października 21, 2017

29. Niedziela Zwykła (A) – Oddać Bogu...

października 21, 2017

29. Niedziela Zwykła (A) – Oddać Bogu...
Ewangelia, którą usłyszeliśmy dzisiaj, jest jednym z tych tekstów, które zapadają głęboko w pamięć, jest jednym z tych fragmentów, które znamy dobrze, ponieważ porusza tematy zwią­zane z naszym życiem codziennym i trudnościami, jakie w nim napotykamy. Należy do tych miejsc Pisma Świętego, które w sposób jednoznaczny wyjaśniają, jak należy żyć po chrześcijańsku i czym jest chrześcijaństwo samo w sobie.
Przyjrzyjmy się obecnie zdarzeniu przedstawionemu przez ewangelistę Mateusza. Przed Jezusem stają uczniowie faryze­uszów i zwolennicy Heroda, zadając Mu pytanie dotyczące pła­cenia podatku. Widzimy, jak jest ono przewrotne w swojej treści. Poprzedzone słowami uznania dla Jezusa, podkreślając bezkompromisowość Jego nauczania, odwraca uwagę od prawdziwej intencji pytających. „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdo­mówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz [...] Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie?” (Mt 22,16-17).
Pytanie bardzo trudne ze względu na sytuację i okoliczności, w których zostało postawione. Musimy pamiętać o tym, że w cza­sach Jezusa Chrystusa Galilea należała do wielkiego Cesarstwa Rzymskiego i była okupowana przez żołnierzy rzymskich.
Nie jest to pytanie, które miałoby na celu rozstrzygnięcie słuszności takiego czy innego postępowania. Jest to pytanie, które zmierza do podważenia autorytetu Jezusa u ludu, (jeżeliby On nakłaniał do płacenia podatku), lub też byłoby równoznaczne z przeciwstawieniem się obowiązującemu prawu w przypadku odmowy. W konsekwencji ściągnąłby na siebie prześladowanie ze strony władz rzymskich. Jezus, znając przewrotność pytających - jak zauważa św. Mateusz - odpowiada ukazując całą głębię zagadnienia wskazując na to, co jest najważniejsze w ludzkim życiu. Prosi o podanie monety i w słowach „oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22,21), ukazuje pewien system wartości, którym winni się kierować lu­dzie szukający sprawiedliwości i dążący do jej realizacji. Podobne sytuacje często pojawiają się w naszym życiu. Jako chrześcijanie stajemy wobec problemów rozgraniczenia między tym, co świec­kie, a tym, co należy do sfery naszego życia religijnego. Pytamy, gdzie jest granica wpływów prawa cywilnego a gdzie granica na­szej wolności religijnej?
Sformułowanie: „oddać cezarowi to, co należy do Cezara” (Mt 22,21), używając pojęć języka współczesnego, oznacza wywiązanie się z obowiązków wobec państwa, które powinno zapewnić każ­demu swojemu obywatelowi podstawowe warunki do życia i roz­woju. Kiedy korzysta się z takich dóbr, jak: bezpieczeństwo spo­łeczne i osobiste, system prawny jednakowy dla wszystkich obywateli, prawo do nauki, prawo do pracy, poszanowanie prze­konań religijnych itd., oczywistym jest aktywne świadczenie na rzecz takiego systemu władzy.
Co oznacza stwierdzenie Jezusa: „oddajcie Bogu to, co należy do Boga”? Tak jak w poprzednim przypadku, domyślamy się pew­nej ścisłej relacji zależności. Aby zrozumieć to wezwanie, należy sięgnąć do źródeł Objawienia. Czytając Stary Testament, natra­fiamy na próbę wyjaśnienia związku człowieka z Bogiem. W Księ­dze Powtórzonego Prawa czytamy: „Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg zazdrosny” (Pwt 5,9). Tak rozumieli relację Boga do człowieka Hebrajczycy akcentując wyłączne podporządkowanie Narodu Wybranego Stwórcy. Wraz z Objawieniem Nowego Przymierza w Jezusie Chrystusie zaakcentowane zostało Prawo Miłości. Bóg stworzył człowieka i zbawił go ofiarując swego Jedynego Syna, aby w ten sposób wyraziła się Jego nieskończona miłość. Bóg pragnie, abyśmy ten dar przyjęli i odwzajemnili, oddając samych siebie w miłości. Stwierdzenie: „oddać Bogu, co należy do Niego” (Mt 22,21), oznacza dać siebie w pełni, podporządkowując całe swoje życie. Dać całych siebie Bogu oznacza podjęcie trudu przekształcania rzeczywistości ziemskiej mocą Ewangelii i według jej prawa. Nie istnieje zatem granica między tym, co boskie, a tym, co ludzkie. Chrześcijanami nie jesteśmy jedynie w świątyni, w czasie sprawowania liturgii, ale także poza jej murami. Drama­tem naszych czasów jest zeświecczenie, to znaczy zanikanie w postawie ludzi wierzących świadectwa o przynależności do Boga i do Kościoła jako wspólnoty uczniów Chrystusa. A przecież powo­łaniem chrześcijańskim jest budowanie Królestwa Bożego na zie­mi, działanie zgodne z Ewangelią miłości, dawanie świadectwa o prawdzie i innych wartościach fundamentalnych, jak: prawo do życia, poszanowanie godności osoby, sprawiedliwość społeczna, równouprawnienie wszystkich ludzi, aby w ten sposób wyelimi­nować zło i grzech ze sfery życia rodzinnego, zawodowego, patrząc nieco szerzej, z życia gospodarczego i politycznego. Jest to misja, której nie możemy się wyrzec, ponieważ decyduje o istocie naszego bycia chrześcijanami.
Moi Drodzy! Często i my w naszym życiu pytamy Jezusa, co nam wolno, a czego nie, co powinniśmy zrobić, jak postąpić, a często niestety i tak robimy po swojemu, mając przy tym na to wszystko swoje argumenty i swoje usprawiedliwienia. U Jezusa nie ma dwuznaczności w odpowiedziach. On daje zawsze jasną i klarowną odpowiedź na postawione Mu pytanie: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22,21). Jezus zwraca nam uwagę na powinność i odpowiedzialność wobec swojego Boga i wobec swojego narodu.
Być dobrym katolikiem, to być też dobrym i szlachetnym patriotą. Czy pamiętam o tym?


października 18, 2017

Żniwo jest wielkie, ale robotników mało!

października 18, 2017

Żniwo jest wielkie, ale robotników mało!

Słowo Boże na dziś

Środa, 27 tygodnia Okresu Zwykłego

Patron dnia - Św. Łukasz, Ewangelista

  Łk 10,1-9 

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów, i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”».
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym


Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”.
Dzisiejsza Ewangelia bardzo wyraźnie zachęca nas do głoszenia Dobrej Nowiny o królestwie Bożym. Bardzo charakterystyczne jest to, że właściwie tylko św. Łukasz zapisał to wydarzenie rozesłania siedemdziesięciu dwóch uczniów, tak jakby chciał podkreślić, że głoszenie Ewangelii nie jest tylko zarezerwowane dla Apostołów, dla tych Dwunastu, których powołał Jezus Chrystus, ale że jest ono powinnością wszystkich uczniów Jezusa Chrystusa. Jezus bowiem pragnął, by tajemnica królestwa Bożego została objawiona całemu światu: „aż po krańce ziemi”.
Właściwie, całe życie Jezusa było głoszeniem tej Dobrej Nowiny o królestwie Bożym. To On ukazał światu tę nową wizję życia, to nowe szczęście. To On objawił królestwo, które jest otwarte dla wszystkich. I to królestwo nie ma granic geograficznych. To królestwo polega na nowym sposobie bycia ludzi między sobą. To nowy styl życia, które może dzisiaj dla świata jest śmieszne, niemodne, może zbyt wymagające, a ludzie, którzy próbują żyć takim stylem, wcale nie są popularni – głupimi są nazywani.
Tej nowej rzeczywistości, którą głosił Jezus Chrystus, z pewnością musieli doświadczyć ci uczniowie, którzy zostali wysłani przez Jezusa Chrystusa. I tę rzeczywistość mieli objawić światu. Jakoś bardzo chętnie pośród nich dopatrujemy się Łukasza, bohatera dzisiejszej liturgii, z zawodu lekarza, autora trzeciej Ewangelii i Dziejów Apostolskich, który swoimi dziełami głosi do dzisiaj przez wieki, jak kiedyś zwiastował ustami: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”. To właśnie św. Łukasz zwiastuje królestwo Bożego miłosierdzia, królestwo pokoju, królestwo pochylania się nad grzesznymi i słabymi ludźmi, szacunku dla kobiet i dzieci, powszechnego zbawienia. Zwiastował – jak wiemy – nie tylko piórem, bowiem był wiernym towarzyszem św. Pawła, był z nim do końca, tak, że św. Paweł w zapiskach więziennych później napisze: „Tylko Łukasz jest ze mną”.
Jezus również powiedział: „Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Zauważmy, wobec tak wielkiego zapotrzebowania na żniwiarzy, Chrystus wcale nie nakazuje biegać, szukać robotników, lecz każe po prostu prosić. Na pierwszym miejscu nie stawia ludzkiej krzątaniny, lecz modlitwę, prośbę. Taka jest już ekonomia Bożego zbawienia, sprawdzona w długiej historii – najpierw, na pierwszym miejscu modlitwa. Zresztą Chrystus, w ujęciu św. Łukasza, zawsze przed powołaniem uczniów i ich rozesłaniem modlił się. Dlaczego tak jest? Dlatego, ponieważ Tym, który wysyła robotników na swoje żniwo jest sam Chrystus, a żniwo królestwa jest Jego żniwem. Powołanie zatem na żniwo, czyli na misję, jest łaską, a łaskę dla siebie i dla innych można jedynie wymodlić na kolanach.
Dzisiaj, na różnego rodzaju Kongresach powołaniowych, Kongresach misyjnych, wszyscy zgodnie stwierdzają, że przyczyną spadku powołań, braku powołań jest laicyzacja życia. A jednym z objawów laicyzacji jest brak modlitwy. Jeżeli brakuje owego „Proście Pana żniwa”, to jakże Pan wyprawi robotników na swoje żniwo? A zatem, niech ta dzisiejsza Ewangelia uświadomi nam po raz kolejny, że królestwo Boże jest tutaj, pośród nas, nie gdzieś poza nami, daleko; owszem, jest jak drogocenna perła, jak skarb, który zdobyć trzeba, ale jest jednocześnie do skosztowanie już tu na ziemi, tu, gdzie żyjemy. Trzeba nam co dnia zginać kolana do modlitwy i prosić, by nie brakło tych, którzy żniwo królestwa Bożego obwieszczać będą aż po krańce ziemi. AMEN.


października 13, 2017

28. Niedziela Zwykła (A) – Boże zaproszenie

października 13, 2017

28. Niedziela Zwykła (A) – Boże zaproszenie
Każdy człowiek chce być szczęśliwy. To pragnienie szczęścia pobudza naszą wyobraźnię, zachęca do wysiłku i dążenia do upragnionego celu. I pomimo dotarcia do jakiejś mety, ciągle jes­teśmy nie nasyceni, ciągle niezadowoleni w pełni. Ludzkie pragnienie może zaspokoić tylko Bóg. To On wyprawia ucztę, na którą zaprasza człowieka. I jakże często zaproszony odmawia wzięcia udziału w uczcie... „Król posłał swoje sługi, żeby zapro­szonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść” (Mt 22,3). W opowieści Chrystusa istnieje dziwny paradoks: władca, ażeby sprawić przyjemność swoim poddanym, chce zaprosić ich na ucztę, ale oni odrzucają zaproszenie. Wobec takiego afrontu władca jest zagniewany na zaproszonych i zaprasza innych, przypadkowych ludzi.
Sami dobrze wiemy jak to miło być zaproszonym na przyjęcie, móc razem bawić się. Czujemy się zaszczyceni, gdy ktoś nas dos­trzeże, zaproponuje uczestnictwo we wspólnym spotkaniu. Kiedy sami przygotujemy spotkanie towarzyskie, gdy włożymy wiele wysiłku na organizację takiej czy innej uroczystości i gdy zapro­szona osoba z jakiegoś błahego powodu nie przychodzi, wówczas czujemy się zlekceważeni, upokorzeni. Zaiste, trafna była przypo­wieść Jezusa: została tu ukazana postawa Boga, który zaprasza każdego człowieka do współpracy, do radości z darów, zaś ten sam człowiek odrzuca Boże zaproszenie, wybiera coś, co ma niewspół­miernie mniejszą wartość. Podobnie jak Naród Wybrany, również i my w miejsce proponowanego zbawienia, obcowania z Bogiem, wychodzenia z niewoli grzechu, wybieramy przysłowiowy "czosnek i cebulę". Codzienne zajęcia, prowadzone interesy, praca, handel i inne sprawy są ważniejsze niż chwila poświęcona Bogu. Lepsze jest własne rozeznanie dobra i zła, lepiej demokratycznie decy­dować, co jest wartością a co nią nie jest. I tak powoli zabija się proroków prawdy i sprawiedliwości, poczucie zła, prawdy, po­czucie zwykłej uczciwości i sprawiedliwości.
Jest takie stare opowiadanie, w którym pewien książę za­prosił ludzi z całej okolicy na ucztę do swego zamku. Ponieważ nie był nazbyt bogaty, więc zaproponował, aby każdy z zaproszonych przyniósł nieco wina. To wino wlałoby się do wielkiej kadzi i wów­czas starczyłoby go dla wszystkich. Jeden z zaproszonych myśląc, że nikt tego nie odczuje jeśli przyniesie litr wody, i ta zostanie zmieszana z resztą wina, postanowił oszukać gospodarza. Po­dobnie postąpili pozostali zaproszeni. Jakże wielkie było zdzi­wienie obecnych, gdy okazało się, że wszyscy mieli do picia wodę! Każde "kombinowanie", każda nieuczciwość, odrzucenie współ­pracy z Bogiem przynosi podobne konsekwencje. Szukanie szczę­ścia poza Bogiem jest iluzją, mirażem.
W przypowieści Chrystusowej w miejsce gości, którzy po­gardzili królem, zgromadzono osoby przypadkowe, jakiekolwiek znaleziono w okolicy. Istotą opowieści Jezusa jest pouczenie, iż miejsce Izraela, który wzgardził wezwaniem Bożym, zajmą w wiecznym królestwie inni. Tak też faktycznie się stało: w miejsce Ludu Wybranego wszedł nowy Lud Boży - Kościół. Oczywiście nie cały Izrael został odrzucony, a jedynie ci, którzy nie chcieli uznać w Chrystusie Mesjasza i Zbawcy, to jest starsi i przywódcy ludu. Osoby zebrane spośród opłotków to ci, którzy na serio wzięli do swych serc zaproszenie Boże, którzy żyją wiarą i miłością, którzy na co dzień potwierdzają swym życiem wierność Bogu i Jego przykazaniom. To ci, którzy chcą żyć prawdą, stawiają Boga i sprawy Boże na pierwszym miejscu.
Pośród zebranych na uczcie był też i ktoś, kto został z niej po prostu wyrzucony. Czyżby zawinił tylko tym, że był źle ubrany, że nie miał szaty godowej? Czyżby Chrystus w przypowieści miał na myśli sprawy zupełnie drugorzędne, zewnętrzne? Wydaje się, że nie. Szata godowa w znaczeniu biblijnym to nie tyle rodzaj ubioru, ile symbol nowego człowieka. Osoba bez szaty godowej przed­stawia człowieka, który znalazł się na uczcie nie będąc odno­wionym człowiekiem. Nie będąc odnowionym jest w dalszym ciągu przywiązany do zła, niechętny nawróceniu, daleki od Boga. Niemożliwą więc byłoby rzeczą, aby osoba wroga Bogu razem z Nim uczestniczyła w uczcie.
W której grupie jestem? Poprzez Chrzest św. zostałem zapro­szony na ucztę, wezwany do świętowania razem z Bogiem. Jeśli sprawy materialne, moje plany są ważniejsze niż Boże zapro­szenie, wówczas nie różnię się niczym od gości z przypowieści, którzy postąpili podobnie wobec króla. Czy nie lepiej byłoby zo­stawić na chwilę codzienne sprawy, odłożyć na bok to, co nie jest najważniejsze, i znaleźć czas dla Boga? Może wtedy doświadczył­bym, jak to dobrze być blisko Stwórcy, jak dobrze gustować w Jego obecności? Może wtedy na serio rozpocząłbym powrót, nawrócenie i odwrócenie się od zła, o którym sam najlepiej wiem? „Lepiej się uciekać do Pana, niż pokładać ufność w człowieku. Le­piej się uciekać do Pana, niż pokładać ufność w książętach” (por. Ps 118,8-9) - mówi Psalmista.
Pójdźmy więc na ucztę Pana, zebrani może gdzieś z rozstaj­nych dróg, ale chętni do przebywania przed obliczem Pana. Nie zapomnijmy zabrać szaty godowej, to jest łaski, która daje nam dostęp do Boga.


października 07, 2017

27. Niedziela Zwykła (A) – Przypowieść o przewrotnych rolnikach

października 07, 2017

27. Niedziela Zwykła (A) – Przypowieść o przewrotnych rolnikach
Fragment Ewangelii, który przed chwilą usłyszeliśmy, nazy­wany często "Przypowieścią o przewrotnych rolnikach", w sposób syntetyczny przedstawia dzieje zbawienia.
Nietrudno odnaleźć nam w postaci gospodarza rysy samego Boga. Przewrotnymi sługami jest Naród Wybrany, jego przywódcy duchowi i polityczni, faryzeusze i saduceusze, arcykapłani i uczeni w Piśmie; ludzie, którzy zbuntowali się przeciwko Bogu. Synem gospodarza jest Jezus, odrzucony i zabity przez grzeszników. On jest "kamieniem, który odrzucili budujący, kamieniem węgielnym" (por. Mt 21,42).
Przypatrzmy się przez chwilę postawie właściciela winnicy. Ewangelia mówi, że "założył winnicę", zatroszczył się o wszystko, co było konieczne do jej funkcjonowania, "dał ją w dzierżawę rolni­kom" (Mt 21,33) i usunął się na bok. Przypowieść mówi "wyje­chał. Nie narzucał się więc im ze swoją obecnością. Nie dyktował kalendarza codziennych zajęć. Nie prześladował ich nakazami czy upomnieniami. Potraktował swoich robotników w sposób "po­ważny", licząc na ich dojrzałość i dobrą wolę.
W sposób analogiczny możemy powiedzieć to samo o Panu Bogu. Po sześciu dniach stworzenia Bóg ofiarował człowiekowi ziemię z całym jej bogactwem (por. Rdz 1,28). Oddał mu ją w dzierżawę - to znaczy - niejako usunął się w cień. Jakby odszedł, aby człowieka nie przytłaczać swoją wielkością, nie paraliżować swoim majestatem i mądrością. Człowiek, stworzony na obraz Boży, a więc istota inteligentna i wolna, zostaje w ten sposób panem widzialnego świata. Ma w imieniu Boga, jako ten, który dzierżawi ziemię, kontynuować dzieło stwórcze, pomnażać dobro, przekształcać rzeczywistość ziemską tak, aby mu lepiej służyła. Czyż w postawie pierwszej pary ludzkiej, w pokusie "będziecie jak Bóg" (por. Rdz 3,5), nie znajdujemy jakby zarysowanej już po­stawy rolników, którzy w swej żądzy posiadania posuną się do zbrodni? "Będziemy jak Bóg" i "To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo" (Mt 21,38). Pokusa stale obec­na w naszej historii. Kryje się w niej pycha człowieka, który często odrzuca Boga w imię absolutnej wolności. W ciągu wieków wielu ateistów walczących z religią chciało zbudować świat bez Boga. Marzył im się raj na ziemi, samowystarczalność i absolutna niezależność. Z szaleńczą pychą ogłaszali śmierć Boga i narodziny nadczłowieka. Realistycznie oceniając te próby samozbawienia, musimy jednak przyznać, że wszystkie kończyły się rozczaro­waniem. Często zbrodnia bogobójstwa kończyła się zbrodnią ludo­bójstwa! Nasze doświadczenia, są jeszcze zbyt świeże, abyśmy musieli wymieniać nazwiska tych szaleńczych Prometeuszy!
Jak mówi przysłowie, "historia lubi się powtarzać", i to, co przydarzyło się prorokom i Synowi gospodarza z przypowieści, ma miejsce także i dzisiaj. Także obecnie świat chętniej słucha dziennikarzy, którzy mu schlebiają, proroków, którzy usypiają jego sumienie, prawodawców, którzy uświęcają jego zbrodnie niż Jezusa. I dzisiaj znajdują się ludzie przewrotni, którzy chcieliby "wydziedziczyć" Boga, uczynić Go bezdomnym nędzarzem, zamknąć w przeszłości, unieszkodliwić jak bohatera z bajki...
"To jest dziedzic: chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo" (Mt 21,38). Pokusa wyrażona przez robotników jest wyrazem pewnej nieufności do Pana Boga: "Jest mi źle z Tobą..., chcę pozostać całkowicie sam..., chcę być szczęśliwy na mój własny rachunek...".
Nie potępiajmy zbyt ochoczo tych przewrotnych robotników. Pomyślmy raczej o nas samych. Czy w naszym myśleniu nie kierujemy się ich logiką? Wydaje się, że nie musimy robić długich rachunków sumienia, aby dostrzec to, że i w nas drzemie nie­ufność wobec Boga. Że jesteśmy zafascynowani ideą stworzenia sobie własnego życia, poza dobrem i złem, wytyczając sobie prawa i ustanawiając granice dobra i zła; ofiarowując Panu Bogu odro­binę miejsca i czasu na marginesie naszego życia. Grzech widzimy jako dobro, a ponieważ Bóg przeszkadza nam w byciu "szczęśli­wymi", czyż nie zastanawiamy się poważnie nad Jego nieistnie­niem? Czyż nie wydaje się nam, że przykazania są tylko ograni­czeniem naszej wolności?
Najbardziej niepokojące jest to, że jesteśmy w stanie bardzo łatwo usprawiedliwić wszystkie nasze grzechy, wady i nałogi. Kiedy Pan Bóg wydaje się nam niewygodny, usuwamy Go na bok, tak po cichu, jak starą fotografię, która trochę przeszkadza, ale którą jednak żal wyrzucić, gdyż wiążą się z nią miłe wspomnienia z dzieciństwa.
Postępowanie robotników naznaczone jest niewdzięcznością. Zwrócili się przeciwko temu, któremu zawdzięczali wszystko, co posiadają. On się zatroszczył o winnicę, którą im powierzył. Stwo­rzył im godne warunki życia i pracy. Oni odpowiedzieli na jego dobroć śmiercią Syna. Grzech - czyż przypowieść ta nie uczy nas, że jest on niewdzięcznością wobec Boga? Nieraz uświadamiamy sobie, jak bardzo Pan Bóg nas kocha. Możemy nawet wyliczyć wiele konkretnych dowodów jego miłości, która wyraziła się w zatroskaniu o nas. I oto nieraz stajemy wobec Boga zawstydzeni, uświadamiając sobie naszą niewdzięczność. Pan nie zasługiwał na to, abyśmy Go tak potraktowali! Chrystus nie zasługiwał na to, abyśmy się Go zaparli. Nie zasługiwał na naszą obojętność.
Pan Bóg posyła swojego Syna "tak sobie myśląc: Uszanują mojego Syna" (Mt 21,37). Nie traci nigdy nadziei, którą w nas pokłada! Jego cierpliwość i delikatność zobowiązują nas do nawró­cenia. Przyjmijmy Chrystusa, posłuchajmy tego, co nam propo­nuje. Uwierzmy w to, że Bóg ma wspaniały plan dla każdego z nas. On, całkowicie szanując naszą wolność, wierząc w naszą doj­rzałość i dobrą wolę, zaprasza dzisiaj do pracy w swojej winnicy, którą jest królestwo Boże. Chce odnowić przymierze z nami za­warte w momencie Chrztu świętego. Bóg, przebaczający i miło­sierny, słowami dzisiejszej Ewangelii zachęca do odrzucenia py­chy, do wyjścia z kręgu naszej samotniczej walki o szczęście. Chce, abyśmy przyłączyli się do Niego w pracy nad przemianą świata.


października 07, 2017

Różaniec – Przez Maryję do Jezusa.

października 07, 2017

Różaniec – Przez Maryję do Jezusa.
Różaniec, to modlitwa, którą bardzo ukochałem – powiedział święty, papież, Jan Paweł II… Od mych młodzieńczych lat, różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczeń. Zawierzyłem mu wiele trosk i dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy. A ponieważ różaniec jest modlitwą wdzięczności, miłości i ufnej prośby, w dziesiątki jego serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy rodziny i narodu, Kościoła czy ludzkości… Zawrzeć w nich nasze własne sprawy i sprawy naszych bliźnich, szczególnie tych, których kochamy. W ten sposób ta prosta modlitwa będzie pulsować życiem ludzkim”, bo „nie ma takiego problemu ani osobistego, ani rodzinnego, ani narodowego, ani międzynarodowego, którego by nie można rozwiązać przez różaniec” – mówiła Matka Boża do siostry Łucji w Fatimie, dlatego odmawianie różańca jest dzisiaj koniecznością, bo różaniec, to dar Matki do zmieniania świata.

1. Maryja zawsze prowadzi nas do swego Syna.
Pewnego dnia Jezus przemawiał do tłumów, jak to już nieraz bywało. Nagle jakaś kobieta głośno zawołała do Niego: Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś [Łk 11, 27). Jezus w tej chwili przypomniał sobie o swojej Matce i bardzo Mu się spodobała pochwała nieznanej kobiety. Zapewne patrzył na nią z wdzięcznością. Wzru­szona do głębi serca nauczaniem Jezusa, w obliczu Jego prze­dziwnej postaci, owa kobieta nie mogła powstrzymać swego podziwu. W jej słowach rozpoznajemy autentyczny dowód religijności ludowej, zawsze żywej wśród chrześcijan w ciągu historii. Tego dnia zaczęły się spełniać słowa z Magnificat: Błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia (Łk 1,48). Nieznana kobieta z tłumu swoją szczerą i śmiałą pochwałą nieświadomie rozpoczęła litanię gorących modlitw do Maryi, która nie wygaśnie aż do końca czasów.
Przyjmując słowa pochwały, Jezus dodał: Tak, błogosła­wieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i go prze­strzegają. W ten sposób Syn oddaje jeszcze większą cześć swojej Matce. Maryja jest błogosławiona dlatego, że nosiła w swym przeczystym łonie Syna Bożego, karmiła Go i pie­lęgnowała, ale jeszcze bardziej dlatego, że z nadzwyczajną wiernością przyjęła i wypełniła słowo Boże.
Fragment Ewangelii (Łk 11, 27-28), który czytamy podczas dzisiejszej Mszy Św., uczy nas wspaniałej formy pochwały i czci Syna Bożego przez wysławianie Jego Matki. Jezus bar­dzo chętnie słucha pochwał Maryi. Dlatego zwracaj się często do Niej w licznych aktach strzelistych, modlitwach, a szczególnie w pobożnie odmawianym różańcu świętym. To Maryja jest niedoścignionym wzorem kontemplacji Chrystusa. Podobnie jak owa kobieta z Ewangelii wydała okrzyk błogosławieństwa i podziwu dla Jezusa i Maryi, tak i ty w swoich uczuciach, w swoich modlitwach miej zwyczaj zawsze łączyć Maryję z Jezusem. Zrozum, że Najświętsza Maryja Panna prowadzi każdego z nas do swego Boskiego Syna, a On zawsze wysłuchuje próśb kierowanych do Jego Matki. Maryja jest najkrótszą drogą do Chrystusa, a przez Niego do Trójcy Przenajświętszej. Kiedy czcimy Maryję, postępujemy jak Jej wierne dzieci. Naśladujemy Chrystusa i stajemy się podobni do Niego. Jeśli jesteś blisko Niej, na pewno idziesz dobrą drogą.

2. Różaniec św. jest umiłowaną modlitwą Maryi.
Zechciejmy podążać do Jezusa przez Maryję, a w tym miesiącu, zgodnie ze zwyczajem Koś­cioła, z większą gorliwością odmawiajmy różaniec, który jest źródłem życia chrześcijańskiego. „Starajcie się odmawiać go codziennie, sami lub w rodzinie, powtarzając z wielką wiarą te podstawowe modlitwy chrześcijan, jak Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu – zachęcał św. Jan Pa­weł II. – Rozważajcie owe sceny z życia Jezusa i Maryi, które przypominają nam tajemnice radosne, bolesne, światła i chwa­lebne. W ten sposób nauczycie się w tajemnicach radosnych rozważać o Jezusie, który stał się ubogim i małym, dzieckiem dla nas, by nam służyć; poczujecie się pobudzeni do miłowania bliźniego w jego potrzebach. W tajemnicach bolesnych uświadomicie sobie, iż przyjmowanie z uległością i miłością cierpień tego życia – jak to czynił Chrystus pod­czas swojej Męki – prowadzi do szczęścia i radości, która wyraża się w chwalebnych tajemnicach Chrystusa i Maryi, w nadziei życia wiecznego”. (Jan Paweł II, Przemówienie, 5 IV 1987). „Przechodząc od dzieciństwa i życia w Nazarecie do życia publicznego Jezusa kontem­placja prowadzi nas do tych tajemnic, które ze specjalnego tytułu nazwać można «tajemnicami światła». W rzeczywi­stości całe misterium Chrystusa jest światłem. On jest świat­łością świata (J 8, 12)” (Tenże, list apost. Rosarium Virginis Mariae, 21) .
Różaniec jest ulubioną modlitwą Najświętszej Maryi Panny; jest błaganiem, które zawsze dochodzi do Serca Matki, by wypraszać nam niezliczone łaski i dobra. Nabożeństwo to porównuje się do drabiny, po której, szczebel po szczeblu, wchodzimy na spotkanie Najświętszej Panny, czyli na spot­kanie Chrystusa. To jest bowiem najważniejszą i najpiękniej­szą właściwością różańca, jest on nabożeństwem, które przez Najświętszą Pannę prowadzi nas do Chrystusa. Celem tych długo powtarzanych wezwań Maryi jest Chrystus. Mówimy do Maryi, aby dojść do Chrystusa.
Jaki pokój przynosi nam uważne powtarzanie Zdrowaś Maryjo, zwłaszcza gdy zatrzymujemy myśl przy którymś zwrocie: Zdrowaś Maryjo. To pozdrowienie, choćbyś je powtarzał miliony razy, stale brzmi jak nowe. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami (…) teraz! A Ona na ciebie patrzy i odczuwasz Jej macierzyńską opiekę. I chociaż pobożność, podobnie jak miłość, często te same powtarza słowa, nie wyraża jednak tych samych myśli, lecz dorzuca zawsze coś nowego, wydobytego z głębi serca, gorejącego miłością.

3. Owoce nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny
Nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny na pewno nie polega ani na czczym i przemijającym uczuciu, ani na jakiejś próżnej łatwowierności. Natomiast rodzi z wiary prawdziwej, która prowadzi nas do synowskiej miłości ku naszej Matce oraz do naśladowania Jej cnót. Miłość do Najświętszej Panny skłania nas do naśladowania Jej, a zatem do wiernego wykonywania swoich obowiązków, do niesienia radości gdziekolwiek się znajdujemy. Ona każe nam odrzucić wszelki grzech, nawet lekki, i ożywia nas w walce z naszymi wadami. Miłość, która rodzi się w naszym sercu, kiedy z Nią obcujemy, jest naj­lepszym lekarstwem na opieszałość oraz na pokusy pychy i zmysłowości.
Pielgrzymując lub nawiedzając jakieś sanktuarium poświę­cone naszej Matce Niebieskiej, napełniamy się nadzieją. Ona sama jest naszą nadzieją! Ilekroć więc w skupieniu odmawiasz różaniec i zatrzymujesz się przez chwilę, aby rozważać daną tajemnicę, nabierasz więcej sił do walki, napełniasz się radością i pragnieniem poprawy. Tu nie chodzi o powtarzanie formułek, ale o rozmowę żywych osób z osobą żywą, którą, chociaż nie widzisz jej oczyma ciała, możesz widzieć oczyma wiary.
Różaniec jest rozmową z Maryją, rozmową pełną ufności i zawierzenia. To powierzanie Jej naszych trosk, okazywanie naszych nadziei, otwarcie przed Nią naszego serca. Odda­nie się do Jej dyspozycji we wszystkim, czego Ona żąda od nas w imieniu swego Syna. Przyrzeczenie Jej wierności we wszystkich okolicznościach, nawet najbardziej bolesnych i trudnych, żywiąc pewność Jej opieki, pewność, że zawsze, gdy będziemy Ją o to prosić, uzyska dla nas u swego Syna wszystkie łaski niezbędne dla naszego zbawienia.
W sobotę, dzień Maryi, postanów sobie, że z większą miłością będziesz Jej składać w darze ten wieniec róż, jakim, zgodnie z etymologią, jest różaniec. Nie zwiędłe lub wymięte róże. Różaniec Święty – radosne, bolesne i chwalebne oraz światła tajemnice życia Najświętszej Maryi Panny splatają się w wieniec chwały, którą nieustannie powtarzają Aniołowie i Święci w Niebie… i ci, którzy kochają naszą Matkę tu, na ziemi. Odmawiaj codziennie tę świętą modlitwę i szerz ją wokół siebie.
Dzięki temu nabożeństwu Najświętsza Maryja Panna przywróci ci nadzieję, jeżeli czasem czujesz w duszy cień rozpaczy na myśl o swoich słabościach. Dziewico Nie­pokalana, wiem dobrze, że jestem wielkim nędznikiem, że z dnia na dzień jedynie zwiększam liczbę mych grzechów… Tak rozmawiaj z Matką Bożą. Bez wahania radzę ci, abyś odmawiał różaniec: Błogo­sławioną monotonia zdrowasiek, która oczyszcza monotonię twoich grzechów!

października 06, 2017

Biada tobie!

października 06, 2017

Biada tobie!

Słowo Boże na dziś

Piątek, 26 tygodnia Okresu Zwykłego

  Łk 10,13-16

 

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
Jezus powiedział:
«Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze i popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam.
A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz!
Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał».
Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym


Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze pokutnym i w popiele. (...) A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz.”
Rzadko Pan Jezus używał tak zdecydowanych, mocnych słów pod adresem ludzi, pod adresem miast, jak dziś te słowa, które czytamy w Ewangelii: “Biada tobie”, biada wam mieszkańcy miast, w których – tak by można parafrazować słowa Jezusa – bywałem dosyć często, biada wam mieszkańcy tych miast, którzy mieliście możliwość słuchania i słuchaliście Mnie. Tyle wam mówiłem, tyle widzieliście nadzwyczajnych znaków, które tutaj przeze Mnie zostały dokonane, i cóż z tego? Jesteście gorsi od mieszkańców miast pogańskich. Jesteście gorsi od tych, którzy w prawdziwego Boga nie wierzą.
Jezus Chrystus chciał w mieszkańcach Betsaidy, Korozain, Kafarnaum znaleźć nawet takie ludzkie oparcie, chciał zobaczyć owoc swojego przepowiadania, chciał zobaczyć owoc swoich czynów, swoich cudów. A oni jednak nie wydali tego owocu.
I chciałoby się, w świetle tej Ewangelii, myśleć o miastach, chciałoby się myśleć o Narodach. Najpierw pewnie chciałoby się myśleć o Narodzie Wybranym, który z jednej strony tak pieczołowicie strzegł pamięć swojej historii. W liturgii paschalnej izraelici co roku przypominali sobie wielką tajemnicę wyjścia z Egiptu, mieli wiele świąt, w których to dniach świątecznych gromadzili się w synagodze, zasiadali w domach, i czytali opowiadania o wydarzeniach, które kiedyś Bóg w sposób cudowny dla nich i z nimi dokonał. I ten Naród, z jednej strony pamiętający o Bogu obecnym wśród nich, w ich historii, z drugiej strony potrafił nie zrozumieć, odwrócić się od Boga, który z nimi był i jest dziś; potrafił ten Naród odwrócić się od Jezusa Chrystusa. I to samo pewnie można by powiedzieć o każdym innym Narodzie, również naszym Narodzie, który wspomina swoją historię, i widzi, jakich rzeczy wśród nich Bóg dokonał, i pewnych wydarzeń nie da się zapomnieć, do pewnych wydarzeń nieustannie się powraca, ale to już było kiedyś.
A dzisiaj? Może lepiej byłoby pozostawić i nie myśleć o historii Narodów, o historii miast, o tej obecności Boga w dziejach poszczególnych Narodów? Może należałoby raczej pomyśleć o sobie, o każdym z nas, i postawić siebie samych na miejscu Betsaidy, Korozain, Kafarnaum. Kafarnaum, to przecież pierwsze miasto, to pierwsze miejsce, w którym i dla którego Bóg dokonuje wielkich rzeczy – jest to, co nazywamy naszym ludzkim wnętrzem. To w nas dokonują się przeogromne Boże tajemnice. To my jesteśmy dłużnikami i nosimy w sobie wielką tajemnicę obecności Boga – owszem, kiedyś w naszej historii – ale przecież należałoby chyba mówić o tym, iż nosimy w sobie wielką tajemnicę Boga tu, dziś, obecnego w nas, w nas działającego, nad nami się pochylającego, nas podnoszącego.
I trzeba z pokorą przyznać, że do nas samych powinniśmy zastosować owe słowa, słowa surowego osądu, które dzisiaj wypowiada Jezus Chrystus: “Biada tobie”, bo tak wielkich rzeczy w tobie dokonywałem; “Biada tobie”, bo tak często do ciebie przemawiałem; “Biada tobie”, bo tak często byłeś i jesteś świadkiem wielkich czynów, których Ja w tobie dokonuję – a ty jesteś taki, że tak mało tym wszystkim się przejmujesz; potrafisz zapomnieć; potrafisz się odwrócić; potrafisz żyć tak, jakbym nigdy z tobą nie rozmawiał, jakbyś nigdy żadnego Mojego czynu nie widział; potrafisz żyć tak, jakbyśmy się w ogóle nigdy ze sobą nie spotkali, jakbyśmy się nigdy nie poznali.
Niech znak przebitego boku, i otwartego Serca Jezusa Chrystusa, jeszcze raz nam uprzytomni, że to wszystko jest dla mnie, i również w jakiś sposób we mnie się to wszystko dokonuje. Niech dzień dzisiejszy będzie dniem, w którym spotkają się dwa otwarte serca: otwarte Serce Jezusa Chrystusa, i otwarte serce nasze, ludzkie, każdego z nas. AMEN.

 

października 05, 2017

Modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia

października 05, 2017

Modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia
KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

(DZIENNICZEK św. siostry Faustyny) Wilno „Piątek 13 września 1935 r.
Wieczorem, kiedy byłam w swojej celi, ujrzałam anioła, wykonawcę gniewu Bożego.
Był w szacie jasnej, z promiennym obliczem, obłok pod jego stopami, z obłoku wychodziły pioruny i błyskawice do rąk jego, a z ręki jego wychodziły i dopiero dotykały ziemi. Kiedy ujrzałam ten znak gniewu Bożego, który miał dotknąć ziemię,
a szczególnie pewne miejsce, którego wymienić nie mogę dla słusznych przyczyn, zaczęłam prosić anioła, aby się wstrzymał chwil kilka, a świat będzie czynił pokutę. Jednak niczym prośba moja była wobec gniewu Bożego.
(...) W tej samej chwili uczułam w duszy swojej moc łaski Jezusa, która mieszka w duszy mojej; kiedy mi przyszła świadomość tej łaski, w tej samej chwili zostałam porwana przed stolicę Bożą.
(...) Zaczęłam błagać Boga za światem słowami wewnętrznie słyszanymi. Kiedy się tak modliłam, ujrzałam bezsilność anioła, i nie mógł wypełnić sprawiedliwej kary, która słusznie się należała za grzechy. Z taką mocą wewnętrzną jeszcze się nigdy nie modliłam jako wtenczas. Słowa, którymi błagałam Boga są następujące:
Ojcze przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, za grzechy nasze i świata całego; dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas.
Na drugi dzień rano, kiedy weszłam do naszej kaplicy, usłyszałam te słowa wewnętrznie: Ile razy wejdziesz do kaplicy, odmów zaraz tę modlitwę, której cię nauczyłem wczoraj. Kiedy odmówiłam tę modlitwę, usłyszałam w duszy te słowa: Modlitwa ta jest na uśmierzenie gniewu mojego, odmawiać ją będziesz przez dziewięć dni na zwykłej cząstce różańca w sposób następujący: najpierw, odmówisz jedno OJCZE NASZ i ZDROWAŚ MARYJO i WIERZĘ W BOGA, następnie na paciorkach OJCZE NASZ mówić będziesz następujące słowa: Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i świata całego; na paciorkach ZDROWAŚ MARYJO będziesz odmawiać następujące słowa: Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego.
Na zakończenie odmówisz trzykrotnie te słowa: Święty Boże, Święty Mocny,
Święty a Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem” (Dz. 474-476).


„O, jak wielkich łask udzielę duszom, które odmawiać będą tę koronkę (...)
Zapisz te słowa, córko moja, mów o moim miłosierdziu, niech pozna cała ludzkość niezgłębione miłosierdzie moje. Jest to znak na czasy ostateczne, po nim nadejdzie dzień sprawiedliwy. Póki czas, niech uciekają się do źródła miłosierdzia mojego, niech korzystają z krwi i wody, która dla nich wytrysła” (Dz. 848). „Odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą  podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku; chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli tylko raz zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia mojego” (Dz. 687).

OBIETNICA ŁASKI MIŁOSIERDZIA
DLA KONAJĄCYCH
„Przez odmawianie tej koronki podoba mi się dać wszystko, o co mnie prosić będą. Zatwardziałym grzesznikom, gdy będą ją odmawiać, spokojem napełnię dusze, a godzina ich śmierci będzie szczęśliwa. Napisz to dla dusz strapionych: Gdy dusza pozna ciężkość swych grzechów, gdy się odsłoni duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. (...) żadna dusza, która wzywała miłosierdzia mojego, nie zawiodła się, ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci mojej. Napisz: Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem, a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny” (Dz. 1541).
„Każdą duszę bronię w godzinie śmierci, jako swej chwały, która odmawiać będzie tę koronkę (...). Kiedy przy konającym inni odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę” (Dz. 811).
Koronkę należy odmawiać na różańcu. Na początku:
„Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami
i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się
za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny, umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł
i pogrzebion; zstąpił do piekieł; trzeciego dnia zmartwychwstał; wstąpił na niebiosa; siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych
i umarłych. Wierzę w Ducha Świętego; święty Kościół powszechny; świętych obcowanie; grzechów odpuszczenie; ciała zmartwychwstanie; żywot wieczny. Amen
Na dużych paciorkach (1x): Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.
Na małych paciorkach (10x): Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata.
Na zakończenie (3x): Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem” (Dz. 476).

Pan Jezus powiedział do św. Faustyny: „Pragnę, aby to miłosierdzie rozlało się na cały świat przez serce twoje. Ktokolwiek się zbliży do ciebie, niech nie odejdzie bez ufności w moje miłosierdzie, której tak bardzo pragnę dla dusz. Módl się, ile możesz, za konających, wypraszaj im ufność w moje miłosierdzie, bo oni najwięcej potrzebują ufności, a najmniej jej mają” (Dz. 1777).
„Córko moja, pomóż mi zbawić konającego grzesznika; odmów za niego tę koronkę, której cię nauczyłem. Kiedy zaczęłam odmawiać tę koronkę, ujrzałam tego konającego w strasznych mękach i walkach. Bronił go Anioł Stróż, ale był jakby bezsilny wobec wielkości nędzy tej duszy (...). Jednak podczas odmawiania tej koronki ujrzałam Pana Jezusa w takiej postaci, jak jest namalowany na obrazie. Te promienie, które wyszły z Serca Jezusa ogarnęły chorego, a moce ciemności uciekły w popłochu. Chory oddał ostatnie tchnienie spokojnie” (Dz. 1565).
„Często obcuję z duszami konającymi, wypraszając im miłosierdzie Boże. O, jak wielka jest dobroć Boża, większa, niżeli my pojąć możemy. Są momenty i tajemnice miłosierdzia Bożego, nad którymi zdumiewają się niebiosa. Niechaj sądy nasze umilkną o duszach, bo przedziwne jest z nimi miłosierdzie Boże” (Dz. 1684).
„Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny
i tajemniczy. Na zewnątrz jakoby było wszystko stracone, lecz tak nie jest; dusza, oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga przebaczenie i win, i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy ona nie reaguje. O jak, niezbadane jest miłosierdzie Boże. Ale, o zgrozo - są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny, wewnętrzny, że, jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło; udaremniają wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą, a nawet same wysiłki Boże...” (Dz. 1698).

Łączność z konającymi. Proszą mnie o modlitwę; modlić się mogę, dziwnie mi Pan daje ducha modlitwy, jestem ustawicznie z nim złączona. Czuję w całej pełni, że żyję
dla dusz, aby je przyprowadzić do miłosierdzia Twego, o Panie; w tym kierunku żadna ofiara nie jest za mała (Dz. 971).

„Dał mi Pan poznać, jak bardzo pragnie, aby dusza odznaczała się miłością czynu i w duchu ujrzałam, jak wiele dusz woła do nas - dajcie nam Boga, i zawrzała we mnie krew apostolska. Nie poskąpię jej, ale oddam ją do ostatniej kropli za dusze nieśmiertelne, choć może fizycznie tego Bóg nie zażąda, ale w duchu jest to mi możliwe, a nie mniej zasługujące” (Dz. 1249).
„Pragnę przechodzić świat cały i mówić duszom o wielkim miłosierdziu Boga.
KAPŁANI, DOPOMÓŻCIE MI W TYM...” (Dz. 491).
Powiedz moim kapłanom, że zatwardziali grzesznicy kruszyć się będą pod słowami, kiedy będą mówić o niezgłębionym miłosierdziu moim, o litości, jaką mam dla nich w sercu swoim. Kapłanom, którzy głosić będą i wysławiać miłosierdzie moje, dam  moc przedziwną i namaszczę ich słowa, i poruszę serca, do których przemawiać będą (Dz. 1521).





października 05, 2017

„Miłosierdzie Boże w duszy mojej” – Św. Faustyna Kowalska

października 05, 2017

„Miłosierdzie Boże w duszy mojej” – Św. Faustyna Kowalska
 
Święta siostra Maria Faustyna (z domu Helena Kowalska) urodziła się 25 sierpnia 1905 r. we wsi Głogowiec koło Łodzi. Była trzecim dzieckiem z dziesięciorga
rodzeństwa. W dwudziestym roku życia wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Na polecenie swego spowiednika Siostra Faustyna zaczęła pisać Dzienniczek zatytułowany „Miłosierdzie Boże w duszy mojej”, w którym opisuje sposób, w jaki Pan Jezus powierzył jej specjalną misję obwieszczania światu orę­dzia i nowych form nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego. Siostra Faustyna zmarła na chorobę płuc w 1938 roku. Papież Jan Paweł II wyniósł ją do chwały ołtarzy  18 kwietnia 1993 roku w Rzymie. Jej relikwie są czczone w sanktuarium Miłosier­dzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach.

1. Miłosierdzie to największy przymiot Boga
I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana(Oz 2,21). To zdania nawiązuje do obrazu często przywoływanego przez proroków Starego Przymierza: Bóg miłuje Izraela miłością szczególnego wybrania, podobną do miłości oblubieńca, i dlatego przebaczy mu winy, przebaczy nawet zdrady i niewierności. Jeśli spotka się z pokutą, z prawdziwym nawróceniem, przywróci swój lud z powrotem do łaski. W mowach proroków miłosierdzie oznacza szczególną potęgę miłości, która jest większa niż grzech i niewierność ludu wybranego.
Obraz ten nie stracił nic ze swej aktualności. Ludzie wciąż oddalają się od Boga. Nie ma dnia, aby każdy z nas nie popełnił małej lub większej niewierności. Dlatego i dziś „nic tak nie jest potrzebne człowiekowi jak Miłosierdzie Boże – owa miłość łaskawa, współczująca, wynosząca człowieka ponad jego słabość ku nieskończonym wyżynom świętości Boga”.  Słowa te wypowiedział papież Św. Jan Paweł II nawiedzając sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie, gdzie spoczywają relikwie św. siostry Faustyny, którą  wybrał Chrystus, aby przypomnieć ludziom wielką Bożą tajemnicę Miłosierdzia. Miłosierdzie jest tym rysem miłości Boga, którego najbardziej potrzebujemy ze względu na to, że jesteśmy grzesznikami.
Jezus nade wszystko swoim postępowaniem, całą swoją działalnością objawiał, że w świecie, w którym żyjemy, obecna jest miłość. Do wysłanników Jana Chrzciciela, którzy pytali Go, czy jest Mesjaszem, powiedział: Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię (Łk 7,22). Boże miłosierdzie objawiło się najpełniej w Chrystusie, w Jego męce i śmierci na krzyżu.
Św. Jan, jedyny z Apostołów, który był bezpośrednim świadkiem tego wydarzenia, opisuje jak po śmierci Chrystusa jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda (J 19,34). O tym fakcie przypomina nam dzisiaj obraz rozpowszechniony w świecie za sprawą świętej siostry Faustyny: „Wieczorem, kiedy byłam w celi – pisze św. s. Faustyna – ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szatę białą. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie: jeden czerwony, a drugi blady (…). Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem Jezu, ufam Tobie”. Trzy lata później w Wilnie Pan Jezus wyjaśnił znaczenie promieni: „Te dwa promienie – powiedział – oznaczają krew i wodę”(Dzienniczek, 47, 299). Są znakiem sakramentów, zdrojów łaski Bożej. Miłosierne Serce Jezusa poprzez sakramenty wybacza nam nasze winy i podnosi nas z naszych nędz, byśmy żyli w godności dzieci Bożych.

2. Jezus zachęca nas do ufność, która przezwycięża wszelki lęk.
Namalowany według wskazówek Św. s. Faustyny obraz znajduje się dziś w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. Każdy może tu przyjść, spojrzeć na ten obraz Miłosiernego Jezusa Chrystusa, na Jego Serce promieniujące łaskami, i w głębi duszy usłyszeć to, co słyszała Święta: „Nie lękaj się niczego, Ja jestem zawsze z tobą”. A jeśli szczerym sercem odpowie: –Jezu, ufam Tobie!, znajdzie ukojenie wszelkich niepokojów i lęków. W tym dialogu zawierzenia nawiązuje się pomiędzy człowiekiem a Chrystusem szczególna więź wyzwalającej miłości. A w miłości nie ma lęku –pisze św. Jan – (…) doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą.
Dzisiejszy dzień zachęca nas, byśmy przyjrzeli się naszej osobistej relacji z Jezusem. Na ile potrafimy wypełnić naszą codzienność zawierzeniem Bogu i uczynić z każdej sytuacji okazję do okazania Mu zaufania? Czy przyjmujemy drobne przeciwności dnia jako dar z Jego strony i odczytujemy je w świetle nadprzyrodzonym jako szansę wewnętrznego wzrostu? Czy w sytuacji, gdy ogarnia nas zniechęcenie lub zmę­czenie, mówimy w głębi serca „Jezu, ufam Tobie”? Czy wreszcie stosujemy w praktyce środki, aby wzrastać w postawie ufności?
Według Dzienniczka Św. siostry Faustyny ufność odgrywa ważną rolę w kontaktach człowieka z Bogiem. „Łaski z mojego miłosierdzia – mówił Jezus do Św. Faustyny – czerpie się jednym naczyniem, a jest nim ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Dusza, która zaufa mojemu miłosierdziu, jest najszczęśliwsza, bo Ja sam mam o nią staranie; obdarzam ją swoim zaufaniem i daję jej wszystko, o co prosi” (Dzienniczek, 1578, 1273, 453).
O tej ufności mówi pięknie św. Paweł, który sam obraził ciężko Boga przed swoim nawróceniem, a potem doznał miłosierdzia: Mnie, zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa. (…). W Nim mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością dzięki wierze w Niego(Ef 3,8-12). Nie lękajmy się więc i my zbliżać często do Boga, by prosić Go o przebaczenie. Jego Miłosierne Serce zawsze na nas czeka i otwiera dla nas skarby swojej łaski. Im bardziej ktoś zgrzeszył, tym bardziej ma prawo uciekać się do tego ogniska miłosierdzia.

3. Każdy z nas jest powołany do tego, by świadczyć miłosierdzie.
W czasie dzisiejszej modlitwy warto zastanowić się, na ile staramy się uczynić treścią swojego życia słowa, które Jezus wypowiedział w Kazaniu na Górze: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7). Kościół, zachęcony tymi słowami, stara się czynić miłosierdzie. Jeśli wszystkie błogosławieństwa z kazania na górze wskazują drogę nawrócenia, przemiany życia, to błogosławieństwo miłosiernych jest pod tym względem szczególnie wymowne. Człowiek dociera do miłosiernej miłości Boga, do Jego miłosierdzia o tyle, o ile sam przemienia się wewnętrznie w duchu podobnej miłości w stosunku do bliźnich”(Św. Jan Paweł II, Encyklika Dives in misericordia,14).
Każdy człowiek potrzebuje miłosierdzia Bożego, ale też i każdy z nas jest powołany do tego, by świadczyć miłosierdzie, by współczuć słabościom swoich bliźnich i przycho­dzić im z pomocą. Jest to zarazem uczestnictwo w miłosierdziu samego Boga. Dla św. Faustyny wzorem czynnej miłości był   sam miłosierny Zbawiciel. „Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje. I być żywym odbiciem Ciebie (…). Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich i przychodziła im z pomocą. Dopomóż mi, Panie, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęk bliźnich. Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia. (…) Dopomóż mi, Panie, aby nogi moje były miłosierne, bym zawsze spieszyła z pomocą bliźnim, opanowując swoje własne znużenie i zmęczenie. Prawdziwe moje odpocznienie to usłużność bliźnim. Dopomóż mi, Panie, aby serce moje było miłosierne, bym czuła ze wszystkimi cierpieniami bliźnich, nikomu nie odmówiła serca swego. Obcować będę szczerze nawet z tymi, o których wiem, że nadużywać będą dobroci mojej” (Dzienniczek,163).
Każdy człowiek powinien współczuć słabościom swoich bliźnich, ponieważ każdy z nas jest słaby i pełen nędz.
Gotowość przebaczenia stanowi jeden z głównych przejawów miłości bliźniego. Podczas dzisiejszej modlitwy możemy zwrócić uwagę na przykład naszego Odkupiciela. Pan okazuje swoją miłość do wszystkich ludzi, w szczególności dając przykład miłosierdzia wobec grzeszników. Ta postawa, doskonały wizerunek miłosierdzia Ojca, ma swój moment kulminacyjny na Krzyżu, gdy Chrystus wypowiada ową prośbę: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,34).
Przebaczenie i prośba o przebaczenie to wiarygodny dowód, że miłość Chrystusa zamieszkuje w sercu chrześcijanina. Stanowi to, bez żadnej wątpliwości, znak wyróżniający uczniów Chrystusa. Nie wstydźmy się prosić o przebaczenie, kiedy popełniamy błąd, i wzmagajmy naszą gotowość przebaczania w rzeczach wielkich i małych. W ten sposób chrześcijanin – w swojej małości, ale na sposób Boży – „uobecnia wobec świata postać Ojca niebieskiego, który zawsze jest litościwy i łaskawy. Niech radość z przebaczenia będzie większa i głębsza niż jakakolwiek uraza” (Św. Jan Paweł II, Bulla Incarnationis mysterium, 11).
Z oczami utkwionymi w Krzyżu, na którym Chrystus przebaczył tym, którzy Go krzyżowali, a także nam wszystkim, powinniśmy starać się wzmacniać nasze postanowienie przebaczania zawsze i natychmiast krzywd, jakie mogą nas spotkać. Czy przebaczamy z hojnością, szybko, stale? Czy modlimy się chętnie i codziennie za tych, którzy wyrządzili nam jakieś zło albo chcieli to uczynić?
Kończymy naszą dzisiejszą modlitwę wzywając pomocy tej, która wychwalała Boże miłosierdzie z pokolenia na pokolenie. Wołajmy o miłosierdzie Boga dla współczesnego pokolenia słowami, których nauczyliśmy się od św. Faustyny: dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego...



Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger