kwietnia 29, 2017

3. Niedziela Wielkanocna (A) - Poznajcie Chrystusa po Łamaniu Chleba

3. Niedziela Wielkanocna (A) - Poznajcie Chrystusa po Łamaniu Chleba
Kochani moi. 
Już trzecia niedziela wielkanocna. Chrystus przychodzi do apostołów i uczniów, otwiera im oczy i porusza serca, aby uwierzyli, że ON JEST! Już blisko dwa tysiące lat od wydarzeń wielkanocnych, a Chrystus przychodzi wciąż do nas z wielkanocnym zawołaniem: Pokój wam. Nie bójcie się – Jam jest! Włóż palec w moje rany i nie bądź niedowiarkiem, ale wierzącym.

Bardzo lubię dzisiejszą Ewangelię. Jest taka filmowa, taka wyrazista i taka mi bliska. Mógł ją napisać tylko ten, który przeżył to wydarzenie. Stąd stara chrześcijańska tradycja wyśpiewana w naszej wielkanocnej pieśni: „Łukasz z Kleofasem obaj jednym czasem szli do miasteczka Emaus spotkał ich tam Pan Jezus”.

Każde Słowo Boże jest skierowane do każdego z nas. Każde wydarzenie biblijne jest obrazem przeżyć każdego człowieka. Czytając dzisiejszy fragment Ewangelii Łukaszowej, nie dają mi spokoju słowa: „dlaczego jesteście smutni”. „Cóż to za rozmowy prowadzicie między sobą i jesteście smutni?" Dlaczego zwątpiliście? Myśmy się spodziewali, że nas wybawi, a tymczasem minął już trzeci dzień jak jest w grobie, dlaczego jesteście nierozumni, głupi, jak nieskore są wasze serca ku wierzeniu w to wszystko, co mówili prorocy! Dlaczego nie widzicie cudów? Lecz oczy ich były na uwięzi, aż tak, że Go nie poznali. Dlaczego nie zadrży moje serce, gdy mówi do mnie Bóg? Czyż nie pałały nasze serca, gdy mówił do nas i Pisma nam tłumaczył? Dlaczego nie proszę Boga: zostań z nami. Panie, bo się ma ku wieczorowi dzień się już nachylił. Dlaczego nie poznają Chrystusa przy Łamaniu Chleba?
Dlaczego jesteśmy smutni? Bo my jeszcze nie przeżyliśmy prawdziwej Wielkanocy. Przeszliśmy Drogi Krzyżowe, wypłakaliśmy się na Gorzkich Żalach. Cierpieliśmy za miliony. Tyle razy byliśmy składani do grobów. Sprzeciwialiśmy się niesprawiedliwym wyrokom. A gdy przyszła Wielka Noc. w której się wszystko odmieniło:
Powstała z martwych na Twe władne słowo
Polska wolności narodów chorąży,
Pierzchnęły straże, a ponad Jej głową
znowu swobodnie orzeł biały krąży” – w koronie! Nie zauważyliśmy. Szliśmy z nadzieją święcić jajka – znak nowego życia, baranki, szynki i chleby – ale na smutno. Myśmy się spodziewali – a On trzeci dzień w grobie. Więc trzeba iść do domu. Co mnie to wszystko obchodzi? 

Dlaczegoście zwątpili? I to właśnie od tamtej Wielkiej Nocy, kiedy się wszystko zaczęło. Kiedy nam dane było zmartwychwstanie. Pękły mury, zadrżały skały, pierzchnęły straże, odwalono kamień z serca i właśnie teraz macie spuszczone głowy, kwaśne miny i jesteście drętwi? Dał nam radość Zmartwychwstały, a my nie wiemy, co z tym zrobić. Chodźmy do swoich domów, niech się tym martwią ci w Jerozolimie – w stolicy. Ja już drugi raz nie będę się narażał. Myśmy się tyle spodziewali, a tymczasem wszystko w grobie.

Dlaczego jesteście leniwi w myśleniu i w wierzeniu? Głupi i leniwego serca! Jest wśród was ktoś mądry? Niech przyjdzie – mówi Pan – dam mu świat we władanie! Jest ktoś wśród was co ma wiarę? Niech przyjdzie, a będzie góry przenosił, nowymi językami będzie mówił, będzie stąpał po żmijach i skor­pionach, a szkodzić mu nie będą, na chorych będzie kładł ręce i będą uzdrowieni, i złe duchy będą mu posłuszne. Nie księże. Myślenie nie ma przyszłości, trzeba liczyć. Wiarę zostawmy kółkom różańcowym i pobożnym bractwom. O głupi i leniwego serca.
Dlaczego oczy wasze są na uwięzi? Jesteśmy skrępowani opaskami śmiertelnej przeszłości jak Łazarz. Mamy związane ręce i nogi, i zniewolone umysły, i po czwartym dniu cuchniemy już we własnych grobach. Łazarzu wynijdź z grobu! Rozwiążcie mu ręce i nogi, zdejmijcie mu z oczu opaski. Myśmy się jeszcze nie rozwiązali. Mamy skrępowane ręce, związane nogi i oczy na uwięzi. Ja wam cuda Boże ukazuję na tym świecie, a wy jesteście ślepi. Ja mówię do waszych serc, a serca wasze są z kamienia.

Dlaczego wasze serca nie drżą, gdy mówi Bóg? Jesteśmy jakby bez serc, bez ducha. Chrystus odkupił tę ziemię i obmył ją swoją krwią, aby była czysta, piękna i święta jak matka. Teraz sobie o tym przypomnieliście? Obchodzicie święto ziemi – ja też, ale ona oskalpowana, obdarta, zrabowana, zatruta i jest jak matka w letargu. Żaden lekarz, znachor i cudotwórca już nie pomogą. Jest ktoś na tej ziemi co ją kocha jak matkę? Więc niech powie z miłością – Matko! A stanie się nowa. Bóg nam kazał głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Popełniliśmy ciężki grzech przeciwko nakazowi Boga. Umrzemy pierwsi, a potem skona ziemia. Ale Bóg uczyni nową ziemię i nowe niebo.

Dlaczego nie zapraszacie Boga? Zostań Panie z nami. Mówisz, że za dużo księży w telewizji, że ci się nie podobają ich gęby. Odejdą, ale czy zapamiętałeś,  bracie i siostro, co ten ksiądz ci powiedział? Ty masz chore uszy, ty masz serce z wadą, ty się lecz, bo przez całe życie będziesz kaleką. Zawodny jest człowiek. Wołajcie głośniej: Panie, zostań z nami. Tylko Bóg jest tarczą i obroną. On chleb wasz pobłogosławi i starczy go dla wszystkich. Inaczej otoczą was wałem i na ziemię was powalą, i nie zostanie kamień na kamieniu, boście w mądrości swojej nie poprosili Zmartwychwstałego: zostań. Panie, z nami!

Kochani moi! Myśmy się tu zgromadzili na Łamaniu Chleba. I przyjdzie Chrystus, i weźmie w ręce chleb, i pobłogosławi, i powie: bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. Kto z was zobaczy Go i pozna Go po Łamaniu Chleba?

Kochani moi, i ja jestem smutny, i mnie ogarnia zwątpienie, i ja czuję się często głupi i leniwego serca, i mnie serce skamieniało, i ja tak często kalkuluję po swojemu, a nie proszę Pana: zostań. Panie, ze mną, bo się ma ku wieczorowi i powiedz co mam jutro uczynić? Więc teraz, gdy przyjdzie Pan, będę żebrał: przywróć mi Panie, radość wiary, odbierz mi zwątpienia, otwórz mi oczy, naucz mnie myśleć po Twojemu, naucz mnie kochać po Twojemu, i daj mi serce nowe, które potrafi drżeć, gdy Ty mówisz.

Przyjdź Panie. Nie będę sprawdzał Twoich ran, lecz na kolanach wyznam: Ty jesteś moim Panem i moim Bogiem. Pozwól mi ucałować Twoje stopy i wyznać z miłością: Rabbuni – Nauczycielu kochany. Nie pytaj mnie trzy razy. Przecież TY wszystko wiesz. Ty wiesz, że Cię kocham. Daj mi Panie, poznać Ciebie w każdym Łamaniu Chleba. Daj mi poznać, że JESTEŚ. I to mi wystarczy. Amen.

kwietnia 28, 2017

Rozważania Wielkanocne - Cudowne dzielenie chleba

Rozważania Wielkanocne - Cudowne dzielenie chleba
Piątek II tygodnia w okresie Wielkanocy

Z Ewangelii według Świętego Jana
Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?» A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić. Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać». Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?» Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ludzie spostrzegli, jaki znak uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę. (J 6,1-15)

KOMENTARZ DO EWANGELII

Wydarzenia życia Jezusa i Jego słowo ukazywane są w Ewange­liach kolejno. Ich autorzy prowadzą czytelników i słuchaczy stopniowo do poznania tego, że Jezus jest Panem. Mimo takiego założenia, nie mogą jednak ustrzec się tego, aby niemal w każdym zdaniu ujawniała się paschalna perspektywa, w jakiej przypominali sobie życie i słowa Jezusa. Dzisiejsze opowiadanie o nakarmieniu ogromnej rzeszy pięcioma bochenkami chleba i dwiema rybami również posiada taką perspektywę. Pisząc o dzieleniu i rozdawaniu chleba i ryb wiedzieli przecież o tym, co dokonuje się przez "ła­manie chleba", czyli wiedzieli o znaczeniu dla Kościoła dzielenia chleba w Eucharystii. W misterium eucharystycznym cudowne dzie­lenie chleba jest jeszcze bardziej skuteczne. Chleb i wino ofiaro­wane przez nas, tak jak w dzisiejszej perykopie zostały ofiarowane przez chłopca chleby i ryby, zostają rozmnożone i ubogacone nie w kategoriach ilości lecz jakości. Nad Jeziorem Galilejskim tłumy jadły prawdziwy chleb i prawdziwe ryby, choć cudownie pomnożo­ne. W Eucharystii zostaje pomnożona cudowna moc chleba i wina, moc - jakiej ten pokarm i napój same w sobie nie posiadają, bo też jest to moc nie chleba i wina, lecz Ciała i Krwi Chrystusa.
Dzielenie chleba w Eucharystii jest bardzo ważne dla Kościoła, dla nas wszystkich. W tej medytacji zatrzymajmy się przy samym fakcie dzielenia. Przede wszystkim trzeba zauważyć, że jest to zupełnie inne dzielenie niż to, które dokonuje się w myśl zasady "Divide et impera" (Dziel i rządź). Pewnie jeszcze pamiętamy dożynki w czasach komunistycznych. Przedstawiciele "ludowej władzy" odbierali od rolników bochen chleba wypieczony z tegorocznego ziarna, całowali - a jakże - a potem zapewniali, że będą ten chleb sprawiedliwie dzielić. Wiemy też, jaka to była sprawiedliwość. Producenci chleba i żywności nie otrzymywali godziwej zapłaty (a był przecież długi czas obowiązkowych dostaw), a odbiorcom był on rozdzielany ani według zasług ani według potrzeb. To musiało doprowadzić w końcu do pustych półek nawet w piekarniach.
Pan Jezus dzieli chleb nie po to aby rządzić. Gdy po cudownym rozmnożeniu chleba "Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby obwołać królem, sam usunął się znów na górę" (J 6,15). Pan Jezus rozdając chleb kierował się czystą intencją. Nie chodziło Mu o własne korzyści i sławę. Kierował się troską i litością względem głodnych. Wprawdzie i on chleby i ryby otrzymał od chłopca, bo sam nie posiadał żywności, ale właśnie miłość sprawiła, że pięć chlebów i dwie ryby starczyły dla pięciu tysięcy, a zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków.
Cud rozmnożenia chleba i dzisiaj powtarza się wszędzie tam, gdzie dzieleniu chleba towarzyszy nie chęć zdobycia władzy i sławy, lecz bezinteresowna miłość.
Misterium Eucharystii jest rozumiane w Kościele jako sakra­ment jedności. W parafrazie z Hymnu z "Didache" śpiewamy: "Jak ten chleb, co złączył złote ziarna, tak niech miłość złączy nas ofiarna..." Eucharystia jednak uczy nas również cudownego dziele­nia. Chodzi tutaj już nit o chleb eucharystyczny, lecz o sam Kościół, który jest przez Eucharystię budowany. W dążeniu do jedności wcale nie sprzeciwia się wzrost Kościoła, a dokonuje się przez pełne miłości dzielenie. Święta Teresa z Avila przyjęła zasadę podziału karmelitańskiej wspólnoty, gdy ta przekroczyła liczbę 22 osób. Dzięki temu stała się fundatorką ponad 500 klasztorów. Dzi­siaj Kościoły, które mają za sobą wiele lat istnienia i doświadczeń, mają się dzielić z Kościołami Misyjnymi. Wielkie parafie mają się dzielić na mniejsze, aby ludziom było bliżej do kościoła, do Eucharystii, do kapłana... Choć podziały dokonują się nieraz w bó­lach, zawsze widać ich owocność. Gdy z jednej powstają dwie parafie, to z czasem w życie Kościoła włącza się więcej ludzi, niż wtedy, gdy był tylko jeden kościół, często oddalony kilka kilo­metrów od niektórych wsi i ulic.
To cudowne dzielenie się ma miejsce w naszym życiu wewnętrz­nym. Im bardziej dzielimy się naszą wiarą i miłością, tym bardziej sami jesteśmy bogatsi w wiarę i miłość... Uczymy się dzisiaj od Pana Jezusa cudownego dzielenia.

kwietnia 27, 2017

Rozważania Wielkanocne - Więcej niż pamięć

Rozważania Wielkanocne - Więcej niż pamięć
Czwartek II tygodnia w okresie Wielkanocy

Z Ewangelii według Świętego Jana
Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkim, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba przychodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a bez miary udziela mu Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz gniew Boży nad nim wisi. (J 3,31-36)

Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne

Jest istotna różnica między sposobem myślenia na ziemi i w niebie. To, co w Starym Testamencie było wyrażone słowami Izajasza: "Myśli moje nie są waszymi myślami, a drogi moje nie są waszymi drogami" (Iz 55,9) zostaje potwierdzone przez Pana Jezusa w dzisiejszej Ewangelii: "Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkimi, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba pochodzi... świadczy o tym, co widział i słyszał" (3,31-32).
Ta różnica w sposobie widzenia, myślenia i mówienia bardzo widoczna jest, gdy mamy do czynienia z pamięcią. Dzisiejsze czytania dają nam okazje do tego, byśmy tę różnicę - bardzo nie­korzystną dla nas - dostrzegli, a następnie i w tej sprawie starali się czynić na ziemi na ziemi tak, jak się to dzieje w niebie.
Pamięć, rozumiana i praktykowana "po ziemsku" ukazana jest dzisiaj w czytaniu z dziejów Apostolskich. Arcykapłan w imieniu ca­łego Sanhedrynu mówi do Apostołów, którzy w imię Jezusa cudow­nie uzdrowili chromego od urodzenia: "Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię" (Dz 5,28). Nie wystarczyło im, że stracili Jezusa przybiwszy Go do krzyża, ale chcieli wymazać z ludzkiej pamięci nawet Jego imię. Skoro jednak nieskuteczne okazało się stracenie Jezusa, bo Bóg naszych ojców Go wskrzesił, to czyż możliwe było uwięzienie w niepamięci Jego imienia? Skoro On żył, to jak można było zapomnieć o Jego imieniu? Nic więc dziwnego, że Jego imieniem i Jego nauką napełniona została cała Jerozolima, a następnie cały świat.
Próby wymazania tego imienia z ludzkiej pamięci były po­dejmowane wielokrotnie i zawsze były bezskuteczne. Przypominam sobie, jak przed trzydziestu laty, gdy wraz z innymi kolegami z różnych seminariów pełniłem służbę wojskową, polecono nam udekorować świetlicę żołnierską z okazji Tysiąclecia Państwa Polskiego. O Tysiącleciu chrztu nie wolno było w tym czasie w wojsku nawet wspominać. Nie wolno było mieć przy sobie żad­nych znaków, czy książek, które przypominałyby imię Boga. Stęsk­nieni za czymś, co przypominałoby religijne treści udekorowaliśmy świetlicę po swojemu. Głównym elementem tej dekoracji były ramy i ornamenty ołtarza Wita Stwosza z Kościoła Mariackiego w Kra­kowie. Nie dało się umieścić w kwaterach kopii scen, które są w oryginale, ale za to umieściliśmy reprodukcję obrazów Jana Matejki, ukazujące różne wydarzenia z historii Polski. Dobieraliśmy te obrazy tak, aby na każdym był krzyż, kościół i żeby aż roiło się na nich od biskupów i księży, jak na przykład na reprodukcji Unii Lubelskiej. Kiedy nasze dzieło było odbierane przez wyższych ofi­cerów, to wykrzyknęli oni z oburzeniem: "Toż to konfesjonał! Takich rzeczy nie może być w koszarach!" Kazali nam dekoracje zdrapać ze ściany, żeby nikt nie mógł z niej odczytać tego imienia. Mieliśmy jednak tyle odwagi, żeby odmówić. "Konfesjonał" do koń­ca naszej służby pozostał na ścianie.
Mogło by się wydawać, że Pan Bóg w niebie postępuje podob­nie, jak my na ziemi. Zdają się to potwierdzać słowa dzisiejszego Psalmu Responsoryjnego: "Pan zwraca swe oblicze przeciw źle czy­niącym, by pamięć o nich wymazać z ziemi" (Ps 34,17). Bóg jednak i całe niebo istotnie różnią się od ziemi, gdy chodzi o przechowy­wanie w pamięci różnych spraw i wydarzeń. Nie wiem, czy nie jest to dla nas bardziej korzystne, że Bóg nie chce o tym pamiętać, że byliśmy źli? Za to, Bóg ma doskonałą pamięć o tym, co dobre. Bóg nigdy nie zapomina o słabych i ubogich oraz o grzesznikach, którzy chcą się nawrócić: "Pan słyszy wołających o pomoc i ratuje od wszelkiej udręki. Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, ocala upadłych na duchu" (Ps 34, 18-19).
Dzisiejsza Ewangelia nie tylko potwierdza tę właściwość Boga, że On nikogo nie przekreśla i nie skazuje na zapomnienie, a prze­ciwnie: każdy okruch dobra ocala od zapomnienia. Dzisiaj Pan Jezus daje nam do zrozumienia, że pamięć Boga ma szczególną moc. Kiedy Bóg o kimś pamięta, to nie tylko ocala od zapomnie­nia, ale ten, kto żyje w pamięci Boga, żyje rzeczywiście i to pełnią życia. Jego Jedynego Syna, którego wskrzesił i wywyższył na swoją prawicę jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi i wszystkim źle czyniącym nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Pamięcią Boga jest Jego Słowo - a nasz Władca i Zbawiciel - Jezus Chrystus. "Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie ..." (J 3,35-36). Pamięć jest tylko wspomnieniem o tym, co minęło. W Jezusie Chrystusie mamy również to, co jest i to co będzie. W nim mamy życie, czyli więcej niż pamięć.

kwietnia 25, 2017

Głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu

Głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu
Z Ewangelii według świętego Marka
Po swoim zmartwychwstaniu Jezus ukazał się Jedenastu i powiedział do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie». Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły. (Mk 16,15-20)

KOMENTARZ

Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Słowa te słyszymy kilka razy w roku w naszych kościołach; słyszymy w niedzielę misyjną, kiedy wspominamy misjonarzy, udających się na szlaki misyjne. Te same słowa odczytywane są w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, bo właśnie przed swoim odejściem do Ojca Pan Jezus je wypowiedział wobec swoich uczniów.
Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” – usłyszeliśmy dzisiaj, gdyż świętujemy dzień świętego Marka, Autora drugiej Ewangelii, ale także i uczestnika wypraw misyjnych.
Św. Marek, uczeń Apostołów, Piotra i Pawła, razem z Apostołem Narodów brał udział w jego pierwszej podróży misyjnej na Cypr i do Małej Azji. Z nieznanych przyczyn opuścił św. Pawła w Perge i powrócił do Jerozolimy, ale ok. roku 62, razem ze św. Pawłem znów głosił Boże słowo w Rzymie.
Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” – te słowa powiedziane przez Jezusa nie są jakąś prośbą, czy też życzeniem, aby głosić Ewangelię, ale to przede wszystkim imperatyw, nakaz misyjny Jezusa Chrystusa skierowany do swoich uczniów, również do każdego z nas. Wobec nakazu, niejako testamentu, nie można pozostać obojętnym.
To misyjne zadanie Kościoła od początku rozumiano bardzo prosto, jak pozornie proste wydawało się być polecenie Mistrza: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. Kazano, więc poszli, jeżeli nie wszyscy, to przynajmniej najgorliwsi, najlepiej przygotowani. Nie wiemy ile to setek tysięcy ludzi w historii chrześcijaństwa porzucało dom, Ojczyznę, wygodne życie, i w imieniu Kościoła wędrowało przez lądy i morza, by odpowiedzieć na tamto Jezusowe: „idźcie”. Bóg jeden wie, ilu z nich przepłaciło życiem – ginęli też z wyczerpania, z głodu, choroby – przede wszystkim prześladowali ich wrogo nastawieni ludzie. Nikt nie policzy ilu z nich umarło w więzieniach, ilu torturowano, ścięto mieczem, przybito do krzyża, ilu spalono żywcem. Pośród nich są chociażby św. Wojciech, bp Stanisław, ks. Jerzy Popiełuszko, na których męczeńskiej krwi wzrasta Kościół w Polsce i przynosi owoce.
Droga większości głosicieli Ewangelii była bardziej prosta, za to dłuższa i może wcale nie łatwiejsza, chociaż za Chrystusa nie musieli oddawać swojego życia. Można by ten temat kontynuować, ale trzeba wyciągnąć wnioski przede wszystkim dla siebie. Każde tysiąclecie wydawało godnych świadków Chrystusa, na miarę potrzeb i wyzwań. Czym odznaczać się będą głosiciele rozpoczętego już trzeciego tysiąclecia? Na pewno gorliwością tych pierwszych naocznych świadków: Pawła, Marka. Na pewno współczesnym głosicielom potrzeba odwagi: Wojciecha, Stanisława. Ale przede wszystkim nam, współczesnym świadkom potrzeba prawdziwej ewangelicznej pokory, o której mówi dziś św. Piotr w swoim Liście: „Wszyscy wobec siebie przyobleczcie się w pokorę, upokorzcie się przed mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili”. O potrzebie pokory w listach i dokumentach wypowiadał się wielokrotnie św., Jan Paweł II. Potrzeba przecież pokory, kiedy stwierdzamy, że po dwóch tysiącach lat ewangelizacji, tylko pewien procent na świecie jest ludzi ochrzczonych i wierzących. Potrzeba pokory, aby uznać winę tych niewiarygodnych i niegodnych świadków Ewangelii, a także zobaczyć własne grzechy i zaniedbania, gdyż tak często zaniedbujemy własne świadectwo i nie jesteśmy głosicielami Chrystusa w swoim środowisku.
Dziś, wpatrując się w przykład św. Marka, Ewangelisty, ale także i misjonarza, prośmy dla wszystkich świadków Chrystusa, dla głosicieli Ewangelii, o gorliwość, odwagę, ale też i o prawdziwą pokorę.
Trzeba nam wciąż modlić się o nawrócenie, najpierw siebie samego, a potem naszych bliźnich. Napewno też dzisiejszy świat potrzebuje świadków i widzialnych znaków Bożej działalności, Bożej obecności, świadków miłości, świadków zbawienia, tych, którzy poprzez swoje postępowanie, poprzez swoją uczciwość, prawdomówność, szczerość, wyrozumiałość, dobroć, będą innych prowadzić do Jezusa, do nawrócenia, do zbawienia.
O takich przede wszystkim apostołów dziś się trzeba nam modlić, o takie „znaki” Bożej miłości i miłosierdzia, dokonywane przez posługę dzisiejszych apostołów, trzeba nam prosić Pana.
Kimkolwiek – bracie i siostro jesteś i gdziekolwiek żyjesz, pamiętaj, że Chrystusowy nakaz: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” odnosi się także do Ciebie. Jak ów nakaz realizujesz? Jakim jesteś "znakiem" dla współczesnego świata?

 

kwietnia 24, 2017

Miłosierdzie Boże w moim życiu – świadectwa

Miłosierdzie Boże w moim życiu – świadectwa
Kochani Moi, wczoraj przeżywaliśmy Święto Bożego Miłosierdzia. Ono w Twoim życiu trwa 365 dni w roku i tyle lat, ile żyjesz. Nieprawdaż? Wszak to jest konkretna treść, konkretne wydarzenie, kiedy to Boże Miłosierdzie - Miłosierna Miłość Pana - dały swój wyraz w Twoim życiu. Poprosiłem Was, kochani: opisz to z tą świadomością i szczytnym zamiarem, aby dać świadectwo. I powstał piękny i niezwykle budujący zbiór świadectw. Wiele z nich czytałem już po wiele razy i powiem szczerze – jestem zbudowany. Ku zbudowaniu innych, owe świadectwa tutaj publikuję, aby były świadectwami dla innych.
Wiele z Waszych świadectw, pięknych świadectw, o działaniu Bożego Miłosierdzia w Waszym życiu, delikatnie poprawiłem, jeśli chodzi o tzw. literówki – niemal wszystkie przytaczam bez żadnych zmian - nadając im jedynie tytuły, choć trudno to tytułami nazwać... A WSZYSTKIM, I KAŻDEMU Z OSOBNA, DZIĘKUJĘ ZA PIĘKNE, BUDUJĄCE ŚWIADECTWA....

***

...dużo doznałam miłosierdzia od naszego Boga Jezusa

Wie ksiądz, dużo doznałam miłosierdzia od naszego Boga Jezusa , ze nie wiem od czego można by było opisać. Dużo Bóg mi w życiu pomógł i poprowadził mnie dobra droga , Bóg jest wielka miłością i pięknie prowadzi i mocno nas kocha. Były cuda uzdrowień 1 / mojej mamy św. pamięci - lekarze dawali 1 % a mama wyzdrowiała, miała rozległy zawal serca i wyszła z tego, później usłyszałam głos boży , ja uzdrowiłem twoja mamę , bo słyszałem jak rozmawiałaś z siostra , miałyśmy problemy finansowe duże i Bóg mamę uleczył. 2/ ja miałam jechać do sanatorium na kręgosłup a rozłożyło mnie w łóżku i zaczęłam się mocno modlić i poczułam lekki powiew wkoło kręgosłupa i jak ręką odjął i mogłam się spakować i na drugi dzień już jechać. Jezus tez mi się ukazał , tylko w duchu , nie rozpoznałam go do końca , a jest bardzo piękny , nie poznałam, bo Duch Boży nie ma zarostu, tak jak na obrazkach się maluje, usłyszałam później, ze nie poznałam go jak św. Magdalena. Jest cudowny i piękny i bardzo kochany i najmądrzejszy w całym wszechświecie i dużo możne według swojej woli, i jest mi nieraz smutno ,jak ktoś zaprzecza , ze Boga nie ma , a ostatnio czytałam taka herezje, ze w Japonii jest grób Jezusa , myślałam, ze się poplączę ,takie bzdety. Jezus Bóg jest najwyższym Bożym Duchem , chwała mu i moc i uwielbienie. Dużo miałam różnych pięknych rzeczy dzięki Bogu , ale nakrzyczeć tez potrafi jak źle postępujemy , aż ciarki po plecach potrafią przejść , tak ostro potrafi nam zwrócić uwagę. Wdzięczna Bogu jestem za wszystko , bo kiedyś było, ze nie miałam co jeść, a teraz mam wszystko dzięki Bogu to, co do życia jest potrzebne. Jezus nie lubi jak się na kogoś źle mówi , jest bardzo sprawiedliwy i najukochańszy w całym wszechświecie , nawet jest kochańszy - jak matka czy ojciec , chociaż rodziców to ja bardzo kochałam ale Boga jeszcze bardziej kocham. Coś ostatnio mniej Go słyszę ,bardzo rzadko i tęskni mi się za słowami Bożymi , ma cudownie ciepły głos i dobry . Wiele było rożnych rzeczy , trudno by było to opisać wszystko tutaj. Pozdrawiam cieplutko Vanda

Z pomocą Pana Boga wszystko jest możliwe...

Proszę Księdza, po rozwodzie 1995 r. zostałam sama z trójką dzieci i 240 zł alimenty, bezrobotna, mój były zabrał wszystko zostawił mnie z długiem. Modliłam się na Różańcu, jeździłam do Wykrotu miejsce objawień Matki Bożej , pewnej nocy przyśniła mi się Matka Boża na budynku banku w Niebieskim Płaszczu dlatego wiem, że z Wykrotu, ja klęczałam na środku ulicy i modliłam się, po tym śnie wszystko poszło jak z płatka, nie było lekko, bo musiałam harować i za ojca i za matkę, ale z pomocą Matki Bożej dałam radę, wychowałam dzieci, nie byłam ani razu w opiece społecznej, wybudowałam dom, posadziłam drzewa, z pomocą Matki Bożej godnie spełniłam swój obowiązek stanu. Z pomocą Pana Boga wszystko jest możliwe, ale potrzebna jest gorliwa modlitwa i życie w Łasce Uświęcającej. Niech Was wszystkich Pan Bóg błogosławi i strzeże.
Proszę Księdza żyję dla Pana Boga , tutaj na tym padole łez mamy wykonać misję do której nas Pan Bóg powołał, wiem że z pomocą Łaski Bożej podołam. Hanna


I zaczęłam się modlić...

Nie mogłam urodzić dziecka. Ciąże kończyły się poronieniem. Pewnego dnia, przed pracą, zaszłam do kościoła Św. Mikołaja w Gdańsku, gdzie brałam ślub i zaczęłam modlić się o dziecko , o szczęśliwe rozwiązanie. Do skutku :) Urodziłam zdrową córeczkę, a w rok później synka …
Jest więcej powodów do dziękowania Bogu. Miejsca nie starczyło by... Krystyna


A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15)

W 2015 roku w marcu poczęło się we mnie nowe życie..Ogromna radość, niedowierzanie i strach... o życie dziecka i własne. Miałam ku temu liczne powody, bardzo chorowałam. Od początku było wiadomo, że nie mogę się poddać cesarskiemu cięciu ponieważ miałam pozrastane narządy wewnętrzne. Około połowy ciąży zaczęły się poważne problemy , do chorób które miałam dołączyła bolerioza , cukrzyca, wielowodzie .... Od 33 tyg ciąży przebywałam w szpitalu klinicznym w Warszawie. W 35 tyg ciąży moja córeczka przestała się ruszać, ze względu na mój pogarszający się stan zdrowia nie można już było dłużej czekać, zapadła decyzja o wywołaniu porodu.Niestety przez trzy dni nie udało się nic zrobić a było coraz gorzej. Nikt nie chciał podjąć się cesarskiego cięcia. Przez cały ten czas gorliwie chyba jak nigdy wcześniej modliłam się błagając Boga o litość.Cały czas byłam pod opieką Kapelana Macieja ( szpital na Madalińskiego ) i licznych grup modlitewnych. Ponad 70 Mszy Sw w intencji mojej córeczki codziennie Błogosławieństwo Przenajświętszym Sakramentem.W końcu ubłagałam lekarza , dla mnie najważniejsze było życie mojej córeczki, świadomie podpisałam zgodę na cesarskie cięcie. Przez cały czas ściskałam w dłoni Różaniec Święty i się modliłam. Ta decyzja uratowała nam obu życie. Podczas operacji okazało się że macice mam przyrośniętą do powłok brzusznych a córeczka została wyciągnięta w ostatniej chwili . Trafiła na oddział intensywnej opieki. Mimo zespołu popunkcyjnego po ścianach z Różańcem w ręku chodziłam do swojej małej Marysi pobłogosławić Ją i chociaż chwilkę się pomodlić. To był straszny widok , córeczka nie oddychała sama. Pierwszy i jedyny po za mną który Ją odwiedził był Pan Jezus w Przenajświętszym Sakramencie . Do dziś mam ogromną wdzięczność dla Kapelana Macieja. Cały czas był przy nas. Kiedy córeczce się poprawiało mój stan się z minuty na minute pogarszał. Gorączka ropa - bakteria coli. Już nie wstawałam z łóżka, przez cały czas modliłam się Koronką do Bożego Miłosierdzia. Nie miałam pretensji , z tym wszystkim byłam sama i za to jestem wdzięczna Bogu. To była moja Droga Krzyżowa począwszy od potwornego osamotnienia , lęku po fizyczny nie dający się opisać ból najpierw głowy a później całej reszty. To było piękne doświadczenie, z czasem przychodziły do mnie położne dzieląc się własnymi doświadczeniami. Razem płakałyśmy My matki. Ostatecznie po kilku tygodniach opuściłyśmy szpital .Marysia ma półtora roku. Została ochrzczona w Święto Chrztu Pańskiego i całkowicie w obecności naszego proboszcza i licznych gości ofiarowana na wyłączność Matce Bożej Fatimskiej. Chwała Panu. Malgorzata
Ps . mogłabym napisać jeszcze wiele dramatycznych historii ze swojego życia, które namacalnie potwierdzają działanie Bożego Miłosierdzia w moim życiu. Wiele razy musiałam dosięgnąć dna żeby zrozumieć jak bardzo Bóg mnie kocha. Mówił Syjon: „Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,14-15). Moja rodzona mama zapomniała o mnie zawsze byłam Jej wyrzutem sumienia i kulą u nogi ale mój Bóg mnie kocha i to mi wystarczy

Mimo, że jestem sama ... nie czuję się samotna...

Odczuwam każdego dnia otaczającą mnie miłość Bożą , mimo wieloletniego cierpienia i trudności jakie mnie spotykają w życiu. Mam poczucie namacalnej obecności Boga, Jego opieki i prowadzenia. Mimo, że jestem sama w codziennych trudach rodzicielskich nie czuję się samotna, bo Bóg jest przy mnie i daje mi to odczuć na różny sposób. Chcę, abym miała świadomość, że kocha mnie właśnie taką jaka jestem i że jestem dla Niego bardzo ważna, tak jak On dla mnie. Nie zostawia mnie nigdy samej z problemami, zawsze daje właściwe rozwiązania, pociesza, troszczy się i kocha. A ja za to wszystko jestem mu niewyobrażalnie wdzięczna i odwzajemniam Jego Nieskończoną i najpiękniejszą miłość. Jezu Ufam Tobie. Agnieszka


Ja wiem, że to nowe życie dał mi Pan...

Pan Bóg pomagał mi i wiem, że nadal jest przy mnie. Bardzo długo nie mogłam sobie poradzić w życiu, ze sobą - popadłam w dół psychiczny. Potem w najgorsze: w alkohol, który mnie zabijał, tak prosiłam modliłam się o uzdrowienie. 3 razy szpital, lekarze niezbyt mieli podejście, w nic nie wierzyli, ja ciągle się modliłam. Po następnym dniu leczenia się u znajomej dostałam ataku. Znalazłam się w domu - jak nie pamiętam – rano, gdy wstałam nie było KACA, NAWET NIE MYŚLAŁAM O ALKOHOLU. CZUŁAM SIĘ ZNAKOMICIE PEŁNA SIŁY DO ŻYCIA. W JEDNA NOC. . . . . MIJA OK 12 LAT JAK JESTEM UWOLNIONA Z CHOROBY. DUŻO LUDZI MI NIE WIERZYŁO, WMAWIALI MI WSZYWKI, TABLETKI. JA WIEM ŻE TO NOWE ŻYCIE DAL MI PAN BÓG I NIE WSTYDZĘ SIĘ O TYM MÓWIĆ GŁOŚNO Z PANEM BOGIEM POZDRAWIAM. UFAM BARDZO, MIAŁAM JESZCZE PARĘ RAZY POMOCNA MOC BOGA. Iwona


Nasz ukochany Pan Jezus okazał mi miłosierdzie...

Dorastałam w rodzinie Świadków Jehowy - Kościół Katolicki był dla mnie bardzo obcy. Uczono mnie, iż Kościołem Katolickim kieruje sam szatan.
Już jako panienka skradałam się do Kościoła chciałam sprawdzić co takiego złego jest w tym miejscu.
Byłam zafascynowana tym miejscem wielbienia Boga.
Podziwiałam ołtarz oraz przepiękne wizerunki Świętych.
A kiedy tak szybko lata minęły czułam że to miejsce w którym się wychowałam jest nie właściwe. Zaczęłam badać i porównywać nauki św.jehowy z naukami Kościoła Katolickiego na podstawie Biblii różnych wiadomości.
Dowiedziałam się jak powstała ta sekta Świadków Jehowy.
Ale także bardzo prosiłam o kierownictwo naszego Pana Jezusa prosiłam aby poprowadził mnie do właściwego miejsca i tak się stało.
Dzisiaj jestem przy naszym Panu i we właściwym miejscu w Kościele Katolickim .
Nasz ukochany Pan Jezus okazał mi miłosierdzie oraz prowadzi mnie przez moje życie.
Jestem wdzięczna, gdyż to On wskazał mi właściwą drogę. Drogę ku życiu wiecznemu.
Gabriele


Proszę o łaskę głębokiej i uzdrawiającej modlitwy!

Od wielu lat proszę Pana Jezusa, abym nauczyła się tak głęboko modlić, by czuć Jego Obecność....albo Pan Jezus mnie nie słyszy albo ja jestem taką grzeszną jednostką że nie czuję Jego przy sobie...Proszę o łaskę głębokiej i uzdrawiającej modlitwy!... Katarzyna


Mam darowane któreś życie z kolei...

Osiemnaście lat temu Jezus uzdrowił mi syna i zmienił całe moje życie, a dwa lata temu uzdrowił mnie z raka. Ja jestem słabym nędznym grzesznikiem ale ufam Bożemu Miłosierdziu. Kochany księże, bardzo dużo zawdzięczam mojemu Panu Miłosiernemu. Samochód mi się palił, byłam na stole operacyjnym, operacja się nie odbyła. Mam się dobrze. Wpadłam pod koło autobusu, nic mi się nie stało. Mam darowane któreś życie z kolei. Bardzo dużo mogłabym pisać? Ale jest pewne że moim PANEM Jest JEZUS CHRYSTUS.Alleluja. Barbara


Zaufanie Bożemu Miłosierdziu

Dziękuję Bogu, że jestem i żyje na tym świecie. Dziękuję też za Dar Wiary i wszystkie Sakramenty Święte. Wiem że Bóg czuwa nad moim życiem i mojej rodziny. Dużo w życiu wycierpiałam fizycznie od (najbliższych ) ale nie czuję złości. Moim świadectwem zwycięstwa nad grzechem jest Jezus Chrystus. Całe moje życie i sprawy trudne oddałam i polecam Bogu Przez Maryję i Jezusa.
STRZEŻ MNIE, O BOŻE, TOBIE ZAUFAŁAM
Elżbieta

Nasz Pan oczyszcza mnie...

Dziękuję Bogu, że pokazał mi czym jest prawdziwa miłość. Szukałam jej przez całe życie, ale nigdy tam gdzie powinnam. Wszystko się zaczęło od nowenny pompejańskiej. Byłam nieszczęśliwa, myślałam że utonę w rozpaczy. Jednak Matka Boża rzuciła mi koło ratunkowe w postaci różańca. Mija już od tego momentu 2 lata. Od tamtego czasu Maryja postawiła na mojej drodze wspaniałych ludzi, w tym także Ciebie księże Józefie. Dzięki temu poznałam bliżej Jezusa, zapragnęłam Go szukać. Dziś widzę jak Nasz Pan oczyszcza mnie z zawiści, zazdrości i gniewu, które do tej pory zatruwały moje serce. Pomógł mi pogodzić się z przeszłością, przebaczyć tym, którzy mnie zranili i uzdrawia mnie z lęków. Pan mój i Bóg mój, tyś moim Królem i Panem, Kocham Cię Jezu, Amen. Ewelina

On wszystkiemu zaradzi...

Bożego Miłosierdzia doświadczam w każdej sekundzie mojego życia. Gdyby nie to, nie poradziłabym sobie z wieloma trudnościami mojego życia. Bóg daje mi siłę i wytrwałość. Wiem, że zawsze jest ze mną i moją rodziną, zwłaszcza wtedy, gdy po ludzku wszystko przeraża i wydaje się, że już dalej nie ma wyjścia. On wszystkiemu zaradzi mimo że bardzo boli...Maria


Miłosierny Bóg jednak upomniał się o mnie...

Mając 20 lat odeszłam od kościoła, Miłosierny Bóg jednak upomniał się o mnie w wieku niespełna 40 lat , gdy prawie byłam na tamtym świecie już. Nie miałam już szans na życie oprócz tej jednej , a On się ulitował nade mną i cudownie mnie uzdrowił. Przeżyłam wtedy też swe powtórne narodziny, te o których mowa w Piśmie, wierzę , że mi wszystko Bóg wybaczył, bo wiem, jak bardzo mnie kocha , jak mnie prowadzi. Gdyby nie ta groźna choroba, nie poznałabym Jezusa, Jego miłości, jego miłosierdzia. Dziś, jako 53 -latka tylko mogę wysławiać Jego Miłosierdzie i radować się życiem, bo Jemu już je poświęciłam. Dorota


Zawierzyłam synka Jezusowi Miłosiernemu i czekałam

We wrześniu 2014r. z powodu ciężkiej gestozy (zatrucie ciążowe) znalazłam się w szpitalu, gdzie nie było miło i łatwo. Codziennie chodziłam do kaplicy, gdzie na przodzie wisiał obraz Jezusa Miłosiernego. Tam zawierzałam mu bezustannie siebie i dziecko z pełnym poddaniem temu co się wydarzy. Lekarze czekali z cesarskim cięciem jak najdłużej (niestety) i w pierwszy piątek miesiąca kiedy już (tak myślę) odchodziłam, podjęli szybką akcję rozwiązania tej 34 tyg. ciąży. Synek był zdrowy (pomimo węzła prawdziwego, gestozy, niedotlenienia, wcześniactwa, zbyt niskiej masy urodzeniowej - 44cm/1,8kg) aż do pierwszego szczepienia (niestety). Serce wówczas przestało bić normalnie, oddech został zaburzony, karmiony był sondą, przebywał w inkubatorze pod wieloma urządzeniami. Drugiego dnia przyszła pani ordynator powiedzieć, że chyba dziecko nie przeżyje, bo CRP rośnie, jest jakieś zakażenie (ponoć moja wina), dają antybiotyki kilka rodzajów. Byłam w tak złym stanie fizycznym (pod obserwacją), że nie dane mi go było nawet zobaczyć (mąż przynosił mi jego zdjęcia). Zawierzyłam synka Jezusowi Miłosiernemu i czekałam. Była msza św. za nas, dużo osób się modliło. Podczas tej mszy stan Szymka zaczął się poprawiać, mój też wtedy też go pierwszy raz zobaczyłam, dotknęłam. Jezus działał. Wszyscy byli zdumieni jak szybko wyszedł z tak ciężkiego stanu. Resztę czasu w szpitalu spędziłam na dziękczynieniu przed obrazem ukochanego Jezusa. Drugi raz dał życie mojemu dziecku (ale to już inne świadectwo :)) Chwała Panu! Monika


Prezent dany od Boga

Drugie świadectwo (choć powinno być pierwsze w kolejności): Kiedy zaszłam w ciążę lekarz powiedział, że nie widzi bijącego serca, za to komórki wskazujące na martwy płód i że zacznie się poronienie. Kazał przyjechać na zabieg do szpitala (usunięcia ciąży). Nie zgodziłam się. Rzeczywiście bardzo źle się czułam, zaczęłam niebawem krwawić, dwa tygodnie leżałam z bólu w łóżku. Potem zdecydowaliśmy z mężem jechać do Kałkowa i tam duchowo ochrzcić to nasze nienarodzone dziecko. Przed olbrzymim obrazem Jezusa Miłosiernego klęcząc dziękowaliśmy za życie Szymona-Marii (nie znaliśmy płci przecież) i ochrzciliśmy go w imię Trójcy Przenajświętszej. Adorowaliśmy też Jezusa w Najświętszym Sakramencie w kaplicy wieczystej adoracji (jak dobrze, że takie są :)). Po powrocie przestałam krwawić, umówiłam się na USG i wizytę sprawdzić czy poronienie było kompletne. Lekarz uśmiechnął się jak zapytałam czy coś zostało. "SERCE BIJE, DZIDZIUŚ ROŚNIE". Dziś ma 2,5 roku i jest wspaniałym cudownym dzieckiem - prezentem danym nam od Boga (tak też został obiecany na jednej z mszy o uzdrowienie i uwolnienie Mamre) Chwała Panu! Monika


Miłosierny Jezus uzdrawia

Zaganiany pracą i obowiązkami, nie było czasu myśleć o Bogu. Sporadycznie i tyle. Aż przyszedł grudzień 2011 roku, zbliżały się święta i prezent. Nowotwór złośliwy prostaty, zadawniony, z licznymi przerzutami i diagnoza 6 miesięcy życia. I nie choroba i żal ale radość i wdzięczność. Dostałem czas. Czas, żeby wrócić do Boga. Z krzyżem. O jakże czasem ciężkim i słodkim zarazem. Mam świadomość, która droga, jest drogą właściwą. Staram się nią podążać, każdego dnia. Wielu nie dostaje szansy i tak długiego czasu na remont życia. Przeważnie śmierć zaskakuje. Mi Bóg dał największy dar, świadomość tego co nadchodzi nieuchronnie i czas na uporządkowanie zarówno spraw cielesnych jak i duchowych. Zbigniew


Kilka lat temu moja córka zachorowała na bulimie i nie było już nadziei, aby zgodziła się na leczenie. O godzinie 15 zaczęłam odmawiać koronkę do Bożego Miłosierdzia z łzami w oczach i bezsilności i błagać Boga o cud, kiedy skończyłam się modlić zadzwonił telefon ze szkoły gdzie córka uczęszczała i dyrektor mnie wezwał na rozmowę i zaczął od słów: „Pani córka zawsze wszystkim pomagała i jest jak matka Teresa, ale dzisiaj widzę, że ona potrzebuje pomocy”. Gdy usłyszałam te słowa, wiedziałam, że będzie dobrze, bo szkoła była jedynym autorytetem, który mógłby wpłynąć na decyzję leczenia i tak się stało zaraz tego samego dnia córka pojechała na leczenie, które trwało tylko dwa tygodnie a to cud był w jej przypadku.. Później pisała pracę na studiach na temat bulimii... Dziękuję Bogu, że ją uratował, a mnie dał silną wiarę... Jezu Ufam Tobie!!! Tereska


Dziękuję, Królu mój Najwyższy

Bożego Miłosierdzia doświadczam od urodzenia. Żyje i mieszkam w kraju, gdzie ludzie odchodzą od Pana Boga, ale my, Polacy dzięki pomocy misjonarzy, Braci Kapucynów, staramy się razem z nimi ludzi, którzy odeszli od Boga przyciągać i głosić, że bez Boga nie ma Zycia. Z obserwacji widze, ze działanie Pana Najwyższego jest, za co Mu jestem wdzięczna. On, Pan Bóg, jest także w moim życiu na co dzień. Jego działanie i bliskość przy mnie jest widoczna. Dziękuję, Królu mój Najwyższy. Małgorzata , Belgia


Wymodliłam się...

W moim życiu doświadczyłam wielu łask prosząc o nie w modlitwach - dużo by pisać jednak w skrócie mogę przytoczyć to, że wymodliłam się za moją Mamę by nie umarła bez sakramentów św. wiatyku, za mojego Męża o wiarę, o wnuka, za krewną, która nie mogła mieć dzieci, o powrót do zdrowia mego Męża - stan był beznadziejny i stał się cud po otrzymaniu wiatyku i błogosławieństwa u stóp Matki Bolesnej w Oborach Mąż powrócił do zdrowia i wiele innych. Pan jest miłosierny i dziękuję mu za to i będę go wielbić do końca moich dni. Amen - Jolanta, lat 60

Jezus Miłosierny uzdrawia

Byłam nauczycielką nauczania początkowego...ale Pan Bóg miał nieco inny plan dla mnie... Tuż przed rozpoczęciem pracy w katechezie, po roku, przeklęczonym i przemodlonym, poprosiłam o jeszcze jeden znak, że to On mnie powołuje do pracy w swojej Winnicy, do tej pięknej, ale bardzo odpowiedzialnej pracy i postawiłam swoje "runo przed Panem" na wzór biblijnego Gedeona. Wpadłam na myśl...Tym runem był mój kręgosłup... i od wielu lat wybity i nie leczony kręg w okolicy piersiowej( taka niefrasobliwość młodego człowieka, że nie będę się rozczulać nad sobą kiedy są większe nieszczęścia i ważniejsze sprawy). Przyśniła mi się Matka Boska Jasnogórska w swoim Cudownym Obrazie, gdzieś mnie wzywała...wtedy nic nie rozumiałam...Potem byłam w Częstochowie, odbywały się modlitwy o uzdrowienie, ludzie z wózków inwalidzkich wstawali, śmiali się i płakali ze szczęścia...Powiedziałam: "jeśli Ty mnie powołujesz Jezu, to mi uzdrowisz kręgosłup, ale teraz zajmij się tymi, którzy bardziej potrzebują pomocy. " Wtedy padły słowa do mikrofonu Duch Święty będzie w was działał i uzdrawiał jeszcze po powrocie do domów. Po dwóch tygodniach -STAŁO SIĘ..:) Przed Eucharystią wieczorną długo wpatrywałam się w obrazek Jezusa Miłosiernego, pamiętam jak mocno uwierzyłam, że jeden z tych cudownych Promieni jest dla mnie, przeczytałam JEZU UFAM TOBIE i wcale nie myślałam wtedy o moim runie, o tej naszej umowie z Panem Jezusem, tak z głębokiego przekonania i miłości to wypowiedziałam...Wróciłam z Eucharystii...Przebierając się do snu, uniosłam ręce w górę i nagle usłyszałam chrzęst, ale żadnego bólu przy tym , tylko fala ciepła przepływająca i dająca nieopisaną radość...Roześmiałam się w głos i powiedziałam: Panie, albo mnie uzdrowiłeś, albo mi się pogorszyło...:D Oczywiście natychmiast zaczęłam dziękować za ten CUD, za DOTYK BOGA samego, tak wyraźny i konkretny...:D a dopiero rano moi synowie potwierdzili, że z kręgosłupem wszystko w najlepszym porządku... Naprawiony!!!
Chwała mojemu Panu!!! Jezusowi Miłosiernemu... Który był, który jest i który przychodzi...? JEZU UFAM TOBIE!
Barbara Maria


To tylko kilka przykładów...

Bożego Miłosierdzia doświadczam od urodzenia, każdego dnia. Ale zauważam je i dziękuję za nie od 1997 roku, gdy zaczęło się moje nawrócenie - na rekolekcjach REO w parafii. Moje życie zmieniło się diametralnie. Wiara w Bożą obecność w mojej codzienności, wzrost zaufania i zawierzenia się Duchowi Świętemu, otwarcie się na dary Boże i posługa nimi - to tylko nieliczne przykłady zmian w moim życiu. To w akcie Miłosierdzia Pan Bóg stawia na mojej drodze konkretnych kapłanów i animatorów świeckich, 20 lat prowadzi mnie drogą formacji duchowej. To w akcie Miłosierdzia prawie 18 lat temu Pan uwolnił mnie z nałogu nikotynowego (kiedy zrozumiałam, że palenie to grzech, modliłam się i prosiłam na Mszy Św. o cud uwolnienia. I tak się stało - nie palę od pierwszej niedzieli adwentowej 1999r.). To w akcie Miłosierdzia w sierpniu 2012r. zostałam przez Jezusa uzdrowiona z choroby dłoni - kciuk trzaskający - też prosiłam na Mszy Św. i tak się stało - uniknęłam zabiegu ortopedycznego. To w akcie Miłosierdzia Pan uzdrowił moje kolano w marcu 2017r. podczas nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu w kaplicy Ośrodka Rekolekcyjnego Źródło Jakuba w Dobrym Mieście (w styczniu 2017r. pośliznęłam się i uszkodzona została łąkotka i więzadło, czekał mnie zabieg ortopedyczny). To w akcie Miłosierdzia Pan przeprowadził naszą rodzinę przez chorobę i śmierć mojego męża z wielką delikatnością i miłością - mąż odszedł do Domu Ojca w Wielki Czwartek 1.04.2010r. zaopatrzony w Sakramenty Święte. To tylko kilka przykładów Miłosierdzia Bożego w moim życiu, którymi chcę się podzielić. Chwała Panu! Ewa

Potęga modlitwy...

To było po ciężkiej operacji męża (usunięcie całego lewego płuca) bardzo złe rokowania. kilka dni życia. To były długie gorące rozmowy, modlitwy, nawet targi z Panem Jezusem Miłosiernym.Gorąco prosiłam o przedłużenie życia Pana Jezusa i Św. Tadeusza Jude dla mojego męża o 10 lat. Całkowicie zaufałam Bożemu Miłosierdziu i oddałam pod opiekę męża. Mój mąż żył jeszcze 10 lat. Jest to dla mnie żywe świadectwo, że Bóg mnie wysłuchał. Moje serce należy do Jezusa. Zawierzam Ci Jezu moje życie. Jadwiga


Cierpienie staje się błogosławieństwem

Gdyby nie potężne lęki, których doświadczyłam kilka lat temu, nigdy nie poczułabym Bożej Miłości i opieki. Teraz z perspektywy czasu myślę, że to Bóg mi je dał, pozwolił na to, bym ich doświadczyła. Dzisiaj uważam je za błogosławieństwo i dziękuję za nie całym sercem, za całą drogę, którą przeszłam, leczenie, terapia i łaska nawrócenia. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo potrzebowałam miłości, mając rodzinę, męża, dzieci, pragnęłam miłości. Szukałam tak wiele lat nie tam gdzie trzeba, odnalazłam moją miłość u Jezusa dzięki Ukochanej Matce, Maryi, która nieustannie prowadzi mnie każdego dnia. Potrzebowałam całkowitej zmiany mojego życia, myślenia i moje życie zmieniło i zmienia się , w końcu otworzyły mi się oczy i stanęłam w prawdzie, zresztą ciągle staję. Inaczej widzę wszystko i nieustannie staram się zmienić siebie. Oddaję siebie i swoich bliskich pod opiekę Maryi i Jezusa i widzę jak zostajemy obdarowani, jak Bóg opiekuje się nami każdego dnia. Jak prowadzi mnie i uczy zaufania i miłości do drugiego człowieka. Dziękuję za każdą osobę na mojej drodze, która pokazała mi Jezusa i Jego miłość, która mnie do Niego prowadzi, za Was księży naszych duchowych opiekunów. Bożena


Jezus Miłosierny błogosławi

Dozylam 78 lat. Nigdy nie myslalam , ze osiagne tak piekny wiek, w dodatku we wzglednym zdrowiu. Dzieki Bozemu Milosierdziu moge sie cieszyc nie tylko dwojgiem wnuczat, ale rowniez dwoma prawnuczkami. - Wanda, a mieszkam od 39 lat w Chicago.


Jezu, Ty się tym zajmij

W zeszłym roku dostałam obrazek Jezusa Miłosiernego z koronka do M.B oraz modlitwa do św. Faustyny przez Jej wstawiennictwo. Modlitwa była w języku francuskim, co jakoś mimo czytania - odmawiania jakoś "jej nie czułam". Będąc w Polsce postanowiłam znaleźć ta modlitwę w j.polskim. Znalazłam malutki modlitewnik " Modlitwy do Jezusa Miłosiernego" Wydawnictwa M z Krakowa. Odmawiam różaniec i koronkę do Miłosierdzia Bożego prawie codziennie, modle się najwięcej za prześladowanych chrześcijan mieszkających w krajach islamu, gdzie są mordowani za wiarę w Pana Jezusa. Przeglądając niedawno ta mala książeczkę zakupiona w Polsce natrafiłam na modlitwę księdza Dolindo Ruotolo JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ, modlitwa Zawierzenia Panu Jezusowi. W zasadzie ta modlitwę się czyta - Pan Jezus mówi… Mogę powiedzieć , ze teraz czuje obecność Pana Jezusa, który jak Sam mówi: "....Zobaczycie wielkie , nieustanne i ciche cuda " cyt. " Twoje modlitwy nie maja takiej wagi , jak ten AKT PEŁNEGO UFNOŚCI ODDANIA SIĘ MNIE ; ZAPAMIĘTAJ TO SOBIE DOBRZE". Gorąco polecam wszystkim strapionym , którzy rozmyślają ciągle o tym co było, a co by mogło być ,nie maja spokojnych myśli tylko mętlik w głowie etc etc... Ta modlitwa czyni cuda, ale w zależności od zawierzenia. Dodam tez , ze Ta modlitwa " Jezu, Ty się tym zajmij ", jest równoznaczna z modlitwa "Jezu, Ufam Tobie". Mam nadzieje ze Ksiądz wie o czym pisze i poleci ja swoim wiernym.Teraz zamawiam ze 20 sztuk tej książeczki aby rozdać w naszym kółku Bractwo Żywego Różańca. O Tej modlitwie mogłabym pisać cala noc tak zmieniła moje życie .Pozdrawiam wszystkich i proszę o dalsze świadectwa. Alicja z Brukseli



Boże Miłosierdzie... tak pięknie brzmi!

Boże Miłosierdzie.... tak pięknie brzmi. Doświadczam go na tyle, na ile SAMA pozwalam mu zaistnieć. Ono jest jak zapach dobrych perfum, można ich nigdy nie poczuć, jeśli się ich nie zdecyduje użyć. Bo z Bożym Miłosierdziem jest tak, że NIE można go wybłagać, na niego trzeba się otworzyć! Otwiera go wiara, ufność. Tej nam często brak, najzwyczajniej w świecie. Powtarzamy jak mantrę puste słowa "Boże dopomóż! ", a nie rozumiemy, że ta pomoc jest w nas zasiana, dana nam, każdemu z osobna jak prowiant na drogę. Gdy tylko zaczynam całym sercem ufać Bogu,wszystko staje się możliwe, NAJZWYCZAJNIEJ W ŚWIECIE STAJE SIĘ!! To jest Boży Cud! Tak uzyskałam zmianę jakości mego małżeństwa, prace dla córki, itd... długo by wyliczać. Zauważyłam jednak, ze Bóg lubi, gdy proszę o innych, gdy się za nich wstawiam. Mi pozostawia jeszcze kamyczki w butach, bym odczula potem piękno bamboszy. Taka to jest z Panem Bogiem "gra". Dajesz mu siebie, ufając, a On załatwia za ciebie wszystko. Kluczem jest do Bożego Miłosierdzia nie modlitwa a ZAUFANIE! Modlitwa stanowi już tylko przekonywanie siebie samego. Anna



Różne świadectwa

Jak myślę i widzę Boże miłosierdzie to mam łzy w oczach - jest dla mnie tak nie pojęte i ogromne, jest wszędzie w każdym oddechu ... Pan Jezus i najpiękniejsza z matek Maryja uratowali mi życie i Chwała Bogu. Dziękuję. Monika Wioletta


Całe moje życie i mojej rodziny polecam Miłosierdziu Bożemu. Jezu, Ufam Tobie. Codziennie odmawiam koronkę do Miłosierdzia Bożego. Helena

Miłosierdzie Boże, delikatny dotyk Boga żywego. Dziękuję za wysłuchane modlitwy. Jezu ufam Tobie. Luiza


kwietnia 24, 2017

Święty Wojciech, Patron Polski

Święty Wojciech, Patron Polski
Święty Wojciech, Patrona Polski
Z Ewangelii według świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec». (J 12,24-26)

Ziarno, które obumrze, przynosi plon obfity

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Kościół uznaje moc Ducha Świętości, który jest w nim, oraz umacnia nadzieję wiernych dając im świętych jako wzory i orędowników. W ciągu całej historii Kościoła, w okolicznościach najtrudniejszych, święci byli zawsze źródłem i początkiem odnowy”.
W dniu dzisiejszym oddajemy cześć jednemu z głównych patronów Polski, św. Wojciechowi.
Pochodził z rodu Sławnikowców Czeskich, urodzony w Libicach w 956 roku. Od początku był chorowity. Może dlatego ojciec przeznaczył go – jeśli przeżyje – do stanu duchownego. Dziecko nie tylko przeżyło, ale wyrosło na silnego młodzieńca. Miał zatem wzmocnić świetność rodu i zrobić karierę. Gdy skończył 16 lat, wysłano go do Magdeburga, do szkoły katedralnej. Dziewięcioletni pobyt w niej nie zaznaczył się niczym szczególnym w życiu przyszłego świętego, chyba tylko uleganiem nienajlepszym wpływom otoczenia. W wieku 25 lat, w roku śmierci swojego ojca, wraca do Libic, a w następnym roku jest już w Pradze. Nie przejmuje się, na ile jego życie jest zgodne z Ewangelią. A jednak przemiana nastąpi szybko i niespodziewanie. Oto w 982 roku umiera biskup praski Dytmar; umiera, mając przy łożu śmierci Wojciecha, jako jednego z wielu świadków jego publicznej spowiedzi. Biskup wyznaje w niej, że zmarnował swoje życie. Wojciech przeżywa szok. Następuje w nim wewnętrzna przemiana, przemiana całkowita. Zostaje wybrany następcą Dytmara, biskupem Pragi. Nowy biskup wymaga bardzo wiele od siebie i od otoczenia. Zwalcza wielożeństwo, nie liczy się z dawnymi pogańskimi zwyczajami, wyrzuca wiernym rozwiązłość. To się ludziom nie podoba. Wkrótce zostaje przez wszystkich opuszczony i podejmuje dramatyczną decyzję: porzuca Pragę i ucieka do Rzymu. Tam oddaje się do dyspozycji Papieża. Stuka do furty na Monte Casino, ale nie zostaje przyjęty. Następnie wraca do Rzymu i przebywa 5 lat w klasztorze na Awentynie. Odtąd już nie chce przewodzić, chce słuchać i służyć. Tam, na Awentynie, owoce świętości św. Wojciecha pokazują się w sposób bardzo wyraźny. Na każdym, kogo spotyka, wywiera duże wrażenie. Zaprzyjaźnia się z młodym cesarzem Niemiec, Ottonem III. To właśnie między innymi na jego prośbę powraca do Pragi. I znowu wszyscy są przeciwko niemu, a on sam nie może nic zrobić. Po raz drugi ucieka do Rzymu. Ponieważ wytoczono przeciwko niemu proces o to, że opuścił stolicę biskupią, Papież obiecuje mu pomoc, ale pod warunkiem, że ruszy z misją do pogan. Rzeczywiście, Wojciech udaje się na północne krańce ziem słowiańskich. Chociaż ówczesnych ludzi nie oburzało nawracanie siłą, Wojciech głosi Ewangelię nie używając przemocy. Po przybyciu do Gniezna, Bolesław Chrobry wskazuje mu na Prusów, zamieszkujących ziemie północno-wschodnie. Wyrusza tam w towarzystwie między innymi swojego brata Radzima Gaudentego w ostatnich dniach marca 997 roku. Towarzyszących mu żołnierzy pozostawia w Gdańsku, w miejscowości Truso, a trójka pielgrzymów wysiada na brzeg. Gdy spotykają Prusów, ci każą im wrócić tam, skąd przybyli. Jednak zrobić tego nie mogli, bo już odesłali łódź do Gdańska. Pod wieczór, władca pruski przeprawia misjonarzy i prowadzi do wioski. Pośpieszny wódz plemienny nakazuje im kategorycznie opuścić ziemie pruską. Jeżeli ośmielą się wrócić, to zginą. W piątym dniu ich pobytu, 23 kwietnia 997 roku, biskup Wojciech zadecydował, że wrócą. W czasie drzemki zostają napadnięci, Wojciech związany, poprowadzony na najwyższe wzgórze i tam zabity. Towarzysze mogą wolno odejść.
Papież Sylwester kanonizuje biskupa Męczennika w 999 roku i w tym samym roku powstaje również arcybiskupstwo w Gnieźnie i biskupstwa w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu. W roku 1000, 21-letni cesarz, Otton III udaje się z pielgrzymką do grobu św. Wojciecha i koronuje króla symbolicznie w Gnieźnie.
Oto w zarysie historia św. Wojciecha. Przyznajmy, że patrząc w kategoriach ludzkiego sukcesu, nie miał on udanego życia. Należałoby może powiedzieć, że Pan Bóg zmieniał jego plany, i plany tych, których oczekiwania miał spełnić. Najpierw Bóg zmienił plany jego ojca, który chciał, aby syn zrobił karierę. Następnie plany samego Wojciecha, by korzystać z życia. Wreszcie plany tych, którzy liczyli, że jego biskupstwo nie naruszy ich interesów i przyzwyczajeń.
Św. Wojciech doświadczył nawrócenia, ale też dokonał podstawowego wyboru, a był to wybór świętości. I tego wyboru się nie wyrzekł, nigdy z niego już nie zrezygnował. Osiągnął pełnię chrześcijańskiego życia w świadectwie o Chrystusie, jakim stała się jego męczeńska śmierć. Owo obumieranie ziarna, słowa Bożego w nim, przyniosło plon obfity. Polska została włączona w cywilizację narodów chrześcijańskich, stała się dla innych narodów znakiem wierności Chrystusowi i Ewangelii i Kościołowi; znakiem wierności misji Kościoła wobec świata. Bo Kościół powołany jest, aby głosić Ewangelię.
Czego dzisiaj uczy nas św. Wojciech? Najpierw nam Polakom przypomina, jako mówił św. Jan Paweł II w dniu 3 czerwca 1997 r. w Gnieźnie, iż „Nie można zbudować nowego porządku, bez odnowionego człowieka”. Jeśli dzisiaj w naszej Ojczyźnie przeżywamy kryzys autorytetu, kryzys wartości, kryzys sprawowania służby publicznej, dzieje się tak dlatego, że po władzę i odpowiedzialność za innych sięgają ludzie, którzy w praktyce nie uznają zasad moralnych, którym brakuje wrażliwości społecznej na ludzi najbardziej potrzebujących, którzy wreszcie odrzucają głos swojego sumienia, którzy nie mają odwagi, by postawić przed innymi wymagania moralne i etyczne, gdyż sami ich sobie nie stawiają.
Chcemy dzisiaj prosić Pana dziejów, Pana historii, by św. Wojciech, jego świadectwo wyznaczały w sposób trwały drogi odnowy i rozwoju każdego człowieka, i każdej ludzkiej społeczności. Oby i w naszym trudnym „dziś” stał się on źródłem i początkiem rzeczywistej odnowy moralnej i duchowej. 

 

kwietnia 22, 2017

Jezus wciąż żyje – wierzysz w to?

Jezus wciąż żyje – wierzysz w to?
Sobota w Oktawie Wielkanocy

Z Ewangelii według Świętego Marka
Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której przedtem wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to Jego towarzyszom, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak, słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie dali temu wiary. Potem ukazał się w innej postaci dwom spośród nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i obwieścili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary oraz upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!» (Mk 16,9-15)

Refleksja nad Słowem Bożym

W ostatnim dniu wielkanocnego tygodnia i w przedostatnim dniu Oktawy Wielkanocnej Kościół święty, czytając Ewangelię świę­tego Marka, dokonuje podsumowania paschalnych przeżyć, na któ­re składają się przede wszystkim teofanie Chrystusa Zmartwych­wstałego.
W dzisiejszym czytaniu Ewangelii wymienia się kolejno Marię Magdalenę, dwóch uczniów idących na wieś i w końcu Jedenastu, siedzących za stołem. Charakterystyczne jest w tym podsumowaniu, że przy okazji tych spotkań mówi się o wyrzutach, które czynił Jezus swoim uczniom z powodu ich niedowiarstwa i o siedmiu złych duchach, które niegdyś opanowały Marię Magdalenę.
Odczytana nam dzisiaj lista spotkań Zmartwychwstałego Pana nie jest pełna, ani gdy chodzi o osoby, które doznały tej łaski, ani gdy chodzi o treść i nastrój tych spotkań. Brakuje więc Osoby, która powinna znaleźć się na liście na pierwszym miejscu, a którą koniecznie trzeba wspomnieć w Wielkanocną Sobotę. Tą osobą jest Maryja - Matka Chrystusa.
Wprawdzie w Ewangelii nie mówi się o paschalnym spotkaniu Chrystusa z Matką, ale intuicja świętych i całego ludu chrześci­jańskiego jest przekonywającą drogą do poznania tego, co określa się słowem „agrafa”, czyli „to, co nie zostało spisane”. Święty Ignacy Loyola tworząc w swoich „Ćwiczeniach duchownych” podstawy pod nabożeństwo „Via lucis” (Droga światła), które jest odpowiednikiem Drogi Krzyżowej (Via crucis) - w pierwszej stacji rozważa właśnie spotkanie Chrystusa z Matką, a dopiero w następnych stacjach inne spotkania, opisane w Ewangelii. Ta intuicja jest obecna również w pobożności ludowej. W bardzo starej i najbardziej znanej pieśni wielkanocnej „Wesoły nam dzień dziś nastał” aż osiem zwrotek po­święconych jest spotkaniu Chrystusa z Matką.
Potem z wielką swą światłością
do Matki swej przystąpiwszy
Pocieszył Ją pozdrowiwszy. Alleluja.
W pieśni tej w sposób bardzo prosty, lecz jednocześnie tak wzruszający oddana jest również atmosfera tego spotkania.
Radośnie z Nim rozmawiała,
usta Jego całowała,
W radości się z Nim rozstała. Alleluja.
W tym spotkaniu nie ma już nagany i wyrzutów. Jest tylko radość i miłość. Dopisanie do listy teofanii spotkania z Matką wnosi w wielkanocne obchody nutę szczególnej intymności i tkli­wości.
Na końcu listy objawień Chrystusa Zmartwychwstałego różnym osobom jest jeszcze jedno miejsce, na którym każdy z nas może do­pisać swoje imię. Pod warunkiem - oczywiście - że spotkanie ze Zmartwychwstałym Panem rzeczywiście miało miejsce. Nie ma wię­kszego znaczenia, czy spotkanie to nastąpiło ponad 2000 lat temu przy grobie, w wieczerniku, nad Jeziorem Galilejskim, czy też w naszych dniach przy konfesjonale, w Eucharystii, na modlitwie, czy w czło­wieku, który czekał na nasze miłosierdzie. Liczy się sam fakt spot­kania Chrystusa i treść, która to spotkanie wypełniła. Nie musimy wstydzić się tego, jeśli to spotkanie wypełniły wyrzuty czynione nam przez Pana, jeśli to spotkanie skończyło się takim wyznaniem miłości, jakie uczynił Piotr: „Panie, Ty wszystko wiesz. Ty wiesz, że Cię miłuję” (J 21,17).
Starajmy się jednak, aby przy następnych spotkaniach odezwała się również nuta intymności i tkliwości, która od spotkania z Matką ciągle brzmi w pieśni wielkanocnej, w sercu Kościoła i w sercu każ­dego świadka zmartwychwstania Chrystusa.
Staraj się także i o to, by tej radości płynącej ze spotkania z Panem nie zatrzymać dla siebie. Ci bowiem, którzy doświadczają łask od Chrystusa Zmartwychwstałego, pragną podzielić się swoim doświadczeniem również z innymi. Może ze mną, lub w mojej obecności?
Jak się zachowujesz, gdy ktoś opowiada Ci o działaniu Boga w swoim życiu?
Czy chętnie słuchasz i dziękujesz Bogu za znaki Jego obecności dziś?
Czy nie zniechęcasz innych do dzielenia się doświadczeniem Boga w ich życiu poprzez swój upór i niedowierzanie?
Czy dzielisz się własnymi doświadczeniami wiary i mocy Boga w swoim życiu?
W jaki sposób odpowiadasz Jezusowi na Jego polecenie: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu?
Czy masz odwagę głosić Ewangelię choćby w najbliższym otoczeniu: w domu, w miescu pracy, podczas rozmaitych Twoich spotkań z innymi?
Teraz jeszcze w Oktawie Wielkanocy niech serce Twoje wypełnia radość. Niech serce Twoje śpiewa: Zmartwychwstał Pan, Alleluja, Alleluja! Niech usta Twoje zachęcają: Radujmy się i weselmy, bo dokonał się największy z cudów. Zamordowany Jezus, złożony do grobu, trzeciego dnia zmartwychwstał! Dokonało się nasze zbawienie – Jezus pierwszy pokonał śmierć i wciąż żyje, pokonał mój i Twój grzech, pokonał szatana, który jest sprawcą grzechu i wciąż żyje. Alleluja!

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger