czerwca 06, 2017

Czego chce od nas Pan?

czerwca 06, 2017

Czego chce od nas Pan?
Podatek należny cezarowi
Jezus i faryzeusze

Wtorek, IX tydzień Okresu Zwykłego

Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Uczeni w Piśmie i starsi posłali do Jezusa kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli podchwycić Go w mowie. Ci przyszli i rzekli do Niego: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić?»
Lecz On poznał ich obłudę i rzekł do nich: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę? Przynieście mi denara; chcę zobaczyć». Przynieśli, a On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli Mu: «Cezara». Wówczas Jezus rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga». I byli pełni podziwu dla Niego.
Oto słowo Pańskie.

KOMENTARZ

Do Jezusa przychodzili różni ludzie, zarówno ci, którzy szukali u Niego ratunku, jak i ci, którzy od Niego pomocy nie potrzebowali, a wręcz szukali zatargu z Nim. Dziś tym drugim Jezus pokazuje, że to właśnie oni potrzebują pomocy.
Dziś Jezus zadziwił tłumy, bo sprytnie postawione, podchwytliwe, polityczne pytanie wykorzystał jako pretekst do nauczania o więzi człowieka z Bogiem; zadziwił, bo przejrzał intencje faryzeuszy i bardzo niepostrzeżenie przeszedł ze śliskiej płaszczyzny politycznej na poziom duchowy.
I pewnie wielu obecnych, i dziś może wielu z nas, skłonił Pan Jezus do refleksji nad wartością naszej ofiary, nad tym; jak dajemy, co dajemy i komu dajemy. Na cichy atak: „Czy wolno płacić podatek cezarowi?”, Jezus odpowiada: „Oddajcie cezarowi, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Nasza rzeczywistość pokazuje, że my dajemy – oddajemy państwu, ludziom to, co musimy, to, do czego jesteśmy zobowiązani, to, co jesteśmy dłużni. Ale bardzo ciężko nam przychodzi dawać, kiedy nie musimy, kiedy nikt i nic nas nie zmusza, kiedy nie czujemy na sobie presji, kiedy nie wisi nad nami groźba kary. A już najtrudniej przychodzi nam oddać Panu Bogu to, w czym On sam chciałby nam ulżyć, co chciałby z nas zdjąć i w czym chciałby nam pomóc.
Gdyby się tak głębiej zastanowić, to okazuje się, że Pan Bóg nie chce od nas wiele, nie wymaga jakichś nadzwyczajnych ofiar; zresztą składanie krwawych ofiar przebłagalnych skończyło się wraz z krzyżem i zmartwychwstaniem Jezusa. Pan Bóg nie wymaga od nas rzeczy nierealnych; On chce tylko ofiary z naszych wysiłków, z ciężaru naszego życia, z naszych dążeń, planów, lęków, z niepokoju o jutro, z tego, co nam trudno ogarnąć, co jest dla nas niepewne, bo może odległe albo niezrozumiałe. A my często nawet tego nie chcemy oddać Panu. Boimy się. Lękamy się. Zasklepiamy się. Nawet to nasze cierpienie, tych naszych krzyży pilnie strzeżemy, jakbyśmy się bali, że Pan Bóg za głęboko wejdzie w nasze życie, jakbyśmy się bali łączyć nasz krzyż z krzyżem Jezusa. To jest ten paradoks wiary. A przecież Pan Bóg zamierzył, że będzie nam lepiej.
Owszem, wielu z nas już dawno oddało Jezusowi swoje życie i wielu codziennie na nowo składa ten akt zawierzenia, akt oddania; wielu z nas łączy swoje życie z krzyżem Jezusa; wielu zawierza Jezusowi i Matce Najświętszej siebie i sowich najbliższych.
Ale jest wokół na wielu tych, którzy strzegą zazdrośnie swojego życia, którzy po swojemu układają swój świat, którzy boją się, że Jezus będzie za dużo od nich wymagał.
Zapytajmy dziś siebie:
Czy doświadczając Bożej Miłości, troski i opieki, jesteśmy gotowi nie tylko do podziwu, ale do zaufania i przylgnięcia do Jezusowego Serca?
Czy wierzymy Mu bardziej, niż samemu sobie, własnej przebiegłości i sprytowi?
Czy nie zdarza się nam wystawiać Jezusa na próbę?
Módlmy się, byśmy nie bali się bliskości Jezusa w naszym życiu; byśmy nie bali się oddawać, zawierzać Mu siebie i tych, którym tego zawierzenia potrzeba najbardziej. Panie, Jezu, daj nam pojąć, że nasze życie wtedy nabiera sensu, kiedy jest w Tobie zanurzone, Tobie oddane, Tobie złożone; nie pozwól, byśmy zatrzymywali dla siebie to, co dawno powinniśmy oddać Tobie; i daj nam częściej doświadczać, że życie z Tobą jest głębsze, pełniejsze i piękniejsze. Niech się tak stanie!

czerwca 05, 2017

Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła

czerwca 05, 2017

Święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła

Posłannictwo Maryi

Słowa Ewangelii według świętego Jana

Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Oto słowo Pańskie.

KOMENTARZ

Wielu ludzi, widząc otaczającą ich rzeczywistość, ich świat, wyraża obawę, że podąża on ku zagładzie. Zwykły człowiek wcią­gnięty w gonitwę codzienności, nie potrafi już w swoim życiu dos­trzec źródła nadziei dla siebie i innych. Nie ma już siły przeciw­stawić się temu, co go niszczy i odczłowiecza, bo jest zmęczony tempem życia, które narzuciła mu dzisiejsza cywilizacja. Człowiek widzi siebie w sytuacji bez wyjścia, ale jakże rzadko stawia sobie pytanie o przyczynę tego stanu rzeczy. Co spowodowało, że czło­wiek, a wraz z nim cały świat uwikłał się w tyle problemów i zagrożeń?
Dla chrześcijanina przyczyna tego stanu rzeczy jest bardzo oczywista: grzech. Zerwanie więzi z Bogiem zawsze powoduje, że człowiek gubi sens swojego życia, że zaczyna podążać ku prze­paści. Stworzenie nigdy nie może obejść się bez Stwórcy, tak jak dziecko nie może obejść się bez matki.
I właśnie w tej sytuacji przeżywamy tajemnicę Maryi — Matki jako Matce Kościoła. Oto w Ewangelii słyszeliśmy słowa, które Jezus wypowiada do Jana: „Oto Matka twoja” (J 17,27). Jan w osobie Maryi otrzymuje Matkę. Nie tylko jednak Jan. Maryja w osobie Jana staję się Matką całego Kościoła, staje się więc Matką każdego z nas. Maryja, poprzez swą współpracę z Jezusem w Jego dziele zbawczym, ciągle jest blisko Kościoła, ciągle jest blisko tych, którzy we wspólnocie odkupionych zbliżają się do Boga. Tak było na początku, kiedy Maryja swoją obecnością pełną wiary wspierała rodzący się Kościół Chrystusowy. Czytamy w Dziejach
Apostolskich: „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1,14). Tak jest i dziś. Maryja jako Matka swoją macierzyńską troską otacza wszystkie dzieci Kościoła; jako Matka wszystkich ludzi jest bliska każdemu człowiekowi i ukazuje mu drogi prowa­dzące do Boga. Nie na darmo więc Kościół czci Maryję jako Orędowniczkę, Wspomożycielkę, Pośredniczkę.
Nasz wiek w sposób szczególny zaznaczył się obecnością Naj­świętszej Dziewicy. Tak często nazywany wiekiem objawień Maryjnych stał się czasem, w którym Maryja wiele razy na różne sposoby zwracała się - nadal to czyni - do ludzkości. Maryja mówi do ludzkości, gdyż chce ją uchronić od zagłady. Chce na nowo za­palić światło nadziei na drogach ludzkich. Pragnie na nowo obu­dzić w nas radość życia. Domaga się tylko jednego - chce być obec­na w naszym życiu jako osoba, która, jak Matka, ma wiele waż­nych rzeczy nam do przekazania. Jan przyjął Maryję. Czytamy w dzisiejszej Ewangelii: „/ od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,27). My też jesteśmy zaproszeni, aby uczynić podobnie.
Z pewnością niejeden raz z wielkim zainteresowaniem słucha­liśmy o objawieniach Maryi. Może potrudziliśmy się o to, żeby dotrzeć do miejsc tych objawień. Widzieliśmy w nich rzecz niez­wykłą, i oczekiwaliśmy sensacyjnych wiadomości, tego, że Maryja ujawni nam przyszłość świata, że powie ludzkości coś zdumie­wająco nieoczekiwanego.
Czy jednak przyjmujemy ich właściwy sens? Czy nie jesteśmy tylko widzami, którzy nie chcą podjąć konsekwencji, które z nich wynikają?
Miejsca objawień w wielu wypadkach stają się tylko okazją do atrakcyjnych wycieczek turystycznych. Wielu ludziom, którzy odbywają do nich pielgrzymki, nie mówią już nic szczególnego. Nic nie wnoszą do ich życia. Nie mają żadnego konkretnego zna­czenia. „Hałas i merkantylizm ciągnących się całymi ulicami stra­ganów na Jasnej Górze, w Lourdes, czy w Fatimie, pełnych gipso­wych figur, plastikowych madonn, którym odkręca się główkę (!) lub koronę jak korek, okropnych pamiątek” (Al. Niewęgłowski) -czy to jest właściwy sens tych miejsc? Czy to jest to, czego ocze­kuje Maryja?
Maryja chce w swoich objawieniach zawołać do naszego serca. Chce, aby przyjęcie Jej posłannictwa nastąpiło przede wszystkim w nas. Ona jako Matka zawsze nam przypomina podstawowe prawdy: konieczność nawrócenia do Boga, modlitwę i życie przykazaniami Bożymi na każdy dzień. Każde objawienie się Maryi jest echem Jej słów z Kany Galilejskiej: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Tymi słowami prosi o posłu­szeństwo Jezusowi. Maryja-Matka ciągle wskazuje na Zbawiciela. Wskazuje na Tego, który jest źródłem nadziei i pokoju. Maryja-Matka przypomina o Ewangelii, którą mamy uczynić naszym życiowym przewodnikiem. To Ewangelia ma stać się dla nas normą naszego życia, naszą drogą w powrocie do Boga. Maryja-Matka przypomina nam wreszcie o modlitwie, o czasie poświę­conym na rozmowę z Bogiem, o czasie wsłuchiwania się w Jego wolę.
Przyjęcie więc Maryi-Matki do siebie na wzór Jana, to przy­jęcie przede wszystkim Jezusa, którego Ona przynosi światu. Przyjęcie Maryi-Matki do swego domu, to także ofiarowywanie Jezusa innym poprzez swoją służbę.
Niech dzisiejsze święto będzie dla nas okazją do przypom­nienia sobie na nowo, że mamy Matkę troszczącą się stale o to, aby w naszych sercach i na drogach całej ludzkości zawsze gościł Chrystus.
Matko Zbawiciela i nasza Matko, zbliż nas do siebie, weź nas w swoje dłonie i prowadź do Jezusa, swojego Syna!

czerwca 02, 2017

„Czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”

czerwca 02, 2017

„Czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”
Piątek VII tygodnia Okresu Wielkanocnego

Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?» Odpowiedział Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś baranki moje». I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?» Odparł Mu: «Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego: «Paś owce moje». Powiedział mu po raz trzeci: «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?» Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: «Czy kochasz Mnie?» I rzekł do Niego: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham». Rzekł do niego Jezus: «Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz». To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to, rzekł do niego: «Pójdź za Mną!»
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym

Wiele grup młodzieżowych rozpoczyna swoje spotkania od słów piosenki: „Jak rozpoznać mam Chrystusa?” Tak rozpoczyna się refren piosenki, która stanowi często motto spotkań, zwłaszcza w grupach, które zadają sobie trud pogłębienia swojej wiary i wiedzy religijnej w codziennych odniesieniach do Chrystusa.
Takie trudności w rozpoznawaniu Chrystusa przeżywały także postacie biblijne; podobnie, jak przeżywają je ludzie współcześni. Rodzi się refleksja: Dlaczego Maria Magdalena nie rozpoznała Chrystusa, który się jej ukazał, choć Go widziała trzy dni wcześniej? Może z powodu zaskoczenia? A może z powodu jeszcze słabej wiary w możliwość zmartwychwstania? Podobnie Kleofas, wraz z towarzyszem, idący do Emaus, z wielkim zdziwieniem poznali Chrystusa, i to nie odrazu, co zaznaczył św. Łukasz Ewangelista: „Lecz oczy ich były niejako na uwięzi tak, że Go nie poznali”. Dlaczego Jezus wybrał Piotra na Pasterza Owiec, jako biskupa Rzymu i pierwszą widzialną Głowę Kościoła? Piotr złożył odważne wyznanie wiary, a scena opisana w dzisiejszej Ewangelii rozgrywa się po zmartwychwstaniu Chrystusa. Chrystus rehabilituje Piotra i przywraca go do łaski, dając mu władzę, której podstawą jest całkowite oddanie się i miłość, miłość do Chrystusa i do Owieczek. Pan Jezus zapytuje więc Piotra aż trzy razy: „Czy miłujesz Mnie?”. Piotr po trzykroć zaparł się swego Mistrza, i dlatego Chrystus trzykrotnie żąda od niego wyznania miłości, a nadto pyta: „Czy miłujesz Mnie więcej, aniżeli ci?”. Przykład takiej wierności w sprawie Chrystusa ukazują nam też Dzieje Apostolskie w osobie św. Pawła, który dobrowolnie znosi więzienie i prześladowanie dla dobra dusz.
Święci Piotr i Paweł, są wyrazicielami miłości i troski samego Chrystusa o zbawienie ludzi. W Wenecji, w Bazylice św. Marka, jest piękna zabytkowa ambona. Wśród ozdób umieszczonych na niej szczególną uwagę zwraca rzeźba przedstawiająca kwokę-kokosz, która na grzbiecie, na szeroko rozpostartych skrzydłach trzyma otwartą księgę Ewangelii, a pod skrzydłami kilka małych przytulonych piskląt. To bardzo dobra ilustracja do sytuacji, która miła miejsce na Górze Oliwnej, gdy Chrystus, patrzący z góry na miasto i wspaniałą świątynię, zapłakał nad zatwardziałością serc mieszkańców świętego miasta i przepowiedział jego zburzenie. Chciał – jak kokosz gromadzi pisklęta – zgromadzić ludzi w nowy Lud Boży, a spotkał się z niewdzięcznością i z odrzuceniem.
Każde Słowo Boże, kierowane z miłością do ludzi, jest wyrazem serdecznej troski Jezusa, aby zgromadzić wszystkie owieczki, wszystkie pisklęta w domu swego Ojca. Chrystus, pytając Piotra, chce zapytać dziś każdego z nas o miłość. Kiedy oddamy Mu nasze serca w tym najwłaściwszym miejscu, w przeżywanej każdego dnia Eucharystii, postawmy sobie pytanie i dajmy na nie odpowiedź: Czy Jezus znajduje się w centrum mojego życia? Jeżeli nasze chrześcijaństwo ograniczałoby się tylko do troski o sukces osobisty, moralny czy duchowy, jeśli zabiegalibyśmy jedynie o szczęśliwe życie w doczesności, o miłość ograniczoną do dobrego samopoczucia, to taka postawa stoi w sprzeczności z orędziem Ewangelii, i jest niewdzięcznością i zatwardziałością serca wobec Jezusa – Nieskończonej Miłości i Dobroci.
Jezus w Ewangelii, wciąż i na nowo, przekazuje nam zaproszenie do zjednoczenia się i uczestnictwa w życiu samego Boga, który jest Miłością. Pozwólmy Duchowi Świętemu, aby przyprowadził nas do Jezusa i mimo, że jesteśmy słabi, aby prowadził nas drogą nadprzyrodzonej miłości.
Jak możemy wzrastać w miłości?
Po pierwsze: uwierzyć, że możemy stać się podobni do Chrystusa, nie dzięki własnym wysiłkom, ale dzięki łasce Bożej – „nie siła, nie moc, ale Duch mój dokończy dzieła” – mówi Bóg w Piśmie św.
Po drugie: starać się, aby nasza wola mówiła zawsze „tak” Jezusowi, za wzorem naszej Maryi, Matki.
Po trzecie: otwierać się na działanie Ducha Świętego, i z zapalonym przez Niego ogniem miłości w sercu iść i dzielić się z innymi; kochać i okazywać miłosierdzie na wzór Ojca Niebieskiego – to nasze codzienne zadanie.
Do wzrastania w miłości pomaga nam także spotkanie z ludźmi powołanymi przez Boga. Pewnego razu Matka Teresa z Kalkuty przekraczała granicę dwóch państw, które żyły z sobą w nieprzyjaźni, w stanie wojny. Zapytana przez żołnierza, który kontrolował jej dokumenty: czy posiada przy sobie broń, odpowiedziała, że tak, i wyjęła modlitewnik, mówiąc: modlitwa, to moja jedyna broń. Można i trzeba modlić się o wzrost w miłości, o dobre wypełnienie swoich obowiązków zgodnie z wolą Bożą; zwłaszcza wtedy, gdy w twoim sercu brakuje miłości, wołaj: Jezu, stwórz we mnie serce czyste; pomóż mi kochać tak, jak kocha Twoje Serce.
Moi drodzy! Święty Piotr ukazany jest w dzisiejszej Ewangelii jako Pasterz. Obok słowa „Nauczyciel” jest to drugie miano, które kojarzy się nam z pojęciem „Apostoł”. Sam Chrystus mówi do Rybaka z Gali­lei: „Paś baranki moje... Paś owce moje...” (por. J 21,15-19). Przed kilkudziesięciu laty byliśmy świadkami dwóch wyborów papieża w prze­ciągu dwóch miesięcy. Wtedy wiele mówiono i wiele pisano o tym, jakim kryterium ma odpowiadać współczesny następca św. Piotra. Mówiono i pisano, że mniej potrzebny jest papież dyplomata, administrator, kanonista, naukowiec, a bardziej potrzebny jest duszpasterz. Kiedy Pan Jezus dokonywał wyboru pierwszego pa­pieża też kierował się pewnymi wymogami i miał swoje kryteria.
Nie pytał jednak Piotra o mądrość, o siłę, o władzę i bogactwo. Pytał tylko o jedno: „Miłujesz Mnie?” Piotr odpowiedział: „Ty wiesz, Panie”. Dlatego Apostoł kojarzy się nam z Dobrym Pasterzem, który miłuje swoje owce i daje za nie swoje życie.


maja 31, 2017

Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny

maja 31, 2017

Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny
Nawiedzenie Elżbiety przez Maryję
Z Ewangelii według świętego Łukasza
Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.
Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała:
«Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana».
Wtedy Maryja rzekła:
«Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
święte jest imię Jego.
A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki».
Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu. Oto słowo Pańskie

REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

W dniu dzisiejszym Kościół obchodzi Święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. W tradycji Kościołów Wschodnich, wydarzenie to wspominane jest pod nazwą „Spotkanie Pańskie”. Spotykają się bowiem dwie Matki, lecz sens temu spotkaniu, jego doniosłość wyrażają Synowie, którzy żyją pod Ich sercami; spotykają się: Jezus i Jan. Elżbieta wychwala Maryję, bo Jan, którego jest matką, daje jej znak, kto przyszedł w jej odwiedziny. Maryja natomiast odpowiada na pozdrowienie Elżbiety, wychwalając Tego, który uczynił Ją godną, aby została nazwana Błogosławioną Boga: „Błogosławiona jesteś między niewiastami”.
Jakże podobnie brzmi to pozdrowienie: „Błogosławiona jesteś między niewiastami” do słów, które Jezus wypowiedział w czasie swojej działalności, podczas Kazania na Górze. Błogosławionym jest ten, kto zawierzył się Bogu. Błogosławionym jest ten, kto pozwala się prowadzić Panu. Nie jest błogosławionym ten: kto unosi się pychą, kto uważa się za władcę, kto ufność i nadzieję pokłada w bogactwach. Taki człowiek może czuć się zadowolonym, może czuć się bezpiecznie, bo władza i bogactwo dają pewne poczucie bezpieczeństwa, ale zadowolenie to nie błogosławieństwo.
Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Błogosławieństwo bowiem przemienia człowieka; błogosławieństwo przemienia człowieka tak, jak przemieniło Maryję. Bóg, który obdarza błogosławieństwem, mówi do człowieka: Jesteś dla Mnie ważnym, Ja ciebie wybrałem, Ja ciebie nieustanne wybieram. Bóg, który obdarza błogosławieństwem, mówi do człowieka: Ty znaczysz dla Mnie wiele; znaczysz dla Mnie wiele, pomimo tego, że jesteś biednym, że w oczach możnych tego świata nie liczysz się, że jesteś wykorzystywany i często wyśmiewany, lecz jest Ktoś dla kogo znaczysz wiele – jestem Ja, twój Pan.
Usłyszeć głos błogosławieństwa, w dzisiejszych czasach, jest bardzo ważne; usłyszeć głos Bożego błogosławieństwa, w dzisiejszych czasach, jest niejednokrotnie trudnym – w czasach pełnych zgiełku, gdzie głos Boży jest zagłuszany; w czasach, gdy na pierwszym miejscu stawiana jest produktywność. Ci, którzy nie mieszczą się w ramkach ludzi sukcesu, ukazywani są na ludzi drugiej kategorii. Ci, którzy uważani są za nieproduktywnych, ukazywani są jako niepotrzebnych dla społeczeństwa. Tymczasem Jezus, w kazaniu na Górze, mówi: „Błogosławieni ubodzy w duchu..., błogosławieni, którzy się smucą..., błogosławieni cisi, miłosierni, czystego serca, ci, którzy wprowadzają pokój... . Cieszcie cię i radujcie, albowiem wasza nagroda jest w niebie”.
Tego wszystkiego doświadczyła w swoim życiu Maryja. Była to kobieta uboga, uboga nie tylko w duchu, ale też materialnie; to kobieta cicha, pełna miłosierdzia. Maryja, to kobieta czystego serca; to Ta, która wprowadzała pokój tam, gdzie pojawiała się; to Ta, która teraz ciągle udziela pokoju tym wszystkim, którzy zwracają się do Niej w modlitwie. I dlatego nazwana jest „błogosławioną między niewiastami”.
Tak, jak Elżbieta rozpoznała w Maryi Matkę Boga, tak i my, wspominając to wydarzenie spotkania Jana z Jezusem, wydarzenie spotkania Maryi z Elżbietą, zapatrzeni w Maryję – „błogosławioną między niewiastami” – uczmy się rozpoznawać w naszym życiu znaki Bożego błogosławieństwa; znaki, które są subtelne i ciche. Bóg jednak błogosławi, codziennie błogosławi, abyśmy tak jak Maryja zaśpiewali Bogu pieśń: Wielbimy Cię, Panie, bo czynisz dla nas wielkie rzeczy! AMEN.

