Polaków w zaborze carskim.
Jednym ze zgromadzeń założonych przez bł. Ojca Honorata jest Zgromadzenie Sióstr Pocieszycielek Najświętszego Serca Jezusowego. Siostry podjęły charyzmat swego Błogosławionego Założyciela. Są Zgromadzeniem niehabitowym i ukrytym przez swoje ukryte życie w Bogu dla dobra człowieka. Ich głównym celem pracy apostolskiej jest wychowywanie dzieci i młodzieży w różnych rodzajach szkół, na katechezie, przez organizowanie bibliotek i czytelni katolickich, przez propagowanie dobrej książki i prasy. I tak swoją służbą pomagają młodzieży wprowadzać w czyn wezwanie Chrystusa: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Wspierajmy Siostry Pocieszycielki naszymi modlitwami w dniu ich Jubileuszu, by ciągle odnawiały charyzmat swego Założyciela dla dobra Kościoła w Polsce.
Drodzy Bracia i Siostry!
Chrystus nie tylko wzywa nas do nawrócenia, ale ukazuje nam drogę, na jakiej ma się dokonywać nasza przemiana w okresie Wielkiego Postu. Kościół nam to przypomniał w Ewangelii czytanej w Środę Popielcową - nasze nawrócenie ma się dokonywać przez modlitwę, post i jałmużnę...
Modlitwa jest przecież naszym spotkaniem się z Bogiem w wierze, jest postacią urzeczywistniania się wiary, a tym samym realizacją w nas nawrócenia. Nie zapominajmy, że wszelkie duchowe reformy możliwe są tylko wtedy, gdy się modlimy.
Post przeżywany w wymiarze religijnym uwalnia człowieka od niego samego, od jego egoizmu i wprowadza wewnętrzną harmonię, dzięki której duch panuje nad ciałem. Post broni nas przed "obrastaniem" w takie dobra, które zniewalają ducha.
Jałmużna podejmowana w duchu wiary to wyjście naprzeciw potrzebom drugiego człowieka, to przywracanie więzi międzyludzkiej opartej na miłości. To świadomość, że żyjemy we wspólnocie z ludźmi, którzy nas ubogacają po to, byśmy innych ubogacali i wspólnie dźwigali ciężary codziennego życia. "Jeden drugiego brzemiona noście - mówi św. Paweł - i tak wypełniacie prawo Chrystusowe" (Gal 6,2), a jest to prawo Jego miłości. W Światowym Dniu Chorych 11 lutego prosił: "Niech wszyscy, których trapią jakiekolwiek dolegliwości, a w szczególności dzieci i ludzie w podeszłym wieku oraz ofiary wszelkiego rodzaju zła ludzkiego, zanoszą wraz z Chrystusem wielki krzyk za świat i za zło, które go ogarnia... krzyk o zwycięstwo miłości nad nienawiścią... Wiemy, że każdy ból złączony z krzyżem Odkupiciela jest źródłem siły Kościoła i ludzkości".
Dlatego jeszcze raz zwracam się do wszystkich, a szczególnie do Was Bracia i Siostry chorzy i cierpiący w szpitalach i domach rodzinnych, abyście swoją ofiarą cierpienia i modlitwy przeżywanej w tajemnicy Chrystusowego krzyża pomogli wszystkim braciom i siostrom w wierze podjąć wielkopostną pracę nad sobą tak, by urzeczywistniło się Chrystusowe wezwanie: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".


lutego 12, 2018

Kazanie pasyjne – I. Wieczernik

lutego 12, 2018

Kazanie pasyjne – I. Wieczernik
Rozpoczynamy rozważania męki Pana naszego Jezusa Chrystu­sa. Za przewodnika, po tych niezwykle bolesnych, a zarazem bogatych godzinach cierpienia Jezusa Chrystusa, wybierzemy bez­pośredniego świadka wydarzeń Wielkiego Tygodnia, św. Marka. W oparciu o tekst jego Ewangelii spróbujemy odkryć potęgę i me­tody zła działające w świecie oraz niepojętą miłość, którą Bóg objawił w Jezusie Chrystusie.
Św. Marek pisze Ewangelię po to, aby ukazać kim jest Jezus Chrystus, ukazać Jego niepojętą tajemnicę godności Syna Bożego i godności Mesjasza. Ewangelista bardzo wyraźnie podkreśla, że Chrystus ukrywał tę godność, aż do momentu swego zmartwych­wstania. W czasie Jego publicznej działalności, tylko niektórzy ludzie, na podstawie pewnych znaków, rozpoznali tę godność Sy­na Bożego i godność Mesjasza.
Chrystus jest czystą dobrocią, a pojawił się na świecie, który jest pod panowaniem zła. Od samego początku Pan Jezus, czysta Dobroć, musiał się ukrywać, ponieważ zło chciało Go zniszczyć. Kiedy tylko, w Betlejem, ukazał się pierwszy blask Jego Dobro­ci, natychmiast pojawiło się zło, które chciało zniszczyć Serce zbu­dowane z czystej Dobroci. Przez trzydzieści lat Chrystus żyje w ukryciu, nie promieniując dobrocią. W Nazarecie jest czystą Dobrocią, ale nią nie promieniuje i dlatego zło Go nie atakuje.
Z chwilą rozpoczęcia publicznej działalności, Chrystus zaczyna jakby promieniować swoją dobrocią, poszukując ludzkich serc do­brej woli, aby nawiązać z nimi kontakt, by ich wprowadzić do świata czystej dobroci. Ludzie zaczynają odpowiadać na Jego wezwanie i zbliżają się do Niego, jak do ognia, chcąc się od Nie­go zapalić. Natomiast ludzie złej woli uciekają od Niego, a jeśli podchodzą to po to, aby Go zniszczyć.

1.Chrystus działa w konspiracji
W ostatnich miesiącach Chrystus musiał się ukrywać, a poma­gają Mu w tym ludzie dobrzy. W tym kontekście trzeba odczytać słowa mówiące o przygotowaniu do Paschy. „W pierwszych dniach przaśników, kiedy ofiarowano Paschę, zapytali Jezusa Jego uczniowie: ,Gdzie chcesz, abyśmy poszli poczynić przygotowania, żebyśmy mogli spożyć Paschę?' I posłał dwóch swoich uczniów z tym poleceniem: ,Idźcie do miasta, a spotka się z wami czło­wiek, niosący dzban. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiedz­cie gospodarzowi: Nauczyciel pyta, gdzie jest dla Mnie izba, wktórej mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami? On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujecie dla nas Paschę. Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, gdzie znaleźli, tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę" (Mk 14, 12-16).
Pan Jezus działa w ostatnich miesiącach swojego życia, według praw konspiracji, w ukryciu i dlatego swoim dwom uczniom nie podaje nawet adresu. Chodzi o św. Jana i św. Piotra. Wskazuje uczniom człowieka z dzbanem w ręku, który spełnia rolę łącznika między Chrystusem a gospodarzem. Jezus już wcześniej załatwił z gospodarzem salę. Trzeba podkreślić, że zarówno ten dobry człowiek, pełniący rolę łącznika, jak i sam gospodarz - ryzykują. Chrystus był poszukiwany listem gończym, a więc każdy, kto Go ukrywał, narażał się władzy. Mimo to w samym Jeruzalem jest człowiek, który ma dobre serce, oddaje swoje mieszkanie i przy­gotowuje salę na tyle przestronną, aby trzynastu mężczyzn mogło przyjść i spożyć świętą ucztę. Dwaj uczniowie, którzy przychodzą wcześniej, przygotowują baranka paschalnego. Trzeba go było złożyć wświątyni w ofierze, a następnie przyrządzić do spożycia.
Zwróćmy uwagę na tych ludzi, których imion nie znamy. Św. Marek prawdopodobnie znał zarówno tego człowieka, który szedł z dzbanem wody, jak i samego gospodarza. Istnieje nawet tradycja, że Wieczernik był w domu Marka, stąd też jego wia­domości są pewne. Ludzie ci potrafili ryzykować dla Chrystusa. Ktokolwiek bowiem tu na ziemi opowie się po stronie Chrystusa naraża się na niebezpieczeństwo. Taka jest prawda Ewangelii.
Tu trzeba postawić pytanie: W jakiej mierze potrafimy narazić siebie, swoje życie, mienie dla Chrystusa? Czy potrafimy sprze­ciwić się opinii publicznej, która często nie chce aprobować wy­magań Ewangelii? W jakiej mierze potrafimy w imię Chrystusa narazić się ludziom, którzy mają władzę? Mistrz czeka na dobroć i odwagę naszego serca. To jest ważny moment, który trzeba do­strzec, jeśli chcemy dobrze odczytać Ewangelię. Zmaganie dobra ze złem trwa i każdy człowiek, który się opowie po stronie Chry­stusa, musi być przygotowany na różne przykre konsekwencje, jakie go spotkają. Dziś bowiem zło, nie mogąc dosięgnąć Chry­stusa, uderza w ludzi dobrej woli, którzy odpowiadają na Jego wezwanie.

2. Wtyczka
Chrystus przybywa do Wieczernika, gdzie wszystko jest przy­gotowane, aby spożyć dziękczynną Paschę. Św.Marek notuje:
„Z nastaniem wieczoru przyszedł tam razem z Dwunastoma. A gdy zajęli miejsca i jedli, Jezus rzekł: ,Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi, ten, który je ze Mną'. Zaczęli się smucić i pytać jeden po drugim: ,Czyżbym ja?' On im rzekł: ,Jeden z Dwunastu, ten który ze Mną rękę zanurza w misie. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy bę­dzie wydany. Byłoby lepiej dla tego .człowieka, gdyby się nie narodził " (Mk 14, 17-21).
Mimo tej osłony ludzi dobrej woli, zło dociera do Chrystusa, ponieważ w Jego najbliższym otoczeniu znajduje się wtyczka. Bezpieczeństwo Chrystusa jest ciągle zagrożone.
Poznajmy tu metodę działania zła. Syn Boży w świat zła wszedł w ukryciu, utaił swoją dobroć i świętość. Wokół Niego zaczęli gromadzić się ludzie tęskniący za tym światem. Podobną metodę wybrał szatan. On się utaił w Judaszu. Zbliża się do świata czy­stego Dobra po to, by Go zniszczyć. Taka jest odpowiedź zła. Chrystus wszedł w świat zła, a zło posługuje się zdrajcą i wcho­dzi w Jego najbliższe otoczenie. Oczywiście Pan Jezus doskonale wiedział kogo wybiera. Judasz dostał się w tak bliskie Jego są­siedztwo za zgodą Mistrza. Niemniej w Wieczerniku możemy obserwować, jak w niezwykle sprytny sposób zło potrafi uderzyć w to, co jest dobre. Nie wiemy, co Judasz myślał, kiedy usłyszał słowa: „Jeden z was Mnie zdradzi", a następnie te najstraszniejsze słowa, jakie padły z ust Jezusa Chrystusa: „Biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził".
Dotykamy wielkiej tajemnicy. Judasz, który stanął tak blisko Jezusa, autentycznie powołany, nigdy nie ukochał Jezusa. Nie połączył własnego serca z Jego Sercem, nie dostosował swojego myślenia do myślenia swojego Mistrza. Okazuje się, że samo bliskie przebywanie z Jezusem nie wystarczy do tego, aby człowiek był dobry. Judasz nie chciał nauczyć się dobroci. Chrystus przez długie miesiące czynił wszystko, aby go nauczyć kochać i nie po­trafił tego osiągnąć. Drugiego człowieka nie da się nauczyć kochać, jeśli on sam nie chce się tego nauczyć. Nie da się! Tu roz­pada się w gruzy cała teoria kształtowania człowieka przez śro­dowisko. Judasz miał środowisko świętych i wspaniałych ludzi. Czy można było mieć wspanialszego wychowawcę, jak samego Chrystusa? A jednak pod Jego okiem wyrasta ktoś, o kim sam Mistrz powie: „Lepiej byłoby dla tego człowieka, gdyby się nie narodził".
Ciągle musimy pamiętać o tym, że sama bliskość fizyczna - nasze czytanie Ewangelii, Komunia Św., chodzenie do kościoła, nasze spotkania z Chrystusem - owo „zanurzanie ręki w misie razem z Nim", wcale jeszcze nie są gwarancją naszej doskonało­ści. Tu chodzi o serce, a nie o ręce, bo ręka może zdradzić. Tu chodzi o serce, a nie o słowa, bo słowa mogą zdradzić. Judasz przez wieki jest ostrzeżeniem, że sama fizyczna bliskość z Jezusem nie gwarantuje jeszcze przynależności do Niego. „Lepiej by było, że­by się nie narodził".
Zło jest bardzo blisko Serca Jezusa Chrystusa. Judasz w każ­dym momencie mógł wydać Mistrza. Za to zabrał pieniądze. Jego było stać na to. Był bardzo blisko. Najbliżsi Apostołowie nie roz­poznawali w nim złego człowieka. Chrystus, który dobrowolnie wydał się w ręce zła, kiedy nadeszła Jego godzina, demaskuje zdrajcę, by zaznaczyć, że On jest Panem sytuacji. Świadczy o tym następna scena w Wieczerniku.

3. Nie wydawać innych, lecz dawać siebie
„A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: ,Bierzcie, to jest Ciało moje’. Potem wziął kie­lich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: ,To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym' " (Mk 14, 22-25).
Ostatnia Wieczerza, ostatnie spotkanie przy stole. Chrystus wie­dział, że nie udało Mu się nauczyć Judasza miłości. Chce jeszcze w ostatnim momencie pokazać na czym polega prawdziwa mi­łość. Prawdziwa miłość to troska o prawdziwe dobro osoby kocha­nej, to płacenie sobą,aby ją ubogacić. Dlatego Jezus powiada: „Bierzcie i jedzcie". Uprzedza wydarzenia. Zanim Judasz Go wy­da w ręce złych ludzi, Chrystus sam siebie wcześniej wydaje, rozdaje siebie i to na zupełnie innej zasadzie. Judasz Go wyda, aby ludzie Go zniszczyli, a Chrystus wydaje siebie w ręce ludzi, aby ich ubogacić. Judaszowi chodzi o śmierć, a Chrystusowi o to, abyśmy mieli życie. To jest gest Chrystusa, gest Jego nieskończo­nej miłości. Rzecz znamienna, im mocniej uderza zło, tym wię­kszym gestem miłości odpowiada dobro. Gdy zło z wyrokiem śmierci jest bardzo blisko, na progu, spotęgowana miłość obja­wia się w Eucharystii. Jezus umie kochać, to najwspanialszy przykład miłości. „Bierzcie i jedzcie". Kiedy mówi o Krwi, po­wiada, że jest to Krew Przymierza. Chrystus chciał zaznaczyć, że On nigdy nie zawiedzie. Nawet wtedy, kiedy poleje się Jego Krew, uczniowie nie powinni w Niego zwątpić, On daje Krew na świadectwo swojej miłości.

4. Zwątpienie
Ludzie zawiodą, nawet ci, którzy byli tak blisko, którzy gro­madzili się wokół tego promieniującego miłością Serca. Jeśli to Serce zostanie zniszczone, oni się zgubią, Mówi o tym Chrystus w następnych słowach:
„ ,Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzą pasterza, a rozproszą się owce. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei'. Na to rzekł Mu Piotr: ,Choćby wszyscy zwątpili, ale ja nie\ Odpowiedział mu Jezus: ,Zaprawdę, powiadam ci: dzisiaj, tej nocy, zanim kogut dwa razy zapieje, ty trzy razy się Mnie wyprzesz'. Lecz on tym bardziej zapewnił: ,Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie'. I wszyscy tak samo mó­wili" (Mk 14, 27-31).
„Wszyscy zwątpicie we Mnie". W tekście greckim jest słowo: „Wszyscy zgorszycie się ze Mnie". Zgorszyć się można nie tylko wtedy, kiedy przychodzi zło, ale i wówczas, gdy rozpada się to, co jest piękne, bogate i wspaniałe. Słabość Chrystusa będzie po­wodem zgorszenia i zwątpienia dla Jego uczniów. Dlaczego? Po­nieważ oni budowali swoją wiarę i zawierzenie na mocy Chry­stusa. Budowali na Jego mocy, a nie na Jego miłości. Jeżeli ktoś buduje na miłości, to wtedy, kiedy ten drugi przeżywa godziny słabości, miłość się nie kończy. Tylko miłość nie zwątpi nawet w najtrudniejszej sytuacji.
Pan Jezus posługuje się obrazem, „uderzą w pasterza, a roz­proszą się owce". On nie ma żalu do swoich Apostołów, bo jeżeli oni się zgromadzili wokół promieniującego miłością Serca, a Serce to zostanie zranione, przestanie bić, to oni stracą orientację. Dla­tego podstawę naszej wiary stanowi nie Chrystus ziemski, ale do­piero Zmartwychwstały, kiedy jest już niezniszczalny. My budu­jemy swoją wiarę nie na Chrystusie, który przegrywał w Wielki Piątek, ale na Zmartwychwstałym Zbawcy, którego zło już nie zniszczy. Jezus udowodni, że jeśli serce wypełnia czysta miłość, nie można go zniszczyć. Dlatego Pan Jezus w Wieczerniku dodaje: „Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei". On wie, że to bę­dzie tylko okresowe zwątpienie.
Św. Marek wspomina jeszcze przepiękne wyznanie św. Pio­tra „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie". Gotowość Piotra na poniesienie śmierci razem z Chrystusem. Piotr należał do świata dobra, połączył swoje serce z Mistrzem i wydawało mu się, że już nikt i nic nie potrafi go od Serca Chrystusowego oderwać. On prawdziwie Chrystusa kochał. Wydawało mu się, że może o własnych siłach dochować wierności Bogu. Wkrótce przekona się, że wytrwanie w świecie dobra jest możli­we tylko przy pomocy łaski Bożej.
Kończąc pierwsze rozważanie pasyjne w oparciu o tekst Ewan­gelii św. Marka, stawiam pytania.
1. Czy stać nas na ryzyko przynależności do świata dobra? Czy stać nas na cierpienie, na utratę, nawet na zniesławienie, na ubo­gie życie dla Chrystusa? Czy mamy serce tak otwarte, jak gospo­darz Wieczernika, który mimo zagrożenia oddał i przygotował sa­lę swojemu Mistrzowi? Czy stać nas na to?
2. Czy mimo tej wielkiej bliskości z Chrystusem - jesteście w kościele, przystępujecie tu do Komunii św. - czy wasze serce należy do Chrystusa? Czy potraficie kochać?
3. Kto dla was jest ważniejszy? Czy postępujecie, jak Judasz, dla którego wszystko było ważne, tylko nie Chrystus? Czy tak, jak Chrystus: („Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje"), aby ubo­gacić?



Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger