grudnia 25, 2017

Homilia na Uroczystość Narodzenia Pańskiego (B) - Msza w dzień

grudnia 25, 2017

Homilia na Uroczystość Narodzenia Pańskiego (B) - Msza w dzień


Bóg się rodzi, moc truchleje! Świat wywraca się do góry nogami. Król królów i Pan całego wszechświata przychodzi na świat w ubogiej stajence, a nie w pałacowych, wyłożonych marmurem, komnatach. Zamiast orszaku możnowładców, hołd Mu oddają zwierzęta, później pasterze – którzy jeszcze nie wiedzą, że oto narodził się Ten, który sam będzie ich pasł. „On, Stwórca świata, narodził się nie pośród złota i srebra, ale pośród błota” (Św. Hieronim, Homilia na Boże Narodzenie).


A my, niczym betlejemscy pasterze, przynagleni świętą ciekawością, poruszeni jakąś dziwną radością, przychodzimy, by pokazać, że narodziny Chrystusa mają dla nas szczególne znaczenie, że nie jest to tylko kolejne wydarzenie w naszym życiu, kolejne święto, obok którego przejść można zupełnie obojętnie.

Jest w nas ludziach jakaś taka prawidłowość, jakieś prawo – wpisane w nas pewnie przez Boga – że kiedy na świat przychodzi dziecko, wszelkie wątpliwości czy pytania przestają mieć znaczenie. Nikt już wtedy nie pyta – czy nie jestem za młoda na to, by urodzić dziecko, albo – wręcz przeciwnie – może już zbyt późno na narodziny dziecka. Czy damy sobie radę? Jak podołamy wychowaniu? Czy aby na pewno dziecko będzie zdrowe? Takie i podobne pytania padają, przed narodzinami dziecka – zwłaszcza wtedy, gdy nie jest ono planowane – czasami będąc wręcz powodem konfliktów w rodzinie. Ale kiedy dziecko przychodzi na świat – bez względu na wszelkie okoliczności staje się ono centrum naszego życia, godząc poróżnione strony. Nikt nie stawia żadnych pytań – nawet jeżeli są one sensowne – ale przychodzi czas na radość, na ucieszenie się tym nowo narodzonym dzieckiem.

I dzisiaj Bóg daje nam taką szansę na to, byśmy mogli się Nim ucieszyć, byśmy mogli ucieszyć się Jego przyjściem na świat – przyjściem, poprzez które – jak to opisuje św. Paweł – Bóg okazuje nam swoją miłość i daje nam nadzieję życia wiecznego (por. Tt 3, 4. 7). Bóg rodzi się dla każdego z nas – nieważne, kim jesteś, nieważne, co posiadasz, nieważne, jak żyjesz – Bóg rodzi się dla ciebie, Bóg przychodzi do Ciebie, dając Ci zbawienie. To jest ten moment, w którym nie trzeba stawiać pytań, o to, jak to teraz będzie, nie trzeba poddawać się wątpliwościom, czy na pewno na ten dar zasługuję, ale to jest czas, w którym mamy ufnie przyjąć otrzymany od Boga dar zbawienia. Wszystko inne dzisiaj nie ma znaczenia. Bóg daje nam tę szansę, byśmy skupili się na Nim, puszczając w niepamięć te nasze wszystkie ludzkie wątpliwości, pytania, konflikty. Dziś ważne jest to, że Bóg rodzi się i przychodzi jednakowo do biednych i bogatych, do zdrowych i chorych, do młodych i starych, do żyjących pobożnie i do największych grzeszników.

Dziś jest dzień wielkiej radości z narodzenia Pana. Dopiero jutro, w święto pierwszego męczennika Szczepana, Nowonarodzony postawi nam pytanie o to, co dalej. O to, czy jesteśmy gotowi oddać życie dla Niego. I pouczy nas o tym, pokazując na przykładzie św. Szczepana, że przyjęcie daru zbawienia wiąże się z konkretnymi czynami, z rezygnacją z siebie – swoich planów, czasami ze swoich marzeń czy ambicji, jeżeli nie są one zgodne z wolą Bożą – aż po oddanie życia za Chrystusa, za Tego, który bez wahania oddał swoje życie za nas. Jutro Jezus powie nam, że przyjście do żłóbka, w którym leży Boże Dziecię, jest decyzją pociągającą za sobą konsekwencje – bo jest to zgoda na przyjęcie na siebie Jego ubóstwa, Jego poniżenia, Jego odrzucenia. A zbawiony będzie ten, kto w tych przeciwnościach wytrwa do końca (por. Mt 10, 22). Bo zawsze, kiedy rodzi się dziecko, po tej niezwykłej radości, trzeba swoją miłość do nowo narodzonego dziecka wprowadzić w czyn i mierzyć się z wszelkimi przeciwnościami, jakie codzienne zwykłe życie ze sobą niesie.

Ale to dopiero jutro. Dziś mamy czas na przeżywanie radości, na cieszenie się z przyjścia Pana, z otrzymania za darmo daru zbawienia, z jakim Bóg przychodzi do każdego z nas. To najpiękniejszy prezent, jaki możesz znaleźć pod choinką. Nie bójmy się, nie wstydźmy się tej radości wyrażać.

Już tutaj, w kościele, ucieszmy się Jego narodzinami, nie chowajmy się za filarami, za plecami innych, ale odważnie śpiewajmy kolędy, niech to będzie wyrazem naszej radości z narodzenia Pana. Spójrz na tych, którzy wokół ciebie siedzą czy stoją, uśmiechnij się, uściśnij dłoń przy wyjściu z kościoła, weź do swojego samochodu sąsiada czy sąsiadkę, którzy przyszli piechotą.

A kiedy wrócimy do domu, zostawmy telewizor, Internet, a zaprośmy Jezusa do wspólnego stołu – nie musi być wcale obficie zastawiony, to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że jesteśmy razem. Zasiądźmy całą rodziną – może w Wigilię nie odczytaliśmy słowa Bożego, to zróbmy to dzisiaj. Podzielmy się ze sobą swoimi radościami i troskami.

Zauważmy tych, którzy są samotni, którym bardzo trudno jest się cieszyć, bo samotność przygniata. Niech i do nich dotrą nasze świąteczne życzenia, nasze dobre ciepłe słowo.


Niby proste gesty, a jak wiele dobra mogą wnieść. Dzielmy się z innymi tą radością z przyjścia Pana. Nie dajmy się zwariować komercyjną atmosferą, kolorowymi reklamami, rozbłyskującymi wszędzie światełkami, drogimi prezentami. Wywróćmy do góry nogami to, czemu hołduje dzisiejszy świat. Niech to będą prawdziwe święta Bożego Narodzenia, święta, w które Bóg pragnie przyjść – i przychodzi – do mnie i do ciebie – z najwspanialszym prezentem – ze zbawieniem. Przyjmijmy Go z radością i wdzięcznością. Życzę Wam wszystkim wesołych Świąt, błogosławionych Świąt!


grudnia 25, 2017

Homilia na Narodzenie Pańskie (B) – (Msza w nocy) – Pasterka

grudnia 25, 2017

Homilia na Narodzenie Pańskie (B) – (Msza w nocy) – Pasterka
Nativity by Camillo Procaccini



Chyba za rzadko słyszymy dobre słowa. Dobre słowa o nas samych, o naszych bliźnich. Papież Franciszek w Evangelii gaudium pisze do chrześcijan całego świata i pragnie nas przekonać do tego, abyśmy byli ekspertami od zauważania dobra. Dlatego…


Chciałem wam powiedzieć, że jesteście dziś wyjątkowo piękni! Jakże piękne są wasze twarze, wasze oblicza pełne radości i szczęścia. Przyszliśmy w ten wieczór od stołu wigilijnego do tego stołu Eucharystii. Dobrze, że tu jesteśmy, aby wspólnie świętować przyjście Boga na ziemię w małym Dziecięciu, które urodziło się w Betlejem, w stajni. Co sprawiło, że jesteśmy dziś wyjątkowo piękni? Nie kto inny, tylko to małe Dziecię! Bóg człowiek Jezus Chrystus, jednorodzony Syn Boga! I dobrze, że tak jest! Dobrze, że tak przeżywamy tę uroczystość! Dobrze, że wierzymy! Ten, kto wierzy nigdy nie jest sam.

Dokładnie 21 dni temu w pierwszą niedzielę Adwentu słyszeliśmy słowa Izajasza proroka:
Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, żeby jakiś Bóg poza tobą czynił tyle dla tego, co w Nim ufność pokłada.
I dalej:
Ty, Panie, jesteś naszym Ojcem, odkupiciel nasz – to twoje odwieczne imię.
I wreszcie:
Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił.

Po 21 dniach od tych zapowiedzi Izajasza naszym oczom po raz kolejny w naszym życiu objawia się Bóg w osobie małego Dziecięcia. Bóg rozdarł niebiosa i zstąpił! Po co? Aby objawić nam, że On jest Emmanuelem – Bogiem z nami, blisko nas, blisko każdego z nas. Bóg, będąc w nas rozmiłowanym, przyciąga nas swoją czułością, rodząc się ubogim i kruchym pośród nas, jako jeden z nas. Rodzi się w Betlejem, co oznacza „dom chleba”. Wydaje się, jakby chciał nam powiedzieć, że rodzi się dla nas chlebem; rodzi się do życia, aby dać nam swoje życie; przychodzi w nasz świat, aby nam przynieść swoją miłość. Bóg bliski ubogim, maluczkim, słabym, zziębniętym, samotnym, wyrzuconym z domu, głodnym…

W pierwszą niedzielę Adwentu pisał św. Paweł w Liście do Koryntian:
W Chrystusie zostaliście wzbogaceni we wszystko! On będzie nas umacniał aż do końca!.

Czego nam jeszcze potrzeba, na co jeszcze czekamy?
Wierny jest Bóg, który powołał was do współuczestnictwa z Synem swoim, Jezusem Chrystusem, Panem naszym.


Chciałbym w ten wieczór przypomnieć i zwrócić uwagę na dwie rzeczy, w oparciu o które pragniemy budować nasze życie:

1. Wiara. Dziękujmy w ten wieczór za wiarę, za dar wiary – wiary otrzymanej, wiary celebrowanej, przeżywanej, zrozumianej, dzielonej, głoszonej. Na wiarę składają się wszystkie wymienione elementy; jeżeli zabraknie któregoś z nich, wiara nie tylko słabnie, lecz istnieje niebezpieczeństwo, że jej zabraknie. Innymi słowy, wierzyć to przede wszystkim uświadamiać sobie z coraz większą wdzięcznością, iż wiarę otrzymaliśmy w darze – od wspólnoty rodzinnej, parafialnej, zakonnej. Wierzyć to znaczy modlić się – osobiście i we wspólnocie – i celebrować w liturgii to, w co się wierzy, aby następnie próbować to przełożyć na życie praktyczne. Wiara oznacza również wysiłek i wolę zgłębiania i refleksji, po to aby zrozumieć tajemnicę przemodloną i przeżywaną; a ponieważ wiara nie jest własnością prywatną, wierzący dzieli się otrzymanym darem, przemodlonym, przeżywanym, zgłębianym, który staje się dzięki temu racją komunii z wierzącymi braćmi, poczynając od własnej wspólnoty; przede wszystkim czuje się on zobowiązany do głoszenia innym, również tym, którzy nie wierzą, tego, co otrzymał i co nieustannie otrzymuje, a co sam stawia coraz bardziej w centrum swojego życia.

2. Rodzina. Papież Franciszek powiedział, że rodzina jest Kościołem domowym, dlatego też «demon nie chce jej, usiłuje ją zniszczyć, doprowadzając do zaniku miłości!». Przez jakie przypadki odmienia się gramatyka rodzinna? Według papieża przez dwa: wzajemną dbałość o siebie oraz braterstwo!

Troszczcie się o siebie nawzajem, jako rodzice dbajcie o wasze dzieci, podobnie jak w pewnym momencie wasze dzieci będą musiały zatroszczyć się o was. W waszym życiu dzielicie tyle przepięknych chwil: posiłki, odpoczynek, prace domowe, zabawy, modlitwę, podróże i pielgrzymki, przejawy solidarności. Jednakże, jeśli zabraknie miłości, zniknie również radość. Prawdziwej miłości dostarcza nam Jezus (List do rodzin, 2 lutego 2014).

Wewnątrz rodziny człowiek uczy się także braterstwa. Rodzina może nim „zarażać świat”, ocalając go przed szaleństwem wojny. W rodzinie przekazywane jest życie, a wraz z nim podstawowe wartości, takie jak konkretna solidarność, umiejętność trudzenia się dla innych, cierpliwość, nadzieja i pomysł na przeszłość.

Papież Franciszek używa pojęcia „wspólnota rodzinna”, żeby podkreślić wartość wspólnoty!
Wspólnota oznacza zaś miejsce relacji, ale nie jakichkolwiek relacji. Być wspólnotą oznacza podążać tą samą drogą, mieć wspólny punkt wyjścia i wspólny cel.
Istnieje duża różnica pomiędzy grupą a wspólnotą. W takim miejscu wzrasta osobowość jej członków, zostaje im nadane imię, w związku z tym spotykają się z uznaniem jako osoby, wzrasta świadomość własnej i cudzej godności dzięki więziom naznaczonym miłowaniem się.


W ten wieczór trzeba nam raz jeszcze uświadomić sobie i przeżyć, że Ten, który przychodzi, nie przychodzi po to, aby nam rozkazywać, ale by nas karmić i służyć. Zbliżmy się do Boga, który staje się bliskim, zatrzymajmy się, by spojrzeć na żłóbek, wyobraźmy sobie narodziny Jezusa. Zanieśmy do Niego to, czym jesteśmy – nasze bóle i cierpienia, nasze radości, nasze zwątpienia, nasze zranienia. Wraz z Maryją i Józefem jesteśmy przed żłóbkiem Jezusa, który rodzi się dla nas. Powiedzmy Mu: „Dziękuję, ponieważ uczyniłeś dla mnie to wszystko”.



grudnia 24, 2017

4. Niedziela Adwentu (B) - Prawdziwy sens Bożego Narodzenia

grudnia 24, 2017

4. Niedziela Adwentu (B) - Prawdziwy sens Bożego Narodzenia


Moi Drodzy! Gdyby dzisiaj ksiądz, który głosi słowo Boże miał aparat do odczytywania myśli słuchaczy, co mógłby odkryć? Na pewno dowiedziałby się, jak wielu z nich myśli już o wieczorze wigilijnym. Boże Narodzenie już przecież tuż, tuż! A tu jeszcze karpia trzeba dopiec, i choinka jakby jeszcze bez blasku. Ciekawe, czy wszyscy dotrą na czas do domu, bo tata z bratem obiecali, że przyjadą na wigilię z zagranicy. A może prezenty za skromne? Czy córka będzie zadowolona z nowych klocków, a syna ucieszy kolejna gra komputerowa?

Ksiądz wcale się nie zdziwi, jeśli wczytując się w myśli wiernych, raz po raz natrafi na obawy, czy aby kaznodzieja nie będzie dzisiaj mówił za długo? Tyle przecież jeszcze spraw nas czeka…


W tym całym przedświątecznym zamęcie, jaki mamy w głowie, słowo Boże przenosi nas do Nazaretu. Otrzymujemy nagle trochę czasu i możemy odetchnąć ze spokojem, bo to nie już zaraz Boże Narodzenie, ale dopiero za dziewięć miesięcy. To dzisiaj anioł ogłosił Maryi, do czego powołuje Ją Bóg, a Ona poczęła z Ducha Świętego. Jeszcze tyle się wydarzy od tej chwili, bo i Maryja uda się do Elżbiety, i Józef usłyszy we śnie głos anioła, i Jan się narodzi, a jego ojciec Zachariasz będzie błogosławił Boga za Jego wierność w spełnianiu obietnic, które kiedyś przekazał ludziom przez proroków.

A teraz dzieje się coś wyjątkowego, bo oto właśnie spełnia się proroctwo Izajasza: Oto Panna pocznie i porodzi syna. Dotyczy ono przyjścia na świat Syna Bożego w ludzkim ciele. Dziewica Maryja poddaje się działaniu Ducha Świętego. Człowiek, którego życie w Jej łonie się rozpoczyna, przyjmuje ciało z Maryi Dziewicy, choć jest wiecznym Synem Boga Ojca, drugą Osobą Trójcy Świętej. Dziecię, które poczęło się w łonie Maryi Dziewicy, jest prawdziwym człowiekiem, choć przychodzi z wysoka, z samego nieba.

Czy jest coś ważniejszego, niż to, co wydarzyło się Nazarecie? Na co czekalibyśmy dzisiaj, gdyby Bóg nie posłał anioła do Dziewicy Maryi i nie zostało wypowiedziane przez Nią niech mi się stanie jako odpowiedź na powołanie do bycia Matką Syna Bożego? To wtedy – w chwili zwiastowania – rozpoczyna się historia Bożego Narodzenia. Gdyby Maryja nie poczęła z Ducha Świętego, nie byłoby porodu w stajni betlejemskiej, przedziwnej łuny na niebie i głosów anielskich, zwiastujących pasterzom radość wielką. Ale nie byłoby też choinki, wigilijnego stołu, świątecznych potraw, łamania się opłatkiem i wzruszających życzeń.


Słowo Boże oczyszcza nasze myśli z tego, co może i po ludzku jest ważne, ale w odniesieniu do tajemnicy Wcielenia Syna Bożego pozostaje drugorzędne. Kieruje naszą uwagę nie na to, co już zrobiliśmy i być może mamy jeszcze zrobić, lecz na to, co czyni dla nas Bóg, gdy objawia się nam w swoim Synu.

Słowo Boże ukazuje nam prawdziwy sens naszego świętowania. Odsłania przed nami niewypowiedzianą tajemnicę, którą Maryja przez dziewięć miesięcy zachowywała w swoim sercu. Jest to tajemnica Boga, który staje się człowiekiem, aby zbawić każdego z nas, czyli wziąć na siebie wszelkie zło, które nas gnębi i zniewala.

Słowo Boże, które dziś słyszymy, uczy nas właściwego przeżywania tajemnicy Bożego Narodzenia. Ukazuje nam bowiem Maryję i Jej wiarę. Maryja bez reszty powierza się Bogu, dlatego otwiera swe serce na działanie Ducha Świętego. Każdy, kto jak Ona ufa bez granic Bożej miłości, przyjmuje Jezusa i żyje Jego Boskim życiem. Wtedy też Duch Święty nadaje kształt jego myślom, słowom i czynom, i czyni go podobnym do Jezusa.

Czy nie po to Jezus przychodzi na świat, aby uczynić nas dziećmi Boga? Czy nie jest to najważniejsze w tych dniach? A jak łatwo to przeoczyć, zwłaszcza że w naszych czasach święta to dla wielu biznes, handel, konsumpcja i rozrywka.


Swego czasu redaktor Krzysztof Ziemiec składał telewidzom życzenia świąteczne. Dla wielu z nich były one zbyt religijne, a sam dziennikarz – jak twierdzili niektórzy – zachował się tak, jakby Polska była państwem wyznaniowym. Na te zarzuty Krzysztof Ziemiec odpowiedział w taki sposób:
Wiem, że takie opinie były i trochę z ich powodu zrobiło mi się nawet przykro. Część przyjaciół przekonywała mnie, żeby się tym nie przejmować, bo tacy już są internauci, że w Internecie nie ma uczciwej krytyki, tylko na każdego wylewa się wiadro pomyj. Ale problem jest chyba poważniejszy i dotyczy niezrozumienia, czym naprawdę są święta Bożego Narodzenia. Trudno, żeby nie miały one religijnego wydźwięku, skoro sama ich istota sprowadza się do radości z narodzin Chrystusa. Przecież to są tego typu święta. Czego zatem miałem życzyć telewidzom? Miłego oglądania telewizji? Wielu prezentów? Jeśli ktoś czuje się urażony moimi życzeniami, to widocznie zagubił gdzieś istotę tych świąt i tak naprawdę nawet nie wie, co każdego roku świętuje.


Wieczór wigilijny przed nami, a potem świąteczne dni. Dobrze, że pomyśleliśmy o tym, jak naszym bliskim sprawić radość. Dobrze, że zależy nam, by naszym świątecznym spotkaniom przy stole towarzyszyła wzajemna życzliwość i radość. Nie zapomnijmy jednak o tym, co najważniejsze – Syn Boży przychodzi na świat, aby wywyższyć człowieka. Gdy zapuka do naszych serc, otwórzmy je z wiarą, jak uczyniła to Maryja na głos anioła. Niech przez działanie Ducha Świętego Jezus znajdzie w nich miejsce i zawsze żyje w nas!

grudnia 15, 2017

Homilia na 3 Niedzielę Adwentu, rok B – Radujcie się!

grudnia 15, 2017

Homilia na 3 Niedzielę Adwentu, rok B – Radujcie się!
Już trzecia niedziela Adwentu. Boże Narodzenie blisko. Woła więc Apostoł: „Gaudete!” Radujcie się! Bóg jest wierny obietnicom więc przyjdzie wkrótce, aby nas ocalić. Więc „zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie” (1 Tes 5,16).
Jakie będą te święta? - myślimy. Jakie będą te święta przeży­wane pod koniec 2017 roku? Czy dla wszystkich będzie to okazja do radości i pomnożenia pokoju?
Pan organista, zgodnie z uświęconą od lat tradycją, przyniósł nam już opłatek. Mamy przyjęły go ze czcią i schowały przed dziećmi, bo ten dobry, poświęcony, biały, czysty chleb przełamiemy dopiero w wigilijny wieczór, życząc sobie zdrowia i radości. Wiemy już do kogo pójdziemy, albo kto przyjdzie do nas na święta. Może ktoś po latach oczekiwania sprawi nam miłą niespodziankę. Ktoś zagniewany wyciągnie rękę do zgody, a ktoś nieżyczliwy w końcu się uśmiechnie. Nadzieja, oczekiwanie i radość. Wszak „obwieszczony rok łaski u Pana”. (Iz 61,2). Zbawiciel, obiecany Mesjasz jest coraz bliżej! Więc już dziś wołam z Izajaszem: „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości...” (Iz 61,10)
Nie mamy powodów do radości, do wesela - powie ktoś - zejdźmy na ziemię bo;
jak się radować, kiedy tak męczy codzienne życie? Kiedy ze skromnej renty czy emerytury wypracowanej wieloletnim trudem wystarcza prawie tylko na miesięczne opłaty!
jak się radować, kiedy w pracy ciągłe napięcia i atmosfera wzajemnej podejrzliwości, myślenia tylko o swoim - prawie nie do zniesienia? Ktoś zatrzymał komuś wypłatę, a ktoś inny zarobił mniej niż w ostatnim miesiącu, choć pracował tak samo.
jak się radować, kiedy rodzice zabiegają wciąż, by jak najlepiej wychować swoje dzieci, a wychowawczyni na wywiadówce ma tyle do powiedzenia na ich temat; katecheta zaś stwierdza, że niektórzy z jego uczniów w ogóle już nie praktykują szukając innej wolności i braku ograniczeń.
jak się radować, kiedy w małżeństwie, w rodzinie ciągle coś się psuje i trudno już to wszystko udźwignąć. Życie ciągle dostarcza nowych trudnych zdarzeń.
Wspomina o sobie i swoim życiu pewna kobieta. „Miałam już troje odchowanych dzieci. Mąż był zainteresowany inną kobietą, pił. Zdecydowaliśmy się na rozwód. Upłynęło kilka dni i stanęłam przed faktem, że jestem w ciąży. Zupełnie nie wiedziałam co zrobić: sprawa rozwodowa w toku, koleżanki w pracy i rodzina znając moją sytuację szczerze mi współczuli i podtrzymywali mnie w przekonaniu o konieczności zerwania z mężem. Tymczasem jestem w ciąży. Czułam się ogromnie osamotniona, opuszczona, słaba i zagubiona. Bałam się z kimkolwiek o tym mówić. Nie chciałam, aby mnie namawiano do przerwania tej ciąży. Ostatecznie zwróciłam się do Boga prosząc Go, by mnie nie opuszczał. Prosiłam o siły, o to żeby nie dopuścił do najgorszego. Udałam się do spowiedzi. Powiedziałam księdzu o swoim niepokoju i wewnętrznym rozdarciu. Usiłował dodać mi otuchy. Jedyną osobą, której zdecydowałam się powiedzieć o dziecku, była piastunka moich starszych dzieci - pani Józefina. Dała się poznać jako osoba dużego formatu. Została niemal członkiem rodziny; dzieci mówiły do niej „babciu”, a sąsiedzi myśleli, że to moja matka. Minęły cztery miesiące - postanowiłam powiedzieć o swoim stanie otoczeniu. Jak przypuszczałam rozpętała się burza. Mój mąż dostał furii: Jak ty to sobie wyobrażasz? Co ludzie powiedzą? Będą mnie mieli za idiotę; rozwód, a tu ciąża! To dziecko nie może się urodzić. Mijał czas. Sprawę rozwodową trzeba było zawiesić, żeby nie ośmieszać się przed sądem. Otoczenie jakoś ucichło, ja czekałam z niecierpliwością na rozwiązanie.
Któregoś dnia mąż kupił zielony kaftanik dla dziecka - oniemiałam. Potem zaczął kompletować ubranka, kupił też łóżeczko i wózek. Dla mnie nadal był opryskliwy. Kiedy urodził się Marek - ojciec oszalał. To było jego „jedyne” ukochane dziecko. Biegły lata Marek rósł. Zycie naszej rodziny układało się różnie, ale przeważnie niewesoło. Mąż nadal pił, urządzał awantury, nie był mi wierny. Do kościoła nie chodził, a nawet wyśmiewał nasze praktyki religijne. Ale Marek mógł z nim zrobić wszystko. Tak naprawdę to tylko z nim się liczył. Z nim też zaczął chodzić na niedzielne Msze święte. Marek mądrzał. Stał się dzieckiem wrażliwym i głęboko wierzącym. Był ministrantem, dużo się modlił. W czasie pijackich awantur ojca - odmawiał pod kołdrą różaniec. Pod koniec szkoły podstawowej przyłączył się do ruchu oazowego. Niewierzący ojciec był jego wielką troską, ale rozmowy i dyskusje na tematy religijne były bardzo burzliwe i kończyły się źle. A jednak trzy lata temu, po głęboko przeżytych rekolekcjach, mąż się nawrócił; przystąpił do spowiedzi, u której nie był 30 lat. Dzisiaj jest człowiekiem praktykującym. Przestał pić. Kocha nas!”
Po latach trudnego adwentu – oczekiwania, kobieta ta doczekała się spełnienia modlitw i pragnień. Grzeszny człowiek otworzył swoje serce na działanie łaski, na przyjście Pana – Zbawcy, który uwalnia od złego! Jest powód do radości! „Pan Bóg sprawił, że rozpleniła się sprawiedliwość i Jego chwała.” (Iz 61,11).
Jakie będą te święta? – pytamy samych siebie.
Bo wielu – musi to przyznać – nie było jeszcze ani razu na roratach, a czasu Adwentu nie uczyniło czasem autentycznego nawrócenia i prostowania dla Pana ścieżek swojego życia. Może nie przygotowaliśmy się też za dobrze do świętowania Narodzenia Pana?
Cóż mamy czynić?” – pytamy dziś – jak pytali kiedyś ludzie Jana Chrzciciela, człowieka posłanego przez Boga, który przyszedł na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości. (J 1,6-7).
Prostujcie drogę Pańską... Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni... nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestańcie na swoim.... Idzie mocniejszy.... On chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem.
Jakie będą te święta? To zależy od tego jak się do nich przygotu­jemy. Pan bowiem przychodzi - obyśmy tylko chcieli Go przyjąć, z Nim wejść w trudne, codzienne życie.
Cóż mamy czynić?
Odpowiedzi Jana Chrzciciela są takie konkretne, skierowane do wszystkich – do nas także. Włączmy jego podpowiedzi w nasz adwentowy rachunek sumienia: o tych dwóch sukniach, o dzieleniu się pożywieniem, o nie pobieraniu więcej niż się należy, o nie znęcaniu się, nie uciskaniu, i inne napomnienia, które dawał ludowi głosząc bliskie już przyjście Pana. W ten sposób, dobrze przygoto­wani, nie czekając na długie kolejki ostatnich dni przedświątecznych przystąpmy do kratek konfesjonału, przystąpmy z ufnością do tronu łaski, by wyprostować kręte często drogi naszego życia i auten­tycznie radować się spotkaniem z przychodzącym Panem. Życzmy sobie tego i za siebie nawzajem módlmy się: „Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was wzywa: On tez tego dokona” (Tes 5,23-24). Amen.


grudnia 12, 2017

Rozważania Adwentowe – Radość i nadzieja

grudnia 12, 2017

Rozważania Adwentowe – Radość i nadzieja
Wtorek, II tydzień Adwentu


Dobry Pasterz
...cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały (Mt 18,13).

Kilka lat temu rozbił się amerykański samolot Boeing 707 lądujący w burzy śnieżnej w pobliżu międzynarodowego lotniska w Dalas. Ekipy ratownicze przez kilka dni szukały rozbitków, a kiedy wysiłki ich okazały się bezskuteczne, ogłoszono komunikat, że nie ma żadnej nadziei znalezienia kogokolwiek przy życiu. Zginęli wszyscy 93 osoby. Wszystkich odpisano na straty.
Pasterz w dzisiejszej Ewangelii zgubił tylko jedną owieczkę, ale żadną miarą nie chciał się pogodzić z myślą, że ją straci na zawsze. Dlatego szukał. Szuka) wytrwale, bez przerwy, szukał z nadzieją w sercu, że znajdzie na pewno zgubę. Poszukiwania jego zostały uwieńczone pozytywnym rezultatem. Stąd jego wielka radość wyrażona w słowach: cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która zginęła.
Św. Mateusz przedstawiając nam tę przypowieść akcentuje nie tyle fakt zgubienia owcy, ile radość, jaka płynie z jej odszukania. Radość i nadzieja – to dwie dominanty dzisiejszej Ewangelii.

Czytając tę perykopę zastanawiają nas w niej dwa szczegóły: dlaczego właściciel 100 owiec pozostawia na pastwę losu 99, a idzie i szuka jednej? Dlaczego z tak lekkim sercem naraża się na utratę tego co ma i co jest pewne, a idzie na poszukiwanie tego, co jest wątpliwe, i co nie wiadomo, czy zostanie uwieńczone pozytywnym sukcesem? Czy nie przypuszczał, że w tym czasie, kiedy on będzie chodził po wertepach i żlebach, po krzakach i cierniach szukając zagubionej owcy, źli ludzie, względnie dzikie zwierzęta, napadną na owce pozostawione bez opieki, rozszarpią je, pozabijają i rozkradną? Dlaczego tak zrobił? To jedna trudność. A druga: dlaczego Chrystus mówi, że właściciel owczarni będzie się cieszył bardziej z jednej odnalezionej owieczki, aniżeli z tych 99, które nie zginęły. Po ludzku rzecz biorąc, chyba 99 owiec przedstawia większą wartość, aniżeli jedna owca. Jak rozwiązać tę trudność? Tylko tak jak je rozwiązuje dzisiejsza Ewangelia. Wolą Ojca waszego Niebieskiego jest ,aby nie zginało ani jedno z tych małych. Tak sobie życzy Ojciec Niebieski, abyśmy jak tylko się da i jak długo się da, szukali tych, którzy zginęli; Jego Opatrzności i trosce pozostawiając tych, którzy wiernie trwają przy Nim. Szukanie jednej zgubionej owcy, jednego nieszczęśliwego człowieka, jednej żyjącej w rozterce duszy tłumaczy sens i cel Chrystusowego i naszego życia na ziemi. Wszyscy jesteśmy po to, abyśmy szukali. Tak jak szukał Pan Bóg w Starym Testamencie, jak szukał Jezus Chrystus w Nowym Przymierzu, jak szukali Apostołowie, jak szukają dziś misjonarze, rozrzuceni po całym globie ziemskim. Życie nasze polega na szukaniu i zdobywaniu dusz ludzkich dla Chrystusa. Im więcej zdobędziemy, tym większa będzie nasza radość i satysfakcja.

Sens tej radości w pełni rozumiemy dopiero wtedy, gdy treść słyszanej przed chwilą przypowieści, wziętej z codziennego i doczesnego życia, przeniesiemy o piętro wyżej w życie nadprzyrodzone i Boże. W tym aspekcie zrozumiemy łatwo, że Chrystusowi nie chodziło tu o zwykłą owieczkę, ale o nieśmiertelną duszę ludzką. Każda dusza jest dla Niego wielkim skarbem, ze względu na cenę, jaką On za nią zapłacił Ojcu Niebieskiemu. Z tej racji nie wolno nam nigdy rezygnować z poszukiwania zaginionych dusz ludzkich. Nie wolno nam stawiać nad nimi „krzyżyka” i odpisywać je na straty. Nie wolno nam mówić: to już zatwardziały grzesznik, z niego i tak już nic nie będzie. Chrystus nam udowodnił, że z największych grzeszników miał później najlepszych i najwierniejszych przyjaciół. Celnik Lewi został Jego Apostołem, faryzeusz Nikodem — przyjacielem, jawnogrzesznica — świętą, niewiasta samarytańska — wierną uczennicą. A stało się tak dlatego, że Chrystus nie zrezygnował z ich szukania. Warto czasem zapomnieć o sobie, aby dla Chrystusa odnaleźć innych.
Życie bez myśli i troski o drugich jest egoizmem i samolubstwem. Troska ta ma mieć przede wszystkim na względzie wieczne zbawienie innych. Jeśli my dziś z tak wielką czcią wspominamy bł. O. Maksymiliana Kolbe, to czynimy tak dlatego, że on nam zaimponował swoją niecodzienną troską o drugich. Zatroszczył się nie tyle o wybawienie od śmierci swojego współbrata, nie był przecież pewny czy on przeżyje obóz, ile zaryzykował swoje życie, po to, by ułatwić zbawienie wieczne dziewięciu innym, razem z nim skazanym na śmierć głodową. On miał w sobie coś z Chrystusa, który zaryzykował także swoje życie dla zbawienia całego świata. Dlatego myśląc dziś o Chrystusie zbawiającym świat, o pasterzu szukającym jednej owieczki, o O. Maksymilianie ratującym życie człowieka, rozumiemy lepiej sens dzisiejszej przypowieści. Jest on tylko jeden: nie ma takich wysiłków, takich trudów i takich ofiar, których by nie warto się podjąć, mając przed sobą perspektywę, uratowania choćby jednej zagubionej duszy ludzkiej. Ona jest największą wartością świata.

Uczestnicząc dziś we Mszy św. rozbudźmy w sobie świadomość, że uczestniczymy w Chrystusowej ofierze krzyża, poniesionej dla ratowania i zbawienia człowieka. Myślmy o tym, że nie wszyscy uczestniczą wiernie we Mszy Św., że wielu z naszych najbliższych zgubiło drogę do kościoła. Róbmy wszystko, byśmy się mogli jak najrychlej odnaleźć przy Chrystusowym ołtarzu, w tym miejscu, w którym On pragnie zjednoczyć i zespolić wszystkich ze sobą.


grudnia 08, 2017

Homilia na 2 Niedzielę Adwentu, Rok B – Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego

grudnia 08, 2017

Homilia na 2 Niedzielę Adwentu, Rok B – Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego
Ukochani w Chrystusie bracia i siostry! Dzisiejsze czy­tania mszalne przypominają nam dwie prawdy: o pierwszym przyjściu Boga, które dokonało się w osobie Jezusa Chrystusa oraz o powtórnym przyjściu, które nastąpi u kresu tego świata.

Naród wybrany przez długie wieki był nosicielem obietnicy wyzwolenia człowieka z niewoli grzechu i śmierci - wybawienia go od zła i nieszczęść. Droga Żydów poprzez historię często była usłana cierpieniem i nieszczęściami, dlatego prorocy nieraz dodawali mu otuchy budząc nadzieję na przyjście Pana. Izajasz mówi: „Oto wasz Bóg! Oto Pan, Bóg, przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata” (Iz 40,10). Żydzi jednak z przyjściem Pana wiązali na­dzieje bardziej polityczne niż nadprzyrodzone i dlatego wielu Go nie roz­poznało.
Dramat rozminięcia się z Bogiem powtarza się, niestety, w każdym po­koleniu i pod każdą szerokością geograficzną. Różne mogą być tego przy­czyny: nie spełnione przez Boga nasze oczekiwania, wybór drogi sprzecz­nej z Jego przykazaniami, letniość i obojętność. Życie człowieka może na pozór przez długie lata toczyć się tak, jakby Boga nie było. Mogą Go prze­słonić przygniatające nas realia tego świata: powab grzechu i urok dobro­bytu, zakłamanie, przewrotność, chciwość, bezmiar krzywd i zła, wobec których Bóg pozornie milczy. W swym Drugim Liście św. Piotr odpowiada na to: „… niektórzy są przekonani, że Pan zwleka, ale On jest cierpliwy w stosunku do nas. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich do­prowadzić do nawrócenia” (2 P 3,9).

Niemniej to prawda, że obecność Boga w naszym życiu nie jest wcale taka oczywista. O tego Boga trzeba się zmagać. On nieraz ułatwia nam doj­ście do siebie, ale to dokonuje się najczęściej poprzez krzyż i doświadcze­nie. Istnieje także wiele rozlicznych, wyraźnych znaków w naszym życiu, które napominają – których nie można lekceważyć. Nie ma człowieka, którego nie nachodziłyby chwile refleksji. Jeśli jednak dla ułatwienia sobie życia tłumimy głos sumienia i unikamy przemyślenia pewnych prawd do końca, zważmy na słowa św. Piotra: jak złodziej przyjdzie dzień Pański (2 P 3,10). Nieistotne jest tutaj, czy tym dniem będzie koniec całego otacza­jącego nas świata. Śmierć każdego z nas będzie dla nas końcem świata, bo odejdziemy stąd na zawsze, by odnaleźć się w innym świecie.

W dzisiejszej Ewangelii św. Marek wskrzesza postać Jana Chrzciciela, który nawoływał do pokuty, chrzcił wodą w Jordanie i zapowiadał rychłe nadejście Pana. Św. Jan ogłosił, że Ten, który po nim przyjdzie, będzie chrzcił Duchem Świętym – jest to zapowiedź dostępnej nam wszystkim ła­ski Bożej, której Bóg nikomu nie odmawia, ale bez naszego wysiłku, poku­ty i nawrócenia Bóg sam jej dać nie może. On stworzył nas bez nas, ale bez naszego udziału nie może nas zbawić.
Trzeba nam wyznać grzechy i mieć poczucie grzechu. Bóg ustala, co jest grzechem i to pozostaje poza wszelką dyskusją. Nie usiłujmy dyspensować się od odpowiedzialności za popełnione grzechy. Ludzkie sumienie nie jest autonomicznym i wyłącznym źródłem stanowienia o tym, co jest dobre, a co jest złe. Prośmy raczej Ducha Prawdy, by uwrażliwił nasze sumienie na grzech, by głos zdrowego sumienia nigdy nie zamarł w naszej duszy.

Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki... woła Izajasz Prorok, a za nim prorok adwentowy – św. Jan Chrzciciel.
Wielu ludzi przychodziło do niego nie tylko, aby przyjąć od niego chrzest i wyznać swoje grzechy, ale też dlatego, że wierzono, że jest prawdziwym prorokiem, których nie było w tamtym czasie wielu. Właściwie nie było żadnego prawdziwego proroka Boga Jahwe, co najwyżej jacyś samozwańczy prorocy.
Ludzie podążali więc z nadzieją, że wreszcie pojawił się prawdziwy prorok, posłany przez Boga. Tłumy, które przychodziły do Jana nad Jordan, świadczą również o tym, że Izraelici oczuwali głód słuchania słów proroczych, czyli słów, które Bóg za pośrednictwem proroka kierował do swego ludu.

Człowiek potrzebuje drugiego, który będzie mu wskazywał drogę, który będzie mówił mu o Bogu. Człowiek potrzebuje nauczyciela, potrzebuje świadka, kogoś, kto będzie dla niego drogowskazem, przykładem, wzorem.
Jan Chrzciciel był tym nauczycielem, świadkiem, drogowskazem, który zapowiedział przyjście Mesjasza. Był dla ludzi człowiekiem wiarygodnym, bo trwał w prawdzie i był pokorny. Świadczą o tym jego słowa, że idzie za nim Mocniejszy, któremu on nie jest godny rozwiązać rzemyka u sandałów.
Jan nie uzurpował sobie tytułu mesjańskiego, choć wśród ludzi byli i tacy, którzy go uważali za Mesjasza. W pokorze i prawdzie, konsekwentnie głosił słowo Boże, kierując wszystkich ku postaci Mesjasza, ktorym był Jezus Chrystus.

Niech postawa i przykład św. Jana Chrzciciela będą dla nas wzorem, aby nasze życie i nasz dobry przykład kierowały innych do Pana Boga.
Niech więc ten czas Adwentu będzie też dla nas okazją do nawracania się, do prostowania ścieżek naszego krętego i grzesznego życia, aby przychodzący Chrystus miał prostą drogę do naszych czystych i otwartych serc.

grudnia 07, 2017

Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą

grudnia 07, 2017

Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą
UROCZYSTOŚĆ NIEPOKALANEGO POCZĘCIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY



Jakie to ważne... - mieć czas dla Boga!, mieć czas na rozważanie Jego SŁOWA...
Gdy czytamy ewangeliczny opis Zwiastowania, to wyobrażamy sobie taką scenę dialogu: Anioł przychodzi, staje przed Maryją i wypowiada kilka ważnych słów, a Maryja odpowiada. Odbywa się przepiękny dialog - i Anioł odchodzi. Tymczasem napisane jest dzisiaj wyraźnie, że Maryja dała sobie czas na rozważenie tego słowa, i nie wiemy ile tego czasu było – czy to była krótka, kilkusekundowa medytacja, czy to może była długa refleksja...? A może Maryja, gdy usłyszała słowa Anioła, to zamilkła na wiele godzin, na cały wieczór... może na całą noc – po to, by rozważyć to piękne słowo, które usłyszała.
Ile byś potrzebował czasu – bracie, ile byś potrzebowała czasu – siostro, na to, by rozważyć taką propozycję ze strony Boga? Ile potrzebowałeś, potrzebowałaś czasu, by znaleźć swoją drogę w życiu - tygodni, miesięcy, a może lat?
Maryja miała czas, by rozważać Słowo Boże. Nie śpieszyła się w tym dialogu, nie przyśpieszała go. Dała sobie – może godziny, może dni, a może tygodnie, na to, by odpowiedzieć Aniołowi, Bożemu Posłańcowi, i robiła to w jego obecności.
Dziś, przed oczyma naszej wiary, staje bardzo piękna scena Maryi zadumanej, rozważającej – Maryi, która ma czas na spotkanie z Bogiem, z Jego Słowem. A my...?

Kochani moi! Dzisiaj, na tej porannej Mszy św., pragniemy wszyscy razem oddać cześć Matce Najświętszej zasłuchanej w Boże słowo. Dzieci w szkole na katechezie czasami pytają księdza: Jak wyglądała Matka Boża? Jaką miała twarz? Czy była poważna? Czy też była smutną osobą? Jakiego była wzrostu? Maryja z pewnością była najpiękniejszą niewiastą na ziemi ponieważ Pan Jezus musiał mieć najpiękniejszą Matkę. Malarze, artyści, poeci, kiedy przedstawiali Matkę Bożą, to ukazywali Ją najpiękniej, jak tylko potrafili.

My wiemy, że Maryja jest rzeczywiście najpiękniejszym człowiekiem na ziemi, ale nie ze względu na wygląd zewnętrzny, ale dlatego, że Pan Bóg wybrał Maryję ze wszystkich niewiast na ziemi i spojrzał na Nią z miłością.
Dzisiejsza Ewangelia, ustami Anioła Gabriela, nazywa Maryję „Pełnią Łaski”, to znaczy pełną Boga, pełną miłości. Maryja i Jej Serce zostało przepełnione miłością. Ale, żeby tę miłość mogła przyjąć i odpowiedzieć na Boże wezwanie, Pan Bóg, od chwili poczęcia, uwolnił Jej Serce od wszelkiego zła; uwolnił od grzechu pierworodnego oraz od wszystkich innych grzechów. Dlatego Maryję nazywamy Niepokalaną.

Dziś chcemy razem dziękować Bogu za to, że Maryja jest pełna Łaski, pełna Miłości. Również dziękujemy Bogu za to, że także każdego z nas na chrzcie św. uwolnił od grzechu pierworodnego, że uczynił nas Bożymi dziećmi. I również dziękujemy za to, że Pan Bóg każdego dnia nasze serca oczyszcza poprzez sakrament Pokuty – przecież w sakramencie Pokuty każdego dnia dokonują się wielkie rzeczy. Dziś dziękujemy za te wszystkie dary i również postanawiamy, że będziemy żyć w miłości, że będziemy oczyszczać nasze serca poprzez codzienny żal za grzechy i w sakramencie Pokuty.

Moi drodzy - nie jest nam łatwo w życiu powiedzieć Bogu nasze tak. Pełnienie woli Bożej jest bardzo trudną rzeczą. Ale jest to sprawa konieczna, by uzyskać pokój w swoim życiu, pokój w sercu, by i w naszym życiu działy się wielkie sprawy Boże. Bardzo jest mi bliskie to co zapisał w swoim „Dzienniku duszy” święty papież Jan XXIII, a mianowicie: „Wola Boża jest naszym pokojem”. Również na wzór Maryi całe nasze życie powinno być mówieniem Bogu „niech Mi się stanie według twego słowa!”.
Całe życie powinno być wypowiadaniem modlitwy Ave Maria (Zdrowaś Maryjo). Tak jak czynili to św. Maksymilian Maria Kolbe „Cały świat zdobyć dla Chrystusa przez Niepokalaną”, św. Jan Paweł II „Totus tuus”, „W życiu i śmierci Totus tuus przez Niepokalaną” i Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński „Soli Deo per Mariam” (Jednemu Bogu przez Maryję), „Wszystko postawiłem na Maryję”. A jaka jest moja wiara? Czy jest ona jak wiara Maryi ufna, oparta na całkowitym zdaniu się na wolę Bożą? Czy moja osobista wiara ma ten rys maryjny? Muszę ze wszystkich sił pragnąć w moim życiu takiej wiary bez ludzkich kalkulacji. Nie pytać się o to, co z tego wszystkiego będę miał. Moja wiara powinna każdego dnia wyrażać się w moim „Fiat” - Amen.


grudnia 07, 2017

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

grudnia 07, 2017

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny
Rdz 3,9-15.20; Ef 1,3-6.11-12; Łk 1,26-38

Maryja manifestacją Bożej miłości do wszystkich ludzi

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny posiada wymowę, która, pozornie, posiada treść nieco odległą od naszych schematów myślowych i naszego doświadczenia. Oto przedstawia nam Maryję w sytuacji Jej wyjątkowości, w Jej przywileju bycia zachowaną od zmazy grzechu pierworodnego i wolną od jakiegokolwiek innego grzechu popełnionego za życia. Rzeczywistość, która nie jest ni­komu z nas dostępna, która może być zbyt często postrzegana jedynie w charakterze przywileju udzielonego Matce Bożej, a w związku z tym nie mająca nam zbyt wiele przez to do zakomunikowania.
Tymczasem to tylko pozór. Uroczystość zawiera bogactwo treści o wymiarze podstawowym dla naszego życia. Wskazują na nią czytania Liturgii Słowa Bożego, przed chwilą przez nas usły­szane. Odsyłają nas one do początków naszej egzystencji.
Oto św. Paweł, w liście do Efezjan, wskazuje, że Bóg, w Je­zusie Chrystusie „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1,4). Jak inaczej wyrazić treść tych, tak pełnych znaczenia, słów? Oto u podstaw naszej egzystencji znajduje się Boży zamysł miłości. Jesteśmy wszyscy, każdy z nas z osobna, przewidziani przez Boga do bycia obdarzonymi Jego miłością, aż do uczynienia z nas Jego przybranych synów. W tym kontekście powinny być również odczytywane słowa z Księgi Rodzaju: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego nam. [...] Stworzył więc Bóg człowieka ma swój obraz” (Rdz l,26n.)
Przekaz tych słów biblijnych nie wyczerpuje jeszcze całej rzeczywistości wymiaru Bożej miłości. Oto ta miłość nie zatrzy­muje się wobec ludzkiego sprzeciwu, wyrażonego w grzechu. Jego miłość idzie dalej, ponad grzech, znajduje drogę swojego zamanifestowania nawet w sytuacji ludzkiego odejścia od Boga, które swoje pierwsze miejsce w historii ma w osobach Adama i Ewy. Ewa jest zaprezentowana na stronach Księgi Rodzaju jako niewiasta, która, przez swoje "nie", wypowiedziane wraz z Ada­mem, zrywa jedność z Bogiem.
Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, po­między potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę” (Rdz 3,15). Tym potomstwem Niewiasty jest Jezus Chrystus, zrodzony z Maryi. Maryja jest Niewiastą, która przez swoje "tak" otwiera drogę do odnowienia harmonii człowieka z Bogiem.
Inicjatywa jest zawsze po stronie Boga. Jest to inicjatywa bezinteresowna, ponieważ płynie z miłości. Również Niepokalane Poczęcie Maryi to inicjatywa Boga. Nie może być ono jednak wi­dziane jedynie w kategoriach przywileju udzielonego Maryi. Dar wolności od grzechu pierworodnego i od wszelkiego grzechu – udzielony Maryi, nie jest rodzajem wyniesienia, które oddala nas od Niej. Jest ono znakiem, manifestacją miłości Boga do wszys­tkich ludzi. Bóg nie poprzestał na uznaniu rzeczywistości ludz­kiego grzechu za fakt dokonany, z nieodwracalnymi dla człowieka konsekwencjami; konsekwencjami zła i śmierci. Bóg podejmuje inicjatywę zbawienia człowieka. W Maryi, wolnej od grzechu, przygotowuje godną Syna Bożego świątynię. Bóg chce przebywać w takich świątyniach.
Takimi świątyniami winniśmy się stać my sami. Na wzór tej, którą Bóg obrał sobie w Maryi. A jaka jest ta świątynia wybrana przez Boga w Maryi? Maryja w dialogu z Archaniołem Gabrielem ujawnia tajemnice swojej osoby. Oto jaka jest Jej reakcja na niez­wykłe wydarzenie spotkania z Archaniołem Gabrielem. Niezwykłe jest już samo pozdrowienie, które obdarza Ją nowym imieniem "pełna łaski" (Łk 1,28), wskazującym na mnogość Bożych darów, które mają towarzyszyć w Jej misji. Oto poczęcie Syna Bożego miało nie naruszyć Jej dziewictwa. W zapowiedzi urodzenia Syna nie wspomina się nawet o Józefie, chociaż Jego imię nie zostało pominięte w prezentacji Maryi na początku opisu wydarzenia Zwiastowania. Również imię Jezus ma być nadane przez Maryję, co było czymś niezwykłym w Nowym Testamencie. Jak to wszys­tko nie miało wywołać zdumienia Maryi wyrażonego w pytaniu: „Jakże się to stanie?” (Łk 1,34). Maryja, przed podjęciem decyzji, prosi o wyjaśnienia. Jej wiara nie była łatwowiernością, lecz była wynikiem decyzji podjętej rozumnie. Ażeby zaś była aktem woli podjętym w sposób rozumny, chciała mieć pełną świadomość sytu­acji, do której Ją Bóg przez Anioła wzywa.
Nasza wiara, w podobny sposób jak Maryi, winna być wiarą świadomą, gdyż tylko taka wiara odpowiada naszej godności. Wierzymy nie naiwną łatwowiernością, ile wynikiem rozumnej i świadomie podjętej decyzji woli i rozumu.
Tak pojęta wiara Maryi pozwala Jej na zaakceptowanie Bo­żego wezwania: „Niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Jest to wiara pełna zawierzenia Bogu, powierzenia ca­łego swego życia i tej misji, do której jest wezwana, Bogu. I to jest ten drugi aspekt wiary Maryi: Jej zawierzenie. Nawet jeśli za­danie, zdawać by się mogło przekraczać możliwości zwykłej żydowskiej dziewczyny, to świadomość obiecanej obecności Boga w tym wszystkim, co Jej Anioł zapowiedział, otwiera drogę do Jej ufnego i pokornego zawierzenia. Nie może zabraknąć tego wy­miaru naszej wierze - zawierzenia Bogu, ufnego przylgnięcia do Niego, powierzenia Mu siebie w świadomości, że jesteśmy przez niego kochani.
Jesteśmy świątyniami Ducha Świętego. Jesteśmy miesz­kaniem Chrystusa przychodzącego do nas w Komunii świętej. Czy dostatecznie zdajemy sobie sprawę z tej rzeczywistości? Chrystus, który w Maryi Niepokalanej obrał sobie świątynię dla siebie, aby narodzić się jako Człowiek, chce uczynić z nas samych godną Niego samego świątynię: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do nie­go, i będziemy w nim przebywać” (J 14,23).
Niech naszą odpowiedzią, naszym zaproszeniem dla Boga do świątyni naszego serca, będzie życie na wzór Maryi - Świątyni, w której upodobał sobie Bóg; wraz z wiarą, na wzór Jej wiary, która przez "tak", wypowiedziane Bogu w osobie Anioła, otworzyła drogę dla naszego zbawienia.


Copyright © 2016 Homilie i rozważania , Blogger