maja 27, 2017

Z Maryją w Wieczerniku

maja 27, 2017

Z Maryją w Wieczerniku
Sobota VI tygodnia okresu wielkanocnego

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek prosilibyście Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię wam, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wy Mnie umiłowaliście i uwierzyliście, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca». (J 16, 23b,28)

REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Podczas dekady, wypełniającej czas między Wniebowstąpieniem a Zesłaniem Ducha Świętego, Kościół święty wprowadza nas w at­mosferę Wieczernika. Możemy razem z apostołami, zgromadzo­nymi w wieczerniku na modlitwie, przeżywać lęki, wątpliwości, poczucie opuszczenia, ale także nadzieję związaną z obietnicą przysłania Pocieszyciela. Pan Jezus bardzo dobrze przygotował swych uczniów na moment rozstania, na przełom tak bardzo wielki w ich życiu. Najpierw wskazuje im, jak łatwy będą mieli dostęp do Ojca, do wszystkich Jego mocy i do źródeł radości. „O cokolwiek byście prosili Ojca da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16,23-24). Następnie, Chrystus Pan stara się uświadomić swoim uczniom, że Jego odejście jest również przyj­ściem. Chociaż odchodzi od Ojca, to pozostaje z nimi po wszystkie dni, aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20). Zawsze, codziennie, uczniowie będą mogli Go spotkać w słowie, które jest duchem i ży­ciem, które jest żywe i skuteczne. Codziennie można odnaleźć Chrystusa w tym, co Kościół czyni na Jego Pamiątkę: W Eucha­rystii i w innych sakramentach. Nieustannie, wszystkie członki ciała mają łączność ze swoją Głową we wspólnocie Ludu Bożego, którą jest Kościół. Aby uchronić uczniów przed symbolicznym trakto­waniem Jego obecności i Jego działania, i aby utrzymać uczniów na drodze realizmu - w wierze w Jego realną obecność i działalność w Kościele - posyła Ducha Świętego, który sprawia ciągłą żywot­ność i aktualność słowa, który chleb i wino czyni Ciałem i Krwią, który wszystkich ochrzczonych i włączonych w Eucharystię czyni jednym Organizmem, złączonym z Głową tak ściśle i żywotnie, jak latorośle są złączone z winnym krzewem.
Tak oto Chrystus Pan przygotował swoich uczniów na rozsta­nie. Takie było Jego pożegnanie, które stało się nowym i nie­ustającym powitaniem. W sobotę, która przypada w czasie tej wieczernikowej dekady, zastanówmy się nad tym, jak Pan Jezus pożegnał swoją Matkę, Maryję, i nad tym, jak Ona przeżywała to pożegnanie. Wiemy o tym niewiele, więcej możemy się domyślać. Z tego, co wiemy, możemy sądzić, że pożegnanie z Matką miało dwa etapy. Pierwszy, to pożegnanie, które nastąpiło, gdy Jezus z krzyża zwrócił się do Matki słowami: „Niewiasto, oto syn twój” oraz, gdy rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja” (por. J 19,26-27). To pożegnanie nie ujawnia tego, co czuli w tym momencie Syn i Mat­ka. Był to raczej testament, który uczniowie Chrystusa odczytują i przyswajają sobie przez cały czas istnienia Kościoła. Jako pożegnanie słowa te brzmią sucho. Chcielibyśmy usłyszeć w tym momencie w ustach konającego Chrystusa słowa czulsze i cieplej­sze. Ale nie dajmy się zwieść temu, co może wyrazić słowo pisane, pozbawione intonacji. Chrystus Pan nie ujawnia na krzyżu swych osobistych odczuć. Siedem słów, to słowa konieczne dla zbawienia człowieka, dla odrodzenia świata. Do Ojca, z którym jest związany tak ściśle i nierozerwalnie unią hipostatyczną, Jezus mówi na krzyżu: „Boże mój, Boże, czemuś Mnie opuścił?” (Ps 22, 1), co wcale nie znaczy, że unia ta została w tym momencie zerwana. Możemy chyba myśleć analogicznie o więzi łączącej Syna z Matką. W wypadku poczęcia za sprawą Ducha Świętego, Syna łączyło z Matką nie tylko dziewięć miesięcy miedzy poczęciem a narodze­niem, nie tylko ciało i krew, nie tylko mleko i pieluszki. Więzią między nimi był Duch Święty, Ten sam, który jest więzią między Ojcem i Synem. Więź ta nie została zerwana po przecięciu pępo­winy, czy po opuszczeniu domu nazaretańskiego. Matka była zwią­zana z Synem nawet wtedy, gdy był daleko i to nie tylko przez intuicję, lecz przez Kogoś najbardziej uduchowionego, a jedno­cześnie rzeczywistego. Możemy przypuszczać, że ta żywa więź między Matką i Synem nie została zerwana nawet w momencie wstąpienia Jezusa do nieba.
Tutaj dochodzimy do drugiego etapu pożegnania Jezusa z Mat­ką. Maryja została włączona w to pożegnanie, które Pan Jezus przygotował uczniom. Tutaj Jej obecność jest wyraźna i czytelna: „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewias­tami, Maryją Matką Jezusa i braćmi Jego” (Dz 1,14). Maryja nie tylko uczestniczyła w tym przygotowaniu, lecz była dla uczniów wzorem: jak korzystać z miłości Boga Ojca, z łaski Pana naszego Jezusa Chrystusa i z daru jedności w Duchu Świętym. Tak było wtedy, tak jest również dzisiaj.
Kościół i nas prowadzi do Wieczernika i sadowi nas obok Maryi, byśmy za Jej wzorem szli za Chrystusem, w mocy Ducha, do Ojca w niebie; żebyśmy, żegnając Jezusa wstępującego do nieba, mogli jednocześnie mówić: „Witaj, Jezu, Synu Maryi!”

Prosimy Cię, Panie, o łaskę głębokiej wiary.
Prosimy o wiarę Maryi, wiarę Pawła Apostoła, wiarę w to, że już teraz możemy osiągnąć szczęście, miłość i pokój z Tobą, a ich pełnię w domu Ojca Niebieskiego.
Naucz nas prosić i cieszyć się z Twojego działania, z dobra i miłości w nas i w innych.
Pomóż nam zaufać Ci i zaakceptować naszą życiową sytuację, mówić TAK dla Twojego planu miłości dla naszego życia. Mówić Tobie TAK.
Pomóż nam współpracować z Tobą, mówić TAK, jak Maryja – w radości Nazaretu, w cieniu krzyża Golgoty i w radości z działania Ducha Świętego. 

Ks. Józef Tabor 
w 32. Rocznicę Święceń Kapłańskich


___________
PS.
 

Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 


Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:


Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 

Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 

Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674    
Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW

Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów
 

maja 26, 2017

Czym jest radość w Duchu Świętym?

maja 26, 2017

Czym jest radość w Duchu Świętym?
Piątek VI tygodnia okresu wielkanocnego

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu – z powodu radości, że się człowiek na świat narodził. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać». (J 16,20-23a)

RADOŚĆ DAREM I OWOCEM DUCHA ŚWIĘTEGO

Nietrudno zauważyć, że nasze nastroje tworzą sinusoidę. Raz jesteśmy na wozie, a innym razem pod wozem. Czas wahań wypros­tuje się kiedyś i ważne jest to, czy wtedy, gdy sinusoida stanie się w wieczności linią prostą, czy będzie przebiegać wzdłuż najwyższych punktów sinusoidy, czy najniższych; czy na zawsze będziemy przeży­wać radość czy smutek? Słowa Chrystusa, dzisiaj do nas wypowie­dziane, dają nam wielką nadzieję; wśród tych wahań między ekstazą a udręką, między ciemnością i światłem, między radością życia i smutkiem obumierania, między śmiechem i łzami - „smutek wasz zamieni się w radość”.
Pan Jezus wskazuje nam również na to, że linie wykreślające stan ducha i nastroje panujące w świecie i wśród jego uczniów nie są kompatybilne. „Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat będzie się weselił”. Od czasu, gdy Pan Jezus wypowiedział te słowa, coś jakby się zmieniło. Uczniowie Chrystusa chętnie dzielili się ze światem swoją radością i dzisiaj kalendarz świecki, czyli kalendarz świata, próbuje nadążyć z wyszukiwaniem radości za kalendarzem kościelnym. Świat razem z uczniami Chrystusa świętuje Boże Naro­dzenie, a potem weseli się przez cały karnawał. Świat wykorzystuje Wielkanoc, Zielone Świątki i inne święta na rozmaite festyny i we­sela. Czy znaczy to jednak, że radość świata i radość uczniów jest kompatybilna? Niestety, są to tylko pozory zgrania i harmonii na­strojów. Przede wszystkim zupełnie inne są przyczyny radości świata i radości Kościoła, nawet wtedy, gdy zbiegają się one w czasie. Kościół cieszy się ze zmartwychwstania Chrystusa, a świat cieszy się z malowanych jajek i dyngusa. Jeszcze mniej kompatybilne są smut­ki. Wprawdzie świat celebruje „śledzika”, ale przecież nie podej­muje wielkopostnej pokuty, Nawet jeśli wielu ze świata nadstawia głowy na sypiący się popiół. Nawet Wielki Tydzień nie jest dla świata czasem smutku, refleksji i wstrzemięźliwości.
Widać więc, że wspólny kalendarz nie zapewnia kompatybilności nastrojów. Jeszcze bardziej jest to widoczne przy przeżywaniu najważniejszych spraw ludzkiego życia. Pan Jezus mówi w dzisiej­szej Ewangelii o nastrojach, które towarzyszą narodzeniu człowieka. Godzina narodzenia jest godziną bólu, który wywołuje smutek. Mat­ka jednak, gdy „urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że człowiek narodził się na świat” (J 16,21). Właśnie dzisiaj tak wyraźnie dostrzegamy rozdźwięk - już nie tylko między ucz­niami Chrystusa i światem, lecz również - między światem i tym naturalnym zjawiskiem, którym Pan Jezus posłużył się jako tworzy­wem w wyjaśnianiu swojej nauki. Świat dzisiaj nie potrafi cieszyć się z narodzenia człowieka, bo eliminuje smutek i ból, który towarzyszy jego narodzeniu. Wybrał do tego drogę bardzo prostą i brutalną: nie dopuścić do narodzenia. Skoro jednak nie ma narodzenia, to nie ma również i radości.
Świat nie potrafi cieszyć się z sukcesów, jakie odnosi prawda i dobro. Kiedy święty Paweł przebywał w Koryncie i robił tam wiele dobrego, „Żydzi jednomyślnie wystąpili przeciw Pawłowi i przypro­wadzili go przed sąd” (Dz 18,12). Czytamy o tym w Dziejach Apos­tolskich, a potem w kolejnych tomach historii Kościoła. Dziwna rzecz, ale świat potrafi cieszyć się z różnych plotek i sensacji, nawet wtedy, gdy ich tematem jest ludzkie nieszczęście i pohańbienie.
Najwyraźniej widać to nieprzystawanie radości i smutku w świe­cie i w Kościele, gdy mamy do czynienia z końcem ludzkiego życia. Śmierć - i wśród uczniów Chrystusa - wywołuje smutek i lęk. Jed­nak te odczucia zostają przezwyciężone jeszcze przed progiem śmierci. Wobec zbliżającego się cienia śmierci myślimy o światłości wiekuistej. Wobec zbliżającego się końca, myślimy o nowym, bar­dziej udanym początku. Tu najwyraźniej widać, jak smutek prze­mienia się w radość. Świat natomiast panicznie boi się śmierci. Podobnie, jak z narodzeniem człowieka, który może narobić światu kłopotu i sprawić ból, również i teraz, świat nie chciałby dopuścić do śmierci, tak jak często nie dopuszcza do narodzenia. To jednak przekracza możliwości świata. Próbuje się więc przekreślić śmierć w ludzkiej świadomości. Nie myśląc o niej, nie dopuścić do smutku z nią związanego. Jeśli jednak nie ma tego ostatniego smutku, to w co przemieni się pierwsza radość życia wiecznego?
Przyjmijmy z ufnością wszelkie bóle i smutki. Są one rękojmią, że nasza sinusoida zakończy się trwałym wzlotem w krainę światła, radości i szczęścia.

W dniu dzisiejszym rozpoczynamy Nowennę do Ducha Świętego. Chcemy otrzymać te dary Ducha, jak: dar mądrości i wiedzy, łagodności i umiejętności, rady i męstwa, pobożności i... radości. Każdy z nas chce otrzymać to, aby być i mieć w sobie Ducha Bożego, Ducha Jezusa Chrystusa po to, aby On był przewodnikiem w drodze naszego życia, w naszej codzienności: w tym, co robimy, do czego zdążamy. I trzeba nam nieustannie o tego Ducha Świętego prosić. Trzeba nam sobie dzisiaj postawić pytanie: Czy zdarza się nam traktować prawdę o Duchu Św. tak, jak fata morgana?, złudę?, jakiś miraż? Nie brak takich ludzi żyjących pośród nas, niemało takich, nawet wierzących, którzy konają duchowo obok Źródła. I chyba nie trzeba nam usprawiedliwiać tych postaw nowoczesnością, otwartością, ale w pokorze naszego serca i życia przyjść i poprosić Jezusa Chrystusa o ten dar, dar Bożego Ducha. Każdemu z nas potrzeba wsparcia Ducha Świętego, ponieważ opowiadanie się za Jezusem Chrystusem i dawanie świadectwa bycia człowiekiem wierzącym nie jest łatwe. Trzeba nam nieustannie błagać Boga o moc Ducha Świętego. To Chrystus Pan zapewnił każdego z nas, że mamy modlić się, a nasza modlitwa będzie wysłuchana: „Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”. Pamiętając o tym zapewnieniu, Kościół św. nieustannie woła: „Veni Creator” – „Przyjdź Duchu Święty”.

___________
PS.
 

Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 


Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:


Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 

Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 

Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674    
Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW

Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów


maja 25, 2017

Co znaczy obietnica Jezusa: „...smutek wasz przemieni się w radość”?

maja 25, 2017

Co znaczy obietnica Jezusa: „...smutek wasz przemieni się w radość”?
Czwartek VI tygodnia okresu wielkanocnego

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie». Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: «Cóż to znaczy, co nam mówi: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”; oraz: „Idę do Ojca”?» Mówili więc: «Cóż znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co powiada». Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: «Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość». (J 16,16-20)

REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Wy będziecie płakać i zawodzić” – mówi Pan Jezus w Wieczerniku do swoich najbliższych uczniów.
Francis Thomson napisał kiedyś, że „Nic nie przychodzi i nie odchodzi, żeby nie było złączone z bólem. Rodzimy się w bólu innej osoby, a odchodzimy w naszym własnym”. Również dzieło zbawienia całej ludzkości dokonało się przez krzyż i cierpienie. Można powiedzieć, że w bólach rodził się nowy lud Boży, odkupiony krwią Jezusa Chrystusa. Świadczą o tym Dzieje Apostolskie, które czytamy od wielu dni.
W bólach i smutku rodzi się też osobista wielkość człowieka; rodzi się jego osobowość i jego duchowy kształt. Cóż wiedzielibyśmy o miłości, gdybyśmy na każdym kroku nie musieli znosić naszych niewygodnych bliźnich, ustępować im i przebaczać? Cóż byśmy wiedzieli o cierpliwości, gdybyśmy nie doznawali przykrości i krzywd. Cóż wiedzielibyśmy o pokorze, gdyby nas nie poniżano; o posłuszeństwie, gdyby nam nie wydawano niemiłych poleceń; o ufności i poddaniu wolni Bożej, gdybyśmy nie napotykali na żadne przeciwności? To jest ten ból rodzenia, o którym mówi obrazowo Pan Jezus; ból, przez który człowiek się rodzi i wzrasta, przez który otwiera się jego rozum i serce dla Bożych zamiarów. Pan Jezus jednak zapewnia, że „smutek wasz przemieni się w radość”. A więc uczniowie zapomną o smutku, tak jak matka zapomina o bólach porodu i po narodzeniu dziecka raduje się z tego, że dziecko żyje i że jest zdrowe.
Istnieje radość ludzka oparta na motywach ludzkich, ziemskich, ale istnieje też radość Boża, radość chrześcijańska. I pytamy się: Gdzie jest źródło owej radości chrześcijańskiej? Zanim odpowiemy na to pytanie, przypatrzmy się Jezusowi, który raduje się tym, że Bóg Ojciec ma w Nim upodobanie, że żyje we wspólnocie ze swoim Ojcem, że jest kochany przez Ojca, któremu bezgranicznie ufa, i jest przekonany, że Ojciec nie opuści Go nawet na krzyżu, i po śmierci wskrzesi z martwych, i wynagrodzi wieczną chwałą. I tu znajdujemy odpowiedź na pytanie o źródła naszej radości. Tym źródłem jest sam Bóg, a mówiąc ściśle, wiara w Boga Ojca miłosiernego i kochającego; wiara w to, że Bóg jest większy od naszego zła, naszych grzechów, że jesteśmy usprawiedliwieni i odkupieni krwią Chrystusa, i że mamy niezłomną nadzieję zmartwychwstania i życia wiecznego.
Radość chrześcijańska objawia się w codziennym życiu poprzez to, że np. potrafimy ucieszyć się, uradować wschodem słońca, pięknem przyrody, pięknem człowieka, jego twórczością; potrafimy radować się każdym dobrem doświadczanym od innych. Radość, humor, to są ważne elementy życia i niezbędne dla zachowania psychicznej równowagi. Taką radość przeżywał również Pan Jezus, gdy np. podziwiał lilie polne, ptaki niebieskie, gdy wywoływał uśmiech szczęścia po uzdrowieniu z jakiejś choroby, gdy bawił się na weselu w Kanie Galilejskiej i spotykał się w gronie miłych przyjaciół.
A zatem, wiara chroni nas od smutku, rozpaczy; wiara rodzi w nas radość i optymizm, i dobrze rozumiana radość, w odróżnieniu od bezmyślnej wesołkowatości, jest nieodłącznym elementem naszej religii.
POMYŚL DZISIAJ, BRACIE I SIOSTRO, W ŚWIETLE DZISIEJSZEJ EWANGELII, ŻE Chrystus cierpiał zarówno moralnie, duchowo, jak i fizycznie bardziej niż ktokolwiek inny w historii ludzkości. I najdziwniejsze jest to, że mogąc tego uniknąć, nie uczynił tego, ale dopuścił do siebie i pozwolił na cierpienie, jak i na radość – Chrystus także radował się i weselił wiele razy.
Być chrześcijaninem, uczniem Chrystusa, oznacza zatem bycie człowiekiem radości, pełnej radości i optymizmu.
Zbliża się Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, a więc będziemy prosić o Jego dary, a zwłaszcza o dar radości, który należy do jednych z najważniejszych darów Ducha Świętego.

Kochani moi, przeżywajmy każdy swój dzień z miłością, tak, jakby to był ostatni dzień naszego życia.

___________
PS.
 
Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 

Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:

Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 
Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 
Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674    
Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW
Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów



maja 24, 2017

Jak Maryja, Wspomożycielka Wiernych, uczy nas chodzić po ziemi?

maja 24, 2017

Jak Maryja, Wspomożycielka Wiernych, uczy nas chodzić po ziemi?
Przeżywamy dziś piękne święto, Święto Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych. To święto ustanowił papież Pius VII w roku 1815 dla Rzymu i państwa kościelnego na podziękowanie za opiekę Matki Bożej nad Kościołem. W roku 1959 na prośbę biskupów polskich zostało ono wprowadzone w Polsce.

Moi Drodzy!
Święty Bernard, ten wielki czciciel Maryi, powiedział, że „Bóg postawił Maryję między Chrystusem a Kościołem”. A my dzisiaj pytamy: po co? Po co Bóg postawił Maryję między Chrystusem a kościołem, czyli między nami? I odpowiedź brzmi: po to, aby nas prowadziła do Chrystusa, do Boga. By nas, tutaj na ziemi uczyła żyć, by nas brała za rękę, jako dobra matka i uczyła stawiać właściwie kroki na tej ziemi, byśmy szli krokiem mocnym, zdecydowanym, w naszej wędrówce do Nieba.
Kiedy się tak przyglądamy ludziom, sobie samym, żyjącym na tej ziemi, to możemy powiedzieć, że dręczą nas rozmaite kłopoty i bolączki. Ale jedna wysuwa się na pierwsze miejsce: bo chociaż człowiek żyje na tej ziemi, to jednak nie umie on po niej chodzić.
Kiedyś nasza matka ziemska, gdy jeszcze byliśmy mali, brała nas za rękę, by nas uczyć chodzić. Niejako w przeddzień Święta Matki, wspomnijmy te nasze ukochane ziemskie matki, które brały nas za rękę, by nas uczyć chodzić po tej ziemi – wspaniałe nauczycielki chodzenia po tej ziemi; w sensie dosłownym, fizycznym i w sensie moralnym. Jakąż radość sprawiały tym naszym kochanym matkom nasze pierwsze kroki stawiane samodzielnie na tej ziemi.
Ale o wiele ważniejszą sprawą jest to, by się nauczyć chodzić po ziemi gdy chodzi o sprawy duchowe, nadprzyrodzone, Boże. Tu też zasługa naszych kochanych ziemskich matek – i chwała im za to... Jednakże Bóg, w trosce o nasze dobro duchowe, obok matki ziemskiej, daje nam swoją Matkę za naszą Matkę duchową, aby nas nauczyła chodzić po ziemi. Bo można mieć zdrowe serce, silne nogi, szybko biegać – ustanawiając rekordy świata – a jednocześnie być duchowym kaleką, człowiekiem duchowo kulawym i nie umieć chodzić po tej ziemni. Dlatego rozważmy dziś, w kontekście tego pięknego Święta Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych, a także w kontekście zbliżającego się Dnia Matki, jak to Maryja uczy nas chodzić po tej ziemi?

1. Człowiek nie umie chodzić po ziemi, gdy tylko na tej ziemi chce znaleźć prawdziwe szczęście, raj na ziemi. Tymczasem jest to niemożliwe po grzechu pierworodnym. Prawdziwe szczęście, prawdziwy raj będzie dopiero w zjednoczeniu z Bogiem, a tu, na ziemi, nieodłącznym towarzyszem człowieka jest trud, jest niejednokrotnie cierpienie. Tego uczy nas Maryja, kiedy wnosi do świątyni Dziecię Jezus, by Je ofiarować Bogu i wtedy zastępuje Jej drogę starzec Symeon, bierze w ramiona Dziecię Jezus i mówi: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu...., a do Matki kieruje słowa: „a twoją duszę przeniknie miecz boleści”. I odtąd Maryja idzie przez życie z wizją tego miecza, który będzie ciągle przeszywał Jej Niepokalane Serce. Będzie przekonana, że nie może być Jej życia, życia innych ludzi, bez krzyża, bez cierpienia, a tym samym uczy nas pozbywać się złudzeń, że człowiek tu na ziemi może mieć raj, pełnię szczęścia. Iluż to ludzi dzisiaj, zwłaszcza młodych, popełnia samobójstwo. Stawiamy sobie pytanie: dlaczego? Ludzie gonią za szczęściem – pragnienie szczęścia jest wpisane w naturę człowieka – szukają tutaj na ziemi tego szczęścia w rozmaity sposób, a po jakimś czasie przekonują się, że to szczęście ucieka im, przelewa się im przez palce, ucieka z rąk, z serca i nie mogą zaznać prawdziwego szczęścia i dlatego, niejednokrotnie, buntują się, załamują psychicznie, a nawet odbierają sobie życie.
Nie umie człowiek chodzić po ziemi, chociaż nieraz posiada obfitość dóbr materialnych. I ciekawa rzecz: najwięcej samobójstw jest w krajach najzamożniejszych.
I dlatego uczmy się od Maryi, naszej Matki, Wspomożycielki Wiernych, tej prawdy, że to cierpienie, które nas wcześniej czy później dotknie, że ono nadaje sens i wartość naszym dniom, wszelkim naszym poczynaniom, naszemu życiu, że ono posiada wartość zbawczą.

2. Nie umie chodzić człowiek po ziemi. Dlaczego? Dlatego, że nie ucieka przed złem, którego tak wiele w dzisiejszych czasach. Choćby człowiek miał zdrowe nogi, choćby miał wspaniały rytm serca, jeśli przed złem nie ucieka – nie umie prawidłowo chodzić, jest duchowym kaleką.
I znowu popatrzmy na Maryję, popatrzmy na Jej życie. Jakiż to wspaniały pedagog dla każdego z nas. Kiedy zagrażało zło Jej Dziecięciu i jej samej – uciekała. Ucieka Maryja przed złym Herodem do Egiptu, by dopiero wrócić po jego śmierci.
Popatrzmy na ludzi, na siebie samych, na młodzież i dzieci. Co tu dużo mówić: my niejednokrotnie pchamy się do zła, lgniemy do niego jak ćma do światła. Popatrz, jak pchają się dzisiaj ludzie do alkoholu – to już nie tysiące, to miliony straconych istnień; popatrz, jak młodzież wciąga narkomania, nikotyna, seks i innego rodzaju zło. A tymczasem trzeba uciekać przed złem – uciekać przed złym środowiskiem, przed złym otoczeniem, przed demoralizującym filmem, artykułem, książką. My tak nieraz mówimy, że trzeba życie poznać, trzeba się przekonać, zanim dokonam wyboru... Moi drodzy, zło ma to do siebie, że ono wciąga człowieka, zaraża sobą. Jeśli człowiek od niego nie ucieka, to go opanuje i stanowi śmiertelne zagrożenie dla jego umysłu, dla jego serca, ducha.
Uczmy się zatem od Maryi tej wielkiej sztuki ucieczki przed złem, byśmy nie stali się kalekami, byśmy umieli chodzić krokiem pewnym, zdecydowanym po tej ziemi.

3. I dalej! Człowiek dzisiejszy nie umie chodzić po tej ziemi. Dlaczego? Dlatego, że nie szuka Boga.! Patrzmy na Maryję! Jezus – Jej Syn – zagubił się w Jerozolimie. Pozostał tam trzy dni. I Maryja szuka Jezusa, a gdy Go znajduje, mówi wtedy: „Synu, cóżeś nam uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie!”.
Żeby umieć chodzić po ziemi, trzeba umieć szukać nie tylko stanowiska, pieniędzy na wszelki możliwy sposób, ale przede wszystkim trzeba szukać Boga – trzeba nieraz szukać Go z bólem serca, wytrwale, szukać na modlitwie, na klęczkach, we Mszy św., w Sakramentach św., w słowie Bożym, wszędzie tam, gdzie On jest...
Czy wy, moi drodzy, staracie się szukać Boga? Obyśmy w tym szukaniu Boga, w odkrywaniu Jego Obecności i napełnianiu się Nim nie ustawali. Bo kiedy człowiek przestanie szukać Boga, staje się kaleką, nie umie chodzić po ziemi, gubi się.
Słyszy się nieraz, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, o tzw. teologii śmierci Boga. Niektórzy ludzie zaczynają głosić, i to na rożne sposoby, że nie ma Boga, że Chrystus to wiszący od XX wieków trup na krzyżu. Papież Paweł VI zabrał na ten temat głos i powiedział że ludzie, którzy głoszą śmierć Boga, równocześnie głoszą śmierć siebie samych, bo człowiek, który przestaje wierzyć w Boga, poczyna być przedmiotem, rzeczą, zaczyna mieć tylko jeden wymiar, wymiar materii, a przez to sam sobie zadaje śmierć.

4. Nie umie chodzić człowiek po ziemi, choćby był zdrowy fizycznie, wtedy, gdy nie jest wierny. Patrzmy na Maryję – Ona stanęła pod krzyżem, przeżyła śmierć swojego Syna-Chrystusa, a potem składają na Jej kolanach martwe ciało Jej Dziecka. Wszyscy od Niego odeszli, stchórzyli, pouciekali, zwątpili, ale Ona pozostanie Mu wierna do końca, bo to jest Panna Wierna. I przez ten fakt Maryja uczy nas żyć, chodzić po ziemi, bo uczy nas wierności.
A popatrzmy na siebie, na ludzi! Czy są wierni? Czy są wierni sobie..., ludziom..., Bogu...? Czy jestem wierny? Czy jestem wierny własnym ideałom i przekonaniom? Ile jest we mnie wahania, przerzucania się z miejsca na miejsce, niedotrzymywania danego słowa, obietnicy? O, jak nam brak tej wielkiej cnoty: wierności! A człowiek niewierny, to kaleka, który po ziemi nie umie chodzić, chodzi po omacku, albo się czołga... Prośmy Maryję, by nas uczyła wierności,by nas wspierała, wspomagała w wierności na co dzień, zwłaszcza wtedy, gdy ta wierność nas będzie kosztować...

5. I wreszcie – nie umie chodzić po ziemi człowiek, gdy nie szuka zwycięstwa tam, gdzie go może naprawdę znaleźć. A może go znaleźć tylko z Chrystusem, w Chrystusie i przez Chrystusa. I tego nas uczy również Maryja. Popatrz! Ona bierze udział w pogrzebie swojego Syna-Chrystusa. Smutny pogrzeb, jak każdy. Ale jest to pogrzeb także niezwykle radosny, najbardziej radosny na tej ziemi, bo Ona jest przekonana, że Jej Syn trzeciego dnia zmartwychwstanie i wstąpi do Nieba, by zasiąść po prawicy Ojca, że zostanie Królem wszechświata, i że kiedyś przyjdzie sądzić żywych i umarłych, i że do Niego należeć będzie ostatnie słowo, że On jest Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem. Ona, Jego Matka, od początku, aż po ten pogrzeb, wszystko postawiła na Chrystusa-Zwycięzcę i nie zawiodła się! Popatrzmy na ludzi, na siebie samych – czy my stawiamy na Chrystusa-Zwycięzcę bez reszty, w każdej sytuacji naszego życia i przez całe nasze życie?
Czy stawia na Chrystusa-Zwycięzcę ten, kto idzie do kościoła jedynie po to, by spotkać się z kolegami poza murami świątyni, który do konfesjonału idzie tylko po to, by kapłan podpisał karteczkę, bo chrzest dziecka, czy I Komunia? Czy taki człowiek, który – będąc za granicą – lekceważy udział we Mszy św stawia na Chrystusa-Zwycięzcę? Nieraz ogarnia nas zwątpienie, zniechęcenie, nie wiadomo czego się boimy, lękamy. Moi drodzy, choćby nie wiadomo jakie moce stanęły przed nami, na naszej drodze życia, to jeśli postawisz na Chrystusa-Zwycięzcę, nie zwiedziesz się. Czy zawiódł się bł. ks. Jerzy Popiełuszko? Na kogo postawił? Na Chrystusa-Zwycięzcę ! I kto jest dzisiaj zwycięzcą? On, zza grobu! Jedźcie do Warszawy,to się przekonacie i zrozumiecie na czym to zwycięstwo polega.
Być wiernym swoim ideałom, swoim przekonaniom – to jest zwycięstwo. Jednemu Bogu mamy służyć, bośmy Jednego wybrali – służyć na serio, całe życie i całym sobą. Moi drodzy, można powiedzieć, że „Bóg jest zazdrosny” o każdego z nas. Bóg jest „zachłanny”! On chce mieć nasz cały umysł, całe, niepodzielone serce; On chce całej naszej miłości i bezgranicznego zaufania, bo do Niego należy ostatnie słowo. Do Niego należą czasy i wieki. Tego uczy nas Maryja, nasza Matka, Wspomożycielka Wiernych.

Na koniec, wspomnij, bracie i siostro, swoją ziemską matkę – może już nie żyjącą tu, na ziemi, ale będącą w Niebie. Ona brała mnie, Ciebie, za rękę i uczyła stawiać pierwsze kroki po tej ziemi. Uczyła nas tej podstawowej umiejętności. I choćby za to za to należy się jej cześć, szacunek i pamięć i wdzięczność. Ale ta matka ziemska nie wystarcza. Ona wcześniej czy później odchodzi. I dlatego jest w naszym życiu inna Matka, Matka Niebieska, Maryja, a Jej pragnieniem jest wziąć każdego z nas za rękę, by nas prowadzić do swojego Syna. Bo po to Ją Bóg postawił między Chrystusem a Kościołem – nami, by nas prowadziła. Z ufnością dziecka podajmy Jej dłonie. I chodzi o to, abyśmy się nie wyrywali z tych wspaniałych matczynych dłoni, bo Ona nam daje wiedzę ponad wszelką wiedzę, umiejętność ponad wszelkie umiejętności i skarb ponad wszelkie skarby. Maryjo, Wspomożenie Wiernych, módl się za nami, jako w tej majowej Litanii do Ciebie wołamy.
*
**
Jeśli to rozważanie choć trochę pomogło Ci, bracie i siostro, ożywić cześć, miłość i dziecięce zaufanie do Maryi, naszej wspólnej Matki, to Bogu niech będą dzięki!
__________
PS.
 
Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 

Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:

Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 
Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 
Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674   Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW
Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów


Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger