stycznia 31, 2017

Wskrzeszenie córki Jaira i uzdrowienie kobiety

Wskrzeszenie córki Jaira i uzdrowienie kobiety
Wtorek IV tydzień Okresu Zwykłego

Z Ewangelii według Świętego Marka
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg jeziora Genezaret, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto dotknął mojego płaszcza?» Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości». Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?»
Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!» I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących, wszedł i rzekł do nich: «Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: «Dziewczynko, mówię ci, wstań!» Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść. (Mk 5,21-43)

Refleksja nad Słowem Bożym

W dzisiejszej Ewangelii stają przed Panem Jezusem ludzie, któ­rzy znaleźli się w sytuacji ekstremalnej. Kobieta cierpiąca na upływ krwi była chora nieuleczalnie, skoro nie mógł jej pomóc żaden le­karz, choć nie żałowała na lekarzy swego mienia. Córka Jaira dogo­rywała, a zanim Jezus przybył do niej, umarła. Pan Jezus chciał tym ludziom pomóc, ale żądał od nich wiary. Chorej kobiecie powie­dział: „Córko, twoja wiara cię ocaliła”, a Jairowi, na wieść o śmierci córki: „Nie bój się, tylko wierz!” W ekstremalnych sytuacjach ludzie szukali u Pana Jezusa pomocy doraźnej. Taką właśnie pomoc, dzię­ki wierze, którą okazali, otrzymali. Kobieta była uzdrowiona ze swej dolegliwości, a martwą dziewczynkę ujął za rękę i rzekł do niej: „Dziewczynko, mówię ci, wstań. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła”.
Wiara jednak jest nie tylko doraźnym lekarstwem na ekstre­malne sytuacje. Jest ona również ostateczną odpowiedzią na osta­teczne problemy i jest ostatecznym i całkowitym ratunkiem na ekstremalne zagrożenia. Pan Jezus bardzo często spieszył ludziom z doraźną pomocą, ale sam na sobie pokazał, jak lekarstwo wiary stosować, aby skutki jego były tak trwałe, że rozciągać się będą na całą wieczność. Pan Jezus, żadnym cudem nie uratował siebie od męki i krzyża, lecz przyjął je z wiarą, jako sposób na zbawienie świata. Nas również wzywa, byśmy brali na siebie swój krzyż. Mamy to przyjmować z wiarą, a wtedy cierpienie przestaje być siłą destrukcyjną, a staje się bardzo cennym wkładem w dzieło zbawie­nia ludzi. Wiara przekształca każdą chorobę i cierpienie z czegoś negatywnego w coś, co jest pozytywne w najwyższym stopniu. Do tego trzeba jeszcze większej wiary niż do doraźnego, cudownego uzdrowienia, ale też takie przewartościowanie cierpienia jest jeszcze większym cudem niż cudowne uzdrowienie.
Podobnie Pan Jezus nie uchylił się od śmierci. Umarł i został pogrzebany. Umierał zawierzając ducha swego Ojcu. I to zawierze­nie nie zawiodło. Ojciec Go wskrzesił trzeciego dnia, a Chrystus powstawszy z martwych więcej nie umiera.
Zawsze kiedy stajemy wobec ekstremalnych sytuacji, kiedy sły­szymy doraźną diagnozę, kiedy trzeba popatrzeć w oczy śmierci, gdy przychodzi po naszych bliskich, a szczególnie po nas, trzeba koniecznie przypomnieć sobie słowa Chrystusa z dzisiejszej Ewan­gelii: „Nie bój się, wierz tylko”. Wtedy, gdy nikt nie będzie mógł nam pomóc, tylko wiara nas ocali.
Moi Drodzy! W tym rozważanym fragmencie Ewangelii nie jest najważniejszym to, czego Jezus dokonał, że uzdrowił kobietę, że wskrzesił córkę Jaira - ale dlaczego to zrobił. Dokonał tego, ponieważ chciał ówczesnym, ale też i nam, powie­dzieć, że jest Bogiem, że ma moc dania i zabrania życia. A my - dzię­ki naszej wierze, która polega na zaufaniu Jego słowom - doświad­czyć możemy Jego wszechmocy.
Dlatego nie odchodźmy od Jezusa, nie omijajmy Go, lecz idźmy za Nim, słuchając Go - jak te tłumy. Przyjmujmy Jego słowa z wiarą, a On będzie nas uzdrawiał i działał cuda, także i dziś. 

 

stycznia 30, 2017

Jezus uzdrawia opętanego

Jezus uzdrawia opętanego
Poniedziałek IV tygodnia zwykłego

Z Ewangelii według Świętego Marka
Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wyszedł Mu naprzeciw z grobowców człowiek opętany przez ducha nieczystego. Mieszkał on stale w grobowcach i nikt już nawet łańcuchem nie mógł go związać. Często bowiem nakładano mu pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą w grobowcach i po górach krzyczał i tłukł się kamieniami. Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i zawołał wniebogłosy: «Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie!» Powiedział mu bowiem: «Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka». I zapytał go: «Jak ci na imię?» Odpowiedział Mu: «Na imię mi „Legion”, bo nas jest wielu». I zaczął prosić Go usilnie, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy. A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosiły Go więc złe duchy: «Poślij nas w świnie, żebyśmy mogli w nie wejść». I pozwolił im. Tak, wyszedłszy, duchy nieczyste weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze. Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli o tym w mieście i po osiedlach. A ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie „legion”, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic. Gdy wsiadał do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł przy Nim zostać. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: «Wracaj do domu, do swoich, i opowiedz im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą». Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus mu uczynił, a wszyscy się dziwili. (Mk 5,1-20)

Refleksja nad Słowem Bożym

Chciejmy rozważyć dzisiaj to, co Jezus nam przekazuje poprzez słowa dzisiejszej Ewangelii. Całe to opowiadanie dzisiejsze o uzdrowieniu człowieka opętanego ukazuje nam w bardzo piękny sposób Jezusa pochylającego się nad grzesznym człowiekiem.
Opętany był bardzo upadłym człowiekiem. Duch nieczysty tak mocno poranił go grzechami, tak bardzo uzależnił od siebie, że nie mógł on już żyć w normalnej ludzkiej wspólnocie. I tak, jak słyszeliśmy, człowiek, który żyje gdzieś w grobach, nikt nie może do niego podejść, budzi postrach, staje się niebezpieczny dla innych.
Czy dziś spotykamy się z przejawami podobnych zachowań? Są takie zachowania dzisiaj u wielu ludzi. Są dzisiaj również tacy ludzie, którzy przez wiele lat lekceważą grzechy ciężkie. Czy oni nie są narażeni na opętanie? Są również tacy, którzy stają się niebezpieczni dla drugich. Przecież doświadczamy ciągle niepokoju, gdy w nocy wychodzimy na ulicę jakiegoś miasta. Zdarza się, że za kilka złotych pozbawia się życia niewinnego człowieka. Czy takie i podobne wypadki nie są swego rodzaju opętaniem w dzisiejszych czasach?
Jakie więc wyjście z tej sytuacji?
Ukazuje to sam Jezus, w odniesieniu do tego nieszczęśliwego człowieka. Gdzieś, w głębi, pod skorupą zła i tego całego opętania, dostrzega w nim fakt, że jest człowiekiem, że nosi w sobie obraz Boży i życie wieczne. Nie tylko dostrzega, ale ma moc, aby go uwolnić z tej sytuacji, by pokonać to, co wydaje się być bez wyjścia.
Ewangelia na innym miejscu ukazuje, jak to ktoś, słuchając nauki Jezusa i patrząc na Jego dzieła, zadziwił się i wypowiedział takie słowa: „Cóż to, jakaś nowa nauka z mocą? Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne”. Dialog Chrystusa ze złymi duchami ma coś sobie także z walki; to nieustanna walka. Ale Jezus Chrystus podejmuje tę walkę dla ratowania człowieka, dla jego zbawienia.
Jakie wnioski nasuwają się nam, gdy rozważamy właśnie ten fragment Ewangelii?
To cudowne uwolnienie – jest tutaj w pewnym sensie zawarty jakiś nakaz misyjny, jaki zostawia nam Chrystus. Mamy więc iść wszędzie tam, gdzie cierpi człowiek, by nieść ulgę, wybawienie, radość. To właśnie czynią misjonarze, którzy zostawiają swój dom, środowisko, a częstokroć własną Ojczyznę, by szukać tych, co się zagubili, tych, co potrzebują uzdrowienia. Jezus dokonuje tego uzdrowienia właśnie po drugiej stronie jeziora, w kraju Gerazeńczyków, a więc na terenach pogańskich.
Ten fragment Ewangelii pokazuje nam także postawę Jezusa wobec opętanego. Jest to dla nas wszystkich wielkie wołanie o zachowanie godności każdego człowieka. Każdy człowiek, a nawet ten z dzisiejszej Ewangelii, opętany człowiek, nosi w sobie godność dziecka Bożego, choć ten obraz Boży, jaki otrzymał człowiek na chrzcie św., został przez grzechy tak bardzo zamazany.
Ewangelia dzisiejsza pokazuje nam człowieka uzdrowionego ze swojego opętania, co więcej, ten sam człowiek uwolniony może stać się również świadkiem obecności i działania Chrystusa na ziemi. To dzieje się także dzisiaj. I tak, jak wcześniej czynił tyle zła przez swoje grzechy, tak po swoim nawróceniu może uczynić wiele dobra, może mieć duży wpływ na zmianę innych ludzi. Bardzo wiele przykładów ludzi, którzy gdzieś pogrążeni w nałogach, wyrwawszy się z tych nałogów, stają się prawdziwymi apostołami i pomagają innym w pokonaniu zła.
Władysław Smólski w książce „Franciszek rozdaje słońce” nazy­wa szatana błaznem i przedrzeźniaczem Pana Boga. Szatana, mimo całej jego inteligencji, nie stać na nic oryginalnego. Mówiąc NIE Panu Bogu przetwarza w sobie, jak w krzywym zwierciadle, wszyst­kie dzieła Boże na zwyrodniałą karykaturę. Takiego "błaznowania" i "przedrzeźniania" próbuje również w sercu człowieka. Duchowe życie człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga, jest bardzo bogate. Dlatego w ludzkim wnętrzu jest wiele spraw, które można wykoślawić i skarykaturować. Dlatego zło, które rodzi się w ludzkim wnętrzu może mieć na imię: drużyna, pluton, kompania... czy też legion.
Zło, jak to zostało wyżej powiedziane, nie jest oryginalne. Jest ono nieudanym naśladowaniem dobra. Próbuje zachować jego pozory, ale będąc w istocie sprzeciwem wobec dobra, jest przecież jego przeciwieństwem. Kłamstwo, na przykład, ubiera się gorliwie w szaty prawdy. Przedstawia się bardzo skomplikowane dowodze­nie, by uzasadnić zupełnie zafałszowaną tezę. Stosuje się zasady lo­giki, umiejętnie pomijając najważniejsze przesłanki. Kłamstwa głosi się z takim przekonaniem i wzruszeniem, że rzeczywiście czasem trudno je odróżnić od prawdy. Kłamstwo wygląda więc pięknie i przekonywająco, ale niech no tylko ktoś zacznie budować swoje życie lub życie społeczne na fundamencie kłamstwa! Wtedy się okaże co to za materiał. Rozpusta, zdrada i niewierność często przyobleka się w szaty miłości. Miłością nazywa się największe podłości i zwyrodnienia i jeszcze się mówi: „Miłość ci wszystko wybaczy”. Ale niech no ktoś zaufa takiej miłości i wtedy zobaczy, jakie szczęście daje ona ludziom! Szatan pomaga również czło­wiekowi utworzyć karykaturę sprawiedliwości. Oszustwo i kradzież, maltretowanie człowieka i morderstwo przedstawiane są wtedy jako wymiar sprawiedliwości. Broń nas, Boże, przed taką „sprawiedliwością”! Najgorsze jest to, że człowiek, który pozwala „Złemu” na taką działalność w swojej duszy, sam staje się karykaturą i przedrzeźnianiem dzieła Bożego. Człowiek przestaje być czło­wiekiem a staje się...
I tutaj Ewangelia podsuwa słowo bardzo negatywne, zarówno w odczuciu pierwszych słuchaczy Ewangelii, jak i tych, którzy słuchają jej dzisiaj. Dla Żydów świnia była zwierzęciem nieczystym i godnym pogardy. Dzisiaj również świnię ocenia się, mimo jej niewątpliwych zalet, w sposób bardzo lekceważący. Wymowa dzi­siejszej Ewangelii jest taka: W człowieku i wśród ludzi prawda, dobro, sprawiedliwość i miłość powinny przebywać w czystej postaci. Szatańskie karykatury tych wartości nie są godne nawet świń, bo szkoda, żeby piękne i smakowite świnki tonęły w odmętach z powodu diabelskiego błaznowania. Ale lepsze już to, niż gdyby szatańskie wytwory miały pozostać w człowieku, a sam człowiek miałby zostać błaznem.
Prośmy dzisiaj samego Chrystusa i Jego Matkę, aby wszyscy, którzy są uwikłani w jakiekolwiek opętania przez grzech, dostąpili uwolnienia ze swoich słabości. Prośmy także, aby – na wzór Chrystusa – znaleźli się tacy, którzy im w tym dopomogą. 


stycznia 29, 2017

4. Niedziela Zwykła (A) - „Błogosławieni jesteście...”

4. Niedziela Zwykła (A) - „Błogosławieni jesteście...”
Kazanie Jezusa na Górze - Błogosławieni jesteście
Z Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami: «Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie». (Mt 5,1-12a)

Refleksja nad Słowem Bożym

Gdy ludzie smutni, po spotkaniu ze mną będą mniej smut­ni...
Gdy ludzie zakrzyczani, spłoszeni, zastraszeni, po spotkaniu ze mną podźwigną się i ucieszą...
Gdy zmęczeni dochodzeniem sprawiedliwości, po spotkaniu ze mną, ucieszą się, że nie zostali sami w świecie przemocy...
Gdy wrażliwi na cudze niedole, będą po spotkaniu z nami odważniejsi w podejmowaniu wysiłków dla opieki nad najsłab­szymi...
Gdy czyste intencje ludzi prawych ktoś uzna, doceni, uwie­rzy w bezinteresowność...
Gdy ludzie, którym zależy na pokoju wśród rodzin, naro­dów, wyznań, ucieszą się, że w nas zyskali sprzymierzeńców...
Gdy dręczeni i upokarzani dla swoich postaw nieprzekupnych, będą się sądować, że z nami mogą się dzielić trudem pra­wości...
Oczywiście, że zło w świecie, szatan, ojciec podziałów, przemocy, nieprawości wymyśli przykrości, prześladowania...
Cieszcie się i radujcie, bo wielka jest zapłata wasza w niebiesiech” Mt 5,12.
A w dniu ostatecznym
spadnie na nich całe błogosławienie,
jakie mówili za nimi ci, którzy ich spotkali...
i w dniu ostatecznym
spadać będzie wszystko zasmucenie,
jakiegoś stali się przyczyną
przez dni swojego życia...”
(Wiktor Gomulicki „Sen")
Gdy przyszedł, zajaśniało światło, gdy odszedł, światło zgasło”, tak opisali życie swojego współbrata zakonnicy w krypcie kościoła św. Jana.
...Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławio­ny Owoc żywota Twojego, Jezus...” jakie wspaniałe słowa, co­dzienne wezwanie, które mogłoby być marzeniem osobistym ludzi dobrej woli, pragnących być dobrem dla innych.
...Błogosławiony jest lud, którego Bogiem jest Pan”, pod­powiada Psalm 143, chcąc podkreślić znaczenie więzi i źródła dobra, jakim staje się Pan Bóg dla tych, którzy Nim żyją.
...Błogosławiony, kto w imię Pana przychodzi, my z domu Pańskiego wam błogosławimy”. Psalm 117,26 brzmi jak pole­cenie dla naszej wspólnoty modlitewnej, która powróci do do­mów, aby błogosławić bliskim.


stycznia 28, 2017

Jezus ucisza burzę

Jezus ucisza burzę
Sobota III tygodnia zwykłego

Z Ewangelii według Świętego Marka
Owego dnia, gdy zapadł wieczór, Jezus rzekł do swoich uczniów: «Przeprawmy się na drugą stronę». Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. A nagle zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała wodą. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?» On, powstawszy, zgromił wicher i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!» Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary!» Oni zlękli się bardzo i mówili między sobą: «Kim On jest właściwie, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?» (Mk 4,35-41)

Refleksja nad Ewangelią

Panu Jezusowi są posłuszne wicher, jezioro i wszystkie żywioły. My natomiast jesteśmy jak plewa, którą wiatr rozmiata (por. Ps 1, 4). Nie potrafimy kształtować pogody, a nawet prognozy nie zawsze są trafne. Nie panujemy nad tym wielkim żywiołem, jakim jest ziemska atmosfera, bo znajomość tego, co się w atmosferze dzieje jest jeszcze bardzo mała. Meteorologia dopiero rozpoczęła swój po­chód ku naukowej prawdzie. Tym bardziej wiedza i doświadczenie prywatnych meteorologów, nawet starych górali, są tutaj niewystar­czające. Pan Jezus panuje nad żywiołem, bo to On dobywa wiatr ze swoich komór (Ps 135,7), mocą swą wywiódł wiatr południowy (Ps 78,26) i On przechadza się na skrzydłach wiatru (Ps 104,3). On jest mądrością, przez którą wszystko zostało stworzone, która przenika wszystkie tajemnice świata.
W ostatnich latach szczęśliwie nas omijają wielkie wichury i powodzie. Nie nawiedzają nas tajfuny i trzęsienia ziemi. Zdarzają się jednak inne wzburzenia: w nas samych i pomiędzy ludźmi. Te burze bywają nawet groźniejsze niż kataklizmy przyrody. Mają jednak one jedną dobrą stronę: choć nie zawsze dadzą się przewidzieć, to jednak człowiek ma moc, aby nad tymi "żywiołami" zapanować. Tą mocą jest rozum i dobra wola. Panu Jezusowi w opanowaniu burzy na jeziorze pomogła mądrość - znajomość dogłębna praw przyrody - i moc, której wszystkie siły przyrody są podporządkowane. Aby pokonać burze, które wstrząsają duchem człowieka, aby zaprowadzić pokój między ludźmi potrzebna jest również mądrość. Bardzo przydaje się tutaj znajomość psychologii i socjologii. Wystarczy jednak zwyczajna mądrość, której człowiek uczy się na uniwersytecie życia. Potrzebna jest więc osobista refleksja nad tym, co czujemy, czego pragniemy i do czego dążymy. Potrzebny jest osąd naszych czynów. W ten sposób realizujemy starą zasadę "Poznaj samego siebie". Następnie miarę swego czło­wieczeństwa trzeba przyłożyć do tego, co mówią i co czynią inni ludzie. Łatwiej będzie innych zrozumieć, jeśli zastanowimy się nad tym, co ja bym w takiej sytuacji powiedział lub zrobił. Samo po­znanie nie wystarczy, oczywiście, by opanować burze, które szaleją w człowieku i wśród ludzi. Potrzebna jest jeszcze wola działania i samo działanie. Człowiek dysponuje wystarczającą potęgą woli, by skutecznie powiedzieć sobie samemu: "Milcz, ucisz się". Mamy rów­nież dość woli, by skutecznie powiedzieć: "Milcz" burzom pomiędzy ludźmi. Najskuteczniej wnosimy ciszę pomiędzy wzburzone umysły i języki - właśnie milczeniem. Wyciszone i uspokojone serce człowieka jest wśród kłótni, swarów, wyzwisk i walk jak beczka oliwy wylana na wzburzone fale.


stycznia 27, 2017

Rozwój Królestwa Bożego

Rozwój Królestwa Bożego
Z Ewangelii według Świętego Marka
Jezus mówił do tłumów: «Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo». Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu». W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom. (Mk 4,26-36)

Refleksja nad Ewangelią

Pan Jezus objaśniał uczniom swoje przypowieści. Wymaga rów­nież wyjaśnienia przypowieść o ziarnie wrzuconym w ziemię. Mógł­by ktoś bowiem sądzić, że o rozwój królestwa Bożego nie trzeba się troszczyć. Ono, jako dzieło Boże, i tak się rozwija, niezależnie od tego, czy człowiek czuwa, czy śpi. Prawdą jest, że człowiek nie ma decydującego wpływu na kiełkowanie, rozwój i owocowanie ziarna. Spowodowanie tego procesu i kierowanie nim jest poza zasięgiem ludzkich możliwości. Człowiek w każdej uprawie spełnia funkcje drugorzędne, ale przecież również ważne i konieczne. Taki podział funkcji i zadań nie zwalnia człowieka z pracy i starania, ale uwalnia rolnika od troski najważniejszej. Rolnik musi się troszczyć o przy­gotowanie gleby, o zasianie ziarna, o ochronę uprawy przed szkod­nikami, ale nie musi troszczyć się o to, by w ziarnie obudził się proces życia, który doprowadzi do rozkwitu i owocowania.
Podobnie jest z rozwojem królestwa niebieskiego. Zostaliśmy wezwani do siewu, do pracy w winnicy Pańskiej, do żniwa. Na tym polu mamy zrobić wszystko, co do nas należy. Trzeba to wykonać jak najlepiej, ale na szczęście, nie musimy się martwić o to, czy ziarno przez nas zasiane zakiełkuje, czy wzrośnie i wyda plon. W słowie Bożym jest moc Boga. Ono nigdy nie wraca do Boga nie spełniwszy swego zadania. Kiedy patrzymy na proces rozwoju kró­lestwa Bożego w ciągu wielu wieków i na przestrzeni całej ziemi, widzimy, że jest to prawo, które działa niezawodnie. Czasem siewca nie może doczekać się zielonych pól, czasem wydaje się, że wszyst­ko przepadło, że mrozy tak skuły glebę, iż życiodajna moc ziarna została zniszczona. Dzisiaj mamy tak wiele dowodów na to, że sło­wo Boże jest żywe i skuteczne, że nic nie zdoła go uśmiercić i pozbawić mocy. To, co dzieje się na terenach byłego Związku Radzieckiego, w Albanii, w Chinach jest potwierdzeniem tego prawa. Głębokie zrozumienie tej przypowieści pozwala spokojnie pracować misjonarzom i ewangelistom. Nawet gdy nie widzą natychmiastowych owoców swojej pracy, nie zniechęcają się. Pracują gorliwie nad siewem, bo wiedzą, że to Bóg daje wzrost.
To prawo dotyczy również królestwa Bożego, które jest w nas. W momentach, kiedy żywo odczuwamy powołanie do świętości, do ścisłego zjednoczenia z Bogiem, do apostolstwa, do kontemplacji... ogarnia nas przerażenie. Wiemy przecież jacy jesteśmy słabi i ja­kie są nasze możliwości.
Zrozumienie przypowieści Pana Jezusa o ziarnie zasianym w ziemi i o jego możliwościach pozwala nam zachować spokój. Wystarczy zrobić to, do czego jesteśmy zdolni i co leży w granicach naszych możliwości. Nie trzeba nadzwyczajnych wyczynów. Wy­starczy wierność Bogu, poddanie się Jego kierownictwu i wyko­rzystanie każdej łaski. Codzienna modlitwa, Komunia święta, praca nad sobą, wypełnianie zwykłych obowiązków to praca nad glebą. Ziarno zasiewa Bóg i to On daje jego wzrost.


stycznia 26, 2017

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju
Z Ewangelii według świętego Łukasza
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”». (Łk 10,1-9)
.
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Moi drodzy, w kontekście dzisiejszej Ewangelii rodzi się pytanie: Kto jest godny pokoju? Ten temat od dawna właściwie przewija się w naszych rozważaniach, a ostatnio jest pierwszy i jedyny – temat pokoju. I może nam się wydawać, że już wszystko na ten temat zostało powiedziane; możemy myśleć, że ostatnie miesiące pokazały, a zwłaszcza spotkanie w Asyżu, że już dosyć modlitwy o pokój popłynęło. Przecież modliły się wszystkie religie świata. W 2002 roku do Asyżu przybyli reprezentanci 80% ogółu wierzących na świecie. To było bardzo wielkie wołanie o pokój. I wydaje się, że całemu światu temat pokoju jest najbliższy; wydaje się, że nie ma takiego człowieka, który by nie bał się wojny, przemocy, terroryzmu i nienawiści.
Dziś wypowiada do nas Pan Jezus trudne słowa: „Idźcie, gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie:«Pokój temu domowi». Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim, jeśli nie, powróci do was”. Kto wobec tego jest niegodny pokoju? Ten, kto nie chce i nie potrafi go przyjąć; ten, kto mówi: a niech się inni modlą; ten, kto myśli, że wojna i lęk nie mogą go dotknąć – jest naiwny – ten, kto odpowiedzialność za pokój zrzuca tylko na rządzących i polityków. A tymczasem, to właśnie my, my religijni, my wierzący, my mamy ten pokój nieść. Do nas Pan Jezus dzisiaj mówi, o ten pokój woła; to jest nasze powołanie. Bo nie chodzi tylko o czasowy rozejm, o zaprzestanie walk, chodzi o coś znacznie więcej: o pokój w ludzkich sercach, o pokój sumień, o przebaczenie, o pojednanie. O to wołał wczoraj Ojciec św.: o przebaczenie właśnie, o to, by pokoju nie zapewniać siłą, ale przez wzajemne zaufanie. „Bóg jest jeden – tak mówił również papież – i Duch Święty działa we wszystkich religiach”. A my, katolicy, wiemy, że Jezus przyszedł do wszystkich ludzi, i dlatego św. Paweł mówi dziś tak wyraźnie, że „pokój mamy od Boga Ojca i Chrystusa, naszego Pana”.
Ten pokój mamy nieść światu. Ten pokój głosili uczniowie św. Pawła, dzisiejsi patronowie: Tymoteusz i Tytus, których dziś wspominamy. Ta misja pokojowa jest udzielona nam, którzy wierzymy i ufamy, którzy modlimy się wspólnie. W modlitwie jest źródło pokoju naszych serc, naszej duszy, naszych wzajemnych relacji. Pokój rodzi się nie tylko w konstytucjach pokojowych, na papierze, w deklaracjach, ale w naszych ludzkich sercach. Prośmy Jezusa o pokój, bo On jest źródłem pokoju, bo On jest Panem naszych serc, naszych sumień; módlmy się i prośmy nie tylko dla nas, ale dla wszystkich ludzkich serc świata; prośmy, jak św. Franciszek z Asyżu:
Panie, uczyń nas narzędziem Twojego pokoju,
byśmy nieśli miłość, gdzie nienawiść,
światło, gdzie ciemność,
nadzieję, gdzie rozpacz;
byśmy bardziej chcieli dawać, niż brać,
byśmy bardziej chcieli kochać,
niż tej miłości szukać. AMEN.


stycznia 25, 2017

4. Niedziela Zwykła (A) – Obietnice Boga

4. Niedziela Zwykła (A) – Obietnice Boga
Kazanie na Górze - Osiem błogosławieństw
Drogi Bracie, droga Siostro! Słowami Błogosławieństw woła Bóg do całej ludzkości – woła do mnie, do ciebie. Zawarł w nich swoje obietnice dla każdego człowieka i wskazał w nich drogę do osiągnię­cia tych obietnic. Tymi jednak, którym Błogosławieństwa przekazał bezpośrednio, my jesteśmy, uczniowie Chrystusa.
Kto z nas może słuchać tych słów obojętnie? Choć już tyle razy przeszły one przez naszą świadomość, poruszają zwłaszcza tych, którzy wcielili Błogosławieństwa w swoją codzienną modlitwę. Jest w tych słowach Jezusa, Boga-człowieka, Słowa przedwiecznego, ta moc, która stworzyła świat z nicości. Te słowa, jeśli człowiek otworzy przed nimi serce, mają stwórczą moc. I wszędzie tam, gdzie mogą działać, tworzą z człowieka tej ziemi człowieka nowego. W sercu, które się otworzyło na Błogosławieństwa, Bóg sprawia to, co zapowiedział w ostatniej Księdze Objawienia: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21,5). Jest w tych słowach twórcza moc Boża, która już dziś, teraz, otwiera człowiekowi udział w królowaniu Boga: „Królestwo Boże jest w was” (Łk 17,21); „Błogosławieni ubodzy w duchu, bo do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3).
Otrzymaliśmy w Błogosławieństwach wielkie obietnice. Nikt nam takich obietnic nie da i dać nie może – tylko Bóg. Wszystkie inne są małe, nie na miarę człowieka. Posiądziemy na własność ziemię – to obietnica nieśmiertelności na nowej ziemi, którą Bóg dla nas stworzy; dla nas, co z tej ziemi, na której dziś stoimy, musimy wszyscy odejść jak przechodnie. Bóg da nam nową ziemię na własność w taki sposób, w jaki On, Stwórca, jest właścicielem wszystkiego. Będziemy pocieszeni i będziemy nasyceni. Co to znaczy, wyjaśnił Chrystus Pan podczas ostatniej wieczerzy: „Smutek wasz zamieni się w radość... zobaczę was i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (J 16,20. 22). Wyjaśnił i św. Paweł: „Bóg będzie wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15,28). Będziemy zanurzeni w życiu najświętszego Boga po latach cierpień, po latach tęsknoty do życia w pokoju – którego świat dać nie może, po latach pragnienia wolności i sprawiedliwości. Dostąpimy miłosierdzia, które sprawiło, że Bóg stał się człowiekiem i umarł na krzyżu za nasze grzechy. Będziemy oglądać Boga, którego nikt nigdy nie widział na tej ziemi. Człowiek zostanie przebóstwiony łaską Boga, podobnie jak chleb przemienia się w ciało Chrystusa. Otrzy­mamy niejako wzrok Boga: „Będziemy do Niego podobni... ujrzymy Go takim, jakim jest” (1 J 33,2). Będziemy, wreszcie, nazwani synami Boży­mi. Jest jeden, jednorodzony Syn Boży – i oto Ojciec nazwie ciebie, bracie i siostro, zwróci się do ciebie Jego imieniem. Usłyszysz imię, które On sły­szy zawsze i usłyszał jako człowiek: „Synu mój!” To nowe imię „syna” bę­dzie ci dane wszystko jedno, czy tu na ziemi jesteś kobietą, czy mężczyzną, na zawsze, nieodwołalnie. „Będą oglądać Jego oblicze – czytamy w Księ­dze Apokalipsy (22,4. 5) – a imię Jego na ich czołach... i będą królować na wieki wieków”. Tak powie nam Bóg, do którego mówimy teraz na ziemi – „Ojcze nasz”... Błogosławieni, którym dano takie obietnice. Błogosławieni, którzy przyjęli takie obietnice.
Bóg, dając wszystkim ludziom swe obietnice, ukazał zarazem, kto je naprawdę przyjmuje, kto doświadcza ich prawdziwości i kto je w pełni osiągnie. To ludzie ubodzy w duchu, którzy nie mają swojej własności na tej ziemi, lecz wszystko, co posiadają, choćby mieli do dyspozycji bogactwa świata, jest dla nich własnością Boga. To ludzie, którzy płaczą z bólu, lu­dzie cierpiący i bezradni wobec choroby, niesprawiedliwości i śmierci; po­dobni są do Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, pogrążonego w udręce i powta­rzającego te same słowa: „Nie moja wola, lecz twoja niech się stanie” (Łk 22,42). To ludzie cisi, nie używający przemocy; miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec niebieski, który „sprawia, że słońce jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi i zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5,45). Ci, co przyjęli Błogosławieństwa i doświadczają ich prawdziwo­ści, to ludzie czystego serca, którzy pod okiem Boga wykorzeniają ze swych myśli i pragnień pychę, chciwość, nieczystość, zazdrość i gniew. To także ludzie wprowadzający pokój i prześladowani dla sprawiedliwości; prześla­dowani, ponieważ wypełniają wolę Boga i Jego przykazania.
Ci ludzie nie tylko dostąpią kiedyś obietnic. Oni już na tej ziemi doznają ich niebiańskiego smaku, bo żyją w wolności, pokoju i radości synów Bo­żych. Jak radosny był ubogi święty Franciszek z Asyżu! Jak wypełniona obecnością Boga była Maryja pod krzyżem swego Syna! W jakim pokoju żył nasz Pan, Jezus Chrystus, który w swym ludzkim życiu na ziemi był w najwyższym stopniu ubogi, miłosierny, czystego serca! W takim pokoju, radości i wolności może żyć każdy, kto uwierzy w obietnice Boga i przyjmie Jego Błogosławieństwa „sercem szlachetnym i dobrym” (Łk 8,15).

Błogosławieni, czyli szczęśliwi

Drogi Bracie, droga Siostro! Zastanawiasz się czasem, czy to wszystko, co powiedział Pan Jezus, te wszystkie napomnienia, przykazania, rady, czy to wszystko jest aż tak konieczne, aby być szczęśliwym? Czy w życiu chrześcijanina zawsze trzeba aż tyle trudu, cierpień i wyrzeczeń, aby osiągnąć prawdziwe szczęście?
Mówisz: „To może było i dobre, ale dwa tysiące lat temu, a nie dzisiaj. Dziś jest inaczej. Wszystko się zmienia, idzie do przodu. Kto w dzisiejszych czasach, w czasach takiego postępu i rozwoju cywilizacji, w czasach, gdzie rządzi przemoc i pieniądz - któż chce być prawdziwym chrześcijaninem? Trzeba by wtedy zachowywać przykazania, niejednokrotnie zrezygnować z wygodnego życia, trzeba by chodzić do kościoła, poświęcać swój czas dla Pana Boga, trzeba by po prostu być uczciwym. A to, niestety, nic nam nie daje, żadnych widocznych korzyści, a czasami wydaje się, że wręcz przeciwnie - same straty. W dodatku moglibyśmy się narazić opinii publicznej, moglibyśmy zostać posądzeni o zacofanie, a może nawet wyśmiani. Chrześcijaństwo - owszem, ale życie jest życiem, niestety...”.
Szczęśliwi, „błogosławieni, którzy...” (Mt 5,4) - takie słowa znajdujemy na kartach Pisma Świętego. Tak mówił Jezus do otaczających Go tłumów. Tak mówi do nas dzisiaj. Tak mówi także i do ciebie. A ty się bronisz i mówisz: „To przecież nielo­giczne, to jakieś nieporozumienie. Nikt nigdy nie nazwie szczęśli­wymi płaczących, miłosiernych, cierpiących, prześladowanych (nawet dla sprawiedliwości), ubogich. Tacy ludzie raczej wzbu­dzają litość i współczucie. Szczęście chyba wygląda inaczej”.
Podobnie jak ty myśli wielu. Obserwują, rozważają, kalkulują i... odrzucają propozycję Jezusa z Nazaretu. Taka to już jest ludz­ka mądrość. Wielu jej zaufało. Wielu zaufało ludzkiemu sposobowi myślenia i wartościowania. Postawiło na pierwszym miejscu nie to, co Boże. Zdobywali świat - władzę, pieniądze, sławę, odrzu­cając zasady i wartości chrześcijańskie. I, jak powszechnie się uważa, byli szczęśliwi. Być może... Jedno jest pewne: to ich wątpliwe szczęście nie trwało wiecznie. Bo życie ziemskie musiało się kiedyś skończyć, a potem... Potem już nic nie byli w stanie zrobić. Potem czekała ich nicość i pustka. Potem czekała ich śmierć, bo odrzucili życie.
Zastanów się dobrze, co dla ciebie jest najważniejsze. Obser­wuj, rozważaj, kalkuluj i wybierz! Mam nadzieję, że wybierzesz to, co słuszne. Ze wybierzesz nagrodę nieprzemijającą, szczęście wieczne przygotowane dla nas w niebie. Pan Jezus nie mówi wca­le, że Królestwo Boże należy do bogatych, mądrych, sławnych czy do tych, którzy żyją wygodnie, nie zważając na normy i wyma­gania postawione przez prawo Boże. I nie nazywa ich szczęśli­wymi. Natomiast błogosławieni, czyli szczęśliwi, są: ubodzy du­chem, czystego serca, miłosierni, cierpiący prześladowania, cisi, smutni oraz ci, którzy pragną sprawiedliwości, i ci, którzy wprowadzają pokój. Błogosławieni jesteście wy wszyscy, którzy ufacie Panu, słuchacie Jego słów i, mimo wszystko, zachowujecie je w swoim życiu. Mimo urągań i prześladowań. „Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie” (Mt 5,12).


stycznia 24, 2017

4. Niedziela Zwykła (A) – Doświadczanie świętych

4. Niedziela Zwykła (A) – Doświadczanie świętych
Dzisiejsze teksty liturgii słowa uważnie czytają ludzie prawi, szlachetni, sprawiedliwi, których Ewangelia nazwała błogosławio­nymi; i to czytają do końca, łącznie z ostatnim zdaniem, które mówi o prześladowaniu. Właśnie ten ostatni wyraz podkreślmy sobie w dzisiejszym rozważaniu.
Po wygłoszeniu pochwały dla ludzi świętych – błogosławio­nych, Nauczyciel jakby sprowadził słuchaczy w realia świata, jak­by uprzedzał łatwy entuzjazm. Wspomina o trudach drogi, którą idą Jego wybrani. To bardzo ważne, aby rozumieć tę, powiedzie­libyśmy, niesprawiedliwość. Właśnie ci wyjątkowi stanowią przed­miot szczególnych doświadczeń, żeby nie powiedzieć – cierpień. Ewangelia mówi o tym bardzo spokojnie, stwierdza zwyczajność, jakby chciała oswoić z myślą tych, którzy przeżyją smutne do­świadczenia z ludźmi, i czasami boleśnie pozbawieni radości Bo­żych. Dwa wyrazy najczęściej powtarzane przy świętych, brzmią w języku polskim podobnie: naśladowanie i prześladowanie. Jak­by sama wymowa chciała przyzwyczaić nas do tej pary, która przeważnie się nie rozstaje.
Nie ma świętości bez wyrywania się z pęt doczesności, a prze­dzieranie się przez doczesność rani boleśnie. Świat nie jest grzecznym uczniem, który słucha mądrych ludzi i przyjmuje wdzię­cznie ich rady. To nie dobrze ułożone dziecko, które kocha tych, którzy je kochają. Świat bardziej przypomina wzburzony stru­mień, który płynie wartkim, niespokojnym życiem, gotów ranić i znosić, co na jego drodze. Świat popłynął kiedyś, przez fakt grzechu, w poprzek drogi Bożej, i choć tyle razy płakał na błędnej drodze, nadal uparcie zasłania oczy. Świat nie mówi: dziękuję świętym znakom, dobrym rokom, dobrym ludziom, choć wie, że oni stanowią szansę życia. A zadaniem świętych, błogo­sławionych, będzie wierne trwanie, mimo odrzuceń, zranienia i bólu, pozostanie w zasięgu miłości. Poranione ręce ludzi świę­tych, nie tylko uznanych oficjalnie, codziennie wynoszą ludz­kość z poniżenia. Pokornymi stopniami ku górze, do życia godniejszego, byli i pozostaną cierniste życiorysy prawych ludzi. Bło­gosławieni i doświadczani jak drzewa o rozłożystych konarach, które osłaniają od wiatru i chronią przed burzą, narażone na pierwsze uderzenia złych wiatrów, na trucizny przemysłowego po­wietrza, tak oni, dziś błogosławieni – stają w drodze nikczemności, aby osłonić, rozumieć, wspierać. Zdarza się, że skarżą się przed Bogiem i przed Nim leczą zmęczone serce. Ale gdzieś, w ich osłonie, chroni się człowiek słaby, podniesie upadły, przetrwa znękany i wystarczy czasu na wzrost lepszego losu.
A przecież rodzi się pytanie, czasem bolesne, bo własne, czy tak musi być? Czy właśnie tak, że ci najlepsi, ci prawi? Dla­czego tak doświadczani? Gdy F. Dostojewski zwiedzał muzeum w Bazylei i przystanął przed wspaniałym obrazem zdjęcia ciała Chrystusowego z krzyża, scena wywarła na nim wstrząsające wrażenie. Stał bez ruchu kilka kwadransów. Potem z najgłębszą rozterką pytał żony: Dlaczego? Za co? Nie pojmuję! Może, jak napisano, ziarno, gdy umiera rodzi plon. Umiera całe, oddaje siebie całkowicie, aby być zwielokrotnionym? Gdy w pamiętnym dniu na Placu św. Piotra w Rzymie padły strzały, świat wstrzymał oddech, przerażony i wstrząśnięty. Dlaczego? Za co? Nie poj­muję! Widocznie starczyło to, co było. Ziarno zrodziło nowe życie, niepojęte, wpadło w nasz świat – zrodziło świętego w osobie św. Jana Pawła II.
W nauczaniu o odkupieniu świata, posłuży się Jezus porów­naniem do budowania domu, który opiera się na fundamencie wtłaczanym w ziemię, a On sam, Zbawiciel, staje się jakby ka­mieniem węgielnym, czyli tym najgłębiej, na który naciskają wszystkie siły i cały ciężar, który narażony jest na zgniecenie, a przecież musi wytrwać, utrzymać ściany i dach. Może w tym kamieniu nowego świata trwa społeczność świętych, którzy swo­im życiem utrzymują budowlę świata. G. Beroanos napisał esej o trudnym życiu ludzi świętych, szlachetnych, dobrych; posłużył się takim porównaniem: świat podobny jest do pięknego ptaka, który szybuje nad przepaściami. Trzeba ustawicznego wysiłku skrzydeł, aby utrzymać się na wysokości, aby nie runąć w dół, nie rozbić się w głębinach. Takimi skrzydłami świata są święci. Na nich spada ciężar sprzeciwu złym mocom, złej sile; oni zno­szą bezwład masy, który nawet tego nie wie, często ich nie rozumie. To ich zmęczenie i ból ocala życie reszty. Czy można mówić o prześladowaniu skrzydeł? Ale można myśleć z wdzięcz­nością, bo swój błogosławiony trud wznoszenia, dźwigają, zdarza się, we łzach. Ewangelia przywołuje dzisiaj tych ludzi świętych i pociesza, nazywając pięknie – błogosławionymi.
Ubodzy w duchu – doświadczani; duchy wolne od chytrości, skąpstwa, od presji posiadania rzeczy. To daje niezależność, bu­dzi zdziwienie, nieufność. Tłum woli takich, których można ku­pić i sprzedać. Świat podziwia ich postawy, czasem szczerze bło­gosławi, ale potrafi być także okrutny; wiele doświadczą.
Błogosławieni, którzy się smucą – doświadczani. Istnieje smu­tek, który jest wyrzutem ku zbawieniu. Chodzi za człowiekiem i nie pozwala spocząć. Z takim smutkiem patrzą czasem ci, któ­rzy kochają i ufają. Z takim smutkiem mówią matki ważne słowa, żegnają prawdziwi przyjaciele, odprowadzają naprawdę wierni. Krzyk można zakrzyczeć, gniew można upokorzyć, ale ten smutek pozostaje nietykalny. Wasz smutek musi być komuś świa­tłem zbawienia, ale bywa, że pozostawia bolesne blizny cier­pień.
Błogosławieni cisi – doświadczani. Świat zawsze staje nie­pewnie przed ciszą. Cisza jest świadectwem wolności, lub zna­kiem prawdy. Cisza krzyża jest wyznaniem miłości. Ważne słowa wymawia się w ciszy. A jednocześnie cisza prowokuje do zakłó­cenia, jak przeczysty nastrój gór, pobudza krzyk dzieci. Chcą sły­szeć echo, chcą doświadczyć realności bezgłosu. Czy tylko w przyrodzie? Uchronić ciszę słowa, myśli, prawdy... trudne doświad­czenie.
Ci, którzy łakną i pragną sprawiedliwości – doświadczani. Wydają się więksi, odważniejsi. Łakną i pragną, jak wszyscy pragniemy, ale wierzą i szukają. Trudno z nimi rozmawiać, nie­łatwo pracować. Niosą ze sobą podziw, ale i niepokój. Częściej doświadczą zamkniętych drzwi, chłodnego traktowania, niepoznania na ulicy. Są błogosławieństwem, które rodzi się w trudnym doświadczeniu.
Błogosławieni miłosierni – doświadczani. Nie, miłosierni ni­gdy nie mieli łatwego życia. Rozważni i „sprawiedliwi” uważali ich za nieroztropnych. Obdarowani posądzali o słabość, albo ukry­te zamiary. Oszuści i naciągacze drwili poza plecami. A jed­nak to oni uobecniają samego Jezusa Chrystusa, który nie tylko dał, ale siebie samego wydał dla wszystkich, aby żyli. Miłosierni nie dostają nagrody od świata. Bóg zastrzegł ją sobie.
Czystego serca – doświadczani. Z czystym sercem składają Bogu swoje życie. Z czystym sumieniem mówią o miłości, wier­ności, zajmowanym stanowisku, pieniądzach, awansach... i to z czystymi rękami – przedziwni. Będą znosić naciski tych, którzy już przegrali. Jakże codziennie doświadczani w tym, co wielkie dla nich, i co jest błogosławieństwem dla świata.
Pokój czyniący – błogosławieni – doświadczani. Zachować pokój myśli, słów, decyzji. Nieść z sobą autentyczny optymizm wśród skłębionego życia. Doświadczani przekorą i zazdrością. Je­chać ulicami w oszklonej klatce i mówić z miłością, z całego serca: „pokój tobie, Polsko! Ojczyzno moja!”.... Dziwni, obdarowani największą miłością i narażeni na trudne doświadczenia.
Prześladowani i błogosławieni. Zbyt wielkie są wasze ślady, aby was naśladować. Stajemy obok was bezradni. Wolimy od­wrócić twarze do światła. Zazdrościmy i źle o was mówimy. Je­steście błogosławieni w swojej świętości i często samotni.
Najmilsi! Można mieć nadzieję, że rozważacie dzisiaj słowa Chrystusowe w waszych sercach. Może nawet całkiem inaczej, niż to podał tekst tej homilii, bo przecież Duch Święty dał wam swoje światło. Ale wszyscy życzymy sobie bardzo szczerze, żeby usłyszeć skierowane do każdego z nas piękne zakończenie Ewangelii życia: Doświadczani jesteście, błogosławieni jesteście. „Cie­szcie się i radujcie, bo wielka jest zapłata wasza w niebie” (Mt 5, 12).


stycznia 24, 2017

Prawdziwa rodzina Jezusa

Prawdziwa rodzina Jezusa
Wtorek III tygodnia zwykłego

Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie». Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką». Oto słowo Pańskie.

NOWE WIĘZI
Powszechnie uważa się, że spośród różnych więzi łączących lu­dzi, najmocniejsze są więzi krwi. Od samego początku ich moc jest zakwestionowana przez bratobójstwo. Kain zabija Abla i zrywa w ten sposób łączącą ich więź. Cała historia ludzkości oraz nasza współczesność, wypełniona niejednym bratobójstwem, niejednym kompleksem Edypa, niejedną zdradą i tragedią rodzinną, uzasad­niają to zakwestionowanie. Dlatego Pan Jezus wskazuje na inne więzi, które mogą łączyć ludzi w sposób bardziej trwały i pewny. Ten, kto pełni wolę Bożą, jest tak bliski Jezusowi, jak Matka, jak brat i siostra. Kto pełni wolę Bożą jest również bliski każdemu innemu człowiekowi, bo każdy jest dzieckiem Boga - umiłowanym czy marnotrawnym - tak jak Jezus jest Jego Synem Jednorodzonym. Na marginesie trzeba dodać, że ten tekst nie deprecjonuje więzi, które łączą Jezusa z Jego Matką. Ona przecież pierwsza powie­działa: „Niech mi się stanie według słowa Twego”.
Pełnić wolę Bożą, to znaczy - czynić dobro, bo Bóg niczego innego nie pragnie, jak tylko dobra. Jeżeli więc ludzie wspólnie dążą do osiągnięcia dobra, to są związani ze sobą bardziej, niż przez pochodzenie z jednego rodu. Im większe jest dobro, które chcemy wspólnie osiągnąć, tym większe więzi między nami.
Można jednak powiedzieć, że nie tylko dobro zespala ludzi. Ludzie potrafią również doskonale się organizować, tworzyć nowe struktury i całe systemy oddziaływań i zależności, by osiągnąć dobro pozorne, które obiektywnie jest złem, a czasem zbrodnią. Bardzo silne więzi istnieją wśród członków mafii, przestępczych grup młodzieżowych z kręgu subkultury, a nawet wśród członków partii politycznych, które na swoim koncie mają zbrodnie ludobójstwa. Więzi te jednak są sporządzone z marnego materiału. Wątkiem i osnową są tutaj: wspólny interes i strach. Ta więź bardzo szybko ulega erozji i największe potęgi oparte tylko na strachu w końcu rozpadają się. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że żadna z przestępczych wspólnot nie przetrwała stu lat, nawet "tysiącletnia rzesza". Na naszych oczach rozpadł się komunizm, który miał być dla wielu świetlaną przyszłością ludzkości, a jego idee miały być wiecznie żywe.
Dobro, wbrew temu, że pozornie jest tak bezbronne i słabe, łą­czy ludzi o wiele mocniej. Więzi, przyjęte dobrowolnie i umiłowane są nie do zerwania. „Umiłowałem cię wieczną miłością”. „Moje wię­zy, to więzy miłości”.
Na poparcie tego przekonania mamy przekonywające dowody: istnienie Kościoła na przestrzeni dwudziestu wieków, istnienie róż­nych instytucji Kościoła, a szczególnie zakonów i zgromadzeń za­konnych. Wiekami, a nie latami, liczą się Jubileusze, które obcho­dzi się w Kościele.
Kościół jest Sakramentem i zapowiedzią jedności całego świata. Jest zapowiedzią całkowitej wolności, bo więzi miłości nie ograni­czają jej, lecz rozszerzają jej granice.


stycznia 22, 2017

3. Niedziela Zwykła (A) – Jezusowa światłość

3. Niedziela Zwykła (A) – Jezusowa światłość
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło». Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie». Oto słowo Pańskie.

Komentarz do Ewangelii

Obecność Jezusa Chrystusa stała się światłem, które rozja­śniło życie. To On wyjaśnił, kim jest człowiek i jakie znaczenie ma jego życie doczesne. To On rozjaśnił noc śmierci ukazując Zmartwychwstanie i dalszy ciąg życia człowieka. To On ukazał drogę życia, która ma być miłowaniem takim, jakiego On dał przykład. Oczywiście, zadaniem życia będzie pogłębienie po­znania Jezusowej nauki.
Zadaniem będzie osobista więź z Jezusem obecnym w świe­cie przez Kościół.
Zadaniem będzie wprowadzenie w życie Boże tych, których Bóg nam powierzył: rodzinę, przyjaciół, współpracowników. Zadaniem będzie udział we wszystkim, co może być drogą, prawdą i życiem ludzi w Jezusie Chrystusie.
Wrócę do lektury katechizmowej o Jezusie Zbawicielu, wrócę do adoracji Jezusa obecnego w tabernakulum, odnowię radość przeżywania bliskości Jezusa w Komunii św.
Opowiadali o bliskim człowieku, który długie miesiące leżał w szpitalu. Odwiedzali go każdego tygodnia i próbowali pocie­szać. Był głęboko religijny. Gdy wchodzili, zdarzało się, że mieli wrażenie, jakby wracał od kogoś. Zapytany kiedyś, odpowiedział: „kończyłem modlitwę dziękczynną po Komunii św.” Ale to było przecież pół dnia temu, odpowiedzieli zdziwieni. Tak, odparł, „akurat dłużej mi zeszło”.
Na wstrząsającej wystawie pamiątek z życia ludzi zesłanych na Syberię przez rządy komunistów, najwięcej jest pamiątek religijnych, tego życia duszy, którego nie da się zniszczyć fi­zycznie i które trwa mocą Boga. Zapamiętałem takie zdanie wy­pisane na resztce listu: „są takie noce, w których tylko Bóg zo­staje przy człowieku”.
Powtarza się wielokrotnie zdanie św. Jana Pawła II, który od­wiedził Ojczyznę pogrążoną w nocy niewoli w roku 1989 i wy­znał wiarę w życie Światła, w moc Ducha, w zwycięstwo wbrew obliczeniom ludzi... i stało się nowe życie, bo tak chciał Pan Bóg.
Na cmentarzu w Pabianicach jest takie znamienne wyzna­nie: „Boże, ufam bardziej Twemu Słowu, niż kamieniom grobu, na który patrzę” - ktoś rozstał się, ale wierzył.
Czy TY - Bracie i Siostro - potrafisz zwierzyć Jezusowi, poddać się Jego światłu prawdy i miłości, która rozjaśni mroki Twego życia? 


stycznia 21, 2017

3. Niedziela Zwykła (A) – Jezus Światłością

3. Niedziela Zwykła (A) – Jezus Światłością
W niedziele otwierające okres zwykły roku kościelnego przypatrujemy się pierwszym krokom stawianym przez Jezusa w rozpoczętym co dopiero życiu publicznym. Wsłuchujemy się w słowa pierwszych pouczeń skierowanych do idących za Nim.
Dzisiaj - wraz ze zwiastowanym Słowem Bożym - staje przed naszymi oczami historia Narodu Wybranego i ożywają obietnice składane przez Boga Abrahama, Izaaka, Jakuba; proroctwa z kart Starego Przymierza.
Pierwsze czytanie - proroctwo Izajasza - przypomina wyda­rzenia roku 732 przed Chrystusem, Asyryjczycy najeżdżają na ziemie północne Palestyny, krainę Zabulona i Neftalego. Naród zostaje pojmany, wolność zostaje skuta kajdanami niewoli. Za­pada głęboka noc, choć jej oznaki już wcześniej dostrzegało czujne spojrzenie Proroka. Ale to właśnie wtedy, w upokorzeniu, rodzą się słowa, które słyszeliśmy przed chwilą, słowa, które w planach Bożych przekraczają granice Starego Testamentu: „W daw­niejszych czasach upokorzył [Pan] krainę Zabulona i krainę Nefta­lego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza, wiodącą przez Jordan, krainę pogańską. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło” (Iz 8,23-9,1). I jakby echo tamtych wydarzeń, tamtego proroctwa - głoszona jest dzisiaj pośród nas Dobra Nowina, która jest ich spełnieniem. Pamiętamy zapewne słowa usłyszane przed tygodniem z ust Jana Chrzciciela: „Oto Baranek Boży, który gła­dzi grzech świata” (J 1,29). Słowa świadectwa mówiące o tym, że w Jezusie z Nazaretu Bóg spełnia to, co obiecał w symbolu ba­ranka paschalnego i zapowiadał w proroctwie o baranku prze­bitym za nasze grzechy.
Dzisiaj, w świetle Izajaszowego proroctwa, spoglądamy na Jezusa nie tylko jako na Tego, który „gładzi grzech świata”, ale czyniąc kolejny krok w poznaniu misterium Jezusa - widzimy Go jako prawdziwą Światłość (J 1,9), która jako początek swojej misji obiera właśnie Galileę: „Przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad je­ziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego” (Mt 4,13). Tę Obec­ność Jezusa Ewangelista odczytuje jako kolejne, wyraźne "tak" wypowiedziane ze strony Boga, potwierdzające daną w dalekiej przeszłości obietnicę. Kolejne "tak"... „Bóg dotrzymuje danych obietnic! To Jezus Chrystus jest pełną ich realizacją!” - jakby chciała wołać dzisiaj Ewangelia według św. Mateusza, której pra­wie nieprzerwaną lekturę dzisiaj rozpoczynamy. Dietrich Bonhoeffer zauważył jakże słusznie: „Bóg nie realizuje wszystkich naszych pragnień, ale wypełnia wszystkie dane nam obietnice”.
Jezus - Światłość. To niewątpliwie jeden z najbardziej ulubio­nych przez Ewangelistów obrazów. To właśnie tym obrazem rozpoczyna się Prolog Ewangelii św. Jana: „Była światłość praw­dziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1,9), ale świat nie przyjmuje jej, bo umiłował bardziej ciem­ności. To po ten obraz sięga starzec Symeon, w dniu, w którym Maryja z Józefem przynoszą Jezusa do świątyni jerozolimskiej, by przedstawić Go Panu. Słowami proroctwa pozdrawia Go jako: „Światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (Łk 2,32). Wreszcie sam Jezus powie o sobie: „Ja jestem Światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz bę­dzie miał światło życia” (J 8,12).
Jezus - Światłość.
Jest w bogactwie liturgii Kościoła ta jedna, niepowtarzalna Noc Wigilii Paschalnej, kiedy ten symbol wyrażający, ucieleśnia­jący wręcz posłanie Jezusa, zostaje zaakcentowany w sposób jakże fascynujący. Ta niezapomniana Liturgia, kiedy pośród do­słownych ciemności późnych godzin nocnych, będących niemal dotykalnym wyrażeniem niewoli, grzechu, śmierci, osamotnienia, zagubienia, zostaje wskrzeszony i poświęcony Nowy Ogień, od którego zapala się Paschał, naznaczony literami greckimi: alfą i omegą, bo Chrystus jest „początkiem i końcem” wszystkiego. Pas­cha! naznaczony cyframi przeżywanego roku, bo Pascha jest zaw­sze nowa i zawsze zbawcza... Paschał naznaczony krzyżem, bo to przez śmierć wiedzie droga do nowego życia. Paschał - symbol Chrystusa, światłości rozświecającej mroki nocy, Światłości, która nie zna zachodu. I to za Paschałem, wokół którego rozbrzmiewa pełne radości: „Światło Chrystusa - Bogu niech będą dzięki!”, ruszają w procesji wszyscy zgromadzeni. Ruszają w procesji, która jest wyrazem naszego powołania do życia - kroczenia w Świa­tłości. „Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz bę­dzie miał światło życia” (J 8,12).
Jezus rozpoczyna głoszenie Dobrej Nowiny słowami, które odtąd nigdy już nie stracą swej aktualności: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 4,17).
Ale jednocześnie, rozpoczynając przemierzanie ścieżek gali­lejskich, już u początku, poszukuje pomiędzy spotykanymi ludźmi tych, którzy wespół z Nim dopomogą innym dostrzec światłość, która zamieszkała pośród nich. I wybiera, powołuje tych, którzy staną się „rybakami ludzi” (Mt 4,19): Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, potem kolejnych braci: Jakuba i Jana, synów Zebedeusza. Do nich zwraca swoje: „Pójdźcie za Mną” (Mt 4,19). Dobrze znamy drogi, którymi poprowadzi ich Jezus... pop­rzez chwile uniesienia i pokusy, poprzez towarzyszące im wiwatu­jące tłumy i samotność, poprzez „Hosanna” (J 12,13) i „Na krzyż z Nim” (J 19,6). Poprzez chwile, kiedy mogli dotykać Jego uzdra­wiającej mocy i spoglądali na posiniaczone, zakrwawione Jego ciało. Poprzez pełną blasku przemienienia górę Tabor aż po Gol­gotę, gdzie wyzionął ducha i skłonił głowę. Poprzez odrzucony kamień pustego grobu i Wieczernik, gdy stanął pośród nich Zmartwychwstały, by rzec: „Pokój wam” (J 20,19). Dobrze znamy te drogi, na które zaprosił ich Jezus, by odkryli sami, w swoim życiu tę jedyną Światłość, którą jest On sam. Bo tylko ten, kto spotkał Światłość, może o niej opowiadać, dawać świadectwo... Tylko ten może wyśpiewać: „Pan światłem i zbawieniem moim” (Ps 27,1).
I to już dzisiaj - w kontekście tej prawdy - słychać słowa, które Kościół skieruje do nas w liturgii V niedzieli: „Wy jesteście światłem świata [...]. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,14-16).


Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger