Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samarytanka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Samarytanka. Pokaż wszystkie posty

marca 11, 2023

3. Niedziela Wielkiego Postu (A) – „Daj mi tej wody...”

marca 11, 2023

3. Niedziela Wielkiego Postu (A) – „Daj mi tej wody...”


Wielki Post jest okresem głębszego spojrzenia na nasze życie, które każ­dego roku zbliża się o jeden skok śruby do swego kresu – jest czasem stawiania sobie pytań najważniejszych: po co żyjemy? jaka jest prawda naszego życia? jaka jest prawda naszego chrześcijaństwa?
Wobec tych pytań musimy zająć stanowisko – i to taką postawę, jakiej się tutaj uczymy, rozważając rzeczy istotne. Ile już razy powtarzaliśmy tutaj, że człowiek, który wierzy w Chrystusa, powinien zajmować w swoim życiu takie postawy, jakie by zajął Chrystus na je­go miejscu. Uczymy się tego przez całe nasze życie. Reflektując nad tym, pytamy w sytuacjach trudnych: co Ty byś, Panie, zrobił w mojej sytuacji – dzisiaj, w tej chwili?
Dzisiejsze czytania są tak ułożone, od pierwszego aż po ostatnie, że jeszcze raz w jakimś syntetycznym skrócie podejmują całą prawdę chrześcijaństwa. Zresztą myślę, że również prawdę ludzkiego życia. Mia­nowicie te dwa wydarzenia – pustynia i pragnienie Jezusa, też niemal na pustyni – mówią, że życie ludzkie jest podobne do pustyni. Kto ma za sobą trochę życia, ten już chyba doświadczył tej spiekoty pustynnej. Doświadczył może i klęsk, a myślę – bo jeszcze tego nie wiem – że ludzie, którzy pod wieczór życia dochodzą, doświadczają tej spiekoty coraz więcej. I wtedy ten dialog, który Jezus sam sprowokował, chcąc naprowadzić Samarytankę na istotną nić, na zasadniczy nerw życia – jest nam bliski. Proszę przypatrzeć się jeszcze raz temu, co dokonało się przy studni Jakuba.
Pan Jezus spokojnie siedzi przy studni – szósta godzina, samo po­łudnie! – nie czerpie wody, czeka. Przychodzi kobieta — i wtedy Chry­stus zaczyna: „Daj mi pić” (J 4, 7). A koniec dialogu jest odwróceniem: już nie Chrystus, ale ona mówi do Niego: „Daj mi tej wody” (J 4, 15). Dokonało się to, co się miało dokonać. Kobieta zrozumiała w tym krót­kim dialogu, że nie woda jest najważniejsza.
My doceniamy wartość dobrej wody, gdy po naszej chlorowanej na­pijemy się z prawdziwego źródła – czujemy smak wody, jak czujemy smak powietrza poza miastem. Ale nie o ten smak tutaj chodzi. My wiemy, że można żyć w epoce, kiedy wszystkie wodociągi są zachlorowane i niszczą nas zadymione powietrza. Że to nie jest jeszcze naj­większa plaga – choć jest wielką plagą. Największa tragedia jest wte­dy, kiedy człowiek nie pragnie już tego, co go przekracza. Kiedy tak się zbliżył do elementów tego świata, do tych trocin i kurzu ziemi – że tylko tym się napycha. Wtedy jest tragedia.
Tak było z Samarytanką. Pamiętacie, był taki moment, kiedy Chry­stus powiedział do niej: „Idź, zawołaj swego męża” (J 4, 16). Ona wte­dy już chyba wiedziała, przeczuwała, z kim mówi i odrzekła: „Nie mam męża — ten, którego dzisiaj mam, jest piątym z kolei” (por. J 4, 18). Otóż to właśnie! To jest ta rzeczywistość tego świata, która była, która jest i która będzie. I właśnie tej kobiecie Jezus sugeruje: jest coś wię­cej niż to, co ty znasz... Pod koniec tej rozmowy ona zaczyna mówić: daj mi tej wody, za którą ja też tęsknię, mimo, że pięciu mężów mia­łam... To nie to. Ona już wie, że to nie jest to – ale nie potrafi na­zwać tego, co ma być.
Ilu ludzi uważa, że to właśnie, co robią, da im szczęście — chociaż już wiedzą, gdy to robią, że to im szczęścia nie da. Wręcz przeciwnie: skończy się goryczą, skończy się rozpaczą, skończy się – jak często – tragedią. I czują, że gdzieś jest na pustyni źródło wody żywej, które orzeźwia. Czasem czują to ludzie niewierzący. Czasem swoją niewiarę chcą pokryć jakąś wewnętrzną dumą, że oni to wszystko już odrzu­cili – podczas gdy powinni być bardzo pokorni i bardzo milczący, tak jak wieśniak w jakiejś wielkiej hali maszyn czy dziecko wobec rozle­głego oceanu. Nic nie wiedzą – tylko jakoś dziwnie czują, że nie to da im szczęście, co myślą, że im da. Nie chciałbym zresztą sprowadzać sen­su życia do szukania szczęścia, bo to też nie o to chodzi.
O cóż więc idzie? Gdzie jest ta żyła wody żywej, o której Chrystus mówi? W pierwszym czytaniu był opis cudu Mojżesza na pustyni. Wie­cie, kim był Mojżesz. Wielkim prorokiem, mężem Bożym, którego Bóg bardzo wcześnie – długo przed Chrystusem – wyznaczył, by obwiesz­czać przez niego swoją moc. I wiecie, że kiedy lud wyszedł z ziemi egip­skiej z domu niewoli i szedł przez pustynię do Ziemi Obiecanej, ziemi wolności – zaczął konać z pragnienia. Wtedy Mojżesz uderzył laską w skałę i wytrysnęła woda. Ale – nazwał to miejsce miejscem zwąt­pienia, miejscem pokusy, bo tam Izraelici kusili Pana, mówiąc: „Czy też Pan jest rzeczywiście w pośrodku nas, czy nie?” (Wj 17, 7). Kapi­talna rzecz! Zasadniczo wtedy, kiedy Chrystus był wśród Żydów w Pa­lestynie, też można było nazwać ich miasta Massa i Meriba – miasto kuszenia i miasto zwątpienia. Stanął wśród nich, a oni zadawali te same pytania: Czy Pan jest rzeczywiście pośród nas, czy nie? Czy On może nam dać żywej wody, czy nie?
Dzisiaj jest to samo. Dzisiaj też można nazywać nasze miasta „Mas­sa i Meriba” – miasto zwątpienia, miasto pokusy, miasto rozpaczy. Do­my zwątpienia, domy pokusy, domy rozpaczy. Znamy takie. Dony, w których pytają: czy rzeczywiście jest Pan, czy Pana nie ma? Czy jest Pan i może dać wody żywej, która gasi nam pragnienie – czy nie mo­że dać?
Wszyscy wiemy dobrze, co to jest woda żywa. Symbol wody żywej wskazuje na rzeczywiste źródło: Chrystusa Zmartwychwstałego, który umarł i zmartwychwstał i JEST. „Dzisiaj, gdy Jego głos usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych” (Ps 95,8).
Dzisiaj. Znowu dzisiaj. Jutro też powiemy: dzisiaj. I pojutrze powiemy: dzisiaj. I tak będzie do naszej śmierci, bo to „dzisiaj”, które w chwili śmierci nadejdzie, przychodzi każdego dnia. Kto Boga zna, kto się Go tak dotknie, jak Samarytanka przy źródle, bo On tu jest – ten już Go spotkał. Spotkał źródło wody żywej i spotkał to, co będzie kiedyś po śmierci, tylko sceneria będzie trochę inna: podniosą kurtynę do góry i zobaczymy – będzie człowiek z Tym, którego szuka, którego pragnie, którego chce.
My – ciągle idziemy przez pustynię, ciągle jesteśmy spragnieni i ciągle śpiewalibyśmy hymny na cześć mającej spaść z niebiosów wody – a On nam tę wodę daje. Każdemu, kto chce. I mówi: trzeba, abyście za tę wodę dziękowali, abyście oddawali Bogu kult i cześć w duchu i w prawdzie. To znaczy, abyście dziękowali życiem waszym, waszą postawą tam, kiedy będziecie poza murami kościoła. Kiedy pokarm, któryście tu przyjęli, przekształci się w pełnienie woli Ojca.
To jest właśnie to, o co chodzi. Kiedy pokarm woli Bożej staje się zasadą naszego życia poza kościołem – człowiek dochodzi do pełni szczęścia.
Nie wiem, czy to wszystko zrozumieliście tak, jak chciałem wam przekazać w tym krótkim słowie, ale tak to jest. Człowiek jest szczęśliwy wtedy, kiedy pilnuje swoich pięciu owiec, kiedy ma swój wyznaczony posterunek, swoją misję, kiedy ma swój konkret. I kiedy jest wierny temu, co robi. Szczęście człowieka nie jest na bezdrożach gwiezdnych. Jest ono – jak mówi przysłowie francuskie – w małych dolinkach. W miłości, w przyjaźni, w czynieniu dobrze. A dzieje się tak wtedy, kiedy moc Chrystusa Zmartwychwstałego przynagla nas.
Oto są te perspektywy chrześcijańskie, które trzeba mieć stale przed oczyma. One ukazują nam sens w okresach niemal powszechnego relatywizmu, nieładu, przewartościowania wszelkich wartości – i dają nam cichą radość, taką, jaką mieli pierwsi chrześcijanie, kiedy Neron szalał, a oni mieli radość z posiadania prawdy i z ukochania Chrystusa. 


 

marca 11, 2023

3. Niedziela Wielkiego Postu (A) - Spotkanie u studni Jakubowej

marca 11, 2023

3. Niedziela Wielkiego Postu (A) - Spotkanie u studni Jakubowej
Była godzina szósta, według starożytnej ra­chuby czasu, a więc samo południe. Jezus zmęczony drogą i upałem dnia zatrzymuje się razem z Apostołami w Samarii w pobliżu mia­sta Sychar. Zwyczajem podróżnych zatrzymuje się w miejscu, gdzie znajdowała się woda do picia. W tym przypadku była to studnia, którą według tradycji miał wykopać jeszcze patriarcha Jakub. Istnieje ona po dziś dzień i znana jest ze swej głę­bokości (ponad 30 metrów). Pan Jezus siada, aby odpocząć, a Apostołowie idą do miasta, aby kupić coś do jedzenia.
Po chwili u studni zjawia się niewiasta z dzban­kiem po wodę. Pan Jezus prosi ją, aby i Jemu po­zwoliła się napić, gdyż sam nie miał czym zaczerp­nąć. Niewiasta jest zdziwiona, że czyni to Żyd, bowiem Żydzi i mieszkańcy Samarii byli we wrogich stosunkach. Jest zdziwiona zapewne i dlatego, że czyni to mężczyzna. Na Wschodzie i w tamtych czasach nie należało do dobrego tonu, aby męż­czyzna wdawał się w rozmowę z nieznajomą ko­bietą. A niektórzy z rabinów okazywali kobietom lekceważenie tak daleko posunięte, że publicznie nie rozmawiali nawet ze swymi żonami. Rów­nież Apostołowie po powrocie zdziwią się, że ich Mistrz rozmawia z nieznajomą. Nie będą jednak śmieli wyrazić głośno swego zdumienia.
Rozmowa o wodzie była dla Jezusa okazją do zrobienia uwagi o charakterze religijnym. Mówi mianowicie, że On posiada wodę żywą, to jest po­chodzącą z głębokich źródeł. A woda ta ma tak cudowne właściwości, że kto ją pije, nie będzie już czuł więcej pragnienia i będzie żył na wieki. Sa­marytanka prosi gorąco o tę wodę: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać (J 4,15). Bierze tu ona wodę dosłownie, material­nie i nie rozumie, że pod obrazem wody jej Roz­mówca ma na myśli swą łaskę, życie Boże w du­szy.
Jezus widząc, że tą drogą nie trafi do jej du­szy, przechodzi to tematu bardziej osobistego, dotyczącego jej życia intymnego: pyta ją o męża. Samarytanka odpowiada krótko i jakby niechęt­nie: Nie mam męża. Pan Jezus, chcąc podtrzymać rozmowę i pozyskać jej życzliwość, chwali ją za szczerość, a jednocześnie czyni uwagę: Miałaś pię­ciu mężów, a ten, którego masz teraz nie jest twoim mężem. Prawdopodobnie z poprzednimi mężami rozwiodła się, bo trudno przypuścić, aby wszyscy pomarli. Z ostatnim zaś albo nie mogła, albo nie chciała wiązać się formalnie. Ale teraz wstrząśnię­ta znajomością tajników swego życia, woła: Panie widzę, że jesteś prorokiem.
Dalej rozmowa schodzi na temat świątyni i Mesjasza. Samarytanie bowiem też czekali na Mesjasza, który, jak wyraziła się niewiasta, pouczy nas o wszystkim. Gdy Pan Jezus stwierdził, że On jest tym Mesjaszem, wzruszona, że nadeszły już oczekiwane przez wszystkich czasy, że ma przed sobą Tego, który był przedmiotem pragnień i mo­dlitw tylu pokoleń, nie zwraca uwagi na Apostołów powracających z zakupioną żywnością, ale szyb­ko biegnie do miasteczka, aby przekazać radosną wieść. Zapomina nawet zabrać ze sobą dzbana, jak zauważył św. Jan. W tej chwili woda nie ma dla niej większego znaczenia.
W mieście swą rozmowę z sąsiadami i znajo­mymi rozpoczyna od podstawowego argumen­tu: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. I woła: Czyż nie jest On Mesjaszem? W swym uniesieniu nie wstydzi się mówić nawet o swoim nieuporządkowanym życiu. Narobiła pewnie tyle hałasu, że szybko zebrał się tłum ciekawych. Po chwili wszyscy udają się do studni, aby osobiście zetknąć się z Chrystusem. Wśród nich jest prawdopodob­nie kochanek niewiasty. Już po wstępnej rozmo­wie proszą oni Jezusa, aby poszedł do ich miasta i pozostał wśród nich. Dziwna prośba, jak na ludzi, którzy wiedzieli, że Chrystus jest jednym z Żydów, którym w normalnych warunkach do­kuczali. Dwa dni pobytu wśród Samarytan przy­niosły obfite żniwo; wielu uwierzyło weń i to już nie tylko dla słów niewiasty. Oni to prawdopo­dobnie w pięć lat później (por. Dz 8,5-25) przyjmą uczniów Chrystusa i ułatwią im dalszą ewangeli­zację Samarii.

W całym tym wydarzeniu podziwiamy wielką dobroć Chrystusa. Samarytanie nie są dla Niego, jak dla każdego innego Żyda, przedmiotem pogardy i nienawiści. Są ludźmi na równi z Żydami. Nawet Apostoło­wie wychowani w szkole Jezusa też wyzbyli się, częściowo przynajmniej, religijno-narodowych uprzedzeń. Poszli, aby zrobić coś, czego nie uczy­niłby przeciętny Żyd: kupić chleb u Samarytan. Jeszcze bardziej od zwyczajów epoki odbija stosu­nek Chrystusa do Samarytanki. Oto jak opisuje go J. Galot:
„Nowe prawo, które Jezus wydał dla swoich uczniów, wzmacnia nierozerwalność małżeń­stwa: ale to nie przeszkadza Mu okazać wiel­kiej dobroci niewieście, która żyje w nieprawych związkach... Aby dać się poznać mieszkańcom Sychar, wybiera kobietę dość lekkich obyczajów, a ponieważ jest ona ciekawska i gadatliwa, posłu­guje się tymi dwoma rysami niewieściego charak­teru... aby drugim opowiedziała to, co jej się zda­rzyło. Gdyby przybrał postawę sędziego i zaczął od karcenia niewiasty za jej lekkomyślność, nie uzyskałby żadnej ugody z jej ciekawością i chęcią mówienia”. I nie doprowadziłby do jej i innych nawrócenia.
Przykładów wartości apostolskiej dobroci życie dostarcza i obecnie na każdym kroku. Oto wyda­rzenie opowiedziane przez kardynała Leo Josepha Suenensa w jednej z jego konferencji radiowych:
W Brukseli pewien proboszcz, wychodząc z kościoła, zobaczył jednego ze swych niepraktykujących parafian, który właśnie robił zdjęcie żony z małym synem na rękach. Zbliżył się i po­wiedział: „Czy nie wydaje się panu, że fotografia byłaby milsza, gdyby i pan był na niej?" Męż­czyzna przyznał rację. Proboszcz zrobił zdjęcie, oddał aparat i oddalił się. Zanim jednak zrobił kilka kroków, matka z dzieckiem zbliżyła się do niego i powiedziała: „Proszę księdza, nasz chło­piec jest jeszcze nieochrzczony, czy nie dałoby się tego zrobić zaraz?” Lody zostały przełamane. Z rozmowy wynika, że rodzice dziecka nie za­warli jeszcze związku małżeńskiego w kościele. Powoli wszystko zostało uregulowane, najpierw chrzest, potem małżeństwo. Powstała nowa ro­dzina chrześcijańska. A wszystko zaczęło się od małego gestu dobroci, od zwykłego zdjęcia, zresz­tą nawet nieudanego.
Widzimy tu u Chrystusa i naśladującego Go kapłana dobroć dla żyjących bez ślubu religijnego. Jest ona przykładem zarówno dla kapłanów jak i dla każdego chrześcijanina.
Ewangelia nie podaje dalszych dziejów Sama­rytanki. Natomiast stara tradycja grecka nazywają Fotiną, oświeconą, to jest tą, która znalazła świa­tło wiary. Z jej szczerego i pełnego zaangażowania przyjęcia Chrystusa podczas pierwszego spotkania możemy przypuszczać, że potem uporządkowała swoje życie zgodnie z wymogami Ewangelii. Jej wielokrotne zmiany mężów czy kochanków były wyrazem nieznajomości sensu życia, braku okre­ślonego celu. Zresztą zdarzyło się to nie tylko jej. I w naszych czasach ciągłe rozwody, ciągłe zmiany partnerów miłości są wyrazem tego samego bra­ku. Pustkę życiową usiłuje się wypełnić coraz to mocniejszymi wrażeniami, a ponieważ one wciąż powszednieją, szuka się nowych partnerów.
Samarytanka poprzez Chrystusa odnalazła wo­dę żywą, której sensu przedtem nie zrozumiała, to jest łaskę Bożą i życie w niej. Musiała wprawdzie nadal chodzić po wodę do studni, ale to był drobiazg i z uśmiechem pewnie wspominała swą chęć napi­cia się raz na całe życie. Tego spokoju wewnętrz­nego i odnalezienia sensu życia pragnie Chrystus dla wielu nerwowo goniących za przyjemnościami samarytan i samarytanek naszych czasów.
Dziś wędruje On również, choć tylko w sposób duchowy, po drogach i ulicach naszych miast i wsi. Zatrzymuje się w różnych punktach, spragniony już nie wody materialnej, ale spotkania z ludźmi, porozmawiania z nimi o sprawach ich duszy. Pra­gnie dać im wodę żywą, to jest swą łaskę, życie Boże. Zależy Mu zwłaszcza na spotkaniu z tymi, którzy jak Samarytanka nie żyją zgodnie z Jego Ewangelią. Szuka ich po różnych drogach.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger