Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zmartwychwstały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zmartwychwstały. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 13, 2024

3. Niedziela Wielkanocna (B) - „Pokój wam".

kwietnia 13, 2024

3. Niedziela Wielkanocna (B) - „Pokój wam".


Bracia i Siostry!
Chrystus Prawdziwie zmartwychwstał Alleluja!

Tę radosną nowinę uobecniamy w znakach sakramentalnych. Czynimy to bardzo uroczyście w tym paschalnym okresie.

Postawmy sobie pytanie: na ile prawda o zmartwychwstaniu Chrystusa, którą wyśpiewujemy w pieśniach wielkanocnych, wyrecytujemy za chwilę w naszym Credo - przenika nasze codzienne życie?

Zmartwychwstały Pan staje dzisiaj pośród nas, jak stanął przed swoimi uczniami. Pokazuje nam swoje przemienione rany. Zachęca nas, abyśmy patrzyli i dotykali. Pragnie pomóc naszej wierze.

Przyglądamy się Jego uczniom. Prowadzili ożywioną rozmowę o tym, co się przydarzyło dwom z nich i jak Go rozpoznali przy łamaniu chleba. Jezus stanął pośród nich. Mimo drzwi zamkniętych. Ofiarował im słowo – dar: „Pokój wam". W tym pozdrowieniu zawarte jest wszystko, czego człowiekowi potrzeba. Przychodzi do nich ten sam, ich Mistrz, ale przez nich ciągle nierozpoznany.

Za dużo w nich lęku. Boją się o swój dalszy los. Co z nimi będzie. Ból i smutek są tak wielkie w ich sercu, że przesłaniają ich oczy i myśli. Jezus przychodzi do nich z całą delikatnością. Oni się zamknęli, zaryglowali od wewnątrz. Wydawało im się, że w ten sposób zapewnią sobie bezpieczeństwo. Gorączkowo pytają co dalej? Ci dwaj, którzy wrócili do Jerozolimy, twierdzą, że Go spotkali, że On żyje.

Ale lęk, ból, rozpacz tak mocno wbiły się w ich serca i umysły, że nie sposób przyjąć tę radosną nowinę.

Lęk jest niedobrym doradcą. Karol de Foucauld powie, że „... ulubionym narzędziem działania szatana jest strach". Terroryzuje nas ten sam strach, który ogarnął uczniów Jezusa. Strach przed opinią innych ludzi, przed ośmieszeniem, chorobą, przyszłością. Jest to strach zewnętrzny, można powiedzieć na powierzchni.
Ale jest też lęk o wiele głębszy. Lęk, którego źródłem jest pogrzebana nadzieja. Gdy doświadcza się pewnego dnia, że nagle zawalił się świat wartości, na którym budowało się swoje życie.

Apostołowie zapytani przez Jezusa: „Za kogo Mnie uważacie?" dali odpowiedź: „Ty jesteś Mesjasz Syn Boga żywego". I oto Ten, z którym związali swoje życie, w którym położyli wszelkie nadzieje, został zabity. Ten, którego uznali za Mesjasza, Bożego Syna - skonał w tak okrutny sposób. Tego widoku nie da się zapomnieć. Został uśmiercony Mesjasz.

Ten lęk kryjący się głęboko we wnętrzu człowieka jest bardziej niebezpieczny. Jak sobie z nim poradzić? To pytanie wraca w każdym pokoleniu i odzywa się bardziej lub mniej natarczywie w każdym człowieku.

Pozostał człowiekowi wypróbowany już w raju sposób – uciekać, chować się. Lęk podpowiada złudne rozwiązania: widzisz jak wiele jest kryjówek, możesz się bezpiecznie ukryć. Nie musisz brać na siebie całej odpowiedzialności za to co się stało. Cóż ty na to poradzisz.

I tak ucieka człowiek z jednej do innej kryjówki. Zaplątuje się coraz bardziej i bardziej. Chciałbym zapomnieć o tych potwornych ranach, którymi naznaczono Ciało Jezusa.

Apostołów zgromadzonych w wieczerniku przejmował lęk, ten podwójny lęk: „drzwi były zamknięte z obawy..." Umarł Syn Boży. 

Św. Jan Paweł II na początku swego pontyfikatu postawił pytanie: „Czy ten lęk, który nurtuje współczesnych ludzi, nie jest zrodzony ze <<śmierci Boga»? Nie tej krzyżowej, która zakończyła się zmartwychwstaniem. Ale śmierci jaką zadaje człowiek Bogu w samym sobie, w swoim sumieniu, działaniu i myśleniu. Człowiek zabija Boga w sobie i w drugim. Temu służą systemy polityczne i filozoficzne". (Homilia na placu przed katedrą w Turynie, 13 kwietnia 1980).

Współczesnemu człowiekowi wydaje się, że osiągnął niesłychane możliwości, że pokonał wszelki lęk. Jest panem, władcą i zwycięzcą. Pozbył się przecież najgroźniejszego „przeciwnika" posiadania, zdobywania i używania. Powinien czuć się wolny i bezpieczny. Tymczasem jednak strach go nie opuszcza.

Dlaczego jednak boi się ten dzisiejszy człowiek? Zgromadził takie zapasy broni. Postęp zapewnia mu coraz lepsze warunki życia. Czego mu jeszcze brakuje? Być może dlatego, że czuje się dzisiaj, jak nigdy dotąd, przeraźliwie sam. Z niepokojem spostrzega, że usuwając Boga z życia pozbył się jednocześnie ostatecznego hamulca, by nie zabijać człowieka. Bo ostateczna racja, aby człowiek żył, by jego życie było szanowane i ochraniane - jest w Bogu.

Jeżeli została wymazana prawda o człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boga, to jaką wartość przedstawia człowiek? Można się nim zabawić niewielkim kosztem. W imię rzekomego postępu dozwolony staje się każdy eksperyment na ludzkim życiu. I ten, który się prowadzi w laboratoriach naukowych i ten kiedy się niewinnemu człowiekowi rozbija głowę pałką na ulicy.

Jeżeli się odrzuciło prawdę o Bogu żywym, zamieszkującym serce człowieka, wtedy pojawia się inna alternatywa - szatan. Człowiek nie jest w stanie udźwignąć pustki. Musi ją czymś zapełnić. Podejmuje więc niebezpieczną grę z przeciwnikiem. Końcem tej gry staje się pętla, samobójcza śmierć. Nie ma się do kogo odwołać. Ostatecznym punktem odniesienia staje się człowiek, sekta i jej prawa.

Takie obrazy do nas docierają. Słyszymy te zatrważające wiadomości. I oto wcale nie gdzieś daleko z „dzikich" nierozwiniętych krajów. To dzieje się w naszych miasteczkach i miastach, na naszych polskich ulicach.

Taki jest obraz naszej chorej cywilizacji, którą nazwano cywilizacją śmierci. Dlatego mimo pozornych zabezpieczeń człowiek dzisiejszy jest tak potwornie zalękniony. Pod zewnętrzną maską pewności siebie, niekiedy cynizmu i brutalności kryje się serce bezradnego dziecka, które szuka pomocy i ratunku.

I oto w tę pustkę wypełnioną strachem wkracza, tak jak przed wiekami do jerozolimskiego wieczernika, Zmartwychwstały Jezus. Przekazuje nam słowa pokoju. Jego pokój jest w stanie zaspokoić najgłębsze nasze pragnienia, usunąć wszelki lęk.

Pokazuje nam jak ongiś Apostołom swoje przebite ręce i nogi. Staje żywy, w swoim ciele. Zwycięzca śmierci, piekła i szatana. Zaprasza nas, swoich uczniów, byśmy patrzyli, dotykali Jego przemienionych ran.

Spoglądamy na nasze ludzkie rany - samotności, lęku, zapomnienia - i odkrywamy, że na dnie naszej bezradności, słabości czeka nas Bóg. Radosna nowina - On Zmartwychwstały przychodzi, by nam powiedzieć jak bardzo nas ukochał. To miłość do człowieka zwyciężyła na Kalwarii śmierć. On zaś przychodzi by z nami budować cywilizację miłości.

Jezus Chrystus żyje! „Jezus Chrystus wczoraj i dzisiaj, ten sam także na wieki" (Hbr 13,8).

Ten sam, o którym św. Jan daje świadectwo w Apokalipsie: „Kiedym Go ujrzał, do stóp Jego upadłem jak martwy, a On położył na mnie prawą rękę mówiąc: <<Przestań się lękać!» Jam jest Pierwszy i Ostatni, i Żyjący. Byłem umarły a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani" (Ap 1,17-18).
Jedyny klucz do śmierci człowieka w ręku Jezusa, Syna Boga Żywego! I każdy po ten klucz może sięgnąć. Jednakże pod jednym warunkiem. Uznania prawdy o sobie samym, o własnej grzeszności.

Popatrzmy na Piotra. Określa się tylko jako świadek zdarzeń. Za Jezusem powtarza słowa o spełnieniu się Bożej obietnicy i radosną nowinę o możliwości odpuszczenia grzechów. Nie ma też do nikogo pretensji, że ktoś grzeszy. Odwrotnie - przypomina, że dzięki Jezusowi nastąpił koniec ery grzechu. Postawa Piotra może być jakąś wskazówką na dzisiejszy czas, gdy odnosi się wrażenie, że podstawy chrześcijańskiego imperium się walą. I faktycznie wiele jest znaków, które wskazują, że tak jest naprawdę. Czy my, wierzący mamy wiarę Piotra, żeby nie oskarżać innych o brak wiary? Bóg mógł przecież cofnąć ludziom oświecenie umysłów i nie starajmy się tego zrozumieć, bo to jest Jego Wola. Jeżeli mamy wiarę Piotra, to będziemy powtarzać radosną nowinę o końcu ery grzechu. Będziemy świadkami zdarzeń.

Bo to my jesteśmy świadkami zdarzeń. Bóg pozwolił się nam dotykać.

W różny sposób przeżyliśmy w swoim życiu to Boże dotknięcie. Niejednokrotnie jest bolesne i trudne. Każdy z nas patrząc w historię swego życia mógłby wiele na ten temat powiedzieć.
Ilu z Was, Drodzy Bracia i Siostry, chorzy i osamotnieni przeżyło takie chwile. Pomyśl Bracie i Siostro, czy nie dostrzegasz - być może z perspektywy czasu coraz wyraźniej – że przez te chwile najtrudniejsze Bóg Cię przeprowadził, udzielił sił i światła. 

Pomyślmy o tych chwilach i zdarzeniach otwarcie. Tajemnica naszego życia polega na tym, żeby nie zdusić tego w sobie, nie zachować tego dla siebie, ale stać się Jego świadkiem.

Bóg dał mi się dotknąć i oświecił mój umysł, abym Go zrozumiał i co dalej? Odpowiedź daje Jan pisząc: po pierwsze nie grzeszcie.
Jest to największy dramat, nas – świadków Boga, że grzeszymy tak samo jak inni ludzie. Nie zachowując przykazań Bożych, nie zachowujemy Jego nauki, miłość Boża nie jest w nas doskonała i ostatecznie zamiast odsłaniać, zasłaniamy Boga. Nie ma w nas wiary Piotra. Ksiądz Bozowski podsumował to kiedyś w ten sposób, że garstka uczniów była w stanie przekazać Dobrą Nowinę prawie całemu ówcześnie znanemu światu, a obecnie tyle tysięcy księży nie potrafi jej obecności choćby podtrzymać.
Św. Jan precyzuje: Dopiero nie grzesząc możemy powiedzieć te słowa: „Znam Go". Najwyższy Rzecznik Praw Człowieka, który za człowieka oddał życie, Jezus, wybrał nas na swoich świadków.
Są spośród nas Ci, którzy czują dotknięcie Boga, i Ci, których On oświecił.

Niech tacy nie grzeszą. Nie narzekają na zepsuty świat, bo to pewnie my, stojący najbliżej Niego, zasłaniamy Go światu.
Jan nie jest idealistą, pisze również do nas, nie żebyśmy w ogóle nie grzeszyli, ale żebyśmy jak najmniej grzeszyli.
 

To jest właśnie tyle, ile możemy ogarnąć z Tajemnicy Cierpienia, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Świadomie unikając grzechu, możemy pojąć więcej, jeszcze bardziej zbliżyć się do naszego Pana.

„Jezus Chrystus wczoraj, dziś, ten sam także na wieki" (Hbr 13,8) staje teraz pośród nas, tak jak w jerozolimskim wieczerniku i zaprasza na ucztę.

„Dotknijcie się Mnie i przekonajcie",
„bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje..."; „bierzcie i pijcie, to jest Krew moja..."

To samo ciało Jezusa zmartwychwstałego staje się obecne wśród nas na każdej Eucharystii. On daje się nam poznać w chwili, gdy Go przyjmujemy. Sam nas zaprasza: dotknijcie moich rąk, nóg, zobaczcie, że to Ja jestem. Od dzisiaj On gładzi nasze grzechy. Przemienia nasze słabe, biedne ciało w ciało chwalebne, w sakrament swojej miłości. Oby ta radość potężniejsza od każdego lęku człowieka stała się udziałem nas wszystkich. Czego i Wam kochani, i sobie samemu, z całego serca życzę! Amen.

 

kwietnia 02, 2024

Rozważania Wielkanocne - Rozpoznać Jezusa zmartwychwstałego!

kwietnia 02, 2024

Rozważania Wielkanocne - Rozpoznać Jezusa zmartwychwstałego!


Wtorek w Oktawie Wielkanocy

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana (J 20, 11-18)
 
Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.
I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?»
Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono».
Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?»
Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę».
Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu!
Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”».
Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Spotkania ze Zmartwychwstałym Jezusem, które opisuje św. Jan, są wspaniale, pełne dynamiki, interesujące i pouczające, ponieważ Boże słowo niesie życie. To jest widoczne i w tym znanym spotkaniu, tak często przedstawianym przez malarzy na płótnie.
 
Poranek zmartwychwstania. Jeszcze jest zmrok i dzień jeszcze nie wstał, a jedna Maria Magdalena już idzie na miejsce, gdzie położy- li Nauczyciela, który zmienił jej życie. W jej głowie snuje się tysiąc pytań. Gdzie On jest, co się stało, jak odnajdę grób?
 
Zmartwiona dochodzi na miejsce, zatroskane oczy pełne łez, nie widzą dobrze. Nagle słyszy pytanie: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?" Maria w swemu życiu już dużo szukała: siebie, innych, szczęścia... Szukała, a została odnaleziona przez Tego, który przyszedł z powodu człowieka i jego zbawienia. 
 
W chwili kiedy ją odnalazł Jezus z Nazaretu, Maria zapominała o wszystkich swoich poprzednich poszukiwaniach i wędrówkach. Została odnaleziona przez życie. Wtedy to ona zaczęła żyć, służyć, zmieniać się i pokorną miłością odpowiadać na Wielką Miłość.
 
Trzeciego dnia rano szuka. Szuka z nadzieją, miłością i wiarą. Anioły odpowiadają na jej poszukiwanie. Ona jednak nie zadowala się tą odpowiedzią.
 
Zniknął. Gdzie mógł zniknąć? Kto Go mógł zabrać?
Najbardziej intrygująca jest scena z ogrodnikiem. Maria nie rozpoznaje, że jest to On, jej Nauczyciel, który na nią tutaj czeka, zna jej myśli i marzenia, widzi łzy w jej oku i sercu. Chwilę potem woła ją po imieniu, głosem, która ma tylko On, jej Rabbuni i Wyzwoliciel. On jest teraz żywy. Zmartwychwstał, a ona zaraz Mu się pokłoni. Wszystko się zmieniło w jednej chwili. Nie ma więcej szukania i łez.
 
Dzięki temu wydarzeniu wróciło życie, szczęście, odnowiła się miłość. Chrystus jest wspaniały, bo kocha człowieka i przeobraża go w nowego, pełnego radości.
 
Nauczmy się poszukiwać, jak Maria, ale i odnaleźć z miłością Jezusa, który zna nasze myśli, marzenia i chce nasze życie uczynić nowym.
 
Rozmowa z Nauczycielem jest radością. Niech ta rozmowa zagości na dobre w naszym codziennym życiu.
 
MEDYTACJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Będę usilnie wzywał Ducha Świętego, aby zaprowadził mnie przed pusty grób i razem z Magdaleną pozwolił mi przeżyć spotkanie z Jezusem zmartwychwstałym.
 
Stanę blisko Magdaleny, która cała w bólu płacze przed grobem. Wsłucham się w jej szloch. W ciszy będę trwał przy kobiecie, która opłakuje największą stratę swego życia.
 
Wsłucham się w rozmowę Magdaleny z aniołami. Zatrzymam się dłużej na jej słowach: „Zabrano Pana mego...". Wczuję się w ton tych słów. Magdalena szuka umiłowanego Jezusa i jednocześnie czuje się bezradna.
 
Magdalena po raz drugi słyszy pytanie „Czemu płaczesz?". Nie rozpoznaje w pytającym Jezusa. Pochylona w bólu nie potrafi dostrzec Tego, którego szuka.
 
W czym najbardziej utożsamiam się z Magdaleną? Co mogę powiedzieć o moim kontakcie z żywym Jezusem w chwilach bólu z powodu przeżywanej straty?
 
Skupię mój wzrok na Magdalenie w chwili gdy słyszy swoje imię „Mario!". Zauważę, jak w jednym momencie zmienia się jej spojrzenie, jej twarz. Jezus pełnym miłości „Mario" wydobywa jej serce z grobu rozpaczy.
 
Czy przeżyłem takie spotkanie z Jezusem, które przywróciło mi życie? Czy pamiętam, jakimi słowami mnie wtedy dotknął? Czy żyją one we mnie nadal?
 
Będę kontemplował Jezusa żyjącego, który wstępuje do Ojca. Zbliżę się do Niego jak Magdalena i z miłością będę powtarzał imię Jezusa, którym najchętniej Go nazywam: mój Zbawicielu, mój Panie, mój Mistrzu, mój Przyjacielu...
 
 

kwietnia 22, 2022

Rozważania Wielkanocne - Ukazanie się Zmartwychwstałego nad Jeziorem Tyberiadzkim

kwietnia 22, 2022

Rozważania Wielkanocne -  Ukazanie się Zmartwychwstałego nad Jeziorem Tyberiadzkim

Jezus nad Jeziorem Tyberiadzkim

Piątek w Oktawie Wielkanocy

Z Ewangelii według Świętego Jana

Jezus znowu ukazał się nad Jeziorem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: «Idę łowić ryby». Odpowiedzieli mu: «Idziemy i my z tobą». Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie ułowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: «Dzieci, macie coś do jedzenia?» Odpowiedzieli Mu: «Nie». On rzekł do nich: «Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie». Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: «To jest Pan!» Szymon Piotr, usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się wpław do jeziora. Pozostali uczniowie przypłynęli łódką, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli rozłożone ognisko, a na nim ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: «Przynieście jeszcze ryb, które teraz złowiliście». Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości sieć nie rozerwała się. Rzekł do nich Jezus: «Chodźcie, posilcie się!» Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał. J 21, 1-14 
 

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Czas, który przeżywamy, zachęca nas do kontemplacji tajemnicy miłości Jezusa Chrystusa, tajemnicy Jego oddania, Jego ukochania. Zwłaszcza teraz, kiedy przeżywamy Oktawę Wielkanocy, najgłębiej możemy rozmyślać nad tajemnicą miłości Pana Jezusa, nad tajemnicą wyzwolenia i odkupienia.

Dzisiaj staje przed nami postać św. Piotra, o którym Dzieje Apostolskie mówią, że „napełniony Duchem Świętym, przemawiał do ludu: «Tego, którego wyście ukrzyżowali, Bóg wskrzesił z martwych i nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebie żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni»”.

Szymon Piotr ukochał Pana Jezusa, ukochał Go prawdziwie, chodził za Jezusem, a Jezus wyróżniał go spośród innych Apostołów. Już na przykład przy pierwszym spotkaniu Jezus zmienił mu imię z Szymona na Piotra, czyli skałę. Potem Piotr zapewniał gorąco, że nigdy nie wyprze się Jezusa, ale się wyparł, a potem gorzko płakał. A Jezus i tak jemu pierwszemu obmył nogi w Wieczerniku w czasie Ostatniej Wieczerzy. A potem, w niedzielę rano, Piotr biegnie razem z Janem do grobu Jezusa. I, według dzisiejszej Ewangelii, rzucił się w morze, by jak najszybciej znaleźć się blisko Jezusa, który stał na brzegu.

Św. Piotr pokazuje nam, jak odpowiadać miłością na miłość; pokazuje wręcz, że na miłość Jezusa nie ma innej odpowiedzi, jak tylko zawierzyć do końca i zaufać do końca. Przebywanie z Jezusem zmartwychwstałym, żyjącym pomaga i pozwala nam kochać mocniej, pełniej, głębiej, dojrzalej. A my przecież jesteśmy na co dzień z Jezusem zmartwychwstałym, bo każda Msza św. jest spotkaniem z żyjącym zmartwychwstałym Jezusem. I my w tej Mszy św. tak często uczestniczymy.

Co więcej, każda modlitwa jest spotkaniem ze Zmartwychwstałym. I każda myśl, którą do Pana zanosimy, nawet każdy ból, nasze strapienie Jemu oddane, może stać się spotkaniem z Jezusem zmartwychwstałym, z Jego pokojem, z Jego miłością, z Jego nadzieją i z Jego uzdrowieniem. Bo Jezus uzdrawia i fizycznie, i duchowo: uczy przebaczać, pokazuje, jak kochać tych, których nie umiemy obdarzyć miłością; Jezus pokazuje, że nasza modlitwa, zanoszona może w bólu, opuszczeniu, samotności, nie jest daremna, ani bezsensowna, bo zaufanie Jezusowi daje nam w konsekwencji zawsze „obfity połów”.

W dzisiejszej Ewangelii widzimy, że uczniowie na polecenie Jezusa zarzucają sieci i wydobywają całe mnóstwo ryb. Musimy się modlić, byśmy umieli, jak Piotr, zawierzyć do końca Jezusowi. Tak też po trosze się staramy, gdy uczestniczymy w Jego Ofierze Ciała i Krwi, i wtedy musimy Mu powierzyć samych siebie, i pójść za Nim, i uwierzyć w jego miłość. Panie, pomóż nam przyjąć otwartym sercem dar Twojego Zmartwychwstania, dar Twojej miłości, dar Twojej obecności między nami, dar Twojego życia, i pomóż nam kochać i przebaczać do końca, i pragnąć Ciebie jak Piotr. AMEN.

 

 

Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger