Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokój. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 13, 2024

3. Niedziela Wielkanocna (B) - „Pokój wam".

kwietnia 13, 2024

3. Niedziela Wielkanocna (B) - „Pokój wam".


Bracia i Siostry!
Chrystus Prawdziwie zmartwychwstał Alleluja!

Tę radosną nowinę uobecniamy w znakach sakramentalnych. Czynimy to bardzo uroczyście w tym paschalnym okresie.

Postawmy sobie pytanie: na ile prawda o zmartwychwstaniu Chrystusa, którą wyśpiewujemy w pieśniach wielkanocnych, wyrecytujemy za chwilę w naszym Credo - przenika nasze codzienne życie?

Zmartwychwstały Pan staje dzisiaj pośród nas, jak stanął przed swoimi uczniami. Pokazuje nam swoje przemienione rany. Zachęca nas, abyśmy patrzyli i dotykali. Pragnie pomóc naszej wierze.

Przyglądamy się Jego uczniom. Prowadzili ożywioną rozmowę o tym, co się przydarzyło dwom z nich i jak Go rozpoznali przy łamaniu chleba. Jezus stanął pośród nich. Mimo drzwi zamkniętych. Ofiarował im słowo – dar: „Pokój wam". W tym pozdrowieniu zawarte jest wszystko, czego człowiekowi potrzeba. Przychodzi do nich ten sam, ich Mistrz, ale przez nich ciągle nierozpoznany.

Za dużo w nich lęku. Boją się o swój dalszy los. Co z nimi będzie. Ból i smutek są tak wielkie w ich sercu, że przesłaniają ich oczy i myśli. Jezus przychodzi do nich z całą delikatnością. Oni się zamknęli, zaryglowali od wewnątrz. Wydawało im się, że w ten sposób zapewnią sobie bezpieczeństwo. Gorączkowo pytają co dalej? Ci dwaj, którzy wrócili do Jerozolimy, twierdzą, że Go spotkali, że On żyje.

Ale lęk, ból, rozpacz tak mocno wbiły się w ich serca i umysły, że nie sposób przyjąć tę radosną nowinę.

Lęk jest niedobrym doradcą. Karol de Foucauld powie, że „... ulubionym narzędziem działania szatana jest strach". Terroryzuje nas ten sam strach, który ogarnął uczniów Jezusa. Strach przed opinią innych ludzi, przed ośmieszeniem, chorobą, przyszłością. Jest to strach zewnętrzny, można powiedzieć na powierzchni.
Ale jest też lęk o wiele głębszy. Lęk, którego źródłem jest pogrzebana nadzieja. Gdy doświadcza się pewnego dnia, że nagle zawalił się świat wartości, na którym budowało się swoje życie.

Apostołowie zapytani przez Jezusa: „Za kogo Mnie uważacie?" dali odpowiedź: „Ty jesteś Mesjasz Syn Boga żywego". I oto Ten, z którym związali swoje życie, w którym położyli wszelkie nadzieje, został zabity. Ten, którego uznali za Mesjasza, Bożego Syna - skonał w tak okrutny sposób. Tego widoku nie da się zapomnieć. Został uśmiercony Mesjasz.

Ten lęk kryjący się głęboko we wnętrzu człowieka jest bardziej niebezpieczny. Jak sobie z nim poradzić? To pytanie wraca w każdym pokoleniu i odzywa się bardziej lub mniej natarczywie w każdym człowieku.

Pozostał człowiekowi wypróbowany już w raju sposób – uciekać, chować się. Lęk podpowiada złudne rozwiązania: widzisz jak wiele jest kryjówek, możesz się bezpiecznie ukryć. Nie musisz brać na siebie całej odpowiedzialności za to co się stało. Cóż ty na to poradzisz.

I tak ucieka człowiek z jednej do innej kryjówki. Zaplątuje się coraz bardziej i bardziej. Chciałbym zapomnieć o tych potwornych ranach, którymi naznaczono Ciało Jezusa.

Apostołów zgromadzonych w wieczerniku przejmował lęk, ten podwójny lęk: „drzwi były zamknięte z obawy..." Umarł Syn Boży. 

Św. Jan Paweł II na początku swego pontyfikatu postawił pytanie: „Czy ten lęk, który nurtuje współczesnych ludzi, nie jest zrodzony ze <<śmierci Boga»? Nie tej krzyżowej, która zakończyła się zmartwychwstaniem. Ale śmierci jaką zadaje człowiek Bogu w samym sobie, w swoim sumieniu, działaniu i myśleniu. Człowiek zabija Boga w sobie i w drugim. Temu służą systemy polityczne i filozoficzne". (Homilia na placu przed katedrą w Turynie, 13 kwietnia 1980).

Współczesnemu człowiekowi wydaje się, że osiągnął niesłychane możliwości, że pokonał wszelki lęk. Jest panem, władcą i zwycięzcą. Pozbył się przecież najgroźniejszego „przeciwnika" posiadania, zdobywania i używania. Powinien czuć się wolny i bezpieczny. Tymczasem jednak strach go nie opuszcza.

Dlaczego jednak boi się ten dzisiejszy człowiek? Zgromadził takie zapasy broni. Postęp zapewnia mu coraz lepsze warunki życia. Czego mu jeszcze brakuje? Być może dlatego, że czuje się dzisiaj, jak nigdy dotąd, przeraźliwie sam. Z niepokojem spostrzega, że usuwając Boga z życia pozbył się jednocześnie ostatecznego hamulca, by nie zabijać człowieka. Bo ostateczna racja, aby człowiek żył, by jego życie było szanowane i ochraniane - jest w Bogu.

Jeżeli została wymazana prawda o człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boga, to jaką wartość przedstawia człowiek? Można się nim zabawić niewielkim kosztem. W imię rzekomego postępu dozwolony staje się każdy eksperyment na ludzkim życiu. I ten, który się prowadzi w laboratoriach naukowych i ten kiedy się niewinnemu człowiekowi rozbija głowę pałką na ulicy.

Jeżeli się odrzuciło prawdę o Bogu żywym, zamieszkującym serce człowieka, wtedy pojawia się inna alternatywa - szatan. Człowiek nie jest w stanie udźwignąć pustki. Musi ją czymś zapełnić. Podejmuje więc niebezpieczną grę z przeciwnikiem. Końcem tej gry staje się pętla, samobójcza śmierć. Nie ma się do kogo odwołać. Ostatecznym punktem odniesienia staje się człowiek, sekta i jej prawa.

Takie obrazy do nas docierają. Słyszymy te zatrważające wiadomości. I oto wcale nie gdzieś daleko z „dzikich" nierozwiniętych krajów. To dzieje się w naszych miasteczkach i miastach, na naszych polskich ulicach.

Taki jest obraz naszej chorej cywilizacji, którą nazwano cywilizacją śmierci. Dlatego mimo pozornych zabezpieczeń człowiek dzisiejszy jest tak potwornie zalękniony. Pod zewnętrzną maską pewności siebie, niekiedy cynizmu i brutalności kryje się serce bezradnego dziecka, które szuka pomocy i ratunku.

I oto w tę pustkę wypełnioną strachem wkracza, tak jak przed wiekami do jerozolimskiego wieczernika, Zmartwychwstały Jezus. Przekazuje nam słowa pokoju. Jego pokój jest w stanie zaspokoić najgłębsze nasze pragnienia, usunąć wszelki lęk.

Pokazuje nam jak ongiś Apostołom swoje przebite ręce i nogi. Staje żywy, w swoim ciele. Zwycięzca śmierci, piekła i szatana. Zaprasza nas, swoich uczniów, byśmy patrzyli, dotykali Jego przemienionych ran.

Spoglądamy na nasze ludzkie rany - samotności, lęku, zapomnienia - i odkrywamy, że na dnie naszej bezradności, słabości czeka nas Bóg. Radosna nowina - On Zmartwychwstały przychodzi, by nam powiedzieć jak bardzo nas ukochał. To miłość do człowieka zwyciężyła na Kalwarii śmierć. On zaś przychodzi by z nami budować cywilizację miłości.

Jezus Chrystus żyje! „Jezus Chrystus wczoraj i dzisiaj, ten sam także na wieki" (Hbr 13,8).

Ten sam, o którym św. Jan daje świadectwo w Apokalipsie: „Kiedym Go ujrzał, do stóp Jego upadłem jak martwy, a On położył na mnie prawą rękę mówiąc: <<Przestań się lękać!» Jam jest Pierwszy i Ostatni, i Żyjący. Byłem umarły a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani" (Ap 1,17-18).
Jedyny klucz do śmierci człowieka w ręku Jezusa, Syna Boga Żywego! I każdy po ten klucz może sięgnąć. Jednakże pod jednym warunkiem. Uznania prawdy o sobie samym, o własnej grzeszności.

Popatrzmy na Piotra. Określa się tylko jako świadek zdarzeń. Za Jezusem powtarza słowa o spełnieniu się Bożej obietnicy i radosną nowinę o możliwości odpuszczenia grzechów. Nie ma też do nikogo pretensji, że ktoś grzeszy. Odwrotnie - przypomina, że dzięki Jezusowi nastąpił koniec ery grzechu. Postawa Piotra może być jakąś wskazówką na dzisiejszy czas, gdy odnosi się wrażenie, że podstawy chrześcijańskiego imperium się walą. I faktycznie wiele jest znaków, które wskazują, że tak jest naprawdę. Czy my, wierzący mamy wiarę Piotra, żeby nie oskarżać innych o brak wiary? Bóg mógł przecież cofnąć ludziom oświecenie umysłów i nie starajmy się tego zrozumieć, bo to jest Jego Wola. Jeżeli mamy wiarę Piotra, to będziemy powtarzać radosną nowinę o końcu ery grzechu. Będziemy świadkami zdarzeń.

Bo to my jesteśmy świadkami zdarzeń. Bóg pozwolił się nam dotykać.

W różny sposób przeżyliśmy w swoim życiu to Boże dotknięcie. Niejednokrotnie jest bolesne i trudne. Każdy z nas patrząc w historię swego życia mógłby wiele na ten temat powiedzieć.
Ilu z Was, Drodzy Bracia i Siostry, chorzy i osamotnieni przeżyło takie chwile. Pomyśl Bracie i Siostro, czy nie dostrzegasz - być może z perspektywy czasu coraz wyraźniej – że przez te chwile najtrudniejsze Bóg Cię przeprowadził, udzielił sił i światła. 

Pomyślmy o tych chwilach i zdarzeniach otwarcie. Tajemnica naszego życia polega na tym, żeby nie zdusić tego w sobie, nie zachować tego dla siebie, ale stać się Jego świadkiem.

Bóg dał mi się dotknąć i oświecił mój umysł, abym Go zrozumiał i co dalej? Odpowiedź daje Jan pisząc: po pierwsze nie grzeszcie.
Jest to największy dramat, nas – świadków Boga, że grzeszymy tak samo jak inni ludzie. Nie zachowując przykazań Bożych, nie zachowujemy Jego nauki, miłość Boża nie jest w nas doskonała i ostatecznie zamiast odsłaniać, zasłaniamy Boga. Nie ma w nas wiary Piotra. Ksiądz Bozowski podsumował to kiedyś w ten sposób, że garstka uczniów była w stanie przekazać Dobrą Nowinę prawie całemu ówcześnie znanemu światu, a obecnie tyle tysięcy księży nie potrafi jej obecności choćby podtrzymać.
Św. Jan precyzuje: Dopiero nie grzesząc możemy powiedzieć te słowa: „Znam Go". Najwyższy Rzecznik Praw Człowieka, który za człowieka oddał życie, Jezus, wybrał nas na swoich świadków.
Są spośród nas Ci, którzy czują dotknięcie Boga, i Ci, których On oświecił.

Niech tacy nie grzeszą. Nie narzekają na zepsuty świat, bo to pewnie my, stojący najbliżej Niego, zasłaniamy Go światu.
Jan nie jest idealistą, pisze również do nas, nie żebyśmy w ogóle nie grzeszyli, ale żebyśmy jak najmniej grzeszyli.
 

To jest właśnie tyle, ile możemy ogarnąć z Tajemnicy Cierpienia, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. Świadomie unikając grzechu, możemy pojąć więcej, jeszcze bardziej zbliżyć się do naszego Pana.

„Jezus Chrystus wczoraj, dziś, ten sam także na wieki" (Hbr 13,8) staje teraz pośród nas, tak jak w jerozolimskim wieczerniku i zaprasza na ucztę.

„Dotknijcie się Mnie i przekonajcie",
„bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje..."; „bierzcie i pijcie, to jest Krew moja..."

To samo ciało Jezusa zmartwychwstałego staje się obecne wśród nas na każdej Eucharystii. On daje się nam poznać w chwili, gdy Go przyjmujemy. Sam nas zaprasza: dotknijcie moich rąk, nóg, zobaczcie, że to Ja jestem. Od dzisiaj On gładzi nasze grzechy. Przemienia nasze słabe, biedne ciało w ciało chwalebne, w sakrament swojej miłości. Oby ta radość potężniejsza od każdego lęku człowieka stała się udziałem nas wszystkich. Czego i Wam kochani, i sobie samemu, z całego serca życzę! Amen.

 

maja 22, 2019

6. Niedziela Wielkanocna (C) – Pokój mój daję wam

maja 22, 2019

6. Niedziela Wielkanocna (C) – Pokój mój daję wam
Jest w Działoszycach, skąd Moskal ruszył na Kościuszkę pod Rac­ławicami, stary kościół. Warto go odwiedzić zanim się stanie sławny. Po prawej stronie schodami w dół schodzi się do kaplicy Męki Pańskiej. Być może pod wpływem niedalekich miechowskich Bożogrobców powstało tu przedziwne sanktuarium. Zebrano razem figury ukazujące jak Pan Jezus dla nas cierpiał rany. Jest więc naturalnej wielkości malowana figura kamienna Chrystusa rozmodlonego w Ogrójcu, jest ogromny w drewnie rzeźbiony Biczowany obejmujący ramionami słup, jest także Pan Jezus złożony do grobu. Wszystko to teraz jakby zapomniane. Kwiaty zwiędły i przyschły. Pusto tutaj i cicho...
Bo teraz jest ciągle Wielkanoc i jej kolejne niedziele niosą w Liturgii teksty biblijne, które na nowo pomagają nam wniknąć w przeżycia pierwszych świadków i umocnić się ich wiarą, że ON żyje.
A to nie było od początku takie oczywiste. Najpierw było zdumienie i przestrach. Według św. Marka te trzy kobiety po prostu uciekły od pustego grobu zdumione i przerażone... nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały (Mk 16, 8).
Bardzo dobrze je rozumiemy. My też nie bez lęku myślimy o śmierci, chociaż jest to zawsze los innego człowieka. Nie wiemy, czym jest śmierć... Jakże możemy pojąć, czym jest zmartwychwstanie.
Nie ma objawień masowych. Chrystus zmartwychwstały nie przemawia do tłumów, jak przedtem nad jeziorem Genezaret. Są spotkania z najbliższymi, z wybranymi.
Maria Magdalena klęczy przed grobem, płacze, bo jak to: zabrano Pana i nie wiadomo, gdzie go złożono. Wystarczy jedno słowo: „Mario" i niepokój zmienia się w pewność. Biegnie jak szalona radością: „Widziałam Pana" Pokój tobie, Magdaleno!
Chodzi Piotr nękany wspomnieniem tej nocy strasznej: "Nie znam tego człowieka". I oto przychodzi dzień, gdy usłyszy trzykrotne pytanie: „Czy ty mnie kochasz?" Jedyna aluzja do trzykrotnego zaprzaństwa. Pełna rehabili­tacja, uspokojenie. Więcej: „Paś baranki moje". Pokój tobie, Piotrze!
Szarpał się przez cały tydzień Tomasz: że też mnie wtedy nie było z apostołami, gdy On przyszedł. Doczekał się jednak dnia ósmego: Wyciągnij rękę, dotknij, nie bądź niedowiarkiem". Nie będę dotykał, już wierzę. Pokój tobie, Tomaszu!
Ten wielki dar przyniósł Jezus swoim uczniom: POKÓJ WAM, gdy wszedł mimo drzwi zamkniętych.
Ten wielki dar zapowiedziany na Ostatniej Wieczerzy: Pokój mój zo­stawiam wam, pokój mój daję wam" (J 14, 27)...
Jak echo powtarza się to życzenie Chrystusowego pokoju w każdej Mszy Św.. zanim przyjmiemy Ciało Pańskie. Powtarza się z poleceniem: „Przekaż­cie sobie"...
I przekazujemy znakiem: ukłonem głowy, uśmiechem, uściskiem dłoni. Wiemy, że to coś więcej, niż znak. to gotowość, by się podzielić, by uznać, że ten człowiek stojący obok, choć może nieznany mi osobiście, nie jest mi obcy. Dużo wiem o nim, on o mnie też wie. Przed chwilą wspólnie wołaliśmy do jednego Boga „Ojcze nasz", jesteśmy z tej samej rodziny. Pokój Jezusowy został dany całemu Kościołowi i za pośrednictwem Kościoła mogą go inni otrzymać. On sprawia, że Kościół może stać się wspólnotą, mimo ogromnego zróżnicowania swoich członków.
O tej jedności, mimo różnic, opowiadał nam dzisiaj fragment z Dziejów Apostolskich.
Dla nas tamten przedmiot sporu może być niezrozumiały, ale wtedy to był problem niesłychanie trudny. Chodziło bowiem o to, w jaki sposób przyjmować do Kościoła tych. którzy nie byli pochodzenia żydowskiego, a więc Greków. Rzymian, Syryjczyków. Po prostu pogan.
Apostołowie i pierwsi uczniowie wszyscy byli spadkobiercami pierwszej obietnicy. Byli synami Abrahama. Nosili na swym ciele znak zawartego przymierza: obrzezanie. A teraz zjawiają się wyznawcy nowi spoza kręgu izraelskiego wtajemniczenia. Jak ich przyjmować? Zdania były podzielone. Jedni, tak zwani żydujący żądali, aby pogan przed chrztem obrzezać i przyjąć formalnie do Synagogi. Paweł i Barnaba byli innego zdania. Twierdzili, że dla pogan wystarczy wiara, iż Jezus jest Panem i Zbawicielem, by mogli być chrzczeni. I tak spór rozstrzygnięto. Dekret apostolski postawił jednak chrześcijanom pochodzenia pogańskiego warunek drugorzędny natury kulinarnej. Poganie mają się mianowicie powstrzymać od spożywania mięsa ze zwierząt uduszonych, bo mogła tam pozostać krew, a tego żaden wierzący Żyd przełknąć nie mógł. Chodziło więc o to, aby chrześcijanie zarówno pochodzenia żydowskiego jak i pochodzenia pogańskiego mogli ze sobą bez wstrętu usiąść przy jednym stole. A wiadomo, że wtedy Eucharystia kończyła się agapą, wspólnym posiłkiem.
Nie można siadać przy jednym stole, gdy nienawiść lub wstręt dzieli... Czyż nie jest dzisiaj także znakiem jedności to, że zbieramy się w kościele na niedzielną Mszę św. wokół stołu. Stołu Słowa Bożego i stołu Eucharystii.
To prawda, że można się spotkać ze Słowem Bożym nie przychodząc do kościoła. Pismo św. jest w naszych domach i coraz więcej ludzi sięga po nie, szukając w natchnionych słowach kontaktu z Bogiem.
To bardzo piękne, ale chyba wciąż jeszcze najbardziej masowym uczestnic­twem jest słuchanie wybranych fragmentów Biblii właśnie w kościele. Kiedy czytam Ewangelię i widzę stojących ludzi, mam wrażenie, że wszystko jest, jak wtedy. Oto Jezus mówi do swoich uczniów, jak w Nazarecie, jak nad Morzem Tyberiadzkim, jak w Kafarnaum... Nawet, gdy czytany jest dłuższy fragment, nikt nie siada, wszyscy stoją, bo Słowo Pańskie rozbrzmiewa. Wiem o tym, że także ci, co uczestniczą we mszy transmitowanej przez radio, również zachowują taką postawę, jakby byli w kościele.
Dziś Pan Jezus zachęca nas wszystkich zebranych tu w kościele świętok­rzyskim i przy odbiornikach radiowych nie tylko do uważnego słuchania, ale i do zachowania tego. cośmy usłyszeli. I zapewnia nas o wspólnocie z Ojcem i Duchem Świętym, gdy zachowamy słowa Jego.
Tak trzeba słuchać Ewangelii, ciągle na nowo, nawet gdy treść jej znamy na pamięć, ciągle ufając, że każdemu z nas ma Pan Jezus do powiedzenia coś ważnego, co tylko dla mnie jest przeznaczone. Bo On nawet wtedy gdy mówił do tłumów, mówił prosto w serce każdego człowieka, wiedział bowiem, co się dzieje w człowieku.
Stół Słowa Bożego jest znakiem zjednoczenia. „Błogosławieni, którzy słuchają Słowa Bożego i zachowują je".
Pokój zostawiam wam, słuchającym - nie tak jak daje świat, ja wam daję Tego pokoju, który Chrystus zostawił - życzył Papież, gdy stanął po raz wtóry na polskiej ziemi: POKÓJ TOBIE POLSKO. OJCZYZNO MOJA wołał już na Okęciu w pierwszych słowach powitania. A jaki był wtedy pokój, to pamiętamy.
Sceneria wjazdu Ojca świętego do Warszawy budziła głośne sprzeciwy. Wóz papieski z uzbrojonymi komandosami, jakby Papieżowi w kraju rodzinnym groziło niebezpieczeństwo od własnych braci. Ale był stan wojenny i takie obowiązywały zasady gry.
W tę sytuację pełną napięć i bolesnych ran tchnął Jan Paweł II życzenie pokoju. Wtedy mogło się wydawać, że to tylko pobożne życzenie. Ale już trzecia pielgrzymka przebiegała w innej atmosferze. A dziś niektórzy przecierają oczy, czy aby to wszystko, co się dzieje, nie jest snem. Narzeka się. że brak społecznego entuzjazmu.
Entuzjazm został wtedy zdławiony.
Myśleliśmy, że nie prędko odżyje. Odżył! I wciąż jest nadzieja, że może tym razem...
Nadzieja, która ma oparcie w wierze, że Chrystus żywy i zwycięski, panuje nad mocami ciemności. Amen.


maja 21, 2019

Rozważania wielkanocne - Pokój zostawiam wam

maja 21, 2019

Rozważania wielkanocne - Pokój zostawiam wam

Słowo Boże na dziś

Wtorek, 5 tygodnia Okresu Wielkanocnego
J 14, 27-31a

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał».

Refleksja nad Słowem Bożym


O kochającym Jezusie, o Jego zmartwychwstaniu, świadczy: pusty grób w Jerozolimie, świadczą porzucone opaski, chusty, świadczą wreszcie ludzie. Najpierw przerażona Maria Magdalena. Potem, nie rozumiejący jeszcze sprawy, niepewni Apostołowie, których poderwał radosny krzyk kobiet, że On żyje, i idzie z nimi się spotkać. Ale świadkami stali się oni nieco później – oni i reszta dwunastu – wtedy, gdy Zmartwychwstały ukazał im siebie, jako żyjącego życiem uwielbionym; pozwolił im niedowierzać, wątpić, badać, dotykać, aż uwierzyli. A potem tłumaczył im bez końca i wyjaśniał, że taki był plan Boży w każdym szczególe Jego życia ukazany: miał cierpieć, i tak przyprowadzić nas do Ojca. Zanim to zrozumieli, musiała dokonać się w nich przemiana. I dokonała się podczas Zesłania Ducha Świętego w Wieczerniku. Przestali się bać, „serca ich pałały, gdy rozumieli Pisma”, spożywali z Nim pokarm, nie śmiąc słowa wypowiedzieć, ponieważ wiedzieli, że to On jest. A potem, kiedy napełnił ich swoim Duchem, i swoim pokojem, zlecił im swoje posłannictwo. I poszli, z wielką odwagą, i z wielkim przekonaniem, i rozpowiadali o tym wszystkim, co widzieli, i co usłyszeli. Nie krępowała ich ogromna liczba pogan; nie odstręczał ich widok rzymskich żołnierzy, czy wezwanie do sądu, by stanąć przed Sanhedrynem. Widzieli. Przeżyli. Przekonali się. A więc – świadczą.
U progu trzeciego tysiąclecia, my jesteśmy dalszym ciągiem szeregu świadków, tych pierwszych Apostołów, i niezliczonej rzeszy męczenników, których świadectwo o żyjącym Jezusie jest wciąż obecne w Kościele. Tym, którzy zapomnieli o Chrystusie i Jego nauce, chcemy pomóc odkryć Go na nowo, podejmując dzieło nowej ewangelizacji. To my, dziś, jesteśmy przekazicielami świadectwa o zmartwychwstaniu Chrystusa ludziom dzisiejszych czasów, a także ludziom, którzy jutro będą takimi samymi świadkami wobec ludzi jutra.
Świadczymy, nie tyle przez głośne wołanie, ile przez szukanie tego, co jest w górze, poprzez swe przekonanie o głębokim sensie naszego życia, i prawdzie życia wiecznego; poprzez dopełnienie ziemi niebem; poprzez widzenie nieba, jako naszego celu. Jakże wymowne są tu słowa naszego wieszcza, Cypriana Norwida: Drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona, bo drogę tę wytyczył jej związek z niebem, ustanowił Ten, który z nieba zstąpił, przeżył śmierć, napełnił ją życiem, i mając powrócić do Ojca, obdarza nas swoim pokojem, i zapewnia nas o wielkiej miłości Ojca: Bądźcie spokojni i nie lękajcie się, bo to Ja jestem.
Świadectwo Apostołów wciąż żyje w Kościele, bo wciąż narażeni jesteśmy na nieprawidłowy wybór między dobrem i złem; bo wciąż jest słabe rozeznanie dobra i zła; bo wciąż jest zbyt słabe nasze chcenie dobra. Stąd ciągła potrzeba czuwania i modlitwy. On, Zmartwychwstały, uobecniany przez Kościół, w którym żyje – w słowie Bożym i Sakramentach – pomaga nam poznać dobrego Ojca, wlewa w nasze serca Jego życie.
Andre Frossard, wielki przyjaciel Papieża, publikujący wiele wywiadów z Ojcem św., w książce pt.: „Spotkałem Boga”, opisuje historię swojego nawrócenia. Wspomina, że wiara, którą cudownie otrzymał, stając się najgłębszą treścią jego życia, z czasem stała się również udziałem jego matki i jego siostry. To była jedna z największych radości jego życia, że on mógł stać się apostołem i przekazicielem, świadkiem i pośrednikiem w zbawieniu swojej matki i swojej siostry.
Tak już jest w ekonomii zbawienia, że do Boga prowadzi jeden drugiego. Czy stać mnie na świadectwo wiary, i niesienie Ewangelii Jezusa, najpierw krewnym, rodzinie i ludziom, z którymi się spotykam?
Dzisiejszy fragment Dziejów Apostolskich bardzo wiele mówi nam o miłości do Jezusa, o zapale, o sile w głoszeniu Ewangelii u św. Pawła; Pawła nawróconego z nienawiści do chrześcijan. Pamiętamy, że to Paweł dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich, a potem cudownie nawrócony, głosił aż do śmierci miłość i pokój Jezusa. On również musiał przejść przez krzyż; musiał tego krzyża upadków ciągle doświadczać, by jednocześnie doświadczać powstania, ciągłego zmartwychwstawania do życia z Jezusem.
Dzisiaj słyszymy, że do Listry, gdzie Paweł nauczał, przybyli Żydzi, podburzyli tłum i kamienowali Pawła. I wywlekli go za miasto, sądząc, że już nie żyje. Ale Paweł żył, mało tego, Paweł podniósł się i wszedł z powrotem do miasta, głosił Ewangelię, pozyskał wielu uczniów dla Jezusa, umacniał ich i zachęcał do wytrwania w wierze, pościł, modlił się i tłumaczył, że przez wiele ucisków trzeba przejść do królestwa niebieskiego.
Pokój Jezusa przychodzi do nas przez krzyż i nie ma zmartwychwstania bez krzyża i śmierci, jak nauczał św. Paweł. My to dobrze wiemy, gdy doświadczamy krzyża i to w rozmaitej postaci. Pokój Jezusa osiąga się przez krzyż, a raczej dzięki zgodzie na ten krzyż. I to jest ta wielka tajemnica tego doświadczenia. Ten krzyż niesiemy nie sami, ale z Jezusem, bo krzyż sam w sobie niewiele znaczy i sam krzyż nie łączy nas z Jezusem. Dopiero ofiara krzyża, tajemnica ofiarowania krzyża; dopiero to, że my ten krzyż z Jezusem podzielimy, połączymy, że Jemu go zawierzymy, oddamy, ofiarujemy, dopiero to łączy nas z Jezusem.
Ojciec św. w Encyklice Fides et ratio, powiedział bardzo ważną dla nas rzecz, że Bóg właśnie dlatego wybrał krzyż i śmierć, bo inaczej byśmy nie uwierzyli Jego miłości. Bo śmierć, jako początek życia, to po ludzku szaleństwo, a krzyż to przecież zgorszenie, a nie źródło miłości. A jednak Bóg wybrał to, czego nie pojmie ludzki rozum; wybrał to, co po ludzku głupie i śmieszne, a nawet nierealne, by właśnie z pomocą wiary, a nie tylko naszych wysiłków, otworzyli się na to szaleństwo krzyża.
Jezus dziś mówi do nas: “Pokój wam...., pokój mój daję wam, nie tak jak daje świat, Ja wam daję”. A więc On sam nam tego pokoju udziela, nie przez świat, nie przez ludzkie wysiłki, nie przez ludzką logikę, ale przez nasze otwarcie się na Niego, przez nasze otwarcie się na szaleństwo krzyża. Dlatego Jezus mówi dzisiaj dalej: “Niech się nie trwoży serce wasze, ani się nie lęka...”. Z Jezusem nic złego stać się nam nie może, bo jesteśmy mocą krzyża.
Musimy więc często prosić Jezusa, w tej dzisiejszej sytuacji, o Jego niepojętą moc, pokój, który właśnie z krzyża spływa do naszych serc. Panie, Jezu, daj nam doświadczać twojego pokoju najbardziej wtedy, kiedy najtrudniej i najpełniej wtedy, kiedy wydaje się to niemożliwe; daj nam ukochać Cię mocniej z pomocą krzyża, z pomocą naszego otwarcia się na jego szaleństwo, i spraw, by krzyż, by doświadczenia naszego codziennego życia, przybliżało nas do Ciebie, by pomogło kochać Cię mocniej przez złączenie naszej ofiary z Twoją Najświętszą Ofiarą. AMEN.

stycznia 26, 2017

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju

stycznia 26, 2017

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju
Z Ewangelii według świętego Łukasza
Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście ze sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, najpierw mówcie: „Pokój temu domowi!” Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swą zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: „Przybliżyło się do was królestwo Boże”». (Łk 10,1-9)
.
REFLEKSJA NAD SŁOWEM BOŻYM

Moi drodzy, w kontekście dzisiejszej Ewangelii rodzi się pytanie: Kto jest godny pokoju? Ten temat od dawna właściwie przewija się w naszych rozważaniach, a ostatnio jest pierwszy i jedyny – temat pokoju. I może nam się wydawać, że już wszystko na ten temat zostało powiedziane; możemy myśleć, że ostatnie miesiące pokazały, a zwłaszcza spotkanie w Asyżu, że już dosyć modlitwy o pokój popłynęło. Przecież modliły się wszystkie religie świata. W 2002 roku do Asyżu przybyli reprezentanci 80% ogółu wierzących na świecie. To było bardzo wielkie wołanie o pokój. I wydaje się, że całemu światu temat pokoju jest najbliższy; wydaje się, że nie ma takiego człowieka, który by nie bał się wojny, przemocy, terroryzmu i nienawiści.
Dziś wypowiada do nas Pan Jezus trudne słowa: „Idźcie, gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie:«Pokój temu domowi». Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim, jeśli nie, powróci do was”. Kto wobec tego jest niegodny pokoju? Ten, kto nie chce i nie potrafi go przyjąć; ten, kto mówi: a niech się inni modlą; ten, kto myśli, że wojna i lęk nie mogą go dotknąć – jest naiwny – ten, kto odpowiedzialność za pokój zrzuca tylko na rządzących i polityków. A tymczasem, to właśnie my, my religijni, my wierzący, my mamy ten pokój nieść. Do nas Pan Jezus dzisiaj mówi, o ten pokój woła; to jest nasze powołanie. Bo nie chodzi tylko o czasowy rozejm, o zaprzestanie walk, chodzi o coś znacznie więcej: o pokój w ludzkich sercach, o pokój sumień, o przebaczenie, o pojednanie. O to wołał wczoraj Ojciec św.: o przebaczenie właśnie, o to, by pokoju nie zapewniać siłą, ale przez wzajemne zaufanie. „Bóg jest jeden – tak mówił również papież – i Duch Święty działa we wszystkich religiach”. A my, katolicy, wiemy, że Jezus przyszedł do wszystkich ludzi, i dlatego św. Paweł mówi dziś tak wyraźnie, że „pokój mamy od Boga Ojca i Chrystusa, naszego Pana”.
Ten pokój mamy nieść światu. Ten pokój głosili uczniowie św. Pawła, dzisiejsi patronowie: Tymoteusz i Tytus, których dziś wspominamy. Ta misja pokojowa jest udzielona nam, którzy wierzymy i ufamy, którzy modlimy się wspólnie. W modlitwie jest źródło pokoju naszych serc, naszej duszy, naszych wzajemnych relacji. Pokój rodzi się nie tylko w konstytucjach pokojowych, na papierze, w deklaracjach, ale w naszych ludzkich sercach. Prośmy Jezusa o pokój, bo On jest źródłem pokoju, bo On jest Panem naszych serc, naszych sumień; módlmy się i prośmy nie tylko dla nas, ale dla wszystkich ludzkich serc świata; prośmy, jak św. Franciszek z Asyżu:
Panie, uczyń nas narzędziem Twojego pokoju,
byśmy nieśli miłość, gdzie nienawiść,
światło, gdzie ciemność,
nadzieję, gdzie rozpacz;
byśmy bardziej chcieli dawać, niż brać,
byśmy bardziej chcieli kochać,
niż tej miłości szukać. AMEN.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger