lipca 27, 2024
17. Niedziela Zwykła (B) – "Otwierasz rękę, karmisz nas do syta"
lipca 27, 2024
lipca 27, 2024
17. Niedziela Zwykła (B) - I cóż to jest dla tak wielu?
lipca 27, 2024
Pan Jezus uczy nas prawdy. Ze stron Ewangelii przemawia do nas swym słowem. Również ważną wymowę mają Jego czyny. Chrystus poucza nas całym swym życiem: prawda zawarta jest w Jego pouczeniach. Wydarzenia z Jego życia mają moc znaków i niosą w sobie bogatą treść.
Szukając prawdy, nie znajdziemy w Ewangelii oderwanych od życia teorii. Chrześcijaństwo w swej istocie, nie jest systemem filozoficznym, nie jest również teorią moralności. Chociaż chrześcijanie stworzyli różne teorie, filozoficzne i etyczne systemy. Pan Jezus mówi do człowieka zajętego codziennością, do człowieka który może zbliżyć się do prawdy tylko w oparciu o codzienność. Chrystus Pan jest Mistrzem ludzi prostego serca. Przypowieści, które przekazują najbardziej subtelne prawdy wzięte są z życia codziennego. Dlatego słuchacze nie mogą się oprzeć wdziękowi słów, które płynęły z Jego ust.
Gdyby dziś do nas przemawiał, miejsce siewcy zająłby pewnie człowiek spieszący do pracy. W Jego przypowieściach znalazłaby się zatłoczona miejska ulica, pełna huku fabryka, rolnik posługujący się współczesnym sprzętem, człowiek badający przestrzeń kosmiczną. Bo do człowieka zagubionego w codzienności można mówić o wielkich Bożych sprawach tylko przez zrozumiałe dla niego wydarzenia, tylko dostępnym dla niego językiem.
Dziś Mistrz z Nazaretu wyprowadza nas za Jezioro Tyberiadzkie. To wydarzenie, w którym uczestniczymy na porosłych zieloną trawą zboczach, ma moc znaku. Przeżywamy jedno z najbardziej ludzkich doznań. Odczuwamy niedosyt, jesteśmy po prostu głodni. Ale nasze doznania nie kończą się dziś na tym. Mając w dłoni kilka chlebów jęczmiennych, wyznajemy z całą prostotą: „cóż to jest dla tak wielu” (J 6, 9). To jest nasze doświadczenie, to my wypowiadamy słowa, o naszej ludzkiej bezradności. My, którzyśmy byli tyle razy pouczani o tym, że bez Niego nic nie uczynimy. Tyle razy Chrystus mówił nam, że domu naszego życia nie możemy budować na piasku. Ale dopiero teraz, pod wpływem dzisiejszych przeżyć, gdy tu nad jeziorem Genezaret poczuliśmy głód, wyznajemy z pokorą, że ograniczone są nasze możliwości. Patrzymy bezradnie na pięć chlebów, na zgłodniałą rzeszę... i teraz to już my sami mówimy: „Cóż to jest dla tak wielu!” (J 6, 9).
Taka jest nasza codzienność! Takie jest nasze doświadczenie! Na nim dziś Chrystus buduje swoje pouczenie. Nasze przeżycia są dla Chrystusa Pana punktem wyjścia. Opierając się na nich, prowadzi nas do prawdy. Z całym spokojem każe ludziom usiąść. „Wiedział bowiem, co miał czynić” (J 6, 6).
Popatrzmy na nasz ludzki niedosyt, aby lepiej zrozumieć, co to znaczy, że Chrystus nas karmi i że tylko w Nim znajdziemy wypełnienie naszych ludzkich pragnień. Co oznaczają dla nas słowa św. Pawła, czytane przed chwilą, że jesteśmy jako jeden lud powołani do spełnienia się naszej nadziei (Ef 4, 4). Jakie są te nasze nadzieje, które tylko On może spełnić? Jesteśmy stworzeni do życia, pragniemy żyć. Jednocześnie doświadczamy, jak bardzo wielu ograniczeniom podlega nasz pęd do życia. Bo jak inaczej określić nieuchronnie postępujący proces starzenia? Czymże jest doznanie kruchości naszego życia? Jak pogodzić się z nieodłącznym towarzyszem naszego życia, z chorobą? Przecież jesteśmy stworzeni do życia, powołani do pełni życia ...! Ludzkość podejmuje wielki wysiłek walcząc z chorobą, cierpieniem, śmiercią. Osiągnięcia w tej dziedzinie są niewątpliwie ogromnym dorobkiem człowieka, który pragnie żyć. A jednak...
Wobec pragnienia pełni życia, stajemy z garścią lęków bardziej bezradni niż uczniowie, pokazujący Mistrzowi pięć jęczmiennych chlebów. Może nam o tym powiedzieć dziś każdy chory, samotny, znajdujący się w trudnej sytuacji człowiek. Dlatego wyznajemy, że Bóg jest naszym Ojcem. Jest bowiem pełnią życia. Tylko on może zaspokoić ludzką tęsknotę, ludzki głód życia. Tu, na ziemi, jednoczymy się z Bogiem, źródłem istnienia, aby w Nim odnaleźć życie, które się nie kończy. Chrystus nas karmi, to znaczy prowadzi nas do udziału w swoim zwycięstwie nad śmiercią.
Pragniemy prawdy jak chleba. Jednocześnie doświadczamy, jak wielu ograniczeniom podlega nasz pęd do prawdy. Bo jak inaczej określić towarzyszący ludzkiemu życiu – fałsz. Jak pogodzić się z ograniczonością naszego ludzkiego poznania? Z jak wielkim trudem odróżniamy dobro od zła? A przecież chcemy żyć prawdą, nikt nie chce być okłamywany; chcemy właściwie oceniać wartości czynów... Chełpimy się osiągnięciami ludzkiego umysłu. Mamy do tego prawo... Dorobek myśli człowieka jest naszym skarbem. A jednak ...
Wobec tajemnicy życia, istnienia, wobec moralnych wartości dobra i zła stajemy bezsilni. Nasze najwspanialsze odkrycia nie mogą nabrać rangi klucza do pełni poznania i prawdy, nie zawsze prowadzą do mądrości. Ten, który z takim spokojem nakazał głodnej rzeszy usiąść na trawie, jest Prawdą i Mądrością: i po to się narodził, aby dać świadectwo prawdzie, każdy kto jest z prawdy, słucha Jego głosu (J 18, 37). Jak chlebem karmi nas Nauczyciel z Nazaretu – prawdą.
Nie możemy żyć bez miłości. Ale czy nasz głód miłości może być w pełni zaspokojony? Cóż powiedzą nam ci, którzy doznali bolesnych rozczarowań? Co usłyszymy od tych, którzy nie osuszyli jeszcze łez po stracie najbliższych? Co czują ci, którzy są skazani na bolesną rozłąkę? Potrzeba miłości jest jednym z tych ludzkich głodów, który najtrudniej zaspokoić. Wobec niego stajemy bardziej bezradni niż uczniowie wobec pięciotysięcznej rzeszy łaknących. Nic nie straciły na aktualności słowa Apostoła, że „Bóg jest Miłością” (J 4, 16). W Bogu odnajdziemy pełnię miłości. Przecież po to stajemy dziś przy ołtarzu, aby usłyszeć raz jeszcze, co to znaczy, że Bóg tak umiłował świat, że Syna swego nam dał (J 3. 16).
Dziś, nad jeziorem Genezaret, przeżywamy jedno z najbardziej ludzkich doznań. Odczuwamy niedosyt, jesteśmy po prostu głodni. Ten niedosyt będzie nam zawsze towarzyszył. Jest bowiem wpisany w ludzką codzienność. Jest on wyzwaniem, które Stwórca rzucił człowiekowi, wyzwaniem, na które odpowiadamy naszym wysiłkiem. Nie wolno nam bowiem czekać z założonymi rękoma na to, że Bóg, który jest pełnią życia, prawdy i miłości, nasz głód zaspokoi. Nasze podobieństwo do Boga w Trójcy Jedynego mamy w naszej codzienności rozwijać. Trzeba czynić wszystko, aby usuwać zagrożenia ludzkiego życia, trzeba mozolnie przebijać się przez tajemnice otaczającego nas świata i światłem prawdy zwyciężać fałsz. Trzeba podejmować wiele wysiłku, aby wbrew nienawiści i obojętności zwyciężała miłość. Nie wolno dopuścić do tego, by podobieństwo do Stwórcy uległo w nas zatarciu.
Dziś, nad jeziorem Genezaret, nauczyliśmy się również tego, że nasze ludzkie wysiłki nie są w stanie w pełni zaspokoić naszego głodu. Pomimo wielkiego dorobku pokoleń stajemy dziś przed Chrystusem bezradni i stwierdzamy, że to wszystko nie wystarcza, aby człowieka zaspokoić. Stworzony bowiem na obraz i podobieństwo Boga w Trójcy Jedynego, tylko w Nim może odnaleźć pełnię życia, prawdy i miłości. Amen.
lipca 27, 2024
17. Niedziela Zwykła (B) - I cóż to jest dla tak wielu?
lipca 27, 2024
lipca 27, 2024
17. Niedziela Zwykła (B) - Panie dobry jak chleb
lipca 27, 2024
Czas dojrzewania zboża i czas żniw. Kłosy brzemienne ziarnem chylą się ku ziemi. Rolnik wyciąga po nie dłonie, aby na stole był chleb. Ziemia obrodziła, bo człowiek się troszczył i Bóg błogosławił.
Nic w życiu nie jest tak konieczne, a tym samym i cenne, jak chleb. Dlatego o ten chleb prosimy dla nas i innych w codziennym „Ojcze nasz...", aby nikt nie umierał z głodu. Bo gdzie jest chleb, tam jest życie. W chlebie eucharystycznym przyjmujemy Jezusa Chrystusa, aby mieć życie wieczne, bo tam gdzie Bóg, tam jest życie wieczne.
Nic się nie daje człowiekowi tak we znaki, jak klęska głodu. Mam na myśli nie ten głód, który zaspokajamy regularnie spożywanymi posiłkami. Dziś nie odczuwamy głodu. Nie wiemy co to znaczy brak chleba...
Mam na myśli czasy, w których kobiety nie miały niczego, co mogłyby włożyć do garnka i ugotować dzieciom. Mam na myśli ludzi z obozów koncentracyjnych. Mam na myśli moją nieżyjącą mamę, która za Wisłą sprzedawała własną biżuterię za kawałek chleba, abyśmy z głodu nie umarli. Mam na myśli wszystkich mieszkańców terenów dotkniętych klęską suszy klęską głodu. Najbardziej fizyczny, nagi głód, głód codziennego chleba. Ucisza go dzisiaj Elizeusz i Jezus. Chleb jest wynikiem współpracy między człowiekiem, przyrodą i Bogiem. Bóg powierzył człowiekowi ziemię, aby on się z nią po ludzku obchodził. I to jest nasza odpowiedzialność. Bronić ziemi i nie marnować jej, aby nie leżała odłogiem.
Tak bardzo łatwo jest zrzucić odpowiedzialność za brak chleba na Pana Boga. Tymczasem troska o materialne potrzeby człowieka i o cały stworzony świat obciąża w pierwszym rzędzie nie Boga, ale człowieka. To przecież człowiek ustanowiony został przez Stwórcę panem i władcą doczesnej rzeczywistości. Jednym z jego podstawowych zadań jest według planów Bożych zaludnienie ziemi i uczynienie jej sobie poddaną (Rdz 1, 26; 3, 23) Odtąd za wszystko co się dzieje na świecie, zarówno za materialny dobrobyt, jak i za brak chleba, za ład lub bałagan, sprawiedliwość lub krzywdę i wyzysk, pokój i wojnę, postęp lub nawrót barbarzyństwa, odpowiedzialny jest człowiek. To on buduje miasta i wsie, drogi i lotniska, szkoły i szpitale, kościoły i więzienia, kopalnie, huty i stocznie, koszary i poligony, on też zbudowane niszczy i rujnuje. To on obsiewa rolę ziarnem albo zieleniejące pola zbożem depce.
To nie z powodu Boga, ale z powodu człowieka – złego, głupiego lub samowolnego gospodarza świata - umiera z głodu rocznie na naszej planecie kilkanaście milionów ludzi. To nie Bóg, ale człowiek podpala co kilka lat ziemię nową wojną.
Takie to niby proste i oczywiste, ale jakże często o tym zapominamy. Dopóki jeszcze na świecie idzie jako tako dobrze, dopóty chodzimy nadęci jak pawie, że to niby my stworzyliśmy na ziemi ten raj. Natomiast w chwilach klęsk i nieszczęść, gdy wszystko co z trudem budowaliśmy, wali się nam na głowę, podnosimy pretensje nie tyle pod adresem człowieka, który burzy nasze szczęście, pod adresem Boga. Czasem czujemy do Niego żal, wybuchamy zarzutami, a nawet bluźnierstwami.
Jak łatwo jest rozgrzeszyć siebie i własne zaniedbania, szerzącą się korupcję, która potem spada na głowę gradem nieszczęść. Łatwo powiedzieć: kara Boża. Najczęściej jednak to wcale nie Bóg nas karze. To nie „ojciec rozgniewany siecze" jak śpiewamy w pieśni kościelnej. To karzą nas własne grzechy. To siecze bicz złości i głupoty, upleciony naszymi własnymi rękami lub rękami naszych bliźnich. Niestety - świat i człowieka unieszczęśliwia najczęściej drugi człowiek: nasz nieposłuszny Bogu, brat.
Zauważmy. Ludzie przychodzili do Jezusa z różnych stron. Każdy z nich miał swoje potrzeby. Jedni potrzebowali pociechy, inni uzdrowienia, jeszcze inni przebaczenia. Byli też tacy, którzy oczekiwali sensacji. Wszyscy otrzymują z jego ręki chleb i jedzą do sytości. Mało tego, mówią, z Jezusem można żyć. Uczyńmy Go naszym królem. I tu jest błąd ludzi, błąd tłumów, które podążały za Jezusem. Bo On jest Królem, On im wszystko da za darmo, bez pracy. A Pan Bóg stworzył człowieka po to, aby on troszczył się o odzienie, o pokarm, o uprawę ziemi. Aby cenił pracę swoją i drugiego człowieka.
Cudu rozmnożenia chleba Chrystus dokonał w miejscu odludnym. Pustkowie jest obrazem pewnej sytuacji życiowej. Chciał wskazać, że są różne głody i różne pustkowia. Pustkowie współczesnego Europejczyka jest powodowane przesyceniem. Współczesny człowiek, w naszym kręgu cywilizacyjno-technicznym, jest „przejedzony". Wielu nawet nie wie co to jest głód. Ale dusza jego znalazła się w wielkim bezideowym pustkowiu, jest wyjątkowo głodna. Sprawdzają się słowa A. de Saint-Exupery: Żywić człowieka to nie znaczy tuczyć zwierzę. Można sycić swoje ciało w restauracjach, można sycić książkami, filharmonią, przyjaciółmi i wieloma sprawami..., ale to nie zaspokoi głodu duchowego. Jedynym pokarmem dla duszy jest Bóg. Tylko On uśmierza głód duszy, zaspokaja tęsknotę ludzkiego rozumu i serca.
Chrystus zna nasze głody i może nam zesłać pokarm. Docenia doczesność. Wie, że potrzebny jest człowiekowi chleb, potrzebna jest siła, potrzebne jest życie doczesne, bo w życiu może urzeczywistnić boski plan organizacji świata i może zdziałać wiele dobrego. Od Chrystusa możemy się dziś nauczyć cenić wartości materialne i te wartości tworzyć.
Wydaje mi się, że kiedyś ludzie żywili prawdziwy kult dla wytworzonych wartości. Mieli szacunek dla swojej pracy i cudzej. Jeżeli kromka chleba upadła na ziemię, należało ją podnieść i pocałować. A już wielkim grzechem było rzucić chleb na ziemię czy deptać jego okruszyny... Uważało się słusznie chleb za dar Boży.
Jeżeli sponiewierało się chleb - zachodziła obawa, że Bóg za karę może tego chleba odmówić. Był też i taki zwyczaj i jeszcze w wielu rodzinach pozostał do dziś, że zanim rozpoczęło się nowy bochenek chleba - to końcem noża znaczyło się krzyż na jego odwrotnej stronie. Jest w tym geście coś z gestu Chrystusa, który zanim przełamał i rozmnożył chleb, odmówił nad nim modlitwę.
Nic dziwnego, że jeżeli uważało się chleb za rzecz świętą, to szanowali ten chleb i ci, którzy go jedli i ci, którzy go wypiekali. Chodzi o to, aby szanować ludzką pracę. Ze zgrozą patrzymy na połamane ławki, potrzaskane szyby i latarnie, zaśmiecone ulice i pomieszczenia. Przestało się szanować cudzą pracę i własną pracę, zabrakło tego boskiego spojrzenia na rzeczy wytworzone. A prawda jest taka, że wszystkie rzeczy stworzone i wytworzone, wszystko czym żyjemy, czym posługujemy się na co dzień - jest darem Boga, jest przejawem dobroci Boskiej, Opatrzności Boskiej, Miłosierdzia Boskiego. To Bóg daje nam te rzeczy przez ludzi. Przez myśl ludzką, przez serce ludzkie, przez ręce ludzkie, objawia się myśl Boża, serce Boże i ręka Boża. I taka świadomość każe nam szanować dzieła rąk ludzkich. Szanując dzieło człowieka, oddajemy cześć Bogu. A lekceważąc, niszcząc, poniewierając dzieło człowieka - obrażamy Boga i popełniamy grzech.
Taki pogląd musimy sami sobie przyswoić i zaszczepić go dzieciom: aby szanowały pracę ludzką i jej owoce, bo to są sprawy i rzeczy boskie, czcigodne i święte; gdyż inaczej przyszłe pokolenie zniszczy również naszą pracę i owoce naszych wysiłków.
A my Polacy dobrze wiemy, że chleb polski tworzyły pokolenia wspólnym trudem Bożej historii... Od zasiewu pola do żniwa, od żniwa do wypieku towarzyszyła mu dola i niedola plecionych w jeden łańcuch próśb modlitewnych. Różny był smak tego chleba historii:
Chleby tułaczy i pielgrzymów
Chleby zakuwane po stokroć w kajdany
Chleby rozmodlone nad ziarnem zasiewu
Oni wszyscy nieśli w rękach kłosy zboża. Dziś stoimy pośrodku pola. To były dojrzałe kłosy, które kłaniają się pod ciężarem ziarna. Jest teraz czas na nasz chleb.
Abyśmy byli kromką światła dla ociemniałych, dla uwięzionych kromką wolności, dla tchórzliwych kromką odwagi; dla cierpiących kromką otuchy; dla odrzuconych, poniżonych i złamanych kromką miłości; dając samych siebie mamy rozdawać dobry, polski chleb.