października 19, 2016

30 Niedziela Zwykła (C) – Świętość to pokora


30 Niedziela Zwykła, Rok C – Świętość to pokora

1. „W piekle znajduje się mnóstwo cnót, ale nie ma tam pokory. W nie­bie znajduje się mnóstwo wad, ale nie ma pychy” - mawiała święta siostra karmelitanka Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, zwana też Małą Arabką. Sama siebie najchętniej nazywała „Maleńką Nic”. Uczyła się pokory w szkole Ukrzyżowanego, z którym łączyły ją za­równo życiowe przeciwności, jak i zakonne imię. Miriam Baouardy pochodziła z rodziny arabskich katolików. Urodziła się w wiosce Abellin, położonej w połowie drogi między Hajfą
a Nazaretem. Jej dwunastu starszych braci zmarło w okresie niemowlęctwa. Po tych doświadczeniach jej rodzice udali się pieszo do oddalonego o sto siedemdziesiąt kilometrów Betlejem. Uprosili tam córkę, obiecując, że na cześć Matki Bożej nazwą ją Miriam. Ich modlitwa została wysłuchana i 5 stycznia 1846 roku urodziła się upragniona córka, a rok później jeszcze jeden syn, Paweł. Wkrótce potem oboje rodzice zmarli: najpierw ojciec, a po kilku dniach matka.
Po trudnym dzieciństwie i młodości wypełnionej upokorzenia­mi i cierpieniami fizycznymi Miriam wstąpiła do zakonu karmeli­tanek bosych w Pau we Francji. Będąc w zakonie, w wieku 25 lat, podczas homilii 21 listopada 1871 roku usłyszała w swym wnętrzu słowa, które utwierdziły ją w pokorze: „Oto ty, nędzne stworzenie; ty, biedna «Mała Nic»; ty, pełna słabości i grzechu, w jednej chwili, przez trzy śluby, wzniesiona zostaniesz do niepojętej godności oblubienicy Króla Niebios... Jezusa Ukrzyżowanego”. Zmarła niespełna siedem lat później, 26 sierpnia 1878 roku. 13 listopada 1983 roku została ogłoszona błogosławioną przez papieża Jana Pawła II, a 17 maja 2015 roku - świętą przez papieża Franciszka. Choć do­znała wielu przeżyć mistycznych, podkreślała, że „świętość to nie modlitwa ani widzenia, ani objawienia, ani umiejętność dobrego przemawiania, ani pokuta - świętość to pokora”. Bóg ma upodoba­nie w ludziach pokornych. Mówiła: „Serce pokorne jest kielichem, który zawiera Boga”. Modlitwa człowieka pokornego, biednego przed Bogiem „przeniknie obłoki i nie ustanie, aż dojdzie do celu” (Syr 36, 17) - napisał mędrzec Syrach. Tak! Pokora upodabnia nas do Chrystusa.

2. „Ufali sobie, innymi gardzili”. Przypowieść Chry­stusowa z dzisiejszej Ewangelii ukazuje dwóch ludzi - jakże odmien­nych - na modlitwie w świątyni. Sylwetki wyraziste, ostro z sobą kontrastujące: faryzeusz i celnik. W tym obrazie celnik zajmuje skromniutkie miejsce. Stoi w kąciku ze spuszczonym pokornie wzrokiem. Uznając swoje winy, w głębokim poczuciu słabości moralnej, bije się w piersi i prosi - postawą ciała, gestem dłoni, szeptem warg - „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”. Inaczej faryzeusz. On się szeroko rozpostarł w pla­nie obrazu, zajmując w nim miejsce nie tylko centralne, ale prawie wy­łączne. Chce, by go widzieli wszyscy: i Bóg, i ludzie. I by wyłącznie jego widzieli, bo tylko on jest tu ważny.
W opisie faryzeusza Chrystus nie poprzestaje na ukazaniu zewnętrz­nej jego pozycji w czynności, która ma być modlitwą. Maluje też wnę­trze faryzeusza, pełne pychy, hipokryzji i pogardy dla ludzi innego niż on sam pokroju. W słowach kierowanych do Boga faryzeusz ujawnia obrzydliwą mieszaninę sformalizowanej pobożności, absolutnego zapa­trzenia się w swą rzekomą doskonałość i okrutnego oskarżenia kiero­wanego pod adresem innych ludzi, branych zarówno generalnie jak i kon­kretnie.
Faryzeuszów ukazuje nam Ewangelia nie tylko w przypowieści. Wi­dzimy ich rzeczywistych, jak otaczają Chrystusa, towarzyszą Mu w Jego wędrówkach, pilnie wsłuchują się w Jego słowa. Rzadko jednak dostrzec w nich można pragnienie poszukiwania prawdy. Kieruje nimi wyłącznie nienawiść i przewrotna chęć przychwycenia na czymś Mistrza z Nazaretu, by Go poniżyć, ośmieszyć czy też oskarżyć. Chrystus zna dobrze tę ich przewrotność i nieraz ją ujawnia. Nie odtrąca ich jednak. Odpowiada na stawiane Mu pytania, nawet podchwytliwe. Nawołuje ich, niekiedy w dramatycznych i ostro formułowanych zwrotach, do zmiany postawy ducho­wej, do zerwania z zakłamaniem i pychą.
By odmalować z pełną wyrazistością, czym był faryzeizm, trzeba ze­stawić z sobą różne wypowiedzi Jezusa o faryzeuszach; te w rodzaju „groby pobielane” czy „rodzaj jaszczurczy”. Należałoby również zebrać ostrzeżenia przed modelem ich postępowania, przed tym „kwasem faryzejskim”, te kierowane pod ich adresem „biada”. Do tego trzeba by dodać liczne dane ujawnione w odnoszeniu się faryzeuszów do Chrystusa. W ca­łym tym bogactwie opisów nie straciłaby jednak na znaczeniu przypo­wieść Chrystusa o faryzeuszu w świątyni i to bardzo charakterystyczne zdanie z modlitwą faryzeusza: „Boże, dziękuję Ci, że nie, jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik”.
Ostrzeżenie Chrystusa przed faryzeuszem ma wymiary powszechne i odniesienie ponadczasowe. Jest skierowane do chrześcijan wszystkich czasów. Chociaż bowiem nazwa tej deformacji myśli i serca wywodzi się od grupy ludzi działającej w Palestynie w czasach Chrystusa, jednak to, co nazwa wyraża, nie dotyczy tylko tych ludzi. Faryzeusze żyli przed Chrystusem. Nie brakuje ich także w świecie współczesnym, również wśród chrześcijan, mimo żarliwych napomnień naszego Mistrza. Faryzeizm jest nieśmiertelny, jak nieśmiertelna jest głupota, pycha, formalistyka religijna i nieżyczliwość do ludzi - składniki faryzejskiej posta­wy ducha.

3. Zadowolenie z siebie. Przynajmniej niektóre składniki faryzeizmu potrafimy odkryć w sobie. Kto z nas bowiem nie uważa się w głębi duszy za sprawiedliwego, nie ma wysokiego mniemania o sobie i nie jest gotów stawiać się wyżej od innych, zwłaszcza tych, których grzechy są publicznie znane?
Jakże trudno nam dojrzeć swe winy. A jeśli nawet było coś złego, tak łatwo potrafimy to usprawiedliwić, a jeszcze łatwiej - zrzucić na in­nych. Jest to widoczne w gniewach i sporach, które tak często wybuchają wśród nas. Ich źródło jesteśmy skłonni widzieć tylko w innych, nigdy w sobie. Popatrzmy dla przykładu życie małżeńskie. Czy nie zawsze jest tak, że obwi­nia się tylko drugą stronę, a nie siebie, za nieporozumienia, rozdźwięki, osłabienie, wreszcie zerwanie więzi miłości? Kto ze współmałżonków po­trafi uznać w sobie źródło i obwinie siebie, swą niewierność, zły cha­rakter, egoizm - gdy dochodzi do rozwodu - za rozbicie małżeństwa, złamanie życia drugiej strony, przyszłą tragedię dzieci?
Prośmy Boga, który przenika do głębi nasze dusze, o światło wewnę­trzne i prostotę serca, abyśmy poznali prawdę o sobie. I prośmy, aby był miłosierny dla nas, gdy uznamy się za grzesznych. Może ułatwi nam to modlitwa poety:
Ty znasz mnie lepiej, Panie, niż ja siebie
- Korzenie ciemne mych uczuć i myśli,
O których myśl ma i uczucie nie wie,
Są jasne Tobie, jak w słońcu blask liści
(...) Jakżebym zdołał ukryć się przed Tobą,
Ja, który tak przed sobą się ukrywam
(...) Zamknij sprawiedliwości swej źrenice
I otwórz oczy mądrością litosne.

W. Bąk

4. Prawie każdego z nas oślepia zadowolenie z siebie. Nie potrafimy więc dojrzeć swych wad, słabości, a nawet niektórych grzechów, to znaczy tych, z którymi się otrzaskaliśmy. Jest to rodzaj ślepoty moralnej. Jes­teśmy dalekowidzami: widzimy, dalej, u innych, nie widzimy blisko, w sobie. Trzeba by dopiero jakiegoś silnego światła, by ujrzeć siebie w ca­łej prawdzie. Światła z nieba. Łaski.
Jest w Warszawie prywatna kolekcja cennych zbiorów muzealnych, zwłaszcza srebra i starej porcelany. Przyjechała tam kiedyś ekipa opera­torów filmowych, by pokazać to w telewizji. Właściciele byli uprzedzeni i przygotowali się do tej wizyty przez troskliwe posprzątanie domu. A je­dnak... Gdy dom zajaśniał silnym światłem jupiterów i stały się widoczne wszystkie jego, nawet najciemniejsze zwykle, zakamarki, pokazały się złoża kurzu i liczne strzępy pajęczyny. Dopiero w tym świetle można było oczyścić dom z jego zbiorami.
Jakże mylimy się w swoim samozadowoleniu moralnym, gdy nie wi­dzimy swych win i słabości. Tak trudno zobaczyć siebie w całej prawdzie. Obyśmy choć łatwo nie osądzali innych jako gorszych od siebie. Prośmy Chrystusa w czasie tej Mszy Św., gdy przyjdzie na nasz ołtarz i zstąpi do naszych serc, aby stał się oświeceniem dla duszy. Abyśmy poznali się w całej prawdzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger