grudnia 31, 2018

Homilia na Nowy Rok, (C) – Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki

grudnia 31, 2018

Homilia na Nowy Rok, (C) – Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki
Umiłowani, Siostry i Bracia,
Dziś, kiedy cały Kościół w pierwszy dzień Nowego 2019 Roku obchodzi Światowy Dzień Pokoju, w świecie, a nawet w Europie trwają okrutne wojny.
Świat cierpi z powodu braku pokoju.
Z tego samego powodu cierpią dziś liczne rodziny. Brak zgody i prawdziwego pokoju serc widoczny jest też w wielu rodzinach. Są tam wówczas niekończące się kłótnie, spory a czasami nawet nienawiść. A końcowym efektem tych ‚wojen’ jest krzywda wyrządzona współmałżonkowi, dzieciom i wreszcie rozwód.
Człowiek cierpi z powodu braku pokoju.
Jak często brak pokoju nęka dziś ludzkie serca. To wszechogarniający lęk. To lęk przed jutrem, przed samotnością, przed odrzuceniem, lęk przed życiem bez wyraźnych perspektyw ludzkiego rozwoju.
Kiedy w pierwszy dzień Nowego Roku widzimy zmęczone od świątecznych reklam i noworocznych promocji portale społecznościowe stojące przed egzystencjalną pustką, my chrześcijanie gromadzimy się w naszych świątyniach, aby uczcić Maryję, Świętą Bożą Rodzicielkę i z nadzieją patrzeć w przyszłość
Zaledwie kilka dni temu przeżywaliśmy wspaniałą Uroczystość Bożego Narodzenia. Chóry aniołów, śpiewający pasterze i my wraz z nimi, z całym światem staliśmy u wrót betlejemskiej szopy, gdzie narodził się nasz Zbawiciel, Chrystus Pan.
Dziś, kilka dni później, nasze oczy kierujemy w stronę Tej, która zrodziła nam Zbawiciela. Kierujemy nasz wzrok w stronę Świętej Bożej Rodzicielki.
Oto Maryja.
Oto Matka Boga.
Oto Boża Rodzicielka.
Na progu Nowego 2019 Roku pytamy bardziej lub mniej świadomie, co będzie jutro? Pytamy o coś czego nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć.
Na jednym ze społecznościowych portali internetowych (Onet) zobaczyłem dziś w Nowy Rok na pierwszym miejscu ogromną, rzucającą się w oczy reklamę i napis: „Horoskop 2019 – sprawdź co cię czeka!”
Wokół nas widać, jak bezradny, przestraszony świat ateistów szuka zrozumienia swego życia, swego jutra w kartach, w gwiazdach, podobnie jak czyniono to przed wiekami pokładając nadzieję w pogańskich bóstwach. Wiara we wróżki, pasjanse, horoskopy jest tylko wyrazem przerażającego zagubienia współczesnego człowieka, któremu czasami łatwiej uwierzyć w to, że to karty czy gwiazdy, ich konstelacja będą decydować o naszej przyszłości, niż uwierzyć prawdziwemu Bogu, który dla nas ludzi stał się Człowiekiem, aby nas swym bóstwem ubogacić.
Nowy Rok. Jak wielu w minioną sylwestrową noc składało sobie życzenia w przekonaniu, że to oni sami projektują swą przyszłość, gdy tak na prawdę dziś i nasze jutro jest tylko w rękach Bożej Opatrzności.
Również i my, chrześcijanie, ludzie wierzący, zebrani w naszej świątyni w pierwszy dzień stycznia stajemy na progu Nowego Roku. Jednak ilu z pośród nas nie doczeka końca tego Nowego Roku, bo być może będzie to nasz ostatni rok? Może to będzie tylko moje ostatnie półrocze? Może dziś zaczął się mój ostatni miesiąc, tydzień, a może zaczął się mój pierwszy, ale i zarazem ostatni dzień Nowego Roku?
Mimo tych obaw, to właśnie my ludzie wiary, my chrześcijanie spoglądamy z nadzieją w przyszłość, ponieważ w Maryi znajdujemy wzór życia dla Boga w doczesności, którą tylko Bóg może zamienić w wieczność i dodajmy w szczęśliwą wieczność, ku której ziemski czas codziennie nas przybliża.
My, chrześcijanie, czcimy dziś w pierwszy dzień Nowego Roku Świętą Bożą Rodzicielkę i to przez Nią patrzymy z nadzieją w przyszłość. Maryja ukazuje nam tę przyszłość nie jako jakaś bogini, ale ukazuje ją nam, jako Maryja Dziewica, dziewczyna z Nazaretu, którą Bóg przygotował i wybrał na Matkę Zbawiciela, na Matkę Bożego Syna, na Świętą Bożą Rodzicielkę.
Czcimy ją na progu Nowego Roku ponieważ Maryja, która staje dziś przed naszymi oczami jest też pierwszym pełnym owocem dzieła zbawienia, którego dokonał Jej Syn, a nasz Pan, Jezus Chrystus. Jest pierwszą, która ukazuje nam pełnię odkupienia. Pokazuje początek i cel bycia człowiekiem, ale dodajmy człowiekiem odkupionym.
Dziś uświadamiamy sobie, że to i my jesteśmy jak Ona podobnie odkupieni.
Rodzicielka Boga jest pierwszą, która zaznała tego odkupienia w pełni, dlatego jest Niepokalana, dlatego jest doskonałym wzorem dla mojego i twojego życia.
Na progu Nowego Roku Jezusowy Kościół pokazuje nam autentyczną przewodniczkę ludzi do nowego życia, do pięknego życia w Bogu.
Ona, pełna owoców odkupienia, zachęca nas, byśmy w życiu kroczyli bożymi drogami.
My tutaj zebrani, my zwykli a zarazem niezwykli naśladowcy Maryi, pragnijmy także wydawać owoce łaski tego samego odkupienia, w którym mamy udział przez chrzest święty.
Jakie zatem jest nasze powołanie?
Naszym powołaniem jest pomnażanie dobra.
Dlatego składając sobie dziś życzenia życzmy sobie dobra.
Niech Bóg pomnoży w nas dobro.
Niech to dobro, które rodzi się w nas z pomocą łaski Bożej, będzie pomnażane przez nas w każdej minucie, w każdej godzinie i każdego dnia Nowego 2016 Roku.
A zatem, drodzy bracia i siostry, życzmy sobie dobra.
Życzmy sobie dobra i pomnażajmy je w naszym życiu za pomocą łaski Bożej.
Życzmy sobie dobra w naszej Ojczyźnie, w Polsce, ale i dla naszej Ojczyzny.
Chciejmy, aby Polska nie była areną demoralizacji dzieci, deprawacji młodzieży, ale niech będzie przestrzenią wolności w Bogu, duchowej wolności od zła, korupcji, grzechów, uzależnień, takiej wolności ducha, w której Naród z nad Wisły będzie mógł się rozwijać i ubogacać.
Życzmy sobie, aby w naszej Ojczyźnie rządzący pamiętali, że z racji zajmowanych politycznych stanowisk nie mają sobie służyć, ale obdarowani mandatem zaufania wyborców mają służyć wszystkim obywatelom.
Życzmy dziś sobie, aby Polska przestała być krajem eksodusu tysięcy młodych polaków, waszych synów i waszych córek, którzy we własnym domu, we własnej ojczyźnie nie znajdują godziwych warunków pracy i rozwoju.
Życzmy sobie dobra w naszej Ojczyźnie, aby w niej wreszcie była praca dla każdego, ale równocześnie życzmy sobie, aby pracodawcy w Polsce szanowali swoich pracowników. Jakże często godność pracowników jest dziś naruszana w imię prywatnego interesu. Dziś w Polsce nie tylko nie szanuje się niedzieli, jako dnia Pańskiego, ale też nie szanuje się dziś wolnej soboty, kiedyś wywalczonej za taką cenę przez ‚Solidarność’, za cenę krwi, śmierci i udręk wielu polskich robotników, aby wszyscy Polacy mieli wolną sobotę i niedzielę dla rodziny. Dziś bardzo często niewolnictwo pracy zabija nie tylko młodych Polaków. Dziś w Polsce dochodzi do zniewolenia ludzi przez pracę. Pogoń za pieniądzem i luksusem jest fałszywym celem ludzkiego życia kreowanym przez media.
Praca ma z jednej strony bogacić pracodawców, bo to też ich wielki wysiłek, ale nie za cenę krzywdy pracownika, nie za cenę niewolniczej pracy ludzi.
Życzmy sobie, aby godziwe warunki pracy przekładały się też na wzajemny szacunek pracownika dla pracownika, dla kolegi i koleżanki w pracy. Aby praca nie zamieniała ludzi w tzw. ‚wyścig szczurów’, gdzie po trupach, taranując innych zdobywa się kolejne szczeble zawodowego czy społecznego awansu.
Dziś w Nowy Rok życzmy sobie dobra również w Kościele, w Jezusowym, katolickim Kościele.
Życzmy sobie, aby papież Franciszek był tym, który z mandatu Chrystusa umacnia wiarę wszystkich braci. Życzmy sobie, aby papież Franciszek nie był dłużej przedmiotem manipulacji ze strony ateistycznych mediów, które często manipulując papieskimi wypowiedziami usiłują przedstawić go w opozycji do biskupów poszczególnych krajów, czasami w opozycji do kapłanów, niekiedy jakby papież był w opozycji do katolickiej nauki, doktryny, a czasami wręcz, jakby był w opozycji do samego Chrystusa i Jego Ewangelii.
Życzmy dziś dobra naszym biskupom. Niech będą dobrymi pasterzami powierzonego im ludu. Niech będą po stronie narodu. Niech też będą ojcami dla swoich kapłanów, którym w dzisiejszych czasach nie jest łatwo być na pierwszej linii ‚frontu’. Niech wspierają nas kapłanów w gorliwości, w budowaniu Jezusowego Królestwa, nawet za cenę wykluczenia, pogardy ze strony świata, czy nawet męczeństwa.
Życzmy sobie, Siostry i Bracia, dobrych i świętych kapłanów w naszych, waszych wspólnotach parafialnych. Niech ‚pachną owcami’, jak mówi papież Franciszek.
Życzmy też sobie dziś na progu Nowego Roku, aby nasze katolickie rodziny odnowiły w sobie sakrament miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej.
Życzmy sobie, aby wszyscy małżonkowie w tym Nowym Roku na nowo rozpalili w sobie ogień miłości, która zaprowadziła ich do ołtarza, gdzie przed Bogiem i Kościołem zawarli nierozerwalne małżeństwo.
Życzmy sobie dobra w rodzinach. Niech ojcowie i matki będą dla swych ochrzczonych dzieci przewodnikami wiary przez przykład codziennej, pobożnej modlitwy, przez czynny udział w coniedzielnej Mszy św., przez częstą, wspólną, rodzinną spowiedź, a nie tylko od święta.
Siostry i bracia,
Źyczmy dziś sobie dobra w nas samych.
A Maryja, która zrodziła nam ludziom największe Dobro, Zbawiciela Świata niech oręduje za nami i wspiera każdą i każdego z was w Nowym 2016 Roku.
Niech wszelkie dobro od dziś w nas i wokół nas wzrasta ku pełni człowieczeństwa, które jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Amen.

grudnia 31, 2018

Homilia na Nowy Rok, (C) – Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki - Jaki będzie ten rok?

grudnia 31, 2018

Homilia na Nowy Rok, (C) – Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki - Jaki będzie ten rok?
Kochani moi. Już mamy Nowy Rok, Rok Pański 2019. Tamten już minął. Pożegnaliśmy go Sylwestrem. Nie wiem, jaka była dla ciebie ta noc? Jedni chcieli się ucieszyć balem sylwestrowym, drudzy zostali przy służebnych zajęciach, dla chorych była to jeszcze jedna noc cierpienia, dla więźniów jeszcze jedna noc samotności; jeszcze dla innych noc modlitwy w kościołach i w domach, noc dziękczynienia Bogu, noc przepraszania Boga, noc błagania Boga, aby Nowy Bok był lepszy. Ekonomiści zakończyli rok gospodarczy. Planiści zaprogramowali następny, księgowi uczynili bilans. Ukaże się rocznik statystyczny za rok miniony, a każdemu z nas zostaje pragnienie: żeby było trochę lepiej, żeby ludzie stali się trochę lepsi, żeby ten świat stary stał się nowym światem. Czy stanie się tak i kiedy? Tak, ten świat stanie się nowy, kiedy człowiek stanie się lepszy.
Człowiek z nocy sylwestrowej jest podobny do Nikodema, który przychodzi nocą i pyta Chrystusa: co mam uczynić, aby być zbawionym? Musisz się na nowo narodzić. Jak to mam zrobić ja stary człowiek? Musisz się na nowo narodzić z wody i z Ducha Świętego (J 3, 5).
Na nowo narodzić się, to znaczy na nowo uwierzyć Bogu. Bóg ma się stać dla mnie nowym zdziwieniem, żebym zaczął myśleć po nowemu, chcieć po nowemu i po nowemu żyć jak człowiek. Świat boi się człowieka rozumu — bez wiary, bo taki może wymyśleć genialne głupstwo, które stanie się zniszczeniem człowieka i świata. Świat dziś boi się człowieka woli — bez wiary, bo taki może stać się tyranem i podeptać wszelkie szlachetne pragnienia. Świat boi się dziś człowieka, co zwapniały jest w schematach swego postępowania, bo taki zniszczy w początku każdą witalną siłę ku odrodzeniu. Nam wierzącym nie wolno w żadnym nowym roku życia ucieszyć się tym, że nie jestem kłamcą, cudzołożnikiem, zabójcą, złodziejem — jako tamten. W takiej radości można się szybko zestarzeć i nie zauważyć, że Bóg się na nowo narodził, a ja pozostałem człowiekiem adwentowym. W Nowym Roku muszę na nowo odkryć tajemnicę Boga, muszę na nowo odkryć moc Jego słowa, które wiecznie trwa, a jest żywe, młode i skuteczne, muszę na nowo odkryć potęgę modlitwy, która czyni cuda. Poznał wół i osioł swego Pana, a człowiek Go nie poznał.
Na nowo się narodzić, to znaczy na nowo zacząć miłować. Siłą każdego odrodzenia jest miłowanie. Jeżeli nie kochasz Boga i człowieka, stałeś się rachitycznym szkieletem obleczonym w człowieczą skórę, w którym wyschło serce. Takie okazy należy zbierać do muzeum antropologicznego. Gorzej gdy w sercu zamiast miłowania zamieszka nienawiść. Ci są najbardziej niebezpieczni. Takich społeczeństwo winno bezpiecznie oddzielić jako okazy, które się nie rozwinęły w swoim człowieczeństwie, a reprezentują tylko ewolucyjny atawizm gatunku człekokształtnych. Popatrz, kochany — tydzień od wigilii. Jaki nowy byłby świat, gdyby ludzie wyciągnęli do siebie ręce z opłatkiem i mówili słowami miłowania. Tę mowę rozumieją i zwierzęta, a nawet najbardziej drapieżne stają się łagodne, bo mowę serca — ewangelię — rozumie wszelkie stworzenie. Człowieku, rok idzie nowy, a ty wciąż po staremu chcesz nienawidzić, zabijać, kłamać, cudzołożyć, kraść i niszczyć?! Chcesz reformować, nawracać, przekonywać, świat odradzać — a kochasz? To do nas mowa — szlachetni chrześcijanie. Gdybyśmy w Nowym Roku potrafili być ludźmi z .wigilii Bożego Narodzenia, to stary, odchodzący rok powiedziałby raz jeszcze: patrzcie jak oni się miłują.
Na nowo się narodzić, to znaczy mieć nową, radosną nadzieję. Pytasz mnie, czy w Nowym Roku stanie się nowy, lepszy świat? Tak. To mówi Pan: „wtedy swe miecze przekują na lemiesze a włócznie na sierpy” (Iz 2, 4). Popatrz, ile tego żelastwa. Ile z tego byłoby pługów? Uprawiłby człowiek tę oskalpowaną ziemię i sierp jeden by nie wystarczył, aby zebrać plony, bo: „ziemia wyda swój owoc i rozweseli się pustynia i spieczona ziemia i rozradują się stepy i zakwitną … i ziemia zrodzi kwiaty i lilie polne … wtedy wilk zamieszka z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą … niemowlę igrać będzie na gnieździe kobry … a dziecko włoży rękę do kryjówki żmii … będzie tam droga czysta i głupi nie będą się po niej wałęsać … spotkają się ze sobą dobroć i wierność, ucałują się sprawiedliwość i pokój, wierność z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość spojrzy z nieba” (Iz 35; 11; Ps 85, 11—12). To mówi sam Pan. I do ojczyzny mojej do mego umiłowanego Jeruzalem powie Pan: „rozszerz przestrzeń twego namiotu, nie krępuj się, wbij mocno słupy, bo się rozprzestrzenisz na prawo i lewo i twoje potomstwo zaludni opuszczone miasta … na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę … będziesz prześliczną koroną w rękach Pana i królewskim diademem w dłoni twego Boga i nie będą mówić o tobie porzucona, a o krainie twojej już nie powiedzą spustoszona … bo góry mogą ustąpić a pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie” (Iz 54; 62).
O Boże, Boże mój, nie mów więcej, bo serce moje nie zniesie. Dzieciątko Małe — Boże mój wielki, przymnóż mi wiary, że się to stanie, daj mi serce nowe, abym w Nowym Roku był nowym człowiekiem. I zostaw mi tę nadzieję, że sny szlachetnych ucieleśnisz, że stanie się wszystko nowe i dawne rzeczy przeminą.
Bogurodzico, Matko nowego życia, Matko naszych nowych nadziei, powiedz nam jeszcze raz na Nowy Rok ku pokrzepieniu serc: „Nigdy jam ciebie ludu nie rzuciła, nigdym od ciebie nie odjęła lica, jam po dawnemu moc twoja i siła — Bogurodzica” (M. Konopnicka).
Bracia kochani, więc nie bądźcie już smutni, przecież Bóg się narodził i moc struchlała, nowy rok przyszedł, dnia przybędzie, świat będzie lepszy; tylko czy ty nie zostaniesz starym człowiekiem z tamtego roku? Więc dziś, w pierwszy dzień Nowego Roku wyciągam nad tobą ręce i błogosławię ci, jak kazał Pan: „Niech Pan cię błogosławi i niech cię strzeże, niech rozpromieni oblicze swe nad tobą i niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem”. Amen. (Lb 6, 24—26)


grudnia 22, 2018

Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (C) - Pasterka – Cicha i święta noc

grudnia 22, 2018

Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (C) - Pasterka – Cicha i święta noc
"Oto zwiastują wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu; dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawi­ciel, którym jest Mesjasz Pan!" (Łk 2,10)
Ukochani Bracia i Siostry!
W tę jedyną i niepowtarzalną, cichą i świętą noc roku ze szczególnym przejęciem chcemy wniknąć w tajemnicę Betlejem. Przeto z wielkim wzruszeniem wpatrujemy się w łagodne oblicze Maryi, która w grocie betlejemskiej porodziła tak wytęsknionego, kilka tysięcy lat wyglądanego Mesjasza. Patrzymy na św. Józefa, pragnącego zaradzić wszystkim niedogodnościom Maryi, osłonić ją od tego, co mogłoby jej sprawić przykrość. Ciesząc się narodze­niem Jezusa, Józef na pewno sam głęboko przeżywał tajemnicę Betlejem, choć i jemu tak wielką boleść musiał sprawić fakt, że kiedy szukał schronienia z mającą wkrótce porodzić Maryją, ni­gdzie nie chciano ich przyjąć. A przecież przyszedł do swoich krewnych - stryjów i kuzynów, gdyż pochodził właśnie z Betlejem. Nie było jednak dla nich miejsca, gdyż każda rodzina obawiała się rytualnej nieczystości z powodu obecności w domu rodzącej kobie­ty.
Ale z całą pewnością powyższe rozważania nie przysłoniły Józefowi istoty tego, co dokonało się w Betlejem. Oto Chrystus przyszedł na świat! "Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami!" (J 1,14). Bóg w ciszy betlejemskiej nocy złożył ludzkości wyznanie swej miłości, zsyłając swego Syna na świat.
Nie pojęli tego mieszkańcy Betlejem. Siedzieli nad pełnymi misami i zadowoleni z siebie spędzili tę noc jak jedną z wielu, nawet nie przypuszczając, że tuż obok narodził się od wieków obiecany Mesjasz.
Nie oni zostali wybrani na świadków tej wielkiej tajemnicy Miłosierdzia Bożego - przybycia Chrystusa na ziemię. Oto Anioł Pański pospieszył na pola pasterzy, tuż za Betlejem, obudził ich i przekazał im orędzie o narodzeniu Zbawiciela. I jak podaje tradyc­ja - choć zmęczeni, lecz bez wahania, spontanicznie postanowili złożyć hołd nowo narodzonemu i obdarować Go "owocami ziemi i pracy rąk ludzkich". Nie bali się pozostawić całego dobytku w ciemnościach, nie bali się trudu nocnej wyprawy, lecz wielkodusz­nie zostawiając wszystko, pospieszyli na spotkanie z Jezusem. W tym samym czasie i trzej Mędrcy z odległych krajów bez wahania, za przewodem gwiazdy betlejemskiej, wyruszyli w nieznane, by uczcić Zbawiciela świata.
Nie pojęli tego, co zaszło w Betlejem jego mieszkańcy; nie zrozumiał i Herod, który w pobliskiej Jerozolimie dojrzewał do ohydnej zbrodni. Tajemnicę Betlejem odkryli natomiast pasterze. Pojęli ją trzej Królowie.
Kilka lat temu tuż przed Bożym Narodzeniem telewizja fran­cuska nadała program, w czasie którego kamery telewizyjne usta­wiono w ukryciu przed wyjściem z dużego pawilonu handlowego w Paryżu. Wiele osób wychodziło ze świątecznymi zakupami. Młody człowiek pytał niektórych: Czy moglibyście pomóc młodemu mał­żeństwu, które przybyło do Paryża z Palestyny? Są w trudnej sytuacji. Nic nie mają, a ona spodziewa się dziecka. Nikt z pyta­nych nie odpowiedział pozytywnie, wszyscy mieli jakieś trudności. Dopiero właściciel małej kawiarenki, Algierczyk, ofiarował swoją pomoc, pieniądze, samochód do szpitala, pokój...
Jaki z tego wniosek? Ludzie, wciąż mówią o wierze w Boga, wolą jednak, by był On bardziej nieobecny, mniej bezpośredni, raczej historyczny niż dzisiejszy.
Bóg się narodził! Miejmy odwagę zapytać siebie o to, czy Chrystus narodził się dzisiaj w naszym domu, w naszej rodzinie?
W betlejemską noc "naród kroczący w ciemności ujrzał świat­łość wielką, nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło" (Iz 9,1). Wysłannicy nieba budzili pasterzy. Dziecko, które się narodziło, było Synem Najwyższego Boga. Bezradnie otworzyło ręce. Boga można było wziąć w ramiona. I wyciągnęły się do Niego różne ręce. Te najbardziej kochające - ręce Matki. Były też ręce męskie, pełne troski i zakłopotania - ręce Józefa. A także ręce pasterzy: spracowane, twarde, ale szczere, niosące to, co miały, dzielące się swoim ubóstwem. Do Dziecka wyciągnęły się też ręce gościnne, które otworzyły drzwi jakiegoś domu i przenios­ły je ze stajni do mieszkania. Bóg na te ręce czekał i oddał się im bez zastrzeżeń.
Do tego Dziecka z Betlejem wyciągnęły się też inne ręce. Ręce pełne zazdrości, niechęci i nienawiści. Chwytające za miecz i wy­pełniające Betlejem płaczem matek i krwią zabijanych dzieci. Ręce Heroda i jego sług. Bóg przed tymi rękami uciekał, dopóki nie zastygły martwe. Dopiero wówczas wrócił z Egiptu.
Betlejemska noc była nocą wyciągniętych rąk ludzkich w stronę Boga. Popatrzmy uważnie na nasze ręce. Zapytajmy się, czy są to ręce Maryi, Józefa czy pasterzy? A może są to ręce Hero­da i jego straży? Czy czekają one z radością na nowo narodzonego Boga, czy też musi On przed nimi uciekać?
Pod koniec ubiegłego wieku położono podmorski kabel telefo­niczny łączący Amerykę z Europą. Pierwszymi słowami, jakie przeniósł on z jednego brzegu na drugi, były słowa: "Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli". Były to te same słowa, którymi w betlejemską noc aniołowie pozdrowili pas­terzy, kiedy po raz pierwszy nawiązana została łączność między niebem a ziemią, kiedy przyszedł Jezus jako pośrednik między Bogiem a nami, abyśmy mogli porozumieć się z naszym Ojcem w niebie.
Pomyślmy o pokoju na ziemi. Kto by pragnął wojny i ją wy­woływał, uważany byłby za "podżegacza wojennego". Kto by prag­nął go, ale nie starał się o to, co warunkuje zachowanie pokoju, takiego człowieka uznać by trzeba za szaleńca. Kto chce pokoju i czyni wszystko, co jest konieczne do jego zachowania w państwie, w miejscowości, w której mieszka, w rodzinie, jest jednym z tych, o których śpiewali aniołowie. Jest człowiekiem dobrej woli.
A my do jakiej grupy ludzi należymy? Czy wielu z nas nie powinno się uważać za szaleńców? Wielu z nas chciałoby, aby wypełniła się druga część betlejemskiej pieśni aniołów - pokój lu­dziom dobrej woli - ale bez pierwszej. Chcielibyśmy mieć w świe­cie pokój, ale bez oddawania chwały Bogu. A to jest niemożliwe! Chcieć pokoju na świecie, w kraju, w rodzinie, a przy tym wy­rzucić Boga z wszelkich przejawów życia społecznego i prywatnego jest czymś bezsensownym. Nie ma pokoju bez Boga! To, co ogłosił anielski śpiew nad betlejemską szopą jest zasadą, której w żaden sposób nie da się zmienić. Jak jednak oddawać chwałę Bogu, aby zyskać Jego pokój? Klaskaniem czy wołaniem «niech żyje!»? Nie, Bóg pragnie czegoś więcej.
Zbrodnią jest nie chcieć pokoju. Pragnąć pokoju bez Boga jest utopią. Chcieć pokoju z Bogiem - to jest prawdziwa mądrość. Po­winniśmy więc życzyć sobie tego, byśmy dostrzegali żywą prawdę, iż Bóg wszedł w ludzkie życie; a wskrzeszając tę prawdę w ser­cach, wyszli z tych świąt bogatsi duchowo, z radością, która nigdy nie gaśnie. Czasem mogą ją zasłonić małe, bezwartościowe rzeczy. Ale po chwilowej nieobecności wraca ona - i tych, którzy są temu światłu wierni - prowadzi do celu człowieczego trudu.
Ukochani Bracia i Siostry!
Tajemnica Betlejem staje tej nocy i przed nami. Patrząc na postawę pasterzy i mędrców, łatwo dostrzegamy, iż kluczem do odkrycia tej tajemnicy była prostota ich wiary. Bezgranicznie zaufali Bogu, nie targowali się z Nim, nie stawiali wymagań jak Herod, nie byli zajęci tylko sobą jak mieszkańcy Betlejem i dla­tego spotkali Zbawiciela, który przyszedł na ziemię. I my w takim stopniu wnikniemy w tę tajemnicę i przeżyjemy te święta Bożego Narodzenia, w jakim z prostotą zaufamy Bogu. Jeśli rzeczywiście przyjmiemy tę prawdę jako naukę dla nas, gdy nie będziemy się zamartwiać naszymi ziemskimi królestwami; gdy na ten krótki czas zapomnimy o naszym dobytku; gdy spędzimy te święte dni nie jak mieszkańcy Betlejem, siedząc nad zastawionymi stołami i myśląc tylko o sobie...
Abyśmy, dzięki bezgranicznemu zawierzeniu Bogu, mogli usłyszeć i przyjąć słowa Anioła: "Oto zwiastują wam radość wiel­ką!" (Łk 2,10). Tego i sobie i Wam wszystkim życzę. I niech się tak stanie. AMEN


grudnia 22, 2018

Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (C) – Pasterka – Bóg jest z nami.

grudnia 22, 2018

Homilia na Uroczystość Bożego Narodzenia (C) – Pasterka – Bóg jest z nami.
„Oto zwiastuję wam radość wielką…, dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan” (Łk 2,10-11).
Drodzy Bracia i Siostry!
Jeszcze niedawno zasiadaliśmy przy wigilijnym stole. Był opłatek, którym łamaliśmy się z najbliższymi, były życzenia, które składaliśmy sobie nawzajem. A teraz jesteśmy tutaj, bo nie wyobrażamy sobie Bożego Narodzenia bez Pasterki.
Co naprawdę sprowadza nas dzisiaj do tej świątyni? Co sprawia, że co roku, o tej porze pustoszeją ulice naszych miast, że na drogach jest mniej samochodów, że tyle świątyń, które przez większość niedziel wydają się zbyt obszerne, dzisiaj są przepełnione. Co sprawia, że nawet ci, którzy na co dzień nie zwykli naprzykrzać się Panu Bogu, dzisiaj nie krępują się śpiewać na cały głos „Lulajże Jezuniu”. Czy to tylko kwestia tradycji, wspomnień wyniesionych z dzieciństwa, niepowtarzalnego nastroju tej „cichej i świętej nocy”?
Chociaż zmęczenie przedświątecznym zagonieniem i przeżycia Wigilii nie sprzyjają rozmyślaniom, zechciejmy przez chwilę zastanowić nad tym, o co naprawdę chodzi w Bożym Narodzeniu. Nie w tym komercyjnym, które w reklamie i supermarketach trwa już od tygodni, ale w tym prawdziwym, które dzisiaj rozpoczynamy.
Kochani moi!
Nie jest łatwo odkryć prawdziwy sens świąt Bożego Narodzenia w czasach kiedy stały się one jednym z najbardziej atrakcyjnych towarów na sprzedaż, na którym można doskonale zarobić. Nie jest też łatwo wydobyć treść Bożego Narodzenia spoza parawanu folkloru i łatwego sentymentalizmu, sielanki i światełek.
W centrum Bożego Narodzenia stoi wydarzenie, które zmieniło historię świata. Św. Łukasz opisuje je w sposób pozbawiony jakiegokolwiek patosu, bez śladu sielanki i ckliwości, których tyle jest pastorałkach, szopkach, jasełkach czy kartkach świątecznych. „Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,6-7).
Święta Bożego Narodzenia, to jednak nie tylko wspomnienie czegoś, co wydarzyło się dawno temu. Jest to przede wszystkim „Dobra Nowina” skierowana do nas wszystkich. Nie może w nich zabraknąć zadziwienie wiary, które rodzi się z uświadomienia sobie, że „niemowlę owinięte w pieluszki i położone w żłobie” to „Zbawca i nasz Bóg”, to Ten, który dla nas ludzi i dla naszego zbawienia stał się człowiekiem (Wyznanie Wiary). Prawdziwy sens tego, co wydarzyło się niegdyś w Betlejem, odsłania nam św. Paweł w II czytaniu mszalnym: „Ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom” (Tt 2,11).
Ukochani!
Każde Boże Narodzenie mówi nam o niezwykłej i niepojętej bliskości Boga. Przypomina nam, że Dziecię „owinięte w pieluszki i położone w żłobie” to naprawdę Emmanuel – „Bóg z nami”. Przypomina nam, że w Dziecięciu z Betlejem Bóg stał się tak bardzo bliski dla każdego z nas, że możemy do Niego odnosić się do Niego z poufałością i wielką miłością, z jaką odnosimy się do nowo narodzonego dziecka.
Jak to możliwe, by się rodził Ten, który istnieje od wieków? Jak to możliwe, że Stwórca i Pan wszechświata przychodzi na ziemię w ubóstwie i opuszczeniu? – Św. Paweł nam podpowiada: „to dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8,9). „Pan wielkiego majestatu”, z miłości do nas stał się człowiekiem. Wspaniale wyraził to nasz poeta Franciszek Karpiński: „Bóg porzucił szczęście swoje, wszedł między lud ukochany, dzieląc z nim trudy i znoje”(kolęda „Bóg się rodzi”).
Ukochani Bracia i Siostry!
Nie ma Bożego Narodzenia bez miłości. Chrystus przychodzi na świat, aby usuwać mury wrogości, jakie ludzie tworzą pomiędzy sobą, kierując się często uprzedze­niami i pretensjami. W tę noc szczególnie (ale nie tylko), chce­my być dobrzy, nawet lepsi dla siebie nawzajem i dla wszy­stkich ludzi. Czy ten program, jaki niesie nam dzisiejsza uroczy­stość nie wydaje się nam zbyt wyidealizowany i przez to nie­realny? A jednak jako chrześcijanie — a więc Chrystusowi i na­leżący do Niego — musimy potwierdzać na codzień naszym ży­ciem i postawą, że miłość jest potężniejsza niż złość ludzka czy nienawiść i że w ostatecznym rozrachunku historycznym tylko miłość, sprawiedliwość i prawda mają szanse zwycięstwa. A więc te święta mają być dla nas świętami miłości i braterstwa wszy­stkich ludzi, wszystkich Polaków. Wiemy również, że Jezus Chry­stus, do którego zbliża nas w szczególny sposób Maryja — był nawet w najgorszych okresach dziejów naszych natchnieniem, źródłem mocy i przyczyną wyzwolenia z wszelkiego zniewolenia i duchowego upadku, do którego prowadzą: nienawiść, fałsz i kłamstwo, nieuczciwość i nasze ludzkie słabości i grzechy.
Polska tradycja powiązała wigilię z pasterką. A z historii znamy różne wigilie. Były też wigilie trudnych czasów. I chociaż były wydarzenia przygnębiające to ludzie dzielili się wza­jemnie nadzieją. Znany jest nam dobrze obraz, namalowany przez Jacka Malczewskiego, ukazujący wigilię zesłanych. Ludzie spo­niewierani, udręczeni, wyeksploatowani pracą ponad ludzkie moż­liwości, wygłodzeni i wydawałoby się, że prawie zapomnieli już o swoim człowieczeństwie, o godności i dostojeństwie człowieka. W tę noc wigilijną jednak wyciągają do siebie ręce, łamiąc na drobne okruszynki kromki czarnego chleba i okazują sobie dobre serce, które na chwilę jakby odtajało miłością i życzliwością. Łzy stawały im w oczach, słowa zamierały na ustach, ale prze­żywali prawdziwe braterstwo i odnajdowali chociaż na chwilę swoją godność człowieczeństwa w Chrystusie, który stał się czło­wiekiem dla nas i naszego zbawienia czyli wyzwolenia ducho­wego. Bóg stał się człowiekiem — aby człowiek był bardziej podobny do Boga. Jezus pragnie zniszczyć wszelkie mury wro­gości, uprzedzeń, nieporozumień, które tworzą wciąż ludzie. Chry­stus pragnie byśmy byli bliżsi Jemu i zarazem bardziej życzliwi względem siebie.
Św. Jan Paweł II woła do nas: nie bójcie się przyjąć Chrystusa, otwórzcie Mu drzwi; a przed zbawczą mocą Chrystusa otwórzcie serca. On wie czego nam najbardziej potrzeba, On udziela nam mocy, abyśmy się stali dziećmi Bożymi, On się narodził, abyśmy życie mieli. On ma słowa życia wiecznego!
Pragniemy przeżywać te święta w sposób głęboki a nie tylko tradycyjnie i powierzchownie. Nie zróbmy z Bożego Narodzenia smutnej i beznadziejnej „szopki". Wzorem przeżycia tej uro­czystości niech będzie Matka Najśw., która głęboko zadumała się nad tym, jak Bóg umiłował świat i jak poważnie potraktował człowieka. To zadumanie i zarazem zatroskanie odczytujemy z Jas­nogórskiego Wizerunku, który jest znakiem obecności Maryi, Jej zatroskania o nas i pozwala nam odkryć i odnaleźć w Chrystusie naszą godność i sens życia.
Po to są święta Bożego Narodzenia, aby uczyć się miłości, podawać sobie ręce, życzliwie do siebie uśmiechać, przebaczać i zapominać o tym co było złe, i co nas dzieli, by można z Chrystusem na nowo rozpoczynać lepsze życie. Wydarzenia świętej nocy betlejemskiej przeżywamy w podniosłym nastroju zwłasz­cza tu na Jasnej Górze przed obliczem Bogarodzicy. Tej nocy okazała się nam ludziom wyjątkowa dobroć i łaskawość Bo­ga, który dla nas i dla naszego zbawienia stał się Człowiekiem, aby każdego kto w niego wierzy obdarzyć łaską i prawdą.
Najmilsi!
Bóg, który kolejny raz przychodzi do nas w tajemnicy Bożego Narodzenia nie będzie narzucał nikomu swej obecności, jak nie narzucał się mieszkańcom betlejemskich domów, którzy nie otworzyli drzwi w noc Jego przyjścia na świat. On wyraża jedynie gorące pragnienie przyjścia do każdego z nas. I przyjdzie, jeśli mu na to pozwolisz. Za chwilę, odmawiając nasze „Wyznanie Wiary” przyklękniemy na dobrze znane nam słowa: „On to dla nas, ludzi, i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba i stał się człowiekiem”. Wymawiając te słowa, niech każdy z nas zrobi to w poczuciu wielkiej wdzięczności i niech pomyśli wyjątkowo tylko o sobie: To dla mnie, naprawdę, Bóg stał się człowiekiem. Amen.


grudnia 22, 2018

4. Niedziela Adwentu (C) – Nie gaście Gwiazdy Betlejemskiej

grudnia 22, 2018

4. Niedziela Adwentu (C) – Nie gaście Gwiazdy Betlejemskiej

Kończy się Adwent. Czas oczekiwania i tęsknoty, śpiewu rorat, świec i lampionów, które dzieci z ochotą przynoszą do kościoła.
Adwent to okres oczekiwania, o którym na pewno wiemy, że się spełni, a spełni się w ciszy. Adwent dokonuje się w ciszy i zmierza ku „świętej i wielkiej nocy", w czasie której Słowo stało się Ciałem.
Słyszymy w dzisiejszej Ewangelii o Betlejem... „A ty Betlejem Efrata..."
Ponad światem wyniosłych miast, kominów i dymu.
Ponad światem wojen, arsenałów, zmagazynowanej broni, rakiet kosmicz­nych, odrzutowców.
Ponad światem krzywdy, niesprawiedliwości, bezprawia, lekceważenia człowieka i życia.
Ponad światem krzeseł elektrycznych, szubienic, gilotyn, więzień, krat i cel śmierci.
Ponad światem fałszu, zagipsowanych ust, konfiskowanych prawd, wrze­szczących i natarczywych kłamstw.
Ponad światem lustrzanych hoteli, pałaców, nudy, przesytu, wytwornych spelunek.
Ponad światem głodu.
Ponad światem nieczystych rzek, zatrutych mórz, uśmierconych ryb, ugrzęzłych w rozlanej ropie mew i łabędzi, gleby rodzącej jadowite ziarna i owoce.
Ponad światem trwogi i niepewności, panowania jednych nad drugimi, stosowania przemocy człowieka nad człowiekiem.
Ponad światem nieżyczliwości, walki o pierwszeństwo, o miejsce do życia i umierania.
Ponad tragizmem trzęsienia ziemi i śmierci tysięcy ludzi.
Ponad takim właśnie światem każdego roku zapala się mała Gwiazda Betlejemska, nie nad kosztownym pałacem, ale gdzieś nad ubogą stajnią, nadzieja nikła jak promień słomy w żłobie. Wydaje się daremna. Ale nie gaśnie, jest znowu nad nami. Z nami. W nas...
Ukochani!
To światło gwiazdy wigilijnej, które od dwu tysięcy lat jest tak pieczołowi­cie strzeżone przez Kościół, także na naszych ziemiach, przyczyniło się w dużej mierze do tego, że gwiazda ta nie zgasła. Naród nasz po latach nieszczęść i niewoli powstał i trwa.
Na drodze Adwentu - Maryja, Gwiazda Przewodnia, niesie Boga i wielbi Go u swej krewnej Elżbiety.
Z radością wołamy dzisiaj wraz z Maryją: Boże, daj nam zbawienie.
Wołamy jednak również: Boże, daj nam wybawienie z naszych codziennych kłopotów i trudności, aby w naszym życiu nie zgasła Gwiazda Betlejemska. On - Chrystus - jest pierwszą Osobą w moim życiu. Dzisiaj jestem zasłuchany w Jego słowa, które mówią o naszym zbawieniu. ,,Pan jest blisko, pójdźmy oddać Mu pokłon"...
Wszystkie teksty Pisma Św. w okresie adwentowym wskazują na Boga, który ma przyjść, na Tego, który jest, ale w swym odwiecznym wydarzeniu bóstwa wciąż do nas przychodzi. Właśnie w Jezusie Chrystusie, w Emmanuelu, w „Bogu z nami", idziemy równocześnie zawsze naprzeciw Boga i człowieka. Bo my wiemy przecież, że „Im dusza się rozprzestrzenia, tym większy staje się Bóg" (A. Asnyk). Im bliżej Boga, im więcej światłości z góry, im jaśniejszy jest blask gwiazdy wigilijnej, tym większy staje się człowiek.
Drodzy Bracia i Siostry!
Wszyscy winniśmy dążyć do tego, by do naszego życia osobistego, społecznego, narodowego i międzynarodowego dotarło światło gwiazdy wigilijnej, Ewangelii Chrystusowej, bez której w pełni ludzkie i normalne życie nie jest właściwie możliwe. Ile nadziei trzeba było w naszym Narodzie pogrzebać z tego powodu, że w taki czy inny sposób - i to niejednokrotnie systematycznie (nawet w grudniu) - gaszono gwiazdę wigilijną. A jak wiele gwiazd w naszym narodzie nie świeci jeszcze pełnym blaskiem, a ile nie świeci w ogóle... Czekamy, aby jak na choince zaświeciły nam gwiazdy po­szanowania praw człowieka i pełnej demokracji.
Jedna z bajek Andersena pt. „Gwiazda wigilijna" kończy się takim morałem: jak długo nad danym królestwem świeciła gwiazda wigilijna, tak długo działo się w nim dobrze. Ludzie byli dobrzy i szczęśliwi. Gdy jednak ona zagasła, ponieważ ją przeklęto, wszystko zmieniło się na niekorzyść, brakło bowiem ludzkiej dobroci, sprawiedliwości, zadowolenia i szczęścia w królestwie Andersena.
Moglibyśmy i dzisiaj zawołać: nie gaśmy nigdy i nigdzie wigilijnej gwiazdy.
Jakie są dzisiaj nasze Adwenty? Jaki jest nasz czas, poprzedzający Wigilię?...
Dobrze, jeżeli jeszcze w bliskości Świąt, które tak bardzo kochamy mamy wspomnienie i uszanowanie tradycji. Może to będzie wspomnienie i uszano­wanie tradycji. Może to będzie wspomnienie domu rodzinnego mojego dzieciństwa... moich malowniczych miast i wsi... Być może pielęgnujemy całe piękno atmosfery Adwentu i tradycję, którą przekazali nam rodzice.
Ale zdarza się, że w Polsce powojennej nasze dzieci nie znają już zapachu świeczek, śpiewu kolęd w wigilijny wieczór, gdzie nie słucha się już bożonarodzeniowego orędzia.
Można - moi Drodzy - przyjąć chrześcijańskie formy obchodzenia Wigilii i Świąt, roz­mijając się całkowicie z tym, co istotne. Sens obrzędu ulega zafałszowaniu, pozostaje dziwna a pusta krzątanina i sporo zakłopotania, a na dnie serca ołowiany osad niedosytu. Na sposób świecki, gdzie się opowiada różne bajki i klechdy. Można nawet wziąć do ręki opłatek i tradycyjnie się nim połamać, ale w świeckim obrzędzie nie można mówić o postawie chrześcijańskiej. Kto nie zostanie ugodzony wieścią o Wcieleniu się Boga i jak Maryja nie odda Mu czci, ten nie przeżyje atmosfery Świąt i nie rozpozna Oczekiwanego... Może nie zrobić Mu miejsca, tak jak nie było dla Niego miejsca w Betlejem. Może wtedy będzie się nam tylko wydawało, że On przyszedł i do nas...
Jakkolwiek rysowałaby się sylwetka zeświecczonego człowieka naszych dni, święto Wcielenia Odwiecznego Słowa wyraża najgłębszą treść Bożego Narodzenia i sprowadza się do prawdy: Bóg staje się człowiekiem.
Moi Drodzy!
Człowiek w tych dniach sam staje się bardziej ludzki. Udaje się na poszukiwanie innego człowieka, szuka osamotnionego, chorego, niespraw­nego, ociemniałego, pogrążonego w smutku, nawiązuje kontakt z uwięzio­nym. Sprawia innym radość, przerzuca pomosty między wrogimi po­stawami, rozdziela podarunki i wzbudza dawno wygasłe uczucia ufności. Tutaj manifestują się formy humanizmu mające swoje źródło w Piśmie Św.: „Ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga do ludzi" (Tt 3,4).
Ukochani Bracia i Siostry.
Jutro, to już jutro usiądziemy do stołu wigilijnego. Weźmiemy do ręki opłatek. W prostej symbolice rodzinnego stołu, wtedy kiedy człowiek łamie się opłatkiem, jest jakiś daleki refleks zjednoczenia się ludzi między sobą i zjednoczenia się ludzi z Bogiem. Łamanie chleba jest proste, łamanie opłatka jeszcze prostsze - ale życie bardzo skomplikowane, bo w życiu ludzkim są przepaści, kręte drogi, kanty, czasem bardzo ostre. W te krzywizny i przepaście często wpada człowiek... I stąd potrzebny jest stół zjednoczenia, wspólnota łamanego chleba - białego opłatka, symbolika łańcucha czterech, pięciu czy więcej osób - które się spotykają przy wigilijnym stole...
Tak czynili chrześcijanie od samego początku, gromadzili się na łamaniu chleba. I również my, Polacy, gromadzimy się na łamaniu chleba w sposób szczególny w Wigilię. Ten nasz „polski opłatek" jedni wywodzą z tradycji pierwszych chrześcijan, ale jest również inna wersja, która mówi, że ta tradycja wcale nie jest tak dawna. Bo przecież tylko my Polacy mamy zwyczaj dzielenia się opłatkiem. Tradycja ta wywodzi się od czasu Powstania Styczniowego. Kiedy zsyłano za udział w Powstaniu na Syberię - zsyłano, wiadomo, tych, którzy brali udział w Powstaniu, a więc mężów, ojców rodzin, dorosłych synów, tych, którzy byli ostoją rodziny. Zostali wyrwani z polskich rodzin, które miały takie bogate tradycje świątecznego stołu. Początkowo zesłańcom wysyłano paczki, ale z czasem paczki przestały dochodzić; posyłano listy, a w nich to, co jest najdroższe człowiekowi, sprasowany chleb - taki jak ten, który jest łamany na ołtarzu. I posyłano go do tych, którzy byli daleko - na Syberii. Tamci też odejmując sobie od ust, racjonowany chleb prasowali, wkładali do koperty i wysyłali do rodzinnego kraju. Podobno była to pierwsza droga polskiego opłatka.
I my – ukochani Bracia i Siostry – bierzemy do ręki kawałek chleba i też jest w nim wiele z polskości i wiele z chrześcijaństwa, bo łamiąc się tym kawałkiem białego chleba jednocześnie chcemy powiedzieć, że jesteśmy chrześcijanami, że chcemy zacząć żyć na nowo – lepiej. Do stołu przychodzą ludzie głodni dobroci - żeby im ktoś dał słowo - jako dar. Może potrzebne jest słowo przeproszenia. Trzeba przyjść do stołu wigilijnego z duszą bogatą i na nic nie czekać, tylko dzielić to co się ma, co się przyniosło: dobroć, życzliwość podzielić między ludzi, także trud łamania serca przepełnionego Bogiem.
Kochani moi, nie bójmy się trzasku „łamania serca". Kto często umie łamać swoje serce w dobroci z innymi ludźmi, ten ma serce zdrowe, coraz pełniejsze i coraz mocniejsze... i można je dzielić tysiąc razy i tak będzie całe i zdrowe - ono będzie mogło siebie samego usłyszeć i jeszcze innych podtrzymać.
A może tym opłatkiem trzeba przekroczyć drzwi, które się nie otwierały przez pięć lat, może dziesięć? Przez te drzwi przelewało się tyle złości w jedną i drugą stronę. Może ten heroizm święta potrafi natchnąć chrześcijanina-katolika taką odwagą. To jest bardzo ryzykowne i wymagające pokory, ale właśnie do końca chrześcijańskie - kiedy człowiek poda drugiemu człowiekowi kawałek serca w tym białym chlebie. Tak by było dobrze, gdyby w każdym mieszkaniu, w sali szpitalnej i zakładzie pracy odbyła się msza - bez konsekracji wprawdzie - ale taka msza miłości, rodzinna - przy stole wigilijnym, abyście podzielili swoją dobroć bez liczenia: co ja jemu, a co on mnie.
A może odważymy się zaprosić kogoś do stołu wigilijnego, jak kiedyś bywało? To już nie tylko tradycja; to sama Ewangelia.
Niech Wam - drodzy Bracia i Siostry - gwiazda wigilijna oświetla wasze życie i napełni serca radością. Aby Jezus przychodząc znalazł nas czuwających. Niech Pan, który jest tak blisko, a któremu za kilka dni pójdziemy oddać pokłon, będzie z Wami; niech Wam będzie Emanuelem, niech będzie Bogiem Waszym, niech Wam użyczy wewnętrznego i zewnętrznego pokoju wiodącego ku radosnej twórczej pracy. Niech Wam po prostu zawsze i wszędzie świeci wigilijna gwiazda. Amen.

grudnia 22, 2018

4. Niedziela Adwentu (C) – Będzie wielkie świętowanie

grudnia 22, 2018

4. Niedziela Adwentu (C) – Będzie wielkie świętowanie
Ukochani, oto wypełnia się czas Adwentu, czas oczekiwania i nadziei. Jezus już jest. Jeszcze nie narodzony, nie rozpoznany, ale już obecny.
Usłyszana przed chwilą Ewangelia ukazuje nam Jego pierwsze spotkanie. Spotkanie z Janem. Dziwne spotkanie. Obaj nienarodzeni. Obaj zamknięci w bezpiecznych sanktuariach swoich matek. Ale już między nimi nawiązuje się nić porozumienia. Jezus już poznał w Janie swego herolda, swojego poprzednika.
Spotkają się jeszcze raz, za trzydzieści lat...
To spotkanie jest zapowiedzią sposobu, jaki wybrał Jezus, by dotrzeć do ludzi, do ludzkich umysłów i serc, by się z nimi spotkać, by ich zbawić.
Jezus przyszedł, by otworzyć to wszystko, co było zamknięte. Sam spotkał się w dniu narodzin z zamkniętymi drzwiami... A mimo wszystko przychodzi i chce także przyjść do mojego i twojego serca...
Popatrz – Bracie i Siostro – nie ma dla Jezusa granicy, której by nie przekroczył. Nie ma takiego prawa natury, które byłoby przeszkodą w dotarciu do mnie, do ciebie.
Ale, śmiem twierdzić, że jeszcze nie dotarł do wszystkich. Jedna granica została. To granica zamkniętego ludzkiego serca. Tej granicy Jezus istotnie nie przekroczył. Czyżby nie mógł?
Mógł. Ale zbyt szanuje wolność człowieka. Niesamowite. Ktoś powiedział, że drzwi, które się znajdują między mną a Nim, mają zawsze klamkę z jednej strony. Z naszej strony. Po drugiej stronie stoi On i czeka na naszą zgodę, nasze przyzwolenie, zaproszenie.
Ukochani, Adwent się kończy. Za kilka dni będą święta Narodzenia Pańskiego, a poprzedzi je wigilia. Będzie wielkie świętowanie, jeżeli zdecydowałeś się otworzyć dla Jezusa drzwi swego serca, zaprosić Go do siebie.
Ukochani Bracia i Siostry!
Za kilka dni będzie wigilia, będzie choinka i będą prezenty. Będziemy wyglądać pierwszej gwiazdy na niebie i weźmiemy do ręki opłatek, będziemy składać sobie wzajemnie życzenia, będą łzy radości, że jesteśmy wszyscy razem, a może i łzy smutku, że kogoś bliskiego zabrakło wśród nas w tym roku. Będziemy śpiewać kolędy, wspominać dawne wigilie, obliczać ile to było potraw przy stole.
Przy wigilijnym stole zostawimy jedno wolne miejsce dla kogoś, kto przyjdzie, dla każdego człowieka tak bardzo nam bliskiego, choć nieznanego. Dom nasz, nasze serce, stanie się otwarte. Taka jest symbolika wolnego miejsca przy wigilijnym stole.
Tej świętej wigilijnej nocy świat wyda się nam jakiś inny – wszędzie wyczuwać będziemy przyjazny, radosny nastrój, będziemy czuli się jedną rodziną ludzką. Tę jedność naszą będzie wyrażał biały, niewinny opłatek, chleb uczyniony z wielu ziaren zboża.
W tę świętą wigilijną noc wczujmy się – drodzy Bracia i Siostry – w słowa tej pięknej kolędy:
Jest taki dzień, bardzo ciepły choć grudniowy,
dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory.
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich,
dzień, który już każdy z nas zna od kołyski.
Niebo - ziemi, niebu - ziemia,
wszyscy - wszystkim ślą życzenia,
drzewa - ptakom, ptaki - drzewom,
tchnienie wiatru - płatkom śniegu.

Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku.
Dzień, zwykły dzień, który liczy się od zmroku.
Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem.
Dzień, piękny dzień dziś nam rok go składa w darze.

Niebo - ziemi, niebu - ziemia,
wszyscy - wszystkim ślą życzenia,
a gdy wszyscy usną wreszcie,
noc, igliwia zapach niesie.

Ukochani! Po co nam daje Bóg ten dzień?, ten wigilijny wieczór? Jak mamy ten wigilijny wieczór przeżyć? Oto pytania, które rodzą się już dziś w naszych sercach.
Aby przeżyć właściwie, po chrześcijańsku, wigilię i dzień Bożego Narodzenia, trzeba je przeżyć jako wielkie i najpiękniejsze spotkanie z Chrystusem, ale we wspólnocie z bliźnimi. Czeka nas wielkie i piękne spotkanie. Pośród nas stanie Wielki Oczekiwany, Pan nasz, Jezus Chrystus. Wielkim spotkaniom zwykle towarzyszy uroczysty nastrój, wielkie świętowanie. Jezus Chrystus staje się wypełnieniem wszystkich ludzkich tęsknot. To On jest tym najwspanialszym Darem, daleko więcej nam przynoszącym, niż jesteśmy w stanie oczekiwać. Jakże więc dziwnym nieporozumieniem byłoby czekanie na święta, nie uwzględniając Jego Osoby, Jego przyjścia. Bolesną pomyłką, a nawet tragedią może stać się życie człowieka przebiegające niejako obok Chrystusa. Trzeba więc, abyśmy w tym ostatecznym przygotowaniu się do świąt Bożego Narodzenia uwzględnili przede wszystkim Chrystusa i Jego prawo do naszego serca. „Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeśli nie zrodzi się w tobie” (A. Mickiewicz). Oby nie było wśród nas takich, którzy by zamknęli dla Chrystusa drzwi swoich serc. Zaprośmy wszyscy Chrystusa do siebie. Zróbmy Mu miejsce w naszych sercach, w naszych domach i rodzinach, bo Chrystus, to Słońce, które nie przestaje świecić. On jaśnieje pośród ciemności tego świata, pośród ciemności naszego życia. On pragnie stać się wypełnieniem naszych najgłębszych tęsknot i pragnień szlachetnych.
Zbliżają się święta, które są świętami miłości; miłości Boga do ludzi, miłości człowieka do człowieka.
Jak przeżyć te święte dni? Otworzyć się na drugich, na człowieka, zwłaszcza w rodzinie, sąsiedztwie, darując sobie wszelkie urazy, obdarowując się wzajemną życzliwością. Abyśmy mogli szczerze popatrzeć Jezusowi w oczy, musimy najpierw podać sobie ręce, bośmy dziećmi jednego Ojca. Musimy uczynić wszystko, aby popatrzeć szczerze w oczy własnemu ojcu, matce, bratu, siostrze, koledze czy koleżance.
Zanim w wigilię Bożego Narodzenia weźmiemy do rąk opłatek, zanim usiądziemy do stołu wigilijnego, już dziś pomyślmy o tych ważnych sprawach, tak bardzo koniecznych do tego, aby Boże Narodzenie dokonało się w nas, stało się w nas rzeczywistością.
Jest taki dzień, bardzo ciepły choć grudniowy,
dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory.
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich,
dzień, który już każdy z nas zna od kołyski.
Niebo - ziemi, niebu - ziemia,
wszyscy - wszystkim ślą życzenia,
drzewa - ptakom, ptaki - drzewom,
tchnienie wiatru - płatkom śniegu.

Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku.
Dzień, zwykły dzień, który liczy się od zmroku.
Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem.
Dzień, piękny dzień dziś nam rok go składa w darze.

Przeżyjmy ten dzień – drodzy Bracia i Siostry – w rodzinnym gronie, przy wspólnym stole i niech w tym czasie nikt nie czuje się samotnie. Zaprośmy do swego domu ludzi samotnych.
Wieczerzę wigilijną rozpocznijmy wspólną modlitwą, przeczytaniem ewangelicznego opisu o Narodzeniu Jezusa, a potem niech nastąpi to tradycyjne łamanie się opłatkiem; tym opłatkiem, który jest symbolem, znakiem, że chcemy z bliźnimi dzielić się naszym sercem.
W czasie wigilijnej wieczerzy śpiewajmy kolędy. Dziadkowie, rodzice niech opowiedzą dzieciom o przeżyciach wigilijnych ze swego dzieciństwa. To tak bardzo jednoczy rodzinę.
Uczyńmy wszystko, aby ten wieczór był ciepły i pełen radości, tej radości płynącej z serca zjednoczonego z Jezusem, z serca, w którym dla Jezusa znalazło się miejsce, serca, które stało się Betlejem. AMEN


grudnia 22, 2018

4. Niedziela Adwentu (C) – Betlejemska droga

grudnia 22, 2018

4. Niedziela Adwentu (C) – Betlejemska droga
Ukochani Bracia i Siostry!
Słowa „ścieżka", „droga" są używane kilkaset razy w Piśmie Św., niekiedy w zwykłym znaczeniu, np. w określeniu „droga sza­batu" lub w przestrodze: „Na drogi pogan nie chodźcie". Ale już w Starym Testamencie słowo „droga" oznacza cudowny sposób, w jaki Bóg prowadził lud wybrany w historii od czasów Abraha­ma. Często również „drogi Boże" oznaczają postępowanie ludzi, zgodne z wyznaczonymi przez Boga wskazaniami. „Droga" więc w tych ostatnich przypadkach jest symbolem zbawczego działania Boga, a ze strony człowieka współpracy z boskimi zamiarami względem nas; zgodność życia człowieka z powołaniem, jakie mu Jezus wyznaczył. On sam jest naszą „drogą", dzięki której osiągamy przestawanie z Ojcem.
W Ewangelii uderza nas przekaz o naszych możliwościach prze­miany grzesznych, przepastnych dróg na proste, aby Chrystus mógł do nas przyjść i poprowadzić za sobą drogami zbawienia.
Ukochani!
Żyjemy w czasach mesjańskich i trzeba nam prostować drogi Zbawicielowi, wyjść naprzeciw, witać Go i zaprosić Go do naszych serc. Bóg ofiarowuje nam zbawienie, ale jeśli chcemy być zbawieni, win­niśmy ze swej strony wszystko uczynić, aby drogi, którymi do nas przychodzi, były przez nas z Jego daru przygotowane, by nic nie stało na przeszkodzie Jego przyjściu, żadne grzeszne uwarun­kowania.
Jezus idzie z naprzeciwka i zabiera nas z sobą do Be­tlejem, aby urzeczywistnić z nami program wyśpiewany przez aniołów: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli".
Moi drodzy!
Betlejem, w którym narodził się Zbawi­ciel, miasteczko oddalone osiem kilometrów na południe od Je­rozolimy, dzisiaj jest w Warszawie, Płocku, Krakowie, i gdziekolwiek indziej, w ludz­kich sercach.
W przygotowaniu się do godnego przeżycia świąt Bożego Narodzenia zapytajmy siebie samych, czy nasze Betlejem ust, serca, dłoni - podobne do groty koło Betlejem judzkiego, gdzie narodził się Chrystus? Gdyby zabrakło w naszych sercach Jezusa, a zostałaby tylko stajenka i żłóbek, nie byłoby to Betlejem Jezuso­we. Bądźmy szczerzy, stajnia i żłób bez Jezusa nie są symbolami zbawienia, a więc musimy iść z Jezusem do Betlejem serca. Prostowanie dróg jest symbolicznym ujęciem tych samych zadań, które św. Jan przekazywał w Ewangelii czytanej w ubiegłą nie­dzielę. Pouczał on tych, którzy do niego przyszli, poucza nas, jak ma wyglądać nasze życie, żebyśmy byli blisko Zbawiciela. Trzeba się dzielić z biedniejszymi od nas ubraniem i jedzeniem. Nie mo­żemy posługiwać się przemocą fizyczną czy moralną, by uzyskać przez to nieco więcej wartości materialnych.
Musimy jednak zapy­tać św. Jana w czasie adwentowym, jak konkretnie mamy postę­pować w naszych uwarunkowaniach, w zasięgu powierzonych nam zadań. Z całą pewnością św. Jan zalecałby niektórym z nas, co są chorzy, cierpliwe znoszenie dolegliwości w domu czy w szpi­talu, bo inni są nawet w ciężkich chorobach nad wyraz zrówno­ważeni i spokojni. Może jednemu, drugiemu człowiekowi, usłu­gującemu chorym przykazałby większą delikatność. Może św. Jan przynagliłby kogoś z wykładowców czy studentów do jeszcze poważniejszego traktowania studiów; może kogoś chciałby pouczyć, jak należy sumienniej pracować, jak spędzać mądrze czas wolny. Wszyscy weźmy od św. Jana pouczenia, jakich nam potrzeba. Bę­dziemy wówczas krzywe drogi czynić prostymi.
Ukochani Bracia i Siostry!
W ostatnich dniach Adwentu przygotowania do Świąt winny objąć odnowę religijną we wszystkich wymiarach, a więc nawet odnowę zwyczajów związanych z Bożym Narodzeniem.
„Jest w moim kraju zwyczaj — pisał C. K. Norwid — że w dzień wigilijny.
Przy wejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie".
Ten chleb opłatka stoi w ścisłym związku z Betlejem w któ­rego nazwie niektórzy dopatrują się znaczenia: Dom chleba. Opła­tek przypomni nam starochrześcijańskie agapy, symbol wzajemnej życzliwości i miłości. A może wieczerza wigilijna rozszerzy naszą miłość również poza krąg najbliższej rodziny? Nasze mieszkania mogą się zamienić dla jednej chociażby tzw. obcej osoby — na jej dom.
Pewnemu człowiekowi, we wspomnieniach dawnych lat, wraca scena z 1944 roku.
„Była ostra zima, wszyscy w Wilnie żyliśmy bardzo ubogo. Ubogo również żyła pewna wdowa ze swym dorastającym synem. Zdzi­wiła ją prośba skierowana przez niego, aby wieczerzę wigilijną przygotowała na trzy osoby, bo on musi zaprosić na nią pewnego gościa. I na dwie godziny przed wieczerzą przyprowadził okropnie zaniedbanego żebraka, wykąpał go, podzielił się z nim swoją bie­lizną, oddał mu swoje drugie ubranie i drugie buty. Ależ to była wieczerza wigilijna, najpiękniejsza pewnie w całym świecie!”
Moi drodzy, nie potrzeba szukać dzisiaj żebraków, bo ludzi od nas biedniejszych, osamotnionych jest wielu. Czy umiemy się cieszyć z przyjścia do nas krewnych, jak radowała się św. Elżbieta z odwiedzin Naj­świętszej Maryi Panny? Czy nie masz możliwości podzielenia się z kimś sercem i opłatkiem, a może również czymś po opłatku? Pomyśl!
Ze świętami Bożego Narodzenia łączy się również pradawny obyczaj polski: rodzinny śpiew kolęd. Z kolęd możemy się nauczyć najbardziej zasadniczych prawd chrześcijańskich, przypomnieć so­bie, jak powinien wyglądać styl katolickiego życia w zakresie ety­ki i kultu. Myśli zawarte w kolędach posłużą nam do przezwycię­żenia najbardziej nagminnych chorób duchowych: zagubienia zmy­słu sakralności własnej osoby i świata oraz pomogą zniszczyć zarazę konsumpcjonizmu. Pierwszą z tych chorób wyklucza prze­życie spotkania się ze Zbawicielem, bo dla nas Betlejem nie jest zamarłą przeszłością sprzed prawie dwudziestu wieków, lecz rzeczywistością żywą, dzisiejszą i jutrzejszą. Konsumpcjonizm we wszelkich swych formach zaniknie w zetknięciu się z ubogą sta­jenką, z ubogim żłóbkiem. One nasuną nam nieodparcie myśl o ośmiu błogosławieństwach, na których czele stoi zapewnienie Zba­wiciela: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest kró­lestwo niebieskie" (Mt 5, 3).
Melodie kolęd, zasłyszane w wieku dziecięcym, przezwyciężają ponadto każdy zgiełk wydarzeń nawet lat najdłuższych i wywo­łują odzew wdzięczności względem Pana Jezusa, który opuścił śliczne niebo a obrał barłogi. Wyrazisty tego przykład mamy we wspomnieniach Ignacego Domeyki, przyjaciela Mickiewicza. Domeyko w późnej starości, miał bowiem wówczas osiemdziesiąt cztery lata, przybył z Chile do Ziemi Świętej i tak opisał swe wrażenia z Betlejem: „Nie jest to — pisze — sen, marzenie, że w osiemdziesiąt lat od tamtch dni, kiedy po raz pierwszy o tym mówiła mi matka, a na obrazkach to widziałem i w kościele radośnie śpiewał lud «Anioł pasterzom mówił, Chrystus się nam narodził w Betlejem», dziś świat tak jak jest szeroki ... Bóg mi daje obaczyć to miejsce ... Jakież to miłe wspomnienia owych lat dziecinnych, kiedy wiara była prosta, wiara wcielona w życie domowe, rodzinne..., wszakżem to już był na drugiej stronie ziemi i tam wiek przetyrał między ludźmi obcej mowy i innego szczepu, a te rodzinne pieśni «Przybieżeli pastuszkowie», «Bóg się rodzi, moc truchleje», «Anioł pasterzom mówił» ... nie przestawały nigdy obudzać się w uszach, jak gdyby Anioł Stróż śpiewał je mnie niegodnemu do zachowania wiary" (Jan St. Bystroń, Polacy w Zie­mi Świętej,Kraków 1930 s. 259).
Ukochani!
Przygotowania przedświąteczne obejmą oczywiście również naj­zwyklejsze sprawy życiowe, ale musimy pamiętać, że narodziny Jezusa w nas, czy pogłębienie z Nim naszej przyjaźni, jest najważ­niejsze, konieczne, aby nasze drogi były naprawdę proste i by nasze Betlejem było podobne do betlejemskiej groty, w której narodził się Chrystus — Emanuel, Bóg z nami!
Tak jak św. Elżbieta, prowadźmy teraz — uczciwiej niż kiedykolwiek -— dialog z Matką Najświętszą a naszą Panią, Królową i Matką; a „Błogosławiona między niewiastami", najlepiej nas przy­gotuje do uroczystości Bożego Narodzenia, dzieląc się z nami ra­dością w Bogu Jej i naszym Zbawcy; ucząc nas swoją wizytą, o której czytaliśmy w dzisiejszej Ewangelii, że życie winno być drogą z Jezusem, ujmowane w perspektywie „Zdarzenia", pisanego z wielkiej litery, że Syn Boży dla nas zstąpił z nieba.

Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie,
lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie. (A. Mickiewicz)
A zatem: Czy już twoje życie jest jak droga do Betlejem? Czy już twoje serce jest gotowe stać się miejscem dla Jezusa? Jeśli tak, to Bogu niech będą dzięki - w twoim sercu, w twoim życiu będzie Boże Narodzenie.

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger