Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrzest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrzest. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 09, 2024

Rozważania Wielkanocne - Trzeba się powtórnie narodzić!

kwietnia 09, 2024

Rozważania Wielkanocne - Trzeba się powtórnie narodzić!

Wtorek, II tydzień okresu wielkanocnego

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana (J 3, 7b-15)
 
Jezus powiedział do Nikodema: «Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha». Na to rzekł do Niego Nikodem: «Jakżeż to się może stać?» Odpowiadając na to, rzekł mu Jezus: «Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, co widzieliśmy, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne».
 
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM
 
Wyobraźmy sobie teraz scenerię spotkania Jezusa z Nikodemem, który był faryzeuszem pełniącym ważną rolę wśród Żydów. Wiemy, że Jezus nie był mile przyjmowany przez to ugrupowanie, więc nie byłoby dobrze widziane spotkanie Nikodema z Jezusem. Nic więc dziwnego, że to spotkanie odbyło się w nocy. Widocznie Nikodem, podobnie jak wiele ludzi nam współczesnych, chciał pogodzić dwie rzeczy naraz. Z jednej strony chciał cieszyć się wysokim stanowiskiem i uznaniem, a jednocześnie nie chciał stracić okazji porozmawiania z Człowiekiem, co do którego był przekonany, że pochodzi od Pana Boga. Widzimy, że Jezus zaakceptował tę postawę Nikodema, podejmując z nim rzeczywisty dialog, w którym wyjaśniał mu podstawowe warunki wejścia do królestwa Bożego. 
 
Jezus wypowiedział słowa wtedy jeszcze niezrozumiałe dla Nikodema i jemu współczesnych, mówiące o tym, że trzeba się powtórnie narodzić z wody i z Ducha. Życie człowieka powtórnie narodzonego z Ducha porównuje do wiatru, którego istnienie poznaje się po działaniu, szum wiatru jest słyszalny, ale zarówno jego pochodzenie, jak i cel, do którego zmierza, pozostaje tajemnicą. 
 
Zapewne w tej wypowiedzi Jezus zapowiadał nowe narodziny człowieka odrodzonego do życia w Kościele poprzez sakrament chrztu świętego, który upodabnia nas do Chrystusa, który począł się z Ducha Świętego dzięki Słowu. Trudno się dziwić Nikodemowi, że tej dla nas oczywistej prawdy nie mógł zrozumieć, ale tym niemniej Jezus objawił mu tę prawdę. Dalej Jezus objawił mu cel swego przyjścia, odwołując się do Starego Testamentu, aby wskazać na wypełnienie proroctw dotyczących obiecanego Mesjasza. 
 
Pamiętamy, że wiele wydarzeń ze świata materialnego, które miały miejsce w czasach starotestamentalnych, było zapowiedzią tego, co potem było realizowane w świecie duchowym Nowego Testamentu. Tak i tutaj mamy porównanie wywyższonego przez Mojżesza węża na pustyni, do konieczności wywyższenia Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne, które jest zarówno celem, do którego winien zmierzać każdy człowiek, jak również bezcennym i największym darem Boga, darem wykupionym dla człowieka poprzez mękę i śmierć wywyższonego na krzyżu Golgoty samego Jezusa. 
 
Zatem analogia Chrystusa wywyższonego na krzyżu jest bardzo wymowna. Wystarczy uwierzyć w tego, który przez swoją śmierć zwyciężył szatana ukrywającego się pod postacią węża, jak również zwyciężył śmierć, która była skutkiem jego jadu, to znaczy grzechu. Tu widać jak niezwykle miłosierny jest Bóg, że tak niewiele wymaga, aby znów dać człowiekowi życie wieczne. To wielka nauka również dla współczesnego człowieka, aby mimo grzechu, mimo różnych upadków nigdy nie tracił nadziei i korzystał z możliwości odpuszczenia grzechu.
 
Zdziwienie widoczne na twarzy Nikodema świadczy o głębokim niezrozumieniu słów Jezusa. Nikodem jest „nauczycielem Izraela" i dlatego musi zrozumieć, o czym mówi Jezus. Wie, że w Izraelu człowiek może się narodzić na nowo na sześć sposobów, ale „powtórnie się narodzić" jest dla niego pojęciem nieznanym. Dlatego Jezus próbuje mu to wyjaśnić.
 
Jakże często udziela mi się postawa Nikodema, bo w wielu przypadkach nie rozumiem prostych słów Jezusa, którymi się do mnie codziennie zwraca. Jest On Słowem, które się ucieleśniło, a żeby je zrozumieć, to muszę narodzić się na nowo. Potrzebuję nowego serca, które zrozumie to z boskiego punktu widzenia. Po ludzku nie jest to możliwe. Zwykłej istocie ziemskiej trudno jest pojąć to Słowo, bo w sercu ma tylko to, co ziemskie. Nie widzi nic, oprócz siebie i swoich potrzeb. Nie widzi bliźniego, a co dopiero Boga. To dlatego, że umysł jest zaślepiony sprawami przyziemnymi. Pozostaje jednak wezwanie Jezusa, aby się powtórnie narodzić.
 
Dopóki to wezwanie we mnie wybrzmiewa, to proszę Jezusa, aby przez zanurzenie w Duchu Świętym narodził mnie na nowo. Pozwalam mu przekształcić moje ziemskie człowieczeństwo na duchowe, które będzie przepełnione sprawami boskimi, a nie przyziemnymi.
 
 

stycznia 14, 2023

2. Niedziela Zwykła (A) – Człowiek ochrzczony jest chwałą Boga

stycznia 14, 2023

2. Niedziela Zwykła (A) – Człowiek ochrzczony jest chwałą Boga


Przekraczając próg Bazyliki św. Piotra w Rzymie, każdy piel­grzym, jakby instynktownie, kieruje swój wzrok ku słynnej
Glorii Berniniego. Dzieło to stanowi swoistą nastawę ołtarzową skomponowaną z okna – witrażu przedstawiającego Ducha Świę­tego w tradycyjnej postaci gołębicy oraz pozłacanych ludzkich i anielskich figur – mieszkańców nieba. Jeszcze do niedawna to właśnie "okno" było miejscem, gdzie umieszczano podczas kano­nizacji wizerunek nowego świętego, czyli człowieka wyniesionego do chwały ołtarzy. "Chwała" w języku łacińskim znaczy "gloria".

W ubiegłą niedzielę przeżywaliśmy Święto Chrztu Pańskiego. Wydarzenie to było początkiem publicznej działalności Zbawiciela. Dziś, u początku nowego okresu liturgicznego, słowo Boże propo­nuje nam, byśmy jeszcze raz wrócili myślą do początków naszej osobistej historii zbawienia, rozważając w oparciu o teksty bib­lijne, podstawowe zadania wypływające z przyjętego przez nas sakramentu Chrztu.

Pierwszym zadaniem człowieka ochrzczonego jest walka z grzechem i ojcem grzechu, czyli Szatanem. Św. Jan Chrzciciel, wskazując w dzisiejszej Ewangelii na Chrystusa, jako zapowiedzianego Zbawiciela, nazywa Go najpierw „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Jest to prawda, która w sposób szczególny realizuje się w sakramencie Chrztu. Chrys­tus bowiem poprzez łaskę Chrztu gładzi grzech pierworodny, a jeśli jest on przyjmowany przez człowieka dorosłego, również jego grzechy osobiste przed Chrztem popełnione. Jest to jednak tylko początek walki, dokonany mocą samego sakramentu, bez naszej zasługi. Podobnie jak Chrystus, mimo iż był bez grzechu, do końca swoich dni walczył z Szatanem, tak samo każdy ochrzczony musi toczyć bój z wrogami światłości przez całe swoje życie, nie wyłą­czając decydującego momentu śmierci.

Postawmy pytanie. Dzięki czemu uczeń Chrystusa, czyli chrześcijanin, może walczyć i odnieść ostateczne zwycięstwo nad grzechem? Odpowiedź znajdziemy w dzisiejszej Ewangelii. Jan Chrzciciel, dając świadectwo o zstąpieniu na osobę Mesjasza Ducha Świętego, mówi, iż Chrystus jest Tym, „który chrzci Du­chem Świętym” (J 1,33). Moc Ducha Świętego, którego otrzymu­jemy na Chrzcie świętym, jest Darem uzdalniającym nas do walki ze złem. Zadanie, jakie wypływa z tego Daru, to ciągła współpraca z Nim, czyli, innymi słowy, życie w świetle i mocy Ducha Świę­tego. Wielu współczesnych ludzi, zwłaszcza młodych, odkrywa i przeżywa na nowo prawdę o stałej obecności i działaniu Ducha Świętego w życiu chrześcijanina. Znajduje to wyraz w wielu no­wych ruchach religijnych. Nie trzeba jednak koniecznie należeć do jednego z nich, aby obecność Trzeciej Osoby Trójcy Świętej jaśnia­ła w naszym życiu, podobnie jak witraż Berniniego prześwietlony promieniami słońca w Bazylice św. Piotra. Będzie tak wówczas, gdy nie zatrzymamy się tylko na walce ze złem, ale zechcemy, w sposób aktywny, pomagać Duchowi Świętemu w Jego głównym zadaniu, jakim jest uświęcanie człowieka, Kościoła i świata.

Zadanie osobistego uświęcania się, więcej, osiągnięcia oso­bistej świętości, wypływa bezpośrednio z przyjętego przez nas sakramentu Chrztu. Gdyby ktoś nie mógł przyjąć żadnego innego sakramentu, już poprzez sakrament Chrztu otrzymałby wszystko, co jest konieczne i wystarczające do świętości. Nie dziwi nas więc, iż św. Dominik Savio, pisząc w swojej dziecięcej prostocie, rzec by można, naiwności: „Muszę, mogę i chcę, absolutnie stać się świę­tym”, nie popełnił najmniejszego błędu i nie okazał braku pokory i roztropności w formułowaniu myśli. Wyraził jedynie tę prawdę, którą św. Paweł zawarł w pozdrowieniu, z dzisiejszego drugiego czytania, skierowanym do chrześcijan korynckich, „którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i są powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana” (1 Kor 1,2). "Muszę i mogę", ponieważ zostałem ochrzczony i otrzymałem dar Ducha Świętego Uświęciciela. Czy jednak naprawdę chcę? Czy chcę absolutnie, to znaczy bezwarunkowo?

Wielu chrześcijan, nie wyłączając kapłanów i osoby zakonne, miało za "złe" św. Janowi Pawłowi II, że dokonał tylu beatyfikacji i kanonizacji, iż nie wystarcza już Glorii Berniniego, aby pomieścić wizerunki osób wynoszonych do chwały ołtarzy podczas jednej, wspólnej uroczystości. Wielu stawiało sobie pytanie, czy nie było to przesadą i brakiem roztropności? Kiedyś, tak zwana "świętość oficjalna" zarezerwowana była dla wąskiej grupy ludzi, wywodzących się zazwyczaj z duchowieństwa, arystokracji czy wręcz monarchów Kościoła i świata. Dziś na ołtarzach obok królewicza Kazimierza czcimy ubogą Karolinę Kózkównę z podtarnowskiej wsi. Obok wielkiego teologa, Tomasza z Akwinu, młodego studenta polite­chniki w Turynie, Piotra Jerzego Frassatiego. Obok Papieża Piusa X, ubogiego mnicha z krakowskiej ogrzewalni, brata Alberta Chmielowskiego. Obok wielkiej Katarzyny ze Sieny, Dziewicy i Doktora Kościoła, zwyczajną matkę rodziny, Giannę, która wolała umrzeć, aniżeli stracić swoje kolejne, nienarodzone jeszcze dziec­ko. Dlaczego jest ich tylu, tak różnorodnych, jakże często nam współczesnych? Aby pokazać, że chcąc, można stać się świętym, nawet w tym świecie, który świętość, świętych, ich relikwie i kult najchętniej odstawiłby do lamusa historii Kościoła.

Świętość bowiem nigdy nie przestanie być podstawowym zadaniem człowieka ochrzczonego, choć z drugiej strony zawsze pozostanie niezgłębionym darem Boga. Boga, który objawia swoją chwałę, jak mówi św. Ireneusz, w każdym człowieku żyjącym, ale przede wszystkim w człowieku ochrzczonym, który powinien, może i chce stać się świętym. I dlatego...

To zbyt mało być człowiekiem ochrzczonym!

To zbyt mało być ojcem, matką, siostrą zakonną, kapłanem a nawet biskupem!

To zbyt mało!

Trzeba być świętym. Trzeba chcieć być świętym!

 

stycznia 07, 2023

Święto Chrztu Pańskiego (A) - Ten jest mój Syn umiłowany

stycznia 07, 2023

Święto Chrztu Pańskiego (A)  - Ten jest mój Syn umiłowany


Liturgia dzisiejszej niedzieli zaprasza nas do tego, abyśmy w postawie wiary rozważyli wydarzenie Chrztu Jezusa, które opi­suje Ewangelista Mateusz, podobnie jak to czynią inni dwaj syno­ptycy: Marek i Łukasz. Kościół dzisiaj uroczyście celebruje to święto, obficie zastawiając stół Słowa Bożego, abyśmy głębiej wni­knęli w znaczenie owego wydarzenia.

Chrzest Jezusa, w swoim głębokim znaczeniu, jest kontynu­acją Uroczystości Objawienia Pańskiego. Jest chwilą rozpoczęcia publicznej działalności Mesjasza. Jest on decydującym etapem objawienia się Jezusa Chrystusa światu jako Syna Bożego. Wyda­rzenia związane z Jego narodzeniem są już odległe, zachowywane tylko w sercach nielicznych bohaterów tamtych dni. Trzydzieści lat ciszy i ukrytego życia pozwoliły Jezusowi wzrastać w łasce u

Pana Boga i u ludzi. Okres życia przed chrztem, jak mówi staro­żytny autor, ukazuje nam Jego człowieczeństwo, we wszystkim podobne do naszego (Meliton z Sardes). Chrzest więc zamyka okres ukrytego życia Jezusa, Jego stawanie się podobnym do lu­dzi, i otwiera nowy, w którym ukaże się On światu jako Zbawiciel posłany przez Boga.

"Na początku publicznego życia Jezus przyjmuje chrzest od Jana w Jordanie. Jan głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Tłum grzeszników - celnicy i żołnierze, faryzeusze i saduceusze oraz nierządnice - przychodzi, aby być ochrzczonym przez niego. Wtedy przyszedł Jezus. Jan Chrzciciel waha się, Jezus nalega: przyjmuje chrzest. Wówczas Duch Święty w postaci gołębicy zstępuje na Jezusa, a głos z nieba ogłasza: Ten jest mój Syn umiłowany. Jest to objawienie się, «Epifania» Jezusa jako Mesjasza Izraela i Syna Bożego" (Katechizm Kościoła Katoli­ckiego, 535).

Wydarzenie Chrztu Jezusa inauguruje nowy etap Jego życia. Zostaje oficjalnie przedstawiony światu przez Ojca jako Mesjasz, który mówi i działa w Jego Imieniu, objawiając przy tym szcze­gólny autorytet. Jest to początek publicznej misji oraz głoszenia Dobrej Nowiny z mocą, która będzie zadziwiać uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Rozpoczyna się więc czas Jezusa jako czas szcze­gólnej laski Bożej, jako czas wypełnienia się obietnic oraz Bożego planu zbawienia. Razem z Janem Chrzcicielem odchodzi czas proroków. Rozpoczyna się czas Chrystusa i Jego Kościoła.

Skąd tak wielkie znaczenie tego wydarzenia? Ważność Chrztu Jezusa, poza objawieniem Ducha Świętego, złączona jest z uroczystą proklamacją Ojca: "Ten jest mój Syn umiłowany" (Mt 3,17). Ten, który stał się Sługą, jest ogłaszany Synem (por. Iz 40,2). "Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię" (Flp 2,9). Jezus z Nazaretu - Chrystus jest pełnią Objawienia: nie ma już blasku gwiazdy, ale sam głos Ojca, który ogłasza ludziom, kim On jest: umiłowanym Synem Ojca. Jezus wyrażał sens tej deklaracji, zwracając się nieustannie do Ojca słowami: Abba, Ojcze! Ewangelia ukazuje nam ten nieprzerwany dialog z Ojcem w łonie Trójcy Przenajświętszej. Cała nasza wiara jest zakotwiczona w tej świadomości Jezusa. On nas zbawia, ponieważ jest Synem Bożym. Czyni nas przybranymi dziećmi Boga, ponieważ stał się naszym bratem.

Konsekwencją tego wydarzenia są słowa Ojca: "Jego słu­chajcie!" (Mk 9,7). Z tymi sami słowami Bóg Ojciec zwróci się do uczniów Chrystusa na Górze Tabor. Mamy słuchać Jezusa, do którego każdy z nas przez chrzest zostaje sakramentalnie upodo­bniony. Powinniśmy wejść w tę tajemnicę pokornego uniżenia się i skruchy, zstąpić do wody z Jezusem, aby wyjść z niej razem z Nim, odrodzić się z wody i Ducha, aby w Synu stać się umiło­wanymi dziećmi Ojca i wkroczyć w nowe życie (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 537).

Mamy słuchać Jezusa, który także dzisiaj mówi do nas w swojej Ewangelii, ponieważ mówi do nas w imieniu Ojca. A słu­chać Go nie oznacza tylko uważać na Jego słowa, ale przede wszystkim uwierzyć w Niego i przyjąć Go jako Pana i Zbawiciela. Osoba Jezusa Chrystusa jest dla każdego człowieka ciągle pona­wianym zaproszeniem do nowego życia.

Ten Jezus, który przyszedł do Jana w pokorze i ukryciu, jest tym samym, który przedziwnie w znakach chleba i wina przy­chodzi do nas w tym zgromadzeniu. Przyjmijmy Go dzisiaj z tymi samymi słowami, z którymi przyjął Go wtedy Jan Chrzciciel nad Jordanem: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata" (J 1,29).

 

kwietnia 07, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Pytanie o wierność Przymierzu

kwietnia 07, 2022

Zamyślenia wielkopostne - Pytanie o wierność Przymierzu

 

Czwartek, 5 Tydzień Wielkiego Post

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana J 8, 51-59
 

Jezus powiedział do Żydów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki».
Rzekli do Niego Żydzi: «Teraz wiemy, że jesteś opętany, Abraham umarł, i prorocy – a Ty mówisz: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki”. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kimże Ty siebie czynisz?»  Odpowiedział Jezus: «Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, co otacza Mnie chwałą, o którym wy mówicie: „Jest naszym Bogiem”. Lecz wy Go nie poznaliście. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy kłamcą. Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał go i ucieszył się». Na to rzekli do Niego Żydzi: «Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem». Porwali więc kamienie, aby rzucić w Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.


Refleksja nad Słowem Bożym

Wielki Post jest dobrym czasem, by zadać sobie pytanie o wierność; o to, czy jestem wierny Przymierzu, jakie na chrzcie św. zawarłem z Bogiem? To jest Przymierze na wzór tego Przymierza, które zawarł Abraham. Bóg do Przymierza zawartego z Abrahamem przypisał konkretne korzyści: “Jeżeli – mówił do Abrahama – będziesz przestrzegał tego Przymierza, twój ród nie zaginie, a wywodzić się będą z niego królowie; będziesz ojcem mnóstwa narodów; dam ci w posiadanie kraj i oddam go przyszłym pokoleniom, jeśli będziesz zachowywał moje Przymierze”.

Przymierze zawarte według ówczesnych tradycji, przez krew zwierząt – my zawieramy Przymierze przez Krew Jezusa Chrystusa. To ta Krew obmywa nas z grzechów i czyni nas dziećmi Boga. I z nami Bóg, jak z Abrahamem, zawiera Przymierze. I podobnie jak Abrahamowi, tak nam Bóg daje obietnice. I Jezus nam przypomina bardzo jasno: “Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. Abraham otrzymał obietnicę związaną z teraźniejszością, z tym światem. My, w naszym przymierzu, które zawieramy z Bogiem, otrzymujemy obietnicę życia wiecznego. Tym bardziej chyba trzeba siebie zapytać: Czy wierny jestem temu Przymierzu? Czy rzeczywiście zachowuję naukę Jezusa Chrystusa? Oczywiście, można bardzo łatwo i tak bardzo powierzchownie powiedzieć: Tak, zachowuję ją. Staram się żyć według Dziesięciu Przykazań. I bardzo często tak jest na spowiedziach naszych: Nikogo nie zabiłem. Nikogo nie okradłem. Nikomu nic złego nie życzyłem. Nie mam grzechów. Jestem sprawiedliwym przed Panem Bogiem. Czy jednak Przymierze ogranicza się do zachowywania Dziesięciu Przykazań? Bo to, że nie zrobiłem niczego złego, to dobre, ale to za mało. Bo kiedyś Pan na sądzie zapyta mnie: Co dobrego uczyniłeś? Dałem ci tyle darów. Podobnie jak Abrahama – obdarowałem cię, byś mógł służyć – więc: Co dobrego zrobiłeś?

Czy rzeczywiście zachowuję naukę Jezusa Chrystusa we wszystkim, o czym mówię, we wszystkim co czynię?

Dzisiejszy świat skłania się ku temu, by wykreślać z Ewangelii te wersety, które są niewygodne, i mówi: Tak się nie da żyć. To jest najczęstsze tłumaczenie tych, którzy tak żyć nigdy nie próbowali. I mówi dzisiejszy człowiek: To nie dzisiejsze. Ewangelia nie jest na dzisiejsze czasy. To Przymierze, którym jest Ewangelia, nie da się dzisiaj zachować – mówią ci najczęściej, którzy nigdy do rąk Ewangelii nie wzięli, którzy nigdy nie przeczytali ani słowa o Jezusie Chrystusie, którzy nie spróbowali posłuchać Jego nauki.

Dzisiejszy świat myśli tylko po ludzku, tylko tymi kategoriami ziemskimi – tak, jak myśleli Żydzi, którzy odrazu sądzili Jezusa: “Jesteś opętany”. Tylko po ziemsku myśląc, tylko ziemską logikę stosując, nie zauważyli w Jezusie Mesjasza. Na to ich niedowiarstwo, na to ich zapatrzenie w ziemię Jezus mówi: “Ja JESTEM” – to jest imię, które objawił Bóg Mojżeszowi. “Ja Jestem” – imię Boga, który chce zawrzeć z każdym człowiekiem Przymierze, Przymierze we Krwi swojego Syna. Do tego Przymierza przypisuje obietnicę życia wiecznego. Ten Bóg nie pozostawia nas samym sobie, ale – podobnie jak Abrahamowi – daje nam wskazania: jak żyć, jak postępować, by Przymierze zachować, a w konsekwencji osiągnąć życie wieczne.

I można uczynić zatwardziałym swoje serce, i jakąś taką skorupą je otoczyć, i powiedzieć: Ja już wiem, jak trzeba żyć. Ja już wszystko zrozumiałem – i tak po ludzku wszystko sobie wytłumaczyć. Trzeba jednak słuchać głosu Pańskiego – mówi Psalmista. Ten głos czyni nas ciągle młodymi, ciągle świeżymi w naszej wierze. Ten głos łamie w nas to, co tylko ziemskie, tylko ludzkie, i wznosi nasze oczy ku górze, pokazuje nam, że jest coś więcej oprócz tej ziemi, oprócz jej dobrobytów, oprócz jej nieszczęść – że jest Przymierze, które Chrystus zawiera, i któremu jest wierny. Bo ilekroć łamiemy Przymierze i żałujemy, wracamy, Bóg je odnawia, Bóg, który jest wierny. My zrywamy nasze Przymierze; my mówimy Panu Bogu: Nie potrzebuję Cię. Nie chcę. Część Twoje nauki jest dla mnie niewygodna. Może kiedyś, jak się zestarzeję, to będzie łatwiej..., może wtedy wszystkie Twoje słowa wezmę sobie do serca, ale jeszcze nie teraz. Bóg nigdy nie łamie Przymierza. Zawsze dla Niego będziesz ukochanym dzieckiem, choćbyś był niewierny, choćbyś się pogubił na drogach swego życia, dla Niego zawsze będziesz ukochanym dzieckiem.

Pytanie o to, czy jestem wierny – nie tak powierzchownie – musimy sobie zadać: Czy jestem wierny w naszej drobnej codzienności Przymierzu, jakie zawarłem z Bogiem w Jezusie Chrystusie? Czy w tych drobiazgach, z których składa się nasze życie, bo nie składa się z wielkich wydarzeń, ale z drobiazgów, czy w tych drobiazgach zachowujemy nauką Jezusa Chrystusa? A jeżeli nie, to nie załamujmy rąk, nie spuszczajmy wzroku, ale zawołajmy do Niego: Panie, dopomóż, byśmy byli wierni Przymierzu. Panie, daj łaskę, byśmy zachowywali Twoją naukę, bo tych ludzkich sił nie wystarcza. Panie, daj spojrzenie, które dosięga poza doczesność, i nie ogranicza się tylko na tym, co ziemskie – dopomóż, byśmy byli wierni.

“Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ktoś zachowuje moją naukę, nie zazna śmierci na wieki” – to mówi Jezus, Ten który JEST. Starajmy się każdego dnia by wierni Przymierzu, jakie we chrzcie św. zawarliśmy z Jezusem Chrystusem. Starajmy się w tej wierności wzrastać, a tam, gdzie sił nam brakuje, prosić o moc, prosić o łaski, których potrzebujemy. AMEN.

 

stycznia 08, 2022

Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Powróć do Chrztu świętego

stycznia 08, 2022

Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Powróć do Chrztu świętego


Było to nad Jordanem, gdzie Jan nauczał i udzielał chrztu. Któregoś dnia Chrystus, Mesjasz, Syn Boży, zrodzony z Dziewicy, pokornie staje w jednym rzędzie z grzesznikami, aby przyjąć chrzest Janowy. Niewinny, bez grzechu, nie musiał tego czynić. Ale czyni to z miłości do człowieka, którego pragnie zbawić. Jeszcze brzmią nam w uszach słowa anioła wypowiedziane w Noc Betlejemską do pasterzy i do każdego z nas: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida, narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz. Pan" (Łk 2, 10-11). Jako Zbawiciel bierze na siebie ciężar grzechów całego świata, by
zanieść go aż na Golgotę. Staje pokornie w wodach Jordanu przed tym, który mówił do zebranego tłumu: „Ja was chrzczę wodą, lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem" (Łk 3, 16).

Co nam zostało z tego ognia? Takie pytanie warto sobie dziś postawić. Wszak jesteśmy ochrzczeni, wpisani do księgi metrykalnej, nadano nam imię, a może dwa imiona, przygotowano białą szatę, świecę chrzcielną. I co z tego nam zostało? Może jako ojciec nie chcesz pozwolić na to, żeby swoje dziecko ochrzcić, żona twoja też nie praktykuje, ale babcia nalega, by ochrzcić dziecko. Dlatego jedziesz do sąsiedniego kościoła, dla świętej zgody. I postępujesz dla tradycji i pewnie wiary zabobonnej. A czasem kłócisz się z proboszczem w kancelarii, który nie może się zgodzić na twoją kandydaturę ojca chrzestnego. Bo wskazany przez ciebie ojciec chrzestny nie praktykuje, nie żyje w sakramentalnym małżeństwie, a może będąc na Zachodzie wypisał już z Kościoła, by nie płacić podatku kościelnego. „Ale ksiądz proboszcz jest nietolerancyjny - powiadasz - ksiądz nas odpycha od Kościoła". A proboszcz odpowiada: „To nie ja wypędzam pana z Kościoła, to pański brat sam, dobrowolnie i świadomie oddalił się od Kościoła".

A przecież przed laty został ochrzczony. Co nam zostało z tego ognia?

Tajemnica Chrztu Pańskiego powtórzyła się podczas misterium naszego Chrztu św. Przez Chrzest św. zostaliśmy poświęceni na własność Trójcy Przenajświętszej i weszliśmy we wspólnotę z Ojcem i Synem i Duchem Świętym, a jest to wspólnota miłości, wspólnota z Bogiem przez Chrystusa w Duchu Świętym. I właśnie z udziału w tej wspólnocie wypływa obowiązek dążenia do świętości. Bez tej świadomości trudno stać się chrześcijaninem. Mówisz: „Zostałem ochrzczony, więc jestem chrześcijaninem, chodzę do kościoła". A Ewangelia poucza o Duchu, o wierze, o wodzie, o Chrzcie św. Chrześcijaninem staję się przez wiarę i chrzest. Chrzest bez wiary nie wystarczy. Nad każdym z nas wtedy „otwarły się niebiosa" i zostaliśmy ogarnięci nieskończoną miłością Boga. Staliśmy się przybranymi dziećmi Boga. Nad Jordanem „otwarło się niebo i zabrzmiał głos Ojca: to jest mój Syn umiłowany. Jego słuchajcie" (por. Mk 9, 6).

„...Jego słuchajcie". Być posłusznym Bogu to nic innego jak tylko uwzględnić Jego obecność i reagować na nią. Człowiek, który nie chce być posłuszny, jest jak ten, który zamyka oczy i chce iść przez las czy przez miasto. Jest oczywiste, że będzie go to drogo kosztować. Święty Łukasz zauważył, że w chwili, kiedy Jezus się modlił „otworzyło się niebo" (Łk 3, 21). Nam, którzy otrzymaliśmy Chrzest z wody i Ducha, czyż to nie modlitwa jest najbardziej potrzebna, abyśmy odzyskali świadomość naszego synostwa? Jestem dzieckiem Boga... Mogę do Niego mówić Ojcze!

Chrystus, który stale we Mszy św. ofiaruje się swojemu Ojcu, nie chce być sam. On chce naszej wspólnoty, naszej Komunii, a także naszej ofiary.

Ośmioletni Michał napisał do mnie: „Choruję na zanik mięśni, nie chodzę wcale, ale umiem czytać i pisać. Byłem już u I Komunii św. i często przyjmuję Pana Jezusa. Bardzo proszę o przyjęcie mnie do Apostolstwa Chorych, bo chciałbym swoje cierpienia ofiarować za Kościół i świat".

Chrzest jest tylko wstępem, początkiem drogi, ukazaniem Bogu gotowości serca, za którą musi nastąpić wypełnienie tego, co przy Chrzcie przyrzekamy Bogu.

Czy to nie wspaniałe, że tak bardzo pomogliśmy naszym braciom i siostrom w Armenii? Jakże imponuje nam entuzjazm pierwszych chrześ­cijan. Piotr jest pełen radości, że może udzielić Chrztu Korneliuszowi i jego rodzinie, „bo w każdym narodzie miły jest Bogu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie" (Dz 10, 35).

Podczas tej Mszy Św., obecny wśród nas Chrystus, ten sam, który nas ochrzcił „ogniem i Duchem" - pyta nas dzisiaj o wierność danym kiedyś przyrzeczeniom. Każdego dnia zadaje nam to samo pytanie.

Niedawno podczas mojej posługi w Hospicjum otrzymałem od lekarza adres i numer telefonu człowieka, do którego należało pójść. W godzinach wieczornych zadzwoniłem do żony chorego, by zapowiedzieć swoje przyjście. „Ależ proszę księdza, mój mąż nie praktykuje od wielu lat, nie wiem, czy on zechce księdza przyjąć - odpowiada żona - może by ksiądz przyszedł tylko porozmawiać". Pytam: „Czy pani mąż jest ochrzczony?" „Ależ tak - był u Komunii Św., mamy ślub kościelny". „Bardzo proszę - nalegam - przygo­tować stół z białym obrusem, krzyżem i świeczkami". „Proszę księdza, maleńki stolik przygotuję w hallu, bo co by mąż na to powiedział". Następnego dnia o oznaczonej godzinie dzwonię do drzwi. W jednej ręce trzymam bursę z Panem Jezusem, a w drugiej różaniec. Żona otworzyła drzwi, przedstawiła mi pielęgniarki, które już zdążyły obmyć chorego. Wchodzę do pokoju chorego z lękiem, a tymczasem chory wita mnie nadzwyczaj serdecznie: „Dobrze, że ksiądz przyszedł, ja już tak dawno czekam na księdza". Wzruszająca rozmowa zakończyła się absolucją sakramentalną, a potem w towarzystwie żony i pielęgniarek udzieliłem choremu na jego życzenie Sakramentu Chorych i Komunii św. Już dawno nie uczestniczyłem w tak wzruszającej liturgii, w której Chrystus pochyla się nad człowiekiem, aby mu pomóc. Przy pożegnaniu usłyszałem: „A kiedy ksiądz przyniesie mi znowu Pana Jezusa?"

Święty Augustyn powiedział kiedyś: „Tak późno Cię ukochałem, Miłości moja nieskończona".

Znamy datę naszych urodzin, a czy jest nam znana data naszego Chrztu? Wtedy zostaliśmy dziećmi Boga i weszliśmy do wspólnoty Kościoła. Czy nie warto tę rocznicę uczcić przez przyjęcie Tego, który jest naszym Zbawicie­lem?


stycznia 08, 2022

Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Ty jesteś moim Synem

stycznia 08, 2022

Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Ty jesteś moim Synem


Za nami już radosne przeżycia Bożego Narodzenia, Nowego Roku, Trzech Króli, podczas których żywiej bije serce. Został we wspomnieniach blask świateł choinki, stół wigilijny, kawałek ludzkiego serca podanego z kruszyną opłatka. Nade wszystko zaś pozostała w nas i wciąż żyje ta prawda, że Słowo stało się Ciałem zamieszkało między nami, a my oglądaliśmy Jego chwałę. Oglądaliśmy, choć Boga nikt nigdy nie widział. A my z łaski Boga widzieliśmy — z Maryją i Józefem — Niemowlę leżące w żłobie, gdyż nie było dla Niego miejsca bardziej godziwego; pasterzy oddających pokłon; kłaniających się Mędrców ze Wschodu i szalejącego Heroda, drżącego o swój stołek. Widzieliśmy i wciąż widzimy oczyma wiary, że Ten, który przyszedł, nie może być tylko dodatkiem do życia, efektownym ozdobnikiem, po który czło­wiek sięga od przypadku. Widzieliśmy po raz kolejny, pośród bożonarodzeniowych radości, że Bóg się objawia nam po to, by bez reszty wypełnić nasze życie. Zawsze wzrusza w tym miejscu swoją odwieczną prawdą mszalna prefacja z okresu Bożego Na­rodzenia: „Albowiem przez tajemnicę wcielonego Słowa zajaśniał oczom naszej duszy nowy blask Twojej światłości, abyśmy pozna­jąc Boga w widzialnej postaci, zostali przezeń porwani do umi­łowania rzeczy niewidzialnych". Dać się unieść, porwać, poddać Duchowi Świętemu, choć nuży nas życie, męczą ludzie i ciś­nie ku ziemi grzech. Dać się porwać, bo rodzący się wciąż w nas Chrystus „udzielił nam na nowo światła swojej nieśmiertelności", czyli uzdolnił do pojmowania spraw, po ludz­ku sądząc, niepojętych. Takie oto wspaniałe treści stały się nam bliższe w to kolejne Boże Narodzenie! Nieśmiertelny Bóg rodząc się jako słabe Dziecię czeka na miłość i tę miłość w nas, ska­mieniałych, wyzwala. Obyśmy pozwolili dać Mu się porwać w całości, nie chowając niczego dla siebie, a wszystko w Bogu znajdując. Oby potrafili takie niepodzielone serce umieć przynieść Temu, który w swoim Synu poświęca dla człowieka wszystko.

Pójdźmy za myślą czytań przeznaczonych na dzisiejsze święto Chrztu Chrystusa Pana, by zobaczyć wyraźniej tę wielką praw­dę. Prorok Izajasz na kilka wieków przed Chrystusem mówi o Słudze Pańskim prezentującym niepopularne wartości, jakimi są: cichość, pokora, łagodność. Te właśnie cechy, choć wzgardzone przez świat Bogu przeciwny, w Jezusie Chrystusie znalazły swój najdoskonalszy wyraz. One też przyniosły nadzwyczajne owoce, choćby te, o których mówi Prorok: prawo dla narodów, przy­mierze dla ludzi, wolność dla uwięzionych, światłość dla pogrą­żonych w mrokach (Iz 42, 6—7). Nie zliczymy dobra, które cichy i pokorny Chrystus wyzwala w ludziach, którzy potrafią z Nim pisać swoje układy, oparte o tę cudowną wymianę: „wszystko za wszystko". Ten, który „nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze" (Iz 42, 2), będzie do końca świata inspirował serca i umysły do cichego dobra, które nie lęka się żadnej przeciwności. Takiego Chrystusa głosi nam również pierwszy papież — apostoł Piotr w czytanym dziś frag­mencie Dziejów Apostolskich. Podał chyba najkrótszą charakte­rystykę działalności Jezusa: „Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod wodzą diabła, dlatego, że Bóg był z Nim" (Dz 10, 38). A my, czytając te słowa dziś — w XXI stuleciu od przyjścia Chrystusa, mamy na myśli tych wszystkich szaleńców, „porwanych do umiłowania rzeczy nie­widzialnych" (Prefacja o Objaw.), którzy ze względu na Chry­stusa nie ulękli się prześladowań, cierpień, więzienia — dlate­go tylko, że był z nimi w tych wszystkich doświadczeniach Ten, który uzdalnia serce człowieka do wszelkich poświęceń i czy­nienia dobra. Jakże ta świadomość, po której stronie jest moc i zwycięstwo, potrzebna jest człowiekowi wtedy, gdy staje na­przeciw niego mały Herod czy też wielki Cezar. Im bardziej jest on chytry i po diabelsku przebiegły, tym większa potrzebna świadomość, o jaką stawkę idzie. O władzę nad człowiekiem! Chrześcijanin, człowiek Chrystusowi w pełni oddany, będzie tą prawdą żył w każdym miejscu i czasie, w każdym systemie czy układzie sił. Różne formy, zależnie od sytuacji, przybierać będzie ta walka o rząd dusz. Wybierzmy dziś z polskiego kalejdoskopu przestrogę, jakiej udziela rodakom jeden z pisarzy, komentując burzliwe wydarzenia z początku naszego stulecia: „Czy wam już serca przegniły, o Wenedzi, nie czujecie, że to nie o skrócenie dnia roboczego, nie o język polski w gminach, ale chodzi o... całego człowieka?" (T. Miciński). Oby nie podzielone serce umieć przynieść w darze Temu, który w swoim Synu poświęca dla człowieka wszystko i zwiastuje pokój, jakiego serce sprze­dajne czy podzielone nigdy nie przyjmie.

Pośród nas stanął dzisiaj w sposób szczególny Jezus Chrystus. Widzimy Go w kolejce z grzesznikami, oczekującymi w Jorda­nie chrztu z rąk Jana. Ewangelia mówi nam: „Jezus także przyjął chrzest" (Łk 3, 21) — przyjął jak grzesznik, choć grzechu nie znał. Był do nas we wszystkim podobny, z wyjątkiem grze­chu. Ale tam, w wodach Jordanu, solidaryzuje się z wszystkimi grzesznikami i przyjmuje obmycie od Jana. On cały należał do Ojca i dlatego wskazuje drogę grzesznikom. Wchodzi, jak w bru­dne wody Jordanu, w ludzką niedolę, grzech i rozdarcie, by wszystko uczynić nowym.

W jakimś sensie więc te słowa, które słyszy nad sobą: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie" (Łk 3, 22) — odnoszą się do nas, do każdego grzesz­nika na ziemi. Bóg w Chrystusie, swoim umiłowanym Synu pochyla się nad człowiekiem i jego wielką nędzą. A my uczy­my się w Chrystusie poprzez Kościół święty, że chrzest jest szcze­gólną godziną łaski i krzyża. Chrystus potem o godzinie swo­jej męki powie: Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udrę­ki, aż się to stanie (Łk 12, 50). Chrzest gładzi grzech, a krzyż wprowadza w tajemnicę miłości Ojca. Nie można pominąć w tym miejscu tych wszystkich, którzy przez krzyż cierpienia i choroby są wprowadzeni szczególnie w tajemnicę miłości Trójcy Przenajświętszej.

Drodzy Bracia i Siostry! Dziś do waszego mętnego Jordanu schodzi Chrystus, jeżeli nie po to, by natychmiast leczyć i sprawić cud uzdrowienia, to głównie po to, by powiedzieć w jakiś szczegól­nie ciepły, intymny sposób: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie" (Łk 3, 22). Przychodzi w sposób szczególny do tych, którzy cierpią,bo choroba i cierpienie jest trud­nym sprawdzianem wiary, nadziei i miłości. Ale gdy w takim doświadczeniu dasz się Bogu porwać do umiłowania rzeczy nie­widzialnych, będziesz wówczas szczęśliwy, że w twoim ciele, jak mówi Apostoł, dopełniasz braki udręk Chrystusa dla zbudowa­nia Jego Ciała, jakim jest Kościół (Kol 1, 24). Daj się porwać w całości! I umiej wtedy prosić za tych, których porwał nurt życia, za tych, którzy w walce o całego człowieka utracili to, co najważniejsze za kilka srebrników jałowego spokoju. Ocalicie modlitwą wiele serc od przegnicia.

stycznia 07, 2018

Święto Chrzu Pańskiego - Zostaliśmy ochrzczeni

stycznia 07, 2018

Święto Chrzu Pańskiego - Zostaliśmy ochrzczeni
Chrzest-Panski-Dlaczego-takie-swieto 
Niedawno świętowaliśmy narodziny naszego Zbawiciela, wydarzenie, w którym Słowo stało się Ciałem, a Bóg stał się człowiekiem. Cieszyliśmy się nowo narodzonym Niemowlęciem, Jezusem, owiniętym w pieluszki i leżącym w żłobie.
 
Teraz jednak, w ciągu kilku dni, szybko przeszliśmy do publicznego życia Jezusa, pomijając lata Jego dorastania, czas, który Ewangelia podsumowuje jednym zdaniem:
Potem poszedł z nimi [Józefem i Maryją], wrócił do Nazaretu i był im posłuszny (Łk 2, 51).


Dzisiaj liturgia prowadzi nas nad rzekę Jordan, gdzie miał miejsce chrzest Jezusa, który zapoczątkował Jego publiczną działalność.

W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie (Mk 1, 9-10).

Tak św. Marek Ewangelista streszcza to, co się wydarzyło. Jednocześnie nie wyjaśnia nam, dlaczego Jezus przyjął chrzest od Jana, interesuje go przede wszystkim ujawnienie tożsamości Jezusa.

W chwili gdy wychodził z wody, – kontynuuje Marek – ujrzał rozwierające się niebo i ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie» (Mk 1, 10-11).


Chrzest był punktem zwrotnym w życiu Jezusa. Do tego czasu był cieślą w Nazarecie, a od tej chwili zaczął swoją posługę jako głosiciel królestwa Bożego.


Chrzest był i jest wydarzeniem zwrotnym także w naszym życiu. Weszliśmy do nowej wspólnoty, do wspólnoty wiary, do wspólnoty Kościoła. Woda chrztu zmyła z nas grzech pierworodny i przywróciła nam życie łaski, które jest życiem Boga w nas. Z Chrystusem jesteśmy pogrzebani w chrzcie – jak to obrazowo przedstawia św. Paweł (Kol 2, 12) – i z Nim powstajemy do nowego i wiecznego życia. Ważność wydarzenia chrztu nieustannie odkrywamy, zgłębiamy i przeżywamy. Chrzest to nie ryt z przeszłości, ale spotkanie z Chrystusem, które kształtuje całe nasze istnienie.

W życiu jest wiele uroczystości, o których pamiętamy i które świętujemy. A czy pamiętamy o rocznicy naszego chrztu? Czy idziemy wtedy do kościoła, by właśnie tam świętować to szczególne wydarzenie naszego życia?
  
Jezus został ochrzczony przez Jana. Nie musiał poddać się temu rytowi pokutnemu. Widzimy, że było to ważne wydarzenie dla Jezusa, skoro przyjął ten obrzęd. Jego symboliczny chrzest to chrzest solidarności z nami. Jest z nami w naszej tęsknocie i w naszym pragnieniu za Bogiem, w naszych trudach powstawania z grzechu. Jezus przyjmuje chrzest nie dlatego, że chce zmazać jakiś swój grzech lub potrzebuje pokuty z powodu takich, a nie innych życiowych wyborów. Staje przed Janem razem z ludźmi o różnych życiorysach, by poprzez ten symboliczny ryt obmycia być razem z nimi w ich powrocie do Boga.

Jezus mógł powiedzieć ludziom, by po chrzest przyszli do Niego, a nie do Jana. Mógł, ale nie zrobił tego. Gdyby to zrobił, kto wie, czy usłyszelibyśmy wypowiedziane wtedy świadectwo Ojca:
«Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie» (Mk 1, 11).

Godność chrztu prowadzi nas do Boga, zanurza w Nim, napełnia Jego łaską, czyni nas Jego umiłowanymi dziećmi i daje nam misję.

Drodzy Bracia i Siostry!
Dzisiejsze święto Chrztu Pańskiego przypomina nam, że i my zostaliśmy ochrzczeni, a więc zanurzeni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Dzielmy się więc wiarą w Jego zmartwychwstałe życie i cieszmy się, że ileś lat temu woda chrztu  zapoczątkowała nasze chrześcijańskie życie.


marca 16, 2017

3. Niedziela Wielkiego Postu (A) - Jestem ochrzczony

marca 16, 2017

3. Niedziela Wielkiego Postu (A) - Jestem ochrzczony
„Jezus zmęczony drogą usiadł przy studni” - niby zwykła informacja, a jest w niej coś wstrząsającego. Przecież mowa tu o Synu Bożym, przez którego cały świat został stworzony. Mowa tu o Tym, którego nie męczy ani nie nuży nieustanne udzielanie istnienia wszystkiemu, co istnieje. Właśnie On zmęczony drogą usiadł przy studni. Ten. który bez żadnego trudu podtrzymuje świat w istnieniu, ciężko się utrudził, kiedy przyszedł szukać zagubionej owieczki. Utrudził się aż do męki krzyżowej.
Zatem Ojcowie Kościoła nie przesadzali, kiedy mówili, że zbawienie jednego człowieka jest większym dziełem Bożej mocy. niż stworzenie całego Wszechświata. Bo żeby zaistniał świat wraz z całym bogactwem zapełniających go bytów wystarczyło, że Bóg postanowił sobie jego zaistnienie. Co jednak miał zrobić Bóg. kiedy chciał uratować człowieka zagubionego w bezsensie? Przecież człowiek nie jest rzeczą, żeby można go było naprawić metodą mechaniczną. W dodatku człowiek zagubił się dlatego, że zaczął podejrzewać Boga o brak miłości. Sprowadziwszy przez swój grzech mnóstwo nieszczęścia na całą ziemię, człowiek zaczął oskarżać Boga o to, że źle urządził świat. Jedynym sposobem przywrócenia człowieka do przytom­ności było otwarcie mu oczu na miłość Bożą. Ale jak miał Bóg przekonać człowieka o tym. że go kocha, skoro ten właśnie człowiek Jego miłość wciąż deptał, a im więcej deptał, tym więcej utwierdzał się w fałszywym przeko­naniu, że Bóg wcale go nie kocha?
Na szczęście znalazł Bóg sposób na to, ale sposób tak trudny, że nawet On, Bóg wszechmocny, bardzo się przy tym utrudził. Mianowicie Jednorodzony Syn Boży. który stanowi jedno z Przedwiecznym Ojcem, stał się jednym z nas. aby podjąć życie ludzkie na tej naszej biednej ziemi, na której wciąż deptane są prawa miłości. Ponieważ Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, swoim życiem wśród nas złożył podwójne świadectwo. Z jednej strony udowodnił nam. jak niewyobrażalnie Bóg kocha człowieka, z drugiej zaś strony zostawił nam przykład życia podporządkowanego bez reszty prawu miłości i wypełnionego całkowitym zawierze­niem się Przedwiecznemu Ojcu. Owszem, bardzo się przy składaniu tego podwójnego świadectwa utrudził. Ale to niezwykłe, że nawet na krzyżu Jego Uoska miłość do ludzi oraz Jego ludzka miłość do Przedwiecznego Ojca nie utraciła nic ze swojej krystaliczności. Zmartwychwstanie Chrystusa Pana jest już właściwie tylko logiczną konsekwencją tego, że nawet cierpienia krzyżo­we nie osłabiły w Nim Jego bezgranicznej miłości do Boga i do ludzi. Bo przecież to oczywiste, że na tym Bożym świecie tak ostatecznie to tylko miłość jest potężna. Jakże mogłoby być inaczej, skoro wszechmocny Bóg jest miłością?
Spotkanie Chrystusa z Samarytanką obchodzi nas tak bardzo, bo ta Samarytanka to nie tylko pewna konkretna kobieta, która żyła dwa tysiące lat temu. Samarytanka, to poniekąd każda grzesznica i każdy grzesznik, to zarazem cała ludzkość, zagubiona w swoich grzechach i z tego powodu nieszczęśliwa. Chrystus Pan powiedział do niej: „Miałaś pięciu mężów, a i ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem". Słowa te oddają samą istotę nieszczęścia, w jakim pogrąża człowieka grzech. Mianowicie grzech odbiera człowiekowi zdolność do prawdziwej miłości. Grzech potrafi zniszczyć nawet tak głęboką bliskość między ludźmi, jaka z natury swojej łączy męża i żonę. Ktoś, kto miał pięciu mężów, niewątpliwie jest osobą głęboko nieszczęśliwą i bardzo zagubioną.
Zauważmy wielce wymowny szczegół, że Pan Jezus nie przychodzi do Samarytanki, ale czeka na nią przy studni. Symbolicznie oznacza to, że Samarytankę ogarnia jakieś pragnienie, którego ona sama sobie do końca nie uświadamia. Zapewne jest to pragnienie jakiegoś szczęścia, jakiejś miłości, pragnienie jakiegoś sensu w życiu. Właśnie do tego pragnienia, które już w niej jest, chce się odwołać Pan Jezus. Chce w niej to pragnienie oczyścić i pogłębić. Chce jej uświadomić, że w gruncie rzeczy ona już od dawna pragnie Boga, pragnie życia w pełnej zgodzie z Bogiem i w miłości do Niego - tylko że dotychczas pragnęła tego w sposób nieudolny i niekonsekwentny. A przez to nieskuteczny i jałowy.
Te pragnienia Samarytanki są w każdym z nas. I pragnienia każdego z nas potrzebują pogłębienia i oczyszczenia, bo inaczej - zamiast nas otwierać na Boga i do Boga przybliżać - będą budziły w nas poczucie pustki i głębokiego niezadowolenia z życia. Właśnie to niech będzie pierwszym celem naszego nawrócenia rekolekcyjnego: Starajmy się zauważyć w sobie i wyprostować to pragnienie Boga i to pragnienie miłości, które nosi w sobie każdy z nas. Niedobrze, jeśli tak podstawowe pragnienia człowiek nosi w sobie nieświadomie, bo wówczas będziemy je zaspokajać w sposób wypaczony i w ten sposób będzie się tylko pogłębiała nasza frustracja z życia.
Zauważmy jeszcze, że jakieś tajemnicze pragnienie jest również w Panu Jezusie. Symbolicznie wyraża je Jego prośba do Samarytanki: „Daj Mi pić". Zastanówmy się, czego pragnie Syn Boży. To chyba oczywiste. On pragnie naszej miłości i naszego dobra. Pragnie nas wyzwolić z naszego zagubienia. Pragnie, abyśmy w Jego Ojcu odnaleźli Kogoś najbliższego i najbardziej kochanego. On pragnie naszego szczęścia bardziej i prawdziwiej, niż my tego pragniemy. Nie zraża się tym, że na Jego ofertę pełnego zaspokojenia naszych pragnień dajemy równie wykrętne odpowiedzi, jak Samarytanka. To pragnienie nas i naszego dobra zaprowadziło Go aż na krzyż. Jeszcze tuż przed swoją śmiercią wołał z krzyża: „Pragnę". Przecież chodziło Mu wtedy nie o wodę, nie o napój. On nas wtedy pragnął. Pragnął, abyśmy Mu oddali samych siebie.
Otóż, Jezus dlatego tak bardzo pragnie mnie i ciebie, bo nas kocha. A tylko On jeden potrafi zaspokoić nasze pragnienia ostateczne. Gdybyś ty umiała prosić - powiada do Samarytanki - to dałbym ci wody żywej. „Kto będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu".
Kościół zawsze słowa te odnosił do sakramentu chrztu. Przez chrzest wytrysnęło w naszych wnętrzach źródło wody ku życiu wiecznemu. W tym miejscu aż się prosi, żebyśmy sobie postawili kilka najprostszych pytań rekolekcyjnych: A może ja wzgardziłem wodą żywą, którą mi podaje Jezus? Może nie dbam o to źródło Bożej miłości, jakie wytrysnęło we mnie w dniu mojego chrztu? A może je zanieczyściłem moimi grzechami? Może je nawet przysypałem moją niewiarą? Czas Wielkiego Postu stwarza wspaniałą okazję po temu, żeby odnowić w sobie świadomość, iż jestem ochrzczony. Nie marnujmy tej sposobności. Zabierzmy się do oczyszczenia i uporządkowania tego źródła na życie wieczne, które nosimy w sobie od dnia naszego chrztu.
Zatem nawracajmy się, Bracia i Siostry, do Boga naszego. Na szczęście Bóg jest niezmienny w swojej miłości do nas. Na szczęście Jezus będzie nam okazywał co najmniej tyle cierpliwości, ile jej okazał Samarytance. Ufajmy, że w święta wielkanocne wszyscy będziemy bliżej Boga niż w dniu dzisiej­szym. Ufajmy, że - podobnie jak Samarytanka - jeszcze innym ludziom pomożemy spotkać się z Jezusem. Oby tak się stało. Amen.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger