Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kazania pasyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kazania pasyjne. Pokaż wszystkie posty

lutego 25, 2023

Kazanie pasyjne - II. Getsemani

lutego 25, 2023

Kazanie pasyjne - II. Getsemani
Tydzień temu, razem ze św. Markiem, przebywaliśmy w Wie­czerniku, odkrywając tajemnicę wielkiego dramatu, jakim jest atak zła na Dobro wypełniające Serce Chrystusa. Najwspanialszy z ludzi, na podstawie decyzji księcia tego świata, ma być znisz­czony. Pamiętamy odpowiedź Jezusa, który uprzedza wydanie w ręce złych ludzi, przez dobrowolne wydanie siebie samego w Eucharystii w ręce swoich przyjaciół.

1. Lęk o życie
Opuściliśmy Wieczernik, udając się do Ogrodu Oliwnego Św. Marek nadal nam towarzyszy. On był obecny w Ogrodzie Getsemani i prawdopodobnie posiadłość, w której Jezus się za­trzymał, była własnością jego rodziny. On sam przebywał tej no­cy w domku ogrodnika i dokładnie przedstawia scenę pojmania Jezusa Chrystusa. W Getsemani jest obecny św. Piotr, któremu Marek przez lata towarzyszył, będąc jego sekretarzem. Stąd rela­cja Marka jest bardzo wiarygodna.
Marek pisze: „A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: ,Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił’. Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: ,Smutna jest moja du­sza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie'. I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby - jeśli to możliwe - ominęła Go ta godzina. I mówił: ,Abba, Ojcze, dla Ciebie wszyst­ko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie. Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty niech się stanie' " (Mk 14, 32-36).
Pan Jezus wychodzi z Wieczernika otoczony ludźmi dobrymi. Wśród nich nie ma człowieka złego. Ośmiu Apostołom pozwala odpocząć. Prawdopodobnie odpoczywają oni razem ze św. Mar­kiem u wejścia do ogrodu. Natomiast trzech najbliższych bierze ze sobą i wzywa ich do czuwania. Mimo, że jest w kręgu ludzi dobrych, znając zbliżające się zagrożenie, zaczyna odczuwać trwo­gę. Jest człowiekiem, a każdy człowiek w obliczu zniszczenia, w obliczu zagrażającego zła odczuwa lęk. Jest to naturalny od­ruch. Nawet najodważniejszy człowiek może był wypełniony lękiem.
Lęk wobec nadchodzącego nieszczęścia stwarza pokusę ocalenia. Pojawia się ono wtedy, kiedy na drodze naszego życia wyrastają poważne trudności, kiedy trzeba płacić sobą. Im więcej trzeba za­płacić, im wyższa jest cena, tym większa pokusa, aby nie płacić.
Chrystus mocuje się z tą właśnie pokusą. Bóg zgodził się na to, aby doczesne życie Jego Syna zostało zniszczone. Mimo, iż ciało Jezusa Chrystusa jest święte, na ziemi jest dostępne dla zła, i właśnie w to ciało uderzy nieprzyjaciel.
Jezus Chrystus tuż przed spotkaniem ze złem chce jeszcze raz porozmawiać ze swoim Ojcem. Chce przezwyciężyć pokusę pełnie­nia swojej własnej woli, a więc pokusę ocalenia siebie przed znisz­czeniem, przed śmiercią. Ojciec może wszystko. Ojciec kocha Syna, stąd Jego słowa: „Tato, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ode Mnie ten kielich, ale nie moja, lecz Twoja wola niech się sta­nie". Syn doskonale wie, że Ojciec wybiera najlepsze rozwiązanie i dlatego chce przyjąć to rozwiązanie. Gotowy jest zrezygnować z wypełnienia swojej własnej woli, odrzucić pokusę ocalenia, byleby pełnić wolę Ojca.

2. Sens cierpienia
Dlaczego Bóg zgadza się na tę godzinę męki? Jest to pytanie niezwykle trudne, a zarazem bardzo istotne. Bez niego nie potra­fimy zrozumieć Ogrodu Oliwnego. Świat jest pod panowaniem zła. Bóg, skoro stworzył istoty wolne, a one odeszły od Niego, musi się z ich złym działaniem liczyć. Takie są konsekwencje wolności. Ponieważ Bóg pragnie odnieść zwycięstwo, postanowił wykorzy­stać zło dla swoich własnych celów. Zło nigdy nie jest twórcze, nigdy nie buduje, ono zawsze niszczy, zmierza do unicestwienia, do burzenia. Jak zatem wykorzystać tę niszczącą energię zła?
Otóż Bóg zsyła swojego Syna, który staje się człowiekiem. W Nim jest ukryta Boska rzeczywistość. Na zewnątrz Chrystus jest podobny do nas wszystkich. Jak długo żyje życiem doczesnym jest wielki, genialny, ale tylko jeden z wielkich proroków. Jego życie przypomina życie innych ludzi. Pan Bóg postanawia wyko­rzystać zło, które uderzy w Jego Syna, po to, aby wyzwolić ukrytą w Nim Bożą energię. To jest mniej więcej tak, jak z atomem, z którym ludzkość miała do czynienia przez długie wieki nic o jego tajemnicy nie wiedząc. On kryje w sobie potężną energię. Ta ener­gia ujawnia się dopiero wtedy, kiedy atom zostaje rozbity. Dopie­ro zniszczenie atomu powoduje wyzwolenie tkwiącej w nim potę­żnej energii. Podobnie jest z całą tajemnicą Wcielenia. Bóg ukrył potężną energię w Swoim Synu, który stał się człowiekiem, nie rozpoznanym w pełni dotąd, dopóki zło nie uderzyło w Niego, starając się Go zniszczyć. Zło jednak nie wiedziało, co wyzwoli. Gdy zło na Golgocie niszczy Syna Bożego, w tym momencie poja­wia się tak potężne źródło zbawczej, twórczej energii miłości, że ta energia potrafi zbawić cały świat. Oczywiście jest to połączone z cierpieniem, bo każde zniszczenie jest połączone z cierpieniem. Bóg w ten sposób wykorzystuje zło istniejące na ziemi, dla swoich własnych celów. Dlatego w Getsemani Ojciec nie odpowiada na prośbę Syna. On wie, że Syn rozumie to, że aby wyswobodzić tę wielką energię miłości i przekonać świat, jak bardzo Bóg kocha ludzi, potrzebne jest Jego cierpienie. Dopiero wtedy ludzie odkry­ją, ile w Bogu jest zbawczej mocy. Ostatecznie Chrystus odpo­wiada Ojcu pozytywnie, zgadzając się całkowicie na Jego wolę objawioną w zbawczym planie. To było treścią rozmowy Ojca z Synem i Syna z Ojcem.
Ale w Getsemani chodzi jeszcze o coś więcej. Nie tylko o prze­zwyciężenie pokusy pełnienia swojej woli, ale również o to, aby Syn miał tę wielką, najgłębszą pewność, że Ojciec jest z Nim, że On jest podłączony do Ojca, który jest źródłem wszelkiego dobra. Jeżeli tę pewność będzie posiadał, to nigdy zło nie potrafi Go zniszczyć. To jest celem Jego modlitwy w Ogrodzie Oliwnym.

3. Zaniedbanie modlitwy
Na tym tle można zrozumieć troskę Chrystusa o to, aby Aposto­łowie przez modlitwę podłączyli się do Boga, ponieważ atak będzie wymierzony nie tylko w Niego, ale i w Apostołów. Wezwał ich do modlitwy, a następnie wrócił, modlił się i po pewnym czasie jesz­cze raz podchodzi do swojej wybranej trójki:
„I zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: ,Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe*. Odszedł znowu i modlił się, powtarzając te same słowa. Gdy wrócił, zastał ich śpiących, gdyż oczy ich były snem zmorzone, i nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć" (Mk 14, 37-40).
Panu Jezusowi wyraźnie chodzi o to, aby Apostołowie w godzi­nie ataku na ich wspólnotę mieli łączność z Bogiem. Kiedy więc przychodzi po raz drugi i trzeci i widzi, że oni śpią, wie, że zło ich zniszczy. O ile u Niego zniszczy ciało, a nie tknie ducha, który jest całkowicie podłączony do Boga, o tyle u nich nie tknie ciała, ale zniszczy ducha, ponieważ duch nie został przez modlitwę zespo­lony z Bogiem. Zabrakło modlitwy.
Gdyby Chrystus wziął do Ogrodu Getsemani swoją Matkę, to na pewno nie musiałby Jej upominać trzy razy, aby czuwała i modli­ła się. Zresztą Ona na pewno tej nocy nie spała. Jest rzeczą nie­możliwą, aby kochające serce Matki nie odebrało tych bardzo głę­bokich przeżyć, tego zmagania, które dokonywało się w sercu Jej Syna. Te dwa Serca były tak mocno połączone ze sobą, że reago­wały, mimo iż nie byli blisko siebie. Matka Najświętsza czuwała natomiast Apostołowie, mimo wcześniejszych zapewnień, nie czu­wali, nie pełnili też woli Ojca Niebieskiego, który chciał, aby w tym momencie byli z Jego Synem. Apostołowie odpoczywając pełnili swoją własną wolę. Chrystus musiał boleśnie odebrać to za­chowanie swoich trzech wybranych Apostołów. Nie udało Mu się dotychczas nauczyć ich modlitwy, nie umieli rozmawiać z Ojcem, nie potrafili słuchać Boga. Nie pozostali w kontakcie z rzeczywi­stością Boga, mimo że tyle miesięcy przebywali razem.

4. Zmęczenie
Co odegrało decydującą rolę? Słabe ciało. Dobrze wiemy, jak trudno się modlić, kiedy człowiek jest zmęczony, gdy słabość ciała bierze górę. W takich momentach usprawiedliwiamy się. Tymczasem Pan Jezus ich nie usprawiedliwia. Trzeba bardzo ko­chać, by umieć przezwyciężać słabość swojego ciała. Tylko praw­dziwa miłość jest w stanie w godzinie zmęczenia zmobilizować słabe siły. Obserwujemy to czasem u matki, która pada ze zmęczenia, ale w nocy na głos dziecka potrafi wstać i zająć się nim. U Apostołów zabrakło tej miłości.
Trzykrotnie przychwyceni na tym, że śpią, na swoim zanied­baniu, cóż mieli odpowiedzieć Chrystusowi? Jezus wiedział, że zwycięstwo zła nad Jego uczniami jest bliskie. Chcieli należeć do świata dobra. Chcieli być ludźmi dobrej woli, lecz nie stać ich było na przezwyciężenie zmęczenia, na podjęcie pewnego trudu. Zawiodą Chrystusa, i to zawiodą nie tyle ze złej woli, ile ze sła­bości.
Zło bardzo często odnosi nad nami zwycięstwo przez to, że wcześniej nas zmęczy. Zmęczonego człowieka można jednym pal­cem przewrócić. Trzeba o tym pamiętać. Kiedy człowiek jest wy­kończony i zmęczony życie religijne nie będzie się rozwijać. Wte­dy nie ma mowy o modlitwie. Samo zmęczenie człowieka jest częścią taktyki zła zmierzającego do zniszczenia. W naszym świe­cie chodzi o to, aby ludzie byli zmęczeni od rana do wieczora, kładąc się spać i wstając, bo wtedy można ich łatwo przewrócić i pokonać. To trzeba dostrzec w Getsemani. Cóż z tego, że duch ochoczy, ale ciało za słabe. Jeden atak zła i wszyscy pouciekali.
„Gdy przyszedł po raz trzeci, rzekł do nich: ,Spicie dalej i od­poczywacie? Dosyć. Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca" (Mk 14, 41-42).

5. Przyjąć cierpienie
Chrystus dobrowolnie wychodzi na spotkanie z Judaszem, ze złem. Już nie ma - „nie moja, ale Twoja wola". Chrystus w cza­sie modlitwy utożsamił swoją wolę z wolą Ojca. On już chce czy­nić to, czego pragnie Ojciec i dlatego wychodzi taki mocny. Dobrowolnie oddaje się w ręce zła. Zgadza się, aby tak jak atom był rozbity, by objawiła się w Nim energia Bożej Miłości.
Cierpienie jest twórcze tylko wówczas, kiedy człowiek dobro­wolnie się na nie zgodzi. Jeżeli jest ono wciągnięte w zbawczy plan przez samego Pana Boga, to musi być twórcze. Również na­sze cierpienie może być twórcze pod jednym warunkiem - jeśli dobrowolnie się na nie zgodzimy.
Chrystus się modlił, bo dobrowolne podjęcie cierpienia jest jednym z najtrudniejszych zadań, jakie istnieje na ziemi. Taka decyzja może być podjęta tylko na modlitwie. Chrystus w Getse­mani uczy nas dobrowolnej zgody na cierpienie.
Był tylko jeden Apostoł, który tej nocy nie spał, czuwał - jeden z Dwunastu - Judasz, bo zło czuwa zawsze. Przyjaciele spali, ale wróg - Judasz czuwał. Zło jest niezmordowane w nisz­czeniu. Zło potrafi mobilizować wszystkie swoje siły w najbar­dziej nieoczekiwanym momencie. Dzieje się tak dlatego, że każde
zniszczenie jest zawsze dla niego połączone z radością odniesienia sukcesu. Zło prowadzi wielkie polowanie, a myśliwy, jeżeli chce zwierzę upolować, musi czuwać. Judasz czuwał, on jeden jedyny. Czuwał Mistrz i czuwał Jego zdrajca.

6.Zdrada
„I zaraz, gdy On jeszcze mówił, zjawił się Judasz, jeden z Dwu­nastu, a z nim zgraja z mieczami i kijami wysłana przez arcy­kapłanów, uczonych w Piśmie i starszych. A zdrajca dał im taki znak: ,Ten, którego pocałuję, to On; chwyćcie Go i prowadźcie ostrożnie’. Skoro tylko przyszedł, przystąpił do Jezusa i rzekł: ,Rabbi', i pocałował Go. Tamci zaś rzucili się na Niego i pochwy­cili Go. A jeden z tych, którzy tam stali, dobył miecza, uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu ucho. A Jezus zwrócił się i rzekł do nich: ,Wyszliście z mieczami i kijami, jak na zbójcę, że­by Mnie pochwycić. Codziennie nauczałem u was w świątyni, a nie pojmaliście Mnie. Ale Pisma muszą się wypełnić’" (Mk 14, 43-49).
Dochodzi do spotkania dwóch światów: świat dobra zgroma­dzony wokół Jezusa, to Mistrz z Nazaretu i Jego uczniowie oraz świat zła, któremu w tym momencie przewodniczy Judasz. Sza­tan, książę świata zła jest niewidoczny. Judasz jest tylko tym, którym on się posługuje. Rzecz znamienna, pojmanie dokonuje się w nocy. Zło lubi ciemności. Judasz stanowi w tym momencie most między światem zła i światem dobra. Kiedyś Chrystus wez­wał go do swojego świata dobra i Judasz zewnętrznie opowiedział się po stronie Chrystusa, ale wewnętrznie jego serce zostało w świecie zła, temu złu ciągle służył. Nadszedł wreszcie moment, w którym zło wykorzystuje go do zdrady Mistrza. Pocałunek Ju­dasza głębiej i boleśniej zranił Serce Jezusa, aniżeli włócznia, bowiem ostrze włóczni kierowane było ręką człowieka, który wykonał rozkaz, natomiast pocałunek złożył przyjaciel. Można znisz­czyć człowieka jednym pocałunkiem zdrady. Można zniszczyć jed­nym słowem „Rabbi".
Obserwujemy, jak zło posługuje się człowiekiem. Judasz jest tylko narzędziem. Zło potrzebuje współpracowników, którzy ze­wnętrznie należą do świata dobra. Ci ludzie czynią najwięcej zła. Może to być zły ojciec, który zawsze winien być dobrym ojcem; zła matka, która zawsze winna być dobrą matką, bowiem krzyw­da wyrządzona dzieciom przez złych rodziców jest jedną z naj­większych krzywd, jakie można spotkać na ziemi. Może to być zły mąż, zła żona, zły kapłan, zła zakonnica. Jeśli zło posłuży się takim człowiekiem, wtedy jego sukcesy są wielkie.
Judasz działa z wielkim wyrachowaniem. Potrafi nawet powie­dzieć „prowadźcie Go ostrożnie", to znaczy uważnie, abyście Go doprowadzili do arcykapłana. W tym momencie ostrze zła naj­głębiej uderza w Chrystusa. Rozpada się osłona dobra. Ludzie, którzy byli zgromadzeni wokół Chrystusa, uciekają, a Mistrz do­staje się w ręce złych ludzi, którzy odtąd będą Go niszczyć. Ju­dasz jest tym, który pierwszy zniszczył to Boże Arcydzieło, jakim jest Wcielone Słowo Ojca. Pierwszy również zostaje porażony tą wielką energią, która została wyswobodzona na Golgocie. Ponieważ nie odpowiedział miłością, nie stać go było nawet na prośbę oprzebaczenie. Idzie i popełnia samobójstwo.. Niszczy Chrystusa i niszczy siebie. Takie jest działanie zła.
Chrystus dostaje się w ręce zła. Jeszcze Piotr próbuje Go bro­nić, ale ucina tylko ucho. Rani sługę najwyższego kapłana i musi schować miecz do pochwy. Chrystus oddaje siebie dobrowolnie w ręce złych ludzi. Jezus mógł sięgnąć do przemocy, mógł poko­nać wroga przy pomocy siły, tak jak chciał Piotr. Gdyby Piotr wezwał pozostałych Apostołów, doszłoby do walki, i w tych ciemnościach mogliby ratować Chrystusa. Ale dobroć nigdy nie wal­czy przy pomocy siły. Dobroć potrafi przyjąć uderzenie, ale nie zada ciosu. Piotr schował miecz, chociaż niewiele zrozumiał z po­stawy Mistrza. Dopiero następne godziny wyjaśnią mu to dziwne zachowanie Chrystusa, a w Wielką Niedzielę zrozumie dlaczego dobro nie może posłużyć się siłą.
Uciekli wszyscy, opuścili Mistrza. Opis pojmania w Getsema­ni Marek kończy takim zdaniem:
„A pewien młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i nago uciekł od nich" (Mk 14, 51-52). To jest podpis św. Marka, który był obecny przy pojmaniu. Nie podaje tu swojego imienia. Szedł za Chrystusem, chciał towarzyszyć Mu nadal już przy poj­maniu, ale ponieważ go zaatakowano, wówczas zostawił prześcieradło, w którym spał i uciekł. To jest dyskretnie zaznaczona obe­cność Ewangelisty przy aresztowaniu Mistrza.
Kończąc nasze rozważanie chciałbym zwrócić uwagę na nastę­pujące elementy:
1. Tam, gdzie ma miejsce zmaganie między pełnieniem wła­snej woli, a pełnieniem woli Boga, potrzebna jest modlitwa. Tak długo bowiem nie ma właściwego rozwiązania, jak długo nie przyjmiemy woli Bożej za własną.
2. Cierpienie zostało przez Boga wykorzystane dla Jego zbaw­czych celów. Jest ono narzędziem, przez które Bóg wydobywa największą energię, jaka jest zamknięta w ludzkim sercu - ener­gię prawdziwej miłości.
3. Słabość ciała i zmęczenie stanowi bardzo poważną przeszkodę w rozwoju życia religijnego i trzeba uważać, by zawsze zacho­wać tyle sił, by człowiek mógł się modlić.
4. Zdrada najbardziej boli wówczas, gdy pochodzi od osoby bliskiej. Nasza zdrada tym bardziej boli Boga, im jesteśmy Mu bliżsi.



lutego 25, 2023

Kazanie pasyjne – I. Wieczernik

lutego 25, 2023

Kazanie pasyjne – I. Wieczernik
Rozpoczynamy rozważania męki Pana naszego Jezusa Chrystu­sa. Za przewodnika, po tych niezwykle bolesnych, a zarazem bogatych godzinach cierpienia Jezusa Chrystusa, wybierzemy bez­pośredniego świadka wydarzeń Wielkiego Tygodnia, św. Marka. W oparciu o tekst jego Ewangelii spróbujemy odkryć potęgę i me­tody zła działające w świecie oraz niepojętą miłość, którą Bóg objawił w Jezusie Chrystusie.
Św. Marek pisze Ewangelię po to, aby ukazać kim jest Jezus Chrystus, ukazać Jego niepojętą tajemnicę godności Syna Bożego i godności Mesjasza. Ewangelista bardzo wyraźnie podkreśla, że Chrystus ukrywał tę godność, aż do momentu swego zmartwych­wstania. W czasie Jego publicznej działalności, tylko niektórzy ludzie, na podstawie pewnych znaków, rozpoznali tę godność Sy­na Bożego i godność Mesjasza.
Chrystus jest czystą dobrocią, a pojawił się na świecie, który jest pod panowaniem zła. Od samego początku Pan Jezus, czysta Dobroć, musiał się ukrywać, ponieważ zło chciało Go zniszczyć. Kiedy tylko, w Betlejem, ukazał się pierwszy blask Jego Dobro­ci, natychmiast pojawiło się zło, które chciało zniszczyć Serce zbu­dowane z czystej Dobroci. Przez trzydzieści lat Chrystus żyje w ukryciu, nie promieniując dobrocią. W Nazarecie jest czystą Dobrocią, ale nią nie promieniuje i dlatego zło Go nie atakuje.
Z chwilą rozpoczęcia publicznej działalności, Chrystus zaczyna jakby promieniować swoją dobrocią, poszukując ludzkich serc do­brej woli, aby nawiązać z nimi kontakt, by ich wprowadzić do świata czystej dobroci. Ludzie zaczynają odpowiadać na Jego wezwanie i zbliżają się do Niego, jak do ognia, chcąc się od Nie­go zapalić. Natomiast ludzie złej woli uciekają od Niego, a jeśli podchodzą to po to, aby Go zniszczyć.

1.Chrystus działa w konspiracji
W ostatnich miesiącach Chrystus musiał się ukrywać, a poma­gają Mu w tym ludzie dobrzy. W tym kontekście trzeba odczytać słowa mówiące o przygotowaniu do Paschy. „W pierwszych dniach przaśników, kiedy ofiarowano Paschę, zapytali Jezusa Jego uczniowie: ,Gdzie chcesz, abyśmy poszli poczynić przygotowania, żebyśmy mogli spożyć Paschę?' I posłał dwóch swoich uczniów z tym poleceniem: ,Idźcie do miasta, a spotka się z wami czło­wiek, niosący dzban. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiedz­cie gospodarzowi: Nauczyciel pyta, gdzie jest dla Mnie izba, wktórej mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami? On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujecie dla nas Paschę. Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, gdzie znaleźli, tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę" (Mk 14, 12-16).
Pan Jezus działa w ostatnich miesiącach swojego życia, według praw konspiracji, w ukryciu i dlatego swoim dwom uczniom nie podaje nawet adresu. Chodzi o św. Jana i św. Piotra. Wskazuje uczniom człowieka z dzbanem w ręku, który spełnia rolę łącznika między Chrystusem a gospodarzem. Jezus już wcześniej załatwił z gospodarzem salę. Trzeba podkreślić, że zarówno ten dobry człowiek, pełniący rolę łącznika, jak i sam gospodarz - ryzykują. Chrystus był poszukiwany listem gończym, a więc każdy, kto Go ukrywał, narażał się władzy. Mimo to w samym Jeruzalem jest człowiek, który ma dobre serce, oddaje swoje mieszkanie i przy­gotowuje salę na tyle przestronną, aby trzynastu mężczyzn mogło przyjść i spożyć świętą ucztę. Dwaj uczniowie, którzy przychodzą wcześniej, przygotowują baranka paschalnego. Trzeba go było złożyć w świątyni w ofierze, a następnie przyrządzić do spożycia.
Zwróćmy uwagę na tych ludzi, których imion nie znamy. Św. Marek prawdopodobnie znał zarówno tego człowieka, który szedł z dzbanem wody, jak i samego gospodarza. Istnieje nawet tradycja, że Wieczernik był w domu Marka, stąd też jego wia­domości są pewne. Ludzie ci potrafili ryzykować dla Chrystusa. Ktokolwiek bowiem tu na ziemi opowie się po stronie Chrystusa naraża się na niebezpieczeństwo. Taka jest prawda Ewangelii.
Tu trzeba postawić pytanie: W jakiej mierze potrafimy narazić siebie, swoje życie, mienie dla Chrystusa? Czy potrafimy sprze­ciwić się opinii publicznej, która często nie chce aprobować wy­magań Ewangelii? W jakiej mierze potrafimy w imię Chrystusa narazić się ludziom, którzy mają władzę? Mistrz czeka na dobroć i odwagę naszego serca. To jest ważny moment, który trzeba do­strzec, jeśli chcemy dobrze odczytać Ewangelię. Zmaganie dobra ze złem trwa i każdy człowiek, który się opowie po stronie Chry­stusa, musi być przygotowany na różne przykre konsekwencje, jakie go spotkają. Dziś bowiem zło, nie mogąc dosięgnąć Chry­stusa, uderza w ludzi dobrej woli, którzy odpowiadają na Jego wezwanie.

2. Wtyczka
Chrystus przybywa do Wieczernika, gdzie wszystko jest przy­gotowane, aby spożyć dziękczynną Paschę. Św.Marek notuje:
„Z nastaniem wieczoru przyszedł tam razem z Dwunastoma. A gdy zajęli miejsca i jedli, Jezus rzekł: ,Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi, ten, który je ze Mną'. Zaczęli się smucić i pytać jeden po drugim: ,Czyżbym ja?' On im rzekł: ,Jeden z Dwunastu, ten który ze Mną rękę zanurza w misie. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy bę­dzie wydany. Byłoby lepiej dla tego .człowieka, gdyby się nie narodził " (Mk 14, 17-21).
Mimo tej osłony ludzi dobrej woli, zło dociera do Chrystusa, ponieważ w Jego najbliższym otoczeniu znajduje się wtyczka. Bezpieczeństwo Chrystusa jest ciągle zagrożone.
Poznajmy tu metodę działania zła. Syn Boży w świat zła wszedł w ukryciu, utaił swoją dobroć i świętość. Wokół Niego zaczęli gromadzić się ludzie tęskniący za tym światem. Podobną metodę wybrał szatan. On się utaił w Judaszu. Zbliża się do świata czy­stego Dobra po to, by Go zniszczyć. Taka jest odpowiedź zła. Chrystus wszedł w świat zła, a zło posługuje się zdrajcą i wcho­dzi w Jego najbliższe otoczenie. Oczywiście Pan Jezus doskonale wiedział kogo wybiera. Judasz dostał się w tak bliskie Jego są­siedztwo za zgodą Mistrza. Niemniej w Wieczerniku możemy obserwować, jak w niezwykle sprytny sposób zło potrafi uderzyć w to, co jest dobre. Nie wiemy, co Judasz myślał, kiedy usłyszał słowa: „Jeden z was Mnie zdradzi", a następnie te najstraszniejsze słowa, jakie padły z ust Jezusa Chrystusa: „Biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził".
Dotykamy wielkiej tajemnicy. Judasz, który stanął tak blisko Jezusa, autentycznie powołany, nigdy nie ukochał Jezusa. Nie połączył własnego serca z Jego Sercem, nie dostosował swojego myślenia do myślenia swojego Mistrza. Okazuje się, że samo bliskie przebywanie z Jezusem nie wystarczy do tego, aby człowiek był dobry. Judasz nie chciał nauczyć się dobroci. Chrystus przez długie miesiące czynił wszystko, aby go nauczyć kochać i nie po­trafił tego osiągnąć. Drugiego człowieka nie da się nauczyć kochać, jeśli on sam nie chce się tego nauczyć. Nie da się! Tu roz­pada się w gruzy cała teoria kształtowania człowieka przez śro­dowisko. Judasz miał środowisko świętych i wspaniałych ludzi. Czy można było mieć wspanialszego wychowawcę, jak samego Chrystusa? A jednak pod Jego okiem wyrasta ktoś, o kim sam Mistrz powie: „Lepiej byłoby dla tego człowieka, gdyby się nie narodził".
Ciągle musimy pamiętać o tym, że sama bliskość fizyczna - nasze czytanie Ewangelii, Komunia Św., chodzenie do kościoła, nasze spotkania z Chrystusem - owo „zanurzanie ręki w misie razem z Nim", wcale jeszcze nie są gwarancją naszej doskonało­ści. Tu chodzi o serce, a nie o ręce, bo ręka może zdradzić. Tu chodzi o serce, a nie o słowa, bo słowa mogą zdradzić. Judasz przez wieki jest ostrzeżeniem, że sama fizyczna bliskość z Jezusem nie gwarantuje jeszcze przynależności do Niego. „Lepiej by było, że­by się nie narodził".
Zło jest bardzo blisko Serca Jezusa Chrystusa. Judasz w każ­dym momencie mógł wydać Mistrza. Za to zabrał pieniądze. Jego było stać na to. Był bardzo blisko. Najbliżsi Apostołowie nie roz­poznawali w nim złego człowieka. Chrystus, który dobrowolnie wydał się w ręce zła, kiedy nadeszła Jego godzina, demaskuje zdrajcę, by zaznaczyć, że On jest Panem sytuacji. Świadczy o tym następna scena w Wieczerniku.

3. Nie wydawać innych, lecz dawać siebie
„A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: ,Bierzcie, to jest Ciało moje’. Potem wziął kie­lich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: ,To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym' " (Mk 14, 22-25).
Ostatnia Wieczerza, ostatnie spotkanie przy stole. Chrystus wie­dział, że nie udało Mu się nauczyć Judasza miłości. Chce jeszcze w ostatnim momencie pokazać na czym polega prawdziwa mi­łość. Prawdziwa miłość to troska o prawdziwe dobro osoby kocha­nej, to płacenie sobą,aby ją ubogacić. Dlatego Jezus powiada: „Bierzcie i jedzcie". Uprzedza wydarzenia. Zanim Judasz Go wy­da w ręce złych ludzi, Chrystus sam siebie wcześniej wydaje, rozdaje siebie i to na zupełnie innej zasadzie. Judasz Go wyda, aby ludzie Go zniszczyli, a Chrystus wydaje siebie w ręce ludzi, aby ich ubogacić. Judaszowi chodzi o śmierć, a Chrystusowi o to, abyśmy mieli życie. To jest gest Chrystusa, gest Jego nieskończo­nej miłości. Rzecz znamienna, im mocniej uderza zło, tym wię­kszym gestem miłości odpowiada dobro. Gdy zło z wyrokiem śmierci jest bardzo blisko, na progu, spotęgowana miłość obja­wia się w Eucharystii. Jezus umie kochać, to najwspanialszy przykład miłości. „Bierzcie i jedzcie". Kiedy mówi o Krwi, po­wiada, że jest to Krew Przymierza. Chrystus chciał zaznaczyć, że On nigdy nie zawiedzie. Nawet wtedy, kiedy poleje się Jego Krew, uczniowie nie powinni w Niego zwątpić, On daje Krew na świadectwo swojej miłości.

4. Zwątpienie
Ludzie zawiodą, nawet ci, którzy byli tak blisko, którzy gro­madzili się wokół tego promieniującego miłością Serca. Jeśli to Serce zostanie zniszczone, oni się zgubią, Mówi o tym Chrystus w następnych słowach:
„ ,Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzą pasterza, a rozproszą się owce. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei'. Na to rzekł Mu Piotr: ,Choćby wszyscy zwątpili, ale ja nie\ Odpowiedział mu Jezus: ,Zaprawdę, powiadam ci: dzisiaj, tej nocy, zanim kogut dwa razy zapieje, ty trzy razy się Mnie wyprzesz'. Lecz on tym bardziej zapewnił: ,Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie'. I wszyscy tak samo mó­wili" (Mk 14, 27-31).
„Wszyscy zwątpicie we Mnie". W tekście greckim jest słowo: „Wszyscy zgorszycie się ze Mnie". Zgorszyć się można nie tylko wtedy, kiedy przychodzi zło, ale i wówczas, gdy rozpada się to, co jest piękne, bogate i wspaniałe. Słabość Chrystusa będzie po­wodem zgorszenia i zwątpienia dla Jego uczniów. Dlaczego? Po­nieważ oni budowali swoją wiarę i zawierzenie na mocy Chry­stusa. Budowali na Jego mocy, a nie na Jego miłości. Jeżeli ktoś buduje na miłości, to wtedy, kiedy ten drugi przeżywa godziny słabości, miłość się nie kończy. Tylko miłość nie zwątpi nawet w najtrudniejszej sytuacji.
Pan Jezus posługuje się obrazem, „uderzą w pasterza, a roz­proszą się owce". On nie ma żalu do swoich Apostołów, bo jeżeli oni się zgromadzili wokół promieniującego miłością Serca, a Serce to zostanie zranione, przestanie bić, to oni stracą orientację. Dla­tego podstawę naszej wiary stanowi nie Chrystus ziemski, ale do­piero Zmartwychwstały, kiedy jest już niezniszczalny. My budu­jemy swoją wiarę nie na Chrystusie, który przegrywał w Wielki Piątek, ale na Zmartwychwstałym Zbawcy, którego zło już nie zniszczy. Jezus udowodni, że jeśli serce wypełnia czysta miłość, nie można go zniszczyć. Dlatego Pan Jezus w Wieczerniku dodaje: „Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei". On wie, że to bę­dzie tylko okresowe zwątpienie.
Św. Marek wspomina jeszcze przepiękne wyznanie św. Pio­tra „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie". Gotowość Piotra na poniesienie śmierci razem z Chrystusem. Piotr należał do świata dobra, połączył swoje serce z Mistrzem i wydawało mu się, że już nikt i nic nie potrafi go od Serca Chrystusowego oderwać. On prawdziwie Chrystusa kochał. Wydawało mu się, że może o własnych siłach dochować wierności Bogu. Wkrótce przekona się, że wytrwanie w świecie dobra jest możli­we tylko przy pomocy łaski Bożej.
Kończąc pierwsze rozważanie pasyjne w oparciu o tekst Ewan­gelii św. Marka, stawiam pytania.
1. Czy stać nas na ryzyko przynależności do świata dobra? Czy stać nas na cierpienie, na utratę, nawet na zniesławienie, na ubo­gie życie dla Chrystusa? Czy mamy serce tak otwarte, jak gospo­darz Wieczernika, który mimo zagrożenia oddał i przygotował sa­lę swojemu Mistrzowi? Czy stać nas na to?
2. Czy mimo tej wielkiej bliskości z Chrystusem - jesteście w kościele, przystępujecie tu do Komunii św. - czy wasze serce należy do Chrystusa? Czy potraficie kochać?
3. Kto dla was jest ważniejszy? Czy postępujecie, jak Judasz, dla którego wszystko było ważne, tylko nie Chrystus? Czy tak, jak Chrystus: („Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje"), aby ubo­gacić?



lutego 12, 2018

Kazanie Pasyjne - III. W domu Kajfasza

lutego 12, 2018

Kazanie Pasyjne - III. W domu Kajfasza
Rozstaliśmy się z Chrystusem tydzień temu w momencie poj­mania w Ogrodzie Oliwnym. Chrystus został w rękach ludzi złych. Wszyscy Apostołowie pouciekali. „Z Getsemani Jezusa za­prowadzono do najwyższego kapłana, u którego zebrali się arcykapłani, starsi i uczeni w Piśmie. Piotr zaś szedł za Nim z daleka aż na dziedziniec najwyższego kapłana. Tam siedział między służ­bą i grzał się przy ogniu" (Mk 14, 53-54).
Na podstawie relacji św. Marka, spróbujemy dziś zobaczyć metody działania zła na sali przesłuchań Sanhedrynu żydowskiego oraz na dziedzińcu arcykapłana.

1. Fałszywi świadkowie
Oto co pisze św. Marek: „Tymczasem arcykapłani i cała Wy­soka Rada szukali świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgła­dzić, lecz nie znaleźli. Wielu wprawdzie zeznawało fałszywie przeciwko Niemu, ale świadectwa te nie były zgodne. A niektórzy wystąpili i zeznali fałszywie przeciw Niemu: ,Myśmy słyszeli, jak On mówił: Ja zburzę ten przybytek uczyniony ludzką ręką i w ciągu trzech dni zbuduję inny, nie ręką ludzką uczyniony'. Lecz i w tym ich świadectwo nie było zgodne" (Mk 14, 55-59).
Zło chcąc zniszczyć coś wartościowego zawsze musi to czynić pod pozorem jakiegoś dobra. Zło potrzebuje usprawiedliwienia swojego działania. Stąd też wrogowie Jezusa szukają fałszywych świadków. Znamienne jest to, że św. Marek podkreśla, iż było ich wielu. Wynika z tego, że wielu ludzi brało udział w niszcze­niu Chrystusa. Każdy z tych fałszywych świadków współpraco­wał ze złem. Tu należy postawić sobie pytanie, czy przypadkiem nie próbowaliśmy oczernić lub kłamać drugiego człowieka? Jeśli tak, to stajemy w rzędzie fałszywych świadków. Zło posługuje się fałszywym świadectwem.
Fałszywe świadectwa trzeba było uzgodnić. Kłamstwo nie jest zgodne. Tylko prawda jest jedna. Kłamstwo może być w dzie­siątkach tysięcy różnych wersji. Chrystus milczy. Wobec fałszy­wych oskarżeń prawda nie musi się tłumaczyć. Prawda broni się sama. Wcześniej czy później prawda wychodzi spod wielkiego stosu kłamstw. Zło ma dziwną metodę działania - niszczy do­bro pod pozorem troski o większe dobro. Wprawdzie nigdy tego większego dobra nie osiąga, ale po drodze potrafi zniszczyć istnie­jące dobro, a więc osiągnąć swój własny cel.
Oficjalnie zło ciągle występuje w obronie dobra. Np. dla wy­gody rodziców każe zniszczyć dziecko, które się jeszcze nie na­rodziło. Wygodne życie stawiane jest tutaj jako większe dobro i aby je osiągnąć, trzeba zniszczyć inne dobro - życie człowieka. Pod płaszczykiem bezpieczeństwa mocniejszego, tego, który ma władzę, trzeba zniszczyć słabszego. Dla spokojnego życia ludzi uzbrojonych, niszczy się bezbronnych. I tak dalej.
Oficjalnie nie można niszczyć dobra dlatego, że jest dobrem i nikt się na to nie zgodzi. Dlatego zawsze trzeba oskarżyć jedno dobro jako niebezpieczne dla innego dobra.

2. Nieuczciwy kapłan
Skoro świadkowie nie byli zgodni i nie dało się ich wykorzy­stać dla skazania Chrystusa, zło zaczyna rozmawiać z samym Je­zusem i próbuje wydobyć z Niego takie zdanie, które mogłoby stać się podstawą oskarżenia. Kto śledzi uważnie dzieje Jezusa Chrystusa łatwo zauważy, że tę drugą metodę zło stosowało już wiele razy. Przychodzili uczeni w Piśmie, faryzeusze, saduceusze, stawiali podchwytliwe pytania po to, aby oskarżyć Jezusa na pod­stawie Jego wypowiedzi. Tak dzieje się i teraz.
„Wtedy najwyższy kapłan wystąpił na środek i zapytał Jezusa: ,Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciw Tobie?' Lecz On milczał i nic nie odpowiedział. Najwyższy kapłan zapytał Go ponownie: ,Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego?' Jezus odpowiedział: ,Ja jestem. Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego z obłokami niebie­skimi'. Wówczas najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: ,Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Słyszeliście bluźnierstwo. Cóż wam się zdaje?' Oni zaś wszyscy wydali wyrok, że wi­nien jest śmierci. I niektórzy zaczęli pluć na Niego; zakrywali Mu twarz, policzkowali Go i mówili: ,Prorokuj’. Także słudzy bili Go pięściami po twarzy" (Mk 14, 60-65).
Arcykapłan musiał znaleźć prawną podstawę do oskarżenia. On miał władzę i nie mógł skazać na śmierć człowieka, jeśliby nie było prawnych podstaw do tego wyroku. Gdyby się okazało, że skazał na śmierć człowieka niewinnego, obróciłoby się to prze­ciwko niemu. Stąd, jeśli nie można było znaleźć fałszywego świa­dectwa, to trzeba było sfabrykować oskarżenie na poczekaniu.
Dramat Chrystusa nie rozegrał się ani u Piłata, ani na Golgo­cie, Dramat Chrystusa rozgrywa się przed najwyższym kapłanem, u Kajfasza. Piłat na sprawach religii się nie znał. Na Golgocie byli żołnierze, którzy wykonywali rozkaz ukrzyżowania. Losy Chrystusa ważą się u Kajfasza, który jako najwyższy kapłan, wi­nien był wiedzieć z Kim ma do czynienia. On winien znać czyste Dobro, Świętość. On jeden, lepiej niż wszyscy inni, winien roze­znać, co na ziemi pochodzi od Boga i co Boga dotyczy. Kto jak kto, ale najwyższy kapłan powinien wiedzieć z Kim ma do czy­nienia.Posiadał nieomylną władzę prorocką, którą otrzymał od samego Boga. Mógł wchodzić do miejsca Świętego Świętych, które było zarezerwowane dla tego, kto ma prawo dostępu do Boga. Wprawdzie ta część świątyni za czasów Kajfasza była pusta, Ży­dzi po powrocie zniewoli nie odnaleźli Arki Przymierza, ale naj­wyższykapłan powinien wiedzieć, kto jest rzeczywiście Święty Świętych. A oto stał przed nim Jednorodzony Syn Boga i on tego nie rozpoznał.
Śledzimy metodę działania zła. U Kajfasza trzeba uświadomić sobie,że zło często posługuje się człowiekiem na stanowisku i że największego zła na ziemi może dokonać kapłan.
Jak w oparciu o otrzymaną władzę może dokonać największego dobra,uświęcić i udostępnić zbawienie, tak też może dokonać największego zła. Kajfasz, najwyższy kapłan jedynego, prawdzi­wego Boga, staje się narzędziem zła. On nie szuka ocalenia Chry­stusa, jemu nie zależy na prawdzie, on chce Chrystusa zniszczyć. Kajfaszowi zabrakło wiary. Nie mógł w Chrystusie rozpoznać Syna Bożego, bo nie uwierzył. Stąd też, zamiast uświęcać - ni­szczył. Najwyższy kapłan musiał wiedzieć, że Chrystus uznaje się za Mesjasza. Doniósł mu o tym Judasz. Wystarczyło zmusić Chry­stusa do wyznania tej godności, aby mieć oskarżenie w ręku.
Wróćmy do porównania Jezusa do pierwiastka promieniotwór­czego. Kajfasz, ponieważ nie wierzył, nie dostrzega w Chrystusie Boga. Traktuje Go jako zwykłego człowieka i stawia Mu pytanie: „Czy Ty rzeczywiście jesteś tym Mesjaszem zesłanym przez Bo­ga, który dysponuje wielką zbawczą mocą? Czy to jesteś Ty?" Chrystus mu odpowiada: „Tak, to Ja jestem" i od razu dodaje, że tę zbawczą moc zobaczą w całej pełni przy Jego powtórnym przyjściu. Wtedy będzie ona promieniować na cały świat.
Kajfasz tymczasem widzi tylko słabego, związanego człowieka. Jaką On ma moc? Mesjasz? Gdy Mesjasz przyjdzie to my powin­niśmy być w Jego rękach. A tymczasem ten Mesjasz jest w na­szych rękach. Zatem On kłamie. On bluźni? - po czym dodaje: „Winien jest śmierci". Nie na takiego słabego Mesjasza czekali Żydzi. Ty jesteś słaby, Ciebie można odrzucić. Teatralny gest roz­darcia szat. Odtąd Jezus jest poza prawem. Wyciągają się do Niego ręce, które niszczą. Szczególnie chcą zeszpecić Jego twarz. To jest znamienne: „Zaczęli pluć na Niego; zakrywali Mu twarz, policzkowali Go i mówili: ‘Prorokuj'. Także słudzy bili Go pię­ściami po twarzy".
Gdyby Kajfasz szanował człowieka to nigdy by nie wydał wy­roku skazującego na Chrystusa. To dzieje się na jego oczach. A zatem to nie tylko brak wiary, ale i brak szacunku dla czło­wieka. Jesteśmy świadkami największej kompromitacji starotestamentalnego kapłaństwa. Nie należy się dziwić, że to kapłaństwo szybko się skończy i to na zawsze. Bo jeśli idealnie niewinnego człowieka, arcykapłan i Sanhedryn, a więc ludzie odpowiedzialni za wiarę, tak potraktowali, to nie należy się dziwić, że Bóg ode­brał im winnicę i oddał innym.
Interesują nas metody działania zła. Chrystusa nie niszczą ko­muniści ani ateiści. Chrystusa niszczą ludzie powołani przez Bo­ga: Kajfasz i Judasz. Apostoł Judasz, który miał dostęp do Chry­stusa, był kandydatem do święceń i zdradził swoje powołanie idąc na współpracę ze złem. I Kajfasz, konsekrowany na kapłana starotestamentalnego.
Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na to, że granica między dobrem a złem nie przebiega między instytucjami, lecz przebiega w sercu człowieka. Niejeden milicjant może więcej zrobić dobre­go, aniżeli ksiądz. Bywa też, że kapłan dokonuje więcej zła niżeli setki wojujących ateistów razem wziętych. Ewangelia dowodzi, że zło potrafi posługiwać się ludźmi, których Bóg wybrał. Posługi­wało się w Starym Testamencie, czego dowodzi postawa Kajfasza i posługuje się w Nowym Testamencie, czego przykładem jest Ju­dasz. Ludzie, którym zabrakło wiary.

3. Brak roztropności
Drugie wydarzenie ma miejsce na dziedzińcu pałacu arcyka­płana. W tym samym momencie, to samo zło niszczy ucznia Je­zusa Chrystusa.
„Kiedy Piotr był na dole na dziedzińcu, przyszła jedna ze słu­żących najwyższego kapłana. Zobaczywszy Piotra grzejącego się, przypatrzyła mu się i rzekła: ,I tyś był z Nazarejczykiem Jezu­sem'. Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: „Nie wiem i nie rozumiem, co mówisz'. I wyszedł na zewnątrz do przedsionka, a kogut zapiał. Służąca, widząc go, znowu zaczęła mówić do tych, którzy tam stali: ,To jest jeden z nich'. A on ponownie zaprzeczył. Po chwili ci, którzy tam stali, mówili znowu do Piotra: ,Na pewno jesteś jednym z nich, jesteś także Galilejczykiem'. Lecz on począł się zaklinać i przysięgać: „Nie znam tego człowieka, o którym mówicie'. I w tej chwili kogut powtórnie zapiał. Wspomniał Piotr na słowa, które mu powiedział Jezus: ,Pierwej, nim kogut dwa razy zapieje, trzy razy Mnie się wyprzesz'. I wybuchnął płaczem" (Mk 14, 66-72).
Piotrowi zabrakło mądrości. Po cóż poszedł w sam środek wro­gów swojego Mistrza? W jakim celu? Mądrego człowieka poznaje się po tym, że podejdzie do potrzasku, ale nigdy nogi do niego nie włoży. Piotr nie tylko wsadził nogę, ale także głowę. Osaczo­ny, zostaje znienacka zaatakowany przez zło. Na pewno bardzo uważał, żeby go nie rozpoznali żołnierze, ale nie przypuszczał, że atak przyjdzie ze strony kobiety. To ona jest w tym momencie narzędziem zła. Czy ona sama jest zła? Nie, ona nie chce nic złego zrobić, nawet nie wie, że jest narzędziem zła, że zło się nią posługuje dla zdemaskowania Piotra. Kiedy sobie uświadomił, że jest osaczony i może być aresztowany, próbuje się wycofać, ale zło go już nie wypuści dotąd, dopóki nie złamie jego ducha. I to się udaje.
Strach paraliżuje Piotra. Zapomniał o zapowiedzi Chrystusa. Gdyby się modlił, a przez to był podłączony do Boga, nie doszło­by do tego. Modliłby się również na dziedzińcu, a pozostając w kontakcie z Bogiem, potrafiłby mądrze rozegrać trudną sytua­cję. Gdyby był w towarzystwie Jana lub innego Apostoła, nie upadłby tak szybko. Ale on był sam. Zło bardzo lubi odwieść człowieka od wspólnoty. Gdy poczuje się samotny, potrafi go szybko zniszczyć. Samotność to bardzo niebezpieczny teren, na którym zło odnosi zwycięstwo.
Zdumiewające jest to, że w tym samym momencie, kiedy Chry­stus, który dotąd ukrywał swoją mesjańską godność, zobowiązu­jąc wszystkich do zachowania jej w tajemnicy, sam publicznie wyznaje, że jest Mesjaszem, pozostaje sam. Wszyscy uczniowie uciekają, a Piotr się Go zapiera. W momencie publicznego ogło­szenia swej mesjańskiej godności, Chrystus zostaje sam.
Zastanawia również połączenie grzechu Piotra z pianiem kogu­ta. Proszę sobie uświadomić, w jaki sposób Piotr, do ostatniego momentu życia, słuchał piania koguta. Zapewne, ile razy słyszał pianie koguta, tyle razy uświadamiał sobie to, co się stało na dzie­dzińcu Kajfasza. Przecież Chrystus nie powiedział, że rano się Mnie zaprzesz, ale „nim kogut dwa razy zapieje". Śpiew koguta będzie budził sumienie Piotra do końca jego życia.
Płacz - mężczyzna w sile wieku płacze nad sobą, nad swoim upadkiem, płacze nad popełnionym grzechem, którego nie da się już zmazać. To jest właśnie dramat. Można spalić dom i wybu­dować nowy, ale grzechu ciężkiego nie da się wymazać. Można prosić o jego przebaczenie, ale po dwudziestu wiekach, do dziś, o grzechu Piotra wiemy, jego grzech wprawdzie przebaczony, ale trwa do dziś.
Tyle refleksji na dzień dzisiejszy nad potęgą zła. Niszczy ono Chrystusa w sali przesłuchań Sanhedrynu i niszczy Piotra na dziedzińcu domu arcykapłana. Zło wykorzystuje dobro dla swoich własnych celów, po to, aby je zniszczyć. Ale Bóg jest mocniejszy. Ostatecznie to On potrafi wykorzystać wszelkie zło dla swoich celów, dla swojego dobra. Stoimy wobec wielkiej tajemnicy.
Zapytajmy siebie:
1. Czy w mojej świadomości granica między dobrem a złem przebiega przez serce człowieka, czy też przez instytucje, przez to, co widzialne?
2. Czy upadek, słabości umiemy naprawić wylewając łzy praw­dziwego żalu?


lutego 12, 2018

Kazanie pasyjne - IV. Przed Piłatem

lutego 12, 2018

Kazanie pasyjne - IV. Przed Piłatem
Tydzień temu towarzyszyliśmy Jezusowi Chrystusowi w sali przesłuchań w Sanhedrynie. Dowiedzieliśmy się, że arcykapłani, uczeni w Piśmie i faryzeusze wydali na Niego wyrok - „Winien jest śmierci". Były dwie możliwości. Mogli Chrystusa ukamieno­wać, pozwalało im na to prawo Mojżesza, zawiadomiliby tylko Piłata, że wyrok został wydany na podstawie prawa religijnego - Jezus zginął za bluźnierstwo. Takie rozwiązanie zostanie zastoso­wane w kilka lat później ze Szczepanem. W Wielki Piątek arcy­kapłani nie korzystają z tej możliwości. Kierują nimi prawdopo­dobnie dwa motywy. Po pierwsze, nie zawsze można być pew­nym, że człowiek, którego się obrzuciło kamieniami i przewrócił się na ziemię, rzeczywiście został zabity. Bywały wypadki, kiedy po takim kamienowaniu bliscy zabierali ofiarę i powoli wracała do zdrowia. Arcykapłani chcą mieć stuprocentową pewność, że Chrystus nie żyje.
Drugi motyw był jeszcze bardziej uzasadniony, chcieli przerzu­cić odpowiedzialność za śmierć Chrystusa na władzę okupanta. Jerozolima była wypełniona pielgrzymami. Dziesiątki tysięcy lu­dzi zgromadzonych w mieście i okolicy. Rozpoczęły się święta. Ludzie uważali Chrystusa za Wielkiego Proroka i jeżeli się dowie­dzą, że zamordowali Go kapłani, mogą powstać rozruchy. Arcy­kapłani woleli mieć czyste ręce, a cudzymi zamordować tego Człowieka.

1. Skazaniec polityczny
A oto relacja św. Marka: „Zaraz wczesnym rankiem arcyka­płani wraz ze starszymi i uczonymi w Piśmie i cała Wysoka Ra­da powzięli uchwałę. Kazali Jezusa związanego odprowadzić i wydali Go Piłatowi. Piłat zapytał Go: ,Czy Ty jesteś królem żydowskim?' Odpowiedział mu: ,Tak, Ja nim jestem'. Arcykapłani zaś oskarżali Go o wiele rzeczy. Piłat ponownie Go zapytał: ,Nic nie odpowiadasz? Zważ, o jakie rzeczy Cię oskarżają’. Lecz Jezus nic już nie odpowiedział, tak że Piłat się dziwił" (Mk 15, 1-5).
Obserwujemy mechanizmy działania zła. Dotychczas zło posłu­giwało się władzą religijną, a w tym momencie chce wciągnąć do współpracy w zniszczeniu Jezusa Chrystusa władzę polityczną. Przed tą władzą trzeba było postawić zarzut o charakterze poli­tycznym. Piłata zarzuty religijne w ogóle nie interesowały. Zarzut jest konkretny. Chrystus uważa się za wodza narodu podbi­tego, za króla Izraela. Piłat, który był odpowiedzialny za porządek w tym narodzie, powinien interesować się takimi ludźmi. Taki król mógł doprowadzić do rewolucji przeciw okupantowi.
Widocznie jednak sami oskarżyciele dochodzili do wniosku, że argument jest za słaby, ponieważ przytaczali również wiele in­nych argumentów. Gdyby to oskarżenie było słuszne, wystarczy­łoby do wydania wyroku. Piłat od dawna znał Jezusa Chrystusa. Śledził Jego publiczną działalność i wiedział, że jest to niegroźny Król. Zapewne zauważył, że Chrystus z dużą sympatią odnosił się do okupanta. Nigdy nie występował przeciwko Rzymianom, na­wet kazał Żydom płacić podatek okupantowi. Teraz Piłat miał przed sobą Króla związanego, a jako taki nie jest groźny, takiego Króla Rzym się nie obawia.
Piłat jest zaskoczony milczeniem Chrystusa. Jezus odpowiada na tylko konkretnie postawione pytanie: „Czy jesteś królem?" „Tak, Ja nim jestem", jestem Królem żydowskim. Tym oświad­czeniem Chrystus wydał na siebie wyrok śmierci. Piłat nie mógł tolerować kogoś, kto uważa się za króla podbitego narodu. A jed­nak Chrystus budzi w Piłacie sympatię. Dziwi go milczenie Pro­roka z Nazaretu. Jezus nie odpowiada na żadne uwagi arcykapłanów. Skończył z nimi rozmowę w sali Sanhedrynu. Wszyscy rozbijają się o Jego milczenie.
W tej sytuacji Piłat postanawia ratować Chrystusa z rąk oskar­życieli. Namiestnik doskonale zna mechanizmy zła i wie, że w tej rozgrywce najwięcej będzie miał do powiedzenia tłum. Władza bowiem musi się liczyć z tłumem. Próbuje zatem przeciwstawić arcykapłanom tłum ludzi. Wiedział, że wokół Chrystusa groma­dziły się tysiące, i liczy na to, że ta rzesza pomoże mu w rato­waniu życia Jezusowi.
„Na każde święto miał zwyczaj uwalniać im jednego więźnia, którego żądali. A był tam jeden, zwany Barabaszem, uwięziony z buntownikami, którzy w rozruchu popełnili zabójstwo. Tłum przyszedł i zaczął domagać się tego, co zawsze im czynił. Piłat im odpowiedział: ,Jeśli chcecie, uwolnię wam Króla Żydowskiego?' Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść. Lecz arcykapłani podburzyli tłum, żeby uwolnił im Barabasza. Piłat ponownie ich zapytał: ,Cóż więc mam uczynić z tym, którego na­zywacie Królem Żydowskim?' Odpowiedzieli mu krzykiem: ,Ukrzyżuj Go!' Piłat odparł: ,Cóż więc złego uczynił?' Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: ,Ukrzyżuj Go!' Wtedy Piłat, chcąc za­dowolić tłum, uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie" (Mk 25, 6-25).
Piłat próbuje skorzystać z prawa amnestii. Z okazji święta Paschy mógł uwolnić im jednego więźnia. Zestawia do licytacji z jednej strony Barabasza, który jest posądzony o udział w mor­derstwie, a z drugiej Chrystusa, Proroka i Króla Żydowskiego. Kogo wybierze tłum? Tłum nigdy nie myśli, zawsze jest stero­wany. Arcykapłani wiedzieli o potędze tej siły i wcześniej już od­powiednio ustawili tłum, aby domagał się uwolnienia Barabasza, a zniszczenia Chrystusa.
Zwróćmy jeszcze raz uwagę na to, ilu ludzi bierze udział w zniszczeniu Jezusa Chrystusa. Ponad siedemdziesięciu ludzi na sali Sanhedrynu, sama śmietanka religijna narodu wybranego wydaje na Niego wyrok śmierci. Jeszcze wcześniej, przynajmniej trzydziestu czy czterdziestu ludzi musiało przyjść do Ogrodu Getsemani, aby Go aresztować, a więc już jest ponad stu ludzi. Teraz zostaje wciągnięty Piłat i jego żołnierze. Do tego dochodzi tłum. To musiała być duża rzesza, ponieważ kilkudziesięciu ludzi Piłat by nie posłuchał. Kilkudziesięciu ludzi nie wywarłoby na niego presji. Trzeba to mieć na uwadze. Kim i w jaki sposób po­sługuje się zło? Przed pałacem Piłata posługuje się tłumem, ura­bia opinię publiczną przeciwko Chrystusowi.
Warto również zwrócić uwagę na to, że zło potrafi chytrze do­prowadzić do uwolnienia swojego człowieka po to, aby w jego miejsce zniszczyć Jezusa Chrystusa. To jest tragiczny paradoks, kiedy za niebezpieczeństwo uważa się Człowieka, który czynił do­brze, a za godnego wolności tego, który czynił źle. Chrystus, któ­ry wskrzeszał umarłych, jest niebezpieczny, winien jest śmierci. Natomiast Barabasz mordował - jego trzeba uwolnić, może się złu jeszcze przydać. Takie jest myślenie zła. Zło ratuje swojego człowieka. Trzeba także podkreślić, że Chrystus jest niszczony ze wszystkich stron. Był zaatakowany ze strony władzy religijnej, teraz jest atakowany przez władzę państwową i przez tłum. Oczy­wiście tłum się myli, opinia publiczna często wydaje niesprawie­dliwe wyroki. Straszna pomyłka tłumu, który ratuje mordercę, a żąda zniszczenia tego, który czynił dobrze.

2. Zazdrość
Św.Marek podkreśla również to, że Piłat doskonale zdawał so­bie sprawę z tego, czym kierują się oskarżyciele Jezusa Chrystusa. W grę wchodziła zawiść. „Wiedział bowiem, że arcykapłani wydali Go przez zawiść" (Mk 25, 10). Zawiść to szatański grzech. Jawi się jako połączenie nienawiści z zazdrością, a więc ten ro­dzaj uczucia, który jest nastawiony tylko i wyłącznie na niszcze­nie. Jeżeli serce człowieka wypełni zazdrość, to działa na podo­bieństwo kwasu solnego. Ona zżera serce, w którym przebywa i równocześnie za każdym jego uderzeniem tryska owym kwasem na otoczenie i rani ludzi. Czasami potrafi tak ciężko poparzyć in­nych, że jest to poparzenie trzeciego stopnia, a nawet śmiertelne. Ten rodzaj uczucia, nienawiść człowieka, nie ma w sobie nic twórczego, ono wyłącznie niszczy. Dlatego wszyscy ludzie, którzy znajdą się w zasięgu zazdrosnego, próbują się od niego najdalej odsunąć, aby zazdrość ich nie zniszczyła. Zło odsłania tu swoje oblicze.
Równocześnie obserwujemy właściwą postawę Jezusa Chrystusa, Jego milczenie. Zazdrosnemu człowiekowi w żaden sposób nie da się pomóc. Każdy kto podejdzie do zazdrośnika zostanie przez niego zraniony. A każde podejście spotęguje zazdrość i tego kwa­su w sercu będzie przybywać. Istnieje tylko jedna możliwość, nie dotykać. Odsunąć się, by nie drażnić zazdrosnego serca i uważać, aby nic z tego kwasu nie dostało się do naszego serca.
Ważne jest owo stwierdzenie o zawiści. Marek bowiem jako świadek tych wydarzeń, doskonale wiedział, jakie układy pano­wały w Jerozolimie. Piłat również wiedział, że z zawiści Go wy­dali. Marek podaje najgłębszy powód zniszczenia Jezusa Chry­stusa. Oto możecie zrozumieć dlaczego wszystkie kazania pasyjne w tym roku zmierzają do zdemaskowania metod działania zła. Z jednej strony mamy czyste Dobro - Jezusa Chrystusa, a z dru­giej zawiść, a więc nienawiść i zazdrość. Zło w najczystszej po­staci, które za wszelką cenę próbuje zniszczyć Mistrza z Nazaretu.
Tłum wydaje wyrok śmierci domagając się „Ukrzyżuj Go". Pi­łat próbuje jeszcze raz postawić pytanie: „Cóż więc złego uczy­nił?" Szuka dowodów winy, na podstawie której według prawa, może zniszczyć człowieka. Jednak w tym momencie i dowody są już mało ważne. Rozszalały tłum staje się dowodem, wobec kt6-rego władza musi się ugiąć. Tłum nie podaje żadnych argumen­tów, tylko żąda wykonania wyroku i to wyroku śmierci.
Piłat spełnia wolę tłumu. Chrystus umrze na krzyżu po ubiczo­waniu jako Król żydowski. To jest istotne, bowiem krzyż był ka­rą Rzymian. Żydzi nigdy nikogo nie krzyżowali, oni zabijali ka­mieniami. Jeśli zatem Chrystus zginie na krzyżu, nikt nie będzie oskarżał Żydów, wszyscy będą obwiniać Rzymian.

3. Brak szacunku dla człowieka
Po wydaniu wyroku Chrystus dostaje się w ręce ludzi małych, tych, którzy dysponują przemocą. „Żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, czyli pretorium, i zwołał całą kohortę. Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę. I zaczęli Go pozdrawiać: ,Witaj Królu Żydowski!' Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając od­dawali Mu pokłon. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty" (Mt 15, 16-20).
Pluton egzekucyjny, kohorta kilkunastu ludzi, którzy bawią się ofiarą. Po ubiczowaniu Chrystusa zaczynają kpić z Niego. Chry­stus staje wobec przemocy. To są ludzie, którzy nie szanują dru­giego, boją się jedynie mocniejszego od siebie. Jeśli jest słaby, potrafią bawić się jego kosztem. Odkrywamy nowe aspekty zła. Kpina, która potrafi zranić człowieka głęboko, niszcząc jego serce. Chrystus zostaje wykpiony. Jest to okrutna zabawa. Cierniem ukoronowany. Powiedziałeś, że jesteś Królem, a gdzie Twoja koro­na? Zrobimy Ci koronę z ciernia. Twierdziłeś, że jesteś Królem, a gdzie Twój królewski płaszcz? My damy Ci płaszcz, łachman szkarłatnego płótna. Mówiłeś, że jesteś Królem, a gdzie masz berło? Damy Ci w jego miejsce trzcinę. Będziemy Ci składać po­kłon. Podchodzili i klękali, brali tę trzcinę i bili po głowie, pluli w Jego twarz.
Chrystus milczy i kocha. Oto odpowiedź na potęgę zła i prze­mocy. Kiedyś powiedział, „Kto Cię uderzy w jeden policzek, nad­staw mu drugi", teraz to realizuje. Odkrywamy metodę działania dobra w spotkaniu ze złem, które objawia się w przemocy. Chry­stus nie może oddać ciosem za cios, bo jest czystą Dobrocią, a Do­broć nigdy nie niszczy. Pozostaje zatem przyjąć uderzenie i odpo­wiedzieć na cios miłością.
Dotykam tu wielkiej tajemnicy, w której dobro niszczone przez zło, wzrasta. Trzeba kochać tę rękę, która uwiła cierniową koronę, która wymierzyła policzek, trzeba kochać te usta, które napluły mi w twarz. Istnieje tylko jedna odpowiedź - ukochać tych lu­dzi. Chrystus na każde uderzenie odpowiada miłością.
Zło nie potrafiło jeszcze rozłupać tego atomu czystej dobroci i miłości, jaki pojawił się na ziemi. Bije, uderza, ale to wszystko jest jeszcze za mało, bowiem za każdym uderzeniem energia dobroci i miłości w Chrystusie wzrasta. Kiedy zostanie całkowicie zniszczony, wówczas objawi się ona w pełni, a dokona się to w dniu zmartwychwstania.
Rozważając wydarzenia, które miały miejsce na dziedzińcu Piłata, odkryliśmy postawę Chrystusa wobec okupanta, urzędnika państwowego, a także ataku zazdrości, wobec tłumu i wobec prze­mocy.
Pytania wciąż aktualne:
1. Czy w naszym sercu nie znajduje się coś z zazdrości?
2. Ile razy w życiu kierowaliśmy się opinią ludzką? Ile razy nasze środowisko zmusiło nas do zajęcia niewłaściwej postawy wobec człowieka krzywdzonego?
3. Czy potrafimy sami w momencie ataku zła odpowiedzieć miłością?



lutego 12, 2018

Kazanie pasyjne - V. Golgota

lutego 12, 2018

Kazanie pasyjne - V. Golgota
Wędrując razem ze św. Markiem z Wieczernika na Golgotę, tydzień temu rozstaliśmy się z Chrystusem cierpiącym w pretorium Piłata. Jest już po wydaniu wyroku, po ubiczowaniu. Zmieniono szaty, Chrystus otrzymał swoją własną suknię, drzewo krzyża i wyszedł w stronę Kalwarii.

1.Mimowolni słudzy zła
„Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego. Przy­prowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce Czaszki" (Mk 15, 20b-22).
Interesuje nas w tym roku odkrycie potęgi i metod działania zła, a równocześnie postawa Jezusa Chrystusa wobec tego zła. Szymon z Cyreny został przymuszony przez żołnierzy, aby dźwigał krzyż. Zło szuka pomocników. Zbyt długo trwałaby krzyżowa droga, ponieważ Chrystus jest bardzo wyczerpany, osłabiony biczowa­niem, nie przespaną nocą. Skazaniec powinien sam nieść belkę krzyża na miejsce stracenia. Pozostali towarzysze Chrystusa, któ­rzy również idą na śmierć, niosą swój krzyż.
Zło przymusiło Szymona. Ten czyni to niechętnie, z musu, ale Bóg potrafi takie przymuszone dobro nagrodzić. Marek Ewan­gelista, podając imiona synów Szymona, Aleksander i Rufus, dowodzi, że są to osoby znane pierwszym chrześcijanom, a więc otrzymali łaskę wiary. Przymuszony ojciec pomógł Chrystusowi dźwigać krzyż, a jego synowie otrzymali łaskę wiary. Tak Bóg płaci nawet za dobro dokonane z przymusu.
Chrystus przyjmuje tę pomoc jako zaplanowaną przez Ojca Niebieskiego. On wie, że to Ojciec w swojej Opatrzności postawił na drodze krzyżowej Szymona, aby Mu pomógł. Uczymy się od Chrystusa, jak należy przyjmować pomoc nawet od tych ludzi, którzy czynią to niechętnie. Trzeba umieć współpracować z tymi, którzy czynią to z przymusu. Nam często taka pomoc się nie podoba, i najchętniej powiedzielibyśmy: Jak nie chcesz, to zrobię sam. Chrystus jednak wzywa: Przyjmij przymuszoną pracę. Nie zawsze też potrafimy usunąć czy skrócić cierpienie człowieka i wtedy trzeba umieć pomóc w trwaniu na drodze cierpienia. Sto­jąc po stronie cierpiącego, stoimy zawsze po stronie dobra. To jest chrześcijańska postawa.
Następnie św. Marek pisze, że na szczycie Golgoty dawali Chry­stusowi „wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął. Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać. A była godzina trzecia, gdy Go ukrzyżowali" (Mk 15, 23-25).
Wino i mirra to środek znieczulający, który podawano, aby oszczędzić bólu, był on bowiem tak wielki, że niektórzy ludzie umierali podczas krzyżowania. Zło, aby przedłużyć cierpienie, podawało środek znieczulający i w ten sposób najcięższy moment przebicia rąk i podniesienia ciała w górę na stojącą belkę, był nieco złagodzony.
Obserwujemy, jak zło ciągle zabiega o to, aby kaźń była zreali­zowana do końca, by Chrystus nie umarł w czasie przybijania do drzewa. On miał wisieć jako przestroga dla innych. Jego krzyż miał odstraszać tych, którzy dotychczas byli Jego zwolennikami.
Pan Jezus odmawia tego napoju, bo chce cierpieć świadomie i dobrowolnie. On od początku do końca jest Panem sytuacji. Gdyby Chrystus wypił ten napój, to Jego słowa na krzyżu byłyby słowami człowieka odurzonego. Nie byłby odpowiedzialny za sło­wa, które wypowie na drzewie krzyża. Odpowiedzialność za każ­dy gest to znak prawdziwej dobroci. Dobro jest zawsze odpowie­dzialne za wszystko. Ten kto stoi po stronie dobra, powinien od Chrystusa uczyć się odpowiedzialności za swoje czyny i słowa do końca.
Egzekucji dokonuje pluton żołnierzy. Jest rzeczą znamienną, że Chrystus nie ma do nich większych pretensji, to są ludzie, którzy wykonują rozkaz. Zło posługuje się swoimi poddanymi. Czytając Ewangelię wiemy, że Chrystus odnosił się z dużym szacunkiem do wszystkich instytucji polityczno-gospodarczych. Sam żył w ra­mach tych instytucji i w tych ramach umiera. Ma pretensje do ludzi odpowiedzialnych za wydany na Niego wyrok, a więc do Judasza, Kajfasza, Piłata. Nie ma natomiast pretensji do żołnie­rzy, którzy wykonują rozkaz. Są sługami zła mimo woli.
Św.Marek podaje, że rzucili los o suknię. Jest już po ukrzy­żowaniu. Chrystus przez kilka godzin będzie konał na krzyżu. Żołnierze są odpowiedzialni za cały przebieg egzekucji. Muszą zo­stać pod krzyżem aż do Jego śmierci. W tej sytuacji grają w ko­ści o suknię Jezusa Chrystusa, o Jego szatę. To świadczy o typowo żydowskiej atmosferze, jaka panowała pod krzyżem. Na krzy­żu umiera czyste Dobro, Zbawiciel świata, człowiek sławny, któ­ry czynił wiele dobra, a legioniści siedzą i grają w kości. Dostrze­gamy ten straszny kontrast między tym, co Bóg czyni dla czło­wieka, a tym, jak podchodzi do tego człowiek. Obok wielkich wydarzeń, zabawia się grą w kości. Ile rozumie z tego, że Bóg dla niego cierpi?

2. Zatarcie granicy między dobrem a złem
Następnie św. Marek zaznacza: „Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: ,Król Żydowski'. Razem z Nim ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Tak wypełniło się słowo Pisma: W poczet złoczyńców zo­stał zaliczony" (Mk 15, 26-28).
„Król Żydowski". To jest wina, która stała się podstawą do wydania wyroku śmierci. Oświadczenie Jezusa uznano za uzurpację królewskiej godności. Chrystus jest prawdziwym Królem Żydowskim, Królem świata i wszechświata, ale prawda w świecie kłamstwa zasługuje na wyrok śmierci. W oczach okupanta rzym­skiego Chrystus jako Król Żydowski, uchodzi za buntownika po­litycznego i dlatego zasługuje na śmierć.
Tak jest przez wieki. Więźniowie dzielą się na więźniów poli­tycznych i więźniów kryminalnych. Kryminaliści cierpią i giną z powodu przestępstwa, polityczni z powodu prawdy. Zło posłu­guje się tymi samymi prawami, instytucjami, więzieniami, straż­nikami porządku, karząc w imię sprawiedliwości kryminalistów i w imię niesprawiedliwości tych, którzy znają prawdę i mogą zagrozić władzy. To zatarcie granicy między dobrem a złem jest bardzo bolesne. W tłumie ludzie pytają, dlaczego on umiera, skoro nic złego nie uczynił?
Chrystus umiera jako więzień polityczny, jako Król Żydowski, jako buntownik, ale On umiera za prawdę. Łączy się to ściśle z zestawieniem Chrystusa razem z dwoma złoczyńcami. Zbawi­ciel zrównany z łotrami. Św.Marek posługuje się słowem „złoczyńcy", to znaczy ci, którzy czynią zło. Było ich dwóch. Prawdopodobnie jako trzeci miał być Barabasz, skazany również na karę śmierci. Chrystus jest dobroczyńcą, który nic złego nie uczy­nił, ale zostaje zrównany ze złoczyńcami. Zbrodniarze giną ze względu na lud, by władza mogła dać dowód, że stoi na straży prawdziwego porządku, karząc zło. Dobroczyńca, Jezus Chrystus, ginie ze względu na władzę, ponieważ wydaje się być groźnym dla porządku, którego władza strzeże.
Warto stanąć pod tymi trzema krzyżami, nie pod jednym, ale pod trzema, by sobie uświadomić, że z punktu widzenia czysto doczesnego, nie warto być ani bardzo złym, ani bardzo dobrym. Bo taki sam koniec jest bardzo złego i bardzo dobrego. Najwy­godniej być w środku - trochę złym i trochę dobrym. Tak jest w oczach ludzi, ale nie w oczach Boga. Właśnie Pan Bóg powia­da: „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap3, 15-16).Zatem lepiej być albo zimnym, albo gorącym. Św.Marek po­twierdza, że ten zimny łotr, złoczyńca, potrafił w ostatnim mo­mencie nawrócić się do Boga. Natomiast trudniej jest nawrócić się tym, którzy zgodzili się na tę wygodną drogę w środku - być trochę złym i trochę dobrym. Chrystus swoją postawą wzy­wa,by opowiedzieć się po stronie dobra, nawet za cenę własnego życia.
Św. Marek wyraźnie podkreśla to zaliczenie Chrystusa do zło­czyńców, ponieważ w całej jego Ewangelii chodzi o ukazanie drogi poniżenia, którą Chrystus dobrowolnie wybrał, aby wejść do swojej chwały. Chrystus udowodnił, że prawdziwie dobry człowiek nic nie traci na wartości, chociaż został poniżony i uznany w oczach tego świata za złoczyńcę. Prawdziwe dobro w najwię­kszym poniżeniu nie traci swojej wartości. Chrystus sam prze­szedł tę drogę poniżenia, aby nam powiedzieć: Nie bójcie się po­niżenia, bo jeśli wasze serce jest czyste i połączone z moim Ser­cem, to nigdy nie zostanie zniszczone, nawet gdyby było poniżo­ne, jak Ja.

3. Dobro przeklęte
W dalszym ciągu swojej relacji św. Marek zaznacza: „Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami, mówiąc: ,Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go od­budowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie’. Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie drwili między sobą i mó­wili: ,Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Mesjasz, król Izraela, niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy widzieli i uwie­rzyli’. Lżyli Go także ci, którzy byli z Nim ukrzyżowani" (Mk 15, 29-32).
Anonimowi przechodnie, ludzie, którzy wcześniej nie brali udziału ani w procesie, ani w egzekucji bluźnią, przechodząc obok krzyża. Sądzą z pozoru, ponieważ ktokolwiek był zawieszony na drzewie krzyża, ten był przeklęty. Taki człowiek był godzien przekleństwa. Oni nie wiedzą z Kim mają do czynienia. Wydają wyrok na podstawie pozorów. Przeklinają czyste Dobro, swojego Zbawiciela. Zło posługuje się metodą przewrotną. To jest mniej więcej tak, jak gdyby na butelkę zawierającą najlepsze lekarstwo na wszystkie choroby naklejono etykietkę z ostrzeżeniem, że w środku znajduje się trucizna. Ludzie sądzą tylko po etykiecie. Ponieważ Chrystus zawisł na krzyżu, zostaje odrzucony. Nikt nie sprawdza Kim jest, o to zatroszczyło się zło. Taka jest metoda niszczenia dobra. Często dobro jest umieszczone w opakowaniu, na którym wymalowano trupią czaszkę z ostrzeżeniem, że jest w nim trucizna. Ludzie zamiast podejść i sprawdzić, na podsta­wie samej etykiety odrzucają to, co jest dobre. Bywa niekiedy i odwrotnie, zło na opakowaniu pisze, że jest w środku wspaniałe lekarstwo, a jest w nim trucizna. Na Golgocie trzeba odkryć i tę niezwykle groźną metodę działania zła.

4. Złośliwość
Obserwujemy jeszcze jeden atak na Chrystusa i to zbiorowy. Chrystus wisiał na krzyżu około trzech godzin i przechodziło obok Niego wielu ludzi. Ich język ranił. Jakże głęboko może ranić ludzka złośliwość. Język to wielki dar Boga, którym można do­konać wspaniałych dzieł, ale równocześnie może to być ostra ży­letka, która tnie głęboko i boleśnie tych, którzy są blisko. Wówczas język staje się narzędziem zła. Złośliwy człowiek potrafi zranić tysiące ludzi. Jest to tym groźniejsze, że często człowiek złośliwy nie uświadamia sobie ogromu zła, jakie jest jego dziełem. Rzadko kto robi rachunek sumienia z własnej złośliwości, a tym­czasem obok niego, całymi miesiącami i latami, płaczą ludzie.
Warto zastanowić się nad sceną ukrzyżowania. Jest to ostatni drapieżny atak zła na Chrystusa. Już przybili ręce i nogi. Zrobili wszystko co mogli, ale jeszcze został język, którym można bole­śnie ranić. Św. Marek zaznaczył, że te złośliwe słowa padały od tych, którzy przechodzili obok, od arcykapłanów i uczonych w Piśmie i od tych, którzy byli razem z Nim ukrzyżowani. Lu­dzie złośliwi mogą pod krzyżem znaleźć swoich towarzyszy. Chry­stus milczy, ponieważ wobec złośliwości nie ma odpowiedzi. Złośliwość uderza w człowieka i jeśli tamten nie odpowie, to za­trzymuje się i rozbija o jego milczenie. Jeśli na atak odpowie się złośliwością, to fala staje się coraz wyższa i zło wzrasta. Chrystus uczy nas milczącej postawy wobec złośliwości.
I wreszcie pokusa: „Niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy widzieli i uwierzyli". Odpierał Chrystus pokusę chleba, kiedy był głodny; odpierał pokusę władzy, odpierał pokusę sensacji i teraz jest to ostatnia szatańska pokusa — „zejdź z krzyża". Chrystus na krzyżu zostaje dla tych, którzy z Niego drwią. Nie zstąpi z krzyża. Odrzuci ostatnią szatańską pokusę, aby pokonać zło i wszystkie jego formy, jakie istnieją w świecie.
Nasze pytania:
1. W jakiej mierze uświadamiamy sobie, że wartość człowieka poznajemy po jego postawie w godzinie poniżenia, upokorzenia?
2. Czy w rachunku sumienia uwzględniam złośliwość? Czy nie stoję po stronie tłumu, który ranił Chrystusa swoim językiem?
3. Czy zawsze pamiętam, że na ziemi cierpi się nie tylko z po­wodu zła, ale również z powodu dobra?


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger