Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święto Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej). Pokaż wszystkie posty

stycznia 31, 2022

Święto Ofiarowania Pańskiego – Nauczycielka zawierzenia

stycznia 31, 2022

Święto Ofiarowania Pańskiego – Nauczycielka zawierzenia
Liturgia Święta Ofiarowania Pańskiego opiewa wydarzenie, które miało miejsce czterdzieści dni po narodzeniu Pana Jezusa. Maryja i Józef przynoszą Jezusa do świątyni w Jerozolimie, by, jak mówi Ewangelista, „postąpić z Nim według zwyczaju Prawa” (Łk 2,27). Takie wydarzenia były na porządku dziennym w świą­tyni. A jednak tym razem było inaczej. O tej inności stanowią i Osoby, i sam akt ofiarowania. I one mogą nas wiele nauczyć.
W dawnej tradycji dzisiejsze święto nosiło nazwę: Matki Bożej Gromnicznej. Wskazywało w ten sposób na Maryję jako Tę, która staje w centrum uwagi Kościoła. Skorzystajmy z tej sugestii. Naj­pierw jednak odpowiedzmy na pytanie: czy tylko ze względu na tradycję zasługuje Maryja na szczególną naszą uwagę? Dlaczego w ogóle tyle się mówi o Niej, dlaczego właśnie Ją stawia się na pierwszym miejscu w tylu kazaniach?
Musimy pamiętać, że przepowiadanie jest częścią kościelnego nauczania. Nauczania, którego adresatami są ludzie, w ogromnej większości ci, którzy Boga szukają i do Niego wędrują po nie­łatwych ścieżkach świata. Celem ich, czy też naszym celem tego pielgrzymowania jest zjednoczenie z Bogiem. Jest więc to nasze życie zbliżaniem się do Boga, zacieśnianiem więzi z Nim. Powstaje więc pytanie: kto nas może tego najlepiej nauczyć, kto może być najlepszym przewodnikiem na tej drodze? Chyba tylko ten, a ra­czej Ta, która starała się zawsze być najbliżej Pana, której droga może być przykładem dla każdego z nas.
To, czego uczy nas dzisiaj Maryja, to postawa zawierzenia Bogu. Ale zawierzenia nie polegającego tylko na słownej dekla­racji, lecz na oddaniu siebie, całkowitym i bez żadnych zastrzeżeń. Oto Matka ofiarowuje swe Dziecię. To nie jest tak, jak w tylu sytuacjach z naszej codzienności, gdy coś komuś ofiarowujemy. Więź matki z dzieckiem jest jedyna w swoim rodzaju. Matka czuje wraz ze swym dzieckiem, kocha razem z nim i razem z nim cierpi, a nieraz jest gotowa poświęcić swe życie dla dziecka. Więź ta może być jeszcze spotęgowana, gdy matka kocha swe dziecko naj­czystszą miłością. Trudno przeczyć, że taka właśnie więź istniała między Maryją a Jezusem. I oto Maryja słyszy słowa: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz prze­niknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2,34-35). Myślę, że i Maryi i nam nie było trudno przeczuć, co te słowa oznaczały, jaką zapowiadały przyszłość Jej Dziecku, a poprzez Nie Jej samej. A jednak Maryja nie wycofuje swego daru, nie wycofuje swej goto­wości i swego oddania. Podziwiamy wiarę Matki Jezusa, bo wie­my, jaka przyszłość miała być udziałem nie tylko Jezusa, ale i Jej samej. W momencie ofiarowania jednak Maryja nie wiedziała do końca, co by to miało być. Proroctwo Symeona, jak wiele innych proroctw, które znamy ze Starego Testamentu pełne było niewia­domych, co potęgowało jeszcze jego grozę. Nie boimy się tak bar­dzo tego złego, co nas czeka, jeśli wiemy, co to za zło. Tutaj była wielka, groźna niewiadoma. A mimo to Maryja nie wycofała swego "fiat", i nie uczyniła Bogu żadnych zastrzeżeń, ani w mo­mencie ofiarowania, ani, jak wiemy, nigdy później.
Popatrzmy teraz jak to wygląda w naszym życiu. Chrześci­janin jest wezwany do naśladowania Chrystusa, do kroczenia tą samą drogą, co On. A Jezus nie ukrywa, że jest to droga krzy­żowa, choć na pewno jakoś "rozciągnięta" w czasie: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24). Ten krzyż rzeczywiście do nas przychodzi pod różną postacią. Tyle, że nasza postawa wobec niego jakże bardzo się różni od postawy Maryi. Jesteśmy gotowi podjąć krzyż, jaki spotykamy na naszej drodze, ale nie każdy i nie zawsze. Chętnie też byśmy się tego naszego krzyża pozbyli, bo przecież „i nam się coś od życia należy”. Łatwo przy­chodzi nam zadeklarować gotowość do jego dźwigania, gorzej z wykonaniem tej deklaracji.
Życie nie jest łatwe. Łatwo natomiast zapomnieć o jego celu i o drodze do niego wiodącej. Łatwo się zagubić i właśnie dlatego potrzebujemy kogoś, kto by nas poprowadził, kto by nam przypo­minał o naszym celu, wreszcie kto by nam pomagał. Potrzeba nie tylko przewodnika, ale kogoś takiego, kto by miał do nas cierpli­wość, otoczył ciepłem i miłością, potrzeba kogoś takiego jak mat­ka. Jezus to wiedział i dlatego dał nam swoją Matkę, by była naszą Matką, byśmy mieli, do kogo się uciekać z naszymi potrze­bami. Dziś właśnie jest kolejna taka okazja, by sobie to uświa­domić.

W czasie liturgii chrztu rodzic zapala świecę od paschału, aby dar wiary w Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego nigdy nie zgasł w sercu dziecka, tak by

mogło ono pójść na spotkanie z Panem, kiedy przyjdzie w chwale, zgodnie z treścią przypowieści o pannach (zob. Mt 25,1-13). Zapalenie światła jest wyrazem przyjęcia zbawienia i wzrastania w nim, aby móc radować się podczas powtórnego przyjścia Zbawiciela.
Podczas obrzędu chrztu rodzic, trzymając w ręku zapaloną świecę, która będzie oświetlać życie dziecka, podkreśla własne zaangażowanie w wychowanie nowo ochrzczonego w świetle Paschy Pana.


Wy jesteście światłem

Zapalenie świecy oznacza dokonanie wyboru życia: jedynie Pan może oświecać nasze serce i określać motywacje towarzyszące naszym wyborom. Tylko On jest towarzyszem podróży oświetlającym całą naszą drogę. Zapalamy więc nasze świece podczas procesji, aby zaświadczyć przed światem, że tylko światło Chrystusa może nadać sens naszemu życiu. Kroczenie w świetle ma źródło w przekonaniu, że jesteśmy dziećmi światłości, jak mówi św. Paweł: „Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień (...) Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa” (Rz 13,12-14).
Zapalona świeca, która oświetla drogę procesji wspólnoty, uwidacznia, jak Jezus Chrystus oświeca serca wierzących i rozprasza wszystkie ciemności.
Kościół w modlitwie po Komunii w czasie Mszy o świętych kobietach modli się: „Wszechmogący Boże, niech (...) działanie Najświętszego Sakramentu oświeci nas i zapali, aby płonęły w nas święte pragnienia (...)”. W uroczystość Zesłania Ducha Świętego Kościół błaga, przywołując mocy Ducha Świętego: „Światłości najświętsza, serc wierzących wnętrza poddaj Twej potędze”; „Przyjdź Duchu Święty, napełnij serca swoich wiernych i zapal w nich ogień swojej miłości”. Zapalenie świecy wyraża rozbrzmiewające w duszy rozmaite uczucia, które łączy wspólny element: radość życia i radość z dawania życia.
W płonącym świetle zawarte jest pragnienie wzniesienia serca modlącego się ku Bogu i całkowitego zawierzenia się Temu, który jest jedynym gwarantem życia. Każda zapalona świeca jest wychwalaniem życia przez modlące się serce.
Zapalenie świecy jest znakiem, że Duch Boski ogarnia nas i ofiaruje nam możliwość świadczenia przed światem o potędze Najwyższego. Dlatego też zapalenie świecy staje się wyrazem naszego przekonania, że Chrystus oświeca całą naszą osobę, abyśmy mogli przez życie kroczyć z nadzieją, oczekując nadejścia dnia, który nie zna zachodu. 

 

stycznia 31, 2022

Homilia na Święto Ofiarowania Pańskiego – Przytulenie i ofiarowanie

stycznia 31, 2022

Homilia na Święto Ofiarowania Pańskiego – Przytulenie i ofiarowanie


Kochani moi, 

po wysłuchaniu dzisiejszej Ewangelii rodzi się w moim sercu modlitwa i rodzi się takie oto rozważanie:

Mój Boże, już wiem, życie mnie tego nauczyło – szkoda czasu, by działać po swojemu. Chcę ofiarowywać Tobie wszystkie moje sprawy. Nie dlatego, żeby było mi łatwiej, ale ponieważ uwierzyłem w Twoją nieogarnioną miłość do mnie. I stąd moja odwaga. Moje życie jest w Twoich rękach.

Gdy słuchamy dzisiaj Ewangelii w wyobraźni pojawiają się dwa obrazy. Pierwszy oparty na następującym tekście: „Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu”. Oto Mesjasz wkracza do swojej Świątyni. Może to wyglądało mniej więcej tak: czterdziestodniowe Niemowlę niesione przez Józefa, a obok krocząca Matka Boża. I ten gest – podniesienie chłopca w górę, a w sercu pragnienie, by stało się własnością Boga. Ofiarowanie Bogu. Być może cichuteńko, razem, wypowiedzieli modlitwę, chociażby psalm, który przed chwilą śpiewaliśmy: „Bramy podnieście swe szczyty, unieście się, odwieczne podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały”.

Drugi obraz jest związany z Symeonem: „On wziął Je w objęcia”. Przytulenie Mesjasza. Może pocałunek. Może szeptem wypowiedziane słowa, które tylko serce, mocno kochające, jest w stanie wypowiedzieć. Scena pełna czułości, tym bardziej wymowna, że Symeon jest gotowy do odejścia z tego świata. Stąd należy się spodziewać, że jest w podeszłym wieku. Chciałbym, aby te dwie sceny, dwa znaki – stały się punktem wyjścia dla naszej refleksji nad Słowem Bożym.

Przytulenie mówi o bliskości. Jezus jest bardzo blisko ludzi. List do Hebrajczyków mówi o tym w taki oto sposób: „Jezus… przygarnia potomstwo Abrahamowe… musiał się upodobnić pod każdym względem do braci… w czym bowiem sam cierpiał, będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom”. Wymieńmy kilka przejawów bliskości Jezusa z ludźmi. Najpierw Jego solidarność z ludźmi ubogimi i doświadczanymi przez życie. Narodziny daleko od domu rodzinnego – w ubogiej stajence. Ucieczka i pobyt na obczyźnie – nie wśród swoich. Cisza Nazaretu – z pracą ciesielsko-stolarską. Działalność publiczna – z niezrozumieniem rodaków, niekiedy w głodzie, bez miejsca na spoczynek. Jezus przytula się – utożsamia, z tymi wszystkimi, którzy są w podobnej sytuacji. Dalej: Jezus przytula się do tych, których atakuje diabeł. Sam na pustyni, po czterdziestodniowym poście, kuszony przez złego ducha. A później przez swoją śmierć pokonał szatana. Jest blisko z tymi wszystkimi, którzy popełnili błąd życiowy i otwarli się na działanie złych duchów. Pragnie ich uwolnić od balastu udręczeń. Jest blisko z tymi, których złe duchy kuszą do wejścia na drogę grzechu. Chce dla nich być światłem i mocą, które pokażą drogę i dadzą moc do kroczenia Bożymi drogami. Wreszcie Jezus przytula się do chorych i cierpiących. W Ogrójcu – przeżywając przerażenie jest z tymi, których dosięgają rozmaite lęki. Przed sądami: Sanhedrynu i Piłata – jest z tymi, którzy przeżywają niesłuszne oskarżenia, niewinnie siedzą w więzieniach, są bici i sponiewierani. Niosąc krzyż jest z tymi, którzy cierpią – nieraz niewyobrażalne męki. Umierając, utożsamia z tymi, którzy odchodzą. Jezu, chcę dziś przeżyć Twoje przytulenie. Wiem – jesteś blisko. Tak dobrze mi jest w twoich ramionach. To nie jest tylko wiedza o bliskości z Tobą. To jest przenikanie miłości. Tak cudownie, że mnie kochasz!

Drugim obrazem, gestem, znakiem, który dziś do mnie tak bardzo mocno przemawia jest oddanie Bogu, ofiarowanie, przekazanie. Podjęcie decyzji: „Boże, nad tą sprawą, nad tą dziedziną oddaję Ci władzę. Pomóż mi. Sam nie dam rady”. Bóg bierze wtedy odpowiedzialność za człowieka. Nie zawiedzie. Naprawdę. Oto jeden z przykładów, który akurat sam przeżyłem. Pogmatwało mi się w życiu. Wszedłem na błędną ścieżkę. Dużo niepokoju i swoista bezradność. Będąc w jednym z sanktuariów Matki Bożej podjąłem decyzję oddania tej sprawy, zejścia z nieewangelijnej dróżki, Panu Bogu. Po półtora roku zauważyłem całkowite załatwienie mojej prośby. Inaczej, niż sam bym zaplanował. Bóg wybrał najcudowniejszy sposób wyjścia z grzesznej sytuacji. Ciekawe było dla mnie, że nie od razu pozbyłem się kłopotu. Trwało to trochę, ale jestem Bogu bardzo wdzięczny.

Oto inne zdarzenie. Księdza Józefa Tischnera dotknęła choroba nowotworowa. Podjął konkretne leczenie, które przyniosło ulgę. Niestety po pewnym okresie nastąpił nawrót choroby. Wiązało się to z dużym bólem. Wówczas cierpiący kapłan napisał tekst: Siostra Faustyna i Fryderyk Nietzsche. Pisze w nim o współodczuwaniu cierpień Chrystusa i o tworzonej w ten sposób wspólnocie z Nim. Pisze wprost, że można dokonać istotnego aktu ofiary i ofiarować swój ból Bogu za zbawienie świata. Ofiarować, to znaczy już się nim nie zajmować. To, co ofiarowane nie jest moją sprawą, lecz sprawą tego, kto dar otrzymał. Nie ból jest tu istotny. Istotna jest miłość, która dokonuje aktu ofiary. Człowiek zbawia się nie na zasadzie ilości przeżytego bólu, ale na zasadzie miłości, która uszczęśliwia i pozwala znieść ból. Bardzo trudną sytuacją, którą często spotykam, czy to w rozmowach duchowych, czy też w konfesjonale jest sprawa przebaczenia doznanej krzywdy. Wtedy konieczna jest decyzja woli uczyniona wobec Boga o przebaczeniu konkretnej osobie krzywdy. Tylko wówczas człowiek pozbywa się ciężaru, tego bólu, który bardzo obciąża. Jest to swoiste oddanie doznanej krzywdy Panu Bogu, by ją zabrał i serce uczynił wolne. Wiem, że te wymagania ewangelijne należą do najtrudniejszych. Ale Jezus tę sprawę stawia w wielu miejscach i to bardzo mocno. Jestem przekonany, że każdy borykający się z tym problemem może „podłączyć” się pod słowa Jezusa wypowiedziane na krzyżu: „Ojcze, przebacz im bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). I dzięki Jego łasce możliwe jest przebaczenie.

Boże, już wiem, życie mnie tego nauczyło – szkoda czasu, by działać po swojemu. Chcę ofiarowywać Tobie wszystkie moje sprawy. Nie dlatego, żeby było mi łatwiej, ale ponieważ uwierzyłem w Twoją nieogarnioną miłość do mnie. I stąd moja odwaga. Moje życie jest w Twoich rękach.

 



lutego 02, 2018

Rozważania codzienne – Ofiarowanie Jezusa w świątyni

lutego 02, 2018

Rozważania codzienne – Ofiarowanie Jezusa w świątyni

Słowo Boże na dziś

Piątek, 2 Lutego 2016 rok
Święto Ofiarowania Pańskiego
Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:
 „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju,
według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela”.
Koniec krótszej perykopy
A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, kórzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.
 .

Refleksja nad Słowem Bożym

.
Dzisiejsze Święto Ofiarowania Pańskiego jest wspomnieniem spotkania się Chrystusa ze swoim Ludem. Oto Mesjasz przychodzi do świątyni i spotyka się z Ludem Bożym w osobach Symeona i Anny. Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest także wypełnieniem wymogów Prawa, które wówczas obowiązywało w Izraelu.
Ale jest to jednocześnie coś więcej: Jezus przybywa do świątyni nie tylko by wypełnić Prawo. On przychodzi do świątyni jako jej Pan. Z Księgi Proroka Malachiasza usłyszeliśmy właśnie tę prawdę: „Oto Ja wyślę Anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną. A potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie i Anioł Przymierza, którego pragniecie – oto nadejdzie – mówi pan Zastępów”. A Symeon rozpoznaje w tym małym Dziecięciu Tego, który jest Zbawieniem Izraela i wszystkich narodów, za zatem także i nas.
Obok tej myśli, bardzo ważny jest również sam fakt ofiarowania Jezusa, który wypływa z dzisiejszego święta. Już w Starym Testamencie polecił Bóg Mojżeszowi: „Poświećcie Mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego – zarówno człowiek jak i zwierzę”. Dlatego w Starym Przymierzu wszystko, co pierworodne, składano w ofierze Bogu. Chodziło tutaj o pierwociny zbóż, inwentarza żywego, przynoszono też do świątyni pierworodne dziecko, za które składano ofiary zastępcze. Właśnie to usłyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii: „Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu»”.
Jakie nasuwają się stąd dla nas wnioski?
Maryja przynosi Dziecię Jezus do świątyni. Dlatego bardzo dobrze czyni każda matka, gdy już w stanie błogosławionym ofiaruje swoje dziecko Bogu. Kościół ma nawet specjalne modlitwy na tę okoliczność. Warto więc prosić kapłana o takie błogosławieństwo. A po urodzeniu dziecka, zwłaszcza podczas chrztu św., warto dokonać takiego aktu ofiarowania. Istnieje piękna formuła takiego ofiarowania przy chrzcie – oto jej fragment: „Teraz przynosimy do Ciebie, Boże, nasze dziecko, Twój dar, aby to, co nam dałeś, Tobie znowu ofiarować. Prosimy, przyjmij nasze dziecko pod Twoją opiekę; obdarz je zdrowiem ciała i ducha, wspieraj je mocą Twojego Ducha, uświęcaj światłem z niebios i obdarzaj prawdziwą miłością”.
Taki akt ofiarowania dziecka, a także ofiarowania siebie samych, ponawiajmy często w naszym życiu. Możemy to także czynić prostymi słowami modlitwy. Starajmy się również wpatrywać we wspaniałe wzory ludzi znanych i świętych, którzy umieli ofiarowywać siebie Bogu, np.: św. Maksymilian Kolbe oddanie to ujmuje w słowach: „Abym w Twoich niepokalanych rękach stał się narzędziem Twojej miłości”. Sługa Boży, Stefan Kard. Wyszyński, ofiarowanie się Bogu dokonuje przez ręce Matki Najświętszej w niewolę miłości, za wolność Kościoła w Polsce i na świecie. Papież, Jan Paweł II, ujmuje to w słowach: „Cały Twój”.
Dzisiejsze święto, w naszej tradycji, nazywamy Świętem Matki Bożej Gromnicznej. Jakże wielka jest wymowa świecy, trzymanej dzisiaj w naszych rękach – to symbol Chrystusa-Światła, ale też symbol naszej wiary. Zanieśmy to światło i wprowadźmy je w nasze życie; niech ono strzeże naszych domów i mieszkań; niech nas chroni od wszelkich złych mocy.
„Maryjo, Matko Boża, przynosząca do świątyni Dziecię Jezus, wypraszaj nam światło żywej wiary, gdy przytłaczają nas pokusy, gdy przygniatają cierpienia, gdy zło zdaje się być większe i zwyciężać, a zwłaszcza wypraszaj nam to światło w godzinie naszej śmierci”. AMEN.

ROZWAŻANIE NA ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO
Zastanawiała mnie kiedyś różnorodność nazw stosowanych na określenie uroczystości 2 lutego. W starych rękopisach liturgicznych aż po wydawane w latach 60-tych naszego stulecia mszaliki uroczystość nosiła nazwę „Puriflcatio” – Oczyszczenie NMP. W Polsce większą popularnością cieszyła się jednak ludowa nazwa „Matki Bożej Gromnicznej” – od świec (gromnic), zanoszonych w tym dniu do kościoła i tam poświęcanych, mających następnie chronić od piorunów i innych nawałnic, a także ułatwiać konającym przejście do wiecznego życia. Oba określenia uwypuklały maryjny charakter święta. Dopiero ostatnia reforma liturgiczna nadała mu charakter uroczystości Pańskiej, co szło w parze ze zmianą nazwy na „Praesentatio” – Przedstawienie, Okazanie Pana Jezusa w świątyni. W języku polskim, zamiast dosłownego tłumaczenia tego łacińskiego terminu, przyjęło się określenie „Ofiarowanie Pańskie”, zwracające uwagę na najistotniejszy aspekt treściowy święta i w niedwuznaczny sposób sugerujące obecność niezgłębionej tajemnicy zbawienia.Myślę, że stąd właśnie wynika niepokojący kontrast pomiędzy wyrażoną w tekstach liturgicznych treścią a radosną oprawą zewnętrzną uroczystości. W dniu tym wracamy do okresu Bożonarodzeniowego – do kolęd, lampek na choince. Również i w różańcu Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni należy do tajemnic radosnych.Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka chodzi o radosną rodzinną uroczystość przedstawienia pierworodnego syna, zaledwie miesiąc wcześniej narodzonego, w świątyni jerozolimskiej. Rodzice z durną niosą dziecko, by je „okazać” Bogu i ludziom, wyrazić wdzięczność za ten żyjący dar, a jednocześnie uiścić przepisaną Prawem zapłatę. W ten sposób dziecko, „wykupione” od Boga, stać się powinno ich własnością cieszyć Bożą opieką i błogosławieństwem (podobnie jak ochronieni od śmierci pierworodni synowie wychodzących z Egiptu Izraelitów – por. Wj 11, 4nn). Czyż może być większy powód do radości?A jednak to tylko najbardziej zewnętrzna warstwa rozgrywającego się wydarzenia. Za nią kryje się niezmierzona głębia tajemnicy – wszystkie Boże plany wobec człowieka, cała historia zbawienia wkraczająca właśnie w stadium ostatecznej realizacji. Na razie jest to tylko zapowiedź tego, co zdarzy się w przyszłości. Zawiera ona jednak w sobie całą nadchodzącą rzeczywistość.Wydaje się, że istotny sens tego, co naprawdę się dzieje, najłatwiej jest odnaleźć w czytanym 2 lutego fragmencie proroctwa Malachiasza: „potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, które go wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże?” (Ml 3, inn). Tekst ten kontrastuje w sposób wprost szokujący z radosną oprawą uroczystości liturgicznej – co roku doświadczam tego „szoku” na nowo. Dopiero chwila refleksji pozwala oswoić się z poszerzoną do granic nieskończoności perspektywą.
Oto rozsnuwa się przed oczami obraz wkraczającego do Przybytku w całej swej chwale i potędze Pana. Obraz ten kreślą niemal wszystkie teksty Liturgii Godzin tego dnia: „Oblecz, Syjonie, szaty chwały i przyjmij twego Pana!” – nawołują hymny, antyfony i psalmy – „Oto już wchodzi Pan do swego domu”. Wejściu temu towarzyszy niewypowiedzianie jasna światłość:
Bóg jest światłością – powie św. Jan – i nie ma w Nim żadnej ciemności” (1 J 1, 5). Światłość ta, „oświecająca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1,9), rozprasza ciemność skutecznie i całkowicie – wydobywa z mroku wszystko, cokolwiek dotąd się w nim kryło, ujawnia spowite najgłębszą tajemnicą zamysły serc wielu” (Łk 2,35). Nie jest to nic innego jak sąd – sąd najbardziej bezlitosny i nieubłagany: Prawda ukazująca się w pełnym blasku naszym własnym oczom. Potwierdzi to św. Jan, przytaczając w swej Ewangelii słowa Chrystusa „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat” (J 3, 19). Któż się ostoi, kto przetrwa Jego przyjście?
Spotykają się tutaj dwa wątki treściowe Uroczystości: Chrystus-światłość (którego symbolem jest światło świecy) przybywający, by osądzić człowieka, oraz ściśle z tym związana koniecz ność oczyszczenia. Zwróćmy uwagę na fakt, że to nie Matka Najświętsza, Najczystsza i Niepokalana, potrzebuje tego oczyszczenia. Potrzebujemy go my – ludzie, niezdolni sami z siebie do zniesienia palącej żywym ogniem Bożej obecności. Dopiero przetopieni i oczyszczeni jak złoto w tyglu, będziemy mogli pokusić się o stanięcie przed obliczem Boga-Swiatłości. Aby to było możliwe – teraz, wśród radości, świateł i śpiewów, Dzieciątko Jezus jest wnoszone do świątyni. Małe ludzkie ciało kryje Bożą potęgę, czyni ją dostępną ludzkim zmysłom. W tej rok/post/informacje/indexaci Jedyny Zwycięzca, Ten, który sam jeden może przyjąć na siebie Boży osąd, okazany jest Bogu (Praesentatio). Po raz pierwszy następuje konfrontacja, na którą od tysięcy lat czekał cały świat, a która powtórzy się w sposób pełny i doskonały na Kalwarii: Człowiek staje twarzą w twarz ze Sprawiedliwym Sędzią. Znosi to spotkanie, nie ginie!…
W ten sposób dochodzimy do ostatniego i najważniejszego aspektu Uroczystości – do ofiarowania. Oszołomieni głębią przeżywanych treści. zapytujemy sami siebie: co się tu właściwie dzieje? Kto i co ofiarowuje? Po co? Mam wrażenie, że i ta odpowiedź nie może być całkowicie jednoznaczna. Prawdą jest bowiem, że Maryja i Józef ofiarowują (czy raczej okazują) Dzieciątko Bogu. Nie jest to jednak normalne, zwyczajowe okazanie syna kapłanom. Świadomością – zwłaszcza Matki – wstrząsa przepowiednia, że wszystko potoczy się inaczej, niż można by się spodziewać, że pomimo uiszczenia przepisanej Prawem „zapłaty” Dziecko wcale nie zostanie Jej zwrócone, nigdy nie będzie Jej własnością, nie otoczy Jej szczęściem na ziemi, nie zapewni spokojnej starości. Wprost przeciwnie, od początku będzie znakiem sprzeciwu. Maryja nie cofa się jednak, nie ucieka z płaczem przed perspektywą miecza przeszywającego Jej serce, nie ukrywa zazdrośnie Dziecka dla siebie. Wznosi Je wysoko na wyciągniętych rękach w geście ofiarowania, jak płonącą świecę, by oświetlić nią jak największą przestrzeń. Mnie zapala się bowiem światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim (Mt 5, 15). Maryja wie o tym. W przyszłości zgodzi się, nie zważając na własne cierpienie, by Syna wyniesiono aż na krzyż.
Oto prawdziwe Ofiarowanie – już teraz, już tutaj zaczyna się ofiara Matki Najświętszej. Zaczyna ślę też ofiara Syna, Syna Bożego, który zgodził się umniejszyć, wziąć na siebie ludzkie ciało, ofiarować je jako zapłatę ludzkiego zbawienia, wydać na ofiarę całopalną (jak wypalająca się do końca świeca) po to, abyśmy oczyszczeni przemienieni mogli kiedyś oglądać Boga twarzą w twarz.
W tej perspektywie wszyscy powinni wziąć sobie głęboko do serca przypominane co roku 2 lutego wołanie św. Sofromiusza:
„Ukazała się światłość prawdziwa.. O moi bracia! Niech ona nas wszystkich oświeci, niech w nas wszystkich rozbłyśnie. Niech nikt z nas nie pozostaje poza zasięgiem tej jasności, niech nikt nie trwa pogrążony w nocy; ale idźmy naprzód, wszyscy jaśniejący, wszyscy opromienieni jej blaskiem. Wychodźmy jej naprzeciw Wraz ze starcem Symeonem przyjmijmy owe jasne i wiekuiste światło.., albowiem to Chrystus jest zbawieniem danym nam od Boga Ojca”.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger