lipca 15, 2017

Odwaga w dawaniu świadectwa

Odwaga w dawaniu świadectwa

Słowo Boże na dziś

Sobota, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 10, 24-33

Jezus powiedział do swoich apostołów: «Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa – jak jego pan. Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, to o ileż bardziej nazwą tak jego domowników. Nie bójcie się więc ich! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie».

Refleksja nad Słowem Bożym


Dziś Chrystus, po raz kolejny, wskazuje nam tę wielką prawdę, o której jakże często zapominamy w czasie naszego życia: to nie ludzi trzeba się bać, ale Boga. Bo człowiek, oprócz tego, że zniszczy to śmiertelne, ludzkie ciało, nic więcej uczynić ci nie może. Jego obelgi; jego kłamstwa; jego pomówienia względem ciebie, tak naprawdę nie mogą cię dotknąć. Oczywiście, będą ci uprzykrzały życie, będą ci dodawały nerwów, ale Bóg jest na tyle mocny, by wyrwać cię z ręki człowieka.
Niejednokrotnie stajesz w sytuacji opowiedzenia się – jasnego i konkretnego – za prawdą, lub przeciw niej. I często bywa tak, że opowiadając się przeciw prawdzie, zyskujesz poklask u ludzi, i wiesz o tym doskonale, i jesteś rozdarty: No, bo co uczynić? I czasem brak jest tej naszej wiary, bo mówimy sobie: Boże, Ty jesteś tak daleko, a ci ludzie są tak blisko; ci ludzie mogą mnie zranić, a Ty przecież im wybaczysz. I w ten sposób można z dnia na dzień sprzedawać prawdę, wartości – w końcu Boga - jeżeli nie zapamiętamy tych słów, które dziś Jezus powiedział: Nawet wróbel nie spadnie na ziemię bez woli Ojca niebieskiego. A cóż dopiero ty, który jesteś stworzony na Jego obraz, i na Jego podobieństwo. Czy masz się bać ludzi? Czy też miłować Boga i postępować według Jego Prawa? Co wybrać?
Są i tacy, którzy przewrotnie mówią: To przez jakiś czas ja pożyję sobie tak zwyczajnie, po ludzku, usuwając Pana Boga w cień, na drugi plan, a jak przyjdzie wiek podeszły, starość, to ja to wszystko Panie Boże nadrobię, ja wtedy swoją gorliwością i swymi modlitwami nadrobię ten cały stracony czas, czas bez Ciebie. Do kogo porównać takiego człowieka? Czyż nie do faryzeuszów, u których wszystko na zewnątrz było takie piękne i poukładane? Ale Bóg, który widział ich serca, w osobie Jezusa Chrystusa woła do nich: Obłudnicy, chcecie odbierać tylko chwałę ludzką, a tak naprawdę na Bogu wam nie zależy.
I znowu staję na rozdrożu. Co wybrać? Opowiedzenie się za prawdą, które niejednokrotnie w konsekwencjach jest przykre, bo mogę stracić pracę, bo ktoś może przestać mnie lubić, bo mogę stracić poważanie w pewnych kręgach? Czy też opowiedzenie się za kłamstwem, za niedomówieniami, za obmowami, i zyskać u ludzi, i tak po ludzku stanąć wysoko w hierarchii, nie wybijać się, nie odcinać się od innych, bo przecież wszyscy tak robią?
I serce człowieka jest rozdarte, i niejeden z nas boi się, i pyta: Boże, co ja mam zrobić? Bo ci ludzie..., takie gremium, takie społeczeństwo nie daje mi spokoju, kiedy opowiadam się za Tobą. A ja nie chcę być przeciwko Tobie. Co ja mam zrobić? Niejednokrotnie tai człowiek, nie znajdując odpowiedzi, zamyka się w sobie, ucieka w swój świat, i już nie jest świadkiem Jezusa Chrystusa; jest jakby samotną wyspą. Co ja mam zrobić, Panie? Za czym się opowiedzieć? Bo ludzie nalegają; bo ludzie chcą, bym był do nich podobnym, a w moim sercu pulsuje miłość do Ciebie. A może uchwycić się tej miłości? Św. Paweł mówi, że „miłość wszystko przetrzyma” - miłość jest wieczna. Miłości nie można zniszczyć. Prawdziwej miłości nie można zabić.
Nie bójcie się ludzi, którzy nic wam nie mogą uczynić. Bójcie się Boga, bez Którego możecie spędzać swoją wieczność, jeżeli opowiecie się przeciw Niemu. I nawet nie tyle bójcie się, co Go kochajcie, bo miłość wypędza wszelki strach, i miłość nie robi krzywdy drugiemu. Spróbuj, tak codziennie, ciągle od nowa i od nowa, miłością i cierpliwością zwyciężać tych, dla których świat jest taki prosty, jednoznaczny, taki wygodny, dawać świadectwo.
A może by tak bardzo indywidualnie dzisiaj powiedzieć do Boga: Widzisz, Panie, że jestem grzeszny, że jestem niedoskonały, że boję się ludzi, ale oto jestem, poślij mnie, bym był Twoim świadkiem, i pozwól mi usłyszeć te słowa, które usłyszał św. Paweł, kiedy bał się, że nie starczy mu sił: „Wystarczy ci mojej łaski”. Nie pozwól mi, Panie, o tych słowach zapomnieć, Ty, który jesteś moim Bogiem; Ty, którego tak ukochałem, którego przyjmuję w Sakramencie Eucharystii. AMEN.

lipca 14, 2017

"Oto Ja was posyłam jak owce między wilki."

"Oto Ja was posyłam jak owce między wilki."

Słowo Boże na dziś


Piątek, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 10, 16-23

Jezus powiedział do swoich apostołów: «Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie. Miejcie się na baczności przed ludźmi! Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was prowadzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę, powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy».

Refleksja nad Słowem Bożym


Pan Jezus, powierzając Apostołom i uczniom misję głoszenia Ewangelii, najpierw udziela praktycznych rad, o których słuchaliśmy podczas czytania wczorajszej Ewangelii. Dziś natomiast słyszymy od Jezusa ostrzeżenie przed trudnościami, a nawet prześladowaniami, jakie staną się udziałem głosicieli Bożej Prawdy: „Będą was wdawać sądom, nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z Mego powodu na świadectwo im i poganom”.
Ne trzeba było długo czekać na spełnienie tej przepowiedni. Oto wkrótce posypią się kamienie ze strony tych, którzy zatykają sobie uszy na głos Słowa Bożego. A pod gradem nienawistnych kamieni padnie na ziemię Szczepan, a ziemia, zroszona jego krwią, zrodzi następnych głosicieli Bożej prawdy.
Chrześcijaństwo zawsze miało, i zawsze będzie miało, swoich wrogów i katów, swoich męczenników i ofiary. Od chwili, gdy krzyż Chrystusa został obarczony Jego krwią, Kościół stale spływał krwią swoich najlepszych dzieci. Świadectwo krwi dokonuje się nieomal nieprzerwanie od Golgoty aż po dzień dzisiejszy, i wiele stron Ewangelii było pisane krwią. Szczególnie wiek XX zapisał się niechlubnie, jako wiek największych prześladowań i okrucieństw, jakie odnotowała historia dwu tysięcy lat.
Nie trzeba się gorszyć. „Tylko to żyje, za co opłaci się umrzeć” – powiedział pewien myśliciel. Jeżeli Jezus nie jest wart tego śmiertelnego naszego ciała, i tych kilku litrów krwi, to jest On niewiele wart. Tymczasem On jest nieskończonej ceny, i wszystkie nasze życia nie są zbyt wielką ceną w porównaniu z życiem, które On nam zapewnia w Królestwie Bożej miłości i szczęśliwości.
Jak chrześcijanin ma się zachować w czasach prześladowań?
„Bądźcie roztropni jak węże, i nieskazitelni jak gołębie”. „Bądźcie roztropni”, tzn. nie narażajcie się lekkomyślnie, nierozsądnie; bądźcie inteligentni i pomysłowi, zwłaszcza w pełnieniu posługi ewangelicznej; nie przejmujcie się tymi atakami ze wszystkich stron, tymi nienawistnymi spojrzeniami wilków, ale pełnijcie dobro, i tylko dobro. „Oto posyłam was, jak owce między wilki” – a więc istnieją również wilki, które najczęściej ukrywają się w owczej skórze, i denerwują się na samą tę nazwę. Współczesne wilki zaklęte w ludziach bardzo się denerwują, gdy się odsłania prawdziwe ich oblicze, pokazuje ostre kły, złowieszcze spojrzenia i niecne zamiary względem owiec. Tu widzimy źródło tego zdenerwowania współczesnych wilków, kiedy obnaża się ich prawdziwe twarze, a to zdenerwowanie możemy obserwować w codziennej prasie.
Pan Jezus radzi również chrześcijanom, aby odznaczali się szczerością i prostotą, by głosząc Ewangelię, nie szukali własnych korzyści, lecz przede wszystkim troszczyli się o zbawienie własne i innych, i aby we wszystkim zawierzali się Bożej Opatrzności, pamiętając, że to Duch Święty jest najmądrzejszy w Kościele; On jest duszą Kościoła; On udziela swoich darów w stosownie do zaistniałej sytuacji.
Jak dziejami Kościoła i świata rządzi Bóg i Jego Opatrzność, to możemy się naocznie przekonać, chociażby na przykładzie Papieża, św. Jana Pawła, i tych przepowiedni fatimskich, które przecież spełniają się na naszych oczach.
Nie możemy zapominać, że świat, odkupiony krwią Chrystusa, należy do Boga i będzie należał do Boga. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” – „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą”. Przez wiarę, miłość i ufność możemy zwyciężać świat – „zwyciężamy świat” – mówi św. Paweł. Przez wiarę i cierpliwość staniemy się dziedzicami Bożych obietnic i uczestnikami chwały niebieskiej. Bądźmy więc ufni i roztropni, odważni i cierpliwi, i przeglądajmy się lustrze Jezusowej Ewangelii, rozpoznając siebie: czy jesteśmy tymi owieczkami, czy – broń Boże – wilkami. Wołajmy za Psalmistą: „Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha”. AMEN.

lipca 13, 2017

Wskazania na pracę apostolską

Wskazania na pracę apostolską

Słowo Boże na dziś

Czwartek, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 10, 7-15

Jezus powiedział do swoich apostołów: «Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie w drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy. A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was. A jeśliby was gdzieś nie chciano przyjąć i nie dano posłuchu słowom waszym, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych! Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu».

Refleksja nad Słowem Bożym

 
Kochani moi, Jezus wzywa nas do ewangelizacji… Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie.
Królestwo niebieskie cały czas jest bliskie… nawet bliższe niż było ponad 2000 lat temu. Dlaczego? Bo Jezus dokonał odkupienia… jesteśmy wolni… Jego śmierć i zmartwychwstanie, zgładziły nasze grzechy. Zatem nie ciąży już na nas piętno niewolników… otrzymaliśmy Ducha przybrania za synów… Jesteśmy dziedzicami… mamy pełnoprawny wstęp do Jego królestwa… i to nie jako „chłopi pańszczyźniani”, ale jako synowie królewscy. Ale nie wolno nam przestać głosić… Wezwanie do przekazywania Dobrej Nowiny nie ustało… Nie można spocząć na laurach…Tylu ludzi nie zna Chrystusa… Założyciel salwatorianów – Franciszek Jordan – mówił: dopóki żyje na świecie choćby jeden człowiek, który nie zna i nie kocha Chrystusa, nie wolno spocząć Ci.
 
Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Wielu mówi… ale to było powiedziane do apostołów… Jednakże nic się pod tym względem nie zmieniło. To wezwanie jest także do nas… i nie tylko do osób duchownych. Każdy z nas, jeżeli tylko wierzy, że Jezus ma Moc, że jest prawdziwym Bogiem, że tylko w Nim jest nasze zbawienie… Może w imię Jezusa Chrystusa dokonywać cudów…
Potrzeba tylko otworzyć się na charyzmaty, jakimi obdarza nas Duch Święty. Każdy z nas może uzdrawiać, wskrzeszać, uwalniać…. Ale czy wierzymy w to? Myślę, że nie… ciągle za mało w nas wiary…. Znam i kapłanów, którzy mają za mało w sobie wiary, że mogą w imię Jezusa dokonywać cudów. Którym brakuje otwarcia się na Ducha Świętego i na charyzmaty… Oczywiście są i tacy, którzy całkowicie oddają stery Panu Bogu… i wtedy jesteśmy świadkami cudów… Jasne! To nie oni dokonują cudów, ale Jezus Chrystus… ale kiedy pozwalasz się Mu prowadzić… wtedy w Twoim życiu ma miejsce prawdziwa rewolucja.
Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!
To kolejne wezwanie… bezinteresowność… Skoro Bóg obdarza na łaskami całkiem za darmo… Skoro Jego Miłość jest dla nas prezentem. To dlaczego my mamy wymagać, by nam płacono za naszą posługę? Owszem jeżeli ktoś ofiaruje coś z siebie, to Bogu niech będą dzięki… ale nie możemy mieć w sobie podejścia materialistycznego. Nie możemy ewangelizować z zamysłem, że z tego tytułu będą jakieś granty…
Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski!
To zdanie oznacza: Nie bądźcie zapobiegliwi… nie przygotowujcie się na waszą misję… Zdajcie się na Boga, który da wam wszystko, czego będziecie potrzebować… Jeżeli człowiek zbytnio przygotowuje się do zadania… odkłada pieniądze, pakuje walizki itp…wtedy zapomina o najważniejszym celu…. o ewangelizacji – głoszeniu Chrystusa… Nastawia się tylko na to, by niczego mu nie brakowało… A zapomina po co to wszystko robi… w czyje Imię?
A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was!
Pokój… to właśnie z nim powinniśmy iść do ludzi. Jeżeli nie ma w nas pokoju, nie możemy go nikomu ofiarować…. Jeżeli pokój jest w nas, możemy ruszać. I nieść pokój światu. Tam gdzie będą ludzie godni pokoju, ten pokój rozleje się na ich domy, na ich pracę, na otaczającą ich rzeczywistość… Jeżeli nie, pokój do nas wróci… Ale, jeżeli nie będzie w nas pokoju, każda porażka w ewangelizacji będzie wywoływać w nas frustrację… A frustracja nie jest darem Bożym… Darem Bożym jest pokój… Dlatego zawsze módlmy się o niego zanim pójdziemy ludziom głosić Chrystusa.
Słyszymy w czasie każdej Mszy św.: “Idźcie, ofiara spełniona”, a więc jesteśmy posyłani. Nie oczekujmy, że to kapłani tylko będą pełnić swoją posługę; oni są wezwani do posługi zgodnie ze swoim powołaniem, ale każdy świecki ma powołanie do tego, żeby być włączonym w cudowny plan Boży; ma czerpać z Eucharystii życie, żeby potem – tak, jak Barnaba, jak pierwsi Apostołowie – “z mocą głosić, że Jezus żyje”. Niech się tak stanie!

lipca 12, 2017

15. Niedziela Zwykła (A) – Przypowieść o siewcy

15. Niedziela Zwykła (A) – Przypowieść o siewcy
Podczas zabawy chłopcy powiesili kolegę. Tragedia. „Myśmy się bawili w film” – powiedzieli później nie świadomi do końca co się stało.
Kochani Bracia i Siostry! Nie trzeba chyba przekonywać, jak łatwo ulegamy złu. I jak łatwo zło czyni spustoszenie w życiu zwłaszcza dzieci i młodzieży. Tak często bywa ono nienazwane, tak często przybrane w niewinne pozory zabawy, relaksu lub rozrywki. Najsilniejsze oddziaływanie ma na człowieka grupa, środowisko w którym żyje. To środowisko tworzy modę, która staje się wzorcem normalności – choćby coś normalnym nie było. Jeśli moda dotyczy fryzury bądź kształtu buta – to jeszcze nieważne. Ale bywa moda na papierosa, na wulgarne słownictwo, na alkohol, moda na seks, moda na narkotyki. Ilu młodych ludzi temu ulega? Bardzo wielu, a ich rodzice często nie zdają sobie z tego sprawy. Drugim obok mody, niezwykle silnym czynnikiem jest magia obrazu. Film od lat zagościł, często jako intruz, w naszych domach. Oglądamy ich na pewno za dużo i na pewno w sposób niekontrolowany. Zwłaszcza dzieci i młodzież wystawione są na bombardowanie obrazem filmowym. Oba czynniki – środowisko i magia obrazu - mogą mieć wpływ zarówno dobry, jak i zły. Co zwycięży? Czy dobro, czy zło? I czy wolno to zostawić przypadkowi?
Odpowiedzi szukamy w nauce Jezusa, który opowiedział nam dziś przypowieść o siewcy. Kim jest siewca – wiemy. Jest nim sam Jezus i wszyscy ci, którzy świadomie wokół siebie rozsiewają prawdę i dobro: rodzice, wychowawcy, nauczyciele, kapłani. Ziarnem jest słowo Boże, orędzie Ewangelii – orędzie dobra, prawdy, miłości, piękna, sprawiedliwości. Prorok Izajasz mówi: Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do mnie bezowocne. Ale plon zależy także od roli, na jakiej ziarno zasiano. Właśnie o tym mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii:
Niektóre ziarna padły na drogę... Do każdego, kto nie rozumie słowa, przychodzi Zły i wyrywa kiełkujące ziarna. To jest pierwszy wróg Ewangelii: głupota, bezmyślność, niedouczenie. Dlatego Kościół zawsze kładł nacisk na wszechstronne kształcenie człowieka i na rozwój wiedzy – nie tylko o Bogu, ale o świecie, o człowieku i jego sprawach. Spośród różnych dziedzin ważna jest także nauka religii, aby swoją wiarę rozumieć, aby ją pogłębiać.
Inne ziarna padły na miejsce skaliste... Drugi wróg Ewangelii to niestałość, chwiejność człowieka, niezdecydowanie. Dlatego tak ważna jest umiejętność formułowania postanowień i rozliczania samego siebie z ich realizacji. Ogromną rolę odgrywa tu regularne przystępowanie do sakramentu pokuty i podejmowanie postanowień przy spowiedzi.
Inne ziarna padły między cierniste krzewy... To trzeci wróg Ewangelii: zbytnie zatroskanie o sprawy materialne, o przyjemności, o bogactwo. Dlatego w tradycji Kościoła post, umartwienie, asceza były i są aktualne. Ale w praktyce chrześcijanie nazbyt często o potrzebie opanowywania siebie i kontrolowania swoich potrzeb zapominają.

Drodzy Bracia i Siostry!
Jakie zadania stają więc przed nami? Kieruję słowo napomnienia do rodziców. Dobrze obserwujcie swoje dzieci: z kim się bawią, z kim nawiązują przyjaźnie. Starajcie się w porę ustrzec je przed złym wpływem. Czuwajcie nad tym, czym karmi się ich wyobraźnia, umysł i serce: co oglądają w telewizji, po jakie czasopisma sięgają. To są te ciernie i chwasty, które paraliżują, a nawet uniemożliwiają rozwój dobra w człowieku, zwłaszcza młodym człowieku. Niektórych czasopism w ogóle nie powinniśmy mieć w ręce. Niektórych filmów nikt oglądać nie powinien. Minimum wymagań - to dostosowanie się do oznaczeń wyświetlanych w rogu ekranu: zielony znaczek z kółkiem wskazuje program dla widzów bez ograniczeń. Żółty z trójkątem wewnątrz – to ostrzeżenie, że program jest zbyt trudny, brutalny albo zawiera sceny erotyczne. Czerwony z kwadratem oznacza, że program w żadnym wypadku nie jest przeznaczony dla młodocianego widza.
Ale ta czujność rodziców - to jednak przede wszystkim przykład. Przykład mądrego wybierania tego, co w życiu – nie tylko w telewizji – ważne. Przykład pracy i odpoczynku, przykład doboru znajomych i przyjaciół. Przykład wytrwałości i zdecydowania. Przykład opanowania i stawiania sobie wymagań. Czy muszę powtarzać, że łatwiej ulegamy złym wpływom, aniżeli dobrym? Dlatego każdy z nas musi być bardzo czujny, aby Zły nie wyrwał ziaren dobra, jakie zostały zasiane w nasze dusze.
Inne ziarna padły na ziemię żyzną i plon wydały – stokrotny, sześćdziesięciokrotny czy trzydziestokrotny – mówi Jezus. Dobrej gleby ludzkich serc i umysłów jest wiele. Ale o rolę, o pole trzeba ciągle dbać, by przynosiło plony. Nie zapomnij więc, że jesteś odpowiedzialny/a za siebie i za tych, których kochasz. Odpowiedzialny/a za to, kim jesteś i kim oni będą. Jakim jesteś ty sam/a - i jakimi oni będą!?

lipca 12, 2017

Idźcie i głoście...

Idźcie i głoście...

Słowo Boże na dziś

Środa, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 10, 1-7
Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził. Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie».

Refleksja nad Słowem Bożym


Odznaczający się głęboką miłością do Boga i do ludzi, św. Franciszek z Asyżu, podróżował pewnego razu z człowiekiem, który skarżył się, że tak trudno jest mu kochać Boga. W czasie tejże wędrówki napotkali na drodze żebraka, który był ślepy, i który był sparaliżowany. Św. Franciszek zapytał go: Powiedz mi, czy ty byś mnie kochał, gdybym przywrócił ci wzrok, i sprawił, że mógłbyś normalnie chodzić? Pewnie – wykrzyknął żebrak – nie tylko bym cię kochał, ale stałbym się twoim niewolnikiem przez resztę mojego życia. Widzisz – powiedział św. Franciszek do tego człowieka, który skarżył się, że tak trudno jest mu kochać Pana Boga – ten żebrak by mnie kochał, gdybym przywrócił mu zdrowie. Dlaczego ty nie kochasz Boga za to, że stworzył cię zdrowym?
Hasłem trwającego  roku liturgicznego są słowa: „Idźcie i głoście”. Jakże cudownie one korespondują z dzisiejszą Ewangelią. Dzisiejsza Ewangelia jest wyrazem troski Jezusa o każdego człowieka. Oto Boży Syn posyła uprzednio wybranych przez sie­bie uczniów, aby głosili Dobrą Nowinę, uzdrawiali chorych oraz wypędzali złe duchy. Apostołowie ruszyli, aby nieść miłość i po­moc strudzonym, zagubionym i znękanym. Jednak nie tylko apo­stołów wybiera i posyła Stwórca. Nie tylko rybacy znad Jeziora Galilejskiego i ich następcy, czyli wszyscy kapłani, powołani zo­stali do służenia potrzebującym. Do tej pracy zaproszony jest każdy człowiek. Zaszczyt stawania się sługą samego Boga może się stać udziałem każdego z nas. Bóg widzi twoje i moje życie. Pan dostrzega moje i twoje potrzeby, kłopoty i wątpliwości. Dlatego do mnie i do ciebie nasz kochający Ojciec posyła konkret­nych ludzi, aby nam pomagali, uczyli, pocieszali, czasem upomi­nali i przestrzegali przed zgubnymi skutkami czynienia zła.
Każdy człowiek, którego spotykam, jest do mnie przysłany przez Opatrzność Bożą. Każda osoba, która staje na mojej życio­wej drodze, może mnie czegoś nauczyć. Nigdy nie stanę się ano­nimowym, nikomu niepotrzebnym człowiekiem. Bóg o mnie nig­dy nie zapomni. Nie ma ludzi niepotrzebnych. Nie ma osób zbęd­nych. Każdy z nas powinien zrozumieć, że przez Stwórcę jest chciany i kochany. Każdy z nas jest wezwany do tego, aby w imieniu Jezusa głosić Ewangelię swym życiem, okazywać mi­łosierdzie i nieść pomoc tym, którzy są w jakiejkolwiek potrzebie.
Dlatego tak ważne jest, aby usłyszeć i przyjąć otwartym sercem oraz trzeźwym umysłem adwentowe wezwanie do prosto­wania naszych relacji międzyludzkich. Dlatego trzeba nam spoj­rzeć na drugiego człowieka jako dar, który Opatrzność dała nam w pewnej intencji. Może to my się uczymy, korzystamy i uboga­camy drugą osobą. Może to ja jestem wezwany, aby upominać, pomagać, pocieszać i przyprowadzać do Boga. Może to do mnie
Bóg przysłał osobę, która wiele ode mnie wymaga, abym nauczył się miłosierdzia. Może jest człowiek, który denerwuje, bym zobaczył, jak często sam wyprowadzam z równowagi innych. Może ktoś natarczywie wyciąga rękę po pomoc, bym sam doce­nił wsparcie, które otrzymałem. Ta krzywda, która mnie spotka­ła, winna mnie nauczyć, jak druzgoczące jest zło, które sam popełniam, a tak chętnie usprawiedliwiam.
Jezus posyła dziś apostołów do służby opatrzności Bożej. Każdego z nas zaprasza do służby jako narzędzie opatrzności Pa­na. Pomyślmy o tym. Wykorzystujmy każdą okazję do czynienia dobra. Dziękujmy za każdą okazję do niesienia pomocy i nie za­pomnijmy nigdy, że dla Boga nie ma ludzi niepotrzebnych, nie­ważnych i zapomnianych. Każdy z nas ma swą misję. W każdym z nas Opatrzność upatruje narzędzie, poprzez które zatroskanym, wątpiącym i błądzącym niesiona będzie Ewangelia oraz podawa­na pomocna dłoń miłości. 
Spróbujmy od dzisiaj żyć z większą uwagą chrześcijańskim powołaniem i dawać świadectwo miłości Chrystusowej, pomagając w konkretny sposób komuś innemu.!


lipca 11, 2017

Co znaczy porzucić wszystko dla Chrystusa?

Co znaczy porzucić wszystko dla Chrystusa?

Słowo Boże na dziś

Wtorek, 14 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 19, 27-29
Piotr powiedział do Jezusa: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?» Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach i będziecie sądzić dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy».

Refleksja nad Słowem Bożym


„Kto porzucił wszystko dla Ewangelii, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”.
Samotnie chodzi się za Chrystusem, ale już później nie jest się samotnym. Obietnica Chrystusa jest potężną obietnicą, mówiącą o tym, iż człowiek, który idzie za Jezusem, bo najbardziej Go umiłował i ukochał, otrzymuje później stokroć więcej: braci, sióstr, i wszystkiego tego, co jest mu potrzebne do życia i do zbawienie, a przede wszystkim życie wieczne. Co otrzymuje? Otrzymuje Kościół. Ten, który idzie za Jezusem, oddaje wszystko. Po co to robi? Robi to po to, by o wiele więcej otrzymać.
Patrzymy dzisiaj na postać św. Benedykta. Żyjemy w Europie i jesteśmy świadkami, że Europa przeżywa rozmaite kryzysy. Dzisiaj Kościół ukazuje nam w tej postaci, św. Benedykta, i dając nam tę postać jako patrona Europy, pewien kierunek myślenia, również radowania się i dziękowania za to, że historia Europy jest pisana właśnie przez ludzi, którzy dla Chrystusa poświęcili wszystko: stali się samotni po to, by zyskać o wiele więcej. I dlatego ta postać, jakże odległa w czasie, jednak jest cały czas aktualna; jednak jest cały czas bliska. Bo to dziedzictwo, w którym żyjemy dzisiaj, dzięki któremu żyjemy, kultura – to wszystko ma gdzieś właśnie tam swe korzenie. I tak, jak całe stworzenie, znajduje sens w Jezusie Chrystusie, i dzięki Jezusowi Chrystusowi. Bo Jezus Chrystus nadaje sens temu światu – wszystkiemu: przyrodzie, kosmosowi, a przede wszystkim nadaje głęboki sens człowiekowi. Kościół w osobie św. Benedykta ukazuje nam, że to jest właśnie dobra droga dla człowieka i dla Europy.
Zawołanie św. Benedykta: „Ora et labora” – modlitwa i praca jest ciągle aktualne. Może dzisiaj rzeczywiście ludzie bardzo dużo pracują; może nie mają nawet wiele czasu na odpoczynek. Warto sobie dzisiaj przypomnieć o tym pierwszym członie, o modlitwie. „Po wieczne czasy będę chwalił Pana”. Bo właśnie na to żyje człowiek, i po to jest stworzony człowiek, by chwalić Pana. I wtedy, kiedy człowiek nie chwali Pana, nie do końca jest szczęśliwy, nie może być szczęśliwy do końca, bo jest tak głębokim stworzeniem, że tylko Bóg może wypełnić całkowicie głębię serca człowieczego. I dlatego dzisiaj chcemy się wsłuchiwać nauki mistrzów, którzy budowali Europę w swoim życiu, poprzez przyjęcie tajemnicy paschalnej Chrystusa. To jest dobra droga; to jest jedyna droga, która daje również dzisiaj przyszłość Europie, nie tylko Europie, ale całemu światu.
Ten tydzień jakże jest obfity w ukazywanie nam wspaniałych postaci Europy. Z głębokiego średniowiecza, które wcale nie było ciemne, a jakże było otwarte na Boga, na człowieka, a więc na to wszystko, co z człowiekiem jest również związane: przyrodę, naukę, miłość do człowieka. Bo kiedy się chwali Boga, i kiedy się Boga słucha, wtedy się również dziękuje Bogu za to wszystko, co mnie otacza: świat, drugi człowiek; i nie ma się nienawiści do świata i do drugiego człowieka, wręcz przeciwnie, tym bardziej się ten świat rozumie, i tym bardziej się kocha tego drugiego człowieka.
Miłość Boga, modlitwa – „Po wieczne czasy będę chwalił Pana” – to nie jest zawężenie człowieka, nie jest ograniczenie jego możliwości, ale dopiero właśnie w tym kluczu może wybrzmieć cała potęga, cała głębia, cała wspaniałość powołania człowieka, który zostawi wszystko ze względu na Chrystusa i dla Chrystusa. I co? I otrzymuje o wiele więcej. Co jest potrzebne? Potrzebna jest wiara: głęboka, dojrzała i prawdziwa. Co jest również potrzebne by być człowiekiem wiary? Potrzeba jest odwaga, odwaga również dzisiaj, nie lęk, nie strach, nie smutek, nie dostrzeganie jedynie zagrożeń, ale właśnie odważne pójście w tę Europę, której ojcem jest św. Benedykt, który modlił się i pracował, kochał Boga i kochał człowieka, i wydał tak potężny owoc.
Chodzi się samotnie, z pewnym ryzykiem: „Zostawiliśmy wszystko dla Ciebie”. Dzisiaj Chrystus daje wspaniałą obietnicę – jest wiele takich obietnic na kartach Ewangelii – „Wiele więcej zyskacie”, zyskacie życie wieczne, zyskacie Niebo.

lipca 10, 2017

“Twoja wiara cię ocaliła”

“Twoja wiara cię ocaliła”

Słowo Boże na dziś


Poniedziałek, 14 tygodnia Okresu Zwykłego

Mt 9, 18-26


Gdy Jezus mówił do uczniów, oto przyszedł do Niego pewien zwierzchnik synagogi i oddając Mu pokłon, prosił: «Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i połóż na nią rękę, a żyć będzie». Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Mówiła bowiem sobie: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: «Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła». I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: «Odsuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi». A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.

Refleksja nad Słowem Bożym

 .
Są sprawy i rzeczy w naszym życiu, o których można tylko marzyć – tak mówimy, jeżeli jawi się nam coś, jako nieosiągalne. Są osoby marzące o wielkich, dalekich podróżach. Któż z nas w dzieciństwie, czytając książki podróżnicze, nie chciał wyjechać do Afryki, aby tam z podróżnikami wędrować przez dżunglę, czy zdobywać bieguny zimna, czy też wchodzić na najwyższe szczyty? Może wraz z latami nasze marzenia, pragnienia zmieniają się: Mieć wielki dom z ogrodem, najlepszy samochód. Nie wszyscy jednak potrafią swoje sny, pragnienia przemieniać w rzeczywistość. Te marzenia, może w sytuacji dzisiejszej, niekiedy zdecydowanie odrzucamy wobec sytuacji, którą widzimy wokół: bezrobocie, zubożenie – mówimy: dajmy sobie spokój z tymi marzeniami.
Inne jednak pragnienia, bo wciąż w sercu człowieka one rodzą się, powstają, gdy choroba dotyka człowieka, może ktoś z rodziny, a może to ja doświadczam sam choroby, i szukam lekarza, i szukam lekarstwa na moją chorobę. To jest w danej sytuacji moje największe pragnienie. I w obliczu cierpienia jakże nieistotne są poprzednie pragnienia, dążenia do zdobycia bogactwa, czy nawet wspaniały wielki dom – to wszystko nie będzie cieszyć, gdy człowiek jest ciężko chory. Wówczas człowiek potrzebuje tej szczególnej pomocy.
Ale w obliczu właśnie tego doświadczenia, Bóg niejako nas wychowuje, aby nam pokazać właściwe wartościowanie; każe nam spojrzeć na tę rzeczywistość i odpowiedzieć sobie na pytanie: Co jest najważniejsze w naszym życiu? Gdy człowiek buduje swoje życie na rzeczach materialnych, przemijających, a nawet gdy pokłada całą swoją nadzieję w drugim człowieku, to jednak buduje na czymś, co przemija: złodziej może przyjść i zagarnąć to, co gromadzisz – o tym już mówi Ewangelia. Kataklizm, powodzie, jakie już były w naszej Ojczyźnie, niszczyły dorobek życia, i człowiek był bezradny. A gwałtowna śmierć bliskiej osoby jest jak ostre cięcie, które tą nić więzi przerywa, kończy. Jeżeli ta osoba była pewnym oparciem, to przeżywamy to rozstanie bardzo boleśnie. Są sytuacje, gdy człowiek znajduje się w pustce, bezsensie, bo odszedł ktoś tak bardzo bliski, ktoś, na kogo liczyłem. Ale czy ktokolwiek z nas może powiedzieć, ufając drugiej osobie do końca, że ta osoba przeżyje nas, że będzie dłużej żyła od nas, że będzie dla nas na zawsze wsparciem.
Gdzie więc szukać pomocy, wsparcia? Jakże trudne doświadczenie przeżywała kobieta z dzisiejszej Ewangelii, cierpiąc dwadzieścia lat na krwotok. A Jair, zwierzchnik synagogi, przeżywa śmierć swojej córki. Być może snuł wspaniałe plany względem jej życia. Była może tym “oczkiem w głowie” dla niego. Oto śmierć zabiera ukochaną osobę. A te osoby, kobieta i przełożony synagogi, są ukazani, jako ludzie wierzący; wiedzą, że w Jezusie jest ratunek. Nie zawiedli się. Ich wiara w Jezusa zaowocowała odzyskaniem zdrowia u kobiety, przywróceniem życia w wypadku zmarłej córki Jaira.
Bóg dopuszcza tak bolesne chwile w życiu człowieka i czeka, aby w Nim złożyć całą nadzieję. W Ewangelii jakże często Jezus pyta się: “Czy wierzysz, że mogę cię uzdrowić?” Wiara jest naszym ratunkiem. “Twoja wiara cię ocaliła” – powie do kobiety. Wiara jest zakotwiczeniem się w Kimś, kto nie przemija, w Kimś, kto jest wierny słowom, które wypowiedział; w Kimś, kto nas nie opuści w chwili próby. Tym “Kimś” jest Jezus. Jezus pragnie uleczyć każdego z nas, bo każdy z nas w sercu nosi pewne zranienia, pewien ciężar – potrzeba Bożego uleczenia. Wołajmy: Panie, umocnij naszą wiarę; Panie, uzdrów w nas to, co chore; Panie, daj nam wiarę ewangelicznej kobiety, wiarę Jaira, wlej w nas nowe życie i daj nam ducha Twojego, Ducha Świętego. Niech się tak stanie!
 

lipca 08, 2017

Nowość nauki Jezusa

Nowość nauki Jezusa

Słowo Boże na dziś

Sobota, 13 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 9, 14-17
 
Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: «Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?» Jezus im rzekł: «Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie, i gorsze staje się przedarcie. Nie wlewają też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki przepadają. Ale młode wino wlewają do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje».

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Tak to już z nami jest, że przyzwyczajamy się do pewnych swoich myśli, do pewnych swoich doświadczeń; mamy te doświadczenia, mamy pewne przemyślenia – i bardzo dobrze. Ale problem w tym, że często zaczynamy właśnie z tych swoich przemyśleń, z tych swoich doświadczeń czynić taki świat bardzo hermetyczny, zamknięty, taki świat, w którym nawet chcielibyśmy ustawiać samego Pana Boga, i chcielibyśmy, by Pan Bóg działał tak, jak my sobie myślimy, że powinien działać – jak to wynika z naszych przemyśleń, z naszych doświadczeń.
Podobnie miało miejsce dwa tysiące lat temu. Zarzucano Jezusowi, że Jego postępowanie i postępowanie Jego uczniów jest takim wykraczającym poza normy wszelkiego postępowania, do jakiego zostali przyzwyczajeni słuchacze św. Jana Chrzciciela, i ci, którzy patrzyli na postawę Jego uczniów.
Czasami wchodzimy w takie schematy myślowe i wydaje nam się, że w taki, a nie inny sposób powinna realizować się nasza pobożność, nasza wierność Chrystusowi – w jakichś takich schematach naszego myślenia. Stajemy się poniekąd, jak mówi Jezus, takimi starymi bukłakami. I jeżeli przychodzi ktoś z nowością, ktoś, kto pragnie pokazać nam jakiś inny wymiar Pana Boga w swoim życiu, w swoich przemyśleniach, w swojej otwartości na działanie Ducha Świętego, to wtedy bardzo często zamykamy się i mówimy: nie, bo ja wiem swoje.
Istotą naszego bycia z Bogiem, naszego chrześcijaństwa, jest przede wszystkim to nasze bycie z panem młodym – słowo Boże powołuje się często na ten obraz Oblubieńca i oblubienicy. Bóg jest Oblubieńcem, a my jesteśmy Jego oblubienicą. Prawa miłości wyznaczają sposób zachowania i sposób życia. Jeżeli jestem człowiekiem, który kocha; jeżeli jestem człowiekiem, który w miłości jest wsłuchany w Tego, kogo kocham; jeżeli pozwalam być darem miłości dla Tego, kogo kocham i kto mnie kocha, to to prawo miłości wyznaczy konkretny sposób mojego życia. Taka jest kolej rzeczy. Kiedy natomiast zaczynamy od wyznaczania jakiegoś sposobu na życie, to może się okazać, że tak naprawdę zapomnimy o tej bardzo głębokiej, intymnej relacji naszej z Panem Bogiem. Chrześcijaństwo, to relacja Boga i człowieka, to odpowiedź miłości człowieka na miłość Boga. Tutaj, w tych wymiarach możemy mówić o doświadczeniu bycia oblubieńcem i oblubienicą, o doświadczeniu miłości, o doświadczeniu jakiejś bardzo głębokiej zażyłości, intymności.
Czasami nam trudno to zrozumieć i tak zaczynamy reformować nasze życie chrześcijańskie od końca; zaczynamy porównywać nasze postawy: ten pości, a ten nie pości; ten się modli, a tego nie widziałem, żeby się modlił – zaczynamy dokonywać wiele ocen. A św. Paweł mówi: Nie oceniajmy, bo Pan Bóg wie, jakie są nasze serca. Zresztą, ten sam Apostoł powie: Jeden pości dlatego, że czyni to dla Pana, a drugi nie pości, bo cieszy się w Panu i raduje, i właśnie ucztuje teraz dla Pana. A nam tak trudno to zrozumieć dlatego, że jakby zaczynamy patrzeć ‘od końca’ na to wszystko – brakuje nam tego patrzenia z miłością, tego bycia takim nowym naczyniem, nieustannie nowym. Św. Augustyn ponad półtora tysiąca lat temu mówił: Nie mów mi nigdy, że dawniej było lepiej, bo dawniej lepiej nie było. I rzeczywiście tak jest, stąd trzeba nam pozwalać się nieustannie napełniać nowością Ducha Świętego, na tę bardzo osobistą relację z Jezusem Chrystusem, z której wynika konkretny sposób na życie. Każdy z nas będzie ową relację przeżywał na inny sposób, i nie trzeba tego porównywać, trzeba się tym umieć ucieszyć. Trzeba ucieszyć się swoim sposobem przeżywania chrześcijaństwa.
W Kościele mamy tak wiele różnych duchowości, tak wiele różnych postaw – wystarczy przypatrzyć się Świętym – każdy może w nich takiego swojego osobistego patrona. Ale, żeby tak się stało, trzeba nam być tymi nowymi bukłakami; trzeba nam pozwolić napełniać się tą nowością Ducha Świętego, a nade wszystko: trzeba nam doświadczać tej oblubieńczej relacji z Jezusem Chrystusem. Raz jeszcze powiem, że właśnie ta oblubieńcza relacja, ta moja zażyłość z Chrystusem, to moje otwarcie na Jego słowo, to moje trwanie przy Nim wyznacza sposób mojego życia, wyznacza charakter mojego chrześcijaństwa.
Niech przykład świętych pobudza nas do tej otwartości na działanie Ducha Świętego, abyśmy byli jak owe nowe bukłaki: otwarci na to, co daje na osobista relacja z Chrystusem-Oblubieńcem. Tego nam trzeba sobie z całego serca życzyć. AMEN.

 


lipca 07, 2017

14. Niedziela Zwykła, Rok A – Wysławiam Cię, Ojcze, Panie

14. Niedziela Zwykła, Rok A – Wysławiam Cię, Ojcze, Panie
Ukochani Bracia i Siostry!
Przyszedł czas wakacji. Jak to dobrze, że Pan Bóg podzielił nam czas na kawałki. Pewnie po to, żeby człowiek mógł sobie policzyć, ile już ma lat? Ile już drogi uszedłem? Co w swoim życiu dobrego zrobiłem? I dobrze, że jest czas pracy i odpo­czynku, czas siewów i czas żniw, czas nauki i czas wakacji. Zmęczeni jesteście i lipiec taki smutny, i ludzie są smutni, i chrześcijanie są smutni. Dlaczego? Są takie białe wakacyjne noce, są takie długie lipcowe dni, może więc trzeba się zamyśleć i w rozmowach z samym sobą sobie odpowiedzieć?
Przecież tak się cieszyłeś twoim pierwszym z Chrystusem spotkaniem, tak się cieszyłeś twoją pierwszą wiarą, tak się cie­szyłeś twoją pierwszą modlitwą, tak się cieszyłeś pierwszym Chry­stusowym przebaczeniem. Przypomnij sobie to wszystko. A może to było tak? Nad brzegiem Jordanu pokazał Go Jan Chrzciciel: „oto Baranek Boży, który gładzi grzechy Świata” (J 1, 29). By­łeś ciekawy, kim On jest. Więc biegłeś za Nim, aby Go zobaczyć z bliska. Zatrzymał się i zapytał: kogo szukasz? Zmieszany byłeś. Też zapytałeś: Nauczycielu, gdzie Ty mieszkasz? On powiedział: ptaki mają gniazda, lisy mają nory, a ja nie mam gdzie głowy skłonić (Mt 8, 20), ale ty na to nie zwróciłeś uwagi. Patrzyłeś tylko w Niego, aż powiedział: pójdź za mną. I już od Niego nie odszedłeś. Byłeś taki szczęśliwy i mówiłeś wszystkim: spotkaliśmy Pana.
A pamiętasz pierwszą radość z wiary, która czyni cuda? A może to było tak: Taka czułaś się obca, cudzoziemka. Nie umia­łaś powiedzieć słowa, ale serce krzyknęło: Panie, moje dziecko umiera! On był wtedy taki zimny. Poczułaś się odepchnięta. Po­wiedział: nie można synowskiego chleba rzucać psom. Nie wiem, skąd ci to przyszło do głowy, ale powiedziałaś: Panie, tak, ale jeśli ze stołu synowskiego spadają okruchy, to pozwól je zbierać szczeniętom. Pamiętasz, co powiedział? Ja takiej wiary wśród was nie spotkałem. Kazał ci wrócić do domu i stało się tak, jak uwierzyłaś (Mt 15, 2128). Pamiętasz tamte radość? Mówiłaś wszystkim jaki On jest cudowny! Mój Pan!
A pamiętasz radość pierwszych wakacji z Chrystusem? Ro­zesłał nas wtedy po dwóch do wiosek i miasteczek. Słuchali nas wszyscy. Myśmy opowiadali, co On mówi, jaki On jest. Przy­nosili nam chorych. Myśmy wkładali na nich ręce i wracali do zdrowia. Wróciliśmy potem, aby Jemu samemu powiedzieć: Pa­nie, nawet złe duchy były nam posłuszne. On się ucieszył, ale powiedział: ważniejsze jest to, iż imiona wasze będą zapisane w niebie (Łk 10, 112. 1720). Pamiętasz, jak Go za to kocha­łeś i jak chciałeś być zawsze blisko Niego po prawej albo po lewej stronie?
A pamiętasz tę radość twojej pierwszej modlitwy? On od­chodził w odosobnienie i modlił się czasem całą noc. Podgląda­łeś Go i zazdrościłeś Mu. Nie wytrzymałeś następnego dnia i po­wiedziałeś: Panie, naucz nas modlić się. On wtedy uczył zdanie po zdaniu Ojcze nasz, który jesteś... (Łk 11, 14), a ty pow­tarzałeś. Umiałeś całe ale wciąż powtarzałeś Ojcze... i tak chcia­łeś, aby Ojciec wziął ciebie na ręce, abyś do Niego przywarł i Go ukochał. Tej radości nie mogło pomieścić twoje serce.
A pamiętasz radość z pierwszego przebaczenia? Wywlekli cię ludzie, ludzie pobożni, na rynek i chcieli ukamienować, bo zła­pali cię na grzechu. Ludzie nie darują, bardzo się cieszą czyimś grzechem, lubią rzucać kamieniami, ale przy tobie stanął On i pisał na piasku. Czytali. Potem powiedział: kto z was jest bez grzechu niech rzuci w nią kamieniem. Odeszli. Wszyscy odeszli. Został przy tobie tylko On. Bałaś się, że teraz On ciebie uka­mienuje. Nie miałaś odwagi podnieść oczu i spytać: a co ty teraz ze mną zrobisz? Pamiętasz tę Jego subtelność? Stwierdzał: nikt cię nie potępił prawda? Więc i ja ciebie nie potępiam. Idź w pokoju i więcej nie grzesz (J 8, 111). Wiem. ty tego nigdy nie zapomniałaś. Nakupiłaś olejków, łzami obmywałaś Jego stopy i ocierałaś je włosami. Nie, tego nigdy nie można zapom­nieć.
Bracie mój, i co się stało z tą pierwszą radością? Może ty dziś żałujesz, że źle postawiłeś i źle wybrałeś? Może przestałeś wierzyć, że On jest Panem i Bogiem. Może przestałeś do Boga mówić Ojcze? Może ty się nie spowiadasz? Wyuczyłeś się w lustrze uśmiechów, ale ty nie masz radości. Pozujesz pięknie fotografom i kamerom, ale ty w sercu masz smutek. Wyjeżdżasz się rozerwać, bawisz się, pijesz, ale coś cię w środku gryzie. I mówisz ludziom podły jest ten świat! Nie! To samo jest słońce, takie same są drzewa, te same są gwiazdy, i to samo jest niebo, te same są rzeki i to samo ptaków śpiewanie, tylko my nie ci sami trochę zdziczeliśmy.
Jest pośród nas tylu uczonych, roztropnych, mądrych, mocnych tego świata. Mówisz, że jesteś mądry dlatego przestałeś wie­rzyć; mówisz, że wszystko wiesz dlatego jesteś nieuczciwy; mówisz, że wszystko umiesz sam dlatego się tnie modlisz; mó­wisz, że ty wszystko robisz dobrze dlatego zapomniałeś o ra­dości rozgrzeszenia. Odnajdź więc skarb, który ukryty jest w roli. Znajdź tę jedną drogocenną perłę. Odnajdź radość jak za­gubioną drachmę. A Pan przychodzi po to, abyśmy radość mieli i aby radość nasza była pełna. Powiedz więc kiedyś w wakacje kazanie do ryb, powiedz kazanie do ptaków i wilki będą ciebie słuchać, tylko miej Pranciszkową radość...
A może w tym niedzielnym, wakacyjnym zamyśleniu, zatę­sknisz za rajem utraconym. Powiedz mi – kochany Bracie i Siostro - czy tam na dnie serca nie zostało ci trochę tęsknoty za pierwszą radością z wiary? Została mi i jest coraz większa. Więc daj mi, Panie, jednej nocy taki długi, dobry sen. Niech przyjdzie mama i przypomni mi tamtą modlitwę na łące; i niech przyjdzie chrzestna i powie, jak to trzeba Panu Bogu wierzyć; i tato niech mnie zawiezie na Jasną Górę i pokaże Matkę Boską tak z bliska jak wtedy; i niech zagram z orkiestrą „Wsławiony bądź o Panie mój”; i pani od polskiego niech mnie nauczy „Czego chcesz od nas, Panie”; i niech profesor zaśpiewa jeszcze raz Exultet; i niech mi się przyśni takie wielkie pole zboża; i niech dotknę kłosów i niech pachną chlebem; i tak niech się obudzę, bo już będzie rano; i niech będzie śpiew skowronków; i słońce niech wzej­dzie radośnie; i niech zapomnę, że byłem roztropny i mądry; i ucałuję wtedy z pokorą cichą kroplę rosy; wtedy ostatni raz powiem: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że za­kryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak Ojcze” (Mt 11, 25-26).

lipca 07, 2017

Powołanie Mateusza

Powołanie Mateusza

Słowo Boże na dziś

Piątek, 13 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 9, 9-13

Słowa Ewangelii według św. Mateusza. 
Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?» On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników». Oto słowo Pańskie.
 

Refleksja nad Słowem Bożym

 
Kochani moi, 
Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii zachwyca nas swoim spojrzeniem, które różni się od spojrzenia pozostałych bohaterów. Spojrzenie Jezusa dostrzega głębię duszy, serca człowieka, w którym jest często ukryta choćby odrobina dobra.
Faryzeusze i uczeni w Piśmie patrzą na człowieka bardzo powierzchownie. Grzesznikami nazywali tych, którzy nie spożywali posiłków zgodnie z zasadami czystości rytualnej, którzy przekraczali Prawo i nie troszczyli się o to, co pomyśli o nich wspólnota religijna.
Spojrzenie Jezusa sprawia, że człowiek potrafi porzucić swoje dotychczasowe życie... i pójść za Nim, słuchać Jego słowa, być Jego apostołem, gdy spotyka się z pełnym miłości Jego wzrokiem, wybiera miłość, a porzuca grzech.

Czy staram się szukać w swoim życiu spojrzenia Jezusa?
Czy wierzę w to, że On patrzy na mnie zawsze z miłością?
Czy ufam, że Jego miłość pokona każdy mój grzech?

A jak to było u celnika Mateusza? Rozważmy!
"...on wstał i poszedł za Nim".
Temu, Wszechmocnemu Bogu, spodobało się wybrać na swojego ucznia człowieka pogardzanego przez wszystkich. Bo być celnikiem w Izraelu, to być odsuniętym od swojego Narodu, to zaprzedać się na usługi rzymianom, to być pogardzanym, to stać w świątyni jerozolimskiej z samego tyłu – dziś powiedzielibyśmy – pod chórem. Stać i czekać na zmiłowanie Boże. Być celnikiem, to nie usłyszeć od swoich ziomków żadnego dobrego słowa, nie poczuć żadnego gestu miłości. W pewnym momencie nawet wielkie pieniądze, które celnik posiadał, nie mogły przesłonić rozgoryczenia, żalu. Wykonywał swoją pracę. Ktoś musiał ją robić. A może Mateusz był bardziej litościwym dla innych, niż każdy inny celnik? A może w jego sercu zadrgała jakaś nuta żalu, kiedy przychodziła uboga kobieta, składając pieniądze na podatek, i mówiła: nie mam więcej, nie potrafię więcej dać? Co czuł, siedząc na komorze celnej? Na pewno czuł nienawiść, która emanowała w jego kierunku od jego rodaków przychodzących. Słyszał złośliwe szepty i uwagi. Ale może było też miejsce w jego życiu, był taki czas, kiedy cichutko, kiedy najmniej było ludzi, szedł do świątyni, stawał tak, by nikt go nie zobaczył, by nikt z niego się nie śmiał, i rozmawiał ze swoim Bogiem, i prosił Go o łaskę.
I w tym wszystkim nie mógł nawet przewidzieć, nawet wyobrazić sobie, że pewnego dnia Bóg stanie przed nim, i powie mu: “Pójdź za Mną”, że Ten Bóg, którego wszyscy czczą, który jest Stwórcą nieba i ziemi, przyjdzie i powie: naśladuj Mnie, zostaw to wszystko, co budzi w tobie niepokój, co jest przyczyną twego gniewu, twej zgryzoty, twego żali, i pójdź za Mną, a ja wskaże ci drogę doskonalszą, drogę, z której nie będziesz już chciał zawrócić. Ty, poniżany przez wszystkich, staniesz się Moim świadkiem.
Co musieli czuć prawowierni Żydzi, gdy dowiedzieli się, że jednym z uczniów Jezusa Chrystusa stał się celnik, grzesznik przez nich potępiany i wyśmiewany? Pewnie zawód, rozgoryczenie, a później złość i nienawiść, już nie tylko do Mateusza, ale również do Jezusa. Tylu sprawiedliwych chodziło, a On powołał grzesznika. Tylu modlących się w świątyni, a On przyszedł do tego i powołał tego, który do tej świątyni może ukradkiem wchodził, i wybrał go do wielkiego dzieła. Wielu chciało, by Mistrz z Nazaretu stanął przed nimi i powiedział: “Pójdź za Mną”, tak bardzo fizycznie, bardzo cieleśnie chodź za Mną, patrz na Moje cuda, słuchaj Mojej nauki. Wielu sprawiedliwych nie usłyszało tego, ale ten, w którego sercu było miejsca na Boga, który – mimo wszystko – nie stracił człowieczeństwa, nie sprzedał go za pieniądze rzymian.
Mateusz przez chwilę pewnie się zawahał. Dwie wizje świata: bogactwo, dobra pozycja, a z drugiej strony niepewność, ubóstwo Jezusa, o którym słyszał, brak stałego miejsca zamieszkania, niepewność jutra. Co wybrać? Za czym się opowiedzieć? Ale kiedy spojrzał w oczy Mistrza, zrozumiał, że jeżeli nie pójdzie za Nim, popełni największy błąd w swoim życiu; jeżeli nie zawierzy Mu zupełnie, to nigdy sobie tego nie daruje, że żadne pieniądze świata nie są godne ani zdolne zastąpić tego spojrzenia, tej dobroci, która emanowała od tego Człowieka. Słyszał o Nim wiele. Teraz On pochyla się nad nim i mówi: “Pójdź za Mną”; mówi bez wyrzutów, z łagodnością. A stojący dokoła dyszą nienawiścią, bo wybrał celnika. Jak mogłeś tak uczynić? Dlaczego tak otaczasz się celnikami i grzesznikami? Ja do nich przyszedłem, dla nich. Wy, sprawiedliwi, zawsze jesteście przy Mnie. Czyż nie przypomina nam to przypowieści o synu marnotrawnym i wyrzutów sprawiedliwego syna: Ojcze, całe życie ci służę, nigdy nic mi nie dałeś, żebym urządził sobie chociaż ucztę z moimi przyjaciółmi, a kiedy przyszedł ten grzesznik, to przyjąłeś go. Ten twój syn, to już nie jest mój brat. Twój syn przyszedł, a ty go przyjąłeś, chociaż on wszystko stracił.
Miłość Boga jest niezmierzona. I w tej miłości przychodzi do najuboższych, do nas, których serca są niejednokrotnie zranione, poszarpane, i mówi: “Pójdź za Mną”, a Jego miłość zaczyna leczyć nasze wnętrze. Nie dziwmy się temu, że ktoś po wielu latach nawraca się, że wraca do Boga, nawet jeżeli wiódł życia godne potępienia. Dziwić się należy, jeżeli chrześcijanin nie chce i nie umie zrozumieć, jak wielką miłością Bóg obdarzył grzeszników, że dla grzeszników przyszedł. Sprawiedliwi nie potrzebowali Go aż tak bardzo, ale ci odsunięci na margines.
Bóg, z leczącą miłością, staje dzisiaj przede mną i mówi: “Pójdź za Mną”, już nie tak fizycznie, ale naśladuj Mnie: nie pokładaj całej nadziei w bogactwie, w dorobku swego życia, bo i tak na drugą stronę życia niczego, oprócz miłości, ze sobą nie zabierzesz. Jaką odpowiedź dam Bogu, gdy dzisiaj pochyli się nade mną i wypowie swoje pełne łagodności i miłości “Pójdź za Mną”? Czy zawaham się?
“Jeden jest Bóg i Ojciec, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich”. Ojcze, zadziałaj dzisiaj w moim sercu!


lipca 06, 2017

Jezus uzdrawia paralityka i odpuszcza mu grzechy

Jezus uzdrawia paralityka i odpuszcza mu grzechy

Słowo Boże na dziś

Czwartek, 13 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 9, 1-8

Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. A oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Ufaj, synu! Odpuszczone są ci twoje grzechy». Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: «Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem łatwiej jest powiedzieć: „Odpuszczone są ci twoje grzechy”, czy też powiedzieć: „Wstań i chodź!” Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» – rzekł do paralityka: «Wstań, weź swoje łoże i idź do swego domu!» On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom.
 

Refleksja nad Słowem Bożym


Jest pewien wróg zaprzysiężony, z którym ludzkość od wieków prowadzi walkę na śmierć i życie; walkę, która poprzez chwilowe zwycięstwa wiedzie ku nieuchronnej śmierci – tym wrogiem jest choroba. Istnieją podobno ludzie, którzy nigdy nie byli u lekarza, ale chyba nie ma osób, które by w swoim życiu nie chorowały. Ludzka wynalazczość zdąża ku temu, by opanować, zlikwidować choroby. I należy Bogu dziękować za te wysiłki, które zmierzają do ratowania życia, czy też leczenia człowieka. Bogu należy również dziękować za lekarzy, leczących chorych, tych wszystkich, którzy opiekują się chorymi. To jest wielki dar. Bóg pragnie, aby poprzez te wysiłki, chorzy odzyskiwali zdrowie.
Jakże cennym darem jest dar leczenia, jaki posiadają lekarze – związany jest z ich osobistą świętością. Ale i oni, nawet ci najświętsi, najwięksi specjaliści są często bezradni wobec choroby niszczącej organizm człowieka. Stajemy bezradni, a zarazem wciąż proszący Boga – przecież słowo: życzę ci zdrowia, jakże często płynie w czasie imienin, urodzin; może często na pierwszym miejscu wśród życzeń słyszymy słowo zdrowia, a Bóg inne dary doda. Tak często w życzeniach możemy usłyszeć, to zatroskanie o zdrowie dziecka bardzo często nie pozwala matce na spokojny sen, troska o starszych, schorowanych rodziców – tutaj okazuje się serce dzieci.
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam sytuację, w której przyniesiono do Jezusa sparaliżowanego człowieka; nie zostało powiedziane, czy to ktoś z rodziny, czy ktoś z przyjaciół. Jedno jest pewne: te osoby, które przyniosły owego człowieka, chciały mu pomóc; nie był im obojętny stan tego człowieka. Dowiedzieli się o tym, że Mistrz z Nazaretu przybywa, Ten, który powiedział: “Duch Pański posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, abym uciśnionych odsyłał wolnymi”. Czyż choroba nie jest swoistym więzieniem dla człowieka? Paraliż, nie pozwalający chodzić, działać ogranicza człowieka w jego istocie. Jezus staje się nadzieją dla tego człowieka.
Człowiek i dzisiaj poszukuje tej nadziei. Słysząc o lekarzu, specjaliście, rodzina chorego uda się tam, aby umówić się, aby zawieźć, bo pojawia się nadzieja, bo zapala się światło, iż ich chory będzie może na nowo przywrócony do zdrowia. Ale czy ci, którzy przynieśli tego człowieka, mogli się spodziewać, że będzie właśnie taki przebieg tegoż spotkania z Tym, który jest Lekarzem? Jezus okazuje się nie tylko lekarzem ciał, ale i dusz, serc ludzkich, a można by powiedzieć, że przede wszystkim serc ludzkich. Czyż ciało i dusza nie tworzą jedności w człowieku? Jeżeli ciało jest chore, jeżeli ktoś dowiaduje się o tym, że jest chory, to fakt ten zamyka często człowieka na innych, powoduje załamanie. Ale i grzech, wiemy, że zaciemnia oblicze człowieka. Przypomnijmy sobie scenę z Księgi Rodzaju – historię Kaina i Abla. Po zabiciu brata, Bóg pyta się go: “Dlaczego jesteś smutny? Dlaczego twoja twarz jest ponura?”. To grzech sprawia, że oblicze Kaina jest smutne, ponure.
My również niejednokrotnie doświadczyliśmy tej postawy ponurości, smutku, jako skutku grzechów, które zakradły się do naszego serca. A dzisiejszy świat, może pod sztucznym uśmiechem, służącym niejako maska, kryje często chorą duszę, którą trzeba uleczyć, bo cóż z tego, że ten sparaliżowany człowiek odzyskałby zdolność chodzenia, jeżeli dalej jego dusza byłaby chora. To Bóg zna serce człowieka – człowiek widzi to, co na zewnątrz, ocenia tylko po ludzku – Bóg zna serce każdego z nas i wie, że zdrowie nasze zaczyna się od zdrowia serca naszego, serca w którym będzie Jego miłość. Bogu niech będą dzięki za te dary, których nam użycza: za zdrowie. Czy dziękujemy Bogu za to, że dał nam wzrok, słuch, usta mówiące? Ale musimy pamiętać, że te dary mają służyć temu, aby Boga chwalić, Boga zobaczyć, aby głosić dobrą nowinę naszymi ustami. Nie trzeba również przekonywać nas, wierzących, o cudach, jakie dokonują się w sakramencie pojednania, bo tym sakramencie jest mowa w dzisiejszym czytaniu. Jezus uwalniający od grzechu.
16 czerwca 2002r., w Rzymie, Ojciec św. Jan Paweł II ogłosił Ojca Pio świętym. Czy to nie jest znak, aby każdy z nas Bogu dziękował za sakrament Pokuty, sakrament, który prowadzi ku wolności. Bo św. Ojciec Pio, ten więzień konfesjonału, stał się znakiem przez sprawowanie tego sakramentu, jak bardzo ludzkości dzisiaj potrzebny jest ten sakrament. W tym sakramencie Bóg czeka ze swoją mocą, swoim pełnym uzdrowieniem; mocą, która pozwala nam, jako Jego dzieciom, żyć i radować się tym życiem.
Jeszcze jeden moment w dzisiejszej Ewangelii: ten człowiek został przyniesiony do Jezusa. To jest takie wezwanie, które dzisiaj Bóg do nas kieruje, bo i my jesteśmy wezwani, aby “przynieść” do Jezusa tych, o których wiemy, że wymagają Jego leczenia. Jeżeli masz możliwość, aby porozmawiać z osobą, która długi czas nie była u spowiedzi – uczyń to; jeżeli rodzi się w twoim sercu dzisiaj taka myśl – idź za tą myślą, aby tą osobę zachęcić. Jeżeli czujesz jednak, że ta osoba jeszcze jakby nie dojrzała do tego momentu, to każdy z nas może i powinien przedstawiać Bogu tych, którzy są chorzy, szczególnie na duszy. Bóg dzisiaj nas wzywa, abyśmy i my otaczali osoby, które potrzebują Jego miłości, naszą modlitwą, uczynnością, miłością, bo to jest droga do tego, aby poruszyć i otworzyć ludzkie serca na Bożą miłość i miłosierdzie. Niech się tak stanie!
 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger