Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus uzdrawia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus uzdrawia. Pokaż wszystkie posty

czerwca 29, 2024

13. Niedziela Zwykła (B) - Wierzę, ale zaradź memu niedowiarstwu

czerwca 29, 2024

13. Niedziela Zwykła (B) - Wierzę, ale zaradź memu niedowiarstwu

Chciałbym, żeby ludzie nazywali mnie wierzącym, bo czy można sobie wyobrazić niewierzącego księdza? Ale czytając dzisiejszą Ewangelię według św. Marka rumienię się przed Bogiem. Zawstydza mnie przełożony synagogi Jair, który upadł do nóg Jezusa i prosił usilnie: "Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła" (Mk 5,23).  Jego wiara była mocna! A kiedy mu oznajmiono: "Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?" (Mk 5,25) - dalej wierzył! Wierzył Jezusowi, Jego słowom. "Nie bój się, tylko wierz" (Mk 5,36). Wierzył nawet wówczas, gdy sąsiedzi wyśmiewali Jezusa: "Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go" (Mk 5, 39- 40). A on wciąż wierzył. W sytuacji niezwykle niekorzystnej dla siebie wierzył i z pewnością dlatego stał się świadkiem wielkiego cudu. Jezus "ująwszy dziewczynkę za rękę powiedział do niej: "Talitha kum - Dziewczynko, mówię ci wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia" (Mk 5,41-42).

A ja wciąż rumienię się, bo nie mam takiej wiary. Wołałbym powiedzieć tak, jak ten ojciec z Ewangelii: "Wierzę, ale zaradź memu niedowiarstwu" (Mk 9,24).

Jeszcze bardziej zawstydza mnie ta chora kobieta. Ileż się nacierpiała przez 12 lat. Leczyła się u znakomitych lekarzy. Całe swe mienie wydała, aby tylko być zdrową. Niestety, lekarz jest tylko człowiekiem. Czuła się coraz gorzej. Teraz już nie szuka ratunku u lekarzy, postanawia dotknąć się Chrystusa. Ale czyni to z wielką wiarą: "Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości" (Mt 5, 28-29). Jezus wystawia jej wiarę na próbę... "Kto dotknął się mojego płaszcza?" (Mk 5,30). Mogła się ukryć w tłumie, odejść zdrowa, niezauważona... ale Jezus domagał się jej świadectwa. "Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę" (Mk 5,33). Jesteśmy świadkami nie tylko wielkiego cudu, ale również wielkiej wiary. "Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości" (Mk 5,34). Chciałbym, żeby Chrystus również do mnie powiedział: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiony ze swej dolegliwości.

Siostry i Bracia złączeni z Chrystusem w swojej codzienności, w swoim cierpieniu! Przed grotą Matki Bożej w Lourdes modliła się młoda pani na wózku. Przypatrywał się jej pewien mężczyzna. Po dłuższej chwili obserwacji, kiedy trzeba było chorą odwieźć do miejsca zamieszkania, powiedział do niej: "Modliłaś się tak długo, a Matka Boża cię nie uzdrowiła". Ona odpowiedziała: "Nie modliłam się o moje uzdrowienie. Modliłam się za Pana, o nawrócenie".

Wiara jest przylgnięciem do Boga jako jedynego Pana...

Lubię odmawiać modlitwę: "Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję..." Czy naprawdę nad wszystko? Czy potrafię dziękować Bogu również za cierpienie? Tak jak to uczyniła św. Bernadeta Soubirous, ta z groty Massabielskiej? Posłuchaj przez chwilę jej testamentu:


"Za biedę, w jakiej żyli mama i tatuś, za to, że się nam nic nie udawało, za upadek młyna, za to, że musiałam pilnować dzieci, stróżować przy owcach, za ciągłe zmęczenie... dziękuję Ci Jezu. Dziękuję Ci, Boże mój, za prokuratora, za komisarza, za żandarmów, za twarde słowa księdza... Za dni, w które przychodziłaś, Maryjo i za te, w które nie przyszłaś. Nie będę się umiała odwdzięczyć, jak tylko w raju. Ale i za otrzymany policzek, za drwiny, za obelgi, za tych co mnie mieli za pomyloną, za tych, co mnie posądzali o oszustwo, za tych, co mnie posądzali o robienie interesu... dziękuję Ci, Matko" (wg. Fonti vive, Caravate, wrzesień 1960 z książki ks. Tadeusza Dajczera, Rozważania o wierze, s. 19).

Uzdrowiona kobieta z dzisiejszej Ewangelii mogła zniknąć w tłumie, ale wiara nakazała jej podziękować za uzdrowienie. Podziękowała z wielkim szacunkiem, z drżeniem, wyznała całą prawdę. 

Wierzę, ale zaradź memu niedowiarstwu! Daj mi choć trochę wiary, którą miał przełożony synagogi Jair. On się nie zrażał trudnościami, bo on uznawał, że wszystko w jego życiu jest darem.

Niedawno spotkała mnie wielka przykrość, trudna do zniesienia. Ale gdy uświadomiłem sobie, że jestem człowiekiem wierzącym, że wiara oznacza uznanie własnej bezradności - uspokoiłem się... a raczej Bóg mnie uspokoił. Człowiek wierzący oczekuje wszystkiego od Boga, człowiek pyszny wszystko sobie przypisuje.

Nie mogłem uczestniczyć w Kongresie Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej górze. Miałem jednak okazję zobaczyć w 2 Programie Telewizji Polskiej film dokumentalny Iwony Sobas pt. "Odnaleźć światło". Cieszyłem się z tymi, którzy tam, na Jasnej Górze wielbią Boga, szczerze cieszyłem się z tymi, którzy zostali uzdrowieni na ciele, ale również z tymi, którzy wracali do domu na wózkach, uzdrowieni na duszy, z wielkim światłem w sercu, że to wszystko ma sens.

Wszystko jest darem - twoja żona, mąż, dzieci, talenty, którymi cię Bóg obdarzył, również cierpienie jest darem.

Rozpoczął się okres wakacji, urlopów, letnich wyjazdów. Czas odpoczynku. Czas wolny. Dla chrześcijanina czas wolny jest ,,darem Bożym".  Czy potrafię podziękować za ten dar? 


"W swojej podróży do San Giovanni
Rotondo - pisze ks. Tadeusz Dajczer - spotkałem naukowca, który jechał razem ze mną do Ojca Pio, aby prosić o błogosławieństwo dla swojej pracy. Przyjechał z dwoma tomami wydanego dzieła, które nazwał swoim Opus Vitae - Dziełem życia. W ramach spowiedzi przedstawił je Ojcu Pio i prosił o błogosławieństwo. Reakcja Padre Pio była przerażająca, przede wszystkim zdumienie - to jest twoje opus vitae, to jest twoje dzieło życia? Wziął do ręki te dwa tomy i jeszcze raz powtórzył: to jest opus vitae, to znaczy, że żyłeś te sześćdziesiąt lat po to, żeby te dwie książki napisać, to był cel twojego życia - prawie krzyczał - to jest opus vitae, po to żyłeś? A gdzie twoja wiara? Potem złagodniał, jakby zobaczył nieświadomość tego człowieka i z łagodnością ojca zapytał: pewnie włożyłeś w to wiele wysiłku, nieprawda? Pewnie było wiele nocy nieprzespanych, a ze zdrowiem jak? - No, tak, zawał serca. - Właśnie to wszystko w służbie ambicji, by stworzyć tego rodzaju opus vitae. Patrz - mówił dalej - co znaczą bożki, przywiązania.

Gdybyś robił to samo, ale dla Boga, to wszystko wyglądałoby inaczej. Przecież ty to wszystko sobie przywłaszczyłeś. Zakończenie tej spowiedzi było też w stylu Ojca Pio. Znowu podniósł głos: Jeżeli tylko z tym przyszedłeś, proszę wyjść. Padre Pio był szorstki, ale w tej szorstkości kryła się wielka miłość do każdego człowieka i każdego penitenta. To był człowiek, który kochał, a miłość jest mocna. To miłość Padre Pio sprawiła, że ta wstrząsająca rozmowa połączona ze spowiedzią, była rzeczywiście momentem przełomowym w życiu tego naukowca. On naprawdę zaczął inaczej myśleć i inaczej patrzeć na świat" (Ks. Tadeusz Dajczer, Rozważania o wierze, s. 53-54).

Siostry i Bracia!

Uczestniczymy w Eucharystii, która jest wyniszczeniem się Boga- Człowieka. Podejdźmy do niej z czystym sercem i z wielką wiarą, tak jak przełożony synagogi Jair. Dotknijmy się płaszcza Chrystusa, jak owa kobieta, dotknijmy się jego nieskończonej Miłości. Żebym się choć Jego płaszcza dotknął, a będę zdrowy. Dotknijmy się Jego Miłości, a zostaniemy uzdrowieni. Amen.

29 czerwca 2024 r.



października 30, 2023

Rozważania Codzienne - Jezus ma moc nad Złym!

października 30, 2023

Rozważania Codzienne  - Jezus ma moc nad Złym!

Słowo Boże na dziś

Poniedziałek, 30 tygodnia Okresu Zwykłego
  Łk 13, 10-17
 

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza
 Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować. Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: «Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy». Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga. Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: «Jest sześć dni, w których należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu!». Pan mu odpowiedział: «Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?». Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.
 

Refleksja nad Słowem Bożym

 
Jezus znów dokonuje cudu. Tym razem zauważa chorą kobietę. Jej wygląd zwrócił Jego uwagę. Zatem mając moc uzdrowienia, wykorzystał tę moc, aby jej pomóc. Nie myślał, co na to powiedzą inni, przesadnie dbający o zachowanie zasad tradycji. Raczej starał się wykorzystać sytuację, aby wyprowadzić z błędu tych, którzy starają się bezmyślnie, bez empatii, stosować się do litery Prawa, zamiast kierować się współczuciem, miłosierdziem.
Zdarza się, że ludzie szukają kontaktu z szatanem, bo myślą sobie, że pakt z nim zawarty daje specjalne możliwości. Zło bardzo się nadyma i rzeczywiście przybiera wielkie rozmiary. Szatan też wydaje się niektórym potężny i chcieliby z tej potęgi skorzystać. Takie postawy i próby znajdujemy - jeśli nie w życiu - to przynajmniej w literaturze. Przypominamy sobie doktora Fausta, czy chociażby naszego rodzimego Pana Twardowskiego. Wszystkie opowieści o czarownicach również zawierają przeświadczenie o potędze szatana i o tym, że różne urocze panie mogą z tej potęgi korzystać, aby szkodzić ludziom.
W dzisiejszej Ewangelii pojawia się kobieta, która miała ducha niemocy. Kiedy odszukamy w Ewangelii miejsca, gdzie jest mowa o duchu głuchym i niemym (por. Mk 9,25), wtedy ukaże się nam inny obraz szatana i ten właśnie obraz jest prawdziwy. Zły duch nie daje człowiekowi żadnych możliwości, tylko je odbiera. Wszelkie działania, które człowiek podejmuje służąc złu, są działaniami pozornymi. Z takiej działalności nic nie wynika, nikt z niej nie ma korzyści, nawet ten, kto posługuje się szatańskimi metodami. Nie należy się temu dziwić, jeśli przyjmiemy naukę Akwinaty, według której zło nie jest żadnym bytem, lecz jego brakiem, a sam szatan egzystuje jedynie jako tragiczny fakt sprzeciwu względem Boga. Trudno to nawet nazwać istnieniem, a co najwyżej, balansowaniem na krawędzi istnienia. Potęga szatana jest wielkim oszustwem, a jego poplecznicy, a tym bardziej czciciele, są ludźmi najbardziej oszukanymi i pokrzywdzonymi na świecie.
Zły duch jest duchem niemocy i ten fakt staje się oczywisty i zauważalny, kiedy ten wielki pozorant staje wobec prawdziwej mocy, która jest w Chrystusie. Wtedy wśród wrzasków i konwulsji musi ustąpić.
Rzadko się zdarza, aby ludzie szukający kontaktu z szatanem otrzymali od niego jakąś moc. Przypuszczam, że takie przypadki można znaleźć tylko w literaturze i w ludowych gadkach o Rokicie i Borucie. Bardzo często jednak duch niemocy poraża ludzi mu oddanych niemocą. Ta niemoc odbiera im możliwość robienia czegokolwiek dobrego na tym świecie. Porażenie niemocą odbywa się w sposób paradoksalny. Niemoc kobiety z dzisiejszej Ewangelii objawia się w tym, że "była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować" (Łk 13,11). Opętanie polega na tym, że człowiekowi zostaje odebrana godność dziecka Bożego, które nawet postawą wyprostowaną wskazuje kierunek swego życia, który wyraża się słowami "Sursum corda". Szatan łamie człowieka i zgina go do ziemi. Nie mogąc się wyprostować, nie może już zobaczyć Boga, a widzi tylko ziemię. Paradoks polega na tym, że mając tak ograniczone pole widzenia i tak ograniczone pole działania, złamany przez szatana człowiek nawet na tak małym terenie nie może nic dobrego dla ziemi zrobić. Jedyną rzeczą, na którą stać człowieka porażonego duchem niemocy, to tę ziemię niszczyć.
Duch niemocy, który opanował wielu ludzi, zagnieżdżą się w ludzkiej duszy. Poraża umysł, który nie chce szukać prawdy, paraliżuje wolę, sprawiając, że opanowanemu przez niemoc, niczego się nie chce. Konsekwencją tego są spętane ręce i nogi. Nie przypadkiem słowa "opętanie" i "spętanie" pochodzi od tego samego rdzenia.
Na ducha niemocy jest jednak sposób. Nachylenie ku ziemi nie jest kwestią przymusu, lecz wyboru. Szatan, który jest duchem niemocy, nie może człowieka do niczego zmusić wbrew jego woli. Może wywierać swój wpływ tylko wtedy, gdy człowiek tego chce. Jeżeli ktoś chce, może przez całe życie chodzić w postawie pochylonej, ale też, jeżeli ktoś chce, może się wyprostować i chwalić Boga. To jest moment uzdrowienia i uwolnienia od ducha niemocy.
Czy i ja bezmyślnie nie przyłączam się do tych, którzy prawo ludzkie przedkładają nad prawo naturalne lub prawo Boże? Czy ja, który być może wiem więcej niż inni, gdyż czytam i staram się rozważać Ewangelię, nie oceniam pochopnie lub niemiłosiernie innych ludzi? Czy litera prawa mnie nie zaślepia na to, co jest naprawdę ważne, na miłość do drugiego człowieka, na działanie Boga w mojej obecności? Czy potrafię cieszyć się z powodu łask, które otrzymują od Boga inni ludzie? Czy może jestem zazdrosny lub pomniejszam sukcesy innych ludzi? Czy zawsze staję po stronie dobra pochodzącego od Boga?

stycznia 12, 2021

Słowo Boże na Dziś - Jezus uzdrawia chorych

stycznia 12, 2021

Słowo Boże na Dziś - Jezus uzdrawia chorych



EWANGELIA
(Mk 1,29-39)

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają. Lecz On rzekł do nich: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
 

Refleksja nad Słowem Bożym

 

Na pewno byłoby Mu dobrze wśród tych, których uzdrawiał. Zawdzięczali Mu wiele, więc byliby dla Niego dobrzy i serdeczni. Mógłby się wśród nich osiedlić i korzystać ze sławy i wdzięczności. Wszyscy Go szukali, bo chcieli mieć między sobą tego, który miał tak niezwykłą moc. Chcieli Go mieć na wyciągnięcie ręki.
Ale Jezus chce iść dalej. Świadom jest bowiem, że ani teściowa Szymona, ani chorzy i opętani, których uzdrowił przebywając w jej domu, to jeszcze nie koniec Jego misji. Wiedział Kim jest i po co przyszedł. Nie chciał się dać usidlić ludzkiej wdzięczności i dobrej opinii, jaką o Nim mieli. Są różne formy zniewolenia. Czasem dokonuje się ono wówczas, gdy ulegamy złu. Bywa, że stajemy się bezradni wobec naszych własnych błędów, nie potrafimy sobie poradzić ze złem, które wydarzyło się za naszym przyzwoleniem, z naszym udziałem, z naszej winy. Ale zniewalać może także dobro. Dzieje się tak wówczas, gdy człowiek wykorzysta je do budowania swojej pozycji. Jeśli nie potrafi oddać tego dobra bezinteresownie, jeśli oczekuje na wdzięczność, chcąc za nie gratyfikacji, dobro stanie się dla niego pułapką, która może jeszcze subtelniej niż zło przywiązać go do siebie samego. W innym miejscu Ewangelii Jezus mówił: "Niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa". Wejście w układ wymiany: dobro za wdzięczność, pozwolenie na to, by natychmiast odpłacono nam za najmniejszy przejaw naszej wolności, sprowadza dobro do roli zwykłego towaru na wielkim targu życia. Może być tak, że nasze bycie dobrymi wobec ludzi, każdy akt współczucia i pomocy, wykorzystamy instrumentalnie. Możemy tez instrumentalnie wykorzystać ludzi, których będziemy szukać tylko dlatego, żeby, jako ich dobroczyńcy, lepiej się poczuć. Wobec zła człowiek musi być wolny. Ale musi być wolny także wobec dobra. Inaczej złym, czy dobrym - i tak będzie niewolnikiem.
Uczniom by to pewnie wystarczyło. Zwłaszcza Szymonowi, który miałby teraz w domu bardzo dobrze, bo teściowa okazywałaby mu wdzięczność, że przyprowadził do niej takiego uzdrowiciela. Ale Jezus nie przyszedł po to, żeby mieć dobrze. Przyszedł po to, żeby dobro mogło się rozlewać wszędzie tam, gdzie się pojawił. Nie wchodził na targ, wystawiając kramik z dobrocią, za którą inni zostawiali należność w rozmaitej walucie. Nie po to przyszedł.
 
 
 

lipca 06, 2017

Jezus uzdrawia paralityka i odpuszcza mu grzechy

lipca 06, 2017

Jezus uzdrawia paralityka i odpuszcza mu grzechy

Słowo Boże na dziś

Czwartek, 13 tygodnia Okresu Zwykłego
Mt 9, 1-8

Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. A oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Ufaj, synu! Odpuszczone są ci twoje grzechy». Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: «Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem łatwiej jest powiedzieć: „Odpuszczone są ci twoje grzechy”, czy też powiedzieć: „Wstań i chodź!” Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» – rzekł do paralityka: «Wstań, weź swoje łoże i idź do swego domu!» On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom.
 

Refleksja nad Słowem Bożym


Jest pewien wróg zaprzysiężony, z którym ludzkość od wieków prowadzi walkę na śmierć i życie; walkę, która poprzez chwilowe zwycięstwa wiedzie ku nieuchronnej śmierci – tym wrogiem jest choroba. Istnieją podobno ludzie, którzy nigdy nie byli u lekarza, ale chyba nie ma osób, które by w swoim życiu nie chorowały. Ludzka wynalazczość zdąża ku temu, by opanować, zlikwidować choroby. I należy Bogu dziękować za te wysiłki, które zmierzają do ratowania życia, czy też leczenia człowieka. Bogu należy również dziękować za lekarzy, leczących chorych, tych wszystkich, którzy opiekują się chorymi. To jest wielki dar. Bóg pragnie, aby poprzez te wysiłki, chorzy odzyskiwali zdrowie.
Jakże cennym darem jest dar leczenia, jaki posiadają lekarze – związany jest z ich osobistą świętością. Ale i oni, nawet ci najświętsi, najwięksi specjaliści są często bezradni wobec choroby niszczącej organizm człowieka. Stajemy bezradni, a zarazem wciąż proszący Boga – przecież słowo: życzę ci zdrowia, jakże często płynie w czasie imienin, urodzin; może często na pierwszym miejscu wśród życzeń słyszymy słowo zdrowia, a Bóg inne dary doda. Tak często w życzeniach możemy usłyszeć, to zatroskanie o zdrowie dziecka bardzo często nie pozwala matce na spokojny sen, troska o starszych, schorowanych rodziców – tutaj okazuje się serce dzieci.
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam sytuację, w której przyniesiono do Jezusa sparaliżowanego człowieka; nie zostało powiedziane, czy to ktoś z rodziny, czy ktoś z przyjaciół. Jedno jest pewne: te osoby, które przyniosły owego człowieka, chciały mu pomóc; nie był im obojętny stan tego człowieka. Dowiedzieli się o tym, że Mistrz z Nazaretu przybywa, Ten, który powiedział: “Duch Pański posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, abym uciśnionych odsyłał wolnymi”. Czyż choroba nie jest swoistym więzieniem dla człowieka? Paraliż, nie pozwalający chodzić, działać ogranicza człowieka w jego istocie. Jezus staje się nadzieją dla tego człowieka.
Człowiek i dzisiaj poszukuje tej nadziei. Słysząc o lekarzu, specjaliście, rodzina chorego uda się tam, aby umówić się, aby zawieźć, bo pojawia się nadzieja, bo zapala się światło, iż ich chory będzie może na nowo przywrócony do zdrowia. Ale czy ci, którzy przynieśli tego człowieka, mogli się spodziewać, że będzie właśnie taki przebieg tegoż spotkania z Tym, który jest Lekarzem? Jezus okazuje się nie tylko lekarzem ciał, ale i dusz, serc ludzkich, a można by powiedzieć, że przede wszystkim serc ludzkich. Czyż ciało i dusza nie tworzą jedności w człowieku? Jeżeli ciało jest chore, jeżeli ktoś dowiaduje się o tym, że jest chory, to fakt ten zamyka często człowieka na innych, powoduje załamanie. Ale i grzech, wiemy, że zaciemnia oblicze człowieka. Przypomnijmy sobie scenę z Księgi Rodzaju – historię Kaina i Abla. Po zabiciu brata, Bóg pyta się go: “Dlaczego jesteś smutny? Dlaczego twoja twarz jest ponura?”. To grzech sprawia, że oblicze Kaina jest smutne, ponure.
My również niejednokrotnie doświadczyliśmy tej postawy ponurości, smutku, jako skutku grzechów, które zakradły się do naszego serca. A dzisiejszy świat, może pod sztucznym uśmiechem, służącym niejako maska, kryje często chorą duszę, którą trzeba uleczyć, bo cóż z tego, że ten sparaliżowany człowiek odzyskałby zdolność chodzenia, jeżeli dalej jego dusza byłaby chora. To Bóg zna serce człowieka – człowiek widzi to, co na zewnątrz, ocenia tylko po ludzku – Bóg zna serce każdego z nas i wie, że zdrowie nasze zaczyna się od zdrowia serca naszego, serca w którym będzie Jego miłość. Bogu niech będą dzięki za te dary, których nam użycza: za zdrowie. Czy dziękujemy Bogu za to, że dał nam wzrok, słuch, usta mówiące? Ale musimy pamiętać, że te dary mają służyć temu, aby Boga chwalić, Boga zobaczyć, aby głosić dobrą nowinę naszymi ustami. Nie trzeba również przekonywać nas, wierzących, o cudach, jakie dokonują się w sakramencie pojednania, bo tym sakramencie jest mowa w dzisiejszym czytaniu. Jezus uwalniający od grzechu.
16 czerwca 2002r., w Rzymie, Ojciec św. Jan Paweł II ogłosił Ojca Pio świętym. Czy to nie jest znak, aby każdy z nas Bogu dziękował za sakrament Pokuty, sakrament, który prowadzi ku wolności. Bo św. Ojciec Pio, ten więzień konfesjonału, stał się znakiem przez sprawowanie tego sakramentu, jak bardzo ludzkości dzisiaj potrzebny jest ten sakrament. W tym sakramencie Bóg czeka ze swoją mocą, swoim pełnym uzdrowieniem; mocą, która pozwala nam, jako Jego dzieciom, żyć i radować się tym życiem.
Jeszcze jeden moment w dzisiejszej Ewangelii: ten człowiek został przyniesiony do Jezusa. To jest takie wezwanie, które dzisiaj Bóg do nas kieruje, bo i my jesteśmy wezwani, aby “przynieść” do Jezusa tych, o których wiemy, że wymagają Jego leczenia. Jeżeli masz możliwość, aby porozmawiać z osobą, która długi czas nie była u spowiedzi – uczyń to; jeżeli rodzi się w twoim sercu dzisiaj taka myśl – idź za tą myślą, aby tą osobę zachęcić. Jeżeli czujesz jednak, że ta osoba jeszcze jakby nie dojrzała do tego momentu, to każdy z nas może i powinien przedstawiać Bogu tych, którzy są chorzy, szczególnie na duszy. Bóg dzisiaj nas wzywa, abyśmy i my otaczali osoby, które potrzebują Jego miłości, naszą modlitwą, uczynnością, miłością, bo to jest droga do tego, aby poruszyć i otworzyć ludzkie serca na Bożą miłość i miłosierdzie. Niech się tak stanie!
 

lutego 06, 2017

Moc frędzli

lutego 06, 2017

Moc frędzli

Poniedziałek V tygodnia zwykłego

Z Ewangelii według Świętego Marka
Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie. (Mk 6,53-56)

Komentarz do Ewangelii

Proces uzdrawiania bywa nieraz bardzo długi i żmudny. Pod­czas leczenia bardzo męczą się lekarze, a jeszcze bardziej chorzy. Zabiegi lekarskie bywają bardzo przykre i bolesne. Rehabilitacja nieraz trwa długie miesiące i lata. Pan Jezus uzdrawia zupełnie ina­czej. Wystarczy dotknąć frędzli Jego płaszcza i już odzyskuje się zdrowie. Gdyby w aptekach rozprowadzano takie frędzle, ustawiłyby się po nie bardzo długie kolejki. Niestety, wśród spisu leków, nie ma takiego specyfiku.
Frędzle z płaszcza Pana Jezusa są jednak dostępne w innej pos­taci. Służą one nie leczeniu chorób ciała, lecz ratowaniu całego człowieka.
Jest wiele religii i systemów filozoficznych, które mają ambicje zbawić człowieka. Doradzają one ludziom różne rodzaje medytacji, różne rodzaje ćwiczeń umysłowych i cielesnych, aby osiągnąć "stan zbawienia". Muzułmańskie pokłony i ramadany, buddyjskie zabiegi o obojętność wobec zła i cierpienia, joga, rozmaite style walk wschodnich, mają na celu swoiste "udoskonalenie" człowieka. Ta droga do "świętości" - różnie zresztą pojmowanej - też jest bardzo żmudna i długa.
Zupełnie inaczej jest z nauką Pana Jezusa. Wprawdzie ascetyka i mistyka znają również różne drogi do świętości, a na nich zaz­nacza się bardzo szczegółowo etapy, ale tak naprawdę do przemia­ny człowieka, do jego nawrócenia i do zbawienia wystarczy czasem jedno zdanie, wręcz słowo, jedno spojrzenie, jedno dotknięcie. Wys­tarczy jeden frędzelek z Ewangelii.
W historii Kościoła jest wiele takich wydarzeń, które potwier­dzają moc frędzelków. Szaweł stał się Pawłem, gdy usłyszał tylko jedno zdanie: "Ja jestem Jezus". Lektura jednego zdania z Listu do Koryntian doprowadziła do nawrócenia św. Augustyna. Współczes­ny nam dziennikarz i pisarz Andre Frossard przeżył nawrócenie, gdy przypadkowo wszedł do kościoła i w czasie nieszporów usłyszał śpiew Magnificat. Moc zbawiania posiadają również słowa wypowia­dane przez nas, szczególnie w godzinę śmierci. Do takich słów na­leżą słowa "Jezus", "miłuję", "żałuję".
Nie znaczy to jednak, że nie musimy zabiegać z drżeniem o swoje zbawienie, skoro jedno dotknięcie rąbka płaszcza Jezusa może nas zbawić. Trzeba podjąć rzetelną pracę nad sobą. Ufając jednak dotknięciu Bożej Łaski nie musimy się trudzić, by przy pomocy krzemienia i kępki mchu rozpalać ogień. Nie musimy uprawiać żadnej duchowej i cielesnej gimnastyki, by zapalić ogień w swej duszy. Ogień ten zapala Duch Święty leciutkim podmuchem i dotknięciem. Celem naszej pracy jest tylko podtrzymywanie tego ognia, aby nie wygasł.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger