maja 03, 2017

Uroczystość Matki Bożej, Królowej Polski

Ukochani Bracia i Siostry! Dziś 3 maja. Dzień bliski każdemu Polakowi. W dzień rocznicy Konstytucji Trzeciego Maja i wspominam tych, co śpiewali:
Witaj majowa jutrzenko,
Świeć naszej polskiej krainie!
Uczcimy ciebie piosenką,
Która z serc naszych popłynie.
Witaj maj, piękny maj!
U Polaków błogi raj!” (Rajnold Suchodolski, z Powstania Listopa­dowego)
Wspominam dziś twórców Konstytucji Trzeciego Maja: Ignacego i Stanisława
Kostków Potockich, Adama Czartoryskiego, Hugona Kołłątaja oraz Stanisława Małachowskiego (marszałka Sejmu Czteroletniego, otwarcie oddanego dziełu reformy – jego zwłoki spoczywają w dolnym kościele Św. Krzyża). Patrzę i wiem, jak droga im była Polska, o którą walczyli i którą zawierzyli Bogu.
I chociaż trwamy w atmosferze Wielkanocy, to jednak zostajemy w atmosferze święta Królowej Polski. I może się wydawać dziwne, dlaczego Kościół nie idzie z duchem czasu i nie zmieni tego tytułu? Dzisiaj, kiedy z powierzchni ziemi znikają trony, korony i królewskie tytuły? Pytamy – bo nie chcemy być zacofani, nie chcemy mieć cesarzy, tarów, królów, tyra­nów. Nie chcemy płacić podatków na królewskie dwory, stroje i zabawy. Tak myślimy i pytamy: dlaczego Królowa w Kościele? Bo najpierw Maryja nie jest taką królową, o jakich czytamy w historii różnych narodów. – Nie jest Marią Antoniną – królową Francji. Pustoszyła ona kasę królewską, wydając ogromne sumy na suknie, z których każdą przywdziewała tylko je­den raz. Nie jest królową perską, noszącą na głowie brylantową koronę, ważącą kilka kilogramów. – Nie jest królową Egiptu, co jak Kloepatra chciała swoją pięknością zniszczyć cesarstwo rzymskie. – Nie jest królo­wą, co swoich rywali skazuje na więzienie i śmierć. – Nie jest królową z ba­jek, z podręczników historii, z życiorysów sławnych kobiet. – Nie jest kró­lową, po której zostają tylko wspomnienia, pamiątki, obrazy, muzea. – Nie jest królową letniego czy zimowego sezonu. – Nie jest tanią pseudo-królową młodzieżowych festiwali. Maryja nie ma nic wspólnego z takim pojęciem i z takim wyobrażeniem królowej.
Maryja jest Matką Boga-Człowieka, Matką Króla królów. Ona razem z Chrystusem prowadzi Lud Boży do wiecznego królestwa. Ona żyje i królu­je. Ona jedyna, po Bogu, jest najbliżej nas, aby nam pomagać, aby nas po­dnosić, pocieszać, prowadzić. Ona jedyna jest naszą tęsknotą, marzeniem, ideałem i przewodniczką. I dlatego nazywamy Ją – Królową. Dlatego modlimy się „Witaj Królowo, Matko Litości”. W Litanii – wołamy: „Królo­wo bez zmazy pierworodnej poczęta", „Królowo Wniebowzięta", „Królo­wo Różańca Św.”, „Królowo pokoju”...
Ale jest nadto jeden tytuł bardzo bliski nam Polakom – Maryja jest Królową Polski. Jest rzeczą znamienną, że pierwszy Kościół polski w Gnie­źnie – poświęcony był Maryi Wniebowziętej; że pierwsze kazanie w języ­ku polskim głosiło cześć Matki Najświętszej; że pierwsza polska pieśń bo­jowa – to była Bogurodzica. Może to był polski instynkt narodowy, a może instynkt religijny, który w wyjątkowo twardych warunkach narodo­wego dzieciństwa szukał serca czułego i tkliwego. Może to wreszcie było świadome poszukiwanie macierzyńskiej opieki, skierowane do najpotęż­niejszej Matki i Pośredniczki. Do Niej uciekaliśmy się; do jednej i tej samej Bogurodzicy w koronie i bez korony, w gonitwie i bitwie, w radzie i biesia­dzie, nad łóżkiem rodzinnym i nad ladą sklepową.
I cały polski kult maryjny to nie jest tylko sentymentalizm. Jeżeli trzy ty­siące Polaków z Imieniem „Maryja” na ustach rozbija szesnaście tysięcy Szwedów pod Kircholmem – to nie jest sentymentalizm. Jeżeli pod Racła­wicami polskie chłopstwo pod sztandarem Matki Boskiej Częstochowskiej kosami zwycięża armaty – to nie jest tani sentymentalizm. Jeżeli w Często­chowie stu kilkudziecięciu ludzi przetrzymuje pięciotygodniowe oblężenie dziewięciotysięcznej regularnej armii szwedzkiej – to nie jest sentymenta­lizm. Pola Grunwaldu i Racławic, mury Częstochowy i Wiednia niech świadczą, czy to był tylko tani sentymentalizm. To są fakty nieliczne spo­śród wielu innych, które świadczą, że zwycięska wiara była po jednej stro­nie – a silna i zwycięska opieka – po drugiej. Jakież to szczęście, że wład­czynią polskiego serca stała się Matka, Królowa nieba i ziemi. Wszystkie najszlachetniejsze porywy serca polskiego: idealizm, patriotyzm, serdecz­ność, uczynność, gościnność, odwaga, wiara, nieugiętość – właśnie w kul­cie Matki Najświętszej znalazły swój najpiękniejszy wyraz. I dlatego naj­bardziej polski poeta musiał swoje dzieło – epopeję narodową rozpocząć od wezwania „Panny Świętej, co Jasnej broni Częstochowy”. Mógł też Henryk Sienkiewicz włożyć w usta ks. A. Kordeckiego słowa: „Wszystkie cnoty – być może zginęły już w narodzie naszym, pozostała jedna cnota, pozostało nabożeństwo do Matki Najświętszej i na tej cnocie, na tym nabo­żeństwie tak jak na fundamencie odbudujemy resztę cnót w wolnej i szczę­śliwej Ojczyźnie naszej”.
I kiedy Episkopat Polski na czele z Księdzem Pryma­sem odnawia Śluby Jasnogórskie, to nie robi nic nowego. Potwierdza histo­rię, potwierdza tradycję, potwierdza potrzebę ludzkiego serca, potwierdza to, o czym wie cały świat, że chcemy, aby te skrzydła orła wielkiego nadal spoczywały w rękach Matki Najświętszej. I żeby Pani serc naszych nadal pozostała pośród nas. Nie tylko na medalikach i szkaplerzach – ale w ser­cach naszych, w postępowaniu naszym, w czynach naszych, w życiu na­szym.
Drodzy czciciele Maryi! Z tego zaszczytnego tytułu Królowej Polski, płyną zobowiązania: – Królowę trzeba szanować i czcić. Nie wolno Jej przynosić wstydu. Trzeba żyć jak przystało na dziecko Królowej Polski. Wszelkie poniżanie godności ludzkiej – to bolesny miecz wbijany w serce Matki – Królowej. – Królowej trzeba słuchać; trzeba Jej być posłusz­nym. A Ona wydała tylko jedno polecenie w czasie swego ziemskiego ży­cia: „Cokolwiek wam Syn mój każe, to czyńcie” (J 2,5). A Jej Syn, Jezus Chrystus po tysiąckroć razy woła z kart Ewangelii: „Miłujcie się wzajem­nie, bądźcie dla siebie braćmi”. Kto tego nie spełnia, nie jest godzien nazy­wać się dzieckiem Królowej Polski, bo nie jest Jej posłuszny. Tam gdzie pa­nuje nienawiść w domu – w sąsiedztwie, tam nie ma miejsca na obecność Królowej Polski. Tam, gdzie w sercu panuje obłuda, krętactwo, donosicielstwo, oszczerstwo i obmowa, wszelki egoizm – tam choćby ręce ściska­ły różaniec, choćby usta wołały: Zdrowaś Maryjo – panuje zło i nie ma miejsca dla Królowej Polski.
W najpiękniejszym miesiącu – maju, śpiewem Litanii i Pod Twoją obronę wyrażamy Jej szczególną wdzięczność za cudowną opiekę w ciągu ostatnich stuleci tragicznie trudnych dla naszego narodu. W Jej kulcie uma­cniała się świadomość naszej narodowej tożsamości i gotowość do najwięk­szych ofiar w obronie ojczyzny. Ona, jako Królowa Polski, chroniła w na­szym narodzie wiarę i ducha narodowego, mimo wszelkich niebezpie­czeństw i przeciwności, a nawet klęsk i upadków. Naszym nabożeństwem i modlitwą oraz pracą nad sobą okazujemy Jej swoją wierność.
Potrzebowaliśmy Maryi, aby Kościół był zawsze wierny Bogu, krzyżowi i Ewangelii. Potrzebowaliśmy, aby mimo naszych wad i grzechów osobis­tych i społecznych, można było zmartwychwstać i odbudować kraj. Potrzebowaliśmy i potrzebujemy Maryi – Matki Królowej, jako Nieustającej Pomocy ku obronie w walce ze złem i grzechem. Jak kiedyś, tak i dzisiaj potrzebujemy Maryi, Matki-Królowej na drugie tysiąclecie. I dlatego dzięku­jemy Bogu, dziękujemy Kościołowi, że mamy Matkę-Królowę. Nie pyta­my już, dlaczego Królowa, ale wołamy: „Królowo nieba, wesel się, Allelu­ja!” Jesteśmy przy Tobie na zawsze. Pamiętamy, żeś nam Matką i Królową ukochaną. Czuwamy i czuwać będziemy, aby ojczyzna nasza, aby nasze ro­dziny, aby nasze szpitale i sanatoria, aby wszędzie nasze serca były Twoim królestwem. Amen!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger