marca 16, 2017

3. Niedziela Wielkiego Postu (A) - Jestem ochrzczony

Jezus zmęczony drogą usiadł przy studni” - niby zwykła informacja, a jest w niej coś wstrząsającego. Przecież mowa tu o Synu Bożym, przez którego cały świat został stworzony. Mowa tu o Tym, którego nie męczy ani nie nuży nieustanne udzielanie istnienia wszystkiemu, co istnieje. Właśnie On zmęczony drogą usiadł przy studni. Ten. który bez żadnego trudu podtrzymuje świat w istnieniu, ciężko się utrudził, kiedy przyszedł szukać zagubionej owieczki. Utrudził się aż do męki krzyżowej.
Zatem Ojcowie Kościoła nie przesadzali, kiedy mówili, że zbawienie jednego człowieka jest większym dziełem Bożej mocy. niż stworzenie całego Wszechświata. Bo żeby zaistniał świat wraz z całym bogactwem zapełniających go bytów wystarczyło, że Bóg postanowił sobie jego zaistnienie. Co jednak miał zrobić Bóg. kiedy chciał uratować człowieka zagubionego w bezsensie? Przecież człowiek nie jest rzeczą, żeby można go było naprawić metodą mechaniczną. W dodatku człowiek zagubił się dlatego, że zaczął podejrzewać Boga o brak miłości. Sprowadziwszy przez swój grzech mnóstwo nieszczęścia na całą ziemię, człowiek zaczął oskarżać Boga o to, że źle urządził świat. Jedynym sposobem przywrócenia człowieka do przytom­ności było otwarcie mu oczu na miłość Bożą. Ale jak miał Bóg przekonać człowieka o tym. że go kocha, skoro ten właśnie człowiek Jego miłość wciąż deptał, a im więcej deptał, tym więcej utwierdzał się w fałszywym przeko­naniu, że Bóg wcale go nie kocha?
Na szczęście znalazł Bóg sposób na to, ale sposób tak trudny, że nawet On, Bóg wszechmocny, bardzo się przy tym utrudził. Mianowicie Jednorodzony Syn Boży. który stanowi jedno z Przedwiecznym Ojcem, stał się jednym z nas. aby podjąć życie ludzkie na tej naszej biednej ziemi, na której wciąż deptane są prawa miłości. Ponieważ Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, swoim życiem wśród nas złożył podwójne świadectwo. Z jednej strony udowodnił nam. jak niewyobrażalnie Bóg kocha człowieka, z drugiej zaś strony zostawił nam przykład życia podporządkowanego bez reszty prawu miłości i wypełnionego całkowitym zawierze­niem się Przedwiecznemu Ojcu. Owszem, bardzo się przy składaniu tego podwójnego świadectwa utrudził. Ale to niezwykłe, że nawet na krzyżu Jego Uoska miłość do ludzi oraz Jego ludzka miłość do Przedwiecznego Ojca nie utraciła nic ze swojej krystaliczności. Zmartwychwstanie Chrystusa Pana jest już właściwie tylko logiczną konsekwencją tego, że nawet cierpienia krzyżo­we nie osłabiły w Nim Jego bezgranicznej miłości do Boga i do ludzi. Bo przecież to oczywiste, że na tym Bożym świecie tak ostatecznie to tylko miłość jest potężna. Jakże mogłoby być inaczej, skoro wszechmocny Bóg jest miłością?
Spotkanie Chrystusa z Samarytanką obchodzi nas tak bardzo, bo ta Samarytanka to nie tylko pewna konkretna kobieta, która żyła dwa tysiące lat temu. Samarytanka, to poniekąd każda grzesznica i każdy grzesznik, to zarazem cała ludzkość, zagubiona w swoich grzechach i z tego powodu nieszczęśliwa. Chrystus Pan powiedział do niej: „Miałaś pięciu mężów, a i ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem". Słowa te oddają samą istotę nieszczęścia, w jakim pogrąża człowieka grzech. Mianowicie grzech odbiera człowiekowi zdolność do prawdziwej miłości. Grzech potrafi zniszczyć nawet tak głęboką bliskość między ludźmi, jaka z natury swojej łączy męża i żonę. Ktoś, kto miał pięciu mężów, niewątpliwie jest osobą głęboko nieszczęśliwą i bardzo zagubioną.
Zauważmy wielce wymowny szczegół, że Pan Jezus nie przychodzi do Samarytanki, ale czeka na nią przy studni. Symbolicznie oznacza to, że Samarytankę ogarnia jakieś pragnienie, którego ona sama sobie do końca nie uświadamia. Zapewne jest to pragnienie jakiegoś szczęścia, jakiejś miłości, pragnienie jakiegoś sensu w życiu. Właśnie do tego pragnienia, które już w niej jest, chce się odwołać Pan Jezus. Chce w niej to pragnienie oczyścić i pogłębić. Chce jej uświadomić, że w gruncie rzeczy ona już od dawna pragnie Boga, pragnie życia w pełnej zgodzie z Bogiem i w miłości do Niego - tylko że dotychczas pragnęła tego w sposób nieudolny i niekonsekwentny. A przez to nieskuteczny i jałowy.
Te pragnienia Samarytanki są w każdym z nas. I pragnienia każdego z nas potrzebują pogłębienia i oczyszczenia, bo inaczej - zamiast nas otwierać na Boga i do Boga przybliżać - będą budziły w nas poczucie pustki i głębokiego niezadowolenia z życia. Właśnie to niech będzie pierwszym celem naszego nawrócenia rekolekcyjnego: Starajmy się zauważyć w sobie i wyprostować to pragnienie Boga i to pragnienie miłości, które nosi w sobie każdy z nas. Niedobrze, jeśli tak podstawowe pragnienia człowiek nosi w sobie nieświadomie, bo wówczas będziemy je zaspokajać w sposób wypaczony i w ten sposób będzie się tylko pogłębiała nasza frustracja z życia.
Zauważmy jeszcze, że jakieś tajemnicze pragnienie jest również w Panu Jezusie. Symbolicznie wyraża je Jego prośba do Samarytanki: „Daj Mi pić". Zastanówmy się, czego pragnie Syn Boży. To chyba oczywiste. On pragnie naszej miłości i naszego dobra. Pragnie nas wyzwolić z naszego zagubienia. Pragnie, abyśmy w Jego Ojcu odnaleźli Kogoś najbliższego i najbardziej kochanego. On pragnie naszego szczęścia bardziej i prawdziwiej, niż my tego pragniemy. Nie zraża się tym, że na Jego ofertę pełnego zaspokojenia naszych pragnień dajemy równie wykrętne odpowiedzi, jak Samarytanka. To pragnienie nas i naszego dobra zaprowadziło Go aż na krzyż. Jeszcze tuż przed swoją śmiercią wołał z krzyża: „Pragnę". Przecież chodziło Mu wtedy nie o wodę, nie o napój. On nas wtedy pragnął. Pragnął, abyśmy Mu oddali samych siebie.
Otóż, Jezus dlatego tak bardzo pragnie mnie i ciebie, bo nas kocha. A tylko On jeden potrafi zaspokoić nasze pragnienia ostateczne. Gdybyś ty umiała prosić - powiada do Samarytanki - to dałbym ci wody żywej. „Kto będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu".
Kościół zawsze słowa te odnosił do sakramentu chrztu. Przez chrzest wytrysnęło w naszych wnętrzach źródło wody ku życiu wiecznemu. W tym miejscu aż się prosi, żebyśmy sobie postawili kilka najprostszych pytań rekolekcyjnych: A może ja wzgardziłem wodą żywą, którą mi podaje Jezus? Może nie dbam o to źródło Bożej miłości, jakie wytrysnęło we mnie w dniu mojego chrztu? A może je zanieczyściłem moimi grzechami? Może je nawet przysypałem moją niewiarą? Czas Wielkiego Postu stwarza wspaniałą okazję po temu, żeby odnowić w sobie świadomość, iż jestem ochrzczony. Nie marnujmy tej sposobności. Zabierzmy się do oczyszczenia i uporządkowania tego źródła na życie wieczne, które nosimy w sobie od dnia naszego chrztu.
Zatem nawracajmy się, Bracia i Siostry, do Boga naszego. Na szczęście Bóg jest niezmienny w swojej miłości do nas. Na szczęście Jezus będzie nam okazywał co najmniej tyle cierpliwości, ile jej okazał Samarytance. Ufajmy, że w święta wielkanocne wszyscy będziemy bliżej Boga niż w dniu dzisiej­szym. Ufajmy, że - podobnie jak Samarytanka - jeszcze innym ludziom pomożemy spotkać się z Jezusem. Oby tak się stało. Amen.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger