Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmartwychwstanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmartwychwstanie. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 23, 2022

2. Niedziela Wielkanocna (C) - Miej miłosierdzie dla nas i świata całego

kwietnia 23, 2022

2. Niedziela Wielkanocna (C) - Miej miłosierdzie dla nas i świata całego


Ukochani Bracia i Siostry!

Niedziela dzisiejsza ma wiele wątków nakreślonych przez liturgię, czy choćby przez czytania mszalne przed chwilą wysłuchane. Przez pierwsze wieki chrześcijaństwa nazywano tę niedzielę „Białą", a to z racji białych szat jakie nosili nowo ochrzczeni podczas Wigilii Paschalnej. Kończył się dla nich „biały tydzień", czas uroczysty, a rozpoczynała szara rzeczywistość, w której trzeba było uczyć się mówić Chrystusowi Panu - „wierzę", a szatanowi - „wyrzekam się". Czyli sprawdzać na co dzień to, co się powiedziało podczas przedchrzcielnego egzaminu. Kościół, jak matka, zwracał się ze szczególną miłością do swoich nowo ochrzczonych dzieci; błogosławił, prosił i prze­strzegał. Mamy ślad takiego pouczania w pismach św. Augustyna: „Zwra­cam się do was wszystkich, dzieci nowo narodzone, niemowlęta Chrys­tusowe, nowe potomstwo Kościoła. Jesteście łaską Ojca i płodnością Matki-Kościoła, świeżą latoroślą, kwiatem naszej czci i owocem trudów, radością i nagrodą naszą, wy wszyscy, którzy trwacie w Panu. (...) Kroczycie teraz drogą wiary, dopóki pozostajecie w tym śmiertelnym ciele i jesteście pielgrzymami daleko jeszcze od Pana, lecz Jezus Chrystus, do którego zdążacie i który raczył dla nas stać się człowiekiem, jest dla nas drogą niezawodną. Pan zachował wielką słodkość dla tych, którzy się Go boją. Wyleje ją w obfitości na tych, którzy w Nim pokładają nadzieję, gdy dostąpimy tej rzeczywistości, którą obecnie posiadamy przez nadzieję." (z kazania 8 na Oktawę Wielk.). Jaki wniosek z tego pouczenia mamy wysnuć my, dawno ochrzczeni i nie noszący już białej szaty? Chyba taki, że o wiarę trzeba dbać jak o wzrost niemowlęcia, karmić ją Słowem Bożym i Ciałem Pańskim. I to również przekonanie niech nam będzie bliskie, że Kościół-Matka z miłością chce dopilnować naszego duchowego rozwoju. On nam zapewnia świeżość wiary, uczy nas chodzić i postępować w tym co można nazwać „nowością" życia.

Do dziś niedziela dzisiejsza nosi również nazwę - „Przewodniej". Przewo­dzi bowiem wszystkim powielkanocnym niedzielom jako dzień niezwykle ważny, tak jak i Chrystus przewodzi nam w wierze. Wniosek w tym miejscu sam się nasuwa - nie stracić z oczu Chrystusa, który zawsze jest naszym przewodnikiem. Dobrze więc będzie dziś szczególnie modlić się o rozpoz­nanie drogi, trafność wyboru. Dobrze utwierdzić się w przekonaniu, że On wszystkim kieruje i we wszystkim przewodzi.

Moi Drodzy!

Niedzielę dzisiejszą można by nazwać w jakimś sensie „dniem dotknięcia". Nazwę taką można wyprowadzić z czytań liturgii słowa. W przeczytanym fragmencie Apokalipsy Jezus kładzie swą rękę na oddającym Mu hołd uczniu i wyzwala go z lęku. Mówi do niego: „Przestań się lękać!" Jezus wskazuje na siebie jako na źródło wyzwolenia, w Nim znajduje sens i dopełnienie wszelki ucisk i wytrwałość, o których mówi św. Jan. To Jezusowe dotknięcie daje cudowną moc i pewność, że jest On z nami we wszystkich doświadczeniach życia. Sam bowiem przeszedł ze śmierci do życia i posiada, jako żyjący, klucze śmierci i Otchłani. Do takich natchnionych wniosków doszedł św. Jan podczas swego internowania na wyspie Patmos przekazując je wszystkim pokoleniom chrześcijan. Bo to dotknięcie i towarzyszące mu słowa: „Prze­stań się lękać" powtarza zmartwychwstały Pan nie tylko chrześcijanom w pierwszych wiekach w dalekiej Jerozolimie i Malej Azji. ale również dziś czyni to wobec wierzących na całym świecie. To położenie ręki jest również gestem wskazującym na wybranie, powołanie i przeznaczenie do określonych zadań stawianych przez Jezusa. Zadań ucznia Pańskiego wśród trudów i prześladowań. Ten gest dotknięcia, wybrania, powołania, tak wiele dla nas znaczy. Właśnie dziś, w Polsce jest tak potrzebny i wyczekiwany, gdy zalewa nas mnogość słów, deklaracji, spotkań, dyskusji i obietnic. Pośród naszego polskiego umęczenia staje Jezus, kładzie na naszych sprawach swoją rękę i mówi: „Przestań się lękać! Jam jest Pierwszy i Ostatni, i żyjący." Popatrzmy również na drugie dotknięcie, o którym wspomina Ewangelia. Oto Tomasz, nieobecny podczas pierwszego spotkania ze Zmartwychwstałym, ma okazję namacalnego sprawdzenia, że Jezus żyje. Do tego dotknięcia ran boku i rąk zachęca sam Jezus, czyniąc Tomaszowi mały zaledwie wyrzut za zrodzone w jego sercu zwątpienie. Czy można na nowo olśnić rozczarowanego? Z pewnością tak. Jeśli tylko uczciwie szuka prawdy i chce ją znać, jak Tomasz. Jest więc coś godnego naśladowania w postawie Tomasza. Ta nieprzeparta chęć dotarcia do prawdy, walka ze zwątpieniem, niezatrzymywanie się w pół drogi. Dziś też to dla nas ważne, bo tylu u nas obojętnych, którzy nawet nie chcą wyciągnąć swojej ręki w kierunku Chrystusa. Nie stać ich na wysiłek, na pytanie o prawdę. Pozostają na najniższym stopniu życiowych aspiracji.

Od niedawna nazywa się dzisiejszą niedzielę „świętem Miłosierdzia". Święto Miłosierdzia obchodzone jest w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, czyli II Niedzielę Wielkanocną, zwaną obecnie Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Wpisał je do kalendarza liturgicznego najpierw Franciszek kard. Macharski dla archidiecezji krakowskiej (1985), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski Ojciec Święty Jan Paweł II w 1995 roku wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce. W dniu kanonizacji Siostry Faustyny 30 kwietnia 2000 roku Papież ogłosił to święto dla całego Kościoła.

Inspiracją  dla ustanowienia  tego święta  było pragnienie  Jezusa, które przekazała Siostra Faustyna. Pan Jezus powiedział do niej: Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299). Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła  miłosierdzia  Mojego. Która dusza  przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski (Dz. 699). W wielu objawieniach Pan Jezus określił nie tylko miejsce święta w kalendarzu liturgicznym Kościoła, ale także motyw i cel jego ustanowienia, sposób przygotowania i obchodzenia oraz wielkie obietnice. Największą z nich jest łaska „zupełnego odpuszczenia win i kar” związana z Komunią świętą przyjętą w tym dniu po dobrze odprawionej spowiedzi (bez przywiązania do najmniejszego grzechu), w duchu nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, czyli w postawie ufności wobec Boga i czynnej miłości bliźniego. Jest to – jak tłumaczy ks. prof. Ignacy Różycki – łaska większa od odpustu zupełnego. Ten polega bowiem tylko na darowaniu kar doczesnych należnych za popełnione grzechy, ale nie jest nigdy odpuszczeniem samychże win. Najszczególniejsza łaska jest zasadniczo również większa niż łaski sześciu sakramentów z wyjątkiem sakramentu chrztu: albowiem odpuszczenie wszystkich win i kar jest tylko sakramentalną łaską chrztu świętego. W przytoczonych zaś obietnicach Chrystus związał odpuszczenie win i kar z Komunią świętą przyjętą w święto Miłosierdzia, czyli pod tym względem podniósł ją do rzędu „drugiego chrztu”. Przygotowaniem do tego święta ma być nowenna polegająca na odmawianiu przez 9 dni, poczynając od Wielkiego Piątku, Koronki do Miłosierdzia Bożego. Święto Miłosierdzia Mojego wyszło z wnętrzności [Moich] dla pociechy świata całego (Dz. 1517) – powiedział Pan Jezus do Siostry Faustyny.

Ukochani Bracia i Siostry!

Prawda o Bożym miłosierdziu została nam przedstawiona w Ewangelii w specyficzny sposób. Miłosierdzie przychodzi do nas przez przebaczenie, przez sakrament pokuty. Jezus ukazując się apostołom powiedział najpierw: „Pokój wam", a później, gdy się uradowali Jego widokiem, mówił: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane". Tu otrzymujemy najlepszy dowód, że Pan Bóg kocha nas miłością nie sentymentalną, ale konkretną, przebaczającą miłosierną. Daje tego dowód tyle razy przy sprawowanym nieustannie w Kościele sakramencie pokuty, sakramencie miłosiernego pojednania z Ojcem. Miłosierdzie Boże leczy nas schodząc do głębi ludzkich zapo­trzebowań. Leczy fundamenty naszego człowieczeństwa w tej smutnej dobie, w której tak łatwo nam się zatrzymać tylko na powierzchni, tam gdzie główna treść życia rozmywa się na płaszczyźnie sentymentu, techniki, automatyzacji i komputeryzacji. I gdzie tragedią największą jest uprzedmiotowienie człowieka.

Uczestników nabożeństw do Miłosierdzia Bożego uderza żarliwość tej modlitwy, przechodząca czasem w pełen bólu jęk. W powtarzanym we­zwaniu wyczytać można ufną nadzieję: „Miej miłosierdzie dla nas i świata całego!" Gdyby tak tym wezwaniem opleść wszystkie człowiecze lęki, gdybyś tak się wyspowiadał, wierząc, że Pan grzechów nie będzie pamiętał, usłyszałbyś od miłosiernego Jezusa: Pokój wam! Z Tomaszem byś mówił: Pan mój i Bóg mój. Amen.

 

 

kwietnia 19, 2022

Rozważania Wielkanocne - "Widziałam Pana"

kwietnia 19, 2022

Rozważania Wielkanocne - "Widziałam Pana"


Ukazanie się Zmartwychwstałego Marii Magdalenie -
Wtorek w Oktawie Wielkanocy 

Z Ewangelii według Świętego Jana

Maria Magdalena stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę». Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Mój Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”». Poszła Maria Magdalena i oznajmiła uczniom: «Widziałam Pana», i co jej powiedział.  J 20, 11-18
 

Refleksja nad Słowem Bożym

Historia powrotu człowieka do Boga po upadku, jakim był grzech pierworodny, rozpoczyna się od momentu, kiedy Bóg zwrócił się w ogrodzie Eden do człowieka, wzywając go po imieniu: „Adamie, gdzie jesteś?” Na to, pełne przyjaźni wezwanie, człowiek odpowiedział: „Ukryłem się”, bo czuł się winnym tego, że oddalił się od Boga, gdyż pozostał niewierny słowu, jakie dał Pan; słowu, jakie dał Stwórca.

Od tego czasu człowiek uciekał przed Bogiem; uciekał, ponieważ w głębi serca czuł winę, czuł się niegodnym, aby zbliżyć się do Boga. To oddalenie, ten lęk człowieka przed Bogiem, trwałyby wieczność, gdyby nie przedziwna ingerencja Boga w historię ludzkości. Dokonało się to poprzez przyjście na ziemię Jezusa Chrystusa. On ponownie wzywa każdego z ludzi po imieniu, aby człowiek mógł przełamać bariery lęku.

Słuchając dzisiejszej Ewangelii, byliśmy świadkami tego, gdy w wielkanocny poranek, przed grobem, gdzie złożono Ciało Jezusa, On sam powołuje Marię. Maria Magdalena, napełniona smutkiem, spotyka Kogoś. Ale dopóki Ten Ktoś, kogo ona widziała, z kim rozmawiała, nie wypowiedział jej imienia, nie wezwał jej po imieniu, nie była w stanie rozpoznać w Tej Osobie zmartwychwstałego Jezusa. Dopiero słowo: „Mario” – wezwanie jej po imieniu przez Jezusa – sprawia, że zwraca swe oczy ku Zmartwychwstałemu i poznaje Go.

Odpowiedź Marii Magdaleny, w poranek wielkanocny, jest przeciwna do postawy, jaką zajął człowiek na wezwanie Boga w rajskim ogrodzie. Maria cieszy się, cieszy się, że mogła usłyszeć głos Mistrza, ponieważ wie, że to On, Jezus Zmartwychwstały, otworzył bramy raju, które przez nieposłuszeństwo zamknęli pierwsi rodzice. Jej radość jest wielka, ponieważ widziała, ponieważ zobaczyła to, co uczynił Jezus, i uznała, że dzieło Jezusa zmartwychwstałego przekracza granice historii.

W wielkanocny poranek, gdy promienie słońca odkrywają prawdę, że grób, gdzie zostało złożone Ciało Jezusa, jest pusty, a On zmartwychwstał, w pełni rozumiemy słowa Mistrza, który mówił: „ Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”.

Bóg nieustannie wzywa po imieniu każdego człowieka. Jakże smutno jest, gdy człowiek na to wezwanie pragnie ukryć się przed Stwórcą; pragnie ukryć się przed Stwórcą, jak uczynili to pierwsi rodzice, po grzechu pierworodnym. W Jezusie bowiem widzimy, kim jest Bóg, jaki jest nasz Bóg. Bóg jest Tym, który leczy; jest Tym, który uzdrawia, pochyla się, by podźwignąć najbardziej potrzebujących pomocy; jest to Bóg, który oddaje życie swojego Syna za nas, za ludzi.

Jak można ukrywać się przed takim Bogiem? Jak można uciekać przed takim Bogiem? Boga powinniśmy raczej poszukiwać, i smucić się, że utraciliśmy Go sprzed naszych oczu. Maria Magdalena zrozumiała to; zrozumiała tę prawdę, dlatego tak usilnie pragnęła odnaleźć Jezusa, tak usilnie pragnęła ujrzeć Jezusa, i to spotkanie sprawiło jej tak wiele radości.

Każdy z nas został kiedyś wezwany po imieniu. Dokonało się to na chrzcie św. Bóg wzywa nas również po imieniu codziennie. My, którzy żyjemy dwa tysiące lat po tym, jak Jezus zmartwychwstał, znajdujemy się w o wiele lepszej sytuacji, niż Maria Magdalena, ponieważ wiemy, że Jezus zmartwychwstał – zostało nam to przekazane przez uczniów, Tradycję Kościoła, i to nie my odkrywamy tajemnicę pustego grobu. Wobec tej tajemnicy, która została nam już odkryta, nie pozostańmy więc obojętni, ale z radosnym orędziem wychodźmy do innych braci, którzy żyją jeszcze w ciemnościach, bo boją się otworzyć swoje serce na wezwanie Jezusa; uciekają przed Bogiem, chcą schować się przed Nim, gdyż boją się Go poznać. Idźmy więc i oznajmiajmy to, co Maria Magdalena oznajmiła uczniom Jezusa w wielkanocny poranek: „Widzieliśmy Pana, i On nam to powiedział”. AMEN.

 

 

kwietnia 19, 2019

Wielka Sobota - Prawda o Zmartwychwstaniu

kwietnia 19, 2019

Wielka Sobota - Prawda o Zmartwychwstaniu
Cisza Wielkiej Soboty, w której jak gdyby wyraża się zdumie­nie natury nad spoczywającym w grobie Zbawicielem, przygoto­wuje nas na wybuch radości paschalnej, która osiąga szczyt w dzi­siejszej liturgii. Jest ona streszczeniem istoty chrześcijaństwa. Wydarzenia, które dokonały się w Jerozolimie prawie dwa tysiące lat temu, tej właśnie Nocy, dały podstawę do określenia jej mianem Wielkiej. Czterdzieści dni przygotowania paschalnego prowadziło do przeżycia tego właśnie święta. Misja Jezusa Chrystusa ukazuje się w pełni w perspektywie zdarzenia Wielkiej Nocy. Nasza życiowa pielgrzymka, jej radości i trudy nabierają właściwego znaczenia tylko wtedy, gdy spoglądamy na nie w świetle Zmartwychwstania Chrystusa.
Starożytna tradycja chrześcijańska Noc tę określała mianem Wigilii, czyli czuwaniem. Aby podkreślić taki charakter spotkania, wierni przynosili świece, które zapalane od paschału wyrażały postawę oczekiwania na Pana, który zapowiedział powrót w chwa­le. Liturgia światła stanowi pierwszą część obrzędów Wigilii Pas­chalnej. Po niej następuje liturgia Słowa, w tym dniu szczególnie bogata, ukazująca wypełnienie się obietnic Boga w historii Jego spotkań ze swoim ludem: od stworzenia świata, poprzez dzieje Narodu Wybranego aż po Nowe Przymierze z Kościołem założo­nym przez Jezusa Chrystusa. Starożytne wspólnoty chrześcijan wykorzystywały czterdzieści dni czuwania paschalnego jako czas intensywnego przygotowania kandydatów do chrztu świętego. Noc Paschalna była momentem uroczystego sprawowania tego sakra­mentu. Ta część liturgii uświadamia nam, że to właśnie dzięki ofierze Chrystusa możemy zaliczyć się do rodziny Bożej, gdzie poprzez chrzest święty stajemy się dziećmi Boga. Radość ze zjed­noczenia z Ojcem wyraża się udziałem w liturgii eucharystycznej stanowiącej ostatnią część dzisiejszych obrzędów. Chrystus po­przez śmierć i Zmartwychwstanie pokonał największego wroga człowieka - szatana, a wraz z nim grzech. Karmiąc się Ciałem Pańskim, mamy już tu, na ziemi, udział w Jego zwycięstwie i rękojmię pełnego zjednoczenia po tym życiu w Królestwie Jezusa Chrystusa.
Cud Zmartwychwstania dokonał się pod osłoną nocy. Dlatego dzisiejsze święto nosi tę właśnie nazwę. Nikt z ludzi nie był świadkiem faktu Zmartwychwstania. Dla najbliższych i przyjaciół Mistrza z Nazaretu świadectwem cudu był otwarty i pusty grób. Kobiety, które przyszły oddać "ostatnią posługę" Ciału Jezusa stały się pierwszymi świadkami cudu. Zmartwychwstanie Jezusa, które może być wyjaśnione tylko faktem bezpośredniej interwencji Boga, Stwórcy i Pana natury, zadziwia również sposobem jego proklamacji. Z ludzkiej perspektywy najmocniejszym argumentem na potwierdzenie prawdziwości misji ze strony Jezusa byłoby pokazanie się Piłatowi i Sanhedrynowi w Swoim Zmartwychwsta­łym Ciele. Bóg jednak daleki jest od takiego sposobu pos­tępowania. Do współpracy w dziele Objawienia zaprasza człowie­ka. Grono najbliższych uczniów, tych, których przygotował w czasie działalności publicznej w swojej "szkole", ma być świadkami największego cudu w dziejach ludzkości. Jeszcze raz okazuje się, że Bóg działa w ciszy, z łagodnością i cierpliwością. Pozwala się znaleźć tym, którzy z wytrwałością podążają Jego śladami.
"Pan naprawdę zmartwychwstał, Alleluja!" Chrystus umęczo­ny i ukrzyżowany zmartwychwstał po trzech dniach i zatrium­fował nad śmiercią, nad siłami ciemności, nad lękiem i cier­pieniem... Jest to święto naszego zbawienia, fundamentalna praw­da naszej wiary, z której czerpiemy moc, odwagę i radość w naszej codziennej chrześcijańskiej misji głoszenia światu tej najważ­niejszej prawdy, że Chrystus żyje i zbawia!
Ukochani Bracia i Siostry! Dzielimy więc między sobą radość płynąca z tego święta, pró­bując mozolnie i konsekwentnie - dzień po dniu - pokonywać każdą pokusę osłabienia w nas owej radości i mocy; pokusę, która zrodzić się może w sercu człowieka pod wpływem konfrontacji ze złem obecnym w świecie. Jako chrześcijanie jesteśmy również świadomi, że prawda Zmartwychwstania Jezusa pozostaje do dzisiaj, z różnych powodów, nieczytelna bądź niedostępna. Dla wielu ludzi, niestety, pusty grób Jezusa nie oznacza jeszcze praw­dy Zmartwychwstania. Dotkliwie odczuwając dramat swego życia, stają na progu jego beznadziei, przekonani o nieobecności Boga w świecie. Może się nawet niekiedy wydawać, że niektórym jakby odpowiada to kontemplowanie pustego grobu. Nie przypadkowo o twórczości najpopularniejszego dramaturga naszych czasów - Becketta, powiedziano, że ukazał w swojej twórczości człowieka uwię­zionego pomiędzy Wielkim Czwartkiem a Wielkim Piątkiem. Mo­żemy śmiało dopowiedzieć: człowieka, który nie usłyszał jeszcze brzmienia dzwonów w Niedzielę Zmartwychwstania. Zresztą, w poważnej części twórczości literackiej naszych czasów obecne jest owo Beckettowskie «misterium rozczarowania» - poczynając od pamiętnych fraz Eliota: "I tak kończy się świat, nie hukiem, ale skomleniem", a skończywszy na posępnym Skowycie Ginsberga, będącym jeszcze nie tak dawno hymnem kontestującej młodzieży.
Tak, jak gdyby nie było nigdy owego poranka, o którym piszą i świadczą swoim życiem naoczni świadkowie tamtego wydarze­nia, którzy do końca swoich dni nie mogli zapomnieć szalonego biegu Magdaleny z okrzykiem na ustach: "Widziałam Pana!" (J 20,18). Tak jak gdyby nie było nigdy nieoczekiwanego powrotu uczniów z drogi prowadzącej do Emaus, relacjonujących z przeję­ciem, jak Go rozpoznali przy łamaniu chleba. Tak jak gdyby nie było tych, którzy nie mogli zapomnieć Jego przybycia pomimo zaryglowanych drzwi...
Spróbujmy spojrzeć w świetle Ewangelii na przyczynę tej dominującej obecnie perspektywy "pustego grobu". Za pomocą relacji z wydarzenia pod Emaus, Ewangelia podpowiada nam, iż nie dostrzeżemy Zmartwychwstałego Jezusa, jeśli nasze oczy pozo­staną "niejako na uwięzi" (Łk 24, 13). Prawdę tę potwierdza w odczytanym dziś fragmencie św. Jan, zwracając naszą uwagę na sposób, w jaki się "patrzy" na pusty grób Jezusa.
Maria Magdalena, patrząc po raz pierwszy na pusty grób, zdolna jest dostrzec jedynie odwalony kamień. Gdy przerażona powraca z cmentarza, wypowiada dokładnie takie samo zdanie, które później w formie plotki, będzie rozpowszechniane przez wro­gów Jezusa: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie go położo­no" (J 20,2). Sensacja, jaką wzbudziła relacja Magdaleny, powo­duje, że do pustego grobu przybywają kolejno, "drugi uczeń" i Szymon Piotr, ale i oni przy pierwszej konfrontacji z rzeczywistoś­cią nieobecności ciała Jezusa w grobie, "patrzą na płótna i chustę, zamknięci, jak później uczniowie idący do Emaus, w swoim uwię­zionym patrzeniu". Św. Jan podkreśla ten fakt poprzez użycie tego znaczenia wyrazu "zobaczyć", które wskazuje w języku greckim na "materialne" widzenie świata. Dopiero, za kolejnym razem ów drugi uczeń "ujrzał i uwierzył" (J 20,8), bo, jak wyjaśnia ewan­gelista, dotąd nie rozumiał Pisma.
Widzimy więc, Moi Drodzy, że nasz świat, jeżeli już tak często koncentruje się na beznadziei pustego grobu, a nawet, choć brzmi to niepraw­dopodobnie, "gustuje" w jego mrocznej pustce, to tylko dlatego, że "patrzy" na prawdę pustego grobu oczami niewiary, nie wsłuchu­jąc się w to, co mówią Pisma.
Z dalszej części czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii dowia­dujemy się, jak to Magdalena "ujrzała" Zmartwychwstałego Jezu­sa, a On nakazał jej: "udaj się do moich braci i powiedz im" (J 20, 17). Także i my, którzy spotkaliśmy w naszym życiu Chrystusa zmartwychwstałego, mamy jak Maria Magdalena głosić w świecie, że Pan zmartwychwstał i my zmartwychwstaniemy. Mamy to czynić tym bardziej, że nasz czas - co podkreślił Ojciec św. na spotkaniu młodzieży w Denver - "to nie jest czas wstydzenia się Ewangelii" (Rz 1,16), ale czas głoszenia jej na dachach!
Ukochania Bracia i Siostry! Pan rzeczywiście zmartwychwstał i pozostał ze swymi ucznia­mi, którzy wyczuwali Jego bliskość, chociaż nie potrafili Go uchwycić ani opisać dokładnie Jego obecności. Chrystus Zmar­twychwstały wykracza poza granice świata, który można bezpoś­rednio ująć zmysłami. Stąd niedokładności i pozorne sprzeczności w opowiadaniach ewangelijnych o spotkaniach Zmartwychwstałe­go ze swymi uczniami, w czasie których Jezus wydaje się jedno­cześnie "być i nie być". Ten dyskretny sposób opisu zdaje się także przemawiać za prawdziwością Zmartwychwstania Chrystusa.
Pan rzeczywiście zmartwychwstał i jest obecny w historii jako pierwszy jej autor. Dzięki Jego mocy i światłu mógł narodzić się Kościół. Zaiste, jeżeli zaneguje się historyczny charakter Zmar­twychwstania, odbierze mu walor realnego wydarzenia, narodziny Kościoła i wiary stają się tajemnicą bardziej niewytłumaczalną niż samo Zmartwychwstanie.
"Idea, że imponująca budowla historii chrześcijaństwa jest niczym ogromna piramida wspierająca się niepewnie na fakcie bez znaczenia, jest mniej wiarygodna niż stwierdzenie, że Zmartwych­wstanie miało faktycznie miejsce w historii, porównywalne do tego, które mu przyznaje Nowy Testament" (C.H. Dodd).
Pan rzeczywiście zmartwychwstał!
Kochani moi! Módlmy się i życzmy sobie dzisiaj, aby Chrystus obdarzył nas wiarą w Jego Zmartwychwstanie i pozwolił doświadczyć Jego obecności. W ten sposób będziemy mogli przezwyciężyć każdą roz­pacz i smutek i być zwiastunami nadziei i budowniczymi cywiliza­cji życia. Amen.

listopada 04, 2016

32 Niedziela Zwykła (C) – Gdy trzeba powiedzieć: Nie!

listopada 04, 2016

32 Niedziela Zwykła (C) – Gdy trzeba powiedzieć: Nie!

32 Niedziela Zwykła (C)

1. W jednej ze swych nowel Józef Conrad Korzeniowski przenosi czytelników w głąb puszczy afrykańskiej, do pry­mitywnego szczepu tubylców, u których zamieszkał i którymi zawładnął jeden biały człowiek, Europejczyk. Przyszedł tu kiedyś z bronią palną, jak gromowładne bóstwo i został już wśród nich uznawany za istotę wyższą, pozaziemską. Tu jemu wszystko wolno. Czuje się jak Nietzcheański nadczłowiek, poza dobrem i złem. Nie służy nikomu, przeciwnie, jemu służą. Jest przedmiotem bałwochwalczego kultu, bożkiem, przed którym
Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger