listopada 04, 2016

32 Niedziela Zwykła (C) – Gdy trzeba powiedzieć: Nie!


32 Niedziela Zwykła (C)

1. W jednej ze swych nowel Józef Conrad Korzeniowski przenosi czytelników w głąb puszczy afrykańskiej, do pry­mitywnego szczepu tubylców, u których zamieszkał i którymi zawładnął jeden biały człowiek, Europejczyk. Przyszedł tu kiedyś z bronią palną, jak gromowładne bóstwo i został już wśród nich uznawany za istotę wyższą, pozaziemską. Tu jemu wszystko wolno. Czuje się jak Nietzcheański nadczłowiek, poza dobrem i złem. Nie służy nikomu, przeciwnie, jemu służą. Jest przedmiotem bałwochwalczego kultu, bożkiem, przed którym
doko­nują rytualnych pląsów i padają czołem na ziemię. Takie to „jądro ciemności” maluje Conrad, biorąc podobno z życia motyw do swej noweli.
Motyw identyfikacji, ubóstwienia człowieka jest nie tylko wzięty z ży­cia, lecz ma nawet długą i niechlubną historię. To przecież nie w legen­dzie, lecz rzeczywiście starożytni cesarze pogańscy kazali sobie oddawać cześć boską. Uznawali się za nie związanych żadnym prawem; oni swą wolą dyktowali prawo. A biada tym, którzy chcieliby się im sprzeciwić.
Pycha władców, stawianie się ponad wszelkim prawem i łamanie siłą sumienia poddanych były niestety zjawiskiem częstym również w krajach ery nowożytnej, wśród narodów chrześcijańskich. Czy nie stwierdza­my tego i dziś? Zjawisko ubóstwiania tyranów istnieje nadal. A łamanie sumień, najgłębszych przekonań, także religijnych – mimo oficjalnych deklaracji i międzynarodowych paktów – notujemy ciągle w różnych częściach świata.
2. Usłyszeliśmy dziś, w pierwszym czytaniu, opis śmierci rodziny żydowskiej z czasów przedchrześcijańskich z powodu wierności dla swych przekonań religijnych i nieposłuszeństwa władcy zmuszającego mieszkańców Palestyny do działania wbrew prawu Mojżeszowemu. Wszyscy z tej rodziny, to znaczy matka i jej siedmiu synów, mężnie przeciwstawili się woli tyrana. Wytrzymali męczarnie i po­kusę zdrady, zginęli śmiercią męczeńską.
Skazujący tych i wielu innych, Izraelitów na tortury i śmierć król Antioch utrwalił się w pamięci świata jako władca bezwzględny i okrut­ny. Chciał w swym wielkim państwie narzucić wszystkim jeden blok wie­rzeń i jeden styl życia. Podjął więc starania, by przekreślić odwieczne od­rębności wiary i kultury uciemiężonego narodu żydowskiego. Napotkał jednak na opór, twardy i zdecydowany. Swych zamiarów nie udało mu się przeprowadzić. Ile złego potrafił jednak dokonać? Miażdżył ludzi i deptał ich przekonania. Zwyciężał, ale i jego zwyciężono. A koniec taki, jak każ­dego człowieka – choćby uważanego za bóstwo – śmierć. A po niej wieczna niesława.
Bracia Machabejscy bici i kuszeni do odstępstwa mówili: „nie!” Na­tchnieniem i mocą była wiara w nieśmiertelność i nadzieja powstania z martwych. Jeden z nich wyznaje przed śmiercią: „Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawo, wskrzesi i ożywi do życia wiecz­nego”. A inny woła na chwilę przed skonaniem: „...w Bogu pokładamy na­dzieję, że znowu przez Niego będziemy wskrzeszeni”.
Perspektywę zmartwychwstania i przyszłego życia w Bogu ukazuje sam Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Przeciwko zastrzeżeniom saduceu­szów głosi wyraźnie, że będzie zmartwychwstanie, bo Bóg żyje i w Nim żyją zmarli. Życie w świecie przyszłym będzie inne, nieobciążone namięt­nością ciała. Będziemy jak Aniołowie – bliscy Boga i uczestniczący w Jego chwale.
3. Niekiedy konieczny jest sprzeciw. Przykład braci Machabejskich, zespolony z wiarą w zmartwychwstanie, przyświecał wy­znawcom Chrystusa w ciągu minionych wieków w zmaganiach o wiarę w czasach różnych prześladowań religijnych.
Były takie i za naszych czasów. Ale byli również bohaterscy wyznaw­cy, gotowi nawet na męczeństwo. Jednego z nich, św. Maksymiliana, umęczonego w oświęcimskim obozie zagłady Kościół wyniósł na ołtarze. Drugi sługa Boży, św. biskup Michał Kozal, zginął w hitlerowskim obozie w Dachau odrzucając niegodną drogę ocalenia. A podobnych do nich, bohaterskich wyznawców Chrystusa, mówiących do końca „nie” tyranii, zaprzaństwu, nikczemności – było tak wielu nie tylko w Oświęcimiu i Dachau. Rów­nież w okresie powojennym. To wspaniały przykład, ale i zobowiązanie.
Byłoby złudzeniem sądzić, że my, ludzie wierzący, będziemy już na zawsze uwolnieni od konieczności walki o wiarę i obrony swych przeko­nań religijnych. Kto wie, czy nie czekają nas jeszcze trudne czasy, w któ­rych będziemy musieli okazać wiele odwagi i determinacji w obronie naszej wiary, dużo gotowości do ofiar, nawet największych. Musimy się więc czynić do tego sposobnymi. Zbierać w sobie moc i odporność.
Nie jest to nawoływanie do walki orężnej i do zemsty wobec przeciw­ników ideowych czy politycznych. Krwawa, a tym bardziej okrutna zemsta na wrogu nie leży w naszym charakterze narodowym, i jest niezgodna z moralnością chrześcijańską. Najlepsze świadectwo o tym wydał w swym pamiętniku pisanym w więzieniu po wojnie największy kat naszego na­rodu, Rudolf Hess, komendant obozu zagłady w Oświęcimiu. Uznaje on naprzód ogrom swych zbrodni: „W osamotnieniu więziennym doszedłem do gorzkiego zrozumienia, jak ciężkie popełniłem na ludzkości zbrodnie. Jako komendant obozu zagłady w Oświęcimiu urzeczywistniałem część straszliwych planów Trzeciej Rzeszy — ludobójstwa. W ten sposób wy­rządziłem ludzkości i człowieczeństwu najcięższe szkody. Szczególnie na­rodowi polskiemu zgotowałem niewysłowione cierpienia”. Dalej jednak pi­sze: „Dopiero w polskich więzieniach poznałem, co to jest ludzkość (...) Mimo wszystko, co się stało, traktowano mnie po ludzku, czego bym się nigdy nie spodziewał, a co mnie najgłębiej zawstydziło”.
Rzeczywiście, okrucieństwo i krwawa zemsta na wrogach nie leży w naszej polskiej kulturze. Nie znaczy to jednak, by nam nie zagrażało to zło, które niektórych z nas, Polaków, doprowadziło do załamania się w wierze, poddania się tyranii, a nawet do współdziałania z nią w jej walce przeciw religii i wolności narodu. Odrzućmy przede wszystkim po­stawę pychy, bo ona prowadzi do zaprzeczenia władzy Boga. W imieniu wielu swych rodaków oskarża się poeta:
Twą chwałę pragnąc poniżyć, rozwiać w ułud dymie,
Pisałem z głupią pychą przez b małe
Wielkie, potężne, Twoje, Boga, imię.
                                                                             L. Staff
Nie wolno nam się także poddać innej, wielkiej pasji ludzkiej, tak widocznej u tyranów i wszelkich prześladowców wiary: chęci władczej żądzy dominowania nad ludźmi, panowania, narzucania innym swej wo­li – nawet z łamaniem wolności sumienia i innych przyrodzonych praw ludzkich. A ta żądza siedzi w wielu z nas i może zagrażać poważnym wy­paczeniem, jeśli tylko powstają sprzyjające warunki do jej rozwoju i do­minacji.
Prośmy Chrystusa, aby chronił nasz naród przed wszelkimi przejawa­mi tyranii i przed prześladowaniem w nim kogokolwiek z powodu prze­konań religijnych, ideowych czy politycznych. Prośmy Go również, aby zniszczył w nas samych pychę, żądzę władzy i chęć panowania nad inny­mi, a umacniał postawę szacunku dla ludzi oraz gotowość do służenia i nie­sienia braterskiej pomocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Homilie i rozważania codzienne , Blogger