maja 31, 2017

Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny

Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny
Nawiedzenie Elżbiety przez Maryję
Z Ewangelii według świętego Łukasza
Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.
Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała:
«Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana».
Wtedy Maryja rzekła:
«Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
święte jest imię Jego.
A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki».
Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu. Oto słowo Pańskie

REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

W dniu dzisiejszym Kościół obchodzi Święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. W tradycji Kościołów Wschodnich, wydarzenie to wspominane jest pod nazwą „Spotkanie Pańskie”. Spotykają się bowiem dwie Matki, lecz sens temu spotkaniu, jego doniosłość wyrażają Synowie, którzy żyją pod Ich sercami; spotykają się: Jezus i Jan. Elżbieta wychwala Maryję, bo Jan, którego jest matką, daje jej znak, kto przyszedł w jej odwiedziny. Maryja natomiast odpowiada na pozdrowienie Elżbiety, wychwalając Tego, który uczynił Ją godną, aby została nazwana Błogosławioną Boga: „Błogosławiona jesteś między niewiastami”.
Jakże podobnie brzmi to pozdrowienie: „Błogosławiona jesteś między niewiastami” do słów, które Jezus wypowiedział w czasie swojej działalności, podczas Kazania na Górze. Błogosławionym jest ten, kto zawierzył się Bogu. Błogosławionym jest ten, kto pozwala się prowadzić Panu. Nie jest błogosławionym ten: kto unosi się pychą, kto uważa się za władcę, kto ufność i nadzieję pokłada w bogactwach. Taki człowiek może czuć się zadowolonym, może czuć się bezpiecznie, bo władza i bogactwo dają pewne poczucie bezpieczeństwa, ale zadowolenie to nie błogosławieństwo.
Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Błogosławieństwo bowiem przemienia człowieka; błogosławieństwo przemienia człowieka tak, jak przemieniło Maryję. Bóg, który obdarza błogosławieństwem, mówi do człowieka: Jesteś dla Mnie ważnym, Ja ciebie wybrałem, Ja ciebie nieustanne wybieram. Bóg, który obdarza błogosławieństwem, mówi do człowieka: Ty znaczysz dla Mnie wiele; znaczysz dla Mnie wiele, pomimo tego, że jesteś biednym, że w oczach możnych tego świata nie liczysz się, że jesteś wykorzystywany i często wyśmiewany, lecz jest Ktoś dla kogo znaczysz wiele – jestem Ja, twój Pan.
Usłyszeć głos błogosławieństwa, w dzisiejszych czasach, jest bardzo ważne; usłyszeć głos Bożego błogosławieństwa, w dzisiejszych czasach, jest niejednokrotnie trudnym – w czasach pełnych zgiełku, gdzie głos Boży jest zagłuszany; w czasach, gdy na pierwszym miejscu stawiana jest produktywność. Ci, którzy nie mieszczą się w ramkach ludzi sukcesu, ukazywani są na ludzi drugiej kategorii. Ci, którzy uważani są za nieproduktywnych, ukazywani są jako niepotrzebnych dla społeczeństwa. Tymczasem Jezus, w kazaniu na Górze, mówi: „Błogosławieni ubodzy w duchu..., błogosławieni, którzy się smucą..., błogosławieni cisi, miłosierni, czystego serca, ci, którzy wprowadzają pokój... . Cieszcie cię i radujcie, albowiem wasza nagroda jest w niebie”.
Tego wszystkiego doświadczyła w swoim życiu Maryja. Była to kobieta uboga, uboga nie tylko w duchu, ale też materialnie; to kobieta cicha, pełna miłosierdzia. Maryja, to kobieta czystego serca; to Ta, która wprowadzała pokój tam, gdzie pojawiała się; to Ta, która teraz ciągle udziela pokoju tym wszystkim, którzy zwracają się do Niej w modlitwie. I dlatego nazwana jest „błogosławioną między niewiastami”.
Tak, jak Elżbieta rozpoznała w Maryi Matkę Boga, tak i my, wspominając to wydarzenie spotkania Jana z Jezusem, wydarzenie spotkania Maryi z Elżbietą, zapatrzeni w Maryję – „błogosławioną między niewiastami” – uczmy się rozpoznawać w naszym życiu znaki Bożego błogosławieństwa; znaki, które są subtelne i ciche. Bóg jednak błogosławi, codziennie błogosławi, abyśmy tak jak Maryja zaśpiewali Bogu pieśń: Wielbimy Cię, Panie, bo czynisz dla nas wielkie rzeczy! AMEN.

maja 27, 2017

Z Maryją w Wieczerniku

Z Maryją w Wieczerniku
Sobota VI tygodnia okresu wielkanocnego

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek prosilibyście Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię wam, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wy Mnie umiłowaliście i uwierzyliście, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca». (J 16, 23b,28)

REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Podczas dekady, wypełniającej czas między Wniebowstąpieniem a Zesłaniem Ducha Świętego, Kościół święty wprowadza nas w at­mosferę Wieczernika. Możemy razem z apostołami, zgromadzo­nymi w wieczerniku na modlitwie, przeżywać lęki, wątpliwości, poczucie opuszczenia, ale także nadzieję związaną z obietnicą przysłania Pocieszyciela. Pan Jezus bardzo dobrze przygotował swych uczniów na moment rozstania, na przełom tak bardzo wielki w ich życiu. Najpierw wskazuje im, jak łatwy będą mieli dostęp do Ojca, do wszystkich Jego mocy i do źródeł radości. „O cokolwiek byście prosili Ojca da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16,23-24). Następnie, Chrystus Pan stara się uświadomić swoim uczniom, że Jego odejście jest również przyj­ściem. Chociaż odchodzi od Ojca, to pozostaje z nimi po wszystkie dni, aż do skończenia świata (por. Mt 28, 20). Zawsze, codziennie, uczniowie będą mogli Go spotkać w słowie, które jest duchem i ży­ciem, które jest żywe i skuteczne. Codziennie można odnaleźć Chrystusa w tym, co Kościół czyni na Jego Pamiątkę: W Eucha­rystii i w innych sakramentach. Nieustannie, wszystkie członki ciała mają łączność ze swoją Głową we wspólnocie Ludu Bożego, którą jest Kościół. Aby uchronić uczniów przed symbolicznym trakto­waniem Jego obecności i Jego działania, i aby utrzymać uczniów na drodze realizmu - w wierze w Jego realną obecność i działalność w Kościele - posyła Ducha Świętego, który sprawia ciągłą żywot­ność i aktualność słowa, który chleb i wino czyni Ciałem i Krwią, który wszystkich ochrzczonych i włączonych w Eucharystię czyni jednym Organizmem, złączonym z Głową tak ściśle i żywotnie, jak latorośle są złączone z winnym krzewem.
Tak oto Chrystus Pan przygotował swoich uczniów na rozsta­nie. Takie było Jego pożegnanie, które stało się nowym i nie­ustającym powitaniem. W sobotę, która przypada w czasie tej wieczernikowej dekady, zastanówmy się nad tym, jak Pan Jezus pożegnał swoją Matkę, Maryję, i nad tym, jak Ona przeżywała to pożegnanie. Wiemy o tym niewiele, więcej możemy się domyślać. Z tego, co wiemy, możemy sądzić, że pożegnanie z Matką miało dwa etapy. Pierwszy, to pożegnanie, które nastąpiło, gdy Jezus z krzyża zwrócił się do Matki słowami: „Niewiasto, oto syn twój” oraz, gdy rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja” (por. J 19,26-27). To pożegnanie nie ujawnia tego, co czuli w tym momencie Syn i Mat­ka. Był to raczej testament, który uczniowie Chrystusa odczytują i przyswajają sobie przez cały czas istnienia Kościoła. Jako pożegnanie słowa te brzmią sucho. Chcielibyśmy usłyszeć w tym momencie w ustach konającego Chrystusa słowa czulsze i cieplej­sze. Ale nie dajmy się zwieść temu, co może wyrazić słowo pisane, pozbawione intonacji. Chrystus Pan nie ujawnia na krzyżu swych osobistych odczuć. Siedem słów, to słowa konieczne dla zbawienia człowieka, dla odrodzenia świata. Do Ojca, z którym jest związany tak ściśle i nierozerwalnie unią hipostatyczną, Jezus mówi na krzyżu: „Boże mój, Boże, czemuś Mnie opuścił?” (Ps 22, 1), co wcale nie znaczy, że unia ta została w tym momencie zerwana. Możemy chyba myśleć analogicznie o więzi łączącej Syna z Matką. W wypadku poczęcia za sprawą Ducha Świętego, Syna łączyło z Matką nie tylko dziewięć miesięcy miedzy poczęciem a narodze­niem, nie tylko ciało i krew, nie tylko mleko i pieluszki. Więzią między nimi był Duch Święty, Ten sam, który jest więzią między Ojcem i Synem. Więź ta nie została zerwana po przecięciu pępo­winy, czy po opuszczeniu domu nazaretańskiego. Matka była zwią­zana z Synem nawet wtedy, gdy był daleko i to nie tylko przez intuicję, lecz przez Kogoś najbardziej uduchowionego, a jedno­cześnie rzeczywistego. Możemy przypuszczać, że ta żywa więź między Matką i Synem nie została zerwana nawet w momencie wstąpienia Jezusa do nieba.
Tutaj dochodzimy do drugiego etapu pożegnania Jezusa z Mat­ką. Maryja została włączona w to pożegnanie, które Pan Jezus przygotował uczniom. Tutaj Jej obecność jest wyraźna i czytelna: „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewias­tami, Maryją Matką Jezusa i braćmi Jego” (Dz 1,14). Maryja nie tylko uczestniczyła w tym przygotowaniu, lecz była dla uczniów wzorem: jak korzystać z miłości Boga Ojca, z łaski Pana naszego Jezusa Chrystusa i z daru jedności w Duchu Świętym. Tak było wtedy, tak jest również dzisiaj.
Kościół i nas prowadzi do Wieczernika i sadowi nas obok Maryi, byśmy za Jej wzorem szli za Chrystusem, w mocy Ducha, do Ojca w niebie; żebyśmy, żegnając Jezusa wstępującego do nieba, mogli jednocześnie mówić: „Witaj, Jezu, Synu Maryi!”

Prosimy Cię, Panie, o łaskę głębokiej wiary.
Prosimy o wiarę Maryi, wiarę Pawła Apostoła, wiarę w to, że już teraz możemy osiągnąć szczęście, miłość i pokój z Tobą, a ich pełnię w domu Ojca Niebieskiego.
Naucz nas prosić i cieszyć się z Twojego działania, z dobra i miłości w nas i w innych.
Pomóż nam zaufać Ci i zaakceptować naszą życiową sytuację, mówić TAK dla Twojego planu miłości dla naszego życia. Mówić Tobie TAK.
Pomóż nam współpracować z Tobą, mówić TAK, jak Maryja – w radości Nazaretu, w cieniu krzyża Golgoty i w radości z działania Ducha Świętego. 

Ks. Józef Tabor 
w 32. Rocznicę Święceń Kapłańskich


___________
PS.
 

Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 


Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:


Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 

Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 

Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674    
Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW

Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów
 

maja 26, 2017

Czym jest radość w Duchu Świętym?

Czym jest radość w Duchu Świętym?
Piątek VI tygodnia okresu wielkanocnego

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu – z powodu radości, że się człowiek na świat narodził. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać». (J 16,20-23a)

RADOŚĆ DAREM I OWOCEM DUCHA ŚWIĘTEGO

Nietrudno zauważyć, że nasze nastroje tworzą sinusoidę. Raz jesteśmy na wozie, a innym razem pod wozem. Czas wahań wypros­tuje się kiedyś i ważne jest to, czy wtedy, gdy sinusoida stanie się w wieczności linią prostą, czy będzie przebiegać wzdłuż najwyższych punktów sinusoidy, czy najniższych; czy na zawsze będziemy przeży­wać radość czy smutek? Słowa Chrystusa, dzisiaj do nas wypowie­dziane, dają nam wielką nadzieję; wśród tych wahań między ekstazą a udręką, między ciemnością i światłem, między radością życia i smutkiem obumierania, między śmiechem i łzami - „smutek wasz zamieni się w radość”.
Pan Jezus wskazuje nam również na to, że linie wykreślające stan ducha i nastroje panujące w świecie i wśród jego uczniów nie są kompatybilne. „Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat będzie się weselił”. Od czasu, gdy Pan Jezus wypowiedział te słowa, coś jakby się zmieniło. Uczniowie Chrystusa chętnie dzielili się ze światem swoją radością i dzisiaj kalendarz świecki, czyli kalendarz świata, próbuje nadążyć z wyszukiwaniem radości za kalendarzem kościelnym. Świat razem z uczniami Chrystusa świętuje Boże Naro­dzenie, a potem weseli się przez cały karnawał. Świat wykorzystuje Wielkanoc, Zielone Świątki i inne święta na rozmaite festyny i we­sela. Czy znaczy to jednak, że radość świata i radość uczniów jest kompatybilna? Niestety, są to tylko pozory zgrania i harmonii na­strojów. Przede wszystkim zupełnie inne są przyczyny radości świata i radości Kościoła, nawet wtedy, gdy zbiegają się one w czasie. Kościół cieszy się ze zmartwychwstania Chrystusa, a świat cieszy się z malowanych jajek i dyngusa. Jeszcze mniej kompatybilne są smut­ki. Wprawdzie świat celebruje „śledzika”, ale przecież nie podej­muje wielkopostnej pokuty, Nawet jeśli wielu ze świata nadstawia głowy na sypiący się popiół. Nawet Wielki Tydzień nie jest dla świata czasem smutku, refleksji i wstrzemięźliwości.
Widać więc, że wspólny kalendarz nie zapewnia kompatybilności nastrojów. Jeszcze bardziej jest to widoczne przy przeżywaniu najważniejszych spraw ludzkiego życia. Pan Jezus mówi w dzisiej­szej Ewangelii o nastrojach, które towarzyszą narodzeniu człowieka. Godzina narodzenia jest godziną bólu, który wywołuje smutek. Mat­ka jednak, gdy „urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że człowiek narodził się na świat” (J 16,21). Właśnie dzisiaj tak wyraźnie dostrzegamy rozdźwięk - już nie tylko między ucz­niami Chrystusa i światem, lecz również - między światem i tym naturalnym zjawiskiem, którym Pan Jezus posłużył się jako tworzy­wem w wyjaśnianiu swojej nauki. Świat dzisiaj nie potrafi cieszyć się z narodzenia człowieka, bo eliminuje smutek i ból, który towarzyszy jego narodzeniu. Wybrał do tego drogę bardzo prostą i brutalną: nie dopuścić do narodzenia. Skoro jednak nie ma narodzenia, to nie ma również i radości.
Świat nie potrafi cieszyć się z sukcesów, jakie odnosi prawda i dobro. Kiedy święty Paweł przebywał w Koryncie i robił tam wiele dobrego, „Żydzi jednomyślnie wystąpili przeciw Pawłowi i przypro­wadzili go przed sąd” (Dz 18,12). Czytamy o tym w Dziejach Apos­tolskich, a potem w kolejnych tomach historii Kościoła. Dziwna rzecz, ale świat potrafi cieszyć się z różnych plotek i sensacji, nawet wtedy, gdy ich tematem jest ludzkie nieszczęście i pohańbienie.
Najwyraźniej widać to nieprzystawanie radości i smutku w świe­cie i w Kościele, gdy mamy do czynienia z końcem ludzkiego życia. Śmierć - i wśród uczniów Chrystusa - wywołuje smutek i lęk. Jed­nak te odczucia zostają przezwyciężone jeszcze przed progiem śmierci. Wobec zbliżającego się cienia śmierci myślimy o światłości wiekuistej. Wobec zbliżającego się końca, myślimy o nowym, bar­dziej udanym początku. Tu najwyraźniej widać, jak smutek prze­mienia się w radość. Świat natomiast panicznie boi się śmierci. Podobnie, jak z narodzeniem człowieka, który może narobić światu kłopotu i sprawić ból, również i teraz, świat nie chciałby dopuścić do śmierci, tak jak często nie dopuszcza do narodzenia. To jednak przekracza możliwości świata. Próbuje się więc przekreślić śmierć w ludzkiej świadomości. Nie myśląc o niej, nie dopuścić do smutku z nią związanego. Jeśli jednak nie ma tego ostatniego smutku, to w co przemieni się pierwsza radość życia wiecznego?
Przyjmijmy z ufnością wszelkie bóle i smutki. Są one rękojmią, że nasza sinusoida zakończy się trwałym wzlotem w krainę światła, radości i szczęścia.

W dniu dzisiejszym rozpoczynamy Nowennę do Ducha Świętego. Chcemy otrzymać te dary Ducha, jak: dar mądrości i wiedzy, łagodności i umiejętności, rady i męstwa, pobożności i... radości. Każdy z nas chce otrzymać to, aby być i mieć w sobie Ducha Bożego, Ducha Jezusa Chrystusa po to, aby On był przewodnikiem w drodze naszego życia, w naszej codzienności: w tym, co robimy, do czego zdążamy. I trzeba nam nieustannie o tego Ducha Świętego prosić. Trzeba nam sobie dzisiaj postawić pytanie: Czy zdarza się nam traktować prawdę o Duchu Św. tak, jak fata morgana?, złudę?, jakiś miraż? Nie brak takich ludzi żyjących pośród nas, niemało takich, nawet wierzących, którzy konają duchowo obok Źródła. I chyba nie trzeba nam usprawiedliwiać tych postaw nowoczesnością, otwartością, ale w pokorze naszego serca i życia przyjść i poprosić Jezusa Chrystusa o ten dar, dar Bożego Ducha. Każdemu z nas potrzeba wsparcia Ducha Świętego, ponieważ opowiadanie się za Jezusem Chrystusem i dawanie świadectwa bycia człowiekiem wierzącym nie jest łatwe. Trzeba nam nieustannie błagać Boga o moc Ducha Świętego. To Chrystus Pan zapewnił każdego z nas, że mamy modlić się, a nasza modlitwa będzie wysłuchana: „Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”. Pamiętając o tym zapewnieniu, Kościół św. nieustannie woła: „Veni Creator” – „Przyjdź Duchu Święty”.

___________
PS.
 

Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 


Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:


Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 

Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 

Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674    
Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW

Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów


maja 25, 2017

Co znaczy obietnica Jezusa: „...smutek wasz przemieni się w radość”?

Co znaczy obietnica Jezusa: „...smutek wasz przemieni się w radość”?
Czwartek VI tygodnia okresu wielkanocnego

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie». Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: «Cóż to znaczy, co nam mówi: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”; oraz: „Idę do Ojca”?» Mówili więc: «Cóż znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co powiada». Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: «Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: „Chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość». (J 16,16-20)

REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Wy będziecie płakać i zawodzić” – mówi Pan Jezus w Wieczerniku do swoich najbliższych uczniów.
Francis Thomson napisał kiedyś, że „Nic nie przychodzi i nie odchodzi, żeby nie było złączone z bólem. Rodzimy się w bólu innej osoby, a odchodzimy w naszym własnym”. Również dzieło zbawienia całej ludzkości dokonało się przez krzyż i cierpienie. Można powiedzieć, że w bólach rodził się nowy lud Boży, odkupiony krwią Jezusa Chrystusa. Świadczą o tym Dzieje Apostolskie, które czytamy od wielu dni.
W bólach i smutku rodzi się też osobista wielkość człowieka; rodzi się jego osobowość i jego duchowy kształt. Cóż wiedzielibyśmy o miłości, gdybyśmy na każdym kroku nie musieli znosić naszych niewygodnych bliźnich, ustępować im i przebaczać? Cóż byśmy wiedzieli o cierpliwości, gdybyśmy nie doznawali przykrości i krzywd. Cóż wiedzielibyśmy o pokorze, gdyby nas nie poniżano; o posłuszeństwie, gdyby nam nie wydawano niemiłych poleceń; o ufności i poddaniu wolni Bożej, gdybyśmy nie napotykali na żadne przeciwności? To jest ten ból rodzenia, o którym mówi obrazowo Pan Jezus; ból, przez który człowiek się rodzi i wzrasta, przez który otwiera się jego rozum i serce dla Bożych zamiarów. Pan Jezus jednak zapewnia, że „smutek wasz przemieni się w radość”. A więc uczniowie zapomną o smutku, tak jak matka zapomina o bólach porodu i po narodzeniu dziecka raduje się z tego, że dziecko żyje i że jest zdrowe.
Istnieje radość ludzka oparta na motywach ludzkich, ziemskich, ale istnieje też radość Boża, radość chrześcijańska. I pytamy się: Gdzie jest źródło owej radości chrześcijańskiej? Zanim odpowiemy na to pytanie, przypatrzmy się Jezusowi, który raduje się tym, że Bóg Ojciec ma w Nim upodobanie, że żyje we wspólnocie ze swoim Ojcem, że jest kochany przez Ojca, któremu bezgranicznie ufa, i jest przekonany, że Ojciec nie opuści Go nawet na krzyżu, i po śmierci wskrzesi z martwych, i wynagrodzi wieczną chwałą. I tu znajdujemy odpowiedź na pytanie o źródła naszej radości. Tym źródłem jest sam Bóg, a mówiąc ściśle, wiara w Boga Ojca miłosiernego i kochającego; wiara w to, że Bóg jest większy od naszego zła, naszych grzechów, że jesteśmy usprawiedliwieni i odkupieni krwią Chrystusa, i że mamy niezłomną nadzieję zmartwychwstania i życia wiecznego.
Radość chrześcijańska objawia się w codziennym życiu poprzez to, że np. potrafimy ucieszyć się, uradować wschodem słońca, pięknem przyrody, pięknem człowieka, jego twórczością; potrafimy radować się każdym dobrem doświadczanym od innych. Radość, humor, to są ważne elementy życia i niezbędne dla zachowania psychicznej równowagi. Taką radość przeżywał również Pan Jezus, gdy np. podziwiał lilie polne, ptaki niebieskie, gdy wywoływał uśmiech szczęścia po uzdrowieniu z jakiejś choroby, gdy bawił się na weselu w Kanie Galilejskiej i spotykał się w gronie miłych przyjaciół.
A zatem, wiara chroni nas od smutku, rozpaczy; wiara rodzi w nas radość i optymizm, i dobrze rozumiana radość, w odróżnieniu od bezmyślnej wesołkowatości, jest nieodłącznym elementem naszej religii.
POMYŚL DZISIAJ, BRACIE I SIOSTRO, W ŚWIETLE DZISIEJSZEJ EWANGELII, ŻE Chrystus cierpiał zarówno moralnie, duchowo, jak i fizycznie bardziej niż ktokolwiek inny w historii ludzkości. I najdziwniejsze jest to, że mogąc tego uniknąć, nie uczynił tego, ale dopuścił do siebie i pozwolił na cierpienie, jak i na radość – Chrystus także radował się i weselił wiele razy.
Być chrześcijaninem, uczniem Chrystusa, oznacza zatem bycie człowiekiem radości, pełnej radości i optymizmu.
Zbliża się Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, a więc będziemy prosić o Jego dary, a zwłaszcza o dar radości, który należy do jednych z najważniejszych darów Ducha Świętego.

Kochani moi, przeżywajmy każdy swój dzień z miłością, tak, jakby to był ostatni dzień naszego życia.

___________
PS.
 
Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 

Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:

Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 
Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 
Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674    
Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW
Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów



maja 24, 2017

Jak Maryja, Wspomożycielka Wiernych, uczy nas chodzić po ziemi?

Jak Maryja, Wspomożycielka Wiernych, uczy nas chodzić po ziemi?
Przeżywamy dziś piękne święto, Święto Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych. To święto ustanowił papież Pius VII w roku 1815 dla Rzymu i państwa kościelnego na podziękowanie za opiekę Matki Bożej nad Kościołem. W roku 1959 na prośbę biskupów polskich zostało ono wprowadzone w Polsce.

Moi Drodzy!
Święty Bernard, ten wielki czciciel Maryi, powiedział, że „Bóg postawił Maryję między Chrystusem a Kościołem”. A my dzisiaj pytamy: po co? Po co Bóg postawił Maryję między Chrystusem a kościołem, czyli między nami? I odpowiedź brzmi: po to, aby nas prowadziła do Chrystusa, do Boga. By nas, tutaj na ziemi uczyła żyć, by nas brała za rękę, jako dobra matka i uczyła stawiać właściwie kroki na tej ziemi, byśmy szli krokiem mocnym, zdecydowanym, w naszej wędrówce do Nieba.
Kiedy się tak przyglądamy ludziom, sobie samym, żyjącym na tej ziemi, to możemy powiedzieć, że dręczą nas rozmaite kłopoty i bolączki. Ale jedna wysuwa się na pierwsze miejsce: bo chociaż człowiek żyje na tej ziemi, to jednak nie umie on po niej chodzić.
Kiedyś nasza matka ziemska, gdy jeszcze byliśmy mali, brała nas za rękę, by nas uczyć chodzić. Niejako w przeddzień Święta Matki, wspomnijmy te nasze ukochane ziemskie matki, które brały nas za rękę, by nas uczyć chodzić po tej ziemi – wspaniałe nauczycielki chodzenia po tej ziemi; w sensie dosłownym, fizycznym i w sensie moralnym. Jakąż radość sprawiały tym naszym kochanym matkom nasze pierwsze kroki stawiane samodzielnie na tej ziemi.
Ale o wiele ważniejszą sprawą jest to, by się nauczyć chodzić po ziemi gdy chodzi o sprawy duchowe, nadprzyrodzone, Boże. Tu też zasługa naszych kochanych ziemskich matek – i chwała im za to... Jednakże Bóg, w trosce o nasze dobro duchowe, obok matki ziemskiej, daje nam swoją Matkę za naszą Matkę duchową, aby nas nauczyła chodzić po ziemi. Bo można mieć zdrowe serce, silne nogi, szybko biegać – ustanawiając rekordy świata – a jednocześnie być duchowym kaleką, człowiekiem duchowo kulawym i nie umieć chodzić po tej ziemni. Dlatego rozważmy dziś, w kontekście tego pięknego Święta Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych, a także w kontekście zbliżającego się Dnia Matki, jak to Maryja uczy nas chodzić po tej ziemi?

1. Człowiek nie umie chodzić po ziemi, gdy tylko na tej ziemi chce znaleźć prawdziwe szczęście, raj na ziemi. Tymczasem jest to niemożliwe po grzechu pierworodnym. Prawdziwe szczęście, prawdziwy raj będzie dopiero w zjednoczeniu z Bogiem, a tu, na ziemi, nieodłącznym towarzyszem człowieka jest trud, jest niejednokrotnie cierpienie. Tego uczy nas Maryja, kiedy wnosi do świątyni Dziecię Jezus, by Je ofiarować Bogu i wtedy zastępuje Jej drogę starzec Symeon, bierze w ramiona Dziecię Jezus i mówi: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu...., a do Matki kieruje słowa: „a twoją duszę przeniknie miecz boleści”. I odtąd Maryja idzie przez życie z wizją tego miecza, który będzie ciągle przeszywał Jej Niepokalane Serce. Będzie przekonana, że nie może być Jej życia, życia innych ludzi, bez krzyża, bez cierpienia, a tym samym uczy nas pozbywać się złudzeń, że człowiek tu na ziemi może mieć raj, pełnię szczęścia. Iluż to ludzi dzisiaj, zwłaszcza młodych, popełnia samobójstwo. Stawiamy sobie pytanie: dlaczego? Ludzie gonią za szczęściem – pragnienie szczęścia jest wpisane w naturę człowieka – szukają tutaj na ziemi tego szczęścia w rozmaity sposób, a po jakimś czasie przekonują się, że to szczęście ucieka im, przelewa się im przez palce, ucieka z rąk, z serca i nie mogą zaznać prawdziwego szczęścia i dlatego, niejednokrotnie, buntują się, załamują psychicznie, a nawet odbierają sobie życie.
Nie umie człowiek chodzić po ziemi, chociaż nieraz posiada obfitość dóbr materialnych. I ciekawa rzecz: najwięcej samobójstw jest w krajach najzamożniejszych.
I dlatego uczmy się od Maryi, naszej Matki, Wspomożycielki Wiernych, tej prawdy, że to cierpienie, które nas wcześniej czy później dotknie, że ono nadaje sens i wartość naszym dniom, wszelkim naszym poczynaniom, naszemu życiu, że ono posiada wartość zbawczą.

2. Nie umie chodzić człowiek po ziemi. Dlaczego? Dlatego, że nie ucieka przed złem, którego tak wiele w dzisiejszych czasach. Choćby człowiek miał zdrowe nogi, choćby miał wspaniały rytm serca, jeśli przed złem nie ucieka – nie umie prawidłowo chodzić, jest duchowym kaleką.
I znowu popatrzmy na Maryję, popatrzmy na Jej życie. Jakiż to wspaniały pedagog dla każdego z nas. Kiedy zagrażało zło Jej Dziecięciu i jej samej – uciekała. Ucieka Maryja przed złym Herodem do Egiptu, by dopiero wrócić po jego śmierci.
Popatrzmy na ludzi, na siebie samych, na młodzież i dzieci. Co tu dużo mówić: my niejednokrotnie pchamy się do zła, lgniemy do niego jak ćma do światła. Popatrz, jak pchają się dzisiaj ludzie do alkoholu – to już nie tysiące, to miliony straconych istnień; popatrz, jak młodzież wciąga narkomania, nikotyna, seks i innego rodzaju zło. A tymczasem trzeba uciekać przed złem – uciekać przed złym środowiskiem, przed złym otoczeniem, przed demoralizującym filmem, artykułem, książką. My tak nieraz mówimy, że trzeba życie poznać, trzeba się przekonać, zanim dokonam wyboru... Moi drodzy, zło ma to do siebie, że ono wciąga człowieka, zaraża sobą. Jeśli człowiek od niego nie ucieka, to go opanuje i stanowi śmiertelne zagrożenie dla jego umysłu, dla jego serca, ducha.
Uczmy się zatem od Maryi tej wielkiej sztuki ucieczki przed złem, byśmy nie stali się kalekami, byśmy umieli chodzić krokiem pewnym, zdecydowanym po tej ziemi.

3. I dalej! Człowiek dzisiejszy nie umie chodzić po tej ziemi. Dlaczego? Dlatego, że nie szuka Boga.! Patrzmy na Maryję! Jezus – Jej Syn – zagubił się w Jerozolimie. Pozostał tam trzy dni. I Maryja szuka Jezusa, a gdy Go znajduje, mówi wtedy: „Synu, cóżeś nam uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie!”.
Żeby umieć chodzić po ziemi, trzeba umieć szukać nie tylko stanowiska, pieniędzy na wszelki możliwy sposób, ale przede wszystkim trzeba szukać Boga – trzeba nieraz szukać Go z bólem serca, wytrwale, szukać na modlitwie, na klęczkach, we Mszy św., w Sakramentach św., w słowie Bożym, wszędzie tam, gdzie On jest...
Czy wy, moi drodzy, staracie się szukać Boga? Obyśmy w tym szukaniu Boga, w odkrywaniu Jego Obecności i napełnianiu się Nim nie ustawali. Bo kiedy człowiek przestanie szukać Boga, staje się kaleką, nie umie chodzić po ziemi, gubi się.
Słyszy się nieraz, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, o tzw. teologii śmierci Boga. Niektórzy ludzie zaczynają głosić, i to na rożne sposoby, że nie ma Boga, że Chrystus to wiszący od XX wieków trup na krzyżu. Papież Paweł VI zabrał na ten temat głos i powiedział że ludzie, którzy głoszą śmierć Boga, równocześnie głoszą śmierć siebie samych, bo człowiek, który przestaje wierzyć w Boga, poczyna być przedmiotem, rzeczą, zaczyna mieć tylko jeden wymiar, wymiar materii, a przez to sam sobie zadaje śmierć.

4. Nie umie chodzić człowiek po ziemi, choćby był zdrowy fizycznie, wtedy, gdy nie jest wierny. Patrzmy na Maryję – Ona stanęła pod krzyżem, przeżyła śmierć swojego Syna-Chrystusa, a potem składają na Jej kolanach martwe ciało Jej Dziecka. Wszyscy od Niego odeszli, stchórzyli, pouciekali, zwątpili, ale Ona pozostanie Mu wierna do końca, bo to jest Panna Wierna. I przez ten fakt Maryja uczy nas żyć, chodzić po ziemi, bo uczy nas wierności.
A popatrzmy na siebie, na ludzi! Czy są wierni? Czy są wierni sobie..., ludziom..., Bogu...? Czy jestem wierny? Czy jestem wierny własnym ideałom i przekonaniom? Ile jest we mnie wahania, przerzucania się z miejsca na miejsce, niedotrzymywania danego słowa, obietnicy? O, jak nam brak tej wielkiej cnoty: wierności! A człowiek niewierny, to kaleka, który po ziemi nie umie chodzić, chodzi po omacku, albo się czołga... Prośmy Maryję, by nas uczyła wierności,by nas wspierała, wspomagała w wierności na co dzień, zwłaszcza wtedy, gdy ta wierność nas będzie kosztować...

5. I wreszcie – nie umie chodzić po ziemi człowiek, gdy nie szuka zwycięstwa tam, gdzie go może naprawdę znaleźć. A może go znaleźć tylko z Chrystusem, w Chrystusie i przez Chrystusa. I tego nas uczy również Maryja. Popatrz! Ona bierze udział w pogrzebie swojego Syna-Chrystusa. Smutny pogrzeb, jak każdy. Ale jest to pogrzeb także niezwykle radosny, najbardziej radosny na tej ziemi, bo Ona jest przekonana, że Jej Syn trzeciego dnia zmartwychwstanie i wstąpi do Nieba, by zasiąść po prawicy Ojca, że zostanie Królem wszechświata, i że kiedyś przyjdzie sądzić żywych i umarłych, i że do Niego należeć będzie ostatnie słowo, że On jest Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem. Ona, Jego Matka, od początku, aż po ten pogrzeb, wszystko postawiła na Chrystusa-Zwycięzcę i nie zawiodła się! Popatrzmy na ludzi, na siebie samych – czy my stawiamy na Chrystusa-Zwycięzcę bez reszty, w każdej sytuacji naszego życia i przez całe nasze życie?
Czy stawia na Chrystusa-Zwycięzcę ten, kto idzie do kościoła jedynie po to, by spotkać się z kolegami poza murami świątyni, który do konfesjonału idzie tylko po to, by kapłan podpisał karteczkę, bo chrzest dziecka, czy I Komunia? Czy taki człowiek, który – będąc za granicą – lekceważy udział we Mszy św stawia na Chrystusa-Zwycięzcę? Nieraz ogarnia nas zwątpienie, zniechęcenie, nie wiadomo czego się boimy, lękamy. Moi drodzy, choćby nie wiadomo jakie moce stanęły przed nami, na naszej drodze życia, to jeśli postawisz na Chrystusa-Zwycięzcę, nie zwiedziesz się. Czy zawiódł się bł. ks. Jerzy Popiełuszko? Na kogo postawił? Na Chrystusa-Zwycięzcę ! I kto jest dzisiaj zwycięzcą? On, zza grobu! Jedźcie do Warszawy,to się przekonacie i zrozumiecie na czym to zwycięstwo polega.
Być wiernym swoim ideałom, swoim przekonaniom – to jest zwycięstwo. Jednemu Bogu mamy służyć, bośmy Jednego wybrali – służyć na serio, całe życie i całym sobą. Moi drodzy, można powiedzieć, że „Bóg jest zazdrosny” o każdego z nas. Bóg jest „zachłanny”! On chce mieć nasz cały umysł, całe, niepodzielone serce; On chce całej naszej miłości i bezgranicznego zaufania, bo do Niego należy ostatnie słowo. Do Niego należą czasy i wieki. Tego uczy nas Maryja, nasza Matka, Wspomożycielka Wiernych.

Na koniec, wspomnij, bracie i siostro, swoją ziemską matkę – może już nie żyjącą tu, na ziemi, ale będącą w Niebie. Ona brała mnie, Ciebie, za rękę i uczyła stawiać pierwsze kroki po tej ziemi. Uczyła nas tej podstawowej umiejętności. I choćby za to za to należy się jej cześć, szacunek i pamięć i wdzięczność. Ale ta matka ziemska nie wystarcza. Ona wcześniej czy później odchodzi. I dlatego jest w naszym życiu inna Matka, Matka Niebieska, Maryja, a Jej pragnieniem jest wziąć każdego z nas za rękę, by nas prowadzić do swojego Syna. Bo po to Ją Bóg postawił między Chrystusem a Kościołem – nami, by nas prowadziła. Z ufnością dziecka podajmy Jej dłonie. I chodzi o to, abyśmy się nie wyrywali z tych wspaniałych matczynych dłoni, bo Ona nam daje wiedzę ponad wszelką wiedzę, umiejętność ponad wszelkie umiejętności i skarb ponad wszelkie skarby. Maryjo, Wspomożenie Wiernych, módl się za nami, jako w tej majowej Litanii do Ciebie wołamy.
*
**
Jeśli to rozważanie choć trochę pomogło Ci, bracie i siostro, ożywić cześć, miłość i dziecięce zaufanie do Maryi, naszej wspólnej Matki, to Bogu niech będą dzięki!
__________
PS.
 
Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 

Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:

Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 
Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 
Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674   Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW
Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów


maja 24, 2017

Obietnica Ducha Prawdy

Obietnica Ducha Prawdy

Środa VI tygodnia okresu wielkanocnego

Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi». (J 16,12-15)

REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie on, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy”. (J 16,12)

Poznanie prawdy jest normalnie procesem ciągłym; jest to zazwyczaj żmudne wstępowanie po schodach, za każdym razem -stopień wyżej. Uczniom w Szkole Podstawowej nie można wykładać wyższej matematyki, bo nie mogliby tego znieść, małemu skrzyp­kowi nie poleca się wariacji Paganiniego, bo ledwie radzi sobie z wyciskaniem ośmiu dźwięków gamy z czterech strun za pomocą jednego smyczka. W poznawaniu prawdy zdarzają się jednak mo­menty olśnienia. W jednej chwili, człowiek szukający prawdy, przeskakuje wiele stopni, które inni muszą zaliczać po kolei. Nie chodzi tu nawet o jakieś mistyczne oświecenie. Takie nagłe przy­śpieszenia zdarzają się już na pierwszych etapach poznawania prawdy. Można doskonale znać wszystkie litery - i pisane i dru­kowane - i nie umieć czytać. Dopóki nie uchwyci się związku między literami, można sylabizować, ale nie odczyta się wyrazu „jednym tchem”, a co najgorsze, wydukane dźwięki nie będą w umyśle „znawcy alfabetu” łączyć się z jakimś pojęciem, rzeczą, czy osobą. Uchwycenie tego związku przychodzi w jednym momencie i jest dane z góry. Pamiętam, że pierwsze zdanie, które prze­czytałem i zrozumiałem samodzielnie, chwytając związek między literami, a następnie między słowem pisanym i treścią, znajdowało się nie w elementarzu, lecz na tabliczce umieszczonej w fabryce. To pierwsze zdanie brzmiało: „Palenie surowo wzbronione”. Treść tego zdania i zakaz w nim zawarty, zachowuję przez całe życie.
Podobnie bywa i w innych dziedzinach wiedzy. Uczenie się historii może być żmudnym zapamiętywaniem dat, osób i wydarzeń. Kiedy jednak w pewnym momencie - po przyswojeniu sobie dosta­tecznej dozy wiadomości - uczeń doznaje nagle olśnienia i rozpro­szone i bezsensowne informacje ukazują się nagle jako elementy wielkiej drogi, którą ludzkość podąża przez wieki, ogarnia go pasja, aby wiedzieć coraz więcej, by oczyścić i odkryć kamienie tej drogi jeszcze mu nieznane.
W szkole życia głównym przedmiotem jest samo życie. Kiedy uczymy się życia w prawdzie, doznajemy podobnych doświadczeń i przeżyć. Pewnych rzeczy o życiu nie mówi się dzieciom, bo nie mogłyby tego znieść, a tym bardziej przyswoić sobie. Powoli jednak dziecko, a potem młody człowiek, uczą się wielu rzeczy. Ale i tutaj są momenty olśnienia, które dla człowieka stają się zasadniczym przełomem w poznawaniu prawdy życiowej.
Prawie każdy człowiek musi nauczyć się w szkole życia cier­pienia. Jest to bardzo trudna nauka. Każdy ból i każda choroba jawi się jako coś nie do pojęcia, nie do zrozumienia i nie do przyjęcia. A czasem trzeba cierpieć tak wiele i tak długo. Zdarza się jednak, że człowiek chory przeżywa w swojej chorobie niezwykły przełom. Nie jest nim nagłe uzdrowienie, lecz poznanie sensu cier­pienia w świetle Chrystusowego krzyża. Kto przeżyje taki przełom, przeskakuje bardzo wiele teorii, traktatów i nauk, stając się człowiekiem mądrym tą mądrością, która nie jest osiągalna na żadnym uniwersytecie.
Jeszcze trudniejsza do poznania jest w szkole życia prawda o śmierci. Można ją poznawać tak, jak zbliżamy się do niej - dzień po dniu. Wtedy jednak śmierć, i to, co po niej nas czeka, nie wygląda zbyt zachęcająco. Ciekawe jednak, że ci, którzy przeżyli śmierć kliniczną i zostali z niej odratowani, a zachowali o niej jakieś wspomnienie, mówią o śmierci jako o czymś bardzo pięknym, radosnym i uszczęśliwiającym. Nie chcę wypowiadać się tutaj na temat natury tych przeżyć, ale czy nie jest to również przedziwne olśnienie, które daje nagle nowy sposób poznania prawdy i doko­nuje przełomu w naszym myśleniu.
Nie wszyscy są zdolni, by taki przełom przeżyć. W czytaniu z Dziejów Apostolskich słyszymy dzisiaj przemówienie św. Pawła Apostoła wygłoszone na Areopagu w Atenach. „Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni wyśmiewali się a inni powiedzieli: < Posłuchamy cię o tym innym razem >”.
Po tych rozważaniach może łatwiej będzie nam zrozumieć, jak działa Duch Święty, dokonując oświecenia umysłu człowieka, który jeszcze parę dni temu nie mógł znieść i zrozumieć wielu rzeczy. Kiedy Duch Święty przybędzie do nas, aby nas nauczyć całej prawdy, nie mówmy Mu jednak: „Posłuchamy Cię o tym innym ra­zem”. Gdy tylko zobaczymy Jego łunę, gdy tylko usłyszymy Jego szum, natychmiast odtwórzmy przed Nim nasze serca.

Prawda, tak jak i miłość, często nas przerasta. Do prawdy, tak jak i do miłości, trzeba wciąż dojrzewać, dorastać, dochodzić. Bywają prawdy, których w pierwszej chwili ktoś nie może znieść, np. wiadomość o chorobie nowotworowej, o nagłej śmierci osoby, którą bardzo kochaliśmy.
Tak ma się rzecz również w dziedzinie prawd religijnych. Mówi dzisiaj Chrystus do uczniów: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie”. Pan Jezus mówił im o swojej męce. Nie rozumieli do końca tej zapowiedzi. Mówił o swoim wniebowstąpieniu, a oni ciągle Go o coś pytali. Wynikało to z naturalnej słabości ludzkiego umysłu.
Nieraz ten opór wobec prawdy może być również przejawem zadufania we własnej mądrości i wielkości, we własnej mądrości i braku zaufania wobec głosiciela prawdy. Tak np. Ateńczycy, o których dzisiaj czytamy, których Paweł nawet pochwalił, iż są pod każdym względem bardzo religijni, gdy jednak usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: „Posłuchamy cię o tym innym razem”. Mimo więc swoistej religijności, a nawet otwarcia na nieznane prawdy, do pewnych prawd Ateńczycy jeszcze nie dorośli, nie dojrzeli.
Paweł dobrze wie, że nauka, którą głosi, zaszokuje Ateńczyków, lecz nie dostosowuje jej do nich, nie zniekształca, by uczynić ją bardziej zrozumiałą, łatwiejszą. Tak więc, jego słowa potraktowali jako żart, inni odeszli –„Posłuchamy cię o tym innym razem”. Św. Paweł odszedł od nich bez uczucia klęski, wiedząc, że Duch Święty w swoim czasie przygotuje ich na przyjęcie tej prawdy.
Kto głosi Chrystusa, musi pogodzić się z tym, że czasami będzie niepopularny, że nie odniesie sukcesu w ludzkim znaczeniu, że będzie musiał iść nieraz pod prąd. Być chrześcijaninem, to iść pod prąd. Dlatego właśnie chrześcijanie są tak często prześladowani. Dzieje się to także na naszych oczach. Głosząc Ewangelię, nie powinniśmy się lękać sprzeciwów i niepopularności, ale odrzucać wszelkie kompromisy i dwuznaczności.
Chcąc, nie chcąc, człowiek dorasta do pewnych prawd, w obliczu różnych okoliczności: w obliczu choroby, cierpienia, pobytu w szpitalu, w obliczu starości czy śmierci. Pan Jezus zapowiada Zesłanie Ducha Prawdy, „który doprowadzi nas do całej prawdy”. Nie będzie On nauczał we własnym imieniu, będzie zawsze mówił o Jezusie. Duch Święty swoim światłem będzie usprawniał umysły do należytego zrozumienia prawd Chrystusowych w poszczególnych – nieraz bardzo trudnych – sytuacjach życiowych, w których znajdujemy się. „Z mojego weźmie i wam objawi”.
Starajmy się dorastać świadomie przez systematyczne poznawanie i zgłębianie prawd objawionych. Możliwości jest tak dużo: tak łatwy dostęp do rozmaitych środków przekazu, przez odważną refleksję nad prawdami trudnymi i niewygodnymi, przez szczerą konfrontację swojego życia z prawdą religijną np. z okazji spowiedzi św. – to już jest szczególna i bardzo dobra okazja, aby tu się sobie przyglądnąć – poprzez stawianie sobie coraz trudniejszych wymagań i zaczynanie od siebie.
Tak bardzo potrzeba mi Ducha Świętego, abym te prawdy całym sercem poznał i nimi żył na co dzień.
Czy pozwalam na to, by Duch Święty prowadził mnie przez słowo Boże, dobre natchnienia?
Czy rozeznaję duchowe poruszenia?
Czy dostrzegam Ducha Świętego w doświadczeniu codzienności, czy w szczególnych momentach życia? 

 

maja 21, 2017

6. Niedziela Wielkanocna (A) - Czekanie na Ducha Świętego

6. Niedziela Wielkanocna (A) - Czekanie na Ducha Świętego
Wydarzenia, które Piotr św. nazwał „sprawą Jezusa”, śmierć Zbawiciela na Golgocie i historia Jego zmartwychwstania, są tak samo aktualne dzisiaj, jak wtedy. Chrystus, mając odejść do Ojca, obiecuje zesłać Ducha Św., na którego przyjście pierwsza wspólnota Kościoła czekała z Matką Najświętszą na żarliwej modlitwie. To modlitewne czekanie ma się powtórzyć w Kościele Bożym nad Wisłą, zgodnie z klimatem liturgii ostatnich tygodni przed Zielonymi Świętami.
Z wszystkich modlitw Ojca św. w czasie jego pobytu w ojczyźnie, modlitwa o przyjście Ducha Św. do Polski była przez Niego wypowiedziana na Placu Zwycięstwa jeszcze płomienniej niż inne: „Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi!” (Kazanie na Placu Zwycięstwa 2 VI 1979 r.) Zdaje się, że wszyscy zrozumieliśmy znaczenie tej modlitwy, przecież przy okazji słów Papieża o Duchu Św. — dnia następnego przed kościołem św. Anny — czemu towarzyszyły nasze serca a nawet ręce, Ojciec św. nazwał nas społeczeństwem teologów. Znamy wszyscy słowa Pana Jezusa z ostatniej wieczerzy, że to właśnie Duch Św. przypomina całemu Kościołowi wszystko, co On nam przekazał od Ojca i nauczy nas całej prawdy (J 14, 26) oraz że miłość jednocząca wiernych — jak to przypomina św. Paweł — rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Św. który został nam dany (Rz 5, 5), tworząc z nas trzeci rodzaj ludzkości, nowego Izraela. Duch Św., jak nas poucza Objawienie św. Jana, przychodzi także do wszystkich Kościołów lokalnych ze swymi boskimi darami. On ustanawia w nich pasterzy (Dz 20, 28), wprowadzając je w pełnię chrześcijańskiego istnienia, wartościowania i postępowania.
Działanie Ducha Św. dosięga całym swym bogactwem łaski również serca każdego indywidualnego chrześcijanina. On mieszka w nas (1 Kor 3, 14), jesteśmy jego świątyniami. Takie przemożne działanie Ducha Św. widzieliśmy w całym Kościele naocznie, dotykalnie; świadectwem tego Sobór Watykański II, świadectwem tego jest sama osoba obecnego Papieża.
Obecność Ducha Św. odczuwaliśmy również w Polsce. On nam dał takiego Ojca Prymasa, jakiego — zdaniem samego Papieża — Bóg daje raz na tysiąc lat. Duch Św. rozpłomienił w naszej ojczyźnie miłość do Bożej Matki. On tworzy grupy prawdziwej, wewnętrznej odnowy. Dzięki działaniu Ducha Św. mamy dzisiaj w Polsce wielu ludzi, żyjących w stylu Ewangelii. Nie trzeba ich szukać daleko, są oni między nami. Lecz nawet najlepszym z dobrych przypomniał Papież, że nie całkowicie jeszcze przebudzili się w Duchu Św. A cóż mówić o wielu innych?
Wszyscy winniśmy najpierw pamiętać o słowach Pisma św. z Listu do Rzymian, że kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten nie przynależy do Zbawiciela, bo tylko ci są Chrystusowi, których ożywia Duch Św. (Rz 8, 9, 14). Zapytajmy siebie, czy żyjemy darem łaski odrodzenia z Ducha Św. (J 3, 5), czy pamiętamy, że jesteśmy usprawiedliwieni w Duchu Boga naszego, a moc Ducha Św., przebacza nam grzechy przez posługę tych, których Chrystus nam wyznaczył (J 20, 22—23). Nie zapominajmy, że Duch Św. sprawuje wszystko we wszystkich (1 Kor 12, 11).
Co dzień przygotowujemy się na przyjmowanie darów Ducha Św.: prawdziwej wiedzy, umiejętności życia Ewangelią, odszukania swego miejsca w zamiarach Bożych, siły wewnętrznej życia niepomniejszonym chrześcijaństwem, charyzmatycznego daru miłości względem Boga i ludzi. Dopiszemy wówczas jeszcze jeden pełen artyzmu rozdział nabożeństwa do Ducha Św. w Polsce, bo piękne i silne są nasze ojczyźniane korzenie również w tym zakresie.
Wzruszeni, czytamy modlitwę hymnu „Veni Creator Spiritus - Przyjdź Stwórco Duchu” w polskim tłumaczeniu sprzed 600 lat:
Jenżeś rzeczon Pocieszyciel,
Darów Boskich Nadarzyciel,
Studnia żywa, ogień, miłość
I wszystka niebieska radość”
(T. Karyłowski, Hymny Kościelne, Pax 1976 s. 30). Wzruszeni, wsłuchujemy się w strofę S. Wyspiańskiego:
Zwól przez Cię w Tobie Ojca znać,
Zwól, by był przez Cię poznań Syn,
Zwól w Tobie światłość światu dać,
Zwól z wiarą wieków podjąć czyn” (tamże, s. 32).
Nie mniej czaru jest w prostych odpowiedziach polskiego dziecka, przekazywanych z dawien dawna:
Kto cię stworzył? Pan Bóg.
Kto cię oćłkupił? Syn Boży.
Kto cię uświęcił? Duch Święty”.
Ileż piękna jest również we wspomnieniu, którym podzielił się z nami Św. Jan Paweł II, Papież, że jego rodzony ojciec wskazał mu w książeczce do nabożeństwa modlitwę o dary Ducha Św.
Duch Św. sprawi to, że włączeni łaską i naszym na nią przyświadczeniem w Boży nurt odrodzenia będziemy nowi. Wtedy modlitwa nasza będzie ufna, aż do zawierzenia: „Abba-Ojcze” (Rz 8, 15), praca stanie się nowym życiem (1 Tes 4, 11; Ef 4, 28), a odpoczynek — przeżywaniem obecności Boga we wszystkich wymiarach przyrody i historii.
W tym tygodniu, w publicznych modlitwach o urodzaje, za wszystkich, którzy się trudzą, by Polska nie była krajem głodnych ludzi, będziemy prosić, według odwiecznego zwyczaju, Ducha Św. o jeszcze jedną łaskę, by spełniało się pragnienie, jakie św. Paweł ujął w zdanie: „Stworzenie wyczekuje objawienia synów Bożych” (Rz 8, 19). Oby każda grudka gleby była dla nas święta, każde źdźbło trawy, każda gałązka drzewa, tym więcej, każda kruszyna chleba! Będziemy się modlić, aby wszyscy, którzy pracują na roli czy także dla roli, odnaleźli w swej pracy ogromną godność i byli przez nas i przez innych właściwie docenieni.
Matka Boża, którą nazywamy Oblubienicą Ducha Św., Matką życia, Wspomożycielką, dla swojej ziemi — jesteśmy przecież ziemią maryjną — wyprasza dla wszystkich Jej dzieci cud Zielonych Świąt. Powtarzajmy za św. Janem Pawłem teraz, częściej niż kiedykolwiek, słowa modlitwy do Pana: „Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” Amen. 

__________
PS.
 
Bracie, Siostro - jeśli moje rozważania, refleksje, homilie przynoszą pożytek Twemu  życiu,
zwłaszcza życiu duchowemu, rozwiązując wszelkiego rodzaju problemy, proszę Cię serdecznie - daj temu wyraz w postaci wsparcia budowy Wotum Wdzięczności za 100-lecie Objawień Fatimskich. 

Możesz to uczynić, wpłacając dobrowolny dar serca na konto:

Nazwa banku: Pekao SA, I O. w Tarnowie 

Adres banku: Plac Kazimierza Wielkiego 3A 

Nr konta bankowego: 23 1240 1910 1111 0010 4598 6674   Do przelewów zagranicznych SWIFTT: PKOPPLPW

Właściciel konta bankowego: Józef Władysław Tabor, ul. Starodąbrowska 33,  33-100 Tarnów 



BÓG ZAPŁAĆ !
 
Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger