lipca 31, 2017

Czy moja wiara jest jak ziarnko gorczycy?

Czy moja wiara jest jak ziarnko gorczycy?
Z Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach». Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło». To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata». (Mt 13,31-35)
To, co małe w oczach ludzkich, jest wielkie w oczach Boga
„Królestwo Boże podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś posadził w swoim
ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem”. Trzeba przyznać, że brzmi to trochę dziwnie i zaskakująco. Bo jak to możliwe, by coś, co tak małe i niepozorne, najmniejsze z najmniejszych, mogło stać się obrazem królestwa? Jak to możliwe, by to, co jest takie liche, mogło się stać symbolem prawdziwego życia, i prawdziwej miłości?
A można by przecież to pytanie odnieść do każdego z nas, do tego, co się zwie tajemnicą życia. Jak to możliwe, by to wszystko, co dzieje się wokół mnie dzisiaj, to, co jest często właśnie takie liche i niepozorne, co czasem wywołuje radość, czasem gniew, czasem przeogromny smutek, czy to wszystko ma sens? Jak to możliwe, by te proste, zwykłe sprawy mogły kogokolwiek obchodzić? Jak to możliwe, by moje życie, które zostało związane ze szpitalnym łóżkiem, było dla kogokolwiek coś znaczące? W to czasem bardzo trudno uwierzyć. I tak łatwo wtedy popaść w zniechęcenie, tak łatwo się wtedy zamknąć, odgrodzić od wszystkiego i od wszystkich. A ziarno, które zostaje samo; a ziarno, które się od wszystkiego i od wszystkich odgradza, obumiera. I stąd już tylko o krok od zniechęcenia; i stąd już tylko o krok od zgorzknienia. I wtedy pozostaje już tylko zgryźliwość, przenikająca przez ironiczny uśmiech. Ziarno, które zostaje samo; ziarno, które nie chce rodzić życia, które się od życia odgradza, zostaje skazane na ogień nieugaszony.
Czy warto rodzić z siebie życie? Czy warto się poświęcać? Czy warto nadstawiać głowę, nawet za cenę utraty stanowiska, znaczenia? Czy warto nieść krzyż, który czasem jest tak okrutnie doskwierający? Czy warto?
Był kiedyś Ktoś, kto w samotności szedł na Górę. Szedł na Górę, którą – o ironio – nazwano: Miejscem Czaszki, to znaczy: siedzibą trupa. Szedł Ktoś mozolnie i bardzo wytrwale na mękę taką trochę zbyt okrutną, na mękę taką trochę zbyt złowieszczą. Małe, liche, niepozorne ziarno, które chciało dać życie wszystkim, i to dać je w obfitości.
Był kiedyś Ktoś, kto zechciał się wychylić ku życiu, ku prawdziwemu miłowaniu, ku prawdziwemu poświęceniu. Owszem, byli tacy, którzy mówili: nie warto. Był też Jego uczeń, który powiedział: „Panie, nigdy nie przyjdzie to na Ciebie”. I tak z wytrwałości powstało ogromne drzewo, w którym znalazły schronienie setki, miliony ludzi.
Czy warto? Trzeba mieć odrobinę wiary, wiary w to, że każdy gest prosty, zwyczajny, ale nasycony dobrocią, zostawia w świecie gdzieś jakiś ślad. Trzeba mieć odrobinę nadziei, by nie zwątpić w to, iż po krzyżu jest zmartwychwstanie. Trzeba też mieć odrobinę miłości, by życia nie zmarnować, i by nie być człowiekiem, który zionie pustką.
Czy warto? „Królestwo Boże podobne jest do ziarna gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Ono wyrosło i stało się wielkim drzewem”. Czy warto? Na pewno warto!

Czym mierzyć wartość naszej wiary?
Bardzo często uważamy, że to co większe jest lepsze: większy samochód, większe mieszkanie, większa pensja, większa sława. Ale tak nie jest w życiu duchowym; w życiu duchowym jest odwrotnie: to, co mniejsze, jest lepsze. Jezus mówi dzisiaj: „Królestwo Boże podobne jest do ziarnka gorczycy”, a w innym miejscu: „Gdybyście mieli wiarę, jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna”. Gdyby nasza wiara była taka maleńka, jak ziarnko gorczycy, w naszym życiu działyby się rzeczy cudowne. I, kiedy Jezus mówi do Apostołów: „małej wiary”, to faktycznie mówi: nie macie wiary, nie wierzycie Mi, i dlatego nie rozumiecie, i dlatego się lękacie.
„Królestwo Boże podobne jest do ziarnka gorczycy”. Ta maleńka wiara, jeżeli człowiek ma ją w sobie, jeżeli człowiek ufa Jezusowi, jeżeli człowiek buduje na Nim swoje życie, rozrasta się w nas. Bo ziarnko gorczycy, takie maleńkie, staje się potężnym drzewem. I mimo, że w ogrodzie naszej duszy jest może wiele różnych nasion, bo różni ludzie próbują zasiać w nas swoje przekonania, swoje widzenie świata, to jeśli to ziarnko będzie pielęgnowane, wyrośnie i stanie się potężnym drzewem, tak, że „ptaki powietrzne będą się gnieździć w jego gałęziach” – ta wiara będzie tak mocna, że inni ludzie będą czerpać siłę, będą mieli wskazaną drogę poprzez nasze życie, poprzez naszą wiarę; będziemy dla nich światłem; będziemy dla nich solą.
„Z czym mam porównać Królestwo Boże?”. Musimy bardzo uważać, abyśmy nie przykładali do drugiego człowieka, który jest w Kościele, miary czysto naturalnej. Ziemska misja Jezusa rozczarowała bardzo wielu ludzi, bo spodziewali się cudów, spodziewali się, że Jezus pokona okupanta rzymskiego, że Jezus zaprowadzi królestwo Boże na ziemi – królestwo dobrobytu, sprawiedliwości, pokoju, gdzie nie będzie prześladowań, gdzie nie będzie chorób, gdzie nie będzie śmierci, a Jezus mówił o królestwie Bożym. I to wszystko, czego oczekiwali słuchający Go, spełni się, o ile człowiek uwierzy w Jezusa Chrystusa, o ile człowiek wejdzie w Jego śmierć, aby razem z Nim umrzeć, wtedy będzie mógł doświadczyć zmartwychwstania, i śmierć nie będzie ostatnim słowem, które nas przeraża, ale będzie przejściem do nowego życia.
Musimy się strzec, abyśmy nie gardzili żadnych z tych „małych” w Kościele; abyśmy nie uważali, że ci, którzy mają głosić Chrystusa, to mają być ludzie bardzo inteligentni, to mają być ludzie pod każdym względem sprawni, to mają być ludzie znaczący, bo Jezus w Kościele dokonuje niezwykłych cudów poprzez wiarę tych „maluczkich”, tych ubogich, tych, którzy mówią: Panie, przecież ja nic nie potrafię, ale wierzę, że Ty mnie wspomagasz, że Ty mnie wspierasz, że Ty we mnie działasz.
„Królestwo Boże podobne jest do ziarnka gorczycy”. Dzisiaj chcemy otwierać nasze serca na przyjęcie Bożego królestwa. Jezus wybrał zwyczajnych, prostych ludzi, niewykształconych rybaków, celników, nierządnice, ponieważ oni w Niego uwierzyli, stali się Apostołami, stali się świadkami Chrystusa wobec pogańskiego świata. my również jesteśmy zaproszeni do wiary. Zapytajmy siebie: Czy mamy wiarę w Jezusa Chrystusa? Tu nie chodzi o to, żeby wypowiedzieć wszystkie możliwe definicje katechizmowe – łącznie z tą, że na chrzcie św. otrzymaliśmy dar wiary – bo to jest prawda, ale: Czy ja mam wiarę? Czy ja naprawdę wierzę Jezusowi Chrystusowi? Jeżeli tak, to patrzę na siebie i inni patrzą na mnie: Czy moja wiara rośnie? Jeżeli moja wiara karłowacieje, a w starszym wieku zachowuję się tak jakby Boga nie było, to choćbym mówił cudowne rzeczy katechizmowe – nikt mi nie uwierzy. Prośmy Boga o wiarę, jak ziarnko gorczycy. Niech się tak stanie. 

lipca 29, 2017

17. Niedziela Zwykła (A) – Gdzie skarb Twój...

17. Niedziela Zwykła (A) – Gdzie skarb Twój...
Nad Epitafium Fryderyka Chopina w kościele Św. Krzyża w Warszawie widnieje napis wzięty z dzisiejszych czytań: „Gdzie skarb Twój, tam i serce Twoje”.
Przed każdym z nas stanęło lub stanie pytanie: co jest w moim życiu najważniejsze, co jest skarbem, perłą, za którą mogę oddać wszystko? Dla króla Salomona, najważniejszą była mądrość. Mógł prosić Boga o bogactwa, potęgę, a on prosił o mądrość: „racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku do (...) rozróżnienia dobra od zła” (1 Krl 3,9). I to był najwłaściwszy wybór. Mając mądrość, rozsądek - cieszył się królestwem. Bo kto posiadł mądrość, ten będzie umiał właściwie dokonywać wyboru. Tylko człowiek mądry rozpozna co jest wartością.
Jakże często mówimy w życiu codziennym: niech pan, niech pani będzie rozsądna. Prośba i zarazem różne skojarzenia. Ludzie różnym mianem określają rozsądek.
Czasem jest to ktoś, kto umie się dobrze zamaskować. Dla drugiego rozsądny, bo podpisał. Jeszcze inny rozsądny, bo wie, z której strony wiatr wieje. Złodziej jest rozsądny, gdyż potrafi ukryć coś przed sądem. Rozsądny obserwator ulicznego zajścia - bo umie nabrać wody w usta. Rozsądny, bo wie, ile trzeba zostawić na wszelki wypadek. Rozsądny, gdyż nie śpieszy się, przechodząc przez ulicę. Rozsądny znajdzie na wszystko sposób.
Można od tej litanii ludzi rozsądnych dostać zawrotu głowy i - podobnie jak ze szczęściem - widząc wiele, nie widzieć nic. Gorzej. Gdy kończy się czarne, a zaczyna białe. I można rozmyć najwyższe wartości i skojarzenia...
Dlatego rozsądek - domaga się ewangelicznej rewizji. Rozsądek w znaczeniu biblijnym jest cnotą, potrzebną człowiekowi do umiejętnego odróżnienia (salomonowego rozsądzenia) dobra i zła. Rozsądek pozwala dokonać wyboru odpowiedniej hierarchii wartości: pomiędzy dobrem a złem.
Świat ludzki, w którym żyjemy, stanął „na rozdrożu”. Ludzie sporu o hierarchię wartości, ludzie ciągłego wyboru, nieustających pytań... co jest najważniejsze.
Wiele jest nieprawdziwych, fałszywych skarbów. Trudno czasem odróżnić prawdziwą perłę. Można zapłacić za sztuczne, fałszywe złoto czy klejnoty. Są nic nie warte.
I trzeba mądrości salomonowej, aby odróżnić dobro od zła. Mądrość jest wyborem dobra, tym samym jest podporą sumienia, które opiera się na rozumie. Dobro i wybór właściwych wartości domaga się w tym wypadku poznania.
W rozeznaniu prawdziwych wartości potrzebna jest człowiekowi prostota serca. Jeśli jej zabraknie, Ewangelia będzie zawsze dla innych. Kojarzyć się będzie ze wszystkimi, tylko nie z moimi osobistymi decyzjami. Dzięki prostocie serca - ufności i miłości - jaką żywi do Boga, Ewangelia przyjmowana jest jako Słowo Życia.
Tak przyjęte Słowo Boże chroni przed subiektywizmem, który jest chorobą. Subiektywizm typu: to jest dobre, co dla mnie korzystne. W subiektywizmie można wszystko łatwo sprzedać: młodość, urodę, dobroć oczu... Można sprzedać łatwo wszystko, szybko i za byle co i byle komu i już nigdy nie odzyskać. Można też z dziecięcą naiwnością dać się oszukać tym, którzy proponują fałszywe wartości, fałszywe szczęście, fałszywe obietnice... Takich oszustów jest sporo. Szkoda tych twoich skarbów - nie daj się nabrać, bo są większe wartości, które są Bożym darem.
Dobro trzeba pokochać, inaczej człowieka nie pociąga. Trzeba się cieszyć dobrem swoim i moich bliskich. Mówiąc językiem św. Pawła: jest to postawa starania się „o większe dary”. Gdy wygasa pragnienie dobra, wygasa rozsądek. Cnota ta pozostaje w człowieku, tylko w formie szczątkowej jako instynkt samozachowawczy.
Rozsądek domaga się jeszcze (na co wskazywała od dawna tradycja chrześcijańska) pewnych ćwiczeń duchowych, czyli ascezy. Wymagania od siebie. Działania woli. Stąd św. Paweł radzi każdemu: „Wszystko badajcie, a co szlachetne, zachowujcie. Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,21-22).
Po tych rozważaniach o rozsądku, nasuwa się pytanie: co to wszystko ma wspólnego z Ewangelią o perle i o skarbie?
Ano ma. Ponieważ przeciwieństwem rozsądku jest głupota. A głupiemu choćby siłą wciskał skarb do torby, a perłę do mieszka - i tak wyrzuci. A skarbem największym, który może zdobyć człowiek - to Boże Królestwo, a w konsekwencji sam Bóg. Człowiek mądry będzie umiał poświęcić wszystko to, co posiada, aby zdobyć skarb największy - Boga.
Zrozumie, że to co ma, co zdobył i uważał za domniemaną wartość, okazało się mniej wartościowe niż to, co miał posiąść. Perła Królestwa Bożego, skarb w niebie, są czymś nieskończenie cennym, wielkim i pięknym, że, aby go nabyć, trzeba oddać wszystko. Rozumieli to święci i choć nie kalkulowali po kupiecku, umieli badać, co szlachetne, wybierać i płacić wszystkim za wszystko, bo tu żaden wkład nie jest za wielki. Mądry, rozsądny, dojdzie do wniosku, że to wszystko co zdobył (majątek, sławę, pieniądze, konto...) jest dobre i pożyteczne, ale niejako cel sam w sobie, lecz jako środek do czegoś wznioślejszego - aby posiąść Boga i jego Królestwo, bo to jest największa perła, skarb.
Jakże wielu Polaków, pokazało swoim życiem, że nauczyli się mądrości. Udowodnili czynami, że trzeba poświęcić nawet życie, aby dochować wierności Bogu i Ojczyźnie. Dzisiaj pochwalamy tę mądrość Narodu. Żyjemy w wolnej Polsce, dzięki krwi naszych braci i dzięki ich odwadze i właściwym wyborom.
Jesteśmy odpowiedzialni za Polskę, za dziedzictwo pokoleń. Dla zdobycia perły trzeba zdobyć się na wyrzeczenie, na trud. I chociaż, jako kapłan, do polityki nosa nie wtykam, to jednak mam prawo zabrać publicznie głos i zadać pytanie - moim rodakom - jak my się obecnie prezentujemy na oczach świata, jako naród od przeszło tysiąca lat chrześcijański. Ten naród, który do niedawna śpiewał: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Który w latach reżimu chował się pod opiekuńcze skrzydła Kościoła - dziś popadł w sklerozę narodową...
Postradaliśmy mądrość. Na litość - trochę elementarnej ludzkiej przyzwoitości nam potrzeba na co dzień, troszeczkę ludzkiej wdzięczności... bo to takie ludzkie, że jeżeli się od kogoś - czy z czyjejkolwiek strony - doznało życzliwości i pomocy w trudnościach, to po prostu jest szokujące, jeżeli się później poniewiera skarbem i pluje na perłę.
To, cośmy zdobyli z trudem: wolność, suwerenność, nie może być zabawką w rękach malutkiego dziecka, które tak się tą zabawką bawi, tak manipuluje, że w końcu ją zepsuje.
Mądry król Salomon przeżywając bezradność i zagubienie, zaczął się modlić. Wiedział i odczuwał wyraźnie, że nie można budować królestwa na sobie. Odwołał się do Pana Boga. Zrobił to tak zwyczajnie, spontanicznie: „Panie, Ty możesz mnie wesprzeć. Proszę Cię: racz dać swemu słudze serce pełne rozsądku do sądzenia (...) do rozróżnienia dobra i zła” (1 Krl 3,9). I wybrał dobro. Tylko warunek: oddać całe serce. Daję ci serce mądre i rozsądne. Wtedy mogę odkryć skarb w roli swojego serca, jak ten kupiec, który znalazł drogocenną perłę. Gotowym być oddać wszystko, aby pozyskać wszystko. Nie jest to piękna i wzniosła teoria.
Życie, nasza kultura, dzieła myśli, wyszukane propozycje świata - to niezwykle głęboka ziemia, w której rozeznać można z trudem i rozwagą skarb.
Skarb powołania - dla tych, którzy porzucili wszystko, aby posiąść wszystko.
Skarb Chrztu - ale nie taki, który nic nie kosztuje, bo inni nam go podali, tak że do dziś nie mamy wrażenia skarbu. Lecz Chrzest - skarb - który w życiu niesie trud konsekwencji i radości. Skarb wiary - ale nie tej wiary, którą wzięliśmy, bo była w naszym domu, ale tej wiary, którą wzięliśmy i niesiemy w życiu, po różnych przygodach i trudach.
Skarbem i perłą - może być człowiek najbliższy, dany mi przez Boga, przyjaciel, podopieczny, wychowawca, wychowanek. Myślę i wiem, że słuchają mnie dzieci, które zostawiłem na kolonii letniej w podgórskiej okolicy. Niektóre z nich nie mają rodziców, opuszczone... czekają na powrót. Ich życie jest skarbem w naszych rękach. Po raz pierwszy niekiedy jesteśmy z ludźmi jak przygodni i przypadkowi przechodnie - jak chorzy na wakacjach z ich opiekunami - oni wszyscy - są uderzeniem w struny duszy, aby stało się coś ważnego, aż dla nieba. Idziemy razem, dalej i zdobywamy skarb jak podniesiony kamyk.
Skarb modlitwy - ludzi chorych, szept cierpiących warg, które w bólu wypowiadają słowa: Jezus! Maryja! Wyrażają ufność, że Jezus i Maryja są z nimi, że nie są sami, obcy, opuszczeni, że ich cierpienie nie pogrąży się w beznadziejność, że tam mieszka sens i uzasadnienie.
Jak wiele skarbów ukrywa się w ziemi ornej, ciężkiej, wydajnej, Pańskiej. Trzeba tylko umiejętnie szukać tych Bożych skarbów.
Skoro istnieje skarb, dla zyskania którego warto wszystko sprzedać, skoro istnieje jakaś najpiękniejsza perła, warta wszystkich innych pereł, to warto podjąć ryzyko szukania, aby chodząc wśród skarbów, nie być nędzarzami. Aby ludzie nie żyli w smutku bez Boga. Tragiczni, nie widzący...
Znacie skarby, posiadacie, strzeżcie ich i rozdawajcie.


lipca 24, 2017

Znak Jonasza i znak Salomona.

Znak Jonasza i znak Salomona.

ZNAK JONASZA

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza 
Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon». Oto słowo Pańskie. 

Refleksja nad Słowem Bożym 
To działo się w Magadan, miasteczku położonym nad jeziorem Genezaret. Choć widzieli wiele znaków, domagali się nowego. Chrystus nie chwali tych ludzi. Rzecz dziwna się dzieje: ukazał się gniew Boga na ziemi – uniósł się gniewem. Wyobraźmy to sobie: ściągnięte brwi, a twarz Jego była morzem ognia: “Plemię przewrotne i cudzołożne” – krzyczał Jezus, a faryzeusze i Apostołowie zdrętwieli, bo nigdy jeszcze dotychczas nie widzieli Męża Bożego w takim podnieceniu i oburzeniu. “Plemię złe, wiarołomne, domaga się znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. A jak on był przez trzy dni i trzy noce we wnętrznościach ryby, tak będzie Syn Człowieczy w łonie ziemi”. Ten znak będzie wam dany – mówi Jezus – a oni cudów chcieli. Kusili Go ustami kłamstwa i obłudy; kusili Go przewrotnością swojego oblicza; kusili Go pustką swoich grzesznych serc – domagali się znaku, jak gdyby znak Boży był sługą ich niecnej pożądliwości. On da znak temu plemieniu jaszczurczemu, niewiernemu; da znak, od którego niebo zaryczy jak lew, ziemia jęczeć będzie jak niewolnica, a morze odsłoni swą otchłań aż do dna.
Apostołów pewnie, jak i nas, zastanowiło zachowanie Jezusa. Dlaczego tak postąpił? Właśnie powinien uczynić cud – błysnąć, by wreszcie przekonać tych niewiernych, opornych, i udowodnić, że jest Mężem Bożym, że jest Bożym Synem. A On uniósł się gniewem. Dlaczego nie uczynił znaku? Trudno powiedzieć – nie nam sądzić wyroki Boże. Ale wydaje się, że chyba dlatego, iż to jaszczurcze plemię i tak by nie uwierzyło – nie wierzy zresztą do dziś.
Wydaje się, że także i w dzisiejszy czas ukazał się gniew Boga na ziemi. Jan, prawdopodobnie i dziś, podkreśliłby zdanie, które napisał kiedyś: “Cały świat jest w złu pogrążony”. A przecież on nie był pesymistą. Jest źle i nie mamy powodów do radości i zadowolenia. Cały świat zagrożony terrorem, a przecież cechą tego terroru jest absolutna podłość, według której wszystkie chwyty są dozwolone, a nawet rzekomo szlachetne.
Chrześcijanie, którym zło pisze codziennie swoje zwycięstwa, nie na papierze, ale na grzbiecie, coraz bardziej opuszczają ręce w jakiejś beznadziei, albo szukają współczesnych Salomonów i u nich szukają rady, szukają znaku, a przecież On jest tu, na ołtarzu, w Tabernakulum. A przecież nikomu nie będzie dany żaden znak, oprócz znaku Jonasza. I Salomon dzisiejszy ma wyniki – Chrystus nie. Ukazał się chyba gniew Boga na ziemi, a ci od terroru, to chyba mają coś z głową... A św. Teresa z Avila, jest patronką cierpiących na ból głowy. A przecież kogo dziś głowa nie boli? Dlatego św. Tereso, kobieto szlachetnego serce, ciebie prosimy: Ty, która byłaś pełna pokory, życia Bożego i szczególnego mocnego głosu, który podnosiłaś nawet na papieża, prosimy mocno, byś ten głos swój mocno, z wielką siłą przebicia, mogła zanieść w naszych intencjach tam, do Ojca dziejów ludzkich; byśmy byli mądrzy Bożą mądrością. AMEN.

lipca 15, 2017

Odwaga w dawaniu świadectwa

Odwaga w dawaniu świadectwa

Słowo Boże na dziś

Sobota, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 10, 24-33

Jezus powiedział do swoich apostołów: «Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa – jak jego pan. Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, to o ileż bardziej nazwą tak jego domowników. Nie bójcie się więc ich! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie».

Refleksja nad Słowem Bożym


Dziś Chrystus, po raz kolejny, wskazuje nam tę wielką prawdę, o której jakże często zapominamy w czasie naszego życia: to nie ludzi trzeba się bać, ale Boga. Bo człowiek, oprócz tego, że zniszczy to śmiertelne, ludzkie ciało, nic więcej uczynić ci nie może. Jego obelgi; jego kłamstwa; jego pomówienia względem ciebie, tak naprawdę nie mogą cię dotknąć. Oczywiście, będą ci uprzykrzały życie, będą ci dodawały nerwów, ale Bóg jest na tyle mocny, by wyrwać cię z ręki człowieka.
Niejednokrotnie stajesz w sytuacji opowiedzenia się – jasnego i konkretnego – za prawdą, lub przeciw niej. I często bywa tak, że opowiadając się przeciw prawdzie, zyskujesz poklask u ludzi, i wiesz o tym doskonale, i jesteś rozdarty: No, bo co uczynić? I czasem brak jest tej naszej wiary, bo mówimy sobie: Boże, Ty jesteś tak daleko, a ci ludzie są tak blisko; ci ludzie mogą mnie zranić, a Ty przecież im wybaczysz. I w ten sposób można z dnia na dzień sprzedawać prawdę, wartości – w końcu Boga - jeżeli nie zapamiętamy tych słów, które dziś Jezus powiedział: Nawet wróbel nie spadnie na ziemię bez woli Ojca niebieskiego. A cóż dopiero ty, który jesteś stworzony na Jego obraz, i na Jego podobieństwo. Czy masz się bać ludzi? Czy też miłować Boga i postępować według Jego Prawa? Co wybrać?
Są i tacy, którzy przewrotnie mówią: To przez jakiś czas ja pożyję sobie tak zwyczajnie, po ludzku, usuwając Pana Boga w cień, na drugi plan, a jak przyjdzie wiek podeszły, starość, to ja to wszystko Panie Boże nadrobię, ja wtedy swoją gorliwością i swymi modlitwami nadrobię ten cały stracony czas, czas bez Ciebie. Do kogo porównać takiego człowieka? Czyż nie do faryzeuszów, u których wszystko na zewnątrz było takie piękne i poukładane? Ale Bóg, który widział ich serca, w osobie Jezusa Chrystusa woła do nich: Obłudnicy, chcecie odbierać tylko chwałę ludzką, a tak naprawdę na Bogu wam nie zależy.
I znowu staję na rozdrożu. Co wybrać? Opowiedzenie się za prawdą, które niejednokrotnie w konsekwencjach jest przykre, bo mogę stracić pracę, bo ktoś może przestać mnie lubić, bo mogę stracić poważanie w pewnych kręgach? Czy też opowiedzenie się za kłamstwem, za niedomówieniami, za obmowami, i zyskać u ludzi, i tak po ludzku stanąć wysoko w hierarchii, nie wybijać się, nie odcinać się od innych, bo przecież wszyscy tak robią?
I serce człowieka jest rozdarte, i niejeden z nas boi się, i pyta: Boże, co ja mam zrobić? Bo ci ludzie..., takie gremium, takie społeczeństwo nie daje mi spokoju, kiedy opowiadam się za Tobą. A ja nie chcę być przeciwko Tobie. Co ja mam zrobić? Niejednokrotnie tai człowiek, nie znajdując odpowiedzi, zamyka się w sobie, ucieka w swój świat, i już nie jest świadkiem Jezusa Chrystusa; jest jakby samotną wyspą. Co ja mam zrobić, Panie? Za czym się opowiedzieć? Bo ludzie nalegają; bo ludzie chcą, bym był do nich podobnym, a w moim sercu pulsuje miłość do Ciebie. A może uchwycić się tej miłości? Św. Paweł mówi, że „miłość wszystko przetrzyma” - miłość jest wieczna. Miłości nie można zniszczyć. Prawdziwej miłości nie można zabić.
Nie bójcie się ludzi, którzy nic wam nie mogą uczynić. Bójcie się Boga, bez Którego możecie spędzać swoją wieczność, jeżeli opowiecie się przeciw Niemu. I nawet nie tyle bójcie się, co Go kochajcie, bo miłość wypędza wszelki strach, i miłość nie robi krzywdy drugiemu. Spróbuj, tak codziennie, ciągle od nowa i od nowa, miłością i cierpliwością zwyciężać tych, dla których świat jest taki prosty, jednoznaczny, taki wygodny, dawać świadectwo.
A może by tak bardzo indywidualnie dzisiaj powiedzieć do Boga: Widzisz, Panie, że jestem grzeszny, że jestem niedoskonały, że boję się ludzi, ale oto jestem, poślij mnie, bym był Twoim świadkiem, i pozwól mi usłyszeć te słowa, które usłyszał św. Paweł, kiedy bał się, że nie starczy mu sił: „Wystarczy ci mojej łaski”. Nie pozwól mi, Panie, o tych słowach zapomnieć, Ty, który jesteś moim Bogiem; Ty, którego tak ukochałem, którego przyjmuję w Sakramencie Eucharystii. AMEN.

lipca 14, 2017

"Oto Ja was posyłam jak owce między wilki."

"Oto Ja was posyłam jak owce między wilki."

Słowo Boże na dziś


Piątek, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 10, 16-23

Jezus powiedział do swoich apostołów: «Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie. Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was prowadzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy».

Refleksja nad Słowem Bożym


Pan Jezus, powierzając Apostołom i uczniom misję głoszenia Ewangelii, najpierw udziela praktycznych rad, o których słuchaliśmy podczas czytania wczorajszej Ewangelii. Dziś natomiast słyszymy od Jezusa ostrzeżenie przed trudnościami, a nawet prześladowaniami, jakie staną się udziałem głosicieli Bożej Prawdy: „Będą was wdawać sądom, nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z Mego powodu na świadectwo im i poganom”.
Ne trzeba było długo czekać na spełnienie tej przepowiedni. Oto wkrótce posypią się kamienie ze strony tych, którzy zatykają sobie uszy na głos Słowa Bożego. A pod gradem nienawistnych kamieni padnie na ziemię Szczepan, a ziemia, zroszona jego krwią, zrodzi następnych głosicieli Bożej prawdy.
Chrześcijaństwo zawsze miało, i zawsze będzie miało, swoich wrogów i katów, swoich męczenników i ofiary. Od chwili, gdy krzyż Chrystusa został obarczony Jego krwią, Kościół stale spływał krwią swoich najlepszych dzieci. Świadectwo krwi dokonuje się nieomal nieprzerwanie od Golgoty aż po dzień dzisiejszy, i wiele stron Ewangelii było pisane krwią. Szczególnie wiek XX zapisał się niechlubnie, jako wiek największych prześladowań i okrucieństw, jakie odnotowała historia dwu tysięcy lat.
Nie trzeba się gorszyć. „Tylko to żyje, za co opłaci się umrzeć” – powiedział pewien myśliciel. Jeżeli Jezus nie jest wart tego śmiertelnego naszego ciała, i tych kilku litrów krwi, to jest On niewiele wart. Tymczasem On jest nieskończonej ceny, i wszystkie nasze życia nie są zbyt wielką ceną w porównaniu z życiem, które On nam zapewnia w Królestwie Bożej miłości i szczęśliwości.
Jak chrześcijanin ma się zachować w czasach prześladowań?
„Bądźcie roztropni jak węże, i nieskazitelni jak gołębie”. „Bądźcie roztropni”, tzn. nie narażajcie się lekkomyślnie, nierozsądnie; bądźcie inteligentni i pomysłowi, zwłaszcza w pełnieniu posługi ewangelicznej; nie przejmujcie się tymi atakami ze wszystkich stron, tymi nienawistnymi spojrzeniami wilków, ale pełnijcie dobro, i tylko dobro. „Oto posyłam was, jak owce między wilki” – a więc istnieją również wilki, które najczęściej ukrywają się w owczej skórze, i denerwują się na samą tę nazwę. Współczesne wilki zaklęte w ludziach bardzo się denerwują, gdy się odsłania prawdziwe ich oblicze, pokazuje ostre kły, złowieszcze spojrzenia i niecne zamiary względem owiec. Tu widzimy źródło tego zdenerwowania współczesnych wilków, kiedy obnaża się ich prawdziwe twarze, a to zdenerwowanie możemy obserwować w codziennej prasie.
Pan Jezus radzi również chrześcijanom, aby odznaczali się szczerością i prostotą, by głosząc Ewangelię, nie szukali własnych korzyści, lecz przede wszystkim troszczyli się o zbawienie własne i innych, i aby we wszystkim zawierzali się Bożej Opatrzności, pamiętając, że to Duch Święty jest najmądrzejszy w Kościele; On jest duszą Kościoła; On udziela swoich darów w stosownie do zaistniałej sytuacji.
Jak dziejami Kościoła i świata rządzi Bóg i Jego Opatrzność, to możemy się naocznie przekonać, chociażby na przykładzie Papieża, św. Jana Pawła, i tych przepowiedni fatimskich, które przecież spełniają się na naszych oczach.
Nie możemy zapominać, że świat, odkupiony krwią Chrystusa, należy do Boga i będzie należał do Boga. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” – „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą”. Przez wiarę, miłość i ufność możemy zwyciężać świat – „zwyciężamy świat” – mówi św. Paweł. Przez wiarę i cierpliwość staniemy się dziedzicami Bożych obietnic i uczestnikami chwały niebieskiej. Bądźmy więc ufni i roztropni, odważni i cierpliwi, i przeglądajmy się lustrze Jezusowej Ewangelii, rozpoznając siebie: czy jesteśmy tymi owieczkami, czy – broń Boże – wilkami. Wołajmy za Psalmistą: „Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha”. AMEN.

lipca 13, 2017

Wskazania na pracę apostolską

Wskazania na pracę apostolską

Słowo Boże na dziś

Czwartek, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 10, 7-15

Jezus powiedział do swoich apostołów: «Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie w drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy. A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was. A jeśliby was gdzieś nie chciano przyjąć i nie dano posłuchu słowom waszym, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych! Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu».

Refleksja nad Słowem Bożym

 
Kochani moi, Jezus wzywa nas do ewangelizacji… Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie.
Królestwo niebieskie cały czas jest bliskie… nawet bliższe niż było ponad 2000 lat temu. Dlaczego? Bo Jezus dokonał odkupienia… jesteśmy wolni… Jego śmierć i zmartwychwstanie, zgładziły nasze grzechy. Zatem nie ciąży już na nas piętno niewolników… otrzymaliśmy Ducha przybrania za synów… Jesteśmy dziedzicami… mamy pełnoprawny wstęp do Jego królestwa… i to nie jako „chłopi pańszczyźniani”, ale jako synowie królewscy. Ale nie wolno nam przestać głosić… Wezwanie do przekazywania Dobrej Nowiny nie ustało… Nie można spocząć na laurach…Tylu ludzi nie zna Chrystusa… Założyciel salwatorianów – Franciszek Jordan – mówił: dopóki żyje na świecie choćby jeden człowiek, który nie zna i nie kocha Chrystusa, nie wolno spocząć Ci.
 
Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Wielu mówi… ale to było powiedziane do apostołów… Jednakże nic się pod tym względem nie zmieniło. To wezwanie jest także do nas… i nie tylko do osób duchownych. Każdy z nas, jeżeli tylko wierzy, że Jezus ma Moc, że jest prawdziwym Bogiem, że tylko w Nim jest nasze zbawienie… Może w imię Jezusa Chrystusa dokonywać cudów…
Potrzeba tylko otworzyć się na charyzmaty, jakimi obdarza nas Duch Święty. Każdy z nas może uzdrawiać, wskrzeszać, uwalniać…. Ale czy wierzymy w to? Myślę, że nie… ciągle za mało w nas wiary…. Znam i kapłanów, którzy mają za mało w sobie wiary, że mogą w imię Jezusa dokonywać cudów. Którym brakuje otwarcia się na Ducha Świętego i na charyzmaty… Oczywiście są i tacy, którzy całkowicie oddają stery Panu Bogu… i wtedy jesteśmy świadkami cudów… Jasne! To nie oni dokonują cudów, ale Jezus Chrystus… ale kiedy pozwalasz się Mu prowadzić… wtedy w Twoim życiu ma miejsce prawdziwa rewolucja.
Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!
To kolejne wezwanie… bezinteresowność… Skoro Bóg obdarza na łaskami całkiem za darmo… Skoro Jego Miłość jest dla nas prezentem. To dlaczego my mamy wymagać, by nam płacono za naszą posługę? Owszem jeżeli ktoś ofiaruje coś z siebie, to Bogu niech będą dzięki… ale nie możemy mieć w sobie podejścia materialistycznego. Nie możemy ewangelizować z zamysłem, że z tego tytułu będą jakieś granty…
Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski!
To zdanie oznacza: Nie bądźcie zapobiegliwi… nie przygotowujcie się na waszą misję… Zdajcie się na Boga, który da wam wszystko, czego będziecie potrzebować… Jeżeli człowiek zbytnio przygotowuje się do zadania… odkłada pieniądze, pakuje walizki itp…wtedy zapomina o najważniejszym celu…. o ewangelizacji – głoszeniu Chrystusa… Nastawia się tylko na to, by niczego mu nie brakowało… A zapomina po co to wszystko robi… w czyje Imię?
A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was!
Pokój… to właśnie z nim powinniśmy iść do ludzi. Jeżeli nie ma w nas pokoju, nie możemy go nikomu ofiarować…. Jeżeli pokój jest w nas, możemy ruszać. I nieść pokój światu. Tam gdzie będą ludzie godni pokoju, ten pokój rozleje się na ich domy, na ich pracę, na otaczającą ich rzeczywistość… Jeżeli nie, pokój do nas wróci… Ale, jeżeli nie będzie w nas pokoju, każda porażka w ewangelizacji będzie wywoływać w nas frustrację… A frustracja nie jest darem Bożym… Darem Bożym jest pokój… Dlatego zawsze módlmy się o niego zanim pójdziemy ludziom głosić Chrystusa.
Słyszymy w czasie każdej Mszy św.: “Idźcie, ofiara spełniona”, a więc jesteśmy posyłani. Nie oczekujmy, że to kapłani tylko będą pełnić swoją posługę; oni są wezwani do posługi zgodnie ze swoim powołaniem, ale każdy świecki ma powołanie do tego, żeby być włączonym w cudowny plan Boży; ma czerpać z Eucharystii życie, żeby potem – tak, jak Barnaba, jak pierwsi Apostołowie – “z mocą głosić, że Jezus żyje”. Niech się tak stanie!

lipca 12, 2017

15. Niedziela Zwykła (A) – Przypowieść o siewcy

15. Niedziela Zwykła (A) – Przypowieść o siewcy
Podczas zabawy chłopcy powiesili kolegę. Tragedia. „Myśmy się bawili w film” – powiedzieli później nie świadomi do końca co się stało.
Kochani Bracia i Siostry! Nie trzeba chyba przekonywać, jak łatwo ulegamy złu. I jak łatwo zło czyni spustoszenie w życiu zwłaszcza dzieci i młodzieży. Tak często bywa ono nienazwane, tak często przybrane w niewinne pozory zabawy, relaksu lub rozrywki. Najsilniejsze oddziaływanie ma na człowieka grupa, środowisko w którym żyje. To środowisko tworzy modę, która staje się wzorcem normalności – choćby coś normalnym nie było. Jeśli moda dotyczy fryzury bądź kształtu buta – to jeszcze nieważne. Ale bywa moda na papierosa, na wulgarne słownictwo, na alkohol, moda na seks, moda na narkotyki. Ilu młodych ludzi temu ulega? Bardzo wielu, a ich rodzice często nie zdają sobie z tego sprawy. Drugim obok mody, niezwykle silnym czynnikiem jest magia obrazu. Film od lat zagościł, często jako intruz, w naszych domach. Oglądamy ich na pewno za dużo i na pewno w sposób niekontrolowany. Zwłaszcza dzieci i młodzież wystawione są na bombardowanie obrazem filmowym. Oba czynniki – środowisko i magia obrazu - mogą mieć wpływ zarówno dobry, jak i zły. Co zwycięży? Czy dobro, czy zło? I czy wolno to zostawić przypadkowi?
Odpowiedzi szukamy w nauce Jezusa, który opowiedział nam dziś przypowieść o siewcy. Kim jest siewca – wiemy. Jest nim sam Jezus i wszyscy ci, którzy świadomie wokół siebie rozsiewają prawdę i dobro: rodzice, wychowawcy, nauczyciele, kapłani. Ziarnem jest słowo Boże, orędzie Ewangelii – orędzie dobra, prawdy, miłości, piękna, sprawiedliwości. Prorok Izajasz mówi: Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do mnie bezowocne. Ale plon zależy także od roli, na jakiej ziarno zasiano. Właśnie o tym mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii:
Niektóre ziarna padły na drogę... Do każdego, kto nie rozumie słowa, przychodzi Zły i wyrywa kiełkujące ziarna. To jest pierwszy wróg Ewangelii: głupota, bezmyślność, niedouczenie. Dlatego Kościół zawsze kładł nacisk na wszechstronne kształcenie człowieka i na rozwój wiedzy – nie tylko o Bogu, ale o świecie, o człowieku i jego sprawach. Spośród różnych dziedzin ważna jest także nauka religii, aby swoją wiarę rozumieć, aby ją pogłębiać.
Inne ziarna padły na miejsce skaliste... Drugi wróg Ewangelii to niestałość, chwiejność człowieka, niezdecydowanie. Dlatego tak ważna jest umiejętność formułowania postanowień i rozliczania samego siebie z ich realizacji. Ogromną rolę odgrywa tu regularne przystępowanie do sakramentu pokuty i podejmowanie postanowień przy spowiedzi.
Inne ziarna padły między cierniste krzewy... To trzeci wróg Ewangelii: zbytnie zatroskanie o sprawy materialne, o przyjemności, o bogactwo. Dlatego w tradycji Kościoła post, umartwienie, asceza były i są aktualne. Ale w praktyce chrześcijanie nazbyt często o potrzebie opanowywania siebie i kontrolowania swoich potrzeb zapominają.

Drodzy Bracia i Siostry!
Jakie zadania stają więc przed nami? Kieruję słowo napomnienia do rodziców. Dobrze obserwujcie swoje dzieci: z kim się bawią, z kim nawiązują przyjaźnie. Starajcie się w porę ustrzec je przed złym wpływem. Czuwajcie nad tym, czym karmi się ich wyobraźnia, umysł i serce: co oglądają w telewizji, po jakie czasopisma sięgają. To są te ciernie i chwasty, które paraliżują, a nawet uniemożliwiają rozwój dobra w człowieku, zwłaszcza młodym człowieku. Niektórych czasopism w ogóle nie powinniśmy mieć w ręce. Niektórych filmów nikt oglądać nie powinien. Minimum wymagań - to dostosowanie się do oznaczeń wyświetlanych w rogu ekranu: zielony znaczek z kółkiem wskazuje program dla widzów bez ograniczeń. Żółty z trójkątem wewnątrz – to ostrzeżenie, że program jest zbyt trudny, brutalny albo zawiera sceny erotyczne. Czerwony z kwadratem oznacza, że program w żadnym wypadku nie jest przeznaczony dla młodocianego widza.
Ale ta czujność rodziców - to jednak przede wszystkim przykład. Przykład mądrego wybierania tego, co w życiu – nie tylko w telewizji – ważne. Przykład pracy i odpoczynku, przykład doboru znajomych i przyjaciół. Przykład wytrwałości i zdecydowania. Przykład opanowania i stawiania sobie wymagań. Czy muszę powtarzać, że łatwiej ulegamy złym wpływom, aniżeli dobrym? Dlatego każdy z nas musi być bardzo czujny, aby Zły nie wyrwał ziaren dobra, jakie zostały zasiane w nasze dusze.
Inne ziarna padły na ziemię żyzną i plon wydały – stokrotny, sześćdziesięciokrotny czy trzydziestokrotny – mówi Jezus. Dobrej gleby ludzkich serc i umysłów jest wiele. Ale o rolę, o pole trzeba ciągle dbać, by przynosiło plony. Nie zapomnij więc, że jesteś odpowiedzialny/a za siebie i za tych, których kochasz. Odpowiedzialny/a za to, kim jesteś i kim oni będą. Jakim jesteś ty sam/a - i jakimi oni będą!?

lipca 12, 2017

Idźcie i głoście...

Idźcie i głoście...

Słowo Boże na dziś

Środa, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 10, 1-7
Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie».

Refleksja nad Słowem Bożym


Odznaczający się głęboką miłością do Boga i do ludzi, św. Franciszek z Asyżu, podróżował pewnego razu z człowiekiem, który skarżył się, że tak trudno jest mu kochać Boga. W czasie tejże wędrówki napotkali na drodze żebraka, który był ślepy, i który był sparaliżowany. Św. Franciszek zapytał go: Powiedz mi, czy ty byś mnie kochał, gdybym przywrócił ci wzrok, i sprawił, że mógłbyś normalnie chodzić? Pewnie – wykrzyknął żebrak – nie tylko bym cię kochał, ale stałbym się twoim niewolnikiem przez resztę mojego życia. Widzisz – powiedział św. Franciszek do tego człowieka, który skarżył się, że tak trudno jest mu kochać Pana Boga – ten żebrak by mnie kochał, gdybym przywrócił mu zdrowie. Dlaczego ty nie kochasz Boga za to, że stworzył cię zdrowym?
Hasłem trwającego  roku liturgicznego są słowa: „Idźcie i głoście”. Jakże cudownie one korespondują z dzisiejszą Ewangelią. Dzisiejsza Ewangelia jest wyrazem troski Jezusa o każdego człowieka. Oto Boży Syn posyła uprzednio wybranych przez sie­bie uczniów, aby głosili Dobrą Nowinę, uzdrawiali chorych oraz wypędzali złe duchy. Apostołowie ruszyli, aby nieść miłość i po­moc strudzonym, zagubionym i znękanym. Jednak nie tylko apo­stołów wybiera i posyła Stwórca. Nie tylko rybacy znad Jeziora Galilejskiego i ich następcy, czyli wszyscy kapłani, powołani zo­stali do służenia potrzebującym. Do tej pracy zaproszony jest każdy człowiek. Zaszczyt stawania się sługą samego Boga może się stać udziałem każdego z nas. Bóg widzi twoje i moje życie. Pan dostrzega moje i twoje potrzeby, kłopoty i wątpliwości. Dlatego do mnie i do ciebie nasz kochający Ojciec posyła konkret­nych ludzi, aby nam pomagali, uczyli, pocieszali, czasem upomi­nali i przestrzegali przed zgubnymi skutkami czynienia zła.
Każdy człowiek, którego spotykam, jest do mnie przysłany przez Opatrzność Bożą. Każda osoba, która staje na mojej życio­wej drodze, może mnie czegoś nauczyć. Nigdy nie stanę się ano­nimowym, nikomu niepotrzebnym człowiekiem. Bóg o mnie nig­dy nie zapomni. Nie ma ludzi niepotrzebnych. Nie ma osób zbęd­nych. Każdy z nas powinien zrozumieć, że przez Stwórcę jest chciany i kochany. Każdy z nas jest wezwany do tego, aby w imieniu Jezusa głosić Ewangelię swym życiem, okazywać mi­łosierdzie i nieść pomoc tym, którzy są w jakiejkolwiek potrzebie.
Dlatego tak ważne jest, aby usłyszeć i przyjąć otwartym sercem oraz trzeźwym umysłem adwentowe wezwanie do prosto­wania naszych relacji międzyludzkich. Dlatego trzeba nam spoj­rzeć na drugiego człowieka jako dar, który Opatrzność dała nam w pewnej intencji. Może to my się uczymy, korzystamy i uboga­camy drugą osobą. Może to ja jestem wezwany, aby upominać, pomagać, pocieszać i przyprowadzać do Boga. Może to do mnie
Bóg przysłał osobę, która wiele ode mnie wymaga, abym nauczył się miłosierdzia. Może jest człowiek, który denerwuje, bym zobaczył, jak często sam wyprowadzam z równowagi innych. Może ktoś natarczywie wyciąga rękę po pomoc, bym sam doce­nił wsparcie, które otrzymałem. Ta krzywda, która mnie spotka­ła, winna mnie nauczyć, jak druzgoczące jest zło, które sam popełniam, a tak chętnie usprawiedliwiam.
Jezus posyła dziś apostołów do służby opatrzności Bożej. Każdego z nas zaprasza do służby jako narzędzie opatrzności Pa­na. Pomyślmy o tym. Wykorzystujmy każdą okazję do czynienia dobra. Dziękujmy za każdą okazję do niesienia pomocy i nie za­pomnijmy nigdy, że dla Boga nie ma ludzi niepotrzebnych, nie­ważnych i zapomnianych. Każdy z nas ma swą misję. W każdym z nas Opatrzność upatruje narzędzie, poprzez które zatroskanym, wątpiącym i błądzącym niesiona będzie Ewangelia oraz podawa­na pomocna dłoń miłości. 
Spróbujmy od dzisiaj żyć z większą uwagą chrześcijańskim powołaniem i dawać świadectwo miłości Chrystusowej, pomagając w konkretny sposób komuś innemu.!


lipca 11, 2017

Co znaczy porzucić wszystko dla Chrystusa?

Co znaczy porzucić wszystko dla Chrystusa?

Słowo Boże na dziś

Wtorek, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 19, 27-29
Piotr powiedział do Jezusa: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?» Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach i będziecie sądzić dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy».

Refleksja nad Słowem Bożym


„Kto porzucił wszystko dla Ewangelii, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”.
Samotnie chodzi się za Chrystusem, ale już później nie jest się samotnym. Obietnica Chrystusa jest potężną obietnicą, mówiącą o tym, iż człowiek, który idzie za Jezusem, bo najbardziej Go umiłował i ukochał, otrzymuje później stokroć więcej: braci, sióstr, i wszystkiego tego, co jest mu potrzebne do życia i do zbawienie, a przede wszystkim życie wieczne. Co otrzymuje? Otrzymuje Kościół. Ten, który idzie za Jezusem, oddaje wszystko. Po co to robi? Robi to po to, by o wiele więcej otrzymać.
Patrzymy dzisiaj na postać św. Benedykta. Żyjemy w Europie i jesteśmy świadkami, że Europa przeżywa rozmaite kryzysy. Dzisiaj Kościół ukazuje nam w tej postaci, św. Benedykta, i dając nam tę postać jako patrona Europy, pewien kierunek myślenia, również radowania się i dziękowania za to, że historia Europy jest pisana właśnie przez ludzi, którzy dla Chrystusa poświęcili wszystko: stali się samotni po to, by zyskać o wiele więcej. I dlatego ta postać, jakże odległa w czasie, jednak jest cały czas aktualna; jednak jest cały czas bliska. Bo to dziedzictwo, w którym żyjemy dzisiaj, dzięki któremu żyjemy, kultura – to wszystko ma gdzieś właśnie tam swe korzenie. I tak, jak całe stworzenie, znajduje sens w Jezusie Chrystusie, i dzięki Jezusowi Chrystusowi. Bo Jezus Chrystus nadaje sens temu światu – wszystkiemu: przyrodzie, kosmosowi, a przede wszystkim nadaje głęboki sens człowiekowi. Kościół w osobie św. Benedykta ukazuje nam, że to jest właśnie dobra droga dla człowieka i dla Europy.
Zawołanie św. Benedykta: „Ora et labora” – modlitwa i praca jest ciągle aktualne. Może dzisiaj rzeczywiście ludzie bardzo dużo pracują; może nie mają nawet wiele czasu na odpoczynek. Warto sobie dzisiaj przypomnieć o tym pierwszym członie, o modlitwie. „Po wieczne czasy będę chwalił Pana”. Bo właśnie na to żyje człowiek, i po to jest stworzony człowiek, by chwalić Pana. I wtedy, kiedy człowiek nie chwali Pana, nie do końca jest szczęśliwy, nie może być szczęśliwy do końca, bo jest tak głębokim stworzeniem, że tylko Bóg może wypełnić całkowicie głębię serca człowieczego. I dlatego dzisiaj chcemy się wsłuchiwać nauki mistrzów, którzy budowali Europę w swoim życiu, poprzez przyjęcie tajemnicy paschalnej Chrystusa. To jest dobra droga; to jest jedyna droga, która daje również dzisiaj przyszłość Europie, nie tylko Europie, ale całemu światu.
Ten tydzień jakże jest obfity w ukazywanie nam wspaniałych postaci Europy. Z głębokiego średniowiecza, które wcale nie było ciemne, a jakże było otwarte na Boga, na człowieka, a więc na to wszystko, co z człowiekiem jest również związane: przyrodę, naukę, miłość do człowieka. Bo kiedy się chwali Boga, i kiedy się Boga słucha, wtedy się również dziękuje Bogu za to wszystko, co mnie otacza: świat, drugi człowiek; i nie ma się nienawiści do świata i do drugiego człowieka, wręcz przeciwnie, tym bardziej się ten świat rozumie, i tym bardziej się kocha tego drugiego człowieka.
Miłość Boga, modlitwa – „Po wieczne czasy będę chwalił Pana” – to nie jest zawężenie człowieka, nie jest ograniczenie jego możliwości, ale dopiero właśnie w tym kluczu może wybrzmieć cała potęga, cała głębia, cała wspaniałość powołania człowieka, który zostawi wszystko ze względu na Chrystusa i dla Chrystusa. I co? I otrzymuje o wiele więcej. Co jest potrzebne? Potrzebna jest wiara: głęboka, dojrzała i prawdziwa. Co jest również potrzebne by być człowiekiem wiary? Potrzeba jest odwaga, odwaga również dzisiaj, nie lęk, nie strach, nie smutek, nie dostrzeganie jedynie zagrożeń, ale właśnie odważne pójście w tę Europę, której ojcem jest św. Benedykt, który modlił się i pracował, kochał Boga i kochał człowieka, i wydał tak potężny owoc.
Chodzi się samotnie, z pewnym ryzykiem: „Zostawiliśmy wszystko dla Ciebie”. Dzisiaj Chrystus daje wspaniałą obietnicę – jest wiele takich obietnic na kartach Ewangelii – „Wiele więcej zyskacie”, zyskacie życie wieczne, zyskacie Niebo.

lipca 10, 2017

“Twoja wiara cię ocaliła”

“Twoja wiara cię ocaliła”

Słowo Boże na dziś


Poniedziałek, 14 tygodnia Okresu Zwykłego

Mt 9, 18-26


Gdy Jezus mówił do uczniów, oto przyszedł do Niego pewien zwierzchnik synagogi i oddając Mu pokłon, prosił: «Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i połóż na nią rękę, a żyć będzie». Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Mówiła bowiem sobie: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: «Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła». I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: «Odsuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi». A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.

Refleksja nad Słowem Bożym

 .
Są sprawy i rzeczy w naszym życiu, o których można tylko marzyć – tak mówimy, jeżeli jawi się nam coś, jako nieosiągalne. Są osoby marzące o wielkich, dalekich podróżach. Któż z nas w dzieciństwie, czytając książki podróżnicze, nie chciał wyjechać do Afryki, aby tam z podróżnikami wędrować przez dżunglę, czy zdobywać bieguny zimna, czy też wchodzić na najwyższe szczyty? Może wraz z latami nasze marzenia, pragnienia zmieniają się: Mieć wielki dom z ogrodem, najlepszy samochód. Nie wszyscy jednak potrafią swoje sny, pragnienia przemieniać w rzeczywistość. Te marzenia, może w sytuacji dzisiejszej, niekiedy zdecydowanie odrzucamy wobec sytuacji, którą widzimy wokół: bezrobocie, zubożenie – mówimy: dajmy sobie spokój z tymi marzeniami.
Inne jednak pragnienia, bo wciąż w sercu człowieka one rodzą się, powstają, gdy choroba dotyka człowieka, może ktoś z rodziny, a może to ja doświadczam sam choroby, i szukam lekarza, i szukam lekarstwa na moją chorobę. To jest w danej sytuacji moje największe pragnienie. I w obliczu cierpienia jakże nieistotne są poprzednie pragnienia, dążenia do zdobycia bogactwa, czy nawet wspaniały wielki dom – to wszystko nie będzie cieszyć, gdy człowiek jest ciężko chory. Wówczas człowiek potrzebuje tej szczególnej pomocy.
Ale w obliczu właśnie tego doświadczenia, Bóg niejako nas wychowuje, aby nam pokazać właściwe wartościowanie; każe nam spojrzeć na tę rzeczywistość i odpowiedzieć sobie na pytanie: Co jest najważniejsze w naszym życiu? Gdy człowiek buduje swoje życie na rzeczach materialnych, przemijających, a nawet gdy pokłada całą swoją nadzieję w drugim człowieku, to jednak buduje na czymś, co przemija: złodziej może przyjść i zagarnąć to, co gromadzisz – o tym już mówi Ewangelia. Kataklizm, powodzie, jakie już były w naszej Ojczyźnie, niszczyły dorobek życia, i człowiek był bezradny. A gwałtowna śmierć bliskiej osoby jest jak ostre cięcie, które tą nić więzi przerywa, kończy. Jeżeli ta osoba była pewnym oparciem, to przeżywamy to rozstanie bardzo boleśnie. Są sytuacje, gdy człowiek znajduje się w pustce, bezsensie, bo odszedł ktoś tak bardzo bliski, ktoś, na kogo liczyłem. Ale czy ktokolwiek z nas może powiedzieć, ufając drugiej osobie do końca, że ta osoba przeżyje nas, że będzie dłużej żyła od nas, że będzie dla nas na zawsze wsparciem.
Gdzie więc szukać pomocy, wsparcia? Jakże trudne doświadczenie przeżywała kobieta z dzisiejszej Ewangelii, cierpiąc dwadzieścia lat na krwotok. A Jair, zwierzchnik synagogi, przeżywa śmierć swojej córki. Być może snuł wspaniałe plany względem jej życia. Była może tym “oczkiem w głowie” dla niego. Oto śmierć zabiera ukochaną osobę. A te osoby, kobieta i przełożony synagogi, są ukazani, jako ludzie wierzący; wiedzą, że w Jezusie jest ratunek. Nie zawiedli się. Ich wiara w Jezusa zaowocowała odzyskaniem zdrowia u kobiety, przywróceniem życia w wypadku zmarłej córki Jaira.
Bóg dopuszcza tak bolesne chwile w życiu człowieka i czeka, aby w Nim złożyć całą nadzieję. W Ewangelii jakże często Jezus pyta się: “Czy wierzysz, że mogę cię uzdrowić?” Wiara jest naszym ratunkiem. “Twoja wiara cię ocaliła” – powie do kobiety. Wiara jest zakotwiczeniem się w Kimś, kto nie przemija, w Kimś, kto jest wierny słowom, które wypowiedział; w Kimś, kto nas nie opuści w chwili próby. Tym “Kimś” jest Jezus. Jezus pragnie uleczyć każdego z nas, bo każdy z nas w sercu nosi pewne zranienia, pewien ciężar – potrzeba Bożego uleczenia. Wołajmy: Panie, umocnij naszą wiarę; Panie, uzdrów w nas to, co chore; Panie, daj nam wiarę ewangelicznej kobiety, wiarę Jaira, wlej w nas nowe życie i daj nam ducha Twojego, Ducha Świętego. Niech się tak stanie!
 

lipca 08, 2017

Nowość nauki Jezusa

Nowość nauki Jezusa

Słowo Boże na dziś

Sobota, 13 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 9, 14-17
 
Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?» Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie, i gorsze staje się przedarcie. Nie wlewają też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki przepadają. Ale młode wino wlewają do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje».

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Tak to już z nami jest, że przyzwyczajamy się do pewnych swoich myśli, do pewnych swoich doświadczeń; mamy te doświadczenia, mamy pewne przemyślenia – i bardzo dobrze. Ale problem w tym, że często zaczynamy właśnie z tych swoich przemyśleń, z tych swoich doświadczeń czynić taki świat bardzo hermetyczny, zamknięty, taki świat, w którym nawet chcielibyśmy ustawiać samego Pana Boga, i chcielibyśmy, by Pan Bóg działał tak, jak my sobie myślimy, że powinien działać – jak to wynika z naszych przemyśleń, z naszych doświadczeń.
Podobnie miało miejsce dwa tysiące lat temu. Zarzucano Jezusowi, że Jego postępowanie i postępowanie Jego uczniów jest takim wykraczającym poza normy wszelkiego postępowania, do jakiego zostali przyzwyczajeni słuchacze św. Jana Chrzciciela, i ci, którzy patrzyli na postawę Jego uczniów.
Czasami wchodzimy w takie schematy myślowe i wydaje nam się, że w taki, a nie inny sposób powinna realizować się nasza pobożność, nasza wierność Chrystusowi – w jakichś takich schematach naszego myślenia. Stajemy się poniekąd, jak mówi Jezus, takimi starymi bukłakami. I jeżeli przychodzi ktoś z nowością, ktoś, kto pragnie pokazać nam jakiś inny wymiar Pana Boga w swoim życiu, w swoich przemyśleniach, w swojej otwartości na działanie Ducha Świętego, to wtedy bardzo często zamykamy się i mówimy: nie, bo ja wiem swoje.
Istotą naszego bycia z Bogiem, naszego chrześcijaństwa, jest przede wszystkim to nasze bycie z panem młodym – słowo Boże powołuje się często na ten obraz Oblubieńca i oblubienicy. Bóg jest Oblubieńcem, a my jesteśmy Jego oblubienicą. Prawa miłości wyznaczają sposób zachowania i sposób życia. Jeżeli jestem człowiekiem, który kocha; jeżeli jestem człowiekiem, który w miłości jest wsłuchany w Tego, kogo kocham; jeżeli pozwalam być darem miłości dla Tego, kogo kocham i kto mnie kocha, to to prawo miłości wyznaczy konkretny sposób mojego życia. Taka jest kolej rzeczy. Kiedy natomiast zaczynamy od wyznaczania jakiegoś sposobu na życie, to może się okazać, że tak naprawdę zapomnimy o tej bardzo głębokiej, intymnej relacji naszej z Panem Bogiem. Chrześcijaństwo, to relacja Boga i człowieka, to odpowiedź miłości człowieka na miłość Boga. Tutaj, w tych wymiarach możemy mówić o doświadczeniu bycia oblubieńcem i oblubienicą, o doświadczeniu miłości, o doświadczeniu jakiejś bardzo głębokiej zażyłości, intymności.
Czasami nam trudno to zrozumieć i tak zaczynamy reformować nasze życie chrześcijańskie od końca; zaczynamy porównywać nasze postawy: ten pości, a ten nie pości; ten się modli, a tego nie widziałem, żeby się modlił – zaczynamy dokonywać wiele ocen. A św. Paweł mówi: Nie oceniajmy, bo Pan Bóg wie, jakie są nasze serca. Zresztą, ten sam Apostoł powie: Jeden pości dlatego, że czyni to dla Pana, a drugi nie pości, bo cieszy się w Panu i raduje, i właśnie ucztuje teraz dla Pana. A nam tak trudno to zrozumieć dlatego, że jakby zaczynamy patrzeć ‘od końca’ na to wszystko – brakuje nam tego patrzenia z miłością, tego bycia takim nowym naczyniem, nieustannie nowym. Św. Augustyn ponad półtora tysiąca lat temu mówił: Nie mów mi nigdy, że dawniej było lepiej, bo dawniej lepiej nie było. I rzeczywiście tak jest, stąd trzeba nam pozwalać się nieustannie napełniać nowością Ducha Świętego, na tę bardzo osobistą relację z Jezusem Chrystusem, z której wynika konkretny sposób na życie. Każdy z nas będzie ową relację przeżywał na inny sposób, i nie trzeba tego porównywać, trzeba się tym umieć ucieszyć. Trzeba ucieszyć się swoim sposobem przeżywania chrześcijaństwa.
W Kościele mamy tak wiele różnych duchowości, tak wiele różnych postaw – wystarczy przypatrzyć się Świętym – każdy może w nich takiego swojego osobistego patrona. Ale, żeby tak się stało, trzeba nam być tymi nowymi bukłakami; trzeba nam pozwolić napełniać się tą nowością Ducha Świętego, a nade wszystko: trzeba nam doświadczać tej oblubieńczej relacji z Jezusem Chrystusem. Raz jeszcze powiem, że właśnie ta oblubieńcza relacja, ta moja zażyłość z Chrystusem, to moje otwarcie na Jego słowo, to moje trwanie przy Nim wyznacza sposób mojego życia, wyznacza charakter mojego chrześcijaństwa.
Niech przykład świętych pobudza nas do tej otwartości na działanie Ducha Świętego, abyśmy byli jak owe nowe bukłaki: otwarci na to, co daje na osobista relacja z Chrystusem-Oblubieńcem. Tego nam trzeba sobie z całego serca życzyć. AMEN.

 


Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger