Wtorek, II tydzień okresu wielkanocnego
kwietnia 09, 2024
Rozważania Wielkanocne - Trzeba się powtórnie narodzić!
kwietnia 09, 2024
stycznia 14, 2023
2. Niedziela Zwykła (A) – Człowiek ochrzczony jest chwałą Boga
stycznia 14, 2023
Przekraczając próg Bazyliki św. Piotra w Rzymie, każdy pielgrzym, jakby instynktownie, kieruje swój wzrok ku słynnej Glorii Berniniego. Dzieło to stanowi swoistą nastawę ołtarzową skomponowaną z okna – witrażu przedstawiającego Ducha Świętego w tradycyjnej postaci gołębicy oraz pozłacanych ludzkich i anielskich figur – mieszkańców nieba. Jeszcze do niedawna to właśnie "okno" było miejscem, gdzie umieszczano podczas kanonizacji wizerunek nowego świętego, czyli człowieka wyniesionego do chwały ołtarzy. "Chwała" w języku łacińskim znaczy "gloria".
W ubiegłą niedzielę przeżywaliśmy Święto Chrztu Pańskiego. Wydarzenie to było początkiem publicznej działalności Zbawiciela. Dziś, u początku nowego okresu liturgicznego, słowo Boże proponuje nam, byśmy jeszcze raz wrócili myślą do początków naszej osobistej historii zbawienia, rozważając w oparciu o teksty biblijne, podstawowe zadania wypływające z przyjętego przez nas sakramentu Chrztu.
Pierwszym zadaniem człowieka ochrzczonego jest walka z grzechem i ojcem grzechu, czyli Szatanem. Św. Jan Chrzciciel, wskazując w dzisiejszej Ewangelii na Chrystusa, jako zapowiedzianego Zbawiciela, nazywa Go najpierw „Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata” (J 1,29). Jest to prawda, która w sposób szczególny realizuje się w sakramencie Chrztu. Chrystus bowiem poprzez łaskę Chrztu gładzi grzech pierworodny, a jeśli jest on przyjmowany przez człowieka dorosłego, również jego grzechy osobiste przed Chrztem popełnione. Jest to jednak tylko początek walki, dokonany mocą samego sakramentu, bez naszej zasługi. Podobnie jak Chrystus, mimo iż był bez grzechu, do końca swoich dni walczył z Szatanem, tak samo każdy ochrzczony musi toczyć bój z wrogami światłości przez całe swoje życie, nie wyłączając decydującego momentu śmierci.
Postawmy pytanie. Dzięki czemu uczeń Chrystusa, czyli chrześcijanin, może walczyć i odnieść ostateczne zwycięstwo nad grzechem? Odpowiedź znajdziemy w dzisiejszej Ewangelii. Jan Chrzciciel, dając świadectwo o zstąpieniu na osobę Mesjasza Ducha Świętego, mówi, iż Chrystus jest Tym, „który chrzci Duchem Świętym” (J 1,33). Moc Ducha Świętego, którego otrzymujemy na Chrzcie świętym, jest Darem uzdalniającym nas do walki ze złem. Zadanie, jakie wypływa z tego Daru, to ciągła współpraca z Nim, czyli, innymi słowy, życie w świetle i mocy Ducha Świętego. Wielu współczesnych ludzi, zwłaszcza młodych, odkrywa i przeżywa na nowo prawdę o stałej obecności i działaniu Ducha Świętego w życiu chrześcijanina. Znajduje to wyraz w wielu nowych ruchach religijnych. Nie trzeba jednak koniecznie należeć do jednego z nich, aby obecność Trzeciej Osoby Trójcy Świętej jaśniała w naszym życiu, podobnie jak witraż Berniniego prześwietlony promieniami słońca w Bazylice św. Piotra. Będzie tak wówczas, gdy nie zatrzymamy się tylko na walce ze złem, ale zechcemy, w sposób aktywny, pomagać Duchowi Świętemu w Jego głównym zadaniu, jakim jest uświęcanie człowieka, Kościoła i świata.
Zadanie osobistego uświęcania się, więcej, osiągnięcia osobistej świętości, wypływa bezpośrednio z przyjętego przez nas sakramentu Chrztu. Gdyby ktoś nie mógł przyjąć żadnego innego sakramentu, już poprzez sakrament Chrztu otrzymałby wszystko, co jest konieczne i wystarczające do świętości. Nie dziwi nas więc, iż św. Dominik Savio, pisząc w swojej dziecięcej prostocie, rzec by można, naiwności: „Muszę, mogę i chcę, absolutnie stać się świętym”, nie popełnił najmniejszego błędu i nie okazał braku pokory i roztropności w formułowaniu myśli. Wyraził jedynie tę prawdę, którą św. Paweł zawarł w pozdrowieniu, z dzisiejszego drugiego czytania, skierowanym do chrześcijan korynckich, „którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i są powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana” (1 Kor 1,2). "Muszę i mogę", ponieważ zostałem ochrzczony i otrzymałem dar Ducha Świętego Uświęciciela. Czy jednak naprawdę chcę? Czy chcę absolutnie, to znaczy bezwarunkowo?
Wielu chrześcijan, nie wyłączając kapłanów i osoby zakonne, miało za "złe" św. Janowi Pawłowi II, że dokonał tylu beatyfikacji i kanonizacji, iż nie wystarcza już Glorii Berniniego, aby pomieścić wizerunki osób wynoszonych do chwały ołtarzy podczas jednej, wspólnej uroczystości. Wielu stawiało sobie pytanie, czy nie było to przesadą i brakiem roztropności? Kiedyś, tak zwana "świętość oficjalna" zarezerwowana była dla wąskiej grupy ludzi, wywodzących się zazwyczaj z duchowieństwa, arystokracji czy wręcz monarchów Kościoła i świata. Dziś na ołtarzach obok królewicza Kazimierza czcimy ubogą Karolinę Kózkównę z podtarnowskiej wsi. Obok wielkiego teologa, Tomasza z Akwinu, młodego studenta politechniki w Turynie, Piotra Jerzego Frassatiego. Obok Papieża Piusa X, ubogiego mnicha z krakowskiej ogrzewalni, brata Alberta Chmielowskiego. Obok wielkiej Katarzyny ze Sieny, Dziewicy i Doktora Kościoła, zwyczajną matkę rodziny, Giannę, która wolała umrzeć, aniżeli stracić swoje kolejne, nienarodzone jeszcze dziecko. Dlaczego jest ich tylu, tak różnorodnych, jakże często nam współczesnych? Aby pokazać, że chcąc, można stać się świętym, nawet w tym świecie, który świętość, świętych, ich relikwie i kult najchętniej odstawiłby do lamusa historii Kościoła.
Świętość bowiem nigdy nie przestanie być podstawowym zadaniem człowieka ochrzczonego, choć z drugiej strony zawsze pozostanie niezgłębionym darem Boga. Boga, który objawia swoją chwałę, jak mówi św. Ireneusz, w każdym człowieku żyjącym, ale przede wszystkim w człowieku ochrzczonym, który powinien, może i chce stać się świętym. I dlatego...
To zbyt mało być człowiekiem ochrzczonym!
To zbyt mało być ojcem, matką, siostrą zakonną, kapłanem a nawet biskupem!
To zbyt mało!
Trzeba być świętym. Trzeba chcieć być świętym!
stycznia 07, 2023
Święto Chrztu Pańskiego (A) - Ten jest mój Syn umiłowany
stycznia 07, 2023
Liturgia dzisiejszej niedzieli zaprasza nas do tego, abyśmy w postawie wiary rozważyli wydarzenie Chrztu Jezusa, które opisuje Ewangelista Mateusz, podobnie jak to czynią inni dwaj synoptycy: Marek i Łukasz. Kościół dzisiaj uroczyście celebruje to święto, obficie zastawiając stół Słowa Bożego, abyśmy głębiej wniknęli w znaczenie owego wydarzenia.
Chrzest Jezusa, w swoim głębokim znaczeniu, jest kontynuacją Uroczystości Objawienia Pańskiego. Jest chwilą rozpoczęcia publicznej działalności Mesjasza. Jest on decydującym etapem objawienia się Jezusa Chrystusa światu jako Syna Bożego. Wydarzenia związane z Jego narodzeniem są już odległe, zachowywane tylko w sercach nielicznych bohaterów tamtych dni. Trzydzieści lat ciszy i ukrytego życia pozwoliły Jezusowi wzrastać w łasce u
Pana Boga i u ludzi. Okres życia przed chrztem, jak mówi starożytny autor, ukazuje nam Jego człowieczeństwo, we wszystkim podobne do naszego (Meliton z Sardes). Chrzest więc zamyka okres ukrytego życia Jezusa, Jego stawanie się podobnym do ludzi, i otwiera nowy, w którym ukaże się On światu jako Zbawiciel posłany przez Boga.
"Na początku publicznego życia Jezus przyjmuje chrzest od Jana w Jordanie. Jan głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Tłum grzeszników - celnicy i żołnierze, faryzeusze i saduceusze oraz nierządnice - przychodzi, aby być ochrzczonym przez niego. Wtedy przyszedł Jezus. Jan Chrzciciel waha się, Jezus nalega: przyjmuje chrzest. Wówczas Duch Święty w postaci gołębicy zstępuje na Jezusa, a głos z nieba ogłasza: Ten jest mój Syn umiłowany. Jest to objawienie się, «Epifania» Jezusa jako Mesjasza Izraela i Syna Bożego" (Katechizm Kościoła Katolickiego, 535).
Wydarzenie Chrztu Jezusa inauguruje nowy etap Jego życia. Zostaje oficjalnie przedstawiony światu przez Ojca jako Mesjasz, który mówi i działa w Jego Imieniu, objawiając przy tym szczególny autorytet. Jest to początek publicznej misji oraz głoszenia Dobrej Nowiny z mocą, która będzie zadziwiać uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Rozpoczyna się więc czas Jezusa jako czas szczególnej laski Bożej, jako czas wypełnienia się obietnic oraz Bożego planu zbawienia. Razem z Janem Chrzcicielem odchodzi czas proroków. Rozpoczyna się czas Chrystusa i Jego Kościoła.
Skąd tak wielkie znaczenie tego wydarzenia? Ważność Chrztu Jezusa, poza objawieniem Ducha Świętego, złączona jest z uroczystą proklamacją Ojca: "Ten jest mój Syn umiłowany" (Mt 3,17). Ten, który stał się Sługą, jest ogłaszany Synem (por. Iz 40,2). "Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię" (Flp 2,9). Jezus z Nazaretu - Chrystus jest pełnią Objawienia: nie ma już blasku gwiazdy, ale sam głos Ojca, który ogłasza ludziom, kim On jest: umiłowanym Synem Ojca. Jezus wyrażał sens tej deklaracji, zwracając się nieustannie do Ojca słowami: Abba, Ojcze! Ewangelia ukazuje nam ten nieprzerwany dialog z Ojcem w łonie Trójcy Przenajświętszej. Cała nasza wiara jest zakotwiczona w tej świadomości Jezusa. On nas zbawia, ponieważ jest Synem Bożym. Czyni nas przybranymi dziećmi Boga, ponieważ stał się naszym bratem.
Konsekwencją tego wydarzenia są słowa Ojca: "Jego słuchajcie!" (Mk 9,7). Z tymi sami słowami Bóg Ojciec zwróci się do uczniów Chrystusa na Górze Tabor. Mamy słuchać Jezusa, do którego każdy z nas przez chrzest zostaje sakramentalnie upodobniony. Powinniśmy wejść w tę tajemnicę pokornego uniżenia się i skruchy, zstąpić do wody z Jezusem, aby wyjść z niej razem z Nim, odrodzić się z wody i Ducha, aby w Synu stać się umiłowanymi dziećmi Ojca i wkroczyć w nowe życie (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 537).
Mamy słuchać Jezusa, który także dzisiaj mówi do nas w swojej Ewangelii, ponieważ mówi do nas w imieniu Ojca. A słuchać Go nie oznacza tylko uważać na Jego słowa, ale przede wszystkim uwierzyć w Niego i przyjąć Go jako Pana i Zbawiciela. Osoba Jezusa Chrystusa jest dla każdego człowieka ciągle ponawianym zaproszeniem do nowego życia.
Ten Jezus, który przyszedł do Jana w pokorze i ukryciu, jest tym samym, który przedziwnie w znakach chleba i wina przychodzi do nas w tym zgromadzeniu. Przyjmijmy Go dzisiaj z tymi samymi słowami, z którymi przyjął Go wtedy Jan Chrzciciel nad Jordanem: "Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata" (J 1,29).
kwietnia 07, 2022
Zamyślenia wielkopostne - Pytanie o wierność Przymierzu
kwietnia 07, 2022
Czwartek, 5 Tydzień Wielkiego Post
Jezus powiedział do Żydów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki». Rzekli do Niego Żydzi: «Teraz wiemy, że jesteś opętany, Abraham umarł, i prorocy – a Ty mówisz: „Jeśli ktoś zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki”. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kimże Ty siebie czynisz?» Odpowiedział Jezus: «Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, co otacza Mnie chwałą, o którym wy mówicie: „Jest naszym Bogiem”. Lecz wy Go nie poznaliście. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy kłamcą. Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał go i ucieszył się». Na to rzekli do Niego Żydzi: «Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?» Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem». Porwali więc kamienie, aby rzucić w Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.
Refleksja nad Słowem Bożym
Wielki Post jest dobrym czasem, by zadać sobie pytanie o wierność; o to, czy jestem wierny Przymierzu, jakie na chrzcie św. zawarłem z Bogiem? To jest Przymierze na wzór tego Przymierza, które zawarł Abraham. Bóg do Przymierza zawartego z Abrahamem przypisał konkretne korzyści: “Jeżeli – mówił do Abrahama – będziesz przestrzegał tego Przymierza, twój ród nie zaginie, a wywodzić się będą z niego królowie; będziesz ojcem mnóstwa narodów; dam ci w posiadanie kraj i oddam go przyszłym pokoleniom, jeśli będziesz zachowywał moje Przymierze”.
Przymierze zawarte według ówczesnych tradycji, przez krew zwierząt – my zawieramy Przymierze przez Krew Jezusa Chrystusa. To ta Krew obmywa nas z grzechów i czyni nas dziećmi Boga. I z nami Bóg, jak z Abrahamem, zawiera Przymierze. I podobnie jak Abrahamowi, tak nam Bóg daje obietnice. I Jezus nam przypomina bardzo jasno: “Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ktoś zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. Abraham otrzymał obietnicę związaną z teraźniejszością, z tym światem. My, w naszym przymierzu, które zawieramy z Bogiem, otrzymujemy obietnicę życia wiecznego. Tym bardziej chyba trzeba siebie zapytać: Czy wierny jestem temu Przymierzu? Czy rzeczywiście zachowuję naukę Jezusa Chrystusa? Oczywiście, można bardzo łatwo i tak bardzo powierzchownie powiedzieć: Tak, zachowuję ją. Staram się żyć według Dziesięciu Przykazań. I bardzo często tak jest na spowiedziach naszych: Nikogo nie zabiłem. Nikogo nie okradłem. Nikomu nic złego nie życzyłem. Nie mam grzechów. Jestem sprawiedliwym przed Panem Bogiem. Czy jednak Przymierze ogranicza się do zachowywania Dziesięciu Przykazań? Bo to, że nie zrobiłem niczego złego, to dobre, ale to za mało. Bo kiedyś Pan na sądzie zapyta mnie: Co dobrego uczyniłeś? Dałem ci tyle darów. Podobnie jak Abrahama – obdarowałem cię, byś mógł służyć – więc: Co dobrego zrobiłeś?
Czy rzeczywiście zachowuję naukę Jezusa Chrystusa we wszystkim, o czym mówię, we wszystkim co czynię?
Dzisiejszy świat skłania się ku temu, by wykreślać z Ewangelii te wersety, które są niewygodne, i mówi: Tak się nie da żyć. To jest najczęstsze tłumaczenie tych, którzy tak żyć nigdy nie próbowali. I mówi dzisiejszy człowiek: To nie dzisiejsze. Ewangelia nie jest na dzisiejsze czasy. To Przymierze, którym jest Ewangelia, nie da się dzisiaj zachować – mówią ci najczęściej, którzy nigdy do rąk Ewangelii nie wzięli, którzy nigdy nie przeczytali ani słowa o Jezusie Chrystusie, którzy nie spróbowali posłuchać Jego nauki.
Dzisiejszy świat myśli tylko po ludzku, tylko tymi kategoriami ziemskimi – tak, jak myśleli Żydzi, którzy odrazu sądzili Jezusa: “Jesteś opętany”. Tylko po ziemsku myśląc, tylko ziemską logikę stosując, nie zauważyli w Jezusie Mesjasza. Na to ich niedowiarstwo, na to ich zapatrzenie w ziemię Jezus mówi: “Ja JESTEM” – to jest imię, które objawił Bóg Mojżeszowi. “Ja Jestem” – imię Boga, który chce zawrzeć z każdym człowiekiem Przymierze, Przymierze we Krwi swojego Syna. Do tego Przymierza przypisuje obietnicę życia wiecznego. Ten Bóg nie pozostawia nas samym sobie, ale – podobnie jak Abrahamowi – daje nam wskazania: jak żyć, jak postępować, by Przymierze zachować, a w konsekwencji osiągnąć życie wieczne.
I można uczynić zatwardziałym swoje serce, i jakąś taką skorupą je otoczyć, i powiedzieć: Ja już wiem, jak trzeba żyć. Ja już wszystko zrozumiałem – i tak po ludzku wszystko sobie wytłumaczyć. Trzeba jednak słuchać głosu Pańskiego – mówi Psalmista. Ten głos czyni nas ciągle młodymi, ciągle świeżymi w naszej wierze. Ten głos łamie w nas to, co tylko ziemskie, tylko ludzkie, i wznosi nasze oczy ku górze, pokazuje nam, że jest coś więcej oprócz tej ziemi, oprócz jej dobrobytów, oprócz jej nieszczęść – że jest Przymierze, które Chrystus zawiera, i któremu jest wierny. Bo ilekroć łamiemy Przymierze i żałujemy, wracamy, Bóg je odnawia, Bóg, który jest wierny. My zrywamy nasze Przymierze; my mówimy Panu Bogu: Nie potrzebuję Cię. Nie chcę. Część Twoje nauki jest dla mnie niewygodna. Może kiedyś, jak się zestarzeję, to będzie łatwiej..., może wtedy wszystkie Twoje słowa wezmę sobie do serca, ale jeszcze nie teraz. Bóg nigdy nie łamie Przymierza. Zawsze dla Niego będziesz ukochanym dzieckiem, choćbyś był niewierny, choćbyś się pogubił na drogach swego życia, dla Niego zawsze będziesz ukochanym dzieckiem.
Pytanie o to, czy jestem wierny – nie tak powierzchownie – musimy sobie zadać: Czy jestem wierny w naszej drobnej codzienności Przymierzu, jakie zawarłem z Bogiem w Jezusie Chrystusie? Czy w tych drobiazgach, z których składa się nasze życie, bo nie składa się z wielkich wydarzeń, ale z drobiazgów, czy w tych drobiazgach zachowujemy nauką Jezusa Chrystusa? A jeżeli nie, to nie załamujmy rąk, nie spuszczajmy wzroku, ale zawołajmy do Niego: Panie, dopomóż, byśmy byli wierni Przymierzu. Panie, daj łaskę, byśmy zachowywali Twoją naukę, bo tych ludzkich sił nie wystarcza. Panie, daj spojrzenie, które dosięga poza doczesność, i nie ogranicza się tylko na tym, co ziemskie – dopomóż, byśmy byli wierni.
“Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ktoś zachowuje moją naukę, nie zazna śmierci na wieki” – to mówi Jezus, Ten który JEST. Starajmy się każdego dnia by wierni Przymierzu, jakie we chrzcie św. zawarliśmy z Jezusem Chrystusem. Starajmy się w tej wierności wzrastać, a tam, gdzie sił nam brakuje, prosić o moc, prosić o łaski, których potrzebujemy. AMEN.
stycznia 08, 2022
Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Powróć do Chrztu świętego
stycznia 08, 2022
Było to nad Jordanem, gdzie Jan nauczał i udzielał chrztu. Któregoś dnia Chrystus, Mesjasz, Syn Boży, zrodzony z Dziewicy, pokornie staje w jednym rzędzie z grzesznikami, aby przyjąć chrzest Janowy. Niewinny, bez grzechu, nie musiał tego czynić. Ale czyni to z miłości do człowieka, którego pragnie zbawić. Jeszcze brzmią nam w uszach słowa anioła wypowiedziane w Noc Betlejemską do pasterzy i do każdego z nas: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida, narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz. Pan" (Łk 2, 10-11). Jako Zbawiciel bierze na siebie ciężar grzechów całego świata, by zanieść go aż na Golgotę. Staje pokornie w wodach Jordanu przed tym, który mówił do zebranego tłumu: „Ja was chrzczę wodą, lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem" (Łk 3, 16).
Co nam zostało z tego ognia? Takie pytanie warto sobie dziś postawić. Wszak jesteśmy ochrzczeni, wpisani do księgi metrykalnej, nadano nam imię, a może dwa imiona, przygotowano białą szatę, świecę chrzcielną. I co z tego nam zostało? Może jako ojciec nie chcesz pozwolić na to, żeby swoje dziecko ochrzcić, żona twoja też nie praktykuje, ale babcia nalega, by ochrzcić dziecko. Dlatego jedziesz do sąsiedniego kościoła, dla świętej zgody. I postępujesz dla tradycji i pewnie wiary zabobonnej. A czasem kłócisz się z proboszczem w kancelarii, który nie może się zgodzić na twoją kandydaturę ojca chrzestnego. Bo wskazany przez ciebie ojciec chrzestny nie praktykuje, nie żyje w sakramentalnym małżeństwie, a może będąc na Zachodzie wypisał już z Kościoła, by nie płacić podatku kościelnego. „Ale ksiądz proboszcz jest nietolerancyjny - powiadasz - ksiądz nas odpycha od Kościoła". A proboszcz odpowiada: „To nie ja wypędzam pana z Kościoła, to pański brat sam, dobrowolnie i świadomie oddalił się od Kościoła".
A przecież przed laty został ochrzczony. Co nam zostało z tego ognia?
Tajemnica Chrztu Pańskiego powtórzyła się podczas misterium naszego Chrztu św. Przez Chrzest św. zostaliśmy poświęceni na własność Trójcy Przenajświętszej i weszliśmy we wspólnotę z Ojcem i Synem i Duchem Świętym, a jest to wspólnota miłości, wspólnota z Bogiem przez Chrystusa w Duchu Świętym. I właśnie z udziału w tej wspólnocie wypływa obowiązek dążenia do świętości. Bez tej świadomości trudno stać się chrześcijaninem. Mówisz: „Zostałem ochrzczony, więc jestem chrześcijaninem, chodzę do kościoła". A Ewangelia poucza o Duchu, o wierze, o wodzie, o Chrzcie św. Chrześcijaninem staję się przez wiarę i chrzest. Chrzest bez wiary nie wystarczy. Nad każdym z nas wtedy „otwarły się niebiosa" i zostaliśmy ogarnięci nieskończoną miłością Boga. Staliśmy się przybranymi dziećmi Boga. Nad Jordanem „otwarło się niebo i zabrzmiał głos Ojca: to jest mój Syn umiłowany. Jego słuchajcie" (por. Mk 9, 6).
„...Jego słuchajcie". Być posłusznym Bogu to nic innego jak tylko uwzględnić Jego obecność i reagować na nią. Człowiek, który nie chce być posłuszny, jest jak ten, który zamyka oczy i chce iść przez las czy przez miasto. Jest oczywiste, że będzie go to drogo kosztować. Święty Łukasz zauważył, że w chwili, kiedy Jezus się modlił „otworzyło się niebo" (Łk 3, 21). Nam, którzy otrzymaliśmy Chrzest z wody i Ducha, czyż to nie modlitwa jest najbardziej potrzebna, abyśmy odzyskali świadomość naszego synostwa? Jestem dzieckiem Boga... Mogę do Niego mówić Ojcze!
Chrystus, który stale we Mszy św. ofiaruje się swojemu Ojcu, nie chce być sam. On chce naszej wspólnoty, naszej Komunii, a także naszej ofiary.
Ośmioletni Michał napisał do mnie: „Choruję na zanik mięśni, nie chodzę wcale, ale umiem czytać i pisać. Byłem już u I Komunii św. i często przyjmuję Pana Jezusa. Bardzo proszę o przyjęcie mnie do Apostolstwa Chorych, bo chciałbym swoje cierpienia ofiarować za Kościół i świat".
Chrzest jest tylko wstępem, początkiem drogi, ukazaniem Bogu gotowości serca, za którą musi nastąpić wypełnienie tego, co przy Chrzcie przyrzekamy Bogu.
Czy to nie wspaniałe, że tak bardzo pomogliśmy naszym braciom i siostrom w Armenii? Jakże imponuje nam entuzjazm pierwszych chrześcijan. Piotr jest pełen radości, że może udzielić Chrztu Korneliuszowi i jego rodzinie, „bo w każdym narodzie miły jest Bogu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie" (Dz 10, 35).
Podczas tej Mszy Św., obecny wśród nas Chrystus, ten sam, który nas ochrzcił „ogniem i Duchem" - pyta nas dzisiaj o wierność danym kiedyś przyrzeczeniom. Każdego dnia zadaje nam to samo pytanie.
Niedawno podczas mojej posługi w Hospicjum otrzymałem od lekarza adres i numer telefonu człowieka, do którego należało pójść. W godzinach wieczornych zadzwoniłem do żony chorego, by zapowiedzieć swoje przyjście. „Ależ proszę księdza, mój mąż nie praktykuje od wielu lat, nie wiem, czy on zechce księdza przyjąć - odpowiada żona - może by ksiądz przyszedł tylko porozmawiać". Pytam: „Czy pani mąż jest ochrzczony?" „Ależ tak - był u Komunii Św., mamy ślub kościelny". „Bardzo proszę - nalegam - przygotować stół z białym obrusem, krzyżem i świeczkami". „Proszę księdza, maleńki stolik przygotuję w hallu, bo co by mąż na to powiedział". Następnego dnia o oznaczonej godzinie dzwonię do drzwi. W jednej ręce trzymam bursę z Panem Jezusem, a w drugiej różaniec. Żona otworzyła drzwi, przedstawiła mi pielęgniarki, które już zdążyły obmyć chorego. Wchodzę do pokoju chorego z lękiem, a tymczasem chory wita mnie nadzwyczaj serdecznie: „Dobrze, że ksiądz przyszedł, ja już tak dawno czekam na księdza". Wzruszająca rozmowa zakończyła się absolucją sakramentalną, a potem w towarzystwie żony i pielęgniarek udzieliłem choremu na jego życzenie Sakramentu Chorych i Komunii św. Już dawno nie uczestniczyłem w tak wzruszającej liturgii, w której Chrystus pochyla się nad człowiekiem, aby mu pomóc. Przy pożegnaniu usłyszałem: „A kiedy ksiądz przyniesie mi znowu Pana Jezusa?"
Święty Augustyn powiedział kiedyś: „Tak późno Cię ukochałem, Miłości moja nieskończona".
Znamy datę naszych urodzin, a czy jest nam znana data naszego Chrztu? Wtedy zostaliśmy dziećmi Boga i weszliśmy do wspólnoty Kościoła. Czy nie warto tę rocznicę uczcić przez przyjęcie Tego, który jest naszym Zbawicielem?
stycznia 08, 2022
Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (C) – Ty jesteś moim Synem
stycznia 08, 2022
Za nami już radosne przeżycia Bożego Narodzenia, Nowego Roku, Trzech Króli, podczas których żywiej bije serce. Został we wspomnieniach blask świateł choinki, stół wigilijny, kawałek ludzkiego serca podanego z kruszyną opłatka. Nade wszystko zaś pozostała w nas i wciąż żyje ta prawda, że Słowo stało się Ciałem zamieszkało między nami, a my oglądaliśmy Jego chwałę. Oglądaliśmy, choć Boga nikt nigdy nie widział. A my z łaski Boga widzieliśmy — z Maryją i Józefem — Niemowlę leżące w żłobie, gdyż nie było dla Niego miejsca bardziej godziwego; pasterzy oddających pokłon; kłaniających się Mędrców ze Wschodu i szalejącego Heroda, drżącego o swój stołek. Widzieliśmy i wciąż widzimy oczyma wiary, że Ten, który przyszedł, nie może być tylko dodatkiem do życia, efektownym ozdobnikiem, po który człowiek sięga od przypadku. Widzieliśmy po raz kolejny, pośród bożonarodzeniowych radości, że Bóg się objawia nam po to, by bez reszty wypełnić nasze życie. Zawsze wzrusza w tym miejscu swoją odwieczną prawdą mszalna prefacja z okresu Bożego Narodzenia: „Albowiem przez tajemnicę wcielonego Słowa zajaśniał oczom naszej duszy nowy blask Twojej światłości, abyśmy poznając Boga w widzialnej postaci, zostali przezeń porwani do umiłowania rzeczy niewidzialnych". Dać się unieść, porwać, poddać Duchowi Świętemu, choć nuży nas życie, męczą ludzie i ciśnie ku ziemi grzech. Dać się porwać, bo rodzący się wciąż w nas Chrystus „udzielił nam na nowo światła swojej nieśmiertelności", czyli uzdolnił do pojmowania spraw, po ludzku sądząc, niepojętych. Takie oto wspaniałe treści stały się nam bliższe w to kolejne Boże Narodzenie! Nieśmiertelny Bóg rodząc się jako słabe Dziecię czeka na miłość i tę miłość w nas, skamieniałych, wyzwala. Obyśmy pozwolili dać Mu się porwać w całości, nie chowając niczego dla siebie, a wszystko w Bogu znajdując. Oby potrafili takie niepodzielone serce umieć przynieść Temu, który w swoim Synu poświęca dla człowieka wszystko.
Pójdźmy za myślą czytań przeznaczonych na dzisiejsze święto Chrztu Chrystusa Pana, by zobaczyć wyraźniej tę wielką prawdę. Prorok Izajasz na kilka wieków przed Chrystusem mówi o Słudze Pańskim prezentującym niepopularne wartości, jakimi są: cichość, pokora, łagodność. Te właśnie cechy, choć wzgardzone przez świat Bogu przeciwny, w Jezusie Chrystusie znalazły swój najdoskonalszy wyraz. One też przyniosły nadzwyczajne owoce, choćby te, o których mówi Prorok: prawo dla narodów, przymierze dla ludzi, wolność dla uwięzionych, światłość dla pogrążonych w mrokach (Iz 42, 6—7). Nie zliczymy dobra, które cichy i pokorny Chrystus wyzwala w ludziach, którzy potrafią z Nim pisać swoje układy, oparte o tę cudowną wymianę: „wszystko za wszystko". Ten, który „nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze" (Iz 42, 2), będzie do końca świata inspirował serca i umysły do cichego dobra, które nie lęka się żadnej przeciwności. Takiego Chrystusa głosi nam również pierwszy papież — apostoł Piotr w czytanym dziś fragmencie Dziejów Apostolskich. Podał chyba najkrótszą charakterystykę działalności Jezusa: „Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod wodzą diabła, dlatego, że Bóg był z Nim" (Dz 10, 38). A my, czytając te słowa dziś — w XXI stuleciu od przyjścia Chrystusa, mamy na myśli tych wszystkich szaleńców, „porwanych do umiłowania rzeczy niewidzialnych" (Prefacja o Objaw.), którzy ze względu na Chrystusa nie ulękli się prześladowań, cierpień, więzienia — dlatego tylko, że był z nimi w tych wszystkich doświadczeniach Ten, który uzdalnia serce człowieka do wszelkich poświęceń i czynienia dobra. Jakże ta świadomość, po której stronie jest moc i zwycięstwo, potrzebna jest człowiekowi wtedy, gdy staje naprzeciw niego mały Herod czy też wielki Cezar. Im bardziej jest on chytry i po diabelsku przebiegły, tym większa potrzebna świadomość, o jaką stawkę idzie. O władzę nad człowiekiem! Chrześcijanin, człowiek Chrystusowi w pełni oddany, będzie tą prawdą żył w każdym miejscu i czasie, w każdym systemie czy układzie sił. Różne formy, zależnie od sytuacji, przybierać będzie ta walka o rząd dusz. Wybierzmy dziś z polskiego kalejdoskopu przestrogę, jakiej udziela rodakom jeden z pisarzy, komentując burzliwe wydarzenia z początku naszego stulecia: „Czy wam już serca przegniły, o Wenedzi, nie czujecie, że to nie o skrócenie dnia roboczego, nie o język polski w gminach, ale chodzi o... całego człowieka?" (T. Miciński). Oby nie podzielone serce umieć przynieść w darze Temu, który w swoim Synu poświęca dla człowieka wszystko i zwiastuje pokój, jakiego serce sprzedajne czy podzielone nigdy nie przyjmie.
Pośród nas stanął dzisiaj w sposób szczególny Jezus Chrystus. Widzimy Go w kolejce z grzesznikami, oczekującymi w Jordanie chrztu z rąk Jana. Ewangelia mówi nam: „Jezus także przyjął chrzest" (Łk 3, 21) — przyjął jak grzesznik, choć grzechu nie znał. Był do nas we wszystkim podobny, z wyjątkiem grzechu. Ale tam, w wodach Jordanu, solidaryzuje się z wszystkimi grzesznikami i przyjmuje obmycie od Jana. On cały należał do Ojca i dlatego wskazuje drogę grzesznikom. Wchodzi, jak w brudne wody Jordanu, w ludzką niedolę, grzech i rozdarcie, by wszystko uczynić nowym.
W jakimś sensie więc te słowa, które słyszy nad sobą: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie" (Łk 3, 22) — odnoszą się do nas, do każdego grzesznika na ziemi. Bóg w Chrystusie, swoim umiłowanym Synu pochyla się nad człowiekiem i jego wielką nędzą. A my uczymy się w Chrystusie poprzez Kościół święty, że chrzest jest szczególną godziną łaski i krzyża. Chrystus potem o godzinie swojej męki powie: Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie (Łk 12, 50). Chrzest gładzi grzech, a krzyż wprowadza w tajemnicę miłości Ojca. Nie można pominąć w tym miejscu tych wszystkich, którzy przez krzyż cierpienia i choroby są wprowadzeni szczególnie w tajemnicę miłości Trójcy Przenajświętszej.
Drodzy Bracia i Siostry! Dziś do waszego mętnego Jordanu schodzi Chrystus, jeżeli nie po to, by natychmiast leczyć i sprawić cud uzdrowienia, to głównie po to, by powiedzieć w jakiś szczególnie ciepły, intymny sposób: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie" (Łk 3, 22). Przychodzi w sposób szczególny do tych, którzy cierpią,bo choroba i cierpienie jest trudnym sprawdzianem wiary, nadziei i miłości. Ale gdy w takim doświadczeniu dasz się Bogu porwać do umiłowania rzeczy niewidzialnych, będziesz wówczas szczęśliwy, że w twoim ciele, jak mówi Apostoł, dopełniasz braki udręk Chrystusa dla zbudowania Jego Ciała, jakim jest Kościół (Kol 1, 24). Daj się porwać w całości! I umiej wtedy prosić za tych, których porwał nurt życia, za tych, którzy w walce o całego człowieka utracili to, co najważniejsze za kilka srebrników jałowego spokoju. Ocalicie modlitwą wiele serc od przegnicia.
stycznia 07, 2018
Święto Chrzu Pańskiego - Zostaliśmy ochrzczeni
stycznia 07, 2018
Potem poszedł z nimi [Józefem i Maryją], wrócił do Nazaretu i był im posłuszny (Łk 2, 51).
W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie (Mk 1, 9-10).
W chwili gdy wychodził z wody, – kontynuuje Marek – ujrzał rozwierające się niebo i ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie» (Mk 1, 10-11).
Dzisiejsze święto Chrztu Pańskiego przypomina nam, że i my zostaliśmy ochrzczeni, a więc zanurzeni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Dzielmy się więc wiarą w Jego zmartwychwstałe życie i cieszmy się, że ileś lat temu woda chrztu zapoczątkowała nasze chrześcijańskie życie.