Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroczystość Objawienia Pańskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroczystość Objawienia Pańskiego. Pokaż wszystkie posty

stycznia 05, 2023

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) - Pokłon mędrców ze Wschodu

stycznia 05, 2023

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) - Pokłon mędrców ze Wschodu



Uroczystość Objawienia Pańskiego przynosi ze sobą wiele treści. Mamy temat rozumienia zbawienia u Żydów, jednocześnie jest pokazana powszechność zbawienia - oto zbawienie nie jest zare­zerwowane tylko dla Narodu Wybranego, ale również obejmuje pogan. Święto to chce także nam pokazać inny sposób poznania Boga, że Boga możemy poznać także poprzez porządek natural­ny, nie tylko poprzez wiarę. Sam intelekt, zdrowy, niezwichrowany jest także w stanie dojść do pierwszej przyczyny całego kos­mosu. Mamy również dość ważny temat: obrazu samego Boga.

Pod te wszystkie elementy naczelnego tematu, jakim jest objawienie Boga poganom, czyli nam wszystkim, którzy nie jesteśmy Żydami, podprowadzają nas trzej Magowie. I chciał­bym razem z Wami wspólnie im poświęcić trochę uwagi, bo naprawdę zasługują na to. Kim byli ci tajemniczy trzej Mędrcy? Otóż trzeba powiedzieć, że nie dużo o nich wiemy, pobożność chrześcijańska nadała im imiona: Kacper, Melchior i Baltazar. Ale tak naprawdę wiemy o nich tylko tyle, że przybyli ze Wscho­du. Najprawdopodobniej z Persji. Bez wątpienia byli to mądrzy .udzie, oni z samych znaków naturalnych, z układów konstelacji gwiezdnych doszli do przekonania, że wydarzy się coś niezwy­kłego. Udali się w drogę swojego życia, bo to była podróż długa : niepewna. Przyszli do Żydów, jako do swoistych ekspertów od zbawienia. Zadali Herodowi, królowi żydowskiemu, nastę­pujące pytania: „Gdzie się narodził Bóg? Gdzie i kiedy?".

Herod zwołał wszystkich znawców Tory i otrzymał właści­wą odpowiedź. Żydzi bowiem wiedzieli, gdzie i kiedy narodził się Mesjasz. I podają Magom ze Wschodu termin i miejsce. W tym momencie odkrywamy niezwykłe napięcie, ponieważ Żydzi mają inne wyobrażenie Mesjasza, którego oczekują. Ten Mesjasz, który rodzi się w Betlejem nie odpowiada ich oczeki­waniom. Oni czekają na Mesjasza, który ich wyzwoli, albo z ów­czesnej okupacji rzymskiej, albo babilońskiej, albo egipskiej. Może mieli nadzieję, że staną się jakimś super mocarstwem, militarnym czy ekonomicznym? Takiego chcieli Boga, takiego chcieli wyzwoliciela.

Trzej Mędrcy, kiedy otrzymują odpowiedź na pytanie, gdzie się Bóg rodzi, udają się do Betlejem. „Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją" - czytamy w zapisie Mateu­sza. „Upadli na twarz i oddali Mu pokłon". W kulturze noma­dów oddać komuś pokłon, oznaczało uznać go za Boga. Trzej Mędrcy uznają Boga w tym Jezusie narodzonym w Betlejem, w pasterskiej grocie, w ubóstwie, wśród zwierząt. Rzecz niezwy­kła, naprawdę godna podziwu, bo oni dochodzą do tego przez poznanie naturalne. Bóg objawia się poganom, to znaczy nie trzeba już przynależeć do Narodu Wybranego. Nie są ważne elementy przynależności grupowej, czy etnicznej, ale zaczyna liczyć się inny wymiar.

Oni poprzez poznanie naturalne dochodzą do odkrycia, że Jezus jest Bogiem. W tym miejscu, dla tych trzech Mędrców z Persji, zaczyna się wewnętrzna pielgrzymka. Bo to, że poko­nali taką drogę, że wystawili się na taką niepewność, to jest mało w stosunku do tego, co zastają w Betlejem. Oto przed ich oczyma jest Bóg, ale nie taki, jakiego spodziewali się uj­rzeć. Owa inna droga pokazuje nam, że oni rzeczywiście uznali w Jezusie Boga i rzeczywiście Go spotkali, nie słuchają bowiem już nikczemnego Heroda, który też miał właściwą wiedzę, lecz nie potrafił z niej skorzystać. W drodze powrotnej omijają go i inną drogą udają się do swojej ojczyzny.

Uroczystość Objawienia Pańskiego w tradycji chrześcijań­skiej to święto starsze i kiedyś nawet bardziej celebrowane niż samo Boże Narodzenie. Ono upamiętnia wejście narodów po­gańskich do Kościoła, pokazuje, że Kościół, ta nowa Synagoga, nie jest już tylko sprawą Narodu Wybranego, ale wspólnota Kościoła jest uniwersalna i powszechna. Święty Paweł napi­sze: „odtąd już nie ma Żyda, ani Greka, nie ma niewolnika, ani człowieka wolnego, ani kobiety, ani mężczyzny". Nie liczy się rasa, płeć, ani edukacja.

Wolno zauważyć, że nigdzie nie jest powiedziane, że Mędrcy byli dobrze wyedukowani, że byli uczeni. Jednakże okazali się mądrzy! A kto według Biblii jest mądry? Mądry to taki czło­wiek, który ponad wszystko szuka Boga. I oni byli rzeczywiście szczęśliwi, bo być szczęśliwym, to znaczy mieć w sobie głód Boga. Dlatego, drodzy Bracia i drogie Siostry, życzę Wam prze­de wszystkim dzisiaj, abyście zawsze mieli w sobie głód Boga. Poszukiwanie Boga wskazuje (tak jak u Mędrców), że musimy nieustannie zmieniać obraz Boga, który nosimy w swojej jaźni czy w swoim sercu. To nie jest ten Bóg, którego sobie wyob­rażamy, to nie jest ten prawdziwy Bóg, który nam się dzisiaj objawia. Pomyślmy tylko o szoku, jakiego doznali trzej Mędrcy, kiedy przyszli do Betlejem i w jakiejś ubożuchnej grocie znaleźli niemowlę. Ale uznali w Nim Boga.

Na naszych drogach życia często zjawiają się różni królowie, różni Herodowie, którzy chcą nas omamić i zabić w nas głód Boga. Święty Paweł słusznie pisze, że to w Nim żyjemy, porusza­my się i jesteśmy. Jak ważne jest, abyśmy dzisiaj, w Uroczystość Objawienia Pańskiego radowali się, że Bóg nam się objawia, że nie musimy słuchać wróżek, jakichś fałszywych przepowiedni, różnych naprawiaczy tego świata, tylko mamy rzeczywiście prawdę, która nam się odsłania.

Święty Ambroży pisze tak: „Bóg nie zwraca uwagi na to, co mu dajemy, lecz raczej na to, co zachowujemy jeszcze dla siebie". Trzej Mędrcy dali Bogu to, co mieli: dali Mu złoto, ka­dzidło i mirrę. Złoto to symbol bogactwa widzialnego, pewna posiadłość, majętność. Kadzidło to symbol Boga, to modlitwa wznosząca się do nieba. Mirra to maść, to lekarstwo na rany naszego życia, na nasz ból. W ten sposób ludzkość składa Bogu w darze w zasadzie wszystko to, co stanowi jej egzystencję, co jest owocem naszej pracy, naszych pragnień, naszych cierpień.

Idźmy i my razem z Mędrcami do żłóbka betlejemskiego i odkryjmy tego Boga, który nam się objawia. Nie tego, które­go może chcielibyśmy, aby nam się objawił, ale miejmy w sobie tę moc i odwagę, żeby i uradować się Tym, który chce nas uszczęśliwić.

 

 

stycznia 05, 2021

Uroczystość Objawienia Pańskiego (B) - Syn Człowieczy, Syn Boży

stycznia 05, 2021

Uroczystość Objawienia Pańskiego (B) - Syn Człowieczy, Syn Boży


Pasterzom powiedziano: „Znajdziecie Dziecię, owinięte w pieluszki, położone w żłobie” (Łk 2, 12). Poszli aż do Betlejem, po­tem wracali z radością, że znaleźli wszystko tak, jak im to było zapowiedziane.

Jakże wymowna prostota wydarzeń, które miały miejsce w Mieście Dawidowym, w dniach pamiętnego spisu ludności, zarzą­dzonego przez cezara Oktawiana Augusta! Małe, bezbronne Niemo­wlę! Nawet ściany domu nie chronią Matki i Jej Dziecka przed tymi, którzy przybiegli, aby złożyć pokłony Grota betlejemska otwarta na cały świat! Gdy wraz z pasterzami patrzymy na małe­go Jezusa, wiara wydaje się nam tak prosta. Wystarczy przyjąć to Niemowlę, złożyć Mu pokłon tak, jak to uczynili pasterze. Wszyscy jesteśmy ogarnięci tajemnicą Jego Narodzenia. Nie ma żadnych ścian ani barier, które od Niego dzielą. To Narodzenie dotyczy każdego człowieka. Chrystus narodził się dla każdego z ludzi. Słyszeliśmy to już tyle razy! Może właśnie dlatego nie umiemy tej prawdy odnieść do siebie. Chrystus narodził się dla każdego z ludzi, a więc narodził się dla mnie! Narodził się dla ciebie! Stajnia betlejemska jest otwarta, abyś mógł zobaczyć Sło­wo, które stało się Ciałem.

Gdy Jan Paweł II po raz pierwszy stanął na polskiej ziemi, to w sercu Warszawy powiedział te pamiętne słowa: „Chrystus w jakiś sposób zjednoczył się z każdym człowiekiem”. Trzeba więc teraz za Papieżem powtórzyć: Chrystus zjednoczył się ze mną. Bronisz się przed przyjęciem tej prawdy. Mówisz: „Przecież ja jestem tylko słabym człowiekiem”. Popatrz, jak słabym i bez­bronnym jest On. Mówisz: „Moje życie jest pasmem cierpień, jest przepełnione bólem”. Popatrz, jakim bólem jest naznaczone życie Tego, dla którego nie było miejsca w gospodzie. Mówisz: „Moje życie jest tak bardzo szare, nie ma w nim nic godnego czyjejkol­wiek uwagi”. Popatrz, o latach, które przeżył w Nazarecie, nie napisano prawie nic, tak były szare i zwyczajne. Mówisz: „W mo­im życiu jest tyle grzechów, noszę przytłaczający mnie ciężar wła­snych czynów”. Zobacz, że Jego miłość jest większa niż zło przez nas popełnione.

U progu naszej wiary odnajdujemy prawdę, która mówi, że Betlejem jest w nas. Trzeba odbyć z Mędrcami długą wędrówkę, trzeba czasem wiele ksiąg przestudiować, trzeba wielu o drogę py­tać, aby pewnego dnia zobaczyć, że gwiazda tu się zatrzymała, że Chrystus narodził się w nas; że rozwalone są mury wątpliwości, niewierności, że od Jezusa nic nas nie dzieli, że Syn Człowieczy jest pośród nas. Wpatrujemy się więc wraz z pasterzami w grotę betlejemską, aby na co dzień żyć obecnością Jezusa. Teraz, dziś, gdy razem z Mędrcami stajemy przed Maryją i Dzieciątkiem, aby złożyć Mu pokłon, uczymy się, co to znaczy, że nasza wiara speł­nia się w codzienności.

Próbujemy sobie wyobrazić kim był On dla swojej Najświęt­szej Matki w ciągu tych trzydziestu lat przeżytych wspólnie w za­ciszu Nazaretu. Jak ważną osobą, i to ważną w każdej chwili, stał się Ten, którego musiała złożyć w żłobie. Może matki pochy­lone nad kołyską dziecka mogą to zrozumieć. Dziś, w uroczystość Objawienia Pańskiego, trzeba siebie zapytać, kim jest Chrystus dla mnie na co dzień? Czy liczę się z Jego obecnością? Czy jest w mojej codzienności ważną Osobą? Chrystus jest obecny w życiu każdego człowieka. Wiara jest odkryciem tej obecności! Syn Czło­wieczy jest w każdym, kto podejmie trud tworzenia swego czło­wieczeństwa. Nie mówmy już o odmawianiu modlitw, umiejmy każdego dnia w domu naszego serca składać Mu pokłon. Nie mówmy już o ciężarze przykazań, umiejmy każdego dnia w do­mu naszego serca składać mu skarby naszej wierności. Gdy uwie­rzymy, że w stajni naszego życia jest Syn Człowieczy,/ob jawi się On nam jako Syn Boży. Powtórzmy: Sam Bóg objawia się w życiu człowieka! Bóg objawia swą moc w moim życiu! U progu naszej wiary odnajdujemy prawdę, która mówi, że Betlejem jest w nas, a w tym Betlejem narodził się z Maryi Ten, którego my ludzie przyjęliśmy, bo jest Synem Człowieczym, Ten, który się nam ob­jawił jako Syn Boży.

Wokół nas jest tyle niepokoju, ale Ten, który jest źródłem po­koju, pokoju, jakiego świat dać nie może, jest w nas. Wokół nas jest tyle fałszu, ale Ten, który jest Prawdą, zamieszkał wśród nas. Wokół nas jest tyle nienawiści i obojętności, ale w Nim ob­jawiła się Miłość. Wokół nas i w nas również jest tyle zła, ale On jest przebaczeniem -naszych grzechów. Boleśnie nas dotyka śmierć, ale w nas zamieszkał Ten, który jest życiem i zmartwych­wstaniem.

Przyjmujemy Syna Człowieczego, a On nam się objawił jako Syn Boży. Wróćmy jeszcze na chwilę do słów Ojca świętego, wy­powiedzianych na placu Zwycięstwa. „Chrystus - mówił Jan Paweł II - jest kluczem do zrozumienia tej wielkiej i pod­stawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może sam siebie do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa” (Warszawa, 2 VI 1979). Człowiek przyjmując Syna Człowieczego nie jest już skazany na życie w niepokoju, na dźwiganie ciężaru win, bez nadziei prze­baczenia, na niewolę fałszu i nienawiści, bo przyjął Syna Bożego, który jest Drogą, Prawdą, Życiem.

Dziś, w święto Objawienia Pańskiego, stajemy z pokorą przed tajemnicą Syna Człowieczego i Syna Bożego w jednej Osobie, na­szego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Byli w historii Kościoła tacy, którzy w Chrystusie widzieli tylko Boga, który ukazał się nam w ludzkiej postaci. Jakże ubogie stało się ich życie, zabrakło w nim tej istotnej dla chrześcijaństwa prawdy, że w ludzkiej co­dzienności, że w człowieczej codzienności jest rzeczywiście obecny Ten, który naprawdę dla nas stał się człowiekiem. Byli też w historii Kościoła i tacy, którzy w Chrystusie widzieli jedynie pro­roka potężnego w mowie i czynie. Widzieli szlachetnego czło­wieka, twórcę nowej moralności. I chociaż Chrystus stawał się dla nich wzorem człowieka, to tracili z pola widzenia moc Boga, a w Nim zamieszkała. Cóż mogły dla nich znaczyć słowa Zbawiciela: „Ja jestem drogą, prawdą, życiem” (J 14, 6). Dziś w dniu Objawienia Pańskiego z pokorą wyznajemy, że wśród nas jest ten, którego ciągle na nowo poznajemy - Jezus Chrystus, syn Maryi, w którego Osobie są dwie natury: ludzka i boska - Bóg i Człowiek. Dlatego nie bójmy się odnieść do siebie słów proroka: „Oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija narody, a ponad tobą jaśnieje Pan i Jego chwała jawi się nad to­bą” (Iz 60, 2).

Podziwiamy dziś wiarę Mędrców. Szukali Króla, szukali Zbaw­cy świata, szukali Tego, który był wyczekiwany przez narody. Upadli w pokłonie na progu zwykłego domu, upadli na twarz przed Dzieciątkiem i Jego Matką. Z prostotą złożyli swe dary Sy­nowi Człowieczemu. Bo właśnie tak, w ten sposób odwieczne Słowo Ciałem się stało. Dziś imiona Mędrców, przekazane nam przez tradycję, wypisujemy na drzwiach naszych domów, aby sobie przypomnieć, że to w nas przebywa Bóg, że to tak, w ten .sposób, odwieczne Słowo Ciałem się staje w naszym życiu!

Śmiertelny, grzeszny człowiek, uwikłany w codzienność, czło­wiek podlegający cierpieniu, każdego dnia konający - staje się silny Bogiem, do którego należy zwycięstwo. Człowieka silnego Bogiem można zabić, ale nie można zwyciężyć. Dlatego z wdzięcz­nością wołamy za św. Pawłem: jesteśmy współdziedzicami, współ­uczestnikami Bożych obietnic, w Chrystusie Jezusie (Ef 3, 6). Amen.

 

 


stycznia 05, 2018

Uroczystość Objawienia Pańskiego (B) - Podążać za światłem

stycznia 05, 2018

Uroczystość Objawienia Pańskiego (B) - Podążać za światłem

 
Wśród nocnej ciszy nie tylko rozlega się głos: Bóg się Wam rodzi!, ale także słychać echo wołania Boga z raju: Adamie, gdzie jesteś?

Bóg szuka człowieka i dlatego stał się jednym z nas, abyśmy mogli w Jezusie Chrystusie odnaleźć prawdziwe szczęście (utracony raj), abyśmy mogli w Nim odnaleźć odpowiedź na pytania o sens i cel życia. Człowiek od zawsze poszukiwał odpowiedzi na te pytania i można powiedzieć, że człowiek zawsze szuka Boga.


Trzej Królowie stali się dla nas wzorem ludzi szczerze poszukujących Boga.


Podążali za dwoma światłami, które wskazywały im drogę.

Podążyli za światłem gwiazdy.

Na pewno chodzi tu o gwiazdę prawdziwą, nie symboliczną. Słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, jak Mędrcy powiadają:
Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie, oraz: A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było dziecię.

Papież Benedykt XVI powiada, że Mędrcy „byli uczonymi, którzy obserwowali gwiazdy i poznawali historię ludów. Byli ludźmi nauki w szerokim sensie tego słowa, gdyż obserwowali kosmos tak, jakby był on wielką ksiegą pełną boskich znaków i przesłań dla ludzi”. Nie lekceważyli tych znaków, traktowali je poważnie.

Podobnie jak wtedy, tak i dzisiaj świat nauki jest pełen niesamowitych odkryć, które dla wielu uczonych stają się znakami wskazującymi na istnienie Boga.

Ale ich gwiazdą była też tęsknota serca, wynikająca z wnikliwej znajomości ludzkiej natury, która jest ograniczona i nie może w pełni zaspokoić najgłębszych pragnień człowieka. Wiedzieli, że nic, co ziemskie, nie jest w stanie nasycić ich serca. Nawet udana ludzka miłość, sukcesy, kariera, władza, bogactwa nie dają prawdziwego szczęścia z prostej przyczyny – wszystko przemija. Tęsknili zatem za czymś wiecznym, za czymś pewnym, za nieprzemijającym dobrem i pięknem. Szukali szczęścia według słów wypowiedzianych później przez św. Augustyna: Chcesz mieć radość wieczną, złącz się z tym, który jest wieczny.


Podążali za światłem słowa Bożego.

Nie uważali jednak swej wiedzy za samowystarczalną, lecz brali pod uwagę jeszcze Boże Objawienie i byli otwarci na tajemniczy Boży głos.

Gubiąc się na drodze swoich poszukiwań, korzystają ze światła słowa Bożego. Słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, że arcykapłani i uczeni ludu pomagają Mędrcom odnaleźć miejsce nowo narodzonego Króla żydowskiego, cytując tekst proroków:
W Betlejem judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka: «a ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».

Słowo Boże stało się dla nich ważnym drogowskazem.

Byli także otwarci na natchnienia Boże, gdyż po spotkaniu z Dzieciątkiem Jezus w Betlejem, otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju. Zmienili plany. Możemy powiedzieć, że byli posłuszni swojemu sumieniu, poprzez które Bóg przemówił do nich.

Trzej Królowie uczą nas, że kiedy poszukujemy Boga, musi być w nas harmonia między rozumem i wiarą, między nauką i Objawieniem. Mędrcy po wysłuchaniu i przyjęciu proroctw, gdy tylko ruszają dalej w drogę do Betlejem, dostrzegają na nowo gwiazdę. Powiedzielibyśmy – odnaleźli się. Ten zaś szczegół jest potwierdzeniem pełnej harmonii między poszukiwaniem ludzkim a Bożą prawdą, harmonii, która napełniła radością serca.

Bardzo często współczesny człowiek ulega pokusie, by poszukiwać szczęścia w oparciu o własne siły, w oparciu tylko o swój rozum. Chce sam sobie poradzić, ufając w swój geniusz, a wiarę i religię traktując za coś przestarzałego, a wręcz za coś, co jest przeszkodą, co trzeba odrzucić, by być wolnym i spełniającym się człowiekiem. A tak naprawdę rozum nigdy nie wchodzi w rzeczywisty konflikt z wiarą! Benedykt XVI powiada, że:
„Bóg stworzył nasz rozum i daje nam wiarę, proponując, byśmy w wolności przyjęli ją jako cenny dar”.

Poszukiwania Mędrców z pomocą wiary i rozumu zakończyły się sukcesem. Znaleźli dziecię z Matką Jego, Maryją.

Na pewno byli zaskoczeni tym, co zobaczyli. Szukali przecież króla w pałacu, a znaleźli bezbronne Dziecię w szopie! Mogli się czuć rozczarowani i oszukani. Jednak są otwarci na tajemnicę, która przyjmują. Dają się zaskoczyć.

Następnie padli na twarz i oddali Mu pokłon.

To, co uczynili Mędrcy, po grecku opisane jest słowem „proskynesis”, zaś po łacinie słowem „adoratio”. Oba te słowa ukazują nam pełny sens tego, co się dokonało. „Proskynesis” oznacza podporządkowanie się, uznanie Boga za prawdziwą miarę i źródło praw, które postanowiają przestrzegać. Zaś „adoratio” to „ad-oratio”, czyli z ust do ust, pocałunek, uścisk, a zatem szacunek, miłość. Podporządkowanie staje się zjednoczeniem, ponieważ Ten, któremu się podporządkowują, jest Miłością. W ten sposób podporządkowanie zyskuje sens, ponieważ nie narzuca nam niczego z zewnątrz, lecz wewnętrznie nas wyzwala.

Na koniec otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.

Składając dary, pokazują, że w Jezusie rozpoznają Króla i Syna Bożego. Złoto, kadzidło i mirra – to były standardowe dary składane królowi, którego uznawano za boga. Jednak widząc Jezusa, zrozumieli, że temu Królowi takie dary nie wystarczają, że jedyny godny dar, który mogą złożyć, to ofiarowanie samych siebie w służbie Jemu. Zrozumieli, że dar mniejszy niż ich życie temu Królowi nie wystarczy.

Zewnętrzna wędrówka Trzech Króli zakończyła się. Lecz w tym momencie rozpoczyna się dla nich nowa droga, wewnętrzne pielgrzymowanie, które zmienia całe ich życie.

Mędrcy ze Wschodu to tylko początek długiego korowodu ludzi, którzy w swoim życiu nieustannie wypatrywali Bożej gwiazdy, szukali tego Boga, który jest blisko nas, ludzi, i wskazuje nam drogę. Dołączajmy codziennie do tego korowodu ludzi poszukujących i odnajdujących Boga.

Nie spotkaliby Mędrcy Boga, gdyby nie przyjął On ludzkiej postaci. Nie spotkaliby Mędrcy Boga, gdyby nie podjęli wysiłku poszukiwania.

Idźmy przez życie z Chrystusem i żyjmy, adorując Boga!


stycznia 04, 2017

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) – Przyszedł do wszystkich

stycznia 04, 2017

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) – Przyszedł do wszystkich
Pojawiają się nagle wzbudzając zaciekawienie egzotycznym strojem i niezrozumiałą mową. Nie znają miejscowych obyczajów, pieśni, potraw. Gdy wędrują ulicami miasta, towarzyszy im ciekawość i komentarze gapiów oraz odrobina strachu, bo wraz z nimi przybywa daleki świat – nieznany, inny, różny od naszego domu i najbliższych okolic, które zdążyliśmy już obłaskawić i uznać za bezpieczne. Dlatego czasami ich obecność wzbudza agresję. Podświadomie przypisujemy im, zupełnie niesłusznie, że chcą zburzyć naszą małą harmonię, że przynosząc ze sobą inność, chcą ją nam narzucić, by zawładnąć naszą codziennością. Tym bardziej, jeśli sami nie jesteśmy pewni naszej wartości.
Ukochani Bracia i Siostry!
Ewangelia dzisiejsza to historia takich dziwnych nieznajomych, których nazwano Magami ze Wschodu, by podkreślić ich tajemnicze i niezrozumiałe pojawienie się w Betlejem. Nie wiemy o nich bowiem prawie nic. Nie wiemy kim byli, ilu ich było i skąd przywędrowali. Tradycja, poparta twórczością artystów chcących wypełnić tę niepokojącą pustkę, mówi nam, że było ich trzech, że byli uczonymi królami i nosili imiona: Kacper, Melchior i Baltazar. Jedyną jednak pewną rzeczą, którą możemy wywnioskować z Ewangelii, jest fakt, że nie byli Hebrajczykami. A więc – dziwni obcokrajowcy, o odmiennym być może kolorze skóry i astronomicznych zainteresowaniach, którzy szukają w Jerozolimie i Betlejem nowo narodzonego króla żydowskiego, aby „oddać mu pokłon” (Mt 2,2).
Pamiątka tej wizyty obchodzona od wieków w Kościele, nosi nazwę Epifanii, to znaczy Objawienia. Jak mówi kolekta dzisiejszej Mszy Św.: sam Bóg był tym, który „w dniu dzisiejszym za przewodem gwiazdy objawił Jednorodzonego Syna swojego poganom”. Za pogan Izraelici uważali wszystkie inna narody ziemi, by odróżnić i podkreślić swoje wybranie przez Boga. Pierwszy raz, już na początku ewangelicznego przewiania, Bóg odsłania wielką prawdę: ową „tajemnicę”, jak ją nazywa św. Paweł, zakrytą do tej pory tak przed Żydami, jak i poganami, mianowicie, że Jezus Chrystus jest jedynym zbawicielem wszystkich ludzi. Z jednej strony Jezus postrzegany jest jako „król żydowski”, Mesjasz, potomek Dawida, narodzony w Betlejem, zgodnie z zapowiedzią proroka Micheasza. Z drugiej strony jest On takie „zbawieniem, które Bóg przygotował wobec wszystkich narodów”, jak to przepowie sędziwy Symeon, oraz „światłem na oświecenie pogan” (por. Łk 2,29-32). Jest to chyba najważniejsze przesłanie dzisiejszej uroczystości, którą świętujemy jako dopełnienie uroczystości Bożego Narodzenia. Jezus nie przyszedł tylko do niektórych wybranych, On stał się Zbawcą wszystkich. Nie jest wyłączną własnością jakiegoś jednego narodu. Jest jedynym, dzięki któremu wszyscy ludzie mogą stać się „współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy” (Ef 3,6) życia wiecznego. Objawiając całemu światu osobę Jezusa Chrystusa, Bóg objawia jednocześnie swój plan zbawczy: „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie” (1 Tm 2,4–6).
Oto dlaczego Kościół – wspólnota wierzących w Chrystusa – nosi nazwę katolickiego, to znaczy powszechnego. Ze swojej natury Kościół jest otwarty na wszystkie narody i konsekwentnie tworzą go – szczególnie widać to współcześnie – ludzie wszystkich ras, języków, kolorów skóry i narodów. Przezwyciężają oni wszelkie podziały polityczne i kulturowe, bo przecież „nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich” (Rz 10,12). Oto dlaczego Kościół, jak naucza Sobór Watykański II, „jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (Lumen Gentium 1).
Dzisiejsza uroczystość może być dla nas zaproszeniem do przezwyciężenia każdej formy ksenofobii, nacjonalizmów, rasizmu. Może być zachętą do wyjścia z zamkniętego kręgu egoizmu i pychy, które każą nam postrzegać siebie jako centrum świata. Jest wezwaniem do ukształtowania w sobie otwartości na inne wymiary życia, jest wezwaniem do solidarności i okazywania braterstwa bez irracjonalnych uprzedzeń. Jest prośbą o okazywanie szacunku każdej osobie i różnym kulturom.
Moi Drodzy!
Podróż mędrców pogańskich do żłóbka trwa. Świadomie, lub mniej świadomie szukają Chrystusa i już przez to są współ­dziedzicami, współczłonkami i współuczestnikami obietnicy. Chrześcijanie o tym "współ" muszą pamiętać.
Trzej królowie, cudzoziemcy, wędrują codziennie obok nas, mijają nas na ulicach naszych miast. Czy znajdą wśród nas nowonarodzonego Zbawcę, czy odnajdą prawdę, by oddać jej pokłon?




stycznia 03, 2017

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) – Upadli na twarz i oddali Mu pokłon

stycznia 03, 2017

Uroczystość Objawienia Pańskiego (A) – Upadli na twarz i oddali Mu pokłon

Trzech króliPierwszym wydarzeniem zbawczym i przez pewien okres jedynym, jakie chrześcijanie celebrowali liturgii była pascha Jezusa Chrystusa, czyli Jego przejście ze śmierci do życia. Chrześcijanie wierzyli przy tym, że podczas każdej Eucharystii ta sama moc Boża, która wyzwoliła Izraela z niewoli egipskiej, która wyprowadziła Jezusa z grobu, może też ich wyprowadzić z każdej niewoli i ze śmierci grzechu przeprowadzić do życia w łasce. Paschę celebrowano w Eucharystii w cyklu rocznym, na Wielkanoc, i w cyklu tygodniowym w każdą niedzielę… Początkowo więc przez ponad 300 lat poza niedzielą żadnych innych świąt chrześcijanie nie obchodzili.
Pierwsze święto pojawiło się w Kościele dopiero w IV w. Była to właśnie dzisiejsza uroczystość Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego. Chrześcijanie w czasie tego obchodu zaczęli dziękować Bogu za to, że Jego zbawcza wola nie ograniczyła się tylko do jednego Wybranego Narodu, ale objęła wszystkie ludy i narody. Krótko mówiąc dziękowano Panu Bogu za Kościół, który jest jeden, ale jest katolicki, czyli powszechny. Mogą do niego należeć wszyscy ludzie i każdy człowiek.
Kiedy spojrzymy na szopkę, to zobaczymy w niej obrazowo przedstawioną istotę Kościoła. Oto wokół Dzieciątka Jezus gromadzą się postaci: Maryi, Józefa, pasterzy, Mędrców ze Wschodu, z których Tradycja zrobiła królów: jednego rasy białej, drugiego żółtej, trzeciego czarnej, co miało symbolizować całą ludzkość. Kościół bowiem to społeczność wierzących gromadzących się wokół Jezusa, Jedynego Zbawiciela człowieka. Społeczność ta ma charakter uniwersalny, przekracza granice państw, narodów i kultur.
Na przykładzie ewangelicznych Mędrców poznajemy, jaki jest podstawowy warunek przynależności do tej wielkiej wspólnoty zbawienia: uznać w Jedynym Synu Dziewicy narodzonym w Betlejem prawdziwego Boga i wiarę tę wyrażać zewnętrznie dostrzegalnymi znakami: pełnym pokory uniżeniem się przed Nim, adoracją, ofiarnymi darami: królowie upadli na twarz i oddali Mu pokłon a otworzywszy swe skarby ofiarowali Mu dary.
Pan Bóg pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy, ale prowadzi ludzi do siebie różnymi drogami. Dla jednych ta droga jest stosunkowo krótka, jak dla pasterzy, którzy wypasali swoje trzody niedaleko Betlejem i aby dojść do stajenki nie musieli się wiele namęczyć. Ich zasługą jest to, że zaufali słowom Anioła, który przekazał im jedynie krótką wiadomość: Zwiastuję wam radość wielką, oto w mieście Dawida urodził się wam zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan. Ta zapowiedź nie była dla nich pustym słowem. O Mesjaszu słyszeli co roku na święta Paschy, to na Niego czekali już od pokoleń, to dla Niego podczas wieczerzy paschalnej pozostawiano jedno wolne miejsce przy stole, to o Nim mówiły proroctwa odczytywane co szabat w synagogach, to o Nim już od dziecka mówili im ojciec i matka… Jedyną przeszkodą, która mogła ich zniechęcić do wyruszenia w drogę, to świadomość własnej niedoskonałości moralnej. Wbrew pozorom bowiem wypasem owiec i bydła w Palestynie zajmowali się ludzie nie najlepszej reputacji, często żyjący na marginesie normalnego społeczeństwa, złodzieje, rzezimieszkowie, przestępcy wobec prawa… Ale zrozumieli, że nikt inny nie potrzebuje tak bardzo wybawienia jak oni… Do tego trzeba pokory, i taka właśnie pokora leży u podstaw wiary i jest początkiem drogi do zbawienia. Warto zwrócić uwagę na to, że udając się do Betlejem pozostawili oni bez opieki swoje stada, czyli zaryzykowali dla Pana Boga, opuścili to, co było materialnym zabezpieczeniem ich życia…
Dla większości za nas droga do wiary w Boga była tak jak droga pasterzy, dość krótka. Wiarę – jak to się mówi – „wyssaliśmy z mlekiem matki”. Na naszej drodze do Boga – na podobieństwo anioła – stanęli rodzice ze swoją prostą katechezą i nauką modlitwy (prowadzili nas do kościoła na Mszę św., odmawiali pacierz, modlili się na różańcu czy śpiewali Godzinki), następnie księża prefekci, katecheci, inni dobrzy ludzie świadkowie wiary. Przyjmując wiarą ich nauczanie na podobieństwo pasterzy zostaliśmy stopniowo doprowadzeni do osobistego potkania z Bogiem zbawiającym. Jeśli nasza wiara jest choć trochę dojrzała, to potrafimy też ryzykować dla Pana Boga w pieniądzu: potrafimy dać jałmużnę, zrezygnować z pracy w niedzielę, itp.
Ale musimy też pamiętać, że czasami należy odbyć znacznie dłuższą drogę, podjąć nieraz niełatwą trwającą latami duchową wędrówkę prowadzącą do odkrycia Boga, na podobieństwo Mędrców ze Wschodu, którzy długi czas szli za światłem gwiazdy. Poszukiwanie to zawsze kończy się sukcesem, jeśli w człowieku jest pasja szukania prawdy oraz pewna uczciwość intelektualna.
Współczesna tzw. kultura masowa, która wyraża się m.in. w produkowaniu i serwowaniu ludziom tasiemcowych telenoweli, zabija w nas tę naturalną pasję szukania prawdy. Współczesny świat lansuje bowiem hasło: „Nie stawiaj sobie niewygodnych pytań, unikaj problemów, daj sobie spokój z duchowymi poszukiwaniami, konsumuj, co się da i ciesz się życiem”. O takiej postawie trafnie wyraża się Czepiec, jeden z bohaterów Wesela Wyspiańskiego: duza by już mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć. Oczywiście chodzi tu o sferę wartości wyższych, duchowych, bo seriale telewizyjne czy kolorowe pisma wzbudzają w nas chęć posiadania i to w sposób nieograniczony, ale jedynie tych wszystkich dóbr materialnych, które widzimy na ekranie, czy kolorowych ilustracjach piśmidła. Ich produkowanie ma w założeniu napędzać konsumpcję. i zawężać nasze horyzonty do poszukiwania kolejnej promocji i zaspokojenia ciekawości: kto kogo i z kim zdradzi w kolejnym odcinku teleserialu. Z tego rodzi się ostatecznie znudzenie wszystkim i wszystkimi.
Mędrcy zaś są ludźmi, którym się jednak czegoś chce. Przejawiają ciekawość, zdolność stawiania pytań, gotowi są poświęcić wiele, aby dojść do poznania prawdy. Intryguje ich niezwykłe światło na niebie. Można powiedzieć, że czytają „księgę stworzenia”. Widzialny świat jest transparentem Boga i punktem wyjścia w drodze do wiary dla człowieka, który chce sobie stawiać pytania o przyczynę, sens i cel istnienia tego, co jest dostrzegane zmysłami. Transparentem Boga mogą też być szlachetni i święci ludzie, którzy z motywacji religijnych poświęcali się dla dobra drugich w sposób bezinteresowny, jak św.Teresa z Kalkuty czy św. Jan Paweł II.
Musimy pamiętać, że pośród nas żyją i tacy ludzie, którzy urodzili się w rodzinach ateistycznych, niepraktykujących, byli pozbawieni świadectwa wiary ze strony swoich rodziców. Dla nich z oczywistych względów droga do wiary w Boga musi być znacznie dłuższa. Niektórzy pokonują ją już wiele lat, może są już blisko, jeszcze nie osiągnęli celu, ale szukają go i pragną. Do tego potrzeba czasu. Miejmy wyrozumiałość na nawet szacunek dla ich trudności, dobrej woli, inności.
Pamiętajmy, co jest głównym przesłaniem dzisiejszego święta. Tak jak Bóg przyszedł na świat nie tylko dla pobożnych i religijnych Żydów, ale dla wszystkich ludzi, tak też jest Zbawicielem nie tylko dla tych, którzy zostali wychowani w religii i tradycji katolickiej, ale dla wszystkich ludzi dobrej woli, w tym wciąż szukających pełni prawdy. A może w zamyśle Boga to twoje życie ma być drogowskazem, który pokaże im właściwy kierunek poszukiwań; ma być tą księgą, dzięki której poznają prawdę. Czy ten drogowskaz pokazuje właściwy kierunek? Czy ta księga jest czytelna…? I co inni ludzie mogą z niej wyczytać? Czy to, że jest Bóg i że On jest najważniejszy…? Że On zbawia…?
No bo jeśli ty pojawiasz się w kościele na Eucharystii raz na jakiś czas, tylko kilka czy nawet kilkanaście razy w roku, to jakie przesłanie dajesz swoim bliskim? Ano takie, że bez Pana Boga można się doskonale obyć, że On nie jest najważniejszy, że są jakieś inne źródła z których można czerpać szczęście.
Jeśli ty jako matka czy ojciec, dziadek czy babcia akceptujesz, że twój syn czy twoja wnuczka żyją ciągle w grzechu ciężkim np. na stancji w konkubinacie, to jaki sygnał wysyłasz do ludzi? Ano taki, że życie wieczne nie jest wartością, o którą warto zabiegać, dla której warto poświęcić wszystko…
Jeśli nasze życie nie mówi innym o Bogu, nie ukierunkowuje ich na możliwość spotkania z Panem Bogiem to jest to prawdziwa tragedia, bo to znaczy, że jesteśmy jeszcze gorsi od króla Heroda, który przynajmniej słowami powiedział do Mędrców: Udajcie się tam i skierował ich do Betlejem.
Powiedziałem już o 2 różnych drogach do Boga. Postać Heroda ukazuje nam jeszcze jedną, trzecią, drogę. Drogę do nikąd. Bo droga, która nie prowadzi do Chrystusa jest drogą do nikąd. Herod jest typem ludzi, którzy tylko pozornie są blisko Jezusa i tylko pozornie są zainteresowani Jego Osobą. Pałac Heroda w Jerozolimie był zaledwie kilkanaście kilometrów od Betlejem. Ale kto tak jak Herod nie uznaje nad sobą władzy Chrystusa, dla tego Chrystus z czasem staje się wrogiem, Jego nauka mu przeszkadza, i robi wszystko, aby unicestwić to, co się łączy z Jego Imieniem i z Jego sprawą.
Postać króla Heroda jest jedną z najtragiczniejszych, jakie pojawiają się na kartach Pisma św. Bez wielkiej przesady można powiedzieć, że był on uosobieniem zła. Władzę otrzymał od Rzymian w 40 roku przed Chrystusem. Aby się przypodobać pogańskim okupantom budował na terenie Palestyny świątynie pogańskie. Za to był tak znienawidzony, że jedynie dla uspokojenia nastrojów rewolucyjnych odbudował Żydom w Jerozolimie dawną świątynię Salomona. Ale był to jedynie pozór pobożności.
Był starożytnym odpowiednikiem XX-wiecznych zbrodniarzy typu Hitlera, Stalina, Pol-Pota, czy Husajna, ponieważ władzę swoją wykorzystywał do tyranizowania społeczeństwa i mordowania pod byle pretekstem niewinnych ludzi. Wystarczy wspomnieć, że żenił się aż 10 razy, mordował swoje żony, swoich teściów i szwagrów. W obawie o utratę władzy urządził w Betlejem słyną „rzeź niewiniątek”. O jego psychopatycznej osobowości najlepiej świadczy fakt, iż znalazł sposób, aby ludzie w chwili jego śmierci, nie radowali się a płakali. Kazał mianowicie uwięzić kilkuset znakomitych obywateli i wymordować ich w momencie, gdy sam będzie umierał.
Jak fałszywie i tragikomicznie w tym kontekście brzmią jego słowne deklaracje o rzekomej wierze: Donieście mi, gdzie jest Dziecię, abym i ja mógł pójść i oddać mu pokłon… Czy nie podobne do tych Herodowych słów są te wszystkie tak często słyszane i u nas deklaracje typu: „Jestem wierzący, ale niepraktykujący…”, „Proszę księdza, ja to chodzę do kościoła wtedy kiedy nie ma tam ludzi, bo wtedy mogę się skupić…”, albo „niedzielne zakupy w supermarkecie, to nasz sposób na odpoczynek…”.
Pamiętajmy, że każdy kto nie żyje tak jak wierzy, zaczyna wierzyć tak jak żyje. Dlatego wielu ludzi, ongiś nawet bardzo gorliwych w praktykowaniu wiary, zaczyna dziś wierzyć, że Pana Boga nie ma, że ze względu na ich romantyczną miłość cudzołóstwo nie jest już grzechem, że Pan Bóg się do nich uśmiecha, jak w niedzielne przedpołudnie rodzinnie popychają koszyk w supermarkecie… O ile można i trzeba mieć szacunek dla ludzi prawdziwie poszukujących prawdy, to dla tych, którzy poznaną prawdę zdradzili, odeszli od niej, pozostaje jedynie uczucie politowania. O takich mówi Bóg w Apokalipsie: Bądź zimny albo gorący, ale jeśli jesteś letni to wypluję cię z moich ust…
Podsumowując, raz jeszcze chcę powtórzyć, pokora pastuszków, czyli pokora grzesznika prowadzi do Boga. Wielka wiedza i mądrość Mędrców połączona z pasją szukania prawdy i z uczciwością intelektualną prowadzi do Boga – w myśl zasady sformułowanej przez Pascala: „Trochę wiedzy oddala od Boga. Dużo wiedzy sprowadza do Niego z powrotem”.
Ale brak zgody miedzy deklarowanymi przekonaniami a życiowym postępowaniem – co widać na przykładzie Heroda – doprowadza nas do owej letniości, a wcześniej czy później zabije w nas resztki wiary i miłości do Boga. Brońmy się przed takimi postawami, napiętnujmy je u innych, a jeśli pomimo napomnień nie chcą się nawrócić, unikajmy spotkania z takimi ludźmi. Tak właśnie zrobili mądrzy przecież Królowie, którzy nie powrócili już na dwór Heroda, ale inną drogą udali się do ojczyzny.
Dziękujmy dziś Bogu za powszechność Kościoła, dla którego obcy jest jakikolwiek nacjonalizm czy ksenofobia. Jako kolejne już pokolenie, idźmy dalej w procesji wieków do Dzieciątka narodzonego w Betlejem. Przed jego tronem w niebie zgromadzą się kiedyś ludzie ze wszystkich ras, kultur i języków. Oddadzą Mu pokłon wszyscy królowie i wszystkie narody będą Mu służyły (Ps 72).
Magowie z dzisiejszej Ewangelii są początkiem tej nieskończonej pielgrzymki, w czasie której składa się u stóp Chrystusa wszystko co najpiękniejsze na tej ziemi: złoto starochrześcijańskich mozaik, barwne światła witraży średniowiecznych katedr, tchnące uwielbieniem symfonie i oratoria czy też piękne swoją prostotą polskie bożonarodzeniowe kolędy. Najpiękniejszym jednak naszym darem niech będą nasze czyste, pokorne, wdzięczne i wierne do końca serca. Amen.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger