sierpnia 17, 2018

20. Niedziela Zwykła (B) - Dziękczynienie Panu Bogu za zbiory

sierpnia 17, 2018

20. Niedziela Zwykła (B) - Dziękczynienie Panu Bogu za zbiory
Trwajcie w Chrystusie i przynoście owoc obfity, w Nim możemy uczynić wszystko (J 15,15). Żniwa w pełni, a w wielu miejscach już skończone. Rolnicy zbierają na polach dojrzałe ziarno na chleb. W kościele w ofierze eucharystycznej również słyszymy o chlebie. I o tym chlebie, który Chrystus rozmnożył dla pięciu tysięcy męż­czyzn, aby zaspokoić głód ciała, i o ważniejszym, który ma zaspokoić głód duszy. Bowiem „Chleb, który rolnik wydziera ziemi, jest chlebem, który żywi ludzkość. Jest to także chleb Eucharystii, który Kościół każdego dnia konsekruje i daje do pożywania wszystkim swym synom, którzy pragną go dzielić jako bracia w tej samej wierze. Jest to chleb, który jednoczy nas w Kościele, który sprawia, że czujemy się braćmi i dziećmi tego samego Ojca. Jest to chleb, który żywi naszą wiarę na drodze pielgrzymowania” (Jan Pa­weł II).
Trzeba pamiętać, że rolnik jest najbardziej współpracownikiem Stwórcy w wyżywieniu świata i ma również udział w kulcie Bożym. Od najdawniej­szych czasów tak jakoś bywało, że pierwsze ołtarze u kolebki ludzkości bu­dowali rolnicy i sami na nich składali dary na cześć Boga (Rdz 4,2-5). Pierwsza świątynia poświęcona prawdziwemu Bogu, którą budował król Salomon w Jerozolimie, została wzniesiona na klepisku, gdzie złożono ofiarę. Z przyjściem na świat Zbawiciela nastąpiło jeszcze ściślejsze powią­zanie piastuna ziemi z ołtarzem. W przededniu swojej śmierci na krzyżu, Jezus ustanawia jedyną ofiarę eucharystyczną — ofiarę Ciała i Krwi swojej na fundamencie chleba i wina (Mt 26,26-28).
Rolnik chlebem wydobytym z serca ziemi — karmicielki żywi nie tylko ludzi, ale i Kościół, gdy chleb na ołtarzu staje się Eucharystią (Ps 5,84). Stąd godność i prawa rolników mają zasadnicze znaczenie. Jan Paweł II w Encyklice Laborem exercens mówi, że trzeba uznać słuszne prawo rolni­ków, docenić ich pracę, sprawiedliwe wynagrodzenie, prawo do własności ziemi, ubezpieczenia i zapewnienia opieki w chorobie i starości. Prawo do wolnego zrzeszania się jest konieczne do właściwego rozwoju społecznego, kulturalnego i ekonomicznego. „Dlatego też należy głosić i popierać god­ność pracy, każdej pracy, a zwłaszcza pracy na roli, w której człowiek w sposób tak bardzo wymowny, ziemię otrzymaną w darze od Boga „czyni so­bie poddaną” i potwierdza swoje „panowanie” w widzialnym świecie (La­borem exercens, 21). Również w Tarnowie, w ubiegłym roku, Ojciec św. mówił: „Niechże rolnictwo wyjdzie z wielokrotnego zagrożenia i przestanie być skazane tylko na walkę o przetrwanie. Jesteście gospodarzami tej zie­mi. Przypatrzcie się, bracia, waszemu powołaniu”. Dlatego ta ziemia — rola, ziemia — ojczyzna jest ziemią dziedziczną. Nie jesteśmy tu od dziś. Jest to ziemia „ojcowska". W tej ziemi żyje jeszcze praca tamtych czasów. Rola bierze się z pracy jednych dla drugich. Służy nam, bo tak chcieli ojco­wie i będzie służyć dzieciom, bo takie są nasze postanowienia. Rola — miejsce, na którym spotyka się praca pokoleń. Kiedyś przedstawiciel pol­skiej wsi Wincenty Witos, wielki mąż stanu, powiedział: „Chłop zachował w najgorszych chwilach ziemię, religię i narodowość. Te trzy wartości dały podstawę do stworzenia państwa”.
Człowiek ma tę rolę od innych i dla innych. Jest właścicielem ziemi. Zie­mia należy do człowieka, ona jest mu poddana. I wszelkie utrudnienia w tym względzie są niesprawiedliwością dla rolnika, tego wielkiego żywiciela naszego narodu. Okres wojny i okupacji dobitnie uzasadnił odpowiedzial­ny, obywatelski status chłopa, który „żywił i bronił". I kiedy mówimy, że gospodarz ma ziemię, to jednak wiemy, że nie ma jej dla siebie, bo gospo­darować znaczy: z ziemi czynić rolę. Kto z ziemi czyni rolę, ten pomaga zie­mi rodzić. To co rodzi — to jest owoc pracy — chleb, którym według sza­cunku ONZ mógłby wyżywić w naszym kraju 80 milionów ludzi, a nie 40 milionów. Tylko że chłopi i w ogóle wieś muszą dostrzec żywioły życzliwe dla rolniczego trudu. Bezkarnie można uderzyć wieś, która nie odpowie strajkiem i nie zmusi dyrekcji do podwyżki płac, ale odpowie brakiem pro­dukcji, zaś apatia produkcyjna jest gorsza od strajku, bo całą swoją konse­kwencją uderza we wszystkich.
Trzeba przede wszystkim uznać rolnictwo indywidualne. I to wcale nie uchwałami, zmianami w Konstytucji. Trzeba uznać praktycznie, realnie. Ono też ma potrzeby rozwoju. Mówmy o rolnictwie w Polsce. Każdy błąd w rolnictwie naprawiany jest latami. Zie­mia nie toleruje błędów. Trzeba umieć ją przeprosić. Łatwo można zburzyć różne przemysły, handle, pałace i domy secesyjne i nawet je odbudować, ale z rolnictwem — inaczej. Mozolnie budowano tzw. „nowe rolnictwo”, rumaki stalowe. Tylko ludzi nie było, a i ziemia się poznała, że to nie ta ręka sieje. To są prawdy powszechne i sprawdzone. Chleb — owoc pracy jest jak słowo, własne i wspólne. Im więcej chleba i im lepszy chleb, tym bardziej wspólna jest mowa, i nic tu nie przeszkadza, że rolnik mówi: „moje gospodarstwo”, moje ręce do pracy, moje narzędzia. A co przeszka­dza: to brak chleba, to ziemia leżąca odłogiem, plony przywalone śnie­giem, zmrożone, i gromadzony na punktach skupu żywiec ginący z głodu, skomplikowana administracja — to przeszkadza.
Ten chleb jest jeden. Każde ziarno zatrute powiększa jego gorycz. Każ­de ziarno dobre czyni go ludzkim i życiodajnym, zdatnym do konsekracji. Obecni tutaj rolnicy przynieśli pierwsze chleby z tegorocznego ziarna. Po­dzielimy się nimi po zakończeniu mszy św. jak opłatkiem. Myślami i sercem będziemy się dzielić z wszystkimi, którzy nas teraz słuchają, uczestnicząc w Eucharystii przy głośnikach radiowych. Szczególnie tym chlebem chcemy podzielić się z tymi, którzy wszystkie swoje siły i zdrowie poświęcili pracy na roli — pracy dla innych, a dzisiaj tak często są zapomnieni, opuszczeni i cierpią w samotności. Dziękujmy Bogu za tych dzielnych spadkobierców Drzymały, Ślimaka, Boryny, Witosa. Dziękujmy Bogu, że trwają na pol­skiej ziemi.
Chleb polski tworzyły pokolenia, znaczone wspólnym trudem Bożej hi­storii i pracy Polaków. Od zasiewu pola do żniwa, od żniwa do wypieku to­warzyszyły im dola i niedola plecionych w jeden łańcuch próśb modlitew­nych, by był to chleb Boży. Różny był jego smak. Były chleby pokoju i do­stojeństwa, chleby tułaczy i pielgrzymów, chleby zakuwane po stokroć w kajdany, chleby rozmodlone nad ziarnem zasiewu, chleby złowrogie zaciś­nięte w pięść buntu. Były chleby pędzone polami Syberii, chleby zroszone potem trudu codziennego, chleby zadumane nad grobami bliskich, chleby zaczytane w poezji wolności, chleby sprzedawane na licytacji narodów, chleby święte w wierze niezłomnej. Były chleby wpatrzone w obraz jasno­górski, chleby klęczące u ołtarzy Pańskich, chleby wymodlone przez na­szych ojców.
Kilka dni temu dziękowaliśmy Maryi, Matce Zielnej, za hojność chleba peł­ną garścią wsypaną w skiby; czarnej ziemi za dobroć, wodzie za ugaszenie pragnienia, słońcu za ciepło i radość, a wiatrom za ukołysanie dorodnego łanu chleba. Matka Żniw — Wniebowzięta — najdoskonalszy owoc ziemi, ze złotych ram spłynie nad pola, by dotknąć zbóż i pachnącego chleba. Psalm dziękczynienia zanieśmy Pani Zielnej, Ogrodniczce Sierpnia, Matce Pól w roku maryjnym. Przynosząc plony ziemi do kościoła, wołamy słowa­mi poety:
Wszytko mi się dziś wydało
jak z dziecinnej bajki.
Niebo modre jak uszyte z niezapominajki.
O wy kwiaty mej młodości
prosto z łąki zioła,
Co na Matkę Boską Zielną
znoszą do kościoła” (J. Lechoń). Niesiemy także i my bochen własnego chleba; własny trud, cierpienie, owoc pracy i zmagania duchowe. I my stoimy pośrodku pola. Może i na nas przyszedł czas żniwa. Czas na nasz chleb. Dając siebie samych mamy roz­dawać dobry, polski chleb. Dla oszukanych mamy być kromką prawdy, dla ociemniałych kromką światła, dla uwięzionych kromką wolności, dla tchórzliwych kromką odwagi, dla cierpiących kromką otuchy, dla prześla­dowanych kromką nadziei, dla odrzuconych, poniżonych i złamanych — kromką miłości.
Dziękujemy Ci Boże za chleb, którym karmiłeś naszych ojców. Wycią­gając nasze ręce do Ciebie, wołamy: Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, nie tylko dzisiaj, ale i jutro, pozostań z nami w tym chlebie, daj nam chleba! Amen.


sierpnia 17, 2018

20. Niedziela Zwykła (B) – Jezus, Chleb żywy, który zstąpił z nieba

sierpnia 17, 2018

20. Niedziela Zwykła (B) – Jezus, Chleb żywy, który zstąpił z nieba
W tę wakacyjną niedzielę słyszymy kolejny już raz fragment Ewangelii św. Jana o chlebie eucharystycznym. O chlebie, który przychodzi z nieba za życie świata. Jezus mówi nam o sobie, że to On właśnie jest chlebem żywym, który daje życie prawdziwe. I że tym chlebem jest Jego Ciało.
Pragnę zaprosić teraz wszystkich obecnych w kościele, abyśmy się wspólnie wsłuchali w "głos" kawałka chleba, tego chleba, który spożywamy codziennie, aby mieć siły do pracy i życia. Będzie to trochę nietypowa forma kazania. Chcę niejako użyczyć swoich ust, aby posłużył się nimi chleb i wygłosił do nas słowo. Słuchając zaś jego mowy spróbujemy dostrzec jak bardzo mocno i wyraźnie przemawia do nas Bóg przez wszystko, co nas otacza. A także zechciejmy uczyć się szacunku i wdzięcznego przyjęcia daru, jakim jest powszedni chleb. A nade wszystko starajmy się pogłębiać, a może obudzić w sobie pragnienie i tęsknotę za chlebem przemienionym w Ciało Pańskie. Chlebem dawanym nam w Komunii św.
Wsłuchajmy się więc w to, co pragnie do nas powiedzieć zwykły, codzienny chleb. A może poczujemy w sobie bardziej osobiste zaproszenie, by poprowadzić podobny dialog w ciszy własnego serca.
Przyszedłeś dziś na Mszę św. zaproszony jak kiedyś Apostołowie na ucztę do Wieczernika. To spotkanie wypełniają: miłość i służba, prawda i życie. To przecież Twój najgłębszy głód i najważniejsze pragnienie. Rozumiem Cię doskonale, gdyż prawda o głodzie i nasyceniu jest zawarta we mnie samym. Proszę Cię serdecznie zechciej mnie posłuchać, chcę Ci pomóc umocnić Twoje dotychczasowe dążenia. Albo jeżeli życie przecieka Ci przez palce, nie bardzo możesz się w tym świecie połapać, nie widzisz sensu życia, a w głębi duszy uwiera Cię jakaś pustka przeogromna, to spróbuj uwierzyć, że może być inaczej.
Zanim stałem się kawałkiem chleba było tak, jak Zbawiciel powiedział w Ewangelii: "...siewca wyszedł siać ziarno...". Ziarna padały na grunt skalisty, między ciernie, przy drodze, a także na ziemię urodzajną, aby ostatecznie wydać plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny.
Potem był czas żniw. Na pole wyjechali ludzie z ciężkimi maszynami, aby ścinać kłosy. Często mieli dumnie podniesione głowy, jakby sami dali im wzrost. Albo wykonywali swoją pracę obojętnie i bezmyślnie.
Dawniej było inaczej. Czas żniw był wielkim świętem. Człowiek pochylał się nad dojrzałym łanem z wielką czcią i szacunkiem. Wiedział dobrze, że to jest Boży dar i przyjmował go z ręki Ojca i dziękował Mu. Czas żniw oznaczał radość życia, albo niepewność i zapowiedź głodu. Odpowiesz, że dzisiaj nie ma czasu na sentymenty, bo Ci się strasznie śpieszy i chcesz robić wszystko szybciej i łatwiej. Być może, ale dlaczego mniej święcie? Chwilami Cię nie rozumiem. Chcesz zaoszczędzić jak najwięcej czasu, i co z nim robisz? Czy nie widzisz jak podsunięto Ci wiele sposobów, aby ten czas marnować.
A potem wszystko dzieje się szybko. Ziarna ściera się na mąkę, z której niedługo będzie chleb. Takie ścieranie bardzo boli, ale to nie jest ważne, kiedy się pamięta, że to czemuś służy. Możesz mi wierzyć, że ten ból i cierpienie ma swój sens. Nie pamiętam łez, gdy widzę radość i szczęście tych, co spożywają chleb, aby żyć i pracować.
To wielkie szczęście, kiedy czuję ręce matki podające chleb dziecku. Ręce dorosłego człowieka, którym daje siłę do pracy. Wzruszają ręce starca z trudem podnoszące mnie do ust, aby jeszcze na pewien czas podtrzymać gasnące życie.
Za tę radość, że jestem potrzebny, tak bardzo Bogu dziękuję. Zauważ jakie to dziwne; ludzie codziennie spożywają zwykły, powszedni chleb, a on nigdy nie traci dla nich smaku. Ciągle na nowo odzywa się głód, a chleb jest tak samo dobry i potrzebny.
Proszę, powiedz mi jak zrozumieć nieraz Twoje dziwne zachowanie? Tak bardzo musisz się napracować, namęczyć, aby zdobyć mnie - kawałek chleba. A potem tak łatwo wyrzucasz mnie w błoto, na ulicę, do śmietnika. To bardzo boli, a ten ból niepozbawiony jest sensu. Zwłaszcza, gdy wiem, że są na świecie ludzie umierający z głodu. Wyciągają ręce po chleb, a nikt im go nie poda. Może warto, byś przemyślał na nowo sens słów poety i czasami do nich powracał: "Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba, tęskno mi Panie"(C.K. Norwid). Ja nie chcę być wyrzucany i deptany, chcę służyć!
Pamiętam niezwykłe chwile. To były wielkie święta w mym życiu. Był wtedy czas żniw. Przez pola przechodził Nauczyciel z uczniami. Byli głodni, zrywali dojrzewające kłosy, ścierali je w ręku i ze smakiem jedli ziarno, aby w ten sposób zaspokoić głód. Czy wyobrażasz sobie większą radość nad tę, gdy się jest pokarmem samego Boga?
Albo ten wieczór, kiedy Pan po całym dniu nauczania, spojrzał na otaczających Go ludzi. Zrobiło Mu się ich żal. Byli na pustkowiu, do domu długa droga, a im brakowało sił. Przyprowadzili wtedy do Jezusa małego chłopca, który miał kilka małych chlebów. Pan wziął mnie w swoje ręce, błogosławił, dawał uczniom, a uczniowie ludziom. Jak to się stało, że kilka chlebów starczyło dla kilku tysięcy ludzi?
Był też inny wieczór. Trudniejszy. Pan mówił dziwne słowa o chlebie, który jest Jego Ciałem, i jeżeli człowiek nie będzie spożywał tego chleba, to umrze. Pamiętam jak wielu ludzi odeszło wtedy od Niego. Nie umieli słuchać tej twardej mowy. Ja czułem i wiedziałem dobrze, że cud, uczyniony w tamten wieczór, był zapowiedzią innego wieczoru, a chleb cudownie pomnożony, był zaledwie słabym odblaskiem chleba, którego człowiekowi nie zabraknie do końca świata.
I w końcu nadszedł ten przedziwny wieczór. Był to czwartek przed paschą. Dziś nazywamy go Wielkim Czwartkiem. Nauczyciel był smutny, przedziwnie skupiony. Spożywał z uczniami wieczerzę. W pewnej chwili wziął w ręce mnie , kawałek chleba i wypowiedział niepojęte słowa: 'To jest moje Ciało za was wydane". A we mnie wstąpiła niezwykła moc. Zrozumiałem, że w tej chwili nie ja jestem ważny, liczy się jedynie On, Bóg-Człowiek, Zbawiciel. Oto stałem się schronieniem dla Boga samego! To Bóg i Stwórca użył mnie, by pozostać ze swoim ludem. I ten tajemniczy chleb, który nazwał swoim Ciałem podawał swoim uczniom. Uczniowie łamali chleb i podawali sobie z ręki do ręki, nic nie rozumiejąc. Zresztą i później niewiele pojęli, gdyż ten święty chleb, Ciało ich Pana, pozostanie dla nich i dla wszystkich ludzi świętą tajemnicą.
I dzisiaj za każdym razem, gdy nade mną wypowiada te same słowa człowiek-kapłan, przypomina się tamten wielkoczwartkowy wieczór, wstępuje we mnie nieznana siła i moc, a ja wiem, że jestem osłoną dla Boga żywego, który przychodzi, aby bronić i dawać życie swojemu ludowi.
Wiesz, widziałem wiele w swoim życiu:
- widziałem, jak sięgali po ten Święty Chleb ludzie dobrzy i sprawiedliwi, by na świętych rosnąć;
- był pokarmem dla świętych i wielkich, małych i grzesznych, bogatych i biednych, władców i uciśnionych, prostych i uczonych, tak bardzo bliskich sobie przez spożywanie tego Chleba, pamiętam obozy zagłady, wojny, tułaczkę i cierpienia tylu ludzi, gdzie odrobina Bożego Chleba znaczyła więcej niż wszystkie skarby świata, wzruszające obrazy, gdy człowiek stary, porażony grzechem, po latach duchowego głodu nawraca się i płacze jak nowonarodzony, gdyż ten Chleb wprowadza go w komunię z Bogiem.
Chociaż muszę wyznać, że chwilami nie rozumiem was zupełnie. Boicie się bomby, choroby nieuleczalnej, śmierci, samotności, życia bezsensownego... dlaczego nie wyciągacie rąk po ten Chleb? Udajecie silnych? Brak wam wiary?
Tak bardzo chcę Ci to wszystko powiedzieć i zachęcić; jeżeli odczuwasz w sobie tęsknotę za życiem szlachetnym, uczciwym i godnym, jeżeli przeraża Cię zło, którego tak wiele wokół - nie pozostawaj sam, wyjdź naprzeciw! Pan czeka na Ciebie w tym Chlebie, który nazywasz Komunią św. On chce być z Tobą zawsze, we wszystkich chwilach życia, a nie tylko od święta.
Mój drogi Bracie, Siostro, widzę, jak bardzo chcesz być szczęśliwy. W Twoim sercu drzemią tęsknoty i marzenia o życiu sensownym i prawdziwym, o miłości, która przetrwa wszystko. Uwierz, że jest to możliwe. Ale jako uczeń Jezusa pamiętaj, że Bóg, który złożył w Tobie te pragnienia towarzyszy Ci, zaprasza, proponuje swoją pomoc. Jednak niczego nie czyni wbrew Tobie.Tak bardzo szanuje Twoją godność i wolność, że nic nie narzuca na siłę. Po prostu jest Miłością tak wielką, że nie boi się stanąć przed Tobą jak "żebrak" mówiąc: "Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną".
Słyszałeś przed chwilą słowa Apostoła, że dni są złe. We wszystkich czasach dni były złe. Gdyż od samego początku zmagają się ze sobą siły dobra i zła, i Ty także jesteś poddawany próbie tych sił. Nie wygrasz tej próby sam, w pojedynkę. Ale z Nim i w Nim możesz dokonać wszystkiego. Uwierz mi, kawałkowi chleba, który tyle widział w swoim życiu i tak wiele przeżył.
Oto za chwilę zostaniesz zaproszony na ucztę. Usłyszysz dobrze znane Ci słowa: "bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, to jest moje Ciało za was wydane".
Podejdziesz do stołu Pańskiego, albo też przy odbiorniku radiowym postarasz się duchowo otworzyć na przyjęcie Jezusowego Ciała.
Niech ta komunia z Jezusem umocni Twoje życie w jego najgłębszych pragnieniach. Niech pomoże Ci bardzo osobiście i konkretnie podejmować życiowe decyzje wolne od głupoty, a pełne życia i prowadzące drogami rozwagi. A Ty wypełniony chlebem przemienionym w Ciało Boga-Zbawiciela pójdziesz w codzienność. Spotkasz drugiego człowieka i powiesz mu, nie tyle słowem, co własnym życiem: "Bracie, Siostro chcę dzielić się z tobą tym, co wypełnia moje serce, życiem, którym Bóg podzielił się ze mną".
Zobacz, że często chodzi o tak niewiele, dobre i życzliwe słowo, przełamanie gniewu, poświęcenie odrobiny swojego czasu, niekiedy o gest przebaczenia i trochę cierpliwości. I wtedy dzieje się cud, twoje serce poszerza się, a w świecie przybywa miłości. Zaczynasz rozumieć, że jest to możliwe dzięki spożywaniu tego świętego, przemienionego Chleba.
I ten przemieniony Chleb przemienia powoli całe Twoje życie.
Oby i dzisiaj, dzięki Tobie było tej miłości więcej pośród nas. I nieś tę miłość dalej, między ludzi, niech poznają i zobaczą, że ta niedzielna Eucharystia, to wielki ważny dzień dla Ciebie. Tyle kryje się w nim miłości i radości.
Kończąc, chcę Ci przypomnieć słowa Ojca Świętego Jana Pawła II wypowiedziane podczas Mszy św. na stadionie dziesięciolecia w Warszawie: "Moi drodzy Bracia i Siostry! Niech się ta Eucharystia niesie. Niech nią żyje Warszawa, niech nią żyje Polska. Niech z niej czerpie pokój, miłość i zbawienie. Amen."


sierpnia 10, 2018

19. Niedziela Zwykła (B) – Co znaczy spożywać Eucharystię?

sierpnia 10, 2018

19. Niedziela Zwykła (B) – Co znaczy spożywać Eucharystię?
19 niedziela zwykła rok b
Kochani moi. Słowo Boże jest żywe! Bóg dzisiaj do nas mówi! Nie przez to, że przypomina wydarzenia historyczne, ale przez to, że w nich jest zawarta odwieczna prawda, zapisana dla wszystkich pokoleń. To Słowo, to światło, które jest zawsze to samo, ale za każdym razem oświetla nowe wydarzenia, nową rzeczywistość, nową sytuację. Dziś Bóg pozwala, aby Ono pokazało nam w jakim miejscu jesteśmy i jakie są dla nas drogi życia.
Prorok Eliasz na pustyni, siedzi pod drzewem zmęczony, załamany - pragnąc umrzeć. "Wielki już czas, Panie! Odbierz mi życie!" Dlaczego tak się modli do Boga, skąd to cierpienie - przecież jest prorokiem! Ale jest też i człowiekiem - jak mówi, nie jestem lepszy od moich przodków. "Wielki już czas, Panie! Odbierz mi życie!"
W Izraelu rządzi Achab, król, który całkowicie poddał się władzy swej pogańskiej małżonki Izebel. Odwrócił od Boga serce, wzniósł Baalowi świątynie i ołtarz. Czynił tak wiele zła, więcej niż wszyscy królowie, którzy byli przed nim. Czcił boginię Asztarte. Baal i Asztarte, to bóstwa wegetacji, płodności, przyrody. Z ich kultem wiązała się sakralna prostytucja i krwawe ofiary z ludzi.
Jako kara za te odstępstwa od Boga, Bóg dał Izraelowi dwa lata suszy, dwa lata głodu. Budowano wtedy miasto Jerycho, jego fundamenty założono na dwóch chłopcach Abiramie i Segibie. Przy dworze jest kilkuset fałszywych proroków, pochlebców królowej, którzy szantażem, groźbami demoralizują naród. Do Eliasza król mówi - to ty jesteś moim dręczycielem, ponieważ król porzucił przykazania Boga i nie chce słyszeć głosu wzywającego do nawrócenia.
Z chęci zysku królowa przez fałszywe doniesienia, przez sfałszowany sąd, prowadzi do zabicia sprawiedliwego Nabota, żeby tylko zagarnąć jego ziemię, której nie chciał oddać dobrowolnie.
Jest to czas wielu głupich i niesprawiedliwych wojen, które prowadzi Achab, pyszny król, który nikogo nie słucha, a najbardziej gardzi Bogiem i Jego przykazaniami. W końcu w jednej z wojen ginie i tylko psy zlizują jego krew i nierządnice obmywają ciało. Kiedy prorok Eliasz rozprawiał się z fałszywymi prorokami, wykazując ich zakłamanie, przewrotność, zgubny wpływ na naród i króla, deprawowanie Narodu przez odrywanie go od moralności, od przykazań Bożych, królowa Izabel krzyczała w furii: ty jesteś Eliasz, ale ja jestem Izabel! Chociaż ty jesteś Eliasz, to jednak ja jestem Izabel! I postanowiła zabić Eliasza. Właśnie wtedy Eliasz ucieka, przerażony nienawiścią królowej, załamany sytuacją narodu, niepowodzeniem swojej misji w Izraelu. To z tej sytuacji bezprawia, zamętu, nienawiści, fałszu, które całkowicie opanowały naród, rodzi się jego dzisiejsze wołanie - "Wielki już czas, Panie! Odbierz mi Życie!"
Anioł budzi Eliasza, podaje mu pokarm - wstań, jedz, przed Tobą daleka droga. Eliasz wraca do życia, idzie na górę Horeb, gdzie ma widzenie z Bogiem i wraca do swojej ojczyzny umocniony i na nowo podejmuje walkę o wiarę swojego narodu, o jego moralne życie, o opamiętanie się.
Czy trzeba mówić, jak bardzo aktualne jest Słowo czytane dzisiaj?
Czy trzeba wielu słów, aby zobaczyć, jak bardzo tamta sytuacja przypomina dzisiejszą?
Choćby z tego tygodnia, tylko z jednej gazety, niektóre propagandowe hasła: Katolicy chcą rozwodów, połowa popiera jednocześnie rozwody i aborcję. Co druga osoba określa negatywnie działalność Episkopatu. Prawie połowa młodych Niemców odrzuca tradycyjny model życia w formalnym związku.
A te wszystkie inicjatywy podjęte w celu rozbicia rodziny, te tendencje, aby budować przyszłość świata na zabijaniu nienarodzonych!
Pieniądze przeznaczone na ten cel, aby tylko rozmiękczyć ludzkie sumienie, ośmieszyć przykazanie Boże!
Te wszystkie inicjatywy, aby młodzież wyrwać ze schematów, nauczyć żyć "po nowemu" tzn. bez Boga. Patrzyliśmy w tych dniach na festiwal w Kostrzynie nad Odrą, przebiegający dokładnie według recepty "róbta co chceta".
A ileż osób można by znaleźć podobnych do Izabel - ty jesteś Eliasz, ale ja jestem Izabel! Może szczególnie przerażająca jest cała kolekcja politycznych i kabaretowych dam, które z nienawiścią w oczach walczą z Bogiem, z Kościołem, z przykazaniami, z rodziną, z poczętym życiem.
Jeden z doświadczonych księży, który jako żołnierz poszedł na front podczas I wojny światowej, podczas II był kapelanem Armii Krajowej na Starówce, w latach 50-tych siedział w więzieniu za zdecydowaną walkę z ustawą aborcyjną mówi: przeżyłem wiele rzeczy - dwie wojny, więzienie, bolszewizm, przesłuchania i różne formy szantażu, ale czegoś tak potwornego, tak demonicznego, jak obecne wydanie demokracji nie przeżyłem. Nic nie ma świętego, drwina z Boga i Jego praw, zamęt we wszystkich dziedzinach życia, ośmieszanie historii, deprawowanie młodych i dzieci, rozwody, dzieciobójstwo, ośmieszanie narodu i jego historii. Czegoś takiego nigdy nie było.
Co na to Bóg? Wstań, jedz! Przed tobą daleka droga! Daje nam Eucharystię, pokarm, abyśmy mocą tego pokarmu w tym pokoleniu dawali świadectwo wiary. Spożywać Eucharystię, to pozwolić, aby Chrystus stał się dla nas Drogą, Prawdą i Życiem. Aby jego Ewangelia kształtowała nasze życie osobiste i rodzinne.
Aby, na przekór tym zagrożeniom, żyć wiarą na co dzień. Eucharystia to źródło siły, aby nie bać się tych bezbożnych potęg, pamiętając, że zawsze zwycięstwo jest po stronie Boga i życie dla każdego człowieka w Jego przykazaniach.
Jezus dzisiaj mówi, jam jest chlebem życia, kto spożywa ten chleb nie umrze! Wy wszyscy macie być uczniami Boga, tak jak prorok Eliasz.
Dziękujemy Bogu za przypomnienie nam w tych dniach bohaterów z Powstania Warszawskiego, mocnych miłością Boga i Ojczyzny! Dla wielu z nich Chrystus był naprawdę Drogą, Prawdą i Życiem! Dziękujemy za piękny Dzień Pański i modlimy się o dary Ducha Świętego dla nas oraz o to, by Eucharystia była dla nas siłą w codzienności – nie łatwej zreszą....
Dziękujemy za młodzież, która pielgrzymuje do Częstochowy, za jej świadectwo wiary, za jej wierność Chrystusowi.
Dziękujemy za wszystkie rodziny, w których jest codzienna modlitwa i których życie kształtują przykazania Boga.
Dziękujemy za chorych, którzy z wiarą przyjmują swój krzyż i proszą Boga o miłosierdzie dla tego pokolenia.
Bóg przez swoje Słowo, przez ten Święty Pokarm dodaje nam sił, abyśmy na wzór proroka Eliasza odważnie, w tym pokoleniu, żyli wiarą przez wierność Chrystusowi budowali Jego królestwo.
Słowo Boże dodaje nam odwagi - nie bójcie się, anioł Pański zakłada obóz warowny wokół tych, którzy słuchają Boga i ich zbawia! Szukałem pomocy u Pana - on mnie wysłuchał i uwolnił od wszelkiej trwogi.


sierpnia 10, 2018

19. Niedziela Zwykła (B) - Sumienie — zagrożenia i rozwój

sierpnia 10, 2018

19. Niedziela Zwykła (B) - Sumienie — zagrożenia i rozwój
Drodzy, siostry i bracia! Od początku swego istnienia człowiek dążył do ubogacenia i rozwijania własnego życia. Aktywność człowieka zawsze zmierzała do ubogacenia i rozwoju własnej egzystencji; przejawia się to także w życiu współczesnego czło­wieka. W swych zamierzeniach pragnie człowiek osiągnąć możli­wie największą pełnię życia. Wysiłki te bardzo często kończą się niepowodzeniem, ponieważ nie jest zachowana proporcja środków i celu, do którego człowiek zmierza. Zdobywanie podstawowych środków do podtrzymywania życia i podniesienia jego poziomu tak absorbują człowieka, że posiada on coraz mniej siły, aby po­myśleć i działać na rzecz „człowieka wewnętrznego”. Życie du­chowe jawi się mu w bardzo słabych zarysach. Stąd stwierdze­nia: nie czuję potrzeby chodzenia na mszę Św., do sakramentu pokuty, modlitwy...
Ten głęboki kryzys, jaki może zaistnieć w życiu człowieka i całych społeczeństw, analizują już prorocy Starego Przymierza. Prorok Ezechiel woła: „Wyrwę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce cielesne” (Ez 11, 19), to znaczy serce prawdzi­wie ludzkie. Podsumowując współczesne życie mówimy przede wszystkim o kryzysie materialnym, który jednak trzeba widzieć w świetle kryzysu wewnętrznego. Wołanie proroka Ezechiela trze­ba dzisiaj powtórzyć jako bardzo aktualne. Biblijne serce, które w Piśmie św. oznacza sumienie, osobisty wyznacznik rozwoju oso­bowego człowieka, musi być początkiem odnowy, odrodzenia, wyjścia z kryzysu. Nauka chrześcijańska ujmuje tajemnicę ludzkiego życia i ludzkiego przeznaczenia w świetle objawionej Bożej prawdy, która uświadamia człowiekowi drogi, jakimi Bóg prowadzi go do siebie i eksponuje te działania Boże, które nadają życiu ludzkiemu najpełniejszy wymiar. Działania te — to akt stworzenia i akt zbawczy Boga, spełniony dla człowieka i ze względu na niego. W akcie stworzenia i zbawienia zawarł Bógwezwanie skierowane do nas; przyjęcie zaś tego wezwania uza­leżnił całkowicie od naszej postawy i woli. Realizacja tego wezwa­nia, pełna na nie odpowiedź, stanowi moralność chrześcijańską. Bóg zakomunikował człowiekowi swoją wolę i wyposażył go w szczególną zdolność, dzięki której może on poznać i przyjąć Boże wezwanie, a w następstwie tego na nie w pełni odpowiedzieć. Tę zdolność — dyspozycję, nazywamy sumieniem. Wiele tekstów Pi­sma św. Starego i Nowego Testamentu — mówi nam o ścisłym powiązaniu sumienia z Bogiem. Bóg jest jego dawcą. To ono woła w nas, że dobro należy czynić, a zła trzeba unikać. Sumienie jest bezpośrednim sędzią ludzkich czynów, samo podlega osądowi Boga.
Nauka o sumieniu jako zjawisku psychologiczno-moralnym, o jego strukturze, jego funkcjach, deformacjach, wypaczeniach, formowaniu, dojrzewaniu — jest bardzo szeroka i winna stać się dla nas przedmiotem szczególnej troski, abyśmy ją poznali. Ma­jąc na uwadze, że sprawa ta dla naszego chrześcijańskiego życia jest sprawą ogromnej wagi, winniśmy troszczyć się o ukształtowanie w sobie prawego chrześcijańskiego sumienia. W nim za­warta jest realizacja siebie, by coraz pełniej rozwinąć swoją mo­ralną osobowość. Rozwój sumienia zależy ściśle od właściwej je­go formacji, która jest nieodzowna. Sumienie, które się nie rozwi­ja, nie kształtuje prawidłowo, ulega deformacji. Sumienie, które formowane bywa według fałszywych norm, wypacza swoje dzia­łanie. Z sumieniem jest podobnie jak z innymi talentami otrzyma­nymi od Pana Boga, które mogą zostać zmarnowane. Można mieć la lent muzyczny, rzeźbiarski, pisarski i nie rozwinąć go. Można zostać „martwym geniuszem”.
Nie ulega więc wątpliwości, że kryzys sumienia związany jest z brakiem wiedzy, którą Chrystus przyniósł dla nas. Mówił nam, że prawda nas wyzwoli, pswobodzi. Trzeba ją poznać, bo ona kształtuje, wychowuje, rozwija nasze sumienie. Nieznajomość wymagań, jakie stawia przed nami Chrystus w stosunku do prawdy, sprawiedliwości, miłości, w stosunku do drugiego człowieka sprawia, że mówisz: „nie czuję potrzeby modlitwy, chodzenia do kościoła”, że nie widzisz potrzeb drugiego człowieka. Dotknięty zostałeś kalectwem niedorozwoju, stałeś się „martwym geniuszem”. Poważnym błędem w wychowywaniu i kształtowaniu sumienia jest stosowanie fałszywej hierarchii wartości, w której naczelne miejsce zajmują: posiadanie, kariera i sukces, władza, własna przyjemność, zdobywane choćby za cenę cierpienia drugiego człowie­ka. Wypacza nasze sumienie stosowanie zasady łatwizny, kiedy mówimy: „tak postępują wszyscy, taki jest duch czasu”. Ten upiór wiszący nad nami, któremu przypisujemy nadzwyczajną moc, si­łę i władzę, popycha nas w ten bezmyślny tłum, który nie myśli, nie wybiera, nie decyduje. Wystarcza krótkie stwierdzenie: tak wszyscy postępują i aby usprawiedliwić swoją nieuczciwość — mówimy: wszyscy kradną; aby usprawiedliwić swoje zakłamanie mówimy: wszyscy kłamią; aby usprawiedliwić swoją bierność wobec ludzkich potrzeb, nieszczęść mówimy: dzisiaj nie warto się wychylać; gdy zjawiają się trudności w naszej rodzinie, wylicza­my, ile rodzin jest rozbitych i tragicznych. Te postawy zyskują niejednokrotnie poparcie w różnych przejawach tzw. współczes­nej kultury, które tego rodzaju postawy zachwalają jako wyraz wolności sumienia.
Widząc z jaką łatwością można manipulować wartościami, jak łatwo wciskać w duszę ludzką fałszywe sądy, każdy chrześcija­nin winien być krytyczny, aby nie ulec takiemu sterowaniu, lecz w poczuciu odpowiedzialności formować i rozwijać swoje su­mienie. Chodzi przecież o podstawowy sens i cel naszego chrześci­jańskiego życia. Wtedy kiedy mówić będziesz: „ja kieruję się mo­im sumieniem”, nie wolno ci zapominać, że trzeba by tutaj do­dać: „moim prawidłowym sumieniem”. Nasze sumienie trzeba cią­gle weryfikować, aby mogło ono prawidłowo i pewnie funkcjono­wać, być wyznacznikiem naszego osobowego rozwoju. Chrześcija­nin w każdej sprawie odwołuje się do Chrystusa i pyta, co On chce mi powiedzieć. Tak rozwiązuje sprawy cierpienia i ofiar, które trzeba w życiu złożyć, tak myśli o radości, tej prawdziwej, której nikt nam nie odbierze.
Jeżeli w życiu staniesz wobec wielkich trudności, nie szukaj fałszywego rozwiązania, nie odwołuj się do ducha czasu, nie mów: wszyscy tak czynią, ale pytaj, czego oczekuje od ciebie Chrystus, który zawsze przyjdzie z pomocą. „Nie pozwoli Ojciec niebieski kusić was ponadto co możecie” (1 Kor 10, 13). Jeżeli trudno czasami znaleźć odpowiedź we własnym sumieniu, należy pamiętać, że Chrystus powiedział nam „Kto was słucha, mnie słucha” (Łk 10, 16). Jest urząd nauczycielski Kościoła, w którym możemy mieć dodatkowe oparcie.
Te kilka myśli o sumieniu kieruję do was, siostry i bracia, pracujący i wypoczywający, wzywając was, abyście wszy­stko, cokolwiek czynicie, czynili zgodnie ze swoim chrześcijań­skim, prawidłowym sumieniem. Amen.


sierpnia 10, 2018

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

sierpnia 10, 2018

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
Błogosławiona między niewiastami

Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest Jego imię. Tak śpiewała Maryja, gdy powitała ją Elżbieta. Obie wybrane przezBoga, obie świadome wyboru i wielkości wyzwań, przed którymi Bóg je postawił. Spotkały się – obie niosąc pod sercem swoich niezwykłych Synów. Elżbieta – Jana, nazwanego później Chrzcicielem i Maryja – Jezusa już w proroctwach nazwanego Mesjaszem. Skąd Maryja mogła wiedzieć, że przyjdzie czas, gdy będą ją błogosławić, czcić, kochać wszystkie pokolenia ziemi? Co Elżbiecie kazało zakrzyknąć: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana” – ? Wszak to ona pierwsza nazwała Maryję błogosławioną.
Słowa Elżbiety, splecione w jedno z pozdrowieniem Anioła i z naszymi prośbami, stały się modlitwą pokoleń. „Zdrowaś Maryjo! Błogosławionaś Ty między niewiastami!” Byłem w Lourdes. Popołudniowa modlitwa różańcowa. W różnych językach wypowiadane pozdrowienie: „Zdrowaś Maryjo!” Echo zwielokrotnia głos megafonów. Wczoraj byłem przy mikrofonie. Dziś jestem na galerii przed bazyliką. Słyszę modlitwę wielotysięcznego tłumu. Drugą część pielgrzymi powtarzają każdy w swoim języku. Z prawej słyszę: „Santa Maria, Madre di Dio...”, z lewej dobiega uszu „Heilige Maria, Mutter Gottes...” Powtarzam z Włoszkami, powtarzam z Niemcami. Patrzą na mnie zdziwieni, wtedy zaczynam „Święta Maryjo, Matko Boża...” Uśmiech z lewa i z prawa. Pewnie nie wiedzieli, co to za egzotyczny język. Ale to nie ważne. Wszystkie pokolenia błogosławią Maryję. Tak jest od stuleci. I tak jest w tylu zakątkach świata. Tyle kościołów pod jej wezwaniem, tyle świąt, tyle obrazów, posągów, wierszy i pieśni. Aby uczcić wniebowziętą Matkę Pana.

Czy nie zasłoniliśmy Boga?
Wśród tego chóru radości, przywiązania, ufności, wdzięczności wobec Maryi, Matki Jezusa, odzywają się czasem głosy trochę niepewne. Głosy tych, którym się wydaje, że tą powszechną czcią Maryi przesłaniamy i Jezusa, i samego Przedwiecznego Boga. Można nawet usłyszeć zarzut, że stawiamy Maryję na równi z Bogiem, a czasem i ponad Nim. Usłyszałem kiedyś takie słowa: „Bo, proszę księdza, krzyża to w domu nie ma, ale obrazek Matki Boskiej to jest. A kto ważniejszy?” To prawda, Bóg jest ponad wszystkim. Ale przecież nie można tak sprawy stawiać. Maryja Bogu się nie sprzeciwia, Ona do Boga nas zbliża. Ona jest pierwsza po Chrystusie, tak trzeba rozumieć słowa apostoła z dzisiejszego drugiego czytania: w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa. Maryja, Matka Jezusa należy do Niego najściślej, jest najbliżej swego Syna. Nie tylko dlatego, że jest Jego Matką – lecz dlatego, że jej życie było bez reszty poświęcone Bogu i spełnieniu odwiecznego planu odkupienia świata. Gdy przyszła kiedyś do Jezusa, On, zagadnięty przez człowieka z tłumu, tak powiedział: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? ...Kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mt 12, 48nn). Wskazał na otaczających go ludzi, a przecież dał do zrozumienia, że właśnie najbliższa mu jest Matka. To Ona powiedziała do anioła: „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38).
Drogami przez Polskę wędrują w sierpniu tysiące ludzi. Do Częstochowy zmierzają, do Maryi. „Widzi ksiądz, mówił mój rozmówca, nic tylko ta Matka Boska Częstochowska. A Pana Jezusa i ewangelię to oni zgubili”. A widziałeś ty obrazek częstochowski? „Widziałem”. Kogo Maryja trzyma na rękach? „No... Jezusa”. Rzeczywiście. A Jezus co trzyma w swej rączce? „Trzyma?... nie wiem”. Szkoda, że nie wiesz. Trzyma książkę, Ewangelię trzyma. A oni po drodze nie obrazkami się karmią, ale o świcie każdego dnia Mszę zaczynają, Ewangelię czytają i Jezusa w Komunii przyjmują. Bo tak naprawdę to On jest najważniejszy.

„Święte jest Jego imię”
Dziś dzień uroczysty, z maryjnych świąt najuroczystszy. Diabeł chciał ten dzień ogonem zasłonić i nie było uroczystości w to święto przez tyle lat. Znowu jest. I dobrze. Maryja w niebo wzięta... Dotykamy tajemnicy życia, zmartwychwstania, wieczności, ostatecznego spełnienia ludzkiego życia. Bo zostawiając na boku legendy, opowieści, ludowe pieśni i wielką poezję na temat dzisiejszego święta, możemy powiedzieć, że przed nami wszystkimi ku pełni życia doszła Matka Pana. Doszła? Tak, bo nie obyło się bez jej wysiłku. Wszelako najpierw została obdarowana. Nie nagrodą, a zadaniem obdarowana. Wyzwanie podjęła, spełniła je nie tylko zewnętrznie, lecz jako Matka Zbawiciela osiągnęła pełnię ludzkiej doskonałości. Święta? Tak, zwykło się o Niej mówić „Najświętsza Panienka”. Ale to nie z niej świętość. Gdy w obecności Elżbiety wyśpiewała swój hymn uwielbienia Wszechmocnego, nie zapomniała wypowiedzieć czegoś istotnego: Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię – a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia zachowuje dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza ludzi pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. – Tak, to imię Wszechmocnego jest święte, to z Niego i dzięki Jego mocy nasza świętość. Świętość słabych, pokornych – ale ufających Bogu. Dlatego uroczystość Wniebowzięcia najpierw jest uczczeniem Boga, a dopiero potem pokłonem złożonym Maryi. Nie przesłoniliśmy ani Jezusa, ani Przedwiecznego Boga. Z Maryją, która pokłoniła się Bogu w świątyni nieba, składamy uwielbienie, wdzięczność swoją i wszystkich pokoleń. Także radość i dobro tych ludzi, którzy nie znając Jezusa i Jego Matki, zostawiają w świecie ślady dobra – często znacznego dobra. Ona jest Matką wszystkich.
Dzisiejsze święto nie powinno nas zatrzymywać w drodze. Ku niebu dopiero idziemy, teraz jeszcze wiele do zrobienia na ziemi. Z pomocą Maryi, Matki Zbawiciela, na chwałę Wszechmocnego, którego imię jest święte, idźmy drogą wiodącą do nieba.

sierpnia 10, 2018

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

sierpnia 10, 2018

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
Tyle mamy powodów do dziękczynienia w dzisiejsze święto: za dar Ojczyzny – przecież nie wolno nam zapomnieć tamtego cudu z 1920 roku, bez którego historia Polski zapewne potoczyłaby się zupełnie inaczej – i wypada nam się przyłączyć do dziękczynienia naszych braci rolników za tegoroczne zbiory, przyłączyć się, zwłaszcza modlitewnie za ich trudną sytuację ekonomiczną, i za dar kanonizacji Największego z Rodu Słowian, Jana Pawła II, i za dar Światowych Dni Młodzieży, obecność Ojca św. Franciszka na Polskiej ziemi, jego przesłanie do nas wszystkich... – krótko mówiąc: powodów do dziękczynienia jest wiele. Ale my pochylmy się szczególnie nad tajemnicą dzisiejszego święta, największego święta Maryjnego.
Otóż tylko w perspektywie miłości da się sens dzisiejszego święta ogarnąć. Wszystko zaczyna się od tego, że nasza wiara, jeżeli ją traktujemy na serio, jest jednym wielkim dziękczynieniem za ten dar, jaki otrzymaliśmy w osobie Jezusa Chrystusa od Przedwiecznego Ojca: “Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto wierzy w Niego nie zginął, ale miał życie wieczne”. Wcielenie Syna Bożego było wydarzeniem absolutnie jedynym w ludzkiej historii. Przyszedł On do nas po to, ażeby szukać i zbawić ludzi wszystkich pokoleń, ras i narodów. Przyszedł szukać i zbawić nawet tych ludzi, którzy historycznie żyli przed Nim. To właśnie tych ludzi szukał, kiedy po swojej zbawczej śmierci wstępował do piekieł, jak to wyznajemy w Składzie Apostolskim. Krótko mówiąc, miłość Boga do nas, ludzi, posunęła się aż tego, że sam Syn Boży, przez którego świat został stworzony, przyjął nasze człowieczeństwo, ażeby stać się Zbawicielem – najdosłowniej – całej ludzkości. To wszystko musimy sobie przypomnieć, ażeby zrozumieć sens dzisiejszego święta.
Pomyślmy, drodzy bracia i siostry, skoro Syn Boży stał się jednym z nas, to Maryja jest absolutnie jedynym człowiekiem ze wszystkich pokoleń ludzkości, której powołaniem życiowym było macierzyństwo wobec Syna Bożego. Wiele ludzkich pokoleń przeszło już przez naszą ziemię. Nie wiemy, ile jeszcze pokoleń będzie na niej żyło – na pewno są to miliardy, miliardy ludzi. Otóż, wśród tych miliardów ludzi, nie było i nie będzie nikogo kto miałby powołanie równie wzniosłe, jak Maryja. Tylko Ona została powołana do tego, żeby być Matką Syna Bożego. I słusznie nazywamy Ją Matką Bożą, bo chociaż urodziła i wychowała Syna Bożego w Jego naturze ludzkiej, to przecież posługa macierzyńska skierowana jest ku Osobie dziecka. Człowiek, Jezus Chrystus, jest Tą samą osobą Syna Bożego, przez którego świat został stworzony. Syn Boży i Syn Maryi jest tą samą Osobą. Tysiące i miliony ludzi znalazło w Jezusie Chrystusie swoje “wszystko”, związało się z Nim najmocniejszą miłością, ale Matką była tylko Ona jedna. Dlatego tak serdecznie Ją kochamy i z takim przekonaniem Ją czcimy.
Przyjmując człowieczeństwo, Syn Boży dobrowolnie przyjął nasz ludzi los, w świecie zdeformowanym przez nasze grzechy. Jednak On sam był Człowiekiem doskonałym i bezgrzesznym. Przyszedł zaś do nas po to, ażeby wszystkich, którzy w Niego uwierzą, i będą się Go mocno trzymać, wyzwolić z grzechu i napełnić świętością. Otóż pierwszą osobą, którą Syn Boży najpełniej i ponadobficie ogarnął swoją świętością, była Maryja. Dlatego zaś ogarnął Ją swoją świętością; dlatego uczynił – najdosłowniej – bezgrzeszną, bo przecież miała Ona zostać Jego Matką. Nie mogła być tego godna sama z siebie, więc On uczynił Ją godną Bożego macierzyństwa. “Łaskiś pełna, Pan z Tobą” – mówił o tym Anioł Gabriel podczas Zwiastowania, gdyż Bóg przygotował Ją sobie na Matkę od momentu poczęcia. Tak, jak słonce udziela światła jutrzence już przed swoim wschodem, tak Bóg napełnił świętością Maryję, zanim jeszcze została Matką Syna Bożego.
Już w Ewangelii zapisany jest zachwyt z powodu tej niepowtarzalnej posługi, jaką Maryja spełniła dla nas wszystkich: “Błogosławione łono, które Cię nosiło i piersi, które ssałeś” – spontanicznie woła do Jezusa jakaś kobieta z tłumu. “Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia” – zapowiada Duch Święty ustami Maryi Jej przyszłą chwałę w Kościele.
Każde pokolenie chrześcijan kontemplowało Maryję jako Arkę Nowego Przymierza, nieporównywalnie wspanialszą od arki starotestamentalnej, w której przechowywano tablice Bożych przykazań. W Maryi przecież Ojciec Przedwieczny złożył największy skarb, jakim chciał nas obdarzyć, swojego własnego Syna. To z jej ciała zostało wzięte i w jej ciele ukształtowało się ciało Syna Bożego. Toteż nie można nam mieć za złe tego, że tak bardzo Ją kochamy.
Niepowtarzalna była nie tylko Jej posługa w dziele zbawienia nas wszystkich – również miłość, jaką kochała Jezusa, jest nieporównywalna z miłością największych nawet mistyków i świętych. Rzecz jasna, nie miała jej Ona sama z siebie – została nią obdarzona, zwłaszcza ze względu na swoje niepowtarzalne powołanie. Chodzi o to, że spośród ludzi była Ona najświętsza: “Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła” – woła do Niej Elżbieta podczas Nawiedzenia. Natomiast w Kanie Galilejskiej, Maryja potrafiła przekonać również innych do podjęcia swojej postawy całkowitego zwierzenia Jezusowi, mówiąc: “Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
Maryja była więc pierwszą osobą wierzącą w Jezusa, i pierwszą Apostołką, która innych uczyła zawierzenia Jezusowi. Co więcej, jeśli uważnie wsłuchamy się w hymn Magnificat, jaki został nam przypomniany w dzisiejszej Ewangelii, to musimy zauważyć, że nie jest on tylko osobistym dziękczynieniem Maryi. Ona, za dar zbawienia dziękuje w nim Bogu w imieniu nas wszystkich; w imieniu całej odkupionej ludzkości.
Dopiero – jeżeli się o tym wszystkim pamięta – można troszeczkę zrozumieć prawdę Jej Wniebowzięcia. Ona już na tej ziemi kochała Boga dosłownie całą sobą: całą swoją duszą i całym ciałem. Ta miłość, już na tej ziemi, zaniosła Ją w niewyobrażalnie bezpośrednią bliskość Boga.
Już podczas swojego historycznego życia, Maryja była idealnym obrazem Kościoła, poniekąd jego uosobieniem. Powtórzmy jeszcze raz – tego wszystkiego nie miała Ona sama z siebie, ale Bóg Ją obdarzył tak bardzo ze względu na Jej absolutnie niepowtarzalne powołanie do Bożego Macierzyństwa.
Po swojej śmierci, Maryja z duszą i ciałem znalazła się w niebie, bo nie godziło się, żeby to ciało, z którego zostało wzięte ciało samego Syna Bożego, pozostało w grobie i doznało rozkładu. Zarazem, była Ona w pełni dojrzała do tak wielkiego wyniesienia – przez swoje życie przeszła bowiem bez grzechu i przepełniona miłością. W ten sposób jest Ona żywą gwarancją, że również my wszyscy, którzy złożyliśmy nadzieję w krzyżu i zmartwychwstaniu Chrystusa, będziemy zbawieni również w naszych ciałach, jeśli tylko w naszej nadziei wytrwamy do końca.
Łatwo więc zrozumieć, dlaczego pouczenia moralne, jakie Kościół kieruje do swoich wiernych w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, tradycyjnie idą w dwóch kierunkach: Najpierw Kościół usiłuje nas w ten sposób pobudzić do zachwytu nad wiarą i miłością Maryi, żebyśmy nabrali ochoty do naśladowania Jej, zwłaszcza żebyśmy starali się naśladować Jej całkowite zawierzenie Bogu oraz całą osobową bezwarunkową miłość. Drugi wielki temat moralny, jaki od wieków podnoszony jest w to największe święto Maryjne, to przypomnienie o szczególnej godności naszego ludzkiego ciała. Maryja, już teraz, ale kiedyś my wszyscy, jeżeli tylko znajdziemy się w gronie zbawionych, będziemy zbawieni cali, również w naszych ciałach. “Ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana” – poucza Apostoł, Paweł. “Czyż nie wiecie, że ciała wasze są świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?”. W świecie, który jest kształtowany tak, jakby Boga nie było, ludzkie ciało jest poniżane nie tylko przez: pornografię, pijaństwo, narkomanię, prostytucję, czy różnorodną rozpustę. Niestety, a wciąż podnoszą się głosy na rzecz eutanazji, widzimy coraz więcej pogardy dla ludzkiego ciała, kiedy jest ono schorowane, stare, czy niedołężne. Dlatego, niech dzisiejsza Uroczystość przyczyni się do tego, że odnowi się w nas szacunek dla ciała własnego, ale również dla ciał naszych bliźnich. Przecież nasze ciała, a nie tylko dusze, przeznaczone są do życia wiecznego.
Ukochan i bracia i siostry! Niech duchowym owocem przeżycia dzisiejszej Uroczystości Matki Bożej Wniebowziętej będzie wewnętrzne otwarcie się na te dwa przesłania tejże Uroczystości. Odnówmy nasze pragnienie, aby na wzór Matki Najświętszej kochać Boga absolutnie na pierwszym miejscu; kochać Boga tak bardzo, jak tylko za łaską Bożą będziemy do tego zdolni. I bardzo mocno sobie postanówmy, że nie chcemy należeć do cywilizacji śmierci, którą cechuje brak szacunku dla ludzkiego ciała, zarówno dla ciała własnego, jak dla ciała drugiego człowieka. Gorąco módlmy się o to, żeby nasze dzisiejsze świętowanie nie było duchowo puste. Niech się tak stanie.

sierpnia 10, 2018

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

sierpnia 10, 2018

Homilia na Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
Homilia na Uroczystość Wniebowięcia Najświętszej Maryi Panny
Stoi Królowa po Twojej prawicy.
A jest to Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod Jej stopami, a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.
A z Jej ust niesie się wołanie: Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim.
A ziemia ustami Elżbiety dopowiada: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.
A nas wszystkich osłania i prowadzi słowo: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca.
Bracia i Siostry – Czciciele Najświętszej Maryi Panny, Której Wniebowzięcie dzisiaj uroczyście świętujemy wraz z całym Niebem i z całą Ziemią.
Uroczystość Wniebowzięcia obchodzona jest we wszystkich świątyniach katolickich, zaś w sposób szczególnie uroczysty we wszystkich sanktuariach maryjnych. Wpisała się ta Uroczystość także w nasze polskie świętowanie pod pięknym imieniem Matki Bożej Zielnej. Razem z całym niebem i razem z całym Kościołem pielgrzymującym na ziemi wpatrujemy się z podziwem i miłością w Maryję, Matkę Jezusa Chrystusa. Oto Ona:
 –  Niewiasta zapowiedziana Adamowi i Ewie ale także zapowiedziana szatanowi;
 –  Oto Niepokalanie Poczęta;
 –  Oto pełna łaski, z którą – zgodnie ze słowami anielskiej modlitwy – jest Pan;
 –  Oto wierna Służebnica Pańska, powtarzająca: Niech mi się stanie według Twego słowa;
 –  Oto Matka Syna Bożego a naszego Zbawiciela, której duszę miecz przeniknął, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu;
 –  Oto Niewiasta obecna z czujną miłością w Kanie Galilejskiej i wypraszająca u swojego Syna początek znaków, aby uwierzyli w Niego Jego uczniowie;
 –  Oto Niewiasta, przeniknięta bólem ale niezmiennie pełna miłości, wierna także pod Krzyżem, gdzie – w osobie umiłowanego ucznia Pańskiego – przyjęła nas za swoje dzieci, byśmy też wkraczali na drogę miłości Boga i człowieka;
–  Oto Matka, przyjmująca wraz ze Wspólnotą Apostołów i uczniów Pańskich Dar Ducha Świętego – trwale odmieniający oblicze tej ziemi;
–  Oto Wniebowzięta Matka Kościoła i nasza Matka. Królowa Nieba i Ziemi.
Taką Ją czczimy. A jednocześnie potwierdzamy: Oto Matka i Królowa
 –  poprzedzająca nas poprzez dzieje na drogach wiary;
 –  w kolejnych objawieniach przypominająca nam o potrzebie powracania w każdym pokoleniu na drogę wierności Bogu;
 –  zachęcająca, by ratować dusze biednych grzeszników, szczególnie poprzez wytrwałą modlitwę różańcową;
 –  upominająca, by nie obrażać więcej Boga;
 –  ostrzegająca o realności kary za grzechy i realności piekła;
 –  z miłością pokazująca drogę ku niebu.
 
Ta dzisiejsza Uroczystość przygotowana jest w wieloraki duchowy sposób. Tym przygotowaniem stały się Światowe Dni Młodzieży w Krakowie br., a także dni pieszego pielgrzymowania ze wszystkich stron Polski, dni nowenny, tridua, wigilie – to tylko niektóre z form tego przygotowania. Ale też to świętowanie rozwija się i przechodzi w nadchodzące medytacje i modlitwy, do których zachęca nas Kościół Święty, a na których czele jest czas niezwykłej oktawy chwały Maryi: od dzisiaj aż do 22 sierpnia – gdy uczczimy Maryję w tajemnicy Jej Królowania w niebie i na ziemi, mamy przecież osiem dni Jej szczególnej chwały. A przecież tu na Jasnej Górze za chwilę rozpoczyna się przepiękna Nowenna – dziewięciodniowe przygotowanie do Uroczystości Patronalnej Obecności i Dzieł Maryi w tym Sanktuarium w Cudownym Obrazie Jasnogórskim. Obecność ta promieniuje na cały Naród zarówno w tysiącach obrazów częstochowskiej Pani, od Australii aż po Kalifornię, ze szczególną Kopią, jaką jest od dziesięcioleci Święty Wizerunek Nawiedzenia Parafii w naszej Ojczyźnie. Ta dzisiejsza Uroczystość staje pośrodku tych wielkich modlitw uwielbienia Boga przez uczczenie Maryi.
Przynosimy w sercach na to święto także nasze polskie okoliczności.
W tak wielu dłoniach w czasie dzisiejszej Liturgii przedstawiane są Bogu przez Maryję i modlitwą Kościoła błogosławione wiązanki kłosów zbóż, ziół i warzyw. Wielorakie owoce ziemi, zarówno wyrastające samoistnie, jako polne kwiaty – czysty dar Boga, jak też owoce ziemi wypracowane przez człowieka w trudzie i mądrości uprawiania ziemi we współpracy z Bogiem. W tym roku razem z tymi wiązankami przynosimy wielką troskę polskich rolników, często wręcz cierpienie, gdy nie mogą zebrać plonu ziemi. Już dawno nie było takiego roku i tak trudnej pogody. Jak silnie Bóg przypomina w tym roku, że to do Niego należy ziemia i to, co ją napełnia, świat i jego mieszkańcy; że człowiek sam, z całą swoją mądrością i wiedzą, powinien niezmiennie być Jemu poddany, Jego o dary ziemi prosić i Jemu za te dary dziękować. W tym roku te wiązanki kwiatów, kłosów, owoców, warzyw i ziół przewiązane są dotkliwym cierpieniem rolników a także cierpieniem ofiar tegorocznych kataklizmów pogodowych. Bóg jest także Panem pogody. Usłyszałem – w którymś reportażu po blisko dwóch tygodniach prawie nieustającego deszczu – słowo rolnika: chyba wreszcie do Pana Boga się trzeba będzie zacząć modlić o pogodę. Tak. Chyba wreszcie . . . A już niektórzy mieli rok temu pokusę, przy dobrych zbiorach, by zboże – dane na pożywienie dla ludzi i zwierząt – przeznaczać na spalanie. W tym roku dobitnie widzimy różnicę pomiędzy darem na pożywienie – jak jest potrzebny, jak jest cenny – a środkami opału. Nie każde ziarno może być pożywieniem. Dlatego darów Bożych marnować ani trwonić nie można. W latach rodzajnych trzeba gromadzić własne zapasy na lata chude. Tak czyni mądry gospodarz. Tak czyni mądre państwo. Także tę trudną mądrość przynosimy więc dzisiaj, razem z tymi wiązankami i składamy w dłonie Matki Bożej Zielnej, by – orędując za nami – przedstawiła te sprawy swojemu Synowi.
Przynosimy na to Święto także nasze sprawy narodowe i państwowe. Bo dla nas to także Święto Wojska Polskiego. Bo to przecież kolejna już rocznica Cudu nad Wisłą, zwycięstwa polskiego żołnierza nad ateistyczną rewolucyjną nawałą, chcącą podążać na Zachód Europy przez trupa Polski. Powracamy sercem do tamtego zwycięstwa na przedpolach Warszawy, wymodlonego na kolanach w świątyniach Warszawy, i tu na Jasnej Górze, i w wielu innych świątyniach Polski i świata. Zwycięstwa, które do dzisiaj nie daje się uczciwie wytłumaczyć językiem samych nauk wojskowych i politycznych, a jedynie w kategoriach cudu ujęte staje się logiczną wersją Bożych decyzji wobec świata, przez Maryję u stóp Bożych wybłaganych, a przez odważnych i wytrwałych ludzi wypracowanych. To Maryja wyprosiła we właściwym momencie bohaterskiemu Księdzu Ignacemu Skorupce moc ducha, by z krzyżem w swojej kapłańskiej dłoni poderwał z okopów młodych chłopców, a za nimi i pozostałych żołnierzy, do decydującego zrywu w imię Boga i Ojczyzny. Ten zryw, to była ich krucjata, to było ich wyznanie wiary. Jeszcze raz Europa została ochroniona. A polski żołnierz do dzisiaj z dumą pręży się w polskim mundurze, bo to jego święto. Nie odbierze mu tej dumy ani żołnierskiego honoru polityczne oskarżanie o brak wyszkolenia – tak, jakby to była tylko jego własna wina – ani przerzucanie na niego głównej odpowiedzialności za kłopoty i za dramaty państwa, ze Smoleńską katastrofą włącznie. Cud nad Wisłą z 1920 roku pokazuje dobitnie, że jedynie w zjednoczeniu wysiłku i odwagi żołnierza z mądrością i odwagą dowódców, ale także z odważną odpowiedzialnością polityków oraz z modlitwą całego Narodu jest szansa na zwycięstwo w najważniejszych zmaganiach. Ta sama mądrość przyświecała powstańcom Warszawskim. Mieli odwagę, mieli dowódców, mieli wsparcie modlitewne, lecz zabrakło im odpowiedzialności polityków ówczesnego świata. To przede wszystkim ci wielcy politycy ówczesnego świata, a nie sami powstańcy, odpowiadają za spaloną wtedy Warszawę i blisko dwieście tysięcy zamęczonych mieszkańców Miasta Nieujarzmionego. Powstanie Warszawskie to nie była katastrofa narodowa, jak chcieliby niektórzy, to była katastrofa gier politycznych ówczesnego świata. Ale kolejny raz Europa zachodnia została ochroniona przez zatrzymanie na pół roku wschodniego frontu. Za jaką jednak wielką cenę. Żyjący powstańcy powtarzają każdego roku, że warto było. Że tak było trzeba. Także tę trudną mądrość przynosimy więc dzisiaj i razem z tymi wiązankami polskich kwiatów i ziół składamy w dłonie Matki Bożej – Hetmanki Polskiego Żołnierza, by – orędując za nami – przedstawiała te sprawy swojemu Synowi
Przynosimy na to sierpniowe święto wspomnienie mądrości, jaką zaprezentowali ludzie sierpniowej Solidarności, którzy stanęli z modlitwą pośrodku swoich zmagań o gospodarkę i o politykę, o rodzinę i o Naród. To były prawdziwe zmagania o Ojczyznę, o Państwo Polskie. Nie chcieli przelewu krwi, chcieli pokoju dla Ojczyzny, ale pokoju nie za wszelką cenę, lecz wyrastającego ze społecznej sprawiedliwości, z szacunku do pracy i chleba, z troski o każdą rodzinę, z potrzeby gospodarskiego myślenia o polskich zakładach pracy i o polskich rolnikach, z potrzeby normalnego, narodowego myślenia o polityce, w której podstawą jest ewangeliczna etyka Solidarności, oraz normalne, przeniknięte radością i dumą, myślenie i mówienie o polskim Narodzie z jego tysiącletnią chrześcijańską kulturą, i z jego duchowymi, politycznymi i gospodarczymi możliwościami. Dobrze wiemy dzisiaj, co z tych zmagań i z tego wołania pozostało. Aż dziwne, że tak łatwo można dzisiaj w Polsce krytykować wszystko, co polskie, a tak trudno bronić polskiej myśli, polskiej gospodarki i polskiej racji stanu. Łatwiej w Polsce pochwalić osiągnięcia np. Niemców czy Rosjan niż samych Polaków. Cieszymy się z rozwoju duchowego i gospodarczego każdego narodu, ale także my znamy nasze obowiązki wobec naszej Ojczyzny i chcemy cieszyć się jej rozwojem. Dlatego dobrze widzimy cierpienie całego pokolenia, które musiało się rozsypać za chlebem jak ziarno po całym świecie. Widzimy zmagania robotników w kolejnych zakładach pracy na polskiej ziemi, i ze zdumieniem często patrzymy jak po wielekroć w spółkach skarbu państwa sami pracownicy, nie zaś – jak zwyczajnie być powinno – zarządzający zakładem w imieniu państwa, próbują szukać kolejnych pomysłów na ratowanie warsztatu pracy. A jednocześnie patrzymy jak tzw. prywatni przedsiębiorcy i rzemieślnicy wołają o zwykłe poczucie bezpieczeństwa prawnego, o zwykłą gospodarczą wolność, nie ograniczaną niekoniecznymi koncesjami i zezwoleniami. To w nich coraz większa nadzieja na jakąś normalność gospodarczą, o ile im się na to pozwoli, o ile to oni staną się ważni w państwie. Pamiętajcie jednak wszyscy, którzy w swojej firmie zatrudniacie innych, by nie bać się po chrześcijańsku, uczciwie dbać o swoich pracowników. By nie wykorzystywać bezwzględnie czasu kryzysu i bezrobocia do zaniżania płacy – chociaż w całym świecie szuka się tzw. tańszej siły roboczej, to znaczy ludzi, którzy z biedy zgodzą się na tę samą pracą ale za niższą zapłatę. Tu także trzeba współpracy przedsiębiorcy z pracownikami, by np. chcący świętować niedzielę nie był w tym dniu przymuszany do pracy pod rygorem utraty części wynagrodzenia lub nawet utraty pracy. Trzeba otwartości i kultury, by matka nosząca dziecko pod sercem nie musiała ukrywać tego faktu przed swoim pracodawcą, z lęku przed utratą pracy, by rodzina nie bała się przyjąć z radością i poczuciem bezpieczeństwa nowego życia. Każdy przecież ma prawo do rozwoju założonej przez siebie rodziny, ma prawo do pozyskania chleba dla rodziny w dobrze zorganizowanej pracy. Ma prawo też do świętowania z rodziną – poza koniecznymi funkcjami służebnymi. Wiele wskazuje, niestety, że polskie prawo pracy nie jest wystarczającym gwarantem tych praw pracowniczych, chociaż normami etycznymi są one powszechnie gwarantowane. Z drugiej strony pracownik też musi uwzględniać tę prawdę, że przedsiębiorstwo staje się silne efektywną współpracą całego zespołu, a oczekiwane wynagrodzenie winno być efektem uczciwie wykonanej pracy. Także tę trudną mądrość przynosimy więc dzisiaj i razem z modlitwami za Ojczyznę składamy w dłonie Matki Bożej – Królowej Korony Polskiej, by – orędując za nami – przedstawiała te sprawy swojemu Synowi.
Przynosimy dzisiaj tutaj, na Jasną Górę, nadzieję minionych w Krakowie Światowych Dni Młodzieży, z których może popłynąć nowa siła ku duchowemu umocnieniu naszej polskiej młodzieży. Sięgamy z nadzieją także do tego źródła. Przynosimy świadectwo niezłomnego Świętego Ojca Maksymiliana – Wyznawcy i Męczennika, zawierzającego Niepokalanej wszystkie, w trudnych latach podejmowane przez siebie dzieła pastoralne i społeczne, aby cały świat zobaczył swoją nadzieję w Niepokalanej. Pośrodku cierpienia obozu koncentracyjnego, pośrodku wielkiego grzechu deptania godności człowieka to On, z imieniem Niepokalanej na ustach, przywracał Boży porządek spraw, i przywrócił nadzieję. Ujął to w słowa św. Jan Paweł II – lapidarnie acz mocno – przy okazji wizyty w innym obozie koncentracyjnym, na Majdanku, stwierdzając:
Człowiek nie może być dla człowieka katem. Człowiek ma być dla człowieka bratem. Aż dziw bierze, jak te słowa pozostają aktualne, i to w jak wielu obszarach życia.
Tu, na Jasnej Górze, podejmujemy każdego dnia na nowo modlitwę, która stała się swoistym świadkiem naszych dziejów i zmagań Narodu, wiązaną jeszcze ze Świętym Wojciechem –
Bogurodzica Dziewica. Tu przywołujemy niezwykłe doświadczenie Obecności Maryi w Jasnogórskiej Ikonie i początek Pospolitej Rzeczy kilku narodów w środku Europy. Tu przywołujemy troskę Świętej królowej Jadwigi o to królewskie Sanktuarium i jej modlitwę przed obliczem Maryi. Przywołujemy szczególne, przez pokolenia narastające rozmiłowanie Narodu w Najświętszej Panience – aż do historycznej obrony przed Szwedami.
Tu brzmią nam w sercach królewskie Śluby Jana Kazimierza z Archikatedry Lwowskiej, w których nie tylko potwierdził Jej królowanie, ale przywołał dwanaście przynależnych mu tytułów, z racji na które Rzeczpospolitą Jej władzy poddaje. Oto, Maryjo, Twoja korona z gwiazd dwunastu. Jesteś Królową Korony Polskiej. Oto, Narodzie, Twoja Królowa – niewyczerpalne już źródło twojej suwerenności. To dlatego obrona Jasnej Góry w dniach szwedzkiego potopu była tak mocnym wydarzeniem społecznym, bo już wtedy była to obrona źródła narodowej wolności i suwerenności. Tu bowiem zawsze byliśmy wolni, nawet, gdy zabrakło struktur własnego państwa. A może szczególnie wtedy. Tu na nowo mogliśmy uczyć się wolności, gdy jej brakowało.
Tu przywołujemy Milenijne Śluby Narodu Polskiego, spisane przez Wielkiego Prymasa Tysiąclecia, ciągle czekające na pełną realizację, aby Polska stała się rzeczywistym Królestwem Maryi i Jej Syna – Jezusa Chrystusa.
Tu przywołujemy słowa codziennej modlitwy za polski Naród. Już trzecie pokolenie wyrasta na codziennym wołaniu Ojców Paulinów wraz z pielgrzymami –
Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam. Godzina apelowej modlitwy to coraz bardziej godzina modlitwy narodowej. I błogosławieństwa udzielanego Narodowi. Jak grzmot, poruszający, otwierający i kruszący serca brzmi tu prawie każdego dnia podejmowane – obok innych – także wołanie trzech
Zdrowaś w intencji Ojczyzny.
Prowadzą nas więc w tej modlitwie nie tylko świadectwa dawnych wieków, ale także szczególne świadectwo współczesnych wielkich Pasterzy naszego Narodu – Prymasów Polski sług Bożych Kardynała Augusta Hlonda i Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Żyje w nas jasnogórska modlitwa Błogosławionego Jana Pawła II, który wielokrotnie o Ojczyźnie mówił i o Ojczyznę się upominał. Jak wtedy, gdy w kontekście kanonizacji Świętego Maksymiliana, po modlitwie Anioł Pański zwrócił się do wszystkich uczestników Uroczystości ze słowami: “Proszę wszystkich ludzi dobrej woli na całym świecie o modlitwę za Naród polski“. A był to październik roku 1982, pierwszy rok stanu wojennego.
Przywołujemy to wszystko tutaj, w Częstochowie. Bo Jasna Góra jest w sercu szczególnego Miasta – Częstochowy. Częstochowa – to Imię brzmi wzruszającym dźwiękiem w polskich sercach, tak przed wiekami jak i w obecnym pokoleniu. Tu przybywają każdego roku pielgrzymi liczeni w milionach. Setki tysięcy pielgrzymów pieszo, pokutnie, tu przybywa, na czele z Jubileuszową w tym roku, trzechsetny raz przybyłą Pielgrzymką Warszawską, prowadzoną przez Ojców Paulinów. Wiemy, że Miasto Częstochowa także tym wszystkim żyje i z tego się cieszy. Bo dla całego Miasta to szczególna radość i źródło szczególnej siły. Dla niektórych jednak to podobno problem. Słyszymy, chcieliby dodatkowego podatku od każdego pielgrzyma. Jako pielgrzymi mamy prawo zapytać: z jakiego tytułu. Bo nie ma tu żadnych nadzwyczajnych racji. A tzw. zwyczajne koszty powracają do miasta chociażby w zwiększonych obrotach handlowych. A ponadto, dzięki Jasnej Górze i dzięki pielgrzymom Miasto uzyskuje ogromną promocję, i to w skali całego świata. Dziękujemy wam – Ojcowie Miasta Częstochowy i wszyscy mieszkańcy za waszą radość z przybywających tu pielgrzymów. Jesteście wpisani na stałe w nasze modlitwy, w modlitwę Narodu, także poprzez teksty licznych pieśni maryjnych i innych modlitw, w których powraca to szczególne imię:
Pani nasza Częstochowska. Także to wszystko – tę naszą radość z Częstochowy jako Miasta wpisanego w duchowość Polski i świata i naszą wdzięczność temu Miastu – składamy dzisiaj przed Bogiem poprzez dłonie Wniebowziętej Królowej.
W ten sposób dodatkowo doświadczamy w naszym pokoleniu, wręcz w naszych dniach, swoistego związania spraw Nieba ze sprawami ziemi. Tu przeżywając Uroczystość Wniebowzięcia – chcemy rozjaśnić łaską Pana nasze myślenie, nasze rozumowanie, by jak u Maryi było coraz bardziej zgodne z Bożą myślą. Tu chcemy umocnić naszą wolę, by jak wola Maryi była poddana woli Bożej. Tu chcemy rozpalać nasze serca Bożą miłością, by płonęły życiem łaski Bożej, by mogła nastać – jak wołał Jan Paweł II – cywilizacja miłości, cywilizacja serca.
Ta cywilizacja wymaga jednak nowego rozpoznania i przyjęcia zasad, wedle których organizowane jest życie osobiste każdego z nas, a także życie rodzinne, społeczne i narodowe. Czyż bowiem dla dalszych dziejów naszego Narodu obojętne jest, jakimi zasadami się kierujemy dzisiaj, i jakie zasady przekażemy pokoleniom następnym. To nie jest obojętne. O to także trwa w naszym pokoleniu zmaganie. A skoro nie jest obojętne – to kto ma decydować o treści tych zasad, o duchowej konstytucji Narodu Polskiego? Taką kompetencję ma jedynie sam Naród, jako suweren swojego bytu, Naród, jako całość, jako Wspólnota ducha. To nie jest więc jedynie głos parlamentarzystów i osób kierujących instytucjami państwa. Ten głos polskich serc i pragnień, o wiele bardziej niż w czasie dyskusji gabinetowych, jest rozpoznawalny w czasie modlitwy, tej osobistej i małżeńskiej i rodzinnej, a szczególnie w czasie modlitwy we wspólnocie wiary, tak jak my dzisiaj tutaj. Ten głos polskich serc słyszą konfesjonały jasnogórskie. Słyszą to wołanie także polscy duszpasterze. To jest wołanie o nowe uznanie Boga i o uznanie panowania Jego prawa w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym. To jest wołanie, by rodzina, powstająca na gruncie małżeństwa jako związku mężczyzny i niewiasty, była niezmiennie podstawą siły Narodu, by przede wszystkim o taką rodzinę suwerenne Państwo odpowiednio umiało i chciało zadbać. To jest wołanie, by każde życie ludzkie, od poczęcia do naturalnej śmierci, było radością i dla prostych ludzi i dla rządzących, dla naukowców i dla ekonomistów, i dlatego by było święte i nietykalne, by było bezpieczne już pod sercem matki, bez żadnych dodatkowych prawniczych klauzul i warunków. Z takiego patrzenia na potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa każdemu człowiekowi wyrasta także nie tylko prawna ochrona nienarodzonych, ale także ochrona ubogich, chorych i starszych. Ochrona wszystkich mieszkańców polskiej ziemi.
To jest też wołanie, by podstawą ekonomii była znowu zwykła, uczciwa praca umysłu i rąk, a nie przede wszystkim gry giełdowe. Usłyszałem w tych dniach komentarz jednego z profesorów ekonomii, że te emocje – związane z dużymi zmianami kursu walut i skokami na giełdach świata – za pół roku będą zauważalne także w gospodarce realnej. Czyli dzisiaj na pierwszym miejscu jest jakaś gospodarka wirtualna, gry finansowe na giełdach, a właściwie nawet gry finansowe ponad giełdami. To już nosi znamiona bardziej hazardu niż ekonomii. Hazard także może przynosić zyski, ale tylko czasami i tylko niektórym, a zawsze kosztem a nawet krzywdą wielu innych. Skoro hazard jednak staje się podstawą gospodarki to znaczy, że taka gospodarka nie ma żadnej stabilnej podstawy. Dlatego trzeba powrócić do mówienia o pracy ludzkiej i o jej właściwej organizacji. Trzeba znowu wołać o współpracę pomiędzy pracownikami i zarządzającymi, a także o współpracę między państwem a przedsiębiorcami i rolnikami. Także o współpracę pomiędzy instytucjami państwa a Narodem.
Przykładem słabości, a nawet braku takiej współpracy jest kwestia – istotna w ostatnich tygodniach – braku dyskusji na temat żywności genetycznie modyfikowanej. Są bowiem godziwe poszukiwania nowych odmian upraw i hodowli, możliwe do pozyskania z uszanowaniem naturalnej struktury genetycznej tych roślin, ale są też niegodziwe, oznaczające laboratoryjne wymuszanie zmiany tej genetycznej struktury, wbrew naturze. To oznacza gwałt na naturze rzeczy. Tego nam nie wolno. Takie działania zawsze, wcześniej czy później obracają się na szkodę człowieka. Wprowadza się łatwo, zaś oczyścić potem ziemię z tych nowych struktur jest bardzo trudno. Tych głosów w parlamencie podobno nie chciano słyszeć. Nie chciano dopuścić otwartej dyskusji. A ustawa jeszcze czeka na podpis. Ziemia jest w stanie w naturalny sposób dać chleb powszedni wszystkim swoim mieszkańcom, byleby nie marnować Bożych darów. Byleby uszanować i prawa ziemi i prawa każdego człowieka.
Innym przykładem słabej współpracy instytucji państwowych z Narodem, jest kwestia wyjaśniania Katastrofy smoleńskiej. Czekaliśmy wszyscy, bardziej lub mniej cierpliwie, na Raport Komisji rządowej. Bo pytań było wiele od samego początku, to jest naturalne zjawisko społeczne już przy mniejszych tragediach, jak np. przy nagłej i trudnej do racjonalnego wytłumaczenia śmierci kogoś z życia publicznego. Tym bardziej więc pytania się rodzą przy tak dramatycznych sytuacjach, jak Katastrofa smoleńska. A na swoje pytania Naród ma prawo uzyskać możliwie najbardziej pełną odpowiedź. Raport ogłoszono, na jedne pytania odpowiedzi się pojawiły, na inne pytania ciągle brak odpowiedzi i nie widać bliskich perspektyw ich pozyskania, a pojawiły się jeszcze nowe, dodatkowe pytania. Jedni są już usatysfakcjonowani, przynajmniej tak mówią, i chcą zamykać ten temat, ale inni dalej pytają, bo im brak odpowiedzi. Bo Naród ma prawo pytać, gdyż Naród jest suwerenem we własnym Państwie. Instytucje państwowe nie służą `jakiemuś państwu”, czy `jakiejś formie państwa”, ale służą Państwu według woli Narodu. Naród suwerenny nie może być klientem ani petentem we własnym Państwie. Naród nie jest intruzem w swoim państwie. Jest u siebie. Podobnie też suwerenny Naród nie może być zmuszany do postawy klienta wobec innego państwa lub narodu. Po Katastrofie smoleńskiej słyszeliśmy wielokrotnie, że Państwo polskie zdało egzamin. Ale przed kim? Kto tu był egzaminatorem? Czy jedne instytucje państwowe przed drugimi, czy jedynie same przed sobą? Taki egzamin instytucje Państwa muszą zdać przed swoim Narodem.
Przy braku takiej otwartości instytucji państwowych na głos obywateli cóż pozostaje prostym ludziom? Cierpliwe pukanie do tych instytucji, owszem, ale przede wszystkim wołanie już do Boga o cud otwarcia serc na współpracę.
Prowadzi nas dzisiaj, wpatrzonych w Niewiastę obleczoną w słońce, słowo Pana:
Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca.
A Jezus, Syn Maryi, Pomazaniec Boży, Mesjasz, Król, posłał swoich uczniów, by głosili:
Przybliżyło się do Was królestwo Boże. A oni poszli i głosili Jezusa – umęczonego i wiernego Ojcu Sługę Jahwe, który dla nas jest jednocześnie Zmartwychwstałym Panem panujących i Królem królujących, Panem naszym, Którego trzeba bardziej słuchać niż ludzi. Głosili Chrystusa siedzącego po prawicy Ojca, a w Jego ręku jest władza, a Jego prawo umacnia narody ziemi. Jego Królestwo nie jest z tego świata, ale jest także dla tego świata. Dlatego każdego dnia wołamy:
Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi. Tak i na ziemi!
O tym postanawiał, o polskiej ziemi i o polskim ludzie myśląc, król Jan Kazimierz – Tobie Maryjo zawierzając swoje królestwo. Dzięki Tobie, Maryjo, wiemy jako Naród, co to znaczy uznać panowanie Chrystusa w życiu osobistym i rodzinnym i społecznym. U Twoich stóp, Królowo, my jako Naród już od wieków uczymy się właściwego rozumienia, co znaczy uznanie Bożej władzy nad człowiekiem i nad światem, uczymy się właściwego rozumienia Aktu oraz Dzieła Intronizacji. To pytanie stawało praktycznie, chociaż w różny sposób przed każdym pokoleniem. Teraz także nasze pokolenie musi sobie to pytanie postawić.
O tym mówił też wielki Program wskazany Narodowi, chociaż ciągle w pełni nie realizowany, Program Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego. To jest Program budowania w naszej Ojczyźnie Królestwa Twojego – Maryjo i Twojego Syna.
To wszystko wymaga przemodlenia. Bez modlitwy puste pozostaną słowa i nietrwałe czyny.
Wielbimy dzisiaj Boga wraz z całym niebem i ze wszystkimi ludźmi naszej wiary na całej ziemi za dar i tajemnicę Wniebowzięcia Maryi, która z duszą i ciałem przyjęta została do chwały nieba. Ten przywilej jest Bożym darem, podobnie jak darem Boga jest Jej Niepokalane Poczęcie. Jest to też wspaniała odpowiedź Boga na dar serca Maryi – wiernej Służebnicy Pańskiej, rozmiłowanej w Panu, rozważającej nieustannie w swoim sercu Jego Słowo, w kolejnych tajemnicach Jej życia. Znamy tajemnice radości, tajemnice światła, tajemnice boleści i tajemnice chwały. Medytujemy najgłębszą z tych tajemnic w niezwykłej modlitwie, którą naszemu pokoleniu na nowo ukazał i do której nas zachęcał Błogosławiony Jan Paweł II – w modlitwie Anioł Pański. O tę modlitwę prosił, by ją odmawiać często, codziennie. Prosił o to szczególnie nas – Polaków, Naród, z którego wyrósł, i którego synem czuł się nieustannie. Przeżywamy i medytujemy wszystkie te tajemnice w modlitwie i medytacji różańcowej, powracając wtedy wielokrotnie do niezwykłych słów anielskiego, niebiańskiego zachwytu:
Zdrowaś Maryjo, pełna łaski, oraz do zachwytu ziemi: Błogosławiona jesteś między niewiastami. Minie za chwilę dziewięć lat, jak przyjęliśmy od Jana Pawła II w jego Liście Apostolskim
Rosarium Virginis Mariae nową zachętę do tej modlitwy, która staje się dla narastającej liczby uczniów Chrystusa drogą codziennej medytacji, szkołą duchowości chrześcijańskiej według duchowości Maryi, codziennym uwielbieniem Boga wraz z Maryją, ale także codziennym przebłaganiem Boga oraz prośbą o oddalenie pokus i zniewoleń szatańskich, a wreszcie błaganiem o moc łaski dla nas samych i dla innych potrzebujących duchowej ochrony i umocnienia.
Z pokorą przed Tobą, Królowo Wniebowzięta, stajemy. I z nadzieją. Tyle razy w minionych pokoleniach przyjmowałaś błagania naszych ojców, usłysz i przedstaw Bogu prośby nasze także w tym pokoleniu. Dziesięciu sprawiedliwych mogło uratować Sodomę i Gomorę. Jeśli modlitwę podejmie przynajmniej jeden z każdych dziesięciu, razem możemy uratować i duchowo umocnić cały Naród i tak wprowadzić w kolejne pokolenie. Wiemy Maryjo, że nie jesteśmy ani pierwsi ani jedyni w tej modlitwie. Że tą drogą usilnej narodowej modlitwy poszli też inni. Chcemy, by trwająca od pokoleń spokojna, ufna modlitwa za naszą Ojczyznę, mogła teraz narastać i potężnieć. Bo wiele wskazuje, że taka modlitwa jest potrzebna. Już nie tylko modlitwa jednostek, chociażby najbardziej wybitnych i najbardziej świętych, ale modlitwa społeczna, narodowa. Tyle jest w Polsce Mszy świętych za Ojczyznę odprawianych. Już trzecie pokolenie wyrasta kształtowane modlitwą Apelu Jasnogórskiego. Żyje w nas niezwykły dar modlitwy Błogosławionego Jana Pawła II za naszą Ojczyznę, z Jego wołaniem:
Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi. Przejmująca była Jego modlitwa za Ojczyznę w stanie wojennym, przez przyczynę Jasnogórskiej Pani. A na co dzień – ileż to modlitw koronką do Bożego Miłosierdzia. Ileż różańców odmawianych czy to osobiście, czy w rodzinie, czy we wspólnotach żywego różańca, czy w ramach Jerycha różańcowego, czy we wspólnotach nieustającego różańca, czy w ramach podwórkowych kółek różańcowych, czy w ramach nowenny pompejańskiej lub w innych jeszcze formach tej pięknej modlitwy. A wszystkie te formy jak złotą klamrą spina Jasnogórska Rodzina Różańcowa. Teraz do tego bukietu dochodzi różańcowa intensywna modlitwa za Ojczyznę, jako dobrowolne zobowiązanie gorących serc, jako dodatkowa tajemnica różańcowa, często połączona nawet z ofiarą postu i wyrzeczeń. Modlitwa ta spontanicznie została nazwana przez prostych, zwykłych ludzi ich Krucjatą. Krucjatą Różańcową za Ojczyznę.
Pomóż nam, Maryjo, zjednoczyć się w tej modlitwie narodowej przed Tobą. Z różańcem w dłoni. Tylu wiernych Twoich – prostych ludzi już podąża tą drogą duchowego zmagania o wiarę w naszym Narodzie, o umocnienie ducha narodowego i o poddanie się Polski prawu Twojego Syna. To prawo nie jest bowiem sprzeczne z żadnym godziwym prawem stanowionym przez ludzi. Ono dopełnia i nadaje jeszcze głębszy sens godziwym normom ludzkiego prawa.
Spraw, Matko i Królowo, niech błogosławione i owocne będą te modlitwy. Także Wy, Siostry i Bracia, nie lękajcie się. Kto ma serce dla Polski, kto ufa w Moc wstawiennictwa Maryi – weźcie różańce w dłonie i módlcie się w tych intencjach. Niech różaniec opasuje naszą Ojczyznę. Niech będzie wołaniem przez Maryję o tchnienie Ducha Świętego i odnowę oblicza tej Ziemi. Prośmy o wsparcie naszych Patronów i Orędowników, od Świętego Wojciecha aż do Błogosławionego Jana Pawła II. To dzieło miłości Ojczyzny i owoce jego niech będą błogosławione. Mogę się przyznać, że ja też dołączam do tego błagania moją regularną modlitwę za Polskę i o Polskę.
Za modlitwą pójdzie czyn, to znaczy wytrwałe działanie. Łatwiej będzie wytrwać w miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Wytrwać w służbie ludzkiemu życiu. Łatwiej będzie wytrwać w gorliwości życia kapłańskiego i zakonnego. Łatwiej będzie wytrwać w uczciwym prowadzeniu przedsiębiorstwa i w pracy na własnym gospodarstwie rolnym. Łatwiej będzie wytrwać w uczciwym prowadzeniu polityki, by nie państwo służyło partiom, ale by wszystkie partie zabiegały o dobro wspólne w Ojczyźnie. Łatwiej będzie wytrwać w miłości Ojczyzny i w pracy dla Narodu i Państwa. Pamiętamy słowa Wielkiego Prymasa Tysiąclecia: po Bogu Polska jest moją największą miłością.

Wniebowzięta Pani i Królowo nasza. Matko Boska Zielna, uczczona wiązankami darów polskiej ziemi. Orędowniczko nasza. Opiekunko nasza. Matko nasza. Z Synem Twoim nas pojednaj. Do Syna Twego po polskich drogach nas prowadź.
Amen.

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger