Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 12 Niedziela Zwykła (A). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 12 Niedziela Zwykła (A). Pokaż wszystkie posty

czerwca 25, 2023

12. Niedziela Zwykła (A) - Nie bójcie się!

czerwca 25, 2023

12. Niedziela Zwykła (A) - Nie bójcie się!

 


Kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II rozpoczynał swą posługę Piotrową, zwrócił się do ludzi całego świata słowami: "Nie lękajcie się!" Kierował to wezwanie do tego świata, w którym człowiek boi się człowieka - lęka się o swoje życie, o swoją przyszłość; boi się o to, co o tym pomyślą, co powiedzą; boi się... wszystkiego, nieraz nawet własnego lęku".
Oczywiście, niekiedy te lęki są uzasadnione. I chyba dlatego na kartach Pisma św. często spotykamy zachętę do odwagi. Tak jest w przypadku Abrama, który ma opuścić swą ojcowiznę i udać się w nieznane. Tak jest u proroków, którzy często słyszą słowa: "Nie bój się, Ja jestem z tobą"! Tak jest też w przypadku proroka Jeremiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, który skarży się na odsuwających się od niego współziomków. Nawet ci, których darzył przyjaźnią, sprzysięgli się przeciw niemu. Posługują się obmową, ironią, lekceważeniem, donoszeniem, a nawet planują na niego zamach. Dlatego skarży się Bogu: "Słyszałem oszczerstwo wielu...". A jednak nie załamuje się, bo przecież z głębi jego serca wypływa mocne przekonanie, że jego sprawa jest sprawą Bożą, a Bóg jest obrońcą uciśnionych. Może więc z ufnością powiedzieć: "Pan jest przy mnie..."!
No tak! Jeśli Bóg jest moim Ojcem, to nie mogę się niczego lękać, ani obawiać, bo On troszczy się o mnie, On mnie ochrania. On nade mną czuwa.
Czy wierzysz - Drogi Bracie, Siostro Droga - że wszystko, co dzieje się w twoim życiu, nie dzieje się bez wiedzy Ojca? Czy wierzysz, że bez woli Ojca, nawet włos z głowy ci nie spadnie? Przecież powiedział Ci dzisiaj: U was nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nawet jeśli wypadają to są policzone! I tak jest ze wszystkim. To nic, że nie wszystko rozumiem. Najważniejsze, aby wszystko, co Pan Bóg daje przy- jąć i pokochać!
Życie chrześcijanina upływa pośród przeróżnych trosk i niepokojów. Ponadto znajduje się w stanie ciągłego kuszenia. Niekiedy to kuszenie ma wymiar bardzo subtelny. Kiedyś, w czasach reżimu, obiecywano ludziom posadę, awans, lepsze zarobki. I znajdowali się tacy, którzy - tylko po to, aby zyskać te doczesne korzyści - gotowi byli zaprzeć się samego Boga.
Ale nie myślmy wcale, że to już historia. Dzisiaj coraz częściej powracają podobne sytuacje. I znów aktualne stają się słowa Chrystusa: "Kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, do tego i Ja przyznam się przed Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja..."!
Zauważmy, że Pan Jezus nie jest podobny do ludzi tego świata.
W przeciwieństwie do nich, nie obiecuje przysłowiowych gruszek na wierzbie. Nie obiecuje łatwego życia tym, którzy za Nim pójdą. Przeciwnie - podkreśla, że tu - na ziemi - będą spotykały ich przeciwności, że będą cierpieć prześladowania.
Dzisiaj czasem ubolewamy nad tym, że ludzie Kościoła - oczywiście wbrew temu, co mówi oficjalna propaganda - są spychani na margines; że Kościół cierpi ataki ze strony sił wrogo nastawionych do Boga, do religii, do wiary; że próbuje się go ośmieszać, wyszydzić, poderwać do niego zaufanie. I może warto w tej sytuacji przytoczyć słowa Prymasa Tysiąclecia, Stefana kardynała Wyszyńskiego, które w kazaniu w Warszawie, w kościele św. Anny, bezpośrednio przed aresztowaniem i uwięzieniem w 1953 r. - mówił, że Kościół ma tylu wrogów, bo chrześcijaństwo będzie zawsze wzywało do oporu i walki z każdym zakłamaniem. Kościół będzie zawsze żądać prawdy i wolności. Taka jest cena, jaką się płaci za wierność Chrystusowi.
Zresztą pomyślmy, czy byłoby dobrze, gdyby ludzie pewnej orientacji, którzy przez całe lata, w sposób zaprogramowany, usiłowali ateizować polskie społeczeństwo, nagle zaczęli dzisiaj mówić dobrze o Kościele, o wiernych? Myślę, że byłby to bardzo zły znak. A jeśli z ust takich właśnie ludzi słyszymy ataki, to należy tylko cieszyć się i radować, bo to oznacza, że wypełniamy naszą misję w świecie. Przecież Pan Jezus wyraźnie powiedział: "Niech się nie trwoży serce wasze, ani się nie lęka" (J 14,27). "Na świecie doznajecie ucisku, ale miejcie odwagę - Jam zwyciężył świat". (J 16,33). "Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie". (Mt 5,11-12).
Dzisiaj w Ewangelii również słyszeliśmy wielokrotnie słowa: "Nie bójcie się! Nie bójcie się ludzi... Nie bójcie się nawet tych, którzy zabijają ciało..."!
Wydawać by się mogło, że Chrystus jakby bagatelizuje ludzkie życie. Przecież śmierć to coś bardzo poważnego. Człowiek lęka się śmierci. A jednak Chrystus mówi: Nie bójcie się ludzi! Mogą was najwyżej zabić! Tak może mówić tylko ten, kto patrzy na człowieka w trochę szerszej perspektywie, niż tylko jego życie doczesne. Tak może powiedzieć tylko ten, kto wie, że życie człowieka zmienia się, ale się nie kończy. I gdy rozpadnie się dom jego doczesnej pielgrzymki, znajdzie przygotowane w niebie wieczne mieszkanie.
Ewangelia proponuje nam więc wiarę - to jedyne lekarstwo na barbarzyństwo czasów, w jakich żyjemy. Jezus mówi, aby nie bać się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Rozumiał znaczenie tych słów św. Justyn - męczennik początków Kościoła - gdy mówił do swych oprawców: "Możecie nas zabić, ale nie możecie nam zaszkodzić". I wielu ludzi tamtej epoki - i współczesnej nam również - żeby wspomnieć chociażby brutalnie zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszkę oddawało życie za wiarę, dając świadectwo innym wartościom, niż te wymierne, doczesne. Ten, kto wierzy w Boga i w życie wieczne, nie obawia się śmierci, bo wie, że przecież tak, czy inaczej - jego życie zakończy się śmiercią.
Nawet nie ważne jest to, jak długo będzie ono trwało. Ważne jest tylko to, co będzie potem. A potem może być albo bycie z Bogiem, czyli to, co nazywamy niebem, albo ta druga możliwość tak jasno podkreślona w dzisiejszej Ewangelii przez Chrystusa - piekło. Tak - nie należy bać się ludzi! Bać się należy Tego, który i duszę i ciało może zatracić w piekle.
Niestety, dzisiaj o piekle mówi się niechętnie. Człowiek nowoczesny nie chce słuchać o piekle. A jednak fragment Ewangelii, który przed chwilą usłyszeliśmy, stawia nam przed oczy piekło jako coś realnego. coś, co istnieje. I piekła trzeba się lękać!
Czym więc jest piekło? Wiele na ten temat narosło nieporozumień, nawet wiele oskarżeń pod adresem Boga, który przecież ma być miłosierny, a oto straszy ludzi tak smutną perspektywą. Niektórzy pytają, czy można w ogóle zrozumieć prawdę o piekle?
Myślę, że każdy, kto kocha wie, jak wielkim bólem jest rozstanie, rozłąka, czy śmierć kogoś bliskiego. A jeśli ktoś ma świadomość, że tego, kogo kocha, już nigdy nie zobaczy, jego ból jest ogromny.
I chyba tylko w kontekście miłości można zrozumieć czym jest piekło. Bo tu wcale nie chodzi o różne wizje ognia, smoły czy siarki, jak chcieliby niektórzy prześmiewcy chrześcijańskiej wiary. Piekło to zupełnie coś innego. To odwrócenie się od Boga, który jest miłością. A przecież bez miłości nie można żyć! I - żeby nie było wątpliwości - to nie Bóg odrzuca człowieka - to człowiek sam odwraca się od Niego - na zawsze!
Cały tragizm tego odwrócenia polega na tym, że człowiek dopiero wtedy, gdy stanie po tamtej stronie, gdy przekroczy barierę śmierci, przekona się, że Bóg którego odrzucił, Bóg, od którego odwrócił się plecami, jest tym, który nigdy nie przestał go kochać.
Żeby być dobrze zrozumianym. Wiemy, że Kościół często uroczyście - poprzez beatyfikację czy kanonizację - orzeka o kimś, iż cieszy się oglądaniem Boga. Ale zauważmy, że nigdy o nikim nie orzekł, iż jest potępiony. Boże Miłosierdzie jest tak wielkie, że nawet największych zbrodniarzy Bóg może przyjąć do swego Królestwa, a ewangeliczny łotr jest tego najlepszym dowodem. Dlatego nie jesteśmy w stanie przewidzieć losu nikogo z ludzi, nawet tych daleko stojących od Boga.
Człowiek zawsze - jak długo żyje - ma szansę przemiany swego życia; ma szansę powrotu do Boga. I Bóg ciągle na niego czeka, bo Nawet jeśli on o tym nie wie. Dlatego przypomnienie o tej prawdzie wiary, jaką jest piekło, winno być zgodnie z nauką Katechizmu Kościoła Katolickiego - wezwaniem do odpowiedzialności za swoją wolność i do nawrócenia. go kocha.
I może na koniec jeszcze jedno. Musimy jasno sobie uświadomić, że jeśli Chrystus mówi, aby bać się Boga, to bojaźń w tym przypadku - nie ma nic wspólnego z tą, o której potocznie się myśli. Jest to raczej taka bojaźń, która boi się, aby Boga nie obrazić grzechem, aby od Niego się nie odwrócić. I taką bojaźń Pismo św. nazywa początkiem mądrości. Bo taka bojaźń jest wyrazem synowskiego oddania i miłości względem tego Ojca, który jest w niebie. Amen.

czerwca 24, 2023

12. Niedziela Zwykła (A) - Nie lękajcie się

czerwca 24, 2023

12. Niedziela Zwykła (A) - Nie lękajcie się

Trzy razy w dzisiejszej Ewangelii powtarza się słowo: "nie lękajcie się, nie bójcie się". Ludzkie lęki, ludzki strach, bojaźń, trwoga towarzyszą nam od młodości. Małe dzieci boją się ciemności w pokoju. Boją się wszyscy: lekarze, księża, policjanci. Lęki są w rodzinach, w zakładach pracy, Są w kraju, Są w świecie. Pokazuje je przesadnie radio i telewizja, tak jakby nie było dobra, którego jest wiele w świecie. Strach, lęk paraliżuje człowieka, jest on nieodłączny od zawodu.

Każdy człowiek przynajmniej kilka razy w życiu przyznał się do lęku. Lęk w każdej postaci stwarza głębokie uczucie paniki i destabilizacji. W każdym przypadku, ile razy doświadczamy leku, to doświadczamy także ciężkiego przeżycia, głębokiego dyskomfortu, lub silnego niepokoju: wiele osób przyznaje się do leku: zetknięcia ze śmiercią, bałem się o życie, gdy ktoś groził mi, że mnie zabije, bałem się o utratę środków do życia, że ktoś znalazł się w fatalnym położeniu, bałem się, że nie zdam matury, nie dostanę się na studia, że utracę pracę. Są również dokuczliwe lęki psychologiczne: lęki płynące z oszczerstw, z ironicznych uśmiechów i drwin, ponieważ deprymują człowieka. Są też lęki, które wypływają z niespokojnego sumienia, z niewierności Bogu, z niewierności człowiekowi i niewierności sobie.

Nie jest łatwo usunąć czy zneutralizować takie lęki. Lek mobilizuje wszystkie zmysły, wzmaga stan emocjonalny zafałszowując analizę sytuacji będącej źródłem tego lęku - trudno to zdefiniować. Na pytanie: jak przeżyłem lęk, prawie każdy odpowiadał: źle! Nikt mi nie mógł pomóc, nie miałem żadnego poparcia. Dlatego, z lękiem każdy radzi sobie na swój własny sposób i każdy ucieka się do środka, który uważa dla siebie za najlepszy. Aby go przezwyciężyć: niektórzy uprawiają sport, inni praktykują techniki oddychania, inni uciekają się do pomocy medycznej, inni wreszcie znajdują spokój wewnętrzny w wierze i zwracają się do Boga, powierzając mu te ciężkie chwile, aby przyszedł nam z pomocą. Wielu udaje się do kościoła, który jest miejscem ciszy i pokoju.

Opanowanie leku jest kwestią nauczania i powinno być celem specyficznego nauczania - dlatego proszę się nie dziwić, że mimo pewnych obaw podjąłem się dzisiaj takiego tematu, być może przez zaskoczenie wielu. Pan Bóg stwarzając człowieka, zostawił nam jakiś olbrzymi obszar do zagospodarowania. Trzeba poznać siebie i swoje reakcje. Nauczyć się panowania nad sobą i profesjonalnego sposobu mówienia, aby się uspokoić.

Umieć radzić sobie z konfliktami. To dobrze, że młodzież uczy się jogi, sofrologii, pozytywnej ciszy, samoobrony. Odwaga i umiejętność radzenia sobie z problemami strachu, który paraliżuje ludzi, jest dziś bardzo cenna. W firmach organizuje się specjalne kursy, na których pracownicy uczą się panowania nad swoimi emocjami i wyobraźnią. W tych kursach często opierają się na buddyjskiej i hinduistycznej filozofii, szukając mocy mistrza. Są to ryzykowne techniki i fałszywy krok, który często doprowadza człowieka do załamania...

Ale to nie wszystko! Chrześcijaństwo walczy z ludzkim lękiem poprzez zaufanie do Boga, od którego zależy całe nasze życie. Potencjał, jaki tkwi w chrześcijaństwie i który musimy odkryć i wykorzystać w przeciwieństwie do filozofii wschodu to nie nasza osobista doskonałość (jak to wmawiają buddyści, kiedy uprawiam jogę - czy nawet ascezę to jestem już doskonały). Nie, to nie tak. To jest dopiero droga do doskonałości jak to umiejętnie wskazuje Sam Chrystus. „Kto chce iść za Mną". A droga ta jest samotną ścieżką. Naszym potencjałem jest obecność i miłość oraz zaufanie Bogu. Dzisiejsza Ewangelia mówi: "Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało... Bójcie się raczej Tego, który zabija duszę". Małe dziecko już wie, że z lękiem idzie się do matki, bo ma na wszystko sposób: przytuli, ucałuje.

U człowieka dorosłego, mówi Pismo św.: "Bojaźń Boża początkiem mądrości". Ale o jaką bojaźń tu chodzi: o bojaźń nie lękliwą, czy zniewoloną, pełną strachu, nieskuteczną. Wiemy przecież, że bojaźń przed piekłem czy utratą nieba jest wystarczająca do rozgrzeszenia: grzechy mamy odpuszczone. Ale jest jednak bardziej skuteczny sposób, na który, wskazuje nam Siostra św. Faustyna do której mówi sam Jezus: Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopóki się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia mojego.

Co Boga rani: niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem święty i sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem miłosierdziem, nie dowierza dobroci mojej. Bo trzeba wiedzieć, że nawet szatan, zły duch wierzy w sprawiedliwość, ale niestety nie wierzy w dobroć i miłosierdzie Boże. Teraz zaczynamy rozumieć, że lęki i strach jest czymś zawsze złym, bo pochodzą od Złego. Kto wymyślił lęk, kto go zadaje - ktoś, czy coś co idzie od złego - nie od dobrego. Dlatego zwracamy się w bojaźni i lękach do Boga. On nas uspokaja. On jest z nami.

Przypomnę co powiedział Ojciec Święty Jan Paweł II w Sandomierzu w 1999 roku: "Nie lękajcie się wbrew obiegowym opiniom i sprzecznym z Bożym prawem propozycjom. Odwaga wiary wiele kosztuje, ale wy nie możecie przegrać miłości. Nie dajcie się zniewolić. Nie dajcie się unieść ułudom szczęścia, za które musielibyście zapłacić zbyt wielką cenę, cenę nieuleczalnych często zranień lub nawet złamanego życia własnego i cudzego".

W tych słowach możemy odczytać, że odwaga wiary kosztuje. Trwanie przy Bogu kosztuje. Wytrzymać krytykę czy ironię nie każdy potrafi. Ale miłość do Boga, radość z posiadania Go przeważy lęk. Wola przecież Jeremiasz: "Pan jest przy mnie jak potężny mocarz". W lękach i trwodze zaufać Bogu umiłowanemu ponad wszystko - to jedyne wyjście, gdy dokucza nam życie i przeszkadzają względy ludzkie. "Nie bójcie się ludzi - mówi Chrystus do swoich uczniów. Do każdego, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie" (Mt 10, 26).

Ewangelia jest przeznaczona dla tych, którzy chcą być odważni. Strach czyni z człowieka niewolnika, a Chrystus chce mieć wolnych wyznawców, chce mieć grono ludzi cieszących się praw- dziwą wolnością. To nie Są słowa rzucone na wiatr. Nie musimy obawiać się ludzi dlatego, bo z nami jest Pan Bóg. On zna co kryje się w sercu człowieka. Chrystus odwołuje się do bogactwa przyrody i zaświadcza, że człowiek jest cenniejszy od wróbli na dachu i że nawet włosy twoje na głowie są policzone. On jest z nami przez wszystkie dni naszego życia. Muszę o tym pamiętać, kiedy mnie paralizuje lęk. Lęk przed cierpieniem i śmiercią, lęk przed samotnością i klęską, lek przed zaangażowaniem i śmiesznością. Lek, który nie pozwala mi być sobą, odbiera mi wolność i fantazję. Odwagi domaga się Chrystus od nas. Jest ona konieczna szczególnie dzisiaj wobec modelu współczesnej kultury, którą cechuje konsumpcjonizm i obojętność wobec religii. Potrzeba odwagi przeciw dzisiejszym schematom, poprawności politycznej, poglądom autorytetów i idoli. Odwaga towarzyszy tym, którzy nie załamują się trudnościami i problemami, własnymi słabościami, ale próbują swoje życie odczytać w blaskach woli. Świadectwo wiary i życia ewangelicznego jest możliwe dla każdego chrześcijanina, ale za cenę odwagi zawierzenia Bogu.

Jezus każe mi się nie bać, ale nie daje recepty na strach. Po prostu jest ze mną, ze mną się boi, ze mną zwycięża lęk. "Ja jestem z wami po wszystkie dni" (Mt 28, 20). Dlatego "chociażbym przechodził przez ciemna dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną". (Ps 23, 4). Amen!



Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger